Fundamentalnie
zakorzeniona w polskiej
kulturze, sztuka i nauka
utrzymywania i przywracania zdrowia przez zapobieganie chorobie i jej
leczenie,
z poszanowaniem fizycznej, moralnej i psychologicznej integralności
osoby
ludzkiej.
Polish
Integrative Medicine
Fundamentally
rooted in Polish culture, the art and science of maintaining and
restoring
health by prevention and treatment of illness, with respect for
physical, moral
and psychological integrity of the human person.
Wiedza
naukowa zajmująca się
czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa – czynnik
szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów
oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy
zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik
szkodliwy występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie
potęgującymi niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za
punkt wyjścia procesu diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z
zasadą wyrażoną po łacinie słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS,
czyli „gdy działa przyczyna, jest i skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA
-
"nic nie dzieje się bez przyczyny".
Epidemiologia
jest nauką o występowaniu i uwarunkowaniach chorób, zaburzeń zdrowia i
zjawisk zdrowotnych w określonych populacjach ludzkich oraz
systemem
działań wykorzystujących uzyskane informacje do zmniejszenia
rozpoznanych
problemów zdrowotnych w populacji.
Dostosuj się albo giń. Zależnie od
przekonań każdy wywodzi tę zasadę z zaufanego źródła. A to z
publikacji Karola Darwina z 1859 r. p. t. „O powstawaniu gatunków drogą
naturalnego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o
byt” (On the Origin of Species by Means of Natural Selection, or the
Preservation of Favoured Races in the Struggle for Life), a to z
zawołania francuskiej Legii Cudzoziemskiej "marche ou crève" – maszeruj
albo umieraj, tłumacząc elegancko, a to z tradycji własnego
narodu. W połowie naszej ery, czyli z
końcem X wieku po narodzeniu Chrystusa, władca Polan książę Mieszko
dostosował się sytuacji powstałej w wyniku trwającego od kilkuset lat,
od czasów Karola Wielkiego, marszu na wschód Germanów Wschodnich i
Zachodnich, czyli Niemców i Francuzów. Chrzest Polski wytrącił im
z rąk pretekst do powtórzenia rzezi, której dokonali na ziemiach
Słowiańszczyzny Zachodniej i znacznie osłabił, a na pewien czas nawet
zahamował, ich parcie na wschód, czyli Drang nach Osten. Pod władzą
Piastów Polska natychmiast wniosła wielki wkład w budowę wspólnego
europejskiego domu. Bolesław Chrobry Wielki - jak głosi napis na jego
odsłoniętym w 2007r. wspaniałym pomniku we Wrocławiu - to "w roku 1000
sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w jednoczeniu Europy". W tym
właśnie roku nasz pierwszy koronowany król uczynił ze stolicy Śląska
jedną z metropolii znanego współczesnym świata. Biskupstwo we
Wrocławiu do 1821r. było podporządkowane arcybiskupstwu w Gnieźnie. Po ponad dwóch latach od
postawienia pomnika przez polskich patriotów w obecnie oblężonym
Wrocławiu czas najwyższy, aby władze miejskie wreszcie dostrzegły komu
miasto zawdzięcza wyniesienie a komu upadek. Bowiem przed tysiącem lat
Polacy do sytuacji się dostosowali, ale tożsamości nie utracili, a
dzięki przyjęciu chrześcijaństwa nie tylko uratowali się przed zagładą
fizyczną, lecz także - co jeszcze ważniejsze - przyjęli Dobrą Nowinę,
która naszą tożsamość ubogaciła. Na tle wieczności, doczesne korzyści z
Chrztu Polski mogą wydawać się miałkie i nie warte rozważań, ale
przecież nie co innego jak nasz byt na tym padole łez i rozpaczy
decyduje o wyroku Sądu Ostatecznego. Wydawałoby się, że po upływie
tysiąca lat każdy Polak już doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że
każdy czyn przynosi jakieś skutki. Wytyczne postępowania i kodeks karny
określił sam Sędzia Najwyższy, a światli ludzie dzień w dzień, rok po
roku, wiek po wieku przybliżają te wymagania każdemu, kto chce słuchać.
To że niektórzy słuchać nie chcą, to że postępują wbrew nakazom i
zakazom, że nie myślą o przyszłości, że ulegają fałszywym doradcom i
oszukańczym namowom, jest tak ludzkie jak Boskie jest miłosierdzie.
Zdając sobie sprawę z prawa do błądzenia i dozgonnej możliwości poprawy
(tylko i aż dozgonnej), odzyskujemy pewność siebie i siłę do
starań o zasłużenie na wybaczającą miłość Pana Boga, która i tak jest
niczym nie ograniczona. W miarę upływu lat życia dostosowujemy się do
zmieniającego się świata, nieraz popełniając strategiczne błędy, kiedy
będąc u szczytu powodzenia zapominamy o głębokiej mądrości zawartej w
przysłowiu „fortuna toczy się kołem”, „fortuna toczy się kołem, pod
kołem to pojąłem” - jak to spuentował Jan Sztaudynger, autor
obscenicznych fraszek, ale także wspaniałego zbioru utworów – lamentów
nad wojennym trupem miasta Wrocławia, wydanego w Poznaniu w 1947r.
pt. STROFY WROCŁAWSKIE (okładka i rysunki w tekście Jana
Wronieckiego), z których kilka, charakteryzujących się pięknem formy i
porażających grozą treści, zamieściłem na poświęconej Śląskowi stronie
halat.pl/silesia.html. Lwowianie i Polacy z innych
stron kraju, którzy niewyobrażalnym dzisiaj wysiłkiem umysłów i rąk
podnieśli Wrocław z gruzów, nie mogą pogodzić się ze sposobem, w jaki
wielu będących obecnie u władzy obraca wniwecz polskość miasta i
kierując się, zapewne owocującą w zleceniach, posadach, grantach,
nagrodach i unijnych karierach, dewizą „dostosuj się albo giń”, budują
markę miasta na regermanizacji. Widomym znakiem regermanizacji
Wrocławia jest odbudowany za ciężkie pieniądze symbol dwustuletniego
zaledwie panoszenia się prusactwa w mieście - pałac strasznego Fryca
Polakożercy. Wykopaliska archeologiczne słowiańskich osad z początków
Wrocławia, próby rekonstrukcji - dla potrzeb turystów - tak
wspaniałych budowli romańskich, jak te, które powstały za sprawą Piotra
Włosta, możnowładcy plemienia Ślężan, który już za życia stał się
chodzącą legendą, nie mogą doczekać się odpowiadającego ich unikatowej
wartości zainteresowania i finansowania. Konformistyczna realizacja
zasady „dostosuj się albo giń” polegająca na wyrzeczeniu się narodowej
tożsamości to nic innego jak zdrada narodowa. Niech ci, którzy się jej
dopuszczają nie zapomną, że fortuna toczy się kołem, że naród pamięta,
że nie zawsze przebacza. Przyjęcie chybionej strategii na podstawie
fałszywych założeń prędzej czy później skończy się klęską. Wystarczy
przyjrzeć się zgniłym owocom, jakie wydają nasiona kłamstwa, w szerokim
tego określenia pojęciu – od nasion roślin genetycznie modyfikowanych
po kłamstwa historyczne, polityczne, czy naukowe. Budowanie marki
Wrocławia na tradycji pruskiej jest właśnie zgniłym owocem tych trzech
kłamstw i niezależnie od kosztów poniesionych przez wiadomych
inwestorów i korzyści przyjętych przez wiadomych zleceniobiorców
przyniesie same straty każdej ze stron konfliktu, także, niestety,
polskiej – poddanej narastającej presji nacjonalistycznego naporu. Nie takie mistyfikacje runęły w
przeszłości, nie takie kompromitują się na naszych oczach. Wielu
jeszcze pamięta propagandę niemieckich faszystów, większość -
rosyjskich komunistów, a wszyscy obecnie żyjący mogą po prostu włączyć
telewizor i zobaczyć jak na nasionach kłamstwa o wpływie człowieka na
klimat wyrasta ogromne drzewo w Kopenhadze i jak zgniłe rodzi owoce.
Wzrost i upadek kłamstwa o wpływie człowieka na klimat, czyli
klimatyzmu, to niewątpliwie wielkie doświadczenie ludzkości u progu
trzeciego tysiąclecia naszej ery, czyli - mówiąc zgodnie z prawdziwym
znaczeniem tego określenia – po narodzeniu Chrystusa. Wzrost i upadek
klimatyzmu był możliwy wyłącznie dzięki nowym technologiom stworzonym
przez geniusz człowieka posługującego się rzetelną wiedzą naukową i
sprawdzonymi w wyniku powtarzalnych eksperymentów umiejętnościami. Na
czele tych technologii stoi informatyka z jej przełomowym w dziejach
ludzkości zastosowaniem w postaci komputerów, które po połączeniu w
globalną sieć dają internet. Miarą wartości internetu dla nas
wszystkich i każdego z osobna jest pozycja wyszukiwarki internetowej
Google, która w opublikowanym w kwietniu 2009r. rankingu wartości
globalnych marek prowadzonym przez Millward Brown Optimor
osiągnęła pozycję pierwszą, dochodząc do kwoty 100 miliardów dolarów i
odnotowując 16% przyrost w stosunku do roku 2008. O markach polskich na podstawie
opublikowanego 10. grudnia b. r. raportu firmy Acropolis Advisory i
dziennika „Rzeczpospolita” oraz opublikowanego również w grudniu b.
r. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenmtów raportu
KONSUMENT NA RYNKU ARTYKUŁÓW ŻYWNOŚCIOWYCH (w świetle wyników kontroli
produktów mlecznych, mięsnych, rybnych i miodu) opowiem za tydzień.
Naturalnie w ramach drążenia tematu „dostosuj się albo gin”- „dostosuj
się bez utraty tożsamości albo giń jako konformista”
dr Zbigniew Hałat
wiadomość zamieszczona
20. listopada 2009
Atropogenne
Globalne Ocieplenie czyli Climategate
Hacker zdemaskował
pseudonaukowe oszustwo
wykorzystywane
przez obcych i ich agentów
do ostatecznego
zrujnowania Polski,
której bogactwem
jest własny węgiel. .
Hańba "naukowcom",
których charakteryzuje
slutyfikacja,
hańba politykom,
których kompromituje
zeszmacenie.
The
Telegraph November
22, 2009
Climategate: how the MSM
(i. e. Mainstream Media)
reported the greatest scandal
in modern science James
Delingpole writes:
Meanwhile, the Climategate scandal
(and I do apologise for calling it that,
but that’s how the internet works:
you need obvious, instantly memorable,
event-specific search terms)
continues to set the Blogosphere ablaze.
For links to all the latest updates on this,
I recommend
Marc Morano’s invaluable Climate
Depot site.
And if you want to read
those potentially incriminating
emails in full,
go to An Elegant Chaos org where
they have all been posted
in searchable form.
Komunizm, faszyzm, europeizm, klimatyzm i każdy
inny totalitaryzm żąda tego samego. Zrezygnujcie z własnego interesu na
rzecz zakamuflowanego interesu nowego hegemona, a po przejściowych
kłopotach czeka was raj na ziemi. Wy, którzy tego nie rozumiecie,
jesteście zacofanymi wrogami postępu i nie unikniecie kary, która
nieuchronnie spadnie na was samych i wasze rodziny. Wystarczy, że
zabierzemy wam pracę, a szybko skruszejecie i zasilicie szeregi
entuzjastów żebrzących o odpady z naszego stołu. Nawet gdy władza
działa nieudolnie i sprzecznie ze zdrowym rozsądkiem, to i tak
dysponuje siłą wystarczającą, aby zabrać wam wszystko: zdrowie, majątek
i życie. Widomym znakiem panoszącego się w Polsce totalitaryzmu,
któremu, tak jak stalinizmowi i hitleryzmowi, należy się już nazwa o
charakterze odosobowym, są turbiny wiatrowe szkodliwe dla krajobrazu,
przyrody i zdrowia człowieka.
To, że wiatraki psują krajobraz, widzi każdy i to powinno martwić
wszystkich, którzy inwestują w turystykę i chcą z niej się utrzymywać.
To, że kładą trupem zwierzęta latające, w tym objęte prawną ochroną
gatunki latających ssaków – nietoperzy, powinno wstrząsać sumieniem
każdego, nie tylko ekologów na etacie. Ale to, że turbiny
wiatrowe szkodzą zdrowiu ludzi powinno stać się tematem debaty
narodowej od zaraz. Przecież nawet gdyby doszło do natychmiastowego
odsunięcia od władzy ludzi odpowiedzialnych za upadek lecznictwa w
Polsce, to i tak skutki zdrowotne oddziaływania turbin wiatrowych
pozostaną nieuleczalne na dziesiątki lat. Kto zapłaci za utracone
zdrowie? Kto zrekompensuje utratę możliwości zarobkowania? Kto pokryje
koszty leczenia?
Brak odpowiedzi na te proste pytania dowodzi, że instalatorzy wiatraków
elektrycznych ukrywają rzeczywiste koszty swojego przedsięwzięcia. Te
ukryte każą płacić innym. Tak samo, jak w przypadku energii jądrowej.
To co jest prezentowane jako tanie i ekologiczne, po ujawnieniu kosztów
ukrytych i przeniesionych na innych, okazuje się najbardziej kosztowne
i najbardziej dla środowiska szkodliwe. Sprzedawcom elektrowni
atomowych i ich akwizytorom z trudem przychodzi przyznać rację
oczywistym faktom. Również w Polsce, gdzie do kosztów budowy i
eksploatacji reaktorów atomowych należy doliczyć następstwa
oddziaływania na zdrowie ludzi elektroenergetycznych linii
napowietrznych, które trzeba będzie zbudować, aby rozprowadzić
energię z jej kilku nowych źródeł. Już dotychczas Polacy traktowani są
jak przygodni mieszkańcy ziemi niczyjej, więc nie trzeba się dziwić,
kiedy wkrótce na łóżeczko naszego dziecka padnie złowieszczy cień linii
wysokiego napięcia siejącej promieniowanie elektromagnetyczne.
Nietoperze muszą liczyć na zmiłowanie ludzi. Ludzie mogą i muszą bronić
się sami. Taki już mają przywilej, że mogą czytać i wykorzystywać
zdobytą wiedzę dla obrony zdrowia i życia swoich bliskich i własnego.
W roku 1991 w The Johns Hopkins University School of Medicine odbyłem
pożyteczne szkolenie z zakresu epidemiologii i w tym samym roku
dyplom lekarza medycyny w tej szacownej uczelni uzyskała dr
Nina Pierpont.
Dr Nina Pierpont sformułowała definicję zespołu hałasu turbiny
wiatrowej jako zespołu objawów, które rozpoczynają się z chwilą
uruchomienia okolicznych turbin, zaś ustępują, gdy turbiny są wyłączone
lub osoba zgłaszająca symptomy nie przebywa w ich sąsiedztwie. Do
objawów tych należą:
- problemy ze snem: słyszalny hałas lub fizycznie odczuwalne uczucie
pulsowania czy ciśnienia utrudniają zaśnięcie oraz powodują częste
wybudzanie.
- bóle głowy o nasilonej dokuczliwości lub częstotliwości,
- zawroty głowy, drżenie, nudności,
- wyczerpanie, niepokój, złość, skłonność do irytacji, depresja,
- problemy z koncentracją uwagi i uczeniem się,
- szum uszny (dzwonienie w uszach).
Nie wszystkie osoby mieszkające w pobliżu turbin wiatrowych zauważają
powyższe symptomy. Nie oznacza to, że ludzie je wymyślają, lecz raczej,
że ludzie różnią się pod względem podatności na nie.
Najpowszechniejszym objawem jest przewlekłe zaburzenie snu.
Wyczerpanie, huśtawka nastrojów oraz problemy z koncentracją i uczeniem
się są naturalnymi następstwami słabego, niezdrowego snu.
Wrażliwość na hałas o niskiej częstotliwości stanowi potencjalny
czynnik ryzyka. Niektórzy ludzie odczuwają hałas o niskiej
częstotliwości raczej jako ciśnienie w uszach, niż jako słyszalny
dźwięk, lub też doświadczają go jako odczuwalne uczucie lub drganie w
klatce piersiowej albo gardle. Osoby zamieszkujące w sąsiedztwie
przemysłowych turbin wiatrowych skarżą się także na niepokojące uczucie
przymusu oddychania zsynchronizowanego z rytmicznym pulsowaniem turbin,
które to pulsowanie niekoniecznie musi być słyszalne, zwłaszcza w nocy
gdy próbują spać. Powyższe ustalenia dr Niny Pierpont należą do
głównego nurtu medycyny opartej o ewidencję naukową. Trwałym skutkiem
oddziaływania turbin wiatrowych o nazwie choroba wibracyjno-akustyczna
zajmuje się wibroakustyka - dziedzina naukowa, w której Polska
odnosi międzynarodowe sukcesy, a dr Wojciech Marciniak należy do
pionierów medycyny w tym zakresie.
Chińska żywność wygrywa z polską, bo jest
tańsza. Choć
może być napromieniowana, zawierać antybiotyki i metale ciężkie.
Polska żywność jest dobra, ale droga. W
Chinach produkuje
się żywność znacznie taniej, ale metodami zabronionymi w Unii
Europejskiej,
z użyciem np. antybiotyków (Fot.
Co się stało, że już nawet czosnek i ziarna
słonecznika
sprowadzamy z Chin? - pyta Czytelniczka. - Czy polskiej żywności, która
moim zdaniem jest bezpieczniejsza, nie mamy?
- Mamy bardzo dobrą żywność, ale konsumenci
chcą kupować
taniej - mówi Jan K. Ardanowski, doradca prezydenta RP do spraw
rolnictwa,
który dwukrotnie gościł w Państwie Środka. - A w Chinach produkuje się
żywność znacznie taniej, ale metodami zabronionymi w Unii Europejskiej,
z użyciem np. antybiotyków. Tam stosuje się dużo pestycydów, produkuje
dużo żywności modyfikowanej genetycznie. Dopiero afera z melaminą
wykrytą
w chińskim mleku dla dzieci pokazała, że żywności wysokiej jakości
tanio
wyprodukować się nie da.
Czosnek wiecznie młody
- Klient nie ma żadnej pewności, że żywność którą
kupuje
jest bezpieczna dla zdrowia, bo służby celne i sanitarne nie radzą
sobie
z kontrolami - mówi dr Zbigniew Hałat, epidemiolog, prezes
Stowarzyszenia
Ochrony Zdrowia Konsumentów. - Kiedy wybuchła afera z chińskim mlekiem
zawierającym melaminę (wykrytą wcześniej w chińskiej karmie dla psów i
kotów) powodującą niewydolność nerek, zabrano się nagle za kontrole. A
dlaczego nie sprawdza się innych towarów sprowadzanych z Chin? Przecież
od dawna wiadomo, że na polskim rynku są chińskie ryby i owoce morza
naszpikowane
nitrofuranem - antybiotykiem, który ma działanie m.in. rakotwórcze. Z
kolei
w chińskim miodzie można znaleźć chloramfenikol. To także antybiotyk -
stosowany niegdyś głównie w leczeniu duru brzusznego - mogący zniszczyć
szpik kostny.
Na temat chińskiego czosnku doktor Hałat też
nie ma dobrego
zdania: - A dlaczego on tak ładnie wygląda? Dlaczego nie kiełkuje
chociaż
leży w cieple? Bo jest napromieniowany! To radiacyjna metoda
konserwacji.
Czy szkodliwa? Zdania naukowców są podzielone, ale jedno jest pewne -
to
co najlepsze w czosnku po napromieniowaniu ginie.
Jego zdaniem inspektorzy powinni przyjrzeć się
też żywności
produkowanej przez wielkie koncerny. - Bo one mają sporo fabryk w
Państwie
Środka i korzystają z tamtejszych komponentów - dodaje
epidemiolog.
Bezpieczeństwo na papierze
Po aferze z melaminą w mleku niektórzy polscy
klienci
zaczęli baczniej sprawdzać, skąd pochodzi towar. - Na owocach,
warzywach
i gotowych produktach żywnościowych musi być informacja o kraju
pochodzenia
- twierdzi Marek Szczygielski, kujawsko-pomorski wojewódzki inspektor
jakości
handlowej. - Jednak jeśli przetwórnia kupi chińskie półtusze wieprzowe
i w Polsce wytnie z nich na przykład karkówkę, to nie ma ona obowiązku
informowania, że mięso wykrojono z chińskiej świni.
- Strach przed żywnością z tego kraju jest tak
duży, że
niektóre sieci handlowe żądają od firm oświadczeń, że dostarczony towar
nie zawiera chińskich komponentów -
dowiedzieliśmy się nieoficjalnie.
- Z powodu tajemnicy handlowej nie mogę
powiedzieć czy
żądamy takich oświadczeń - mówi Przemysław Skory, rzecznik Tesco. -
Zależy
nam na tym, żeby sprzedawać żywność jak najlepszej jakości, więc
zabezpieczamy
się na różne sposoby.
- Nie można generalizować, że wszystkie towary
z Chin
są złej jakości lub szkodzą zdrowiu - mówi współwłaściciel firmy
zajmującej
się importem m.in. z Państwa Środka. - A efekty nagonki na żywność z
tego
kraju już są widoczne. Coraz częściej chiński miód czy czosnek wjeżdża
do Polski jako towar z Ukrainy lub Niemiec.
Na podstawie art. 22 ust. 1
ustawy z dnia
25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr
171,
poz. 1225) zarządza się, co następuje:
(...)
§ 5. 1. Do znakowania środków
spożywczych
poddanych napromienianiu promieniowaniem jonizującym lub zawierających
składniki poddane takiemu napromienianiu, przeznaczonych bezpośrednio
dla
konsumenta finalnego lub do zakładów żywienia zbiorowego, stosuje się
przepisy
dotyczące znakowania środków spożywczych wydane na podstawie art. 50
ust.
1 ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i
żywienia,
zwanej dalej "ustawą".
2. Nazwie środka spożywczego
poddanego
napromienianiu promieniowaniem jonizującym powinna towarzyszyć
informacja
"napromieniony" albo "poddany działaniu promieniowania jonizującego".
Jeżeli
napromienianiu promieniowaniem jonizującym poddany został składnik
środka
spożywczego, informacja taka powinna towarzyszyć nazwie składnika w
wykazie
składników środka spożywczego.
3. W miejscu sprzedaży luzem
środków spożywczych
poddanych napromienianiu promieniowaniem jonizującym lub zawierających
składniki poddane takiemu napromienianiu, na wywieszce lub jako napis
powyżej
lub obok pojemnika, w którym umieszczone są środki spożywcze, podaje
się
łącznie z nazwą środka spożywczego informację "napromienione" albo
"poddane
działaniu promieniowania jonizującego".
4. W przypadku gdy składnik
środka spożywczego
jest składnikiem złożonym z kilku składników, z których co najmniej
jeden
został poddany napromienianiu promieniowaniem jonizującym, w wykazie
składników
środka spożywczego należy podać nazwę każdego składnika poddanego
napromienianiu
promieniowaniem jonizującym, zawartego w składniku złożonym, oraz
informację,
o której mowa w ust. 2, nawet jeżeli zgodnie z przepisami wydanymi na
podstawie
art. 50 ust. 1 ustawy podawanie wykazu składników składnika złożonego z
kilku składników nie jest wymagane.
§ 6. Środki spożywcze poddane
napromienianiu
promieniowaniem jonizującym lub zawierające składniki poddane takiemu
napromienianiu,
nieprzeznaczone bezpośrednio dla konsumenta finalnego lub do zakładów
żywienia
zbiorowego, znakuje się poprzez zamieszczenie:
1)
informacji, o której
mowa w § 5 ust. 2;
2) nazwy
lub firmy,
siedziby i adresu zakładu lub jednostki organizacyjnej podmiotu
działającego
na rynku spożywczym, który dokonał napromieniania, lub jego numeru
identyfikacyjnego.
Prawa człowieka Polak wysysa z mlekiem matki.
Tak było,
jest i będzie, a kto ma co do tego jakieś wątpliwości, niech porówna
realia
życia w niepodległej Polsce i w innych państwach świata od zamierzchłej
przeszłości do chwili obecnej. Niech zapozna się z żywotami świętych w
dziejach Narodu Polskiego, dokonaniami polskich królów w obronie
słowiańskich
i bałtyckich ludów Europy przed teutońską furią ludobójstwa, a całej
Europy
- przed ottomańską niewolą, z legendą Tadeusza Kościuszki po obu
stronach
Atlantyku i w Australii i z dorobkiem Jana Pawła II. Za wolność waszą i
naszą oddali życie piastowski władca Henryk II Pobożny, król Władysław
Warneńczyk, Polak z wyboru książę Józef Poniatowski, polski
szlachcic
- działacz rosyjskiej organizacji Narodna Wola Ignacy Hryniewiecki,
zabójca
cara Aleksandra II, setki tysięcy znanych i dziesiątki milionów
nieznanych
z imienia bohaterów wyzwoleńczych wojen, powstań, partyzantek i
niezbrojnego
polskiego podziemia, do którego spychali nas zaborcy i okupanci do
końca
XX wieku, jak na razie. Tym bardziej nieznośne staje się wysłuchiwanie
ataków zarzucających Polakom urojoną odpowiedzialność za cudze
zbrodnie.
Zwłaszcza, że zarzuty te płyną z państw, nad którymi jeszcze nie
przebrzmiał
brzęk łańcuchów kolonialnego i okupacyjnego niewolnictwa będącego
źródłem
dobrobytu najeźdźców, a znad których nadal nieustannie dobiega jęk
ofiar
tortur, pobić i zabójstw na tle rasowym i religijnym, swąd podpalonych
świątyń, spalonych domów i ciał ich mieszkańców, w których rozkwita
poniewierka
kobiet i młodzieży oraz mniejszości narodowych i językowych. Notoryczni
agresorzy i zbrodniarze chcą uczyć Polaków demokracji!
W bieżącym roku przypada 60 rocznica
przyjęcia przez
Organizację Narodów Zjednoczonych Powszechnej Deklaracji Praw
Człowieka.
Do cytowanych przed tygodniem jej postanowień dotyczących praw, których
łamanie powinno być przedmiotem petycji przez każdego Polaka
bezpośrednio
kierowanych do Parlamentu Europejskiego, należy dodać następujące:
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod
względem swej
godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni
postępować
wobec innych w duchu braterstwa. Każdy człowiek posiada wszystkie prawa
i wolności zawarte w Deklaracji bez względu na jakiekolwiek różnice
rasy,
koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych,
narodowości,
pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego
stanu.
Nie wolno ponadto czynić żadnej różnicy w zależności od sytuacji
politycznej,
prawnej lub międzynarodowej kraju lub obszaru, do którego dana osoba
przynależy,
bez względu na to, czy dany kraj jest niepodległy, czy też nie rządzi
się
samodzielnie lub jest w jakikolwiek sposób ograniczony w swej
niepodległości.
Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby.
Nie wolno nikogo czynić niewolnikiem ani nakładać na nikogo
służebności.
Nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny,
nieludzki
lub poniżający. Wszyscy mają prawo do jednakowej ochrony przed
jakąkolwiek
dyskryminacją, będącą pogwałceniem Deklaracji, i przed jakimkolwiek
narażeniem
na taką dyskryminację. Nie wolno ingerować samowolnie w czyjekolwiek
życie
prywatne, rodzinne, domowe, ani w jego korespondencję, ani też uwłaczać
jego honorowi lub dobremu imieniu. Każdy człowiek ma prawo do ochrony
prawnej
przeciwko takiej ingerencji lub uwłaczaniu. Rodzina jest naturalną i
podstawową
komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i
Państwa.
Każdy człowiek, zarówno sam jak i wespół z innymi, ma prawo do
posiadania
własności. Nie wolno nikogo samowolnie pozbawiać jego własności. Każdy
człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania; prawo to
obejmuje
swobodę zmiany wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swego wyznania
lub wiary bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie i
prywatnie, poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i
przestrzeganie
obyczajów. Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej;
prawo
to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania,
otrzymywania
i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez
względu
na granice. Każdy człowiek ma prawo spokojnego zgromadzania i
stowarzyszania
się. Każdy człowiek ma prawo do uczestniczenia w rządzeniu swym krajem
bezpośrednio lub poprzez swobodnie wybranych przedstawicieli. Każdy
człowiek
ma prawo równego dostępu do służby publicznej w swym kraju. Każdy
człowiek
ma jako członek społeczeństwa prawo do ubezpieczeń społecznych; ma
również
prawo do urzeczywistniania - poprzez wysiłek narodowy i współpracę
międzynarodową
oraz zgodnie z organizacją i zasobami każdego Państwa - swych praw
gospodarczych,
społecznych i kulturalnych, niezbędnych dla jego godności i swobodnego
rozwoju jego osobowości. Każdy człowiek ma prawo do pracy, do
swobodnego
wyboru pracy, do odpowiednich i zadowalających warunków pracy oraz do
ochrony
przed bezrobociem. Każdy człowiek, bez względu na jakiekolwiek różnice,
ma prawo do równej płacy za równą pracę. Każdy człowiek ma prawo do
nauki.
Nauka jest bezpłatna, przynajmniej na stopniu podstawowym. Rodzice mają
prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich
dzieciom.
Każdy człowiek ma prawo do ochrony moralnych i materialnych korzyści
wynikających
z jakiejkolwiek jego działalności naukowej, literackiej lub
artystycznej.
Każdy człowiek ma prawo do takiego porządku społecznego i
międzynarodowego,
w którym prawa i wolności zawarte w niniejszej Deklaracji byłyby w
pełni
realizowane. Każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez
którego
niemożliwy jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości. W korzystaniu
ze swych praw i wolności każdy człowiek podlega jedynie takim
ograniczeniom,
które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia
odpowiedniego
uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia
zadość
słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego
dobrobytu
demokratycznego społeczeństwa. Żadnego z postanowień niniejszej
Deklaracji
nie można rozumieć jako udzielającego jakiemukolwiek Państwu, grupie
lub
osobie jakiegokolwiek prawa do podejmowania działalności lub wydawania
aktów zmierzających do obalenia któregokolwiek z praw i wolności
zawartych
w niniejszej Deklaracji.
Według Jana Pawła II Powszechna
Deklaracja Praw
Człowieka to „ jedna z najwznioślejszych wypowiedzi ludzkiego sumienia
naszych czasów”.
Felieton 8. lutego 2008
Skuteczna walka o przeżycie to polska
specjalność.
Po pierwsze Opatrzność czuwa i znaczy nasze
losy kolejnymi
cudami. Po drugie wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku
Polacy
energicznie walczą o przeżycie za pomocą najbardziej skutecznego oręża.
Orężem najbardziej skutecznym jest jasne wyrażenie własnej opinii i
przekazanie
jej w formie prośby do Pana Boga oraz w formie żądania kierowanego do
władz.
Jednak ludzie nie korzystają z zachęty Chrystusa: proście a będzie wam
dane, a także rezygnują z politycznych narzędzi wpływu na własny los.
Chcą
wejść, ale nie pukają do drzwi i dziwią się, że nikt im nie otwiera.
Niechby
wzięli przykład z tych, którzy wierzą, że każdy kto prosi, ten
otrzymuje.
Może są jeszcze za młodzi i za mało doświadczeni. Za to na pewno umieją
korzystać z internetu. Warto im uzmysłowić, że modlitwą można się
komunikować
jeszcze łatwiej niż za pomocą internetu i to w sprawach
najważniejszych.
W ramach wymiany doświadczeń od osób biegle korzystających z internetu
można za to uzyskać pomoc w szybkim i skutecznym przesyłaniu swoich
żądań
do polityków. Ten sposób wywierania nacisku na władze muszą poznać
dziesiątki
milionów Polaków lżonych, prześladowanych i dyskryminowanych z pobudek
rasistowskich i religijnych, regularnie oszukiwanych podczas kampanii
wyborczych
i porzucanych po wyborach. Szybkie i skuteczne przesyłanie swoich żądań
do polityków eliminuje koszty pośrednictwa. Nie trzeba ponosić kosztów
pośrednictwa. Nie trzeba zawracać sobie głowy bełkotem megalomanów o
ewidentnie
paranoidalnych i psychopatycznych cechach osobowości. Nie trzeba ulegać
wpływowi profesjonalnych projektów lobbingowych, których celem jest
łatwy
zarobek klienta, narzędziem - aktor obsadzony w roli polityka,
urzędnika,
eksperta lub dziennikarza, a polem działania - każda dziedzina
obiecująca
zysk, od importu pasz po ochronę zdrowia, od wymuszenia nieruchomości
po
rewizję granic. Z podatków nie trzeba politykowi płacić na utrzymanie
pałacu
w postaci stale zamkniętego biura poselskiego i dworu zapewniającego
dobre
zarobki rodzinie posła i autorom stronniczych ekspertyz. Nie trzeba
płacić
składek na utrzymanie rosnącej liczby krzykaczy, którzy chętnie stają
na
czele grup pokrzywdzonych, z pozorowanej reprezentacji czerpią wielkie
zyski, a przy nadarzającej się okazji jeszcze lepszego zarobku
przechodzą
na przeciwną stronę. Nie trzeba opłacać adwokatów i pokrywać kosztów
przegranych
przez nich spraw sądowych. Nie trzeba ślęczeć nad przepisami prawa, tak
formułowanymi, aby umocnić władzę megalomanów, zleceniodawców projektów
lobbingowych, polityków, prawników i stronniczych ekspertów. Nie warto
zwracać się do władz, które – pomimo konstytucyjnych obowiązków wobec
własnej
ojczyzny – wyrzekają się jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane
decyzje lub za zaniechanie podjęcia decyzji, wykręcając się brakiem
kompetencji
oddanych rzekomo Brukseli, w czym daleko prześcigają serwilizm władz
PRL
wobec Moskwy. Jak w takim razie można szybko i skutecznie przesyłać
swoje
żądania do wskazywanego przez polskich polityków jako kompetentny
Parlamentu
Europejskiego? Każdy obywatel Unii Europejskiej, działając
indywidualnie
lub łącznie z innymi osobami, może w dowolnym czasie skorzystać z
przysługującego
mu prawa do złożenia petycji do Parlamentu Europejskiego w sprawie,
która
wchodzi w zakres działalności Unii Europejskiej oraz dotyczy
bezpośrednio
tej osoby lub osób. Prawo do złożenia petycji, zagwarantowane
traktatem,
przysługuje także przedsiębiorstwom, organizacjom i stowarzyszeniom,
które
posiadają siedzibę na terenie Unii Europejskiej. Petycja może mieć
formę
skargi lub wniosku i może dotyczyć spraw leżących w interesie
publicznym
lub prywatnym. Petycja może zawierać indywidualny wniosek, skargę lub
komentarz
dotyczący stosowania wspólnotowego prawa, lub też wezwanie Parlamentu
Europejskiego
do przyjęcia stanowiska w danej sprawie. Petycje te umożliwiają
Parlamentowi
Europejskiemu zwrócenie uwagi na wszelkie przypadki naruszenia praw
obywateli
Unii Europejskiej przez państwo członkowskie, władze lokalne lub
instytucję.
