Wiedza
naukowa zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa –
czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów
oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy
zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik szkodliwy
występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie potęgującymi
niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za punkt wyjścia procesu
diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z zasadą wyrażoną po łacinie
słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS, czyli „gdy działa przyczyna, jest i
skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie dzieje się bez przyczyny".
WALK POLAND GMO FREE LAND NUKES FREE LAND LAND OF THE FREE *** Poles are fiercely independent and stand up for their beliefs. US Ambassador to Poland Victor Ashe, Sept 24, 2008 WikiLeaks Hall of Shame
Podstawy
wyboru strategii zaopatrzenia domu w wodę w Polsce roku 2011 dr
Zbigniew Hałat lekarz medycyny specjalista epidemiolog założyciel
Instytutu Wody prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
Według
najnowszych danych sprawozdawczych zbieranych i weryfikowanych w
ramach systemu statystyki państwowej RP odsetek ludności
zaopatrywanej w wodę wodociągowąnie odpowiadającą
wymaganiom określonym w opartym o dyrektywę 98/83/EC z dnia 3
listopada 1998 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia
przez ludzi, rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 29 marca 2007
roku w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi,
w Polsce roku 2009 wynosił 7,0 %.
Najgorszą
wodę sprzedają zaopatrujące największą liczbę Polaków
wodociągi o wydajności do 1000 metrów sześciennych na dobę.
Spośród wszystkich płacących za wodę z tych wodociągów, aż
13,3% odbiorców, tj. co ósmy konsument, kupuje wodę nie
odpowiadającą wymaganiom.
Nie oznacza
to, że pobór wody z dużych wodociągów gwarantuje bezpieczeństwo.
Spośród pięciu polskich wodociągów o wydajności ponad 100000
metrów sześciennych na dobę za nieodpowiadającą wymaganiom
została urzędowo uznana w latach 2008 – 2009 jakość wody
dostarczanej przez Wodociąg Północny w Warszawie ujmujący
wodę z Jeziora Zegrzyńskiego i zaopatrujący stołeczny Układ
Zasilania w Wodę. Z tego powodu w
województwie mazowieckimodsetek
ludności zaopatrywanej w nie odpowiadającą wymaganiom wodę z
wodociągów owydajności
ponad 100 000 metrów sześciennych na dobę sięgnął 52,8%.
Pozostałe dwa wodociągi zaopatrujące aglomerację warszawską
również są oparte o wodę powierzchniową i
to z Wisły,
która obok zanieczyszczeń biologicznych niesie tak duże (i
nieusuwalne) ładunki skażeń chemicznych i radiologicznych, że
według urzędowej oceny wód powierzchniowych wykorzystywanych do
zaopatrzenia ludności w wodę przeznaczoną do spożycia, nie
spełnia wymagań rozporządzenia Ministra
Środowiska z dnia 27 listopada 2002 r. w sprawie wymagań, jakim
powinny odpowiadać wody powierzchniowe wykorzystywane do
zaopatrzenia ludności w wodę przeznaczoną do spożycia.
Czy władze
naszego państwa wiedzą jakie są następstwa spożywania wody nie
odpowiadającej wymaganiom? Jak najbardziej. Oto dosłowny cytat z
udostępnionego opinii publicznej przez Głównego Inspektora
Sanitarnego dokumentu „Stan Sanitarny Kraju w 2008 roku”: „woda
dostarczana przez wodociągi o najmniejszej dobowej wydajności
stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia konsumentów.”
Kolejny dokument „Stan Sanitarny Kraju w 2009 roku” powtarza to
sformułowanie: „w odniesieniu do podstawowych
wymagań, jakie określiła w swoich przepisach Unia Europejska, a
które zostały implementowane do naszych przepisów krajowych, woda
dostarczana przez wodociągi o najmniejszej dobowej wydajności
stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia konsumentów z uwagi na
wysoką liczbę przekroczeń parametrów
określonych w załącznikach 1 i 2 do rozporządzenia Ministra
Zdrowia w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez
ludzi.”
Wbrew
przepisom obowiązującym w Unii Europejskiej i w Polsce mieszkańcy
nie są informowani ani o jakości nabywanej wody, a tym bardziej
zagrożeniach zdrowia i życia wynikających z narażenia na
szkodliwe domieszki wody wodociągowej.
Szczególnie
bulwersujące jest udzielanie odstępstw na parametry stanowiące
bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia konsumentów z pominięciem
skutecznego poinformowania odbiorców wody wodociągowej
uwzględniającego m. in.
- dane
o przekroczeniach dopuszczalnych wartości parametrów jakości wody
oraz związanych z nimi zagrożeniach zdrowotnych,
- dane
o pogorszeniu jakości wody pod względem organoleptycznym,
- informacje
o możliwości poprawy jakości wody przy użyciu środków
dostępnych dla konsumentów,
- zalecenia
mające na celu minimalizację zagrożenia dla zdrowia ludzkiego.
Powyższe
dane przekazane opinii publicznej w formie ogólnokrajowego i
całorocznego agregatu nie tylko nie spełniają swojej roli w
prewencji chorób wodopochodnych, lecz także muszą wywoływać
negatywne emocje u czytelników dokumentu „Stan Sanitarny Kraju w
2009 roku”:
„W
roku 2009 organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej udzieliły
odstępstw na 6 parametrów określonych w załączniku 2 do
rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie jakości wody
przeznaczonej do spożycia przez ludzi w skali kraju. Największą
liczbę przekroczeń wykazały azotany – 10 udzielonych odstępstw.
Wśród pozostałych przekroczonych parametrów znajdowały się
azotyny i bor – 3; fluorki i nikiel – 2; a ponadto antymon – 1
udzielone odstępstwo.
Największa
liczba udzielonych przez organy inspekcyjne zgód na odstępstwo w
2009 r. jak i w 2008 r. była przyznana w zakresie azotanów.
Zanieczyszczenie wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi
azotanami, jest wynikiem prowadzonej na terenie całego kraju
działalności rolniczej. Należy jednak zwrócić uwagę, że pomimo
niewielkiej liczby przekroczeń tego parametru, może on być jednak
poważnym zagrożeniem dla noworodków i
małych dzieci. Skażenie wody azotanami
zachodzi poprzez przenikanie tych związków z pól uprawnych
przenikają do gleby, a następnie do wód gruntowych i
powierzchniowych. Z kolei produkcja i stosowanie nawozów
fosforowych, powoduje uwalnianie fluoru do gleb i wód stanowiącego
równie szczególne zagrożenie. Wody te
stanowią bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia, powodując u
niemowląt methemoglobinemię i niedokrwistość. Są również
źródłem nitrozoamin, związków o działaniu rakotwórczym i
mutagennym.”
Szczególnej
uwagi, ze względów na zagęszczenie populacji i jakość sieci
wodociągowej wymaga sytuacja w aglomeracji śląskiej. Oto fragment
sprawozdania Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w
Katowicach” W 2009 roku przeprowadzono 2050 kontroli urządzeń
służących do zaopatrzenia w wodę (1777 planowane oraz 273
nieplanowane). Rozpatrzono 72 interwencje dotyczące złej jakości
wody, w trakcie których pobrano 125 próbek kwestionowanej przez
odbiorców wody. Tylko 20 interwencji było uzasadnionych.
Zanieczyszczenia fizykochemiczne to: zawyżona twardość, stężenia
chloru wolnego, żelaza i manganu oraz związanych z nimi barwy i
mętności.
W
2009 roku interwencje mieszkańców województwa śląskiego,
dotyczyły pogorszenia wskaźników organoleptycznych jakości wody
przeznaczonej do spożycia. Problem ten odczuwalny był przede
wszystkim w miastach. Stan miejskich sieci wodociągowych, mimo
prowadzonych napraw i modernizacji, stale się pogarsza. W 2009 roku
odnotowano 6280 awarii (o 780 więcej niż w roku 2008), które
najczęściej związane były z uszkodzeniami sieci wodociągowych.
Rurociągi te, liczące nierzadko kilkadziesiąt lat, wykonane
z materiałów nie najlepszej jakości, są silnie skorodowane i
zawierają na powierzchni wewnętrznej wieloletnie osady. Każde
wyłączenie i ponowne włączenie zasilania powoduje obrywanie
osadów i kawałków skorodowanych rur. W takich przypadkach woda
płynąca taką siecią zostaje silnie wtórnie zanieczyszczona,
czego skutkiem jest pogorszenie jej cech organoleptycznych, wzrasta
mętność, woda jest intensywnie zabarwiona na brązowo, zawiera
zawiesiny o różnym stopniu uziarnienia (do kilku mm średnicy) oraz
może charakteryzować się przykrym zapachem.
Podobny
problem występuje również po dłuższych okresach mniejszego
zużycia wody (np. po tzw. „długich weekendach”), kiedy woda
unieruchomiona w rurach, przez kilkadziesiąt godzin, nagle zaczyna
gwałtownie płynąć. Wtórne zanieczyszczenia wody do spożycia
powstają nie tylko w starych sieciach miejskich, ale również w
sieciach osiedlowych, kiedy to, mimo wymiany instalacji wodociągowych
w budynkach mieszkalnych na rury z tworzyw sztucznych (np.
polietylenu), mieszkańcy zgłaszają przypadki pogorszenia jakości
wody.
Dopóki
nie zostaną wymienione wszystkie „wiekowe” rurociągi miejskie,
a szczególnie instalacje osiedlowe oraz wewnętrzne instalacje
wodociągowe w budynkach, dopóty, mimo tego, że woda
dopływająca do jej konsumentów spełnia wymagania sanitarne i jest
dobrej jakości, interwencje mieszkańców będą się powtarzać.”
Zwraca
uwagę stosunek organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej do
interwencji mieszkańców w związku z nieakceptowalnymi przez nich
cechami nabywanej wody wodociągowej przejawiający się m.in.
ograniczeniem wykonywanych analiz laboratoryjnych do prostych
parametrów fizykochemicznych (twardość, chlor wolny, żelazo i
manganu oraz związanych z nimi barwy i mętności). Zamiast
poszukiwać niewykrywalnych organoleptycznie zagrożeń (np. ołów,
włókna azbestu powyżej 10 mikrometrów długości i szereg innych
czynników rakotwórczych) związanych z dewastacją sieci
wodociągowej, przyłączy i instalacji domowych, san-epid w istocie
potwierdza bądź nie zasadność skarg na to co konsumenci sami
widzą i czują.
Długość
sieci wodociągowej rozdzielczej w Polsce to 267 332,1 km, a liczba
połączeń prowadzących do budynków mieszkalnych to 4 849 300
sztuk, z czego na województwo śląskie przypada odpowiednio 19
867,9 km i 554,2 sztuk. Obok występujących w całym kraju
wyjątkowych w skali Europy częstych w sezonie jesienno – zimowym
oscylacji temperatury wokół 0 st. C i koncentracji ruchu drogowego
w gęstej zabudowie mieszkalnej, w aglomeracji śląskiej występuje
dodatkowy czynnik sprzyjający awaryjności sieci wodociągowej,
przyłączy i instalacji domowych, jakim są szkody górnicze i
zużycie techniczne budynków mieszkalnych.
Sieć
wodociągowa w Warszawie wykonana jest głównie z żeliwa i żeliwa
sferoidalnego (63,8% i 13,0%), ze stali (12,6%), azbesto – cementu
(6,8%) i winiduru (3,5%). Nieznaczna część rur (poniżej 0,3%)
wykonana jest z rur polietylenowych i PCV.
Komunizm, faszyzm, europeizm, klimatyzm i każdy
inny totalitaryzm żąda tego samego. Zrezygnujcie z własnego interesu na
rzecz zakamuflowanego interesu nowego hegemona, a po przejściowych
kłopotach czeka was raj na ziemi. Wy, którzy tego nie rozumiecie,
jesteście zacofanymi wrogami postępu i nie unikniecie kary, która
nieuchronnie spadnie na was samych i wasze rodziny. Wystarczy, że
zabierzemy wam pracę, a szybko skruszejecie i zasilicie szeregi
entuzjastów żebrzących o odpady z naszego stołu. Nawet gdy władza
działa nieudolnie i sprzecznie ze zdrowym rozsądkiem, to i tak
dysponuje siłą wystarczającą, aby zabrać wam wszystko: zdrowie, majątek
i życie. Widomym znakiem panoszącego się w Polsce totalitaryzmu,
któremu, tak jak stalinizmowi i hitleryzmowi, należy się już nazwa o
charakterze odosobowym, są turbiny wiatrowe szkodliwe dla krajobrazu,
przyrody i zdrowia człowieka.
To, że wiatraki psują krajobraz, widzi każdy i to powinno martwić
wszystkich, którzy inwestują w turystykę i chcą z niej się utrzymywać.
To, że kładą trupem zwierzęta latające, w tym objęte prawną ochroną
gatunki latających ssaków – nietoperzy, powinno wstrząsać sumieniem
każdego, nie tylko ekologów na etacie. Ale to, że turbiny
wiatrowe szkodzą zdrowiu ludzi powinno stać się tematem debaty
narodowej od zaraz. Przecież nawet gdyby doszło do natychmiastowego
odsunięcia od władzy ludzi odpowiedzialnych za upadek lecznictwa w
Polsce, to i tak skutki zdrowotne oddziaływania turbin wiatrowych
pozostaną nieuleczalne na dziesiątki lat. Kto zapłaci za utracone
zdrowie? Kto zrekompensuje utratę możliwości zarobkowania? Kto pokryje
koszty leczenia?
Brak odpowiedzi na te proste pytania dowodzi, że instalatorzy wiatraków
elektrycznych ukrywają rzeczywiste koszty swojego przedsięwzięcia. Te
ukryte każą płacić innym. Tak samo, jak w przypadku energii jądrowej.
To co jest prezentowane jako tanie i ekologiczne, po ujawnieniu kosztów
ukrytych i przeniesionych na innych, okazuje się najbardziej kosztowne
i najbardziej dla środowiska szkodliwe. Sprzedawcom elektrowni
atomowych i ich akwizytorom z trudem przychodzi przyznać rację
oczywistym faktom. Również w Polsce, gdzie do kosztów budowy i
eksploatacji reaktorów atomowych należy doliczyć następstwa
oddziaływania na zdrowie ludzi elektroenergetycznych linii
napowietrznych, które trzeba będzie zbudować, aby rozprowadzić
energię z jej kilku nowych źródeł. Już dotychczas Polacy traktowani są
jak przygodni mieszkańcy ziemi niczyjej, więc nie trzeba się dziwić,
kiedy wkrótce na łóżeczko naszego dziecka padnie złowieszczy cień linii
wysokiego napięcia siejącej promieniowanie elektromagnetyczne.
Nietoperze muszą liczyć na zmiłowanie ludzi. Ludzie mogą i muszą bronić
się sami. Taki już mają przywilej, że mogą czytać i wykorzystywać
zdobytą wiedzę dla obrony zdrowia i życia swoich bliskich i własnego.
W roku 1991 w The Johns Hopkins University School of Medicine odbyłem
pożyteczne szkolenie z zakresu epidemiologii i w tym samym roku
dyplom lekarza medycyny w tej szacownej uczelni uzyskała dr
Nina Pierpont.
Dr Nina Pierpont sformułowała definicję zespołu hałasu turbiny
wiatrowej jako zespołu objawów, które rozpoczynają się z chwilą
uruchomienia okolicznych turbin, zaś ustępują, gdy turbiny są wyłączone
lub osoba zgłaszająca symptomy nie przebywa w ich sąsiedztwie. Do
objawów tych należą:
- problemy ze snem: słyszalny hałas lub fizycznie odczuwalne uczucie
pulsowania czy ciśnienia utrudniają zaśnięcie oraz powodują częste
wybudzanie.
- bóle głowy o nasilonej dokuczliwości lub częstotliwości,
- zawroty głowy, drżenie, nudności,
- wyczerpanie, niepokój, złość, skłonność do irytacji, depresja,
- problemy z koncentracją uwagi i uczeniem się,
- szum uszny (dzwonienie w uszach).
Nie wszystkie osoby mieszkające w pobliżu turbin wiatrowych zauważają
powyższe symptomy. Nie oznacza to, że ludzie je wymyślają, lecz raczej,
że ludzie różnią się pod względem podatności na nie.
Najpowszechniejszym objawem jest przewlekłe zaburzenie snu.
Wyczerpanie, huśtawka nastrojów oraz problemy z koncentracją i uczeniem
się są naturalnymi następstwami słabego, niezdrowego snu.
Wrażliwość na hałas o niskiej częstotliwości stanowi potencjalny
czynnik ryzyka. Niektórzy ludzie odczuwają hałas o niskiej
częstotliwości raczej jako ciśnienie w uszach, niż jako słyszalny
dźwięk, lub też doświadczają go jako odczuwalne uczucie lub drganie w
klatce piersiowej albo gardle. Osoby zamieszkujące w sąsiedztwie
przemysłowych turbin wiatrowych skarżą się także na niepokojące uczucie
przymusu oddychania zsynchronizowanego z rytmicznym pulsowaniem turbin,
które to pulsowanie niekoniecznie musi być słyszalne, zwłaszcza w nocy
gdy próbują spać. Powyższe ustalenia dr Niny Pierpont należą do
głównego nurtu medycyny opartej o ewidencję naukową. Trwałym skutkiem
oddziaływania turbin wiatrowych o nazwie choroba wibracyjno-akustyczna
zajmuje się wibroakustyka - dziedzina naukowa, w której Polska
odnosi międzynarodowe sukcesy, a dr Wojciech Marciniak należy do
pionierów medycyny w tym zakresie.
dr Zbigniew Hałat
Felieton 15. lutego 2008
Prawa człowieka Polak wysysa z mlekiem matki.
Tak było,
jest i będzie, a kto ma co do tego jakieś wątpliwości, niech porówna
realia
życia w niepodległej Polsce i w innych państwach świata od zamierzchłej
przeszłości do chwili obecnej. Niech zapozna się z żywotami świętych w
dziejach Narodu Polskiego, dokonaniami polskich królów w obronie
słowiańskich
i bałtyckich ludów Europy przed teutońską furią ludobójstwa, a całej
Europy
- przed ottomańską niewolą, z legendą Tadeusza Kościuszki po obu
stronach
Atlantyku i w Australii i z dorobkiem Jana Pawła II. Za wolność waszą i
naszą oddali życie piastowski władca Henryk II Pobożny, król Władysław
Warneńczyk, Polak z wyboru książę Józef Poniatowski, polski
szlachcic
- działacz rosyjskiej organizacji Narodna Wola Ignacy Hryniewiecki,
zabójca
cara Aleksandra II, setki tysięcy znanych i dziesiątki milionów
nieznanych
z imienia bohaterów wyzwoleńczych wojen, powstań, partyzantek i
niezbrojnego
polskiego podziemia, do którego spychali nas zaborcy i okupanci do
końca
XX wieku, jak na razie. Tym bardziej nieznośne staje się wysłuchiwanie
ataków zarzucających Polakom urojoną odpowiedzialność za cudze
zbrodnie.
Zwłaszcza, że zarzuty te płyną z państw, nad którymi jeszcze nie
przebrzmiał
brzęk łańcuchów kolonialnego i okupacyjnego niewolnictwa będącego
źródłem
dobrobytu najeźdźców, a znad których nadal nieustannie dobiega jęk
ofiar
tortur, pobić i zabójstw na tle rasowym i religijnym, swąd podpalonych
świątyń, spalonych domów i ciał ich mieszkańców, w których rozkwita
poniewierka
kobiet i młodzieży oraz mniejszości narodowych i językowych. Notoryczni
agresorzy i zbrodniarze chcą uczyć Polaków demokracji!
W bieżącym roku przypada 60 rocznica
przyjęcia przez
Organizację Narodów Zjednoczonych Powszechnej Deklaracji Praw
Człowieka.
Do cytowanych przed tygodniem jej postanowień dotyczących praw, których
łamanie powinno być przedmiotem petycji przez każdego Polaka
bezpośrednio
kierowanych do Parlamentu Europejskiego, należy dodać następujące:
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod
względem swej
godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni
postępować
wobec innych w duchu braterstwa. Każdy człowiek posiada wszystkie prawa
i wolności zawarte w Deklaracji bez względu na jakiekolwiek różnice
rasy,
koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych,
narodowości,
pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego
stanu.
Nie wolno ponadto czynić żadnej różnicy w zależności od sytuacji
politycznej,
prawnej lub międzynarodowej kraju lub obszaru, do którego dana osoba
przynależy,
bez względu na to, czy dany kraj jest niepodległy, czy też nie rządzi
się
samodzielnie lub jest w jakikolwiek sposób ograniczony w swej
niepodległości.
Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby.
Nie wolno nikogo czynić niewolnikiem ani nakładać na nikogo
służebności.
Nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny,
nieludzki
lub poniżający. Wszyscy mają prawo do jednakowej ochrony przed
jakąkolwiek
dyskryminacją, będącą pogwałceniem Deklaracji, i przed jakimkolwiek
narażeniem
na taką dyskryminację. Nie wolno ingerować samowolnie w czyjekolwiek
życie
prywatne, rodzinne, domowe, ani w jego korespondencję, ani też uwłaczać
jego honorowi lub dobremu imieniu. Każdy człowiek ma prawo do ochrony
prawnej
przeciwko takiej ingerencji lub uwłaczaniu. Rodzina jest naturalną i
podstawową
komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i
Państwa.
Każdy człowiek, zarówno sam jak i wespół z innymi, ma prawo do
posiadania
własności. Nie wolno nikogo samowolnie pozbawiać jego własności. Każdy
człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania; prawo to
obejmuje
swobodę zmiany wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swego wyznania
lub wiary bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie i
prywatnie, poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i
przestrzeganie
obyczajów. Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej;
prawo
to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania,
otrzymywania
i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez
względu
na granice. Każdy człowiek ma prawo spokojnego zgromadzania i
stowarzyszania
się. Każdy człowiek ma prawo do uczestniczenia w rządzeniu swym krajem
bezpośrednio lub poprzez swobodnie wybranych przedstawicieli. Każdy
człowiek
ma prawo równego dostępu do służby publicznej w swym kraju. Każdy
człowiek
ma jako członek społeczeństwa prawo do ubezpieczeń społecznych; ma
również
prawo do urzeczywistniania - poprzez wysiłek narodowy i współpracę
międzynarodową
oraz zgodnie z organizacją i zasobami każdego Państwa - swych praw
gospodarczych,
społecznych i kulturalnych, niezbędnych dla jego godności i swobodnego
rozwoju jego osobowości. Każdy człowiek ma prawo do pracy, do
swobodnego
wyboru pracy, do odpowiednich i zadowalających warunków pracy oraz do
ochrony
przed bezrobociem. Każdy człowiek, bez względu na jakiekolwiek różnice,
ma prawo do równej płacy za równą pracę. Każdy człowiek ma prawo do
nauki.
Nauka jest bezpłatna, przynajmniej na stopniu podstawowym. Rodzice mają
prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich
dzieciom.
Każdy człowiek ma prawo do ochrony moralnych i materialnych korzyści
wynikających
z jakiejkolwiek jego działalności naukowej, literackiej lub
artystycznej.
Każdy człowiek ma prawo do takiego porządku społecznego i
międzynarodowego,
w którym prawa i wolności zawarte w niniejszej Deklaracji byłyby w
pełni
realizowane. Każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez
którego
niemożliwy jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości. W korzystaniu
ze swych praw i wolności każdy człowiek podlega jedynie takim
ograniczeniom,
które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia
odpowiedniego
uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia
zadość
słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego
dobrobytu
demokratycznego społeczeństwa. Żadnego z postanowień niniejszej
Deklaracji
nie można rozumieć jako udzielającego jakiemukolwiek Państwu, grupie
lub
osobie jakiegokolwiek prawa do podejmowania działalności lub wydawania
aktów zmierzających do obalenia któregokolwiek z praw i wolności
zawartych
w niniejszej Deklaracji.
Według Jana Pawła II Powszechna
Deklaracja Praw
Człowieka to „ jedna z najwznioślejszych wypowiedzi ludzkiego sumienia
naszych czasów”.
Felieton 8. lutego 2008
Skuteczna walka o przeżycie to polska
specjalność.
Po pierwsze Opatrzność czuwa i znaczy nasze
losy kolejnymi
cudami. Po drugie wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku
Polacy
energicznie walczą o przeżycie za pomocą najbardziej skutecznego oręża.
Orężem najbardziej skutecznym jest jasne wyrażenie własnej opinii i
przekazanie
jej w formie prośby do Pana Boga oraz w formie żądania kierowanego do
władz.
Jednak ludzie nie korzystają z zachęty Chrystusa: proście a będzie wam
dane, a także rezygnują z politycznych narzędzi wpływu na własny los.
Chcą
wejść, ale nie pukają do drzwi i dziwią się, że nikt im nie otwiera.
Niechby
wzięli przykład z tych, którzy wierzą, że każdy kto prosi, ten
otrzymuje.
Może są jeszcze za młodzi i za mało doświadczeni. Za to na pewno umieją
korzystać z internetu. Warto im uzmysłowić, że modlitwą można się
komunikować
jeszcze łatwiej niż za pomocą internetu i to w sprawach
najważniejszych.
