www.halat.pl


STRONA 
GŁÓWNA
DOMENY 
HALAT.PL


Polska
medycyna integracyjna
Fundamentalnie zakorzeniona w polskiej kulturze, sztuka i nauka utrzymywania i przywracania zdrowia przez zapobieganie chorobie i jej leczenie, z poszanowaniem fizycznej, moralnej i psychologicznej integralności osoby ludzkiej.

Polish
 Integrative Medicine

Fundamentally rooted in Polish culture, the art and science of maintaining and restoring health by prevention and treatment of illness, with respect for physical, moral and psychological integrity of the human person.

dr Halat  noxology
diagnoza
terapia
prewencja


Polska Medycyna Integracyjna
Polska Medycyna
Integracyjna

Wiedza naukowa zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa – czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik szkodliwy występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie potęgującymi niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za punkt wyjścia procesu diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z zasadą wyrażoną po łacinie słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS, czyli „gdy działa przyczyna, jest i skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie dzieje się bez przyczyny".




Epidemiologia jest nauką o występowaniu i uwarunkowaniach chorób, zaburzeń zdrowia i zjawisk zdrowotnych 
w określonych populacjach ludzkich oraz systemem działań wykorzystujących uzyskane informacje do zmniejszenia rozpoznanych problemów zdrowotnych 
w populacji.


Instytut Wody


Medyczne Centrum Konsumenta


Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów


Zagrożenia Zdrowia 
w Polsce


3 Smoki


Zdrowy Polak


Poland 
(in English)
It is Europe that is sick, all Europe 
with the exception 
of Poland.


Śląsk


Wizytówka




ALERGENY





KANCEROGENY

Nowy artykuł:
"Ryzyko raka 
w następstwie 
spożywania 
wędzonych 
przetworów 
mięsnych "





www.forum.halat.pl









Szukaj w domenie halat.pl
 
Szukaj


 

Felieton, 11. grudnia 2009

Dostosuj się albo giń. Zależnie od przekonań każdy wywodzi tę zasadę z zaufanego źródła.  A to z publikacji Karola Darwina z 1859 r. p. t. „O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt” (On the Origin of Species by Means of Natural Selection, or the Preservation of Favoured Races in the Struggle for Life), a to z zawołania francuskiej Legii Cudzoziemskiej "marche ou crève" – maszeruj albo umieraj, tłumacząc elegancko, a to z tradycji własnego narodu. 
W połowie naszej ery, czyli z końcem X wieku po narodzeniu Chrystusa, władca Polan książę Mieszko dostosował się sytuacji powstałej w wyniku trwającego od kilkuset lat, od czasów Karola Wielkiego, marszu na wschód Germanów Wschodnich i Zachodnich, czyli Niemców i Francuzów.  Chrzest Polski wytrącił im z rąk  pretekst do powtórzenia rzezi, której dokonali na ziemiach Słowiańszczyzny Zachodniej i znacznie osłabił, a na pewien czas nawet zahamował, ich parcie na wschód, czyli Drang nach Osten. Pod władzą Piastów Polska natychmiast wniosła wielki wkład w budowę wspólnego europejskiego domu. Bolesław Chrobry Wielki - jak głosi napis na jego odsłoniętym w 2007r. wspaniałym pomniku we Wrocławiu - to "w roku 1000 sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w jednoczeniu Europy". W tym właśnie roku nasz pierwszy koronowany król uczynił ze stolicy Śląska jedną z metropolii  znanego współczesnym świata. Biskupstwo we Wrocławiu do 1821r. było podporządkowane arcybiskupstwu w Gnieźnie.
Po ponad dwóch latach od postawienia pomnika przez polskich patriotów w obecnie oblężonym Wrocławiu czas najwyższy, aby władze miejskie wreszcie dostrzegły komu miasto zawdzięcza wyniesienie a komu upadek. Bowiem przed tysiącem lat Polacy do sytuacji się dostosowali, ale tożsamości nie utracili, a dzięki przyjęciu chrześcijaństwa nie tylko uratowali się przed zagładą fizyczną, lecz także - co jeszcze ważniejsze - przyjęli Dobrą Nowinę, która naszą tożsamość ubogaciła. Na tle wieczności, doczesne korzyści z Chrztu Polski mogą wydawać się miałkie i nie warte rozważań, ale przecież nie co innego jak nasz byt na tym padole łez i rozpaczy decyduje o wyroku Sądu Ostatecznego. Wydawałoby się, że po upływie tysiąca lat każdy Polak już doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każdy czyn przynosi jakieś skutki. Wytyczne postępowania i kodeks karny określił sam Sędzia Najwyższy, a światli ludzie dzień w dzień, rok po roku, wiek po wieku przybliżają te wymagania każdemu, kto chce słuchać. To że niektórzy słuchać nie chcą, to że postępują wbrew nakazom i zakazom, że nie myślą o przyszłości, że ulegają fałszywym doradcom i oszukańczym namowom, jest tak ludzkie jak Boskie jest miłosierdzie. Zdając sobie sprawę z prawa do błądzenia i dozgonnej możliwości poprawy (tylko i aż  dozgonnej), odzyskujemy pewność siebie i siłę do starań o zasłużenie na wybaczającą miłość Pana Boga, która i tak jest niczym nie ograniczona. W miarę upływu lat życia dostosowujemy się do zmieniającego się świata, nieraz popełniając strategiczne błędy, kiedy będąc u szczytu powodzenia zapominamy o głębokiej mądrości zawartej w przysłowiu „fortuna toczy się kołem”, „fortuna toczy się kołem, pod kołem to pojąłem” - jak to  spuentował Jan Sztaudynger, autor obscenicznych fraszek, ale także wspaniałego zbioru utworów – lamentów nad wojennym trupem miasta Wrocławia, wydanego w Poznaniu w 1947r. pt.  STROFY WROCŁAWSKIE (okładka i rysunki w tekście Jana Wronieckiego), z których kilka, charakteryzujących się pięknem formy i porażających grozą treści, zamieściłem na poświęconej Śląskowi stronie halat.pl/silesia.html.
Lwowianie i Polacy z innych stron kraju, którzy niewyobrażalnym dzisiaj wysiłkiem umysłów i rąk podnieśli Wrocław z gruzów, nie mogą pogodzić się ze sposobem, w jaki wielu będących obecnie u władzy obraca wniwecz polskość miasta i kierując się, zapewne owocującą w zleceniach, posadach, grantach, nagrodach i unijnych karierach, dewizą „dostosuj się albo giń”, budują markę miasta na regermanizacji. Widomym znakiem regermanizacji Wrocławia jest odbudowany za ciężkie pieniądze symbol dwustuletniego zaledwie panoszenia się prusactwa w mieście - pałac strasznego Fryca Polakożercy. Wykopaliska archeologiczne słowiańskich osad z początków Wrocławia, próby rekonstrukcji - dla potrzeb turystów  - tak wspaniałych budowli romańskich, jak te, które powstały za sprawą Piotra Włosta, możnowładcy plemienia Ślężan, który już za życia stał się chodzącą legendą, nie mogą doczekać się odpowiadającego ich unikatowej wartości zainteresowania i finansowania. Konformistyczna realizacja zasady „dostosuj się albo giń” polegająca na wyrzeczeniu się narodowej tożsamości to nic innego jak zdrada narodowa. Niech ci, którzy się jej dopuszczają nie zapomną, że fortuna toczy się kołem, że naród pamięta, że nie zawsze przebacza. Przyjęcie chybionej strategii na podstawie fałszywych założeń prędzej czy później skończy się klęską. Wystarczy przyjrzeć się zgniłym owocom, jakie wydają nasiona kłamstwa, w szerokim tego określenia pojęciu – od nasion roślin genetycznie modyfikowanych po kłamstwa historyczne, polityczne, czy naukowe. Budowanie marki Wrocławia na tradycji pruskiej jest właśnie zgniłym owocem tych trzech kłamstw i niezależnie od kosztów poniesionych przez wiadomych inwestorów i korzyści przyjętych przez wiadomych zleceniobiorców przyniesie same straty każdej ze stron konfliktu, także, niestety, polskiej – poddanej  narastającej presji nacjonalistycznego naporu.
Nie takie mistyfikacje runęły w przeszłości, nie takie kompromitują się na naszych oczach. Wielu jeszcze pamięta propagandę niemieckich faszystów, większość - rosyjskich komunistów, a wszyscy obecnie żyjący mogą po prostu włączyć telewizor i zobaczyć jak na nasionach kłamstwa o wpływie człowieka na klimat wyrasta ogromne drzewo w Kopenhadze i jak zgniłe rodzi owoce. Wzrost i upadek kłamstwa o wpływie człowieka na klimat, czyli klimatyzmu, to niewątpliwie wielkie doświadczenie ludzkości u progu trzeciego tysiąclecia naszej ery, czyli - mówiąc zgodnie z prawdziwym znaczeniem tego określenia – po narodzeniu Chrystusa. Wzrost i upadek klimatyzmu był możliwy wyłącznie dzięki nowym technologiom stworzonym przez geniusz człowieka posługującego się rzetelną wiedzą naukową i sprawdzonymi w wyniku powtarzalnych eksperymentów umiejętnościami. Na czele tych technologii stoi informatyka z jej przełomowym w dziejach ludzkości zastosowaniem w postaci komputerów, które po połączeniu w globalną sieć dają internet. Miarą wartości internetu dla nas wszystkich i każdego z osobna jest pozycja wyszukiwarki internetowej Google, która w opublikowanym w kwietniu 2009r.  rankingu wartości globalnych marek prowadzonym przez  Millward Brown Optimor osiągnęła pozycję pierwszą, dochodząc do kwoty 100 miliardów dolarów i odnotowując 16% przyrost w stosunku do roku 2008.
O markach polskich na podstawie opublikowanego 10. grudnia b. r. raportu firmy Acropolis Advisory i dziennika „Rzeczpospolita” oraz opublikowanego również w grudniu b. r.  przez Urząd  Ochrony Konkurencji i Konsumenmtów raportu KONSUMENT NA RYNKU ARTYKUŁÓW ŻYWNOŚCIOWYCH (w świetle wyników kontroli produktów mlecznych, mięsnych, rybnych i miodu) opowiem za tydzień. Naturalnie w ramach drążenia tematu „dostosuj się albo gin”- „dostosuj się bez utraty tożsamości albo giń jako konformista”

dr Zbigniew Hałat


  
wiadomość zamieszczona
 20. listopada 2009


Atropogenne Globalne Ocieplenie
czyli Climategate

Hacker zdemaskował
pseudonaukowe oszustwo
wykorzystywane
przez obcych i ich agentów
 do ostatecznego
zrujnowania Polski
,
której bogactwem
jest własny węgiel. .
 
Hańba "naukowcom", 
których charakteryzuje
slutyfikacja,
hańba politykom,
których kompromituje
zeszmacenie.

The Telegraph,
November 20, 2009
Climategate: the final nail in the coffin
 of 'Anthropogenic Global Warming'?

The Telegraph,
November 21, 2009
Climate scientists accused
of 'manipulating global warming data'

The Telegraph
November 22, 2009
Climategate: how the MSM
(i. e. Mainstream Media)
reported the greatest scandal
 in modern science
James Delingpole writes:
Meanwhile, the Climategate scandal
 (and I do apologise for calling it that,
 but that’s how the internet works:
 you need obvious, instantly memorable,
 event-specific search terms)
 continues to set the Blogosphere ablaze.
For links to all the latest updates on this,
 I recommend
Marc Morano’s invaluable
 Climate Depot site.
And if you want to read
 those potentially incriminating
 emails in full,
go to An Elegant Chaos org where
they have all been posted
in searchable form.



American Thinker
December 12, 2009
Get Global Warming
Out of Our Schools
by Jane Jamison

 
Felieton, 26. czerwca 2009

Komunizm, faszyzm, europeizm, klimatyzm i każdy inny totalitaryzm żąda tego samego. Zrezygnujcie z własnego interesu na rzecz zakamuflowanego interesu nowego hegemona, a po przejściowych kłopotach czeka was raj na ziemi. Wy, którzy tego nie rozumiecie, jesteście zacofanymi wrogami postępu i nie unikniecie kary, która nieuchronnie spadnie na was samych i wasze rodziny. Wystarczy, że zabierzemy wam pracę, a szybko skruszejecie i zasilicie szeregi entuzjastów żebrzących o odpady z naszego stołu. Nawet gdy władza działa nieudolnie i sprzecznie ze zdrowym rozsądkiem, to i tak dysponuje siłą wystarczającą, aby zabrać wam wszystko: zdrowie, majątek i życie. Widomym znakiem panoszącego się w Polsce totalitaryzmu, któremu, tak jak stalinizmowi i hitleryzmowi, należy się już nazwa o charakterze odosobowym, są turbiny wiatrowe szkodliwe dla krajobrazu, przyrody i zdrowia człowieka.
To, że wiatraki psują krajobraz, widzi każdy i to powinno martwić wszystkich, którzy inwestują w turystykę i chcą z niej się utrzymywać. To, że kładą trupem zwierzęta latające, w tym objęte prawną ochroną gatunki latających ssaków – nietoperzy, powinno wstrząsać sumieniem każdego, nie tylko ekologów na etacie. Ale to,  że turbiny wiatrowe szkodzą zdrowiu ludzi powinno stać się tematem debaty narodowej od zaraz. Przecież nawet gdyby doszło do natychmiastowego odsunięcia od władzy ludzi odpowiedzialnych za upadek lecznictwa w Polsce, to i tak skutki zdrowotne oddziaływania turbin wiatrowych pozostaną nieuleczalne na dziesiątki lat. Kto zapłaci za utracone zdrowie? Kto zrekompensuje utratę możliwości zarobkowania? Kto pokryje koszty leczenia?
Brak odpowiedzi na te proste pytania dowodzi, że instalatorzy wiatraków elektrycznych ukrywają rzeczywiste koszty swojego przedsięwzięcia. Te ukryte każą płacić innym. Tak samo, jak w przypadku energii jądrowej. To co jest prezentowane jako tanie i ekologiczne, po ujawnieniu kosztów ukrytych i przeniesionych na innych, okazuje się najbardziej kosztowne i najbardziej dla środowiska szkodliwe. Sprzedawcom elektrowni atomowych i ich akwizytorom z trudem przychodzi przyznać rację oczywistym faktom. Również w Polsce, gdzie do kosztów budowy i eksploatacji reaktorów atomowych należy doliczyć następstwa oddziaływania na zdrowie ludzi elektroenergetycznych linii napowietrznych,  które trzeba będzie zbudować, aby rozprowadzić energię z jej kilku nowych źródeł. Już dotychczas Polacy traktowani są jak przygodni mieszkańcy ziemi niczyjej, więc nie trzeba się dziwić, kiedy wkrótce na łóżeczko naszego dziecka padnie złowieszczy cień linii wysokiego napięcia siejącej promieniowanie elektromagnetyczne.
Nietoperze muszą liczyć na zmiłowanie ludzi. Ludzie mogą i muszą bronić się sami. Taki już mają przywilej, że mogą czytać i wykorzystywać zdobytą wiedzę dla obrony zdrowia i życia swoich bliskich i własnego.
W roku 1991 w The Johns Hopkins University School of Medicine odbyłem pożyteczne szkolenie z zakresu epidemiologii i  w tym samym roku dyplom  lekarza medycyny  w tej szacownej uczelni uzyskała dr Nina Pierpont.
Dr Nina Pierpont sformułowała  definicję zespołu hałasu turbiny wiatrowej jako zespołu objawów, które rozpoczynają się z chwilą uruchomienia okolicznych turbin, zaś ustępują, gdy turbiny są wyłączone lub osoba zgłaszająca symptomy nie przebywa w ich sąsiedztwie. Do objawów tych należą:
- problemy ze snem: słyszalny hałas lub fizycznie odczuwalne uczucie pulsowania czy ciśnienia utrudniają zaśnięcie oraz powodują częste wybudzanie.
- bóle głowy o nasilonej dokuczliwości lub częstotliwości,
- zawroty głowy, drżenie, nudności,
- wyczerpanie, niepokój, złość, skłonność do irytacji, depresja,
- problemy z koncentracją uwagi i uczeniem się,
- szum uszny (dzwonienie w uszach).
Nie wszystkie osoby mieszkające w pobliżu turbin wiatrowych zauważają powyższe symptomy. Nie oznacza to, że ludzie je wymyślają, lecz raczej, że ludzie różnią się pod względem podatności na nie. Najpowszechniejszym objawem jest przewlekłe zaburzenie snu. Wyczerpanie, huśtawka nastrojów oraz problemy z koncentracją i uczeniem się są naturalnymi następstwami słabego,  niezdrowego snu. Wrażliwość na hałas o niskiej częstotliwości stanowi potencjalny czynnik ryzyka. Niektórzy ludzie odczuwają hałas o niskiej częstotliwości raczej jako ciśnienie w uszach, niż jako słyszalny dźwięk, lub też doświadczają go jako odczuwalne uczucie lub drganie w klatce piersiowej albo gardle. Osoby zamieszkujące w sąsiedztwie przemysłowych turbin wiatrowych skarżą się także na niepokojące uczucie przymusu oddychania zsynchronizowanego z rytmicznym pulsowaniem turbin, które to pulsowanie niekoniecznie musi być słyszalne, zwłaszcza w nocy gdy próbują spać. Powyższe ustalenia dr Niny Pierpont należą do głównego nurtu medycyny opartej o ewidencję naukową. Trwałym skutkiem oddziaływania turbin wiatrowych o nazwie choroba wibracyjno-akustyczna zajmuje się wibroakustyka -  dziedzina naukowa, w której Polska odnosi międzynarodowe sukcesy, a dr Wojciech Marciniak należy do pionierów medycyny w tym zakresie.

dr Zbigniew Hałat


 

  Gazeta Pomorska 

2. października 2008 
Chiny karmią Polskę

Chińska żywność wygrywa z polską, bo jest tańsza. Choć może być napromieniowana, zawierać antybiotyki i metale ciężkie.

Polska żywność jest dobra, ale droga. W Chinach produkuje się żywność znacznie taniej, ale metodami zabronionymi w Unii Europejskiej, z użyciem np. antybiotyków (Fot. 
Co się stało, że już nawet czosnek i ziarna słonecznika sprowadzamy z Chin? - pyta Czytelniczka. - Czy polskiej żywności, która moim zdaniem jest bezpieczniejsza, nie mamy? 

- Mamy bardzo dobrą żywność, ale konsumenci chcą kupować taniej - mówi Jan K. Ardanowski, doradca prezydenta RP do spraw rolnictwa, który dwukrotnie gościł w Państwie Środka. - A w Chinach produkuje się żywność znacznie taniej, ale metodami zabronionymi w Unii Europejskiej, z użyciem np. antybiotyków. Tam stosuje się dużo pestycydów, produkuje dużo żywności modyfikowanej genetycznie. Dopiero afera z melaminą wykrytą w chińskim mleku dla dzieci pokazała, że żywności wysokiej jakości tanio wyprodukować się nie da. 

Czosnek wiecznie młody
- Klient nie ma żadnej pewności, że żywność którą kupuje jest bezpieczna dla zdrowia, bo służby celne i sanitarne nie radzą sobie z kontrolami - mówi dr Zbigniew Hałat, epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. - Kiedy wybuchła afera z chińskim mlekiem zawierającym melaminę (wykrytą wcześniej w chińskiej karmie dla psów i kotów) powodującą niewydolność nerek, zabrano się nagle za kontrole. A dlaczego nie sprawdza się innych towarów sprowadzanych z Chin? Przecież od dawna wiadomo, że na polskim rynku są chińskie ryby i owoce morza naszpikowane nitrofuranem - antybiotykiem, który ma działanie m.in. rakotwórcze. Z kolei w chińskim miodzie można znaleźć chloramfenikol. To także antybiotyk - stosowany niegdyś głównie w leczeniu duru brzusznego - mogący zniszczyć szpik kostny. 

Na temat chińskiego czosnku doktor Hałat też nie ma dobrego zdania: - A dlaczego on tak ładnie wygląda? Dlaczego nie kiełkuje chociaż leży w cieple? Bo jest napromieniowany! To radiacyjna metoda konserwacji. Czy szkodliwa? Zdania naukowców są podzielone, ale jedno jest pewne - to co najlepsze w czosnku po napromieniowaniu ginie. 

Jego zdaniem inspektorzy powinni przyjrzeć się też żywności produkowanej przez wielkie koncerny. - Bo one mają sporo fabryk w Państwie Środka i korzystają z tamtejszych komponentów - dodaje epidemiolog. 

Bezpieczeństwo na papierze
Po aferze z melaminą w mleku niektórzy polscy klienci zaczęli baczniej sprawdzać, skąd pochodzi towar. - Na owocach, warzywach i gotowych produktach żywnościowych musi być informacja o kraju pochodzenia - twierdzi Marek Szczygielski, kujawsko-pomorski wojewódzki inspektor jakości handlowej. - Jednak jeśli przetwórnia kupi chińskie półtusze wieprzowe i w Polsce wytnie z nich na przykład karkówkę, to nie ma ona obowiązku informowania, że mięso wykrojono z chińskiej świni. 

- Strach przed żywnością z tego kraju jest tak duży, że niektóre sieci handlowe żądają od firm oświadczeń, że dostarczony towar nie zawiera chińskich komponentów - 
dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. 

- Z powodu tajemnicy handlowej nie mogę powiedzieć czy żądamy takich oświadczeń - mówi Przemysław Skory, rzecznik Tesco. - Zależy nam na tym, żeby sprzedawać żywność jak najlepszej jakości, więc zabezpieczamy się na różne sposoby. 

- Nie można generalizować, że wszystkie towary z Chin są złej jakości lub szkodzą zdrowiu - mówi współwłaściciel firmy zajmującej się importem m.in. z Państwa Środka. - A efekty nagonki na żywność z tego kraju już są widoczne. Coraz częściej chiński miód czy czosnek wjeżdża do Polski jako towar z Ukrainy lub Niemiec.

Lucyna Talaśka-Klich
 


 
 
Rozporządzenie Ministra Zdrowia
z dnia 20 czerwca 2007 r.
ws napromieniania żywności
promieniowaniem jonizującym
(Dz. U. z dnia 6 lipca 2007 r., Nr 121 poz. 841)

 
Na podstawie art. 22 ust. 1 ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225) zarządza się, co następuje:
(...)
§ 5. 1. Do znakowania środków spożywczych poddanych napromienianiu promieniowaniem jonizującym lub zawierających składniki poddane takiemu napromienianiu, przeznaczonych bezpośrednio dla konsumenta finalnego lub do zakładów żywienia zbiorowego, stosuje się przepisy dotyczące znakowania środków spożywczych wydane na podstawie art. 50 ust. 1 ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia, zwanej dalej "ustawą".
2. Nazwie środka spożywczego poddanego napromienianiu promieniowaniem jonizującym powinna towarzyszyć informacja "napromieniony" albo "poddany działaniu promieniowania jonizującego". Jeżeli napromienianiu promieniowaniem jonizującym poddany został składnik środka spożywczego, informacja taka powinna towarzyszyć nazwie składnika w wykazie składników środka spożywczego.
3. W miejscu sprzedaży luzem środków spożywczych poddanych napromienianiu promieniowaniem jonizującym lub zawierających składniki poddane takiemu napromienianiu, na wywieszce lub jako napis powyżej lub obok pojemnika, w którym umieszczone są środki spożywcze, podaje się łącznie z nazwą środka spożywczego informację "napromienione" albo "poddane działaniu promieniowania jonizującego".
4. W przypadku gdy składnik środka spożywczego jest składnikiem złożonym z kilku składników, z których co najmniej jeden został poddany napromienianiu promieniowaniem jonizującym, w wykazie składników środka spożywczego należy podać nazwę każdego składnika poddanego napromienianiu promieniowaniem jonizującym, zawartego w składniku złożonym, oraz informację, o której mowa w ust. 2, nawet jeżeli zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 50 ust. 1 ustawy podawanie wykazu składników składnika złożonego z kilku składników nie jest wymagane.
§ 6. Środki spożywcze poddane napromienianiu promieniowaniem jonizującym lub zawierające składniki poddane takiemu napromienianiu, nieprzeznaczone bezpośrednio dla konsumenta finalnego lub do zakładów żywienia zbiorowego, znakuje się poprzez zamieszczenie:
  1)   informacji, o której mowa w § 5 ust. 2;
  2)   nazwy lub firmy, siedziby i adresu zakładu lub jednostki organizacyjnej podmiotu działającego na rynku spożywczym, który dokonał napromieniania, lub jego numeru identyfikacyjnego.
 
 

IRRADIACJA (NAPROMIENIANIE) ŻYWNOŚCI


 
 

Felieton
15. lutego 2008

Prawa człowieka Polak wysysa z mlekiem matki. Tak było, jest i będzie, a kto ma co do tego jakieś wątpliwości, niech porówna realia życia w niepodległej Polsce i w innych państwach świata od zamierzchłej przeszłości do chwili obecnej. Niech zapozna się z żywotami świętych w dziejach Narodu Polskiego, dokonaniami polskich królów w obronie słowiańskich i bałtyckich ludów Europy przed teutońską furią ludobójstwa, a całej Europy - przed ottomańską niewolą, z legendą Tadeusza Kościuszki po obu stronach Atlantyku i w Australii i z dorobkiem Jana Pawła II. Za wolność waszą i naszą oddali życie piastowski władca Henryk II Pobożny, król Władysław Warneńczyk, Polak z wyboru książę Józef Poniatowski,  polski szlachcic - działacz rosyjskiej organizacji Narodna Wola Ignacy Hryniewiecki, zabójca cara Aleksandra II, setki tysięcy znanych i dziesiątki milionów nieznanych z imienia bohaterów wyzwoleńczych wojen, powstań, partyzantek i niezbrojnego polskiego podziemia, do którego spychali nas zaborcy i okupanci do końca XX wieku, jak na razie. Tym bardziej nieznośne staje się wysłuchiwanie ataków zarzucających Polakom urojoną odpowiedzialność za cudze zbrodnie. Zwłaszcza, że zarzuty te płyną z państw, nad którymi jeszcze nie przebrzmiał brzęk łańcuchów kolonialnego i okupacyjnego niewolnictwa będącego źródłem dobrobytu najeźdźców, a znad których nadal nieustannie dobiega jęk ofiar tortur, pobić i zabójstw na tle rasowym i religijnym, swąd podpalonych świątyń, spalonych domów i ciał ich mieszkańców, w których rozkwita poniewierka kobiet i młodzieży oraz mniejszości narodowych i językowych. Notoryczni agresorzy i zbrodniarze chcą uczyć Polaków demokracji! 

W bieżącym roku przypada 60 rocznica przyjęcia przez Organizację Narodów Zjednoczonych Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Do cytowanych przed tygodniem jej postanowień dotyczących praw, których łamanie powinno być przedmiotem petycji przez każdego Polaka bezpośrednio kierowanych do Parlamentu Europejskiego, należy dodać następujące:

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni postępować wobec innych w duchu braterstwa. Każdy człowiek posiada wszystkie prawa i wolności zawarte w Deklaracji bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych, narodowości, pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego stanu. Nie wolno ponadto czynić żadnej różnicy w zależności od sytuacji politycznej, prawnej lub międzynarodowej kraju lub obszaru, do którego dana osoba przynależy, bez względu na to, czy dany kraj jest niepodległy, czy też nie rządzi się samodzielnie lub jest w jakikolwiek sposób ograniczony w swej niepodległości. Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby. Nie wolno nikogo czynić niewolnikiem ani nakładać na nikogo służebności. Nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny, nieludzki lub poniżający. Wszyscy mają prawo do jednakowej ochrony przed jakąkolwiek dyskryminacją, będącą pogwałceniem Deklaracji, i przed jakimkolwiek narażeniem na taką dyskryminację. Nie wolno ingerować samowolnie w czyjekolwiek życie prywatne, rodzinne, domowe, ani w jego korespondencję, ani też uwłaczać jego honorowi lub dobremu imieniu. Każdy człowiek ma prawo do ochrony prawnej przeciwko takiej ingerencji lub uwłaczaniu. Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa. Każdy człowiek, zarówno sam jak i wespół z innymi, ma prawo do posiadania własności. Nie wolno nikogo samowolnie pozbawiać jego własności. Każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania; prawo to obejmuje swobodę zmiany wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swego wyznania lub wiary bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie i prywatnie, poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i przestrzeganie obyczajów. Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Każdy człowiek ma prawo spokojnego zgromadzania i stowarzyszania się. Każdy człowiek ma prawo do uczestniczenia w rządzeniu swym krajem bezpośrednio lub poprzez swobodnie wybranych przedstawicieli. Każdy człowiek ma prawo równego dostępu do służby publicznej w swym kraju. Każdy człowiek ma jako członek społeczeństwa prawo do ubezpieczeń społecznych; ma również prawo do urzeczywistniania - poprzez wysiłek narodowy i współpracę międzynarodową oraz zgodnie z organizacją i zasobami każdego Państwa - swych praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych, niezbędnych dla jego godności i swobodnego rozwoju jego osobowości. Każdy człowiek ma prawo do pracy, do swobodnego wyboru pracy, do odpowiednich i zadowalających warunków pracy oraz do ochrony przed bezrobociem. Każdy człowiek, bez względu na jakiekolwiek różnice, ma prawo do równej płacy za równą pracę. Każdy człowiek ma prawo do nauki. Nauka jest bezpłatna, przynajmniej na stopniu podstawowym. Rodzice mają prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich dzieciom. Każdy człowiek ma prawo do ochrony moralnych i materialnych korzyści wynikających z jakiejkolwiek jego działalności naukowej, literackiej lub artystycznej. Każdy człowiek ma prawo do takiego porządku społecznego i międzynarodowego, w którym prawa i wolności zawarte w niniejszej Deklaracji byłyby w pełni realizowane. Każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez którego niemożliwy jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości. W korzystaniu ze swych praw i wolności każdy człowiek podlega jedynie takim ograniczeniom, które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia odpowiedniego uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia zadość słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego dobrobytu demokratycznego społeczeństwa. Żadnego z postanowień niniejszej Deklaracji nie można rozumieć jako udzielającego jakiemukolwiek Państwu, grupie lub osobie jakiegokolwiek prawa do podejmowania działalności lub wydawania aktów zmierzających do obalenia któregokolwiek z praw i wolności zawartych w niniejszej Deklaracji.

 Według Jana Pawła II Powszechna Deklaracja Praw Człowieka to „ jedna z najwznioślejszych wypowiedzi ludzkiego sumienia naszych czasów”.

 

Felieton
8. lutego 2008

Skuteczna walka o przeżycie to polska specjalność. 

Po pierwsze Opatrzność czuwa i znaczy nasze losy kolejnymi cudami. Po drugie wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku Polacy energicznie walczą o przeżycie za pomocą najbardziej skutecznego oręża. Orężem najbardziej skutecznym jest jasne wyrażenie własnej opinii i przekazanie jej w formie prośby do Pana Boga oraz w formie żądania kierowanego do władz. Jednak ludzie nie korzystają z zachęty Chrystusa: proście a będzie wam dane, a także rezygnują z politycznych narzędzi wpływu na własny los. Chcą wejść, ale nie pukają do drzwi i dziwią się, że nikt im nie otwiera. Niechby wzięli przykład z tych, którzy wierzą, że każdy kto prosi, ten otrzymuje. Może są jeszcze za młodzi i za mało doświadczeni. Za to na pewno umieją korzystać z internetu. Warto im uzmysłowić, że modlitwą można się komunikować jeszcze łatwiej niż za pomocą internetu i to w sprawach najważniejszych. W ramach wymiany doświadczeń od osób biegle korzystających z internetu można za to uzyskać pomoc w szybkim i skutecznym przesyłaniu swoich żądań do polityków. Ten sposób wywierania nacisku na władze muszą poznać dziesiątki milionów Polaków lżonych, prześladowanych i dyskryminowanych z pobudek rasistowskich i religijnych, regularnie oszukiwanych podczas kampanii wyborczych i porzucanych po wyborach. Szybkie i skuteczne przesyłanie swoich żądań do polityków eliminuje koszty pośrednictwa. Nie trzeba ponosić kosztów pośrednictwa. Nie trzeba zawracać sobie głowy bełkotem megalomanów o ewidentnie paranoidalnych i psychopatycznych cechach osobowości. Nie trzeba ulegać wpływowi profesjonalnych projektów lobbingowych, których celem jest łatwy zarobek klienta, narzędziem - aktor obsadzony w roli polityka, urzędnika, eksperta lub dziennikarza, a polem działania - każda dziedzina obiecująca zysk, od importu pasz po ochronę zdrowia, od wymuszenia nieruchomości po rewizję granic. Z podatków nie trzeba politykowi płacić na utrzymanie pałacu w postaci stale zamkniętego biura poselskiego i dworu zapewniającego dobre zarobki rodzinie posła i autorom stronniczych ekspertyz. Nie trzeba płacić składek na utrzymanie rosnącej liczby krzykaczy, którzy chętnie stają na czele grup pokrzywdzonych, z pozorowanej reprezentacji czerpią wielkie zyski, a przy nadarzającej się okazji jeszcze lepszego zarobku przechodzą na przeciwną stronę. Nie trzeba opłacać adwokatów i pokrywać kosztów przegranych przez nich spraw sądowych. Nie trzeba ślęczeć nad przepisami prawa, tak formułowanymi, aby umocnić władzę megalomanów, zleceniodawców projektów lobbingowych, polityków, prawników i stronniczych ekspertów. Nie warto zwracać się do władz, które – pomimo konstytucyjnych obowiązków wobec własnej ojczyzny – wyrzekają się jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane decyzje lub za zaniechanie podjęcia decyzji, wykręcając się brakiem kompetencji oddanych rzekomo Brukseli, w czym daleko prześcigają serwilizm władz PRL wobec Moskwy. Jak w takim razie można szybko i skutecznie przesyłać swoje żądania do wskazywanego przez polskich polityków jako kompetentny Parlamentu Europejskiego? Każdy obywatel Unii Europejskiej, działając indywidualnie lub łącznie z innymi osobami, może w dowolnym czasie skorzystać z przysługującego mu prawa do złożenia petycji do Parlamentu Europejskiego w sprawie, która wchodzi w zakres działalności Unii Europejskiej oraz dotyczy bezpośrednio tej osoby lub osób. Prawo do złożenia petycji, zagwarantowane traktatem, przysługuje także przedsiębiorstwom, organizacjom i stowarzyszeniom, które posiadają siedzibę na terenie Unii Europejskiej. Petycja może mieć formę skargi lub wniosku i może dotyczyć spraw leżących w interesie publicznym lub prywatnym. Petycja może zawierać indywidualny wniosek, skargę lub komentarz dotyczący stosowania wspólnotowego prawa, lub też wezwanie Parlamentu Europejskiego do przyjęcia stanowiska w danej sprawie. Petycje te umożliwiają Parlamentowi Europejskiemu zwrócenie uwagi na wszelkie przypadki naruszenia praw obywateli Unii Europejskiej przez państwo członkowskie, władze lokalne lub instytucję. Przedmiot petycji musi odnosić się zagadnień takich jak:

  • prawa obywatelskie,
  • ochrona środowiska naturalnego, 
  • ochrona konsumentów, 
  • swobodny przepływ osób, towarów i usług oraz rynek wewnętrzny,
  •  zatrudnienie i polityka społeczna, 
  • wzajemne uznawanie kwalifikacji zawodowych, 
  •  inne problemy związane z wprowadzaniem w życie prawa UE. 
Petycja musi być sporządzona w jednym z języków urzędowych Unii Europejskiej, w tym polskim. Istnieją dwa sposoby złożenia petycji: za pośrednictwem poczty, i drogą elektroniczną (formularz elektroniczny). Petycja powinna zawierać fakty istotne dla przedstawianego problemu, należy jednak unikać podawania zbędnych szczegółów. Powinna ona być napisana w jasny i czytelny sposób. Należy krótko i dosadnie sformułować tytuł petycji. Petycja musi zawierać imię i nazwisko, narodowość oraz adres pocztowy (ulica, nr domu i mieszkania, kod pocztowy, miasto, kraj). Może też zawierać adres e-mail. Dostęp opinii publicznej do postępowania z Państwa petycją umożliwi udzielenie odpowiedzi twierdzącej na dwa pytania: Czy w wypadku uznania Państwa petycji przez Komisję Petycji za dopuszczalną zgadzają się Państwo na rozpatrywanie jej jawnie? Czy zgadzają się Państwo na rejestrację Państwa nazwiska w rejestrze publicznym, dostępnym w internecie?

