PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE
JAN KOCHANOWSKI Z CZARNOLASU
 
 

Wstęp
Gdy słońce Raka zagrzewa,
A słowik więcej nie śpiewa...

Panna I
Siostry, ogień napalono
I placu nam postąpiono...

Panna II
To moja nawiętsza wada,
Że tańcuję barzo rada...

Panna III
Za mną, za mną, piękne koło,
Opiewając mi wesoło...

Panna IV
Komum ja kwiateczki rwała,
A ten wianek gotowała...

Panna V
Zwierzęć sie, gromado moja,
Nie mam przed Szymkiem pokoja...

Panna VI
Gorące dni nastawają,
Suche role sie padają...

Panna VII
Prózno cię patrzam w tym kole:
Twoja, miły, rozkosz pole...

Panna VIII
Pracowite woły moje,
Przy tym lesie chłodne zdroje...

Panna IX
Ja płaczę, a żal zakryty
Mnoży we mnie płacz obfity...

Panna X
Owa u ciebie, mój miły,
Me prośby ważne nie były...

Panna XI
Skrzypku, by w tej pięknej rocie
Usłyszeć co o Dorocie...

Panna XII
Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła...


 Pieśń
 Objaśnienia


Wstęp

Gdy słońce Raka zagrzewa,
A słowik więcej nie śpiewa,
Sobótkę, jako czas niesie, 
Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi,
Sypali się ku ogniowi;
Bąki za raz troje grały,
A sady się sprzeciwiały. 

Siedli wszyscy na murawie;
Potym wstało sześć par prawie 
Dziewek jednako ubranych 
I belicą przepasanych. 

Wszytki śpiewać nauczone, 
W tańcu także niezganione
Więc koleją zaczynały 
A pierwszej tak począć dały:

Panna I

Siostry, ogień napalono 
I placu nam postąpiono; 
Czemu sobie rąk nie damy
A społem nie zaśpiewamy?

Piękna nocy życz pogody,
Broń wiatrów i nagłej wody;
Dziś przyszedł czas, że na dworze
Mamy czekać ranej zorze. 

Tak to matki nam podały 
Samy także z drugich miały,
Że na dzień świętego Jana 
Zawżdy sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie, 
Ojcowski rząd zachowajcie: 
Święto niechaj świętem będzie, 
Tak bywało przedtym wszędzie.

Święta przedtym ludzie czcili, 
A przedsię wszytko zrobili;
A ziemia hojnie rodziła,
Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem 
I dniom świętym nie folgujem:
Więc też tylko zarabiamy, 
Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,
Albo zbytnie ciepła każą; 
Co rok słabsze urodzaje, 
A zła drogość za tym wstaje. 

Pracuj we dnie, pracuj w nocy, 
Próżno bez Pańskiej pomocy;
Boga, dzieci, Boga trzeba, 
Kto chce syt być swego chleba.

Na tego my wszytko włóżmy,
A sobą sami nie trwóżmy, 
Wrócą się i dobre lata,
Jeszcze nie tu koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny 
Święćmy jako zwyczaj dawny, 
Niecąc ognie do świtania, 
Nie bez pieśni, nie bez grania!

Panna  II

To moja nawiętsza wada, 
Że tańcuję barzo rada;
Powiedzcież mi, me sąsiady,
Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi się uśmiechacie,
Podobno ze mną trzymacie; 
Postępujmyż tedy krokiem, 
Aleć nie masz, jako skokiem.

Skokiem taniec najsnadniejszy, 
A tym jeszcze pochodniejszy,
Kiedy w bęben przybijają, 
Samy nogi prawie drgają.

Teraz masz czas, umieszli co, 
Mój nadobny bębennico! 
Wszytka tu wieś siedzi wkoło, 
A w pośrzodku same czoło.

Żeby też tu ta nie była,
Która twemu sercu miła?,
Każeszli, wierzyć będziemy
Aleć insze rozumiemy. 

Pomóż oto dobrej rzeczy,
A nasz taniec miej na pieczy;
Owa najdziesz i w tym rzędzie, 
Coć za wszytki płatna będzie.

Ja się nie umiem frasować,
Toż radzę drugim zachować;
Bo w trosce człowiek zgrzybieje 
Pierwej, niż sie sam spodzieje.

Ale gdzie dobra myśl płuży, 
Tam i zdrowie lepiej służy 
A choć drugi zajdzie w lata,
I tak on ujdzie za swata. 

Za mną, za mną, piękne koło,
Opiewając mi wesoło!
A ty sie czuj, czyja kolej, 
Nie maszli mię wydać wolej! 