W ramach wymiany doświadczeń od osób biegle korzystających z internetu
można za to uzyskać pomoc w szybkim i skutecznym przesyłaniu swoich
żądań
do polityków. Ten sposób wywierania nacisku na władze muszą poznać
dziesiątki
milionów Polaków lżonych, prześladowanych i dyskryminowanych z pobudek
rasistowskich i religijnych, regularnie oszukiwanych podczas kampanii
wyborczych
i porzucanych po wyborach. Szybkie i skuteczne przesyłanie swoich żądań
do polityków eliminuje koszty pośrednictwa. Nie trzeba ponosić kosztów
pośrednictwa. Nie trzeba zawracać sobie głowy bełkotem megalomanów o
ewidentnie
paranoidalnych i psychopatycznych cechach osobowości. Nie trzeba ulegać
wpływowi profesjonalnych projektów lobbingowych, których celem jest
łatwy
zarobek klienta, narzędziem - aktor obsadzony w roli polityka,
urzędnika,
eksperta lub dziennikarza, a polem działania - każda dziedzina
obiecująca
zysk, od importu pasz po ochronę zdrowia, od wymuszenia nieruchomości
po
rewizję granic. Z podatków nie trzeba politykowi płacić na utrzymanie
pałacu
w postaci stale zamkniętego biura poselskiego i dworu zapewniającego
dobre
zarobki rodzinie posła i autorom stronniczych ekspertyz. Nie trzeba
płacić
składek na utrzymanie rosnącej liczby krzykaczy, którzy chętnie stają
na
czele grup pokrzywdzonych, z pozorowanej reprezentacji czerpią wielkie
zyski, a przy nadarzającej się okazji jeszcze lepszego zarobku
przechodzą
na przeciwną stronę. Nie trzeba opłacać adwokatów i pokrywać kosztów
przegranych
przez nich spraw sądowych. Nie trzeba ślęczeć nad przepisami prawa, tak
formułowanymi, aby umocnić władzę megalomanów, zleceniodawców projektów
lobbingowych, polityków, prawników i stronniczych ekspertów. Nie warto
zwracać się do władz, które – pomimo konstytucyjnych obowiązków wobec
własnej
ojczyzny – wyrzekają się jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane
decyzje lub za zaniechanie podjęcia decyzji, wykręcając się brakiem
kompetencji
oddanych rzekomo Brukseli, w czym daleko prześcigają serwilizm władz
PRL
wobec Moskwy. Jak w takim razie można szybko i skutecznie przesyłać
swoje
żądania do wskazywanego przez polskich polityków jako kompetentny
Parlamentu
Europejskiego? Każdy obywatel Unii Europejskiej, działając
indywidualnie
lub łącznie z innymi osobami, może w dowolnym czasie skorzystać z
przysługującego
mu prawa do złożenia petycji do Parlamentu Europejskiego w sprawie,
która
wchodzi w zakres działalności Unii Europejskiej oraz dotyczy
bezpośrednio
tej osoby lub osób. Prawo do złożenia petycji, zagwarantowane
traktatem,
przysługuje także przedsiębiorstwom, organizacjom i stowarzyszeniom,
które
posiadają siedzibę na terenie Unii Europejskiej. Petycja może mieć
formę
skargi lub wniosku i może dotyczyć spraw leżących w interesie
publicznym
lub prywatnym. Petycja może zawierać indywidualny wniosek, skargę lub
komentarz
dotyczący stosowania wspólnotowego prawa, lub też wezwanie Parlamentu
Europejskiego
do przyjęcia stanowiska w danej sprawie. Petycje te umożliwiają
Parlamentowi
Europejskiemu zwrócenie uwagi na wszelkie przypadki naruszenia praw
obywateli
Unii Europejskiej przez państwo członkowskie, władze lokalne lub
instytucję.
Przedmiot petycji musi odnosić się zagadnień takich jak:
prawa obywatelskie,
ochrona środowiska naturalnego,
ochrona konsumentów,
swobodny przepływ osób, towarów i usług
oraz
rynek wewnętrzny,
zatrudnienie i polityka
społeczna,
wzajemne uznawanie kwalifikacji
zawodowych,
inne problemy związane z
wprowadzaniem
w życie prawa
UE.
Petycja musi być sporządzona w jednym z języków
urzędowych
Unii Europejskiej, w tym polskim. Istnieją dwa sposoby złożenia
petycji:
za pośrednictwem poczty, i drogą elektroniczną (formularz
elektroniczny).
Petycja powinna zawierać fakty istotne dla przedstawianego problemu,
należy
jednak unikać podawania zbędnych szczegółów. Powinna ona być napisana w
jasny i czytelny sposób. Należy krótko i dosadnie sformułować tytuł
petycji.
Petycja musi zawierać imię i nazwisko, narodowość oraz adres pocztowy
(ulica,
nr domu i mieszkania, kod pocztowy, miasto, kraj). Może też zawierać
adres
e-mail. Dostęp opinii publicznej do postępowania z Państwa petycją
umożliwi
udzielenie odpowiedzi twierdzącej na dwa pytania: Czy w wypadku uznania
Państwa petycji przez Komisję Petycji za dopuszczalną zgadzają się
Państwo
na rozpatrywanie jej jawnie? Czy zgadzają się Państwo na rejestrację
Państwa
nazwiska w rejestrze publicznym, dostępnym w internecie?
Zamiast chodzić na pocztę i wydawać pieniądze
na znaczki
warto skorzystać z internetu, choćby w kawiarence internetowej, albo
poprosić
kogoś przyjaznego o pomoc w wysłaniu internetem formularza petycji ze
strony Parlament
Europejski Petycje.
Przykładowe tematy petycji dotyczyć mogą łamania
następujących
praw człowieka:
Każdy pracujący ma prawo do odpowiedniego i
zadowalającego
wynagrodzenia, zapewniającego jemu i jego rodzinie egzystencję
odpowiadającą
godności ludzkiej i uzupełnianego w razie potrzeby innymi środkami
pomocy
społecznej. Każdy człowiek ma prawo do tworzenia związków zawodowych i
do przystępowania do związków zawodowych dla ochrony swych interesów.
Każdy
człowiek ma prawo do urlopu i wypoczynku, włączając w to rozsądne
ograniczenie
godzin pracy i okresowe płatne urlopy. Każdy człowiek ma prawo do stopy
życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny,
włączając
w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne
świadczenia
socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby,
niezdolności
do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny
sposób
od niego niezależny. Matka i dziecko mają prawo do specjalnej opieki i
pomocy.
Konsumentom żywności genetycznie modyfikowanej
grozi alergia,
oporność na antybiotyki i rak. Coraz większym poparciem cieszy się
stawiana
przeze mnie hipoteza, że wspólnym mianownikiem wychodzącej z USA
pandemii
otyłości i cukrzycy są efekty oddziaływania organizmów
genetycznie
modyfikowanych. Organizmy genetycznie modyfikowane wykorzystuje się na
wielu etapach masowej produkcji żywności i napojów, ponieważ
dostarczają
enzymów, olejów i lecytyny, ale na bezpośrednie spożywanie białek
zawierających
m. in. pestycydy wbudowane w rośliny (ang. plant-incorporated
pesticides),
a więc toksyny białkowe Bacillus thuringiensis i materiał genetyczny
niezbędny
do ich wytworzenia, są narażeni konsumenci transgenicznej kukurydzy,
ziemniaków
i pomidorów. Nadto na geny kodujące syntezę enzymu EPSPS decydującego o
odporności na herbicyd glifosat pochodzące z bakterii Agrobacterium
tumefaciens,
zgodnie z nazwą produkującej onkogeny wywołujące rozrost guzów
nowotworowych
u roślin, narażeni są konsumenci np. izolatów białka sojowego
dodawanego
do licznych produktów wędliniarskich, garmażeryjnych, cukierniczych i
in.
Skutki oddziaływania organizmów genetycznie modyfikowanych na zdrowie
ludzi
i zwierząt oraz na środowisko są stopniowo odsłanianie w miarę upływu
lat
wymaganych do ukończenia badań i narastającego sprzeciwu opinii
publicznej
wobec zatajania prawdy o gmo. Polskie przepisy regulujące gmo
odzwierciedlają
bardzo ułomny w tym zakresie dorobek prawny Wspólnot Europejskich, są
słabo
egzekwowane, a próby ich zaostrzenia napotykają na głośny opór
kierowany
przez podmioty gospodarcze czerpiące krociowe zyski ze sprzedaży
modyfikowanej
genetycznie żywności, paszy i karmy.
Od 25. maja 1999r. ogólnopolskie Stowarzyszenie
Ochrony
Zdrowia Konsumentów konsekwentnie domaga się od władz państwowych
RP zarządzenia bezterminowego zakazu wprowadzania organizmów
genetycznie
modyfikowanych do łańcucha pokarmowego człowieka. Wszelkie półśrodki, w
tym zakaz upraw, włącznie z eksperymentalnymi, wybiórczo
nakładane
zakazy importu i obrotu odnoszące się do całości lub części dorobku
inżynierii
genetycznej nie są w żadnej mierze wystarczające, gdyż stwarzają
fałszywe
poczucie bezpieczeństwa.
Nielegalne uprawy dowodzą pogardy sprawcy i
kierowanej
przez niego grupy przestępczej dla praw Rzeczypospolitej
Polskiej,
czynią z Polski ubezwłasnowolnioną kolonię, na której obszarze można
uprawiać
co się chce, mając pewność ślepoty inspektorów i bezkarności. Proste
fałszowanie
deklaracji składu lub etykiet obnaża nieuczciwość oszusta, ale też
uzasadnia
mocne podejrzenie o skorumpowanie organów kontrolnych, które mimo
ciążących na nich obowiązków nie eliminują oszukańczych praktyk.
Korupcja
torująca drogę uprawie, importowi i wprowadzaniu do obrotu zakazanych
organizmów
genetycznie modyfikowanych jest dobrze udokumentowana na całym świecie.
W wielu przypadkach niemrawe działania inspektorów nie są tylko
efektem
wzięcia takiej czy innej korzyści za przymykanie oka na łamanie prawa,
a wynikają z silnych nacisków politycznych porównywalnych z tymi, które
kiedyś doprowadziły do wojen opiumowych.
Nowe odkrycia z zakresu genetyki potwierdzają
tezę o oparciu
opinii na temat skomercjalizowanych wynalazków inżynierii genetycznej
na
nieaktualnej wiedzy naukowej. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić
odkrycie
mechanizmów usypiania i budzenia genów pod wpływem czynników
środowiskowych,
w tym żywieniowych. Usypianie i budzenie genów kontrolujących rozwój
raka
i chorób metabolicznych pod wpływem wynalazków inżynierii genetycznej
jest
bardzo prawdopodobne, a zważywszy na rewolucyjne postępy nauki w tym
zakresie
można spodziewać się fali doniesień o wpływie GMO na każdy spośród 196
genów uśpionych w wyniku oddziaływania matczynej lub ojcowskiej kopii,
a składających się na 1% ludzkiego genomu. Sygnały z nawet bardzo
zdegradowanych
w procesie trawienia organizmów genetycznie modyfikowanych mogą usypiać
lub budzić geny znajdujące się w tych regionach chromosomów, o których
wiadomo, że decydują o podatności na raka, cukrzycę, otyłość,
odporność.
W trakcie ewolucji organizmy naturalne, w tym
zwierzęta
żyworodne, których naznaczenie genetyczne dotyczy, poprzez selekcję
naturalną
dostosowały się do oddziaływania naturalnych składników pożywienia.
Składniki
nienaturalne, genetycznie modyfikowane, wchodzące w skład wcześniej
nieznanej
żywności i paszy narażają świat ludzi i zwierząt na niechciany
eksperyment
na masową, globalną skalę.
Głównym odbiorcą genetycznie modyfikowanej soi i
kukurydzy
nie jest przemysł żywności wysoko przetworzonej a przemysł paszowy
zaopatrujący
fabryki mięsa i mleka. Rozwój genetyki ujawnia mechanizmy potencjalnych
zagrożeń ze strony gmo, przy których bledną tak proste do wykazania
efekty
stosowania pasz genetycznie modyfikowanych, jak ubojowe skażenie mięsa
enterokrwotoczną Escherichia coli O157:H7, która z paszy gmo mogła
nabyć
geny antybiotykooporności, albo nieusuwalne w procesie pasteryzacji
skażenie
krowiego mleka sekwencjami DNA, takimi samymi jak w genetycznie
modyfikowanej
soi i kukurydzy wchodzącej w skład paszy.
Uwaga! W rankingu 2007 Transparency
International nasz
kraj znalazł się wśród 179 sklasyfikowanych krajów świata na 61.
pozycji
za krajami wolnymi od raka korupcji, dzieląc ten zaszczyt z Kubą i
Tunezją.
Kraje mniej skorumpowane od Polski w 2007r.: Dania, Finlandia, Nowa
Zelandia,
Singapur, Szwecja, Islandia, Holandia, Szwajcaria, Kanada, Norwegia,
Australia,
Luksemburg, Wielka Brytania, Hongkong, Austria, Niemcy, Irlandia,
Japonia, Francja, USA, Belgia, Chile, Barbados, St. Lucia, Hiszpania,
Urugwaj,
Słowenia, Estonia, Portugalia, Izrael, St. Vincent i Grenadyny, Katar,
Malta, Macao, Tajwan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Dominika, Botswana,
Cypr, Węgry, Czechy, Włochy, Malezja, Afryka Południowa, Korea
Południowa,
Bahrajn, Bhutan, Kostaryka, CapeVerde, Słowacja, Łotwa, Litwa,
Jordania,
Mauritius, Oman, Grecja, Namibia, Samoa, Seszele, Kuwejt. Jeszcze
na początku lat 90. Polska była klasyfikowana na pozycji 22.
Najnowszy raport Europejskiej Agencji
Środowiska
ujawnia, że coroczne subsydia na transport pochłaniają od 270 do 290
miliardów
euro, z czego połowa idzie na transport drogowy, jeden z najbardziej
szkodliwych
dla środowiska. Niemal co dziesiąty spośród obywateli 25 państw
członkowskich
Unii Europejskiej żyje w odległości mniejszej niż 200 m od drogi, którą
przejeżdżają w ciągu roku ponad 3 miliony pojazdów, a co czwarty - w
odległości
mniejszej niż 500 m od tak zatłoczonej drogi. W następstwie narażenia
tak
wielkiej liczby ludzi na spaliny samochodowe liczba straconych lat
życia
sięga 4 milionów w ciągu jednego tylko roku. Jest oczywistym dla
każdego
faktem, że przedwczesne zgony, przewlekłe choroby i niepełnosprawność
są
tym częściej spotykane, im większa jest koncentracja spalin.
Załamywanie
rąk nad losem ludzi zamieszkujących budynki, które tworzą wąskie
kaniony
wypełnione rzeką tirów, albo w oczekiwaniu na przejście przez jezdnię
krztuszących
się czarnym nieraz dymem z rur spalinowych ma pełne uzasadnienie nie
tylko
zdroworozsądkowe, ale i medyczne. Wątpiącym można przestawić wyniki
badań
epidemiologicznych o niepodważalnej wartości dowodowej.
Odrębnym zagadnieniem są następstwa narażenia
na całodobowy
hałas przekraczający dopuszczalne poziomy dobowe i chwilowe, prowadzący
jego ofiary wprost do stanu depresji. Do wibracji i wstrząsów budynków
mieszkalnych położonych w bliskim sąsiedztwie dróg nie są w stanie
adaptować
się nawet ludzi zamieszkali w takich budynkach od urodzenia. Ryk
silników,
kakofonia sygnałów dźwiękowych, brzęk szklanek, kołysanie się
żyrandola,
pył wdzierający się do domu drzwiami i oknami ani na chwilę nie
pozwalają
zapomnieć, gdzie musi się mieszkać.
Wśród morza zapowiedzi rozwiązania kryzysu
zapoczątkowanego
w Dolinie Rospudy za najbardziej rozsądny i wymagający masowego
poparcia
w ramach narodowego referendum należy uznać przypominany obecnie
program TIRY NA TORY, gdyż przesuwanie po Polsce drogowych pasów
śmierci
jedynie podtrzyma krociowe zyski przemysłu chemicznego, samochodowego,
medycznego i pogrzebowego inicjowane przez europejskich
podatników
składających się na subsydia.
Szkoda, że w tzw. raporcie otwarcia przy
obejmowaniu władzy
przez Prawo i Sprawiedliwość nie oceniono w sposób właściwy zaniedbań w
zakresie kolejnictwa w naszym kraju. Dążenie do likwidacji przewozów
towarowych
było zbrodnią, a przerzucanie kosztów na pasażerów - zwykłą kradzieżą.
Podróż z Warszawy do Wrocławia po przekątnej, czyli przez Łódź, zabiera
prawie siedem godzin i kosztuje połowę ceny biletu za pięciogodzinną
podróż
przez Poznań. Protestów przedstawicieli mieszkańców Wrocławia nie
słychać,
choć wielu ludzi narzeka na ten rozbój.
Wracając do zagrożeń zdrowia związanych z
narażeniem na
czynniki środowiskowe, należy zwrócić uwagę na bardzo ważne orzeczenie
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W uzasadnieniu
wyroku
z dnia 2. listopada 2006r. (skarga
nr 59909/00) zobowiązującego władze Włoch do wypłaty 12 000 euro
jako
zadośćuczynienie za krzywdę moralną w postaci udręki i lęku,
której
doznała ofiara sąsiedztwa zakładu oddziałującego szkodliwie na
środowisko,
trybunał podał pogwałcenie art. 8. europejskiej konwencji praw
człowieka
i podstawowych wolności nakazującego chronić życie prywatne, rodzinne,
dom i korespondencję. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że
ochrona prawa do domu odnosi się nie tylko do fizycznego obszaru życia
osoby i rodziny, lecz także do spokojnego cieszenia się tym obszarem, a
tym samym naruszenie miru domowego nie ogranicza się do aktów
konkretnych
lub fizycznych, jak nieuprawnione wtargnięcie do czyjegoś domu, ale
uwzględnia
także naruszenia niekonkretne i niefizyczne, takie jak hałas, emisje,
odory
i inne formy szkodliwego oddziaływania. Formularz
skargi do Trybunału
Już obecnie Polacy są w ścisłej czołówce
niemal wszystkich,
z wyjątkiem obywateli Białorusi, narodów szukających sprawiedliwości
przed
Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, ale wyrok z dnia 2.
listopada 2006r. dołoży podatnikom do kosztów utrzymania bezczynnych
organów
państwa lawinowo narastające wypłaty odszkodowań za powszechne łamanie
reguł zdrowia środowiskowego, o ile problemy z tożsamością rozmaitych
inspektorów
i rzeczników praw wszelkich nadal będą paraliżować ochronę praw
człowieka
w Polsce.
Dla zdrowia publicznego ważny jest nie tylko
sposób transportu,
ale i rodzaj przewożonego ładunku. Wprowadzanie w gęstą zabudowę
mieszkalną
ładunków wybuchowych, trujących i radioaktywnych czy to tirami, czy też
torami, zawsze jest igraniem z losem i ze względu na rozmiar
potencjalnych
następstw katastrofy w środku miasta za niedopuszczalną należy
uznać
dotychczasową politykę zarządzania ryzykiem w tym zakresie.
Za pomocą środków transportu podejmuje się
ataki na terytorium
innych krajów w ramach niewypowiedzianej wojny ekologicznej polegającej
na podrzucaniu odpadów narodom ubogim i źle zorganizowanym. Parlament
Europejski
13. lutego 2007r. uratował kraje Europy Środkowej, w tym Polskę,
przed zalewem odpadów do spalenia, które Komisja Europejska chciała
przenieść
z kategorii odpadów do kategorii surowców energetycznych z odzysku, co
pod pozorem korzyści dla ekologii w efekcie uczyniłoby Europę Środkową
terenem spalania nie własnej a importowanej części 3,5 miliarda ton
odpadów
wytwarzanych w Unii Europejskiej, uzupełnionych sprowadzanymi z całego
świata odpadami niebezpiecznymi do spalenia w samych tylko Niemczech w
ilości 2,6 miliona ton (wg Der Spiegel: rozpuszczalniki z Australii i
Chin,
pestycydy z Kolumbii, gruz z azbestem z USA są sprowadzane w celu
odpłatnego
spalenia, aby uzupełnić przerób spalarni w Brunsbuettel, Herten,
Dormagen
i Leverkusen).
Jednak narastający w Niemczech opór
obywatelski przeciwko
spalaniu importowanych odpadów w spalarniach, które choć wysokosprawne
i tak stwarzają zagrożenie dla otaczającego środowiska, w szczególności
dla zdrowia ludzi i jakości zdrowotnej płodów rolnych (najgroźniejsze
są dioksyny),
może nasilić legalny i nielegalny import odpadów do Polski oraz być
powodem
znanych w wielu obszarach zdrowia środowiskowego oszukańczych kampanii
bagatelizujących ryzyko śmiercionośnych inwestycji.
dr Zbigniew Hałat
Wypowiedź z dnia 30. lipca 2007 słuchaj
i/lub zapisz Kogo przesiedlić, ludzi czy zwierzęta?
Poziomy cen włączniez z
najmem nieproporcjonalnie wysokie lub Poziomy cen włączniez z najmem
nieproporcjonalnie niskie w stosunku do poziomów zarobków po podatkach i
innych obciążeniach przeciętny poziom zarobków, przeciętny poziom
cen
Poziomy zarobków po podatkach i innych obciążeniach w 73 miastach
świata Nowy Jork = 100% Obliczenia oparte na danych o zarobkach,
odpisach na ubezpieczenie społeczne, l iczbie godzin pracy dotyczących 14
zawodów na świecie
Poziomy cen włączniez z najmem w 73 miastach
świata Nowy Jork = 100% Koszt ważonego koszyka zakupów według
zachodnioeuropejskich nawyków konsumenckich zawierającego 122 produkty i
usługi
Żródło danych liczbowych i informacji
metodologicznej: Prices and Earnings August
2011 Wealth Management Research,
Zurich, Switzerland Global Head Wealth Management
Research: Dr. Andreas Höfert nowa strona:
ROZWÓJ CYWILIZACYJNY POLSKI WEDŁUG DANYCH PORÓWNAWCZYCH DOSTĘPNYCH NA POCZĄTKU DRUGIEJ DEKADY XXIw . link
Felieton 24. czerwca, 2011
Kanikuła
2011 znalazła swój godny uwagi początek na Dworcu Centralnym w
Warszawie. Wielogodzinny paraliż głównego węzła kolejowego Polski w
szczycie przewozów przypadającym na zakończenie roku szkolnego i w
przeddzień długiego weekendu rozpoczynającego się od święta Bożego
Ciała to wydarzenie warte odnotowania. Zwłaszcza w relacjach
poszkodowanych skazanych na niekończące się wyczekiwanie na pomoc w
ciemnej otchłani tuneli i peronów.
A
wśród nich byli nie tylko godzący się na wszystko tubylcy, lecz także
obcokrajowcy, m. in. zmierzający do Warszawy, miasta-kandydata stolicy
kultury europejskiej 2016, na koncert legendarnego gitarzysty
wszechczasów - Carlosa Santany. Bilety na tę kultową dla wielu pokoleń
miłośników rocka imprezę pojawiły się w sprzedaży już na początku
kwietnia b.r. w cenie od 135 do 365 zł. Zapowiadano przekazanie 3 zł z
każdego biletu fundacji charytatywnej Milagro, założonej przez Carlosa
Santanę i jego żonę. W dniu koncertu pokazał się komunikat
organizatora: „Z przykrością informujemy, że w związku z brakiem zgody
Urzędu m. st. Warszawy na organizację imprezy masowej w dniu 22 czerwca
2011, Andromeda - ART Group jest zmuszona do odwołania koncertu
„Santana Guitar Heaven 2011” na stadionie Legii w Warszawie. Artysta
bardzo oczekiwał występu w Warszawie i żałuje, że nie będzie mógł
zaprezentować się przed polską publicznością. Bardzo przepraszamy
Państwa za zaistniałą sytuację i związane z nią komplikacje. Zwrot
biletów będzie możliwy w miejscu zakupu (wraz z dowodem zakupu, np.
paragon)”. Ten komunikat dokumentuje kolejny sukces obecnego zarządu
Warszawy w budowanie wizerunku polskiej kultury na świecie. Jest to
kultura agresywnego narkomana za przyzwoleniem policji i straży
miejskiej katującego bezbronnych ludzi i niemniej agresywnego
prywatnego ZOMOwca pałującego kupców broniących swoich miejsc pracy.
Stolicą
kultury europejskiej 2016 obwołano Wrocław. Trwają przygotowania, przy
których gasną takie antypolskie akcje, jak przemianowanie Hali Ludowej
na Halę Stulecia zwycięstwa Prusaków nad Polakami pod Napoleonem i
obrzydzanie pomnika największego dobroczyńcy Wrocławia - króla
Bolesława Chrobrego Wielkiego, W przeddzień wspólnego posiedzenia
rządów Polski i Niemiec, w ramach obchodów dwudziestolecia podpisania
Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o
dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, gwarantującego
nienaruszalność granic i równe traktowanie mniejszości narodowych,
kanał TVP INFO publicznej telewizji późną nocą zaznajomił polską opinię
publiczną z dorobkiem kultury niemieckiej odnoszącym się właśnie do
Wrocławia. Oto tekst utworu zespołu Weisse Woelfe podany przez TVP INFO
19. czerwca 2011r. „Kiedy polska flota zatonie pod Gdańskiem i
niemiecka piosenka zabrzmi w Malborku, wtedy do Wrocławia wkroczy
Wermacht z oddziałami pancernymi. I wtedy w końcu wschodnie Niemcy
wrócą do ojczyzny.” Co nam zrobią po wkroczeniu do Wrocławia zapowiadał
widok bramy niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz,
zaplanowanego przecież głównie dla Polaków. Wszelkie nasze słuszne
skargi będą oddalane, zresztą jak zawsze, słowami „Du luegst du
Polacke”, czyli „kłamiesz Polaczku”, które w naszej telewizji można
było zobaczyć nad postaciami dwóch SS-manów z bronią gotową do strzału.
