|
Przegląd Tygodniowy, 8. grudnia 2003r.
Paulina Nowosielska
Marek Chmielewski z Instytutu Chemii Przemysłowej PAN
Człowiek w świecie chemii
Rakotwórcza patelnia i wykładzina, uczulająca szminka i prezerwatywa,
pomidor i mleko z miesięcznym terminem ważności
Mleko, śmietanka, cukier, polirycynolenian poliglicerolu
i glicerol. To jogurt. Mięso wieprzowe, białko roślinne, skrobia modyfikowana
E 1422, substancja konserwująca E 250, stabilizator E 452, substancja zagęszczająca
E 407, przeciwutleniacz E 301, substancja wzmacniająca smak E 621 - to
szynka konserwowa. Skład kremu czy szamponu to cała lista groźnie brzmiących
związków chemicznych.
Jeszcze sto lat temu nauka znała około 2 mln związków chemicznych.
Teraz blisko 15 mln. Co roku na świecie przybywa 600 kg fachowej literatury
chemicznej. I coraz głośniej mówi się o postępującej chemizacji naszego
życia i jej opłakanych skutkach. Objawy chorób alergicznych stwierdza się
już u 30-35% Europejczyków. Tylko w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba
chorych zwiększyła się aż o 5-7%. Winne są zanieczyszczenie środowiska
i wszechobecna chemia w swej najgorszej postaci - bez wątpliwości twierdzą
lekarze. Od alergii tylko krok do astmy, na którą choruje w Polsce ponad
4 mln osób. Albo do przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, która jest na
czwartym miejscu wśród najczęstszych światowych zabójców.
- Akryloamid stosowany przy produkcji frytek czy chipsów, formaldehyd
(aldehyd stosowany m.in. jako konserwant i środek przeciwbakteryjny) w
wykładzinie. To są substancje rakotwórcze. Jeśli nie zaczniemy działać,
czeka nas fala nowotworów - alarmuje z kolei dr Zbigniew Hałat, prezes
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów.
O tym, czy tak będzie, przekonamy się na własnej skórze. Na razie pewne
jest, że przyzwyczailiśmy się już do stałej dawki chemicznego smrodku.
Dla mieszczuchów spacer po lesie to szok tlenowy. Najlepiej przysunąć się
na chwilę do rury wydechowej, a szybko minie.
Ale z drugiej strony, chemia to doskonałe narzędzie w rękach człowieka,
tylko nie wszyscy zapoznali się z instrukcją obsługi. - Nie dalej niż sto
lat temu średnia życia w Europie niewiele przekraczała 40 lat. Teraz wzrosła,
w Japonii nawet do znacznie powyżej 80 lat dla kobiet. Bez farmaceutyków,
nawet tych uważanych obecnie za najprostsze, nigdy by się to nie udało.
Mimo że produkcja aspiryny czy antybiotyków jest rzeczywiście uciążliwa
dla otoczenia - mówi prof. Janusz Jurczak z Wydziału Chemii UW.
- Albo produkcja roślinna. Proszę sobie wyobrazić, że nie mamy 30 kwintali
z hektara pszenicy, ale znacznie mniej. I co wtedy? Na świecie zapanowałby
straszliwy głód! - dodaje prof. Marek Chmielewski. Przyznaje jednak, że
jest wielu nieuczciwych producentów, którzy faszerują żywność i kosmetyki,
czym się da.
Cierpieć dla urody
Piękności z minionych epok używały rtęci w mazidłach
do ust i ołowiu w bielidłach na policzki. Jak można być tak nierozważnym
- pytamy dziś ze zdziwieniem. Ale jaką mamy gwarancję, że za kilka lat
nie przyjdzie nam słono płacić za obecne nowinki kosmetyczne?
- W najbardziej nawet ekskluzywnych kosmetykach, kremach i emulsjach,
występują ftalany (pochodne kwasu ftalowego, stosowane m.in. w tworzywach
sztucznych). Gdy ich stężenie w organizmie kobiety jest za duże, może doprowadzić
do uszkodzenia jąder rozwijającego się płodu. W konsekwencji dorosły już
mężczyzna ma problemy z płodnością - mówi Zbigniew Hałat.