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,
Opiewając mi wesoło! 
Czuję sie, że moja kolej. .
A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia 
Człowiek ma śmiech z przyrodzenia;
Inszy wszelaki źwierz niemy,
Nie śmieje sie, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,
Kto gardzi Pańskimi dary.
A bodaj miał płakać siła, 
Komu dobra myśl me miła.

Śmiejmy się! Czy nie masz czemu?
Śmiejże się przynajmniej temu,
Że, nie mówiąc nic trefnego,
Chcę po was śmiechu śmieszne
 
 

Wystąp ty, coś ciągnął kota, 
A puść sie na chwilę płota! 
Uchowa cię dziś Bóg szkody, 
Bo tu opodal do wody. 
 
 

Ciągnie go drugi do suszy,
Tobie trzeba aż po uszy;
Nieboże mój, kto cię zbłaźnił, 
Żeś tak srogie źwierzę draźnił? 

Nie znasz ludzi, co przed kotem,
Pierzchają nawiętszym błotem?
A na jego głos straszliwy
Ledwe drugi będzie żywy. 

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę, 
On przedsię ogonem wzgórę;
Zły z nim pokój, gorsza zwada; 
Jeszcze i dziś strach sąsiada.

Czasem też i z dachu spadnie, 
A przedsię na nogi padnie; 
I chłop foremniejszy bywa,
Gdzie kot we łbie przemieszkiwa.

A to jako w nim szacować, 
Że umie i praktykować?
A to tak wieszcza bestyja, 
Że się zawżdy na deszcz myja.

Więc łowiec niepospolity
A w swych sprawach dziwnie

skryty.
K'temu rzadko uśnie w nocy,
Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,
Strzeż wilka wyszczekać z lasu;
A może być i w tym stadzie, 
Co już myśli o zakładzie. 
 

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała, 
A ten wianek gotowała?
Tobie, miły, nie inszemu, 
Któryś sam mił sercu memu.

Włóż na piękną głowę twoję
Tę rozkwitłą pracę moję;
A mnie samę na sercu miej, 
Toż i o mnie sam rozumiej. 

 Żadna chwila ta nie była 
Żebych cię z myśli spuściła; 
I sen mię prace nie zbawi, 
Śpię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie, 
Że mię też masz za co sobie:
Ani wzgardzisz chucią moją,
Ale mi ją oddasz swoją. 

Tego zataić nie mogę,
Co mi w sercu czyni trwogę;
Wszytki tu wzrok ostry mają 
I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,
Niech tej krzywdy nie odnoszę, 
By mię która w to tknąć miała, 
O com sie ja utroskała.

O wszelaką inszą szkodę
Łacno przyzwolę na zgodę;
Ale kto mię w miłość ruszy,
Wiecznie będzie krzyw mej duszy!

Panna V

Zwierzęć sie, gromado moja, 
Nie mam przed Szymkiem pokoja
Za trzewik mi zastępuje, 
A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była.
Dobrze bych Bogu służyła;
Ale ty rad z ludzi szydzisz., 
Zwłaszcza gdy prostaka widzisz.

Tobie to wolno samemu, 
Ale, wierę, nie inszemu; 
Bo ty z tym nadobnie umiesz, 
A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada 
Za tak gładkiego sąsiada?
Podajże jej kęs nadzieje, 
Alić sie już moja śmieje. 

I samam tak głupią była, 
Żem ci też kiedy wierzyła;
Dziś już nic i pókim żywa, 
Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa. 

Ze mną sobie rzecz najdujesz,
Drugiej nogę przystępujesz;
Odpuść mi: silnyś przechyra, 
A ja z takim nie mam mira. 

Nie sprawujże sie przez miarę,
Boć zaś ludzie dadzą wiarę;
A mało sobie poprawisz, 
Że mię w nieprawdzie zostawisz. 

Panna VI 

Gorące dni nastawają, 
Suche role sie padają; 
Polny świercz, co głosu sstaje, 
Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe bydło szuka cienia 
I ciekącego strumienia,
I pasterze, chodząc za niem,
Budzą lasy swoim graniem.

Żyto sie w polu dostawa
I swoją barwą znać dawa,
Iż już niedaleko żniwo:
Miej się do sierpa co żywo!

Sierpa trzeba oziminie, 
Kosa sie zejdzie jarzynie; 
A wy, młodszy, noście snopy,
Drudzy układajcie w kopy!

Gospodarzu nasz wybrany;
Ty masz mieć wieniec kłosiany, 
Gdy w ostatek zboża zatnie 
Krzywa kosa już ostatnie.

A kiedy z pola zbierzemy, 
Tam dopiero odpoczniemy 
Dołożywszy z wierzchem broga; 
Już więc, dzieci, jedno Boga! 