W tym materiale spiker polskiej telewizji powiedział „Niedawno w
Internecie pojawiła się piosenka jednego z neofaszystowskich zespołów”
i zapewnił, że „Sprawą zajęła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Dziś piosenka została usunięta.” Siła Traktatu nie wystarczyła do
zajęcia się sprawą wcześniej i nie przez polską Agencję Bezpieczeństwa
Wewnętrznego a przez Bundesamt fuer Verfassungsschutz, BfV, czyli
Federalny Urząd Ochrony Konstytucji. Pytanie do władz polskich,
niemieckich, unijnych i wszelkich światowych: dlaczego jaskrawy
antypolonizm nie jest ścigany tak skutecznie, jak antysemityzm.
Prawdziwy
obraz wywiązywania się obu stron z postanowień Traktatu jest
najbardziej wyrazisty w odniesieniu do spraw mniejszości niemieckiej w
Polsce i mniejszości polskiej w Niemczech. Po dwudziestu latach rząd
niemiecki i polski wyciągają jak królika z kapelusza pojęcie Polonii,
co na modłę ss-mańskiego stwierdzenia „kłamiesz Polaczku” ma zaprzeczyć
istnieniu polskiej mniejszości w Niemczech i oddalić nasze nadzieje na
wywiązanie się Niemców z zapisanej w traktacie ochrony Polaków i języka
polskiego w Niemczech oraz przywrócenia im stanu posiadania sprzed
rabunku dokonanego przez Hitlera i jego wyborców.
Czy
to znaczy, że w ramach odwetu powinniśmy domagać się odebrania osobom
określającym się jako mniejszość niemiecka w Polsce licznych i
rozdętych do granic przyzwoitości przywilejów? Nie sądzę. W moim
rozumieniu rzeczypospolitej każdy, kto jest lojalnym obywatelem naszego
kraju zasługuje na ochronę budującą od wieków różnorodność etniczną,
będącą wartością dodaną Polski, kraju ludzi wolnych, nawet jeśli są
potomkami kolonizatorów nasłanych przez zdeklarowanych polakożerców,
począwszy od strasznych Fryców, którzy wydarli Śląsk Habsburgom, przez
Bismarka, po Hitlera. W imię wkładu, jaki w chwałę Polski wnieśli w
chwili najcięższej próby lojalności tacy polscy patrioci, jak prof.
Rudolf Weigl, gen. Franciszek Kleeberg, czy pisarz Ferdynand Goetel,
należy apelować do niemieckiej mniejszości w Polsce o aktywne
występowanie przeciwko urzędowej dyskryminacji polskiej mniejszości w
Niemczech.
International
Agency for Research on Cancer (IARC) has classified radiofrequency
electromagnetic fields as possibly carcinogenic to humans (Group 2B),
based on an increased risk for glioma, a malignant type of brain
cancer, associated with wireless phone use.
Międzynarodowa
Agencja Badań nad Rakiem (IARC) 31. maja 2011r. zaliczyła
promieniowanie elektromagnetyczne częstotliwości radiowej do
kategoriiczynników
o
możliwie rakotwórczym działaniu na człowieka
(Grupa 2b), w oparciu o ryzyko glejaków, złośliwych nowotworów mózgu
powiązanych z używaniem telefonów bezprzewodowych.
Fałszywa troska polityków o zdrowie publiczne to wróg numer jeden
zdrowia i życia każdego z nas.
Ogłoszone
z wielkim zadęciem kosztowne, a przy tym chybione programy
profilaktyczne oraz telewizyjne występy oficjeli sycących swoje głody
pychy i zarozumialstwa w żadnym razie nie zastąpią naukowo uzasadnionej
działalności władzy publicznej na rzecz najważniejszego z doczesnych
dóbr, jakim jest długie życie w zdrowiu.
Oczywiście dziedziną
wiedzy uzasadniającą wydatkowanie pieniędzy podatników na cele
prozdrowotne nie jest ani wiedza o tym jak ukraść pierwszy milion i nie
dać się złapać, ani też jak skutecznie ogłupić wyborców, aby ponownie
wybrali swojego kata. Wielu wyborców nic tak cieszy, jak przyjmowanie
ciosów zadanych kochającą ręką zgodnie z deklaracją "miłości".
Wszelkie
działania w zakresie zdrowia publicznego muszą być zgodne z aktualnym
poziomem wiedzy epidemiologicznej. Ta zaś - jak każda - podlega
weryfikacji w miarę pojawiania się nowych wyników badań. Badań
miarodajnych i wiarygodnych, nie zaś napisanych w gabinetach planistów
kampanii marketingowych z rozpisaniem na role w wykonaniu a to
profesorów, a to polityków, a to inspektorów, a to dziennikarzy. Czyli
tzw. niezależnych autorytetów. Niezależnych do chwili ujawnienia ich
powiązań ze zleceniodawcami. Powiązań finansowych i wszelkich innych,
bezpośrednich i pośrednich z zaangażowaniem familii, przyjaciół i
przyjaciółek, płatnych z góry i po wykonaniu zadania, a nawet z
płatnością odłożoną dla zatarcia śladów na kilka, kilkadziesiąt lat.
Walka
o prawdę w zdrowiu publicznym wydaje się przegrana w skali globalnej, a
tym bardziej w Polsce, gdzie manipulacji i załganiu podlega dosłownie
wszystko w niemal każdej dziedzinie życia państwowego i to w czasie
rzeczywistym, nie wspominając o skrajnie przeciwnych interpretacjach
faktów sprzed roku, czy kilku dekad.
Za sir Franciszkiem
Baconem, pionierem myśli naukowej z przełomu XVI/XVII wieku, złudzenia,
którym podlegają umysły ludzi w wieku XXI należy nazwać idola mendacis,
złudzenia kłamstwa. Wiadomo: incredibile verum et verisimile mendacium,
czyli niewiarygodna prawda i prawdopodobne kłamstwo. Jednak zgodnie z
teorią idoli Bacona, warto wykrywać i analizować czynniki deformujące
naszą wiedzę, bowiem scientia potentia est - wiedza to potęga, wiedza
daje siłę.
Nie mając wiedzy wystarczającej do przeżycia we
współczesnym świecie, łatwo stracić zdrowie, a przez to majątek i w
końcu życie, gdy zabraknie pieniędzy na leczenie. Stąd w narodach
wielokrotnie od naszego bogatszych wielkim zainteresowaniem cieszą się
informacje o zagrożeniach zdrowia i sposobach ich unikania.
Oto
przykład informacji sprzecznej z kampaniami marketingowymi gigantów
rynkowych, za to zgodnej z aktualnym poziomem wiedzy epidemiologicznej,
a przy tym niezwykle ważnej dla każdego użytkownika telefonu
komórkowego oraz osób z jego otoczenia. Czyli dla wszystkich.
Tuzin
podstawowych zasad ostrożności w celu zminimalizowania narażenia na
promienoiwanie przy korzystaniu z telefonów komórkowych:
1.
Używaj komórki tylko wtedy, kiedy jest to absolutnie niezbędne.
Rozmawiaj najdłużej przez 6 minut, co jeszcze organizm może wytrzymać.
Korzystaj ze słuchawek lub z zestawu głośno mówiącego i trzymaj telefon
w odległości co najmniej 20-30 cm od siebie,
2. Nie noś telefonu bezpośrednio przy sobie i nie korzystaj niego w
odległości bliższej niż 1 metr od innych osób
3.
Osoby poniżej 15 roku życia wcale nie powinny używać komórek, ponieważ
nadal rosną. Mając niższą masę ciała, ponoszą większe ryzyko
uszkodzenia w wyniku oddziaływania promieniowania zwłaszcza na mózg i
barierę krew - mózg oraz gonady, zwłaszcza jajniki.
4. Nie
należy zachęcać do korzystania z komórek osób starszych i wszystkich
innych o osłabionych funkcjach życiowych, gdyż promieniowanie może
pogłębić osłabienie. Kobiety w ciąży nie powinny używać komórek,
ponieważ promieniowanie mikrofalowe jest łatwo absorbowane przez płyn
owodniowy, którym rozwija się dziecko w łonie matki.
5. Używaj
komórki wyłącznie w warunkach najlepszego odbioru. Nie korzystaj z
komórki w ograniczonych pomieszczeniach takich, jak winda, podziemie,
metro, wagon. W tych miejscach siła sygnału zarówno wysyłanego, jak i
otrzymywanego jest znacznie większa, tym samym promieniowanie jest dużo
bardziej intensywne.
6. Nie używaj komórki w czasie jazdy
samochodem, autobusem, pociągiem itp. , gdyż w tej sytuacji antena
komórki cały czas skanuje w poszukiwaniu nadajnika, używając
maksymalnej siły sygnału i promieniowanie zarówno przychodzące jak i
wychodzące ulega nasileniu.
7. Nie używaj komórki w jakimkolwiek
pojeździe, nawet nie będącym w ruchu. Zamknięty pojemnik metalowy daje
efekt klatki Faradaya, co prowadzi do maksymalnego nasilenia
szkodliwego wpływu promieniowania, oddziałującego nie tylko na osobę
telefonującą, lecz także na innych pasażerów, zwłaszcza dzieci.
Koniecznie trzeba wyjść z pojazdu zanim zacznie się telefonować.
8.
Nie trzymaj włączonej komórki przy łóżku, ponieważ nawet kiedy nie jest
używana, pozostaje w kontakcie z najbliższym masztem telefonii
komórkowej i emituje promieniowanie w regularnych odstępach.
9. Zaopatrz się najlepiej w
-
komórkę z najniższym możliwym SAR rating będącym miarą specyficznej
absorpcji promieniowania mikrofalowego przez tkanki ciała człowieka,
przy najwyższy dopuszczalnym natężeniu 1,1 W /kg dla oczodołów i
policzków
- telefon z anteną zewnętrzną, choć mniej modny, to
wyposażony w wielokierunkową antenę nadającą z maksymalną skutecznością
i dlatego używającą słabszego sygnału niż taki, który ma antenę
wbudowaną. Sprawy mody są mniej ważne niż sprawy zdrowia.
10.
Należy unikać korzystania z telefonów komórkowych mając elementy
metalowe w lub na głowie, niezależnie od tego czy są namagnetyzowane,
czy też nie, takie jak wypełnienia amalgamatowe, mostki dentystyczne,
płytki metalowe, śruby, klipsy, ozdoby, kolczyki, czy metalowe oprawki
okularów. To samo dotyczy osób używających metalowych chodzików, kul i
wózków inwalidzkich, które powinny unikać zjawisk odbicia,
amplifikacji, rezonansu i biernej reemisji promieniowania.
11.
Korzystaj z osłon chroniących cię przed promieniowaniem, takich jak
metalowe kasety do noszenia komórek, materiały, zasłony i farby
chroniące przed promieniowaniem, folie metaliczne i wszystkie inne
wynalazki o uwodnionej skuteczności
12. Telefonuj najwięcej jak
tylko możesz używając linii przewodowych, które nie emitują żadnego
promieniowania i z których można korzystać w nieograniczonym czasie
przez internet, nawet w rozmowach zagranicznych.
Ludzie
odpowiedzialni za śmiertelne skutki rozpadu nadzoru sanitarnego
m. in. nad źródłami promieniowania jonizującego w
polskich szpitalach
i w takich nośnikach radionuklidów,
jak woda z kranu
oraz winni narażania Polaków na oddziaływanie zubożonego uranu,
zabierają się do realizacji projektu z zakresu nielegalnego lobbingu
pod nazwą
ATOMEM W POLSKĘ BOGATĄ
WE WŁASNE ŹRÓDŁA ENERGII
Ustawa
z dnia 17 grudnia 2009 r.
o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym
(Dz. U. z 2010 r. Nr 7, poz. 44, z dnia 18 stycznia 2010 r.)
Art. 1. 1. Ustawa
normuje sądowe
postępowanie cywilne w sprawach, w
których są dochodzone roszczenia jednego rodzaju, co najmniej 10
osób,
oparte na tej samej lub takiej samej podstawie faktycznej (postępowanie
grupowe). 2. Ustawa ma
zastosowanie w
sprawach o
roszczenia o ochronę
konsumentów, z tytułu odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną
przez
produkt niebezpieczny oraz z tytułu czynów niedozwolonych, z
wyjątkiem
roszczeń o ochronę dóbr osobistych. 3. Wszczęcie
postępowania
grupowego
nie wyłącza możliwości dochodzenia
swych roszczeń przez osoby, które nie przystąpiły do grupy lub z
niej
wystąpiły. Art. 2. 1.
Postępowanie grupowe
w
sprawach o roszczenia pieniężne jest
dopuszczalne tylko wtedy, gdy wysokość roszczenia każdego członka grupy
została ujednolicona przy uwzględnieniu wspólnych okoliczności
sprawy. 2. Ujednolicenie
wysokości
roszczeń
może nastąpić w podgrupach, liczących co najmniej 2 osoby. 3. W sprawach o
roszczenia
pieniężne
powództwo może ograniczać się do
żądania ustalenia odpowiedzialności pozwanego. W takim przypadku
powód
nie jest obowiązany wykazywać interesu prawnego w ustaleniu. Art. 3. 1.
Postępowanie grupowe
należy
do właściwości sądu okręgowego. 2. Sąd rozpoznaje
sprawę w
składzie
trzech sędziów zawodowych. Art. 4. 1.
Powództwo w
postępowaniu grupowym wytacza reprezentant grupy. 2. Reprezentantem
grupy może być
osoba
będąca członkiem grupy albo
powiatowy (miejski) rzecznik konsumentów w zakresie
przysługujących im
uprawnień. 3. Reprezentant
grupy prowadzi
postępowanie w imieniu własnym, na rzecz wszystkich członków
grupy. 4. W postępowaniu
grupowym
obowiązuje
zastępstwo powoda przez adwokata
lub radcę prawnego, chyba że powód jest adwokatem lub radcą
prawnym. Art. 5. Umowa
regulująca
wynagrodzenie
pełnomocnika może określać
wynagrodzenie w stosunku do kwoty zasądzonej na rzecz powoda, nie
więcej niż 20 % tej kwoty. Art. 6. 1. Pozew
powinien czynić
zadość warunkom określonym w ustawie z
dnia 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. Nr
43, poz. 296, z późn. zm.2)), a ponadto zawierać:
1) wniosek o
rozpoznanie sprawy w postępowaniu grupowym;
2) wskazanie
okoliczności, o których mowa w art. 1 ust. 1, a w
przypadku roszczeń pieniężnych także zasad ujednolicenia wysokości
roszczeń członków grupy lub podgrup;
3) w
przypadku
roszczeń pieniężnych określenie wysokości roszczenia każdego z
członków grupy lub podgrup;
4)
oświadczenie
powoda o tym, że działa on w charakterze reprezentanta grupy. 2. Do pozwu należy
dołączyć
oświadczenia członków grupy o przystąpieniu
do grupy i wyrażeniu zgody co do osoby reprezentanta grupy oraz umowę
reprezentanta grupy z pełnomocnikiem, określającą sposób
wynagrodzenia
pełnomocnika. Art. 7. W każdym
stanie sprawy
sąd
może skierować strony do mediacji. Art. 8. 1. Na
żądanie pozwanego
sąd
może zobowiązać powoda do złożenia kaucji na zabezpieczenie
kosztów procesu. 2. Pozwany może
zgłosić żądanie
zabezpieczenia kosztów najpóźniej przy
pierwszej czynności procesowej. Pozwany nie ma prawa domagać się
złożenia kaucji, jeżeli uznana przez niego część roszczenia wystarcza
na zabezpieczenie kosztów. 3. Sąd oznaczy
termin złożenia
kaucji,
nie krótszy niż miesiąc, oraz
jej wysokość, mając na względzie prawdopodobną sumę kosztów,
które
poniesie pozwany. Kaucję składa się w gotówce. Kaucja nie może
być
wyższa niż 20 % wartości przedmiotu sporu. 4. Jeżeli w toku
sprawy okaże
się, że
kaucja nie wystarcza na
zabezpieczenie kosztów procesu, pozwany może żądać dodatkowego
zabezpieczenia. 5. Po bezskutecznym
upływie
wyznaczonego przez sąd terminu do złożenia
kaucji sąd na wniosek pozwanego odrzuci pozew lub środek odwoławczy,
orzekając o kosztach, jak w przypadku cofnięcia pozwu. 6. Postanowienie w
przedmiocie
kaucji
sąd może wydać na posiedzeniu niejawnym. Na postanowienie sądu
przysługuje zażalenie. Art. 9. Sąd na
wniosek pozwanego
zarządzi zaspokojenie z kaucji
przyznanych mu kosztów. Wniosek taki powinien być zgłoszony w
terminie
miesiąca od dnia uprawomocnienia się orzeczenia kończącego postępowanie
w sprawie. Jeżeli wniosku nie zgłoszono, sąd po upływie tego terminu
zarządzi wydanie kaucji powodowi na jego żądanie. Sąd zarządzi wydanie
powodowi kaucji natychmiast po uprawomocnieniu się orzeczenia
kończącego postępowanie w sprawie, jeżeli pozwanemu kosztów nie
przyznano. Art. 10. 1. Sąd
rozstrzyga na
rozprawie o dopuszczalności postępowania
grupowego i odrzuca pozew, jeżeli sprawa nie podlega rozpoznaniu w
postępowaniu grupowym. W przeciwnym razie sąd wydaje postanowienie o
rozpoznaniu sprawy w postępowaniu grupowym. 2. Na postanowienie
sądu w
przedmiocie
rozpoznania sprawy w postępowaniu grupowym przysługuje zażalenie. 3. W przypadku
wytoczenia przez
członka grupy, w terminie 6 miesięcy od
dnia uprawomocnienia się postanowienia o odrzuceniu pozwu,
powództwa o
roszczenie, które było objęte powództwem w postępowaniu
grupowym, w
odniesieniu do tego roszczenia zostają zachowane skutki wytoczenia
powództwa w postępowaniu grupowym. Art. 11. 1. Po
uprawomocnieniu
się
postanowienia o rozpoznaniu sprawy w
postępowaniu grupowym sąd zarządzi ogłoszenie o wszczęciu postępowania
grupowego. 2. Ogłoszenie o
wszczęciu
postępowania
grupowego powinno zawierać:
1)
wymienienie
sądu, przed którym toczy się postępowanie grupowe;
2) oznaczenie
stron
postępowania oraz oznaczenie przedmiotu sprawy;
3) informacje
o
możliwości przystąpienia do grupy przez osoby,
których roszczenia mogą być objęte powództwem grupowym
poprzez złożenie
reprezentantowi grupy, w oznaczonym terminie, nie krótszym niż
jeden, a
nie dłuższym niż trzy miesiące od daty ogłoszenia, pisemnego
oświadczenia o przystąpieniu do grupy;
4) zasady
wynagrodzenia pełnomocnika;
5) wzmiankę o
wiążącym skutku wyroku wobec członków grupy. 3. Ogłoszenie o
wszczęciu
postępowania
grupowego umieszcza się w
poczytnej prasie o zasięgu ogólnokrajowym. W szczególnych
wypadkach sąd
może zarządzić zamieszczenie ogłoszenia w prasie o zasięgu lokalnym. 4. Zarządzenie
ogłoszenia o
wszczęciu
postępowania grupowego można
zaniechać wtedy, gdy z okoliczności sprawy wynika, że wszyscy
członkowie grupy złożyli oświadczenia o przystąpienie do grupy. 5. Przystąpienie do
grupy po
upływie
terminu wyznaczonego przez sąd jest niedopuszczalne. Art. 12. W
oświadczeniu o
przystąpieniu do grupy uprawniony powinien
określić swe żądanie oraz wskazać okoliczności uzasadniające żądanie, a
także przynależność do grupy oraz przedstawić dowody. Wykaz
osób, które
przystąpiły do grupy, sporządza powód i przedstawia sądowi,
dołączając
oświadczenia o przystąpieniu do grupy. Sąd doręcza wykaz pozwanemu. Art. 13. 1. Z
chwilą
przedstawienia
sądowi oświadczenia o przystąpieniu
do grupy między członkiem grupy oraz pozwanym powstaje skutek sprawy w
toku, co do roszczenia objętego postępowaniem grupowym. 2. Osoba, która
przed
dniem
wszczęcia postępowania grupowego wytoczyła
przeciwko pozwanemu powództwo o roszczenie, które może
być objęte
postępowaniem grupowym, nie później niż do dnia zakończenia
postępowania w pierwszej instancji może złożyć oświadczenie o
przystąpieniu do grupy. W takim przypadku sąd wydaje postanowienie o
umorzeniu postępowania. Art. 14.
Interwencja uboczna
członka
grupy po stronie powoda jest niedopuszczalna. Art. 15. W
wyznaczonym przez sąd
terminie, nie krótszym niż miesiąc,
pozwany może podnieść zarzuty co do członkostwa określonych osób
w
grupie lub podgrupach. Art. 16. 1. W
sprawach o
roszczenia
pieniężne ciężar udowodnienia
przynależności członka do grupy spoczywa na powodzie. W innych sprawach
do ustalenia przynależności członka do grupy wystarcza
uprawdopodobnienie. 2. Powód może
zobowiązać
członka grupy do złożenia w wyznaczonym terminie dodatkowych
dowodów i wyjaśnień. Art. 17. 1. Po
upływie
wyznaczonego
przez sąd terminu, nie krótszego
niż miesiąc od dnia doręczenia powodowi zarzutów co do
członkostwa, sąd
wydaje postanowienie co do składu grupy. Sąd może wydać postanowienie
na posiedzeniu niejawnym. 2. Na
postanowienie, o
którym
mowa w ust. 1, przysługuje zażalenie. 3. Po wydaniu
postanowienia, o
którym mowa w ust. 1, oświadczenie członka grupy o wystąpieniu z
grupy jest bezskuteczne. 4. W przypadku
wytoczenia
powództwa o roszczenie objęte postępowaniem
grupowym, przez osobę, która przystąpiła do grupy a nie została
objęta
postanowieniem sądu co do składu grupy, w terminie 6 miesięcy od dnia
uprawomocnienia się tego postanowienia, art. 10 ust. 3 stosuje się
odpowiednio. Art. 18. 1. Na
wniosek więcej
niż
połowy członków grupy sąd może
dokonać zmiany reprezentanta grupy. Wniosek powinien wskazywać
proponowanego reprezentanta grupy oraz zawierać jego oświadczenie o
wyrażeniu zgody na bycie reprezentantem. Sąd wydaje postanowienie na
posiedzeniu niejawnym. 2. Zmiana
reprezentanta grupy
nie
powoduje wygaśnięcia udzielonego w postępowaniu pełnomocnictwa. 3. W przypadku
złożenia wniosku
o
zmianę reprezentanta grupy po wydaniu
wyroku, bieg terminu do zaskarżenia wyroku nie może skończyć się
wcześniej niż z upływem dwóch tygodni od uprawomocnienia się
postanowienia, o którym mowa w ust. 1. Art. 19. 1.
Cofnięcie pozwu,
zrzeczenie się lub ograniczenie roszczenia
oraz zawarcie ugody wymaga zgody więcej niż połowy członków
grupy. 2. Sąd może uznać
za
niedopuszczalne
cofnięcie pozwu, zrzeczenie się
lub ograniczenie roszczenia, jak też zawarcie ugody, jeżeli
okoliczności sprawy wskazują, że wymienione czynności są sprzeczne z
prawem lub dobrymi obyczajami albo zmierzają do obejścia prawa bądź
rażąco naruszają interes członków grupy. Art. 20. Członka
grupy lub
podgrupy
przesłuchuje się w charakterze strony. Art. 21. 1. W
sentencji wyroku
należy
wymienić wszystkich członków grupy lub podgrupy. 2. W wyroku
zasądzającym
świadczenie
pieniężne należy ustalić, jaka kwota przypada każdemu członkowi grupy
lub podgrupy. 3. Wyrok prawomocny
ma skutek
wobec
wszystkich członków grupy. Art. 22. Tytułem
egzekucyjnym do
prowadzenia egzekucji świadczenia
pieniężnego przypadającego członkowi grupy lub podgrupy jest wyciąg z
wyroku wskazujący w szczególności wysokość należnego mu
świadczenia. Art. 23. 1. W
sprawach o
świadczenia
niepieniężne egzekucję zasądzonego świadczenia wszczyna się na wniosek
reprezentanta grupy. 2. Jeżeli zasądzone
świadczenie
niepieniężne nie zostanie spełnione w
terminie 6 miesięcy, liczonym od dnia uprawomocnienia się wyroku, a w
tym czasie reprezentant grupy nie wystąpi z wnioskiem o wszczęcie
egzekucji, z wnioskiem o nadanie klauzuli wykonalności, a także o
wszczęcie egzekucji, może wystąpić każdy z członków grupy. Art. 24. 1. W
zakresie
nieuregulowanym
w ustawie stosuje się przepisy
ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego, z
wyłączeniem art. 7, 8, 117-124, 194-196, 204, 205, art. 207 § 3 i
art.