Przedmiot petycji musi odnosić się zagadnień takich jak:
prawa obywatelskie,
ochrona środowiska naturalnego,
ochrona konsumentów,
swobodny przepływ osób, towarów i usług
oraz
rynek wewnętrzny,
zatrudnienie i polityka
społeczna,
wzajemne uznawanie kwalifikacji
zawodowych,
inne problemy związane z
wprowadzaniem
w życie prawa
UE.
Petycja musi być sporządzona w jednym z języków
urzędowych
Unii Europejskiej, w tym polskim. Istnieją dwa sposoby złożenia
petycji:
za pośrednictwem poczty, i drogą elektroniczną (formularz
elektroniczny).
Petycja powinna zawierać fakty istotne dla przedstawianego problemu,
należy
jednak unikać podawania zbędnych szczegółów. Powinna ona być napisana w
jasny i czytelny sposób. Należy krótko i dosadnie sformułować tytuł
petycji.
Petycja musi zawierać imię i nazwisko, narodowość oraz adres pocztowy
(ulica,
nr domu i mieszkania, kod pocztowy, miasto, kraj). Może też zawierać
adres
e-mail. Dostęp opinii publicznej do postępowania z Państwa petycją
umożliwi
udzielenie odpowiedzi twierdzącej na dwa pytania: Czy w wypadku uznania
Państwa petycji przez Komisję Petycji za dopuszczalną zgadzają się
Państwo
na rozpatrywanie jej jawnie? Czy zgadzają się Państwo na rejestrację
Państwa
nazwiska w rejestrze publicznym, dostępnym w internecie?
Zamiast chodzić na pocztę i wydawać pieniądze
na znaczki
warto skorzystać z internetu, choćby w kawiarence internetowej, albo
poprosić
kogoś przyjaznego o pomoc w wysłaniu internetem formularza petycji ze
strony Parlament
Europejski Petycje.
Przykładowe tematy petycji dotyczyć mogą łamania
następujących
praw człowieka:
Każdy pracujący ma prawo do odpowiedniego i
zadowalającego
wynagrodzenia, zapewniającego jemu i jego rodzinie egzystencję
odpowiadającą
godności ludzkiej i uzupełnianego w razie potrzeby innymi środkami
pomocy
społecznej. Każdy człowiek ma prawo do tworzenia związków zawodowych i
do przystępowania do związków zawodowych dla ochrony swych interesów.
Każdy
człowiek ma prawo do urlopu i wypoczynku, włączając w to rozsądne
ograniczenie
godzin pracy i okresowe płatne urlopy. Każdy człowiek ma prawo do stopy
życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny,
włączając
w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne
świadczenia
socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby,
niezdolności
do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny
sposób
od niego niezależny. Matka i dziecko mają prawo do specjalnej opieki i
pomocy.
Używanie tytoniu to pojedyncza przyczyna
zgonów, której
najłatwiej zapobiec.
Tytoń zabija mniej więcej co drugiego spośród
wieloletnich
użytkowników. W swoim najnowszym raporcie Amerykańskie Towarzystwo
Walki
z Rakiem (American Cancer Society) przytacza ostatnie dostępne
wyliczenia
obwiniające tytoń o śmierć jednego na ośmiu dorosłych przedwcześnie
zmarłych.
Spośród ofiar tytoniu niemal co trzecia osoba zmarła na raka, w
większości
przypadków na raka płuc.
Ogółem w XX wieku na całym świecie tytoń zabił
100 milionów
ludzi i jest w głównej mierze odpowiedzialny za epidemię raka szerzącą
się pod koniec ubiegłego stulecia w krajach uprzemysłowionych. Jeżeli
palenie
tytoniu nie ulegnie ograniczeniu, w XXI w. tytoń pochłonie jeden
miliard
istnień ludzkich, przede wszystkim w krajach rozwijających się. Obecnie
pali tytoń około 1/3 ludności świata w wieku lat 15 i więcej, z czego
84%
to mieszkańcy krajów rozwijających się i o gospodarce w okresie
przejściowym.
Do tych ostatnich zaliczana jest też Polska. Według prognoz ONZ
spożycie
tytoniu bardzo wzrośnie w krajach rozwijających się, ale spadnie w
krajach
najbogatszych, jak Wielka Brytania, Kanada, USA, Australia i
Skandynawia.
Nie istnieje żadna bezpieczna dla zdrowia i
życia forma
używania tytoniu. Palenie tytoniu, jego żucie, wciąganie przez
nos
w postaci tabaki, czy też mieszanie z innymi składnikami, zawsze jest
obciążone
poważnym ryzykiem ciężkiej choroby i przedwczesnej śmierci. Narastająca
w Europie i Stanach Zjednoczonych popularność fajek wodnych (zwanych
huka,
szisza, lub nargile) budzi przerażenie epidemiologów, bo podstępnie,
pod
przykrywką egzotycznej przygody, wciąga w śmiertelny nałóg szukających
nowości młodych ludzi, zwłaszcza studentów.
Im wcześniej człowiek jest narażony na
działanie tytoniu,
tym cięższe ponosi następstwa. Obok dobrze już znanych, nauka
przedstawia
coraz to nowe dowody. Substancja biała mózgu, stanowiąca skupiska
wypustek
nerwowych (dendrytów i aksonów), ulega uszkodzeniu zarówno u
dziecka
w łonie używającej tytoń matki, jak i u narażonego na nikotynę
nastolatka,
którego rozwijający się mózg jest szczególnie podatny na uszkodzenie
dojrzewających
struktur przenoszenia impulsów nerwowych. Nikotyna wiąże się z tymi
receptorami
mózgu, które decydują o rozwoju neuronów. W efekcie młodzi ludzie nie
potrafią
skupić uwagi na wypowiadanych do nich słowach.
Nawet nie znając najnowszych doniesień
naukowych, każdy
zdaje sobie sprawę, że tytoń szkodzi, np. osobom palącym papierosy.
Kaszel,
chrypka, częste przeziębienia, zepsute zęby, niezdrowa cera, nasilające
się dolegliwości różnych narządów, wreszcie jedna po drugiej choroba
rozpoznana
przez lekarza, coraz trudniej poddająca się leczeniu, wreszcie bardzo
poważna
diagnoza, której każdy palacz papierosów prędzej czy później się
spodziewa,
ale nie chce o niej myśleć, a tym bardziej o niej rozmawiać.
Nie ma co ukrywać - używanie tytoniu jest
przejawem autodestrukcji,
samozniszczenia. Ta od dawna wysuwana hipoteza znalazła
potwierdzenie
w opublikowanych ostatnio wynikach trwających cztery lata badań kilku
tysięcy
młodych mieszkańców Monachium w Bawarii. Wyższe odsetki młodych ludzi
cierpiących
na myśli samobójcze i podejmujących próby samobójstwa obserwowano
wśród palących tytoń, co objaśnia się przede wszystkim wpływem nikotyny
na obniżenie poziomu serotoniny w mózgu. Inne badania wykazały, że
podobne
cechy osobowości, jak impulsywność, agresywność i chwiejność
emocjonalna,
predysponują zarówno do palenia tytoniu, jak i do tendencji
samobójczych.
Autoagresji towarzyszy postawa agresywna wobec
otoczenia.
Każda osoba paląca tytoń jest źródłem emisji dymu tytoniowego o
udowodnionej
bezspornie szkodliwości dla osób na ten dym narażonych. Uzasadniając w
ostatnich dniach zakaz palenia tytoniu w samochodach osobowych w
obecności
osób poniżej 18 roku życia, minister zdrowia Tasmanii, pani Lara
Giddings
stwierdziła, że dzieci narażone na dym tytoniowy w samochodach ponoszą
większe ryzyko astmy, zapalenia płuc, zapalenia oskrzeli, kaszlu,
świstów
w klatce piersiowej, zapalenia ucha środkowego i zakażeń
menigokokowych.
Podobny zakaz wprowadza Kalifornia, dowodząc, że skażone dymem
tytoniowym
powietrze w samochodzie może być od 10 do 30 razy bardziej trujące niż
najbardziej zanieczyszczone powietrze na ulicy. W efekcie dzieci
chorują
na astmę, zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc i ucha środkowego. Świat
broni
niepalących przed agresją palaczy. Na samym początku 2008r. parlament
Turcji
uchwalił zakaz palenia tytoniu w obiektach publicznych. Kierując się
najlepiej
pojętym interesem swoich wyborców, nie ustępując przed
protestami,
nieraz sterowanymi przez koncerny tytoniowe, parlamentarzyści tureccy
odważnie
stanęli w obronie zdrowia publicznego, nie zważając na to, a może
właśnie
dlatego, że tytoń pali 40% dorosłych Turków – 25 milionów ludzi
niszczących
zdrowie swoje i otoczenia.
Zakazy palenia wewnątrz obiektów publicznych,
łącznie
z restauracjami, kawiarniami, hotelami stają się normą cywilizacyjną, a
w wielu krajach, nawet bardzo egzotycznych coraz częściej wprowadzane
są
zakazy palenia tytoniu w miejscach publicznych pod gołym niebem,
na ulicy, na przystankach autobusowych i tramwajowych, w parkach itp.
miejscach
przebywania wielu ludzi, w tym dzieci i innych osób szczególnie
wrażliwych
na dym tytoniowy.
Agresji palaczy wszędzie stawiana jest tama.
W Polsce obowiązuje ustawa z dnia 9 listopada
1995 r.
o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów
tytoniowych.
Nie dość, że przestarzała, nie dotrzymująca kroku rozwojowi
cywilizacyjnemu
całego świata, to jeszcze słabo egzekwowana. Efekt jej stosowania czyni
z naszego kraju pośmiewisko w skali międzynarodowej. Palacze z Niemiec
przekraczają Odrę i Nysę, aby w spokoju popalić w polskiej kawiarni. To
brzmi, jak złośliwy dowcip o Polakach – Polish joke. Wystarczy przejść
się po ulicy Marszałkowskiej, aby zadusić się dymem tytoniowym
dmuchanym
przez setki przechodniów prosto w twarz. Dym w restauracji, kawiarni,
nie
mówiąc o pubie czy dyskotece, też może zadusić. Nawet wchodząc do
szpitala,
trzeba przemknąć poprzez szpaler emitorów cuchnącego dymu tytoniowego,
owszem stojących pod chmurką, ale zbyt blisko wejścia. To samo dotyczy
wszelkich przystanków, kiosków itp. miejsc wysokiej koncentracji dymu
tytoniowego.
Przestrzeganie ustawy w szkołach dla ochrony najmłodszych i najbardziej
wrażliwych na skutki palenia tytoniu, to naigrywanie się z prawa i
strasznego
losu tych ludzi, którzy już niedługo będą mieli uzasadnione pretensje o
zaniedbanie opieki. Z ekranów telewizyjnych i kinowych nie schodzą
idole
z przyklejonymi do warg papierosami, jak Bogart w filmach z lat
czterdziestych,
zaś rozmaite autorytety, zwłaszcza te uparcie nam narzucane, bez
papierosa
nie mogą stanąć przed kamerą. Według ustawowej definicji jest to forma
publicznego zachęcania do nabywania lub używania wyrobów tytoniowych.
Felieton 7. grudnia 2007
Konsumentom żywności genetycznie modyfikowanej
grozi alergia,
oporność na antybiotyki i rak. Coraz większym poparciem cieszy się
stawiana
przeze mnie hipoteza, że wspólnym mianownikiem wychodzącej z USA
pandemii
otyłości i cukrzycy są efekty oddziaływania organizmów
genetycznie
modyfikowanych. Organizmy genetycznie modyfikowane wykorzystuje się na
wielu etapach masowej produkcji żywności i napojów, ponieważ
dostarczają
enzymów, olejów i lecytyny, ale na bezpośrednie spożywanie białek
zawierających
m. in. pestycydy wbudowane w rośliny (ang. plant-incorporated
pesticides),
a więc toksyny białkowe Bacillus thuringiensis i materiał genetyczny
niezbędny
do ich wytworzenia, są narażeni konsumenci transgenicznej kukurydzy,
ziemniaków
i pomidorów. Nadto na geny kodujące syntezę enzymu EPSPS decydującego o
odporności na herbicyd glifosat pochodzące z bakterii Agrobacterium
tumefaciens,
zgodnie z nazwą produkującej onkogeny wywołujące rozrost guzów
nowotworowych
u roślin, narażeni są konsumenci np. izolatów białka sojowego
dodawanego
do licznych produktów wędliniarskich, garmażeryjnych, cukierniczych i
in.
Skutki oddziaływania organizmów genetycznie modyfikowanych na zdrowie
ludzi
i zwierząt oraz na środowisko są stopniowo odsłanianie w miarę upływu
lat
wymaganych do ukończenia badań i narastającego sprzeciwu opinii
publicznej
wobec zatajania prawdy o gmo. Polskie przepisy regulujące gmo
odzwierciedlają
bardzo ułomny w tym zakresie dorobek prawny Wspólnot Europejskich, są
słabo
egzekwowane, a próby ich zaostrzenia napotykają na głośny opór
kierowany
przez podmioty gospodarcze czerpiące krociowe zyski ze sprzedaży
modyfikowanej
genetycznie żywności, paszy i karmy.
Od 25. maja 1999r. ogólnopolskie Stowarzyszenie
Ochrony
Zdrowia Konsumentów konsekwentnie domaga się od władz państwowych
RP zarządzenia bezterminowego zakazu wprowadzania organizmów
genetycznie
modyfikowanych do łańcucha pokarmowego człowieka. Wszelkie półśrodki, w
tym zakaz upraw, włącznie z eksperymentalnymi, wybiórczo
nakładane
zakazy importu i obrotu odnoszące się do całości lub części dorobku
inżynierii
genetycznej nie są w żadnej mierze wystarczające, gdyż stwarzają
fałszywe
poczucie bezpieczeństwa.
Nielegalne uprawy dowodzą pogardy sprawcy i
kierowanej
przez niego grupy przestępczej dla praw Rzeczypospolitej
Polskiej,
czynią z Polski ubezwłasnowolnioną kolonię, na której obszarze można
uprawiać
co się chce, mając pewność ślepoty inspektorów i bezkarności. Proste
fałszowanie
deklaracji składu lub etykiet obnaża nieuczciwość oszusta, ale też
uzasadnia
mocne podejrzenie o skorumpowanie organów kontrolnych, które mimo
ciążących na nich obowiązków nie eliminują oszukańczych praktyk.
Korupcja
torująca drogę uprawie, importowi i wprowadzaniu do obrotu zakazanych
organizmów
genetycznie modyfikowanych jest dobrze udokumentowana na całym świecie.
W wielu przypadkach niemrawe działania inspektorów nie są tylko
efektem
wzięcia takiej czy innej korzyści za przymykanie oka na łamanie prawa,
a wynikają z silnych nacisków politycznych porównywalnych z tymi, które
kiedyś doprowadziły do wojen opiumowych.
Nowe odkrycia z zakresu genetyki potwierdzają
tezę o oparciu
opinii na temat skomercjalizowanych wynalazków inżynierii genetycznej
na
nieaktualnej wiedzy naukowej. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić
odkrycie
mechanizmów usypiania i budzenia genów pod wpływem czynników
środowiskowych,
w tym żywieniowych. Usypianie i budzenie genów kontrolujących rozwój
raka
i chorób metabolicznych pod wpływem wynalazków inżynierii genetycznej
jest
bardzo prawdopodobne, a zważywszy na rewolucyjne postępy nauki w tym
zakresie
można spodziewać się fali doniesień o wpływie GMO na każdy spośród 196
genów uśpionych w wyniku oddziaływania matczynej lub ojcowskiej kopii,
a składających się na 1% ludzkiego genomu. Sygnały z nawet bardzo
zdegradowanych
w procesie trawienia organizmów genetycznie modyfikowanych mogą usypiać
lub budzić geny znajdujące się w tych regionach chromosomów, o których
wiadomo, że decydują o podatności na raka, cukrzycę, otyłość,
odporność.
W trakcie ewolucji organizmy naturalne, w tym
zwierzęta
żyworodne, których naznaczenie genetyczne dotyczy, poprzez selekcję
naturalną
dostosowały się do oddziaływania naturalnych składników pożywienia.
Składniki
nienaturalne, genetycznie modyfikowane, wchodzące w skład wcześniej
nieznanej
żywności i paszy narażają świat ludzi i zwierząt na niechciany
eksperyment
na masową, globalną skalę.
Głównym odbiorcą genetycznie modyfikowanej soi i
kukurydzy
nie jest przemysł żywności wysoko przetworzonej a przemysł paszowy
zaopatrujący
fabryki mięsa i mleka. Rozwój genetyki ujawnia mechanizmy potencjalnych
zagrożeń ze strony gmo, przy których bledną tak proste do wykazania
efekty
stosowania pasz genetycznie modyfikowanych, jak ubojowe skażenie mięsa
enterokrwotoczną Escherichia coli O157:H7, która z paszy gmo mogła
nabyć
geny antybiotykooporności, albo nieusuwalne w procesie pasteryzacji
skażenie
krowiego mleka sekwencjami DNA, takimi samymi jak w genetycznie
modyfikowanej
soi i kukurydzy wchodzącej w skład paszy.
Uwaga! W rankingu 2007 Transparency
International nasz
kraj znalazł się wśród 179 sklasyfikowanych krajów świata na 61.
pozycji
za krajami wolnymi od raka korupcji, dzieląc ten zaszczyt z Kubą i
Tunezją.
Kraje mniej skorumpowane od Polski w 2007r.: Dania, Finlandia, Nowa
Zelandia,
Singapur, Szwecja, Islandia, Holandia, Szwajcaria, Kanada, Norwegia,
Australia,
Luksemburg, Wielka Brytania, Hongkong, Austria, Niemcy, Irlandia,
Japonia, Francja, USA, Belgia, Chile, Barbados, St. Lucia, Hiszpania,
Urugwaj,
Słowenia, Estonia, Portugalia, Izrael, St. Vincent i Grenadyny, Katar,
Malta, Macao, Tajwan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Dominika, Botswana,
Cypr, Węgry, Czechy, Włochy, Malezja, Afryka Południowa, Korea
Południowa,
Bahrajn, Bhutan, Kostaryka, CapeVerde, Słowacja, Łotwa, Litwa,
Jordania,
Mauritius, Oman, Grecja, Namibia, Samoa, Seszele, Kuwejt. Jeszcze
na początku lat 90. Polska była klasyfikowana na pozycji 22.
Najnowszy raport Europejskiej Agencji
Środowiska
ujawnia, że coroczne subsydia na transport pochłaniają od 270 do 290
miliardów
euro, z czego połowa idzie na transport drogowy, jeden z najbardziej
szkodliwych
dla środowiska. Niemal co dziesiąty spośród obywateli 25 państw
członkowskich
Unii Europejskiej żyje w odległości mniejszej niż 200 m od drogi, którą
przejeżdżają w ciągu roku ponad 3 miliony pojazdów, a co czwarty - w
odległości
mniejszej niż 500 m od tak zatłoczonej drogi. W następstwie narażenia
tak
wielkiej liczby ludzi na spaliny samochodowe liczba straconych lat
życia
sięga 4 milionów w ciągu jednego tylko roku. Jest oczywistym dla
każdego
faktem, że przedwczesne zgony, przewlekłe choroby i niepełnosprawność
są
tym częściej spotykane, im większa jest koncentracja spalin.
Załamywanie
rąk nad losem ludzi zamieszkujących budynki, które tworzą wąskie
kaniony
wypełnione rzeką tirów, albo w oczekiwaniu na przejście przez jezdnię
krztuszących
się czarnym nieraz dymem z rur spalinowych ma pełne uzasadnienie nie
tylko
zdroworozsądkowe, ale i medyczne. Wątpiącym można przestawić wyniki
badań
epidemiologicznych o niepodważalnej wartości dowodowej.
Odrębnym zagadnieniem są następstwa narażenia
na całodobowy
hałas przekraczający dopuszczalne poziomy dobowe i chwilowe, prowadzący
jego ofiary wprost do stanu depresji. Do wibracji i wstrząsów budynków
mieszkalnych położonych w bliskim sąsiedztwie dróg nie są w stanie
adaptować
się nawet ludzi zamieszkali w takich budynkach od urodzenia. Ryk
silników,
kakofonia sygnałów dźwiękowych, brzęk szklanek, kołysanie się
żyrandola,
pył wdzierający się do domu drzwiami i oknami ani na chwilę nie
pozwalają
zapomnieć, gdzie musi się mieszkać.
Wśród morza zapowiedzi rozwiązania kryzysu
zapoczątkowanego
w Dolinie Rospudy za najbardziej rozsądny i wymagający masowego
poparcia
w ramach narodowego referendum należy uznać przypominany obecnie
program TIRY NA TORY, gdyż przesuwanie po Polsce drogowych pasów
śmierci
jedynie podtrzyma krociowe zyski przemysłu chemicznego, samochodowego,
medycznego i pogrzebowego inicjowane przez europejskich
podatników
składających się na subsydia.
Szkoda, że w tzw. raporcie otwarcia przy
obejmowaniu władzy
przez Prawo i Sprawiedliwość nie oceniono w sposób właściwy zaniedbań w
zakresie kolejnictwa w naszym kraju. Dążenie do likwidacji przewozów
towarowych
było zbrodnią, a przerzucanie kosztów na pasażerów - zwykłą kradzieżą.
Podróż z Warszawy do Wrocławia po przekątnej, czyli przez Łódź, zabiera
prawie siedem godzin i kosztuje połowę ceny biletu za pięciogodzinną
podróż
przez Poznań. Protestów przedstawicieli mieszkańców Wrocławia nie
słychać,
choć wielu ludzi narzeka na ten rozbój.
Wracając do zagrożeń zdrowia związanych z
narażeniem na
czynniki środowiskowe, należy zwrócić uwagę na bardzo ważne orzeczenie
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W uzasadnieniu
wyroku
z dnia 2. listopada 2006r. (skarga
nr 59909/00) zobowiązującego władze Włoch do wypłaty 12 000 euro
jako
zadośćuczynienie za krzywdę moralną w postaci udręki i lęku,
której
doznała ofiara sąsiedztwa zakładu oddziałującego szkodliwie na
środowisko,
trybunał podał pogwałcenie art. 8. europejskiej konwencji praw
człowieka
i podstawowych wolności nakazującego chronić życie prywatne, rodzinne,
dom i korespondencję. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że
ochrona prawa do domu odnosi się nie tylko do fizycznego obszaru życia
osoby i rodziny, lecz także do spokojnego cieszenia się tym obszarem, a
tym samym naruszenie miru domowego nie ogranicza się do aktów
konkretnych
lub fizycznych, jak nieuprawnione wtargnięcie do czyjegoś domu, ale
uwzględnia
także naruszenia niekonkretne i niefizyczne, takie jak hałas, emisje,
odory
i inne formy szkodliwego oddziaływania. Formularz
skargi do Trybunału
Już obecnie Polacy są w ścisłej czołówce
niemal wszystkich,
z wyjątkiem obywateli Białorusi, narodów szukających sprawiedliwości
przed
Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, ale wyrok z dnia 2.
listopada 2006r. dołoży podatnikom do kosztów utrzymania bezczynnych
organów
państwa lawinowo narastające wypłaty odszkodowań za powszechne łamanie
reguł zdrowia środowiskowego, o ile problemy z tożsamością rozmaitych
inspektorów
i rzeczników praw wszelkich nadal będą paraliżować ochronę praw
człowieka
w Polsce.
Dla zdrowia publicznego ważny jest nie tylko
sposób transportu,
ale i rodzaj przewożonego ładunku. Wprowadzanie w gęstą zabudowę
mieszkalną
ładunków wybuchowych, trujących i radioaktywnych czy to tirami, czy też
torami, zawsze jest igraniem z losem i ze względu na rozmiar
potencjalnych
następstw katastrofy w środku miasta za niedopuszczalną należy
uznać
dotychczasową politykę zarządzania ryzykiem w tym zakresie.
Za pomocą środków transportu podejmuje się
ataki na terytorium
innych krajów w ramach niewypowiedzianej wojny ekologicznej polegającej
na podrzucaniu odpadów narodom ubogim i źle zorganizowanym. Parlament
Europejski
13. lutego 2007r. uratował kraje Europy Środkowej, w tym Polskę,
przed zalewem odpadów do spalenia, które Komisja Europejska chciała
przenieść
z kategorii odpadów do kategorii surowców energetycznych z odzysku, co
pod pozorem korzyści dla ekologii w efekcie uczyniłoby Europę Środkową
terenem spalania nie własnej a importowanej części 3,5 miliarda ton
odpadów
wytwarzanych w Unii Europejskiej, uzupełnionych sprowadzanymi z całego
świata odpadami niebezpiecznymi do spalenia w samych tylko Niemczech w
ilości 2,6 miliona ton (wg Der Spiegel: rozpuszczalniki z Australii i
Chin,
pestycydy z Kolumbii, gruz z azbestem z USA są sprowadzane w celu
odpłatnego
spalenia, aby uzupełnić przerób spalarni w Brunsbuettel, Herten,
Dormagen
i Leverkusen).
Jednak narastający w Niemczech opór
obywatelski przeciwko
spalaniu importowanych odpadów w spalarniach, które choć wysokosprawne
i tak stwarzają zagrożenie dla otaczającego środowiska, w szczególności
dla zdrowia ludzi i jakości zdrowotnej płodów rolnych (najgroźniejsze
są dioksyny),
może nasilić legalny i nielegalny import odpadów do Polski oraz być
powodem
znanych w wielu obszarach zdrowia środowiskowego oszukańczych kampanii
bagatelizujących ryzyko śmiercionośnych inwestycji.
dr Zbigniew Hałat
Wypowiedź z dnia 30. lipca 2007 słuchaj
i/lub zapisz Kogo przesiedlić, ludzi czy zwierzęta?
Raport „Stan Sanitarny Kraju
w 2008 roku” Główny Inspektor Sanitarny udostępnił opinii publicznej
dopiero w dniu 12. stycznia 2010r. Wkrótce potem ukazała
się „Informacja Najwyższej Izby Kontroli o wynikach kontroli
stanu technicznego obiektów użytkowanych przez publiczne zakłady opieki
zdrowotnej”, którą Prezes NIK pan Jacek Jezierski zatwierdził 18.
grudnia 2009r. W Raporcie Głównego
Inspektora Sanitarnego można przeczytać, że „szpitale należały do
obiektów, które były objęte przez organy Państwowej Inspekcji
Sanitarnej wzmożonym nadzorem sanitarnym. W 2008 r. kontrolę stanu
sanitarnego przeprowadzono ogółem w 802 szpitalach spośród 807
wykazanych w ewidencji (99,2 %), a więc kontroli poddano prawie
wszystkie placówki. Za niedostateczny uznano stan sanitarny 163
skontrolowanych obiektów, co stanowiło 20,3 % objętych kontrolą.
Oznacza to zwiększenie się liczby takich placówek w porównaniu z rokiem
2007, kiedy negatywna ocena sanitarna dotyczyła 137 placówek (17,2 %
ogółu skontrolowanych). Mimo prowadzonych w wielu obiektach szpitalnych
prac remontowych, zastrzeżenia dotyczące ich stanu
sanitarno-technicznego były bardzo liczne i stanowiły przedmiot
negatywnej oceny sanitarnej. Do najczęściej odnotowanych uchybień w tym
zakresie należały: niewłaściwy stan techniczny ścian, sufitów i podłóg
w salach chorych, korytarzach, blokach operacyjnych, laboratoriach,
pomieszczeniach pralni, ubytki w okładzinach ceramicznych na ścianach i
w posadzkach, brak cokołów przy podłogach, ściany przy umywalkach nie
pokryte materiałem zmywalnym i nienasiąkliwym do wymaganej wysokości,
brak pojemników z mydłem i ręczników jednorazowych przy umywalkach,
zniszczona stolarka drzwiowa i okienna, brak węzłów sanitarnych przy
salach chorych, zbyt mała powierzchnia sal chorych, zniszczone łóżka w
salach chorych, niedostosowanie pomieszczeń do potrzeb osób
niepełnosprawnych, zniszczona armatura sanitarna, uszkodzone grzejniki
ze śladami rdzy, niewłaściwie zamontowane grzejniki utrudniające ich
prawidłowe czyszczenie, brak wydzielonych brudowników i składzików
porządkowych lub niewłaściwe ich wyposażenie, brak lub niewystarczająca
ilość wózków z zamykaną przestrzenią załadunkową do przewożenia brudnej
bielizny i odpadów medycznych, zły stan pomieszczeń do przechowywania
odpadów medycznych (brak doprowadzenia wody, ubytki w powierzchni
ścian, sufitów i posadzek, niesprawna wentylacja), niewystarczająca
ilość urządzeń dźwigowych, brak podjazdów dla karetek, brak
wydzielonych pomieszczeń sanitarnych dla personelu. Ponadto
zastrzeżenia dotyczyły zbyt małej powierzchni pomieszczeń, braku
oddzielnych dróg transportu materiałów czystych i brudnych oraz odpadów
medycznych, zwłaszcza w pralniach, ciągach komunikacyjnych, braku
klimatyzacji, braku wentylacji mechanicznej, braku filtrów powietrza,
braku antyelektrostatycznych wykładzin podłogowych, braku rezerwowego
źródła zaopatrzenia w wodę lub nieodpowiedniej jakości wody z tego
ujęcia, braku właściwego połączenia styku cokołów z podłogą w
pomieszczeniach wymagających zachowania aseptyki, braku lub zbyt małej
ilości śluz fartuchowo-umywalkowych, braku węzłów sanitarnych dla
personelu bloków operacyjnych, wyeksploatowanego lub nieodpowiedniego
wyposażenia sal operacyjnych i gabinetów zabiegowych”. Zgrozę budzi
również gospodarka bielizną szpitalną i pralnictwo. Nic
dziwnego, że w roku 2008 w stosunku do roku poprzedniego
„wyraźnie wzrosła liczba zakażeń bakteryjnych wywołanych przez
typowe drobnoustroje szpitalne, dysponujące wieloma mechanizmami
lekooporności: m.in. Staphylococcus aureus MRSA [Gronkowiec złocisty
oporny na metycylinę] – 17 (7,4 % ognisk), Acinetobacter baumanii – 16
(7 % ognisk), Staphylococcus aureus MSSA [Gronkowiec złocisty wrażliwy
na metycylinę]– 9 (4 % ognisk), pałeczki Klebsiella spp. ESBL(+)
[wytwarzające beta laktamazy o szerszym spektrum] – 4 (1,7 % ognisk),
Enterococcus faecium VRE [oporne na wankomycynę] – 3 (1,3 % ognisk),
Clostridium difficille – 3 (1,3 % ognisk)”. W przypadku aż 22% ognisk
epidemicznych w szpitalach na terenie kraju w 2008 roku czynnika
etiologicznego nie ustalono. Najwyższa
Izba Kontroli badaniami kontrolnymi objęła lata 2006 – 2008, a
czynności kontrolne przeprowadziła w okresie od 1 kwietnia do 31 lipca
2009 r. W dosłownym brzmieniu sformułowań „W kontroli, na zlecenie NIK,
uczestniczyły na podstawie art. 12 pkt 3 ustawy o NIK powiatowe
inspektoraty nadzoru budowlanego – w zakresie oceny stanu technicznego
obiektów budowlanych, państwowa straż pożarna – w zakresie oceny stanu
zabezpieczenia przeciwpożarowego szpitali oraz państwowe powiatowe
inspektoraty sanitarne – w zakresie oceny pomieszczeń szpitali pod
względem higieniczno-sanitarnym.” Najwyższa Izba Kontroli po raz
kolejny od 1989r. wykazuje brak kompetencji w obszarze nadzoru
sanitarno-przeciwepidemicznego, wymieniając nie tylko nazwę
nieistniejących organów państwa polskiego, lecz także marginalizując
obowiązujące, choć nie egzekwowane z powodu indolencji, korupcji
politycznej i niedostatku etyki lekarskiej inspektorów prawo sanitarne,
którego kręgosłupem jest ustawa o Państwowej Inspekcji Sanitarnej.
Stwierdzenie NIK, iż jakoby „bezpieczeństwo higieniczno-sanitarne,
utrzymanie porządku i estetykę pomieszczeń zapewniono w stopniu
zadowalającym w 92% skontrolowanych szpitali” wymaga ostrej reakcji i
odwołania się do opinii publicznej. Zapraszam
do udziału w Rozmowach Niedokończonych w dniu 7. lutego 2010r., w
niedzielę, w Telewizji TRWAM
godz. 18.10 - 19.30 i w Radio
Maryja godz. 21.40 - 23.50. Temat rozmów: „Epidemiologia lekarska a
stan szpitali według raportów Najwyższej Izby Kontroli”.
Poniedziałek
bez mięsa! To obowiązek, który nobilitowany narkoman wsparty przez
skompromitowanego oszusta, chce narzucić poddanym prezydenta
Eurokołchozu. Dlaczego nie piątek a właśnie poniedziałek? Polakom nie
trzeba tego tłumaczyć. Władysław Gomułka, ziejący nienawiścią do
katolików autor pamiętnych słów: "tylko państwo ma prawo ustalania,
jakie emblematy mogą się znajdować na ścianach izb szkolnych",
zasłynął w 1959r. wprowadzeniem zakazu sprzedaży mięsa, wędlin i
wyrobów wędliniarskich właśnie w poniedziałki. Nie od razu były to
poniedziałki. Tuż po wojnie ukazało się rozporządzenie Prezesa Rady
Ministrów z dnia 24. kwietnia 1946r. w sprawie ograniczenia obrotu
mięsem, jego przetworami oraz tłuszczami zwierzęcymi. Premier Edward
Osóbka-Morawski na podstawie art. 3 dekretu Polskiego Komitetu
Wyzwolenia Narodowego z dnia 25 października 1944r. o zwalczaniu
spekulacji i lichwy wojennej zarządził, co następuje: „zabrania się
dokonywania wszelkich obrotów mięsem i jego przetworami oraz tłuszczami
zwierzęcymi w środy, czwartki i piątki każdego tygodnia (dni
bezmięsne). W dniach nie objętych zakazem wolno sprzedawać w celach
konsumpcyjnych potrawy z mięsa i jego przetworów o wadze maksymalnej
100 g, przy czym jednej osobie można podać tylko jedno danie z mięsa
lub jego przetworów.” Ludzie i tak pościli w piątki, a pożyteczni
idioci mogli sobie wiązać nadzieje ze wsparciem postu siłą państwa
komunistycznego.
Od Osóbki do Gomułki Polska nie mogła wydobyć się z wojennej ruiny
gospodarczej także za sprawą tzw. „zdobyczy nauki radzieckiej”, których
ikoną był Trofim Łysenko. Nie wierzył on w istnienie genów. Może
dlatego, że podstawy naukowej genetyki świat zawdzięcza pracom o.
Grzegorza Medla, urodzonego w miejscowości Hynčice nad Odrą na
Śląsku Czeskim, opata augustianów, walczącego z prześladowaniem
kościoła. W latach 1856 -1863 o. Mendel wysiał i przebadał ok. 29
000 roślin grochu. Jego krytyk – Łysenko też wysiewał groch, ale na
skalę masową i to w zimie. Mając wsparcie dekretu Komunistycznej Partii
Związku Sowieckiego z 1948r., w którym komuniści odrzucili naukowe
dowody z prac o. Mendla, Łysenko uczynił ze swojej pseudonauki doktrynę
państwa sowieckiego, sprowadzając głód na poddanych imperium i
prześladowania na przeciwników jego urojeń. Wojna z Bogiem oznacza
zawsze wojnę z człowiekiem. Dyktatura potrafi przy tym posłużyć się
każdym argumentem, najchętniej jednak mającym pozory naukowości.