Wtenczas, gościu, bywaj u mnie, 
Kiedy wszystko najdziesz 

w gumnie,
A jeśli ty rad odkładasz,
Mnie do siebie drogę zadasz.

Panna VII

Prózno cię patrzam w tym kole:
Twoja, miły, rozkosz pole;
A raczej źwierz leśny bijesz, 
Niż tańcujesz albo pijesz. 

Ja też, bym nabarziej chciała,
Trudno bym sie zdobyć miała 
Na lepszą myśl; bo po tobie 
Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem
Gdziekolwiek pod gęstym lasem
Użyć z tobą towarzystwa,
Pomogę ja i myślistwa.

Czego miłość nie przywyknie?
Już ja trafię, gdy pies krzyknie, 
Gdzie zajeżdżać zającowi 
Mając charty pogotowi.

A kiedy rzucisz sieć długą, 
Jeslić sie swoją posługą
Ninacz więcej nie przygodzę, 
Niech za tobą smycz psów wodzę!

Żadna gęstwa, żadne głogi
Nie przekażą mojej drogi;
Tak lato jako śrzeżogę 
Przy tobie ja wytrwać mogę!

Albo, mój myśliwcze, tedy 
Pokwap' sie do domu kiedy;
Albo mnie ciężko nie będzie
Ciebie naszladować wszędzie!

Panna VIII

Pracowite woły moje, 
Przy tym lesie chłodne zdroje
I łąka nieprzepasiona, 
Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;
A ja, mając oko wszędzie,
Będę nad wami siedziała 
I tym czasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej, 
Które na łubce obszytej 
Usadzę w nadobne koło
I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka jako młodzieniec,
Nie proś mię nikt o mój wieniec!
Samam go swą ręką wiła,
Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi;
Będzie mi go żal czas długi;
Bo mię zaraz pobrać dano, 
Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,
Wam płyną te chłodne zdroje;
Wam kwitnie łąka zielona,
Kosą nigdy nie sieczona!

Panna IX

Ja płaczę, a żal zakryty 
Mnoży we mnie płacz obfity
Śpiewa więzień okowany 
Tając na czas wnętrznej rany.

Śpiewa żeglarz w cudze strony,
Nagłym wiatrem zaniesiony;
I oracz ubogi śpiewa, 
Choć od pracej aż omdlewa.

Śpiewa słowik na topoli,
A w sercu go przedsię boli
Dawna krzywda; mocny Boże, 
Iż z człowieka ptak być może!

Nadobnać to dziewka była,
Póki między ludźmi żyła; 
Toż niebodze zawadziło,
Bo każdemu piękne miło.
 

Zły a niewierny pohańcze, 
Zbójca własny, nie posłańcze!
Miawszy odnieść siostrę żenie 
Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próżnoś jej język urzynał, 
Bo wszytko, coś z nią poczynał, 
Krwią na rąbku wypisała 
I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie,
Pewnać już sprawa o tobie; 
Nie składaj nic na źwierz chciwy, 
Umysł twój krzyw niecnotliwy. 

Siadaj za stół, jesliś głodzien, 
Nakarmią cię, czegoś godzien;
Już ci żona warzy syna,
Nieprzejednanać to wina.

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki
Obiad i co za przysmaki 
Na twym stole; ach, łakomy, 
Swe ciało jesz, niewiadomy!

A gdy go tak uraczono,
Głowę na wet przeniesiono; 
Temu czasza z rąk wypadła, 
Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy. .
"Coć się zdadzą te potrawy?
To za twą niecnotę tobie, 
Zdrajca mój, synowski grobie!" 

Porwie sie mąż ku niej zatym,
Alić nasz dudkiem czubatym; 
Sama sie w jaskółkę wdała, 
Oknem, łając, poleciała. 

A ona niewinna córa 
Obrosła w słowicze pióra;
I dziś wdzięcznym głosem cieszy, 
Kto się kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje
Niosą insze obyczaje 
Ani w Polszcze jako żywy 
Zjawiły się takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli; 
A by dziś nie ludziom k'woli, 
Co śpiewam, płakać bych miała, 
Acz me pieśni płacz bez mała. 

Panna X 

Owa u ciebie, mój miły,
Me prośby ważne nie były; 
Próżnom ja łzy wylewała
I żałośnie narzekała.

Przedsięś ty w swą drogę jechał,
A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał
W ciężkim żalu, w którym muszę
Wiecznie trapić moję duszę.

Bodaj wszytkich mąk skosztował
Kto naprzód wojsko szykował 
I wynalazł swoją głową
Strzelbę srogą, piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy.
Szukać śmierci przez bój krwawy.
A ona i tak człowieczy
Upad ma na dobrej pieczy. 