Nawet pozornie niegroźne kosmetyki powodują bardzo ostre alergie. Młoda
kobieta skarży się, że skóra twarzy swędzi ją, pali i jest bardzo napięta.
Na pytanie, jakich kosmetyków używa, zaczyna wyliczać: kremy nawilżające,
przeciwzmarszczkowe, z filtrami UV, podkład pod makijaż, puder, tonik i
mleczko do demakijażu. W sumie z tuzin najróżniejszych specyfików - pokaźne
laboratorium chemiczne.
Najczęściej kosmetyki zaczynają szkodzić skórze z czasem, czyli wtedy
gdy zostaną zanieczyszczone produktami rozkładu zawartych w nich środków
konserwujących. Ale też właściwe składniki preparatów kosmetycznych mogą
się utleniać do związków powodujących problemy dermatologiczne. Dlatego
kosmetyki starsze niż trzy miesiące powinno się bezwzględnie wyrzucać.
Zdaniem lekarzy, najgorsze są kosmetyki zawierające silnie działające
substancje powierzchniowo czynne. Czyli takie, które rozpuszczają warstwę
lipidową na skórze (np. aceton, izopropanol, etanol, sulfarokanole). Szorowanie
ciała silnymi mydłami przynosi więcej szkody niż pożytku - alarmują dermatolodzy
i ginekolodzy. Pozbawiona swej naturalnej ochrony skóra łatwiej ulega zakażeniu,
nawet grzybicą.
Jeszcze gorzej jest w przypadku płynów do mycia naczyń, proszków do
prania, wybielaczy itp., które z założenia mają rozpuszczać tłuszcze i
smary. "Usuwają nawet uporczywe plamy", chwalą się producenci. Ale wystarczy
spojrzeć na ręce gospodyni domowej, żeby zobaczyć, ile krzywdy mogą wyrządzić
takie rewelacje. Skóra pozbawiona ochrony szybko się wysusza, pęka, łatwiej
ulega poparzeniom. Nie wspominając już o tym, że wygląda po prostu brzydko.
Jednak zdaniem chemików, uczłowieczona chemia w nowoczesnych kosmetykach
nie jest groźna i może dawać cudowne rezultaty. - Świat idzie do przodu,
co jakiś czas znajdujemy coś lepszego. Nie ma w tym nic złego, że jedne
kremy zastępujemy drugimi, nowszymi. Światowe wymagania są coraz bardziej
surowe. Zarówno jeśli chodzi o leki, jak i kosmetyki - przypomina prof.
Marek Chmielewski.
Lycra twoją drugą skórą
Do niedawna pokutował stereotyp, że wygodne i ekologiczne
są tylko naturalne włókna. A gdy któraś kobieta chciała koniecznie cierpieć
dla urody, wbijała się w syntetyczne ciuchy. Tymczasem to właśnie produkcja
bawełny jest bardzo uciążliwa dla środowiska. Pochłania niesamowite ilości
energii, o tonach środków ochrony roślin nie wspominając. Inna sprawa,
że współczesne włókna syntetyczne są coraz doskonalsze i coraz bardziej
upodabniają się do swych naturalnych odpowiedników. Skąd więc te wszystkie
uprzedzenia? - Bo nawet najładniejszą syntetyczną bielizną nie zastąpi
się sprawdzonej bawełny. Organizm człowieka, szczególnie kobiety, jest
bardzo wrażliwy. A o chemiczne alergeny w syntetycznych ubraniach nie jest
trudno - mówi dr Grzegorz Południewski, ginekolog. Właśnie przyszła do
niego pacjentka, młoda kobieta w ciąży. Okazało się, że jest uczulona na
materiały syntetyczne. - No i mamy problem, bo takie alergie w czasie ciąży
często się nasilają, a lekowe manewry w tym stanie są mocno utrudnione.