Zamiast chodzić na pocztę i wydawać pieniądze na znaczki warto skorzystać z internetu, choćby w kawiarence internetowej, albo poprosić kogoś przyjaznego o pomoc w wysłaniu internetem formularza petycji ze strony Parlament Europejski Petycje.
Przykładowe tematy petycji dotyczyć mogą łamania następujących praw człowieka:
Każdy pracujący ma prawo do odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia, zapewniającego jemu i jego rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej i uzupełnianego w razie potrzeby innymi środkami pomocy społecznej. Każdy człowiek ma prawo do tworzenia związków zawodowych i do przystępowania do związków zawodowych dla ochrony swych interesów. Każdy człowiek ma prawo do urlopu i wypoczynku, włączając w to rozsądne ograniczenie godzin pracy i okresowe płatne urlopy. Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny. Matka i dziecko mają prawo do specjalnej opieki i pomocy.

ŁAMANIE PRAW 
CZŁOWIEKA
W POLSCE


 
Felieton
11. stycznia 2008

Używanie tytoniu to pojedyncza przyczyna zgonów, której najłatwiej zapobiec. 

Tytoń zabija mniej więcej co drugiego spośród wieloletnich użytkowników. W swoim najnowszym raporcie Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem (American Cancer Society) przytacza ostatnie dostępne wyliczenia obwiniające tytoń o śmierć jednego na ośmiu dorosłych przedwcześnie zmarłych. Spośród ofiar tytoniu niemal co trzecia osoba zmarła na raka, w większości przypadków na raka płuc.

Ogółem w XX wieku na całym świecie tytoń zabił 100 milionów ludzi i jest w głównej mierze odpowiedzialny za epidemię raka szerzącą się pod koniec ubiegłego stulecia w krajach uprzemysłowionych. Jeżeli palenie tytoniu nie ulegnie ograniczeniu, w XXI w. tytoń pochłonie jeden miliard istnień ludzkich, przede wszystkim w krajach rozwijających się. Obecnie pali tytoń około 1/3 ludności świata w wieku lat 15 i więcej, z czego 84% to mieszkańcy krajów rozwijających się i o gospodarce w okresie przejściowym. Do tych ostatnich zaliczana jest też Polska. Według prognoz ONZ spożycie tytoniu bardzo wzrośnie w krajach rozwijających się, ale spadnie w krajach najbogatszych, jak Wielka Brytania, Kanada, USA, Australia  i Skandynawia. 

Nie istnieje żadna bezpieczna dla zdrowia i życia forma używania tytoniu. Palenie tytoniu,  jego żucie, wciąganie przez nos w postaci tabaki, czy też mieszanie z innymi składnikami, zawsze jest obciążone poważnym ryzykiem ciężkiej choroby i przedwczesnej śmierci. Narastająca w Europie i Stanach Zjednoczonych popularność fajek wodnych (zwanych huka, szisza, lub nargile) budzi przerażenie epidemiologów, bo podstępnie, pod przykrywką egzotycznej przygody, wciąga w śmiertelny nałóg szukających nowości młodych ludzi,  zwłaszcza studentów. 

Im wcześniej człowiek jest narażony na działanie tytoniu, tym cięższe ponosi następstwa. Obok dobrze już znanych, nauka przedstawia coraz to nowe dowody. Substancja biała mózgu, stanowiąca skupiska wypustek nerwowych  (dendrytów i aksonów), ulega uszkodzeniu zarówno u dziecka w łonie używającej tytoń matki, jak i u narażonego na nikotynę nastolatka, którego rozwijający się mózg jest szczególnie podatny na uszkodzenie dojrzewających struktur przenoszenia impulsów nerwowych. Nikotyna wiąże się z tymi receptorami mózgu, które decydują o rozwoju neuronów. W efekcie młodzi ludzie nie potrafią skupić uwagi na wypowiadanych do nich słowach.

Nawet nie znając najnowszych doniesień naukowych, każdy zdaje sobie sprawę, że tytoń szkodzi, np. osobom palącym papierosy. Kaszel, chrypka, częste przeziębienia, zepsute zęby, niezdrowa cera, nasilające się dolegliwości różnych narządów, wreszcie jedna po drugiej choroba rozpoznana przez lekarza, coraz trudniej poddająca się leczeniu, wreszcie bardzo poważna diagnoza, której każdy palacz papierosów prędzej czy później się spodziewa, ale nie chce o niej myśleć, a tym bardziej o niej rozmawiać.

Nie ma co ukrywać - używanie tytoniu jest przejawem autodestrukcji, samozniszczenia.  Ta od dawna wysuwana hipoteza znalazła potwierdzenie w opublikowanych ostatnio wynikach trwających cztery lata badań kilku tysięcy młodych mieszkańców Monachium w Bawarii. Wyższe odsetki młodych ludzi cierpiących na  myśli samobójcze i podejmujących próby samobójstwa obserwowano wśród palących tytoń, co objaśnia się przede wszystkim wpływem nikotyny na obniżenie poziomu serotoniny w mózgu. Inne badania wykazały, że podobne cechy osobowości, jak impulsywność, agresywność i chwiejność emocjonalna, predysponują zarówno do palenia tytoniu, jak i do tendencji samobójczych. 

Autoagresji towarzyszy postawa agresywna wobec otoczenia. Każda osoba paląca tytoń jest źródłem emisji dymu tytoniowego o udowodnionej bezspornie szkodliwości dla osób na ten dym narażonych. Uzasadniając w ostatnich dniach zakaz palenia tytoniu w samochodach osobowych w obecności osób poniżej 18 roku życia, minister zdrowia Tasmanii, pani Lara Giddings stwierdziła, że dzieci narażone na dym tytoniowy w samochodach ponoszą większe ryzyko astmy, zapalenia płuc, zapalenia oskrzeli, kaszlu, świstów w klatce piersiowej, zapalenia ucha środkowego i zakażeń menigokokowych. Podobny zakaz wprowadza Kalifornia, dowodząc, że skażone dymem tytoniowym powietrze w samochodzie może być od 10 do 30 razy bardziej trujące niż najbardziej zanieczyszczone powietrze na ulicy. W efekcie dzieci chorują na astmę, zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc i ucha środkowego. Świat broni niepalących przed agresją palaczy. Na samym początku 2008r. parlament Turcji uchwalił zakaz palenia tytoniu w obiektach publicznych. Kierując się najlepiej pojętym interesem swoich wyborców, nie ustępując przed protestami,  nieraz sterowanymi przez koncerny tytoniowe, parlamentarzyści tureccy odważnie stanęli w obronie zdrowia publicznego, nie zważając na to, a może właśnie dlatego, że tytoń pali 40% dorosłych Turków – 25 milionów ludzi niszczących zdrowie swoje i otoczenia. 

Zakazy palenia wewnątrz obiektów publicznych, łącznie z restauracjami, kawiarniami, hotelami stają się normą cywilizacyjną, a w wielu krajach, nawet bardzo egzotycznych coraz częściej wprowadzane są zakazy palenia tytoniu w miejscach  publicznych pod gołym niebem, na ulicy, na przystankach autobusowych i tramwajowych, w parkach itp. miejscach przebywania wielu ludzi, w tym dzieci i innych osób szczególnie wrażliwych na dym tytoniowy.

Agresji palaczy wszędzie stawiana jest tama.

W Polsce obowiązuje ustawa z dnia 9 listopada 1995 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Nie dość, że przestarzała, nie dotrzymująca kroku rozwojowi cywilizacyjnemu całego świata, to jeszcze słabo egzekwowana. Efekt jej stosowania czyni z naszego kraju pośmiewisko w skali międzynarodowej. Palacze z Niemiec przekraczają Odrę i Nysę, aby w spokoju popalić w polskiej kawiarni. To brzmi, jak złośliwy dowcip o Polakach – Polish joke. Wystarczy przejść się po ulicy Marszałkowskiej, aby zadusić się dymem tytoniowym dmuchanym przez setki przechodniów prosto w twarz. Dym w restauracji, kawiarni, nie mówiąc o pubie czy dyskotece, też może zadusić. Nawet wchodząc do szpitala, trzeba przemknąć poprzez szpaler emitorów cuchnącego dymu tytoniowego, owszem stojących pod chmurką, ale zbyt blisko wejścia. To samo dotyczy wszelkich przystanków, kiosków itp. miejsc wysokiej koncentracji dymu tytoniowego. Przestrzeganie ustawy w szkołach dla ochrony najmłodszych i najbardziej wrażliwych na skutki palenia tytoniu, to naigrywanie się z prawa i strasznego losu tych ludzi, którzy już niedługo będą mieli uzasadnione pretensje o zaniedbanie opieki. Z ekranów telewizyjnych i kinowych nie schodzą idole z przyklejonymi do warg papierosami, jak Bogart w filmach z lat czterdziestych, zaś rozmaite autorytety, zwłaszcza te uparcie nam narzucane, bez papierosa nie mogą stanąć przed kamerą. Według ustawowej definicji jest to forma publicznego zachęcania do nabywania lub używania wyrobów tytoniowych.


 
Felieton
7. grudnia 2007

Konsumentom żywności genetycznie modyfikowanej grozi alergia, oporność na antybiotyki i rak. Coraz większym poparciem cieszy się stawiana przeze mnie hipoteza, że wspólnym mianownikiem wychodzącej z USA pandemii otyłości i cukrzycy są  efekty oddziaływania organizmów genetycznie modyfikowanych. Organizmy genetycznie modyfikowane wykorzystuje się na wielu etapach masowej produkcji żywności i napojów, ponieważ dostarczają enzymów, olejów i lecytyny, ale na bezpośrednie spożywanie białek zawierających m. in. pestycydy wbudowane w rośliny (ang. plant-incorporated pesticides), a więc toksyny białkowe Bacillus thuringiensis i materiał genetyczny niezbędny do ich wytworzenia, są narażeni konsumenci transgenicznej kukurydzy, ziemniaków i pomidorów. Nadto na geny kodujące syntezę enzymu EPSPS decydującego o odporności na herbicyd glifosat pochodzące z bakterii Agrobacterium tumefaciens, zgodnie z nazwą produkującej onkogeny wywołujące rozrost guzów nowotworowych u roślin, narażeni są konsumenci np. izolatów białka sojowego dodawanego do licznych produktów wędliniarskich, garmażeryjnych, cukierniczych i in. Skutki oddziaływania organizmów genetycznie modyfikowanych na zdrowie ludzi i zwierząt oraz na środowisko są stopniowo odsłanianie w miarę upływu lat wymaganych do ukończenia badań i narastającego sprzeciwu opinii publicznej wobec zatajania prawdy o gmo. Polskie przepisy regulujące gmo odzwierciedlają bardzo ułomny w tym zakresie dorobek prawny Wspólnot Europejskich, są słabo egzekwowane, a próby ich zaostrzenia napotykają na głośny opór kierowany przez podmioty gospodarcze czerpiące krociowe zyski ze sprzedaży modyfikowanej genetycznie żywności, paszy i karmy.
Od 25. maja 1999r. ogólnopolskie Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów konsekwentnie  domaga się od władz państwowych RP zarządzenia bezterminowego zakazu wprowadzania organizmów genetycznie modyfikowanych do łańcucha pokarmowego człowieka. Wszelkie półśrodki, w tym zakaz upraw, włącznie z eksperymentalnymi,  wybiórczo nakładane zakazy importu i obrotu odnoszące się do całości lub części dorobku inżynierii genetycznej nie są w żadnej mierze wystarczające, gdyż stwarzają fałszywe poczucie bezpieczeństwa. 

Nielegalne uprawy dowodzą pogardy sprawcy i kierowanej przez niego grupy przestępczej  dla praw Rzeczypospolitej Polskiej, czynią z Polski ubezwłasnowolnioną kolonię, na której obszarze można uprawiać co się chce, mając pewność ślepoty inspektorów i bezkarności. Proste fałszowanie deklaracji składu lub etykiet obnaża nieuczciwość oszusta, ale też uzasadnia mocne podejrzenie o skorumpowanie  organów kontrolnych, które mimo ciążących na nich obowiązków nie eliminują oszukańczych praktyk. Korupcja torująca drogę uprawie, importowi i wprowadzaniu do obrotu zakazanych organizmów genetycznie modyfikowanych jest dobrze udokumentowana na całym świecie. W wielu przypadkach niemrawe działania inspektorów nie są tylko efektem  wzięcia takiej czy innej korzyści za przymykanie oka na łamanie prawa, a wynikają z silnych nacisków politycznych porównywalnych z tymi, które kiedyś doprowadziły do wojen opiumowych. 

Nowe odkrycia z zakresu genetyki potwierdzają tezę o oparciu opinii na temat skomercjalizowanych wynalazków inżynierii genetycznej na nieaktualnej wiedzy naukowej. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić odkrycie mechanizmów usypiania i budzenia genów pod wpływem czynników środowiskowych, w tym żywieniowych. Usypianie i budzenie genów kontrolujących rozwój raka i chorób metabolicznych pod wpływem wynalazków inżynierii genetycznej jest bardzo prawdopodobne, a zważywszy na rewolucyjne postępy nauki w tym zakresie można spodziewać się fali doniesień o wpływie GMO na każdy spośród 196 genów uśpionych w wyniku oddziaływania matczynej lub ojcowskiej kopii, a składających się na 1% ludzkiego genomu. Sygnały z nawet bardzo zdegradowanych w procesie trawienia organizmów genetycznie modyfikowanych mogą usypiać lub budzić geny znajdujące się w tych regionach chromosomów, o których wiadomo, że decydują o podatności na raka, cukrzycę, otyłość, odporność. 
W trakcie ewolucji organizmy naturalne, w tym zwierzęta żyworodne, których naznaczenie genetyczne dotyczy, poprzez selekcję naturalną dostosowały się do oddziaływania naturalnych składników pożywienia. Składniki nienaturalne, genetycznie modyfikowane, wchodzące w skład wcześniej nieznanej żywności i paszy narażają świat ludzi i zwierząt na niechciany eksperyment na masową, globalną skalę. 
Głównym odbiorcą genetycznie modyfikowanej soi i kukurydzy nie jest przemysł żywności wysoko przetworzonej a przemysł paszowy zaopatrujący fabryki mięsa i mleka. Rozwój genetyki ujawnia mechanizmy potencjalnych zagrożeń ze strony gmo, przy których bledną tak proste do wykazania efekty stosowania pasz genetycznie modyfikowanych, jak ubojowe skażenie mięsa enterokrwotoczną Escherichia coli O157:H7, która z paszy gmo mogła nabyć geny antybiotykooporności, albo nieusuwalne w procesie pasteryzacji skażenie krowiego mleka sekwencjami DNA, takimi samymi jak w genetycznie modyfikowanej soi i kukurydzy wchodzącej w skład paszy. 

GMO

Uwaga! W rankingu 2007 Transparency International nasz kraj znalazł się wśród 179 sklasyfikowanych krajów świata na 61. pozycji za krajami wolnymi od raka korupcji, dzieląc ten zaszczyt z Kubą i Tunezją. Kraje mniej skorumpowane od Polski w 2007r.: Dania, Finlandia, Nowa Zelandia, Singapur, Szwecja, Islandia, Holandia, Szwajcaria, Kanada, Norwegia, Australia, Luksemburg,  Wielka Brytania, Hongkong, Austria, Niemcy, Irlandia, Japonia, Francja, USA, Belgia, Chile, Barbados, St. Lucia, Hiszpania, Urugwaj, Słowenia, Estonia, Portugalia, Izrael, St. Vincent i Grenadyny, Katar, Malta, Macao, Tajwan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Dominika, Botswana, Cypr, Węgry, Czechy, Włochy, Malezja, Afryka Południowa, Korea Południowa, Bahrajn, Bhutan, Kostaryka, CapeVerde, Słowacja, Łotwa, Litwa, Jordania, Mauritius, Oman, Grecja, Namibia, Samoa, Seszele, Kuwejt.  Jeszcze na początku lat 90. Polska była klasyfikowana na pozycji 22.

KORUPCJA


 
Felieton
2. marca 2007

TRANSPORT A ZDROWIE

Najnowszy raport Europejskiej Agencji Środowiska ujawnia, że coroczne subsydia na transport pochłaniają od 270 do 290 miliardów euro, z czego połowa idzie na transport drogowy, jeden z najbardziej szkodliwych dla środowiska. Niemal co dziesiąty spośród obywateli 25 państw członkowskich Unii Europejskiej żyje w odległości mniejszej niż 200 m od drogi, którą przejeżdżają w ciągu roku ponad 3 miliony pojazdów, a co czwarty - w odległości mniejszej niż 500 m od tak zatłoczonej drogi. W następstwie narażenia tak wielkiej liczby ludzi na spaliny samochodowe liczba straconych lat życia sięga 4 milionów w ciągu jednego tylko roku. Jest oczywistym dla każdego faktem, że przedwczesne zgony, przewlekłe choroby i niepełnosprawność są tym częściej spotykane, im większa jest koncentracja spalin. Załamywanie rąk nad losem ludzi zamieszkujących budynki, które tworzą wąskie kaniony wypełnione rzeką tirów, albo w oczekiwaniu na przejście przez jezdnię krztuszących się czarnym nieraz dymem z rur spalinowych ma pełne uzasadnienie nie tylko zdroworozsądkowe, ale i medyczne. Wątpiącym można przestawić wyniki badań epidemiologicznych o niepodważalnej wartości dowodowej.

Odrębnym zagadnieniem są następstwa narażenia na całodobowy hałas przekraczający dopuszczalne poziomy dobowe i chwilowe, prowadzący jego ofiary wprost do stanu depresji. Do wibracji i wstrząsów budynków mieszkalnych położonych w bliskim sąsiedztwie dróg nie są w stanie adaptować się nawet ludzi zamieszkali w takich budynkach od urodzenia. Ryk silników, kakofonia sygnałów dźwiękowych, brzęk szklanek, kołysanie się żyrandola, pył wdzierający się do domu drzwiami i oknami ani na chwilę nie pozwalają zapomnieć, gdzie musi się mieszkać.

Wśród morza zapowiedzi rozwiązania kryzysu zapoczątkowanego w Dolinie Rospudy za najbardziej rozsądny i wymagający masowego poparcia w ramach narodowego referendum  należy uznać przypominany obecnie program TIRY NA TORY, gdyż przesuwanie po Polsce drogowych pasów śmierci jedynie podtrzyma krociowe zyski przemysłu chemicznego, samochodowego, medycznego i  pogrzebowego inicjowane przez europejskich podatników składających się na subsydia. 

Szkoda, że w tzw. raporcie otwarcia przy obejmowaniu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość nie oceniono w sposób właściwy zaniedbań w zakresie kolejnictwa w naszym kraju. Dążenie do likwidacji przewozów towarowych było zbrodnią, a przerzucanie kosztów na pasażerów - zwykłą kradzieżą. Podróż z Warszawy do Wrocławia po przekątnej, czyli przez Łódź, zabiera prawie siedem godzin i kosztuje połowę ceny biletu za pięciogodzinną podróż przez Poznań. Protestów przedstawicieli mieszkańców Wrocławia nie słychać, choć wielu ludzi narzeka na ten rozbój. 

Wracając do zagrożeń zdrowia związanych z narażeniem na czynniki środowiskowe, należy zwrócić uwagę na bardzo ważne orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W uzasadnieniu wyroku z dnia 2. listopada 2006r. (skarga nr 59909/00) zobowiązującego władze Włoch do wypłaty 12 000 euro jako zadośćuczynienie za krzywdę moralną w postaci  udręki i lęku, której doznała ofiara sąsiedztwa zakładu oddziałującego szkodliwie na środowisko, trybunał podał pogwałcenie art. 8. europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności nakazującego chronić życie prywatne, rodzinne, dom i korespondencję. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że ochrona prawa do domu odnosi się nie tylko do fizycznego obszaru życia osoby i rodziny, lecz także do spokojnego cieszenia się tym obszarem, a tym samym naruszenie miru domowego nie ogranicza  się do aktów konkretnych lub fizycznych, jak nieuprawnione wtargnięcie do czyjegoś domu, ale uwzględnia także naruszenia niekonkretne i niefizyczne, takie jak hałas, emisje, odory i inne formy szkodliwego oddziaływania. Formularz skargi do Trybunału

Już obecnie Polacy są w ścisłej czołówce niemal wszystkich, z wyjątkiem obywateli Białorusi, narodów szukających sprawiedliwości przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, ale wyrok z dnia 2. listopada 2006r. dołoży podatnikom do kosztów utrzymania bezczynnych organów państwa lawinowo narastające wypłaty odszkodowań za powszechne łamanie reguł zdrowia środowiskowego, o ile problemy z tożsamością rozmaitych inspektorów i rzeczników praw wszelkich nadal będą paraliżować ochronę praw człowieka w Polsce.

Dla zdrowia publicznego ważny jest nie tylko sposób transportu, ale i rodzaj przewożonego ładunku. Wprowadzanie w gęstą zabudowę mieszkalną ładunków wybuchowych, trujących i radioaktywnych czy to tirami, czy też torami, zawsze jest igraniem z losem i ze względu na rozmiar potencjalnych następstw  katastrofy w środku miasta za niedopuszczalną należy uznać dotychczasową politykę zarządzania ryzykiem w tym zakresie.

Za pomocą środków transportu podejmuje się ataki na terytorium innych krajów w ramach niewypowiedzianej wojny ekologicznej polegającej na podrzucaniu odpadów narodom ubogim i źle zorganizowanym. Parlament Europejski 13. lutego 2007r. uratował kraje Europy Środkowej, w  tym Polskę, przed zalewem odpadów do spalenia, które Komisja Europejska chciała przenieść z kategorii odpadów do kategorii surowców energetycznych z odzysku, co pod pozorem korzyści dla ekologii w efekcie uczyniłoby Europę Środkową terenem spalania nie własnej a importowanej części 3,5 miliarda ton odpadów wytwarzanych w Unii Europejskiej, uzupełnionych sprowadzanymi z całego świata odpadami niebezpiecznymi do spalenia w samych tylko Niemczech w ilości 2,6 miliona ton (wg Der Spiegel: rozpuszczalniki z Australii i Chin, pestycydy z Kolumbii, gruz z azbestem z USA są sprowadzane w celu odpłatnego spalenia, aby uzupełnić przerób spalarni w Brunsbuettel, Herten, Dormagen i Leverkusen).

Jednak narastający w Niemczech opór obywatelski przeciwko spalaniu importowanych odpadów w spalarniach, które choć wysokosprawne i tak stwarzają zagrożenie dla otaczającego środowiska, w szczególności dla zdrowia ludzi i jakości zdrowotnej płodów rolnych (najgroźniejsze są dioksyny), może nasilić legalny i nielegalny import odpadów do Polski oraz być powodem znanych w wielu obszarach zdrowia środowiskowego oszukańczych kampanii bagatelizujących ryzyko śmiercionośnych inwestycji. 

dr Zbigniew Hałat



Wypowiedź 
z dnia 30. lipca 2007
słuchaj i/lub zapisz
Kogo przesiedlić, 
ludzi czy zwierzęta?

TRANSPORT 
A ZDROWIE


 
 
 
 
Jednym zdaniem

 

Felieton, 5. lutego 2010

Raport „Stan Sanitarny Kraju w 2008 roku” Główny Inspektor Sanitarny udostępnił opinii publicznej dopiero w dniu 12. stycznia 2010r.   Wkrótce potem ukazała się „Informacja Najwyższej Izby Kontroli o wynikach kontroli  stanu technicznego obiektów użytkowanych przez publiczne zakłady opieki zdrowotnej”, którą Prezes NIK pan Jacek Jezierski zatwierdził 18. grudnia 2009r.
W Raporcie Głównego Inspektora Sanitarnego można przeczytać, że „szpitale należały do obiektów, które były objęte przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej wzmożonym nadzorem sanitarnym. W 2008 r. kontrolę stanu sanitarnego przeprowadzono ogółem w 802 szpitalach spośród 807 wykazanych w ewidencji (99,2 %), a więc kontroli poddano prawie wszystkie placówki. Za niedostateczny uznano stan sanitarny 163 skontrolowanych obiektów, co stanowiło 20,3 % objętych kontrolą. Oznacza to zwiększenie się liczby takich placówek w porównaniu z rokiem 2007, kiedy negatywna ocena sanitarna dotyczyła 137 placówek (17,2 % ogółu skontrolowanych). Mimo prowadzonych w wielu obiektach szpitalnych prac remontowych, zastrzeżenia dotyczące ich stanu sanitarno-technicznego były bardzo liczne i stanowiły przedmiot negatywnej oceny sanitarnej. Do najczęściej odnotowanych uchybień w tym zakresie należały: niewłaściwy stan techniczny ścian, sufitów i podłóg w salach chorych, korytarzach, blokach operacyjnych, laboratoriach, pomieszczeniach pralni, ubytki w okładzinach ceramicznych na ścianach i w posadzkach, brak cokołów przy podłogach, ściany przy umywalkach nie pokryte materiałem zmywalnym i nienasiąkliwym do wymaganej wysokości, brak pojemników z mydłem i ręczników jednorazowych przy umywalkach, zniszczona stolarka drzwiowa i okienna, brak węzłów sanitarnych przy salach chorych, zbyt mała powierzchnia sal chorych, zniszczone łóżka w salach chorych, niedostosowanie pomieszczeń do potrzeb osób niepełnosprawnych, zniszczona armatura sanitarna, uszkodzone grzejniki ze śladami rdzy, niewłaściwie zamontowane grzejniki utrudniające ich prawidłowe czyszczenie, brak wydzielonych brudowników i składzików porządkowych lub niewłaściwe ich wyposażenie, brak lub niewystarczająca ilość wózków z zamykaną przestrzenią załadunkową do przewożenia brudnej bielizny i odpadów medycznych, zły stan pomieszczeń do przechowywania odpadów medycznych (brak doprowadzenia wody, ubytki w powierzchni ścian, sufitów i posadzek, niesprawna wentylacja), niewystarczająca ilość urządzeń dźwigowych, brak podjazdów dla karetek, brak wydzielonych pomieszczeń sanitarnych dla personelu. Ponadto zastrzeżenia dotyczyły zbyt małej powierzchni pomieszczeń, braku oddzielnych dróg transportu materiałów czystych i brudnych oraz odpadów medycznych, zwłaszcza w pralniach, ciągach komunikacyjnych, braku klimatyzacji, braku wentylacji mechanicznej, braku filtrów powietrza, braku antyelektrostatycznych wykładzin podłogowych, braku rezerwowego źródła zaopatrzenia w wodę lub nieodpowiedniej jakości wody z tego ujęcia, braku właściwego połączenia styku cokołów z podłogą w pomieszczeniach wymagających zachowania aseptyki, braku lub zbyt małej ilości śluz fartuchowo-umywalkowych, braku węzłów sanitarnych dla personelu bloków operacyjnych, wyeksploatowanego lub nieodpowiedniego wyposażenia sal operacyjnych i gabinetów zabiegowych”. Zgrozę budzi również gospodarka bielizną szpitalną i pralnictwo.
Nic dziwnego, że w roku 2008 w stosunku do roku poprzedniego „wyraźnie  wzrosła liczba zakażeń bakteryjnych wywołanych przez typowe drobnoustroje szpitalne, dysponujące wieloma mechanizmami lekooporności: m.in. Staphylococcus aureus MRSA [Gronkowiec złocisty oporny na metycylinę] – 17 (7,4 % ognisk), Acinetobacter baumanii – 16 (7 % ognisk), Staphylococcus aureus MSSA [Gronkowiec złocisty wrażliwy na metycylinę]– 9 (4 % ognisk), pałeczki Klebsiella spp. ESBL(+) [wytwarzające beta laktamazy o szerszym spektrum] – 4 (1,7 % ognisk), Enterococcus faecium VRE [oporne na wankomycynę] – 3 (1,3 % ognisk), Clostridium difficille – 3 (1,3 % ognisk)”. W przypadku aż 22% ognisk epidemicznych w szpitalach na terenie kraju w 2008 roku czynnika etiologicznego nie ustalono.
Najwyższa Izba Kontroli badaniami kontrolnymi objęła lata 2006 – 2008, a czynności kontrolne przeprowadziła w okresie od 1 kwietnia do 31 lipca 2009 r. W dosłownym brzmieniu sformułowań „W kontroli, na zlecenie NIK, uczestniczyły na podstawie art. 12 pkt 3 ustawy o NIK powiatowe inspektoraty nadzoru budowlanego – w zakresie oceny stanu technicznego obiektów budowlanych, państwowa straż pożarna – w zakresie oceny stanu zabezpieczenia przeciwpożarowego szpitali oraz państwowe powiatowe inspektoraty sanitarne – w zakresie oceny pomieszczeń szpitali pod względem higieniczno-sanitarnym.” Najwyższa Izba Kontroli po raz kolejny od 1989r. wykazuje brak kompetencji w obszarze nadzoru sanitarno-przeciwepidemicznego, wymieniając nie tylko nazwę nieistniejących organów państwa polskiego, lecz także marginalizując obowiązujące, choć nie egzekwowane z powodu indolencji, korupcji politycznej i niedostatku etyki lekarskiej inspektorów prawo sanitarne, którego kręgosłupem jest ustawa o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Stwierdzenie NIK, iż jakoby „bezpieczeństwo higieniczno-sanitarne, utrzymanie porządku i estetykę pomieszczeń zapewniono w stopniu zadowalającym w 92% skontrolowanych szpitali” wymaga ostrej reakcji i odwołania się do opinii publicznej.
Zapraszam do udziału w Rozmowach  Niedokończonych w dniu 7. lutego 2010r., w niedzielę, w Telewizji TRWAM godz. 18.10 - 19.30  i w Radio Maryja godz. 21.40 - 23.50. Temat rozmów: „Epidemiologia lekarska a stan szpitali według raportów Najwyższej Izby Kontroli”.