425-50514. 2. W sprawach
rozpoznawanych w
postępowaniu grupowym przepisów art. 100
ust. 2, art. 101-103, 105, 107 i 109-112 ustawy z dnia 28 lipca 2005 r.
o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. Nr 167, poz. 1398, z
późn. zm.3)) nie stosuje się. Art. 25. W ustawie
z dnia 28
lipca
2005 r. o kosztach sądowych w
sprawach cywilnych (Dz. U. Nr 167, poz. 1398, z późn. zm.4))
wprowadza
się następujące zmiany:
1) w art. 13
dotychczasową treść oznacza się jako ust. 1 i dodaje się ust. 2 w
brzmieniu: "2.
Opłata stosunkowa w
sprawach
o prawa majątkowe dochodzone w
postępowaniu grupowym wynosi 2 % wartości przedmiotu sporu lub
przedmiotu zaskarżenia, jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej
niż 100.000 złotych.";
2) w art. 15
ust. 2
otrzymuje brzmienie: "2.
Opłatę tymczasową
określa
się w granicach od 30 złotych do 1.000
złotych, a w sprawach dochodzonych w postępowaniu grupowym od 100
złotych do 10.000 złotych.";
3) w art. 26
w ust.
1 w pkt 6 kropkę zastępuje się średnikiem i dodaje się pkt 7 w
brzmieniu: "7)
ochronę niemajątkowych
praw
dochodzonych w postępowaniu grupowym.". Art. 26. Ustawa
wchodzi w życie
po
upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia. ---- (odnośniki)
V
- Samorządowa
konferencja ogólnopolskiego Stowarzyszenia
Ochrony
Zdrowia
Konsumentów “RZECZNIK
OCHRONY
ZDROWIA
I
BEZPIECZEŃSTWA KONSUMENTÓW’’ Akademia
Medyczna,
Wrocław odbyła
się 5. kwietnia 2001r.
M C K
alergie,
zatrucia, zakażenia,
urazy dochodzenie
przyczyn w
składzie: żywności, napojów,
kosmetyków, leków
i in. produktów,w
usługach oraz w otaczającym środowisku
Czy
nie szanując własnego zdrowia i życia, można szanować cudze? I co
dowodzi pogardy dla zdrowia i życia własnego, a tym samym i
innych ludzi? Już popularne palenie papierosów, czy dopiero
elitarne wciąganie kokainy przez nos? Powrót – czyżby na
paszporcie dyplomatycznym? - byłego ministra z zasłużonego wypoczynku
na plaży do ciężkiej pracy legislacyjnej w niewygodnych
ławach
sejmowych zmusza do ponowienia postulatu o wprowadzenie obowiązkowych
badań lekarskich dla kandydatów do parlamentu i innych ciał
wybieralnych. Należy sprawdzić nie tylko czy oddech i
ubranie cuchną dymem tytoniowym, a na zębach i palcach nie
osadziła się smoła, lecz także, czy kandydat na decydenta aby nie
mówi przez nos, a przy tym czy w przegrodzie nosa nie ma dziur.
To łatwe, dużo łatwiejsze niż szukanie dziur w mózgu jako skutku
większości narkotyków.
Dopuszczając
do
rządzenia ludzi uzależnionych od narkotyków, z nikotyną i
kokainą włącznie, nie powinniśmy się dziwić, że ci - jako posłowie,
senatorowie, radni, czy też urzędnicy rządowi i samorządowi - po prostu
nie rozumieją o co nam chodzi, kiedy mówimy o zagrożeniach
zdrowia i życia. Sami gardzą zdrowiem i narzucają swoje
samobójcze tendencje innym ludziom. Narzucają, bo mogą. Mogą, bo
oddaliśmy im władzę. Na pytanie, czy tę władzę potrafimy im odebrać,
odpowiedzą specjaliści od wyborczych oszustw i nadużyć, o ile starczy
im odwagi.
Sztandarowym
osiągnięciem aktualnego premiera jest dorobek byłego ministra sportu w
zakresie realizacji programu ˝Moje boisko - Orlik 2012˝. Właśnie zbliża
się druga rocznica wstępnej informacji, którą przekazałem
polskiej opinii publicznej na temat niektórych zagrożeń zdrowia,
które przynosi kontakt z fałszywą trawą pokrywającą orliki. W
ciągu dwóch lat dokumentacja zagrożeń znacznie się rozrosła i ze
względu na wagę sprawy temat wymagałby szerszego omówienia. Ale
można postawić pytanie: po co? Po co mówić o zagrożeniach
zdrowia, skoro niczego to nie zmienia w działaniach władz decydujących
o zdrowiu i życiu ludzi od nich zależnych. Po co alarmować, skoro
ludzie przejęli samobójcze tendencje od rządzących nimi
polityków nafaszerowanych narkotykami.
Trzeba
przyznać, że są
jednak w naszym kraju politycy, którzy dotrzymują złożonego
wyborcom ślubowania. Panowie posłowie Dariusz Seliga, Krzysztof Sońta i
Robert Telus 9 września 2009r. podpisali w Skierniewicach
interpelację nr 11476 do ministra sportu i turystyki oraz do ministra
zdrowia w sprawie zagrożeń dla zdrowia dzieci i młodzieży wywołanych
przez sztuczną murawę boisk (˝Orlików˝). Interpelacji tej z
pewnym trudem można się doszukać na stronach internetowych sejmu, dużo
łatwiej – na moje stronie www.halat.pl, a warto z nią się zapoznać, aby
móc postawić zawarte w niej pytania władzom lokalnym, tym
właśnie, które podejmując decyzję o pokryciu boiska fałszywą
trawą, powodują zagrożenie zdrowia dzieci i młodzieży. Warto też
zapoznać się z odpowiedziami ministra sportu i turystyki i ministra
zdrowia na interpelację pana posła Seligi i grupy posłów.
W
odpowiedzi na
interpelację można przeczytać m. in. : Ministerstwo Sportu i Turystyki
jest w posiadaniu opinii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego -
Państwowego Zakładu Higieny dotyczącej nawierzchni sztucznej. W opinii
tej czytamy: ˝Wierzchnie warstwy traw zawierają zazwyczaj polietylen
lub polipropylen (w różny sposób usieciowane) lub
kombinację ww. tworzyw z poliestrem - nie stanowiąc praktycznie żadnego
zagrożenia dla zdrowia ludzi. Dolna warstwa trawy zazwyczaj wykonana
jest z lateksu. W przypadku nawierzchni poliuretanowych, których
skład obejmuje polimer o zawartości monomeru nieprzekraczającej 1%,
również można stwierdzić, że tego typu nawierzchnia nie stanowi
zagrożenia dla zdrowia ludzi. Oceny higieniczne nie obejmują
specyficznych reakcji alergicznych, które czasami mogą wystąpić
w jednostkowych przypadkach u ludzi w wyniku bezpośredniego kontaktu z
nawierzchnią zawierającą śladowe ilości diizocyjanianów. Ocena
higieniczna nie uwzględnia przypadku kontaktu uszkodzonej skóry
z nawierzchnią˝. …˝Właściwości mechaniczne i techniczne traw
(wytrzymałość, ścieralność itp.) nie są oceniane przez Zakład Higieny
Komunalnej NIZP - PZH. Potwierdzenie spełnienia wymagań powiązanych z
właściwościami technicznymi mogą określać np. aprobaty techniczne
wydawane przez inne instytucje˝.
Odrębną
sprawą
pozostają: 1)
samowolne,
niedopuszczalne zmiany dokonywane przez inwestorów w stałych
punktach specyfikacji istotnych warunków zamówienia
dotyczące nawierzchni sztucznych celem szukania oszczędności; 2)
zmiany rodzaju
układanej nawierzchni sztucznej dokonywane przez wykonawców już
po rozstrzygniętym na ich korzyść przetargu.”
Odpowiedzi
ministra
zdrowia właściwie przytaczać nie warto. Resort odpowiedzialny za
zdrowie publiczne wymienia szereg tytułów aktów prawnych,
po to, aby uzasadnić swoją bezczynność następującymi słowami: „W treści
ww. aktów prawnych nie zostały określone warunki ograniczenia
dla substancji, grupy substancji lub preparatu stosowanych w wyrobie
takim, jak sztuczna murawa boiska. Z uwagi na powyższe organy
Państwowej Inspekcji Sanitarnej nie dysponują wynikami badań
dotyczącymi ewentualnych zagrożeń chemicznych, których
źródłem może być sztuczna murawa boiska.”
Podobnym
do Rudolfa Hessa, zastępcy Hitlera, entuzjastom
biologii stosowanej -
eugeniki,
selekcji ludzi, sadystycznego
eksperymentu - dedykuję
felietony
z 5 i 12. marca 2010r,
Felieton,
12. marca 2010
Eksperyment
medyczny przeprowadzany na ludziach ma swoją potworną twarz. Jest to
twarz Josefa Mengele. Niemiecki lekarz, doktor medycyny i antropologii
oraz SS-Hauptsturmfuehrer, zasłużony na froncie wschodnim, za
wyciągnięcie pod ostrzałem dwóch rannych żołnierzy z płonącego
czołgu i
udzielenie im pierwszej pomocy był odznaczony najwyższym odznaczeniem
wojskowym Niemiec - Krzyżem Żelaznym. Jednak nie bohaterski ratownik
kojarzy się ze słowem Mengele. Pierwsze skojarzenie to zbrodniarz w
białym fartuchu. Wszak właśnie lekarski fartuch wyróżniał go
spośród
innych oprawców niemieckiego obozu zagłady Auschwitz (der
Konzentrationslager des Deutschen Reichs, Vernichtungslager Auschwitz).
Dokonując wiwisekcji ludzi dla potrzeb eksperymentu medycznego, czy
selekcji ludzi na przydatnych i nieprzydatnych państwu niemieckiemu,
Mengele wykonywał zawód lekarza. Kierował się tym samym etyką
lekarską.
Nie była to wcale etyka lokalna, skodyfikowana na potrzeby niemieckiego
obozu zagłady Auschwitz, a wyrastała wprost ze społecznego darwinizmu,
zgodnie z przekonaniem głoszonym przez Rudolfa Hessa, zastępcę wodza
Rzeszy Niemieckiej a zawartym w słowach: „narodowy socjalizm to nic
innego jak biologia stosowana”. Mengele ukończył studia lekarskie w
1938r. Już w maju 1935 roku dokonano eutanazji dwunastu
pacjentów w
szpitalu psychiatrycznym w Hadamar, w Hesji. W 1941 r. załoga szpitala
realizująca program eutanazji pod kryptonimem T-4 (od Tiergartenstrasse
4 w Berlinie, gdzie mieściła się kwatera główna programu) piwem
i winem
podanym do krematorium opijała spalenie okrągłej liczby 10 000 swoich
pacjentów. Od 1935r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało
rejestrować wszystkie dzieci do lat trzech, u których
stwierdzono
wrodzoną wadą rozwojową lub niedorozwój umysłowy. Zabierano je z
domów
rodzinnych na „specjalne leczenie”, które polegało na
wstrzyknięciu
śmiertelnej dawki trucizny lub zagłodzeniu na śmierć. Nauczycielem
akademickim doktora Mengele był Ernst Ruedin, szwajcarski psychiatra. W
jednym z przemówień prof. Ruedin powiedział: “Ktokolwiek nie
jest
zdrowy na ciele lub umyśle, nie powinien przenosić swoich wad na
dzieci. Państwo musi zadbać o to, aby tylko zdrowi mieli dzieci.”
Szwagier prof. Ruedina, pruski lekarz Alfred Ploetz, entuzjasta dzieł
Karola Darwina, pierwszy zaproponował teorię higieny rasowej,
publikując w 1895r. „Podstawy Higieny Rasowej” „Grundlinien einer
Rassenhygiene”. Już nie tylko choroba, ale i pochodzenie, miały dawać
prawo do życia. Argumentował potrzebę sprawowania przez społeczeństwo
kontroli nad moralną i intelektualną zdolnością obywateli do
podejmowania decyzji o małżeństwie i dozwolonej liczbie dzieci,
włącznie z wprowadzeniem zakazu reprodukcji. Według Ploetza niesprawne
dzieci należy poddawać aborcji, a chore, słabe, z ciąż bliźniaczych i
te, których rodziców Ploetz uzna za zbyt starych lub zbyt
młodych
należy „eliminować”. Ruedin i Ploetz w 1933r, weszli w skład
„eksperckiego komitetu doradczego do spraw polityki ludnościowej i
rasowej” kształtującego niemiecką legislację w sprawach rasowych i
eugenicznych oraz sposoby jej realizacji. Profesor medycyny
Alfred Ploetz w 1936 był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Jak
widać doktor Mengele wykonywał to, czego się nauczył od swoich
mistrzów
i co stanowiło ukształtowaną przez tychże mistrzów doktrynę
państwa
niemieckiego. Z Auschwitzu Mengele zabrał dokumentację swoich
eksperymentów na ludziach.
Podkreślam:
z Auschwitzu a nie z Oświęcimia. Oświęcim to dumne prastare
piastowskie miasto śląskiej kolebki Państwa Polskiego.
Brak
pewnych informacji co do tego, czy Mengele sprzedał koncernom
farmaceutycznym wyniki swoich skrajnie sadystycznych
eksperymentów, czy
też może wykorzystywał je do dalszych badań, które mógłby
prowadzić,
przebywając w Argentynie, dokąd zbiegł w 1949r., w czym pomógł
mu
biskup Alois Hudal, czy póżniej w Paragwaju lub Brazylii, gdzie
nigdy
nie rozliczony za zbrodnie, zakończył życie w 1979r. Pewne jest za to,
że duch Mengele i jego mistrzów unosi się nad światem, nad Unią
Europejską, w tym i nad Polską. Przedstawiciele zawodu zaufania
społecznego, legitymujący się dyplomami lekarzy, odziani w białe
fartuchy, dzień w dzień, godzina po godzinie, minuta po minucie -
selekcjonują ludzi, dzielą ich na tych, którym żyć wolno i tych,
których wolno zabić pod byle jakim pozorem, dokonują
eksperymentów
medycznych na ludziach, poddając pacjentów działaniu szkodliwych
dla
zdrowia i życia produktów leczniczych i procedur medycznych,
stosowanych tylko dlatego, że są one zgodne z tzw. wskazaniami
aktualnej wiedzy medycznej. A ta aktualna wiedza medyczna jest w wielu
swoich fragmentach katastrofalnie skompromitowana nie tylko mniej lub
bardziej jawnym sfałszowaniem leżącej u jej podstaw ewidencji naukowej,
lecz także zwyrodniałym marketingiem wprzęgającym w interesy
koncernów
agrochemicznych dosłownie wszystkich: od profesorów medycyny po
dziennikarzy zajmujących się medycyną, od obecnych i byłych
ministrów
po wójtów i burmistrzów, od działaczy
finansowanych przez koncerny
stowarzyszeń ochrony pacjentów po wytwórców
produktów i usług, których
wytwory tychże pacjentów przysparzają.
Jak za
czasów Mengele, niektórzy prominentni lekarze, a także
politycy, czy
też tzw. autorytety moralne, zwykle samozwańcze, narzucają medycynie
własne normy etyczne, zmieniają etykę lekarską opartą na fundamencie
zasady PRIMUM NON NOCERE, po pierwsze nie szkodzić, na etykę własną,
etykę porównywalną z etyką lekarską wymienionych lekarzy
niemieckich,
przynajmniej w zakresie hessowskiej "biologii stosowanej”
wyrosłej na społecznym darwinizmie.
Kiedy
usłyszymy zapytanie o to, jaki wybieramy kolor oczu naszego dziecka z
próbówki, czy decydujemy się na donoszenie ciąży, czy
mamy coś
przeciwko korzystaniu przez nasze dziecko w szóstej klasie
podstawówki
z darmowych środków wczesnoporonnych i szczepień przeciwko
rakowi
szyjki macicy szczepionką, którą twórczyni ocenia na
bardziej groźną
niż choroba, której ma ta szczepionka zapobiec, to wiedzmy ta
sama
etyka nie powstrzyma stawiających powyższe pytania w sprawie zdrowia i
życia naszych dzieci przed poinformowaniem nas samych, że jesteśmy zbyt
chorzy, zbyt starzy, aby opłacało się nas leczyć.
dr
Zbigniew Hałat
Felieton,
5. marca 2009
W
świecie
zachodnim totalitarną dyktaturę przyjęło się nazywać faszyzmem.
Wszelkie próby narzucenia jakichś ograniczeń lub
obowiązków ludzie
kwitują stwierdzeniem, że są one dziełem faszystów sprawujących
władzę.
W szczególności, kiedy sprawa dotyczy ewidentnego gwałcenia praw
człowieka, albo choćby tylko obojętności władzy na potrzeby ludzi
biednych, słabych, będących w jakiejkolwiek potrzebie, której
owa
władza może i powinna zaradzić. Nie ma tu miejsca na głębszą dyskusję
nad sensownością wszystkich tego rodzaju oskarżeń właśnie o faszyzm,
ale trzeba podkreślić, że narzucony przez propagandę sowiecką obraz
dwubiegunowego podziału władzy na tę dobrą, czyli komunistyczną, i tę
złą – właśnie faszystowską, obowiązuje do dzisiaj w krajach zachodniej
Europy, z którymi za sprawą naszych sprzedajnych elit
znaleźliś[ZH1] my
się w jednym quasi-państwie. Ponieważ nam z kolei wmówiono, że
faszyzm
to nic więcej jak niemiecki narodowy-socjalizm, czyli nazizm, a ze
słowa „komunista” uczyniono inwektywę, z trudem nam przychodzi
zidentyfikować i terminologicznie zakwalifikować gwałtownie nasilające
się zagrożenia bytu naszego narodu, poszczególnych rodzin i
każdego z
nas.
Bądźmy więc Europejczykami i nazywajmy sprawy po imieniu, kiedy
rządzący uzurpują sobie prawo do totalitarnej dyktatury o charakterze
faszystowskim, realizując przy tym wybrane zadania komunistów z
walką z
Kościołem i rodziną na czele. Dotychczasowa pamięć historyczna
Polaków
o napaściach w formie Kulturkampf nie pozostawia złudzeń co do tego, że
sprawy prędzej czy później nabierają rozpędu i początkowo ledwo
zauważalna presja ludzi jakoby kulturowo niekompetentnych rychło
obrasta w jawne wykorzystanie brutalnej siły do osiągnięcia
celów
założonych wprawdzie od samego początku, ale w pierwszej fazie
skrzętnie ukrywanych. Po okresie aksamitnej dyktatury faszyzm coraz
bardziej szczerzy kły, coraz szerzej otwiera paszczę.
Ileż w tym obrazie pomieszania gatunków! Gdy nadrzędną władzę
sprawuje
jeden czy drugi (druga?) Oberkomissar z lewacko-bojówkarskim
rodowodem,
gdy w sprawach światopoglądowych rozstrzyga jakaś garstka
obersędziów
przesiąkniętych nie mniejszą wolą walki z Chrześcijaństwem niż ich
koledzy z sądów stalinowskich, gdy rząd, który z niczym
nie potrafi
sobie poradzić, jak władza bolszewików wyrywa dzieci z rąk matek
i
ojców, aby je narażać na poniewierkę i nadużycia w instytucjach
państwowych, to jak zakwalifikować taką totalitarną dyktaturę? Odejdźmy
od stereotypów. Nie powtarzajmy sloganów wbitych nam do
głowy przez
niemieckich i rosyjskich dyktatorów. Jak sami możemy się obecnie
przekonać istnieje zjawisko znane w Europie jako faszyzm zarządzany
przez komunistów walczących z Chrześcijaństwem i z rodziną.
Zanim jakiś obersąd wyda kolejny wyrok podważający porządek prawny
naszego Państwa warto przypomnieć odnoszące się do sprawy fragmenty
polskich ustaw z zasadniczą na czele. Oto Konstytucja Rzeczypospolitej
Polskiej w art. 13. głosi, iż zakazane jest istnienie partii
politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach
do totalitarnych metod i praktyk działania faszyzmu i komunizmu
(…), a Kodeks karny w art. 256. wyraźnie stwierdza
co
następuje: kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny
ustrój państwa (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności
albo
pozbawienia wolności do lat 2.
Czy jest możliwe zakazanie, tak jak w polskiej konstytucji, istnienia
partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich
programach do totalitarnych metod i praktyk działania faszyzmu i
komunizmu w tych krajach Europy Zachodniej, gdzie marksiści sprawują
realną władzę? Po sześciu latach od przystąpienia do Unii
Europejskiej czas przestać się dziwić i trzeba zacząć się
ratować, między innymi poprzez energiczne, głośne i umiędzynarodowione
występowanie przeciwko totalitaryzmowi. Musimy posługiwać się wszelkimi
legalnymi narzędziami walki ideologicznej na forum międzynarodowym. Nie
jest to łatwe, ale jest konieczne. Oddziaływanie na polską kastę
polityczną nie przynosi żadnych owoców i powoduje, że tańczymy,
jak oni
nam zagrają i to pod batutą obcych dyrygentów. Aby nie wspomnieć
o
kompozytorach. Etnicznych Francuzach. Na przykład.
Zachodni marksizm, ideologia dobrze rozpoznana i opisana, ma swojego
ojca, o którym warto wspomnieć. Jest nim György
Lukács alias
Georg Bernhard Lukács von Szegedin alias Szegedi Lukács
György Bernát
urodzony jako Löwinger György Bernát. Podczas
ociekającego krwią
epizodu Węgierskiej Republiki Sowieckiej w roku 1919 Lukacs pełnił
funkcję ludowego komisarza do spraw edukacji i kultury. Nakazał wtedy
węgierskim nauczycielom prowadzić obowiązkowe lekcje edukacji
seksualnej. W celu wyraźnie określonym. Celem tym było umyślne
zdeprawowanie moralności młodych Chrześcijan. Metodą „na Lukacza”
europejskie lewactwo w XXI wieku osiągnęło już bardzo wiele w krajach
15-tki, czerpiąc zyski polityczne z ludzkiego nieszczęścia w postaci
bliskich i odległych następstw niekontrolowanego promiskuityzmu. Tym
bardziej solą w oku „czerwonej awangardy ludzkości” staje się Polska,
co dosłownie zaczyna przypominać nasze osamotnienie w czasach Cudu nad
Wisłą. Wśród ludzi byliśmy sami, ale sam Bóg był z nami.
Si Deus
nobiscum, quis contra nos? Jeśli Bóg z nami, któż
przeciwko nam?
dr Zbigniew Hałat
Felieton,
4. grudnia
2009
Poniedziałek bez mięsa! To obowiązek, który nobilitowany
narkoman
wsparty przez skompromitowanego oszusta, chce narzucić poddanym
prezydenta Eurokołchozu. Dlaczego nie piątek a właśnie poniedziałek?
Polakom nie trzeba tego tłumaczyć. Władysław Gomułka, ziejący
nienawiścią do katolików autor pamiętnych słów: "tylko
państwo ma prawo
ustalania, jakie emblematy mogą się znajdować na ścianach izb
szkolnych", zasłynął w 1959r. wprowadzeniem zakazu sprzedaży
mięsa, wędlin i wyrobów wędliniarskich właśnie w poniedziałki.
Nie od
razu były to poniedziałki. Tuż po wojnie ukazało się rozporządzenie
Prezesa Rady Ministrów z dnia 24. kwietnia 1946r. w sprawie
ograniczenia obrotu mięsem, jego przetworami oraz tłuszczami
zwierzęcymi. Premier Edward Osóbka-Morawski na podstawie art. 3
dekretu
Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 25 października
1944r. o zwalczaniu spekulacji i lichwy wojennej zarządził,
co
następuje: „zabrania się dokonywania wszelkich obrotów mięsem i
jego
przetworami oraz tłuszczami zwierzęcymi w środy, czwartki i piątki
każdego tygodnia (dni bezmięsne). W dniach nie objętych zakazem wolno
sprzedawać w celach konsumpcyjnych potrawy z mięsa i jego
przetworów o
wadze maksymalnej 100 g, przy czym jednej osobie można podać tylko
jedno danie z mięsa lub jego przetworów.” Ludzie i tak
pościli w
piątki, a pożyteczni idioci mogli sobie wiązać nadzieje ze wsparciem
postu siłą państwa komunistycznego.
Od Osóbki do Gomułki Polska nie mogła wydobyć się z wojennej
ruiny
gospodarczej także za sprawą tzw. „zdobyczy nauki radzieckiej”,
których
ikoną był Trofim Łysenko. Nie wierzył on w istnienie
genów. Może
dlatego, że podstawy naukowej genetyki świat zawdzięcza pracom o.
Grzegorza Medla, urodzonego w miejscowości Hynčice nad Odrą
na
Śląsku Czeskim, opata augustianów, walczącego z prześladowaniem
kościoła. W latach 1856 -1863 o. Mendel wysiał i przebadał
ok. 29
000 roślin grochu. Jego krytyk – Łysenko też wysiewał groch, ale na
skalę masową i to w zimie. Mając wsparcie dekretu Komunistycznej Partii
Związku Sowieckiego z 1948r., w którym komuniści odrzucili
naukowe
dowody z prac o. Mendla, Łysenko uczynił ze swojej pseudonauki doktrynę
państwa sowieckiego, sprowadzając głód na poddanych imperium i
prześladowania na przeciwników jego urojeń. Wojna z Bogiem
oznacza
zawsze wojnę z człowiekiem. Dyktatura potrafi przy tym posłużyć się
każdym argumentem, najchętniej jednak mającym pozory naukowości.