Koszula ciału najbliższa - parafrazując stare polskie przysłowie. Gorzej,
gdy po kilku godzinach w ulubionej bluzce czujemy się niczym ofiary Dejaniry.
Dermatolodzy i ginekolodzy są zgodni - syntetyczne włókna i barwniki mogą
uczulać. Słynna lycra (czyli poliester), włókna poliamidowe, anilana (czyli
sztuczna wełna) i wszelkiego rodzaju koloryzatory (związki dwuazowe, z
reguły pochodne aniliny). Na efekt nie trzeba długo czekać. Podrażniona
skóra, szczególnie wrażliwe okolice pachwin. I stany zapalne, które czasem
leczy się tygodniami. - Dlatego najlepsze są białe bawełniane majtki. Przewiewne,
naturalne i najmilsze dla ciała - przekonuje dr Południewski.
Pierwiastek nałogu
Każdy kieliszek wódki, wypalony papieros, skręt czy wstrzyknięta heroina
to dla ludzkiego organizmu potężna dawka toksycznych związków chemicznych
o najróżniejszej strukturze. Wyzwalają lawinę chemicznych i elektrycznych
reakcji łańcuchowych. Wszystkie te procesy łączy jedno zjawisko - w reakcji
na pojawienie się we krwi "dopalacza" wzrasta w mózgu poziom dopaminy -
neuroprzekaźnika. W naturalnych warunkach jego poziom podskakuje po gorącym
pocałunku albo zjedzeniu ulubionego ciastka. Czujemy się przyjemnie podnieceni
i powoli, lecz nieubłaganie wpadamy w szpony nałogu.
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, na świecie jest ponad
1,1 mld palaczy - to około jednej trzeciej globalnej populacji w wieku
powyżej 15 lat. Rocznie z tego powodu umiera 3,5 mln osób, 10 tys. każdego
dnia. Dym tytoniowy jest mieszaniną blisko 4 tys. związków chemicznych.
Zagrażają nie tylko palaczowi, ale i jego najbliższemu otoczeniu, bo ponad
400 jest obecnych nawet w wydychanym przez palacza powietrzu. Ostatnie
badania wykazały też olbrzymi wpływ papierosowej chemii na płodność oraz
stan zdrowia noworodka. Okazało się, że noworodki matek palących w czasie
ciąży są średnio o 150-300 g lżejsze, a potem gorzej od swoich rówieśników
rozwijają się fizycznie i psychicznie.
Z chemicznego punktu widzenia ten gryzący oddech to m.in. tlenek węgla,
tlenki azotu, amoniak, cyjanowodór, węglowodory, ketony, aminy, nikotyna,
kotynina, wolne rodniki, fenole, alkohole, kwasy nieorganiczne i jeszcze
kilka pierwiastków promieniotwórczych. Najgroźniejszy jest benzopiren,
który bije na głowę wszystkie znane substancje rakotwórcze. To przez niego
komórki zaczynają się mutować w zastraszającym tempie, a nasz organizm
staje się zupełnie bezbronny.
Zdaniem naukowców, wyroby tytoniowe są przyczyną ponad 20 chorób lub
grup schorzeń. A sam dym z papierosa powoduje 14 nowotworów - m.in.: płuc,
krtani, gardła, przełyku, jamy ustnej, miedniczek nerkowych, pęcherza moczowego
i trzustki. Znajduje się też w grupie podejrzanych oskarżanych o nowotwory
żołądka, nosa, wargi, miąższu wątroby, a nawet białaczkę. Badania przeprowadzone
w Warszawie na populacji osób w wieku 21-79 lat pokazały, że 20% wszystkich
stwierdzonych nowotworów żołądka było związanych z paleniem tytoniu.
Wróg atakuje z powietrza
Winę za choroby płuc ponosi nie tylko dym papierosowy,
ale i powietrze, którym oddychamy. Lekarze już teraz uczulają pacjentów
w zaawansowanym stadium przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, by pilnie
śledzili prognozy pogody, a szczególnie informacje o wzroście stężenia
substancji chemicznych w powietrzu. Gdy jest wysokie, najlepiej w ogóle
nie wychodzić z domu.