Przynamniej by mi w potrzebie 
Wolno stanąć wedla ciebie; 
Przywykłabych i ja zbroi, 
Bodaj przepadł, kto sie boi!

Jednak ty tak chciej być śmiałym, 
Jakoby się wrócił całym;
A nie daj umrzeć mnie, smutnej,
W płaczu i w trosce okrutnej. 

A wiarę, coś mi ślubował,
Pomni, abyś przy tym chował; 
Tę mi przynieś a sam siebie; 
Dalej nie chcę nic od ciebie! 
 

Panna XI 

Skrzypku, by w tej pięknej rocie 
Usłyszeć co o Dorocie,
Weźmi gęśle, jakoć miła, 
Nie myśląc siła! 

A zagraj me nieprzepłacona 

Doroto, 
Co między pieniędzmi złoto, 
Co miesiąc między gwiazdami, 
Toś ty jest między dziewkami! 

Twoja kosa rozczosana 
Jako brzoza przyodziana; 
Twarz jako kwiatki mieszane 
Lelijowe i różane.

Nos jako sznur upleciony, 
Czoło jak marmor gładzony. 
Brwi wyniosłe i czarnawe, 
A oczy dwa węgla prawe.

Usta twoje koralowe,
A zęby szczere perłowe; 
Szyja pełna, okazała, 
Piersi jawne,  ręka biała. 

Serce mi zakwitnie prawie
Przy twej przyjemnej rozprawie; 
A kiedy cię pocałuję, 
Trzy dni w gębie cukier czuję.

W tańcuś jak jedna bogini, 
A co cię skutniejszą czyni: 
Nie masz w tobie nic hardości,
Co więc rzadko przy gładkości.

Tymeś ludziom wszytkim miła 
I mnieś wiecznie zniewoliła;
Przeto cię me głośne strony 
Będą sławić na wsze strony.

Panna XII

Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła? 
Kto twe wczasy, kto pożytki 
Może wspomnieć za raz wszytki? 

Człowiek w twej pieczy uczciwie
Bez wszelakiej lichwy żywie;
Pobożne jego staranie
I bezpieczne nabywanie.

Inszy sie ciągną przy dworze
Albo żeglują przez morze,
Gdzie człowieka wicher pędzi, 
A śmierć bliżej niż na piędzi. 

Najdziesz, kto w płat język dawa, 
A radę na funt przedawa; 
Krwią drudzy zysk oblewają, 
Gardła na to odważają. 
 

Oracz pługiem zarznie w ziemię; 
Stąd i siebie i swe plemię,
Stąd roczną czeladź i wszytek 
Opatruje swój dobytek. 

Jemu sady obradzają, 
Jemu pszczoły miód dawają;
Nań przychodzi z owiec wełna 
I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi, 
A do gumna wszytko nosi.
Skoro też siew odprawiemy
Komin wkoło obsiędziemy 

Tam już pieśni rozmaite, 
Tam będą gadki pokryte, 
Tam trefne plęsy z ukłony, 
Tam cenar, tam i goniony. 
 
 

A gospodarz wziąwszy siatkę,
Idzie mrokiem na usadkę 
Albo sidła stawia w lesie;
Jednak zawżdy co przyniesie. 

W rzece ma gęste więcierze, 
Czasem wędą ryby bierze;
A rozliczni ptacy wkoło 
Ozywają się wesoło. 

Stada igrają przy wodzie,
A sam pasterz, siedząc w chłodzie, 
Gra w piszczałkę proste pieśni;
A faunowie skaczą leśni. 

Zatym sprzętna gospodyni 
O wieczerzej pilność czyni; 
Mając doma ten dostatek, 
Że sie obejdzie bez jatek. 
 

Ona sama bydło liczy,
Kiedy z pola idąc ryczy.
Ona i spuszczać pomoże; 
Męża wzmaga, jako może. 

A niedorośli wnukowie, 
Chyląc sie ku starszej głowie, 
Wykną przestawać na małe, 
Wstyd i cnotę chować w cale. 

Dzień tu, ale jasne zorze 
Zapadłyby znowu w morze,
Niżby mój głos wyrzekł wszytki 
Wieśne wczasy i pożytki. 
 


