Polski Klub Ekologiczny  - Okręg Dolnośląski
 

Konferencja
Wpływ rolnictwa na środowisko
Wrocław, 7. października 2004r.
klub@eko.wroc.pl

materiały konferencyjne str. 133 - 147
Wpływ jakości (pochodzenia) żywności na zdrowie człowieka
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista epidemiolog
www.halat.pl

Komu służy globalizacja?

W ostatnich dekadach XX w. międzynarodowy handel głównymi asortymentami żywności osiągnął wzrost od 2 do 4 razy wyższy od ich produkcji. W latach 1968 – 1998 wzrost międzynarodowego handlu mlekiem był 4-krotnie wyższy od wzrostu produkcji, owocami – 3-krotnie, olejami roślinnymi – 2,5-krotnie, warzywami i mięsem – 2,3-krotnie, zbożami – 2-krotnie.
 
 

Produkcja żywności i handel międzynarodowy żywnością
w latach 1968 -1998 na świecie


Produkcja

[miliony ton]

Handel międzynarodowy

[miliony ton]

1968
1998
% wzrostu
1968
1998
% wzrostu
Zboża
1064,6
1883,7
76,9
106,3
271,7
155,6
Warzywa
251,1
625,1
148,9
8,7
38,1
337,9
Oleje roślinne
25,0
86,2
244,8
5,1
36,8
621,6
Owoce
223,8
430,9
92,5
21,8
81,3
272,9
Mięso
94,8
222,4 
134,6 
5,6
23,0
310,7
Mleko
389,5
557,0
43,0
25,4
69,2
172,4
Źródło: FAO Food Balance Sheet Database, 2001.





Dane te pozwalają wyciągnąć wnioski nie tylko co do zysków producentów żywności i ich zaplecza przemysłowego w krajach ją eksportujących, lecz przede wszystkim co do korzyści związanych z przetwórstwem spożywczym, przygotowaniem żywności do transportu i samym jej transportem. Równocześnie dane te obrazują straty potencjalnych producentów żywości w krajach ją importujących, a przy tym rozmiar ryzyka, jakie ponoszą konsumenci żywności często wyprodukowanej z zastosowaniem zasady podwójnych standardów, poddanej agresywnym zabiegom utrwalającym, fałszowanej, anonimowej u pokątnych dostawców, w nielegalnych hurtowniach i na półkach supermarketów.

Ponieważ obrót żywnością odgrywa kluczową rolę w polityce wewnętrznej i zagranicznej każdego kraju, a także pozostaje w centrum uwagi wielu międzynarodowych korporacji, pozornie mało związanych z sektorem agrochemicznym, reprezentanci poszczególnych grup interesów dla uzyskania założonych celów posługują się metodami nie zawsze etycznymi. Obok „zwykłej” korupcji i politycznego szantażu obserwuje się częste wykorzystywanie w walce konkurencyjnej argumentacji adresowanej do zainteresowania konsumentów jakością zdrowotną żywności. Oszukańcza reklama, nieuczciwy lobbing i pseudonaukowa promocja kreują potrzeby konsumentów i zapewniają zbyt produktom zupełnie zbędnym, a nawet szkodliwym.

Czy importowana żywność jest lepsza?

Dla podstawowej edukacji konsumenckiej warto tu przypomnieć, że jakość zdrowotna żywności jest to ogół cech i kryteriów, przy pomocy których charakteryzuje się żywność pod względem
- wartości odżywczej,
- jakości organoleptycznej
- bezpieczeństwa dla zdrowia konsumenta

Wartości odżywcze poszczególnych owoców są bardzo zróżnicowane. Średnie dzienne zapotrzebowanie na witaminę C może zaspokoić filiżanka truskawek, jedna cytryna, jeden owoc kiwi, jedna pomarańcza i dwa grejpfruty. Inne owoce mają kilkakrotnie mniejszą zawartość witaminy C. Wartość odżywcza i walory smakowe owoców cytrusowych dobrze uzasadniają ich udział w rosnącym przyroście międzynarodowego handlu żywnością. To samo dotyczy oliwy z oliwek i innych olejów o wyjątkowo korzystnej konstelacji kwasów tłuszczowych, niektórych ryb morskich, czy suplementów żywności, jak kudzu.

W przypadku pozostałych asortymentów ciężar argumentacji w obszarze jakości zdrowotnej przesunąć się powinien na bezpieczeństwo żywności dla zdrowia konsumenta. Jednak próba ustalenia ostatecznej rekomendacji bywa niełatwa nawet dla tych produktów, które mają wyróżniającą wartość odżywczą, a przy tym mogą pochodzić tylko z niektórych rejonów świata. Przecież pomarańcze mogą być zanieczyszczone pestycydami stosowanymi w ich uprawie i transporcie, oliwa z oliwek sfałszowana, śledzie skażone dioksynami i rtęcią, a preparat kudzu pochodzić z uprawy zastosowanej dla biologicznej dekontaminacji hałdy metali ciężkich. Nie jest możliwe rozważanie bezpieczeństwa  żywności dla zdrowia konsumenta bez jej oceny analitycznej, nieraz – jak w przypadku dioksyn i pestycydów – bardzo kosztownej. Strategię poboru i analizy próbek wyznaczać powinna ocena ryzyka oparta głównie o wieloczynnikowe rozpatrzenie przeszłej, aktualnej i prognozowanej sytuacji w skali świata, regionu, kraju, drobniejszych jednostek geograficzno-administracyjnych, a nawet wyróżnionego obszaru na terenie konkretnej miejscowości. Jednak to budżet i skostniałe procedury instytucji kontrolnych decydują o zakresie ocen jakości zdrowotnej żywności. W krajach rządzonych przez skorumpowane elity niezwykle łatwo dochodzi do paraliżu służb sanitarnych, czy to poprzez budżetową anemizację instytucji odpowiedzialnych za nadzór sanitarny, czy też poprzez co najmniej polityczną korupcję inspektorów. W efekcie rynek żywności tych krajów staje się śmietniskiem produktów wyrzuconych z krajów dbałych o zdrowie konsumentów lub do tych krajów niedopuszczonych.

Czym nakarmiono Polaków?

Od lat trwa niekontrolowany zalew polskiego obszaru celnego stanowczo odrzuconymi przez konsumentów „starej” Unii Europejskiej wytworami inżynierii genetycznej (ryzyko antybiotykooporności, alergii, raka) i chińskim miodem skażonym chloramfenikolem (ryzyko anemii aplastycznej, też u dzieci), zaś afera z nitrofenem w zbożu importowanym z Niemiec ujawniła dramatyczną słabość służb sanitarnych Polski. Nie uchroniły one Polaków także przed zagrożeniem chorobami pionowymi. W latach 1993-1994 z obszaru Unii Europejskiej pozbyto się 710 000 ton zapasów wołowiny, oferując ją po konkurencyjnej cenie 0,8-0,9 dolara za kilogram. Na tej ofercie zarobiły też firmy importujące mięso do Polski. Tylko w 1994 r. sprowadzono do nas około 25 tys. ton wołowiny i 22 tys. ton (licząc w wadze mięsa) żywca wołowego, co stanowiło ok. 10% krajowej produkcji wołowiny i miało - w opinii polskiego resortu rolnictwa - zrównoważyć spadek produkcji krajowej. Według ministerstwa rolnictwa, w latach 1994-1999 do Polski przywieziono 30 000 krów z krajów, w których stwierdzono BSE. Dopiero z początkiem 2000 r. władze wprowadziły zakaz importu bydła, mięsa, przetworów, jelit, a także mączki mięsnej z krajów, w których występuje BSE. Od początku lat 90. do marca 1997 r. sprowadzono z Unii Europejskiej setki tysięcy ton mączki na pasze dla drobiu i trzody chlewnej. Jednak według ocen resortu rolnictwa, mączką mięsną karmiono również około 10% krajowego pogłowia bydła, tj. 600 000 sztuk.