Felieton, 4. grudnia 2009
Poniedziałek bez mięsa! To obowiązek, który nobilitowany narkoman wsparty przez skompromitowanego oszusta, chce narzucić poddanym prezydenta Eurokołchozu. Dlaczego nie piątek a właśnie poniedziałek? Polakom nie trzeba tego tłumaczyć. Władysław Gomułka, ziejący nienawiścią do katolików autor pamiętnych słów: "tylko państwo ma prawo ustalania, jakie emblematy mogą się znajdować na ścianach izb szkolnych",  zasłynął w 1959r. wprowadzeniem zakazu sprzedaży mięsa, wędlin i wyrobów wędliniarskich właśnie w poniedziałki. Nie od razu były to poniedziałki. Tuż po wojnie ukazało się rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 24. kwietnia 1946r. w sprawie ograniczenia obrotu mięsem, jego przetworami oraz tłuszczami zwierzęcymi. Premier Edward Osóbka-Morawski na podstawie art. 3 dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 25 października 1944r.  o zwalczaniu spekulacji i lichwy wojennej zarządził, co następuje: „zabrania się dokonywania wszelkich obrotów mięsem i jego przetworami oraz tłuszczami zwierzęcymi w środy, czwartki i piątki każdego tygodnia (dni bezmięsne). W dniach nie objętych zakazem wolno sprzedawać w celach konsumpcyjnych potrawy z mięsa i jego przetworów o wadze maksymalnej 100 g, przy czym jednej osobie można podać tylko jedno danie z mięsa lub jego przetworów.”  Ludzie i tak pościli w piątki, a pożyteczni idioci mogli sobie wiązać nadzieje ze wsparciem postu siłą państwa komunistycznego.
Od Osóbki do Gomułki Polska nie mogła wydobyć się z wojennej ruiny gospodarczej także za sprawą tzw. „zdobyczy nauki radzieckiej”, których ikoną był Trofim Łysenko.  Nie wierzył on w istnienie genów. Może dlatego, że podstawy naukowej genetyki świat zawdzięcza pracom o. Grzegorza Medla, urodzonego w miejscowości Hynčice nad Odrą na  Śląsku Czeskim, opata augustianów, walczącego z prześladowaniem kościoła.  W latach 1856 -1863 o. Mendel wysiał i przebadał ok. 29 000 roślin grochu. Jego krytyk – Łysenko też wysiewał groch, ale na skalę masową i to w zimie. Mając wsparcie dekretu Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego z 1948r., w którym komuniści odrzucili naukowe dowody z prac o. Mendla, Łysenko uczynił ze swojej pseudonauki doktrynę państwa sowieckiego, sprowadzając głód na poddanych imperium i prześladowania na przeciwników jego urojeń. Wojna z Bogiem oznacza zawsze wojnę z człowiekiem. Dyktatura potrafi przy tym posłużyć się każdym argumentem, najchętniej jednak mającym pozory naukowości. Nawiązując do dyktatury naszych czasów, warto zauważyć, że obsadzeni przez wodza zwycięskiej rewolucji socjalistycznej niektórzy komisarze Komisji Unii Europejskiej - jako były aktyw partyjny - nie mogą nie znać dekretu Rady Komisarzy Ludowych Guberni Saratowskiej o zniesieniu prywatnej własności… kobiet. Dekret,  który powstał z inicjatywy Aleksandry Kołłontaj, wieszczącej upadek rodziny wraz ze zwycięstwem komunizmu i Nadieżdy Krupskiej, konkubiny Lenina,   przewidywał zniesienie z dniem 1 stycznia 1918 r. prawa do stałego posiadania kobiet w wieku od 17 do 32 roku życia. Kobiety te dekret uznał za własność całej klasy pracującej i upoważniał obywateli płci męskiej do ich używania, nie częściej jednak niż cztery razy w tygodniu i nie dłużej niż przez trzy godziny. Dzieci spłodzone w tych warunkach po ukończeniu pierwszego miesiąca życia nakazywał oddać do ‘Ludowych żłobków”, gdzie  miały otrzymać wychowanie i wykształcenie do lat 17. Winnym rozprzestrzeniania chorób wenerycznych groziła odpowiedzialność prawna przed sądem rewolucyjnym. Jak podaje The New York Times z 18. lutego 1919r.  kobiety zostały „znacjonalizowane”,  a urzędowy dekret ujawnia degradację, której zostały one poddane przez czerwonych.  W uzasadnieniu komuniści stwierdzili, że „Legalne małżeństwo było i jest stanem, który służył jako narzędzie w rękach burżuazji, na skutek czego najlepszy gatunek wszystkich pięknych kobiet stał się własnością burżujów,  co nie pozwala na właściwy rozwój rasy ludzkiej.”  Owa szczera troska o „właściwy rozwój rasy ludzkiej”  była jednak przyjęta wrogo przez nieuświadomione masy.  Dzisiaj europejskie masy są już indoktrynowane na tyle skutecznie,  że odrzucają małżeństwo, dzieci wolą zabić niż wychować, bądź oddać na wychowanie, a zarażanie chorobami wenerycznymi stało się równie bezkarne dla sprawców, co początkowo niedostrzegalne dla ofiar. Tyle że sprawca odchodzi w siną dal, a ofiara pozostaje z narastającym problemem, chorując, przenosząc zakażenie na innych, w tym najbliższą rodzinę (współmałżonka, dziecko w łonie matki) i ponosząc koszty finansowe i życiowe rozpoznania i leczenia choroby wenerycznej, a często kliku na raz. Jak widać, zgodnie z proroctwem Saszy Kołłontaj zwycięstwo komunizmu przyniosło rozpad rodziny. No, ale szczęścia masom nie przyniosło. Zdaniem jej ideowych następców ludzkość ma teraz na karku już nie burżujów z ich burżujskimi prywyczkami w postaci małżeństwa prowadzącego do prywatnej własności kobiet w wieku 17 – 32 a odparcie największego zagrożenia ludzkości, jakim jest Antropogenne Globalne Ocieplenie. Według samozwańczych elit mających pretensje do totalitarnego rządzenia światem życiu na Ziemi zagraża nikła -  na tle źródeł naturalnych -  ilość dwutlenku węgla, która jest produktem aktywności człowieka.
Od 20. listopada 2009, kto miał dostęp do Internetu, mógł łatwo dowiedzieć się, że to największe pseudonaukowe oszustwo naszych czasów zostało zdemaskowane, że zawiadujący grupą współczesnych odpowiedników Trofima Łysenki profesor - a jakże - Phil Jones, podał się do dymisji, a obsadzony w roli gwiazdora walki z urojonym zagrożeniem amerykański wiceprezydent z czasów Clintona  - Al Gore, 24. listopada musiał czmychnąć ze spotkania z czytelnikami w Borders Bookstore przy 150 N. State Street w Chicago, przedtem odpowiadając fizycznym atakiem ochroniarzy na grzecznie stawiających pytania.
Mając nadzieję, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, warto zauważyć, że Climategate stwarza okazję do przeglądu rzetelności i wiarygodności szeregu innych twierdzeń opatrzonych klauzulą nieomylności tzw. naukowych autorytetów i wykorzystywanych przeciwko ludziom i przyrodzie, na czele z gmo, nanocząstkami, produktami leczniczymi itp. Jeśli teraz okryci hańbą manipulatorzy faktami prezentowanymi jako naukowe nie ustąpią miejsca ludziom na tyle uczciwym, aby można byłoby im ufać i im płacić, za niedługo wielcy dyktatorzy wsparci przez zastępy ogłupionych hunwejbinów ogłoszą, że światu zagraża nie tylko wytworzony przez człowieka dwutlenek węgla, lecz równie wszechobecny monotlenek diwodoru, po angielsku dihydrogen monoxide, w skrócie DHMO. Już w 1989 r. młodzi amerykańscy uczeni Eric Lechner, Lars Norpchen and Matthew Kaufman z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz poinformowali opinię publiczną o śmiertelnym zagrożeniu ze strony DHMO. W 1997 Nathan Zohner uzyskał poparcie dla wprowadzenia zakazu monotlenku diwodoru u 86% pytanych o to osób, a ukuty od jego nazwiska termin „zoneryzm”  i wszedł na stałe do nauki i praktyki komunikowania zagrożeń zdrowia (ang. health risk communication). Zoneryzm oznacza wykorzystanie prawdziwych faktów w celu doprowadzenia publiczności charakteryzującej się brakiem wiedzy naukowej i matematycznej do fałszywych wniosków. Pozwolę sobie dodać, że Nathan miał 14 lat, badał kolegów z klasy, a co najważniejsze monotlenek diwodoru, to… H2O, … zwykła woda.

dr Zbigniew Hałat

Felieton, 27. listopada 2009

Z wiekiem ubywa złudzeń, za to przybywa rozumu. Do czynów najbardziej odrażających należy przeto nadużycie zaufania ludzi młodych, którzy, nie mając własnych doświadczeń, z dziecięcą łatwowiernością przyjmują za własne narzucane im z premedytacją sprzeczne z rozumem przekonania. Na przykład sprzyjające szerzeniu się AIDS, co warto wspomnieć na kilka dni przed Światowym Dniem Walki z AIDS 2009. Jeszcze bardziej godne pogardy jest świadome i umyślne manipulowanie opinią publiczną za pomocą wyssanych z palca argumentów i przy pomocy sprzedajnych autorytetów. Prędzej czy później mistyfikacja kończy się kompromitacją ludzi, którzy ją zmyśli i jej służyli. Niestety, sama kompromitacja sprawców nie przywraca  życia, zdrowia i utraconych dóbr, w tym dobrego imienia i majątku, ofiarom mistyfikacji. Mało tego. Taka mistyfikacja jak „poniżenie Niemiec i Sowietów przez Traktat Wersalski” do dzisiaj stanowi doktrynę polityczną naszych obydwu największych sąsiadów i to pomimo potępionego przez ludzkość ludobójstwa, którego dopuścili się, wcielając tę doktrynę w życie. Poparcie dla Eriki Steinbach ze strony głównej partii politycznej Niemiec współgra z wystąpieniem Władimira Putina na Westerplatte i każe rozglądać się za sojusznikami. A tymczasem nasza największa nadzieja na odsiecz rozpłynęła się we mgle nad Atlantykiem. Może to i lepiej poznać prawdę zawczasu i nie brnąć w mistyfikacje typu „offset za F-16”. Mistyfikacja, którą posłużyli się republikanie, wystawiając Collina Powella do przedstawienia w ONZ dowodów na „dysponowanie bronią masowego rażenia przez reżim Saddama Husaina”, wciągnęła nas w przynoszącą same straty wojnę, przeciwko której stanowczo i głośno występował Jan Paweł II, zaś mistyfikacja guru demokratów Ala Gore’a znana jako „Atropogenna Zmiana Klimatu”, którą oprotestował Benedykt XVI i Vaclav Klaus, ma  posłużyć do ostatecznego zrujnowania polskiej gospodarki, która rozkwitłaby w oparciu o własne przebogate zasoby energetyczne. Węgla wydobywać i używać - nie wolno. Geotermii rozwijać – też nie wolno. Nie wolno, bo trzeba dać zarobić obcym sprzedawcom wież wiatrowych, elektrowni atomowych, uranu, gazu ziemnego, ropy naftowej. Nie wolno, bo mistyfikacja pod nazwą „demokracja unijno-europejska”, krótko: europeizm, coraz wyraźniej szczerzy kły. Jak każda demokracja z określnikiem, demokracja unijno-europejska z natury rzeczy ma ten sam cel, co demokracja socjalistyczna, krótko: socjalizm. Jest nim władza hegemona i przywileje dla jego piesków. Przydałoby się szczegółowo porównać obydwa totalitaryzmy, brukselski i moskiewski, by je zbilansować z punktu widzenia polskiej racji stanu. Nie innej, narzucanej przez obce propagandowe mistyfikacje, a właśnie polskiej. Nie musimy się zgadzać na to, by Polak był traktowany jak miś o małym rozumku, który zrozumie nie wiele więcej niż głosi pierwsza zwrotka piosenki „wlazł kotek na płotek i mruga”.
Polakom potrzeba zdrowego rozsądku, abyśmy jako naród nie odeszli w niebyt odarci z tożsamości, wywłaszczeni z własności, zdziesiątkowani przez emigrację,  kulturę antynatalistyczną i krach ochrony zdrowia. Po prostu: aby nie pójść z torbami, trzeba pójść po rozum do głowy.

Rozum, czyli zdrowy rozsądek, po łacinie sensus communis, po angielsku common sense, wymaga zdefiniowania. Tu trzeba sięgnąć do myśli Kartezjusza. Prekursor nowożytnej kultury umysłowej, najbardziej znany z twierdzenia Cogito ergo sum, myślę więc jestem, już w 1619 r. doszedł do wniosku, że tylko to jest pewne, co jest jasne i wyraźne. Pewnym jest wszystko, co rozsądek jasno i wyraźnie widzi. Kartezjański rozsądek (bon sens),  to rozum, który pozwala odróżnić prawdę od fałszu. Jak pisze Kartezjusz w fundamentalnym dziele opublikowanym w 1637r. , a z którego przesłania do dzisiaj korzystamy, pod tytułem „Rozprawa o metodzie” (Discours de la méthode pour bien conduire sa raison, et chercher la vérité dans les sciences): „Rozsądek jest to rzecz ze wszystkich na świecie najlepiej rozdzielona, każdy bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej jest zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niźli posiadają. Nie jest prawdopodobne, aby się wszyscy mylili co do tego; raczej świadczy to, iż zdolność dobrego sądzenia i rozróżniania prawdy od fałszu, co nazywamy właśnie rozsądkiem lub rozumem, jest z natury równa u wszystkich ludzi. Tak więc rozbieżność mniemań nie pochodzi stąd, aby jedni byli roztropniejsi od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy myśli nasze rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy. Nie dosyć bowiem mieć umysł bystry, ale główna rzecz jest właściwie go stosować. Największe dusze zdolne są do największych występków zarówno jak do największych cnót; a ci, którzy idą jedynie bardzo wolno, jeśli trzymają się wciąż prostej drogi, mogą posunąć się o wiele dalej niż ci, którzy biegną, lecz oddalają się od niej.” Piękne!
Uważa się, że na poglądy Kartezjusza, jak św. Tomasza z Akwinu, miała wpływ myśl pioniera powszechnego sceptycyzmu, którym był najwybitniejszy uczony Islamu, żyjący w latach 1058-1111 Abū Ḥāmid Muḥammad ibn Muḥammad al-Ghazālī, znany w Europie jako Algazel.  Jak pół tysiąca lat później Kartezjusz,  al-Ghazālī, autor przełomowego dzieła „Inkoherencja filozofów" (Tahāfut al-Falāsifaʰ, arab.  تهافت الفلاسفة), odwoływał się do matematyki, jako narzędzia rozstrzygnięć sporów. Warto dodać, że inkoherencja (łac. incoherentio) jest to termin stosowany w naszych czasach w psychiatrii i oznacza zaburzenie myślenia, wyrażające się w rozrywaniu związków pomiędzy członami myślenia, w rozpadzie struktury zdań, a nawet wyrazów.
Z kolei brytyjski filozof George Edward Moore w eseju z 1925r. p. t. "Obrona zdrowego rozsądku" (A Defence of Common Sense) uznał, że żadna teoria naukowa nie może zaprzeczyć twierdzeniom zdroworozsądkowym, które wyrażają podstawową wiedzę o świecie. Zdrowy rozsądek jest kryterium prawdziwości systemów.
Epidemiologia lekarska tworzy i weryfikuje podstawową wiedzę o świecie w zakresie medycyny i ekologii człowieka. Czyni to zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, takim, jakim go widział przed tysiącem lat Al-Gazali, przed czterystu laty - Kartezjusz, a przed niemal stu  - George Edward Moore. Nie jest to sposób widzenia świata przez pryzmat  reklamy, lobbingu, drapieżnej polityki oraz wiecznie głodnych władzy i pieniędzy polityków.
Zapraszam wszystkich do udziału w programie Rozmowy niedokończone w niedzielę 29. listopada 2009r.  na antenie Telewizji TRWAM od godziny 18.10 i w Radio Maryja od 21.35. Tematem rozmów będzie epidemiologia lekarska w Polsce i na świecie.

dr Zbigniew Hałat

zapis mp3 (słuchaj, zapisz)

Felieton, 21. grudnia 2007r.

Respektować środowisko to nie znaczy uznać, że natura nieożywiona czy ożywiona jest ważniejsza od człowieka. Nie znaczy jednak też, że można egoistycznie uważać, że w pełni możemy nią dysponować dla własnych interesów, gdyż przyszłe pokolenia również mają prawo do korzystania z dóbr stworzenia, postępując w duchu tej samej odpowiedzialnej wolności, której domagamy się dla siebie. Nie można też zapominać, że w wielu przypadkach ubodzy są odcięci od dóbr stworzonych o powszechnym przeznaczeniu. Dziś ludzkość niepokoi się o przyszłą równowagę ekologiczną. Oceny sytuacji w tym względzie należy dokonywać z rozwagą, poprzez dialog ekspertów i znawców, bez ulegania presjom ideologicznym sugerującym pochopne wnioski, a przede wszystkim budując wspólnie model zrównoważonego rozwoju, który może zapewniać dobrobyt wszystkim w poszanowaniu równowagi środowiskowej. Jeśli ochrona środowiska wiąże się z kosztami, winny one być rozkładane sprawiedliwie, z uwzględnieniem różnorodności rozwoju w poszczególnych krajach i w poczuciu solidarności z przyszłymi pokoleniami. Rozwaga nie oznacza, że unika się odpowiedzialności i odwleka decyzje; zobowiązuje raczej do wspólnego podejmowania decyzji po odpowiedzialnym przemyśleniu drogi, jaką należy pójść, stawiając sobie za cel umocnienie przymierza między człowiekiem a środowiskiem, mającego odzwierciedlać stwórczą miłość Boga, od którego pochodzimy i ku któremu zdążamy.
Powyższy rozdział 7. przesłania Papieża z 8 grudnia 2007 roku nosi tytuł   „Rodzina, wspólnota ludzka i środowisko”. Pełne ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO BENEDYKTA XVI NA ŚWIATOWY DZIEŃ POKOJU 1 STYCZNIA 2008 ROKU jest dostępne w wielu językach na stronie internetowej  (vide) kto może, niechże sobie je ściągnie, wydrukuje i przekaże innym, gdyż  trudno sobie wyobrazić, aby uprzywilejowana dostępem do internetu garstka spośród ponad miliarda katolików nie chciała poznać i rozpowszechnić - także wśród bliskich nam obcokrajowców - dosłownej treści stanowiska Ojca Świętego na temat kluczowych dylematów naszych czasów. Poznać i przyjąć za swoje rozstrzygnięcia Stolicy Piotrowej każdy katolik chce a nie musi. Musi tylko wtedy, kiedy katolika udaje z przyczyn np. politycznych w myśl starego zawołania  Henryka IV Bourbona  "Paryż wart jest mszy!". Motywowani polityką nibykatolicy bardzo łatwo ulegają manipulacji antykatolików, stąd warto rozpowszechniać oryginalne materiały źródłowe prosto z Rzymu. 

Tuż po opublikowaniu orędzia, odezwały się głosy, że Papież wprost krytykuje polityczno-gospodarczą doktrynę przypisywania człowiekowi odpowiedzialności za zmianę klimatu. A przecież zabiegając o dobro wspólne, Ojciec Święty  powie dosłownie: „Dziś ludzkość niepokoi się o przyszłą równowagę ekologiczną. Oceny sytuacji w tym względzie należy dokonywać z rozwagą, poprzez dialog ekspertów i znawców, bez ulegania presjom ideologicznym sugerującym pochopne wnioski..” Tego rodzaju presję ideologiczną prezydent Republiki Czeskiej prof. Vaclav Klaus, sam członek narodowego kościoła husyckiego, nazwał nową religią, ideologią zagrażającą wolności oraz światowemu porządkowi ekonomicznemu i społecznemu. 12. maja br. przemawiając w Instytucie Cato powiedział, że enwiromentalizm jest formą odgórnego kierowania społeczeństwem, na co Czesi są szczególnie uwrażliwieni, gdyż żyli pod panowaniem komunizmu. No tak, Czesi z komunizmu już wyszli i potrafią bronić się przed kolejną opresją. Czechy zajmują trzecią  pozycję w świecie w wykazie państw o najwyższym wydobyciu węgla na jednego mieszkańca, Polska – szóstą. O 1/3 więcej wydobytego węgla przypada na Czecha niż na Polaka. Spalanie paliw stałych wiąże się z emisją m. in. gazów cieplarnianych, w tym wskaźnikowego dwutlenku węgla. Według ostatnich statystyk ONZ w 2004 r. na głowę mieszkańca Republiki Czeskiej przypadało 11,4 tony dwutlenku węgla, a na mieszkańca Polski – 8 ton. O 1/3 więcej emisji dwutlenku węgla przypada na Czecha niż na Polaka. Czeski patriota pan prezydent Klaus na przekór globalnej poprawności politycznej nie waha się twardo bronić interesów swojego państwa opartych o własne bogactwa naturalne a nie o importowany uran, choć już 14,3% energii w Republice Czeskiej pochodzi z elektrowni atomowej. W 2005r. w Republice Czeskiej  węgiel był źródłem energii w 44,7% a w Polsce w 58,7%. Energia wodna, słoneczna, wiatrowa i geotermalna w Czechach składała się na 0,5% zaopatrzenia, a w Polsce tylko na 0,2%, pomimo udokumentowanych bogatych zasobów geotermii . Tymczasem nasi obecni przywódcy chcą pogrzebać gotowy projekt wykorzystania energii geotermalnej, który niewątpliwie miałby charakter koła zamachowego dla polskich interesów opartych o własne bogactwa naturalne – węgiel i właśnie energię geotermalną.

Zabierając głos na posiedzeniu plenarnym ONZ 24. września b. r., prezydent Vaclav Klaus wyraził wątpliwość co do tego czy zmiana klimatu jest następstwem działalności człowieka. Podobną opinię można usłyszeć od wielu niezależnych ekspertów. 12 grudnia 2007 r. stu naukowców wystosowało list otwarty do sekretarza generalnego ONZ, pana Ban Ki-Moon, stanowczo odrzucający twierdzenie jakoby można byłoby powstrzymać zmianę klimatu, która jest naturalnym zjawiskiem od wieków oddziałującym na ludzkość. Wszystkie geologiczne, archeologiczne, ustne i pisemne świadectwa potwierdzają obecność dramatycznych wyzwań, którym musiały w przeszłości stawić czoła społeczności ludzkie zagrożone nieoczekiwanymi różnicami temperatury, opadów, wiatrów i innych zmiennych klimatycznych. Nie ma możliwości znacząco zmienić klimat poprzez cięcia w zakresie emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka. A co najgorsze, ponieważ usiłowania zmniejszenia emisji będą spowalniać rozwój, obecne podejście ONZ do redukcji dwutlenku węgla raczej przyczyni się do zwiększenia a nie do zmniejszenia cierpień ludzi z powodu nadchodzącej zmiany klimatu.

Ostatnie obserwacje takich zjawisk, jak topnienie lodowców,  podnoszenie się poziomu mórz i migracje gatunków wrażliwych na temperaturę nie stanowią dowodu na nienormalne zmiany klimatu, ponieważ nie zdołano wykazać, aby którakolwiek z tych zmian wychodziła poza granice znanej naturalnej zmienności.

Średni przyrost ocieplenia o 0,1- 0,2 st. C w ciągu dekady zarejestrowany przez satelity pod koniec XX wieku mieści się w znanych naturalnych przyrostach ocieplenia i ochłodzenia w ciągu ostatnich 10 000 lat.

Wiodący naukowcy, w tym najwyżsi przedstawiciele Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change - IPCC), przyznają, że obecnie stosowane symulacje  komputerowe nie potrafią przepowiadać klimatu. Zgodnie z tym i pomimo komputerowych projekcji wzrostu temperatury, od 1998r. nie pojawiła się żadna nadwyżka ciepła w skali globalnej. Bieżący poziom temperatury jest następstwem okresu ocieplenia z końca XX wieku i stanowi kontynuację naturalnego cyklu klimatycznego rozciągającego się na wiele dekad lub tysiąclecie.

Wśród stu sygnatariuszy powyższego listu otwartego jest dwóch naukowców z Polski: prof. dr Zbigniew Jaworowski,  fizyk, przewodniczący rady naukowej Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie i prof. dr  A. J. Tom van Loon,  geolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu

dr Zbigniew Hałat


To kłamstwo wymierzone w naszą cywilizację

Z profesorem nauk przyrodniczych Zbigniewem Jaworowskim, badaczem zanieczyszczeń lodowców i stężenia CO2 w atmosferze, autorem wielu publikacji na temat zmian klimatycznych, wieloletnim przedstawicielem Polski w Komitecie Naukowym ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego, członkiem Nongovernmental International Panel on Climate Change (NIPCC), który zrzesza naukowców sceptycznych wobec teorii ocieplenia klimatu, rozmawia Mariusz Bober

Radio Maryja, 9.grudnia 2009
Wielkie ocieplenie klimatu, wielka bujda
prof. Zbigniew Jaworowski


Felieton, 13. listopada 2009r.

Kultura decyduje o tym, kim jesteśmy. Jak głosił amerykański filozof Willard Van Orman Quine, znany jako „Van”, zaprzyjaźniony z wybitnym Polakiem o przyjętym nazwisku Alfred Tarski, „no entity without identity”, po łacinie nullam esse entitatem sine identitate, czyli: nie ma osoby bez tożsamości. Wydawałoby się, że wszyscy rodacy autora książki „Pamięć i tożsamość” wiedzą doskonale jakie są źródła i cechy ich własnej tożsamości. Ale tak nie jest. Ale tak nie jest, niestety. Jak tylko Polak poczuje się silniejszy, zapomina o katechizmie i patriotyzmie. A zwłaszcza, kiedy dojdzie do władzy lub do pieniędzy. I to w tej kolejności, charakterystycznej dla krajów napiętnowanych korupcyjnym zdziczeniem.  Także agent wpływu nie pracuje dla idei. Choćby i znalazł się na szczycie władzy państwowej. Na przykład taki…, taki… król Stanisław August Poniatowski. Przyszły król dzieciństwo spędził w Gdańsku, gdzie pobierał nauki od niemieckiego historyka o antypolskim nastawieniu, Gotfryda Lengnicha. Później lekcji logiki udzielał mu przyszły poseł rosyjski w Rzeczypospolitej, Herman Karl von Keyserling. W 1756 Poniatowski został posłem saskim w Petersburgu, gdzie spłodził córkę. Matką nieślubnego dziecka była Sophie Friederike Auguste księżna von Anhalt-Zerbst, przyszła cesarzowa Rosji Katarzyna II. Wzorzec osobowy kanclerz obecnych Niemiec, pani Angeli Merkel, caryca Katarzyna II tak uzasadniała przyjęte 11 kwietnia 1764r.  porozumienie pomiędzy Rosją i Prusami w sprawie zapewnienia, że najwyższa władza w Polsce będzie oddana w ręce marionetki: „Jest rzeczą nieodzowną, abyśmy wprowadzili na tron Polski Piasta dla nas dogodnego, użytecznego dla naszych rzeczywistych interesów, jednym słowem człowieka, który by wyłącznie nam zawdzięczał swoje wyniesienie. W osobie hrabiego Poniatowskiego, stolnika litewskiego, znajdujemy wszystkie warunki niezbędne dla dogodzenia nam i skutkiem tego postanowiliśmy wynieść go na tron Polski”. Ponieważ wtedy jeszcze nie było telewizji, caryca przysłała nam swoje wojska, dla naszego dobra – oczywiście - by broniły naszych swobód, a te już zadbały, aby 17 września 1764r., przy znacznej absencji uprawnionych elektorów Poniatowski został wybrany królem Polski. Elekcję Poniatowskiego podpisało jedynie 5 320 osób.  Po upadku insurekcji kościuszkowskiej, kiedy Polska przestała istnieć jako państwo, w 31 rocznicę swojej koronacji Poniatowski abdykował na rzecz Rosji 25 listopada 1795r., w dniu imienin Katarzyny II  i przeszedł na stałą pensję od carycy. Jeden dobrze obsadzony agent wpływu potrafił tyle zła wyrządzić swoim rodakom. I cóż z tego, że naród pamiętał. O kimś, kto się "zeszmacił" politycznie, mówiono, że się "zestanisławoauguścił". Ale czy rzeczywiście Poniatowski się zeszmacił, czy też może zachował swoją tożsamość ukształtowaną przez wspomnianych nauczycieli, a przy tym doskonale przydatną do wykonania zadań najemnika na wysokim, najwyższym szczeblu władzy?

Niedawne obchody Dnia Niepodległości muszą skłaniać do refleksji nie tylko nad sposobem, w jaki tę niepodległość przed 91 laty Polska odzyskała, ale też nad jak najbardziej aktualnym tematem przyczyn, dla których tę niepodległość Polska na 123 lata straciła. Jeszcze ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, jakie Polska ma szanse na odzyskanie niepodległości, gdyby dalszy rozwój spraw prowadził do jej całkowitej utraty. Wszystko leży w rękach młodzieży, naturalnie. Dzisiaj młodzi, jutro rodzice, pojutrze dziadkowie przeniosą  cechy swojej tożsamości na następne pokolenia. Jaki jest dorobek własny pokoleń wychowanych w atmosferze uwielbienia dla Festiwalu w Woodstock 1969 oraz takich ikon, jak Che Gevarra i Madonna, widzi każdy, komu w zamian za opiekę i leczenie zapewnia się porzucenie i/lub eutanazję. Zresztą do zalegalizowania eutanazji dążą ci sami, którzy są entuzjastami zalegalizowania narkotyków i innych narzędzi uśmiercania na masową skalę. Skoro - jak uczą ojcowie Kościoła Katolickiego i co potwierdzają nasze własne liczne obserwacje - kultura śmierci zjada własne dzieci, warto, mając na względzie przyszłości Ojczyzny i świata, pomyśleć o sposobach zapobiegania jej szerzeniu się w wyniku tak powszechnych obecnie zjawisk, jak zeszmacenie polityków i slutyfikacja elektoratu.

Inne dobre powiedzenie Vana, szczególnie miłe dla ucha epidemiologa brzmiało następująco: "być to znaczy być wartością zmiennej" (to be is to be the value of a variable, łac. esse variabilis cuiusdam esse). W zastosowaniu do obłąkańczego promiskuityzmu będącego jedną z najważniejszych zdobyczy kultury śmierci i niosącego gorzkie owoce w postaci pandemii chorób wenerycznych, w tym AIDS i chlamydiozy prowadzącej do bezpłodności, oraz bezmiaru patologii społecznej, stwierdzenie „być to znaczy być wartością zmiennej” daje się łatwo wyrazić liczbą osób, z którymi ktoś podjął współżycie płciowe. Oczywiście im większa ta liczba, tym większe zagrożenie dla zdrowia i życia. W świecie zachodnim coitarche, czyli wiek podjęcia współżycia, decyduje o liczbie osób, z którymi ktoś podejmie współżycie w przyszłości i to poza małżeństwem. Tym czasem młodzi ludzie coraz wyżej cenią zachowanie i ofiarowanie przyszłemu małżonkowi lub przyszłej małżonce nieodnawialnej wartości jaką jest dziewictwo.  Uniwersalna wartość dziewictwa aż do ślubu jest duchowym zobowiązaniem dwóch głównych religii świata, które są deklarowane przez ponad połowę obywateli krajów Unii Europejskiej i Unii Afrykańskiej. Wśród ludności Europy poza jej częścią wschodnią 54,8 % deklaruje przynależność do Kościoła Rzymsko – Katolickiego a 4,3 % wyznaje islam, a wśród ludności Afryki jest 45,8 % muzułmanów i 15,3 % rzymskich katolików. Błogosławiona Karolina Kózka, która zginęła śmiercią męczeńską 18. listopada 1914r. wiedziała, że nie ma osoby bez tożsamości.

dr Zbigniew Hałat



Felieton, 30. października 2009


Czy można mieć wszystko? To pytanie w dzisiejszej Polsce brzmi jak prowokacja. Owszem można mieć wolność wypowiedzi. Nowak i Kowalski mogą się wygadać, ponarzekać do woli, wyżalić, popłakać,  a nawet rzucić ciężkie słowa pod adresem rządzących. I to w publicznej telewizji. Ale co z tego za korzyść? Biadolenie, choćby najbardziej rozpaczliwe i najmocniej uzasadnione tragiczną sytuacją wielu rodzin niczego nie zmieni. Dostaliśmy się w niewolę uzurpatorów, którzy opanowali do perfekcji sztukę zdobywania i utrzymywania władzy za pomocą narzędzi prawnych i propagandowych. Od dwudziestu lat na przemian ci sami rządzący robią to do czego się zobowiązali i biorą za to sowite wynagrodzenie.  Nie są to obcy. Tak było i w przeszłości. To polska szlachta skapitulowała pod Uściem i dopuściła do szwedzkiego potopu. To polska arystokracja sprowadziła na ojczyznę kaduk, czyli wielką niemoc. Kaduk. Według słownika języka polskiego, który wydał w 1808r. Samuel Bogumił Linde, a obecnie books.google.com udostępnia ten rarytas wszystkim użytkownikom internetu, kaduk to 1) odumarłe dobra, czyli w obecnym rozumieniu mienie pozostawione bez spadkobiercy i przechodzące na własność lokalnych działaczy wiadomej partii, 2) choroba rzucająca,  czyli padaczka, epilepsja - tu Linde podaje przykład „Gdy kaduk kogoś rzucił zrywano seymy, dlaczego  choroba ta nazwana sejmowa, comitialis” i wreszcie trzecie znaczenie -  kat, czart, bies, diabeł. To wiele wyjaśnia. Już w 1831 ówcześni Polacy szli na bagnety z wiarą, że „kto przeżyje wolnym będzie, kto umiera wolnym już”. Przekonanie, że sprzedawczykowstwo i narodowe zaprzaństwo magnatów, szlachty i części duchowieństwa doprowadziły do utraty naszej niepodległości przez wiele dziesiątków lat napędzało walkę klas, tak długo, aż ciotki rewolucji, Róża Luksemburg i Wanda Wasilewska – aby dać pierwszeństwo paniom – zatryumfowały na całego, pokazując tym Polakom, którym pozwoliły jakoś przeżyć, prawdziwe znaczenie socjalistycznego hasła „wolność, równość i braterstwo”.

Zdając sobie sprawę z ceny bolesnych nauk, których przeszłość i teraźniejszość  nam nie szczędzą, starajmy się dotrzeć do przyczyn naszej głównej  słabości, a więc sprzedawczykowstwa.

Rząd się wyżywi. To słyszeliśmy od samego klasyka, który reprezentował władzę rzucającą jednak jakieś większe kawałki ochłapów swoim poplecznikom. Dzisiaj różnorodność  form wynagradzania za poparcie jest niewspółmiernie większa: tu gwarancje wygrania przetargu, tam korzystna ustawa lub przyjazna decyzja. W końcu nie wiadomo kto kim rządzi, kto zleca a kto wykonuje czyjeś życzenia, polecenia, zadania.  Wszyscy są uwikłani w sieć wzajemnych zależności. Może i stąd wysokie  sondażowe poparcie dla partii dającej taaakie niezwykłe możliwości, potrafiącej taak ładnie obiecać  i ukochać. Wobec niezwykłych szans na szybki zarobek, wręcz porównywalnych z rozbiciem banku 138 razy w gdyńskim kasynie, dorośli ludzie lgną do obiecującej wszystko władzy jak nastolatki do jednorękiego bandyty. Emocje nie pozwalają przejrzeć na oczy. A wystarczy pomyśleć o realnych dochodach i porównać je z wysokością bieżących spłat kredytów, kosztach utrzymania,  stałych opłatach i nagłych potrzebach, jak na przykład leczenie. Wszak obecnie tylko rząd się wyżywi i wyleczy. Na Florydzie, naturalnie.

Czy zatem opłaca się sprzedawać za bajki o szansach? Czy nie warto wrócić do korzeni własnej tożsamości narodowej? A tym samym do solidaryzmu społecznego, do lojalności w stosunku do współobywateli, do rzetelnej służby Ojczyźnie pojmowanej jako dobro wspólne. Jeżeli brakuje chęci wyrzeczenia się zła, służenia złej sprawie, ujawnienia  złoczyńców, złapania złodzieja wspólnego dobra za rękę i oddania go w ręce wymiaru sprawiedliwości, jaki by on to nie był, to nie trzeba się dziwić, że życie w państwie, które  w wyniku rozkradzenia ulega rozpadowi, staje się nie do zniesienia.

Waldemar Łysiak na str. 164 „Stulecia kłamców” (dostępnego także w internecie) w rozdziale pt. „Kłamstwo libertynizmu 2 – Relatywizm” podaje, że wspomniany wyżej Jerzy Urban zwie Polskę „(trzy kropki) państewkiem” i głosi otwarcie, że jego cel to „(trzy kropki) narodu polskiego”.  Pomijając milczeniem pierwszy wulgaryzm godny filmów Lwa Rywina i jemu podobnych, warto zastąpić drugi wulgaryzm słowem zagranicznym, dzięki czemu będzie wiadomo, że klasyk polskiej lewicy osiągnął zamierzony cel. Oto od angielskiego słowa „slut” oznaczającego osobę niezbyt ciężkich obyczajów, pochodzi termin sluttification, mniej niż polski odpowiednik obciążony wulgarnością a przy tym używany w dyskusjach publicznych dotyczących przyczyn szerokiego zakresu patologii społecznej od promiskuityzmu niosącego choroby i patologie społeczne po korupcję wyniszczającą ekonomicznie i politycznie.  Starych Polaków było stać na makaronizmy, my twórzmy anglicyzmy, skoro jest taka potrzeba. Tak więc slutyfikacja oznacza czynienie z kogoś człowieka o niskiej moralności, postępującego niemoralnie, zwykle dla osiągnięcia korzyści materialnej. Walkę z zapowiedzianą przez Urbana  i osiągniętą przez jego przyjaciół slutyfikacją narodu polskiego musimy rozpocząć natychmiast i potraktować ją jako ostatnią dla nas wszystkich szansę narodowego istnienia między Odrą a Bugiem.


dr Zbigniew Hałat



 

Felieton

nowy wirus grypy A (H1N1)

(nie „świńskiej”, ponieważ

nie stwierdzono zarażenia

człowieka od świni)

 

UWAGA:
The seasonal flu vaccine
will not protect you against 2009 H1N1 flu.