Nawiązując do dyktatury naszych czasów, warto zauważyć, że obsadzeni
przez wodza zwycięskiej rewolucji socjalistycznej niektórzy komisarze
Komisji Unii Europejskiej - jako były aktyw partyjny - nie mogą nie
znać dekretu Rady Komisarzy
Ludowych Guberni Saratowskiej o zniesieniu prywatnej własności…
kobiet. Dekret, który powstał z inicjatywy Aleksandry Kołłontaj,
wieszczącej upadek rodziny wraz ze zwycięstwem komunizmu i Nadieżdy
Krupskiej, konkubiny Lenina, przewidywał zniesienie z dniem
1 stycznia 1918 r. prawa do stałego posiadania kobiet w wieku od 17 do
32 roku życia. Kobiety te dekret uznał za własność całej klasy
pracującej i upoważniał obywateli płci męskiej do ich używania, nie
częściej jednak niż cztery razy w tygodniu i nie dłużej niż przez trzy
godziny. Dzieci spłodzone w tych warunkach po ukończeniu pierwszego
miesiąca życia nakazywał oddać do ‘Ludowych żłobków”, gdzie miały
otrzymać wychowanie i wykształcenie do lat 17. Winnym
rozprzestrzeniania chorób wenerycznych groziła odpowiedzialność prawna
przed sądem rewolucyjnym. Jak podaje The New York Times z 18. lutego
1919r. kobiety zostały „znacjonalizowane”, a urzędowy
dekret ujawnia degradację, której zostały one poddane przez
czerwonych. W uzasadnieniu komuniści stwierdzili, że „Legalne
małżeństwo było i jest stanem, który służył jako narzędzie w rękach
burżuazji, na skutek czego najlepszy gatunek wszystkich pięknych kobiet
stał się własnością burżujów, co nie pozwala na właściwy rozwój
rasy ludzkiej.” Owa szczera troska o „właściwy rozwój rasy
ludzkiej” była jednak przyjęta wrogo przez nieuświadomione
masy. Dzisiaj europejskie masy są już indoktrynowane na tyle
skutecznie, że odrzucają małżeństwo, dzieci wolą zabić niż
wychować, bądź oddać na wychowanie, a zarażanie chorobami wenerycznymi
stało się równie bezkarne dla sprawców, co początkowo niedostrzegalne
dla ofiar. Tyle że sprawca odchodzi w siną dal, a ofiara pozostaje z
narastającym problemem, chorując, przenosząc zakażenie na innych, w tym
najbliższą rodzinę (współmałżonka, dziecko w łonie matki) i ponosząc
koszty finansowe i życiowe rozpoznania i leczenia choroby wenerycznej,
a często kliku na raz. Jak widać, zgodnie z proroctwem Saszy Kołłontaj
zwycięstwo komunizmu przyniosło rozpad rodziny. No, ale szczęścia masom
nie przyniosło. Zdaniem jej ideowych następców ludzkość ma teraz na
karku już nie burżujów z ich burżujskimi prywyczkami w postaci
małżeństwa prowadzącego do prywatnej własności kobiet w wieku 17 – 32 a
odparcie największego zagrożenia ludzkości, jakim jest Antropogenne
Globalne Ocieplenie. Według samozwańczych elit mających pretensje do
totalitarnego rządzenia światem życiu na Ziemi zagraża nikła - na
tle źródeł naturalnych - ilość dwutlenku węgla, która jest
produktem aktywności człowieka.
Od 20. listopada 2009, kto miał dostęp do Internetu, mógł łatwo
dowiedzieć się, że to największe pseudonaukowe oszustwo naszych czasów
zostało zdemaskowane, że zawiadujący grupą współczesnych odpowiedników
Trofima Łysenki profesor - a jakże - Phil Jones, podał się do dymisji,
a obsadzony w roli gwiazdora walki z urojonym zagrożeniem amerykański
wiceprezydent z czasów Clintona - Al Gore, 24. listopada musiał
czmychnąć ze spotkania z czytelnikami w Borders Bookstore przy 150 N.
State Street w Chicago, przedtem odpowiadając fizycznym atakiem
ochroniarzy na grzecznie stawiających pytania.
Mając nadzieję, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, warto
zauważyć, że Climategate stwarza okazję do przeglądu rzetelności i
wiarygodności szeregu innych twierdzeń opatrzonych klauzulą
nieomylności tzw. naukowych autorytetów i wykorzystywanych przeciwko
ludziom i przyrodzie, na czele z gmo, nanocząstkami, produktami
leczniczymi itp. Jeśli teraz okryci hańbą manipulatorzy faktami
prezentowanymi jako naukowe nie ustąpią miejsca ludziom na tyle
uczciwym, aby można byłoby im ufać i im płacić, za niedługo wielcy
dyktatorzy wsparci przez zastępy ogłupionych hunwejbinów ogłoszą, że
światu zagraża nie tylko wytworzony przez człowieka dwutlenek węgla,
lecz równie wszechobecny monotlenek diwodoru, po angielsku dihydrogen
monoxide, w skrócie DHMO. Już w 1989 r. młodzi amerykańscy uczeni Eric
Lechner, Lars Norpchen and Matthew Kaufman z Uniwersytetu
Kalifornijskiego w Santa Cruz poinformowali opinię publiczną o
śmiertelnym zagrożeniu ze strony DHMO. W 1997 Nathan Zohner uzyskał
poparcie dla wprowadzenia zakazu monotlenku diwodoru u 86% pytanych o
to osób, a ukuty od jego nazwiska termin „zoneryzm” i wszedł na
stałe do nauki i praktyki komunikowania zagrożeń zdrowia (ang. health
risk communication). Zoneryzm oznacza wykorzystanie prawdziwych faktów
w celu doprowadzenia publiczności charakteryzującej się brakiem wiedzy
naukowej i matematycznej do fałszywych wniosków. Pozwolę sobie dodać,
że Nathan miał 14 lat, badał kolegów z klasy, a co najważniejsze
monotlenek diwodoru, to… H2O, … zwykła woda.
dr Zbigniew Hałat
Felieton,
27. listopada 2009
Z wiekiem ubywa złudzeń, za to przybywa
rozumu. Do czynów najbardziej odrażających należy przeto nadużycie
zaufania ludzi młodych, którzy, nie mając własnych doświadczeń, z
dziecięcą łatwowiernością przyjmują za własne narzucane im z
premedytacją sprzeczne z rozumem przekonania. Na przykład sprzyjające
szerzeniu się AIDS, co warto wspomnieć na kilka dni przed Światowym
Dniem Walki z AIDS 2009. Jeszcze bardziej godne pogardy jest świadome i
umyślne manipulowanie opinią publiczną za pomocą wyssanych z palca
argumentów i przy pomocy sprzedajnych autorytetów. Prędzej czy później
mistyfikacja kończy się kompromitacją ludzi, którzy ją zmyśli i jej
służyli. Niestety, sama kompromitacja sprawców nie przywraca
życia, zdrowia i utraconych dóbr, w tym dobrego imienia i majątku,
ofiarom mistyfikacji. Mało tego. Taka mistyfikacja jak „poniżenie
Niemiec i Sowietów przez Traktat Wersalski” do dzisiaj stanowi doktrynę
polityczną naszych obydwu największych sąsiadów i to pomimo potępionego
przez ludzkość ludobójstwa, którego dopuścili się, wcielając tę
doktrynę w życie. Poparcie dla Eriki Steinbach ze strony głównej partii
politycznej Niemiec współgra z wystąpieniem Władimira Putina na
Westerplatte i każe rozglądać się za sojusznikami. A tymczasem nasza
największa nadzieja na odsiecz rozpłynęła się we mgle nad Atlantykiem.
Może to i lepiej poznać prawdę zawczasu i nie brnąć w mistyfikacje typu
„offset za F-16”. Mistyfikacja, którą posłużyli się republikanie,
wystawiając Collina Powella do przedstawienia w ONZ dowodów na
„dysponowanie bronią masowego rażenia przez reżim Saddama Husaina”,
wciągnęła nas w przynoszącą same straty wojnę, przeciwko której
stanowczo i głośno występował Jan Paweł II, zaś mistyfikacja guru
demokratów Ala Gore’a znana jako „Atropogenna Zmiana Klimatu”, którą
oprotestował Benedykt XVI i Vaclav Klaus, ma posłużyć do
ostatecznego zrujnowania polskiej gospodarki, która rozkwitłaby w
oparciu o własne przebogate zasoby energetyczne. Węgla wydobywać i
używać - nie wolno. Geotermii rozwijać – też nie wolno. Nie wolno, bo
trzeba dać zarobić obcym sprzedawcom wież wiatrowych, elektrowni
atomowych, uranu, gazu ziemnego, ropy naftowej. Nie wolno, bo
mistyfikacja pod nazwą „demokracja unijno-europejska”, krótko:
europeizm, coraz wyraźniej szczerzy kły. Jak każda demokracja z
określnikiem, demokracja unijno-europejska z natury rzeczy ma ten sam
cel, co demokracja socjalistyczna, krótko: socjalizm. Jest nim władza
hegemona i przywileje dla jego piesków. Przydałoby się szczegółowo
porównać obydwa totalitaryzmy, brukselski i moskiewski, by je
zbilansować z punktu widzenia polskiej racji stanu. Nie innej,
narzucanej przez obce propagandowe mistyfikacje, a właśnie polskiej.
Nie musimy się zgadzać na to, by Polak był traktowany jak miś o małym
rozumku, który zrozumie nie wiele więcej niż głosi pierwsza zwrotka
piosenki „wlazł kotek na płotek i mruga”.
Polakom potrzeba zdrowego rozsądku, abyśmy
jako naród nie odeszli w niebyt odarci z tożsamości, wywłaszczeni z
własności, zdziesiątkowani przez emigrację, kulturę
antynatalistyczną i krach ochrony zdrowia. Po prostu: aby nie pójść z
torbami, trzeba pójść po rozum do głowy.
Rozum, czyli zdrowy rozsądek, po łacinie
sensus communis, po angielsku common sense, wymaga zdefiniowania. Tu
trzeba sięgnąć do myśli Kartezjusza. Prekursor nowożytnej kultury
umysłowej, najbardziej znany z twierdzenia Cogito ergo sum, myślę więc
jestem, już w 1619 r. doszedł do wniosku, że tylko to jest pewne, co
jest jasne i wyraźne. Pewnym jest wszystko, co rozsądek jasno i
wyraźnie widzi. Kartezjański rozsądek (bon sens), to rozum, który
pozwala odróżnić prawdę od fałszu. Jak pisze Kartezjusz w
fundamentalnym dziele opublikowanym w 1637r. , a z którego przesłania
do dzisiaj korzystamy, pod tytułem „Rozprawa o metodzie” (Discours
de la méthode pour bien conduire sa raison, et chercher la vérité dans
les sciences): „Rozsądek jest to rzecz ze wszystkich na świecie
najlepiej rozdzielona, każdy bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze
zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej jest
zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niźli posiadają. Nie jest
prawdopodobne, aby się wszyscy mylili co do tego; raczej świadczy to,
iż zdolność dobrego sądzenia i rozróżniania prawdy od fałszu, co
nazywamy właśnie rozsądkiem lub rozumem, jest z natury równa u
wszystkich ludzi. Tak więc rozbieżność mniemań nie pochodzi stąd, aby
jedni byli roztropniejsi od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy
myśli nasze rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy. Nie
dosyć bowiem mieć umysł bystry, ale główna rzecz jest właściwie go
stosować. Największe dusze zdolne są do największych występków zarówno
jak do największych cnót; a ci, którzy idą jedynie bardzo wolno, jeśli
trzymają się wciąż prostej drogi, mogą posunąć się o wiele dalej niż
ci, którzy biegną, lecz oddalają się od niej.” Piękne!
Uważa się, że na poglądy Kartezjusza, jak św.
Tomasza z Akwinu, miała wpływ myśl pioniera powszechnego sceptycyzmu,
którym był najwybitniejszy uczony Islamu, żyjący w latach 1058-1111 Abū
Ḥāmid Muḥammad ibn Muḥammad al-Ghazālī, znany w Europie jako
Algazel. Jak pół tysiąca lat później Kartezjusz,
al-Ghazālī, autor przełomowego dzieła „Inkoherencja filozofów" (Tahāfut
al-Falāsifaʰ, arab. تهافت الفلاسفة),
odwoływał się do matematyki, jako narzędzia rozstrzygnięć sporów. Warto
dodać, że inkoherencja (łac. incoherentio) jest to termin stosowany w
naszych czasach w psychiatrii i oznacza zaburzenie myślenia, wyrażające
się w rozrywaniu związków pomiędzy członami myślenia, w rozpadzie
struktury zdań, a nawet wyrazów.
Z kolei brytyjski filozof George Edward Moore
w eseju z 1925r. p. t. "Obrona zdrowego rozsądku" (A Defence of
Common Sense) uznał, że żadna teoria naukowa nie może zaprzeczyć
twierdzeniom zdroworozsądkowym, które wyrażają podstawową wiedzę o
świecie. Zdrowy rozsądek jest kryterium prawdziwości systemów.
Epidemiologia lekarska tworzy i weryfikuje
podstawową wiedzę o świecie w zakresie medycyny i ekologii człowieka.
Czyni to zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, takim, jakim go widział przed
tysiącem lat Al-Gazali, przed czterystu laty - Kartezjusz, a przed
niemal stu - George Edward Moore. Nie jest to sposób widzenia
świata przez pryzmat reklamy, lobbingu, drapieżnej polityki oraz
wiecznie głodnych władzy i pieniędzy polityków.
Zapraszam wszystkich do udziału w programie Rozmowy niedokończone w
niedzielę 29. listopada 2009r. na antenie Telewizji TRWAM od
godziny 18.10 i w Radio Maryja
od 21.35. Tematem rozmów będzie
epidemiologia lekarska w Polsce i na świecie.
Respektować środowisko to
nie znaczy uznać, że natura nieożywiona czy ożywiona jest ważniejsza od
człowieka. Nie znaczy jednak też, że można egoistycznie uważać, że w
pełni możemy nią dysponować dla własnych interesów, gdyż przyszłe
pokolenia również mają prawo do korzystania z dóbr stworzenia,
postępując w duchu tej samej odpowiedzialnej wolności, której domagamy
się dla siebie. Nie można też zapominać, że w wielu przypadkach ubodzy
są odcięci od dóbr stworzonych o powszechnym przeznaczeniu. Dziś
ludzkość niepokoi się o przyszłą równowagę ekologiczną. Oceny sytuacji
w tym względzie należy dokonywać z rozwagą, poprzez dialog ekspertów i
znawców, bez ulegania presjom ideologicznym sugerującym pochopne
wnioski, a przede wszystkim budując wspólnie model zrównoważonego
rozwoju, który może zapewniać dobrobyt wszystkim w poszanowaniu
równowagi środowiskowej. Jeśli ochrona środowiska wiąże się z kosztami,
winny one być rozkładane sprawiedliwie, z uwzględnieniem różnorodności
rozwoju w poszczególnych krajach i w poczuciu solidarności z przyszłymi
pokoleniami. Rozwaga nie oznacza, że unika się odpowiedzialności i
odwleka decyzje; zobowiązuje raczej do wspólnego podejmowania decyzji
po odpowiedzialnym przemyśleniu drogi, jaką należy pójść, stawiając
sobie za cel umocnienie przymierza między człowiekiem a środowiskiem,
mającego odzwierciedlać stwórczą miłość Boga, od którego pochodzimy i
ku któremu zdążamy.
Powyższy rozdział 7.
przesłania Papieża z 8 grudnia 2007 roku nosi tytuł
„Rodzina, wspólnota ludzka i środowisko”. Pełne ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO
BENEDYKTA XVI NA ŚWIATOWY DZIEŃ POKOJU 1 STYCZNIA 2008 ROKU jest
dostępne w wielu językach na stronie internetowej (vide)
kto może, niechże sobie je
ściągnie, wydrukuje i przekaże innym, gdyż trudno sobie
wyobrazić, aby uprzywilejowana dostępem do internetu garstka spośród
ponad miliarda katolików nie chciała poznać i rozpowszechnić - także
wśród bliskich nam obcokrajowców - dosłownej treści stanowiska Ojca
Świętego na temat kluczowych dylematów naszych czasów. Poznać i przyjąć
za swoje rozstrzygnięcia Stolicy Piotrowej każdy katolik chce a nie
musi. Musi tylko wtedy, kiedy katolika udaje z przyczyn np.
politycznych w myśl starego zawołania Henryka IV Bourbona
"Paryż wart jest mszy!". Motywowani polityką nibykatolicy bardzo łatwo
ulegają manipulacji antykatolików, stąd warto rozpowszechniać
oryginalne materiały źródłowe prosto z Rzymu.
Tuż po opublikowaniu
orędzia, odezwały się głosy, że Papież wprost krytykuje
polityczno-gospodarczą doktrynę przypisywania człowiekowi
odpowiedzialności za zmianę klimatu. A przecież zabiegając o dobro
wspólne, Ojciec Święty powie dosłownie: „Dziś ludzkość niepokoi
się o przyszłą równowagę ekologiczną. Oceny sytuacji w tym względzie
należy dokonywać z rozwagą, poprzez dialog ekspertów i znawców, bez
ulegania presjom ideologicznym sugerującym pochopne wnioski..” Tego
rodzaju presję ideologiczną prezydent
Republiki Czeskiej prof. Vaclav Klaus, sam członek narodowego
kościoła husyckiego, nazwał nową religią, ideologią zagrażającą
wolności oraz światowemu porządkowi ekonomicznemu i społecznemu. 12.
maja br. przemawiając w Instytucie Cato powiedział, że enwiromentalizm
jest formą odgórnego kierowania społeczeństwem, na co Czesi są
szczególnie uwrażliwieni, gdyż żyli pod panowaniem komunizmu. No tak,
Czesi z komunizmu już wyszli i potrafią bronić się przed kolejną
opresją. Czechy zajmują trzecią pozycję w świecie w wykazie
państw o najwyższym wydobyciu węgla na jednego mieszkańca, Polska –
szóstą. O 1/3 więcej wydobytego węgla przypada na Czecha niż na Polaka.
Spalanie paliw stałych wiąże się z emisją m. in. gazów cieplarnianych,
w tym wskaźnikowego dwutlenku węgla. Według ostatnich statystyk ONZ w
2004 r. na głowę mieszkańca Republiki Czeskiej przypadało 11,4 tony
dwutlenku węgla, a na mieszkańca Polski – 8 ton. O 1/3 więcej emisji
dwutlenku węgla przypada na Czecha niż na Polaka. Czeski patriota pan
prezydent Klaus na przekór globalnej poprawności politycznej nie waha
się twardo bronić interesów swojego państwa opartych o własne bogactwa
naturalne a nie o importowany uran, choć już 14,3% energii w Republice
Czeskiej pochodzi z elektrowni atomowej. W 2005r. w Republice
Czeskiej węgiel był źródłem energii w 44,7% a w Polsce w 58,7%.
Energia wodna, słoneczna, wiatrowa i geotermalna w Czechach składała
się na 0,5% zaopatrzenia, a w Polsce tylko na 0,2%, pomimo
udokumentowanych bogatych zasobów geotermii . Tymczasem nasi obecni
przywódcy chcą pogrzebać gotowy projekt wykorzystania energii
geotermalnej, który niewątpliwie miałby charakter koła zamachowego dla
polskich interesów opartych o własne bogactwa naturalne – węgiel i
właśnie energię geotermalną.
Zabierając głos na
posiedzeniu plenarnym ONZ 24. września b. r., prezydent Vaclav Klaus
wyraził wątpliwość co do tego czy zmiana klimatu jest następstwem
działalności człowieka. Podobną opinię można usłyszeć od wielu
niezależnych ekspertów. 12 grudnia 2007 r. stu naukowców wystosowało
list otwarty do sekretarza generalnego ONZ, pana Ban Ki-Moon, stanowczo
odrzucający twierdzenie jakoby można byłoby powstrzymać zmianę klimatu,
która jest naturalnym zjawiskiem od wieków oddziałującym na ludzkość.
Wszystkie geologiczne, archeologiczne, ustne i pisemne świadectwa
potwierdzają obecność dramatycznych wyzwań, którym musiały w
przeszłości stawić czoła społeczności ludzkie zagrożone nieoczekiwanymi
różnicami temperatury, opadów, wiatrów i innych zmiennych
klimatycznych. Nie ma możliwości znacząco zmienić klimat poprzez cięcia
w zakresie emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka. A
co najgorsze, ponieważ usiłowania zmniejszenia emisji będą spowalniać
rozwój, obecne podejście ONZ do redukcji dwutlenku węgla raczej
przyczyni się do zwiększenia a nie do zmniejszenia cierpień ludzi z
powodu nadchodzącej zmiany klimatu.
Ostatnie obserwacje takich
zjawisk, jak topnienie lodowców, podnoszenie się poziomu mórz i
migracje gatunków wrażliwych na temperaturę nie stanowią dowodu na
nienormalne zmiany klimatu, ponieważ nie zdołano wykazać, aby
którakolwiek z tych zmian wychodziła poza granice znanej naturalnej
zmienności.
Średni przyrost ocieplenia o
0,1- 0,2 st. C w ciągu dekady zarejestrowany przez satelity pod koniec
XX wieku mieści się w znanych naturalnych przyrostach ocieplenia i
ochłodzenia w ciągu ostatnich 10 000 lat.
Wiodący naukowcy, w tym
najwyżsi przedstawiciele Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu
(Intergovernmental Panel on Climate Change - IPCC), przyznają, że
obecnie stosowane symulacje komputerowe nie potrafią przepowiadać
klimatu. Zgodnie z tym i pomimo komputerowych projekcji wzrostu
temperatury, od 1998r. nie pojawiła się żadna nadwyżka ciepła w skali
globalnej. Bieżący poziom temperatury jest następstwem okresu
ocieplenia z końca XX wieku i stanowi kontynuację naturalnego cyklu
klimatycznego rozciągającego się na wiele dekad lub tysiąclecie.
Wśród stu sygnatariuszy
powyższego listu otwartego jest dwóch naukowców z Polski: prof. dr
Zbigniew Jaworowski, fizyk, przewodniczący rady naukowej
Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie i prof.
dr A. J. Tom van Loon, geolog z Uniwersytetu Adama
Mickiewicza w Poznaniu
Z profesorem nauk przyrodniczych
Zbigniewem Jaworowskim, badaczem zanieczyszczeń lodowców i stężenia CO2
w atmosferze, autorem wielu publikacji na temat zmian klimatycznych,
wieloletnim przedstawicielem Polski w Komitecie Naukowym ONZ ds.
Skutków Promieniowania Atomowego, członkiem Nongovernmental
International Panel on Climate Change (NIPCC), który zrzesza naukowców
sceptycznych wobec teorii ocieplenia klimatu, rozmawia Mariusz Bober
Kultura
decyduje o tym, kim jesteśmy. Jak głosił amerykański filozof Willard
Van Orman Quine, znany jako „Van”, zaprzyjaźniony z wybitnym Polakiem o
przyjętym nazwisku Alfred Tarski, „no entity without identity”, po
łacinie nullam esse entitatem sine identitate, czyli: nie ma osoby bez
tożsamości. Wydawałoby się, że wszyscy rodacy autora książki „Pamięć i
tożsamość” wiedzą doskonale jakie są źródła i cechy ich własnej
tożsamości. Ale tak nie jest. Ale tak nie jest, niestety. Jak tylko
Polak poczuje się silniejszy, zapomina o katechizmie i patriotyzmie. A
zwłaszcza, kiedy dojdzie do władzy lub do pieniędzy. I to w tej
kolejności, charakterystycznej dla krajów napiętnowanych korupcyjnym
zdziczeniem. Także agent wpływu nie pracuje dla idei. Choćby i
znalazł się na szczycie władzy państwowej. Na przykład taki…, taki…
król Stanisław August Poniatowski. Przyszły król dzieciństwo spędził w
Gdańsku, gdzie pobierał nauki od niemieckiego historyka o antypolskim
nastawieniu, Gotfryda Lengnicha. Później lekcji logiki udzielał mu
przyszły poseł rosyjski w Rzeczypospolitej, Herman Karl von Keyserling.
W 1756 Poniatowski został posłem saskim w Petersburgu, gdzie spłodził
córkę. Matką nieślubnego dziecka była Sophie Friederike Auguste księżna
von Anhalt-Zerbst, przyszła cesarzowa Rosji Katarzyna II. Wzorzec
osobowy kanclerz obecnych Niemiec, pani Angeli Merkel, caryca Katarzyna
II tak uzasadniała przyjęte 11 kwietnia 1764r. porozumienie
pomiędzy Rosją i Prusami w sprawie zapewnienia, że najwyższa władza w
Polsce będzie oddana w ręce marionetki: „Jest rzeczą nieodzowną, abyśmy
wprowadzili na tron Polski Piasta dla nas dogodnego, użytecznego dla
naszych rzeczywistych interesów, jednym słowem człowieka, który by
wyłącznie nam zawdzięczał swoje wyniesienie. W osobie hrabiego
Poniatowskiego, stolnika litewskiego, znajdujemy wszystkie warunki
niezbędne dla dogodzenia nam i skutkiem tego postanowiliśmy wynieść go
na tron Polski”. Ponieważ wtedy jeszcze nie było telewizji, caryca
przysłała nam swoje wojska, dla naszego dobra – oczywiście - by broniły
naszych swobód, a te już zadbały, aby 17 września 1764r., przy znacznej
absencji uprawnionych elektorów Poniatowski został wybrany królem
Polski. Elekcję Poniatowskiego podpisało jedynie 5 320 osób. Po
upadku insurekcji kościuszkowskiej, kiedy Polska przestała istnieć jako
państwo, w 31 rocznicę swojej koronacji Poniatowski abdykował na rzecz
Rosji 25 listopada 1795r., w dniu imienin Katarzyny II i
przeszedł na stałą pensję od carycy. Jeden dobrze obsadzony agent
wpływu potrafił tyle zła wyrządzić swoim rodakom. I cóż z tego, że
naród pamiętał. O kimś, kto się "zeszmacił" politycznie, mówiono, że
się "zestanisławoauguścił". Ale czy rzeczywiście Poniatowski się
zeszmacił, czy też może zachował swoją tożsamość ukształtowaną przez
wspomnianych nauczycieli, a przy tym doskonale przydatną do wykonania
zadań najemnika na wysokim, najwyższym szczeblu władzy?
Niedawne obchody Dnia Niepodległości
muszą skłaniać do refleksji nie tylko nad sposobem, w jaki tę
niepodległość przed 91 laty Polska odzyskała, ale też nad jak
najbardziej aktualnym tematem przyczyn, dla których tę niepodległość
Polska na 123 lata straciła. Jeszcze ważniejsza jest odpowiedź na
pytanie, jakie Polska ma szanse na odzyskanie niepodległości, gdyby
dalszy rozwój spraw prowadził do jej całkowitej utraty. Wszystko leży w
rękach młodzieży, naturalnie. Dzisiaj młodzi, jutro rodzice, pojutrze
dziadkowie przeniosą cechy swojej tożsamości na następne
pokolenia. Jaki jest dorobek własny pokoleń wychowanych w atmosferze
uwielbienia dla Festiwalu w Woodstock 1969 oraz takich ikon, jak Che
Gevarra i Madonna, widzi każdy, komu w zamian za opiekę i leczenie
zapewnia się porzucenie i/lub eutanazję. Zresztą do zalegalizowania
eutanazji dążą ci sami, którzy są entuzjastami zalegalizowania
narkotyków i innych narzędzi uśmiercania na masową skalę. Skoro - jak
uczą ojcowie Kościoła Katolickiego i co potwierdzają nasze własne
liczne obserwacje - kultura śmierci zjada własne dzieci, warto, mając
na względzie przyszłości Ojczyzny i świata, pomyśleć o sposobach
zapobiegania jej szerzeniu się w wyniku tak powszechnych obecnie
zjawisk, jak zeszmacenie polityków i slutyfikacja elektoratu.
Inne dobre powiedzenie Vana, szczególnie
miłe dla ucha epidemiologa brzmiało następująco: "być to znaczy być
wartością zmiennej" (to be is to be the value of a variable, łac. esse
variabilis cuiusdam esse). W zastosowaniu do obłąkańczego
promiskuityzmu będącego jedną z najważniejszych zdobyczy kultury
śmierci i niosącego gorzkie owoce w postaci pandemii chorób
wenerycznych, w tym AIDS i chlamydiozy prowadzącej do bezpłodności,
oraz bezmiaru patologii społecznej, stwierdzenie „być to znaczy być
wartością zmiennej” daje się łatwo wyrazić liczbą osób, z którymi ktoś
podjął współżycie płciowe. Oczywiście im większa ta liczba, tym większe
zagrożenie dla zdrowia i życia. W świecie zachodnim coitarche, czyli
wiek podjęcia współżycia, decyduje o liczbie osób, z którymi ktoś
podejmie współżycie w przyszłości i to poza małżeństwem. Tym czasem
młodzi ludzie coraz wyżej cenią zachowanie i ofiarowanie przyszłemu
małżonkowi lub przyszłej małżonce nieodnawialnej wartości jaką jest
dziewictwo. Uniwersalna wartość dziewictwa aż do ślubu jest
duchowym zobowiązaniem dwóch głównych religii świata, które są
deklarowane przez ponad połowę obywateli krajów Unii Europejskiej i
Unii Afrykańskiej. Wśród ludności Europy poza jej częścią wschodnią
54,8 % deklaruje przynależność do Kościoła Rzymsko – Katolickiego a 4,3
% wyznaje islam, a wśród ludności Afryki jest 45,8 % muzułmanów i 15,3
% rzymskich katolików. Błogosławiona Karolina Kózka, która zginęła
śmiercią męczeńską 18. listopada 1914r. wiedziała, że nie ma osoby bez
tożsamości.
dr Zbigniew Hałat
Felieton, 30. października 2009
Czy można mieć wszystko? To pytanie w
dzisiejszej Polsce brzmi jak prowokacja. Owszem można mieć wolność
wypowiedzi. Nowak i Kowalski mogą się wygadać, ponarzekać do woli,
wyżalić, popłakać, a nawet rzucić ciężkie słowa pod adresem
rządzących. I to w publicznej telewizji. Ale co z tego za korzyść?
Biadolenie, choćby najbardziej rozpaczliwe i najmocniej uzasadnione
tragiczną sytuacją wielu rodzin niczego nie zmieni. Dostaliśmy się w
niewolę uzurpatorów, którzy opanowali do perfekcji sztukę zdobywania i
utrzymywania władzy za pomocą narzędzi prawnych i propagandowych. Od
dwudziestu lat na przemian ci sami rządzący robią to do czego się
zobowiązali i biorą za to sowite wynagrodzenie. Nie są to obcy.
Tak było i w przeszłości. To polska szlachta skapitulowała pod Uściem i
dopuściła do szwedzkiego potopu. To polska arystokracja sprowadziła na
ojczyznę kaduk, czyli wielką niemoc. Kaduk. Według słownika języka
polskiego, który wydał w 1808r. Samuel Bogumił Linde, a obecnie
books.google.com udostępnia ten rarytas wszystkim użytkownikom
internetu, kaduk to 1) odumarłe dobra, czyli w obecnym rozumieniu
mienie pozostawione bez spadkobiercy i przechodzące na własność
lokalnych działaczy wiadomej partii, 2) choroba rzucająca, czyli
padaczka, epilepsja - tu Linde podaje przykład „Gdy kaduk kogoś rzucił
zrywano seymy, dlaczego choroba ta nazwana sejmowa, comitialis” i
wreszcie trzecie znaczenie - kat, czart, bies, diabeł. To wiele
wyjaśnia. Już w 1831 ówcześni Polacy szli na bagnety z wiarą, że „kto
przeżyje wolnym będzie, kto umiera wolnym już”. Przekonanie, że
sprzedawczykowstwo i narodowe zaprzaństwo magnatów, szlachty i części
duchowieństwa doprowadziły do utraty naszej niepodległości przez wiele
dziesiątków lat napędzało walkę klas, tak długo, aż ciotki rewolucji,
Róża Luksemburg i Wanda Wasilewska – aby dać pierwszeństwo paniom –
zatryumfowały na całego, pokazując tym Polakom, którym pozwoliły jakoś
przeżyć, prawdziwe znaczenie socjalistycznego hasła „wolność, równość i
braterstwo”.
Zdając sobie sprawę z ceny bolesnych nauk, których przeszłość i
teraźniejszość nam nie szczędzą, starajmy się dotrzeć do przyczyn
naszej głównej słabości, a więc sprzedawczykowstwa.
Rząd się wyżywi. To słyszeliśmy od samego klasyka, który reprezentował
władzę rzucającą jednak jakieś większe kawałki ochłapów swoim
poplecznikom. Dzisiaj różnorodność form wynagradzania za poparcie
jest niewspółmiernie większa: tu gwarancje wygrania przetargu, tam
korzystna ustawa lub przyjazna decyzja. W końcu nie wiadomo kto kim
rządzi, kto zleca a kto wykonuje czyjeś życzenia, polecenia,
zadania. Wszyscy są uwikłani w sieć wzajemnych zależności. Może i
stąd wysokie sondażowe poparcie dla partii dającej taaakie
niezwykłe możliwości, potrafiącej taak ładnie obiecać i ukochać.
Wobec niezwykłych szans na szybki zarobek, wręcz porównywalnych z
rozbiciem banku 138 razy w gdyńskim kasynie, dorośli ludzie lgną do
obiecującej wszystko władzy jak nastolatki do jednorękiego bandyty.
Emocje nie pozwalają przejrzeć na oczy. A wystarczy pomyśleć o realnych
dochodach i porównać je z wysokością bieżących spłat kredytów, kosztach
utrzymania, stałych opłatach i nagłych potrzebach, jak na
przykład leczenie. Wszak obecnie tylko rząd się wyżywi i wyleczy. Na
Florydzie, naturalnie.
Czy zatem opłaca się sprzedawać za bajki o szansach? Czy nie warto
wrócić do korzeni własnej tożsamości narodowej? A tym samym do
solidaryzmu społecznego, do lojalności w stosunku do współobywateli, do
rzetelnej służby Ojczyźnie pojmowanej jako dobro wspólne. Jeżeli
brakuje chęci wyrzeczenia się zła, służenia złej sprawie,
ujawnienia złoczyńców, złapania złodzieja wspólnego dobra za rękę
i oddania go w ręce wymiaru sprawiedliwości, jaki by on to nie był, to
nie trzeba się dziwić, że życie w państwie, które w wyniku
rozkradzenia ulega rozpadowi, staje się nie do zniesienia.
