KOALICJA MAREK ZIEM GÓRSKICH

materiały prasowe i fotografie dokumentujące genezę stowarzyszenia
i pierwsze kroki organizacyjne


 23 grudnia b.r.
w dzienniku "Rzeczpospolita" (Nasza Ziemia)
ukazał się artykuł "Woda receptą":







 


 


 
 

VI – Ekologiczna Konferencja ogólnopolskiego
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów

"ZDROWY POLAK, CZYLI ZDROWIE Z GÓR"



 
 
 
 

Spotkanie członków-założycieli 
Koalicji Marek Ziem Górskich 
powstałej w dniu 16 grudnia 2003 roku w Warszawie podczas konferencji 
pod hasłem
„Zdrowy Polak czyli zdrowie z gór”
odbyło się dniu 16 lutego 2004 roku 
w pensjonacie „Nad Sołą”
w Żywcu przy ulicy Tetmajera 75.

 

 
 
 


 
 
 
 
 


 
 
 
 


 
 


 


 
 


 
 
 
 



 
 

"Dziennik Polski", 27. lutego 2003r.

Food of... baca

ADAM MOLENDA

Nie ma chyba górala, który będąc na wakacjach w Suwalskiem nie spróbowałby kindziuka. Mieszkaniec Suwalszczyzny na nartach w Bukowinie Tatrzańskiej z pewnością sięgnie po bryndzę.

- Moi znajomi wrócili z Anglii zdegustowani - opowiada Michał Węgrzyn, koordynator systemu jakości w Zakładzie Produkcji Jogurtów Magda w Szaflarach. - Wstawili kupione tam w sklepie mleko na kwaśne. Czekali, czekali i czekali... bezskutecznie. Nie zsiadło się!

 Polska żywność wchodzi do Europy w nerwowej atmosferze. Po pierwsze, ponoć nie będziemy konkurencyjni. Po drugie, Zachód chce nas rzekomo "załatwić" normami sanitarnymi. Po trzecie, Komisja Europejska nie zezwoliła na prowadzenie kampanii reklamowych nadwiślańskich wiktuałów pod hasłami: "Teraz Polska", "Polska zdrowa żywność" itp.

 W zeszłą środę na spotkanie założycielskie Izby Produktu Regionalnego w Warszawie przyszło kilkuset zaniepokojonych przyszłością producentów. Dwa dni wcześniej, w Żywcu, spotkała się Koalicja Marek Ziem Górskich. Liderem stowarzyszenia, w skład którego wchodzą nawet niewielkie piekarnie, są... Browary Żywiec SA. Świadczy to najlepiej, że idące wielkimi krokami nowe w postaci wspólnego europejskiego rynku budzi taki sam niepokój u krajowych potentatów jak drobnych rzemieślników.

Byt według mapy

Nadzieje na robienie żywnościowego biznesu przez producentów z Beskidów i Podhala wynikać mają z wybitnych walorów miejsc, w których żyją i pracują. Medyczne Centrum Konsumenta z Warszawy opublikowało właśnie pierwsze w historii opracowanie pod nazwą: Ekologiczna Mapa Polski.

 - Ma ona posłużyć odpowiedzi na pytanie, czy polskie produkty mogą sprostać wysokim wymogom jakościowym stawianym przez normy UE - wyjaśnia dr Zbigniew Hałat, szef centrum.

 Ranking województw, z punktu widzenia natężenia kilkunastu skażeń oraz zjawisk chorobowych wśród mieszkańców, prezentuje się zastanawiająco. Negatywnie wyróżniają się obie ziemie śląskie, jednak w innych częściach kraju również bywa niedobrze. Emisja zanieczyszczeń gazowych powietrza największa jest w Łódzkiem. Małopolska zajmuje drugie miejsce w skażeniu gleby ołowiem, cynkiem i kadmem. Na pociechę dodajmy, iż jest ono kilkakroć mniejsze niż na Górnym Śląsku. Mazowieckie przoduje w odprowadzaniu do wód i ziemi nieoczyszczonych ścieków przemysłowych i komunalnych.

 Biorąc pod uwagę statystykę zgonów spowodowanych chorobami układu krążenia oraz nowotworami, nie warto mieszkać w województwach mazowieckim i śląskim. Na Dolnym Śląsku zdarzają się najczęstsze zgony niemowląt.