- W Polsce ciągle działa 1460 zakładów, które emitują uciążliwe zanieczyszczenia
powietrza, a nie mają wytyczonej strefy ochronnej. W praktyce sprowadza
się to do tego, że mogą działać w gęsto zaludnionym mieście - mówi Zbigniew
Hałat. - Weźmy mieszkańców Śląska. Ze względu na olbrzymią zawartość ołowiu
w powietrzu tamtejsze dzieci są narażone na uszkodzenia mózgu. Poza tym
w okolicach Łodzi czy na Śląsku średnia życia kobiet jest krótsza o prawie
1,5 roku w porównaniu z resztą kraju. Nie chodzi o ciężko pracujących górników,
ale o kobiety!
Inny truciciel powietrza to spaliny. W ostatnich 50 latach liczba samochodów
na świecie kilkakrotnie wzrosła. Tlenek węgla, dwutlenek węgla, tlenki
azotu, benzen, aldehydy, dwutlenek siarki, 1,3-butadien, wielopierścieniowe
węglowodory aromatyczne - tak wygląda z punktu widzenia chemika dym wyrzucany
z rur wydechowych.
Dla przeciętnego warszawiaka czy krakowiaka to codzienny smrodek, do
którego zdążyli już przywyknąć. Ale lekarze biją na alarm! Bo spacerując
Marszałkowską albo Świętokrzyską w godzinach szczytu, możemy nabawić się
astmy oskrzelowej lub zapalenia oskrzeli. W najlepszym wypadku może się
okazać, że nasz organizm stał się zupełnie bezbronny. I chociaż nigdy wcześniej
nie mieliśmy alergii na kurz domowy czy sierść zwierząt, teraz płaczemy
i kichamy bez końca. Wszystko przez spaliny, które działają niczym katalizator
dla reakcji alergicznych.
- Postępujące zanieczyszczenie środowiska wymusza tworzenie nowych
norm, zastanawiamy się nad dokładniejszymi badaniami. Szczególnie dotyczy
to stanowisk pracy, gdzie pracownik jest narażony na coraz bardziej skomplikowaną
chemię. W samym środowisku pracy jest ponad 200 związków chemicznych. W
zakładzie przemysłowym można mieć do czynienia z niebezpiecznymi substancjami,
chociażby z pyłem czy włóknami azbestowymi - wylicza Anna Jarońska z Zespołu
Zagadnień Ogólnych, Ochrony Zdrowia i Środowiska Polskiego Komitetu Normalizacyjnego.
- W tej chwili rozwijającą się dziedziną jest badanie gleb. Wcale nie tych
uprawnych, ale na przykład powierzchni pod place zabaw dla dzieci. Powstał
nawet Europejski Komitet Techniczny ds. Jakości Gleby. To właśnie efekt
chemizacji środowiska.
Nici z przyjemności
Ile par musiało zrezygnować z miłosnych uniesień, gdy
w kulminacyjnym momencie okazywało się, że ona lub on są uczuleni na prezerwatywę?
Takich statystyk na razie nie ma, choć wiadomo, że lateks i jego pochodne
mogą wywoływać natychmiastową i gwałtowną reakcję. Od połowy lat 80., czyli
od czasu gwałtownego rozprzestrzenienia się epidemii HIV i AIDS, zapotrzebowanie
na wyroby z lateksu gwałtownie wzrosło. I nie chodzi tylko o prezerwatywę.
W 1987 r. w USA weszło w życie rozporządzenie zobowiązujące wszystkich
pracowników tamtejszej służby zdrowia do używania rękawiczek ochronnych.