Szczepionka na grypę sezonową
nie ochroni przed grypą H1N1 2009.




 
Felieton, 6. listopada 2009

Łatwo wywołać strach przed masową zagładą. Tym łatwiej, im mniej trzeba kompetencji merytorycznych i formalnych do zajęcia kluczowych stanowisk w państwowym systemie zapobiegania chorobom i ich zwalczania. W Polsce na szczycie hierarchii decydentów w zakresie zapobiegania chorobom zakaźnym stoją minister zdrowia i główny inspektor sanitarny.  Obecnie są to specjaliści w zakresie pediatrii. Główny inspektor sanitarny obsadzony jeszcze przez poprzednią ekipę rządową ma szczególne - zapewne niezwykle istotne - wsparcie merytoryczne w osobach dwóch zastępców, z których jeden jest endokrynologiem, czyli lekarzem specjalistą do spraw chorób gruczołów wydzielania wewnętrznego, a drugi -dziennikarzem. Rząd dysponuje oczywiście rozbudowanym zapleczem eksperckim. Podczas dyskusji nad informacją rządu na temat zagrożenia grypą marszałek nie dopuścił - tylko ze względów proceduralnych - do wystąpienia z trybuny sejmowej krajowego eksperta ds. grypy, którym jest profesor dr hab. nauk biologicznych, mikrobiolog.

Ordynator najmniejszego oddziału szpitalnego musi mieć odpowiednią specjalizację lekarską. Gdy brak kandydatów, oddział zostaje zamknięty. Nic dziwnego. Trudno sobie wyobrazić, że pediatra lub endokrynolog, a tym bardziej dziennikarz, czy mikrobiolog, potrafiłby wykonać operację np. wycięcia pęcherzyka żółciowego. Podstawowe  pytanie prokuratora, który prowadziłby dochodzenie w sprawie zgonu pierwszego pacjenta dotyczyłoby kwalifikacji kierownika zespołu operacyjnego. 

Kto staje pod mostem, gdy ten przechodzi próbę wytrzymałości? W zero-jedynkowej sytuacji, kiedy to most albo zmiażdży stojącą pod nim grupkę ludzi, albo wytrzyma sprawdzian obciążenia? Stoją tam budowniczy i konstruktorzy mostu. Gdyby nie ta próba, może wśród tych budowniczych i konstruktorów nie znalazłby się ani jeden inżynier. W końcu na budowie mostu można nieźle zarobić, a różne komisje kwalifikacyjne, czy przetargowe, ustawią i przegłosują wszystko, co im się każe.

Operacja i budowa mostu to zadania wymagające zawodowych kwalifikacji wykonawców. Mogłoby się wydawać, że decyzje o zdrowiu milionów również powinny być podejmowane przez osoby o odpowiednich kwalifikacjach.

Dawno temu zdarzyło mi się sprawdzać licealne klasówki. Jak wiadomo czytanie tego rodzaju dzieł wymaga niemałego skupienia. Już po sprawdzeniu kilku klasówek nie wiadomo o co chodzi, co jest prawdą, a co fałszem, a nadto, czy fałszywe twierdzenie jest wynikiem niezręczności sformułowań, czy też nieuctwa. Wreszcie trafiłem na perełkę wartą zapamiętania na całe życie: wszystkie możliwe do popełnienia błędy ortograficzne, w liczbie pięciu, w krótkim wyrazie „żuchwa”. Wtedy nie istniała jeszcze mania nobilitowania nieuctwa i lenistwa godnością dysortografii i autor klasówki otrzymał dwóję.

W naszych warunkach, warunkach partyjnej niewoli, nie ma mowy o surowej ocenie za brak przygotowania do wykonywanych zadań rangi państwowej. Stąd też karnawałowy korowód lobbystów poprzebieranych za polityków i niezależnych ekspertów, z których każdy plecie, co mu ślina na język przyniesie, popełniając oczywiste błędy merytoryczne i logiczne. I wstydzi się polityk, a nie copywriter, który pisał reklamowy tekst. Na strachu przed masową zagładą można przecież zarobić punkty w walce politycznej, a także przysłużyć się jakiemuś koncernowi, który chętnie się odwdzięczy za korzystny dla niego rozwój sytuacji, a to w zakresie budowania rynku, a to w obszarze państwowych decyzji w sprawie finansowania konkretnego produktu z budżetu państwa. Jak wiadomo w 2010 roku odbędą się wybory samorządowe oraz prezydenckie. Aby wygrać, trzeba grać. Grać na ekranie telewizyjnym, bowiem czas wystąpień determinuje rozpoznawalność przez wyborców, a przy tym trzeba grać role jedynych obrońców ludzkości, oczywiście za pieniądze tejże, które tą czy inną drogą i tak trafią do sprawcy całego zamieszania.

15. października 2009 r. Europejskie Centrum Zapobiegania Chorobom i Zwalczania Chorób w Sztokholmie opublikowało artykuł pt. Szczepionki przeciwko pandemicznej grypie A (H1N1) 2009 w Unii Europejskiej. Z kolei opublikowany drukiem 4. listopada 2009 r. tygodnik Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego zawiera raport  opisujący cechy epidemiologiczne i kliniczne 1088 osób hospitalizowanych lub zmarłych z powodu zakażenia pandemicznym wirusem A(H1N1) w czasie  16 tygodni, które upłynęły od 17 kwietnia 2009 r., kiedy to w stanie Kalifornia zarejestrowano dwa pierwsze przypadki zakażenia tym wirusem. Dobrym źródłem, czy też drogowskazem, do danych w sprawie rozwoju sytuacji epidemiologicznej grypy na Ukrainie jest serwis internetowy Nowyny na stronie www.zaxid.net . Trzy podane wyżej źródła informacji mogą stanowić rzetelny punkt odniesienia do nieznośnego jazgotu polityków – lobbystów, pod warunkiem, że będą czytane ze zrozumieniem wynikającym z wiedzy i doświadczenia. 

dr Zbigniew Hałat



In Holland, the Public Face of Flu Takes a Hit. Science 16 October 2009: Vol. 326. no. 5951, pp. 350 - 351



Epidemiolog o świńskiej grypie:

„Dziennik”, 27. kwietnia 2009r.

"Nie zabraknie rąk do kopania grobów"

» "Nie zabraknie rąk do kopania grobów" Zamknij X

Hałat: Musimy się liczyć z zakażeniami świńską grypą w Polsce i z tym, że ludzie będą umierać

Hałat: Musimy się liczyć z zakażeniami świńską grypą w Polsce i z tym, że ludzie będą umierać  fot. REUTERS / YONHAP

 

"Musimy się liczyć z zakażeniami świńską grypą w Polsce i z tym, że ludzie będą umierać" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM specjalista epidemiolog Zbigniew Hałat. Dodaje, że wirus jest bardzo niebezpieczny, bo atakuje ludzi młodych, którzy mają silne organizmy.

MATEUSZ WEBER: Jan Kowalski wsiada do samolotu w mieście Meksyk i leci do Polski. Ani on, ani nikt inny nie wie, że jest zarażony. Co dzieje się na pokładzie, gdzie jest około 200 osób?
ZBIGNIEW HAŁAT*: Pan Jan Kowalski zaczyna zarażać lecących z nim innych pasażerów. Mimo że nie pił alkoholu, ma już szklane oczy i złe samopoczucie. Drogą kropelkową może zarazić osoby do dziesięciu rzędów za nim i przed nim. Trzeba założyć, że co piąta z nich zachoruje. Samolot to nie wszystko, mogą się jeszcze zarazić ludzie w rękawie, autobusie, poczekalni itd.

Ale Kowalski na lotnisku przywita się z żoną i dziećmi, wycałuje rodzinę...
...i ich również zarazi.

Co wtedy?
Trzeba szybko odizolować zagrożone przypadki, zobaczyć, z kim ci ludzie mieli kontakt. Jeżeli po 10 dniach nie zachorują, to nie ma problemu. Jeżeli zachorują, to zaczynamy leczenie.

I da się ich wyleczyć?
W Polsce służba zdrowia jest jaka jest, ale polskie miasta to nie fawele Meksyku. Ludzie są bardziej odporni, opieka medyczna jest na wyższym poziomie, ale wirusa nie można lekceważyć. Musimy się liczyć z zakażeniami i z tym, że ludzie mogą umierać.

Czyli to niebezpieczny wirus?
Bardzo, przede wszystkim są już podejrzenia, że wirus mogą przenosić ptaki, bo w USA przypadki zachorowań są odosobnione. Coraz głośniej mówi się również o tym, że to sztucznie stworzony przez człowieka wirus, który wydostał się z laboratorium wojskowego. Mógł powstać w trakcie badań nad bronią biologiczną. Wszystko zależy od tego, jak szybko będzie mutował. Wirus, którego struktura genetyczna szybko się zmienia, jest trudniejszy do wyleczenia. Bo przeciwnik, z którym walczymy, szybko się zmienia.

Jaka jest śmiertelność tego wirusa?
To zależy gdzie. W Meksyku to około dwóch procent, czyli tyle, ile przy zwykłej grypie. (Nowe dane: śmiertelność chorych w wyniku zakażenia nowym wirusem A H1N1 jest czterokrotnie niższa niż w przypadku grypy sezonowej, dane wcześniejsze wynikały z błędów oceny sytuacji epidemiologicznej w Meksyku). Ale to zależy od poziomu opieki medycznej. Wirus jednak, co bardzo niebezpieczne, atakuje ludzi młodych, którzy mają silne organizmy. W Azji, a zwłaszcza w Chinach, gdzie higiena jest w opłakanym stanie, mogą mieć poważne problemy, tak jak przy SARS, gdy zastanawiano się, czy starczy rąk do kopania grobów.

A w Polsce starczy rąk do kopania grobów?
W Polsce raczej tak (śmiech). Idzie wiosna, pojawią się truskawki, które mają bardzo dużo witamin. Trzeba się wysypiać, chodzić na spacery, dobrze się odżywiać - to podnosi odporność. Nie można jednak zapominać, że po I wojnie światowej na grypę hiszpankę zmarło od 20 do 40 milionów ludzi.

*Zbigniew Hałat jest specjalistą epidemiologiem. W latach 80. był konsultantem ds. epidemiologii rządu w Kenii


 

Więcej: Radio Maryja „Aktualności Dnia”

1. maja 2009r. godz.13.00 - 14.15

link


 


wirus grypy świń A (H1N1)
(swine influenza virus SIV)
i jego reasortanty
Medycyna weterynaryjna
prof. dr hab. Iwona Markowska-Daniel

wirus grypy ptasiej A (H5N1)
(highly pathogenic avian influenza – HPAI)
Mutant wirusa grypy
- bezprecedensowe zagrożenie dla świata

 

Felieton, 24. kwietnia 2009r.

Anteny telefonii komórkowej i linie wysokiego napięcia zagrażają zdrowiu mieszkańców.

W jałowych i niekończących się dyskusjach z decydentami sami mieszkańcy są zmuszeni wypełniać rolę organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej, która zgodnie z obowiązującym prawem jest powołana do realizacji zadań z zakresu zdrowia publicznego, w szczególności poprzez sprawowanie nadzoru nad warunkami higieny radiacyjnej w celu ochrony zdrowia ludzkiego przed niekorzystnym wpływem szkodliwości i uciążliwości środowiskowych.

Do dotychczasowej ewidencji epidemiologicznej, która musi wreszcie znaleźć zrozumienie w naszym kraju, trzeba dołączyć ważny argument natury politycznej. Jest nim Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 2 kwietnia 2009 r. w sprawie obaw dotyczących wpływu pól elektromagnetycznych na zdrowie. 

Zachęcając do zapoznania się z pełnym tekstem rezolucji, pozwolę sobie przytoczyć kilka jej fragmentów.

Parlament Europejski, 

A.   mając na uwadze, że pola elektromagnetyczne występują w przyrodzie, a zatem zawsze istniały na Ziemi; jednak w ostatnich dziesięcioleciach narażenie środowiskowe na źródła pól elektromagnetycznych wytworzone przez człowieka systematycznie wzrastało ze względu na zapotrzebowanie na energię elektryczną, coraz bardziej zaawansowane technologie bezprzewodowe i zmiany zachodzące w organizacji społeczeństwa; oznacza to, że obecnie każdy obywatel zarówno w domu, jak i w pracy narażony jest na działanie złożonej kombinacji pół elektrycznych i magnetycznych o różnych częstotliwościach, 

B.   mając na uwadze, że urządzenia bezprzewodowe (telefony komórkowe, urządzenia WiFi, Wimax, Bluetooth, telefony bezprzewodowe DECT ze stacjami bazowymi) emitują pola elektromagnetyczne, które mogą mieć szkodliwe skutki dla zdrowia ludzi, 

C.   mając na uwadze, że większość obywateli europejskich, zwłaszcza ludzi młodych w wieku od 10 do 20 lat, korzysta z użytkowego, funkcjonalnego i modnego przedmiotu, jakim jest telefon komórkowy, a także mając na uwadze, że nadal występuje niepewność co do płynących stąd potencjalnych zagrożeń dla zdrowia, szczególnie w przypadku osób młodych, których mózg nadal się rozwija, 

H.   mając jednak na uwadze, że wszyscy wydają się zgodni co do niektórych kwestii, zwłaszcza co do zmienności reakcji poszczególnych osób na narażenie na mikrofale, co do konieczności priorytetowego przeprowadzenia testów narażenia w skali rzeczywistej w celu dokonania oceny innych niż cieplne skutków działania pól o częstotliwościach radiowych oraz co do szczególnej wrażliwości dzieci na narażenie na pola elektromagnetyczne, 

2.   wzywa do szczególnego uwzględnienia skutków biologicznych przy dokonywaniu oceny potencjalnego wpływu promieniowania elektromagnetycznego na zdrowie ludzkie, zwłaszcza że według niektórych badań najbardziej szkodliwe skutki występują przy najniższych poziomach promieniowania; wzywa do aktywnego prowadzenia badań w celu przeciwdziałania potencjalnym problemom zdrowotnym poprzez opracowanie rozwiązań pozwalających wyeliminować lub ograniczyć pulsowanie i modulację amplitudy częstotliwości wykorzystywanych do transmisji; 

4.   zauważa, że zarówno podmioty z branży, jak i odpowiednie podmioty zarządzające infrastrukturą i właściwe organy już teraz mogą oddziaływać na pewne czynniki, np. wprowadzając przepisy dotyczące odległości między danym miejscem a przekaźnikami czy też wysokości danego miejsca n.p.m. w stosunku do wysokości stacji bazowej n.p.m. oraz ukierunkowania anteny nadawczej w stosunku do miejsc, w których przebywają ludzie, czyniąc to w oczywistej trosce o uspokojenie i o lepszą ochronę osób mieszkających w pobliżu tego rodzaju urządzeń; wzywa do optymalnego rozmieszczania masztów i przekaźników, a także do wspólnego korzystania z masztów i przekaźników umiejscowionych przez dostawców, tak by ograniczyć liczbę nieodpowiednio zlokalizowanych masztów i przekaźników; wzywa Komisję i państwa członkowskie do opracowania odpowiednich wytycznych; 

5.   zachęca państwa członkowskie oraz władze lokalne i regionalne do utworzenia punktu kompleksowej obsługi wydającego pozwolenia na montaż anten i przekaźników oraz do uwzględnienia w planach zagospodarowania przestrzennego regionalnego planu rozmieszczania anten; 

6.   apeluje do organów odpowiedzialnych za wydawanie pozwoleń na montaż anten telefonii komórkowej o uzgodnienie z operatorami z branży kwestii wspólnego korzystania z infrastruktury w celu ograniczenia liczby anten oraz narażenia ludności na pola elektromagnetyczne; 

8.   uważa, że – wobec mnożących się przypadków kierowania spraw do sądu, a nawet przyjmowania przez władze publiczne środków w rodzaju moratorium na montowanie nowych urządzeń przekaźnikowych wytwarzających pola elektromagnetyczne – w powszechnym interesie leży sprzyjanie rozwiązaniom opierającym się na dialogu między podmiotami z branży, władzami publicznymi, władzami wojskowymi i stowarzyszeniami mieszkańców na temat kryteriów instalacji nowych anten telefonii komórkowej lub linii wysokiego napięcia i dbanie przynajmniej o to, by szkoły, żłobki, domy spokojnej starości i budynki służby zdrowia znalazły się w określonej zgodnie z kryteriami naukowymi odległości od tego rodzaju infrastruktury; 

9.   wzywa państwa członkowskie, by wraz z operatorami z branży udostępniły społeczeństwu mapy przedstawiające narażenie na linie wysokiego napięcia, częstotliwości radiowe i mikrofale, zwłaszcza generowane przez maszty telekomunikacyjne, przekaźniki radiowe i anteny telefoniczne; wzywa do umieszczenia tych informacji na stronie internetowej, tak aby opinia publiczna mogła z łatwością się z nimi zapoznać, oraz do ich rozpowszechnienia w mediach; 

10.   proponuje, by Komisja rozważyła możliwość wykorzystania funduszy przeznaczonych na transeuropejskie sieci energetyczne do zbadania skutków pól elektromagnetycznych o bardzo niskich częstotliwościach, zwłaszcza w liniach elektroenergetycznych; 

11.   zwraca się do Komisji, by w czasie nadchodzącej kadencji (2009-2014) zainicjowała ambitny program poświęcony kompatybilności elektromagnetycznej między falami tworzonymi sztucznie a falami emitowanymi naturalnie przez żywy organizm ludzki, co pozwoli stwierdzić docelowo, czy mikrofale mają niepożądany wpływ na zdrowie ludzi; 

14.   ubolewa, że w wyniku systematycznego odkładania od 2006 r. wciąż nie opublikowano wniosków z międzynarodowego badania epidemiologicznego Interphone, którego celem jest stwierdzenie, czy istnieje związek między korzystaniem z telefonu komórkowego a niektórymi rodzajami raka, zwłaszcza guzami mózgu, nerwu słuchowego i ślinianki przyusznej; 

15.   podkreśla w tym kontekście apel o ostrożność skierowany przez koordynatorkę badania Interphone Elisabeth Cardis, która na podstawie obecnej wiedzy zaleca dzieciom racjonalne korzystanie z telefonu komórkowego i preferowanie telefonu stacjonarnego; 

17.   sugeruje również Komisji, by w trosce o skuteczność polityczną i budżetową przeniosła część wspólnotowych środków finansowych z badań nad polami elektromagnetycznymi na szeroko zakrojoną kampanię uświadamiającą skierowaną do młodych Europejczyków, a dotyczącą dobrych praktyk w zakresie użytkowania telefonu komórkowego, np. korzystania z zestawów słuchawkowych, nieprzedłużania rozmów, wyłączania telefonów w czasie, kiedy nie są używane (np. podczas lekcji), i korzystania z telefonów w miejscach dobrego odbioru sygnału; 

20.   proponuje uzupełnienie mandatu Europejskiej Grupy ds. Etyki w Nauce i Nowych Technologiach o zadanie oceny uczciwości naukowej, by pomóc Komisji zapobiec ewentualnym sytuacjom stanowiącym zagrożenie, konfliktom interesów, a nawet oszustwom, które mogłyby wystąpić w sytuacji wzmożonej obecnie konkurencji wśród naukowców; 

23.   potępia niektóre kampanie marketingowe operatorów telefonicznych, szczególnie agresywne w okresie świątecznym przed końcem roku i podczas innych specjalnych okazji, np. sprzedaż telefonów komórkowych przeznaczonych wyłącznie dla dzieci czy też skierowane do nastolatków oferty abonamentów z "darmowymi minutami"; 

24.   proponuje, by UE włączyła do swojej polityki jakości powietrza w pomieszczeniach badanie dotyczące bezprzewodowych urządzeń domowych, np. urządzeń WiFi zapewniających dostęp do Internetu i telefonów pracujących w standardzie DECT, które upowszechniły się w ostatnich latach w miejscach publicznych i mieszkaniach, narażając obywateli na stałą emisję mikrofal; 

27.   jest żywo poruszony faktem, że towarzystwa ubezpieczeniowe dążą do wykluczenia zagrożeń związanych z polami elektromagnetycznymi z polis ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, co wyraźnie dowodzie, że europejscy ubezpieczyciele już stosują własną wersję zasady ostrożności; 

28.   wzywa państwa członkowskie do pójścia za przykładem Szwecji i uznania osób cierpiących na nadwrażliwość elektromagnetyczną za osoby niepełnosprawne w celu zapewnienia im odpowiedniej ochrony i równych szans.

 Dr Zbigniew Hałat
 
 

Rezolucja Parlamentu Europejskiego 
z dnia 2 kwietnia 2009 r. 
w sprawie obaw dotyczących wpływu 
pól elektromagnetycznych na zdrowie 
P6_TA(2009)0216 
2 kwietnia 2009 r. - Bruksela

ZAGROŻENIA ZDROWIA


 
 

NAJWYŻSZA IZBA KONTROLI
DEPARTAMENT ŚRODOWISKA, ROLNICTWA
I ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO
KSR-411401/08
Nr ewid. 152/2008/I/08/001/KSR
Informacja
o wynikach kontroli doraźnej
postępowania z organizmami
genetycznie zmodyfikowanymi
W a r s z a w a 
g r u d z i e ń 2 0 0 8 r.
tekst

WYSTĄPIENIE POKONTROLNE

Pan
Maciej Nowicki
Minister Środowiska
tekst

Pani Ewa Lech
Główny Lekarz Weterynarii
tekst


dr Zbigniew Hałat w wywiadzie 
dla red. O. G. w lutym 2009 r.:
na temat
gmo


22 March - World Water Day 2009
Transboundary Waters

22.. MARCA - ŚWIATOWY DZIEŃ WODY 2009
WODY TRANSGRANICZNE

RED. JAROSŁAW KAPSA
"GDY GRANICA DZIELI WODĘ" 
Gazeta Częstochowska

ŚWIATOWY DZIEŃ WODY 2006 
WODA A KULTURA 



 

miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 7-8 (79) lipiec-sierpień 2008

Strona Hałata

O WODZIE

Woda to podstawowy warunek ludzkiej egzystencji. Najłatwiej przychodzi o tym się dowiedzieć, kiedy wody zabraknie. Z różnych przyczyn, czy to z powodu krótko- lub długotrwałej suszy, czy też w wyniku tak znaczącego pogorszenia się parametrów wody, że może ona zagrażać życiu i zdrowiu konsumentów jej samej lub też produktów wytworzonych z jej udziałem. Im mniej wody, tym mniejsze rozcieńczenie szkodliwych czynników biologicznych, chemicznych i fizycznych, w tym radioaktywnych. Jest zupełnie oczywiste, że im mniej wody, tym bardziej stężenie zanieczyszczeń pochodzenia przyrodniczego, komunalnego i przemysłowego osiąga poziomy przekraczające wydolność stacji uzdatniania wody. Każdy proces technologiczny ma przecież ściśle sprecyzowane warunki efektywności i jeżeli woda pobierania do uzdatnienia jest za brudna, nie można oczekiwać, że do wodociągów trafi woda spełniająca wymagania sanitarne. W celu ochrony zasobów wody, będących coraz cenniejszym skarbem każdego narodu, należy starannie zinwentaryzować i – tam gdzie to możliwe - wyeliminować wszystkie źródła zanieczyszczeń wód powierzchniowych i podziemnych. Jeśli tego się nie uczyni, pozostaje czekać na opłakane skutki własnych zaniedbań. 
Z uwagi na złożoność zagadnienia, daleko wykraczającą poza możliwość indywidualnej obserwacji, dla wykazania związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy skażeniem wody a utratą zdrowia i życia należy sięgnąć do wnioskowania epidemiologicznego.

W tym zakresie Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące jakości wody do picia, PIERWSZY DODATEK DO WYDANIA TRZECIEGO, Tom 1, Zalecenia, definiują referencyjny poziom ryzyka: „Opisy  “referencyjnego poziomu ryzyka” w odniesieniu do wody są zwykle wyrażane w terminach określonych następstw zdrowotnych – n. p. najwyższa częstość chorób biegunkowych lub zapadalności na raka lub maksymalna częstość zakażeń (ale niekoniecznie chorób) wywołanych określonym czynnikiem chorobotwórczym. Istnieje szereg związanych z wodą chorób o rozmaitej ciężkości, włącznie z ostrymi, opóźnionymi i przewlekłymi następstwami zarówno w postaci chorobowości jak i śmiertelności. Następstwa mogą być tak różnorodne jak problemy ujawniane po porodzie, rak, cholera, czerwonka, zakaźne zapalenie wątroby, robaki jelitowe, fluoroza szkieletu, dur brzuszny i zespół Guillain-Barré. Decyzje co do pogodzenia się z ryzykiem są bardzo skomplikowane i wymagają uwzględnienia rozmaitych wymiarów ryzyka. W dodatku do wymiarów „obiektywnych”, jak prawdopodobieństwo, ciężkość i długość trwania skutku, pojawiają się ważne wymiary środowiskowe, społeczne, kulturowe, ekonomiczne i polityczne, które odgrywają ważną rolę w podejmowaniu decyzji.

W tych procesach ważną rolę odgrywają negocjacje, a każda sytuacja może przynieść zupełnie wyjątkowe zakończenie. Niezależnie od złożoności decyzji co do ryzyka istnieje zapotrzebowanie na podstawowe definicje ryzyka dającego się znieść (ang. tolerable risk - ryzyko które jest akceptowane społecznie w określonym miejscu, czasie i sytuacji,  n.p. ze względu na duże koszty redukcji ryzyka) w celu opracowania Wytycznych dotyczących jakości wody do picia i jako punkt wyjścia dla podejmowania decyzji w określonych sytuacjach.
Referencyjny poziom ryzyka pozwala porównać ze sobą choroby związane z wodą i zapewnić jednolite podejście do postępowania z każdym zagrożeniem. Dla potrzeb obecnych Wytycznych referencyjny poziom ryzyka jest wykorzystany dla szerokiego zrównoważenia poziomów ochrony, na które można sobie pozwolić w przypadku toksycznych chemikaliów z jednej strony, a z drugiej - mikrobiologicznych czynników chorobotwórczych. W tym celu brane są pod uwagę tylko zdrowotne następstwa chorób wodnopochodnych.
Referencyjny poziom ryzyka wynosi 10-6 lat skorygowanych niepełnosprawnością (DALY – Disability Adjusted Life Years - lata życia skorygowane niepełnosprawnością. Jest to wskaźnik lat życia przeżytych w niepełnosprawności i czasu straconego na skutek przedwczesnej śmierci) na osobę na rok, co jest odpowiednikiem w przybliżeniu nadmiernego ryzyka raka w skali całego życia 10-5 (t. j. 1 dodatkowy przypadek raka na 100 000 mieszkańców spożywających przez całe życie wodę pitną zawierającą substancje w stężeniu normowanym przez Wytyczne). Dla czynników chorobotwórczych wywołujących wodniste biegunki z niska śmiertelnością chorych (n. p. 1 na 100 000) referencyjny poziom ryzyka będzie odpowiednikiem 1/1000 corocznego ryzyka choroby dla pojedynczej osoby (około 1/10 w skali całego życia). 

Referencyjny poziom ryzyka może być adaptowany do miejscowych okoliczności na bazie podejścia polegającego na zbilansowaniu ryzyka i korzyści. W szczególności należy policzyć tę część obciążenia jakąś chorobą, którą prawdopodobnie można przypisać wodzie pitnej. Ustalenia priorytetów zdrowia publicznego powinny zwykle wskazać na te główne czynniki, które wpływają na sytuację i z którymi przede wszystkim trzeba się uporać, uwzględniając koszty i oddziaływanie potencjalnych interwencji. Tu jest także uzasadnienie leżące u podstaw stopniowego rozwoju i stosowania standardów. Użycie DALY dla ustalenia referencyjnego poziomu ryzyka jest podejściem nowym i rozwijającym się. Szczególnym wyzwaniem jest zdefiniowanie skutków dla zdrowia ludzi związanych z ekspozycją chemikaliów nieprogowych.”

Kto nie chce paść ofiarą negocjacji, w których nikt go nie pyta o zdanie, musi zaopatrzyć się w domowe urządzenie doczyszczania wody wodociągowej.

Należy jednoznacznie stwierdzić, że  informacja o jakości zdrowotnej wody jest konsumentom nadal  nieudostępniana.

Po siedmiu miesiącach kompromitującego braku regulacji produktu najbardziej masowego, a przy tym najbardziej niebezpiecznego, jakim jest woda z kranu, minister zdrowia w dniu 13. marca 2007r. podpisał rozporządzenie w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Przepisy rozporządzenia dokonują wdrożenia przepisów dyrektywy 98/83/EC z dnia 3 listopada 1998 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi.

Według tej dyrektywy konsumenci powinni być dokładnie i w odpowiedni sposób informowani o jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, o wszelkich odstępstwach przyznanych przez Państwo Członkowskie i o wszelkich czynnościach zaradczych podjętych przez właściwe władze; ponadto powinno się rozważyć zarówno potrzeby Komisji w zakresie technicznym i statystycznym, jak prawa każdej jednostki do uzyskania odpowiednich informacji dotyczących jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. W przypadku, gdy istnieje ryzyko, że woda objęta przepisami dyrektywy nie spełniałaby wartości parametrycznych, Państwa Członkowskie zapewniają, że zainteresowani konsumenci są należycie informowani i uzyskują poradę w odniesieniu do możliwych dodatkowych czynności zaradczych, jakie powinni podjąć. Niezależnie od tego czy wystąpi niepowodzenie w spełnieniu wartości parametrycznych, Państwa Członkowskie zapewniają, że zabroniona jest jakakolwiek dostawa wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, która stanowi potencjalne zagrożenie dla zdrowia ludzkiego bądź jej wykorzystanie jest ograniczone albo podejmowane są takie inne czynności niezbędne dla ochrony zdrowia ludzkiego. W takich przypadkach konsumenci są niezwłocznie o tym informowani oraz udzielane są im niezbędne porady. Państwa Członkowskie zapewniają, że w przypadku gdy czynności zaradcze są podejmowane, konsumenci są powiadamiani o nich z wyjątkiem przypadków, gdy właściwe władze uznają niezgodność z wartościami parametrycznymi za nieistotną. Państwa Członkowskie podejmują środki niezbędne w celu zapewnienia konsumentom dostępu do właściwej i aktualnej informacji w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia dnia 13 marca 2007r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi określa wymagania mikrobiologiczne, organoleptyczne, fizykochemiczne, oraz radiologiczne, które dotyczą wody pobieranej z urządzeń i instalacji wodociągowych, z indywidualnych ujęć wody zaopatrujących ponad 50 osób lub dostarczających więcej niż średnio 10 m szesc. wody na dobę, z indywidualnych ujęć wody, bez względu na ilość dostarczanej wody, jeżeli woda ta służy do działalności handlowej lub publicznej, z cystern lub zbiorników, ze zbiorników magazynujących wodę w środkach transportu lądowego, powietrznego lub wodnego oraz wprowadzanej do jednostkowych opakowań. Według zapisów paragrafu 20. konsumenci uzyskują informacje o jakości wody zgodnie z przepisami o dostępie do informacji publicznej. 

Informacja o jakości wody powinna zawierać: 
1) dane o przekroczeniach dopuszczalnych wartości parametrów jakości wody oraz związanych z nimi zagrożeniach zdrowotnych; 
2) dane o pogorszeniu jakości wody pod względem organoleptycznym; 
3) informacje o możliwości poprawy jakości wody przy użyciu środków dostępnych dla konsumentów; 
4) informacje o planowanych przez przedsiębiorstwo wodociągowo – kanalizacyjne przedsięwzięciach naprawczych i harmonogramach ich realizacji; 
5) zalecenia mające na celu minimalizację zagrożenia dla zdrowia ludzkiego. 

Ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej głosi, iż każdemu przysługuje  prawo dostępu do informacji publicznej, a od osoby wykonującej prawo do informacji publicznej nie wolno żądać wykazania interesu prawnego lub faktycznego. Prawo do informacji publicznej obejmuje uprawnienia do uzyskania informacji publicznej, w tym uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego,  uprawnienia do wglądu do dokumentów urzędowych oraz uprawnienie do niezwłocznego uzyskania informacji publicznej zawierającej aktualną wiedzę o sprawach publicznych. Udostępnianie informacji publicznych następuje w drodze ogłaszania informacji publicznych, w tym dokumentów urzędowych, w Biuletynie Informacji Publicznej dostępnym poprzez stronę internetową  http://www.bip.gov.pl i pochodne. Informacja publiczna, która nie została udostępniona w Biuletynie Informacji Publicznej, jest udostępniana na wniosek, przy czym ta informacja publiczna, która może być niezwłocznie udostępniona, jest udostępniana w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku. Informacja publiczna może być udostępniana w drodze wyłożenia lub wywieszenia w miejscach ogólnie dostępnych, a także przez zainstalowane w tych miejscach urządzenia umożliwiającego zapoznanie się z tą informacją. Podmiot udostępniający informację publiczną jest obowiązany zapewnić możliwość kopiowania informacji publicznej albo jej wydruk lub przesłania informacji publicznej albo przeniesienia jej na odpowiedni, powszechnie stosowany nośnik informacji. Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni informację, nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku. Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w sposób i w formie zgodnych z wnioskiem, chyba że środki techniczne, którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku. Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w sposób lub w formie określonych we wniosku, podmiot obowiązany do udostępnienia powiadamia pisemnie wnioskodawcę o przyczynach braku możliwości udostępnienia informacji zgodnie z wnioskiem i wskazuje, w jaki sposób lub w jakiej formie informacja może być udostępniona niezwłocznie. W takim przypadku, jeżeli w terminie 14 dni od powiadomienia wnioskodawca nie złoży wniosku o udostępnienie informacji w sposób lub w formie wskazanych w powiadomieniu, postępowanie o udostępnienie informacji umarza się.

Dostęp do informacji publicznej jest bezpłatny, ale jeżeli w wyniku udostępnienia informacji publicznej na wniosek podmiot obowiązany do udostępnienia ma ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w wysokości odpowiadającej tym kosztom. Podmiot ten w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty. Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia informacji albo wycofa wniosek.

Odmowa udostępnienia informacji publicznej oraz umorzenie postępowania o udostępnienie informacji przez organ władzy publicznej następują w drodze decyzji. Do tych decyzji stosuje się przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego, z tym że odwołanie od decyzji rozpoznaje się w terminie 14 dni, a uzasadnienie decyzji o odmowie udostępnienia informacji zawiera także imiona, nazwiska i funkcje osób, które zajęły stanowisko w toku postępowania o udostępnienie informacji.
 

dr Zbigniew Hałat 

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
www.halat.pl/stowarzyszenie.html
 

WODA Z KRANU


 

miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 6 (78) czerwiec 2008

Strona Hałata

NOWA ERA. ERA PODRÓBEK.