Kto odpowiada za bezpieczeństwo żywności w Polsce?

Według obowiązującego prawa koordynatorem strategii bezpieczeństwa żywności jest minister zdrowia, a przewodniczącym zespołu ds. bezpieczeństwa żywności – główny inspektor sanitarny. Uderzającą mnogość instytucji powołanych do nadzoru nad bezpieczeństwem żywności obniża efektywność  „systemu”. Decyzyjne zaplecze naukowe ministrów i inspektorów jest zlokalizowane w Instytucie Żywności i Żywienia, obecnie jawnie angażującym się w kampanię reklamową koncernu DANONE, a przez lata także w inne wydarzenia z zakresu „medycyny reklamowej”.

Czy w 100 dni można odrobić zaległości ponad 10 lat?
 

7 września 2004 r. w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej  w Warszawie odbyła się konferencja prasowa Fundacji IUCN Poland oraz Instytutu na rzecz Ekorozwoju „Obserwatorium 100 dni w Unii Europejskiej. Raport rolniczych, ekologicznych i konsumenckich organizacji pozarządowych”. Organizacje ekologiczne, rolnicze i konsumenckie, które obserwują proces przygotowania do członkostwa Polski w UE od 1999 r., podjęły próbę oceny sytuacji polskiego rolnictwa w 100 dni po akcesji, by dać wyraz aktywności demokratycznego społeczeństwa i jego zaangażowania w rzeczywisty – społeczny, a nie tylko prawny, gospodarczy i polityczny proces integracji europejskiej. Na konferencji został zaprezentowany raport „Obserwatorium 100 dni w Unii Europejskiej”. Zdaniem organizacji pozarządowych, mimo ponad 10 lat przygotowań, nie zrobiono wszystkiego, by zapewnić pełne korzyści z członkostwa Polski w UE dla społeczeństwa, ochrony środowiska i przyrody, m.in.: 
• stan wdrażania prawa wspólnotowego nie jest zadowalający: wielu aktów prawnych UE dotychczas nie opublikowano w wersji ostatecznej lub też opublikowano ich przekłady zawierające liczne błędy, 
• Plan Rozwoju Obszarów Wiejskich nie został zatwierdzony przez Komisję Europejską, a wdrożono zaledwie dwa z siedmiu działań PROW, 
• rolnicy nie mogą jeszcze korzystać z programów rolnośrodowiskowych i zalesień, 
• nie działa żaden mechanizm podnoszący poziom bezpieczeństwa żywności do wymaganego na jednolitym wspólnym rynku europejskim. 

Poniżej materiał wyjściowy, który po niewielkich skrótach, został przedstawiony jako jeden z sześciu rozdziałów raportu: 

„Obserwatorium 100 dni w Unii Europejskiej. 
Raport rolniczych, ekologicznych i konsumenckich organizacji pozarządowych”
Zbigniew Hałat 
Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów

Ochrona zdrowia konsumentów żywności

Ochrona zdrowia konsumentów żywności w świetle ostatnich dostępnych danych organów państwowych

Według oficjalnych danych za rok 2002, odnoszących się do wymagań sanitarnych nie w pełni zharmonizowanych z aqui communitaire, zawierających liczne zapisy będące efektem lobbingu, a przy tym słabo wdrożonych z powodu ograniczeń finansowych i co najmniej politycznej korupcji inspektorów:
• 3 762 000 mieszkańców Polski (9,8% ludności) jest zaopatrywanych w wodę niezdatną do spożycia przez ludzi, a tym samym nie nadającą się do stosowania w zakładach produkcji i obrotu żywnością bez dodatkowego uzdatnienia za pomocą filtrów o wysokiej skuteczności 
• 27,3% próbek ciastek z kremem, 18,0% próbek masła, 14,2% próbek ryb i przetworów rybnych, 13,2% próbek wyrobów garmażeryjnych, 12,4% próbek mleka, 12,2% próbek przetworów mlecznych (bez masła i lodów), 10,8% próbek owoców, warzyw, grzybów i przetworów, 9,9% próbek lodów, 9,2% próbek tłuszczów zwierzęcych, 9,1% próbek mięsa i przetworów mięsnych, 9,0 % próbek napojów bezalkoholowych i 8,7% próbek pieczywa (łącznie z cukierniczym suchym) zostało zdyskwalifikowanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną; należy podkreślić, że w 8,3% próbek mleka, 8,1% próbek innych niż pieczywo przetworów zbożowo – mącznych, 4,6% próbek mięsa i przetworów mięsnych, 4,2% próbek przetworów mleczarskich i 4,2% próbek ciastek z kremem wykryto bakterie chorobotwórcze, przy czym problem jest aż tak poważny, że pałeczki Salmonella były wykryte nawet w 3,3% próbek napojów bezalkoholowych, a w tym samym roku 2,3% próbek napojów bezalkoholowych zostało zdyskwalifikowanych w badaniach chemicznych na zawartość substancji konserwujących
• 49,4% przetwórni mięsa drobiowego, 40,0% rzeźni, 36,8% rzeźni drobiu, 29,0% targowisk, 28,6% przetwórni mięsa, 26,6% wytwórni koncentratów spożywczych, 25,8% mleczarni, 24,8% zakładów przemysłu zbożowo – młynarskiego i taki sam odsetek zakładów rozbioru mięsa drobiowego spośród skontrolowanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną był sklasyfikowany jako zakłady o złym stanie sanitarnym.
W niektórych z 17 województw niebezpieczne dla zdrowia konsumentów dostawy wody wodociągowej (pomorskie, wielkopolskie), mleka (27% zakwestionowanych próbek w pomorskiem, 26,8% - w śląskiem) i przetworów mlecznych, bez masła i lodów (36,2% zakwestionowanych próbek w lubuskiem, 25,5% - w pomorskiem) przekraczają znacznie wysokie średnie ogólnokrajowe ryzyko związane z żywnością. 
Najbardziej karygodne zaniedbania władz przejawiają się w świadomym skazywaniu konsumentów na cierpienia i śmierć w następstwie spożycia takich produktów, których dopuszczenie do sprzedaży w krajach dbałych o zdrowie ludzi poddane jest szczególnym restrykcjom sanitarnym. Są to przede wszystkim produkty mięsne, w szczególności pochodzące od bydła zagrażającego konsumentom śmiertelną chorobą pionową – nowym wariantem choroby Creutzfeldta – Jakoba (vCJD). Alarmujący stan spraw w Polsce odzwierciedla Informacja Najwyższej Izby Kontroli ze stycznia 2004r.: „W 2002 r. różnica pomiędzy liczbą ubitego bydła rzeźnego pod nadzorem lekarza weterynarii, a produkcją żywca rzeźnego (wg GUS) wyniosła 945 tys. sztuk, w tym 238 tys. sztuk bydła dorosłego. W odniesieniu do trzody chlewnej liczba zwierząt rzeźnych ubijanych poza kontrolą weterynaryjną wyniosła ok. 3,7 mln sztuk.”  w zestawieniu z  obrazem intensywnego zwalczania chorób prionowych w Unii Europejskiej z jednej strony, a z drugiej -  z  wynikami badań pośmiertnych przeprowadzonych w USA w połowie XXw., a  dotyczących nierozpoznanej za życia infestacji larwami włośni przed upowszechnieniem badań mięsa wieprzowego, której częstość w populacji generalnej ustalono na poziomie 16,7%. Najwyższa Izba Kontroli w Informacji o wynikach kontroli funkcjonowania nadzoru nad wytwarzaniem, obrotem i stosowaniem środków żywienia zwierząt tak dokumentuje bezczynność i bezprawie działania służb odpowiedzialnych za zdrowie konsumentów: „do zakończenia kontroli nie rozwiązano kompleksowo problemów związanych z utylizacją odpadów poubojowych i padłych zwierząt. Działania w zakresie opracowania i wdrożenia programu pomocy dla sektora utylizacyjnego oraz nadzór organów Inspekcji Weterynaryjnej nad zakładami utylizacyjnymi, zagospodarowaniem odpadów poubojowych i wykorzystaniem produktów sektora utylizacyjnego jako środków żywienia zwierząt nie był dostateczny. Istotne zagrożenie stanowiły odpady uzyskane podczas uboju trzody chlewnej i bydła nie poddanego badaniom lekarsko – weterynaryjnym. Stwierdzono brak skutecznego nadzoru organów Inspekcji Weterynaryjnej stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa sanitarnego:
- w co trzecim skontrolowanym zakładzie mięsnym postępowanie z odpadami poubojowymi i materiałem szczególnego ryzyka [choroby prionowej dla ludzi i zwierząt], czyli SRM (ang. specific risk material) sprzeczne było z przepisami art. 9 ustawy weterynaryjnej. Nierzetelnie dokumentowano ubój bydła i pozyskiwanie SRM. Materiał SRM był nieprawidłowo gromadzony i przechowywany. Powiatowi Lekarze Weterynarii nie posiadali pełnego rozeznania co do ilości tych odpadów, a ilość odbieranych z zakładów mięsnych odpadów SRM nie była porównywana z wielkością produkcji. Stwierdzono przypadek wystawienia „świadectwa zdrowia dla obrotu mięsem w kraju” dla sztuki bydła zakwalifikowanej jako odpad SRM 
- odpady poubojowe uzyskane w 2002 r. z 945 tys. sztuk bydła, w tym 238 tys. bydła dorosłego oraz z ok. 3,7 mln sztuk trzody chlewnej (wg GUS) nie zgłoszonych do badania lekarsko–weterynaryjnego nie zostały zagospodarowane pod nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej. Potencjalna wielkość SRM od niebadanego bydła dorosłego wynosiła ponad 13 000 ton.
- ilość odpadów poubojowych niskiego ryzyka określa się na 566 tys. ton (brutto), a możliwych do zbiórki (netto) na 495 tys. ton. W stosunku do krajowej produkcji mięsa stanowi to ok. 25%, podczas gdy w Niemczech odpady poubojowe to 35% produkcji mięsa, a w Danii – nawet 40%. Dotychczasowy system zbiórki i utylizacji odpadów pochodzenia zwierzęcego nie jest systemem szczelnym, gdyż w skali kraju poza przemysłem utylizacyjnym pozostaje ponad 200 tys. ton odpadów, w tym prawie 60 tys. ton padłych zwierząt. W krajach UE pada rocznie ok. 10% hodowanych zwierząt, gdy wg danych w Polsce padlina stanowi ok. 1,5% hodowanych zwierząt. Ocenia się, że zagospodarowanie w Polsce zwłok zwierzęcych stanowi 4% udziału w strukturze surowców utylizacyjnych, to jest ok. 20 tys. ton (na 160 tys. ton zwłok zwierzęcych szacowanych ogółem). Oznacza to, że większość zwłok zwierzęcych nie trafia do zakładów utylizacyjnych, ale zakopywana jest na terenie gospodarstw, porzucana w lasach, rowach czy stawach, stanowiąc prawdziwą <<bombę ekologiczną>> oraz poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt.”