Waldemar Łysiak na str. 164 „Stulecia kłamców” (dostępnego także w
internecie) w rozdziale pt. „Kłamstwo libertynizmu 2 – Relatywizm”
podaje, że wspomniany wyżej Jerzy Urban zwie Polskę „(trzy kropki)
państewkiem” i głosi otwarcie, że jego cel to „(trzy kropki) narodu
polskiego”. Pomijając milczeniem pierwszy wulgaryzm godny filmów
Lwa Rywina i jemu podobnych, warto zastąpić drugi wulgaryzm słowem
zagranicznym, dzięki czemu będzie wiadomo, że klasyk polskiej lewicy
osiągnął zamierzony cel. Oto od angielskiego słowa „slut” oznaczającego
osobę niezbyt ciężkich obyczajów, pochodzi termin sluttification, mniej
niż polski odpowiednik obciążony wulgarnością a przy tym używany w
dyskusjach publicznych dotyczących przyczyn szerokiego zakresu
patologii społecznej od promiskuityzmu niosącego choroby i patologie
społeczne po korupcję wyniszczającą ekonomicznie i politycznie.
Starych Polaków było stać na makaronizmy, my twórzmy anglicyzmy, skoro
jest taka potrzeba. Tak więc slutyfikacja oznacza czynienie z kogoś
człowieka o niskiej moralności, postępującego niemoralnie, zwykle dla
osiągnięcia korzyści materialnej. Walkę z zapowiedzianą przez
Urbana i osiągniętą przez jego przyjaciół slutyfikacją narodu
polskiego musimy rozpocząć natychmiast i potraktować ją jako ostatnią
dla nas wszystkich szansę narodowego istnienia między Odrą a Bugiem.
UWAGA: The seasonal flu vaccine
will not protect you against 2009 H1N1 flu.
Szczepionka na grypę sezonową
nie ochroni przed grypą H1N1 2009.
Felieton,
6. listopada 2009
Łatwo wywołać strach przed masową zagładą. Tym
łatwiej, im mniej trzeba
kompetencji merytorycznych i formalnych do zajęcia kluczowych stanowisk
w państwowym systemie zapobiegania chorobom i ich zwalczania. W Polsce
na szczycie hierarchii decydentów w zakresie zapobiegania chorobom
zakaźnym stoją minister zdrowia i główny inspektor sanitarny.
Obecnie są to specjaliści w zakresie pediatrii. Główny inspektor
sanitarny obsadzony jeszcze przez poprzednią ekipę rządową ma
szczególne - zapewne niezwykle istotne - wsparcie merytoryczne w
osobach dwóch zastępców, z których jeden jest endokrynologiem, czyli
lekarzem specjalistą do spraw chorób gruczołów wydzielania
wewnętrznego, a drugi -dziennikarzem. Rząd dysponuje oczywiście
rozbudowanym zapleczem eksperckim. Podczas dyskusji nad informacją
rządu na temat zagrożenia grypą marszałek nie dopuścił - tylko ze
względów proceduralnych - do wystąpienia z trybuny sejmowej krajowego
eksperta ds. grypy, którym jest profesor dr hab. nauk biologicznych,
mikrobiolog.
Ordynator najmniejszego oddziału szpitalnego musi mieć odpowiednią
specjalizację lekarską. Gdy brak kandydatów, oddział zostaje zamknięty.
Nic dziwnego. Trudno sobie wyobrazić, że pediatra lub endokrynolog, a
tym bardziej dziennikarz, czy mikrobiolog, potrafiłby wykonać operację
np. wycięcia pęcherzyka żółciowego. Podstawowe pytanie
prokuratora, który prowadziłby dochodzenie w sprawie zgonu pierwszego
pacjenta dotyczyłoby kwalifikacji kierownika zespołu
operacyjnego.
Kto staje pod mostem, gdy ten przechodzi próbę wytrzymałości? W
zero-jedynkowej sytuacji, kiedy to most albo zmiażdży stojącą pod nim
grupkę ludzi, albo wytrzyma sprawdzian obciążenia? Stoją tam budowniczy
i konstruktorzy mostu. Gdyby nie ta próba, może wśród tych budowniczych
i konstruktorów nie znalazłby się ani jeden inżynier. W końcu na
budowie mostu można nieźle zarobić, a różne komisje kwalifikacyjne, czy
przetargowe, ustawią i przegłosują wszystko, co im się każe.
Operacja i budowa mostu to zadania wymagające zawodowych kwalifikacji
wykonawców. Mogłoby się wydawać, że decyzje o zdrowiu milionów również
powinny być podejmowane przez osoby o odpowiednich kwalifikacjach.
Dawno temu zdarzyło mi się sprawdzać licealne klasówki. Jak wiadomo
czytanie tego rodzaju dzieł wymaga niemałego skupienia. Już po
sprawdzeniu kilku klasówek nie wiadomo o co chodzi, co jest prawdą, a
co fałszem, a nadto, czy fałszywe twierdzenie jest wynikiem
niezręczności sformułowań, czy też nieuctwa. Wreszcie trafiłem na
perełkę wartą zapamiętania na całe życie: wszystkie możliwe do
popełnienia błędy ortograficzne, w liczbie pięciu, w krótkim wyrazie
„żuchwa”. Wtedy nie istniała jeszcze mania nobilitowania nieuctwa i
lenistwa godnością dysortografii i autor klasówki otrzymał dwóję.
W naszych warunkach, warunkach partyjnej niewoli, nie ma mowy o surowej
ocenie za brak przygotowania do wykonywanych zadań rangi państwowej.
Stąd też karnawałowy korowód lobbystów poprzebieranych za polityków i
niezależnych ekspertów, z których każdy plecie, co mu ślina na język
przyniesie, popełniając oczywiste błędy merytoryczne i logiczne. I
wstydzi się polityk, a nie copywriter, który pisał reklamowy tekst. Na
strachu przed masową zagładą można przecież zarobić punkty w walce
politycznej, a także przysłużyć się jakiemuś koncernowi, który chętnie
się odwdzięczy za korzystny dla niego rozwój sytuacji, a to w zakresie
budowania rynku, a to w obszarze państwowych decyzji w sprawie
finansowania konkretnego produktu z budżetu państwa. Jak wiadomo w 2010
roku odbędą się wybory samorządowe oraz prezydenckie. Aby wygrać,
trzeba grać. Grać na ekranie telewizyjnym, bowiem czas wystąpień
determinuje rozpoznawalność przez wyborców, a przy tym trzeba grać role
jedynych obrońców ludzkości, oczywiście za pieniądze tejże, które tą
czy inną drogą i tak trafią do sprawcy całego zamieszania.
15. października 2009 r. Europejskie Centrum Zapobiegania Chorobom i
Zwalczania Chorób w Sztokholmie opublikowało artykuł pt. Szczepionki
przeciwko pandemicznej grypie A (H1N1) 2009 w Unii Europejskiej. Z
kolei opublikowany drukiem 4. listopada 2009 r. tygodnik Amerykańskiego
Towarzystwa Medycznego zawiera raport opisujący cechy
epidemiologiczne i kliniczne 1088 osób hospitalizowanych lub zmarłych z
powodu zakażenia pandemicznym wirusem A(H1N1) w czasie 16
tygodni, które upłynęły od 17 kwietnia 2009 r., kiedy to w stanie
Kalifornia zarejestrowano dwa pierwsze przypadki zakażenia tym wirusem.
Dobrym źródłem, czy też drogowskazem, do danych w sprawie rozwoju
sytuacji epidemiologicznej grypy na Ukrainie jest serwis internetowy
Nowyny na stronie www.zaxid.net . Trzy podane wyżej źródła informacji
mogą stanowić rzetelny punkt odniesienia do nieznośnego jazgotu
polityków – lobbystów, pod warunkiem, że będą czytane ze zrozumieniem
wynikającym z wiedzy i doświadczenia.
Hałat: Musimy się liczyć z zakażeniami świńską
grypą w Polsce i z tym, że ludzie będą umierać fot. REUTERS / YONHAP
"Musimy
się liczyć z zakażeniami świńską grypą w Polsce i z tym, że ludzie będą
umierać" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM specjalista epidemiolog
Zbigniew Hałat. Dodaje, że wirus jest bardzo niebezpieczny, bo atakuje
ludzi młodych, którzy mają silne organizmy.
MATEUSZ
WEBER: Jan Kowalski wsiada do samolotu w mieście Meksyk i leci do
Polski. Ani on, ani nikt inny nie wie, że jest zarażony. Co dzieje się
na pokładzie, gdzie jest około 200 osób?
ZBIGNIEW HAŁAT*: Pan Jan Kowalski zaczyna zarażać lecących z nim innych
pasażerów. Mimo że nie pił alkoholu, ma już szklane oczy i złe
samopoczucie. Drogą kropelkową może zarazić osoby do dziesięciu rzędów
za nim i przed nim. Trzeba założyć, że co piąta z nich zachoruje.
Samolot to nie wszystko, mogą się jeszcze zarazić ludzie w rękawie,
autobusie, poczekalni itd.
Ale
Kowalski na lotnisku przywita się z żoną i dziećmi, wycałuje rodzinę...
...i ich również zarazi.
Co
wtedy?
Trzeba szybko odizolować zagrożone przypadki, zobaczyć, z kim ci ludzie
mieli kontakt. Jeżeli po 10 dniach nie zachorują, to nie ma problemu.
Jeżeli zachorują, to zaczynamy leczenie.
I
da się ich wyleczyć?
W Polsce służba zdrowia jest jaka jest, ale polskie miasta to nie
fawele Meksyku. Ludzie są bardziej odporni, opieka medyczna jest na
wyższym poziomie, ale wirusa nie można lekceważyć. Musimy się liczyć z
zakażeniami i z tym, że ludzie mogą umierać.
Czyli
to niebezpieczny wirus?
Bardzo, przede wszystkim są już podejrzenia, że wirus mogą przenosić
ptaki, bo w USA przypadki zachorowań są odosobnione. Coraz głośniej
mówi się również o tym, że to sztucznie stworzony przez człowieka
wirus, który wydostał się z laboratorium wojskowego. Mógł powstać w
trakcie badań nad bronią biologiczną. Wszystko zależy od tego, jak
szybko będzie mutował. Wirus, którego struktura genetyczna szybko się
zmienia, jest trudniejszy do wyleczenia. Bo przeciwnik, z którym
walczymy, szybko się zmienia.
Jaka
jest śmiertelność tego wirusa?
To zależy gdzie. W Meksyku to około dwóch procent, czyli tyle, ile przy
zwykłej grypie. (Nowe dane: śmiertelność
chorych w wyniku zakażenia nowym wirusem A H1N1 jest czterokrotnie
niższa niż w przypadku grypy sezonowej, dane wcześniejsze wynikały z
błędów oceny sytuacji epidemiologicznej w Meksyku). Ale to
zależy od poziomu opieki medycznej. Wirus jednak, co bardzo
niebezpieczne, atakuje ludzi młodych, którzy mają silne organizmy. W
Azji, a zwłaszcza w Chinach, gdzie higiena jest w opłakanym stanie,
mogą mieć poważne problemy, tak jak przy SARS, gdy zastanawiano się,
czy starczy rąk do kopania grobów.
A
w Polsce starczy rąk do kopania grobów?
W Polsce raczej tak (śmiech). Idzie wiosna, pojawią się truskawki,
które mają bardzo dużo witamin. Trzeba się wysypiać, chodzić na
spacery, dobrze się odżywiać - to podnosi odporność. Nie można jednak
zapominać, że po I wojnie światowej na grypę hiszpankę zmarło od 20 do
40 milionów ludzi.
*Zbigniew
Hałat jest specjalistą epidemiologiem. W latach 80. był konsultantem
ds. epidemiologii rządu w Kenii
Anteny telefonii
komórkowej i linie wysokiego napięcia zagrażają zdrowiu mieszkańców.
W jałowych i
niekończących się dyskusjach z decydentami sami mieszkańcy są zmuszeni
wypełniać rolę organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej, która zgodnie z
obowiązującym prawem jest powołana do realizacji zadań z zakresu
zdrowia publicznego, w szczególności poprzez sprawowanie nadzoru nad
warunkami higieny radiacyjnej w celu ochrony zdrowia ludzkiego przed
niekorzystnym wpływem szkodliwości i uciążliwości środowiskowych.
Do dotychczasowej
ewidencji epidemiologicznej, która musi wreszcie znaleźć zrozumienie w
naszym kraju, trzeba dołączyć ważny argument natury politycznej. Jest
nim Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 2 kwietnia 2009 r. w
sprawie obaw dotyczących wpływu pól elektromagnetycznych na
zdrowie.
Zachęcając do
zapoznania się z pełnym tekstem rezolucji, pozwolę sobie przytoczyć
kilka jej fragmentów.
Parlament
Europejski,
A. mając
na uwadze, że pola elektromagnetyczne występują w przyrodzie, a zatem
zawsze istniały na Ziemi; jednak w ostatnich dziesięcioleciach
narażenie środowiskowe na źródła pól elektromagnetycznych wytworzone
przez człowieka systematycznie wzrastało ze względu na zapotrzebowanie
na energię elektryczną, coraz bardziej zaawansowane technologie
bezprzewodowe i zmiany zachodzące w organizacji społeczeństwa; oznacza
to, że obecnie każdy obywatel zarówno w domu, jak i w pracy narażony
jest na działanie złożonej kombinacji pół elektrycznych i magnetycznych
o różnych częstotliwościach,
B. mając
na uwadze, że urządzenia bezprzewodowe (telefony komórkowe, urządzenia
WiFi, Wimax, Bluetooth, telefony bezprzewodowe DECT ze stacjami
bazowymi) emitują pola elektromagnetyczne, które mogą mieć szkodliwe
skutki dla zdrowia ludzi,
C. mając
na uwadze, że większość obywateli europejskich, zwłaszcza ludzi młodych
w wieku od 10 do 20 lat, korzysta z użytkowego, funkcjonalnego i
modnego przedmiotu, jakim jest telefon komórkowy, a także mając na
uwadze, że nadal występuje niepewność co do płynących stąd
potencjalnych zagrożeń dla zdrowia, szczególnie w przypadku osób
młodych, których mózg nadal się rozwija,
H. mając
jednak na uwadze, że wszyscy wydają się zgodni co do niektórych
kwestii, zwłaszcza co do zmienności reakcji poszczególnych osób na
narażenie na mikrofale, co do konieczności priorytetowego
przeprowadzenia testów narażenia w skali rzeczywistej w celu dokonania
oceny innych niż cieplne skutków działania pól o częstotliwościach
radiowych oraz co do szczególnej wrażliwości dzieci na narażenie na
pola elektromagnetyczne,
2. wzywa
do szczególnego uwzględnienia skutków biologicznych przy dokonywaniu
oceny potencjalnego wpływu promieniowania elektromagnetycznego na
zdrowie ludzkie, zwłaszcza że według niektórych badań najbardziej
szkodliwe skutki występują przy najniższych poziomach promieniowania;
wzywa do aktywnego prowadzenia badań w celu przeciwdziałania
potencjalnym problemom zdrowotnym poprzez opracowanie rozwiązań
pozwalających wyeliminować lub ograniczyć pulsowanie i modulację
amplitudy częstotliwości wykorzystywanych do transmisji;
4.
zauważa, że zarówno podmioty z branży, jak i odpowiednie podmioty
zarządzające infrastrukturą i właściwe organy już teraz mogą
oddziaływać na pewne czynniki, np. wprowadzając przepisy dotyczące
odległości między danym miejscem a przekaźnikami czy też wysokości
danego miejsca n.p.m. w stosunku do wysokości stacji bazowej n.p.m.
oraz ukierunkowania anteny nadawczej w stosunku do miejsc, w których
przebywają ludzie, czyniąc to w oczywistej trosce o uspokojenie i o
lepszą ochronę osób mieszkających w pobliżu tego rodzaju urządzeń;
wzywa do optymalnego rozmieszczania masztów i przekaźników, a także do
wspólnego korzystania z masztów i przekaźników umiejscowionych przez
dostawców, tak by ograniczyć liczbę nieodpowiednio zlokalizowanych
masztów i przekaźników; wzywa Komisję i państwa członkowskie do
opracowania odpowiednich wytycznych;
5. zachęca
państwa członkowskie oraz władze lokalne i regionalne do utworzenia
punktu kompleksowej obsługi wydającego pozwolenia na montaż anten i
przekaźników oraz do uwzględnienia w planach zagospodarowania
przestrzennego regionalnego planu rozmieszczania anten;
6. apeluje
do organów odpowiedzialnych za wydawanie pozwoleń na montaż anten
telefonii komórkowej o uzgodnienie z operatorami z branży kwestii
wspólnego korzystania z infrastruktury w celu ograniczenia liczby anten
oraz narażenia ludności na pola elektromagnetyczne;
8. uważa,
że – wobec mnożących się przypadków kierowania spraw do sądu, a nawet
przyjmowania przez władze publiczne środków w rodzaju moratorium na
montowanie nowych urządzeń przekaźnikowych wytwarzających pola
elektromagnetyczne – w powszechnym interesie leży sprzyjanie
rozwiązaniom opierającym się na dialogu między podmiotami z branży,
władzami publicznymi, władzami wojskowymi i stowarzyszeniami
mieszkańców na temat kryteriów instalacji nowych anten telefonii
komórkowej lub linii wysokiego napięcia i dbanie przynajmniej o to, by
szkoły, żłobki, domy spokojnej starości i budynki służby zdrowia
znalazły się w określonej zgodnie z kryteriami naukowymi odległości od
tego rodzaju infrastruktury;
9. wzywa
państwa członkowskie, by wraz z operatorami z branży udostępniły
społeczeństwu mapy przedstawiające narażenie na linie wysokiego
napięcia, częstotliwości radiowe i mikrofale, zwłaszcza generowane
przez maszty telekomunikacyjne, przekaźniki radiowe i anteny
telefoniczne; wzywa do umieszczenia tych informacji na stronie
internetowej, tak aby opinia publiczna mogła z łatwością się z nimi
zapoznać, oraz do ich rozpowszechnienia w mediach;
10.
proponuje, by Komisja rozważyła możliwość wykorzystania funduszy
przeznaczonych na transeuropejskie sieci energetyczne do zbadania
skutków pól elektromagnetycznych o bardzo niskich częstotliwościach,
zwłaszcza w liniach elektroenergetycznych;
11. zwraca
się do Komisji, by w czasie nadchodzącej kadencji (2009-2014)
zainicjowała ambitny program poświęcony kompatybilności
elektromagnetycznej między falami tworzonymi sztucznie a falami
emitowanymi naturalnie przez żywy organizm ludzki, co pozwoli
stwierdzić docelowo, czy mikrofale mają niepożądany wpływ na zdrowie
ludzi;
14.
ubolewa, że w wyniku systematycznego odkładania od 2006 r. wciąż nie
opublikowano wniosków z międzynarodowego badania epidemiologicznego
Interphone, którego celem jest stwierdzenie, czy istnieje związek
między korzystaniem z telefonu komórkowego a niektórymi rodzajami raka,
zwłaszcza guzami mózgu, nerwu słuchowego i ślinianki przyusznej;
15.
podkreśla w tym kontekście apel o ostrożność skierowany przez
koordynatorkę badania Interphone Elisabeth Cardis, która na podstawie
obecnej wiedzy zaleca dzieciom racjonalne korzystanie z telefonu
komórkowego i preferowanie telefonu stacjonarnego;
17.
sugeruje również Komisji, by w trosce o skuteczność polityczną i
budżetową przeniosła część wspólnotowych środków finansowych z badań
nad polami elektromagnetycznymi na szeroko zakrojoną kampanię
uświadamiającą skierowaną do młodych Europejczyków, a dotyczącą dobrych
praktyk w zakresie użytkowania telefonu komórkowego, np. korzystania z
zestawów słuchawkowych, nieprzedłużania rozmów, wyłączania telefonów w
czasie, kiedy nie są używane (np. podczas lekcji), i korzystania z
telefonów w miejscach dobrego odbioru sygnału;
20.
proponuje uzupełnienie mandatu Europejskiej Grupy ds. Etyki w Nauce i
Nowych Technologiach o zadanie oceny uczciwości naukowej, by pomóc
Komisji zapobiec ewentualnym sytuacjom stanowiącym zagrożenie,
konfliktom interesów, a nawet oszustwom, które mogłyby wystąpić w
sytuacji wzmożonej obecnie konkurencji wśród naukowców;
23.
potępia niektóre kampanie marketingowe operatorów telefonicznych,
szczególnie agresywne w okresie świątecznym przed końcem roku i podczas
innych specjalnych okazji, np. sprzedaż telefonów komórkowych
przeznaczonych wyłącznie dla dzieci czy też skierowane do nastolatków
oferty abonamentów z "darmowymi minutami";
24.
proponuje, by UE włączyła do swojej polityki jakości powietrza w
pomieszczeniach badanie dotyczące bezprzewodowych urządzeń domowych,
np. urządzeń WiFi zapewniających dostęp do Internetu i telefonów
pracujących w standardzie DECT, które upowszechniły się w ostatnich
latach w miejscach publicznych i mieszkaniach, narażając obywateli na
stałą emisję mikrofal;
27. jest
żywo poruszony faktem, że towarzystwa ubezpieczeniowe dążą do
wykluczenia zagrożeń związanych z polami elektromagnetycznymi z polis
ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, co wyraźnie dowodzie, że
europejscy ubezpieczyciele już stosują własną wersję zasady
ostrożności;
28. wzywa
państwa członkowskie do pójścia za przykładem Szwecji i uznania osób
cierpiących na nadwrażliwość elektromagnetyczną za osoby
niepełnosprawne w celu zapewnienia im odpowiedniej ochrony i równych
szans.
Dr Zbigniew Hałat
Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 2 kwietnia 2009
r. w sprawie obaw
dotyczących wpływu pól elektromagnetycznych
na zdrowie P6_TA(2009)0216 2 kwietnia 2009 r. -
Bruksela
NAJWYŻSZA IZBA KONTROLI DEPARTAMENT ŚRODOWISKA, ROLNICTWA I ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO KSR-411401/08 Nr ewid. 152/2008/I/08/001/KSR Informacja o wynikach kontroli doraźnej postępowania z organizmami genetycznie zmodyfikowanymi W a r s z a w a g r u d z i e ń 2 0 0 8 r. tekst
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 7-8 (79) lipiec-sierpień 2008
Strona
Hałata
O WODZIE
Woda to
podstawowy warunek ludzkiej egzystencji. Najłatwiej przychodzi o tym
się dowiedzieć, kiedy wody zabraknie. Z różnych przyczyn, czy to z
powodu krótko- lub długotrwałej suszy, czy też w wyniku tak znaczącego
pogorszenia się parametrów wody, że może ona zagrażać życiu i zdrowiu
konsumentów jej samej lub też produktów wytworzonych z jej udziałem. Im
mniej wody, tym mniejsze rozcieńczenie szkodliwych czynników
biologicznych, chemicznych i fizycznych, w tym radioaktywnych. Jest
zupełnie oczywiste, że im mniej wody, tym bardziej stężenie
zanieczyszczeń pochodzenia przyrodniczego, komunalnego i przemysłowego
osiąga poziomy przekraczające wydolność stacji uzdatniania wody. Każdy
proces technologiczny ma przecież ściśle sprecyzowane warunki
efektywności i jeżeli woda pobierania do uzdatnienia jest za brudna,
nie można oczekiwać, że do wodociągów trafi woda spełniająca wymagania
sanitarne. W celu ochrony zasobów wody, będących coraz cenniejszym
skarbem każdego narodu, należy starannie zinwentaryzować i – tam gdzie
to możliwe - wyeliminować wszystkie źródła zanieczyszczeń wód
powierzchniowych i podziemnych. Jeśli tego się nie uczyni, pozostaje
czekać na opłakane skutki własnych zaniedbań. Z uwagi na
złożoność zagadnienia, daleko wykraczającą poza możliwość indywidualnej
obserwacji, dla wykazania związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy
skażeniem wody a utratą zdrowia i życia należy sięgnąć do wnioskowania
epidemiologicznego.
W tym zakresie
Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące jakości wody do picia,
PIERWSZY DODATEK DO WYDANIA TRZECIEGO, Tom 1, Zalecenia, definiują
referencyjny poziom ryzyka: „Opisy “referencyjnego poziomu
ryzyka” w odniesieniu do wody są zwykle wyrażane w terminach
określonych następstw zdrowotnych – n. p. najwyższa częstość chorób
biegunkowych lub zapadalności na raka lub maksymalna częstość zakażeń
(ale niekoniecznie chorób) wywołanych określonym czynnikiem
chorobotwórczym. Istnieje szereg związanych z wodą chorób o rozmaitej
ciężkości, włącznie z ostrymi, opóźnionymi i przewlekłymi następstwami
zarówno w postaci chorobowości jak i śmiertelności. Następstwa mogą być
tak różnorodne jak problemy ujawniane po porodzie, rak, cholera,
czerwonka, zakaźne zapalenie wątroby, robaki jelitowe, fluoroza
szkieletu, dur brzuszny i zespół Guillain-Barré. Decyzje co do
pogodzenia się z ryzykiem są bardzo skomplikowane i wymagają
uwzględnienia rozmaitych wymiarów ryzyka. W dodatku do wymiarów
„obiektywnych”, jak prawdopodobieństwo, ciężkość i długość trwania
skutku, pojawiają się ważne wymiary środowiskowe, społeczne, kulturowe,
ekonomiczne i polityczne, które odgrywają ważną rolę w podejmowaniu
decyzji.
W tych procesach
ważną rolę odgrywają negocjacje, a każda sytuacja może przynieść
zupełnie wyjątkowe zakończenie. Niezależnie od złożoności decyzji co do
ryzyka istnieje zapotrzebowanie na podstawowe definicje ryzyka dającego
się znieść (ang. tolerable risk - ryzyko które jest akceptowane
społecznie w określonym miejscu, czasie i sytuacji, n.p. ze
względu na duże koszty redukcji ryzyka) w celu opracowania Wytycznych
dotyczących jakości wody do picia i jako punkt wyjścia dla podejmowania
decyzji w określonych sytuacjach. Referencyjny poziom
ryzyka pozwala porównać ze sobą choroby związane z wodą i zapewnić
jednolite podejście do postępowania z każdym zagrożeniem. Dla potrzeb
obecnych Wytycznych referencyjny poziom ryzyka jest wykorzystany dla
szerokiego zrównoważenia poziomów ochrony, na które można sobie
pozwolić w przypadku toksycznych chemikaliów z jednej strony, a z
drugiej - mikrobiologicznych czynników chorobotwórczych. W tym celu
brane są pod uwagę tylko zdrowotne następstwa chorób wodnopochodnych. Referencyjny poziom
ryzyka wynosi 10-6 lat skorygowanych niepełnosprawnością (DALY –
Disability Adjusted Life Years - lata życia skorygowane
niepełnosprawnością. Jest to wskaźnik lat życia przeżytych w
niepełnosprawności i czasu straconego na skutek przedwczesnej śmierci)
na osobę na rok, co jest odpowiednikiem w przybliżeniu nadmiernego
ryzyka raka w skali całego życia 10-5 (t. j. 1 dodatkowy przypadek raka
na 100 000 mieszkańców spożywających przez całe życie wodę pitną
zawierającą substancje w stężeniu normowanym przez Wytyczne). Dla
czynników chorobotwórczych wywołujących wodniste biegunki z niska
śmiertelnością chorych (n. p. 1 na 100 000) referencyjny poziom ryzyka
będzie odpowiednikiem 1/1000 corocznego ryzyka choroby dla pojedynczej
osoby (około 1/10 w skali całego życia).
Referencyjny
poziom ryzyka może być adaptowany do miejscowych okoliczności na bazie
podejścia polegającego na zbilansowaniu ryzyka i korzyści. W
szczególności należy policzyć tę część obciążenia jakąś chorobą, którą
prawdopodobnie można przypisać wodzie pitnej. Ustalenia priorytetów
zdrowia publicznego powinny zwykle wskazać na te główne czynniki, które
wpływają na sytuację i z którymi przede wszystkim trzeba się uporać,
uwzględniając koszty i oddziaływanie potencjalnych interwencji. Tu jest
także uzasadnienie leżące u podstaw stopniowego rozwoju i stosowania
standardów. Użycie DALY dla ustalenia referencyjnego poziomu ryzyka
jest podejściem nowym i rozwijającym się. Szczególnym wyzwaniem jest
zdefiniowanie skutków dla zdrowia ludzi związanych z ekspozycją
chemikaliów nieprogowych.”
Kto nie chce
paść ofiarą negocjacji, w których nikt go nie pyta o zdanie, musi
zaopatrzyć się w domowe urządzenie doczyszczania wody wodociągowej.
Należy jednoznacznie stwierdzić, że
informacja o jakości zdrowotnej wody jest konsumentom nadal
nieudostępniana.
Po siedmiu
miesiącach kompromitującego braku regulacji produktu najbardziej
masowego, a przy tym najbardziej niebezpiecznego, jakim jest woda z
kranu, minister zdrowia w dniu 13. marca 2007r. podpisał rozporządzenie
w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Przepisy
rozporządzenia dokonują wdrożenia przepisów dyrektywy 98/83/EC z dnia 3
listopada 1998 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia
przez ludzi.
Według tej
dyrektywy konsumenci powinni być dokładnie i w odpowiedni sposób
informowani o jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, o
wszelkich odstępstwach przyznanych przez Państwo Członkowskie i o
wszelkich czynnościach zaradczych podjętych przez właściwe władze;
ponadto powinno się rozważyć zarówno potrzeby Komisji w zakresie
technicznym i statystycznym, jak prawa każdej jednostki do uzyskania
odpowiednich informacji dotyczących jakości wody przeznaczonej do
spożycia przez ludzi. W przypadku, gdy istnieje ryzyko, że woda objęta
przepisami dyrektywy nie spełniałaby wartości parametrycznych, Państwa
Członkowskie zapewniają, że zainteresowani konsumenci są należycie
informowani i uzyskują poradę w odniesieniu do możliwych dodatkowych
czynności zaradczych, jakie powinni podjąć. Niezależnie od tego czy
wystąpi niepowodzenie w spełnieniu wartości parametrycznych, Państwa
Członkowskie zapewniają, że zabroniona jest jakakolwiek dostawa wody
przeznaczonej do spożycia przez ludzi, która stanowi potencjalne
zagrożenie dla zdrowia ludzkiego bądź jej wykorzystanie jest
ograniczone albo podejmowane są takie inne czynności niezbędne dla
ochrony zdrowia ludzkiego. W takich przypadkach konsumenci są
niezwłocznie o tym informowani oraz udzielane są im niezbędne porady.
Państwa Członkowskie zapewniają, że w przypadku gdy czynności zaradcze
są podejmowane, konsumenci są powiadamiani o nich z wyjątkiem
przypadków, gdy właściwe władze uznają niezgodność z wartościami
parametrycznymi za nieistotną. Państwa Członkowskie podejmują środki
niezbędne w celu zapewnienia konsumentom dostępu do właściwej i
aktualnej informacji w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia
przez ludzi.
Rozporządzenie
Ministra Zdrowia dnia 13 marca 2007r. w sprawie jakości wody
przeznaczonej do spożycia przez ludzi określa wymagania
mikrobiologiczne, organoleptyczne, fizykochemiczne, oraz radiologiczne,
które dotyczą wody pobieranej z urządzeń i instalacji wodociągowych, z
indywidualnych ujęć wody zaopatrujących ponad 50 osób lub
dostarczających więcej niż średnio 10 m szesc. wody na dobę, z
indywidualnych ujęć wody, bez względu na ilość dostarczanej wody,
jeżeli woda ta służy do działalności handlowej lub publicznej, z
cystern lub zbiorników, ze zbiorników magazynujących wodę w środkach
transportu lądowego, powietrznego lub wodnego oraz wprowadzanej do
jednostkowych opakowań. Według zapisów paragrafu 20. konsumenci
uzyskują informacje o jakości wody zgodnie z przepisami o dostępie do
informacji publicznej.
Informacja o
jakości wody powinna zawierać: 1) dane o
przekroczeniach dopuszczalnych wartości parametrów jakości wody oraz
związanych z nimi zagrożeniach zdrowotnych; 2) dane o
pogorszeniu jakości wody pod względem organoleptycznym; 3) informacje o
możliwości poprawy jakości wody przy użyciu środków dostępnych dla
konsumentów; 4) informacje o
planowanych przez przedsiębiorstwo wodociągowo – kanalizacyjne
przedsięwzięciach naprawczych i harmonogramach ich realizacji; 5) zalecenia mające
na celu minimalizację zagrożenia dla zdrowia ludzkiego.
Ustawa z dnia 6
września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej głosi, iż każdemu
przysługuje prawo dostępu do informacji publicznej, a od osoby
wykonującej prawo do informacji publicznej nie wolno żądać wykazania
interesu prawnego lub faktycznego. Prawo do informacji publicznej
obejmuje uprawnienia do uzyskania informacji publicznej, w tym
uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to
szczególnie istotne dla interesu publicznego, uprawnienia do
wglądu do dokumentów urzędowych oraz uprawnienie do niezwłocznego
uzyskania informacji publicznej zawierającej aktualną wiedzę o sprawach
publicznych. Udostępnianie informacji publicznych następuje w drodze
ogłaszania informacji publicznych, w tym dokumentów urzędowych, w
Biuletynie Informacji Publicznej dostępnym poprzez stronę
internetową http://www.bip.gov.pl i pochodne. Informacja
publiczna, która nie została udostępniona w Biuletynie Informacji
Publicznej, jest udostępniana na wniosek, przy czym ta informacja
publiczna, która może być niezwłocznie udostępniona, jest udostępniana
w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku. Informacja
publiczna może być udostępniana w drodze wyłożenia lub wywieszenia w
miejscach ogólnie dostępnych, a także przez zainstalowane w tych
miejscach urządzenia umożliwiającego zapoznanie się z tą informacją.
Podmiot udostępniający informację publiczną jest obowiązany zapewnić
możliwość kopiowania informacji publicznej albo jej wydruk lub
przesłania informacji publicznej albo przeniesienia jej na odpowiedni,
powszechnie stosowany nośnik informacji. Udostępnianie informacji
publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak
niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Jeżeli informacja
publiczna nie może być udostępniona w terminie 14 dni od dnia złożenia
wniosku podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym
terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni
informację, nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia
wniosku. Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w
sposób i w formie zgodnych z wnioskiem, chyba że środki techniczne,
którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają
udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku.
Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w sposób lub w
formie określonych we wniosku, podmiot obowiązany do udostępnienia
powiadamia pisemnie wnioskodawcę o przyczynach braku możliwości
udostępnienia informacji zgodnie z wnioskiem i wskazuje, w jaki sposób
lub w jakiej formie informacja może być udostępniona niezwłocznie. W
takim przypadku, jeżeli w terminie 14 dni od powiadomienia wnioskodawca
nie złoży wniosku o udostępnienie informacji w sposób lub w formie
wskazanych w powiadomieniu, postępowanie o udostępnienie informacji
umarza się.
Dostęp do
informacji publicznej jest bezpłatny, ale jeżeli w wyniku udostępnienia
informacji publicznej na wniosek podmiot obowiązany do udostępnienia ma
ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem
udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę
wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w
wysokości odpowiadającej tym kosztom. Podmiot ten w terminie 14 dni od
dnia złożenia wniosku powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty.
Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14
dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w
tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia
informacji albo wycofa wniosek.
Odmowa udostępnienia informacji publicznej
oraz umorzenie postępowania o udostępnienie informacji przez organ
władzy publicznej następują w drodze decyzji. Do tych decyzji stosuje
się przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego, z tym że odwołanie
od decyzji rozpoznaje się w terminie 14 dni, a uzasadnienie decyzji o
odmowie udostępnienia informacji zawiera także imiona, nazwiska i
funkcje osób, które zajęły stanowisko w toku postępowania o
udostępnienie informacji.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 6 (78) czerwiec 2008
Strona
Hałata
NOWA ERA. ERA PODRÓBEK.
W ramach
przygotowań do słynnego London Marathon zacne grono specjalistów
pochyliło głowy nad problemem: numer 1: jak poprawić rekordy. W
sporcie, jak w każdej gałęzi biznesu, i to rodzącej złote jabłka,
krążą te same soki, które ze zwykłych ludzi czynią potwory oddane za
wzrostowi za wszelką cenę. Liczy się tylko wzrost osiągnięć, najlepiej
skokowy. A tu okazuje się, że intensywny trening i optymalna (dla bicia
rekordów, nie zdrowia) dieta zbliżyły sportowców do pułapu możliwości w
96%. Wobec tego specjaliści parający się inżynierią genetyczną
zaproponowali zmienić genom człowieka i za pomocą dość prostej -
acz nieprzewidywalnej w skutkach - nowej technologii, podróbkom
sportowców • powiększyć serce • zwiększyć liczbę
erytrocytów • zmniejszyć
męczliwość mięśni • poprawić
gospodarkę węglowodanową
Pozostawiam
wyobraźni czytelników inne pomysły wykorzystania biotechnologii nie
tylko w rywalizacji sportowej, lecz także w konfliktach w szerokim
zakresie - od międzynarodowych do małżeńskich. Każdy z etapów produkcji
ludzkich mutantów o poprawionej jakości użytkowej jest już gotowy.
Pożądane charakterystyki można zaczerpnąć ze świata roślin, zwierząt i
ludzi, stworzyć dowolny organizm in vitro, wyhodować w wynajętej
macicy, sklonować w nieoganiczonej liczbie identycznych kopii.
Najprostszy z najprostszych zabieg w postaci zahamowania wychwytu
serotoniny zapewni genetycznie modyfikowanej ludzkości powszechne
zadowolenie, przebijając w tym zakresie żałosne próby jego
dotychczasowego uzyskiwania poprzez wzloty w obszarze fizjologii,
duchowości czy też kupowanie w formie leku Prozac. Będzie to
niewątpliwie jeszcze większy tryumf nauki niż ten, który 8. sierpnia
1945 ogłosił DZIENNIK POLSKI zamieszczając pod winietą tytuł:
Największy tryumf nauki! Pierwsza bomba atomowa spadła na Japonię”.
Początkowo na
czepiających się wszystkiego przeciwników dalszego postępu można będzie
nasłać genetycznie zmodyfikowanych agentów z trwale usuniętym
sumieniem. Wolni od wszelkiej refleksji i tym bardziej agresywni
oszczędzą dysponentom zbędnej fatygi i kompromitacji w razie
niepowodzenia. Rozmieszczeni w rozmaitych instytucjach publicznych i
redakcjach osiągną zamierzone przez swoich stwórców cele, skutecznie
tłumiąc wszelki opór ciemnogrodu w stosunku do podróbek, z imitacją
demokracji na czele.
Obrócą w proch i
na śmietnik historii wywiozą dwa filary zdrowia publicznego, jakimi są
poszanowanie osoby ludzkiej i dobro wspólne. Już teraz rozpoznawanie,
zapobieganie i zwalczanie zagrożeń godzących w zdrowie publiczne jest w
stanie uwiądu. Outsourcing i partnerstwo publiczno-prywatne,
gdzie publikę reprezentuje jej przekupny przedstawiciel a prywatne
interesy drobny kanciarz, wszechmogąca korporacja ponadnarodowa, albo
ściśle narodowa, tyle że działająca na rzecz konkretnego obcego narodu,
stają się falsyfikatami konstytucyjnego porządku. O zdrowiu wszystkich
decyduje zarobek nielicznych. W sytuacjach kontrowersyjnych, w
przypadku pojawienia się sporu co do tego czy coś szkodzi, czy też nie,
ostateczną decyzję podejmują władze państwowe w oparciu o opinie
naukowców. Opinie oparte o analizę tych samych materiałów, ba – nawet
dowodów, mogą jednak skrajnie się różnić. Myli się ten, kto w celu
rozstrzygnięcia dylematu: którą to z biegunowo różnych opinii należy
wybrać, powoła trzeciego eksperta. Ten trzeci, dziesiąty, setny i
tysięczny wcale nie musi mieć bezspornej racji. Jeszcze mniejszy sens
ma powoływanie komitetów i komisji podejmujących rozstrzygnięcia sporów
drogą głosowania. Czy można przegłosować, że białe jest czarne? Czy
można podpisać się pod decyzją, że czarne jest białe? Oczywiście, że
można. A za odpowiednim wynagrodzeniem, to i nawet trzeba. Dla wielu
prominentów i ich zaplecza eksperckiego jest to tak oczywiste, że nawet
nie warto tego ukrywać. Ale kiedyś do władzy przyjdą konkurenci, a jak
zaczną grzebać to albo znajdą haka, albo go sfabrykują. W tej
sytuacji przed decydentem pojawia się widmo więziennej kraty. Czym by
tu się zabezpieczyć przed posądzeniem o stronniczość w podejmowaniu
decyzji? Przecież wystarczy krótka wzmianka w tych gazetach, programach
telewizyjnych lub radiowych, które rządzą polskimi organami ścigania,
aby decydent znalazł się za kratami, albo co najmniej w roli
podejrzanego lub świadka zamienił dotychczasowy tryb życia z wyboru w
niekończące się pasmo przesłuchań i rozpraw sądowych urozmaicanych
dojazdami na wezwanie stawiennictwa pod groźbą kary. Na tym pożałowania
godnym świecie nieraz bardzo trudno udowodnić, że nie jest się
wielbłądem. Zbyt wielu uważa, że skłamać, poświadczyć nieprawdę można,
a nawet trzeba, gdy da to konkretną korzyść. Za mało jest tych, którym
nie wolno, choć można i trzeba. Nie wolno z powodu systemu wartości
przynajmniej zbliżonego do Dekalogu, obowiązującego prawa, tego czy
innego kodeksu etyki. Można i trzeba, ale nie wolno. Przekraczając
granice tego co wolno, należy oczekiwać kary, której w żadnym razie nie
zrównoważą korzyści uzyskane drogą zabronionego czynu. Kara spada też
na krzewicieli zła, niesłusznie obwinionych przez sobie podobnych. Ten
dobrze znany fenomen pożerania własnych dzieci przez zło relatywizmu
jest stary jak ludzkość i prawdopodobnie od jej początków każdy,
osiągając pewien wiek, dochodzi do przekonania, że jest coraz gorzej, a
żyjąc jeszcze dłużej sam często widzi jak kończą się osobiste i grupowe
kariery ludzi przekonanych, że im wszystko wolno. Nawet potężne szajki
zwane obecnie partiami politycznymi spotyka zasłużona pogarda, a
niekiedy kara. Zbyt rzadko jednak ujawniane są biznesowe powiązania
partyjnych wodzów, pomniejszych prominentów i pozornie szarych członków
z przedsiębiorcami rozmaitej skali: od światowych koncernów po małe
firmy o lokalnym zasięgu. A jest co dokumentować i interpretować.
Wszystko zaczyna się od kampanii wyborczych prezydenckich,
parlamentarnych i samorządowych. Postawić na kandydata i umieścić go w
pożądanym organie decyzyjnym to inwestycja w kopalnię złota.
Naród świadomy
tego rodzaju zagrożeń nie wyczekuje biernie upadłości swojego państwa,
a broni się, powołując odpowiednie instytucje. W Polsce, niestety, bez
spodziewanego efektu. A wszystko tak ładnie wygląda na papierze.
Instytucje są powołane, uprawnione, wyposażone i finansowane przez
podatników mających prawo oczekiwać skutecznej pracy przynajmniej tych
organów, których zadaniem jest obrona bezpieczeństwa wewnętrznego
państwa i jego porządku konstytucyjnego. Najszersze uprawnienia posiada
w tym zakresie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ustawa z dnia 24
maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu
(Dz.U. 2002 nr 74 poz. 676 z p. zm.) w art. 5. wymienia zadania ABW, a
wśród nich: 1) rozpoznawanie,
zapobieganie i zwalczanie zagrożeń godzących w bezpieczeństwo wewnętrzne państwa
oraz jego porządek konstytucyjny, a w szczególności w suwerenność i
międzynarodową pozycję, niepodległość i nienaruszalność jego
terytorium, a także obronność państwa, 2) rozpoznawanie,
zapobieganie i wykrywanie przestępstw w zakresie produkcji i obrotu
towarami, technologiami i usługami o znaczeniu strategicznym dla
bezpieczeństwa państwa, Art. 9a. ustawy
przewiduje, że środki finansowe, w wysokości 20% dochodów uzyskanych
przez Skarb Państwa z tytułu przepadku rzeczy pochodzących z
ujawnionych przez ABW przestępstw przeciwko mieniu oraz przestępstw
skarbowych, przeznacza się na fundusz motywacyjny na nagrody dla
funkcjonariuszy. Przyznane ABW
uprawnienia do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych lub
dochodzeniowo-śledczych podlegają kontroli ze strony m.in. Prezydenta
RP, Premiera, Parlamentu RP, Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw
Obywatelskich. Nie wdając się w
zawiłości innych dziedzin, jak np. sukcesy gospodarki, które z Polski
uczyniły importera pasz dla zwierząt, cukru i węgla, kolonię obcych
sieci handlowych i energetycznych, co oczywiście ma też niezwykle
istotny wpływ na zdrowie publiczne, gdyż pogłębia ocean ubóstwa w
naszym kraju, warto postawić pytanie dlaczego do obszaru bezpieczeństwa
wewnętrznego państwa nie zalicza się bezpieczeństwa zdrowotnego
obywateli. Wszystkie narzędzia są oddane do dyspozycji funkcjonariuszy
ABW. Co piąta złotówka też czeka.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 5 (77) maj 2008
Strona
Hałata
NASZ DOM BEZ KLAMEK
Mając za sobą
rozliczenie rocznego haraczu, z pełnym zaufaniem do swojego zdrowego
rozsądku chce się niekiedy skorzystać z pieniędzy zainwestowanych w
obywatelski obowiązek. Lata spędzone w szkolnej ławie pozwalają czytać
ze zrozumieniem, więc, aby dowiedzieć się, co przysługuje za pół roku
pracy, z zapałem oddajemy się lekturze konstytucji, ustaw,
rozporządzeń, zarządzeń, komunikatów, kodeksów, deklaracji,
regulaminów, norm i wszelkich innych zasad regulujących stosunek
obywatela do władzy i odwrotnie. Wszystko zgrabnie układa się w spójną
całość. Jest prawo przestrzegane przez obywateli i władze publiczne, są
przepisy wykonawcze egzekwowane przez służby nadzoru i kontroli, są
niezawisłe sądy i trybunały, które stają po stronie pokrzywdzonej przez
naruszenie prawa. Ponieważ sami prawa przestrzegamy i podatki co do
grosza płacimy, mamy głębokie przekonanie, że to, co zapisane i
zapłacone nam się po prostu należy. Nic bardziej błędnego! Czeka nas
szok. Zderzenie z rzeczywistością najczęściej kończy się traumą trwale
wpływającą na nasze zdrowie psychiczne. Jak ogień w suchym lesie szerzą
się nerwice i depresje w następstwie zawiedzionych oczekiwań Polaków co
do skuteczności aparatu państwa w rozwiązywaniu codziennych problemów.
Co innego rozwiązania problemów odłożonych w czasie, w praktyce
niesprawdzalne. Kiedy nad głową krąży „jaszczomb”, wiemy że za miliardy
dolarów, kupiliśmy sobie niepodległość, a nie jakiś hałaśliwy złom, no
chyba, że mieszkamy w Krzesinach. Z niezachwianą wiarą w czyste
intencje elit, brniemy dalej i jesteśmy gotowi oddać nawet
kilkumiesięczny zarobek na cel tak szczytny jak niezależność pod każdym
względem, czy to polityczna, czy też energetyczna. Zagrożenia są jasno
nakreślone przez polityków, więc bez oporu płacimy na tarczę
antyrakietową i elektrownię atomową. Z poświęceniem bieżących wydatków
na zwykłe przeżycie inwestujemy w świetlaną przyszłość. To nic, że jak
dotychczas szczytem sukcesu w umacnianiu niezależności politycznej jest
podpisanie oberkonstytucji, a w zabiegach o niezależność energetyczną –
zalanie kopalń węgla. Chłopcy lubią bawić się bronią. W naszym domu bez
klamek to psychiatra przybiera pozę Napoleona, ale nie potrafi
dopilnować korpusu kolonialnego, który helikopterami atakuje świstaki w
Wysokich Tatrach. Milionom ludzi w zamian za dostęp do leczenia nerwic,
depresji, a nawet psychoz, rządząca partia chce dać do ręki broń palną.
Przypomina się hasło ze stanu wojennego: pomóż partii i spałuj się sam. Nic jednak nie
zmąci naszego zaufania do ojców narodu. Nawet ich wzajemne oskarżenia o
pomieszanie zmysłów. Jakże ciekawe propozycje lekarskich orzeczeń płyną
z ust rzecznika rządzącej partii w stosunku do głowy państwa:
alkoholizm, choroba Alzheimera, Parkinsona i inne modne choroby, które
zdaniem dyżurnego diagnosty kraju łatwo rozpoznać, sięgając do zasobów
naukowych kilku gazet. Wśród spin doktorów pałacu prezydenckiego
ewidentnie brak psychiatry, stąd w rewanżu nie słychać o hebefrenii,
charakteryzującej się zachowaniem wyzywającym, wesołkowatością, brakiem
dystansu, dowcipkowaniem, atakami śmiechu bez powodu oraz ordynarną
mową i gestykulacją. Niespójność i absurdalność zachowania, urojenia,
które nie tworzą usystematyzowanej całości, składają się na złe
rokowanie w tej postaci schizofrenii, zwanej zdezorganizowaną.
Rozrywkowi hebefrenicy cieszą się popularnością w swoim młodzieżowym
środowisku. Niezależnie od tła, którym bywa choroba, patologiczna cecha
osobowości, czy też zwykły cynizm, pajacowaniu każdy polski polityk
powie „yes, yes, yes”, bo to największa łyżka do konfitur. Najbardziej
kabaretowym jednak pomysłem na odparcie oskarżeń o chorą głowę naszego
państwa jest zapowiedź wydania komunikatu o stanie jej zdrowia.
Natychmiastowa reakcja opinii publicznej z góry podważa wiarygodność
wszelkich orzeczeń lekarskich dotyczących tak ważnej persony. Od
pojawienia się przypadku pomroczności jasnej w rodzinie mędrca na miarę
współczesnej Europy, ludzie dobrze wiedzą, że pod naciskiem władzy
i/lub pieniądza, uprawniony lekarz podpisze się pod każdym
zaświadczeniem wedle życzenia. O tym, że bumerang może wrócić, należało
pomyśleć wcześniej i nie prowadzić do upodlenia zawodu zaufania
publicznego. O zdrowie
dygnitarzy martwią się wszyscy, niestety bez wzajemności. Wyjątkiem
jest tu sam premier, który w trosce o zdrowie młodych Polaków
zapowiedział w sejmowym expose zbudowanie w każdej gminie boiska ze
sztuczną trawą. Jak obiecał, tak zrobi. Taż to prawdziwy cud! Raz
położona sztuczna trawa jest pięknie zielona, równo przystrzyżona i
wprost zaprasza do uprawiania sportu. A sport to zdrowie. Sztuczna
trawa powstaje ze zmielonych opon samochodowych. Przekształcanie tych
uciążliwych odpadów w pokrycie boisk sportowych zawiera uwielbianą
przez polityków nutkę popisowej odkrywczości: patrzcie, jak ja kocham
ekologię i sport, jak ja to umiem pogodzić. Wolnego. Nie dajmy się
ponieść fantazjom. Eksperymenty z organizmami genetycznie
modyfikowanymi i biopaliwami, które doprowadziły do głodu na świecie aż
nadto wystarczą do otrzeźwienia. Badania przeprowadzone w 2007.
przez Environment & Human Health, Inc. (EHHI) z North Haven w
stanie Connecticut, wykazały w sąsiedztwie boisk ze sztuczną trawą
skażenie wód podziemnych takimi samymi substancjami chemicznymi, jakie
stwierdza się w wyniku oddziaływani składowisk opon. Wskazano na
poważne zagrożenia zdrowia ludzi związane z użytkowaniem sztucznej
trawy: ostre i przewlekłe oddziaływanie drażniące na płuca, oczy i
skórę oraz podkreślono konieczność dalszych badań nad oddziaływaniem
połlotnych chemikaliów na nerki, układ hormonalny, nerwowy, krążenia,
odpornościowy, oceną wpływu na rozwój i potencjał rakotwórczy. W
sztucznej trawie powstałej ze zmielonych opon wykryto arsen, aceton,
kadm, chrom, kobalt, wanad i ołów. New England Journal of Medicine z
2005r. przedstawia badania, które wykazały, że w kontakcie ze sztuczną
trawą łatwo dochodzi do zakażenia gronkowcem złocistym opornym na
metycylinę. Boisko pokryte naturalną trawą bez trudu samo unieszkodliwi
krew, pot i ślinę. Sztuczną trawę trzeba odkazić, zmyć detergentem i
wytrzeć. Rozgrzewające się w upale do 70 st. C plastikowe powierzchnie
nie tylko sprzyjają namnażaniu się zarazków, ale też emitują produkty
rozpadu tworzyw sztucznych wchodzących w skład sztucznej trawy, jak:
poliamid, ang. polyamide (nylon) – PA, polipropylen, ang. polypropylene
– PP i poli(tereftalan etylenu), ang. poly(ethylene
terephthalate) - PET. Wygląda na to, że rządowy program „Orlik”
wylągł się w gnieździe „Orlenu” i przyczyni się do zasypania na wieki
Polski gumą i plastikiem za pieniądze, które to nam, właśnie nam, są
odbierane w postaci podatków. Wymiana sztucznej trawy co 8 – 12 lat, to
kolejne obok azbestu masowe obciążenie już od dawna przepełnionych
wysypisk odpadów szkodliwych dla środowiska. Miłośnikom Monsanto
polecam uwadze fakt, że właśnie temu koncernowi ludzkość zawdzięcza
pierwszą namiastkę trawy, zwaną Astroturf, która pokryła płytę stadionu
w stanie Indiana już w 1967r. Od tamtej pory wścibscy prześladowcy
koncernu, który dał światu takie dobrodziejstwa, jak polichlorowane
bifenyle, aspartam, napalm i organizmy genetycznie modyfikowane,
pomawiają sztuczną trawę o wywoływanie niezliczonych chorób ostrych,
przewlekłych i pojawiających się u potomstwa użytkowników. Zaślepienie
wrogów nowoczesności doprowadziło nawet do zamknięcia dwóch stadionów w
stanie New Jersey, gdzie odpowiednik naszego san-epidu stwierdził, że
sztuczna trawa jest źródłem nieoczekiwanie wysokich poziomów ołowiu,
dziesięciokrotnie przekraczających dopuszczalne skażenie gleby na
terenach poprzemysłowych. Dochodzenie w sprawie zagrożenia zdrowia
ołowiem uwalniającym się ze sztucznej trawy rozpoczęła we wszystkich
stanach USA Amerykańska Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów
Konsumenckich. Doprawdy, o co ten cały krzyk? A ciężar ołowiu to się
nie liczy? Ociężałość umysłowa objawiająca się mniej lub bardziej
dyskretnymi zaburzeniami komunikacji i nieprowokowaną agresywnością
pozwala przekroczyć najwyższe progi w naszym domu bez klamek, zająć
najbardziej wygodne fotele w parlamencie. W spisku przeciwko
sztucznej trawie uczestniczą nawet jej wieloletni użytkownicy.
Opublikowany w 2007r, raport National Football League Players
Association stwierdza, że wyraźna większość amerykańskich sportowców
negatywnie ocenia sztuczną trawę, gdyż jest ona powodem częstych urazów
i skraca sportową karierę. 28. października
2007r., na trzy tygodnie przed expose premiera Donalda Tuska, New York
Times opublikował artykuł rozpoczynający się od narzekań pani Patrycji
Taylor. Mama dwunastoletniego syna miała już dość sproszkowanej
sztucznej trawy roznoszonej po domu z ubrania i włosów młodego
piłkarza. Podkreślając, że jej zadaniem jest chronić syna, pani Taylor
uznała, że skoro są dowody na uwalnianie się gazów ze sztucznej trawy,
nie będzie narażać swojego dziecka, dopóki nie pojawią się dowody, że
takie boiska są bezpieczne. Prof. Philip Landrigan, pediatra zajmujący
się medycyną prewencyjną, poparł żądanie moratorium na budowę nowych
boisk ze sztuczną trawą i zaproponował badania skóry, krwi i moczu
dzieci przed i po zajęciach na boisku pokrytym sztuczną trawą. Pomysł zasłania
Polski sztuczną trawą to idée fix wybrańców narodu. Do jego ojcostwa
przyznają się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Zarzucają swoim
konkurentom Plagiat i Spowolnienie w realizacji genialnego pomysłu.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 4 (76) kwiecień 2008
Strona
Hałata
RAK Z KUFLA PIWA
Pracując na
równiku, nieraz słyszałem plotki o ludziach dorosłych, którzy nie
wiedzą od czego zachodzi się w ciążę. Po prostu ciąża pojawia się i
już. Znany tam jako daktari Sarati (w miejscowym języku łatwo
dochodziło do wymiany głoski „l” na „r” i „h” na „s”, a przyrostek „i”
podkreślał nienaszość) przyjmowałem po sto osób dziennie, u których
gołym okiem i za pomocą mikroskopu mogłem stwierdzić jedną z chorób z
ciążą mających wiele wspólnego, jeśli chodzi o drogę powstania, a więc
wenerycznych. Bardziej ambitni pacjenci nawet potrafili wytypować
źródło zakażenia. W końcu nie tylko wszystkie dzieci są nasze. Choroby
też. Zwłaszcza weneryczne.
Tuż aż się prosi
cytat z klasyka. „Kto ma pecha, ten jest chory. Dymisja wiceministra
zdrowia za list, który wywołał skandal” to tytuł, pod którym dziennik
Rzeczpospolita upamiętnił wiekopomną myśl wiceministra zdrowia w
rządzie Marka Belki. Pan Rafał Niżankowski, wysyłając 30. sierpnia
2004r. do komisarza ds. zdrowia i ochrony konsumentów polskie
stanowisko w sprawie nowej unijnej strategii zmierzającej do
zapewnienia zdrowia wszystkim, napisał: "Jestem przeciwny terminowi
dobre zdrowie dla wszystkich. Niektórzy nie chcą być zdrowi, by lepiej
odgrywać swoje role społeczne. Inni nie mają odpowiednich genów albo
zwyczajnie nie mają szczęścia". Dodał, że niechęć budzi w nim już samo
hasło "zdrowie dla wszystkich", bo kojarzy mu się z epoką komunizmu. Na
polski dokument zareagowała Bruksela. - Ten list był sprzeczny ze
stanowiskiem rządu - zapewniał wczoraj [2. grudnia 2004r.] minister
zdrowia Marek Balicki. - Jesteśmy za równym dostępem do służby zdrowia
wszystkich pacjentów. Premier zapowiedział, że Niżankowski zostanie
zdymisjonowany.” Ech, łezka w oku się kręci. To były czasy! Lewica
potrafiła stanąć w obronie tych, co nie chcą dobrego zdrowia, tych z
bardzo złymi genami i tych, co mają pecha. Dzisiaj, po czterech latach
od przystąpienia do Unii Europejskiej okazuje się, że wytykane Polakom
bardzo złe geny połączone z permanentnym pechem, odbierają nam szanse
na przeżycie. Dorośli, nawet dzieci, umierają z powodu braku dostępu do
lekarza, ewakuacja i likwidacja oddziałów szpitalnych szokuje już tylko
bezpośrednie ofiary kompletnej dezorganizacji opieki zdrowotnej, a w
pierwszym podsumowaniu zakończonej fiaskiem psychoterapeutycznej sesji
pod nazwą „Biały Szczyt”, pan Marek Safjan był łaskaw oznajmić, że za
pieniądze wpłacane na Narodowy Fundusz Zdrowia i za podatki pomoc
lekarska będzie udzielana tylko w uzasadnionych przypadkach. Należy
przez to rozumieć, że kto sam nie potrafi postawić właściwej diagnozy,
ten zapłaci karę za brak wiedzy medycznej. My nie gapy i już wysyłamy
dzieci na medycynę, kupujemy najdroższe książki dla specjalistów i
jeździmy na egzotyczne kongresy bardzo naukowe. To prędzej czy później
się opłaci. Ktoś z rodziny ocaleje. Jak właściwa
diagnoza decyduje o powodzeniu terapii, tak trafna cena ryzyka zapewnia
skuteczność systemów prewencji. Tu twórcy Załącznika do Uchwały Nr
90/2007 Rady Ministrów z dnia 15 maja 2007r. pod nazwą „Narodowy
Program Zdrowia na lata 2007-2015”, włącznie ze wspomnianym autorem
przekonania, iż kto ma pecha, ten jest chory, za Światową Organizacją
Zdrowia powtarzają, że choroby i zaburzenia związane z alkoholem
stanowią 10% globalnego obciążenia chorobami. A więc przyczyną
przynajmniej co dziesiątej choroby nie jest pech a pijaństwo. Od
powrotu PZPR do władzy w 1993r. głównym redaktorem Narodowego Programu
Zdrowia jest niezwykle zasłużony dla oszałamiającej kariery pana
Aleksandra Kwaśniewskiego dr. Krzysztof Kuszewski,, który w tych
słowach podsumowuje dokonania towarzyszy na froncie walki z alkoholem:
„W ostatnich latach konsumpcja alkoholu wysokoprocentowego w Polsce
wzrosła, co było spowodowane głównie obniżeniem akcyzy na napoje
spirytusowe w 2002 roku. W latach 2002-2004 nastąpił 15-procentowy
wzrost konsumpcji rejestrowanej przez statystykę sprzedaży z ok. 7 do 8
l czystego alkoholu na jednego mieszkańca. Badania ankietowe
zrealizowane na zlecenie PARPA pokazują, że w latach 2003-2005
konsumpcja zwiększyła się o 30%. Pociągnęło to za sobą szereg
niekorzystnych zjawisk, takich jak wzrost przyjęć do izb wytrzeźwień,
wzrost zanotowanych przypadków interwencji policyjnych w przypadkach
przemocy domowej na tle alkoholu o 8% rocznie, wzrost liczby przypadków
kierowania pojazdami pod wpływem alkoholu. Zaobserwowano również
znaczący wzrost przyjęć do zakładów lecznictwa odwykowego; między 2003
a 2004 rokiem o 7,5 tys. wzrosła liczba pacjentów zakładów
stacjonarnych i o 15 tys. liczba pacjentów zakładów ambulatoryjnych.
(…) W referencyjnych latach 1994/95 spożycie rejestrowane wynosiło
odpowiednio 6,5 i 6,3 litra etanolu na jednego mieszkańca i utrzymywało
się w tych granicach do roku 2002. W roku 2003, w następstwie obniżki
akcyzy na napoje spirytusowe, statystyki odnotowały 40% wzrost
sprzedaży wódek. Wzrosła też o ponad 5% sprzedaż piwa. W rezultacie,
konsumpcja rejestrowana zwiększyła się prawie o litr i po raz pierwszy
od 15 lat przekroczyła poziom 7 litrów etanolu na jednego mieszkańca.
Spożycie rzeczywiste, uwzględniające zarówno dane rejestrowane przez
statystyki sprzedaży jak i te, które wymykają się z oficjalnych
rejestrów w roku 2003, zbliżyło się ponownie do pułapu z lat 1995/96 a
więc do 11 litrów etanolu na jednego mieszkańca. (…) Z badań
prowadzonych regularnie przez CBOS w najstarszych klasach szkół
średnich wynika, że odsetek młodych ludzi pijących piwo przynajmniej
raz w miesiącu w roku 2003 zwiększył się w porównaniu z latami
referencyjnymi z 60% do 85%, pijących wino z 41% do 56% a pijących
wódkę z 47% do 71%. „ W pijanym widzie
podejmowane są błędne decyzje. Według danych AC Nielsen w samym 2007r.
spożycie piwa wzrosło o 10,6%, wina - o 6,6%, a wódki - o 15%,
Można mieć obawy graniczące z pewnością, że proweniencja niektórych
osób stojących obecnie u steru nawy państwowej, zwłaszcza tych, których
wrzask z tuby władzy jest najbardziej ordynarny, zapewni Polakom rychły
powrót do rynsztoka, z którego mozolnie wydobywali się w latach 90.
ubiegłego wieku. Szczególna rola przypada tu piwu, torującemu dzieciom
drogę do pijaństwa i narkomanii, a przy tym fałszywie prezentowanemu
jako mało szkodliwe. To reklamowe kłamstwo łatwo zdemaskować za pomocą
danych z poniższej tabeli.
Napój alkoholowy
Typowa moc % obj.
Typowa pojemnosć kufla/kieliszka mililitry
Waga alkoholu gramy
Piwo
3 - 6
500
12 - 24
Mocne piwo
7 - 12
330
19 - 32
Wino
6 - 22
125
6 - 22
Wódka
35 - 50
50
14 - 20
Likier
15 - 65
30
4 - 16
Maksymalna
dzienna dawka alkoholu średnio u dorosłych mężczyzn wynosi 60 g, u
kobiet - 20 g, przy czym przewlekłe zatrucie z objawami uszkodzenia
wątroby i mózgu na czele u wielu osób może pojawić się przy dawkach
znacznie niższych i bardzo wcześnie. Zero tolerancji dla spożycia
alkoholu podczas ciąży i karmienia piersią chroni dziecko przed trwałym
uszkodzeniem, czy to w formie dyskretnych zmian psychosomatycznych, czy
też w postaci plejady ciężkich chorób i niepełnosprawności. Zabici i
ranni w wypadkach drogowych, są łatwo rozpoznawani jako ofiary
zamroczenia alkoholem, co nie oznacza, że ich liczba jest większa od
liczby ofiar „cichych”, w szczególności dzieci spłodzonych w upojeniu
alkoholowym, bądź też ludzi zapadających na bezobjawowe zakażenia i
choroby weneryczne, w tym wirusowe zapalenie wątroby typu B i C,
HIV/AIDS, prowadzące do bezpłodności chlamydiozę i rzeżączkę, a do raka
szyjki macicy – wirusy brodawczaka ludzkiego. Wymaga przypomnienia,
zwłaszcza wśród młodzieży odurzającej się piwem, stary slogan oświaty
zdrowotnej – ALKOHOL STRĘCZYCIELEM CHORÓB WENERYCZNYCH.
Autorzy
Narodowego Programu Zdrowia na lata 2007-2012 tradycyjnie nie
dostrzegli udziału innych niż tytoń czynników rakotwórczych w wysokiej
fali epidemii raka, która zbiera obfite żniwo także wśród osób poniżej
60 r. ż. (w roku 2005 nowotwór złośliwy był przyczyną zgonu 23 947 osób
poniżej 60 r. ż., a udział zgonów na raka wśród wszystkich zgonów
poniżej 65 r. ż. osiągnął 28,2%). Na początku 2005r. The Lancet
opublikował artykuł pt. „Alkohol a zdrowie publiczne” zawierający
ranking głównych zabójców ludzkości: nadciśnienie tętnicze – 4,4%,
tytoń – 4,1%, alkohol – 4,0%. Ryzyko raka przypisane alkoholowi
oszacowano zależnie od lokalizacji - od 37% w przypadku raka przełyku u
mężczyzn do 7% raka piersi u kobiet. Alkohol jest też przyczyną 32%
przypadków marskości wątroby. W cywilizowanym świecie artykuł wywołał
poważną debatę publiczną.
Międzynarodowa
Agencja Badań nad Rakiem (IARC) od dawna uznaje alkohol etylowy za
bezsporny czynnik rakotwórczy (monografie z roku 1988 i 2007).
Opublikowany z końcem 2007r. Drugi Raport Światowego Funduszu Badań nad
Rakiem i Amerykańskiego Instytutu Badań nad Rakiem p.t. „Żywność,
Żywienie, Aktywność Fizyczna i Prewencja Raka w Perspektywie Globalnej”
uwzględnił liczne badania epidemiologiczne dotyczące związku pomiędzy
spożywaniem napojów alkoholowych a rakiem o różnej lokalizacji. Siłę
dowodów na ryzyko raka jamy ustnej, gardła i krtani, przełyku, jelita
grubego u mężczyzn oraz raka piersi u kobiet w następstwie spożywania
napojów alkoholowych, panel badaczy uznał za przekonującą. Siłę dowodów
na ryzyko raka wątroby oraz jelita grubego u kobiet w następstwie
spożywania napojów alkoholowych panel badaczy uznał za prawdopodobną. W
oparciu o bezsporne dowody z badań epidemiologicznych zalecono
ograniczyć spożycie alkoholu przez osoby pijące napoje alkoholowe do
nie więcej niż dwóch porcji dziennie dla mężczyzn i jednej porcji
dziennie dla kobiet. Jedna porcja zawiera ok. 10 – 15 gramów alkoholu
etylowego. Spośród wszystkich chorób układu krążenia jedynie
prawdopodobny efekt ochronny przed chorobą wieńcową serca daje medyczne
postawy dopuszczenia alkoholu do spożycia w powyższych dawkach
dziennych, przy czym osoby, które piją napoje alkoholowe, mogą to robić
tylko podczas posiłków. Gdyby nie to, ze względu na dowiedzioną
rakotwórczość alkoholu, dla populacji generalnej wyznaczony byłby taki
sam próg bezpieczeństwa jak dla kobiet w ciąży i dzieci - zero
tolerancji. Dla alkoholu jako prawdopodobnej przyczyny raka wątroby
dawki progowej nie ustalono, rakiem zagraża nawet najmniejsza jego
ilość.
Rak wątroby z
reguły jest następstwem marskości wątroby wywołanej czy to wirusami,
czy też substancjami chemicznymi. Już umiarkowane ilości alkoholu
zwiększają ilości RNA wirusa zapalenia wątroby typu C krążącego we krwi
jego nosicieli, z definicji bezobjawowych. Zakażenie wirusem wzw typu C
występuje u 3% populacji świata, jest wyższe w krajach rozwiniętych, w
80% przechodzi w postać przewlekłą, z czego 15 – 20% przekształca się w
marskość wątroby, a ta zaś u 1 - 4% na rok prowadzi do raka wątroby.
Alkohol działa jako rozpuszczalnik ułatwiający penetrację do komórek
innych kancerogenów, w szczególności pochodzących z dymu tytoniowego,
żywności i napojów. Zaburza procesy syntezy, naprawy i metylacji DNA.