Nawiązując do dyktatury naszych czasów, warto zauważyć, że
obsadzeni
przez wodza zwycięskiej rewolucji socjalistycznej niektórzy
komisarze
Komisji Unii Europejskiej - jako były aktyw partyjny - nie mogą nie
znać dekretu
Rady Komisarzy
Ludowych Guberni Saratowskiej o zniesieniu prywatnej
własności…
kobiet. Dekret, który powstał z inicjatywy Aleksandry
Kołłontaj,
wieszczącej upadek rodziny wraz ze zwycięstwem komunizmu i Nadieżdy
Krupskiej, konkubiny Lenina, przewidywał zniesienie
z dniem
1 stycznia 1918 r. prawa do stałego posiadania kobiet w wieku od 17 do
32 roku życia. Kobiety te dekret uznał za własność całej klasy
pracującej i upoważniał obywateli płci męskiej do ich używania, nie
częściej jednak niż cztery razy w tygodniu i nie dłużej niż przez trzy
godziny. Dzieci spłodzone w tych warunkach po ukończeniu pierwszego
miesiąca życia nakazywał oddać do ‘Ludowych żłobków”,
gdzie miały
otrzymać wychowanie i wykształcenie do lat 17. Winnym
rozprzestrzeniania chorób wenerycznych groziła odpowiedzialność
prawna
przed sądem rewolucyjnym. Jak podaje The New York Times z 18. lutego
1919r. kobiety zostały „znacjonalizowane”, a
urzędowy
dekret ujawnia degradację, której zostały one poddane przez
czerwonych. W uzasadnieniu komuniści stwierdzili, że „Legalne
małżeństwo było i jest stanem, który służył jako narzędzie w
rękach
burżuazji, na skutek czego najlepszy gatunek wszystkich pięknych kobiet
stał się własnością burżujów, co nie pozwala na właściwy
rozwój
rasy ludzkiej.” Owa szczera troska o „właściwy rozwój rasy
ludzkiej” była jednak przyjęta wrogo przez nieuświadomione
masy. Dzisiaj europejskie masy są już indoktrynowane na tyle
skutecznie, że odrzucają małżeństwo, dzieci wolą zabić niż
wychować, bądź oddać na wychowanie, a zarażanie chorobami wenerycznymi
stało się równie bezkarne dla sprawców, co początkowo
niedostrzegalne
dla ofiar. Tyle że sprawca odchodzi w siną dal, a ofiara pozostaje z
narastającym problemem, chorując, przenosząc zakażenie na innych, w tym
najbliższą rodzinę (współmałżonka, dziecko w łonie matki) i
ponosząc
koszty finansowe i życiowe rozpoznania i leczenia choroby wenerycznej,
a często kliku na raz. Jak widać, zgodnie z proroctwem Saszy Kołłontaj
zwycięstwo komunizmu przyniosło rozpad rodziny. No, ale szczęścia masom
nie przyniosło. Zdaniem jej ideowych następców ludzkość ma teraz
na
karku już nie burżujów z ich burżujskimi prywyczkami w postaci
małżeństwa prowadzącego do prywatnej własności kobiet w wieku 17 – 32 a
odparcie największego zagrożenia ludzkości, jakim jest Antropogenne
Globalne Ocieplenie. Według samozwańczych elit mających pretensje do
totalitarnego rządzenia światem życiu na Ziemi zagraża nikła
- na
tle źródeł naturalnych - ilość dwutlenku węgla,
która jest
produktem aktywności człowieka.
Od 20. listopada 2009, kto miał dostęp do Internetu, mógł łatwo
dowiedzieć się, że to największe pseudonaukowe oszustwo naszych
czasów
zostało zdemaskowane, że zawiadujący grupą współczesnych
odpowiedników
Trofima Łysenki profesor - a jakże - Phil Jones, podał się do dymisji,
a obsadzony w roli gwiazdora walki z urojonym zagrożeniem amerykański
wiceprezydent z czasów Clintona - Al Gore, 24. listopada
musiał
czmychnąć ze spotkania z czytelnikami w Borders Bookstore przy 150 N.
State Street w Chicago, przedtem odpowiadając fizycznym atakiem
ochroniarzy na grzecznie stawiających pytania.
Mając nadzieję, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, warto
zauważyć, że Climategate stwarza okazję do przeglądu rzetelności i
wiarygodności szeregu innych twierdzeń opatrzonych klauzulą
nieomylności tzw. naukowych autorytetów i wykorzystywanych
przeciwko
ludziom i przyrodzie, na czele z gmo, nanocząstkami, produktami
leczniczymi itp. Jeśli teraz okryci hańbą manipulatorzy faktami
prezentowanymi jako naukowe nie ustąpią miejsca ludziom na tyle
uczciwym, aby można byłoby im ufać i im płacić, za niedługo wielcy
dyktatorzy wsparci przez zastępy ogłupionych hunwejbinów
ogłoszą, że
światu zagraża nie tylko wytworzony przez człowieka dwutlenek węgla,
lecz równie wszechobecny monotlenek diwodoru, po angielsku
dihydrogen
monoxide, w skrócie DHMO. Już w 1989 r. młodzi amerykańscy
uczeni Eric
Lechner, Lars Norpchen and Matthew Kaufman z Uniwersytetu
Kalifornijskiego w Santa Cruz poinformowali opinię publiczną o
śmiertelnym zagrożeniu ze strony DHMO. W 1997 Nathan Zohner uzyskał
poparcie dla wprowadzenia zakazu monotlenku diwodoru u 86% pytanych o
to osób, a ukuty od jego nazwiska termin „zoneryzm” i
wszedł na
stałe do nauki i praktyki komunikowania zagrożeń zdrowia (ang. health
risk communication). Zoneryzm oznacza wykorzystanie prawdziwych
faktów
w celu doprowadzenia publiczności charakteryzującej się brakiem wiedzy
naukowej i matematycznej do fałszywych wniosków. Pozwolę sobie
dodać,
że Nathan miał 14 lat, badał kolegów z klasy, a co najważniejsze
monotlenek diwodoru, to… H2O, … zwykła woda.
Z
wiekiem ubywa złudzeń, za to przybywa
rozumu. Do czynów najbardziej odrażających należy przeto
nadużycie
zaufania ludzi młodych, którzy, nie mając własnych doświadczeń,
z
dziecięcą łatwowiernością przyjmują za własne narzucane im z
premedytacją sprzeczne z rozumem przekonania. Na przykład sprzyjające
szerzeniu się AIDS, co warto wspomnieć na kilka dni przed Światowym
Dniem Walki z AIDS 2009. Jeszcze bardziej godne pogardy jest świadome i
umyślne manipulowanie opinią publiczną za pomocą wyssanych z palca
argumentów i przy pomocy sprzedajnych autorytetów.
Prędzej czy później
mistyfikacja kończy się kompromitacją ludzi, którzy ją zmyśli i
jej
służyli. Niestety, sama kompromitacja sprawców nie
przywraca
życia, zdrowia i utraconych dóbr, w tym dobrego imienia i
majątku,
ofiarom mistyfikacji. Mało tego. Taka mistyfikacja jak „poniżenie
Niemiec i Sowietów przez Traktat Wersalski” do dzisiaj stanowi
doktrynę
polityczną naszych obydwu największych sąsiadów i to pomimo
potępionego
przez ludzkość ludobójstwa, którego dopuścili się,
wcielając tę
doktrynę w życie. Poparcie dla Eriki Steinbach ze strony głównej
partii
politycznej Niemiec współgra z wystąpieniem Władimira Putina na
Westerplatte i każe rozglądać się za sojusznikami. A tymczasem nasza
największa nadzieja na odsiecz rozpłynęła się we mgle nad Atlantykiem.
Może to i lepiej poznać prawdę zawczasu i nie brnąć w mistyfikacje typu
„offset za F-16”. Mistyfikacja, którą posłużyli się
republikanie,
wystawiając Collina Powella do przedstawienia w ONZ dowodów na
„dysponowanie bronią masowego rażenia przez reżim Saddama Husaina”,
wciągnęła nas w przynoszącą same straty wojnę, przeciwko której
stanowczo i głośno występował Jan Paweł II, zaś mistyfikacja guru
demokratów Ala Gore’a znana jako „Atropogenna Zmiana Klimatu”,
którą
oprotestował Benedykt XVI i Vaclav Klaus, ma posłużyć do
ostatecznego zrujnowania polskiej gospodarki, która rozkwitłaby
w
oparciu o własne przebogate zasoby energetyczne. Węgla wydobywać i
używać - nie wolno. Geotermii rozwijać – też nie wolno. Nie wolno, bo
trzeba dać zarobić obcym sprzedawcom wież wiatrowych, elektrowni
atomowych, uranu, gazu ziemnego, ropy naftowej. Nie wolno, bo
mistyfikacja pod nazwą „demokracja unijno-europejska”, krótko:
europeizm, coraz wyraźniej szczerzy kły. Jak każda demokracja z
określnikiem, demokracja unijno-europejska z natury rzeczy ma ten sam
cel, co demokracja socjalistyczna, krótko: socjalizm. Jest nim
władza
hegemona i przywileje dla jego piesków. Przydałoby się
szczegółowo
porównać obydwa totalitaryzmy, brukselski i moskiewski, by je
zbilansować z punktu widzenia polskiej racji stanu. Nie innej,
narzucanej przez obce propagandowe mistyfikacje, a właśnie polskiej.
Nie musimy się zgadzać na to, by Polak był traktowany jak miś o małym
rozumku, który zrozumie nie wiele więcej niż głosi pierwsza
zwrotka
piosenki „wlazł kotek na płotek i mruga”.
Polakom potrzeba zdrowego rozsądku, abyśmy jako naród nie
odeszli w
niebyt odarci z tożsamości, wywłaszczeni z własności, zdziesiątkowani
przez emigrację, kulturę antynatalistyczną i krach ochrony
zdrowia. Po prostu: aby nie pójść z torbami, trzeba pójść
po rozum do
głowy.
Rozum, czyli zdrowy rozsądek, po łacinie sensus communis, po angielsku
common sense, wymaga zdefiniowania. Tu trzeba sięgnąć do myśli
Kartezjusza. Prekursor nowożytnej kultury umysłowej, najbardziej znany
z twierdzenia Cogito ergo sum, myślę więc jestem, już w 1619 r. doszedł
do wniosku, że tylko to jest pewne, co jest jasne i wyraźne. Pewnym
jest wszystko, co rozsądek jasno i wyraźnie widzi. Kartezjański
rozsądek (bon sens), to rozum, który pozwala
odróżnić prawdę od
fałszu. Jak pisze Kartezjusz w fundamentalnym dziele opublikowanym w
1637r. , a z którego przesłania do dzisiaj korzystamy, pod
tytułem
„Rozprawa o metodzie” (Discours
de la méthode pour bien conduire sa raison, et chercher la
vérité dans
les sciences): „Rozsądek jest to rzecz ze wszystkich na
świecie
najlepiej rozdzielona, każdy bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze
zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej
jest
zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niźli posiadają. Nie jest
prawdopodobne, aby się wszyscy mylili co do tego; raczej świadczy to,
iż zdolność dobrego sądzenia i rozróżniania prawdy od fałszu, co
nazywamy właśnie rozsądkiem lub rozumem, jest z natury równa u
wszystkich ludzi. Tak więc rozbieżność mniemań nie pochodzi stąd, aby
jedni byli roztropniejsi od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy
myśli nasze rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy. Nie
dosyć bowiem mieć umysł bystry, ale główna rzecz jest właściwie
go
stosować. Największe dusze zdolne są do największych występków
zarówno
jak do największych cnót; a ci, którzy idą jedynie bardzo
wolno, jeśli
trzymają się wciąż prostej drogi, mogą posunąć się o wiele dalej niż
ci, którzy biegną, lecz oddalają się od niej.” Piękne!
Uważa się, że na poglądy Kartezjusza, jak św. Tomasza z Akwinu, miała
wpływ myśl pioniera powszechnego sceptycyzmu, którym był
najwybitniejszy uczony Islamu, żyjący w latach 1058-1111 Abū Ḥāmid
Muḥammad ibn Muḥammad al-Ghazālī, znany w Europie jako
Algazel.
Jak pół tysiąca lat później Kartezjusz, al-Ghazālī,
autor
przełomowego dzieła „Inkoherencja filozofów" (Tahāfut
al-Falāsifaʰ,
arab. تهافت
الفلاسفة), odwoływał się do matematyki, jako narzędzia
rozstrzygnięć sporów. Warto dodać, że inkoherencja (łac.
incoherentio)
jest to termin stosowany w naszych czasach w psychiatrii i oznacza
zaburzenie myślenia, wyrażające się w rozrywaniu związków
pomiędzy
członami myślenia, w rozpadzie struktury zdań, a nawet wyrazów.
Z kolei brytyjski filozof George Edward Moore w eseju z 1925r. p. t.
"Obrona zdrowego rozsądku" (A
Defence of
Common Sense) uznał, że żadna teoria naukowa nie może
zaprzeczyć
twierdzeniom zdroworozsądkowym, które wyrażają podstawową wiedzę
o
świecie. Zdrowy rozsądek jest kryterium prawdziwości systemów.
Epidemiologia lekarska tworzy i weryfikuje podstawową wiedzę o świecie
w zakresie medycyny i ekologii człowieka. Czyni to zgodnie ze zdrowym
rozsądkiem, takim, jakim go widział przed tysiącem lat Al-Gazali, przed
czterystu laty - Kartezjusz, a przed niemal stu - George
Edward
Moore. Nie jest to sposób widzenia świata przez pryzmat
reklamy,
lobbingu, drapieżnej polityki oraz wiecznie głodnych władzy i pieniędzy
polityków.
Zapraszam wszystkich do udziału w programie Rozmowy niedokończone w
niedzielę 29. listopada 2009r. na antenie Telewizji TRWAM od
godziny 18.10 i
w Radio Maryja
od 21.35.
Tematem rozmów będzie epidemiologia lekarska w Polsce i na
świecie.
Kultura
decyduje o tym, kim jesteśmy. Jak głosił amerykański filozof Willard
Van Orman Quine, znany jako „Van”, zaprzyjaźniony z wybitnym Polakiem o
przyjętym nazwisku Alfred Tarski, „no entity without identity”, po
łacinie nullam esse entitatem sine identitate, czyli: nie ma osoby bez
tożsamości. Wydawałoby się, że wszyscy rodacy autora książki „Pamięć i
tożsamość” wiedzą doskonale jakie są źródła i cechy ich własnej
tożsamości. Ale tak nie jest. Ale tak nie jest, niestety. Jak tylko
Polak poczuje się silniejszy, zapomina o katechizmie i patriotyzmie. A
zwłaszcza, kiedy dojdzie do władzy lub do pieniędzy. I to w tej
kolejności, charakterystycznej dla krajów napiętnowanych
korupcyjnym
zdziczeniem. Także agent wpływu nie pracuje dla idei. Choćby
i
znalazł się na szczycie władzy państwowej. Na przykład taki…, taki…
król Stanisław August Poniatowski. Przyszły król
dzieciństwo spędził w
Gdańsku, gdzie pobierał nauki od niemieckiego historyka o antypolskim
nastawieniu, Gotfryda Lengnicha. Później lekcji logiki udzielał
mu
przyszły poseł rosyjski w Rzeczypospolitej, Herman Karl von Keyserling.
W 1756 Poniatowski został posłem saskim w Petersburgu, gdzie spłodził
córkę. Matką nieślubnego dziecka była Sophie Friederike Auguste
księżna
von Anhalt-Zerbst, przyszła cesarzowa Rosji Katarzyna II. Wzorzec
osobowy kanclerz obecnych Niemiec, pani Angeli Merkel, caryca Katarzyna
II tak uzasadniała przyjęte 11 kwietnia 1764r. porozumienie
pomiędzy Rosją i Prusami w sprawie zapewnienia, że najwyższa władza w
Polsce będzie oddana w ręce marionetki: „Jest rzeczą nieodzowną, abyśmy
wprowadzili na tron Polski Piasta dla nas dogodnego, użytecznego dla
naszych rzeczywistych interesów, jednym słowem człowieka,
który by
wyłącznie nam zawdzięczał swoje wyniesienie. W osobie hrabiego
Poniatowskiego, stolnika litewskiego, znajdujemy wszystkie warunki
niezbędne dla dogodzenia nam i skutkiem tego postanowiliśmy wynieść go
na tron Polski”. Ponieważ wtedy jeszcze nie było telewizji, caryca
przysłała nam swoje wojska, dla naszego dobra – oczywiście - by broniły
naszych swobód, a te już zadbały, aby 17 września 1764r., przy
znacznej
absencji uprawnionych elektorów Poniatowski został wybrany
królem
Polski. Elekcję Poniatowskiego podpisało jedynie 5 320
osób. Po
upadku insurekcji kościuszkowskiej, kiedy Polska przestała istnieć jako
państwo, w 31 rocznicę swojej koronacji Poniatowski abdykował na rzecz
Rosji 25 listopada 1795r., w dniu imienin Katarzyny II i
przeszedł na stałą pensję od carycy. Jeden dobrze obsadzony agent
wpływu potrafił tyle zła wyrządzić swoim rodakom. I cóż z tego,
że
naród pamiętał. O kimś, kto się "zeszmacił" politycznie,
mówiono, że
się "zestanisławoauguścił". Ale czy rzeczywiście Poniatowski się
zeszmacił, czy też może zachował swoją tożsamość ukształtowaną przez
wspomnianych nauczycieli, a przy tym doskonale przydatną do wykonania
zadań najemnika na wysokim, najwyższym szczeblu władzy?
Niedawne
obchody Dnia Niepodległości muszą skłaniać do refleksji nie tylko nad
sposobem, w jaki tę niepodległość przed 91 laty Polska odzyskała, ale
też nad jak najbardziej aktualnym tematem przyczyn, dla których
tę
niepodległość Polska na 123 lata straciła. Jeszcze ważniejsza jest
odpowiedź na pytanie, jakie Polska ma szanse na odzyskanie
niepodległości, gdyby dalszy rozwój spraw prowadził do jej
całkowitej
utraty. Wszystko leży w rękach młodzieży, naturalnie. Dzisiaj młodzi,
jutro rodzice, pojutrze dziadkowie przeniosą cechy swojej
tożsamości na następne pokolenia. Jaki jest dorobek własny pokoleń
wychowanych w atmosferze uwielbienia dla Festiwalu w Woodstock 1969
oraz takich ikon, jak Che Gevarra i Madonna, widzi każdy, komu w zamian
za opiekę i leczenie zapewnia się porzucenie i/lub eutanazję. Zresztą
do zalegalizowania eutanazji dążą ci sami, którzy są
entuzjastami
zalegalizowania narkotyków i innych narzędzi uśmiercania na
masową
skalę. Skoro - jak uczą ojcowie Kościoła Katolickiego i co potwierdzają
nasze własne liczne obserwacje - kultura śmierci zjada własne dzieci,
warto, mając na względzie przyszłości Ojczyzny i świata, pomyśleć o
sposobach zapobiegania jej szerzeniu się w wyniku tak powszechnych
obecnie zjawisk, jak zeszmacenie polityków i slutyfikacja
elektoratu.
Inne
dobre powiedzenie Vana, szczególnie miłe dla ucha epidemiologa
brzmiało
następująco: "być to znaczy być wartością zmiennej" (to be is to be the
value of a variable, łac. esse variabilis cuiusdam esse). W
zastosowaniu do obłąkańczego promiskuityzmu będącego jedną z
najważniejszych zdobyczy kultury śmierci i niosącego gorzkie owoce w
postaci pandemii chorób wenerycznych, w tym AIDS i chlamydiozy
prowadzącej do bezpłodności, oraz bezmiaru patologii społecznej,
stwierdzenie „być to znaczy być wartością zmiennej” daje się łatwo
wyrazić liczbą osób, z którymi ktoś podjął
współżycie płciowe.
Oczywiście im większa ta liczba, tym większe zagrożenie dla zdrowia i
życia. W świecie zachodnim coitarche, czyli wiek podjęcia
współżycia,
decyduje o liczbie osób, z którymi ktoś podejmie
współżycie w
przyszłości i to poza małżeństwem. Tym czasem młodzi ludzie coraz wyżej
cenią zachowanie i ofiarowanie przyszłemu małżonkowi lub przyszłej
małżonce nieodnawialnej wartości jaką jest dziewictwo.
Uniwersalna wartość dziewictwa aż do ślubu jest duchowym zobowiązaniem
dwóch głównych religii świata, które są
deklarowane przez ponad połowę
obywateli krajów Unii Europejskiej i Unii Afrykańskiej.
Wśród ludności
Europy poza jej częścią wschodnią 54,8 % deklaruje przynależność do
Kościoła Rzymsko – Katolickiego a 4,3 % wyznaje islam, a wśród
ludności
Afryki jest 45,8 % muzułmanów i 15,3 % rzymskich
katolików.
Błogosławiona Karolina Kózka, która zginęła śmiercią
męczeńską 18.
listopada 1914r. wiedziała, że nie ma osoby bez tożsamości.
dr Zbigniew Hałat
Felieton, 30. października 2009
Czy
można mieć wszystko? To pytanie w dzisiejszej Polsce brzmi jak
prowokacja. Owszem można mieć wolność wypowiedzi. Nowak i Kowalski mogą
się wygadać, ponarzekać do woli, wyżalić, popłakać, a nawet
rzucić ciężkie słowa pod adresem rządzących. I to w publicznej
telewizji. Ale co z tego za korzyść? Biadolenie, choćby najbardziej
rozpaczliwe i najmocniej uzasadnione tragiczną sytuacją wielu rodzin
niczego nie zmieni. Dostaliśmy się w niewolę uzurpatorów,
którzy
opanowali do perfekcji sztukę zdobywania i utrzymywania władzy za
pomocą narzędzi prawnych i propagandowych. Od dwudziestu lat na
przemian ci sami rządzący robią to do czego się zobowiązali i biorą za
to sowite wynagrodzenie. Nie są to obcy. Tak było i w
przeszłości. To polska szlachta skapitulowała pod Uściem i dopuściła do
szwedzkiego potopu. To polska arystokracja sprowadziła na ojczyznę
kaduk, czyli wielką niemoc. Kaduk. Według słownika języka polskiego,
który wydał w 1808r. Samuel Bogumił Linde, a obecnie
books.google.com
udostępnia ten rarytas wszystkim użytkownikom internetu, kaduk to 1)
odumarłe dobra, czyli w obecnym rozumieniu mienie pozostawione bez
spadkobiercy i przechodzące na własność lokalnych działaczy wiadomej
partii, 2) choroba rzucająca, czyli padaczka, epilepsja - tu
Linde podaje przykład „Gdy kaduk kogoś rzucił zrywano seymy,
dlaczego choroba ta nazwana sejmowa, comitialis” i wreszcie
trzecie znaczenie - kat, czart, bies, diabeł. To wiele
wyjaśnia.
Już w 1831 ówcześni Polacy szli na bagnety z wiarą, że „kto
przeżyje
wolnym będzie, kto umiera wolnym już”. Przekonanie, że
sprzedawczykowstwo i narodowe zaprzaństwo magnatów, szlachty i
części
duchowieństwa doprowadziły do utraty naszej niepodległości przez wiele
dziesiątków lat napędzało walkę klas, tak długo, aż ciotki
rewolucji,
Róża Luksemburg i Wanda Wasilewska – aby dać pierwszeństwo
paniom –
zatryumfowały na całego, pokazując tym Polakom, którym pozwoliły
jakoś
przeżyć, prawdziwe znaczenie socjalistycznego hasła „wolność,
równość i
braterstwo”.
Zdając sobie sprawę z ceny bolesnych nauk, których przeszłość i
teraźniejszość nam nie szczędzą, starajmy się dotrzeć do
przyczyn
naszej głównej słabości, a więc sprzedawczykowstwa.
Rząd się wyżywi. To słyszeliśmy od samego klasyka, który
reprezentował
władzę rzucającą jednak jakieś większe kawałki ochłapów swoim
poplecznikom. Dzisiaj różnorodność form wynagradzania za
poparcie
jest niewspółmiernie większa: tu gwarancje wygrania przetargu,
tam
korzystna ustawa lub przyjazna decyzja. W końcu nie wiadomo kto kim
rządzi, kto zleca a kto wykonuje czyjeś życzenia, polecenia,
zadania. Wszyscy są uwikłani w sieć wzajemnych zależności.
Może i
stąd wysokie sondażowe poparcie dla partii dającej taaakie
niezwykłe możliwości, potrafiącej taak ładnie obiecać i
ukochać.
Wobec niezwykłych szans na szybki zarobek, wręcz porównywalnych
z
rozbiciem banku 138 razy w gdyńskim kasynie, dorośli ludzie lgną do
obiecującej wszystko władzy jak nastolatki do jednorękiego bandyty.
Emocje nie pozwalają przejrzeć na oczy. A wystarczy pomyśleć o realnych
dochodach i porównać je z wysokością bieżących spłat
kredytów, kosztach
utrzymania, stałych opłatach i nagłych potrzebach, jak na
przykład leczenie. Wszak obecnie tylko rząd się wyżywi i wyleczy. Na
Florydzie, naturalnie.
Czy zatem opłaca się sprzedawać za bajki o szansach? Czy nie warto
wrócić do korzeni własnej tożsamości narodowej? A tym samym do
solidaryzmu społecznego, do lojalności w stosunku do
współobywateli, do
rzetelnej służby Ojczyźnie pojmowanej jako dobro wspólne. Jeżeli
brakuje chęci wyrzeczenia się zła, służenia złej sprawie,
ujawnienia złoczyńców, złapania złodzieja wspólnego
dobra za rękę
i oddania go w ręce wymiaru sprawiedliwości, jaki by on to nie był, to
nie trzeba się dziwić, że życie w państwie, które w wyniku
rozkradzenia ulega rozpadowi, staje się nie do zniesienia.