Ochrona zdrowia konsumentów żywności w świetle materiałów prasowych po 1. maja 2004r.

Powołując się na źródła w Inspekcji Weterynaryjnej prasa podała, że po 1. maja 2004r. zamknięto 193 zakłady mięsne, 15 mleczarni  i 34 zakłady rybne. Spośród nadal produkujących 1672 zakładów mięsnych normy unijne spełnia 75%, 348 mleczarni – 60%, a 215 zakładów rybnych – 70%. Zgoda Komisji Europejskiej na zwolnienie 721 zakładów spożywczych ze stosowania europejskich wymogów czystości w niektórych przypadkach nawet do końca 2007 roku pod warunkiem, że będą sprzedawały swoje produkty tylko na rynku krajowym,  podkopuje fundamenty jednolitego wspólnego rynku europejskiego. Jeżeli dozwolone w Unii Europejskiej składniki żywności i procesy technologiczne zmuszają do spełniania wysokonakładowych norm sanitarnych w zakładach przetwórstwa spożywczego, należało zapewnić polskim firmom odpowiednie warunki ekonomiczne w okresie dostosowawczym i bezwzględnie wyegzekwować ich wykorzystanie zgodne z wymaganiami ochrony zdrowia konsumenta. Skoro tak się nie stało, trzeba stwierdzić, że Komisja Europejska poddała konsumentów kupujących produkty spożywcze na polskim obszarze celnym systemowej dyskryminacji i zagrożeniu zdrowia na masową skalę. Ujawniane kolejne dowody na skorumpowanie służb weterynaryjnych – od centralnych po lekarzy weterynarii oddających zastrzeżone dla ich zawodu czynności kontrolne w ręce techników, finansowa i programowa anemizacja państwowej inspekcji sanitarnej, której efektem są zamknięte laboratoria i ograniczone limity na dojazd do nadzorowanych obiektów, znajdują swoje odzwierciedlenie w licznych materiałach prasy, radia i telewizji. Szczególne zasługi ma tu stacja TVN: „Reporterzy "UWAGI!" dotarli do osób, które opowiedziały im o powszechnie stosowanych w sklepach praktykach "odświeżania" przeterminowanego, a często i nadpsutego mięsa oraz wędlin. Klienci robiąc zakupy przeważnie nie zdają sobie sprawy z tego, że kupowany przez nich drób lub mięsa już dawno powinny być wycofane ze sprzedaży i zutylizowane. Jednak sklepy dla zysku poddają te produkty "odświeżającej" chemicznej obróbce i po przebiciu terminów ważności dalej sprzedają. Jak się jednak okazało to nie jedyny sposób wprowadzania do ponownego obiegu nieświeżego mięsa i wędlin. (…) Metody na oszukanie klientów są bardzo proste. Gdy nie wystarcza już zwykłe przebicie daty ważności nieświeże i zepsute wędliny oraz mięsa wystarczy namoczyć w specjalnych roztworach chemicznych lub odświeżyć w gorącym oleju. Tych technik na specjalnych kursach uczą technolodzy żywienia. - Jeżeli mięso było bardzo śmierdzące to się je zamrażało, żeby straciło zapach. Potem, po rozmrożeniu, gdy nadawało się już do przerobu, było moczone w soli lub peklosoli. I wszystko było sprzedawane ludziom – wyjaśnia była pracownica sklepu. Gdy mięso było już nadpsute i nie nadawało się do sprzedaży po zwykłym „odświeżeniu” w roztworach chemicznych było przerabiane. - Z takiego mięsa robiło się potem kotlety i mięso gulaszowe. Co prawda jak takie mięso wrzuci się potem na patelnię to strasznie śmierdzi chemią, ale kogo to już obchodzi. Klienci nieświadomie kupują i spożywają produkty, które mogą zagrażać ich zdrowiu i życiu. Wszystko za wiedzą kierownictwa sklepów. (…) Następstwem reportaży UWAGI! były także płatne ogłoszenia, które pojawiły się w największych gazetach i ulotki wywieszone w sklepach „Champion”. Tytuł tego ogłoszenia to: „Pracownicy sieci Champion, która padła ofiarą wielkiej kampanii dezinformacyjnej pragną wyrazić swoje zdanie…”. Z treści można dowiedzieć się m.in.: że cztery tysiące pracowników dba o jakość produktów i gwarantuje ich wysoki poziom higieny, że jakość jest dla nich priorytetem, co potwierdza tysiąc dwieście kontroli Sanepidu i PIH-u.”