 Sumując najrozmaitsze wskaźniki EMP, Małopolska lokuje się w okolicach średniej, ale co do długości życia mieszkańców jest bardzo dobrym miejscem do zamieszkania. Wprawdzie kobiety żyją średnio najdłużej w Podlaskiem, ale u nas zaledwie o rok krócej. Co do mężczyzn, Małopolanie są najbardziej długowieczni w kraju!

Żywe tablice Mendelejewa

W ubiegłym roku Margot Walstrom, komisarz UE zajmująca się ochroną środowiska oraz zdrową żywnością, zawitała do jednego z instytutów badawczych z prośbą o przebadanie jej organizmu na obecność toksyn. Okazało się, iż w ustroju owej eleganckiej pani krąży mnóstwo substancji chemicznych, z tego aż 50 w stężeniach przekraczających normy!

 Naukowcy przestrzegają, iż nie ma już prawie żywności nieskażonej, więc rzecz w tym, by jeść zanieczyszczoną jak najmniej. I w tym rolnicy oraz producenci z naszych gór upatrują swojej największej szansy, naśladując choćby Austriaków, którzy znakomicie potrafią wykorzystywać unijne fundusze na rzecz terenów górskich. Polityka rolna UE, polegająca na systemie dopłat do upraw i hodowli bądź rekompensatach za ich... zaniechanie, ma na celu nie tylko wspieranie obszarów wiejskich. Chodzi również o stymulowanie wytwarzania żywności w miejscach, gdzie woda, powietrze i gleba są czyste.

 - Oceniając Żywiecczyznę z punktu widzenia aspiracji do zagłębia turystyki i zdrowej żywności, dobitnie widać, że przynależność do województwa śląskiego będzie nam szkodzić - mówi jeden z samorządowców. - Proszę spojrzeć na mapę ekologiczną Polski. Nasz powiat zamalowany jest na niej ciemną plamą, oznaczającą w ekologii wszystko, co najgorsze. Tym samym budzi skojarzenia identyczne jak Rybnik czy Dąbrowa Górnicza, czyli najczarniejszy Śląsk!

 W broszurce EMP, jeśli dobrze poszukać, można jednak znaleźć dane pozytywnie przedstawiające ziemię żywiecką. Jest krystalicznie czysta w porównaniu nawet z sąsiednimi powiatami wspólnego województwa. Obecność pyłów w atmosferze jest tu 40-krotnie mniejsza niż w centrum GOP.

Bystro wodzicka

- Sądzę, że szansą regionów podgórskich jest tworzenie wyróżniających się "ośrodków swojszczyzny" - przekonuje senator Franciszek Bachleda-Księdzulorz. - Zważywszy na wyrazisty folklor oraz potrawy i wyroby regionalne, nie będzie to trudne, przynajmniej na początku. Trzeba jednak zbudować system organizacyjny pozwalający przebić się naszym wyrobom na rynek, zagraniczny również.

 Podhale i Żywiecczyzna zaczynają ostatnio ściśle ze sobą współpracować. Zaczęło się od wspólnych starań o wyłączność na produkcję oscypka, ale oba regiony chcą pójść znacznie dalej. Kiedy w grudniu minionego roku oba powiaty współorganizowały w Warszawie konferencję pod hasłem: "Zdrowy Polak, czyli zdrowie z gór", był to prawdziwy festiwal nie tylko góralskiego folkloru, ale również regionalnych potraw.

 - Sam zostałem pozytywnie zaskoczony mnogością wypieków, wyrobów wędliniarskich oraz wymyślnych dań, które mają do zaoferowania wytwórcy z Beskidów i Tatr - wspomina Antoni Szlagor, burmistrz Żywca. - Są to wyroby bardzo dobrej jakości i myślę, że prezentowane pod szyldem żywności z gór mogą robić furorę.

 Jednym z forsowanych przez koalicję haseł, które mają w szczególny sposób zachęcać konsumentów do artykułów spożywczych, powstających w okolicach Nowego Targu oraz Żywca, jest czystość tutejszej wody używanej zarówno do picia, jak i produkcji napojów, pieczywa, produktów masarskich itp. Kiedy Marek Fryźlewicz, burmistrz Nowego Targu, przypomina stare góralskie powiedzenie, iż w jego mieście "jest koniec chleba, a początek wody", trudno w tym nie dostrzegać również współczesnej symboliki.