 

w połowie czerwca. gdy słońce dochodzi do zwrotnika Raka
jako czas niesie  - według dorocznego zwyczaju
 
   

Bąki za raz troje - trzy kobzy równocześnie
A sady się sprzeciwiały -  a echo niosło się po sadach

prawie - tu: w komplecie

belica - dziś: bylica; ziele uchodzące za czarodziejskie obrzędowe, przy sobótkach

niezganione - nienaganne
 
 
 
 
 

placu nam postąpiono - ustąpiono nam miejsca
 
 

życzyć - tu: użyczać, udzielać, dawać
nagła woda - wiosenne wylewy rzek występujące około św. Jana
ranej - rannej, porannej
 

Same także od innych dowiedziały się

palana - palona
 

Ojcowski rząd - obyczaj idący od ojców, tradycja
 
 
 

przedsię - jednak, przecież
 
 
 
 
 
 
 
 

kazić - psuć, niszczyć

drogość - drożyzna
 
 
 
 
 
 

A o siebie samych nie trwóżmy się
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

sąsiady - sąsiadki
 
 
 
 
 
 

najsnadniejszy - najłatwiejszy
 
 
 

Teraz masz sposobność pokazać, co umiesz
bębennica - grający na bębnie

czoło - tu: "honorowi goście"

Czyżby też tu tej nie było?
 

Inaczej, co innego pomyślimy

dobra rzecz - zabawa

owa - otóż, wnet
Która ci się za wszystkie odwdzięczy
 

zachować - tu: czynić
 

dobra myśl - zwrot występujący bardzo często w poezji Kochanowskiego; oznacza on, w zależności od kontekstu, w którym występuje: wesołość, równowagę wewnętrzną, pogodę ducha itp; płużyć- sprzyjać, dopisywać
Chociaż ktoś będzie w podeszłym wieku i tak ujdzie za zalotnika
opiewać - tu: przyśpiewywać, wtórować śpiewem
A ty się pilnuj. czyja kolejność w śpiewie, jeśli nie chcesz okazać się gorszą
 
 
 
 
 
 
 
 
 

przyrodzenie - natura
inszy - inny
 
 
 

siła - wiele, dużo
 
 

przynajmniej temu - przynajmniej z tego
trefny - (z niem.) dowcipny, wesoły
Chcę po was - chcę od was

Chodź do tańca ty, coś się ośmieszył, zbłaźnił; ciągnąć kota - kara ośmieszająca: winnego przeciągano przez wodę lub błoto, okręcając go powrozem, na którego drugim końcu uwiązywano kota. Stąd później w przenośni: wystawianie na pośmiewisko
Nie chowaj się ze wstydu za płotem
opodal - daleko

susza - tu: miejsce suche, ląd
 

srogie źwierzę - ironicznie o kocie

Panna III rozpoczyna humorystyczny wykład o kotach,  posługując się przy tym przysłowiami o nich
ledwe - ledwie
 
 

przedsię - przecież, jednak

I dziś jeszcze straszno mieć go za sąsiada
 
 

Nawiązanie do przysłowia staropolskiego chwalącego spryt kota; foremny - (z łac.) zgrabny. tu: sprytny

praktykować - tu: przepowiadać przyszłość, wróżyć
 
 

więc - a dalej

k'temu - ponadto
 
 

strzeż - strzeż się; wyszczekać - humorystycznie o kocie; wywołać
Może jest w tej gromadzie ktoś, co myśli o zakładzie (kto kogo przeciągnie) w zabawie w ciągnięcie kota
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Bądź przekonany, że i ja mam ciebie w sercu

ta - taka
z myśli spuściła - zapomniała
Śni mi się, że wiję dla ciebie wianek
by na jawi - jakby na jawie
 
 

chuć - uczucie, miłość
Odpłacisz mi się uczuciem do mnie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Łatwo wyrażę moją zgodę
w miłość ruszy - w miłości skrzywdzi
krzyw - winny, niechętny
 
 
 
 

Nadeptuje mi na nogę
 
 
 
 
 
 
 

wierę - naprawdę, zaiste
z tym nadobnie umiesz - umiesz właściwie postąpić
Wiesz, jak komu trafić do serca
 
 
 

 moja - domyślne: panna
 
 
 
 

rzecz najdujesz - prowadzisz rozmowę; rzecz - tu; rozmowa
Odpuść mi - daruj, co ci powiem; silny - tu: wielki; przechyra - krętacz, łgarz, uwodziciel
mir - pokój, przymierze, przyjaźń

sprawować się - usprawiedliwiać się; przez miarę - bez miary, ponad miarę
domyślnie: opinię
w nieprawdzie zostawisz - przedstawisz mnie jako kłamczynię
 
 

padać się - pękać
co głosu sstaje - ile ma siły w głosie
Wyrzuca słońcu jego żar, zbytnie gorąco

mdły - zmęczony, słaby
 
 
 

dostawać - dojrzewać
 
 
 
 

zejść się - przydać się; jarzyna - jare zboże
 
 

wybrany - dostojny, czcigodny
 

ostatnie - po raz ostatni
 

tam - wtedy
bróg - sterta zboża przykryta dachem na słupach
jedno Boga - tylko Boga nam pozostaje chwalić
 