Waldemar Łysiak na str. 164 „Stulecia kłamców” (dostępnego także
w
internecie) w rozdziale pt. „Kłamstwo libertynizmu 2 – Relatywizm”
podaje, że wspomniany wyżej Jerzy Urban zwie Polskę „(trzy kropki)
państewkiem” i głosi otwarcie, że jego cel to „(trzy kropki) narodu
polskiego”. Pomijając milczeniem pierwszy wulgaryzm godny
filmów
Lwa Rywina i jemu podobnych, warto zastąpić drugi wulgaryzm słowem
zagranicznym, dzięki czemu będzie wiadomo, że klasyk polskiej lewicy
osiągnął zamierzony cel. Oto od angielskiego słowa „slut” oznaczającego
osobę niezbyt ciężkich obyczajów, pochodzi termin sluttification, mniej
niż polski odpowiednik obciążony wulgarnością a przy tym używany w
dyskusjach publicznych dotyczących przyczyn szerokiego zakresu
patologii społecznej od promiskuityzmu niosącego choroby i patologie
społeczne po korupcję wyniszczającą ekonomicznie i
politycznie. Starych Polaków było stać na makaronizmy, my
twórzmy
anglicyzmy, skoro jest taka potrzeba. Tak więc slutyfikacja oznacza
czynienie z kogoś
człowieka o niskiej moralności, postępującego niemoralnie, zwykle dla
osiągnięcia korzyści materialnej. Walkę z zapowiedzianą przez
Urbana i osiągniętą przez jego przyjaciół slutyfikacją
narodu polskiego musimy rozpocząć natychmiast i potraktować ją jako
ostatnią
dla nas wszystkich szansę narodowego istnienia między Odrą a Bugiem.
dr
Zbigniew Hałat
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 7-8 (79) lipiec-sierpień 2008
Strona
Hałata
O WODZIE
Woda to
podstawowy warunek ludzkiej egzystencji. Najłatwiej przychodzi o tym
się dowiedzieć, kiedy wody zabraknie. Z różnych przyczyn, czy to z
powodu krótko- lub długotrwałej suszy, czy też w wyniku tak znaczącego
pogorszenia się parametrów wody, że może ona zagrażać życiu i zdrowiu
konsumentów jej samej lub też produktów wytworzonych z jej udziałem. Im
mniej wody, tym mniejsze rozcieńczenie szkodliwych czynników
biologicznych, chemicznych i fizycznych, w tym radioaktywnych. Jest
zupełnie oczywiste, że im mniej wody, tym bardziej stężenie
zanieczyszczeń pochodzenia przyrodniczego, komunalnego i przemysłowego
osiąga poziomy przekraczające wydolność stacji uzdatniania wody. Każdy
proces technologiczny ma przecież ściśle sprecyzowane warunki
efektywności i jeżeli woda pobierania do uzdatnienia jest za brudna,
nie można oczekiwać, że do wodociągów trafi woda spełniająca wymagania
sanitarne. W celu ochrony zasobów wody, będących coraz cenniejszym
skarbem każdego narodu, należy starannie zinwentaryzować i – tam gdzie
to możliwe - wyeliminować wszystkie źródła zanieczyszczeń wód
powierzchniowych i podziemnych. Jeśli tego się nie uczyni, pozostaje
czekać na opłakane skutki własnych zaniedbań. Z uwagi na
złożoność zagadnienia, daleko wykraczającą poza możliwość indywidualnej
obserwacji, dla wykazania związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy
skażeniem wody a utratą zdrowia i życia należy sięgnąć do wnioskowania
epidemiologicznego.
W tym zakresie
Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące jakości wody do picia,
PIERWSZY DODATEK DO WYDANIA TRZECIEGO, Tom 1, Zalecenia, definiują
referencyjny poziom ryzyka: „Opisy “referencyjnego poziomu
ryzyka” w odniesieniu do wody są zwykle wyrażane w terminach
określonych następstw zdrowotnych – n. p. najwyższa częstość chorób
biegunkowych lub zapadalności na raka lub maksymalna częstość zakażeń
(ale niekoniecznie chorób) wywołanych określonym czynnikiem
chorobotwórczym. Istnieje szereg związanych z wodą chorób o rozmaitej
ciężkości, włącznie z ostrymi, opóźnionymi i przewlekłymi następstwami
zarówno w postaci chorobowości jak i śmiertelności. Następstwa mogą być
tak różnorodne jak problemy ujawniane po porodzie, rak, cholera,
czerwonka, zakaźne zapalenie wątroby, robaki jelitowe, fluoroza
szkieletu, dur brzuszny i zespół Guillain-Barré. Decyzje co do
pogodzenia się z ryzykiem są bardzo skomplikowane i wymagają
uwzględnienia rozmaitych wymiarów ryzyka. W dodatku do wymiarów
„obiektywnych”, jak prawdopodobieństwo, ciężkość i długość trwania
skutku, pojawiają się ważne wymiary środowiskowe, społeczne, kulturowe,
ekonomiczne i polityczne, które odgrywają ważną rolę w podejmowaniu
decyzji.
W tych procesach
ważną rolę odgrywają negocjacje, a każda sytuacja może przynieść
zupełnie wyjątkowe zakończenie. Niezależnie od złożoności decyzji co do
ryzyka istnieje zapotrzebowanie na podstawowe definicje ryzyka dającego
się znieść (ang. tolerable risk - ryzyko które jest akceptowane
społecznie w określonym miejscu, czasie i sytuacji, n.p. ze
względu na duże koszty redukcji ryzyka) w celu opracowania Wytycznych
dotyczących jakości wody do picia i jako punkt wyjścia dla podejmowania
decyzji w określonych sytuacjach. Referencyjny poziom
ryzyka pozwala porównać ze sobą choroby związane z wodą i zapewnić
jednolite podejście do postępowania z każdym zagrożeniem. Dla potrzeb
obecnych Wytycznych referencyjny poziom ryzyka jest wykorzystany dla
szerokiego zrównoważenia poziomów ochrony, na które można sobie
pozwolić w przypadku toksycznych chemikaliów z jednej strony, a z
drugiej - mikrobiologicznych czynników chorobotwórczych. W tym celu
brane są pod uwagę tylko zdrowotne następstwa chorób wodnopochodnych. Referencyjny poziom
ryzyka wynosi 10-6 lat skorygowanych niepełnosprawnością (DALY –
Disability Adjusted Life Years - lata życia skorygowane
niepełnosprawnością. Jest to wskaźnik lat życia przeżytych w
niepełnosprawności i czasu straconego na skutek przedwczesnej śmierci)
na osobę na rok, co jest odpowiednikiem w przybliżeniu nadmiernego
ryzyka raka w skali całego życia 10-5 (t. j. 1 dodatkowy przypadek raka
na 100 000 mieszkańców spożywających przez całe życie wodę pitną
zawierającą substancje w stężeniu normowanym przez Wytyczne). Dla
czynników chorobotwórczych wywołujących wodniste biegunki z niska
śmiertelnością chorych (n. p. 1 na 100 000) referencyjny poziom ryzyka
będzie odpowiednikiem 1/1000 corocznego ryzyka choroby dla pojedynczej
osoby (około 1/10 w skali całego życia).
Referencyjny
poziom ryzyka może być adaptowany do miejscowych okoliczności na bazie
podejścia polegającego na zbilansowaniu ryzyka i korzyści. W
szczególności należy policzyć tę część obciążenia jakąś chorobą, którą
prawdopodobnie można przypisać wodzie pitnej. Ustalenia priorytetów
zdrowia publicznego powinny zwykle wskazać na te główne czynniki, które
wpływają na sytuację i z którymi przede wszystkim trzeba się uporać,
uwzględniając koszty i oddziaływanie potencjalnych interwencji. Tu jest
także uzasadnienie leżące u podstaw stopniowego rozwoju i stosowania
standardów. Użycie DALY dla ustalenia referencyjnego poziomu ryzyka
jest podejściem nowym i rozwijającym się. Szczególnym wyzwaniem jest
zdefiniowanie skutków dla zdrowia ludzi związanych z ekspozycją
chemikaliów nieprogowych.”
Kto nie chce
paść ofiarą negocjacji, w których nikt go nie pyta o zdanie, musi
zaopatrzyć się w domowe urządzenie doczyszczania wody wodociągowej.
Należy jednoznacznie stwierdzić, że
informacja o jakości zdrowotnej wody jest konsumentom nadal
nieudostępniana.
Po siedmiu
miesiącach kompromitującego braku regulacji produktu najbardziej
masowego, a przy tym najbardziej niebezpiecznego, jakim jest woda z
kranu, minister zdrowia w dniu 13. marca 2007r. podpisał rozporządzenie
w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Przepisy
rozporządzenia dokonują wdrożenia przepisów dyrektywy 98/83/EC z dnia 3
listopada 1998 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia
przez ludzi.
Według tej
dyrektywy konsumenci powinni być dokładnie i w odpowiedni sposób
informowani o jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, o
wszelkich odstępstwach przyznanych przez Państwo Członkowskie i o
wszelkich czynnościach zaradczych podjętych przez właściwe władze;
ponadto powinno się rozważyć zarówno potrzeby Komisji w zakresie
technicznym i statystycznym, jak prawa każdej jednostki do uzyskania
odpowiednich informacji dotyczących jakości wody przeznaczonej do
spożycia przez ludzi. W przypadku, gdy istnieje ryzyko, że woda objęta
przepisami dyrektywy nie spełniałaby wartości parametrycznych, Państwa
Członkowskie zapewniają, że zainteresowani konsumenci są należycie
informowani i uzyskują poradę w odniesieniu do możliwych dodatkowych
czynności zaradczych, jakie powinni podjąć. Niezależnie od tego czy
wystąpi niepowodzenie w spełnieniu wartości parametrycznych, Państwa
Członkowskie zapewniają, że zabroniona jest jakakolwiek dostawa wody
przeznaczonej do spożycia przez ludzi, która stanowi potencjalne
zagrożenie dla zdrowia ludzkiego bądź jej wykorzystanie jest
ograniczone albo podejmowane są takie inne czynności niezbędne dla
ochrony zdrowia ludzkiego. W takich przypadkach konsumenci są
niezwłocznie o tym informowani oraz udzielane są im niezbędne porady.
Państwa Członkowskie zapewniają, że w przypadku gdy czynności zaradcze
są podejmowane, konsumenci są powiadamiani o nich z wyjątkiem
przypadków, gdy właściwe władze uznają niezgodność z wartościami
parametrycznymi za nieistotną. Państwa Członkowskie podejmują środki
niezbędne w celu zapewnienia konsumentom dostępu do właściwej i
aktualnej informacji w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia
przez ludzi.
Rozporządzenie
Ministra Zdrowia dnia 13 marca 2007r. w sprawie jakości wody
przeznaczonej do spożycia przez ludzi określa wymagania
mikrobiologiczne, organoleptyczne, fizykochemiczne, oraz radiologiczne,
które dotyczą wody pobieranej z urządzeń i instalacji wodociągowych, z
indywidualnych ujęć wody zaopatrujących ponad 50 osób lub
dostarczających więcej niż średnio 10 m szesc. wody na dobę, z
indywidualnych ujęć wody, bez względu na ilość dostarczanej wody,
jeżeli woda ta służy do działalności handlowej lub publicznej, z
cystern lub zbiorników, ze zbiorników magazynujących wodę w środkach
transportu lądowego, powietrznego lub wodnego oraz wprowadzanej do
jednostkowych opakowań. Według zapisów paragrafu 20. konsumenci
uzyskują informacje o jakości wody zgodnie z przepisami o dostępie do
informacji publicznej.
Informacja o
jakości wody powinna zawierać: 1) dane o
przekroczeniach dopuszczalnych wartości parametrów jakości wody oraz
związanych z nimi zagrożeniach zdrowotnych; 2) dane o
pogorszeniu jakości wody pod względem organoleptycznym; 3) informacje o
możliwości poprawy jakości wody przy użyciu środków dostępnych dla
konsumentów; 4) informacje o
planowanych przez przedsiębiorstwo wodociągowo – kanalizacyjne
przedsięwzięciach naprawczych i harmonogramach ich realizacji; 5) zalecenia mające
na celu minimalizację zagrożenia dla zdrowia ludzkiego.
Ustawa z dnia 6
września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej głosi, iż każdemu
przysługuje prawo dostępu do informacji publicznej, a od osoby
wykonującej prawo do informacji publicznej nie wolno żądać wykazania
interesu prawnego lub faktycznego. Prawo do informacji publicznej
obejmuje uprawnienia do uzyskania informacji publicznej, w tym
uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to
szczególnie istotne dla interesu publicznego, uprawnienia do
wglądu do dokumentów urzędowych oraz uprawnienie do niezwłocznego
uzyskania informacji publicznej zawierającej aktualną wiedzę o sprawach
publicznych. Udostępnianie informacji publicznych następuje w drodze
ogłaszania informacji publicznych, w tym dokumentów urzędowych, w
Biuletynie Informacji Publicznej dostępnym poprzez stronę
internetową http://www.bip.gov.pl i pochodne. Informacja
publiczna, która nie została udostępniona w Biuletynie Informacji
Publicznej, jest udostępniana na wniosek, przy czym ta informacja
publiczna, która może być niezwłocznie udostępniona, jest udostępniana
w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku. Informacja
publiczna może być udostępniana w drodze wyłożenia lub wywieszenia w
miejscach ogólnie dostępnych, a także przez zainstalowane w tych
miejscach urządzenia umożliwiającego zapoznanie się z tą informacją.
Podmiot udostępniający informację publiczną jest obowiązany zapewnić
możliwość kopiowania informacji publicznej albo jej wydruk lub
przesłania informacji publicznej albo przeniesienia jej na odpowiedni,
powszechnie stosowany nośnik informacji. Udostępnianie informacji
publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak
niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Jeżeli informacja
publiczna nie może być udostępniona w terminie 14 dni od dnia złożenia
wniosku podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym
terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni
informację, nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia
wniosku. Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w
sposób i w formie zgodnych z wnioskiem, chyba że środki techniczne,
którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają
udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku.
Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w sposób lub w
formie określonych we wniosku, podmiot obowiązany do udostępnienia
powiadamia pisemnie wnioskodawcę o przyczynach braku możliwości
udostępnienia informacji zgodnie z wnioskiem i wskazuje, w jaki sposób
lub w jakiej formie informacja może być udostępniona niezwłocznie. W
takim przypadku, jeżeli w terminie 14 dni od powiadomienia wnioskodawca
nie złoży wniosku o udostępnienie informacji w sposób lub w formie
wskazanych w powiadomieniu, postępowanie o udostępnienie informacji
umarza się.
Dostęp do
informacji publicznej jest bezpłatny, ale jeżeli w wyniku udostępnienia
informacji publicznej na wniosek podmiot obowiązany do udostępnienia ma
ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem
udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę
wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w
wysokości odpowiadającej tym kosztom. Podmiot ten w terminie 14 dni od
dnia złożenia wniosku powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty.
Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14
dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w
tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia
informacji albo wycofa wniosek.
Odmowa udostępnienia informacji publicznej
oraz umorzenie postępowania o udostępnienie informacji przez organ
władzy publicznej następują w drodze decyzji. Do tych decyzji stosuje
się przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego, z tym że odwołanie
od decyzji rozpoznaje się w terminie 14 dni, a uzasadnienie decyzji o
odmowie udostępnienia informacji zawiera także imiona, nazwiska i
funkcje osób, które zajęły stanowisko w toku postępowania o
udostępnienie informacji.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 6 (78) czerwiec 2008
Strona
Hałata
NOWA ERA. ERA PODRÓBEK.
W ramach
przygotowań do słynnego London Marathon zacne grono specjalistów
pochyliło głowy nad problemem: numer 1: jak poprawić rekordy. W
sporcie, jak w każdej gałęzi biznesu, i to rodzącej złote jabłka,
krążą te same soki, które ze zwykłych ludzi czynią potwory oddane za
wzrostowi za wszelką cenę. Liczy się tylko wzrost osiągnięć, najlepiej
skokowy. A tu okazuje się, że intensywny trening i optymalna (dla bicia
rekordów, nie zdrowia) dieta zbliżyły sportowców do pułapu możliwości w
96%. Wobec tego specjaliści parający się inżynierią genetyczną
zaproponowali zmienić genom człowieka i za pomocą dość prostej -
acz nieprzewidywalnej w skutkach - nowej technologii, podróbkom
sportowców • powiększyć serce • zwiększyć liczbę
erytrocytów • zmniejszyć
męczliwość mięśni • poprawić
gospodarkę węglowodanową
Pozostawiam
wyobraźni czytelników inne pomysły wykorzystania biotechnologii nie
tylko w rywalizacji sportowej, lecz także w konfliktach w szerokim
zakresie - od międzynarodowych do małżeńskich. Każdy z etapów produkcji
ludzkich mutantów o poprawionej jakości użytkowej jest już gotowy.
Pożądane charakterystyki można zaczerpnąć ze świata roślin, zwierząt i
ludzi, stworzyć dowolny organizm in vitro, wyhodować w wynajętej
macicy, sklonować w nieoganiczonej liczbie identycznych kopii.
Najprostszy z najprostszych zabieg w postaci zahamowania wychwytu
serotoniny zapewni genetycznie modyfikowanej ludzkości powszechne
zadowolenie, przebijając w tym zakresie żałosne próby jego
dotychczasowego uzyskiwania poprzez wzloty w obszarze fizjologii,
duchowości czy też kupowanie w formie leku Prozac. Będzie to
niewątpliwie jeszcze większy tryumf nauki niż ten, który 8. sierpnia
1945 ogłosił DZIENNIK POLSKI zamieszczając pod winietą tytuł:
Największy tryumf nauki! Pierwsza bomba atomowa spadła na Japonię”.
Początkowo na
czepiających się wszystkiego przeciwników dalszego postępu można będzie
nasłać genetycznie zmodyfikowanych agentów z trwale usuniętym
sumieniem. Wolni od wszelkiej refleksji i tym bardziej agresywni
oszczędzą dysponentom zbędnej fatygi i kompromitacji w razie
niepowodzenia. Rozmieszczeni w rozmaitych instytucjach publicznych i
redakcjach osiągną zamierzone przez swoich stwórców cele, skutecznie
tłumiąc wszelki opór ciemnogrodu w stosunku do podróbek, z imitacją
demokracji na czele.
Obrócą w proch i
na śmietnik historii wywiozą dwa filary zdrowia publicznego, jakimi są
poszanowanie osoby ludzkiej i dobro wspólne. Już teraz rozpoznawanie,
zapobieganie i zwalczanie zagrożeń godzących w zdrowie publiczne jest w
stanie uwiądu. Outsourcing i partnerstwo publiczno-prywatne,
gdzie publikę reprezentuje jej przekupny przedstawiciel a prywatne
interesy drobny kanciarz, wszechmogąca korporacja ponadnarodowa, albo
ściśle narodowa, tyle że działająca na rzecz konkretnego obcego narodu,
stają się falsyfikatami konstytucyjnego porządku. O zdrowiu wszystkich
decyduje zarobek nielicznych. W sytuacjach kontrowersyjnych, w
przypadku pojawienia się sporu co do tego czy coś szkodzi, czy też nie,
ostateczną decyzję podejmują władze państwowe w oparciu o opinie
naukowców. Opinie oparte o analizę tych samych materiałów, ba – nawet
dowodów, mogą jednak skrajnie się różnić. Myli się ten, kto w celu
rozstrzygnięcia dylematu: którą to z biegunowo różnych opinii należy
wybrać, powoła trzeciego eksperta. Ten trzeci, dziesiąty, setny i
tysięczny wcale nie musi mieć bezspornej racji. Jeszcze mniejszy sens
ma powoływanie komitetów i komisji podejmujących rozstrzygnięcia sporów
drogą głosowania. Czy można przegłosować, że białe jest czarne? Czy
można podpisać się pod decyzją, że czarne jest białe? Oczywiście, że
można. A za odpowiednim wynagrodzeniem, to i nawet trzeba. Dla wielu
prominentów i ich zaplecza eksperckiego jest to tak oczywiste, że nawet
nie warto tego ukrywać. Ale kiedyś do władzy przyjdą konkurenci, a jak
zaczną grzebać to albo znajdą haka, albo go sfabrykują. W tej
sytuacji przed decydentem pojawia się widmo więziennej kraty. Czym by
tu się zabezpieczyć przed posądzeniem o stronniczość w podejmowaniu
decyzji? Przecież wystarczy krótka wzmianka w tych gazetach, programach
telewizyjnych lub radiowych, które rządzą polskimi organami ścigania,
aby decydent znalazł się za kratami, albo co najmniej w roli
podejrzanego lub świadka zamienił dotychczasowy tryb życia z wyboru w
niekończące się pasmo przesłuchań i rozpraw sądowych urozmaicanych
dojazdami na wezwanie stawiennictwa pod groźbą kary. Na tym pożałowania
godnym świecie nieraz bardzo trudno udowodnić, że nie jest się
wielbłądem. Zbyt wielu uważa, że skłamać, poświadczyć nieprawdę można,
a nawet trzeba, gdy da to konkretną korzyść. Za mało jest tych, którym
nie wolno, choć można i trzeba. Nie wolno z powodu systemu wartości
przynajmniej zbliżonego do Dekalogu, obowiązującego prawa, tego czy
innego kodeksu etyki. Można i trzeba, ale nie wolno. Przekraczając
granice tego co wolno, należy oczekiwać kary, której w żadnym razie nie
zrównoważą korzyści uzyskane drogą zabronionego czynu. Kara spada też
na krzewicieli zła, niesłusznie obwinionych przez sobie podobnych. Ten
dobrze znany fenomen pożerania własnych dzieci przez zło relatywizmu
jest stary jak ludzkość i prawdopodobnie od jej początków każdy,
osiągając pewien wiek, dochodzi do przekonania, że jest coraz gorzej, a
żyjąc jeszcze dłużej sam często widzi jak kończą się osobiste i grupowe
kariery ludzi przekonanych, że im wszystko wolno. Nawet potężne szajki
zwane obecnie partiami politycznymi spotyka zasłużona pogarda, a
niekiedy kara. Zbyt rzadko jednak ujawniane są biznesowe powiązania
partyjnych wodzów, pomniejszych prominentów i pozornie szarych członków
z przedsiębiorcami rozmaitej skali: od światowych koncernów po małe
firmy o lokalnym zasięgu. A jest co dokumentować i interpretować.
Wszystko zaczyna się od kampanii wyborczych prezydenckich,
parlamentarnych i samorządowych. Postawić na kandydata i umieścić go w
pożądanym organie decyzyjnym to inwestycja w kopalnię złota.
Naród świadomy
tego rodzaju zagrożeń nie wyczekuje biernie upadłości swojego państwa,
a broni się, powołując odpowiednie instytucje. W Polsce, niestety, bez
spodziewanego efektu. A wszystko tak ładnie wygląda na papierze.
Instytucje są powołane, uprawnione, wyposażone i finansowane przez
podatników mających prawo oczekiwać skutecznej pracy przynajmniej tych
organów, których zadaniem jest obrona bezpieczeństwa wewnętrznego
państwa i jego porządku konstytucyjnego. Najszersze uprawnienia posiada
w tym zakresie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ustawa z dnia 24
maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu
(Dz.U. 2002 nr 74 poz. 676 z p. zm.) w art. 5. wymienia zadania ABW, a
wśród nich: 1) rozpoznawanie,
zapobieganie i zwalczanie zagrożeń godzących w bezpieczeństwo wewnętrzne państwa
oraz jego porządek konstytucyjny, a w szczególności w suwerenność i
międzynarodową pozycję, niepodległość i nienaruszalność jego
terytorium, a także obronność państwa, 2) rozpoznawanie,
zapobieganie i wykrywanie przestępstw w zakresie produkcji i obrotu
towarami, technologiami i usługami o znaczeniu strategicznym dla
bezpieczeństwa państwa, Art. 9a. ustawy
przewiduje, że środki finansowe, w wysokości 20% dochodów uzyskanych
przez Skarb Państwa z tytułu przepadku rzeczy pochodzących z
ujawnionych przez ABW przestępstw przeciwko mieniu oraz przestępstw
skarbowych, przeznacza się na fundusz motywacyjny na nagrody dla
funkcjonariuszy. Przyznane ABW
uprawnienia do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych lub
dochodzeniowo-śledczych podlegają kontroli ze strony m.in. Prezydenta
RP, Premiera, Parlamentu RP, Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw
Obywatelskich. Nie wdając się w
zawiłości innych dziedzin, jak np. sukcesy gospodarki, które z Polski
uczyniły importera pasz dla zwierząt, cukru i węgla, kolonię obcych
sieci handlowych i energetycznych, co oczywiście ma też niezwykle
istotny wpływ na zdrowie publiczne, gdyż pogłębia ocean ubóstwa w
naszym kraju, warto postawić pytanie dlaczego do obszaru bezpieczeństwa
wewnętrznego państwa nie zalicza się bezpieczeństwa zdrowotnego
obywateli. Wszystkie narzędzia są oddane do dyspozycji funkcjonariuszy
ABW. Co piąta złotówka też czeka.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
Już wkrótce ranking zagrożeń zdrowia w Polsce autorstwa dr. Zbigniewa Hałata - epidemiologa
ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE CZASOPISMO
RUCHU OCHRONY ZDROWIA AKTUALIZOWANA
WERSJA ELEKTRONICZNA
SALUS
POPULI SUPREMA LEX ESTO (Cicero, De legibus) DOBRO LUDU
NIECHAJ BĘDZIE NAJWYŻSZYM PRAWEM ZDROWIE
NARODU NIECHAJ BĘDZIE NAJWYŻSZYM PRAWEM
Nie godząc się na zło, można przed
złem uciec, albo
ze złem walczyć. Większość ludzi za zło uznaje nędzę i niewolę.