Uwagi końcowe

Udokumentowane przez dziennikarzy zagrożenia zdrowia konsumentów są dostrzegalne gołym okiem. Z kolei specjalistycznej wiedzy z zastosowaniem bardzo kosztownych analiz w akredytowanych laboratoriach wymaga kontrola żywności i pasz na obecność kancero- i teratogennych dioksyn normowanych na poziomie nanogramów. Wytyczne Unii Europejskiej z lipca 2004 przewidują wstrzymanie produkcji mleka, jaj, mięsa i ryb w gospodarstwie, z którego pochodzą skażone dioksynami produkty, ich zniszczenie lub odpowiednie przetworzenie (np. odtłuszczenie w przypadku mleka). Jednak kolejne rządy Polski nie dostrzegają epidemii raka wśród ludzi w sile wieku. Tak w przypadku zagrożeń oczywistych dla laików, jak i dioksyn oraz rakotwórczych domieszek wody wodociągowej, nie podejmują przewidzianych prawem działań. Władze pozostają głuche na argumenty Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów i innych niezależnych organizacji pozarządowych, za to dopuszczają się  poważnego nadużycia mechanizmów demokratycznych. Po 100 dniach od akcesji utrwala się relikt komunizmu -  cyniczne zastępowanie dialogu społecznego „konsultacją” z etatowymi urzędnikami pararządowej organizacji konsumenckiej.

Po stu dniach po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej nie zadziałał żaden mechanizm podnoszący bezpieczeństwo  żywności do wysokiego poziomu wymaganego na jednolitym wspólnym rynku europejskim. Niesprawność służb sanitarnych pogłębia systemową dyskryminację konsumentów kupujących produkty spożywcze na polskim obszarze celnym.

Rekomendacje

Należy przystąpić do natychmiastowej rewizji sposobu tworzenia i egzekwowania prawa sanitarnego przez koordynatora strategii bezpieczeństwa żywności, którym jest minister zdrowia i przewodniczącego zespołu ds. bezpieczeństwa żywności, którym jest główny inspektor sanitarny. Od Komisji Europejskiej należy zażądać wykorzystania wszystkich możliwych narzędzi prawnych i ekonomicznych zmierzających do zapewnienia konsumentom kupującym produkty spożywcze na polskim obszarze celnym takiej jakości żywności, jaka obowiązuje na jednolitym wspólnym rynku europejskim. Wytwórców żywności należy poinformować o ryzyku kompromitacji i utraty zbytu w wyniku nieuchronnej akcji konkurentów ujawniającej szkodliwe dla zdrowia konsumenta zanieczyszczenia w  postrzeganych jako tanie i smaczne produktach z Polski.

Co może konsument?

Rzetelna informacja o jakości zdrowotnej żywności pozwala jej nabywcom  wykorzystać najsilniejszy oręż siły konsumenta: bojkot szkodliwych produktów.

Wystarczy posłużyć się tu przykładem losów najdroższej marki świata, COCA-COLA. Wartość tej marki z 39 miliardów dolarów amerykańskich w 1995r. wzrosła do 84 miliardów w 1999, co było zasługą prezesa koncernu, Kubańczyka o nazwisku Roberto Goizueta, który powiększył wartość rynku koncernu z 4 do 145 miliardów dolarów, 70% dochodów uzyskując z operacji poza granicami USA. Goizueta zmarł na raka płuc 18. października 1997r. Już jego następca, Douglas Ivester, musiał  stawić czoła najgorszej sytuacji w 113-letniej historii marki. W czerwcu 1999r. na skutek użycia w belgijskich rozlewniach  dwutlenku węgla zanieczyszczonego siarczkiem karbonylu (COS, w butelce ulegający hydrolizie z powstaniem siarkowodoru, H2S o odrażającym odorze) do lekarzy w Belgii trafiło ponad 200 osób. Pod koniec tego samego miesiąca polski konsument wykrył pleśń w napoju rozlewanym w zakładzie w Środzie Śl. k/Wrocławia. Już w roku następnym marka COCA-COLA straciła 13% wartości, spadając do poziomu 67,4 miliarda dolarów w 2004r. Czas pokaże jakie następstwa dla wartości marki będzie miał wpływ szeroko nagłośnionego we wrześniu 2004r. ostrego kryzysu zdrowia Billa Clintona, który wcześniej ostentacyjnie prezentował swoje od niej uzależnienie. Dola marki COCA-COLA (?!) powinna stanowić poważne ostrzeżenie dla wielu innych właścicieli marek produktów spożywczych, w szczególności zajmujących następujące pozycje w opracowanym według metodologii Interbrand Corp. i podanym  przez BusinessWeek 2. sierpnia 2004r. rankingu 100 najdroższych marek świata (w nawiasie wartość marki w dolarach amerykańskich):
  1. COCA-COLA (67,4 mld)
  7. McDONALD’S (25,0 mld)
22. PEPSI (12,1 mld)
23. NESCAFE (11,9 mld)
24. BUDWEISER (11,9 mld)
36. KELLOG’S (8,0 mld)
42. HEINZ (7,0 mld)
52. WRIGLEY’S (5,4 mld)
54. KFC (5,1 mld)
55. PIZZA HUT (5,0 mld)
62. NESTLE (4,5 mld)
63. DANONE (4,5 mld)
67. KRAFT (4,1 mld)
86. SMIRNOFF (2,3 mld)
99. HEINEKEN (2,4 mld)
 

Czy dodatki są bezpieczne?

Osiąganie wysokich zysków niskim kosztem umożliwiają rozmaite wynalazki technologów żywności, szczególnie te, które droższe płody rolne podmieniają składnikami tańszymi, czy to pierwotnie naturalnymi (n.p. karagen), czy też produktami przemysłu chemicznego i/lub inżynierii genetycznej (n.p. aspartam). Zadaniem tak zwanych dozwolonych dodatków do żywności  jest przyciągnąć konsumenta kolorem, smakiem, zapachem, konsystencją, a w przypadku napojów - także zawartością gazu - dwutlenku węgla. O ile nie jest zaliczona do grupy zwanej „ogólnie uznane za bezpieczne” (General Recognised As Safe – w skrócie GRAS), każda substancja dodatkowa do żywności ma wyznaczony maksymalny limit „bezpiecznego dziennego pobrania” (acceptable daily intake – ADI) określany w miligramach na kilogram wagi ciała. Ponieważ tempo wypijania napojów wyrażone w litrach na dzień jest szybsze od tempa spożywania produktów spożywczych w formie stałej, dopuszczalne stężenie farb, aromatów, wzmacniaczy smaku i zapachu, słodzików oraz konserwantów podawane w miligramach na litr napoju jest z zasady dużo niższe niż dozwolone w odpowiedniej ilości gumy do żucia, słodyczy, jogurtu, deseru i innej zabawki spożywczej. Efekt toksyczny, jak w przypadku wszystkich innych substancji chemicznych, zależy od masy ciała konsumenta. Obciążenie organizmu 25 kg dzieciaka lub 50 kg nastolatka gaszącego pragnienie farbowaną słodyczą, jest proporcjonalnie większe od ryzyka, jakie ponosi 70 kg mama, a tym bardziej 90 kg tata. Nadto młodzi ludzie to grupa docelowa agresywnej reklamy napojów kolorowych, lodów, lizaków, jogurtów i gum do żucia naraz. Z tych wszystkich źródeł wchłonięta dawka substancji chemicznych niejednokrotnie znacznie przekracza ADI obliczone na wszystkie dni życia przeciętnego człowieka. Już od czasów Paracelsusa wiadomo, że dosis facit venenum (dawka czyni truciznę). Dlatego, wypełniając obligacje stosownych dyrektyw, rządy krajów Europy Zachodniej finansują badania nad rzeczywistym zagrożeniem szczególnie wrażliwych, w tym najmłodszych, grup konsumentów najbardziej niebezpiecznymi substancjami dodatkowymi, zwłaszcza z grupy konserwantów i farb. Polscy rządowi eksperci, ministrowie i posłowie jakoś o takich badaniach zapomnieli, co jest klasycznym przykładem efektywności korupcji, eufemistycznie zwanej lobbingiem.