Za czynnik rakotwórczy uznaje się aldehyd octowy powstający w wyniku
metabolizmu alkoholu. Bakterie zasiedlające jelito grube charakteryzują
się wysoką aktywnością dehydrogenazy, która utleniając alkohol w
ścianie jelita prowadzi do pojawienia się w niej aldehydu octowego na
poziomie 1 000 razy wyższym niż we krwi. Zanim będzie za późno, nie
wolno przeoczyć obecności krwi w stolcu, ani zlekceważyć zmiany rytmu
wypróżnień u osoby z dotychczasowym prawidłowym rytmem. Pijący alkohol
muszą pamiętać, że cofanie się treści żołądkowej 40-krotnie zwiększa
ryzyko raka przełyku. Reszta w ręku lekarzy.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
miesięcznik "Świat Konsumenta" Nr 3 (75) marzec 2008
Strona
Hałata
Pij,
pij, aż ci szczęka odpadnie
Kiedy już się
nie wie, co zrobić z nadmiarem gotówki, łatwo sięgnąć po gadżety
reklamowane w dziale zdrowie i uroda. Zanim wyjdą na jaw odłożone w
czasie niemiłe skutki szarlatańskiego pomysłu, jego sprzedawca potrafi
stworzyć rozbudowany system akwizycji, podparty przez „naukawe”
autorytety i sprzedajnych ekspertów od spraw wszelkich…
Ach, pani
profesor! Och, panie docencie! – niesie się głośnym echem po
konferencyjnych salach i telewizyjnych studiach, oddając szczery
zachwyt luminarzy nauki nad postępem medycyny w służbie zdrowia i
urody. Jak tu nie wierzyć autorytetom, dopingowanym głębokimi
przemyśleniami gwiazd estrady, sportu, polityki i dziennikarstwa.
Ponieważ cena niezależnej opinii celebreties może przekraczać
możliwości budżetu promocyjnego, product placement znakomicie
demokratyzuje dostęp do ukrytej reklamy, wprawdzie nielegalnej, ale
powszechnie praktykowanej. Z pozoru niewinna i pełna troski rozmowa w
studio telewizyjnym zapewnia nadawcy miłość widzów o miękkich
serduszkach i grubą kasę od zleceniodawcy. Tak było, jest i będzie
dopóki kryptoreklama nie znajdzie finału w sądzie, bowiem w odróżnieniu
od reklamy, za treść której redakcja nie odpowiada, za skutki
krypciochy redakcja odpowiada jak najbardziej.
Na co umrzesz?
Choć
nieproszony, pozwolę sobie udzielić przyjacielskiej rady właścicielom
środków masowego przekazu: zacznijcie odkładać na odszkodowania za
współudział w sprawstwie. Czy to osoba poszkodowana, czy też nieutulona
w żalu rodzina, prędzej czy później zgłosi się po waszą część zysków z
nielegalnego reklamowania produktu zagrażającego zdrowiu i życiu, bądź
też osiągniętych w wyniku zaprzeczania istnieniu ryzyka dla zdrowia i
życia. W Polsce to raczej później, zważywszy na niewyobrażalny na tle
dorobku cywilizacji w XXI w. dialog zamieszczony na łamach tygodnika
„Przekrój” 17. stycznia 2008 r. Z red. Piotrem Najsztubem rozmawia
przewodniczący Komisji Zdrowia Sejmu bieżącej kadencji dr Bolesław
Piecha, ginekolog: „Red. Najsztub:
…Panie pośle, panie doktorze, czytał pan wyniki jakichś długofalowych,
wnikliwych badań na temat skutków tak zwanego biernego palenia? Dr Piecha: Takich
nie było. (…) Red. Najsztub:
Pozwoli pan, że panu przypalę. Dr Piecha:
Dziękuję! (tu poseł się zaciąga) Na wycinkowe badania powoływać się
można. I pierwszą sprawą jest oczywiście cała masa chorób krążenia,
które przypisuje się papierosom jako jednemu z głównych czynników.”
W 2002 r. grupa
ekspertów zawodowo zajmujących się tematem pod egidą Międzynarodowej
Agencji Badań nad Rakiem (IARC) należącej do Światowej Organizacji
Zdrowia ustaliła, że istnieje statystycznie istotny i spójny związek
między ryzykiem raka płuca u osób niepalących a narażeniem na dym
tytoniowy pochodzący od ich palących małżonków. Gdy pali mąż, żona
ponosi 20% większe ryzyko raka płuca, niż małżonka niepalącego. Dym żon
jest jeszcze bardziej trujący dla niepalących mężów – dodatkowe ryzyko
raka płuca wynosi u nich 30%. Z kolei dodatkowe ryzyko raka płuca u
pracowników narażonych na dym tytoniowy w miejscu pracy wyliczono na
12-19%. Średnie stężenie dymu tytoniowego w domach palaczy i w
miejscach pracy, gdzie wolno palić, mieści się w granicach 2-10
mikrogramów na metr sześcienny powietrza, a główne substancje
rakotwórcze dymu tytoniowego to: benzen, 1,3-butadien, benzo[a]piren i
4-(metylonitrozamino)-1-(3-pyridyl)-1-butanon. Z tych powodów IARC
zaliczyła wdychany przez osoby niepalące dym tytoniowy w środowisku do
kategorii czynników rakotwórczych dla człowieka, czyli do grupy 1.
W 2004 r. w
Polsce z powodu raka płuca zmarło 16 565 mężczyzn (1/3 wszystkich
zgonów z powodu raka u mężczyzn) i 4 641 kobiet (1/8 wszystkich zgonów
z powodu raka u kobiet). Dwie osoby na pięć zmarłych na raka płuca nie
osiągnęły 65. roku życia. Polska ze standaryzowanym współczynnikiem
umieralności 66,7 na 100 000 ludności zajmuje najwyższą niechlubną
pozycję spośród 33 państw, które dotychczas przekazały do WHO dane
dotyczące zgonów mężczyzn na raka płuca w 2004 r. W Wielkiej Brytanii
ten sam współczynnik jest niemal o połowę niższy i wynosi 34,7.
Klub naprawy
poprawy urody
Swojego czasu
minister zdrowia wykurzał mnie skutecznie z narad kierownictwa
ministerstwa zdrowia. Kłęby dymu wypełniały nawet sekretariat ministra,
a zaniepokojeni interesanci chcieli wzywać straż pożarną. Dym tytoniowy
osobom odpowiedzialnym za zdrowie publiczne w Polsce niezmiennie nie
pozwala dostrzec opinii powszechnie szanowanych. Prof. Konrad Jamrozik
w 2005 r. na łamach prestiżowego British Medical Journal (BMJ)
stwierdził, że dym tytoniowy w środowisku pracy odbiera życie co
najmniej dwóm pracownikom na dzień pracy, razem 617 w ciągu roku, w tym
54 pracownikom obsługi gości, a palenie w domu w ciągu roku zabija 2
700 osób w wieku 20-64 lat i 8 000 osób powyżej 64. roku życia.
Narażenie na dym tytoniowy w pracy składa się na 1/5 wszystkich zgonów
osób narażonych na dym tytoniowy w środowisku i na połowę zgonów
pracowników obsługi gości. Wdychanie cudzego dymu tytoniowego miało
doprowadzić do 1 372 zgonów na raka płuca, 5 239 zgonów z powodu
choroby niedokrwiennej serca i 4 074 zgonów w następstwie udaru mózgu.
Warto przenieść te oszacowania na nasze podwórko. W Polsce odsetek
palących mężczyzn spadł z 64% w latach 70. ubiegłego wieku do 40% w
latach 2000-2004, odsetek palących kobiet w tym czasie wzrósł z 21% do
25%. W Wielkiej Brytanii odsetek palących w latach 2000-2004 szacuje
się na 27% wśród mężczyzn i 24% wśród kobiet. Ludność Polski w 2005 r.
to 38,2 mln, Wielkiej Brytanii – 60,2 mln. Mając wszystkie dane, każdy
z proporcji może sobie wyliczyć, na co umrą Polacy zmuszani do
filtrowania cudzego dymu tytoniowego i w razie potrzeby przedstawić
swoje oszacowania w sądzie.
Zanim palacze i
niepalące ofiary dymu tytoniowego pożegnają się z zadymionym światem, z
przerażeniem obejrzą w lustrze postępujące zniszczenie skóry twarzy pod
wpływem dymu tytoniowego. Tych, których na to stać, niewątpliwie skusi
reklama i kryptoreklama zastrzyków Botoxu – jadu kiełbasianego
porażającego mięśnie mimiczne twarzy. Wiele osób, dla których
stosowanie Botoxu stało się rutyną na równi z goleniem – odpowiednio do
płci – twarzy lub nóg, zbliża się do ideału piękna reprezentowanego
przez Michaela Jacksona i Nicole Kidman, a opartego o unieruchomienie
mimiki na stałe. Uśmiech smutnego Arlekina można jednak skorygować
operacyjnie. Medycyna w służbie zdrowia i urody jakże owocnie dla
siebie samej dysponuje ofertą adresowaną do także do tych, którym Botox
spowodował opadanie powiek. Zabieg nosi nazwę plastyki powiek
(blefaroplastyka) i o jego skuteczności może zaświadczyć sam George
Clooney. Za bagatelne 1 000 euro można wejść do elitarnego klubu
naprawy poprawy urody.
Woda naturalnie
uranowa
Według
niektórych opinii sprawa jest jeszcze bardziej prosta. Wystarczy
napromieniować się do syta i odzyskać piękno, młodość i jurność. Do
dzisiaj woda radioaktywna uznawana jest za tworzywo uzdrowiskowe o
wartościach leczniczych, które miałoby leczyć wiele chorób, w tym
poprzez podnoszenie poziomu hormonów płciowych. Skoro jest lekiem, nie
może równocześnie nadawać się do powszechnego spożycia, a zwłaszcza
przez kobiety w ciąży, dzieci i młodzież oraz osoby cierpiące na
choroby, w których poziom estrogenów i androgenów decyduje o przeżyciu,
jak rak piersi czy prostaty. To samo z inhalacjami w dawnych kopalniach
uranu. Ciekawe, czy racje medycyny wieku rozwojowego i epidemiologii
raka uchronią kobiety i ich nienarodzone jeszcze dzieci przed pracą w
kopalniach. Kierując się zasadą równouprawnienia, Komisja Europejska
stara się wymusić wykreślenie prac pod ziemią we wszystkich kopalniach
z wykazu prac wzbronionych kobietom. To dalszy postęp myśli prawdziwie
europejskiej. Jeszcze w 2003 r. opublikowany pod szyldem Unii
Europejskiej „Europejski kodeks walki z nowotworami złośliwymi” nie
pozostawia wątpliwości, że to badania na górnikach zawodowo narażonych
na wysokie stężenia radonu w powietrzu dostarczyły przekonujących
dowodów, że radon wywołuje raka płuca. Ekstrapolacja danych z tych
badań pozwala stwierdzić, że radon jest drugą po paleniu papierosów
najważniejszą przyczyną zachorowania na raka płuca w ogólnej populacji
oraz że większość spowodowanych radonem raków płuca występuje u palaczy
lub byłych palaczy. Wnioski te potwierdzają wyniki uzyskane
bezpośrednio, tj. w badaniach nad ryzykiem zachorowania na raka płuca u
osób narażonych na radon w budynkach mieszkalnych.(…). Budując nowy dom
można zazwyczaj kosztem niewielkich nakładów zabezpieczyć wnętrze przed
nadmiernym stężeniem radonu. W budynkach istniejących ograniczenie
wnikania radonu jest na ogół również możliwe. Zabezpieczenie przed
radonem będzie przynosić największe skutki zdrowotne szczególnie u osób
palących. Myśl ta znajduje udokumentowanie w artykule opublikowanym w
2004 r. w BMJ: radon w mieszkaniach jest przyczyną 9% przypadków raka
płuc, 2% wszystkich przypadków raka w Europie. Dla osób przebywających
w mieszkaniach, w których stężenie radonu przekracza poziomy wcześniej
uznawane za nieszkodliwe, tj. 100 Bq/m? (bekereli na metr sześcienny)
palenie tytoniu i/lub przebywanie w dymie tytoniowym stwarza poważne
ryzyko zachorowania na raka płuc. Ryzyko palących 15-25 papierosów
dziennie jest 25,8 (21,3 do 31,2) razy wyższe w porównaniu z nigdy nie
palącymi.
I pomyśleć, że
głównym zmartwieniem niektórych mieszkańców Karpacza, jest zakopiańska
architektura domów pięknie zdobiących podnóże Śnieżki, a nie troska o
zdrowie swoich dzieci, własne i turystów. Po odkręceniu kranu z wodą
zawierającą radon kabina prysznicowa, łazienka i kuchnia zamienia się w
komorę gazową, w której radioaktywność kilkadziesiąt razy przekracza
dopuszczalne wartości. Państwowy Zakład Higieny stwierdził, że
większość ujęć wód na terenie Pogórza Karkonoskiego pobiera do
zasilania wodociągów wody podziemne, które wykazują znaczą koncentrację
radonu. Zakres obserwowanych stężeń wynosił od 87,5 Bq/l do 818,1 Bq/l.
Zaopatrzenie Karpacza w wodę pochodzi zarówno z ujęć powierzchniowych o
niskim stężeniu radonu (poniżej 10 Bq/l) oraz z ujęć podziemnych
(głębinowych) o wysokim stężeniu radonu (do 541,0 Bq/l). Stężenie
radonu w wodzie ze studni indywidualnych było podobne do stężenia
radonu w wodzie pochodzącej z ujęć głębinowych. Radon jest jednym z
produktów rozpadu uranu. Według Państwowego Instytutu Geologicznego
koncentracje uranu w warstwie powierzchniowej w Polsce wahają się w
granicach od 0 do 13,3 g/tonę. Prawie całe Sudety charakteryzuje
wartość powyżej 2 g/tonę, w bloku karkonosko-izerskim – 3-5 g/tonę, w
pojedynczych punktach ponad 13 g/tonę. Wody pobrane z tamtejszych
podziemnych ujęć z reguły zawierają radon, który ulatuje w powietrze,
ale też izotopy radu 226Ra i 228Ra. Podobnie wody karpackie, co
wykazały badania Państwowego Instytutu Górniczego opublikowane w 2000
r. Im woda wyżej zmineralizowana, tym więcej izotopów radu.
W przedwojennej
Ameryce woda wzbogacona radem była hitem rynkowym, na którym zbił
fortunę niejaki William J. A. Bailey, fałszywy lekarz wyrzucony już z
college’u. Twierdził, że opatentowany przez niego Radithor leczy wiele
chorób poprzez stymulację hormonalną. Współpracującym lekarzom oferował
17% rabatu za receptę na każdą dawkę wody z radem. Do czasu. Prawie 1
400 butelek Radithoru wypił sławny przemysłowiec, sportowiec i playboy
Eben McBurney Byers, zanim nagromadzony w kościach rad doprowadził do
ich licznych złamań, a nawet ubytków kości czaszki i szczęki. Zmarł w
1932 r. żegnany tytułem w Wall Street Journal „Zanim mu szczęka
odpadła, woda z radem działała świetnie”.
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
miesięcznik "Świat
Konsumenta" Nr 1
(72) styczeń 2008 Strona Hałata
POŻEGNANIE Z MIĘSEM
Drogę od
średniowiecznej łaciny carnem levare, przez ludowe carne
vale, do naszego karnawału łatwo rozpoznać, trudniej wytłumaczyć
przyczynę, dla której Polacy słowo to odnoszą do całego okresu
zapustów, zamiast do ostatniej jego części – mięsopustów.
Przedstawiane
jako sukces przywrócenie eksportu mięsa do Rosji wpłynie na wzrost cen
w kraju, co może doprowadzić do niekontrolowanych erupcji gniewu ludu o
przełomowych skutkach znanych z nie tak dawnej przeszłości. Historia
PRLu roi się od wiekopomnych wydarzeń, w których
„niesprawiedliwa” dostępność mięsa była zapalnikiem beczki
prochu, może dlatego, że przemawiała do wyobraźni każdego zwykłego
zjadacza mięsa i pozwalała tłumnie oprotestować narodowe krzywdy
zamaskowane wstydliwie ukrywanym dzisiaj hasłem „socjalizm - tak,
wypaczenia - nie”. Za wypaczenia w planowej gospodarce mięsem
orzekano i wykonywano wyroki śmierci. Obalanie światowego systemu
komunistycznego zaczęło się od wykrycia prawdziwej zawartości puszek,
których wywóz do ZSRR udaremnili lubelscy kolejarze , bo przyspawali
wagony do torów. W puszkach nie było farby, jak głosiły etykiety. Była
szynka. W Polsce Ludowej dostępna tylko w sklepach za żółtymi firankami
dla ważnych partyjniaków i zbrojnego ramienia partii – MO, ZOMO itp.
Zwykły obywatel PRLu mógł kupić szynkę za dolary w Peweksie w
niebotycznej na ówczesne warunki cenie, albo szukać zaopatrzenia na
wsi, wchodząc w tajniki świniobicia i innych rodzajów uboju
podwórkowego, porcjowania, paczkowania i wreszcie zamrażania w
cieszących się wielkim wzięciem zamrażarkach domowych. Wycyzelowanej
precyzji i totalnej klapy systemu kartek na mięso nie wymyśliłby nawet
George Orwell. Po co zresztą sięgać po fikcję literacką, skoro twórca i
nadzorca systemu kartkowego PRL jest liderem jednej z czterech frakcji
Sejmu obecnej kadencji i zapewne chętnie podzieli się wspomnieniami z
młodzieżą, z racji wieku prawdziwie lewicową.
Znając
przeszłość, można zrozumieć teraźniejszość. Płynące z niedawnej
historii zbiorowe doświadczenie Polaków starannie wykorzystują światowe
koncerny agrochemiczne, produkujące wszystko, co da się przerobić na
mięso i produkty zwane mięsnymi, zwłaszcza pasze, antybiotyki,
substancje dodatkowe i inne składniki pasz i gotowych wyrobów.
Idylliczne obrazki z wiejskiej zagrody można jeszcze zobaczyć w
elementarzu i w niedobitych globalizacją gospodarstwach rodzinnych.
Prawdziwa wielkoprzemysłowa produkcja mięsa na masową skalę odbywa się
w ogromnych halach fabrycznych. Nowoczesne fabryki mięsa przerabiają
genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce. Zapisano
juz tony twardych dysków o szkodliwym wpływie pasz złożonych z
wynalazków inżynierii genetycznej na zdrowie i dobrostan zwierząt
hodowlanych. Zresztą trudno mówić o dobrostanie w warunkach
intensywnego tuczu, kiedy to z żywej istoty czyni sie precyzyjną
maszynę do przetwarzania paszy na mięso, nabiał i podroby. Każdy
mieszczuch, który miał jakiekolwiek zwierzę salonowe, dobrze wie, ze
zwierzęta – tak samo jak ludzie – wyróżniają się odmiennymi
charakterami i upodobaniami, nawet jeśli są rodzeństwem. W zmienności
tkwi przecież potęga przyrody ożywionej. Dotyczy to również mieszkańców
obory, chlewu i kurnika. Każdy wie, jak skończą, ale doceniamy ich
indywidualność, choćby wołając do nich: Łaciata, Chrumka, czy Czubatka.
Zwierzęta salonowe - psy i koty, to z reguły członkowie rodzin,
zajmujący pozycję równorzędną, jeśli nie uprzywilejowaną w stosunku do
reszty domowników. Wiem co mówię, bo mój Misio manipuluje
mną równie sprawnie jak macha ogonem.
Tymczasem od
biologicznej maszyny hodowlanej wymaga się najwyższej osiągalnej
sprawności, daleko
przekraczającej najbardziej paskudne bariery chorej wyobraźni.
Maksimum przyrostu masy przy minimum odchodów, minimum odpadów
poubojowych, minimum energii na oświetlenie, wymianę powietrza oraz
ogrzanie lub ochłodzenie, zależnie od temperatury na zewnątrz budynku.
Tu święci tryumfy pomysłowość inżynierów genetycznych. Bawiąc się w
małego pana boga, z zapałem tworzą nowe istoty na zamówienie. Za drogo
kosztuje prąd na klimatyzacje brojlerni, usuwanie pierza i jego
utylizacja? Proszę bardzo - mamy w ofercie kurczaka bez pierza. Z
przegrzania nie padnie, skubać nie trzeba. A odpychający konsumentów
czerwony kolor skóry da sie zamaskować w wyrobach gotowych do spożycia.
Jeśli to nie wystarczy, można sięgnąć po sprawdzone autorytety, które w
ramach pseudonaukowych kampanii zaświadczą, ze mięso mutantów jest
lepsze, bo zdrowsze.
Jeśli nie
dojdzie do przełomu w ocenie konsumenckiej mięsa, a w warunkach
polskich do jego detronizacji z pozycji króla stołu, problemy z
produkcją mięsa będą tylko narastać. Pokoleniu ogłupionemu światem
Harrego Pottera i jemu podobnymi wynaturzeniami wciśnie sie każdy kit,
nawet najbardziej monstrualny. Wszelkie próby przemawiania do rozsądku
i tak zawiodą. Wszak walkmany, wieże i "koncerty" ogłuszyły jak
dotychczas 60% szóstoklasistów. Ci o zakupach mięsa zadecydują w
przyszłości.
A już teraz
każdy podatnik w Unii Europejskiej składa się na przeogromne zyski
koncernów agrochemicznych dopłacając do produkcji rolnej wprost, czyli
płacąc po części za pasze i inne surowce fabryk mięsa, bądź pośrednio,
np. w postaci rekompensat za wybite stada, utylizowaną padlinę i pasze
i resztę ogromnych kosztów zwalczania np. ptasiej grypy.Dla
sprzedawców paszy każde ognisko zarazy w hodowlach przemysłowych to
okazja do co najmniej dwukrotnego zarobku, nie ma przecież znaczenia,
czy wyhodowane zwierzęta będą zjedzone czy spalone, a im dłużej trwa
spadek cen z powodu strachu konsumentów, tym więcej paszy zjedzą
niechciane na rynku zwierzęta. Kolejne źródła zarobku na paszach to
unijne lub krajowe dopłaty za spadek cen z powodu strachu konsumentów i
do eksportu poza obszar celny Wspólnot Europejskich. Tego też Orwell by
nie wymyślił. Państwo swoją siłą wydziera podatnikom pieniądze,
aby wydać je na surowce do fabryk mięsa. Co na to ludzie w potrzebie
ratowania zdrowia i życia, którym odmówiono pomocy, tłumacząc się
brakiem pieniędzy? Pewnie sami kupiliby sobie świadczenie medyczne,
gdyby im nie zabrano pieniędzy z przeznaczeniem na pasze.
Należy
podkreślić, że technologie nowe i najnowsze z pozoru korzystne dla
wszystkich w rzeczywistości przerzucają obniżone koszty wytwarzania na
chorujących konsumentów, potwornie cierpiące zwierzęta i masywnie
skażone elementy środowiska - wodę, powietrze i glebę - tak w skali
lokalnej, jak i globalnej. Praktyki hodowlane przekraczające
wytrzymałość organizmów żywych oraz pojemność środowiska to
przedsięwzięcia technologiczne budzące protesty bardziej cywilizowanych
odłamów narodów świata, kierujących się ambicją wyższą niż chęć zysku
za wszelką cenę oraz szacunkiem dla ludzi i przyrody. Silne lobby
przemysłu mięsnego poprzez wpływ na ekspertów, ministrów i
parlamentarzystów wyjątkowo dopuszcza do głosu argumenty naukowe i
etyczne, które mogłyby obniżyć dynamikę wzrostu zysków ze sprzedaży
produktów zwierzęcych.
Gdyby było
inaczej, rozwiązania kluczowego problemu naszych czasów, jakim jest
emisja gazów cieplarnianych poszukiwanoby nie w proliferacji energii
atomowej z jej ryzykiem produkcji i odpadów a w ograniczeniu hodowli.
Wszak opublikowany w 2006r. raport Światowej Organizacji ds. Rolnictwa
i Wyżywienia ONZ (United Nations Food and Agriculture Organisation –
FAO) dowodzi, że hodowla generuje 18% emisji gazów cieplarnianych
mierzonej jako ekwiwalent dwutlenku węgla, więcej niż wszystkie formy
transportu łącznie.
Przemysł mięsny
jest głównym odbiorcą produktów przemysłu agrochemicznego. Wpływy i
możliwości sprawcze koncernów farmaceutycznych w znacznej mierze
koncentrują się na ochronie interesów na rynku antybiotyków i hormonów
wchodzących w skład pasz wytwarzanych w skali przemysłowej. Wystarczy
wiedzieć, że to hodowla zużywa 90% produkowanych antybiotyków, a tylko
reszta, a więc zaledwie 1/10 jest wykorzystywana na inne potrzeby, w
tym do leczenia ludzi, na tyle skutecznego, na ile pozwala
antybiotykooporność zakażeń bakteryjnych. Bogatą literaturę
uzupełniającą czarny obraz wpływu fabryk mięsa na dewastację gwałtownie
kurczących się zasobów wody, która mogłaby być przeznaczona do spożycia
przez ludzi, uzupełnia artykuł zamieszczony w sierpniu 2007r. w
„Applied and Environmental Microbiology”. Oto okazuje się, że geny
antybiotykooporności zawarte w gnojowicy odciekającej do wód
podziemnych nie tylko są w tych wodach łatwo wykrywalne, to jeszcze -
znajdując nowych gospodarzy - niektóre z nich mogą amplifikować
się i w ten sposób niebezpiecznie zanieczyszczać wody podziemne w
zasięgu większym niż będące ich źródłem bakterie.
Zgubne
oddziaływanie fabryk mięsa na zdrowie pracowników i okolicznych
mieszkańców ma już bogatą literaturę, także w Polsce. Utylizacja
odpadów zwierzęcych, zwłaszcza wysokiego ryzyka, jest jednym z
podstawowych problemów naszego państwa, które niezależnie od
publicznych wypowiedzi kolejnych ekip rządowych niezmiennie płaci za wykonane i
niewykonane w tym zakresie zadania jednemu przedsiębiorstwu.Państwo
ma problem z głowy i nie przygląda się zbyt dokładnie, co to
przedsiębiorstwo robi z padliną, bo mogłoby się okazać, że politycy i
urzędnicy musieliby sami się tym zająć z braku chętnych do wykonania
tak karkołomnego zlecenia.
Żegnając transporty mięsa na wschód
nostalgicznym praszcziaj mjaso! pozostańmy w przekonaniu, że jest jak w
PRLu, tylko zmienił się Wielki Brat.
dr Zbigniew
Hałat
lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90.
w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca
ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia
Konsumentów www.halat.pl/stowarzyszenie.html
Nie godząc się na zło, można przed złem uciec, albo
ze złem walczyć. Większość ludzi za zło uznaje nędzę i niewolę. Nie
widząc szans na poprawę swojego losu, kto może ucieka od nędzy i prześladowań
religijnych, narodowych i wszelkich innych narzuconych przez rozmaite formy
totalitaryzmu. Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do muru,
wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni o
przeżycie walczyć.
Wrota do ucieczki otwarto szeroko. Pracowici, solidni,
dobrze wychowani i wykształceni Polacy są potrzebni wszędzie. Ekonomiczni
emigranci uciekli przynajmniej od narzuconej Polsce nędzy, realizując w
istocie podstawowy punkt programu ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej
poprzez wyludnienie położnego na wschód od Niemiec terytorium Unii Europejskiej.
Są też tacy, którzy wyjechać nie mogli i jeszcze żyją,
albo tacy, którzy wyjechać nie chcą. Nie chcą z wielu powodów. Na przykład
tych, dla których Józef Ślimak trzymał się placówki. Warto przypomnieć
sobie lektury szkolne, zanim zostaną zepchnięte do drugiego obiegu. Tych,
co nie chcą lub nie mogą wyjechać, zostało w Polsce jeszcze kilkadziesiąt
milionów. Części tej ogromnej rzeszy ludzi powodzi się dobrze. Według wyliczeń
ministerstwa zdrowia 7% Polaków stać na kupno biletu za rzeczywisty dostęp
do opieki zdrowotnej. Bilet miesięczny w cenie od 600 do 1 500 zł pozwoli
wybrańcom losu korzystać bez kolejki ze świadczeń, na które złożą się składki
wszystkich płacących na Narodowy Fundusz Zdrowia. Reszta będzie czekać
w kolejce może i do śmierci z nieznanego, bo niezdiagnozowanego powodu.
W karcie zgonu jako przyczyna bezpośrednia zgonu pojawi się „ostra niewydolność
krążenia”, albo „niewydolność oddechowa”, bez informacji o przyczynie zgonu
wyjściowej czy wtórnej. W końcu każda śmierć to ustanie akcji serca
i oddechu… Brak dostępu do świadczeń zdrowotnych opłacanych regularnie,
przez całe pracowite życie, może mieć też – w cudzysłowie „dobre” strony.
Na przykład pozwoli niedoszłym pacjentom uniknąć wirusa zapalenia wątroby
typu B, typu C, AIDS i szeregu innych zakażeń przenoszonych przez
skażony sprzęt medyczny.
O tym, że w wyniku planowanego dopiero uszczelnienia
systemu opieki zdrowotnej szpitale i przychodnie musiałyby stosować sprzęt
jednorazowego użytku powiedział do kamery publicznej telewizji 30. stycznia
2008r. pan Marek Balicki, lider LiD i poseł obecnej kadencji, w latach
1992-93 z ramienia lewego skrzydła Unii Wolności sekretarz stanu w Ministerstwie
Zdrowia kierowanym przez pana ministra Andrzeja Wojtyłę, potem minister
zdrowia w rządach panów Leszka Millera i Marka Belki, w wolnych chwilach
dyrektor szpitala w Ząbkach, Szpitala Bielańskiego, a ostatnio Wolskiego
w Warszawie. Bezspornie kompetentne świadectwo pana posła Balickiego z
wielu powodów musi zainteresować prokuraturę i liczne ofiary oszczędności
na sprzęcie jednorazowego użytku, nie tylko w szpitalu w Ząbkach, Bielańskim
i Wolskim. Wirusowego zapalenia wątroby typu C, pacjent nie uniknie za
żadne pieniądze, jeśli szpital czy przychodnia lekceważy wymogi prawa sanitarnego.
A do szpitala można trafić w następstwie narażenia na liczne szkodliwe
czynniki w żywności, w wodzie z kranu lub studni, w powietrzu, przez władze
lekceważone, gdyż od wielu lat zanika działalność kontrolna inspekcji pilnujących
naszego zdrowia. Do tego ministerstwo środowiska informuje opinię publiczną,
że nie jest w stanie dopilnować nielegalnego importu odpadów. Warto dodać,
że Niemcy zwożą odpady szczególnie niebezpieczne z całego świata, celem
spalenia w swoich - jak zapewniają – wysokosprawnych spalarniach, zaś do
Francji mają trafić odpady radioaktywne z elektrowni atomowych Tajwanu.
Wystarczy spojrzeć na góry importowanych opon wyrastające na polskich polach,
aby zdać sobie sprawę z faktu, że ludzie doprowadzeni do nędzy chętnie
przyjmą każdy zarobek, nie oglądając się na skutki doraźne, a tym bardziej
rozciągnięte w czasie. Zwłaszcza tam, gdzie inspektorom egzekwowanie obowiązującego
prawa wydaje się zajęciem niepotrzebnym, odrywającym od organizowania konferencji
na dowolny temat lub udziału w kryptoreklamie połączonej z autoreklamą.
Nielegalny import odpadów dołoży nam nieszczęść związanych z ich importem
legalnym - w postaci wraków samochodowych. Ale tłem całego obrazu i tak
pozostanie masowe zagrożenie azbestem lekceważone przez władze wszystkich
opcji.
Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do
muru, wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni
walczyć o przeżycie. Jak to zrobić? Wybrać posła, który nas obroni? Nie
te czasy. Kiedyś owszem i to nawet w zaborze pruskim jeden śląski poseł
Wojciech Korfanty potrafił
wstrząsnąć systemem ówczesnej europejskiej opresji Polaków. Dzisiaj
brytyjski konserwatywny poseł do parlamentu europejskiego pan Daniel Hannan
w wypowiedzi pt. „Despotyzm w parlamencie europejskim” w the
Telegraph z 25. stycznia 2008r. w takich słowach odnosi się do sposobu
w jaki dzień wcześniej przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert
Poettering zamknął usta posłom domagającym się referendum w sprawie Traktatu
Lizbońskiego, będącego w istocie Konstytucją Europejską: „Cała ta sprawa
jest oburzająca. Mógłbym to porównać z nazistowskim Ermaechtigungsgesetz,
Ustawą o uprawnieniu z 1933r., która pozwoliła Hitlerowi rządzić bez oglądania
się na parlament i konstytucję.” Dalej poseł Hannan pisze „Ale tego nie
zrobię, ponieważ a) byłoby to nieproporcjonalne i b) byłoby to okropnie
niegrzeczne w stosunku do Hansa-Gerta [Poetteringa], który stracił ojca
na wojnie i który, pomimo że zachowuje się w tej sytuacji w sposób bulwersujący,
jest przyzwoitym człowiekiem i demokratą. Właśnie dlatego tak bardzo mnie
rozczarował. Bardziej od innych powinien być świadomy zagrożeń wynikających
z zagarnięcia uprawnień do stronniczego rozjeżdżania prawa buldożerem.”
Prawo łamie nie tylko przewodniczący Parlamentu Europejskiego.
A czym jest regularny atak na polskie prawo ze strony Komisji Europejskiej?
Zdarzają się interwencje uzasadnione, ale na pewno nie należą do
nich próby zmuszenia Polski do zaakceptowania zagrożeń zdrowia ludzi, zwierząt
i środowiska tylko dlatego, że wpływowe grupy interesu zagarnęły uprawnienia
do rozjeżdżania polskiego prawa buldożerem.
O tym jak wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia
i majątku mimo wszystko walczyć o przeżycie powiem już za tydzień. Kto
zna melodię Franciszka Schuberta, niech się przez ten czas sam zastanawia,
nucąc „Choć burza huczy wkoło nas, Do góry wznieśmy skroń!”
Szanowni Państwo,
Z wielkim zainteresowaniem a jednocześnie wielkim zaniepokojeniem
obejrzałem program "Sprawa dla reportera" [1], w którym
ludzie mieszkający w pobliżu linii elektroenergetycznej 110 kV informowali
o zagrożeniu ich zdrowia i życia.
Wymieniono kilka osób, w tym dwie młode kobiety, które
umarły na raka. Dwie inne młode kobiety musiały się wyprowadzić, jedna
z nich czuła się fatalnie już po 15 minutach przebywania w pobliżu linii
wysokiego napięcia. Z ekranu powiało grozą.
W podsumowaniu tego fragmentu redaktorka pani Elżbieta
Jaworowicz zadała pytanie czy rzeczywiście istnieje taki związek między
zachorowaniami na raka a zamieszkiwaniem w pobliżu linii. Pytanie zostało
skierowane do dr. inż. Marka Szuby naukowca z Politechniki Wrocławskiej.