 

gumno - stodoła
Jeśli ty odkładasz odwiedziny. zmuszasz mnie do tego, abym odwiedziła ciebie
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Na lepszą myśl - na lepszy humor
 
 
 
 
 
 

czego - do czego
trafię tam, gdzie zaszczeka pies

pogotowi - w pogotowiu

Polacy jeszcze w XVI w. polowali na zwierzęta przy pomocy sieci
ninacz - na nic; przygodzić się - nadać się
smycz psów - psy myśliwskie prowadzono podczas polowania razem na jednej smyczy

przekazić - stanąć na przeszkodzie
śrzeżoga - mróz, szron; tu: zima
 
 
 
 

ciebie naszladować - iść w ślad za tobą
 
 
 
 

nieprzepasiona - nie do wypasienia, bujna
 
 

A ja pilnując was uważnie
 
 
 

łubka - opaska z kory lub z łyka
 
 
 
 
 
 
 
 
 

pobrać dano - obrano, obdarto. Jak w pieśniach ludowych, do których , skarga Panny VIII zbliża się wyraźniej niż inne, oddanie przez dziewczynę wieńca młodzieńcowi jest wyrazem gotowości miłosnej, tym się też tłumaczy, że młodzieniec nie poprzestał na "pobraniu" samego wianka
 
 
 

zakryty - ukryty, utajony

okowany - zakuty w kajdany
Zapominając na chwilę o swoim położeniu; na czas - na chwilę
 
 
 

W wierszu tym rozpoczyna się zaczerpnięte z Metamorfoz Owidiusza podanie o Tereuszu, królu Tracji: Tereusz skrzywdził i porzucił w lesie Filomelę, siostrę swej żony. Obciął jej  język, aby nie mogła mówić o tej zbrodni.. Prokne. Filomela wyhaftowała całą tę historię i chustkę posłała siostrze. Siostra domyśliwszy się prawdy zemściła się:  zabiła syna - jedynaka Itysa - i dała go mężowi do zjedzenia. Bogowie zamienili Tereusza w dudka, Filomelę w słowika, a Proknę w jaskółkę.
zawadziło - zaszkodziło
miło - miłe
pohaniec (z ukr.) Turek, Tatar, niewierny; tu przen. niegodziwiec, zbrodniarz
Okazałeś się prawdziwym zbójcą a nie posłańcem
odnieść - tu: odprowadzić
 
 

rąbek - płótno
 
 

sprawa - tu: doniesienie, wiadomość
Tereusz mówił, że Filomelę pożarły dzikie zwierzęta umysł - tu: zamysł, zamiar; krzyw - winien
 
 
 
 
 
 
 
 

niewiadomy - tu: nieświadomy
 

wety - (z niem.), ostatnia potrawa przy obiedzie, deser
 
 
 
 

synowski grobie - ponieważ "pochował'. syna we własnym żołądku

Alić nasz - domyślne: ale oto Tereusz. staje się
Sama przemieniła się w jaskółkę
łając - tu: o szczebiocie jaskółki

niewinna córa - tzn. Filomela
 
 
 
 

Mają inne obyczaje
jako żywy - odkąd żyję
 

Jednak ja mam przyczynę bólu
Gdybym dziś nie śpiewała wobec ludzi, płakałabym; 
Ale smutne pieśni są prawie płaczem

Pieśń ta jest wyrazem antywojennych poglądów

owa - otóż
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

upad - zguba, upadek

potrzeba - tu: bitwa, wyprawa wojenna
 
 
 
 

jakoby - jakobyś, ażebyś
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

rota - zgromadzenie, koło, orszak
Dorota - żona Kochanowskiego
gęśl - słowiański instrument muzyczny o trzech strunach; jakoć miła - jak to lubisz
Nie namyślając się wiele
nieprzepłacona - nieoceniona, najdroższa
 
 
 
 

kosa rozczosana – rozpuszczone włosy
 
 
 

Nos prosty, jak gdyby po linii sznura używanego przy budowie

dwa węgla - staropol. liczba podwójna, dziś: dwa węgle; prawe-prawdziwe
 
 

jawne - tu: wydatne
 

rozprawa - tu: rozmowa
 
 

jak jedna bogini - jak sama bogini (mowa o muzie tańca - Terpsychorze)
skutny - skuteczny, silnie oddziaływający, pożądany
 
 
 
 

strony - struny
 
 
 

zdoła - wydoła, podoła
wczasy - wygody
za raz - od razu, na raz
 
 
 
  
Ini włóczą się za dworem

na piędzi - o piędź; bardzo blisko; piędź - miara staropolska - odległość od palca wielkiego do średniego
w płat język dawa - mowa o adwokatach, którzy za pieniądze udzielają porad prawnych i przemawiają w cudzych sprawach w sądzie
Mowa o rzemiośle wojennym
gardło - tu: życie

plemię - tu: potomstwo
roczna czeladź - służba zgodzona na jeden rok
dobytek tu: bydło
 