 Żywiecki przedsiębiorca Józef Słowik proponuje ostatnio w tej dziedzinie dwa interesujące przedsięwzięcia. Po pierwsze, produkuje trunek pod nazwą "Wódka Żywiecka". Drugi pomysł, który zrodził się we współpracy z warszawskim Instytutem Wody, wygląda trochę, jak zapożyczony z... Sahary.

Czy UE to kupi?

Woda z Żywca dla Europy - "Euro-Water Żywiec" to zamierzenie biznesowe o wielkich ambicjach. Usiłuje wykorzystać negatywne konsumenckie doświadczenia oraz lęki. Mieszkańcy dużych aglomeracji, zrażeni smakiem i zapachem cieczy serwowanej im w kranach, ratują się jak mogą. Weekendowym ceremoniałem tysięcy rodzin z Krakowa czy Górnego Śląska jest wyprawa z kanistrami do naturalnych źródełek na przedgórzu, w górach czy Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Badanie oraz oznaczanie takich miejsc jako serwujących wodę nienadającą się do picia nie przynosi rezultatów, co obrazuje siłę ludzkiego strachu przed trucizną w szklance herbaty.

 Afery z podróbkami wody mineralnej renomowanych firm oraz wysoka cena domowych filtrów skłaniają nas do wiary, że najzdrowsze jest to, co wypływa bezpośrednio z ziemi. Euro Water-Żywiec chce trafić w te oczekiwania i zamierza przygotować 400 punktów sprzedaży wody w całej Polsce. Cena będzie wynosiła 20 groszy za litr.

 - Idea polega na przeniesieniu źródeł do miast. Niebawem zaoferujemy wodę z naturalnych, szczegółowo przebadanych i atestowanych górskich ujęć - relacjonuje prezes Słowik. - Transportowana będzie w cysternach ze stali nierdzewnej, w niezmiennej temperaturze, do punktów dystrybucji. Dopiero tam, krótko przed spożyciem, przelejemy ją do pojemników, z którymi przyjdzie klient albo do naszych własnych. Będzie to również alternatywne źródło wody w sytuacjach kryzysowych.

 W statucie Koalicji Marek Ziem Górskich zapisano wzięcie pod swoje skrzydła również producentów z Alp lub Andów, ale naszych krajowych wytwórców czeka najpierw zderzenie z tamtejszą konkurencją. Pomijając kwestię smaku, zachodnia branża wiktuałów regionalnych jest znacznie lepiej zorganizowana, a co najważniejsze, ma już za sobą etap proceduralny.

 - Obserwuję u polskich producentów żywności lęk przed normami UE - mówi Marek Moc, właściciel firmy "Kuchnia Rzepichy" w Jeleśni. - Tymczasem wymogi są, jakie są i trzeba je spełnić. Chciałem piec pieczywo ekologiczne w Polsce, więc pojechałem nauczyć się tego do najbardziej renomowanej wytwórni w Niemczech.

 Dziś jeleśniański zakład piekarniczy jest jednym z pięciu w Polsce mających certyfikat UE, w związku z czym może myśleć o eksporcie.

Sytne, bo nase

Sny o potędze góralskich producentów regionalnej żywności nie będą iściły się łatwo. Kuchnia w tatrzańskim czy beskidzkim wydaniu nie jest przez zachodnich Europejczyków łatwo przyswajalna. Francuz, który spożyłby tłusty harnasiowy przysmak, serwowany w jednej z zakopiańskich restauracji, mógłby to przypłacić życiem. Tym bardziej że do przepłukania gardła sięgnąłby z pewnością po wino, a nie setkę "śpyrytusu", jak zalecają właściciele lokalu.

 Z drugiej strony specyfika górskich potraw oraz ich lokalność mogą być atutem. Według ankiety Sopockiej Pracowni Badań Społecznych przeprowadzonej na zlecenie "Rzeczpospolitej" aż 70 proc. polskich konsumentów preferuje towary wyprodukowane w kraju. W przypadku artykułów żywnościowych wskaźnik konsumenckiego "patriotyzmu" jest jeszcze wyższy. Wiedzą o tym zagraniczni właściciele polskich marek, z których żaden nie zdecydował się na zmianę nazwy produktów dobrze zakorzenionych na polskim rynku.