Nieoczekiwane skutki zdrowotne przetworzonej żywności ujawnił eksperyment, któremu dwaj pięcioletni bracia bliźniacy Krzysztof i Michał Parker z Anglii zostali poddani w  2003r. Przez dwa tygodnie pożywienie Michała było zupełnie pozbawione jakichkolwiek substancji  „E - coś tam” ale Krzysztofowi nie odebrano przyjemności gazowanych napojów, słodyczy, aromatyzowanych chipsów. Już po krótkim czasie Michał stał się bardziej pewny siebie, rozmowny, pogodny  i  dużo spokojniejszy niż jego brat. Przed eksperymentem stwierdzono taki sam iloraz inteligencji u obu bliźniaków. Już po dwóch tygodniach IQ Michała było o 15% wyższe niż brata karmionego dodatkami do żywności. Naukowcy brytyjscy wyniki tego eksperymentu uznali za ważny powód do rewizji ocen bezpieczeństwa wpływu dodatków na zdrowie dzieci. Warto dodać, że na każdy punkt IQ poniżej średniej przypada utrata 2% dochodów całego życia.

Która dozwolona substancja dodatkowa do żywności jest najgroźniejsza?

Za najbardziej niebezpieczną substancję dodatkową uznawany jest aspartam (E 951), substancja słodząca zastępująca cukier w reklamowanych jako sprzyjające zdrowiu (!) napojach gazowanych i niegazowanych typu „light”, bezcukrowych gumach do żucia, jogurtach, deserach „0”- cukrowych i innych wynalazkach.  26. lipca 2004r. przypadła trzydziesta rocznica pierwszego zezwolenia na stosowanie aspartamu  w produktach suchych udzielonego firmie G. D. Searle przez amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA).  Już  w następnym miesiącu dr John W. Olney – neurolog  i mec. James Tuner - prawnik organizacji konsumenckiej wnieśli protest przeciwko tej rejestracji. Równocześnie prowadzono dochodzenie w sprawie nierzetelnych ocen bezpieczeństwa w firmie G. D. Searle. W efekcie 5 grudnia 1974r. doszło zawieszenia zezwolenia FDA. Jednak już w 1981r. zezwolenie przywrócono, a w 1983r. nawet rozszerzono na napoje gazowane. W roku 1985 firmę G. D. Searle za trzy miliardy dolarów kupiła sławna firma Monsanto i wyodrębniła z niej NutraSweet Company. Od tej pory aspartam sprzedawany pod marką NutraSweet rozpoczął podbój świata podatnego na reklamę i głuchego na argumenty lekarzy. Składniki aspartamu (metanol i enzym pozyskany w wyniku inżynierii genetycznej) oraz produkt jego rozpadu, którym jest gromadzący się w tkankach formaldehyd, są obecnie uznawane za przyczynę ponad setki chorób. Do najczęstszych należą: ból głowy, w tym migrenowy, zawroty głowy, nudności, drętwienia kończyn, mimowolne skurcze mięśni, bóle stawów, wysypki, depresja, zmęczenie, drażliwość, ataki niepokoju, przyspieszona akcja serca, bezsenność, zaburzenia widzenia i słuchu, szum w uszach, trudności z oddychaniem. Oczywistym ratunkiem dla zdrowia jest natychmiastowe odstawienie żywności i napojów zawierających podejrzany składnik. Tak właśnie postąpił Amerykanin Justin Dumais, mistrz w nurkowaniu sportowym. Cieszącego się wspaniałym zdrowiem 25-latka nagle poraziło bardzo silne zmęczenie, początkowo uznawane za wynik przetrenowania, aż wreszcie rozpoznane przez lekarza jako choroba Gravesa – Basedowa, nadczynność tarczycy występująca głównie u kobiet w średnim wieku. W lutym b. r. podjął przepisane leczenie, ale szukając ratunku na własną rękę, trafił na specjalistę ds. żywności, który zalecił odstawić napoje zawierające aspartam. Sportowiec posłuchał i już w połowie marca był zdrowy! Odrzucił napoje typu „light” czy „diet” oraz  leki na mylnie rozpoznaną chorobę i zabrał się za ostry trening do olimpiady.

Czy wszechobecny karagen jest bezpieczny?

Jakość zdrowotna karagenu (E 407) jest najostrzej kwestionowana przez prof. Joanne K. Tobacman, lekarza z kliniki internistycznej Uniwersytetu Iowa, USA , która w październiku 2001r. opublikowała wnikliwy przegląd literatury naukowej i w konkluzji stwierdziła, że istnieją wystarczające dowody na związek karagenu z ubytkami błony śluzowej żołądka i jelit, łącznie ze zmianami złośliwymi. Z wcześniejszej opinii Międzynarodowej Agencji Badań na Rakiem (IARC) wynikało, że choć  karagen (CAS No.: 9000-07-1) w formie niezdegradowanej, czyli charakteryzujący się masą cząsteczkową wyższą niż 100 000, nie wywołuje zmian chorobowych u zwierząt laboratoryjnych, to karagen zdegradowany, o masie cząsteczkowej poniżej 30 000 powoduje powstawanie owrzodzeń i nowotworów złośliwych. Stąd IARC zaliczyła karagen niezdegradowany, czyli natywny, do kategorii czynników o niedostatecznie udowodnionym rakotwórczym działaniu na człowieka  (kategoria 3), a zdegradowany do kategorii czynników o możliwie rakotwórczym działaniu na człowieka (kategoria 2b). Wprawdzie jako dodatek funkcjonalny zastosowanie ma karagen natywny, to pod wpływem działania bakterii, soku żołądkowego i procesów przetwórczych dochodzi do jego degradacji z niebezpiecznymi dla zdrowia konsekwencjami.

Włókna karagenu pozyskane z czerwonych wodorostów uprawianych w wodach morskich o dużym nieraz zanieczyszczeniu wymagają zastosowania pestycydów, aby mogły być dopuszczone do produkcji żywności, kosmetyków i in.  Fumigacja chlorkiem etylenu (CAS No.: 75-21-8), który sam  przez IARC jest zaliczony do kategorii czynników rakotwórczych dla człowieka (kategoria 1),  powoduje jego wejście w reakcję naturalnymi chlorkami i powstanie pozostałości w postaci chlorohydryny etylenowej (2-chloroetanol, CAS No.:107-07-3), uznawanej za wysoce kancerogenną.