W ramach przygotowań do słynnego London Marathon zacne grono specjalistów pochyliło głowy nad problemem: numer 1: jak poprawić rekordy. W sporcie, jak w każdej gałęzi  biznesu, i to rodzącej złote jabłka, krążą te same soki, które ze zwykłych ludzi czynią potwory oddane za wzrostowi za wszelką cenę. Liczy się tylko wzrost osiągnięć, najlepiej skokowy. A tu okazuje się, że intensywny trening i optymalna (dla bicia rekordów, nie zdrowia) dieta zbliżyły sportowców do pułapu możliwości w 96%. Wobec tego specjaliści parający się inżynierią genetyczną zaproponowali zmienić genom człowieka i za pomocą dość prostej -  acz nieprzewidywalnej w skutkach - nowej technologii, podróbkom sportowców
• powiększyć serce
• zwiększyć liczbę erytrocytów
• zmniejszyć męczliwość mięśni
• poprawić gospodarkę węglowodanową

Pozostawiam wyobraźni czytelników inne pomysły wykorzystania biotechnologii nie tylko w rywalizacji sportowej, lecz także w konfliktach w szerokim zakresie - od międzynarodowych do małżeńskich. Każdy z etapów produkcji ludzkich mutantów o poprawionej jakości użytkowej jest już gotowy. Pożądane charakterystyki można zaczerpnąć ze świata roślin, zwierząt i ludzi, stworzyć dowolny organizm in vitro, wyhodować w wynajętej macicy, sklonować w nieoganiczonej liczbie identycznych kopii. Najprostszy z najprostszych zabieg w postaci zahamowania wychwytu serotoniny zapewni genetycznie modyfikowanej ludzkości powszechne zadowolenie, przebijając w tym zakresie żałosne próby jego dotychczasowego uzyskiwania poprzez wzloty w obszarze fizjologii, duchowości czy też kupowanie w formie leku Prozac. Będzie to niewątpliwie jeszcze większy tryumf nauki niż ten, który 8. sierpnia 1945 ogłosił DZIENNIK POLSKI zamieszczając pod winietą tytuł: Największy tryumf nauki! Pierwsza bomba atomowa spadła na Japonię”.
 

Początkowo na czepiających się wszystkiego przeciwników dalszego postępu można będzie nasłać genetycznie zmodyfikowanych agentów z trwale usuniętym sumieniem. Wolni od wszelkiej refleksji i tym bardziej agresywni oszczędzą dysponentom zbędnej fatygi i kompromitacji w razie niepowodzenia. Rozmieszczeni w rozmaitych instytucjach publicznych i redakcjach osiągną zamierzone przez swoich stwórców cele, skutecznie tłumiąc wszelki opór ciemnogrodu w stosunku do podróbek, z imitacją demokracji na czele. 

Obrócą w proch i na śmietnik historii wywiozą dwa filary zdrowia publicznego, jakimi są poszanowanie osoby ludzkiej i dobro wspólne. Już teraz rozpoznawanie, zapobieganie i zwalczanie zagrożeń godzących w zdrowie publiczne jest w stanie uwiądu. Outsourcing  i partnerstwo publiczno-prywatne, gdzie publikę reprezentuje jej przekupny przedstawiciel a prywatne interesy drobny kanciarz, wszechmogąca korporacja ponadnarodowa, albo ściśle narodowa, tyle że działająca na rzecz konkretnego obcego narodu, stają się falsyfikatami konstytucyjnego porządku. O zdrowiu wszystkich decyduje zarobek nielicznych. W sytuacjach kontrowersyjnych, w przypadku pojawienia się sporu co do tego czy coś szkodzi, czy też nie, ostateczną decyzję podejmują władze państwowe w oparciu o opinie naukowców. Opinie oparte o analizę tych samych materiałów, ba – nawet dowodów, mogą jednak skrajnie się różnić. Myli się ten, kto w celu rozstrzygnięcia dylematu: którą to z biegunowo różnych opinii należy wybrać, powoła trzeciego eksperta. Ten trzeci, dziesiąty, setny i tysięczny wcale nie musi mieć bezspornej racji. Jeszcze mniejszy sens ma powoływanie komitetów i komisji podejmujących rozstrzygnięcia sporów drogą głosowania. Czy można przegłosować, że białe jest czarne? Czy można podpisać się pod decyzją, że czarne jest białe? Oczywiście, że można. A za odpowiednim wynagrodzeniem, to i nawet trzeba. Dla wielu prominentów i ich zaplecza eksperckiego jest to tak oczywiste, że nawet nie warto tego ukrywać. Ale kiedyś do władzy przyjdą konkurenci, a jak zaczną grzebać to albo znajdą haka, albo go sfabrykują.  W tej sytuacji przed decydentem pojawia się widmo więziennej kraty. Czym by tu się zabezpieczyć przed posądzeniem o stronniczość w podejmowaniu decyzji? Przecież wystarczy krótka wzmianka w tych gazetach, programach telewizyjnych lub radiowych, które rządzą polskimi organami ścigania, aby decydent znalazł się za kratami, albo co najmniej w roli podejrzanego lub świadka zamienił dotychczasowy tryb życia z wyboru w niekończące się pasmo przesłuchań i rozpraw sądowych urozmaicanych dojazdami na wezwanie stawiennictwa pod groźbą kary. Na tym pożałowania godnym świecie nieraz bardzo trudno udowodnić, że nie jest się wielbłądem. Zbyt wielu uważa, że skłamać, poświadczyć nieprawdę można, a nawet trzeba, gdy da to konkretną korzyść. Za mało jest tych, którym nie wolno, choć można i trzeba. Nie wolno z powodu systemu wartości przynajmniej zbliżonego do Dekalogu, obowiązującego prawa, tego czy innego kodeksu etyki. Można i trzeba, ale nie wolno. Przekraczając granice tego co wolno, należy oczekiwać kary, której w żadnym razie nie zrównoważą korzyści uzyskane drogą zabronionego czynu. Kara spada też na krzewicieli zła, niesłusznie obwinionych przez sobie podobnych. Ten dobrze znany fenomen pożerania własnych dzieci przez zło relatywizmu jest stary jak ludzkość i prawdopodobnie od jej początków każdy, osiągając pewien wiek, dochodzi do przekonania, że jest coraz gorzej, a żyjąc jeszcze dłużej sam często widzi jak kończą się osobiste i grupowe kariery ludzi przekonanych, że im wszystko wolno. Nawet potężne szajki zwane obecnie partiami politycznymi spotyka zasłużona pogarda, a niekiedy kara. Zbyt rzadko jednak ujawniane są biznesowe powiązania partyjnych wodzów, pomniejszych prominentów i pozornie szarych członków z przedsiębiorcami rozmaitej skali: od światowych koncernów po małe firmy o lokalnym zasięgu. A jest co dokumentować i interpretować. Wszystko zaczyna się od kampanii wyborczych prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych. Postawić na kandydata i umieścić go w pożądanym organie decyzyjnym to inwestycja w kopalnię złota. 

Naród świadomy tego rodzaju zagrożeń nie wyczekuje biernie upadłości swojego państwa, a broni się, powołując odpowiednie instytucje. W Polsce, niestety, bez spodziewanego efektu. A wszystko tak ładnie wygląda na papierze. Instytucje są powołane, uprawnione, wyposażone i finansowane przez podatników mających prawo oczekiwać skutecznej pracy przynajmniej tych organów, których zadaniem jest obrona bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i jego porządku konstytucyjnego. Najszersze uprawnienia posiada w tym zakresie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Ustawa z dnia 24 maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu (Dz.U. 2002 nr 74 poz. 676 z p. zm.) w art. 5. wymienia zadania ABW, a wśród nich:
1) rozpoznawanie, zapobieganie i zwalczanie zagrożeń godzących w bezpieczeństwo
wewnętrzne państwa oraz jego porządek konstytucyjny, a w szczególności w suwerenność i międzynarodową pozycję, niepodległość i nienaruszalność jego terytorium, a także obronność państwa,
2) rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw w zakresie produkcji i obrotu towarami, technologiami i usługami o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa państwa,
Art. 9a. ustawy przewiduje, że środki finansowe, w wysokości 20% dochodów uzyskanych przez Skarb Państwa z tytułu przepadku rzeczy pochodzących z ujawnionych przez ABW przestępstw przeciwko mieniu oraz przestępstw skarbowych, przeznacza się na fundusz motywacyjny na nagrody dla funkcjonariuszy.
Przyznane ABW uprawnienia do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych lub dochodzeniowo-śledczych podlegają kontroli ze strony m.in. Prezydenta RP, Premiera, Parlamentu RP, Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich.
Nie wdając się w zawiłości innych dziedzin, jak np. sukcesy gospodarki, które z Polski uczyniły importera pasz dla zwierząt, cukru i węgla, kolonię obcych sieci handlowych i energetycznych, co oczywiście ma też niezwykle istotny wpływ na zdrowie publiczne, gdyż pogłębia ocean ubóstwa w naszym kraju, warto postawić pytanie dlaczego do obszaru bezpieczeństwa wewnętrznego państwa nie zalicza się bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Wszystkie narzędzia są oddane do dyspozycji funkcjonariuszy ABW. Co piąta złotówka też czeka.

dr Zbigniew Hałat 

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
www.halat.pl/stowarzyszenie.html

 


 

miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 5 (77) maj 2008

Strona Hałata

NASZ DOM BEZ KLAMEK

Mając za sobą rozliczenie rocznego haraczu, z pełnym zaufaniem do swojego zdrowego rozsądku chce się niekiedy skorzystać z pieniędzy zainwestowanych w obywatelski obowiązek. Lata spędzone w szkolnej ławie pozwalają czytać ze zrozumieniem, więc, aby dowiedzieć się, co przysługuje za pół roku pracy, z zapałem oddajemy się lekturze konstytucji, ustaw, rozporządzeń, zarządzeń, komunikatów, kodeksów, deklaracji, regulaminów, norm i wszelkich innych zasad regulujących stosunek obywatela do władzy i odwrotnie. Wszystko zgrabnie układa się w spójną całość. Jest prawo przestrzegane przez obywateli i władze publiczne, są przepisy wykonawcze egzekwowane przez służby nadzoru i kontroli, są niezawisłe sądy i trybunały, które stają po stronie pokrzywdzonej przez naruszenie prawa. Ponieważ sami prawa przestrzegamy i podatki co do grosza płacimy, mamy głębokie przekonanie, że to, co zapisane i zapłacone nam się po prostu należy. Nic bardziej błędnego! Czeka nas szok. Zderzenie z rzeczywistością najczęściej kończy się traumą trwale wpływającą na nasze zdrowie psychiczne. Jak ogień w suchym lesie szerzą się nerwice i depresje w następstwie zawiedzionych oczekiwań Polaków co do skuteczności aparatu państwa w rozwiązywaniu codziennych problemów. Co innego rozwiązania problemów odłożonych w czasie, w praktyce niesprawdzalne. Kiedy nad głową krąży „jaszczomb”, wiemy że za miliardy dolarów, kupiliśmy sobie niepodległość, a nie jakiś hałaśliwy złom, no chyba, że mieszkamy w Krzesinach. Z niezachwianą wiarą w czyste intencje elit, brniemy dalej i jesteśmy gotowi oddać nawet kilkumiesięczny zarobek na cel tak szczytny jak niezależność pod każdym względem, czy to polityczna, czy też energetyczna. Zagrożenia są jasno nakreślone przez polityków, więc bez oporu płacimy na tarczę antyrakietową i elektrownię atomową. Z poświęceniem bieżących wydatków na zwykłe przeżycie inwestujemy w świetlaną przyszłość. To nic, że jak dotychczas szczytem sukcesu w umacnianiu niezależności politycznej jest podpisanie oberkonstytucji, a w zabiegach o niezależność energetyczną – zalanie kopalń węgla. Chłopcy lubią bawić się bronią. W naszym domu bez klamek to psychiatra przybiera pozę Napoleona, ale nie potrafi dopilnować korpusu kolonialnego, który helikopterami atakuje świstaki w Wysokich Tatrach. Milionom ludzi w zamian za dostęp do leczenia nerwic, depresji, a nawet psychoz, rządząca partia chce dać do ręki broń palną. Przypomina się hasło ze stanu wojennego: pomóż partii i spałuj się sam.
Nic jednak nie zmąci naszego zaufania do ojców narodu. Nawet ich wzajemne oskarżenia o pomieszanie zmysłów. Jakże ciekawe propozycje lekarskich orzeczeń płyną z ust rzecznika rządzącej partii w stosunku do głowy państwa: alkoholizm, choroba Alzheimera, Parkinsona i inne modne choroby, które zdaniem dyżurnego diagnosty kraju łatwo rozpoznać, sięgając do zasobów naukowych kilku gazet. Wśród spin doktorów pałacu prezydenckiego ewidentnie brak psychiatry, stąd w rewanżu nie słychać o hebefrenii, charakteryzującej się zachowaniem wyzywającym, wesołkowatością, brakiem dystansu, dowcipkowaniem, atakami śmiechu bez powodu oraz ordynarną mową i gestykulacją. Niespójność i absurdalność zachowania, urojenia, które nie tworzą usystematyzowanej całości, składają się na złe rokowanie w tej postaci schizofrenii, zwanej zdezorganizowaną. Rozrywkowi hebefrenicy cieszą się popularnością w swoim młodzieżowym środowisku. Niezależnie od tła, którym bywa choroba, patologiczna cecha osobowości, czy też zwykły cynizm, pajacowaniu każdy polski polityk powie „yes, yes, yes”, bo to największa łyżka do konfitur. Najbardziej kabaretowym jednak pomysłem na odparcie oskarżeń o chorą głowę naszego państwa jest zapowiedź wydania komunikatu o stanie jej zdrowia. Natychmiastowa reakcja opinii publicznej z góry podważa wiarygodność wszelkich orzeczeń lekarskich dotyczących tak ważnej persony. Od pojawienia się przypadku pomroczności jasnej w rodzinie mędrca na miarę współczesnej Europy, ludzie dobrze wiedzą, że pod naciskiem władzy i/lub pieniądza, uprawniony lekarz podpisze się pod każdym zaświadczeniem wedle życzenia. O tym, że bumerang może wrócić, należało pomyśleć wcześniej i nie prowadzić do upodlenia zawodu zaufania publicznego. 
O zdrowie dygnitarzy martwią się wszyscy, niestety bez wzajemności. Wyjątkiem jest tu sam premier, który w trosce o zdrowie młodych Polaków zapowiedział w sejmowym expose zbudowanie w każdej gminie boiska ze sztuczną trawą. Jak obiecał, tak zrobi. Taż to prawdziwy cud! Raz położona sztuczna trawa jest pięknie zielona, równo przystrzyżona i wprost zaprasza do uprawiania sportu. A sport to zdrowie. Sztuczna trawa powstaje ze zmielonych opon samochodowych. Przekształcanie tych uciążliwych odpadów w pokrycie boisk sportowych zawiera uwielbianą przez polityków nutkę popisowej odkrywczości: patrzcie, jak ja kocham ekologię i sport, jak ja to umiem pogodzić. Wolnego. Nie dajmy się ponieść fantazjom. Eksperymenty z organizmami genetycznie modyfikowanymi i biopaliwami, które doprowadziły do głodu na świecie aż nadto wystarczą do otrzeźwienia. Badania przeprowadzone  w 2007. przez  Environment & Human Health, Inc. (EHHI) z North Haven w stanie Connecticut, wykazały w sąsiedztwie boisk ze sztuczną trawą skażenie wód podziemnych takimi samymi substancjami chemicznymi, jakie stwierdza się w wyniku oddziaływani składowisk opon. Wskazano na poważne zagrożenia zdrowia ludzi związane z użytkowaniem sztucznej trawy: ostre i przewlekłe oddziaływanie drażniące na płuca, oczy i skórę oraz podkreślono konieczność dalszych badań nad oddziaływaniem połlotnych chemikaliów na nerki, układ hormonalny, nerwowy, krążenia, odpornościowy, oceną wpływu na rozwój i potencjał rakotwórczy. W sztucznej trawie powstałej ze zmielonych opon wykryto arsen, aceton, kadm, chrom, kobalt, wanad i ołów. New England Journal of Medicine z 2005r. przedstawia badania, które wykazały, że w kontakcie ze sztuczną trawą łatwo dochodzi do zakażenia gronkowcem złocistym opornym na metycylinę. Boisko pokryte naturalną trawą bez trudu samo unieszkodliwi krew, pot i ślinę. Sztuczną trawę trzeba odkazić, zmyć detergentem i wytrzeć. Rozgrzewające się w upale do 70 st. C plastikowe powierzchnie nie tylko sprzyjają namnażaniu się zarazków, ale też emitują produkty rozpadu tworzyw sztucznych wchodzących w skład sztucznej trawy, jak: poliamid, ang. polyamide (nylon) – PA, polipropylen, ang. polypropylene – PP i poli(tereftalan etylenu), ang. poly(ethylene terephthalate)  - PET. Wygląda na to, że rządowy program „Orlik” wylągł się w gnieździe „Orlenu” i przyczyni się do zasypania na wieki Polski gumą i plastikiem za pieniądze, które to nam, właśnie nam, są odbierane w postaci podatków. Wymiana sztucznej trawy co 8 – 12 lat, to kolejne obok azbestu masowe obciążenie już od dawna przepełnionych wysypisk odpadów szkodliwych dla środowiska. 
Miłośnikom Monsanto polecam uwadze fakt, że właśnie temu koncernowi ludzkość zawdzięcza pierwszą namiastkę trawy, zwaną Astroturf, która pokryła płytę stadionu w stanie Indiana już w 1967r. Od tamtej pory wścibscy prześladowcy koncernu, który dał światu takie dobrodziejstwa, jak polichlorowane bifenyle, aspartam, napalm i organizmy genetycznie modyfikowane, pomawiają sztuczną trawę o wywoływanie niezliczonych chorób ostrych, przewlekłych i pojawiających się u potomstwa użytkowników. Zaślepienie wrogów nowoczesności doprowadziło nawet do zamknięcia dwóch stadionów w stanie New Jersey, gdzie odpowiednik naszego san-epidu stwierdził, że sztuczna trawa jest źródłem nieoczekiwanie wysokich poziomów ołowiu, dziesięciokrotnie przekraczających dopuszczalne skażenie gleby na terenach poprzemysłowych. Dochodzenie w sprawie zagrożenia zdrowia ołowiem uwalniającym się ze sztucznej trawy rozpoczęła we wszystkich stanach USA Amerykańska Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich. Doprawdy, o co ten cały krzyk? A ciężar ołowiu to się nie liczy? Ociężałość umysłowa objawiająca się mniej lub bardziej dyskretnymi zaburzeniami komunikacji i nieprowokowaną agresywnością pozwala przekroczyć najwyższe progi w naszym domu bez klamek, zająć najbardziej wygodne fotele w parlamencie.
W spisku przeciwko sztucznej trawie uczestniczą nawet jej wieloletni użytkownicy. Opublikowany w 2007r, raport National Football League Players Association stwierdza, że wyraźna większość amerykańskich sportowców negatywnie ocenia sztuczną trawę, gdyż jest ona powodem częstych urazów i skraca sportową karierę.
28. października 2007r., na trzy tygodnie przed expose premiera Donalda Tuska, New York Times opublikował artykuł rozpoczynający się od narzekań pani Patrycji Taylor. Mama dwunastoletniego syna miała już dość sproszkowanej sztucznej trawy roznoszonej po domu z ubrania i włosów młodego piłkarza. Podkreślając, że jej zadaniem jest chronić syna, pani Taylor uznała, że skoro są dowody na uwalnianie się gazów ze sztucznej trawy, nie będzie narażać swojego dziecka, dopóki nie pojawią się dowody, że takie boiska są bezpieczne. Prof. Philip Landrigan, pediatra zajmujący się medycyną prewencyjną, poparł żądanie moratorium na budowę nowych boisk ze sztuczną trawą i zaproponował badania skóry, krwi i moczu dzieci przed i po zajęciach na boisku pokrytym sztuczną trawą.
Pomysł zasłania Polski sztuczną trawą to idée fix wybrańców narodu. Do jego ojcostwa przyznają się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Zarzucają swoim konkurentom Plagiat i Spowolnienie w realizacji genialnego pomysłu.

dr Zbigniew Hałat 

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
www.halat.pl/stowarzyszenie.html


 

miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 4 (76) kwiecień 2008

Strona Hałata

RAK Z KUFLA PIWA

Pracując na równiku, nieraz słyszałem plotki o ludziach dorosłych, którzy nie wiedzą od czego zachodzi się w ciążę. Po prostu ciąża pojawia się i już. Znany tam jako daktari Sarati (w miejscowym języku łatwo dochodziło do wymiany głoski „l” na „r” i „h” na „s”, a przyrostek „i” podkreślał nienaszość) przyjmowałem po sto osób dziennie, u których gołym okiem i za pomocą mikroskopu mogłem stwierdzić jedną z chorób z ciążą mających wiele wspólnego, jeśli chodzi o drogę powstania, a więc wenerycznych. Bardziej ambitni pacjenci nawet potrafili wytypować źródło zakażenia. W końcu nie tylko wszystkie dzieci są nasze. Choroby też. Zwłaszcza weneryczne. 

Tuż aż się prosi cytat z klasyka. „Kto ma pecha, ten jest chory. Dymisja wiceministra zdrowia za list, który wywołał skandal” to tytuł, pod którym dziennik Rzeczpospolita upamiętnił wiekopomną myśl wiceministra zdrowia w rządzie Marka Belki. Pan Rafał Niżankowski, wysyłając 30. sierpnia 2004r. do komisarza ds. zdrowia i ochrony konsumentów polskie stanowisko w sprawie nowej unijnej strategii zmierzającej do zapewnienia zdrowia wszystkim, napisał: "Jestem przeciwny terminowi dobre zdrowie dla wszystkich. Niektórzy nie chcą być zdrowi, by lepiej odgrywać swoje role społeczne. Inni nie mają odpowiednich genów albo zwyczajnie nie mają szczęścia". Dodał, że niechęć budzi w nim już samo hasło "zdrowie dla wszystkich", bo kojarzy mu się z epoką komunizmu. Na polski dokument zareagowała Bruksela. - Ten list był sprzeczny ze stanowiskiem rządu - zapewniał wczoraj [2. grudnia 2004r.] minister zdrowia Marek Balicki. - Jesteśmy za równym dostępem do służby zdrowia wszystkich pacjentów. Premier zapowiedział, że Niżankowski zostanie zdymisjonowany.” Ech, łezka w oku się kręci. To były czasy! Lewica potrafiła stanąć w obronie tych, co nie chcą dobrego zdrowia, tych z bardzo złymi genami i tych, co mają pecha. Dzisiaj, po czterech latach od przystąpienia do Unii Europejskiej okazuje się, że wytykane Polakom bardzo złe geny połączone z permanentnym pechem, odbierają nam szanse na przeżycie. Dorośli, nawet dzieci, umierają z powodu braku dostępu do lekarza, ewakuacja i likwidacja oddziałów szpitalnych szokuje już tylko bezpośrednie ofiary kompletnej dezorganizacji opieki zdrowotnej, a w pierwszym podsumowaniu zakończonej fiaskiem psychoterapeutycznej sesji pod nazwą „Biały Szczyt”, pan Marek Safjan był łaskaw oznajmić, że za pieniądze wpłacane na Narodowy Fundusz Zdrowia i za podatki pomoc lekarska będzie udzielana tylko w uzasadnionych przypadkach. Należy przez to rozumieć, że kto sam nie potrafi postawić właściwej diagnozy, ten zapłaci karę za brak wiedzy medycznej. My nie gapy i już wysyłamy dzieci na medycynę, kupujemy najdroższe książki dla specjalistów i jeździmy na egzotyczne kongresy bardzo naukowe. To prędzej czy później się opłaci. Ktoś z rodziny ocaleje.
Jak właściwa diagnoza decyduje o powodzeniu terapii, tak trafna cena ryzyka zapewnia skuteczność systemów prewencji. Tu twórcy Załącznika do Uchwały Nr 90/2007 Rady Ministrów z dnia 15 maja 2007r. pod nazwą „Narodowy Program Zdrowia na lata 2007-2015”, włącznie ze wspomnianym autorem przekonania, iż kto ma pecha, ten jest chory, za Światową Organizacją Zdrowia powtarzają, że choroby i zaburzenia związane z alkoholem stanowią 10% globalnego obciążenia chorobami. A więc przyczyną przynajmniej co dziesiątej choroby nie jest pech a pijaństwo. Od powrotu PZPR do władzy w 1993r. głównym redaktorem Narodowego Programu Zdrowia jest niezwykle zasłużony dla oszałamiającej kariery pana Aleksandra Kwaśniewskiego dr. Krzysztof Kuszewski,, który w tych słowach podsumowuje dokonania towarzyszy na froncie walki z alkoholem: „W ostatnich latach konsumpcja alkoholu wysokoprocentowego w Polsce wzrosła, co było spowodowane głównie obniżeniem akcyzy na napoje spirytusowe w 2002 roku. W latach 2002-2004 nastąpił 15-procentowy wzrost konsumpcji rejestrowanej przez statystykę sprzedaży z ok. 7 do 8 l czystego alkoholu na jednego mieszkańca. Badania ankietowe zrealizowane na zlecenie PARPA pokazują, że w latach 2003-2005 konsumpcja zwiększyła się o 30%. Pociągnęło to za sobą szereg niekorzystnych zjawisk, takich jak wzrost przyjęć do izb wytrzeźwień, wzrost zanotowanych przypadków interwencji policyjnych w przypadkach przemocy domowej na tle alkoholu o 8% rocznie, wzrost liczby przypadków kierowania pojazdami pod wpływem alkoholu. Zaobserwowano również znaczący wzrost przyjęć do zakładów lecznictwa odwykowego; między 2003 a 2004 rokiem o 7,5 tys. wzrosła liczba pacjentów zakładów stacjonarnych i o 15 tys. liczba pacjentów zakładów ambulatoryjnych. (…) W referencyjnych latach 1994/95 spożycie rejestrowane wynosiło odpowiednio 6,5 i 6,3 litra etanolu na jednego mieszkańca i utrzymywało się w tych granicach do roku 2002. W roku 2003, w następstwie obniżki akcyzy na napoje spirytusowe, statystyki odnotowały 40% wzrost sprzedaży wódek. Wzrosła też o ponad 5% sprzedaż piwa. W rezultacie, konsumpcja rejestrowana zwiększyła się prawie o litr i po raz pierwszy od 15 lat przekroczyła poziom 7 litrów etanolu na jednego mieszkańca. Spożycie rzeczywiste, uwzględniające zarówno dane rejestrowane przez statystyki sprzedaży jak i te, które wymykają się z oficjalnych rejestrów w roku 2003, zbliżyło się ponownie do pułapu z lat 1995/96 a więc do 11 litrów etanolu na jednego mieszkańca. (…) Z badań prowadzonych regularnie przez CBOS w najstarszych klasach szkół średnich wynika, że odsetek młodych ludzi pijących piwo przynajmniej raz w miesiącu w roku 2003 zwiększył się w porównaniu z latami referencyjnymi z 60% do 85%, pijących wino z 41% do 56% a pijących wódkę z 47% do 71%. „ 
W pijanym widzie podejmowane są błędne decyzje. Według danych AC Nielsen w samym 2007r. spożycie piwa wzrosło o 10,6%, wina  - o 6,6%, a wódki - o 15%, Można mieć obawy graniczące z pewnością, że proweniencja niektórych osób stojących obecnie u steru nawy państwowej, zwłaszcza tych, których wrzask z tuby władzy jest najbardziej ordynarny, zapewni Polakom rychły powrót do rynsztoka, z którego mozolnie wydobywali się w latach 90. ubiegłego wieku. Szczególna rola przypada tu piwu, torującemu dzieciom drogę do pijaństwa i narkomanii, a przy tym fałszywie prezentowanemu jako mało szkodliwe. To reklamowe kłamstwo łatwo zdemaskować za pomocą danych z poniższej tabeli. 
 

Napój alkoholowy

Typowa moc
% obj.

Typowa
pojemnosć
kufla/kieliszka
mililitry

Waga alkoholu
gramy

Piwo 

3 - 6

500 

12 - 24

Mocne piwo

7 - 12

330 

19 - 32

Wino

6 - 22

125

6 - 22

Wódka

35 - 50

50

14 - 20

Likier

15 - 65

30

4 - 16

Maksymalna dzienna dawka alkoholu średnio u dorosłych mężczyzn wynosi 60 g, u kobiet - 20 g, przy czym przewlekłe zatrucie z objawami uszkodzenia wątroby i mózgu na czele u wielu osób może pojawić się przy dawkach znacznie niższych i bardzo wcześnie. Zero tolerancji dla spożycia alkoholu podczas ciąży i karmienia piersią chroni dziecko przed trwałym uszkodzeniem, czy to w formie dyskretnych zmian psychosomatycznych, czy też w postaci plejady ciężkich chorób i niepełnosprawności. Zabici i ranni w wypadkach drogowych, są łatwo rozpoznawani jako ofiary zamroczenia alkoholem, co nie oznacza, że ich liczba jest większa od liczby ofiar „cichych”, w szczególności dzieci spłodzonych w upojeniu alkoholowym, bądź też ludzi zapadających na bezobjawowe zakażenia i choroby weneryczne, w tym wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, HIV/AIDS, prowadzące do bezpłodności chlamydiozę i rzeżączkę, a do raka szyjki macicy – wirusy brodawczaka ludzkiego. Wymaga przypomnienia, zwłaszcza wśród młodzieży odurzającej się piwem, stary slogan oświaty zdrowotnej – ALKOHOL STRĘCZYCIELEM CHORÓB WENERYCZNYCH.

Autorzy Narodowego Programu Zdrowia na lata 2007-2012 tradycyjnie nie dostrzegli udziału innych niż tytoń czynników rakotwórczych w wysokiej fali epidemii raka, która zbiera obfite żniwo także wśród osób poniżej 60 r. ż. (w roku 2005 nowotwór złośliwy był przyczyną zgonu 23 947 osób poniżej 60 r. ż., a udział zgonów na raka wśród wszystkich zgonów poniżej 65 r. ż. osiągnął 28,2%).  Na początku 2005r. The Lancet opublikował artykuł pt. „Alkohol a zdrowie publiczne” zawierający ranking głównych zabójców ludzkości: nadciśnienie tętnicze – 4,4%, tytoń – 4,1%, alkohol – 4,0%. Ryzyko raka przypisane alkoholowi oszacowano zależnie od lokalizacji - od 37% w przypadku raka przełyku u mężczyzn do 7% raka piersi u kobiet. Alkohol jest też przyczyną 32% przypadków marskości wątroby. W cywilizowanym świecie artykuł wywołał poważną debatę publiczną.

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) od dawna uznaje alkohol etylowy za bezsporny czynnik rakotwórczy (monografie z roku 1988 i 2007). Opublikowany z końcem 2007r. Drugi Raport Światowego Funduszu Badań nad Rakiem i Amerykańskiego Instytutu Badań nad Rakiem p.t. „Żywność, Żywienie, Aktywność Fizyczna i Prewencja Raka w Perspektywie Globalnej” uwzględnił liczne badania epidemiologiczne dotyczące związku pomiędzy spożywaniem napojów alkoholowych a rakiem o różnej lokalizacji. Siłę dowodów na ryzyko raka jamy ustnej, gardła i krtani, przełyku, jelita grubego u mężczyzn oraz raka piersi u kobiet w następstwie spożywania napojów alkoholowych, panel badaczy uznał za przekonującą. Siłę dowodów na ryzyko raka wątroby oraz jelita grubego u kobiet w następstwie spożywania napojów alkoholowych panel badaczy uznał za prawdopodobną. W oparciu o bezsporne dowody z badań epidemiologicznych zalecono ograniczyć spożycie alkoholu przez osoby pijące napoje alkoholowe do nie więcej niż dwóch porcji dziennie dla mężczyzn i jednej porcji dziennie dla kobiet. Jedna porcja zawiera ok. 10 – 15 gramów alkoholu etylowego. Spośród wszystkich chorób układu krążenia jedynie prawdopodobny efekt ochronny przed chorobą wieńcową serca daje medyczne postawy dopuszczenia alkoholu do spożycia w powyższych dawkach dziennych, przy czym osoby, które piją napoje alkoholowe, mogą to robić tylko podczas posiłków. Gdyby nie to, ze względu na dowiedzioną rakotwórczość alkoholu, dla populacji generalnej wyznaczony byłby taki sam próg bezpieczeństwa jak dla kobiet w ciąży i dzieci -  zero tolerancji. Dla alkoholu jako prawdopodobnej przyczyny raka wątroby dawki progowej nie ustalono, rakiem zagraża nawet najmniejsza jego ilość. 

Rak wątroby z reguły jest następstwem marskości wątroby wywołanej czy to wirusami, czy też substancjami chemicznymi. Już umiarkowane ilości alkoholu zwiększają ilości RNA wirusa zapalenia wątroby typu C krążącego we krwi jego nosicieli, z definicji bezobjawowych. Zakażenie wirusem wzw typu C występuje u 3% populacji świata, jest wyższe w krajach rozwiniętych, w 80% przechodzi w postać przewlekłą, z czego 15 – 20% przekształca się w marskość wątroby, a ta zaś u 1 - 4% na rok prowadzi do raka wątroby. Alkohol działa jako rozpuszczalnik ułatwiający penetrację do komórek innych kancerogenów, w szczególności pochodzących z dymu tytoniowego, żywności i napojów. Zaburza procesy syntezy, naprawy i metylacji DNA. Za czynnik rakotwórczy uznaje się aldehyd octowy powstający w wyniku metabolizmu alkoholu. Bakterie zasiedlające jelito grube charakteryzują się wysoką aktywnością dehydrogenazy, która utleniając alkohol w ścianie jelita prowadzi do pojawienia się w niej aldehydu octowego na poziomie 1 000 razy wyższym niż we krwi. Zanim będzie za późno, nie wolno przeoczyć obecności krwi w stolcu, ani zlekceważyć zmiany rytmu wypróżnień u osoby z dotychczasowym prawidłowym rytmem. Pijący alkohol muszą pamiętać, że cofanie się treści żołądkowej 40-krotnie zwiększa ryzyko raka przełyku. Reszta w ręku lekarzy.

dr Zbigniew Hałat 

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
www.halat.pl/stowarzyszenie.html

Medycyna i prawo a alkohol


 
 

miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 3 (75) marzec 2008

Strona Hałata

Pij, pij, aż ci szczęka odpadnie

Kiedy już się nie wie, co zrobić z nadmiarem gotówki, łatwo sięgnąć po gadżety reklamowane w dziale zdrowie i uroda. Zanim wyjdą na jaw odłożone w czasie niemiłe skutki szarlatańskiego pomysłu, jego sprzedawca potrafi stworzyć rozbudowany system akwizycji, podparty przez „naukawe” autorytety i sprzedajnych ekspertów od spraw wszelkich… 

Ach, pani profesor! Och, panie docencie! – niesie się głośnym echem po konferencyjnych salach i telewizyjnych studiach, oddając szczery zachwyt luminarzy nauki nad postępem medycyny w służbie zdrowia i urody. Jak tu nie wierzyć autorytetom, dopingowanym głębokimi przemyśleniami gwiazd estrady, sportu, polityki i dziennikarstwa. Ponieważ cena niezależnej opinii celebreties może przekraczać możliwości budżetu promocyjnego, product placement znakomicie demokratyzuje dostęp do ukrytej reklamy, wprawdzie nielegalnej, ale powszechnie praktykowanej. Z pozoru niewinna i pełna troski rozmowa w studio telewizyjnym zapewnia nadawcy miłość widzów o miękkich serduszkach i grubą kasę od zleceniodawcy. Tak było, jest i będzie dopóki kryptoreklama nie znajdzie finału w sądzie, bowiem w odróżnieniu od reklamy, za treść której redakcja nie odpowiada, za skutki krypciochy redakcja odpowiada jak najbardziej. 