 Ciekawość kulinarna ma swój istotny wymiar w gustach turystycznych. Nie ma chyba górala, który będąc na wakacjach w Suwalskiem nie spróbowałby kindziuka, sękacza lub cepelinów. Z drugiej strony mieszkaniec Suwalszczyzny na nartach w Bukowinie Tatrzańskiej z pewnością sięgnie po bryndzę, zbójnickie jodło i kwaśnicę. I to jest klucz do powodzenia rynków regionalnych.

 Dziś, po kilku latach przyglądania się unijnym wymogom, trzeba sobie powiedzieć, że przystosowanie do nich bacówek jest niemożliwe i... niepotrzebne. Jaki ma sens wykładanie kafelkami drewnianych budek, przy zachowaniu obowiązku... zaokrąglania narożników, żeby można je było łatwiej umyć? Owszem, każdy konsument chce otrzymać żywność wytworzoną według zasad higieny, ale nikt nie będzie budował na Podhalu laboratoriów zamiast gazdówek.

 Za tym, by zbytnio nie szarżować na rynki Europy Zachodniej, przemawia również specyfika tradycyjnej polskiej kuchni, która jest tłusta i słodka. "The Times" informował w ostatnich dniach o brytyjskiej kampanii przeciwko otyłości, polegającej na obciążeniu części wiktuałów "podatkiem od tłuszczu". Restrykcje finansowe mają za zadanie obniżenie popytu m.in. na masło, pełnotłuste mleko oraz wytwarzany z niego nabiał. Tamtejsi rolnicy ekologiczni odbierają to jako kolejny atak supermarketów na... zdrowe, naturalne produkty, ale z dietetykami i fiskusem raczej nie wygrają.

Do dobrej marki

Rynek lokalny jest oczkiem w głowie wytwórców i handlowców regionalnych w Europie Zachodniej. Dotyczy to zwłaszcza obszarów atrakcyjnych wypoczynkowo, gdzie oferuje się usługi agroturystyczne.

 Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC) lansuje obecnie projekt, który przyjął się już w Anglii, Danii i Szwecji. Ma on znamienną nazwę: "Rolnicy Właścicielami Targu - Rolnicy Właścicielami Marki".

 - Idea polega na tym, że tworzy się grupę producencką, złożoną z około stu rolników, którzy razem oferują produkty na targu oddalonym nie dalej niż 70 km, z uwagi na koszty transportu - mówi Jolanta Gielata z ICPPC. - Dla żywności ekologicznej, a więc najwyższej jakości, postaramy się również otworzyć drzwi szkół, szpitali czy restauracji. Bezpośredni związek pomiędzy producentami zdrowej żywności a konsumentami jest gwarancją stałej podaży i popytu. A nade wszystko utrzymywania wysokiej jakości.

 Rozsądne jest zróżnicowanie regionalnej oferty, jak to się dzieje choćby u Stanisławy i Stanisława Łukaszczyków w Poroninie. Oferują oni nie tylko oscypka, inne sery oraz miody, ale także tradycyjne naczynia gliniane i drewniane, elementy ubrań z owczej wełny, wyroby hafciarskie, a nawet obrazy na szkle i ozdoby choinkowe.

 Profesjonalną pomoc w skutecznym marketingu swojszczyzny obiecuje członkom Koalicji Marek Ziem Górskich jeden z jej prezesów Krzysztof Rut, reprezentujący Browary Żywiec SA. Tu jednak trzeba wrzucić kamyk do ogródka przesławnej warzelni. Należący do niej browar w Leżajsku produkuje piwo... Tatra, na puszce z którym znaleźć można aż trzy hasła odwołujące się do góralszczyzny: "Straśnie dobre piwo z nasyk polskik gór", "Poznaj smak prawdziwego góralskiego piwa", "Góralskie piwo zawsze dobrze smakuje".

 Podobną praktykę przyjął krajowy potentat w produkcji źródlanych wód "Żywiec Zdrój", który do butelek z takim właśnie napisem leje wodę ze źródła w... Mirosławcu niedaleko Szczecina. Żeby było śmieszniej, produkt ów jest oferowany także w sklepach Żywca.

 Jak mają się owe praktyki do dobrych obyczajów kupieckich oraz uczciwości wobec klienta? I czy z góry nie przekreślają szansy na przyzwoitą opinię koalicjantów górskich marek?