Teraz rocznie zużywa się tam ok. 7 mld par! I to jest właśnie poważny problem
zdrowotny. Bo okazało się, że nawet 12% pracowników służby zdrowia, 55%
chorych z rozszczepem kręgosłupa (ci chorzy wymagają szczególnie wielu
operacji, stąd częsty kontakt z lateksem) i ponad 10% osób zatrudnionych
w przemyśle gumowym jest uczulonych na lateks. Mechanizm działania jest
prosty. W krwiobiegu osoby uczulonej pojawia się określony typ przeciwciał
alergenów lateksu. Pierwszymi objawami są zapalenie skóry na rękach, pokrzywka,
zapalenie błony śluzowej nosa i spojówek.
I nagle okazuje się, że potencjalne zagrożenie czyha na nas w każdym
kącie mieszkania. Bo domieszki lateksu są wszędzie. W opaskach uciskowych,
taśmach klejących, bandażach elastycznych, prezerwatywach, dopochwowych
krążkach antykoncepcyjnych, balonach, artykułach sportowych. I w wesołych
lateksowych ciuszkach. Problem mogą mieć też gospodynie domowe. Bo o ile
sam lateks może być niegroźny, to w zestawieniu ze środkami usuwającymi
tłuszcze i smary może powodować rumień, pękanie i łuszczenie się skóry,
pęcherzyki urastające czasem do gigantycznych bąbli - leczenie tych objawów
ciągnie się tygodniami.
Patrz pod widelec!
Przeciętny Kowalski na własnej skórze może sprawdzić,
czym jest karmiony. Kilka lat temu mieliśmy pleśniowe lato. W serkach homogenizowanych
pewnej firmy masowo pojawiały się mechate plamki. Po tej wpadce producent
dorzucił więcej benzoesanu sodu i serek jest już kremowobiały. Tylko czy
to dla nas lepiej?
Żywność jest produkowana na skalę masową. Jakby tego było mało, warzywo
coraz częściej musi być określonej długości, grubości i koloru, no i powinno
przeleżeć w niezmienionym stanie jakiś czas, zanim trafi na stół. Kawały
o japońskich jabłku i marchewce, które przeleżą kilka tygodni bez jednej
zmarszczki, nie powinny nas już śmieszyć. Lepiej zastanówmy się, co jest
w surówce, którą zamierzamy właśnie zjeść. I dlaczego mleko, które pijemy
na śniadanie, może stać w lodówce przez kilka tygodni?
Żywność jest przede wszystkim wskaźnikiem chemicznego zanieczyszczenia
środowiska. Azotany i azotyny, niektóre pestycydy (np. DDT), radionuklidy
stwarzają szczególne niebezpieczeństwo dla organizmu. Nawet tak ważny dla
człowieka pierwiastek jak fosfor wymaga sporej uwagi, jeżeli miałby być
dodawany do żywności w określonym celu. Jako kwas fosforowy, fosforany
lub polifosforany.
Rozporządzenie ministra zdrowia z 17 marca 2003 r. określa "maksymalne
dopuszczalne ilości dozwolonych substancji dodatkowych w gotowych do spożycia
środkach spożywczych przygotowanych według instrukcji producenta". I jeszcze
jedna informacja: "Dozwolone substancje dodatkowe nie mogą być stosowane
w celu wprowadzenia konsumenta w błąd co do jakości produktu". Z kolei
rozporządzenie ministra rolnictwa i rozwoju wsi z 16 grudnia 2002 r. nakłada
na producenta obowiązek informowania o składnikach występujących w środkach
spożywczych. Czyli prawo jest. Skąd biorą się wątpliwości?
- Trzeba pamiętać, że polskie normy nie są obowiązującym prawem. To
raczej pewne zalecenia, do których można się dostosować - tłumaczą w Zespole
Chemii, Rolnictwa i Żywności Polskiego Komitetu Normalizacyjnego. - Co
z tego, że mamy normę na suchą krakowską, w której nie dopuszcza się stosowania
określonych ekstraktów, tylko naturalne składniki? Wielu producentów i
tak robi swoje. I zamiast naturalnego produktu mamy jakąś mieszaninę spożywczo-chemiczną.
- 10% producentów stale zawyża ilość środków konserwujących w swoich
produktach - potwierdza Zbigniew Hałat. - Żeby ukrócić ich działania, przydałby
się surowy system kontroli. A tego ciągle brakuje. Poza normami unijnymi
powinniśmy przyjąć model szwedzki, czyli wprowadzić dodatkowe zaostrzenia
przepisów dotyczących stosowania środków chemicznych. Przydałyby się szybkie
decyzje, bo w naszej diecie jest stanowczo za dużo fosforanów. Wiążą wapń
i w konsekwencji mogą prowadzić do osteoporozy. Tego możemy się nabawić,
jedząc szynkę z puszki, bo lity kawał mięsa jest bez porównania droższy
od czegoś naszpikowanego wypełniaczami, substancjami smakowymi i konserwantami.
- Konserwantem w żywności najczęściej jest benzoesan sodu. Używały
go jeszcze nasze babcie w połowie XIX w. Tylko nie wiedziały, że tak się
nazywa. A niedawno przeczytałem, że jest szalenie toksyczny. Oczywiście,
jest jakiś związek przyczynowo-skutkowy, ale nie można popadać w paranoję
- mówi prof. Marek Chmielewski. - Jak często kiedyś jadło się świeże mięso?
Bardzo rzadko. Nie było lodówek, nie było konserwantów. A jeśli gdzieś
w końcu dostało się kawałek mięsa, to już nieco pachnącego.
Jednak lekarze alarmują, że konserwanty odpowiadają za coraz częstsze
i coraz groźniejsze przypadki niewydolności krążenia. Bo zawierają sól,
która zatrzymuje wodę, a nasz organizm staje się coraz bardziej przeciążony.
Kanadyjscy naukowcy zauważyli niedawno, że teflon, którym pokrywa się
patelnie, podczas ogrzewania rozkłada się do TFA - kwasu trifluorooctowego.
W dużym stężeniu to bardzo silna trucizna. I choć sprawa dotyczy ponoć
tylko teflonu gorszej jakości (czyli o mniejszej zawartości fluoru), jednak
warto zadumać się chwilę nad kiełbaską z patelni, do której nic nie przywiera.
Podobnie gdy chcemy posmarować chleb margaryną. W procesie produkcyjnym
do utwardzania tego rodzaju tłuszczy używa się między innymi niklu - metalu,
który może kumulować się w naszym organizmie. A w dużych stężeniach ma
silne działanie toksyczne. Ile w tym prawdy?
- Swojego czasu nawet o cukrze mówiło się, że sacharoza to biała śmierć.
Na szczęście my nie słodzimy - żartuje prof. Janusz Jurczak. - Za moich
młodych lat najbardziej popularnym rozpuszczalnikiem był benzen, teraz
rozpoznany jako silnie kancerogenny. A używaliśmy go dosłownie litrami.
Bywało, że polał się po dłoniach. Powstawały suche zacieki, potem człowiek
je natłuszczał. I jakoś żyjemy. Odpukać.
- Współczesna żywność to sama chemia? Trzeba jeść ekologicznie? Tak,
to znakomity pomysł. Najlepiej wydzielić sobie poletko, nawozić je tylko
nawozem naturalnym. Tyle że obok biegnie szosa, którą jeżdżą dziesiątki
samochodów. Już tak kiedyś było, mieliśmy mleko prosto od krówki, która
pasła się przy drodze i dawała ołowiane mleczko - podsumowuje prof. Marek
Chmielewski.
Cena rozwoju
Kilka miesięcy temu naukowcy z Wielkiej Brytanii poddali
szczegółowym badaniom 155 ochotników, w tym unijną komisarz ds. środowiska,
Margot Wallstrom. Na podstawie analizy krwi okazało się, że każdy z nich
nosił w sobie mieszankę wybuchową potencjalnie groźnych chemikaliów. U
jednej osoby znaleziono aż 49 takich substancji, a 99% badanych miało we
krwi produkty przemiany groźnego dla zdrowia pestycydu DDT.