Na co umrzesz?

Choć nieproszony, pozwolę sobie udzielić przyjacielskiej rady właścicielom środków masowego przekazu: zacznijcie odkładać na odszkodowania za współudział w sprawstwie. Czy to osoba poszkodowana, czy też nieutulona w żalu rodzina, prędzej czy później zgłosi się po waszą część zysków z nielegalnego reklamowania produktu zagrażającego zdrowiu i życiu, bądź też osiągniętych w wyniku zaprzeczania istnieniu ryzyka dla zdrowia i życia. W Polsce to raczej później, zważywszy na niewyobrażalny na tle dorobku cywilizacji w XXI w. dialog zamieszczony na łamach tygodnika „Przekrój” 17. stycznia 2008 r. Z red. Piotrem Najsztubem rozmawia przewodniczący Komisji Zdrowia Sejmu bieżącej kadencji dr Bolesław Piecha, ginekolog:
„Red. Najsztub: …Panie pośle, panie doktorze, czytał pan wyniki jakichś długofalowych, wnikliwych badań na temat skutków tak zwanego biernego palenia?
Dr Piecha: Takich nie było.
(…)
Red. Najsztub: Pozwoli pan, że panu przypalę.
Dr Piecha: Dziękuję! (tu poseł się zaciąga) Na wycinkowe badania powoływać się można. I pierwszą sprawą jest oczywiście cała masa chorób krążenia, które przypisuje się papierosom jako jednemu z głównych czynników.”

W 2002 r. grupa ekspertów zawodowo zajmujących się tematem pod egidą Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC) należącej do Światowej Organizacji Zdrowia ustaliła, że istnieje statystycznie istotny i spójny związek między ryzykiem raka płuca u osób niepalących a narażeniem na dym tytoniowy pochodzący od ich palących małżonków. Gdy pali mąż, żona ponosi 20% większe ryzyko raka płuca, niż małżonka niepalącego. Dym żon jest jeszcze bardziej trujący dla niepalących mężów – dodatkowe ryzyko raka płuca wynosi u nich 30%. Z kolei dodatkowe ryzyko raka płuca u pracowników narażonych na dym tytoniowy w miejscu pracy wyliczono na 12-19%. Średnie stężenie dymu tytoniowego w domach palaczy i w miejscach pracy, gdzie wolno palić, mieści się w granicach 2-10 mikrogramów na metr sześcienny powietrza, a główne substancje rakotwórcze dymu tytoniowego to: benzen, 1,3-butadien, benzo[a]piren i 4-(metylonitrozamino)-1-(3-pyridyl)-1-butanon. Z tych powodów IARC zaliczyła wdychany przez osoby niepalące dym tytoniowy w środowisku do kategorii czynników rakotwórczych dla człowieka, czyli do grupy 1.

W 2004 r. w Polsce z powodu raka płuca zmarło 16 565 mężczyzn (1/3 wszystkich zgonów z powodu raka u mężczyzn) i 4 641 kobiet (1/8 wszystkich zgonów z powodu raka u kobiet). Dwie osoby na pięć zmarłych na raka płuca nie osiągnęły 65. roku życia. Polska ze standaryzowanym współczynnikiem umieralności 66,7 na 100 000 ludności zajmuje najwyższą niechlubną pozycję spośród 33 państw, które dotychczas przekazały do WHO dane dotyczące zgonów mężczyzn na raka płuca w 2004 r. W Wielkiej Brytanii ten sam współczynnik jest niemal o połowę niższy i wynosi 34,7.

Klub naprawy poprawy urody

Swojego czasu minister zdrowia wykurzał mnie skutecznie z narad kierownictwa ministerstwa zdrowia. Kłęby dymu wypełniały nawet sekretariat ministra, a zaniepokojeni interesanci chcieli wzywać straż pożarną. Dym tytoniowy osobom odpowiedzialnym za zdrowie publiczne w Polsce niezmiennie nie pozwala dostrzec opinii powszechnie szanowanych. Prof. Konrad Jamrozik w 2005 r. na łamach prestiżowego British Medical Journal (BMJ) stwierdził, że dym tytoniowy w środowisku pracy odbiera życie co najmniej dwóm pracownikom na dzień pracy, razem 617 w ciągu roku, w tym 54 pracownikom obsługi gości, a palenie w domu w ciągu roku zabija 2 700 osób w wieku 20-64 lat i 8 000 osób powyżej 64. roku życia. Narażenie na dym tytoniowy w pracy składa się na 1/5 wszystkich zgonów osób narażonych na dym tytoniowy w środowisku i na połowę zgonów pracowników obsługi gości. Wdychanie cudzego dymu tytoniowego miało doprowadzić do 1 372 zgonów na raka płuca, 5 239 zgonów z powodu choroby niedokrwiennej serca i 4 074 zgonów w następstwie udaru mózgu. Warto przenieść te oszacowania na nasze podwórko. W Polsce odsetek palących mężczyzn spadł z 64% w latach 70. ubiegłego wieku do 40% w latach 2000-2004, odsetek palących kobiet w tym czasie wzrósł z 21% do 25%. W Wielkiej Brytanii odsetek palących w latach 2000-2004 szacuje się na 27% wśród mężczyzn i 24% wśród kobiet. Ludność Polski w 2005 r. to 38,2 mln, Wielkiej Brytanii – 60,2 mln. Mając wszystkie dane, każdy z proporcji może sobie wyliczyć, na co umrą Polacy zmuszani do filtrowania cudzego dymu tytoniowego i w razie potrzeby przedstawić swoje oszacowania w sądzie. 

Zanim palacze i niepalące ofiary dymu tytoniowego pożegnają się z zadymionym światem, z przerażeniem obejrzą w lustrze postępujące zniszczenie skóry twarzy pod wpływem dymu tytoniowego. Tych, których na to stać, niewątpliwie skusi reklama i kryptoreklama zastrzyków Botoxu – jadu kiełbasianego porażającego mięśnie mimiczne twarzy. Wiele osób, dla których stosowanie Botoxu stało się rutyną na równi z goleniem – odpowiednio do płci – twarzy lub nóg, zbliża się do ideału piękna reprezentowanego przez Michaela Jacksona i Nicole Kidman, a opartego o unieruchomienie mimiki na stałe. Uśmiech smutnego Arlekina można jednak skorygować operacyjnie. Medycyna w służbie zdrowia i urody jakże owocnie dla siebie samej dysponuje ofertą adresowaną do także do tych, którym Botox spowodował opadanie powiek. Zabieg nosi nazwę plastyki powiek (blefaroplastyka) i o jego skuteczności może zaświadczyć sam George Clooney. Za bagatelne 1 000 euro można wejść do elitarnego klubu naprawy poprawy urody. 

Woda naturalnie uranowa

Według niektórych opinii sprawa jest jeszcze bardziej prosta. Wystarczy napromieniować się do syta i odzyskać piękno, młodość i jurność. Do dzisiaj woda radioaktywna uznawana jest za tworzywo uzdrowiskowe o wartościach leczniczych, które miałoby leczyć wiele chorób, w tym poprzez podnoszenie poziomu hormonów płciowych. Skoro jest lekiem, nie może równocześnie nadawać się do powszechnego spożycia, a zwłaszcza przez kobiety w ciąży, dzieci i młodzież oraz osoby cierpiące na choroby, w których poziom estrogenów i androgenów decyduje o przeżyciu, jak rak piersi czy prostaty. To samo z inhalacjami w dawnych kopalniach uranu. Ciekawe, czy racje medycyny wieku rozwojowego i epidemiologii raka uchronią kobiety i ich nienarodzone jeszcze dzieci przed pracą w kopalniach. Kierując się zasadą równouprawnienia, Komisja Europejska stara się wymusić wykreślenie prac pod ziemią we wszystkich kopalniach z wykazu prac wzbronionych kobietom. To dalszy postęp myśli prawdziwie europejskiej. Jeszcze w 2003 r. opublikowany pod szyldem Unii Europejskiej „Europejski kodeks walki z nowotworami złośliwymi” nie pozostawia wątpliwości, że to badania na górnikach zawodowo narażonych na wysokie stężenia radonu w powietrzu dostarczyły przekonujących dowodów, że radon wywołuje raka płuca. Ekstrapolacja danych z tych badań pozwala stwierdzić, że radon jest drugą po paleniu papierosów najważniejszą przyczyną zachorowania na raka płuca w ogólnej populacji oraz że większość spowodowanych radonem raków płuca występuje u palaczy lub byłych palaczy. Wnioski te potwierdzają wyniki uzyskane bezpośrednio, tj. w badaniach nad ryzykiem zachorowania na raka płuca u osób narażonych na radon w budynkach mieszkalnych.(…). Budując nowy dom można zazwyczaj kosztem niewielkich nakładów zabezpieczyć wnętrze przed nadmiernym stężeniem radonu. W budynkach istniejących ograniczenie wnikania radonu jest na ogół również możliwe. Zabezpieczenie przed radonem będzie przynosić największe skutki zdrowotne szczególnie u osób palących. Myśl ta znajduje udokumentowanie w artykule opublikowanym w 2004 r. w BMJ: radon w mieszkaniach jest przyczyną 9% przypadków raka płuc, 2% wszystkich przypadków raka w Europie. Dla osób przebywających w mieszkaniach, w których stężenie radonu przekracza poziomy wcześniej uznawane za nieszkodliwe, tj. 100 Bq/m? (bekereli na metr sześcienny) palenie tytoniu i/lub przebywanie w dymie tytoniowym stwarza poważne ryzyko zachorowania na raka płuc. Ryzyko palących 15-25 papierosów dziennie jest 25,8 (21,3 do 31,2) razy wyższe w porównaniu z nigdy nie palącymi. 

I pomyśleć, że głównym zmartwieniem niektórych mieszkańców Karpacza, jest zakopiańska architektura domów pięknie zdobiących podnóże Śnieżki, a nie troska o zdrowie swoich dzieci, własne i turystów. Po odkręceniu kranu z wodą zawierającą radon kabina prysznicowa, łazienka i kuchnia zamienia się w komorę gazową, w której radioaktywność kilkadziesiąt razy przekracza dopuszczalne wartości. Państwowy Zakład Higieny stwierdził, że większość ujęć wód na terenie Pogórza Karkonoskiego pobiera do zasilania wodociągów wody podziemne, które wykazują znaczą koncentrację radonu. Zakres obserwowanych stężeń wynosił od 87,5 Bq/l do 818,1 Bq/l. Zaopatrzenie Karpacza w wodę pochodzi zarówno z ujęć powierzchniowych o niskim stężeniu radonu (poniżej 10 Bq/l) oraz z ujęć podziemnych (głębinowych) o wysokim stężeniu radonu (do 541,0 Bq/l). Stężenie radonu w wodzie ze studni indywidualnych było podobne do stężenia radonu w wodzie pochodzącej z ujęć głębinowych. Radon jest jednym z produktów rozpadu uranu. Według Państwowego Instytutu Geologicznego koncentracje uranu w warstwie powierzchniowej w Polsce wahają się w granicach od 0 do 13,3 g/tonę. Prawie całe Sudety charakteryzuje wartość powyżej 2 g/tonę, w bloku karkonosko-izerskim – 3-5 g/tonę, w pojedynczych punktach ponad 13 g/tonę. Wody pobrane z tamtejszych podziemnych ujęć z reguły zawierają radon, który ulatuje w powietrze, ale też izotopy radu 226Ra i 228Ra. Podobnie wody karpackie, co wykazały badania Państwowego Instytutu Górniczego opublikowane w 2000 r. Im woda wyżej zmineralizowana, tym więcej izotopów radu. 

W przedwojennej Ameryce woda wzbogacona radem była hitem rynkowym, na którym zbił fortunę niejaki William J. A. Bailey, fałszywy lekarz wyrzucony już z college’u. Twierdził, że opatentowany przez niego Radithor leczy wiele chorób poprzez stymulację hormonalną. Współpracującym lekarzom oferował 17% rabatu za receptę na każdą dawkę wody z radem. Do czasu. Prawie 1 400 butelek Radithoru wypił sławny przemysłowiec, sportowiec i playboy Eben McBurney Byers, zanim nagromadzony w kościach rad doprowadził do ich licznych złamań, a nawet ubytków kości czaszki i szczęki. Zmarł w 1932 r. żegnany tytułem w Wall Street Journal „Zanim mu szczęka odpadła, woda z radem działała świetnie”.

dr Zbigniew Hałat 

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
www.halat.pl/stowarzyszenie.html

RAD I RADON


 

miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 1  (72)  styczeń 2008
Strona Hałata

POŻEGNANIE Z MIĘSEM

Drogę od średniowiecznej łaciny carnem levare, przez ludowe carne vale, do naszego karnawału łatwo rozpoznać, trudniej wytłumaczyć przyczynę, dla której Polacy słowo to odnoszą do całego okresu zapustów, zamiast do ostatniej jego części – mięsopustów. 

Przedstawiane jako sukces przywrócenie eksportu mięsa do Rosji wpłynie na wzrost cen w kraju, co może doprowadzić do niekontrolowanych erupcji gniewu ludu o przełomowych skutkach znanych z nie tak dawnej przeszłości. Historia PRLu roi się od wiekopomnych wydarzeń, w których   „niesprawiedliwa” dostępność  mięsa była zapalnikiem beczki prochu, może dlatego, że przemawiała do wyobraźni każdego zwykłego zjadacza mięsa i pozwalała tłumnie oprotestować narodowe krzywdy zamaskowane wstydliwie ukrywanym dzisiaj  hasłem „socjalizm - tak, wypaczenia - nie”.  Za wypaczenia w planowej gospodarce mięsem orzekano i wykonywano wyroki śmierci. Obalanie światowego systemu komunistycznego zaczęło się od wykrycia prawdziwej zawartości puszek, których wywóz do ZSRR udaremnili lubelscy kolejarze , bo przyspawali wagony do torów. W puszkach nie było farby, jak głosiły etykiety. Była szynka. W Polsce Ludowej dostępna tylko w sklepach za żółtymi firankami dla ważnych partyjniaków i zbrojnego ramienia partii – MO, ZOMO itp. Zwykły obywatel PRLu mógł kupić szynkę za dolary w Peweksie w niebotycznej na ówczesne warunki cenie, albo szukać zaopatrzenia na wsi, wchodząc w tajniki  świniobicia i innych rodzajów uboju podwórkowego, porcjowania, paczkowania i wreszcie zamrażania w cieszących się wielkim wzięciem zamrażarkach domowych. Wycyzelowanej precyzji i totalnej klapy systemu kartek na mięso nie wymyśliłby nawet George Orwell. Po co zresztą sięgać po fikcję literacką, skoro twórca i nadzorca systemu kartkowego PRL jest liderem jednej z czterech frakcji Sejmu obecnej kadencji i zapewne chętnie podzieli się wspomnieniami z młodzieżą, z racji wieku prawdziwie lewicową.

Znając przeszłość, można zrozumieć teraźniejszość. Płynące z niedawnej historii zbiorowe doświadczenie Polaków starannie wykorzystują światowe koncerny agrochemiczne, produkujące wszystko, co da się przerobić na mięso i produkty zwane mięsnymi, zwłaszcza pasze, antybiotyki, substancje dodatkowe i inne składniki pasz i gotowych wyrobów. Idylliczne obrazki z wiejskiej zagrody można jeszcze zobaczyć w elementarzu i w niedobitych globalizacją gospodarstwach rodzinnych. Prawdziwa wielkoprzemysłowa produkcja mięsa na masową skalę odbywa się w ogromnych halach fabrycznych. Nowoczesne fabryki mięsa przerabiają genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce. Zapisano juz tony twardych dysków o szkodliwym wpływie pasz złożonych z wynalazków inżynierii genetycznej na zdrowie i dobrostan zwierząt hodowlanych. Zresztą trudno mówić o dobrostanie w warunkach intensywnego tuczu, kiedy to z żywej istoty czyni sie precyzyjną maszynę do przetwarzania paszy na mięso, nabiał i podroby. Każdy mieszczuch, który miał jakiekolwiek zwierzę salonowe, dobrze wie, ze zwierzęta – tak samo jak ludzie – wyróżniają się odmiennymi charakterami i upodobaniami, nawet jeśli są rodzeństwem. W zmienności tkwi przecież potęga przyrody ożywionej. Dotyczy to również mieszkańców obory, chlewu i kurnika. Każdy wie, jak skończą, ale doceniamy ich indywidualność, choćby wołając do nich: Łaciata, Chrumka, czy Czubatka. Zwierzęta salonowe - psy i koty, to z reguły członkowie rodzin, zajmujący pozycję równorzędną, jeśli nie uprzywilejowaną w stosunku do reszty domowników. Wiem co mówię, bo mój Misio manipuluje mną równie sprawnie jak macha ogonem. 

Tymczasem od biologicznej maszyny hodowlanej wymaga się najwyższej osiągalnej sprawności, daleko przekraczającej najbardziej paskudne bariery chorej wyobraźni. Maksimum przyrostu masy przy minimum odchodów, minimum odpadów poubojowych, minimum energii na oświetlenie, wymianę powietrza oraz ogrzanie lub ochłodzenie, zależnie od temperatury na zewnątrz budynku. Tu święci tryumfy pomysłowość inżynierów genetycznych. Bawiąc się w małego pana boga, z zapałem tworzą nowe istoty na zamówienie. Za drogo kosztuje prąd na klimatyzacje brojlerni, usuwanie pierza i jego utylizacja? Proszę bardzo - mamy w ofercie kurczaka bez pierza. Z przegrzania nie padnie, skubać nie trzeba. A odpychający konsumentów czerwony kolor skóry da sie zamaskować w wyrobach gotowych do spożycia. Jeśli to nie wystarczy, można sięgnąć po sprawdzone autorytety, które w ramach pseudonaukowych kampanii zaświadczą, ze mięso mutantów jest lepsze, bo zdrowsze. 

Jeśli nie dojdzie do przełomu w ocenie konsumenckiej mięsa, a w warunkach polskich do jego detronizacji z pozycji króla stołu, problemy z produkcją mięsa będą tylko narastać. Pokoleniu ogłupionemu światem Harrego Pottera i jemu podobnymi wynaturzeniami wciśnie sie każdy kit, nawet najbardziej monstrualny. Wszelkie próby przemawiania do rozsądku i tak zawiodą. Wszak walkmany, wieże i "koncerty" ogłuszyły jak dotychczas 60% szóstoklasistów. Ci o zakupach mięsa zadecydują w przyszłości. 

A już teraz każdy podatnik w Unii Europejskiej składa się na przeogromne zyski koncernów agrochemicznych dopłacając do produkcji rolnej wprost, czyli płacąc po części za pasze i inne surowce fabryk mięsa, bądź pośrednio, np. w postaci rekompensat za wybite stada, utylizowaną padlinę i pasze i resztę ogromnych kosztów zwalczania np. ptasiej grypy.Dla sprzedawców paszy każde ognisko zarazy w hodowlach przemysłowych to okazja do co najmniej dwukrotnego zarobku, nie ma przecież znaczenia, czy wyhodowane zwierzęta będą zjedzone czy spalone, a im dłużej trwa spadek cen z powodu strachu konsumentów, tym więcej paszy zjedzą niechciane na rynku zwierzęta. Kolejne źródła zarobku na paszach to unijne lub krajowe dopłaty za spadek cen z powodu strachu konsumentów i do eksportu poza obszar celny Wspólnot Europejskich. Tego też Orwell by nie wymyślił. Państwo swoją siłą  wydziera podatnikom pieniądze, aby wydać je na surowce do fabryk mięsa. Co na to ludzie w potrzebie ratowania zdrowia i życia, którym odmówiono pomocy, tłumacząc się brakiem pieniędzy? Pewnie sami kupiliby sobie świadczenie medyczne, gdyby im nie zabrano pieniędzy z przeznaczeniem na pasze.

Należy podkreślić, że technologie nowe i najnowsze z pozoru korzystne dla wszystkich w rzeczywistości przerzucają obniżone koszty wytwarzania na chorujących konsumentów, potwornie cierpiące zwierzęta i masywnie skażone elementy środowiska - wodę, powietrze i glebę - tak w skali lokalnej, jak i globalnej. Praktyki hodowlane przekraczające wytrzymałość organizmów żywych oraz pojemność środowiska to przedsięwzięcia technologiczne budzące protesty bardziej cywilizowanych odłamów narodów świata, kierujących się ambicją wyższą niż chęć zysku za wszelką cenę oraz szacunkiem dla ludzi i przyrody. Silne lobby przemysłu mięsnego poprzez wpływ na ekspertów, ministrów i parlamentarzystów wyjątkowo dopuszcza do głosu argumenty naukowe i etyczne, które mogłyby obniżyć dynamikę wzrostu zysków ze sprzedaży produktów zwierzęcych. 

Gdyby było inaczej, rozwiązania kluczowego problemu naszych czasów, jakim jest emisja gazów cieplarnianych poszukiwanoby nie w proliferacji energii atomowej z jej ryzykiem produkcji i odpadów a w ograniczeniu hodowli. Wszak opublikowany w 2006r. raport Światowej Organizacji ds. Rolnictwa i Wyżywienia ONZ (United Nations Food and Agriculture Organisation – FAO) dowodzi, że hodowla generuje 18% emisji gazów cieplarnianych mierzonej jako ekwiwalent dwutlenku węgla, więcej niż wszystkie formy transportu łącznie.

Przemysł mięsny jest głównym odbiorcą produktów przemysłu agrochemicznego. Wpływy i możliwości sprawcze koncernów farmaceutycznych w znacznej mierze koncentrują się na ochronie interesów na rynku antybiotyków i hormonów wchodzących w skład pasz wytwarzanych w skali przemysłowej. Wystarczy wiedzieć, że to hodowla zużywa 90% produkowanych antybiotyków, a tylko reszta, a więc zaledwie 1/10 jest wykorzystywana na inne potrzeby, w tym do leczenia ludzi, na tyle skutecznego, na ile pozwala antybiotykooporność zakażeń bakteryjnych. Bogatą literaturę uzupełniającą czarny obraz wpływu fabryk mięsa na dewastację gwałtownie kurczących się zasobów wody, która mogłaby być przeznaczona do spożycia przez ludzi, uzupełnia artykuł zamieszczony w sierpniu 2007r. w „Applied and Environmental Microbiology”. Oto okazuje się, że geny antybiotykooporności zawarte w gnojowicy odciekającej do wód podziemnych nie tylko są w tych wodach łatwo wykrywalne, to jeszcze - znajdując nowych gospodarzy -  niektóre z nich mogą amplifikować się i w ten sposób niebezpiecznie zanieczyszczać  wody podziemne w zasięgu większym niż będące ich źródłem bakterie.

Zgubne oddziaływanie fabryk mięsa na zdrowie pracowników i okolicznych mieszkańców ma już bogatą literaturę, także w Polsce. Utylizacja odpadów zwierzęcych, zwłaszcza wysokiego ryzyka, jest jednym z podstawowych problemów naszego państwa, które niezależnie od publicznych wypowiedzi kolejnych ekip rządowych niezmiennie płaci za wykonane i niewykonane w tym zakresie zadania jednemu przedsiębiorstwu.Państwo ma problem z głowy i nie przygląda się zbyt dokładnie, co to przedsiębiorstwo robi z padliną, bo mogłoby się okazać, że politycy i urzędnicy musieliby sami się tym zająć z braku chętnych do wykonania tak karkołomnego zlecenia.

Żegnając transporty mięsa na wschód nostalgicznym praszcziaj mjaso! pozostańmy w przekonaniu, że jest jak w PRLu, tylko zmienił się Wielki Brat. 
 
dr Zbigniew Hałat 

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
www.halat.pl/stowarzyszenie.html

The Humane Society of the United States 



Już wkrótce
 ranking zagrożeń zdrowia w Polsce
autorstwa dr. Zbigniewa Hałata - epidemiologa

ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE
CZASOPISMO RUCHU OCHRONY ZDROWIA
AKTUALIZOWANA WERSJA ELEKTRONICZNA


SALUS POPULI SUPREMA LEX ESTO (Cicero, De legibus)
DOBRO LUDU NIECHAJ BĘDZIE NAJWYŻSZYM PRAWEM
ZDROWIE NARODU NIECHAJ BĘDZIE NAJWYŻSZYM PRAWEM


MASZTY TELEFONII KOMÓRKOWEJ

CHOROBY ZAKAŹNE I ZAKAŻENIA

SEPSA

GRYPA H5N1

HIV/AIDS

ZABAWKI

 

 
 

Felieton, 1. lutego 2008r.

Nie godząc się na zło, można przed złem uciec, albo ze złem walczyć. Większość ludzi za zło uznaje nędzę i niewolę.  Nie widząc szans na poprawę swojego losu, kto może ucieka od nędzy i prześladowań religijnych, narodowych i wszelkich innych narzuconych przez rozmaite formy totalitaryzmu. Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do muru, wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni o przeżycie walczyć. 

Wrota do ucieczki otwarto szeroko. Pracowici, solidni, dobrze wychowani i wykształceni Polacy są potrzebni wszędzie. Ekonomiczni emigranci uciekli przynajmniej od narzuconej Polsce nędzy, realizując w istocie podstawowy punkt programu ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej poprzez wyludnienie położnego na wschód od Niemiec terytorium Unii Europejskiej.  

Są też tacy, którzy wyjechać nie mogli i jeszcze żyją, albo tacy, którzy wyjechać nie chcą. Nie chcą z wielu powodów. Na przykład tych, dla których Józef Ślimak trzymał się placówki. Warto przypomnieć sobie lektury szkolne, zanim zostaną zepchnięte do drugiego obiegu. Tych, co nie chcą lub nie mogą wyjechać, zostało w Polsce jeszcze kilkadziesiąt milionów. Części tej ogromnej rzeszy ludzi powodzi się dobrze. Według wyliczeń ministerstwa zdrowia 7% Polaków stać na kupno biletu za rzeczywisty dostęp do opieki zdrowotnej. Bilet miesięczny w cenie od 600 do 1 500 zł pozwoli wybrańcom losu korzystać bez kolejki ze świadczeń, na które złożą się składki wszystkich płacących na Narodowy Fundusz Zdrowia. Reszta będzie czekać w kolejce może i do śmierci z nieznanego, bo niezdiagnozowanego powodu. W karcie zgonu jako przyczyna bezpośrednia zgonu pojawi się „ostra niewydolność krążenia”, albo „niewydolność oddechowa”, bez informacji o przyczynie zgonu wyjściowej czy wtórnej.  W końcu każda śmierć to ustanie akcji serca i oddechu… Brak dostępu do świadczeń zdrowotnych opłacanych regularnie, przez całe pracowite życie, może mieć też – w cudzysłowie „dobre” strony. Na przykład pozwoli niedoszłym pacjentom uniknąć wirusa zapalenia wątroby typu B, typu C,  AIDS i szeregu innych zakażeń przenoszonych przez skażony sprzęt medyczny. 

O tym, że w wyniku planowanego dopiero uszczelnienia systemu opieki zdrowotnej szpitale i przychodnie musiałyby stosować sprzęt jednorazowego użytku powiedział do kamery publicznej telewizji 30. stycznia 2008r. pan Marek Balicki, lider LiD i poseł obecnej kadencji, w latach 1992-93 z ramienia lewego skrzydła Unii Wolności sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia kierowanym przez pana ministra Andrzeja Wojtyłę, potem minister zdrowia w rządach panów Leszka Millera i Marka Belki, w wolnych chwilach dyrektor szpitala w Ząbkach, Szpitala Bielańskiego, a ostatnio Wolskiego w Warszawie. Bezspornie kompetentne świadectwo pana posła Balickiego z wielu powodów musi zainteresować prokuraturę i liczne ofiary oszczędności na sprzęcie jednorazowego użytku, nie tylko w szpitalu w Ząbkach, Bielańskim i Wolskim. Wirusowego zapalenia wątroby typu C, pacjent nie uniknie za żadne pieniądze, jeśli szpital czy przychodnia lekceważy wymogi prawa sanitarnego. A do szpitala można trafić w następstwie narażenia na liczne szkodliwe czynniki w żywności, w wodzie z kranu lub studni, w powietrzu, przez władze lekceważone, gdyż od wielu lat zanika działalność kontrolna inspekcji pilnujących naszego zdrowia. Do tego ministerstwo środowiska informuje opinię publiczną, że nie jest w stanie dopilnować nielegalnego importu odpadów. Warto dodać, że Niemcy zwożą odpady szczególnie niebezpieczne z całego świata, celem spalenia w swoich - jak zapewniają – wysokosprawnych spalarniach, zaś do Francji mają trafić odpady radioaktywne z elektrowni atomowych Tajwanu. Wystarczy spojrzeć na góry importowanych opon wyrastające na polskich polach, aby zdać sobie sprawę z faktu, że ludzie doprowadzeni do nędzy chętnie przyjmą każdy zarobek, nie oglądając się na skutki doraźne, a tym bardziej rozciągnięte w czasie. Zwłaszcza tam, gdzie inspektorom egzekwowanie obowiązującego prawa wydaje się zajęciem niepotrzebnym, odrywającym od organizowania konferencji na dowolny temat lub udziału w kryptoreklamie połączonej z autoreklamą. Nielegalny import odpadów dołoży nam nieszczęść związanych z ich importem legalnym - w postaci wraków samochodowych. Ale tłem całego obrazu i tak pozostanie masowe zagrożenie azbestem lekceważone przez władze wszystkich opcji. 

Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do muru, wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni walczyć o przeżycie. Jak to zrobić? Wybrać posła, który nas obroni? Nie te czasy. Kiedyś owszem i to nawet w zaborze pruskim jeden śląski poseł Wojciech Korfanty potrafił wstrząsnąć systemem ówczesnej europejskiej opresji Polaków. Dzisiaj   brytyjski konserwatywny poseł do parlamentu europejskiego pan Daniel Hannan w wypowiedzi pt. „Despotyzm w parlamencie europejskim” w the Telegraph z 25. stycznia 2008r. w takich słowach odnosi się do sposobu w jaki dzień wcześniej przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poettering zamknął usta posłom domagającym się referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego, będącego w istocie Konstytucją Europejską: „Cała ta sprawa jest oburzająca. Mógłbym to porównać z nazistowskim Ermaechtigungsgesetz, Ustawą o uprawnieniu z 1933r., która pozwoliła Hitlerowi rządzić bez oglądania się na parlament i konstytucję.” Dalej poseł Hannan pisze „Ale tego nie zrobię, ponieważ a) byłoby to nieproporcjonalne i b) byłoby to okropnie niegrzeczne w stosunku do Hansa-Gerta [Poetteringa], który stracił ojca na wojnie i który, pomimo że zachowuje się w tej sytuacji w sposób bulwersujący, jest przyzwoitym człowiekiem i demokratą. Właśnie dlatego tak bardzo mnie rozczarował. Bardziej od innych powinien być świadomy zagrożeń wynikających z zagarnięcia uprawnień do stronniczego rozjeżdżania prawa buldożerem.” 

Prawo łamie nie tylko przewodniczący Parlamentu Europejskiego. A czym jest regularny atak na polskie prawo ze strony Komisji Europejskiej? Zdarzają  się interwencje uzasadnione, ale na pewno nie należą do nich próby zmuszenia Polski do zaakceptowania zagrożeń zdrowia ludzi, zwierząt i środowiska tylko dlatego, że wpływowe grupy interesu zagarnęły uprawnienia do rozjeżdżania polskiego prawa buldożerem.

O tym jak wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku mimo wszystko walczyć o przeżycie powiem już za tydzień. Kto zna melodię Franciszka Schuberta, niech się przez ten czas sam zastanawia, nucąc „Choć burza huczy wkoło nas, Do góry wznieśmy skroń!”
 


 
 

Szanowni Państwo,

Z wielkim zainteresowaniem a jednocześnie wielkim zaniepokojeniem obejrzałem program "Sprawa dla reportera" [1], w którym ludzie mieszkający w pobliżu linii elektroenergetycznej 110 kV informowali o zagrożeniu ich zdrowia i życia.

Wymieniono kilka osób, w tym dwie młode kobiety, które umarły na raka. Dwie inne młode kobiety musiały się wyprowadzić, jedna z nich czuła się fatalnie już po 15 minutach przebywania w pobliżu linii wysokiego napięcia. Z ekranu powiało grozą.

W podsumowaniu tego fragmentu redaktorka pani Elżbieta Jaworowicz zadała pytanie czy rzeczywiście istnieje taki związek między zachorowaniami na raka a zamieszkiwaniem w pobliżu linii. Pytanie zostało skierowane do dr. inż. Marka Szuby naukowca z Politechniki Wrocławskiej. Zdumiony zobaczyłem, jak w ostentacyjny sposób, zdejmując okulary i patrząc prosto w oczy pani redaktor, specjalista od spraw technicznych wypowiadał się na temat zdrowia, stwierdzając, że nie ma takiego związku.