Zdumiony zobaczyłem, jak w ostentacyjny sposób, zdejmując okulary i patrząc
prosto w oczy pani redaktor, specjalista od spraw technicznych wypowiadał
się na temat zdrowia, stwierdzając, że nie ma takiego związku.
Pan dr. inż. Marek Szuba jest autorem koncepcji całości
opracowania "Linie i stacje elektroenergetyczne w środowisku człowieka"
[2] wydanego na zlecenie PSE - Operator S.A.. Jego firma
Biuro Konsultingowo-Inżynierskie "EKO-MARK" jest wydawcą tego opracowania
z 2005 roku. W Tabeli 3.1. "Ewolucja poglądów na temat ryzyka nowotworowego
pól magnetycznych 50/60 Hz" z tego opracowania, na samym końcu, wymieniona
jest opinia nternational Agency for Research on Cancer (IARC). W jednym
z dwu punktów czytamy: "Pola magnetyczne 50/60 Hz są przypuszczalnym czynnikiem
rakotwórczym dla ludzi (klasa 2B)". Czyżby pan dr inż. Marek Szuba zapomniał o najważniejszej
opinii z wydanego przez siebie opracowania ? W pracy IARC [3] czytamy, że badania
epidemiologiczne dały ograniczone świadectwo dwukrotnego wzrostu zachorowań
na białaczkę dzieci dla niskich częstotliwości pola magnetycznego o wartości
indukcji 0.4 µT i 1,7 krotny wzrost dla wartości indukcji pola magnetycznego
równej 0.3 µT. Dr. hab. n. med. Marek Zmyślony w swojej pracy [4]
pisze: "Międzynarodowa Agencja Badań Nad Rakiem (IARC) uznała w 2002 r.
pola magnetyczne zakresu ELF (3–3000 Hz) za przypuszczalnie rakotwórcze
dla ludzi (grupa 2B) , czyli uznała, że istnieje ograniczony dowód działania
rakotwórczego tych pól u ludzi przy braku wystarczającego dowodu rakotwórczości
u zwierząt doświadczalnych. Jak ten brak komentują naukowcy, którzy są zdecydowanymi
przeciwnikami ekspozycji ludzi na pola elektromagnetyczne. Pan prof. Denis Henshaw z Bristol University pisze,
że nie ma u zwierząt modelu dla typu ostrej limfo blastycznej białaczki
dziecięcej. Z kolei prof. Ole Johannson z Karolinska Institute
zwraca uwagę, że choroby te powstają w okresie długotrwałej 5-letniej ekspozycji
na pole magnetyczne, a badania prowadzone są na szczurach, które żyją 2-3
lata. Uważa, że takie badania są bezsensowne. Czy od 2002 roku kiedy zaklasyfikowano pole magnetyczne
do grupy 2B czynników rakotwórczych wydarzyło się coś, co upoważniałoby
dr inż. M. Szubę do stwierdzenia, że nie ma takiego związku? Wręcz przeciwnie, zarówno Komitet Naukowy SCENiHR
jak i Światowa Organizacja Zdrowia w swoich raportach z 2007 roku [5][6]
stwierdzają, że kolejne badania i przeglądy naukowe potwierdziły tą klasyfikację
pola magnetycznego ELF jako czynnika przypuszczalnie rakotwórczego. Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że inne zagrożenia
takie jak: depresja, samobójstwa, zaburzenia sercowo-naczyniowe,
zaburzenia funkcji rozrodczych, zaburzenia rozwoju, zaburzenia odporności,
skutki neurobehawioralne i choroby neurodegeneracyjne, wymagają dalszych
badań, a związek ich występowania z ekspozycją na pole elektromagnetyczne
ELF jest słabszy niż dla białaczki dziecięcej. Grupa słynnych, niezależnych od przemysłu, naukowców
w Rezolucji z Benevento (2006 r.)[7] zaleca budowanie
linii elektroenergetycznych pod ziemią, w sąsiedztwie obszarów zaludnionych. W tegorocznym raporcie[8]
naukowców z Bioinitiative Working Group, najwięksi specjaliści apelują
o natychmiastową zmianę dopuszczalnych limitów pola magnetycznego na obszarach
gdzie przebywają dzieci i kobiety w ciąży. Wskazują na wartość indukcji pola magnetycznego
równą 0.1 µT co jest równoważne 0,08 A/m (A/m jednostka stosowana w Polsce)
. W Polsce dopuszcza się w tej chwili (rozporządzenie Ministra Środowiska)
zamieszkiwanie dzieci w polu magnetycznym o wartości 60 A/m, czyli 750
razy większym niż zalecają naukowcy z Bioinitiative Works Group. W podobnej sytuacji znaleźli się bohaterowie reportażu
"Sprawa dla reportera" [1]. To jeszcze nie wszystko. Zalecane przez naukowców pole magnetyczne o wartości
indukcji 0.1 µT mierzone jest 100 - 300 metrów od linii najwyższych
napięć. Raport Drapera [9], który jest
wynikiem badań naukowców z Oxfordu, wykonanych na zlecenie brytyjskiego
rządu, wskazuje na związek pomiędzy białaczką dziecięcą a zamieszkiwaniem w pobliżu linii nawet do 600m od
niej. W wynikach badań opisanych w Raporcie czytamy: "...Wyniki powyższych badań stwierdzają, że w porównaniu
z dziećmi, które mieszkały w odległości powyżej 600 m od przewodów w momencie
narodzin, ryzyko zachorowalności na białaczkę wśród dzieci, które mieszkały
w odległości do 200 m wynosiło 1.69 ; Ryzyko zachorowalności dzieci urodzonych
i mieszkających w odległości 200 do 600 m wynosiło 1.23. Pojawiła się znaczna
(P<001) tendencja odwrotności ryzyka w stosunku do odległości (im mniejszy
dystans od przewodów wysokiego napięcia tym większe ryzyko zachorowalności).
Badania nie wykazały związku odległości od przewodów wysokiego napięcia
od budynków mieszkalnych z zachorowalnością na inne nowotwory..."
Wyniki te wskazują, że poza polem elektromagnetycznym
mogą istnieć również inne mechanizmy powodujące białaczkę dziecięcą. Jedną z hipotez, przedstawionych przez prof. D. Henshaw,
jest możliwy wpływ efektu "corona ions", występującego przy liniach wysokiego
napięcia, nawet kilka kilometrów od niej. Badania Lowenthal'a [10]
w Tasmanii pokazują, że u ludzi, którzy mieszkali w pobliżu (do 300 m)
napowietrznej linii elektroenergetycznej przez pierwsze 5 lat swojego życia,
wzrost zachorowań na białaczkę jest prawie 5-krotny. Myślę, że są to wystarczające powody aby odpowiedzieć
na apel naukowców z Bioinitiative Working Group o zmianę dopuszczalnych
limitów pola elektromagnetycznego, na terenach gdzie przebywają dzieci
i kobiety w ciąży.. Niedopuszczalne jest aby 30 metrów od linii najwyższych
napięć, o wielokrotnie większym przesyle niż ta w reportażu, budowane było
przedszkola i osiedla mieszkaniowe. Niedopuszczalne jest aby linie o eksperymentalnych
parametrach (np. 2x400 kV+2x220 kV) budowane były w środku osiedli mieszkaniowych. Niedopuszczalne jest aby o limitach decydowali ludzie
tak bardzo związani z energetyką jak dr. inż. Marek Szuba, członek Komisji
Polskiego Towarzystwa Badań Radiacyjnych ds. Problemów Elektromagnetycznych,
do której zadań należą: 1. opracowanie propozycji zasad ochrony
ludzi i środowiska przed oddziaływaniem PEM, adekwatnych do współczesnej
oceny i zarządzania ryzykiem; 2. opracowywanie obiektywnych i opartych
na podstawach naukowych opinii na temat oddziaływania PEM o częstotliwości
0-300 GHz na ludzi i środowisko w świetle aktualnego stanu wiedzy; 3. przygotowanie propozycji poziomów dopuszczalnej
ekspozycji środowiskowej i zawodowej; 4. inicjowanie i popieranie badań naukowych
z zakresu bioelektromagnetyzmu prowadzonych w Polsce; 5. współpraca z podobnymi komisjami i
organizacjami na świecie, a zwłaszcza w krajach Unii Europejskiej, m.in.
w celu przyszłej harmonizacji zasad ochrony przed oddziaływaniem PEM; 6. popularyzacja zagadnień dotyczących
biologicznego działania i ryzyka związanego z PEM.
W Dolnej Saksonii wprowadzane jest w tej chwili prawo
umożliwiające budowę linii 380 kV pod ziemią, jeśli jej trasa przebiega
w odległości mniejszej niż 400 m od osiedli i 200 m od pojedynczych budynków.
W Polsce buduje się linię 2x400 kV + 2x220 kV dwadzieście
kilka metrów od domów na osiedlach mieszkaniowych.
W Polsce, tak jak widać w reportażu [1],
linię 110 kV buduje się nad domami, w dodatku nielegalnie.
Dzieje się tak bo o naszych przepisach chroniących
zdrowie decydują ludzie związani z energetyką, zamiast niezależnych od
przemysłu badaczy.
Klawiterapia,
za pomocą której od kilku dekad dr n. hum.
Ferdynand Barbasiewicz
przywraca zdrowie
ciężko chorym pacjentom
o postępującej niesprawności,
w przypadku osób
cierpiących na
stwardnienie rozsiane
(sclerosis multiplex, SM),
znajduje pełne
uzasadnienie medyczne
w odkryciu
mechanizmu
powstawania SM.
Prof. Paolo Zamboni,
z uniwersyteckiego
szpitala św. Anny,
w mieście Ferrara
we Włoszech
odkrył, że
przyczyną SM
jest przewlekła
niewydolność
żylna mózgowo-rdzeniowa
(Chronic Cerebrospinal
Venous Insufficiency, CCVI).
Złogi żelaza blokując
żyły szyjne i żyłę nieparzystą,
powodują wzrost ciśnienia żylnego
i napływ nadmiaru krwi
do substancji szarej mózgu,
co skutkuje jej uszkodzeniem
z objawami SM.
Najnowsza dokumentacja
skuteczności leczenia:
Journal of Vascular Surgery
Volume 50, December 2009
J Vasc Surg. 2009;50:1348-1358 A prospective
open-label study
of endovascular treatment
of chronic cerebrospinal
venous insufficiency
Paolo Zamboni ( zmp@unife.it
) et al. Pod
wrażeniem odkryć
profesora Zamboni
i kierując się zdrowym rosądkiem
(porównaj: dr John Snow
ojciec epidemiologii)
odbyłem u dr. Barbasiewicza
szkolenie z zakresu tzw.
refleksologii skórno-nerwowej
- klawiterapii
(dermoneural reflexology,
clavitherapy),
i - odpowiadając na liczne pytania -
swój stosunek do tej metody
przedstawiam poniżej.
Felieton, 18. grudnia 2009
Ostatni przed Wigilią
Bożego Narodzenia 2009r. mój felieton z cyklu "Spróbuj pomyśleć" nie
może zakłócać chrześcijańskiej atmosfery radosnego oczekiwania nawet w
domach tych ludzi, którzy świadomie i umyślnie swoim bliźnim szkodzą,
zamiast chronić ich przed parą nieszczęść budzących największy strach,
jakimi są choroba i bieda.
Niechby zasiadając do wigilijnego stołu, śpiewając kolędy, ciesząc się
ciepłem rodziny pod wspólnym dachem, choćby przez chwilę wspomnieli
tych, którym to wszystko odebrali, tych, których skazali na bezrobocie
i bezdomność, na chorobę, na brak nadziei na ulgę w cierpieniu, na
przedwczesny zgon i pozostawienie osieroconych bliskich. Od wyrzutów
sumienia, skruchy i zadośćuczynienia zaczęła się niejedna droga ku
dobru własnemu i innych ludzi, i związku z tym życzmy wszelkich łask
Bożych, z łaską przemiany na czele, przede wszystkim naszym
prześladowcom. Życzmy szczerze, tak jak nas do tego zachęcał ks. Jerzy
Popiełuszko słowami "Zło dobrem zwyciężaj". Polski męczennik wrogiej
Bogu i ludziom dyktatury w tych trzech prostych słowach zawarł wielką
prawdę o przewadze dobra nad złem i o zawodności posługiwania się
bronią napastnika motywowanego złem. Siłą chrześcijan jest czynienie
dobra, stąd i w odpowiedzi na atak zła nie powinniśmy stosować
kontrataku zła a dokonać maksymalnego wysiłku wiary i intelektu, aby
zło, choćby to najbardziej rozpanoszone, okrutne i bezczelne zło,
dobrem pokonać.
Równocześnie musimy posługiwać się skutecznymi narzędziami nie gorzej
niż napadający na nas napastnicy spod sztandarów zła. Gromadzenie i
publikowanie dowodów, ich zgodne ze zdrowym rozsądkiem interpretowanie
i zderzanie z argumentami przeciwnika, nawet jeśli nie odniesie
natychmiastowego skutku, to przynajmniej zmodyfikuje jego działania,
może doprowadzi do tego, że zło będzie mniejszym złem.
Z powyższych powodów o markach polskich na podstawie opublikowanego 10.
grudnia b. r. raportu firmy Acropolis Advisory i dziennika
"Rzeczpospolita" oraz opublikowanego również w grudniu b. r. przez
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów raportu KONSUMENT NA RYNKU
ARTYKUŁÓW ŻYWNOŚCIOWYCH (w świetle wyników kontroli produktów
mlecznych, mięsnych, rybnych i miodu) opowiem w ostatnim dniu
mijającego roku.
Dzisiaj, chciałbym Państwa zachęcić do rozmyślań w nadchodzącym
tygodniu i rozmów przy świątecznym stole nie o brudzie tego świata a o
jego czystości. Czysta przyroda, czysta woda, czysta żywność, czysta
nauka, czysta medycyna, czysta polityka, czysta gospodarka, czysta...,
czyli PROGRAM CZYSTA...
SPRAWA od końca pierwszej dekady III
tysiąclecia po n. Ch.
Czysta medycyna to Polska Medycyna Integracyjna. Tej sprawie warto
poświęcić wiele uwagi, gdyż właśnie przygotowywany jej program na
najbliższe lata może okazać się jedynym ratunkiem dla milionów ludzi w
potrzebie. Dzisiaj, jako prezent pod choinkę, wraz z życzeniami
wszelkich łask Bożych w Dniu Narodzenia Pańskiego dołączam do swojego
głosu dwie wypowiedzi praktyków klawiterapii, w tym samego jej twórcy -
dr. Ferdynanda Barbasiewicza z Nadarzyna pod Warszawą. (nagranie pod zapisz)
Papież Benedykt XVI
w sprawie nowych technik w rolnictwie
i biotechnologii
ENCYKLIKA
CARITAS IN VERITATE
OJCA ŚWIĘTEGO
BENEDYKTA XVI
DO BISKUPÓW
PREZBITERÓW I DIAKONÓW
DO OSÓB KONSEKROWANYCH
DO WIERNYCH ŚWIECKICH
I WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI
O INTEGRALNYM ROZWOJU LUDZKIM
W MIŁOŚCI I PRAWDZIE
27. W wielu ubogich krajach
utrzymuje się i grozi pogłębieniem krańcowa niepewność życia, jako
konsekwencja braku żywności: głód zbiera jeszcze wiele ofiar pośród
tylu «Łazarzów», którym nie zezwala się, jak postulował Paweł VI, by
zasiedli przy stole bogacza. Dać jeść głodnym (por. Mt 25, 35. 37. 42)
to imperatyw etyczny dla Kościoła powszechnego, odpowiadający na
nauczanie jego Założyciela, Pana Jezusa o solidarności i o dzieleniu
się. Ponadto zlikwidowanie głodu w świecie stało się w epoce
globalizacji celem, do którego trzeba dążyć, by ocalić pokój i
stabilność planety. Głód zależy nie tyle od niewystarczających zasobów
materialnych, ile raczej od niewystarczających zasobów społecznych,
spośród których najważniejszy jest natury instytucjonalnej. To znaczy,
brakuje struktury instytucji ekonomicznych, będących w stanie zarówno
zagwarantować regularny i odpowiedni z punktu widzenia wyżywienia
dostęp do pokarmu i wody, jak i stawić czoło pilnym sytuacjom związanym
z pierwszymi potrzebami oraz prawdziwymi kryzysami żywnościowymi,
spowodowanymi przez przyczyny naturalne lub nieodpowiedzialną politykę
wewnętrzną i międzynarodową. Problemem niepewności jeśli chodzi
zaopatrzenie w żywność należy się zająć w perspektywie długiego okresu,
eliminując powodujące ją przyczyny strukturalne i promując rozwój
rolnictwa w krajach ubogich przez inwestycje w infrastruktury obszarów
wiejskich, w systemy nawadniania, w transport, w organizację rynków, w
formację i upowszechnianie właściwych technik rolniczych, czyli
zdolnych lepiej wykorzystać zasoby ludzkie, naturalne i
społeczno-ekonomiczne w większym stopniu dostępne na poziomie lokalnym,
tak by zagwarantować ich utrzymanie również przez długi okres. Wszystko
to trzeba realizować włączając wspólnoty lokalne w wybory i decyzje
odnoszące się do wykorzystania ziemi zdatnej do uprawy. W
tej perspektywie mogłoby się okazać pożyteczne wzięcie pod uwagę nowych
perspektyw, jakie się otwierają przed prawidłowym stosowaniem
tradycyjnych technik produkcji rolniczej oraz nowych technik,
zakładając, że po odpowiedniej weryfikacji zostały uznane za właściwe,
szanujące środowisko i mające na względzie ludność znajdującą się w
najbardziej niekorzystnej sytuacji.
(...)
75. Już Paweł VI uznał i wskazał na światowy horyzont kwestii
społecznej. Idąc w ślad za nim tą drogą trzeba dzisiaj stwierdzić, że
kwestia
społeczna stała się radykalnie kwestią antropologiczną w tym sensie, że
zakłada ona nie tylko sposób poczęcia, ale również manipulowania
życiem, coraz bardziej składanym w ręce człowieka przez biotechnologie.
Zapłodnienie
in vitro, badania na embrionach, możliwość klonowania i hybrydyzacji
ludzkiej istoty rodzą się i szerzą w obecnej kulturze całkowitego braku
zachwytu, która wierzy, że odkryła wszelkie tajemnice, ponieważ dotarła
już do korzeni życia.Tutaj absolutyzm techniki znajduje swój najwyższy
wyraz.
W tego typu kulturze sumienie jest jedynie wezwane do przyjęcia do
wiadomości czysto technicznej możliwości. Nie można jednak
minimalizować niepokojących scenariuszy dla przyszłości człowieka oraz
nowych potężnych narzędzi, które «kultura śmierci» ma do dyspozycji. Do
szerzącej się tragicznej plagi aborcji można by dodać w przyszłości –
ale już to jest podstępnie in nuce – systematyczne eugeniczne
planowanie narodzin. Z drugiej strony dochodzi do głosu mens
eutanasica, będąca przejawem nie mniejszego nadużycia w kwestii
panowania nad życiem, które w pewnych warunkach uważane jest za
niegodne, by je dalej przeżywać. Za tymi scenariuszami kryją się
postawy kulturowe negujące godność ludzką. Ze swej strony praktyki te
wzmacniają materialistyczną i mechanicystyczną koncepcję życia
ludzkiego. Kto potrafi zmierzyć negatywne skutki tej mentalności dla
rozwoju? Jakże się można dziwić obojętności wobec ludzkich sytuacji
degradacji, jeśli obojętność charakteryzuje nawet naszą postawę w
obliczu tego, co jest ludzkie i co nim nie jest? Zadziwia
arbitralna selektywność wobec tego, co dzisiaj zostaje proponowane jako
godne szacunku. Wielu gotowych do gorszenia się z rzeczy
marginalnych,
wydaje się tolerować niesłychane niesprawiedliwości. Podczas gdy
ubodzy pukają jeszcze do drzwi bogaczy, bogaty świat wydaje się nie
słuchać już tych uderzeń do drzwi z powodu sumienia niezdolnego do
rozpoznania tego, co ludzkie. Bóg odsłania człowieka człowiekowi; rozum
i wiara współpracują w ukazywaniu mu dobra, byleby chciał je dostrzec;
prawo naturalne, w którym jaśnieje blask stwórczego Rozumu, wskazuje na
wielkość człowieka, ale również na jego nędzę, kiedy nie dostrzega on
wezwania prawdy moralnej.
<>
Felieton
27. marca 2009r.
Rzecznik interesu narodowego polskiego
potrzebny jest
od zaraz.
Każdy w swojej dziedzinie specjalności
mógłby - gdyby
chciał - być takim rzecznikiem.
Jednak w żadnym razie rzecznik interesu
narodowego
polskiego nie powinien być w jakikolwiek sposób związany z
dominującą
partią polityczną lub jej przybudówką, n. p. pod postacią centrali
związkowej,
na tyle potulnej, aby jej oficjele mogli występować na wspólnej scenie
teatru politycznej poprawności. Co potrafią obecni i byli luminarze
establishmentu,
wiemy już niemało, a w miarę ożywienia partyjnej walki, choćby o stołki
w eurokołchozie, dowiemy się jeszcze więcej. W swoim podstawowym
wymiarze
walka ta jest po prostu kopią walki coca-coli z pepsi-colą. Pozorowany
konflikt budzi zainteresowanie całym asortymentem oferty rynkowych
gigantów
i niszczy przy tym B-brandy. Wojowanie o pietruszkę odwraca też uwagę
od
rzeczywistych problemów. Cel niby ten sam: zysk za wszelką cenę. A
jednak
z małymi wyjątkami koncerny napojowe nie udają zbawców ludzkości, co
najwyżej
pojawiają się na liście ukochanych sponsorów organizacji pozarządowych,
w tym ekologicznych, ślepych raz na jedno, raz na drugie oko. A jednak
koncerny płacą mediom i partiom za reklamę, promocję i lobbowanie
swoich
interesów. Tymczasem politycy, mając gęby pełne frazesów, nie
wykorzystują
oddanych im przez naród narzędzi chronienia i rozwijania wspólnego
dobra,
za wysokie apanaże i rozległe przywileje co najwyżej wygłupiają się jak
dzieci w przedszkolu, opowiadają facecje, stroją miny do kamery, to się
naburmuszą, to spiorunują wzrokiem, to krzywo uśmiechną. Czy to jest
poważne
traktowanie wyborców? Mnie osobiście obraża błazeńska forma narracji,
którą
posługuje się wielu polityków niewyżytych w kabarecie. To jasne, że
błazenada
pod publiczkę jest ich sposobem zdobycia popularności, ale i oczywiste,
że tak się zachowując, pokazują co naprawdę myślą o poziomie umysłowym
wyborców i jak gardzą majestatem Rzeczypospolitej. Jeszcze do tego
jeden
z drugim potrafi powiedzieć, że najważniejsza jest popularność i daje
do
zrozumienia, że nikt nie przebije jego popularności, bo to on ma wpływy
w takich czy innych środkach masowego przekazu. Ma bo je zawłaszczył,
albo
wyłudził, aby nie dopuścić do głosu konkurencji i jej poglądów
niebezpiecznych
dla rządzącej kasty.
Każdy zawsze powie: „dajcie mi święty
spokój, nie chcę
słyszeć o żadnych problemach, ta czy ten poseł, senator,
minister,
czy jeszcze inny prominent, to sympatyczna postać, ma poczucie humoru,
nie marudzi i ładnie mówi.”
I z takimi opiniami na temat polityków
dotarliśmy do
obecnego etapu likwidacji Polski.
Dla zwycięzców skryty i wyjątkowo skuteczny
Blitzkrieg
to okazja to podziału niebywałych dzisiejszym świecie trafiejnych
łupów.
Ci mogą spokojnie eksploatować odbierane Polakom przebogate
zasoby
naturalne. A i najemnikom należy się premia za dobrze wykonaną brudną
robotę.
Podobno w Polsce są trudności z zakupem sztabek złota. Wszystkie
zostały
już wykupione.
Jest też druga strona tej wojny. To
przegrani, którym
wkrótce na minimum przeżycia nie postanie nic innego jak sprzedaż
własnej
nerki. Oczywiście sprzedaż nielegalna. Kto jednak stwierdzi legalność
bądź
nielegalność działalności gospodarczej, w ramach której pod
dowolnym
szyldem można poza wszelką kontrolą robić co się chce?
W grudniu ubiegłego roku sejm jednomyślnie
uchwalił,
a w styczniu bieżącego roku prezydent podpisał, nowelizację ustawy z
dnia
2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Działalnością
gospodarczą
jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa
oraz
poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także
działalność
zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły. Zgodnie z nowym
prawem,
które weszło w życie w marcu 2009 r. organy kontroli zawiadamiają
przedsiębiorcę
o zamiarze wszczęcia kontroli. Kontrolę wszczyna się nie wcześniej niż
po upływie 7 dni i nie później niż przed upływem 30 dni od dnia
doręczenia
zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli. Zawiadomienia o zamiarze
wszczęcia
kontroli nie dokonuje się, w przypadku zaistnienia wymienionych w
znowelizowanej
ustawie okoliczności, z których dwie odnoszą się szczególnie do działań
na rzecz zdrowia publicznego wykonywanych przez Państwową Inspekcję
Sanitarną,
a więc gdy:
1) kontrola ma zostać przeprowadzona na
podstawie bezpośrednio
stosowanych przepisów powszechnie obowiązującego prawa wspólnotowego
albo
na podstawie ratyfikowanej umowy międzynarodowej; 5) przeprowadzenie kontroli jest uzasadnione
bezpośrednim
zagrożeniem życia, zdrowia lub środowiska naturalnego;
Oczywiście, aby stwierdzić czy działalność
gospodarcza
powoduje bezpośrednie zagrożenie życia, zdrowia lub środowiska
naturalnego
należy kontrolę przeprowadzić zanim jest już za późno i nie
czekać,
aż powiadomiony o terminie kontroli przedsiębiorca zwinie niebezpieczny
interes i zatrze wszelkie jego ślady, mając do dyspozycji co najmniej
tydzień.
Przynależność do partyjnej szajki, czy lokalnego układu pozwala
przedsiębiorcom
unikać kontroli w nieskończoność. Według nowego prawa, jeżeli kontrola
nie zostanie wszczęta w terminie 30 dni od dnia doręczenia
zawiadomienia,
wszczęcie kontroli wymaga ponownego zawiadomienia.
Po latach anemizacji i paraliżowania
Państwowej Inspekcji
Sanitarnej grupa niezmiennie trzymająca władzę w mijającym
dwudziestoleciu
osiągnęła sukces w postaci ostatecznego rozwiązania problemu będącego
solą
w oku już w PRLu i definiowanego wtedy pod hasłem: „sanepid
przeszkadza”.
Rzecznik interesu narodowego polskiego
potrzebny jest
od zaraz. Ktokolwiek zechce podjąć to zadanie w obszarze własnej
specjalności,
musi zacząć od przeglądu obowiązującego prawa i zaproponować w nim
zmiany
eliminujące zapisy sprzeczne z naszym interesem narodowym. Do
publikacji
proponowanych zmian i dyskusji nad nimi można wykorzystać najbardziej
demokratyczny
środek masowego komunikowania, jakim jest internet i te media
ogólnodostępne,
na których Polacy nigdy się nie zawiedli.
dr Zbigniew Hałat
Felieton
13. marca 2009r.
Fałszywa trawa zagraża zdrowiu i
środowisku. Do najbardziej niebezpiecznych domieszek
sztucznej
trawy należy ołów. W czerwcu 2008r. władze sanitarne Stanów
Zjednoczonych
wydały zalecenia w sprawie badania sztucznej trawy i ograniczania
potencjalnego
narażenia na ołów. Podniesiony alarm uwzględniał konieczność
badania
plastiku, w którym widać ubytki, odbarwienia, połamania i pył. W
przypadku
stwierdzenia, że pył sztucznej trawy zawiera więcej ołowiu niż 400
części
na milion, czyli 400 mg/kg, nie wolno do boiska ze sztuczną trawą
dopuszczać
dzieci poniżej sześciu lat. Sztuczną murawę wykazującą cechy zużycia i
pylenia należy wymienić przy najbliższej nadarzającej się sposobności.
U dzieci należy prowadzić badania krwi na poziom ołowiu.
Oto ogólne zalecenia władz sanitarnych USA
w sprawie
korzystania z powierzchni pokrytych sztuczną trawą: 1. Zarządcy
powierzchni pokrytych
sztuczną trawą powinni podjąć czynności zmniejszające pylenie
polegające
na zmywaniu tych powierzchni wodą przed korzystaniem i po korzystaniu z
boiska. 2. Aby zabezpieczyć
ludzi,
zwłaszcza małe dzieci, należy postawić tablice ogłoszeniowe
informujące,
że: a. po
zakończeniu gry
na boisku jej uczestników należy nakłonić do intensywnego mycia rąk i
całego
ciała przez co najmniej 20 sekund, przy użyciu mydła i ciepłej wody b. ubrania używane na
boisku
należy zdjąć i obrócić zewnętrzną stroną do środka jak tylko to możliwe
po zakończeniu korzystania z boiska, aby uniknąć zawleczenia pyłu do
innych
miejsc. Jeżeli nie ma możliwości zdjęcia ubrań, w samochodzie należy
usiąść
na dużym ręczniku lub kocu. Tak używane ręczniki i koce należy prać
oddzielnie
a buty używane na boiskach ze sztuczną trawą należy trzymać na zewnątrz
domu. c. Nie wolno pozwolić
na jedzenie
na boiskach pokrytych sztuczną murawą d. Należy unikać
skażenia
pojemników na napoje pyłem i włóknami pochodzącymi z boiska. Kiedy się
z nich nie pije, należy je zamknąć i trzymać w torbie, chłodziarce, lub
w innym zamkniętym pojemniku na poboczu boiska.
Objawy zatrucia ołowiem są bardzo liczne.
Ołów może
uszkodzić wiele różnych narządów. Narażenie na nawet niewielkie dawki
ołowiu
może po pewnym czasie doprowadzić do uszkodzenia rozwoju umysłowego
dzieci.
Im wyższy poziom ołowiu we krwi, tym bardziej poważne problemy ze
zdrowiem,
takie jak: - obniżony
iloraz
inteligencji IQ -
opóźnienie rozwoju -
zaburzenia słuchu -
zaburzenia zachowania
i trudności skupienia uwagi -
trudności w
szkole -
uszkodzenie
nerek
Do objawów zatrucia ołowiem należy: -
drażliwość -
zachowanie agresywne - brak
apetytu
i energii -
zaburzenia snu - bóle
głowy -
obniżenie czucia - utrata
postępów
rozwojowych -
niedokrwistość - zaparcia Wyższe dawki ołowiu powodują bóle i kurcze
brzucha,
jeszcze wyższe – wymioty osłabienie mięśniowe, drgawki i śpiączkę.
dr Zbigniew Hałat
Felieton
10. paździenika 2008r.
Gwałtowny sprzeciw zawsze budziło w Polsce
nierówne
traktowanie ludzi mających te same prawa.
Nie są w stanie tego zrozumieć
mentalni spadkobiercy
opartego o niewolnictwo Imperium Rzymskiego, którego granice sięgnęły
zaledwie
skrawków ziem Słowian Zachodnich. Także miłośnicy tradycji zaborczych i
okupacyjnych cesarstw, rzesz i sojuzów nie mogą pojąć, jak to jest
możliwe,
że Polacy domagają się tych samych praw, które przysługują innym. To
samo
dotyczy obecnej naszej pozycji w Unii Europejskiej, której narzędzia
nie
są używane do roztrąbionego wyrównywania różnic a służą bezczelnej
walce
konkurencyjnej z resztkami polskiej własności w gospodarce, a wkrótce
po
tym – co oczywiste – będą bez pardonu wykorzystane do odebrania
zubożałym
Polakom zadłużonych nieruchomości. Do zadłużenia każdej rodziny łatwo
doprowadzi
choroba choćby jednego z jej członków. Stąd niezwykłej wagi dla bytu
naszego
narodu nabiera walka o konstytucyjny kształt opartego o zasadę
solidaryzmu
narodowego prawa do ochrony zdrowia.
Tymczasem dramatycznie nieporadne
zarządzanie systemem
ochrony zdrowia stanowi zdaniem winowajców argument na rzecz
komercjalizacji,
prywatyzacji czy innej formy zawłaszczenia wspólnego dobra przez nich
samych.
Tą samą metodą zawłaszczono w minionej dekadzie wielkie zakłady
produkcyjne
sławne w świecie polską marką, całe gałęzie gospodarki oddano w obce
ręce
lub po prostu zlikwidowano pod pozorem nieopłacalności. Za sztandarową
aktywność w tym obszarze w postaci zatopienia 28 kopalń węgla
nagrodą
są europejskie posady, a nawet dożywotnie immunitety. Źle zarządzać,
nie
kontrolować, dopuścić do upadku i wtedy rozłożyć ręce: nooo, widzicie
sami
– tego bagna to już nie da się uratować! Po rękach musimy całować
każdego,
kto zechce przejąć te nie wiadomo skąd narosłe zobowiązania, a
przy
okazji cały majątek – drogie budynki, atrakcyjne działki i niezwykle
kosztowny
sprzęt. A miejsca pracy? Nie ma problemu! Po pracownikach wkrótce nie
będzie
ani śladu, pójdą na bezrobocie, kto będzie mógł, wyjedzie w
poszukiwaniu
pracy, rozbije rodzinę, pozostawi za sobą eurosieroty. Nie warto byle
czym
się przejmować!
A co z korzystającymi ze świadczeń
zdrowotnych? Co
z pacjentami? Pacjenci tym się różnią od klientów, że klient może
zrezygnować
z kupna jakiejś rzeczy lub usługi, kiedy go nie stać na zakup, a
pacjent
zrezygnować ze świadczenia zdrowotnego nie może, bo albo umrze, albo
utrwali
lub pogorszy zły stan swojego zdrowia. Będąc w tak krytycznej sytuacji
sam pacjent lub jego rodzina będą gotowi sprzedać wszystko, łącznie z
domem,
ziemią, w najlepszym przypadku wziąć na leczenie kredyt hipoteczny, na
wymuszonych nagłą potrzebą warunkach na tyle niekorzystnych, aby bank
mógł
bez zbędnych ceregieli zgarnąć mienie niewypłacalnego dłużnika. W
stanach
najwyższego napięcia emocji, kiedy np. zagrożone jest życie i zdrowie
dziecka,
rodzicom niezwykle łatwo przyjdzie zaakceptować propozycję pokrycia
wydatków
na kosztowne procedury lub leki złożoną przez przedstawiciela firmy,
której
statutowym celem jest zysk finansowy osiągany poprzez sprzedaż
świadczeń
zdrowotnych, a nie zapewnienie świadczeń zdrowotnych dla ludności.
Powiązanie
biznesowe, a nawet kapitałowe właściciela zakładu opieki zdrowotnej z
firmami
sprzedającymi leki i sprzęt medyczny jest opcją niezwykle atrakcyjną
dla
wszystkich stron. Dla wszystkich z wyjątkiem tej najsłabszej – pacjenta
zdanego na łaskę i niełaskę systemu zaprojektowanego dla osiągania
dochodów.