 
 
 
 
 
 
 
 

gadki pokryte - zagadki, których ukryty sens odgaduje się
trefny - pocieszny, żartobliwy, tu: układny; plęsy - pląsy, tańce
cenar - (z niem.) nazwa tańca; goniony - rodzaj tańca)

usadka – zasadzka, stanowisko myśliwskie
 
 

więcierze – sieci
 
 
 
 

w piszczałkę - na piszczałce
 

zatym – potem, sprzętna - skrzętna, zapobiegliwa
Krząta się koło wieczerzy

jatka - kram, stragan; gospodarstwo wiejskie w XVI-XVIII w. było w znacznej mierze samowystarczalne
 

spuszczać - tu: doić
wzmagać - tu: wspomagać
 
 

Przyzwyczajają się poprzestawać na małym, prowadzić skromny tryb życia
w cale - w całości, w stanie nienaruszonym
tu - teraz, już

niżby – nimby
wieśne – wiejskie

TALES OF ST. JOHN'S EVE, OR SOBOTKA FIRES

When first the sunbeams Cancer fill,
And the loud nightingale is still,
In Czarny Las 2, from oldest days
Sobolka fire is wont to blaze.

The neighbouring swain, the distant guest
Around the sacred fire have prest,
The orchards with the joyous sound
Of three gay fiddlers laugh around.

1 In Poland, as in most Catholic countries, St. John's day is a time of great festivity ; and in the evening the Poles are accustomed in their meadows, and particularly by the side of rivers, to light large fires, and to dance round them singing ancient songs. Kochanowski, to whom the Black Forest belonged as an hereditary possession, used to gather the youths
and maidens together, in order to celebrate the festival in the very manner in which he has described it. Niemcewicz has published a drama called " Kochanowski," and there introduced the old poet with the nymphs singing around him.

2 Czarny Las — The Black Forest.

On the green turf they take their seat,
Where twice six maidens fair and neat,
Their ornaments and dress as one,
Are girdled with the same bright zone.

And skilTd in dance are all the throng,
And all are skill'd in gentle song ;
To all the call of music rings,
And thus the foremost maiden sings.

PANNA I.

Sisters ! the fire is blazing high,
And all proclaims festivity ;
Now join your friendly hands to mine,
And let our mirthful voices join.

Sweet night ! be fair and tranquil now,
No rain-storm rage, no tempest blow ; —
Sweet night ! where we may watch and wake
Until the dawn of morning break.

We learnt it from our mothers — they
From theirs — from centuries far away,
d5


Upon St. John's joy-rousing night
Soboika's festal fire to light.

Youths, reverence now, while ye behold
Mementos of the days of old ;
Let joyful hours breathe joy again,
And gladness revel now as then :

Their festal moments they enjoy'd,
Yet wisely all their time employ *d ;
Earth bore its fruits, and gratitude
Pour'd forth its praise to heaven all-good.

But now both late and hard we toil,
Our festivals are but turmoil :
Our gains are neither much nor sure,
And though not pious we are poor.

Come sisters ! then ; — this holy night
Is with old time's resplendence bright ;
Blaze, blaze anew, Sobótka fire !
Till lulTd by song the night retire.

PANNA II.

This is my fault ; I 'li guilty plead,
I love to dance — I do indeed.
Come tell me, neighbours, does the love
Of dancing all your spirits move ?

I see your smiles, — your smiles betray
Your sympathy in what I say ;
Come join the round, — why sit ye still ?-
And dance and leap with hearty will.

I spring — I leap — I cannot be
A statue, and 't is sweet to me
To hear the beating tamborine :
No mortal could keep still I ween.

O thou art mighty — graceful one,
That wakest music's thrilling tone ;
The village listens to thy lay,
It calls, — we hear, — and swift obey.

Here midst the crowds each maid may start,
Who is the empress of thy heart : —
Say, is she here ? — O why inquire !
She is not here — thy heart's desire.

PANNA III.

No ! join our song — thy twinkling feet
Some other twinkling ones may meet ;
And here, amidst our joyous band,
Some maid may yet invite thy hand.

To man — to man alone has Heaven
The privilege of laughter given ;
And this — and this alone has he,
In proof of noble ancestry.

O it were foolish — it were vain,
So high a privilege to disdain ;
And let the wretch go whine and weep,
Who mirth's gay revel dares not keep.

Laugh on ! laugh on ! and though at nought,
Still laughter is a pleasant thought ;
Laugh at my folly, or my sense, —
Laugh on ! laugh on ! on some pretence.