Pan dr. inż. Marek Szuba jest autorem koncepcji całości opracowania "Linie i stacje elektroenergetyczne w środowisku człowieka" [2] wydanego na zlecenie PSE - Operator S.A.. Jego firma Biuro Konsultingowo-Inżynierskie "EKO-MARK" jest wydawcą tego opracowania z 2005 roku.
W Tabeli 3.1. "Ewolucja poglądów na temat ryzyka nowotworowego pól magnetycznych 50/60 Hz" z tego opracowania, na samym końcu, wymieniona jest opinia nternational Agency for Research on Cancer (IARC). W jednym z dwu punktów czytamy: "Pola magnetyczne 50/60 Hz są przypuszczalnym czynnikiem rakotwórczym dla ludzi (klasa 2B)".
Czyżby pan dr inż. Marek Szuba zapomniał o najważniejszej opinii z wydanego przez siebie opracowania ?
W pracy IARC [3] czytamy, że badania epidemiologiczne dały ograniczone świadectwo dwukrotnego wzrostu zachorowań na białaczkę dzieci dla niskich częstotliwości pola magnetycznego o wartości indukcji 0.4 µT i 1,7 krotny wzrost dla wartości indukcji pola magnetycznego równej 0.3 µT.
Dr. hab. n. med. Marek Zmyślony w swojej pracy [4] pisze: "Międzynarodowa Agencja Badań Nad Rakiem (IARC) uznała w 2002 r. pola magnetyczne zakresu ELF (3–3000 Hz) za przypuszczalnie rakotwórcze dla ludzi (grupa 2B) , czyli uznała, że istnieje ograniczony dowód działania rakotwórczego tych pól u ludzi przy braku wystarczającego dowodu rakotwórczości u zwierząt doświadczalnych.
Jak ten brak komentują naukowcy, którzy są zdecydowanymi przeciwnikami ekspozycji ludzi na pola elektromagnetyczne.
Pan prof. Denis Henshaw z Bristol University pisze, że nie ma u zwierząt modelu dla typu ostrej limfo blastycznej białaczki dziecięcej.
Z kolei prof. Ole Johannson z Karolinska Institute zwraca uwagę, że choroby te powstają w okresie długotrwałej 5-letniej ekspozycji na pole magnetyczne, a badania prowadzone są na szczurach, które żyją 2-3 lata. Uważa, że takie badania są bezsensowne.
Czy od 2002 roku kiedy zaklasyfikowano pole magnetyczne do grupy 2B czynników rakotwórczych wydarzyło się coś, co upoważniałoby dr inż. M. Szubę do stwierdzenia, że nie ma takiego związku?
Wręcz przeciwnie, zarówno Komitet Naukowy SCENiHR jak i Światowa Organizacja Zdrowia w swoich raportach z 2007 roku [5][6]  stwierdzają, że kolejne badania i przeglądy naukowe potwierdziły tą klasyfikację pola magnetycznego ELF jako czynnika przypuszczalnie rakotwórczego.
Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że inne zagrożenia takie jak: depresja, samobójstwa,  zaburzenia sercowo-naczyniowe, zaburzenia funkcji rozrodczych,  zaburzenia rozwoju, zaburzenia odporności, skutki neurobehawioralne i choroby neurodegeneracyjne, wymagają dalszych badań, a związek ich występowania z ekspozycją na pole elektromagnetyczne ELF jest słabszy niż dla białaczki dziecięcej.
Grupa słynnych, niezależnych od przemysłu,  naukowców w Rezolucji z Benevento (2006 r.)[7] zaleca budowanie linii elektroenergetycznych pod ziemią, w sąsiedztwie obszarów zaludnionych.
W tegorocznym raporcie[8]  naukowców z Bioinitiative Working Group, najwięksi specjaliści apelują o natychmiastową zmianę dopuszczalnych limitów pola magnetycznego na obszarach gdzie przebywają dzieci i kobiety w ciąży.
Wskazują na wartość  indukcji pola magnetycznego równą 0.1 µT co jest równoważne 0,08 A/m (A/m jednostka stosowana w Polsce) . W Polsce dopuszcza się w tej chwili (rozporządzenie Ministra Środowiska) zamieszkiwanie dzieci w polu magnetycznym o wartości 60 A/m, czyli 750 razy większym niż zalecają naukowcy z Bioinitiative Works Group.
W podobnej sytuacji znaleźli się bohaterowie reportażu "Sprawa dla reportera" [1].
To jeszcze nie wszystko.
Zalecane przez naukowców pole magnetyczne o wartości indukcji 0.1 µT  mierzone jest 100 - 300 metrów od linii najwyższych napięć.
Raport Drapera [9], który jest wynikiem badań naukowców z Oxfordu, wykonanych na zlecenie brytyjskiego rządu, wskazuje na związek pomiędzy białaczką dziecięcą
a zamieszkiwaniem w pobliżu linii nawet do 600m od niej.
W wynikach badań opisanych w Raporcie czytamy:
"...Wyniki powyższych badań stwierdzają, że w porównaniu z dziećmi, które mieszkały w odległości powyżej 600 m od przewodów w momencie narodzin, ryzyko zachorowalności na białaczkę wśród dzieci, które mieszkały w odległości do 200 m wynosiło 1.69 ; Ryzyko zachorowalności dzieci urodzonych i mieszkających w odległości 200 do 600 m wynosiło 1.23. Pojawiła się znaczna (P<001) tendencja odwrotności ryzyka w stosunku do odległości (im mniejszy dystans od przewodów wysokiego napięcia tym większe ryzyko zachorowalności). Badania nie wykazały związku odległości od przewodów  wysokiego napięcia od budynków mieszkalnych z zachorowalnością na inne nowotwory..."

Wyniki te wskazują, że poza polem elektromagnetycznym mogą istnieć również inne mechanizmy powodujące białaczkę dziecięcą.
Jedną z hipotez, przedstawionych przez prof. D. Henshaw, jest możliwy wpływ efektu "corona ions", występującego przy liniach wysokiego napięcia, nawet kilka kilometrów od niej.
Badania Lowenthal'a [10]  w Tasmanii pokazują, że u ludzi, którzy mieszkali w pobliżu (do 300 m) napowietrznej linii elektroenergetycznej przez pierwsze 5 lat swojego życia, wzrost zachorowań na białaczkę jest prawie 5-krotny.
Myślę, że są to wystarczające powody aby odpowiedzieć na apel naukowców z Bioinitiative Working Group o zmianę dopuszczalnych limitów pola elektromagnetycznego, na terenach gdzie przebywają dzieci i kobiety w ciąży..
Niedopuszczalne jest aby 30 metrów od linii najwyższych napięć, o wielokrotnie większym przesyle niż ta w reportażu, budowane było przedszkola i osiedla mieszkaniowe.
Niedopuszczalne jest aby linie o eksperymentalnych parametrach (np. 2x400 kV+2x220 kV) budowane były w środku osiedli mieszkaniowych.
Niedopuszczalne jest aby o limitach decydowali ludzie tak bardzo związani z energetyką jak dr. inż. Marek Szuba, członek Komisji Polskiego Towarzystwa Badań Radiacyjnych ds. Problemów Elektromagnetycznych, do której zadań należą:
1.   opracowanie propozycji zasad ochrony ludzi i środowiska przed oddziaływaniem PEM, adekwatnych do współczesnej oceny i zarządzania ryzykiem; 
2.   opracowywanie obiektywnych i opartych na podstawach naukowych opinii na temat oddziaływania PEM o częstotliwości 0-300 GHz na ludzi i środowisko w świetle aktualnego stanu wiedzy; 
3.   przygotowanie propozycji poziomów dopuszczalnej ekspozycji środowiskowej i zawodowej; 
4.   inicjowanie i popieranie badań naukowych z zakresu bioelektromagnetyzmu prowadzonych w Polsce; 
5.   współpraca z podobnymi komisjami i organizacjami na świecie, a zwłaszcza w krajach Unii Europejskiej, m.in. w celu przyszłej harmonizacji zasad ochrony przed oddziaływaniem PEM; 
6.   popularyzacja zagadnień dotyczących biologicznego działania  i ryzyka związanego z PEM. 

W Dolnej Saksonii wprowadzane jest w tej chwili prawo umożliwiające budowę linii 380 kV pod ziemią, jeśli jej trasa przebiega w odległości mniejszej niż 400 m od osiedli i 200 m od pojedynczych budynków.

W Polsce buduje się linię 2x400 kV + 2x220 kV dwadzieście kilka metrów od domów na osiedlach mieszkaniowych.

W Polsce, tak jak widać w reportażu [1], linię 110 kV buduje się nad domami, w dodatku nielegalnie.

Dzieje się tak bo o naszych przepisach chroniących zdrowie decydują ludzie związani z energetyką, zamiast niezależnych od przemysłu badaczy. 

z poważaniem

Krzysztof Kukliński, 5. grudnia 2007r.
www.kamionki.snap.pl

[1] "Sprawa dla reportera" TVP1 z 29.11.2007 r.
[2] Linie i stacje elektroenergetyczne w środowisku człowieka
[3] Monographs on the Evaluation of Carcinogenic Risks to Humans Volume 80 Non-Ionizing Radiation, 
Part 1: Static and Extremely Low-Frequency (ELF) Electric and Magnetic Fields. Summary of Data Reported and Evaluation
[4] Działanie Biologiczne i Skutki Zdrowotne Pól Elektromagnetycznych 
w Aspekcie Wymagań Raportów o Oddziaływaniu Przedsięwzięć Na Środowisko
[5] SCENIHR opinion on Possible effects of Electromagnetic Fields (EMF) on Human Health.
[6] "Electromagnetic fields and public health"
[7] Rezolucja z Benevento
[8] Raport Bioinitiative Working Group
[9] Childhood cancer in relation to distance from high voltage power lines in England and Wales.a case-control study.
[10] Residential exposure to electric power transmission lines a
nd risk of lymphoproliferative and myeloproliferative disorders: a case-control study.

Więcej
Subskrypcja
Aby otrzymywać sformułowane JEDNYM ZDANIEM informacje i opinie o zagrożeniach zdrowia, wystarczy wpisać poniżej swój e-mail i nacisnąć przycisk Wyślij
Wyślij
Alfabetyczny spis zawartości domeny halat.pl
A B C D E F G H I
J K L M N O P R S
T U W Z
Prosimy wybrać jedną z czterech opcji
  Czego się boisz?
choroby
biedy
innych nieszczęść
niczego
Głosuj
Formularz kontaktowy

Wyślij

 
Uwaga!

Klawiterapia,
za pomocą której od kilku dekad
dr Ferdynand Barbasiewicz, dermoneural-reflexology, clavitherapy practitioner
dr n. hum. Ferdynand Barbasiewicz
przywraca zdrowie
ciężko chorym  pacjentom
o postępującej niesprawności,
w przypadku osób
cierpiących na
stwardnienie rozsiane
(sclerosis multiplex, SM),
znajduje pełne
uzasadnienie medyczne
w odkryciu 
mechanizmu
 powstawania SM.

dr Paolo Zamboni, discoverer of the Chronic Cerebrospinal Venous Insufficiency
Prof. Paolo Zamboni,
z uniwersyteckiego
szpitala św. Anny,
w mieście Ferrara
we Włoszech
odkrył, że
przyczyną SM
jest przewlekła
niewydolność
żylna mózgowo-rdzeniowa
(Chronic Cerebrospinal
Venous Insufficiency, CCVI).

Złogi żelaza blokując
żyły szyjne i żyłę nieparzystą,
powodują wzrost ciśnienia żylnego
i  napływ nadmiaru krwi
do substancji szarej mózgu,
co skutkuje jej uszkodzeniem
z objawami SM.

Najnowsza dokumentacja
skuteczności leczenia:
Journal of Vascular Surgery
Volume 50, December 2009
J Vasc Surg. 2009;50:1348-1358
A prospective open-label study
of endovascular treatment
of chronic cerebrospinal
venous insufficiency

Paolo Zamboni (
zmp@unife.it ) et al.



Pod  wrażeniem odkryć
profesora Zamboni
i kierując się zdrowym rosądkiem
(porównaj: dr John Snow
ojciec epidemiologii
)
odbyłem  u dr. Barbasiewicza
szkolenie z zakresu tzw.
refleksologii skórno-nerwowej
- klawiterapii
(dermoneural reflexology,
clavitherapy),
i - odpowiadając na liczne pytania -
 swój stosunek do tej metody
przedstawiam poniżej.

Felieton, 18. grudnia 2009

Ostatni przed Wigilią Bożego Narodzenia 2009r. mój felieton z cyklu "Spróbuj pomyśleć" nie może zakłócać chrześcijańskiej atmosfery radosnego oczekiwania nawet w domach tych ludzi, którzy świadomie i umyślnie swoim bliźnim szkodzą, zamiast chronić ich przed parą nieszczęść budzących największy strach, jakimi są choroba i bieda.
Niechby zasiadając do wigilijnego stołu, śpiewając kolędy, ciesząc się ciepłem rodziny pod wspólnym dachem, choćby przez chwilę wspomnieli tych, którym to wszystko odebrali, tych, których skazali na bezrobocie i bezdomność, na chorobę, na brak nadziei na ulgę w cierpieniu, na przedwczesny zgon i pozostawienie osieroconych bliskich. Od wyrzutów sumienia, skruchy i zadośćuczynienia zaczęła się niejedna droga ku dobru własnemu i innych ludzi, i związku z tym życzmy wszelkich łask Bożych, z łaską przemiany na czele, przede wszystkim naszym prześladowcom. Życzmy szczerze, tak jak nas do tego zachęcał ks. Jerzy Popiełuszko słowami "Zło dobrem zwyciężaj". Polski męczennik wrogiej Bogu i ludziom dyktatury w tych trzech prostych słowach zawarł wielką prawdę o przewadze dobra nad złem i o zawodności posługiwania się bronią napastnika motywowanego złem. Siłą chrześcijan jest czynienie dobra, stąd i w odpowiedzi na atak zła nie powinniśmy stosować kontrataku zła a dokonać maksymalnego wysiłku wiary i intelektu, aby zło, choćby to najbardziej rozpanoszone, okrutne i bezczelne zło, dobrem pokonać.
Równocześnie musimy posługiwać się skutecznymi narzędziami nie gorzej niż napadający na nas napastnicy spod sztandarów zła. Gromadzenie i publikowanie dowodów, ich zgodne ze zdrowym rozsądkiem interpretowanie i zderzanie z argumentami przeciwnika, nawet jeśli nie odniesie natychmiastowego skutku, to przynajmniej zmodyfikuje jego działania, może doprowadzi do tego, że zło będzie mniejszym złem.
Z powyższych powodów o markach polskich na podstawie opublikowanego 10. grudnia b. r. raportu firmy Acropolis Advisory i dziennika "Rzeczpospolita" oraz opublikowanego również w grudniu b. r. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów raportu KONSUMENT NA RYNKU ARTYKUŁÓW ŻYWNOŚCIOWYCH (w świetle wyników kontroli produktów mlecznych, mięsnych, rybnych i miodu) opowiem w ostatnim dniu mijającego roku.
Dzisiaj, chciałbym Państwa zachęcić do rozmyślań w nadchodzącym tygodniu i rozmów przy świątecznym stole nie o brudzie tego świata a o jego czystości. Czysta przyroda, czysta woda, czysta żywność, czysta nauka, czysta medycyna, czysta polityka, czysta gospodarka, czysta..., czyli PROGRAM CZYSTA... SPRAWA od końca pierwszej dekady III tysiąclecia po n. Ch.
Czysta medycyna to Polska Medycyna Integracyjna. Tej sprawie warto poświęcić wiele uwagi, gdyż właśnie przygotowywany jej program na najbliższe lata może okazać się jedynym ratunkiem dla milionów ludzi w potrzebie. Dzisiaj, jako prezent pod choinkę, wraz z życzeniami wszelkich łask Bożych w Dniu Narodzenia Pańskiego dołączam do swojego głosu dwie wypowiedzi praktyków klawiterapii, w tym samego jej twórcy - dr. Ferdynanda Barbasiewicza z Nadarzyna pod Warszawą. (nagranie pod zapisz)

dr Zbigniew Hałat




Papież Benedykt  XVI
w sprawie nowych technik w rolnictwie
i biotechnologii

ENCYKLIKA
CARITAS IN VERITATE
OJCA ŚWIĘTEGO
BENEDYKTA XVI
DO BISKUPÓW
PREZBITERÓW I DIAKONÓW
DO OSÓB KONSEKROWANYCH
DO WIERNYCH ŚWIECKICH
I WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI
O INTEGRALNYM ROZWOJU LUDZKIM
W MIŁOŚCI I PRAWDZIE

29 czerwca 2009 r

tekst encykliki

27. W wielu ubogich krajach utrzymuje się i grozi pogłębieniem krańcowa niepewność życia, jako konsekwencja braku żywności: głód zbiera jeszcze wiele ofiar pośród tylu «Łazarzów», którym nie zezwala się, jak postulował Paweł VI, by zasiedli przy stole bogacza. Dać jeść głodnym (por. Mt 25, 35. 37. 42) to imperatyw etyczny dla Kościoła powszechnego, odpowiadający na nauczanie jego Założyciela, Pana Jezusa o solidarności i o dzieleniu się. Ponadto zlikwidowanie głodu w świecie stało się w epoce globalizacji celem, do którego trzeba dążyć, by ocalić pokój i stabilność planety. Głód zależy nie tyle od niewystarczających zasobów materialnych, ile raczej od niewystarczających zasobów społecznych, spośród których najważniejszy jest natury instytucjonalnej. To znaczy, brakuje struktury instytucji ekonomicznych, będących w stanie zarówno zagwarantować regularny i odpowiedni z punktu widzenia wyżywienia dostęp do pokarmu i wody, jak i stawić czoło pilnym sytuacjom związanym z pierwszymi potrzebami oraz prawdziwymi kryzysami żywnościowymi, spowodowanymi przez przyczyny naturalne lub nieodpowiedzialną politykę wewnętrzną i międzynarodową. Problemem niepewności jeśli chodzi zaopatrzenie w żywność należy się zająć w perspektywie długiego okresu, eliminując powodujące ją przyczyny strukturalne i promując rozwój rolnictwa w krajach ubogich przez inwestycje w infrastruktury obszarów wiejskich, w systemy nawadniania, w transport, w organizację rynków, w formację i upowszechnianie właściwych technik rolniczych, czyli zdolnych lepiej wykorzystać zasoby ludzkie, naturalne i społeczno-ekonomiczne w większym stopniu dostępne na poziomie lokalnym, tak by zagwarantować ich utrzymanie również przez długi okres. Wszystko to trzeba realizować włączając wspólnoty lokalne w wybory i decyzje odnoszące się do wykorzystania ziemi zdatnej do uprawy. W tej perspektywie mogłoby się okazać pożyteczne wzięcie pod uwagę nowych perspektyw, jakie się otwierają przed prawidłowym stosowaniem tradycyjnych technik produkcji rolniczej oraz nowych technik, zakładając, że po odpowiedniej weryfikacji zostały uznane za właściwe, szanujące środowisko i mające na względzie ludność znajdującą się w najbardziej niekorzystnej sytuacji.
(...)
75. Już Paweł VI uznał i wskazał na światowy horyzont kwestii społecznej. Idąc w ślad za nim tą drogą trzeba dzisiaj stwierdzić, że
kwestia społeczna stała się radykalnie kwestią antropologiczną w tym sensie, że zakłada ona nie tylko sposób poczęcia, ale również manipulowania życiem, coraz bardziej składanym w ręce człowieka przez biotechnologie. Zapłodnienie in vitro, badania na embrionach, możliwość klonowania i hybrydyzacji ludzkiej istoty rodzą się i szerzą w obecnej kulturze całkowitego braku zachwytu, która wierzy, że odkryła wszelkie tajemnice, ponieważ dotarła już do korzeni życia.Tutaj absolutyzm techniki znajduje swój najwyższy wyraz. W tego typu kulturze sumienie jest jedynie wezwane do przyjęcia do wiadomości czysto technicznej możliwości. Nie można jednak minimalizować niepokojących scenariuszy dla przyszłości człowieka oraz nowych potężnych narzędzi, które «kultura śmierci» ma do dyspozycji. Do szerzącej się tragicznej plagi aborcji można by dodać w przyszłości – ale już to jest podstępnie in nuce – systematyczne eugeniczne planowanie narodzin. Z drugiej strony dochodzi do głosu mens eutanasica, będąca przejawem nie mniejszego nadużycia w kwestii panowania nad życiem, które w pewnych warunkach uważane jest za niegodne, by je dalej przeżywać. Za tymi scenariuszami kryją się postawy kulturowe negujące godność ludzką. Ze swej strony praktyki te wzmacniają materialistyczną i mechanicystyczną koncepcję życia ludzkiego. Kto potrafi zmierzyć negatywne skutki tej mentalności dla rozwoju? Jakże się można dziwić obojętności wobec ludzkich sytuacji degradacji, jeśli obojętność charakteryzuje nawet naszą postawę w obliczu tego, co jest ludzkie i co nim nie jest? Zadziwia arbitralna selektywność wobec tego, co dzisiaj zostaje proponowane jako godne szacunku.  Wielu gotowych do gorszenia się z rzeczy marginalnych, wydaje się tolerować niesłychane niesprawiedliwości. Podczas gdy ubodzy pukają jeszcze do drzwi bogaczy, bogaty świat wydaje się nie słuchać już tych uderzeń do drzwi z powodu sumienia niezdolnego do rozpoznania tego, co ludzkie. Bóg odsłania człowieka człowiekowi; rozum i wiara współpracują w ukazywaniu mu dobra, byleby chciał je dostrzec; prawo naturalne, w którym jaśnieje blask stwórczego Rozumu, wskazuje na wielkość człowieka, ale również na jego nędzę, kiedy nie dostrzega on wezwania prawdy moralnej.
<> 

 
  
Felieton

27.  marca 2009r.

Rzecznik interesu narodowego polskiego potrzebny jest od zaraz. 

Każdy w swojej dziedzinie specjalności mógłby - gdyby chciał - być takim rzecznikiem.

Jednak w żadnym razie rzecznik interesu narodowego polskiego nie powinien  być w jakikolwiek sposób związany z dominującą partią polityczną lub jej przybudówką, n. p. pod postacią centrali związkowej, na tyle potulnej, aby jej oficjele mogli występować na wspólnej scenie teatru politycznej poprawności. Co potrafią obecni i byli luminarze establishmentu, wiemy już niemało, a w miarę ożywienia partyjnej walki, choćby o stołki w eurokołchozie, dowiemy się jeszcze więcej. W swoim podstawowym wymiarze walka ta jest po prostu kopią walki coca-coli z pepsi-colą. Pozorowany konflikt budzi zainteresowanie całym asortymentem oferty rynkowych gigantów i niszczy przy tym B-brandy. Wojowanie o pietruszkę odwraca też uwagę od rzeczywistych problemów. Cel niby ten sam: zysk za wszelką cenę. A jednak z małymi wyjątkami koncerny napojowe nie udają zbawców ludzkości, co najwyżej pojawiają się na liście ukochanych sponsorów organizacji pozarządowych, w tym ekologicznych, ślepych raz na jedno, raz na drugie oko. A jednak koncerny płacą mediom i partiom za reklamę, promocję i lobbowanie swoich interesów. Tymczasem politycy, mając gęby pełne frazesów, nie wykorzystują oddanych im przez naród narzędzi chronienia i rozwijania wspólnego dobra, za wysokie apanaże i rozległe przywileje co najwyżej wygłupiają się jak dzieci w przedszkolu, opowiadają facecje, stroją miny do kamery, to się naburmuszą, to spiorunują wzrokiem, to krzywo uśmiechną. Czy to jest poważne traktowanie wyborców? Mnie osobiście obraża błazeńska forma narracji, którą posługuje się wielu polityków niewyżytych w kabarecie. To jasne, że błazenada pod publiczkę jest ich sposobem zdobycia popularności, ale i oczywiste, że tak się zachowując, pokazują co naprawdę myślą o poziomie umysłowym wyborców i jak gardzą majestatem Rzeczypospolitej. Jeszcze do tego jeden z drugim potrafi powiedzieć, że najważniejsza jest popularność i daje do zrozumienia, że nikt nie przebije jego popularności, bo to on ma wpływy w takich czy innych środkach masowego przekazu. Ma bo je zawłaszczył, albo wyłudził, aby nie dopuścić do głosu konkurencji i jej poglądów niebezpiecznych dla rządzącej kasty. 

Każdy zawsze powie: „dajcie mi święty spokój, nie chcę słyszeć o żadnych problemach,  ta czy ten poseł, senator, minister, czy jeszcze inny prominent, to sympatyczna postać, ma poczucie humoru, nie marudzi i ładnie mówi.”

I z takimi opiniami na temat polityków dotarliśmy do obecnego etapu likwidacji Polski.

Dla zwycięzców skryty i wyjątkowo skuteczny Blitzkrieg to okazja to podziału niebywałych dzisiejszym świecie trafiejnych łupów. Ci mogą spokojnie eksploatować  odbierane Polakom przebogate zasoby naturalne. A i najemnikom należy się premia za dobrze wykonaną brudną robotę. Podobno w Polsce są trudności z zakupem sztabek złota. Wszystkie zostały już wykupione.

Jest też druga strona tej wojny. To przegrani, którym wkrótce na minimum przeżycia nie postanie nic innego jak sprzedaż własnej nerki. Oczywiście sprzedaż nielegalna. Kto jednak stwierdzi legalność bądź nielegalność działalności gospodarczej, w ramach  której pod dowolnym szyldem można poza wszelką kontrolą robić co się chce? 

W grudniu ubiegłego roku sejm jednomyślnie uchwalił, a w styczniu bieżącego roku prezydent podpisał, nowelizację ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Działalnością gospodarczą jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły. Zgodnie z nowym prawem, które weszło w życie w marcu 2009 r. organy kontroli zawiadamiają przedsiębiorcę o zamiarze wszczęcia kontroli. Kontrolę wszczyna się nie wcześniej niż po upływie 7 dni i nie później niż przed upływem 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli. Zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli nie dokonuje się, w przypadku zaistnienia wymienionych w znowelizowanej ustawie okoliczności, z których dwie odnoszą się szczególnie do działań na rzecz zdrowia publicznego wykonywanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną, a więc  gdy:

1) kontrola ma zostać przeprowadzona na podstawie bezpośrednio stosowanych przepisów powszechnie obowiązującego prawa wspólnotowego albo na  podstawie ratyfikowanej umowy międzynarodowej;
5) przeprowadzenie kontroli jest uzasadnione bezpośrednim zagrożeniem życia, zdrowia lub środowiska naturalnego;

Oczywiście, aby stwierdzić czy działalność gospodarcza powoduje bezpośrednie zagrożenie życia, zdrowia lub środowiska naturalnego należy kontrolę  przeprowadzić zanim jest już za późno i nie czekać, aż powiadomiony o terminie kontroli przedsiębiorca zwinie niebezpieczny interes i zatrze wszelkie jego ślady, mając do dyspozycji co najmniej tydzień. Przynależność do partyjnej szajki, czy lokalnego układu pozwala przedsiębiorcom unikać kontroli w nieskończoność. Według nowego prawa, jeżeli kontrola nie zostanie wszczęta w terminie 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia, wszczęcie kontroli wymaga ponownego zawiadomienia. 

Po latach anemizacji i paraliżowania Państwowej Inspekcji Sanitarnej grupa niezmiennie trzymająca władzę w mijającym dwudziestoleciu osiągnęła sukces w postaci ostatecznego rozwiązania problemu będącego solą w oku już w PRLu i definiowanego wtedy pod hasłem: „sanepid przeszkadza”.

Rzecznik interesu narodowego polskiego potrzebny jest od zaraz. Ktokolwiek zechce podjąć to zadanie w obszarze własnej specjalności, musi zacząć od przeglądu obowiązującego prawa i zaproponować w nim zmiany eliminujące zapisy sprzeczne z naszym interesem narodowym. Do publikacji proponowanych zmian i dyskusji nad nimi można wykorzystać najbardziej demokratyczny środek masowego komunikowania, jakim jest internet i te media ogólnodostępne, na których Polacy nigdy się nie zawiedli.

dr Zbigniew Hałat
 


 
Felieton

13.  marca 2009r.

Fałszywa trawa zagraża zdrowiu i środowisku. 
Do najbardziej niebezpiecznych domieszek sztucznej trawy należy ołów.
W czerwcu 2008r. władze sanitarne Stanów Zjednoczonych wydały zalecenia w sprawie badania sztucznej trawy i ograniczania potencjalnego narażenia na ołów.
Podniesiony alarm uwzględniał konieczność badania plastiku, w którym widać ubytki, odbarwienia, połamania i pył. W przypadku stwierdzenia, że pył sztucznej trawy zawiera więcej ołowiu niż 400 części na milion, czyli 400 mg/kg, nie wolno do boiska ze sztuczną trawą dopuszczać dzieci poniżej sześciu lat. Sztuczną murawę wykazującą cechy zużycia i pylenia należy wymienić przy najbliższej nadarzającej się sposobności. U dzieci należy prowadzić badania krwi na poziom ołowiu. 

Oto ogólne zalecenia władz sanitarnych USA w sprawie korzystania z powierzchni pokrytych sztuczną trawą:
1.     Zarządcy powierzchni pokrytych sztuczną trawą powinni podjąć czynności zmniejszające pylenie polegające na zmywaniu tych powierzchni wodą przed korzystaniem i po korzystaniu z boiska.
2.     Aby zabezpieczyć ludzi, zwłaszcza małe dzieci, należy postawić tablice ogłoszeniowe informujące, że:
a.      po zakończeniu gry na boisku jej uczestników należy nakłonić do intensywnego mycia rąk i całego ciała przez co najmniej 20 sekund, przy użyciu mydła i ciepłej wody
b.     ubrania używane na boisku należy zdjąć i obrócić zewnętrzną stroną do środka jak tylko to możliwe po zakończeniu korzystania z boiska, aby uniknąć zawleczenia pyłu do innych miejsc. Jeżeli nie ma możliwości zdjęcia ubrań, w samochodzie należy usiąść na dużym ręczniku lub kocu. Tak używane ręczniki i koce należy prać oddzielnie a buty używane na boiskach ze sztuczną trawą należy trzymać na zewnątrz domu.
c.     Nie wolno pozwolić na jedzenie na boiskach pokrytych sztuczną murawą
d.     Należy unikać skażenia pojemników na napoje pyłem i włóknami pochodzącymi z boiska. Kiedy się z nich nie pije, należy je zamknąć i trzymać w torbie, chłodziarce, lub w innym zamkniętym pojemniku na poboczu boiska.

Objawy zatrucia ołowiem są bardzo liczne. Ołów może uszkodzić wiele różnych narządów. Narażenie na nawet niewielkie dawki ołowiu może po pewnym czasie doprowadzić do uszkodzenia rozwoju umysłowego dzieci. Im wyższy poziom ołowiu we krwi, tym bardziej poważne problemy ze zdrowiem, takie jak:
-       obniżony iloraz inteligencji IQ
-       opóźnienie rozwoju
-       zaburzenia słuchu
-       zaburzenia zachowania i trudności skupienia uwagi
-       trudności w szkole
-       uszkodzenie nerek

 Do objawów zatrucia ołowiem należy:
-       drażliwość
-       zachowanie agresywne
-       brak apetytu i energii
-       zaburzenia snu
-       bóle głowy
-       obniżenie czucia
-       utrata postępów rozwojowych
-       niedokrwistość
-       zaparcia
Wyższe dawki ołowiu powodują bóle i kurcze brzucha, jeszcze wyższe – wymioty osłabienie mięśniowe, drgawki i śpiączkę.

dr Zbigniew Hałat
 


 
Felieton

10.  paździenika 2008r.

Gwałtowny sprzeciw zawsze budziło w Polsce nierówne traktowanie ludzi mających te same prawa. 

 Nie są w stanie tego zrozumieć mentalni spadkobiercy opartego o niewolnictwo Imperium Rzymskiego, którego granice sięgnęły zaledwie skrawków ziem Słowian Zachodnich. Także miłośnicy tradycji zaborczych i okupacyjnych cesarstw, rzesz i sojuzów nie mogą pojąć, jak to jest możliwe, że Polacy domagają się tych samych praw, które przysługują innym. To samo dotyczy obecnej naszej pozycji w Unii Europejskiej, której narzędzia nie są używane do roztrąbionego wyrównywania różnic a służą bezczelnej walce konkurencyjnej z resztkami polskiej własności w gospodarce, a wkrótce po tym – co oczywiste – będą bez pardonu wykorzystane do odebrania zubożałym Polakom zadłużonych nieruchomości. Do zadłużenia każdej rodziny łatwo doprowadzi choroba choćby jednego z jej członków. Stąd niezwykłej wagi dla bytu naszego narodu nabiera walka o konstytucyjny kształt opartego o zasadę solidaryzmu narodowego prawa do ochrony zdrowia.

Tymczasem dramatycznie nieporadne zarządzanie systemem ochrony zdrowia stanowi zdaniem winowajców argument na rzecz komercjalizacji, prywatyzacji czy innej formy zawłaszczenia wspólnego dobra przez nich samych. Tą samą metodą zawłaszczono w minionej dekadzie wielkie zakłady produkcyjne sławne w świecie polską marką, całe gałęzie gospodarki oddano w obce ręce lub po prostu zlikwidowano pod pozorem nieopłacalności. Za sztandarową aktywność w tym obszarze w postaci zatopienia  28 kopalń węgla nagrodą są europejskie posady, a nawet dożywotnie immunitety. Źle zarządzać, nie kontrolować, dopuścić do upadku i wtedy rozłożyć ręce: nooo, widzicie sami – tego bagna to już nie da się uratować! Po rękach musimy całować każdego, kto zechce przejąć te  nie wiadomo skąd narosłe zobowiązania, a przy okazji cały majątek – drogie budynki, atrakcyjne działki i niezwykle kosztowny sprzęt. A miejsca pracy? Nie ma problemu! Po pracownikach wkrótce nie będzie ani śladu, pójdą na bezrobocie, kto będzie mógł, wyjedzie w poszukiwaniu pracy, rozbije rodzinę, pozostawi za sobą eurosieroty. Nie warto byle czym się przejmować! 

A co z korzystającymi ze świadczeń zdrowotnych? Co z pacjentami? Pacjenci tym się różnią od klientów, że klient może zrezygnować z kupna jakiejś rzeczy lub usługi, kiedy go nie stać na zakup, a pacjent zrezygnować ze świadczenia zdrowotnego nie może, bo albo umrze, albo utrwali lub pogorszy zły stan swojego zdrowia. Będąc w tak krytycznej sytuacji sam pacjent lub jego rodzina będą gotowi sprzedać wszystko, łącznie z domem, ziemią, w najlepszym przypadku wziąć na leczenie kredyt hipoteczny, na wymuszonych nagłą potrzebą warunkach na tyle niekorzystnych, aby bank mógł bez zbędnych ceregieli zgarnąć mienie niewypłacalnego dłużnika. W stanach najwyższego napięcia emocji, kiedy np. zagrożone jest życie i zdrowie dziecka, rodzicom niezwykle łatwo przyjdzie zaakceptować propozycję pokrycia wydatków na kosztowne procedury lub leki złożoną przez przedstawiciela firmy, której statutowym celem jest zysk finansowy osiągany poprzez sprzedaż świadczeń zdrowotnych, a nie zapewnienie świadczeń zdrowotnych dla ludności. Powiązanie biznesowe, a nawet kapitałowe właściciela zakładu opieki zdrowotnej z firmami sprzedającymi leki i sprzęt medyczny jest opcją niezwykle atrakcyjną dla wszystkich stron. Dla wszystkich z wyjątkiem tej najsłabszej – pacjenta zdanego na łaskę i niełaskę systemu zaprojektowanego dla osiągania dochodów. Opowiadania o jakichś etycznych czy urzędowych gwarancjach bezpieczeństwa pacjenta w skomercjalizowanych - sprywatyzowanych  zakładach opieki zdrowotnej należy włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć opinie wybitnych polskich onkologów o wykrywalności raka przez lekarzy pierwszego kontaktu i unieważnione badania mammograficzne wykonane za pomocą wadliwego sprzętu. Narodowy Fundusz Zdrowia potrafi z kamienia wycisnąć dziesięcinę, zapłacić z niej krocie zastępom swoich urzędników, ale nie jest w stanie wysłać ich na kontrolę w teren, aby przyjrzeli się wołającej o pomstę do nieba poniewierce płatników. Nadzór ministra zdrowia nad Narodowym Funduszem Zdrowia jest notorycznie nieskuteczny i twardej ręki potrzebnej do sprawowania nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem dziesiątków miliardów złotych na zaspokojenie podstawowych potrzeb społecznych nie zastąpią teatralne przedstawienia przed kamerami, skoro ludzie płacą za rzetelne świadczenia zdrowotne a nie za polityczną hucpę. 