Opowiadania o jakichś etycznych czy urzędowych gwarancjach
bezpieczeństwa
pacjenta w skomercjalizowanych - sprywatyzowanych zakładach
opieki
zdrowotnej należy włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć opinie
wybitnych
polskich onkologów o wykrywalności raka przez lekarzy pierwszego
kontaktu
i unieważnione badania mammograficzne wykonane za pomocą wadliwego
sprzętu.
Narodowy Fundusz Zdrowia potrafi z kamienia wycisnąć dziesięcinę,
zapłacić
z niej krocie zastępom swoich urzędników, ale nie jest w stanie wysłać
ich na kontrolę w teren, aby przyjrzeli się wołającej o pomstę do nieba
poniewierce płatników. Nadzór ministra zdrowia nad Narodowym Funduszem
Zdrowia jest notorycznie nieskuteczny i twardej ręki potrzebnej do
sprawowania
nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem dziesiątków miliardów złotych na
zaspokojenie
podstawowych potrzeb społecznych nie zastąpią teatralne przedstawienia
przed kamerami, skoro ludzie płacą za rzetelne świadczenia zdrowotne a
nie za polityczną hucpę.
Upadek ochrony zdrowia to w przekonaniu
obecnie rządzących
argument na rzecz komercjalizacji – prywatyzacji. To już zakrawa na
kpinę
z wyborców. Każdy z płatników Narodowego Funduszu Zdrowia ma prawo
spytać
jako wyborca: co triumfatorzy ostatnich wyborów zrobili, aby ochronę
zdrowia
naprawić, zanim doszli do przekonania, że trzeba mieć problem z głowy i
po prostu wylać dziecko z kąpielą.
Zarządzanie ryzykiem zdrowotnym nie może
pomijać żadnego
z czynników uznanych za zagrożenie zdrowia. Uznanych przez specjalistów
w zakresie medycyny a nie ekonomii, inżynierii, rolnictwa, socjologii,
marketingu, reklamy i szeregu innych, niezwykle ważnych obszarów
wiedzy,
bez których ludzkość obecnie nie może się obejść. Pilnuj szewcze
kopyta,
chciałoby się rzec, podziwiając wywody inżynierów rozmaitych branż,
którzy
bez zająknienia oddalają obawy milionów ludzi zainteresowanych wpływem
rozmaitych czynników na zdrowie swoich dzieci i własne. Co upoważnia
absolwenta
politechniki do bagatelizowania wpływu kruszących się rur
azbestowo-cementowych
na zdrowie konsumentów zaopatrywanych przez rozpadający się wodociąg?
Czy
to on będzie w przyszłości patrzył w oczy ludziom, którzy nie potrafili
zahamować procesu kancerogenezy i poprzez etap polipów doszli do
raka jelita grubego? Jaki to tytuł naukowy pozwala inżynierowi
autorytatywnie
wypowiadać się na temat wpływu organizmów genetycznie modyfikowanych na
zdrowie człowieka? Szanując własny obszar ekspertyzy, nie można
kompromitować
się znachorskimi popisami na poziomie podwórkowej edukacji. W ramach
festiwali
nauki czas za to najwyższy zacząć demonstrować arcyciekawe zjawisko
wykorzystania
promieniowania niejonizującego związanego z telefonią komórkową do
prażenia
kukurydzy. Tak, tak. Kto nie wierzy, niech zajrzy na stronę internetową
halat.pl/telefony.html
i tam znajdzie odnośnik do filmów pokazujących jak za pomocą telefonów
komórkowych uzyskuje się popcorn. Może ten fenomen przekona młodzież i
jej rodziców do poważnego traktowania ostrzeżeń przed skutkami prażenia
mózgu, zwłaszcza rozwijającego się. Trudno jednak powiedzieć, czy to
wystarczy,
aby przekonać inżynierów, że stacje bazowe telefonii komórkowej, czy
tzw.
maszty, nie powinny oddziaływać na mieszkańców, pracowników i/lub
pacjentów,
gdyż grozi to powtórzeniem licznych doświadczeń na ludziach, którzy już
zdążyli ponieść tragiczne skutki lekceważenia ich prawa do zdrowia i
życia.
O ile informacje sygnalne pochodzące z
mniej lub bardziej
wiarygodnych obserwacji laboratoryjnych, klinicznych i populacyjnych
powinny
podlegać profesjonalnej analizie, a w razie utrzymywania się
wątpliwości
- otworzyć ewentualnie drogę do prawidłowo zaprojektowanych i
przeprowadzonych
badań epidemiologicznych, o tyle rozstrzygnięcia zapisane w postaci
norm
sanitarnych wymagają bezwarunkowego stosowania. Tu sprawy są już
bezdyskusyjne
i ich zapisaniem w postaci obowiązującego prawa i wyegzekwowaniem muszą
zając się wyspecjalizowane organy państwa. Niestety, im bardziej
państwo
skorumpowane, tym mniej zainteresowane eliminacją czynników
zagrażających
zdrowiu i życiu człowieka. Żabom, ptakom, mchom i porostom należy się
ochrona,
ludziom – nie. A wszystko przez rozpasanie rzeczników zysku za wszelką
cenę, choćby po trupach.
Aby spełnić wszystkie wymagania higieniczne
i zdrowotne
trzeba nieraz ponieść ogromne koszty dostosowawcze, a potem dzień
i noc pilnować wszystkich elementów systemu, wśród których czynnik
ludzki
wcale nie jest najbardziej zawodny. W każdej chwili może dojść do
katastrofy
w postaci ujawnienia tych niepożądanych cech produktu,
które
dotychczas, nieraz bardzo długo, udawało się ukrywać tylko „dzięki”
udziałowi
w układzie zapewniającym bezkarność. Układ zadba o wygodne przepisy
prawne
i rozgrzeszy z ich nieprzestrzegania. W razie konieczności tak skroi
garnitur
wymagań sanitarnych, aby nigdzie nie uwierał, zwłaszcza te ryby
najbardziej
tłuste. W razie potrzeby nie skontroluje, a kiedy ktoś ujawni
przestępstwo,
układ obróci się przeciwko niemu, nie przestępcy. Znakiem
przynależności
do układu jest posiadanie jakiegoś niezwykle prestiżowego wyróżnienia,
wszem i wobec głoszącego: nas nie ruszaj, bo pożałujesz. Za takim
wyróżnieniem
kryją się przecież wybitne autorytety, niezwykle niezależni eksperci,
którzy
przecież nie za pieniądze, a z czystej pasji naukowej polecają
przebadane
na wylot najlepsze w świecie produkty. Na przykład wędliny wytworzone z
surowca wyprodukowanego w fabrykach mięsa, gdzie organizmy genetycznie
modyfikowane przetwarza się na tkankę zwierzęcą, bądź powstałe z dużym
udziałem izolatów białka soi genetycznie modyfikowanej. Albo nabiał i
ryby
tak nasycone dioksynami, że powinny być natychmiast wycofane z obrotu
przez
służby sanitarne. Albo naturalną wodę mineralną, tyleż pyszną, co
radioaktywną.
dr Zbigniew Hałat
Felieton
6. czerwca 2008r.
Pani Agata Mróz – Olszewska emanuje
wielowymiarowym
nieprzemijalnym pięknem. Jej postać jest darowanym nam wszystkim
ucieleśnieniem
horacjańskiego NON OMNIS MORIAR. Non omnis moriar multaque pars mei
vitabit
Libitinam - nie umrę w całości, wielka część mnie uniknie
pogrzebu.
Quintus Horatius Flaccus, poeta romanus
illustrissimus,
otrzymał zasłużoną nagrodę, której się spodziewał.
Tryptyk rzymski Jana Pawła II wskazuje
jednak na inny
niż wieczna sława sens nieprzemijania: Non omnis moriar — To co we mnie niezniszczalne, teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest! (Część II MEDYTACJE NAD «KSIĘGĄ RODZAJU» NA
PROGU
KAPLICY SYKSTYŃSKIEJ, Rozdział 4. Sąd),
w brzmieniu łaciny naszych czasów: "Non Omnis Moriar What is imperishable in me now stands face to face with Him Who Is!" (John Paul II, THE ROMAN TRIPTYCH).
Pani Agata staje też twarzą w twarz przed
zwykłymi
śmiertelnikami, przed każdym z nas. I pyta, ponieważ ma do tego prawo:
czy dobrze zrozumieliście przykład mojego życia? Ja swojego życia nie
zmarnowałam,
choć było tak krótkie. Czy wszyscy, ale to wszyscy, doceniacie już
wartość
przekazywania życia człowieka? Jestem przecież z wami w osobie mojej
małej
córeczki. I wreszcie: co zrobiliście, aby przed moim losem uchronić
innych
młodych ludzi?
Nad tym ostatnim problemem nie wolno
przejść obojętnie.
Zgromadzona wiedza epidemiologiczna jest dość przekonująca, aby
ograniczać
do osiągalnego minimum zagrożenia zdrowia, których następstwem może być
zespół mieloblastyczny i szereg innych ciężkich chorób. Są to:
pestycydy,
toluen, benzen, środki ochrony roślin, nawozy sztuczne, farby do
włosów,
ksylen, chloramfenikol (też wykrywany w miodzie), dym tytoniowy, metale
ciężkie, promieniowanie jonizujące, niektóre leki i czynniki
genetyczne.
Dlaczego szalejąca w Polsce epidemia raka wśród młodych ludzi nie
powoduje
zainteresowania żadnego z kolejnych rządów opracowaniem kompleksowego
programu
zapobiegania chorobom nowotworowym? Polsce potrzebny jest natychmiast
realny,
niepodatny na korupcję, program prewencji raka. Nie tylko profilaktyki
i nie tylko terapii, ale właśnie prewencji. Nie mogąc liczyć na partie
i wyłaniane z nich władze, budujmy własnymi siłami, metodą
modułową,
polski narodowy program prewencji chorób nowotworowych dedykowany
pamięci
pani Agaty Mróz – Olszewskiej. Do problemów najtrudniejszych do
rozwiązania
będzie należeć eliminacja czynników rakotwórczych w wodzie do picia.
22. czerwca o godz. 12.00 w Sanktuarium
Matki Bożej
Dobrej Rady i Mądrości Serca w Sulistrowiczkach, gmina Sobótka, 42 km
na
południe od Wrocławia, odbędzie się doroczne spotkanie Rodzin
Katolickich
przed obrazem Matki Bożej Dobrej Rady. Uroczystą mszę św. odprawi J. E.
Ks. Biskup Józef Pazdur z udziałem wikariusza Biskupiego i Dyrektora
wydziału
Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej – ks. Dr. Mariana
Biskupa,
przy relikwiach św. Joanny Beretty Molli. O godz. 11.00 okazja do
spowiedzi
św., o 11.30. dwugłos na temat współczesnej rodziny, o 12.00 Msza św. z
homilią ks. Biskupa, słowo ks. Dr. Mariana Biskupa. O 13.30 ks. prałat
Ryszard Staszak, twórca i kustosz sanktuarium otworzy spotkanie, już
właściwie
światowe, par połączonych węzłem małżeńskim u stóp góry Ślęży, świętej
góry Prasłowian. O tej tajemniczej górze, od której pochodzi nazwa
całej
śląskiej krainy, ks. prałat Ryszard Staszak powiedział "Kiedyś
szukano
tu Boga - dzisiaj ludzie szukają tu kontaktu z Bogiem, którego
już
znają".
dr Zbigniew Hałat
INTERWENCJA TELEWIZJA POLSAT 27. listopada 2006r. Zakazany
ryż dostępny w Polsce? Czy Polacy jedzą
zakazany ryż? Zobacz reportaż
Ekolodzy biją na alarm.
Zakazany,
groźny dla człowieka ryż wciąż można kupić w Polsce. Główny Inspektorat
Sanitarny przekonuje, że produkt został wycofany, a organizacja
ekologiczna
Greenpeace znajduje kolejne torebki skażonego ryżu w Polsce. Przez kilka lat
genetycznie
modyfikowany ryż - Liberty Link 601 - był wysiewany na poletkach
doświadczalnych
w USA przez firmę Bayer. Pięć lat temu firma zaprzestała doświadczeń, a
ryż w niekontrolowany sposób rozprzestrzenił się, zanieczyszczając
zbiory
innych gatunków. - Unia Europejska
odmówiła kupowania
amerykańskiego ryżu, z uwagi na skażenie genetycznie modyfikowanymi
odmianami
- mówi Zbigniew Hałat, były Główny Inspektor Sanitarny. Komisja Europejska
zaleciła,
aby państwa członkowskie pobrały wyrywkowo próbki ryżu znajdującego się
w sprzedaży i przebadały je na obecność modyfikowanego Liberty Link
601.
Główny Inspektorat Sanitarny pobrał w sumie prawie 50 takich próbek. W
trzech z nich wykryto zmutowany amerykański ryż i zakazano sprzedawania
go. Organizacja Greenpeace
zrobiła
niezależne badanie. Pobrała 15 próbek w samej tylko Warszawie. Próbki
pojechały
do niezależnego laboratorium w Berlinie. Zmutowany ryż znaleziono aż w
trzech próbkach. - Inspektorat Sanitarny
poinformował,
że tylko w trzech województwach znaleziono zmodyfikowany ryż. My
znaleźliśmy
go w województwie czwartym. Należy więc domniemywać, że skażenie jest o
wiele większe, niż na początku przypuszczano - twierdzi Joanna Miś z
Greenpeace. W Głównym Inspektoracie
Sanitarnym
uspokajają, że ryż nie jest groźny dla człowieka. Dystrybutor, który
sprowadzał
amerykański ryż do Polski, został pouczony i usunął swój ryż z półek
sklepowych.
GIS, pobierając 50 próbek w całej Polsce, wykrył LL 601 w produktach
tylko
jednego polskiego dystrybutora. Greenpeace już u dwóch. W supermarkecie Tesco,
na warszawskiej
Pradze, znaleźliśmy dziwny produkt. Ryż w nieoznakowanych woreczkach.
Warszawski
sanepid nic o tym nie wiedział. Po naszej interwencji do sklepu
wkroczyli
kontrolerzy. Produkty genetycznie
modyfikowane
są na rynku za krótko, żeby móc dokładnie ustalić ich wpływ na zdrowie
człowieka. Czy stanowią dla nas zagrożenie?
Znana szkoła
plastyczna truje
swoje dzieci. Dach Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej
pokryty
jest szkodliwym azbestem. Dyrektor szkoły od siedmiu lat stara się o
jego
wymianę. Władze miasta wolały wybudować nową bibliotekę i muzeum niż
zadbać
o uzdolnione dzieci.
Uczniowie Zespołu
Szkół Plastycznych
w Dąbrowie Górniczej otrzymują główne nagrody w konkursach plastycznych
w Polsce i za granicą. Uzdolnione dzieci uczą się w budynku z 1956
roku.
Budynku, który ma dach z azbestu - rakotwórczego materiału wycofanego
już
dawno z użytku! Przez wiele lat dachówki wietrzały. Teraz kruszą się, a
dzieci wdychają toksyczny pył.
Postanowiliśmy
sprawdzić czy
dachówki z Dąbrowskiej szkoły są zniszczone i trujące. Fragment dachu
dostarczyliśmy
ekspertowi do zbadania.
- O ile płyta tego
typu powinna
zawierać 15% azbestu, to na tej powierzchni jest 100% azbestu. W
związku
z tym, każde dotknięcie, każdy podmuch wiatru powoduje uwolnienie się
100
tysięcy niebezpiecznych dla zdrowia włókien. - mówi dr Andrzej
Obmiński,
Instytutu Techniki Budowlanej.
- Dzieciom grozi
międzybłoniak.
Za 20-30 lat będą ofiarami bezczynności, wszystkich osób dorosłych
dzisiaj
odpowiedzialnych za ich bezpieczeństwo - mówi Zbigniew Halat, lekarz
epidemiolog.
Opinie o fatalnym
stanie dachu
dyrektor przedstawiał kolejnym instytucjom - władzom miasta, nadzorowi
budowlanemu. Wiedzą one o dramatycznym stanie i niebezpieczeństwie, w
jakim
znajdują się uczniowie.
- Rozmowy o usunięciu
zagrożenia
odbyły się siedem lat temu. Wtedy już obiecywano, że modernizacja
zostanie
wykonana - opowiada Jarosław Wartak, dyrektor Zespołu Szkół
Plastycznych
w Dąbrowie Górniczej.
Do remontu nie
doszło. Jak się
dowiedzieliśmy urząd… zapomniał poinformować firmę remontową, że dach
jest
z azbestu. A to znacznie podraża inwestycję o koszty utylizacji.
- Kolejny remont miał
się odbyć
w 2006. Niestety do niego też nie doszło. We wrześniu dowiedzieliśmy
się,
że pieniądze przeznaczone na modernizacje naszego budynku po prostu
zostały
przeniesione na inne inwestycje w mieście - informuje Jarosław Wartak,
dyrektor Zespołu Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej.
I tu kolejne
zaskoczenie, bo
co może być ważniejsze od zdrowia i bezpieczeństwa dzieci? Pilniejszymi
inwestycjami okazały się: nowy budynek biblioteki miejskiej oraz muzeum
miasta Dąbrowy Górniczej.
Większość krajów Unii
Europejskiej
rozwiązała problem azbestu już w latach dziewięćdziesiątych. Polska od
2002 roku też jest zobowiązana do usunięcia materiałów azbestowych.
Ostateczny
termin mija dopiero w 2032 roku.
Produkcja i
stosowanie azbestu
w Polsce jest zakazane. Pozostaje mieć nadzieje, że urzędy, nie tak jak
w Dąbrowie Górniczej, szybciej będą reagowały na niebezpieczny
azbest.
Po naszej wizycie
prezydent miasta
zapewnił, że w bieżącym budżecie znajdą się pieniądze na remont dachu.
Pozostaje pytanie, czy i tym razem nie skończy się tylko na
obietnicach.
*
* skrót
materiału
Reporter: Grzegorz
Honkisz ghonkisz@polsat.com.pl
(Telewizja Polsat)
Program Pierwszy Telewizji Publicznej TVP1 co dwa tygodnie środa godz. 15:10 czwartek godz. 10:50
Kwadrans na kawę - Mamo nie tucz
mnie Wśród wielu innych ważnych tematów "CZY WIESZ CO JESZ?" red. Moniki Nidzgrodzkiej
program został zdjęty z anteny "misyjnej" telewizji
Felieton
25. stycznia 2008r.
Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od
gmo, kraj
dla wolnych. (Poland – gmo free land, nukes free land, land for the
free.)
Tak zdefiniowanej marki naszego kraju nie dziedziczymy po przodkach,
ale
pożyczamy od następnych pokoleń. Moc marki POLSKA już przed tysiącem
lat
sprowadzała pod opiekę polskich katolików ludzi uchodzących z innych
krajów
przed ograniczeniami wolności. W naszych czasach moc marki POLSKA
przyciągnie
turystów, studentów i inwestorów szukających azylu od zmartwień o
skażenie
środowiska radioaktywnymi izotopami i organizmami genetycznie
modyfikowanymi
(gmo). O mocy marki POLSKA zadecyduje postrzegana przez konsumentów
jako
wyróżniająca jakość zdrowotna płodów naszej ziemi, wolnych od skażeń
radioaktywnych
i genetycznych.
Takie były nadzieje. Tak mogło być.
Ale tak nie będzie. Nie będzie dlatego, że
zmienił
się rząd.
Poprzedni rząd też nie wykazał się spójnym,
jednoznacznym
działaniem na rzecz wspólnego dobra Polaków. Plany, deklaracje i
faktyczne
dokonania w obszarze szerokiego spektrum ochrony zdrowia - od zdrowia
środowiskowego
do opieki zdrowotnej – nie mogły znaleźć uznania w oczach wyborców i
były
ważną przyczyną przegrania ostatnich wyborów z powodu
niewystarczającego
do pokonania konkurencji przyrostu liczby zwolenników. Trudno się
dziwić. Miliony mieszkańców, konsumentów i pracowników były świadkami
bezczynność
niemrawych inspektorów i nadzorujących ich ministrów. Bezczynności
karygodnej,
ale nie ukaranej. Kara za brak społecznego oporu spadała za to na
tysiące rodzin nagle zmuszonych do stawienia czoła katastrofie w
postaci
choroby, której politycy i obsadzeni przez nich funkcjonariusze
państwowi
zapobiec nie chcieli i której leczenia zorganizować nie umieli. Nie
chcieli
i nie umieli, ale pieniądze brali. Pomylili wysokie uposażenia i
przywileje
władzy z aktorską gażą za igrzyska oferowane ludowi, który chleba
musiał
szukać zagranicą. Błazenada wielu pozerów sięgnęła bruku, bigoteria i
załganie
wołały o wielkie pióra z czasów złotego wieku polskiej literatury, a
prywata
i egoizm szczurów uciekających z pokładu partii dla nich zbyt ludowej,
obrażały pamięć polskiej inteligencji, tej prawdziwej awangardy
ludu
- narodu, rozwojowi tego ludu poświęcającej swoją wiedzę, umiejętności
i serca. Żaden tytuł zawodowy, żaden tytuł naukowy nie wystarczy, aby
ktoś,
kto gardzi ludem, zaliczał się do polskiej inteligencji. Nawet jeśli
posługuje
się polszczyzną na poziomie niekompromitującym.
A jednak nadchodzą jeszcze gorsze czasy. Za
ich motto
można uznać oświadczenie Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii
Robotniczej
z 2. stycznia 2008r. : „to społeczeństwo rządzi regułami wolności
jednostek
i współżycia” (la "sociedad la que ordena los principios de libertad
individual
y de convivencia"). W myśl tej doktryny osoba ludzka, persona humana,
traci
przyrodzoną wolność, staje się niewolnikiem społeczeństwa. Na śmietnik
historii wysyłany jest nawet dorobek rewolucji francuskiej w postaci
przyjętej
w dniu 26 sierpnia 1789 r., Deklaracji Praw Człowieka i
Obywatela,
której art. 4 rozpoczyna się od słów: „Wolno robić wszystko, co nie
szkodzi
innym” (Déclaration des Droits de l'homme et du citoyen du 26 ao?t
1789:
La liberté consiste ? pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas ?
autrui),
opierając się o przekonanie, że „moja wolność kończy się tam, gdzie
zaczyna
wolność innego człowieka”. O Dekalogu lepiej nie wspominać, bo można
wywołać
gwałtowną reakcję alergiczną zawodowych wrogów Pana Boga. Przecież w
myśl
współczesnej socjalistycznej doktryny rządzącej Unią Europejską
człowiekowi
wolność nie należy się dlatego, że otrzymał ją od samego Boga. O
wolności
jednostki decyduje społeczeństwo, a tak naprawdę mający swoje
interesy
doktrynerzy, propagandyści i wodzowie. Dzisiaj społeczeństwo zarządzi
zamknięcie
ust protestującym, jutro śmierć słabych i bezbronnych. Dzisiaj masowe
pranie
mózgu, jutro oporne jednostki za kraty, do łagru albo obozu
koncentracyjnego.
Tego rodzaju społeczeństwo, które rządzi regułami wolności jednostek i
współżycia w Unii Europejskiej raz po raz wyciąga łapy i po naszą
wolność.
Zagrożona jest nawet góralska śleboda, ten wzór swobody dla każdego
Polaka.
Według relacji pana Wojciecha Bonowicza ks. Józef Tischner w sierpniu
1981r.
na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem w Gorcach, tak powiedział: - „Moi
drodzy,
kiedy się tutaj jest, to się widzi, co znaczy to słowo "śleboda" -
Śleboda,
moi drodzy, to jest coś takiego, co czuje gospodarz w swoim
gospodarstwie.
To jest coś różnego od swawoli. Swawola niszczy, swawola depcze. Nie
patrzy:
trawa, nie trawa, zboże, nie zboże... Śleboda jest mądra. Śleboda umie
po gospodarsku zadbać, po gospodarsku umie tę ziemię uprawić. Las
chroni,
żeby był lasem. A z człowieka ta śleboda potrafi wydobyć to, co w
człowieku
najlepsze.”
Wąskie zagony Podhala i całej Małopolski,
różnokolorowe
mozaiki poletek bez miedzy na Podgórzu Beskidów i Sudetów jak wy sobie
poradzicie z narzuconą Polsce swawolą? „Swawola niszczy, swawola
depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Jak uratujecie
dobrą markę swoich płodów, kiedy obcy wprowadzą między was genetyczne
mutanty
i zasypią chemią niszczącą wszystko co żyje z wyjątkiem tych mutantów?
Jak wydacie żywność ekologiczną, jeżeli pyłek mutantów rozniesie się z
wiatrem po całej okolicy? Jak będziecie rodzić zboża, owoce i warzywa,
kiedy z powodu mutantów wyginą pszczoły? Kto zechce przyjechać do
gospodarstwa
agroturystycznego ze skażonym powietrzem i zatrutą wodą, gdzie zamiast
miodu z własnej pasieki, gospodarze postawią na stole przemysłowy
produkt
z supermarketu? „Trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Może kapusta z
wirusem
szczepionkowym, albo sałata z silnym lekiem na serce? Może kukurydza ze
środkiem poronnym? A może szpinak z genem świni? A może karp z genem
człowieka?
A właściwie, to kiedy zaczyna się kanibalizm? Ile człowieka musi
zawierać
istota z pozoru roślinna albo zwierzęca, aby uznać ją za na tyle
ludzką,
że nie wolno jej jeść bez obawy, że zjada się człowieka? Hinduiści
wygrali
proces z McDonald’s-em o obrazę uczuć religijnych poprzez ukrywanie
dodatku
krowiego łoju do frytek. Zatajenie składników wieprzowych żywności,
mogłoby
wywołać gwałtowne reakcje wyznawców kilku głównych religii, a nawet
doprowadzić
do wojen. A człowieka to wolno jeść?
Kupując jakikolwiek produkt, nabywca zwraca
uwagę na
cenę, rozważa ewentualne zagrożenia zdrowia związane ze zgodnym z
przeznaczeniem
użytkowaniem tego produktu, kieruje się informacją o kraju lub regionie
pochodzenia. Na decyzję o zakupie bądź odrzuceniu oferty coraz częściej
wpływa wiedza klienta o sposobie produkcji. Sumienie nie pozwala
przyczyniać
się do epidemii nieuleczalnych chorób, katowania zwierząt w fabrykach
mięsa
przerabiających genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki
zwierzęce,
zatruwania powietrza, wody i gleby po to, aby kosztem ludzi, zwierząt i
środowiska ktoś obwieścił zwycięstwo w walce z wolnością.
SEEDS OF DECEPTION Jeffrey M. Smith „Nasiona kłamstwa” o łgarstwach przemysłu i rządów na temat żywności genetycznie modyfikowanej
ISBN 978-83-85290-16-2 Fundacja PRO SCIENTIAE Poznań 2007
Głos pierwszy do wydania polskiego światowego bestsellera J. M. Smitha „Nasiona kłamstwa”
Od kilkunastu lat wszystko co żyje na
naszym świecie
jest przedmiotem eksperymentu. Kilkanaście lat w dziejach życia na
Ziemi
to chwila bez znaczenia, chyba, że akurat wydarzy się katastrofa. Od
uderzenia
meteorytu podobno wyginęły dinozaury. Od ciosów obecnie zadawanych
naturze
może paść drzewo życia dobrze zakorzenione na naszej planecie i wyrosłe
w oparciu o zrozumiały dla nas plan.
Dzięki geniuszowi ludzkiego intelektu
poznajemy reguły
genetyki. Człowiekowi jednak nigdy nie wystarcza sam opis
rzeczywistości.
Nie oglądając się na konsekwencje, każde odkrycie musi wykorzystać dla
zysku. Wszak uświęca środki cel wojny – wojny o panowanie nad światem
toczonej
na froncie gospodarki, przechodzącym od czasu do czasu w działania
militarne.
A wojna, jak wiadomo, jest matką wynalazków. W tym przypadku –
tworzenia
nowych organizmów.
Jednostki biologiczne, zdolne do replikacji
i przenoszenia
materiału genetycznego, w których materiał genetyczny został zmieniony
w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych, powinny być zamknięte w
hermetycznie szczelnych budynkach o podwójnej pancernej pokrywie, która
natychmiast zalewana jest formaliną, kiedy tylko zaistnieje ryzyko ich
uwolnienia do środowiska. W brytyjskim hrabstwie Kent w tak zbudowanej
szklarni prowadzona jest hodowla genetycznie modyfikowanego
tytoniu. Ale nawet najbardziej kosztowne zabezpieczenia
nie
budzą zaufania. Badania opinii publicznej w Unii Europejskiej, okazują
się nie tylko miażdżące dla żywności genetycznie modyfikowanej, lecz
także
ujawniają, że tylko co czwarty Europejczyk wyraża zgodę na produkcję
pod
rządami obowiązującego prawa środków farmakologicznych metodami
rolnictwa
molekularnego w zamkniętych szklarniach. Tymczasem wynajęte przez
właścicieli
patentów na transgeny psy wojny działające w nauce, polityce i
gospodarce
uparcie zabiegają o proliferację biologicznej broni masowego
rażenia.
W moim głębokim przekonaniu jesteśmy
świadkami narodzin
nowej medycyny. W odróżnieniu od naszych poprzedników mamy jednak do
czynienia
nie tylko z odkrywaniem przyczyn znanych od dawna chorób - lepiej lub
gorzej
zdefiniowanych, lecz także z konstruowaniem nowych patogenów, których
oddziaływania
- łącznie z rolą w patogenezie człowieka i innych istot, są nie
do
przewidzenia.
Od dnia stworzenia w fascynującej paradzie
piękna różnorodnych
form życia, wraz z plejadą roślin i zwierząt ludzie dostosowują się do
zmiennych warunków otoczenia - temperatury, wilgotności, stężenia
dwutlenku
węgla, azotu, siarki, siły promieniowania jonizującego, czy
ultrafioletowego
- aby wymienić te najpowszechniej znane. Każda z istot żyjących obecnie
na świecie jest najwyższą i najlepszą w swoim gatunku formą
dostosowania
do aktualnych warunków środowiska i większość ma szanse przekazać te
ulepszenia
następnym pokoleniom.
Produkty inżynierii genetycznej - sztucznie
skonstruowane
organizmy wypełniające konkretne zamówienia komercyjne - zostały
zaprojektowane
do życia w środowisku o parametrach znanych inżynierom genetycznym.
Znanych
i mierzalnych w XX wieku. Wynalazki transgeniczne uwolnione do
środowiska
muszą jednak sprostać obecnym i przyszłym, wymaganiom otoczenia, także
i tym, które są jeszcze nieznane twórcom transgenów, bądź
niemierzalne
dostępnymi współcześnie metodami badawczymi. Wynalazki transgeniczne
wchodzą
również w konstelację wzajemnych zależności z innymi organizmami
żywymi.
Pojawia się tu szereg pytań. Jak zachowają się transgeny za 20
lat
przy utrzymującym się trendzie zmian klimatycznych? Co się z nimi
stanie w wyniku erupcji pyłu wulkanicznego i odcięcia biosfery od
promieni
słonecznych na długie miesiące? Jakie zmiany nastąpią pod wpływem
promieniowania
jonizującego ze źródeł naturalnych, a jakie w wyniku awarii elektrowni
atomowej, albo ataku bronią jądrową? Jaki będzie powstały w tych
warunkach produkt mutacji genetycznych transgenów i czym od
znanych
nam roślin i zwierząt będzie różnić się potomstwo transgenów i
organizmów
powstałych naturalnie? Czy mutanty tych krzyżówek pozostawią nam samym
i bliskim nam istotom szanse na przeżycie?
dr Zbigniew Hałat
ISIS Press Release 11/06/07 Scientists for a GM Free Europe Final Announcement
Scientists from six countries join
forces with MEPs to call for a Europe wide and worldwide
ban on growing GM crops.
Dr. Zbigniew Halat, President of the
Association for Protection
of Consumers Health: “The problems created by genetic engineering are
global,
it is the proliferation of a kind of biological weapon of mass
destruction
worldwide.”
Dr. Zbigniew Halat medical doctor,
consultant epidemiologist;
CEO of Health Risk Management & Communication; Chairman of The John
Snow International Society for Common Sense in Public Health; President
of Association for Protection of Consumers Health; Founder of The Dr
Halat
Water Institute; Former Deputy Minister of Health in first three
non-communist
governments of post-war Poland; fought epidemic outbreaks of foodborne
and waterborn diseases in the 1970s; consultant epidemiologist in
Central
Province of the Republic of Kenya in the 1980s, witnessed the birth of
a new epidemic, HIV/AIDS, which became an important target of his
activity
under auspices of Polish Red Cross after he returned to Poland; as
Deputy
Minister of Health, Chief Sanitary Inspector. He introduced to
post-communist
Poland the latest advances in public health: environmental health,
health
promotion and peer education; his achievements were described by a
prestigious
medical journal as follows: “the quixotic and controversial deputy
minister
of health, government sanitary inspector, and chief environmental
health
officer, Zbigniew Halat MD is engaged in a personal crusade to shake
the
health service out of the spiritual atrophy induced by 45 years of
communism.
Hard working, self reliant, aggressive, and abrasively masculine, this
man of Promethean energies put me in mind of a nineteenth century
northern
mill owner" (Karin Chopin, Letters from Poland, British Medical
Journal,
30 May, 6 June, and 13 June 1992). He later developed a new branch of
medicine,
consumer medicine, focusing on diagnostic, preventive and legal aspects
of health risks linked to consumer goods, from tap water to genetically
engineered products. Since 1999 Dr. Halat became an icon of anti-GMO
movemwnt
in Poland; he is editor-in-chief of a health protection movement
periodical
Health Risks in Poland , columnist of a monthly Consumer's World linked
to European and US consumer opinion magazines, and collaborator of
influential
radio and tv broadcasting stations.
ISIS Press Release 21/06/07 Scientists and MEPs for a GM free Europe
Genetic engineering is a “global weapon of mass destruction”
Dr Zbigniew Halat, President of the
Association for Protection
of Consumer Health in Poland, a medical doctor, and an ex deputy Health
Minister for Poland, said: “I believe that the problems caused by
genetic
engineering are global. It is the proliferation of a kind of biological
weapon of mass destruction.” Halat criticized the threshold for
contamination
of native crops by GM crops of 0.9 percent, or even 0.1 percent as
nonsense.
He cautioned that even a tiny molecule could cause an anaphylactic
(toxic
shock) reaction and could kill someone who is allergic.
He believes there is a causal link
between GM contamination
and the rising allergy rate that has doubled in 10 years. He argued
that
studies of local incidences of allergic reactions to GM maize crops in
the Philippines by Professor Terje Traavik of Genk in University of
Tromsř,
Norway [9] ( GM
Ban Long Overdue , SiS 29) have provided us with the
empirical
evidence against GM crops. Furthermore, as GM foods have not been
medically
proven as safe, it is important that we keep using opinion polls to
assess
public support for them and epidemiological studies to assess their
safety.
He even suspects a relationship between
GMOs and the rising
cancer rates, antibiotic resistance, and the obesity epidemic. From a
medical
point of view, he said, we can't wait for outcomes of sickness and
deaths
from GMOs, we must have proof that GM food and feed is healthy and
safe.
Finally, we must be aware of the ethical issues around genetic
engineering
and that it is not job of producers, but of the public authorities to
protect
our health from diseases.