Nie
widząc szans na poprawę swojego losu, kto może ucieka od nędzy i
prześladowań
religijnych, narodowych i wszelkich innych narzuconych przez rozmaite
formy
totalitaryzmu. Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do
muru,
wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni o
przeżycie walczyć.
Wrota do ucieczki otwarto szeroko.
Pracowici, solidni,
dobrze wychowani i wykształceni Polacy są potrzebni wszędzie.
Ekonomiczni
emigranci uciekli przynajmniej od narzuconej Polsce nędzy, realizując w
istocie podstawowy punkt programu ostatecznego rozwiązania kwestii
polskiej
poprzez wyludnienie położnego na wschód od Niemiec terytorium Unii
Europejskiej.
Są też tacy, którzy wyjechać nie
mogli i jeszcze żyją,
albo tacy, którzy wyjechać nie chcą. Nie chcą z wielu powodów. Na
przykład
tych, dla których Józef Ślimak trzymał się placówki. Warto przypomnieć
sobie lektury szkolne, zanim zostaną zepchnięte do drugiego obiegu.
Tych,
co nie chcą lub nie mogą wyjechać, zostało w Polsce jeszcze
kilkadziesiąt
milionów. Części tej ogromnej rzeszy ludzi powodzi się dobrze. Według
wyliczeń
ministerstwa zdrowia 7% Polaków stać na kupno biletu za rzeczywisty
dostęp
do opieki zdrowotnej. Bilet miesięczny w cenie od 600 do 1 500 zł
pozwoli
wybrańcom losu korzystać bez kolejki ze świadczeń, na które złożą się
składki
wszystkich płacących na Narodowy Fundusz Zdrowia. Reszta będzie czekać
w kolejce może i do śmierci z nieznanego, bo niezdiagnozowanego powodu.
W karcie zgonu jako przyczyna bezpośrednia zgonu pojawi się „ostra
niewydolność
krążenia”, albo „niewydolność oddechowa”, bez informacji o przyczynie
zgonu
wyjściowej czy wtórnej. W końcu każda śmierć to ustanie akcji
serca
i oddechu… Brak dostępu do świadczeń zdrowotnych opłacanych regularnie,
przez całe pracowite życie, może mieć też – w cudzysłowie „dobre”
strony.
Na przykład pozwoli niedoszłym pacjentom uniknąć wirusa zapalenia
wątroby
typu B, typu C, AIDS i szeregu innych zakażeń przenoszonych przez
skażony sprzęt medyczny.
O tym, że w wyniku planowanego
dopiero uszczelnienia
systemu opieki zdrowotnej szpitale i przychodnie musiałyby stosować
sprzęt
jednorazowego użytku powiedział do kamery publicznej telewizji 30.
stycznia
2008r. pan Marek Balicki, lider LiD i poseł obecnej kadencji, w latach
1992-93 z ramienia lewego skrzydła Unii Wolności sekretarz stanu w
Ministerstwie
Zdrowia kierowanym przez pana ministra Andrzeja Wojtyłę, potem minister
zdrowia w rządach panów Leszka Millera i Marka Belki, w wolnych
chwilach
dyrektor szpitala w Ząbkach, Szpitala Bielańskiego, a ostatnio
Wolskiego
w Warszawie. Bezspornie kompetentne świadectwo pana posła Balickiego z
wielu powodów musi zainteresować prokuraturę i liczne ofiary
oszczędności
na sprzęcie jednorazowego użytku, nie tylko w szpitalu w Ząbkach,
Bielańskim
i Wolskim. Wirusowego zapalenia wątroby typu C, pacjent nie uniknie za
żadne pieniądze, jeśli szpital czy przychodnia lekceważy wymogi prawa
sanitarnego.
A do szpitala można trafić w następstwie narażenia na liczne szkodliwe
czynniki w żywności, w wodzie z kranu lub studni, w powietrzu, przez
władze
lekceważone, gdyż od wielu lat zanika działalność kontrolna inspekcji
pilnujących
naszego zdrowia. Do tego ministerstwo środowiska informuje opinię
publiczną,
że nie jest w stanie dopilnować nielegalnego importu odpadów. Warto
dodać,
że Niemcy zwożą odpady szczególnie niebezpieczne z całego świata, celem
spalenia w swoich - jak zapewniają – wysokosprawnych spalarniach, zaś
do
Francji mają trafić odpady radioaktywne z elektrowni atomowych Tajwanu.
Wystarczy spojrzeć na góry importowanych opon wyrastające na polskich
polach,
aby zdać sobie sprawę z faktu, że ludzie doprowadzeni do nędzy chętnie
przyjmą każdy zarobek, nie oglądając się na skutki doraźne, a tym
bardziej
rozciągnięte w czasie. Zwłaszcza tam, gdzie inspektorom egzekwowanie
obowiązującego
prawa wydaje się zajęciem niepotrzebnym, odrywającym od organizowania
konferencji
na dowolny temat lub udziału w kryptoreklamie połączonej z autoreklamą.
Nielegalny import odpadów dołoży nam nieszczęść związanych z ich
importem
legalnym - w postaci wraków samochodowych. Ale tłem całego obrazu i tak
pozostanie masowe zagrożenie azbestem lekceważone przez władze
wszystkich
opcji.
Wobec braku możliwości ucieczki,
wobec przyparcia do
muru, wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są
zmuszeni
walczyć o przeżycie. Jak to zrobić? Wybrać posła, który nas obroni? Nie
te czasy. Kiedyś owszem i to nawet w zaborze pruskim jeden śląski poseł
Wojciech Korfanty
potrafił
wstrząsnąć systemem ówczesnej europejskiej opresji Polaków.
Dzisiaj
brytyjski konserwatywny poseł do parlamentu europejskiego pan Daniel
Hannan
w wypowiedzi pt. „Despotyzm w parlamencie europejskim” w the
Telegraph z 25. stycznia 2008r. w takich słowach odnosi się do
sposobu
w jaki dzień wcześniej przewodniczący Parlamentu Europejskiego
Hans-Gert
Poettering zamknął usta posłom domagającym się referendum w sprawie
Traktatu
Lizbońskiego, będącego w istocie Konstytucją Europejską: „Cała ta
sprawa
jest oburzająca. Mógłbym to porównać z nazistowskim
Ermaechtigungsgesetz,
Ustawą o uprawnieniu z 1933r., która pozwoliła Hitlerowi rządzić bez
oglądania
się na parlament i konstytucję.” Dalej poseł Hannan pisze „Ale tego nie
zrobię, ponieważ a) byłoby to nieproporcjonalne i b) byłoby to okropnie
niegrzeczne w stosunku do Hansa-Gerta [Poetteringa], który stracił ojca
na wojnie i który, pomimo że zachowuje się w tej sytuacji w sposób
bulwersujący,
jest przyzwoitym człowiekiem i demokratą. Właśnie dlatego tak bardzo
mnie
rozczarował. Bardziej od innych powinien być świadomy zagrożeń
wynikających
z zagarnięcia uprawnień do stronniczego rozjeżdżania prawa
buldożerem.”
Prawo łamie nie tylko przewodniczący
Parlamentu Europejskiego.
A czym jest regularny atak na polskie prawo ze strony Komisji
Europejskiej?
Zdarzają się interwencje uzasadnione, ale na pewno nie należą do
nich próby zmuszenia Polski do zaakceptowania zagrożeń zdrowia ludzi,
zwierząt
i środowiska tylko dlatego, że wpływowe grupy interesu zagarnęły
uprawnienia
do rozjeżdżania polskiego prawa buldożerem.
O tym jak wobec zagrożenia rodziny,
życia, zdrowia
i majątku mimo wszystko walczyć o przeżycie powiem już za tydzień. Kto
zna melodię Franciszka Schuberta, niech się przez ten czas sam
zastanawia,
nucąc „Choć burza huczy wkoło nas, Do góry wznieśmy skroń!”
Klawiterapia,
za pomocą której od kilku dekad dr n. hum.
Ferdynand Barbasiewicz
przywraca zdrowie
ciężko chorym pacjentom
o postępującej niesprawności,
w przypadku osób
cierpiących na
stwardnienie rozsiane
(sclerosis multiplex, SM),
znajduje pełne
uzasadnienie medyczne
w odkryciu
mechanizmu
powstawania SM.
Prof. Paolo Zamboni,
z uniwersyteckiego
szpitala św. Anny,
w mieście Ferrara
we Włoszech
odkrył, że
przyczyną SM
jest przewlekła
niewydolność
żylna mózgowo-rdzeniowa
(Chronic Cerebrospinal
Venous Insufficiency, CCVI).
Złogi żelaza blokując
żyły szyjne i żyłę nieparzystą,
powodują wzrost ciśnienia żylnego
i napływ nadmiaru krwi
do substancji szarej mózgu,
co skutkuje jej uszkodzeniem
z objawami SM.
Najnowsza dokumentacja
skuteczności leczenia:
Journal of Vascular Surgery
Volume 50, December 2009
J Vasc Surg. 2009;50:1348-1358 A prospective
open-label study
of endovascular treatment
of chronic cerebrospinal
venous insufficiency
Paolo Zamboni ( zmp@unife.it
) et al. Pod
wrażeniem odkryć
profesora Zamboni
i kierując się zdrowym rosądkiem
(porównaj: dr John Snow
ojciec epidemiologii)
odbyłem u dr. Barbasiewicza
szkolenie z zakresu tzw.
refleksologii skórno-nerwowej
- klawiterapii
(dermoneural reflexology,
clavitherapy),
i - odpowiadając na liczne pytania -
swój stosunek do tej metody
przedstawiam poniżej.
Felieton, 18. grudnia 2009
Ostatni przed Wigilią
Bożego Narodzenia 2009r. mój felieton z cyklu "Spróbuj pomyśleć" nie
może zakłócać chrześcijańskiej atmosfery radosnego oczekiwania nawet w
domach tych ludzi, którzy świadomie i umyślnie swoim bliźnim szkodzą,
zamiast chronić ich przed parą nieszczęść budzących największy strach,
jakimi są choroba i bieda.
Niechby zasiadając do wigilijnego stołu, śpiewając kolędy, ciesząc się
ciepłem rodziny pod wspólnym dachem, choćby przez chwilę wspomnieli
tych, którym to wszystko odebrali, tych, których skazali na bezrobocie
i bezdomność, na chorobę, na brak nadziei na ulgę w cierpieniu, na
przedwczesny zgon i pozostawienie osieroconych bliskich. Od wyrzutów
sumienia, skruchy i zadośćuczynienia zaczęła się niejedna droga ku
dobru własnemu i innych ludzi, i związku z tym życzmy wszelkich łask
Bożych, z łaską przemiany na czele, przede wszystkim naszym
prześladowcom. Życzmy szczerze, tak jak nas do tego zachęcał ks. Jerzy
Popiełuszko słowami "Zło dobrem zwyciężaj". Polski męczennik wrogiej
Bogu i ludziom dyktatury w tych trzech prostych słowach zawarł wielką
prawdę o przewadze dobra nad złem i o zawodności posługiwania się
bronią napastnika motywowanego złem. Siłą chrześcijan jest czynienie
dobra, stąd i w odpowiedzi na atak zła nie powinniśmy stosować
kontrataku zła a dokonać maksymalnego wysiłku wiary i intelektu, aby
zło, choćby to najbardziej rozpanoszone, okrutne i bezczelne zło,
dobrem pokonać.
Równocześnie musimy posługiwać się skutecznymi narzędziami nie gorzej
niż napadający na nas napastnicy spod sztandarów zła. Gromadzenie i
publikowanie dowodów, ich zgodne ze zdrowym rozsądkiem interpretowanie
i zderzanie z argumentami przeciwnika, nawet jeśli nie odniesie
natychmiastowego skutku, to przynajmniej zmodyfikuje jego działania,
może doprowadzi do tego, że zło będzie mniejszym złem.
Z powyższych powodów o markach polskich na podstawie opublikowanego 10.
grudnia b. r. raportu firmy Acropolis Advisory i dziennika
"Rzeczpospolita" oraz opublikowanego również w grudniu b. r. przez
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów raportu KONSUMENT NA RYNKU
ARTYKUŁÓW ŻYWNOŚCIOWYCH (w świetle wyników kontroli produktów
mlecznych, mięsnych, rybnych i miodu) opowiem w ostatnim dniu
mijającego roku.
Dzisiaj, chciałbym Państwa zachęcić do rozmyślań w nadchodzącym
tygodniu i rozmów przy świątecznym stole nie o brudzie tego świata a o
jego czystości. Czysta przyroda, czysta woda, czysta żywność, czysta
nauka, czysta medycyna, czysta polityka, czysta gospodarka, czysta...,
czyli PROGRAM CZYSTA...
SPRAWA od końca pierwszej dekady III
tysiąclecia po n. Ch.
Czysta medycyna to Polska Medycyna Integracyjna. Tej sprawie warto
poświęcić wiele uwagi, gdyż właśnie przygotowywany jej program na
najbliższe lata może okazać się jedynym ratunkiem dla milionów ludzi w
potrzebie. Dzisiaj, jako prezent pod choinkę, wraz z życzeniami
wszelkich łask Bożych w Dniu Narodzenia Pańskiego dołączam do swojego
głosu dwie wypowiedzi praktyków klawiterapii, w tym samego jej twórcy -
dr. Ferdynanda Barbasiewicza z Nadarzyna pod Warszawą. (nagranie pod zapisz)
Rzecznik interesu narodowego polskiego
potrzebny jest
od zaraz.
Każdy w swojej dziedzinie specjalności
mógłby - gdyby
chciał - być takim rzecznikiem.
Jednak w żadnym razie rzecznik interesu
narodowego
polskiego nie powinien być w jakikolwiek sposób związany z
dominującą
partią polityczną lub jej przybudówką, n. p. pod postacią centrali
związkowej,
na tyle potulnej, aby jej oficjele mogli występować na wspólnej scenie
teatru politycznej poprawności. Co potrafią obecni i byli luminarze
establishmentu,
wiemy już niemało, a w miarę ożywienia partyjnej walki, choćby o stołki
w eurokołchozie, dowiemy się jeszcze więcej. W swoim podstawowym
wymiarze
walka ta jest po prostu kopią walki coca-coli z pepsi-colą. Pozorowany
konflikt budzi zainteresowanie całym asortymentem oferty rynkowych
gigantów
i niszczy przy tym B-brandy. Wojowanie o pietruszkę odwraca też uwagę
od
rzeczywistych problemów. Cel niby ten sam: zysk za wszelką cenę. A
jednak
z małymi wyjątkami koncerny napojowe nie udają zbawców ludzkości, co
najwyżej
pojawiają się na liście ukochanych sponsorów organizacji pozarządowych,
w tym ekologicznych, ślepych raz na jedno, raz na drugie oko. A jednak
koncerny płacą mediom i partiom za reklamę, promocję i lobbowanie
swoich
interesów. Tymczasem politycy, mając gęby pełne frazesów, nie
wykorzystują
oddanych im przez naród narzędzi chronienia i rozwijania wspólnego
dobra,
za wysokie apanaże i rozległe przywileje co najwyżej wygłupiają się jak
dzieci w przedszkolu, opowiadają facecje, stroją miny do kamery, to się
naburmuszą, to spiorunują wzrokiem, to krzywo uśmiechną. Czy to jest
poważne
traktowanie wyborców? Mnie osobiście obraża błazeńska forma narracji,
którą
posługuje się wielu polityków niewyżytych w kabarecie. To jasne, że
błazenada
pod publiczkę jest ich sposobem zdobycia popularności, ale i oczywiste,
że tak się zachowując, pokazują co naprawdę myślą o poziomie umysłowym
wyborców i jak gardzą majestatem Rzeczypospolitej. Jeszcze do tego
jeden
z drugim potrafi powiedzieć, że najważniejsza jest popularność i daje
do
zrozumienia, że nikt nie przebije jego popularności, bo to on ma wpływy
w takich czy innych środkach masowego przekazu. Ma bo je zawłaszczył,
albo
wyłudził, aby nie dopuścić do głosu konkurencji i jej poglądów
niebezpiecznych
dla rządzącej kasty.
Każdy zawsze powie: „dajcie mi święty
spokój, nie chcę
słyszeć o żadnych problemach, ta czy ten poseł, senator,
minister,
czy jeszcze inny prominent, to sympatyczna postać, ma poczucie humoru,
nie marudzi i ładnie mówi.”
I z takimi opiniami na temat polityków
dotarliśmy do
obecnego etapu likwidacji Polski.
Dla zwycięzców skryty i wyjątkowo skuteczny
Blitzkrieg
to okazja to podziału niebywałych dzisiejszym świecie trafiejnych
łupów.
Ci mogą spokojnie eksploatować odbierane Polakom przebogate
zasoby
naturalne. A i najemnikom należy się premia za dobrze wykonaną brudną
robotę.
Podobno w Polsce są trudności z zakupem sztabek złota. Wszystkie
zostały
już wykupione.
Jest też druga strona tej wojny. To
przegrani, którym
wkrótce na minimum przeżycia nie postanie nic innego jak sprzedaż
własnej
nerki. Oczywiście sprzedaż nielegalna. Kto jednak stwierdzi legalność
bądź
nielegalność działalności gospodarczej, w ramach której pod
dowolnym
szyldem można poza wszelką kontrolą robić co się chce?
W grudniu ubiegłego roku sejm jednomyślnie
uchwalił,
a w styczniu bieżącego roku prezydent podpisał, nowelizację ustawy z
dnia
2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Działalnością
gospodarczą
jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa
oraz
poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także
działalność
zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły. Zgodnie z nowym
prawem,
które weszło w życie w marcu 2009 r. organy kontroli zawiadamiają
przedsiębiorcę
o zamiarze wszczęcia kontroli. Kontrolę wszczyna się nie wcześniej niż
po upływie 7 dni i nie później niż przed upływem 30 dni od dnia
doręczenia
zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli. Zawiadomienia o zamiarze
wszczęcia
kontroli nie dokonuje się, w przypadku zaistnienia wymienionych w
znowelizowanej
ustawie okoliczności, z których dwie odnoszą się szczególnie do działań
na rzecz zdrowia publicznego wykonywanych przez Państwową Inspekcję
Sanitarną,
a więc gdy:
1) kontrola ma zostać przeprowadzona na
podstawie bezpośrednio
stosowanych przepisów powszechnie obowiązującego prawa wspólnotowego
albo
na podstawie ratyfikowanej umowy międzynarodowej; 5) przeprowadzenie kontroli jest uzasadnione
bezpośrednim
zagrożeniem życia, zdrowia lub środowiska naturalnego;
Oczywiście, aby stwierdzić czy działalność
gospodarcza
powoduje bezpośrednie zagrożenie życia, zdrowia lub środowiska
naturalnego
należy kontrolę przeprowadzić zanim jest już za późno i nie
czekać,
aż powiadomiony o terminie kontroli przedsiębiorca zwinie niebezpieczny
interes i zatrze wszelkie jego ślady, mając do dyspozycji co najmniej
tydzień.
Przynależność do partyjnej szajki, czy lokalnego układu pozwala
przedsiębiorcom
unikać kontroli w nieskończoność. Według nowego prawa, jeżeli kontrola
nie zostanie wszczęta w terminie 30 dni od dnia doręczenia
zawiadomienia,
wszczęcie kontroli wymaga ponownego zawiadomienia.
Po latach anemizacji i paraliżowania
Państwowej Inspekcji
Sanitarnej grupa niezmiennie trzymająca władzę w mijającym
dwudziestoleciu
osiągnęła sukces w postaci ostatecznego rozwiązania problemu będącego
solą
w oku już w PRLu i definiowanego wtedy pod hasłem: „sanepid
przeszkadza”.
Rzecznik interesu narodowego polskiego
potrzebny jest
od zaraz. Ktokolwiek zechce podjąć to zadanie w obszarze własnej
specjalności,
musi zacząć od przeglądu obowiązującego prawa i zaproponować w nim
zmiany
eliminujące zapisy sprzeczne z naszym interesem narodowym. Do
publikacji
proponowanych zmian i dyskusji nad nimi można wykorzystać najbardziej
demokratyczny
środek masowego komunikowania, jakim jest internet i te media
ogólnodostępne,
na których Polacy nigdy się nie zawiedli.
dr Zbigniew Hałat
Felieton
13. marca 2009r.
Fałszywa trawa zagraża zdrowiu i
środowisku. Do najbardziej niebezpiecznych domieszek
sztucznej
trawy należy ołów. W czerwcu 2008r. władze sanitarne Stanów
Zjednoczonych
wydały zalecenia w sprawie badania sztucznej trawy i ograniczania
potencjalnego
narażenia na ołów. Podniesiony alarm uwzględniał konieczność
badania
plastiku, w którym widać ubytki, odbarwienia, połamania i pył. W
przypadku
stwierdzenia, że pył sztucznej trawy zawiera więcej ołowiu niż 400
części
na milion, czyli 400 mg/kg, nie wolno do boiska ze sztuczną trawą
dopuszczać
dzieci poniżej sześciu lat. Sztuczną murawę wykazującą cechy zużycia i
pylenia należy wymienić przy najbliższej nadarzającej się sposobności.
U dzieci należy prowadzić badania krwi na poziom ołowiu.
Oto ogólne zalecenia władz sanitarnych USA
w sprawie
korzystania z powierzchni pokrytych sztuczną trawą: 1. Zarządcy
powierzchni pokrytych
sztuczną trawą powinni podjąć czynności zmniejszające pylenie
polegające
na zmywaniu tych powierzchni wodą przed korzystaniem i po korzystaniu z
boiska. 2. Aby zabezpieczyć
ludzi,
zwłaszcza małe dzieci, należy postawić tablice ogłoszeniowe
informujące,
że: a. po
zakończeniu gry
na boisku jej uczestników należy nakłonić do intensywnego mycia rąk i
całego
ciała przez co najmniej 20 sekund, przy użyciu mydła i ciepłej wody b. ubrania używane na
boisku
należy zdjąć i obrócić zewnętrzną stroną do środka jak tylko to możliwe
po zakończeniu korzystania z boiska, aby uniknąć zawleczenia pyłu do
innych
miejsc. Jeżeli nie ma możliwości zdjęcia ubrań, w samochodzie należy
usiąść
na dużym ręczniku lub kocu. Tak używane ręczniki i koce należy prać
oddzielnie
a buty używane na boiskach ze sztuczną trawą należy trzymać na zewnątrz
domu. c. Nie wolno pozwolić
na jedzenie
na boiskach pokrytych sztuczną murawą d. Należy unikać
skażenia
pojemników na napoje pyłem i włóknami pochodzącymi z boiska. Kiedy się
z nich nie pije, należy je zamknąć i trzymać w torbie, chłodziarce, lub
w innym zamkniętym pojemniku na poboczu boiska.
Objawy zatrucia ołowiem są bardzo liczne.
Ołów może
uszkodzić wiele różnych narządów. Narażenie na nawet niewielkie dawki
ołowiu
może po pewnym czasie doprowadzić do uszkodzenia rozwoju umysłowego
dzieci.
Im wyższy poziom ołowiu we krwi, tym bardziej poważne problemy ze
zdrowiem,
takie jak: - obniżony
iloraz
inteligencji IQ -
opóźnienie rozwoju -
zaburzenia słuchu -
zaburzenia zachowania
i trudności skupienia uwagi -
trudności w
szkole -
uszkodzenie
nerek
Do objawów zatrucia ołowiem należy: -
drażliwość -
zachowanie agresywne - brak
apetytu
i energii -
zaburzenia snu - bóle
głowy -
obniżenie czucia - utrata
postępów
rozwojowych -
niedokrwistość - zaparcia Wyższe dawki ołowiu powodują bóle i kurcze
brzucha,
jeszcze wyższe – wymioty osłabienie mięśniowe, drgawki i śpiączkę.
Gwałtowny sprzeciw zawsze budziło w Polsce
nierówne
traktowanie ludzi mających te same prawa.
Nie są w stanie tego zrozumieć
mentalni spadkobiercy
opartego o niewolnictwo Imperium Rzymskiego, którego granice sięgnęły
zaledwie
skrawków ziem Słowian Zachodnich. Także miłośnicy tradycji zaborczych i
okupacyjnych cesarstw, rzesz i sojuzów nie mogą pojąć, jak to jest
możliwe,
że Polacy domagają się tych samych praw, które przysługują innym. To
samo
dotyczy obecnej naszej pozycji w Unii Europejskiej, której narzędzia
nie
są używane do roztrąbionego wyrównywania różnic a służą bezczelnej
walce
konkurencyjnej z resztkami polskiej własności w gospodarce, a wkrótce
po
tym – co oczywiste – będą bez pardonu wykorzystane do odebrania
zubożałym
Polakom zadłużonych nieruchomości. Do zadłużenia każdej rodziny łatwo
doprowadzi
choroba choćby jednego z jej członków. Stąd niezwykłej wagi dla bytu
naszego
narodu nabiera walka o konstytucyjny kształt opartego o zasadę
solidaryzmu
narodowego prawa do ochrony zdrowia.