Upadek ochrony zdrowia to w przekonaniu obecnie rządzących  argument na rzecz komercjalizacji – prywatyzacji. To już zakrawa na kpinę z wyborców. Każdy z płatników Narodowego Funduszu Zdrowia ma prawo spytać jako wyborca: co triumfatorzy ostatnich wyborów zrobili, aby ochronę zdrowia naprawić, zanim doszli do przekonania, że trzeba mieć problem z głowy i po prostu wylać dziecko z kąpielą.

dr Zbigniew Hałat

POLITYKA ZDROWOTNA
MINISTRA ZDROWIA


 
Felieton

13.  czerwca 2008r.

Zarządzanie ryzykiem zdrowotnym nie może pomijać żadnego z czynników uznanych za zagrożenie zdrowia. Uznanych przez specjalistów w zakresie medycyny a nie ekonomii, inżynierii, rolnictwa, socjologii, marketingu, reklamy i szeregu innych, niezwykle ważnych obszarów wiedzy, bez których ludzkość obecnie nie może się obejść. Pilnuj szewcze kopyta, chciałoby się rzec, podziwiając wywody inżynierów rozmaitych branż, którzy bez zająknienia oddalają obawy milionów ludzi zainteresowanych wpływem rozmaitych czynników na zdrowie swoich dzieci i własne. Co upoważnia absolwenta politechniki do bagatelizowania wpływu kruszących się rur azbestowo-cementowych na zdrowie konsumentów zaopatrywanych przez rozpadający się wodociąg? Czy to on będzie w przyszłości patrzył w oczy ludziom, którzy nie potrafili zahamować procesu kancerogenezy i poprzez etap polipów doszli do  raka jelita grubego? Jaki to tytuł naukowy pozwala inżynierowi autorytatywnie wypowiadać się na temat wpływu organizmów genetycznie modyfikowanych na zdrowie człowieka? Szanując własny obszar ekspertyzy, nie można kompromitować się znachorskimi popisami na poziomie podwórkowej edukacji. W ramach festiwali nauki czas za to najwyższy zacząć demonstrować arcyciekawe zjawisko wykorzystania promieniowania niejonizującego związanego z telefonią komórkową do prażenia kukurydzy. Tak, tak. Kto nie wierzy, niech zajrzy na stronę internetową halat.pl/telefony.html i tam znajdzie odnośnik do filmów pokazujących jak za pomocą telefonów komórkowych uzyskuje się popcorn. Może ten fenomen przekona młodzież i jej rodziców do poważnego traktowania ostrzeżeń przed skutkami prażenia mózgu, zwłaszcza rozwijającego się. Trudno jednak powiedzieć, czy to wystarczy, aby przekonać inżynierów, że stacje bazowe telefonii komórkowej, czy tzw. maszty, nie powinny oddziaływać na mieszkańców, pracowników i/lub pacjentów, gdyż grozi to powtórzeniem licznych doświadczeń na ludziach, którzy już zdążyli ponieść tragiczne skutki lekceważenia ich prawa do zdrowia i życia. 

O ile informacje sygnalne pochodzące z mniej lub bardziej wiarygodnych obserwacji laboratoryjnych, klinicznych i populacyjnych powinny podlegać profesjonalnej analizie, a w razie utrzymywania się wątpliwości - otworzyć ewentualnie drogę do prawidłowo zaprojektowanych i przeprowadzonych badań epidemiologicznych, o tyle rozstrzygnięcia zapisane w postaci norm sanitarnych wymagają bezwarunkowego stosowania. Tu sprawy są już bezdyskusyjne i ich zapisaniem w postaci obowiązującego prawa i wyegzekwowaniem muszą zając się wyspecjalizowane organy państwa. Niestety, im bardziej państwo skorumpowane, tym mniej zainteresowane eliminacją czynników zagrażających zdrowiu i życiu człowieka. Żabom, ptakom, mchom i porostom należy się ochrona, ludziom – nie. A wszystko przez rozpasanie rzeczników zysku za wszelką cenę, choćby po trupach.

Aby spełnić wszystkie wymagania higieniczne i zdrowotne trzeba nieraz  ponieść ogromne koszty dostosowawcze, a potem dzień i noc pilnować wszystkich elementów systemu, wśród których czynnik ludzki wcale nie jest najbardziej zawodny. W każdej chwili może dojść do katastrofy w postaci   ujawnienia tych niepożądanych cech produktu, które dotychczas, nieraz bardzo długo, udawało się ukrywać tylko „dzięki” udziałowi w układzie zapewniającym bezkarność. Układ zadba o wygodne przepisy prawne i rozgrzeszy z ich nieprzestrzegania. W razie konieczności tak skroi garnitur wymagań sanitarnych, aby nigdzie nie uwierał, zwłaszcza te ryby najbardziej tłuste. W razie potrzeby nie skontroluje, a kiedy ktoś ujawni przestępstwo, układ obróci się przeciwko niemu, nie przestępcy. Znakiem przynależności do układu jest posiadanie jakiegoś niezwykle prestiżowego wyróżnienia, wszem i wobec głoszącego: nas nie ruszaj, bo pożałujesz. Za takim wyróżnieniem kryją się przecież wybitne autorytety, niezwykle niezależni eksperci, którzy przecież nie za pieniądze, a z czystej pasji naukowej polecają przebadane na wylot najlepsze w świecie produkty. Na przykład wędliny wytworzone z surowca wyprodukowanego w fabrykach mięsa, gdzie organizmy genetycznie modyfikowane przetwarza się na tkankę zwierzęcą, bądź powstałe z dużym udziałem izolatów białka soi genetycznie modyfikowanej. Albo nabiał i ryby tak nasycone dioksynami, że powinny być natychmiast wycofane z obrotu przez służby sanitarne. Albo naturalną wodę mineralną, tyleż pyszną, co radioaktywną. 

dr Zbigniew Hałat

 

 
Felieton

6. czerwca 2008r.

Pani Agata Mróz – Olszewska emanuje wielowymiarowym nieprzemijalnym pięknem. Jej postać jest darowanym nam wszystkim ucieleśnieniem horacjańskiego NON OMNIS MORIAR. Non omnis moriar multaque pars mei vitabit Libitinam - nie umrę w całości, wielka część mnie uniknie pogrzebu. 

Quintus Horatius Flaccus, poeta romanus illustrissimus, otrzymał zasłużoną nagrodę, której się spodziewał.

Tryptyk rzymski Jana Pawła II wskazuje jednak na inny niż wieczna sława sens  nieprzemijania:
Non omnis moriar — 
To co we mnie niezniszczalne,
teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest!
(Część II MEDYTACJE NAD «KSIĘGĄ RODZAJU» NA PROGU KAPLICY SYKSTYŃSKIEJ, Rozdział 4. Sąd),

w brzmieniu łaciny naszych czasów:
"Non Omnis Moriar 
What is imperishable in me 
now stands face to face with Him Who Is!"
(John Paul II, THE ROMAN TRIPTYCH).

Pani Agata staje też twarzą w twarz przed zwykłymi śmiertelnikami, przed każdym z nas. I pyta, ponieważ ma do tego prawo: czy dobrze zrozumieliście przykład mojego życia? Ja swojego życia nie zmarnowałam, choć było tak krótkie. Czy wszyscy, ale to wszyscy, doceniacie już wartość przekazywania życia człowieka? Jestem przecież z wami w osobie mojej małej córeczki. I wreszcie: co zrobiliście, aby przed moim losem uchronić innych młodych ludzi?

Nad tym ostatnim problemem nie wolno przejść obojętnie. Zgromadzona wiedza epidemiologiczna jest dość przekonująca, aby ograniczać do osiągalnego minimum zagrożenia zdrowia, których następstwem może być zespół mieloblastyczny i szereg innych ciężkich chorób. Są to: pestycydy, toluen, benzen, środki ochrony roślin, nawozy sztuczne, farby do włosów, ksylen, chloramfenikol (też wykrywany w miodzie), dym tytoniowy, metale ciężkie, promieniowanie jonizujące, niektóre leki i czynniki genetyczne. Dlaczego szalejąca w Polsce epidemia raka wśród młodych ludzi nie powoduje zainteresowania żadnego z kolejnych rządów opracowaniem kompleksowego programu zapobiegania chorobom nowotworowym? Polsce potrzebny jest natychmiast realny, niepodatny na korupcję, program prewencji raka. Nie tylko profilaktyki i nie tylko terapii, ale właśnie prewencji. Nie mogąc liczyć na partie i wyłaniane z nich władze, budujmy własnymi siłami, metodą modułową,  polski narodowy program prewencji chorób nowotworowych dedykowany pamięci pani Agaty Mróz – Olszewskiej. Do problemów najtrudniejszych do rozwiązania będzie należeć eliminacja czynników rakotwórczych w wodzie do picia.

22. czerwca o godz. 12.00 w Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady i Mądrości Serca w Sulistrowiczkach, gmina Sobótka, 42 km na południe od Wrocławia, odbędzie się doroczne spotkanie Rodzin Katolickich przed obrazem Matki Bożej Dobrej Rady. Uroczystą mszę św. odprawi J. E. Ks. Biskup Józef Pazdur z udziałem wikariusza Biskupiego i Dyrektora wydziału Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej – ks. Dr. Mariana Biskupa, przy relikwiach św. Joanny Beretty Molli. O godz. 11.00 okazja do spowiedzi św., o 11.30. dwugłos na temat współczesnej rodziny, o 12.00 Msza św. z homilią ks. Biskupa, słowo ks. Dr. Mariana Biskupa. O 13.30 ks. prałat Ryszard Staszak, twórca i kustosz sanktuarium otworzy spotkanie, już właściwie światowe, par połączonych węzłem małżeńskim u stóp góry Ślęży, świętej góry Prasłowian. O tej tajemniczej górze, od której pochodzi nazwa całej śląskiej krainy, ks. prałat Ryszard Staszak powiedział  "Kiedyś szukano tu Boga -  dzisiaj ludzie szukają tu kontaktu z Bogiem, którego już znają".

dr Zbigniew Hałat
 


 
INTERWENCJA
TELEWIZJA POLSAT
27. listopada 2006r.
Zakazany ryż dostępny w Polsce?
Czy Polacy jedzą zakazany ryż?
Zobacz reportaż
Ekolodzy biją na alarm. Zakazany, groźny dla człowieka ryż wciąż można kupić w Polsce. Główny Inspektorat Sanitarny przekonuje, że produkt został wycofany, a organizacja ekologiczna Greenpeace znajduje kolejne torebki skażonego ryżu w Polsce. 
Przez kilka lat genetycznie modyfikowany ryż - Liberty Link 601 - był wysiewany na poletkach doświadczalnych w USA przez firmę Bayer. Pięć lat temu firma zaprzestała doświadczeń, a ryż w niekontrolowany sposób rozprzestrzenił się, zanieczyszczając zbiory innych gatunków. 
- Unia Europejska odmówiła kupowania amerykańskiego ryżu, z uwagi na skażenie genetycznie modyfikowanymi odmianami - mówi Zbigniew Hałat, były Główny Inspektor Sanitarny. 
Komisja Europejska zaleciła, aby państwa członkowskie pobrały wyrywkowo próbki ryżu znajdującego się w sprzedaży i przebadały je na obecność modyfikowanego Liberty Link 601. Główny Inspektorat Sanitarny pobrał w sumie prawie 50 takich próbek. W trzech z nich wykryto zmutowany amerykański ryż i zakazano sprzedawania go. 
Organizacja Greenpeace zrobiła niezależne badanie. Pobrała 15 próbek w samej tylko Warszawie. Próbki pojechały do niezależnego laboratorium w Berlinie. Zmutowany ryż znaleziono aż w trzech próbkach. 
- Inspektorat Sanitarny poinformował, że tylko w trzech województwach znaleziono zmodyfikowany ryż. My znaleźliśmy go w województwie czwartym. Należy więc domniemywać, że skażenie jest o wiele większe, niż na początku przypuszczano - twierdzi Joanna Miś z Greenpeace. 
W Głównym Inspektoracie Sanitarnym uspokajają, że ryż nie jest groźny dla człowieka. Dystrybutor, który sprowadzał amerykański ryż do Polski, został pouczony i usunął swój ryż z półek sklepowych. GIS, pobierając 50 próbek w całej Polsce, wykrył LL 601 w produktach tylko jednego polskiego dystrybutora. Greenpeace już u dwóch. 
W supermarkecie Tesco, na warszawskiej Pradze, znaleźliśmy dziwny produkt. Ryż w nieoznakowanych woreczkach. Warszawski sanepid nic o tym nie wiedział. Po naszej interwencji do sklepu wkroczyli kontrolerzy. 
Produkty genetycznie modyfikowane są na rynku za krótko, żeby móc dokładnie ustalić ich wpływ na zdrowie człowieka. Czy stanowią dla nas zagrożenie? 

Reporter: Ewa Pocztar-Szczerba epocztar@polsat.com.pl (Telewizja Polsat) 

STOWARZYSZENIE OCHRONY ZDROWIA KONSUMENTÓW



 
INTERWENCJA
TELEWIZJA POLSAT
17. stycznia 2007r.
Dzieci trują się w szkole
Zobacz reportaż

Znana szkoła plastyczna truje swoje dzieci. Dach Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej pokryty jest szkodliwym azbestem. Dyrektor szkoły od siedmiu lat stara się o jego wymianę. Władze miasta wolały wybudować nową bibliotekę i muzeum niż zadbać o uzdolnione dzieci. 

Uczniowie Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej otrzymują główne nagrody w konkursach plastycznych w Polsce i za granicą. Uzdolnione dzieci uczą się w budynku z 1956 roku. Budynku, który ma dach z azbestu - rakotwórczego materiału wycofanego już dawno z użytku! Przez wiele lat dachówki wietrzały. Teraz kruszą się, a dzieci wdychają toksyczny pył. 

Postanowiliśmy sprawdzić czy dachówki z Dąbrowskiej szkoły są zniszczone i trujące. Fragment dachu dostarczyliśmy ekspertowi do zbadania. 

- O ile płyta tego typu powinna zawierać 15% azbestu, to na tej powierzchni jest 100% azbestu. W związku z tym, każde dotknięcie, każdy podmuch wiatru powoduje uwolnienie się 100 tysięcy niebezpiecznych dla zdrowia włókien. - mówi dr Andrzej Obmiński, Instytutu Techniki Budowlanej. 

- Dzieciom grozi międzybłoniak. Za 20-30 lat będą ofiarami bezczynności, wszystkich osób dorosłych dzisiaj odpowiedzialnych za ich bezpieczeństwo - mówi Zbigniew Halat, lekarz epidemiolog. 

Opinie o fatalnym stanie dachu dyrektor przedstawiał kolejnym instytucjom - władzom miasta, nadzorowi budowlanemu. Wiedzą one o dramatycznym stanie i niebezpieczeństwie, w jakim znajdują się uczniowie. 

- Rozmowy o usunięciu zagrożenia odbyły się siedem lat temu. Wtedy już obiecywano, że modernizacja zostanie wykonana - opowiada Jarosław Wartak, dyrektor Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej. 

Do remontu nie doszło. Jak się dowiedzieliśmy urząd… zapomniał poinformować firmę remontową, że dach jest z azbestu. A to znacznie podraża inwestycję o koszty utylizacji. 

- Kolejny remont miał się odbyć w 2006. Niestety do niego też nie doszło. We wrześniu dowiedzieliśmy się, że pieniądze przeznaczone na modernizacje naszego budynku po prostu zostały przeniesione na inne inwestycje w mieście - informuje Jarosław Wartak, dyrektor Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej. 

I tu kolejne zaskoczenie, bo co może być ważniejsze od zdrowia i bezpieczeństwa dzieci? Pilniejszymi inwestycjami okazały się: nowy budynek biblioteki miejskiej oraz muzeum miasta Dąbrowy Górniczej. 

Większość krajów Unii Europejskiej rozwiązała problem azbestu już w latach dziewięćdziesiątych. Polska od 2002 roku też jest zobowiązana do usunięcia materiałów azbestowych. Ostateczny termin mija dopiero w 2032 roku. 

Produkcja i stosowanie azbestu w Polsce jest zakazane. Pozostaje mieć nadzieje, że urzędy, nie tak jak w Dąbrowie Górniczej, szybciej będą reagowały na niebezpieczny azbest. 

Po naszej wizycie prezydent miasta zapewnił, że w bieżącym budżecie znajdą się pieniądze na remont dachu. Pozostaje pytanie, czy i tym razem nie skończy się tylko na obietnicach. * 

* skrót materiału 

Reporter: Grzegorz Honkisz ghonkisz@polsat.com.pl (Telewizja Polsat) 
 
 

AZBEST


 
Program Pierwszy
Telewizji Publicznej
TVP1
co dwa tygodnie
środa godz. 15:10
czwartek godz. 10:50

Kwadrans na kawę 
- Mamo nie tucz mnie 
Wśród wielu innych
ważnych tematów
"CZY WIESZ CO JESZ?"
red. Moniki Nidzgrodzkiej

program został 
zdjęty z anteny
"misyjnej" telewizji


 
 
Felieton

25. stycznia 2008r.

Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od gmo, kraj dla wolnych. (Poland – gmo free land, nukes free land, land for the free.) Tak zdefiniowanej marki naszego kraju nie dziedziczymy po przodkach, ale pożyczamy od następnych pokoleń. Moc marki POLSKA już przed tysiącem lat sprowadzała pod opiekę polskich katolików ludzi uchodzących z innych krajów przed ograniczeniami wolności. W naszych czasach moc marki POLSKA przyciągnie turystów, studentów i inwestorów szukających azylu od zmartwień o skażenie środowiska radioaktywnymi izotopami i organizmami genetycznie modyfikowanymi (gmo). O mocy marki POLSKA zadecyduje postrzegana przez konsumentów jako wyróżniająca jakość zdrowotna płodów naszej ziemi, wolnych od skażeń radioaktywnych i genetycznych. 

Takie były nadzieje. Tak mogło być. 

Ale tak nie będzie. Nie będzie dlatego, że zmienił się rząd.

Poprzedni rząd też nie wykazał się spójnym, jednoznacznym działaniem na rzecz wspólnego dobra Polaków. Plany, deklaracje i faktyczne dokonania w obszarze szerokiego spektrum ochrony zdrowia - od zdrowia środowiskowego do opieki zdrowotnej – nie mogły znaleźć uznania w oczach wyborców i były ważną przyczyną przegrania ostatnich wyborów z powodu niewystarczającego do pokonania konkurencji  przyrostu liczby zwolenników. Trudno się dziwić. Miliony mieszkańców, konsumentów i pracowników były świadkami bezczynność  niemrawych inspektorów i nadzorujących ich ministrów. Bezczynności karygodnej, ale nie ukaranej.  Kara za brak społecznego oporu spadała za to na tysiące rodzin nagle zmuszonych do stawienia czoła katastrofie w postaci choroby, której politycy i obsadzeni przez nich funkcjonariusze państwowi zapobiec nie chcieli i której leczenia zorganizować nie umieli. Nie chcieli i nie umieli, ale pieniądze brali. Pomylili wysokie uposażenia i przywileje władzy z aktorską gażą za igrzyska oferowane ludowi, który chleba musiał szukać zagranicą. Błazenada wielu pozerów sięgnęła bruku, bigoteria i załganie wołały o wielkie pióra z czasów złotego wieku polskiej literatury, a prywata i egoizm szczurów uciekających z pokładu partii dla nich zbyt ludowej, obrażały pamięć polskiej  inteligencji, tej prawdziwej awangardy ludu - narodu, rozwojowi tego ludu poświęcającej swoją wiedzę, umiejętności i serca. Żaden tytuł zawodowy, żaden tytuł naukowy nie wystarczy, aby ktoś, kto gardzi ludem, zaliczał się do polskiej inteligencji. Nawet jeśli posługuje się polszczyzną na poziomie niekompromitującym.

A jednak nadchodzą jeszcze gorsze czasy. Za ich motto można uznać oświadczenie Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej z 2. stycznia 2008r. : „to społeczeństwo rządzi regułami wolności jednostek i współżycia” (la "sociedad la que ordena los principios de libertad individual y de convivencia"). W myśl tej doktryny osoba ludzka, persona humana, traci przyrodzoną wolność, staje się niewolnikiem społeczeństwa. Na śmietnik historii wysyłany jest nawet dorobek rewolucji francuskiej w postaci przyjętej w dniu 26 sierpnia 1789 r.,   Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, której art. 4 rozpoczyna się od słów: „Wolno robić wszystko, co nie szkodzi innym” (Déclaration des Droits de l'homme et du citoyen du 26 ao?t 1789: La liberté consiste ? pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas ? autrui),  opierając się o przekonanie, że „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka”. O Dekalogu lepiej nie wspominać, bo można wywołać gwałtowną reakcję alergiczną zawodowych wrogów Pana Boga. Przecież w myśl współczesnej socjalistycznej doktryny rządzącej Unią Europejską człowiekowi wolność nie należy się dlatego, że otrzymał ją od samego Boga. O wolności jednostki  decyduje społeczeństwo, a tak naprawdę mający swoje interesy doktrynerzy, propagandyści i wodzowie. Dzisiaj społeczeństwo zarządzi zamknięcie ust protestującym, jutro śmierć słabych i bezbronnych. Dzisiaj masowe pranie mózgu, jutro oporne jednostki za kraty, do łagru albo obozu koncentracyjnego. Tego rodzaju społeczeństwo, które rządzi regułami wolności jednostek i współżycia w Unii Europejskiej raz po raz wyciąga łapy i po naszą wolność. Zagrożona jest nawet góralska śleboda, ten wzór swobody dla każdego Polaka. Według relacji pana Wojciecha Bonowicza ks. Józef Tischner w sierpniu 1981r. na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem w Gorcach, tak powiedział: - „Moi drodzy, kiedy się tutaj jest, to się widzi, co znaczy to słowo "śleboda" - Śleboda, moi drodzy, to jest coś takiego, co czuje gospodarz w swoim gospodarstwie. To jest coś różnego od swawoli. Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże... Śleboda jest mądra. Śleboda umie po gospodarsku zadbać, po gospodarsku umie tę ziemię uprawić. Las chroni, żeby był lasem. A z człowieka ta śleboda potrafi wydobyć to, co w człowieku najlepsze.”

Wąskie zagony Podhala i całej Małopolski, różnokolorowe mozaiki poletek bez miedzy na Podgórzu Beskidów i Sudetów jak wy sobie poradzicie z  narzuconą Polsce swawolą? „Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Jak uratujecie dobrą markę swoich płodów, kiedy obcy wprowadzą między was genetyczne mutanty i zasypią chemią niszczącą wszystko co żyje z wyjątkiem tych mutantów? Jak wydacie żywność ekologiczną, jeżeli pyłek mutantów rozniesie się z wiatrem po całej okolicy? Jak będziecie rodzić zboża, owoce i warzywa, kiedy z powodu mutantów wyginą pszczoły? Kto zechce przyjechać do gospodarstwa agroturystycznego ze skażonym powietrzem i zatrutą wodą, gdzie zamiast miodu z własnej pasieki, gospodarze postawią na stole przemysłowy produkt z supermarketu? „Trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Może kapusta z wirusem szczepionkowym, albo sałata z silnym lekiem na serce? Może kukurydza ze środkiem poronnym? A może szpinak z genem świni? A może karp z genem człowieka? A właściwie, to kiedy zaczyna się kanibalizm? Ile człowieka musi zawierać istota z pozoru roślinna albo zwierzęca, aby uznać ją za na tyle ludzką, że nie wolno jej jeść bez obawy, że zjada się człowieka? Hinduiści wygrali proces z McDonald’s-em o obrazę uczuć religijnych poprzez ukrywanie dodatku  krowiego łoju do frytek. Zatajenie składników wieprzowych żywności, mogłoby wywołać gwałtowne reakcje wyznawców kilku głównych religii, a nawet doprowadzić do wojen. A człowieka to wolno jeść? 

Kupując jakikolwiek produkt, nabywca zwraca uwagę na cenę, rozważa ewentualne zagrożenia zdrowia związane ze zgodnym z przeznaczeniem użytkowaniem tego produktu, kieruje się informacją o kraju lub regionie pochodzenia. Na decyzję o zakupie bądź odrzuceniu oferty coraz częściej wpływa wiedza klienta o sposobie produkcji. Sumienie nie pozwala przyczyniać się do epidemii nieuleczalnych chorób, katowania zwierząt w fabrykach mięsa przerabiających genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce, zatruwania powietrza, wody i gleby po to, aby kosztem ludzi, zwierząt i środowiska ktoś obwieścił zwycięstwo w walce z wolnością.

dr Zbigniew Hałat
 

ORGANIZMY
MODYFIKOWANE
GENETYCZNIE
W POLSCE


SEEDS OF DECEPTION
Jeffrey M. Smith
„Nasiona kłamstwa”
o łgarstwach przemysłu
i rządów na temat żywności
genetycznie modyfikowanej

ISBN 978-83-85290-16-2
Fundacja PRO SCIENTIAE
Poznań 2007
 

Głos pierwszy 
do wydania polskiego
światowego bestsellera 
J. M. Smitha 
„Nasiona kłamstwa”

Od kilkunastu lat wszystko co żyje na naszym świecie jest przedmiotem eksperymentu. Kilkanaście lat w dziejach życia na Ziemi to chwila bez znaczenia, chyba, że akurat wydarzy się katastrofa. Od uderzenia meteorytu podobno wyginęły dinozaury. Od ciosów obecnie zadawanych naturze może paść drzewo życia dobrze zakorzenione na naszej planecie i wyrosłe w oparciu o zrozumiały dla nas plan. 

Dzięki geniuszowi ludzkiego intelektu poznajemy reguły genetyki. Człowiekowi jednak nigdy nie wystarcza sam opis rzeczywistości. Nie oglądając się na konsekwencje, każde odkrycie musi wykorzystać dla zysku. Wszak uświęca środki cel wojny – wojny o panowanie nad światem toczonej na froncie gospodarki, przechodzącym od czasu do czasu w działania militarne. A wojna, jak wiadomo, jest matką wynalazków. W tym przypadku – tworzenia nowych organizmów.

Jednostki biologiczne, zdolne do replikacji i przenoszenia materiału genetycznego, w których materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych, powinny być zamknięte w hermetycznie szczelnych budynkach o podwójnej pancernej pokrywie, która natychmiast zalewana jest formaliną, kiedy tylko zaistnieje ryzyko ich uwolnienia do środowiska. W brytyjskim hrabstwie Kent w tak zbudowanej szklarni prowadzona jest hodowla genetycznie modyfikowanego tytoniu. 
Ale nawet najbardziej kosztowne zabezpieczenia nie budzą zaufania. Badania opinii publicznej w Unii Europejskiej, okazują się nie tylko miażdżące dla żywności genetycznie modyfikowanej, lecz także ujawniają, że tylko co czwarty Europejczyk wyraża zgodę na produkcję pod rządami obowiązującego prawa środków farmakologicznych metodami rolnictwa molekularnego w zamkniętych szklarniach. Tymczasem wynajęte przez właścicieli patentów na transgeny psy wojny działające w nauce, polityce i gospodarce uparcie zabiegają o proliferację biologicznej broni masowego rażenia. 

W moim głębokim przekonaniu jesteśmy świadkami narodzin nowej medycyny. W odróżnieniu od naszych poprzedników mamy jednak do czynienia nie tylko z odkrywaniem przyczyn znanych od dawna chorób - lepiej lub gorzej zdefiniowanych, lecz także z konstruowaniem nowych patogenów, których oddziaływania -  łącznie z rolą w patogenezie człowieka i innych istot, są nie do przewidzenia. 

Od dnia stworzenia w fascynującej paradzie piękna różnorodnych form życia, wraz z plejadą roślin i zwierząt ludzie dostosowują się do zmiennych warunków otoczenia - temperatury, wilgotności, stężenia dwutlenku węgla, azotu, siarki, siły promieniowania jonizującego, czy ultrafioletowego - aby wymienić te najpowszechniej znane. Każda z istot żyjących obecnie na świecie jest najwyższą i najlepszą w swoim gatunku formą  dostosowania do aktualnych warunków środowiska i większość ma szanse przekazać te ulepszenia następnym pokoleniom. 

Produkty inżynierii genetycznej - sztucznie skonstruowane organizmy wypełniające konkretne zamówienia komercyjne - zostały zaprojektowane do życia w środowisku o parametrach znanych inżynierom genetycznym. Znanych i mierzalnych w XX wieku. Wynalazki transgeniczne uwolnione do środowiska muszą jednak sprostać obecnym i przyszłym, wymaganiom otoczenia, także i  tym, które są jeszcze nieznane twórcom transgenów, bądź niemierzalne dostępnymi współcześnie metodami badawczymi. Wynalazki transgeniczne wchodzą również w konstelację wzajemnych zależności z innymi organizmami żywymi. Pojawia się tu szereg pytań.  Jak zachowają się transgeny za 20 lat przy utrzymującym się trendzie zmian klimatycznych? Co  się z nimi stanie w wyniku erupcji pyłu wulkanicznego i odcięcia biosfery od promieni słonecznych na długie miesiące? Jakie zmiany nastąpią pod wpływem promieniowania jonizującego ze źródeł naturalnych, a jakie w wyniku awarii elektrowni atomowej, albo ataku bronią jądrową? Jaki będzie powstały w  tych warunkach produkt mutacji genetycznych transgenów  i czym od znanych nam roślin i zwierząt będzie różnić się potomstwo transgenów i organizmów powstałych naturalnie? Czy mutanty tych krzyżówek pozostawią nam samym i bliskim nam istotom szanse na przeżycie? 

dr Zbigniew Hałat
 


 
 

 
 

ISIS Press Release 11/06/07 
Scientists for a GM Free Europe
Final Announcement

Scientists from six countries join forces with MEPs
to call for a Europe wide and worldwide ban
on growing GM crops.

Dr. Zbigniew Halat, President of the Association for Protection of Consumers Health: “The problems created by genetic engineering are global, it is the proliferation of a kind of biological weapon of mass destruction worldwide.”

Dr. Zbigniew Halat medical doctor, consultant epidemiologist; CEO of Health Risk Management & Communication; Chairman of The John Snow International Society for Common Sense in Public Health; President of Association for Protection of Consumers Health; Founder of The Dr Halat Water Institute; Former Deputy Minister of Health in first three non-communist governments of post-war Poland; fought epidemic outbreaks of foodborne and waterborn diseases in the 1970s; consultant epidemiologist in Central Province of the Republic of Kenya in the 1980s, witnessed the birth of a new epidemic, HIV/AIDS, which became an important target of his activity under auspices of Polish Red Cross after he returned to Poland; as Deputy Minister of Health, Chief Sanitary Inspector. He introduced to post-communist Poland the latest advances in public health: environmental health, health promotion and peer education; his achievements were described by a prestigious medical journal as follows: “the quixotic and controversial deputy minister of health, government sanitary inspector, and chief environmental health officer, Zbigniew Halat MD is engaged in a personal crusade to shake the health service out of the spiritual atrophy induced by 45 years of communism. Hard working, self reliant, aggressive, and abrasively masculine, this man of Promethean energies put me in mind of a nineteenth century northern mill owner" (Karin Chopin, Letters from Poland, British Medical Journal, 30 May, 6 June, and 13 June 1992). He later developed a new branch of medicine, consumer medicine, focusing on diagnostic, preventive and legal aspects of health risks linked to consumer goods, from tap water to genetically engineered products. Since 1999 Dr. Halat became an icon of anti-GMO movemwnt in Poland; he is editor-in-chief of a health protection movement periodical Health Risks in Poland , columnist of a monthly Consumer's World linked to European and US consumer opinion magazines, and collaborator of influential radio and tv broadcasting stations.

SCIENTISTS FOR A GM FREE EUROPE


 
 

ISIS Press Release 21/06/07
Scientists and MEPs for a GM free Europe

Genetic engineering 
is a “global weapon of mass destruction”

Dr Zbigniew Halat, President of the Association for Protection of Consumer Health in Poland, a medical doctor, and an ex deputy Health Minister for Poland, said: “I believe that the problems caused by genetic engineering are global. It is the proliferation of a kind of biological weapon of mass destruction.” Halat criticized the threshold for contamination of native crops by GM crops of 0.9 percent, or even 0.1 percent as nonsense. He cautioned that even a tiny molecule could cause an anaphylactic (toxic shock) reaction and could kill someone who is allergic.

He believes there is a causal link between GM contamination and the rising allergy rate that has doubled in 10 years. He argued that studies of local incidences of allergic reactions to GM maize crops in the Philippines by Professor Terje Traavik of Genk in University of Tromsř, Norway [9] ( GM Ban Long Overdue , SiS 29) have provided us with the empirical evidence against GM crops. Furthermore, as GM foods have not been medically proven as safe, it is important that we keep using opinion polls to assess public support for them and epidemiological studies to assess their safety.

He even suspects a relationship between GMOs and the rising cancer rates, antibiotic resistance, and the obesity epidemic. From a medical point of view, he said, we can't wait for outcomes of sickness and deaths from GMOs, we must have proof that GM food and feed is healthy and safe. Finally, we must be aware of the ethical issues around genetic engineering and that it is not job of producers, but of the public authorities to protect our health from diseases.

SCIENTISTS 
AND MEPS FOR 
A GM FREE EUROPE


 
 
 

GENY NIE SĄ NA SPRZEDAŻ
WAWEL
25 KWIETNIA 2007

Mówcy wg kolejności:
Jadwiga Łopata
Julian Rose
Arpad Pusztai
Magdalena Jaworska
Percy Schmeiser
Zbigniew Hałat
Paweł Połanecki

strona konferencji