• karagen bywa obecny w następujących produktach:
• lody i ich koncentraty
• mleko zagęszczone i mleko w proszku
• pasteryzowana śmietanka
• dżemy, galaretki i marmolady oraz inne podobne przetwory smarowne łącznie z produktami niskokalorycznymi
• koncentraty deserów, wyroby cukiernicze z wyjątkiem wyrobów kakaowych i czekoladowych
• tłuszczowe kremy do ciast
• koncentraty napojów
• serki twarogowe termizowane
• desery mleczne
• napoje mleczne fermentowane aromatyzowane i/lub z dodatkami smakowymi poddane obróbce termicznej po ukwaszeniu, desery twarogowe termizowane
• napoje mleczne niefermentowane aromatyzowane i/lub z naturalnymi dodatkami smakowymi (np. kakao, kawa, soki owocowe)
• żelujące desery owocowe na bazie soków owocowych z dodatkiem lub bez dodatku owoców
• półprodukty żelujące do dekoracji lodów, ciast i deserów cukierniczych
• sosy i kremy owocowe i warzywne, warzywa puszkowane w sosach własnych (w zalewach)
• koncentraty obiadowe, koncentraty dodatków do potraw
• sery topione
• konserwy mięsne wysoko wydajne i drobiowe wysoko wydajne, kiełbasy: homogenizowane, drobno, średnio i grubo rozdrobnione wysoko wydajne, produkty blokowe, wędliny podrobowe, kiełbasy drobiowe niewędzone wysoko wydajne
• wędzonki wysoko wydajne, wędzonki szynkopodobne, szynki wysoko wydajne i wędzonki szynkopodobne w puszkach i w folii, wędzonki drobiowe wysoko wydajne, szynki drobiowe wysoko wydajne
• wyroby garmażeryjne z dodatkiem mięsa i podrobów w tym drobiowych
• sosy pomidorowe
• sosy sałatkowe, majonezy niskotłuszczowe (poniżej 50,5% tł.)
• margaryny niskotłuszczowe
• napoje mleczne fermentowane aromatyzowane i/lub z dodatkami smakowymi
• oliwki w zalewie nadziewane pastami (paprykowa, anchovis itp.)
• sosy konserw rybnych
• śmietana kulinarna termizowana, sterylizowana UHT

Nazwa karagenu pochodzi od  słowa carraigín (w języku irlandzkim - mała skała) i odnosi się do skał z Morza Irlandzkiego, miejsca zbioru wodorostów Chondrus crispus tradycyjnie wykorzystywanych do celów kulinarnych. Dzisiaj, na skutek pięćdziesięciu lat działalności zakładu przetwarzania zużytego paliwa jądrowego w brytyjskim Sellafield, Morze Irlandzkie jest w opinii rządu Irlandii najbardziej skażonym radiologicznie morzem świata.

Kto ochroni konsumentów przed dioksynami?
 

Poniżej materiał przekazany dziennikarzom prasy, radia i telewizji oraz wszystkim ministerstwom wraz z zaproszeniem do udziału w seminarium 
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów p. t. MARKOWE GWARANCJE JAKOŚCI ZDROWOTNEJ, 
które odbyło się w październiku 1997r. 
W tekście zaproszenia wyraziliśmy następujące przekonanie:
"rolę gwarantów jakości zdrowotnej muszą przyjąć na siebie wytwórcy produktów markowych. Szczególna odpowiedzialność spada na wytwórców mleka, serów, jogurtów itd., którzy powinni udowodnić, że ich produkty nie zawierają rakotwórczych dioksyn w wyniku pozyskiwania mleka od krów wypasanych na skażonych terenach" 

DIOKSYNY RAKOTWÓRCZE SUBSTANCJE W ŻYWNOŚCI

10 lipca 1976r. w pobliżu włoskiej miejscowości Seveso w Lombardii doszło do eksplozji w miejscowej fabryce chemicznej należącej do grupy Roche. Skażeniu substancjami chemicznymi, w tym dioksynami, uległ teren otaczający zakład zamieszkały przez kilkadziesiąt tysięcy osób. W ciągu następnych dni i tygodni mieszkańcy okolic zaczęli zgłaszać chemiczne oparzenia i ciężkie choroby skóry z objawami ogólnymi. Po dwudziestu latach Roche przyznaje, że wśród osób eksponowanych na dioksyny pojawiły się zachorowania na nowotwory złośliwe. Dotychczas firma wypłaciła tytułem odszkodowania ponad 70 mln franków szwajcarskich, monitorowanie zdrowia mieszkańców Lombardii i stosowne działania pochłonęły 20 mln. 

Dioksyny to zbiorcza nazwa setek związków chemiczych z grupy chlorowanych węglowodorów. TCDD (truciznę z Seveso) zalicza się do najgroźniejszych substancji skażających środowisko, jest uznana za super - truciznę (1 000 razy bardziej trująca od cyjanku potasu). Jedna milionowa część grama TCDD zabija świnkę morską. Pozostałe dioksyny zawierające chlor w pozycjach 2, 3, 7 i 8 cząsteczki uznaje się za mniej toksyczne. Wśród pokrewnych związków są furany, polichlorodwufenyle (PCB) i in. Ich stężenia mnoży się przez współczynnik odzwierciedlający ich względne toksyczności, aby podać ogólną zawartość dioksyn i związków pokrewnych w postaci Ekwiwalentu Toksycznego (TEQ). 
Dioksyny powodują powstawanie raka, uszkadzają odporność, niszczą ważne składniki układu hormonalnego - estrogen, testosteron, insulinę, hormony tarczycy. Są odpowiedzialne za częste występowanie endometriozy, raka jądra, raka piersi, wad rozwojowych męskich narządów płciowych, obniżenie liczby plemników i bezpłodność. 

W wielu krajach doprowadzono do utrzymywania się dziennego spożycia dioksyn na poziomie jednego - dwóch pikogramów TEQ na kilogram wagi ciała. Jeden pikogram to jedna bilionowa część grama. Dzienne spożycie dioksyn i związków pokrewnych na poziomie 3 - 6 pikograma TEQ na kilogram wagi ciała wiąże się z ryzykiem jednego zachorowania na raka w zakresie od tysiąca do dziesięciu tysięcy osób narażonych. Jest to najwyższe ryzyko dotyczące populacji generalnej, z wyjątkiem ekspozycji zawodowych. W krajach cywilizowanych za dopuszczalne ryzyko związane z konkretnym czynnikiem rakotwórczym przyjmuje się jedno zachorowanie na raka na milion narażonych na ten czynnik. W Niemczech przyjęto następujące dawki dzienne (w pikogramach na kg wagi ciała): norma prewencyjna - 1, norma dla przeciwdziałania zagrożeniu zdrowia - 1 - 10, norma interwencyjna - 10. Przy przekroczeniu normy prewencyjnej wprowadza się ograniczające emisję szeroko zakrojone programy, a przy przekroczeniu normy interwencyjnej - podejmuje działania doraźne. 
Dioksyny powstają podczas rozmaitych procesów spalania, zwłaszcza w spalarniach odpadów komunalnych, szpitalnych i chemicznych. Ich źródłem są także spaliny ze zużycia benzyny ołowiowej z dodatkiem 1,2-dwuchloretanu i 1,2-dwubromoetanu. Powstają przy odzysku metali, przetapianiu złomu i surowców wtórnych, w odlewnictwie, przemyśle hutniczym. Są niepożądanymi produktami ubocznymi przy wytwarzaniu i stosowaniu substancji chemicznych zawierających chlor. Źródłem skażenia są też zakłady papiernicze (wybielanie papieru chlorem). 

