|
Minister Rolnictwa i jego rada
jak zwykle wiedzą lepiej
PAP: GMO nie stanowi zagrożenia
Eksperci biorący udział w czwartkowym spotkaniu Rady Gospodarki Żywnościowej
przy ministrze rolnictwa uważają, że uprawy modyfikowane genetycznie (GMO)
nie stanowią żadnego zagrożenia dla zdrowia człowieka. W naszym kraju dotychczas
nie ma takich upraw, jednak ich pojawienie jest już możliwe w przyszłym
roku.
Wiceminister rolnictwa Jerzy Pilarczyk poinformował, że produkcja odmian
roślin modyfikowanych genetycznie, a zwłaszcza uprawa kukurydzy, napotyka
protesty ze strony różnych gremiów w Polsce. Jednak ten negatywny stosunek
do GMO nie jest - jak zaznaczył - poparty żadnymi dowodami o szkodliwości
wykorzystywania takiej żywności.
Zdaniem wielu działaczy samorządowych, genetycznie modyfikowana żywność
stanowi zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz środowiska naturalnego,
dlatego domagają się wprowadzenia stref wolnych od takich upraw.
Zdaniem Pilarczyka, nie jest możliwe uniknięcie produkcji roślin GMO,
ale jednocześnie przyznał, że ich uprawa powinna być pod kontrolą.
Jak powiedział, prawdopodobnie już w przyszłym roku pojawi się w Polsce
zmodyfikowana kukurydza. Dodał, że taka kukurydza może być swobodnie uprawiana
na terenie UE od 2004 roku. Polska poprosiła o czasowy zakaz uprawy z powodu
braku odpowiednich przepisów regulujących uprawę GMO.
Obecnie ustawa o GMO jest w uzgodnieniach miedzyresortowych. Przepisy
sa przygotowywane przez ministerstwo środowiska.
Prezes Izby Paszowo-Zbożowej Bohdan Judziński poinformował, że na świecie
obecnie uprawianych jest 80 mln ha genetycznie zmienionej soi, kukurydzy,bawełny
i rzepaku. Najważniejszą uprawą GMO jest soja, którą uprawia się na ok.
48 mln ha, i kukurydza - 20 mln ha. Największym producentem są Stany Zjednoczone
(50 mln ha), Argentyna (16 mln ha) i Kanada (5,5 mln ha). W Polsce obecnie
nie produkuje się zmodyfikowanej żywności, ale to nie znaczy, że nie ma
jej w obrocie. Od 2002 roku do Polski trafia zmodyfikowana
śruta sojowa, która jest wykorzystywana do produkcji pasz - zaznaczył
Judziński. Jak wyjaśnił, taka śruta jest o mniej więcej 10 proc. tańsza
(tj. o 90 zł/t), a to jest argument, który zachęca do jej kupowania. W
2004 roku Polska sprowadziła ok. 1,5 mln ton śruty, z czego 1,4 mln ton
stanowiła śruta sojowa.
W opinii Judzińskiego, import śruty sojowej jest koniecznością, gdyż
Polska ma duży niedobór białka na cele paszowe, którego nie można pokryć
w inny sposób.
Jak podkreślił prezes, śruta jest importowana na podstawie zezwolenia
ministra środowiska z 2002 roku (który w Polsce odpowiada za uprawy GMO).
"Gdyby minister miał dziś wydać takie zezwolenie, byłoby dużo więcej
oporów ze względu na niekorzystny klimat dla produkowania i wykorzystywania
żywności modyfikowanej genetycznie - dodał.
Prof. Andrzej Anioł z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie
powiedział, że szukanie nowych technologii upraw w warunkach globalizacji
produkcji jest koniecznością. Modyfikacja roślin ma prowadzić do podwyższenia
ich odporności na herbicydy (środki chwastobójcze) oraz na niektóre owady
pasożytnicze, a to zaowocuje zwiększeniem plonów.
W polskich warunkach najbardziej możliwa jest modyfikacja kukurydzy,
rzepaku oraz buraków cukrowych. Według szacunkowych ocen ekspertów, w wyniku
zastosowania takich odmian plony np. buraków mogą wzrosnąć w przyszłości
nawet o 15-30 proc., a rzepaku o 15-20 proc. Anioł, będący jednocześnie
przewodniczącym Rady ds. GMO przy ministrze
środowiska, podkreślił, że rośliny są i tak od dawna modyfikowane poprzez
tworzenie różnego rodzaju krzyżówek. Modyfikacja genetyczna polega jedynie
na wszczepianiu roślinom cech, które są korzystne. "Jest to metoda znacznie
bezpieczniejsza niż metody stosowane kilkanaście lat temu" - powiedział
profesor.
Prezes Polskiej Federacji Biotechnologii prof. Tomasz Twardowski uważa,
że genetyczna modyfikacja roślin jest szansą dla rozwoju wielu upraw i
wykorzystaniu ich np. do celów energetycznych. Jego zdaniem, powierzchnia
upraw GMO na świecie będzie rosła - UE na razie do produkcji takich roślin
odnosi się sceptycznie, choć po wykonaniu wielu
badań nie stwierdzono, żeby były one niebezpieczne dla zdrowia. Zdaniem
Twardowskiego, konieczne jest stworzenie takich ram prawnych, by była możliwość
koegzystencji trzech rodzajów rolnictwa: intensywnego - przy stosowaniu
środków chemicznych, ekologicznego oraz rolnictwa opartego na biotechnologii. |