- Chemię trzeba stosować racjonalnie. Pojawiają się coraz lepsze pestycydy,
zastępujące starsze - mówi prof. Janusz Jurczak. - A jeżeli chodzi o DDT,
czy można sobie wyobrazić życie bez niego po II wojnie światowej, kiedy
trzeba było w szybkim tempie odbudować niedożywione i zainfekowane społeczeństwa?
W końcu Afryka byłaby pusta!
Unia Europejska stworzyła niedawno listę związków chemicznych, które
powinny się znaleźć pod ścisłym nadzorem. Są tym bardziej niebezpieczne,
że stosuje się je powszechnie: substancje impregnujące z grupy bromopochodnych
eterowych (stosowane przy produkcji ubrań czy mebli), fenol nonylowy i
ftalany (występują np. w preparatach odstraszających komary), niektóre
antybiotyki i sterydy.
Jednym z warunków wejścia Polski do UE jest przystąpienie do Europejskiej
Komisji Normalizacyjnej i przyjęcie blisko 80% obowiązujących tam norm.
Ponoć nie ma mowy o żadnej rewolucji, bo polskie normy stoją na światowym
poziomie. Ale do użytku dopuszcza się coraz więcej substancji chemicznych.
To właśnie efekt współpracy z UE. Kiedyś ministerialne zarządzenia na ten
temat miały po kilka stron. Teraz to grube tomiska - mówią w Polskim Komitecie
Normalizacyjnym.
Zdaniem psycholog Iwony Jurkiewicz-Lewandowskiej, Polacy i tak na razie
w tym świecie chemii nieźle sobie radzą: - Nasze rolnictwo jest zacofane,
właścicieli nie stać na drogie preparaty ochrony roślin? To dobrze, bo
taka żywność jest zdrowsza! Polacy w pięknym stylu potrafią zrobić ze swoich
braków zalety. I lubią nieco poszaleć. Dlatego niewiele robimy sobie z
doniesień o rakotwórczych i tuczących dodatkach. Sterylnie ekologiczne
warunki są nudne i kosztowne.
- Oczywiście, że najlepiej byłoby mieć willę nad wodą, blisko lasu
i jednocześnie czerpać ze wszystkich zdobyczy współczesnej cywilizacji.
Tylko jak byśmy się na tym globie pomieścili? Ludzkość musi płacić za swój
rozwój - uważa prof. Marek Chmielewski. - A tym, co grzmią, że wszystko
ma być naturalne, można odpowiedzieć: już to przerabialiśmy i nie wyszło!
Chemia, która uzależnia
1. Opiaty i opioidy, np.
"kompot", morfina, heroina, fentanyl (silny preparat przeciwbólowy)
2. Alkohol, barbiturany, benzodiazepiny
i inne leki anksjolityczne (uspokajające), np. metakwalon, diazepam, nitrazepam
3. Amfetamina i inne substancje pobudzające,
np. metamfetamina, MMDA (ecstasy)
4. Kokaina
5. Substancje halucynogenne, np.
lyzergid (LSD 25), psylocyna (składnik niektórych grzybów)
6. Lotne rozpuszczalniki (używki wziewne),
np. toluen, aceton, czterochlorek węgla, składnik klejów do mas plastycznych
7. Nikotyna
Rady dla nadwrażliwców
1. Stosuj kosmetyki
w postaci pudrów, a nie kremów czy płynów.
2. Używaj
tylko preparatów zmywalnych wodą, unikaj wszelkich kosmetyków wodoodpornych.
3. Regularnie
rób przegląd kosmetyków i wyrzucaj wszystkie starsze niż trzy miesiące.
4. Jeśli
to możliwe, stosuj kosmetyki zawierające nie więcej niż dziesięć składników.
5. Jeśli
koniecznie chcesz używać pudru w kremie, upewnij się, czy został sporządzony
na bazie oleju silikonowego, np. cyklometikonu, dimetikonu. Zawarte w nich
związki krzemu bardzo rzadko działają uczulająco. |