Ogólnie emisję dioksyn w Niemczech Zachodnich szacuje się na 100 - 1 000 g TEQ na rok, 100 - 200 g Szwecji, 1 000 g w Holandi i 4 000 g w Wielkiej Brytanii. W USA - 9 300 g TEQ na rok. Wstępne badania przeprowadzone w Europie Zachodniej i USA wykazały, że średnio odkłada się w glebie i roślinach 1 nanogram TEQ na metr kwadratowy w ciągu roku na terenach mało zaludnionych i 2 - 6 nanograma na terenach zamieszkałych. 
(1 nanogram to jedna miliardowa część grama). 

Dioksyny są obecne w środkach spożywczych głównie pochodzenia zwierzęcego, zwłaszcza zawierających tłuszcz, w tym głównie w mleku krowim i produktach mleczarskich (twarogi, sery, jogurty itp.) Słabo rozpuszczalne w wodzie pojawiają się w osadach dennych, skąd z mięsem ryb dostają się do organizmu człowieka. Przechodzą do żywności z kartonowych opakowań. 

W USA ustalono, że 97% dioksyn dostaje się do organizmu człowieka z mięsem wołowym, produktami mleczarskimi, mlekiem, drobiem, wieprzowiną, mięsem rybim, jajami. Reszta ulega wchłonięciu głównie drogą oddechową. Dzieci w życiu płodowym oraz karmione piersią pobierają duże ilości dioksyn z organizmu matki, o ile nie chroniła się ona przed spożyciem produktów zawierających dioksyny i substancje pokrewne na wiele lat przed zajściem w ciążę. 
Już w 1989r. Ministerstwo Rolnictwa Wielkiej Brytanii podjęło badania mleka na obecność dioksyn, analizując próby pochodzące od krów wypasanych w rejonach uprzemysłowionych (miejskich) i z dala od emisji przemysłowych. Wybrano do badań mleko krowie, ponieważ krowy są wypasane na stosunkowo dużej powierzchni gruntu i każda dioksyna obecna w trawie zjedzonej przez krowy ulega koncentracji w tłuszczu mleka. Mleko i produkty mleczarskie są bardzo ważnymi środkami spożywczymi z uwagi na wielkość spożycia i wartości odżywcze. 

Badania prowadzi się wokół potencjalnych źródeł dioksyn: spalarni odpadów komunalnych, szpitalnych i przemysłu chemicznego, elektrowni spalających węgiel, wysypisk śmieci, hut złomu, wytwórni chlorowanych substancji chemicznych i cementowni. W przypadku przekroczenia dopuszczalnych norm nie dopuszcza się do obrotu skażonych produktów. Równocześnie podjęto prace nad wyeliminowaniem źródeł skażenia środowiska dioksynami poprzez nałożenie ostrych wymagań sanitarnych na spalarnie odpadów komunalnych. Np. w próbach mleka pobranych w 1995r. z hodowli rejonie Huddersfield stwierdzono podwyższony poziom dioksyn. Największe potencjalne źródło dioksyn w tym czasie stanowiła spalarnia śmieci komunalnych Vine Street. Spalarnia została zamknięta 1. grudnia 1996r., gdyż nie dotrzymywała nowych standardów emisji dioksyn - 1 nanogram TEQ w metrze sześciennym. 
Również w innych krajach prowadzi się intensywne badania mające na celu chronę ludzi przed zagrożeniem dioksynami. Dotyczą one m. in. dioksyn i substancji pokrewnych w tłuszczu mleka. 

Poniżej przykładowo podano wyniki tych badań w nanogramach (miliardowych częściach grama) TEQ na kilogram tłuszczu mleka: 

Wielka Brytania - wypas na terenach nieuprzemysłowionych        1,1    - 1,5
Wielka Brytania - wypas na terenach miejskich i uprzemysłowionych  3,0   - 7,1
Niemcy - wypas na terenach uprzemysłowionych      0,76 - 2,6
Hiszpania - wypas na terenach nieuprzemysłowionych      0,67 - 2,0
Finlandia - butelki szklane       1,2
Hiszpania - butelki szklane.      3,8

DIOKSYNY
RAKOTWÓRCZE SUBSTANCJE W ŻYWNOŚCI

Czym jest Ekologiczna Mapa Polski?
 

Poniżej wystąpienie programowe wygłoszone podczas szóstej konferencji Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów w 2003r.
VI - Ekologiczna konferencja Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów pod nazwą "Zdrowy Polak, czyli zdrowie z gór"
16 grudnia 2003r., Warszawa

Zbigniew Hałat 
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
 założyciel Instytutu Wody 

Ekologiczna Mapa Polski w Europie
 receptą dla konsumentów, drogowskazem dla inwestorów

W przededniu akcesji Polski do Unii Europejskiej wiarygodnej odpowiedzi wymaga pytanie decydujące o powodzeniu bądź upadku firm sektora spożywczego: czy ochrona zdrowia konsumentów polskich produktów dotrzymuje wysokich wymagań wspólnotowych?  Argumenty za i przeciw już są wykorzystywane w walce politycznej i handlowej, rzadko jednak bywają rzeczowe, a nigdy - oparte o rzetelną analizę danych. Szczególnie ostry spór dotyczy warunków ekologicznych produkcji żywności i napojów. W jednych wypowiedziach Polska jawi się jako kraj naturalnej - niemal pierwotnej czystości, w innych pobrzmiewają reminiscencje ocen skażenia sprzed zaledwie dziesięciu lat, kiedy to Polskę ogłoszono terenem katastrofy ekologicznej.  Ekologiczna Mapa Polski w opracowaniu zespołu ekspertów Medycznego Centrum Konsumenta przedstawia zróżnicowanie wybranych parametrów jakości sanitarnej wody, gleby i powietrza oraz demograficznych w układzie 16 województw, z odniesieniami międzynarodowymi i komentarzem. Celem wykazania różnic wewnątrzwojewódzkich dąży  się do wyznaczenia strefy naturalnej i strefy skażonej - rozdzielonych strefą pośrednią. 

Podczas siódmej wielodyscyplinarnej konferencji stu specjalistów WODA ZDROWA I BEZPIECZNA, Nowy Targ, 16-18. października 2003r., pod nazwą "CENA WODY NA TLE EKOLOGICZNEJ MAPY POLSKI", zorganizowanej przez Instytut Wody wspólnie z władzami stolicy Podhala, eksperci Medycznego Centrum Konsumenta przedstawili najnowszą ocenę jakości zdrowotnej wody w Polsce, odnosząc się do pogłębiającej się przepaści pomiędzy zapisami ustaw i przepisów wykonawczych a realną możliwością ich wyegzekwowania w strefach skażenia ekologicznego. Za główny punkt odniesienia przyjęto wysoki poziom ochrony zdrowia konsumenta, egzekwowany stanowczo w Unii Europejskiej, a tym samym decydujący o powodzeniu bądź upadku wytwórców żywności i napojów.  W przededniu akcesji Polski do Unii Europejskiej udostępniono konsumentom i podmiotom inwestującym w przemysł spożywczy Ekologiczną Mapę Polski, która w przejrzysty sposób pozwala ocenić stopień czystości lub zanieczyszczenia środowiska a tym samym jego potencjału dla rodzimej produkcji spożywczej.  Celem wykazania różnic wewnątrzwojewódzkich w wybranym regionie dąży się do wyznaczenia strefy naturalnej i strefy skażonej - rozdzielonych strefą pośrednią. Jest to szczególnie ważne w przypadku województwa śląskiego - regionu wskutek uśredniania statystycznego pozornie w całości wyeliminowanego z produkcji żywności i napojów. Rzeczywista sytuacja regionu jest jednak inna. W centrum istotnie rejestruje się najwyższe poziomy zanieczyszczeń, ale za to rozległe obszary Beskidów zawierają niezwykle cenne - nieskażone - zasoby podstawowego składnika pożywienia człowieka, jakim jest woda. 