I am not sad — I can't be sad,

Be maidens, all, like me, — be glad ;

For sorrow wrinkles o'er the brow

Ere time tells when, or thought knows how. .

But health and youth delight to stay
Where youth is glad, and age is gay ;
Where years may hasten as they will,
And eld is in its boyhood still.

Come follow, circle, — all around
Let the light song of joy rebound ;
And maiden, sing ! be ready, — thine
The task to waken notes like mine.



PANNA IV.

The fairest flow'rets of the mead
I wreathe in garlands for thy head, —
For thee, for none but thee, who art
The very empress of my heart.

O place upon thy graceful brow
The blooming wreath I offer now,
So let me in thy bosom rest
As thou dost dwell within my breast

There 's not a moment but doth bring
Thy memory upon its wing ;
Sleep cannot drive thy thoughts from me,
For when I sleep I dream of thee.

And may I hope thou dost not deem
Me worthless of thy heart's esteem ;
That thou wilt hear my passion's tone,
And recompense it with thine own ?

But O ! my tongue cannot conceal
The thoughts, the fears, the doubts I feel-
That other longing eyes may stray
O'er charms so beautiful, so gay.

O maiden ! if those charms are mine,
Veil, veil from all those charms of thine ;
For it were madness should they move
Other impassion'd youths to love.  

All other ills I 'U calmly share, —

Injury and insult I can bear ;

But not to see another dwell

In thine eyes' sunshine, — that were hell.



PANNA XII.

Sweet village ! peace and joy's retreat !

O who shall tune thy praise to song !
O who shall wake a music meet

Thy smiles, thy pleasures to prolong !

Bliss dwells within thy solitude,
Which selfish avarice never stains \

Where thought and habit make us good,
And sweet contentment gilds our gains.

Let others seek a dazzling court,

Where treachery poisons eye and ear ;

Or to the troubled sea resort,

With death and danger ,ever near.



1 Usury was considered a most degrading vice among the
old Sclavonians.


Let others sell their tongues for hire \
With falsehood and with trick delude ;

Or fame, or victory's wreath acquire,
By deeds of darkness and of blood.

The ploughman tills the fertile field,
His children bless his daily care ;
While the rich fruits his labours yield,
His well-contented household share.

For him the bee its honey stocks,
For him its gifts the orchard holds ;

For him are shorn the fleecy flocks,
For him the lambkins fill the folds.
He gathers from the generous meads
Their offering to his annual store,

And winter with her snow-storms leads
Repose and pleasure to his door.
Around the fire they tell their tales,
The songs are sung with smiles and glee ;

1 Professors of the law.

The bowing dance again prevails *
The cenar and the goniony 2 .

At twilight's hour the swains repair

To where the crafty foxes hie ;
The hare, the thoughtless fowls they snare,

And aye return with full supply.

Or in the stream the baited hook, —

The light and treacherous net they fling,

While near the gently echoing brook
The warblers of the forest sing.

The cattle seek the watery mead,

The shepherd sits in solitude,
While to his gay and rustic reed

Dance all the Nymphs that grace the wood.



1 Bowing dance. The old Polonaise, something like a minuet.

2 Amusements of the old Poles. These names are almost
obsolete now. The Cenar perhaps may be translated Blind
Harry, which is now called in Poland Ślepa babka, and in Li-
thuania Zmurku Goniony may be rendered Hide and Seek,
The whole of this poem is popular throughout Poland : it is
known by every child.


At home the housewife's busy hands
The evening's frugal meal provide :

Tis all the produce of her lands —
No wish is breathed for aught beside.

She counts the herds ; she knows the sheep
When from the pasture-meads they come :

Her busy eyes can never sleep,

Abroad they watch — direct at home.

The little children reverent bow,
And ask an aged grandsire's love,

Who tenderly instructs them how
In peace and virtue's path to move.

So rolls the day ; — but many a sun
Would sink his chariot in the sea,

Were I to end the tale begun
Of rural joy and revelry.

 

SOBÓTKA - OBRZĘD PRASŁOWAŃSKI




Towarzystwo Ślężańskie
Sulistrowiczki-Wrocław-Warszawa

Formularz kontaktowy na Stronie Głównej

Towarzystwo Ślężańskie

Ślęża

Grupa Ślęży - fragment starej mapy i mapa turystyczna

Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach

Ziemia Ślężańska w internecie

Śląsk
 

BYLICA

SOBÓTKA - OBRZĘD PRASŁOWAŃSKI

TY JESTEŚ PRZEŚLICZNĄ RÓŻĄ


THE STRUGGLES FOR POLAND

BY NEAL ASCHERSON

excerpts of  the 
First American Edition
Random House Inc.,
New York 1988

web page