Tymczasem dramatycznie nieporadne
zarządzanie systemem
ochrony zdrowia stanowi zdaniem winowajców argument na rzecz
komercjalizacji,
prywatyzacji czy innej formy zawłaszczenia wspólnego dobra przez nich
samych.
Tą samą metodą zawłaszczono w minionej dekadzie wielkie zakłady
produkcyjne
sławne w świecie polską marką, całe gałęzie gospodarki oddano w obce
ręce
lub po prostu zlikwidowano pod pozorem nieopłacalności. Za sztandarową
aktywność w tym obszarze w postaci zatopienia 28 kopalń węgla
nagrodą
są europejskie posady, a nawet dożywotnie immunitety. Źle zarządzać,
nie
kontrolować, dopuścić do upadku i wtedy rozłożyć ręce: nooo, widzicie
sami
– tego bagna to już nie da się uratować! Po rękach musimy całować
każdego,
kto zechce przejąć te nie wiadomo skąd narosłe zobowiązania, a
przy
okazji cały majątek – drogie budynki, atrakcyjne działki i niezwykle
kosztowny
sprzęt. A miejsca pracy? Nie ma problemu! Po pracownikach wkrótce nie
będzie
ani śladu, pójdą na bezrobocie, kto będzie mógł, wyjedzie w
poszukiwaniu
pracy, rozbije rodzinę, pozostawi za sobą eurosieroty. Nie warto byle
czym
się przejmować!
A co z korzystającymi ze świadczeń
zdrowotnych? Co
z pacjentami? Pacjenci tym się różnią od klientów, że klient może
zrezygnować
z kupna jakiejś rzeczy lub usługi, kiedy go nie stać na zakup, a
pacjent
zrezygnować ze świadczenia zdrowotnego nie może, bo albo umrze, albo
utrwali
lub pogorszy zły stan swojego zdrowia. Będąc w tak krytycznej sytuacji
sam pacjent lub jego rodzina będą gotowi sprzedać wszystko, łącznie z
domem,
ziemią, w najlepszym przypadku wziąć na leczenie kredyt hipoteczny, na
wymuszonych nagłą potrzebą warunkach na tyle niekorzystnych, aby bank
mógł
bez zbędnych ceregieli zgarnąć mienie niewypłacalnego dłużnika. W
stanach
najwyższego napięcia emocji, kiedy np. zagrożone jest życie i zdrowie
dziecka,
rodzicom niezwykle łatwo przyjdzie zaakceptować propozycję pokrycia
wydatków
na kosztowne procedury lub leki złożoną przez przedstawiciela firmy,
której
statutowym celem jest zysk finansowy osiągany poprzez sprzedaż
świadczeń
zdrowotnych, a nie zapewnienie świadczeń zdrowotnych dla ludności.
Powiązanie
biznesowe, a nawet kapitałowe właściciela zakładu opieki zdrowotnej z
firmami
sprzedającymi leki i sprzęt medyczny jest opcją niezwykle atrakcyjną
dla
wszystkich stron. Dla wszystkich z wyjątkiem tej najsłabszej – pacjenta
zdanego na łaskę i niełaskę systemu zaprojektowanego dla osiągania
dochodów.
Opowiadania o jakichś etycznych czy urzędowych gwarancjach
bezpieczeństwa
pacjenta w skomercjalizowanych - sprywatyzowanych zakładach
opieki
zdrowotnej należy włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć opinie
wybitnych
polskich onkologów o wykrywalności raka przez lekarzy pierwszego
kontaktu
i unieważnione badania mammograficzne wykonane za pomocą wadliwego
sprzętu.
Narodowy Fundusz Zdrowia potrafi z kamienia wycisnąć dziesięcinę,
zapłacić
z niej krocie zastępom swoich urzędników, ale nie jest w stanie wysłać
ich na kontrolę w teren, aby przyjrzeli się wołającej o pomstę do nieba
poniewierce płatników. Nadzór ministra zdrowia nad Narodowym Funduszem
Zdrowia jest notorycznie nieskuteczny i twardej ręki potrzebnej do
sprawowania
nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem dziesiątków miliardów złotych na
zaspokojenie
podstawowych potrzeb społecznych nie zastąpią teatralne przedstawienia
przed kamerami, skoro ludzie płacą za rzetelne świadczenia zdrowotne a
nie za polityczną hucpę.
Upadek ochrony zdrowia to w przekonaniu
obecnie rządzących
argument na rzecz komercjalizacji – prywatyzacji. To już zakrawa na
kpinę
z wyborców. Każdy z płatników Narodowego Funduszu Zdrowia ma prawo
spytać
jako wyborca: co triumfatorzy ostatnich wyborów zrobili, aby ochronę
zdrowia
naprawić, zanim doszli do przekonania, że trzeba mieć problem z głowy i
po prostu wylać dziecko z kąpielą.
Zarządzanie ryzykiem zdrowotnym nie może
pomijać żadnego
z czynników uznanych za zagrożenie zdrowia. Uznanych przez specjalistów
w zakresie medycyny a nie ekonomii, inżynierii, rolnictwa, socjologii,
marketingu, reklamy i szeregu innych, niezwykle ważnych obszarów
wiedzy,
bez których ludzkość obecnie nie może się obejść. Pilnuj szewcze
kopyta,
chciałoby się rzec, podziwiając wywody inżynierów rozmaitych branż,
którzy
bez zająknienia oddalają obawy milionów ludzi zainteresowanych wpływem
rozmaitych czynników na zdrowie swoich dzieci i własne. Co upoważnia
absolwenta
politechniki do bagatelizowania wpływu kruszących się rur
azbestowo-cementowych
na zdrowie konsumentów zaopatrywanych przez rozpadający się wodociąg?
Czy
to on będzie w przyszłości patrzył w oczy ludziom, którzy nie potrafili
zahamować procesu kancerogenezy i poprzez etap polipów doszli do
raka jelita grubego? Jaki to tytuł naukowy pozwala inżynierowi
autorytatywnie
wypowiadać się na temat wpływu organizmów genetycznie modyfikowanych na
zdrowie człowieka? Szanując własny obszar ekspertyzy, nie można
kompromitować
się znachorskimi popisami na poziomie podwórkowej edukacji. W ramach
festiwali
nauki czas za to najwyższy zacząć demonstrować arcyciekawe zjawisko
wykorzystania
promieniowania niejonizującego związanego z telefonią komórkową do
prażenia
kukurydzy. Tak, tak. Kto nie wierzy, niech zajrzy na stronę internetową
halat.pl/telefony.html
i tam znajdzie odnośnik do filmów pokazujących jak za pomocą telefonów
komórkowych uzyskuje się popcorn. Może ten fenomen przekona młodzież i
jej rodziców do poważnego traktowania ostrzeżeń przed skutkami prażenia
mózgu, zwłaszcza rozwijającego się. Trudno jednak powiedzieć, czy to
wystarczy,
aby przekonać inżynierów, że stacje bazowe telefonii komórkowej, czy
tzw.
maszty, nie powinny oddziaływać na mieszkańców, pracowników i/lub
pacjentów,
gdyż grozi to powtórzeniem licznych doświadczeń na ludziach, którzy już
zdążyli ponieść tragiczne skutki lekceważenia ich prawa do zdrowia i
życia.
O ile informacje sygnalne pochodzące z
mniej lub bardziej
wiarygodnych obserwacji laboratoryjnych, klinicznych i populacyjnych
powinny
podlegać profesjonalnej analizie, a w razie utrzymywania się
wątpliwości
- otworzyć ewentualnie drogę do prawidłowo zaprojektowanych i
przeprowadzonych
badań epidemiologicznych, o tyle rozstrzygnięcia zapisane w postaci
norm
sanitarnych wymagają bezwarunkowego stosowania. Tu sprawy są już
bezdyskusyjne
i ich zapisaniem w postaci obowiązującego prawa i wyegzekwowaniem muszą
zając się wyspecjalizowane organy państwa. Niestety, im bardziej
państwo
skorumpowane, tym mniej zainteresowane eliminacją czynników
zagrażających
zdrowiu i życiu człowieka. Żabom, ptakom, mchom i porostom należy się
ochrona,
ludziom – nie. A wszystko przez rozpasanie rzeczników zysku za wszelką
cenę, choćby po trupach.
Aby spełnić wszystkie wymagania higieniczne
i zdrowotne
trzeba nieraz ponieść ogromne koszty dostosowawcze, a potem dzień
i noc pilnować wszystkich elementów systemu, wśród których czynnik
ludzki
wcale nie jest najbardziej zawodny. W każdej chwili może dojść do
katastrofy
w postaci ujawnienia tych niepożądanych cech produktu,
które
dotychczas, nieraz bardzo długo, udawało się ukrywać tylko „dzięki”
udziałowi
w układzie zapewniającym bezkarność. Układ zadba o wygodne przepisy
prawne
i rozgrzeszy z ich nieprzestrzegania. W razie konieczności tak skroi
garnitur
wymagań sanitarnych, aby nigdzie nie uwierał, zwłaszcza te ryby
najbardziej
tłuste. W razie potrzeby nie skontroluje, a kiedy ktoś ujawni
przestępstwo,
układ obróci się przeciwko niemu, nie przestępcy. Znakiem
przynależności
do układu jest posiadanie jakiegoś niezwykle prestiżowego wyróżnienia,
wszem i wobec głoszącego: nas nie ruszaj, bo pożałujesz. Za takim
wyróżnieniem
kryją się przecież wybitne autorytety, niezwykle niezależni eksperci,
którzy
przecież nie za pieniądze, a z czystej pasji naukowej polecają
przebadane
na wylot najlepsze w świecie produkty. Na przykład wędliny wytworzone z
surowca wyprodukowanego w fabrykach mięsa, gdzie organizmy genetycznie
modyfikowane przetwarza się na tkankę zwierzęcą, bądź powstałe z dużym
udziałem izolatów białka soi genetycznie modyfikowanej. Albo nabiał i
ryby
tak nasycone dioksynami, że powinny być natychmiast wycofane z obrotu
przez
służby sanitarne. Albo naturalną wodę mineralną, tyleż pyszną, co
radioaktywną.
dr Zbigniew Hałat
INTERWENCJA TELEWIZJA POLSAT 27. listopada 2006r. Zakazany
ryż dostępny w Polsce? Czy Polacy jedzą
zakazany ryż? Zobacz reportaż
Ekolodzy biją na alarm.
Zakazany,
groźny dla człowieka ryż wciąż można kupić w Polsce. Główny Inspektorat
Sanitarny przekonuje, że produkt został wycofany, a organizacja
ekologiczna
Greenpeace znajduje kolejne torebki skażonego ryżu w Polsce. Przez kilka lat
genetycznie
modyfikowany ryż - Liberty Link 601 - był wysiewany na poletkach
doświadczalnych
w USA przez firmę Bayer. Pięć lat temu firma zaprzestała doświadczeń, a
ryż w niekontrolowany sposób rozprzestrzenił się, zanieczyszczając
zbiory
innych gatunków. - Unia Europejska
odmówiła kupowania
amerykańskiego ryżu, z uwagi na skażenie genetycznie modyfikowanymi
odmianami
- mówi Zbigniew Hałat, były Główny Inspektor Sanitarny. Komisja Europejska
zaleciła,
aby państwa członkowskie pobrały wyrywkowo próbki ryżu znajdującego się
w sprzedaży i przebadały je na obecność modyfikowanego Liberty Link
601.
Główny Inspektorat Sanitarny pobrał w sumie prawie 50 takich próbek. W
trzech z nich wykryto zmutowany amerykański ryż i zakazano sprzedawania
go. Organizacja Greenpeace
zrobiła
niezależne badanie. Pobrała 15 próbek w samej tylko Warszawie. Próbki
pojechały
do niezależnego laboratorium w Berlinie. Zmutowany ryż znaleziono aż w
trzech próbkach. - Inspektorat Sanitarny
poinformował,
że tylko w trzech województwach znaleziono zmodyfikowany ryż. My
znaleźliśmy
go w województwie czwartym. Należy więc domniemywać, że skażenie jest o
wiele większe, niż na początku przypuszczano - twierdzi Joanna Miś z
Greenpeace. W Głównym Inspektoracie
Sanitarnym
uspokajają, że ryż nie jest groźny dla człowieka. Dystrybutor, który
sprowadzał
amerykański ryż do Polski, został pouczony i usunął swój ryż z półek
sklepowych.
GIS, pobierając 50 próbek w całej Polsce, wykrył LL 601 w produktach
tylko
jednego polskiego dystrybutora. Greenpeace już u dwóch. W supermarkecie Tesco,
na warszawskiej
Pradze, znaleźliśmy dziwny produkt. Ryż w nieoznakowanych woreczkach.
Warszawski
sanepid nic o tym nie wiedział. Po naszej interwencji do sklepu
wkroczyli
kontrolerzy. Produkty genetycznie
modyfikowane
są na rynku za krótko, żeby móc dokładnie ustalić ich wpływ na zdrowie
człowieka. Czy stanowią dla nas zagrożenie?
Znana szkoła
plastyczna truje
swoje dzieci. Dach Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej
pokryty
jest szkodliwym azbestem. Dyrektor szkoły od siedmiu lat stara się o
jego
wymianę. Władze miasta wolały wybudować nową bibliotekę i muzeum niż
zadbać
o uzdolnione dzieci.
Uczniowie Zespołu
Szkół Plastycznych
w Dąbrowie Górniczej otrzymują główne nagrody w konkursach plastycznych
w Polsce i za granicą. Uzdolnione dzieci uczą się w budynku z 1956
roku.
Budynku, który ma dach z azbestu - rakotwórczego materiału wycofanego
już
dawno z użytku! Przez wiele lat dachówki wietrzały. Teraz kruszą się, a
dzieci wdychają toksyczny pył.
Postanowiliśmy
sprawdzić czy
dachówki z Dąbrowskiej szkoły są zniszczone i trujące. Fragment dachu
dostarczyliśmy
ekspertowi do zbadania.
- O ile płyta tego
typu powinna
zawierać 15% azbestu, to na tej powierzchni jest 100% azbestu. W
związku
z tym, każde dotknięcie, każdy podmuch wiatru powoduje uwolnienie się
100
tysięcy niebezpiecznych dla zdrowia włókien. - mówi dr Andrzej
Obmiński,
Instytutu Techniki Budowlanej.
- Dzieciom grozi
międzybłoniak.
Za 20-30 lat będą ofiarami bezczynności, wszystkich osób dorosłych
dzisiaj
odpowiedzialnych za ich bezpieczeństwo - mówi Zbigniew Halat, lekarz
epidemiolog.
Opinie o fatalnym
stanie dachu
dyrektor przedstawiał kolejnym instytucjom - władzom miasta, nadzorowi
budowlanemu. Wiedzą one o dramatycznym stanie i niebezpieczeństwie, w
jakim
znajdują się uczniowie.
- Rozmowy o usunięciu
zagrożenia
odbyły się siedem lat temu. Wtedy już obiecywano, że modernizacja
zostanie
wykonana - opowiada Jarosław Wartak, dyrektor Zespołu Szkół
Plastycznych
w Dąbrowie Górniczej.
Do remontu nie
doszło. Jak się
dowiedzieliśmy urząd… zapomniał poinformować firmę remontową, że dach
jest
z azbestu. A to znacznie podraża inwestycję o koszty utylizacji.
- Kolejny remont miał
się odbyć
w 2006. Niestety do niego też nie doszło. We wrześniu dowiedzieliśmy
się,
że pieniądze przeznaczone na modernizacje naszego budynku po prostu
zostały
przeniesione na inne inwestycje w mieście - informuje Jarosław Wartak,
dyrektor Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej.
I tu kolejne
zaskoczenie, bo
co może być ważniejsze od zdrowia i bezpieczeństwa dzieci? Pilniejszymi
inwestycjami okazały się: nowy budynek biblioteki miejskiej oraz muzeum
miasta Dąbrowy Górniczej.
Większość krajów Unii
Europejskiej
rozwiązała problem azbestu już w latach dziewięćdziesiątych. Polska od
2002 roku też jest zobowiązana do usunięcia materiałów azbestowych.
Ostateczny
termin mija dopiero w 2032 roku.
Produkcja i
stosowanie azbestu
w Polsce jest zakazane. Pozostaje mieć nadzieje, że urzędy, nie tak jak
w Dąbrowie Górniczej, szybciej będą reagowały na niebezpieczny
azbest.
Po naszej wizycie
prezydent miasta
zapewnił, że w bieżącym budżecie znajdą się pieniądze na remont dachu.
Pozostaje pytanie, czy i tym razem nie skończy się tylko na
obietnicach.
*
* skrót
materiału
<>Reporter: Grzegorz
Honkisz ghonkisz@polsat.com.pl
(Telewizja Polsat)
SEEDS OF DECEPTION Jeffrey M. Smith „Nasiona kłamstwa” o łgarstwach przemysłu i rządów na temat żywności genetycznie modyfikowanej
ISBN 978-83-85290-16-2 Fundacja PRO SCIENTIAE Poznań 2007
Głos pierwszy do wydania polskiego światowego bestsellera J. M. Smitha „Nasiona kłamstwa”
Od kilkunastu lat wszystko co żyje na
naszym świecie
jest przedmiotem eksperymentu. Kilkanaście lat w dziejach życia na
Ziemi
to chwila bez znaczenia, chyba, że akurat wydarzy się katastrofa. Od
uderzenia
meteorytu podobno wyginęły dinozaury. Od ciosów obecnie zadawanych
naturze
może paść drzewo życia dobrze zakorzenione na naszej planecie i wyrosłe
w oparciu o zrozumiały dla nas plan.
Dzięki geniuszowi ludzkiego intelektu
poznajemy reguły
genetyki. Człowiekowi jednak nigdy nie wystarcza sam opis
rzeczywistości.
Nie oglądając się na konsekwencje, każde odkrycie musi wykorzystać dla
zysku. Wszak uświęca środki cel wojny – wojny o panowanie nad światem
toczonej
na froncie gospodarki, przechodzącym od czasu do czasu w działania
militarne.
A wojna, jak wiadomo, jest matką wynalazków. W tym przypadku –
tworzenia
nowych organizmów.
Jednostki biologiczne, zdolne do replikacji
i przenoszenia
materiału genetycznego, w których materiał genetyczny został zmieniony
w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych, powinny być zamknięte w
hermetycznie szczelnych budynkach o podwójnej pancernej pokrywie, która
natychmiast zalewana jest formaliną, kiedy tylko zaistnieje ryzyko ich
uwolnienia do środowiska. W brytyjskim hrabstwie Kent w tak zbudowanej
szklarni prowadzona jest hodowla genetycznie modyfikowanego
tytoniu. Ale nawet najbardziej kosztowne zabezpieczenia
nie
budzą zaufania. Badania opinii publicznej w Unii Europejskiej, okazują
się nie tylko miażdżące dla żywności genetycznie modyfikowanej, lecz
także
ujawniają, że tylko co czwarty Europejczyk wyraża zgodę na produkcję
pod
rządami obowiązującego prawa środków farmakologicznych metodami
rolnictwa
molekularnego w zamkniętych szklarniach. Tymczasem wynajęte przez
właścicieli
patentów na transgeny psy wojny działające w nauce, polityce i
gospodarce
uparcie zabiegają o proliferację biologicznej broni masowego
rażenia.
W moim głębokim przekonaniu jesteśmy
świadkami narodzin
nowej medycyny. W odróżnieniu od naszych poprzedników mamy jednak do
czynienia
nie tylko z odkrywaniem przyczyn znanych od dawna chorób - lepiej lub
gorzej
zdefiniowanych, lecz także z konstruowaniem nowych patogenów, których
oddziaływania
- łącznie z rolą w patogenezie człowieka i innych istot, są nie
do
przewidzenia.
Od dnia stworzenia w fascynującej paradzie
piękna różnorodnych
form życia, wraz z plejadą roślin i zwierząt ludzie dostosowują się do
zmiennych warunków otoczenia - temperatury, wilgotności, stężenia
dwutlenku
węgla, azotu, siarki, siły promieniowania jonizującego, czy
ultrafioletowego
- aby wymienić te najpowszechniej znane. Każda z istot żyjących obecnie
na świecie jest najwyższą i najlepszą w swoim gatunku formą
dostosowania
do aktualnych warunków środowiska i większość ma szanse przekazać te
ulepszenia
następnym pokoleniom.
Produkty inżynierii genetycznej - sztucznie
skonstruowane
organizmy wypełniające konkretne zamówienia komercyjne - zostały
zaprojektowane
do życia w środowisku o parametrach znanych inżynierom genetycznym.
Znanych
i mierzalnych w XX wieku. Wynalazki transgeniczne uwolnione do
środowiska
muszą jednak sprostać obecnym i przyszłym, wymaganiom otoczenia, także
i tym, które są jeszcze nieznane twórcom transgenów, bądź
niemierzalne
dostępnymi współcześnie metodami badawczymi. Wynalazki transgeniczne
wchodzą
również w konstelację wzajemnych zależności z innymi organizmami
żywymi.
Pojawia się tu szereg pytań. Jak zachowają się transgeny za 20
lat
przy utrzymującym się trendzie zmian klimatycznych? Co się z nimi
stanie w wyniku erupcji pyłu wulkanicznego i odcięcia biosfery od
promieni
słonecznych na długie miesiące? Jakie zmiany nastąpią pod wpływem
promieniowania
jonizującego ze źródeł naturalnych, a jakie w wyniku awarii elektrowni
atomowej, albo ataku bronią jądrową? Jaki będzie powstały w tych
warunkach produkt mutacji genetycznych transgenów i czym od
znanych
nam roślin i zwierząt będzie różnić się potomstwo transgenów i
organizmów
powstałych naturalnie? Czy mutanty tych krzyżówek pozostawią nam samym
i bliskim nam istotom szanse na przeżycie?
dr Zbigniew Hałat
ISIS Press Release 11/06/07 Scientists for a GM Free Europe Final Announcement
Scientists from six countries join
forces with MEPs to call for a Europe wide and worldwide
ban on growing GM crops.
Dr. Zbigniew Halat, President of the
Association for Protection
of Consumers Health: “The problems created by genetic engineering are
global,
it is the proliferation of a kind of biological weapon of mass
destruction
worldwide.”
Dr. Zbigniew Halat medical doctor,
consultant epidemiologist;
CEO of Health Risk Management & Communication; Chairman of The John
Snow International Society for Common Sense in Public Health; President
of Association for Protection of Consumers Health; Founder of The Dr
Halat
Water Institute; Former Deputy Minister of Health in first three
non-communist
governments of post-war Poland; fought epidemic outbreaks of foodborne
and waterborn diseases in the 1970s; consultant epidemiologist in
Central
Province of the Republic of Kenya in the 1980s, witnessed the birth of
a new epidemic, HIV/AIDS, which became an important target of his
activity
under auspices of Polish Red Cross after he returned to Poland; as
Deputy
Minister of Health, Chief Sanitary Inspector. He introduced to
post-communist
Poland the latest advances in public health: environmental health,
health
promotion and peer education; his achievements were described by a
prestigious
medical journal as follows: “the quixotic and controversial deputy
minister
of health, government sanitary inspector, and chief environmental
health
officer, Zbigniew Halat MD is engaged in a personal crusade to shake
the
health service out of the spiritual atrophy induced by 45 years of
communism.
Hard working, self reliant, aggressive, and abrasively masculine, this
man of Promethean energies put me in mind of a nineteenth century
northern
mill owner" (Karin Chopin, Letters from Poland, British Medical
Journal,
30 May, 6 June, and 13 June 1992). He later developed a new branch of
medicine,
consumer medicine, focusing on diagnostic, preventive and legal aspects
of health risks linked to consumer goods, from tap water to genetically
engineered products. Since 1999 Dr. Halat became an icon of anti-GMO
movemwnt
in Poland; he is editor-in-chief of a health protection movement
periodical
Health Risks in Poland , columnist of a monthly Consumer's World linked
to European and US consumer opinion magazines, and collaborator of
influential
radio and tv broadcasting stations.
ISIS Press Release 21/06/07 Scientists and MEPs for a GM free Europe
Genetic engineering is a “global weapon of mass destruction”
Dr Zbigniew Halat, President of the
Association for Protection
of Consumer Health in Poland, a medical doctor, and an ex deputy Health
Minister for Poland, said: “I believe that the problems caused by
genetic
engineering are global. It is the proliferation of a kind of biological
weapon of mass destruction.” Halat criticized the threshold for
contamination
of native crops by GM crops of 0.9 percent, or even 0.1 percent as
nonsense.
He cautioned that even a tiny molecule could cause an anaphylactic
(toxic
shock) reaction and could kill someone who is allergic.
He believes there is a causal link
between GM contamination
and the rising allergy rate that has doubled in 10 years. He argued
that
studies of local incidences of allergic reactions to GM maize crops in
the Philippines by Professor Terje Traavik of Genk in University of
Tromsř,
Norway [9] ( GM
Ban Long Overdue , SiS 29) have provided us with the
empirical
evidence against GM crops. Furthermore, as GM foods have not been
medically
proven as safe, it is important that we keep using opinion polls to
assess
public support for them and epidemiological studies to assess their
safety.
He even suspects a relationship between
GMOs and the rising
cancer rates, antibiotic resistance, and the obesity epidemic. From a
medical
point of view, he said, we can't wait for outcomes of sickness and
deaths
from GMOs, we must have proof that GM food and feed is healthy and
safe.
Finally, we must be aware of the ethical issues around genetic
engineering
and that it is not job of producers, but of the public authorities to
protect
our health from diseases.