Sytuacja w województwie śląskim: wyznaczone tu granice stref zmuszają do dokładniejszego przyjrzenia się brunatnej plamie, niekorzystnie wyróżniającej województwo śląskie na tle Polski tak np. co do całkowitej emisji kadmu (kraj 50 385 kg, woj. śląskie 8 790 kg), rtęci (kraj 25 581 kg, woj. śląskie 4 394 kg), liczby zakładów szczególnie uciążliwych emitujących zanieczyszczenia a przy tym nie posiadających ani strefy ochronnej, ani wyników pomiarów imisji. I choć wszystkie zakłady województwa śląskiego emitują 1/5 zanieczyszczeń pyłowych wytwarzanych w całym kraju, to rozpiętość pomiędzy pierwszymi na liście najbardziej zagrożonych powiatów leżących w centrum Śląska (miasto Rybnik, powiat rybnicki, powiat mikołowski) a powiatem najbardziej czystym w wyznaczonej strefie naturalnej, którym jest powiat żywiecki, jest odpowiednio 40, 18 i 12 krotna! Do następstw takiego stanu rzeczy należy zaliczyć fakt, że powiat mikołowski należał w 1999r. do 4 powiatów o najwyższej w Polsce umieralności na nowotwory - ponad 300 na sto tysięcy mieszkańców. Przy dominujących wiatrach zachodnich poważnie zagrożone jest zdrowie mieszkańców powiatów nie tylko emitujących najwięcej zanieczyszczeń, lecz także przylegającego bezpośrednio do centrum strefy skażonej miasta Tychy i powiatu tyskiego. O perspektywach produkcji żywności i napojów w strefie skażonej muszą zadecydować wyniki badań gleb na obecność metali ciężkich. Procentowy udział gleb w stopniach zanieczyszczenia II - V, czyli o zawartości wyższej niż naturalna (0) i podwyższona (I) w całym województwie śląskim w przypadku ołowiu sięga niemal 9,75% (w kraju wynosi 0,67%), a w przypadku kadmu aż 21,%, przy średniej krajowej 1,60%. 

Trzeba jednak z całą mocą podkreślić, że tak wysoki poziom zanieczyszczenia środowiska jest ograniczony do nielicznych stref skażonych, zaś ogromne połacie kraju należą do stref pośrednich, a nawet naturalnych. 

Polska racja stanu wymaga zapoznania z tymi faktami krajowej i zagranicznej opinii publicznej. Wywierana na nas presja konkurencji wykorzystuje przymus stosowania kosztownych technologii do uzdatnienia surowców pozyskiwanych ze stref skażonych, a pomija przy tym najważniejszą dla konsumenta cechę żywności i napojów - wysoką jakość zdrowotną produktów opartych o czyste surowce ze strefy naturalnej. Z tego powodu ogólnopolskie Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów z siedzibą w Warszawie zwróciło się do uczestników międzynarodowej konferencji "Rola społeczeństwa obywatelskiego w ochronie przyrody - przygotowanie do wejścia do Unii Europejskiej” - “Przyroda i człowiek, polityka i ekonomia”, Sejm RP, 20. listopada 2003r., o skierowanie do władz Polski i Unii Europejskiej wezwania do odrzucenia katastrofalnej dla przyrody i człowieka polityki i ekonomii opartej o priorytet forsownego uzdatniania surowców pozyskiwanych ze stref skażonych Europy w miejsce ochrony i poboru w strefach naturalnych zasobów czystych, w szczególności wodnych - będących głównym składnikiem żywności i napojów niezawodnie gwarantujących konsumentom bezpieczeństwo i zdrowie. W naszym przekonaniu społeczeństwo obywatelskie ma pełne prawo korzystać z lekarskiej recepty na wybory konsumenckie, a przy tym drogowskazu dla inwestorów, w postaci Ekologicznej Mapy Polski i innych krajów Europy, a władze publiczne mają obowiązek wybór ten umożliwić. 

Celem VI - Ekologicznej konferencji ogólnopolskiego Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów jest budowanie koalicji marek ze stref naturalnych, w szczególności górskich, wspieranych przekazami Ekologicznej Mapy Polski z dziedziny zdrowia środowiskowego i popularnością kultury góralskiej Podhala i Żywiecczyzny. Konferencja zwróci uwagę konsumentów jednolitego rynku europejskiego na wartościowe zasoby wodne, które znajdują się w Beskidach i wymagają starannej ochrony z wykorzystaniem argumentów nie tylko prawnych i etycznych, lecz także ekonomicznych. W związku z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej należy oczekiwać, że nastąpi dynamiczny rozwój tych przedsiębiorstw, które gwarantują konsumentom jakość zdrowotną swoich produktów opartych o czyste surowce ze stref naturalnych. 

Co dalej?

3. sierpnia 2004 podczas konferencji prasowej w Rzeszowie Międzynarodowa Koalicja Dla Ochrony Polskiej Wsi, kierowana przez cieszącą się światowym uznaniem działaczkę ekologiczną – panią Jadwigę Łopatę, ogłosiła powstanie pierwszych w Polsce stref wolnych od GMO. Pełna lista zawiera nazwiska 13 właścicieli gospodarstw w 8 podkrakowskich  wsiach (Stryszów, Stronie, Łękawica, Zawoja, Czaniec, Niedźwiedź, Wieprz i Meszna) oraz całej gminy
Chmielnik pod Rzeszowem. W ten sposób doszło do poszerzenia Ekologicznej Mapy Polski o kolejny komponent. Niestety, tak jak w  zakresie wielu innych spraw w naszym kraju, jest jeszcze ogrom pracy do wykonania. Oto w Austrii 8 z 9 prowincji zadeklarowało się jako strefy wolne od GMO, we Włoszech prawie 80% całego kraju, w Grecji 44 z 54 prefektur, a Anglii 45 regionów reprezentujących 14 ml ludzi. A przecież jest to jedynie sprawa deklaracji producentów żywności, którzy są świadomi korzyści, jakie płyną z zaspokojenia naturalnego zapotrzebowania konsumentów na pożywienie dlatego bezpieczne, że pochodzące ze stref nieskażonych, w tym przypadku wytworami inżynierii genetycznej. Rzetelna ocena wymagałaby jednak wiarygodnego monitoringu nasion, upraw i roślin autochtonicznych, a w zakresie innych skażeń biologicznych oraz skażeń chemicznych i radiologicznych - także wód powierzchownych i podziemnych, gleb, roślin uprawnych oraz zwierząt hodowlanych i stanowiącej naturalne tło ekologiczne dzikiej flory i fauny. Tak udokumentowana Ekologiczna Mapy Polski mogłaby stanowić światową wizytówkę polskiej żywności pochodzącej ze stref naturalnych, ale - niestety -ujawniłaby też rozmiary nagromadzonych przez lata i dopiero narastających problemów wyznaczających nieuświadomione rolnikom i konsumentom strefy skażone wokół dróg, fabryk, hut, hałd, tlących się legalnych i nielegalnych wysypisk odpadów, mogilników, zatopionej i zakopanej broni, wylewisk wyciekłego paliwa, pokątnych i eksperymentalnych upraw transgenów.

Marsz konsumentów ku zdrowiu trzeba zacząć od pierwszego kroku. Jak każdy.
 



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA