|
|
|
CEMI - ZEMI
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji
Centre for European Medicine of Integration
Zentrum für Europäische Medizin der Integration
Centre pour la Médecine européen d'intégration
Wiedza naukowa
zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa –
czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów
oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy
zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik
szkodliwy występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie
potęgującymi niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za
punkt wyjścia procesu diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z
zasadą wyrażoną po łacinie słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS,
czyli „gdy działa przyczyna, jest i skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie
dzieje się bez przyczyny".

DO ZGŁASZANIA SKUPISK
FORMULARZ KONTAKTOWY
NA STRONIE GŁÓWNEJ
SKUPISKA
CHOROBY W POLSCE
DISEASE CLUSTERS IN POLAND |
|
|
|
Instytut Wody
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji

2012 is the European
Year for Water
unearth
your water supply
***
2012 jest Europejskim
Rokiem dla Wody
zbadaj dogłębnie
swoje zaaopatrzenie w wodę
|
|
|
|
Medyczne Centrum
Konsumenta
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji
|
|
|
|
Stowarzyszenie
Ochrony Zdrowia Konsumentów
|
|
|
|
Zagrożenia
Zdrowia
w Polsce
|
|
|
|
3 Smoki
|
|
|
|
Zdrowy Polak
|
|
|
It is Europe that
is sick, all Europe
with
the exception
of
Poland.
Neal Ascherson
Scottish historian

Poland
(in English)

MOVE FOR HEALTH
WALK
POLAND
GMO FREE LAND
NUKES FREE LAND
LAND OF THE FREE
***
Poles
are fiercely independent
and
stand up for their beliefs.
US
Ambassador to Poland
Victor
Ashe, Sept 24, 2008
***
Poland
to ban Monsanto’s
genetically
modified maize
by Agence France-Presse
April 4, 2012
Poland will impose
a
complete ban
on growing the MON810
genetically modified strain
of
maize made by US company
Monsanto on its territory,
Agriculture
Minister
Marek Sawicki said Wednesday.
“The decree is in the works.
It
introduces a complete
ban on the MON810 strain
of maize in Poland,"
Sawicki told reporters,
adding that pollen
of this strain could have
a harmful effect on bees.
GMO KILLS BEES

real +
virtual
=
symbiotic space
the epidemiologist's view
of the ACTA controversy:
free entities appreciate symbiosis,
parasites hate symbiosis
- dr Halat
|
|
|
|
|
|
|
|
Wizytówka
|
|
|
|
ALERGENY
|
|
|
|
KANCEROGENY
|
|
|
|

www.forum.halat.pl
|
|
|
 |
|
|
|
|
POLITYKA ZDROWOTNA
POLITYKA ZDROWOTNA MINISTRA
ZDROWIA
Felieton
10. paździenika 2008r.
Gwałtowny sprzeciw zawsze budziło w Polsce nierówne
traktowanie ludzi
mających te same prawa.
Nie są w stanie tego zrozumieć mentalni spadkobiercy
opartego
o niewolnictwo Imperium Rzymskiego, którego granice sięgnęły zaledwie
skrawków
ziem Słowian Zachodnich. Także miłośnicy tradycji zaborczych i
okupacyjnych
cesarstw, rzesz i sojuzów nie mogą pojąć, jak to jest możliwe, że
Polacy
domagają się tych samych praw, które przysługują innym. To samo dotyczy
obecnej naszej pozycji w Unii Europejskiej, której narzędzia nie są
używane
do roztrąbionego wyrównywania różnic a służą bezczelnej walce
konkurencyjnej
z resztkami polskiej własności w gospodarce, a wkrótce po tym – co
oczywiste
– będą bez pardonu wykorzystane do odebrania zubożałym Polakom
zadłużonych
nieruchomości. Do zadłużenia każdej rodziny łatwo doprowadzi choroba
choćby
jednego z jej członków. Stąd niezwykłej wagi dla bytu naszego narodu
nabiera
walka o konstytucyjny kształt opartego o zasadę solidaryzmu narodowego
prawa do ochrony zdrowia.
Tymczasem dramatycznie nieporadne zarządzanie systemem ochrony
zdrowia
stanowi zdaniem winowajców argument na rzecz komercjalizacji,
prywatyzacji
czy innej formy zawłaszczenia wspólnego dobra przez nich samych. Tą
samą
metodą zawłaszczono w minionej dekadzie wielkie zakłady produkcyjne
sławne
w świecie polską marką, całe gałęzie gospodarki oddano w obce ręce lub
po prostu zlikwidowano pod pozorem nieopłacalności. Za sztandarową
aktywność
w tym obszarze w postaci zatopienia 28 kopalń węgla nagrodą są
europejskie
posady, a nawet dożywotnie immunitety. Źle zarządzać, nie kontrolować,
dopuścić do upadku i wtedy rozłożyć ręce: nooo, widzicie sami – tego
bagna
to już nie da się uratować! Po rękach musimy całować każdego, kto
zechce
przejąć te nie wiadomo skąd narosłe zobowiązania, a przy okazji
cały
majątek – drogie budynki, atrakcyjne działki i niezwykle kosztowny
sprzęt.
A miejsca pracy? Nie ma problemu! Po pracownikach wkrótce nie będzie
ani
śladu, pójdą na bezrobocie, kto będzie mógł, wyjedzie w poszukiwaniu
pracy,
rozbije rodzinę, pozostawi za sobą eurosieroty. Nie warto byle czym się
przejmować!
A co z korzystającymi ze świadczeń zdrowotnych? Co z
pacjentami? Pacjenci
tym się różnią od klientów, że klient może zrezygnować z kupna jakiejś
rzeczy lub usługi, kiedy go nie stać na zakup, a pacjent zrezygnować ze
świadczenia zdrowotnego nie może, bo albo umrze, albo utrwali lub
pogorszy
zły stan swojego zdrowia. Będąc w tak krytycznej sytuacji sam pacjent
lub
jego rodzina będą gotowi sprzedać wszystko, łącznie z domem, ziemią, w
najlepszym przypadku wziąć na leczenie kredyt hipoteczny, na
wymuszonych
nagłą potrzebą warunkach na tyle niekorzystnych, aby bank mógł bez
zbędnych
ceregieli zgarnąć mienie niewypłacalnego dłużnika. W stanach
najwyższego
napięcia emocji, kiedy np. zagrożone jest życie i zdrowie dziecka,
rodzicom
niezwykle łatwo przyjdzie zaakceptować propozycję pokrycia wydatków na
kosztowne procedury lub leki złożoną przez przedstawiciela firmy,
której
statutowym celem jest zysk finansowy osiągany poprzez sprzedaż
świadczeń
zdrowotnych, a nie zapewnienie świadczeń zdrowotnych dla ludności.
Powiązanie
biznesowe, a nawet kapitałowe właściciela zakładu opieki zdrowotnej z
firmami
sprzedającymi leki i sprzęt medyczny jest opcją niezwykle atrakcyjną
dla
wszystkich stron. Dla wszystkich z wyjątkiem tej najsłabszej – pacjenta
zdanego na łaskę i niełaskę systemu zaprojektowanego dla osiągania
dochodów.
Opowiadania o jakichś etycznych czy urzędowych gwarancjach
bezpieczeństwa
pacjenta w skomercjalizowanych - sprywatyzowanych zakładach
opieki
zdrowotnej należy włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć opinie
wybitnych
polskich onkologów o wykrywalności raka przez lekarzy pierwszego
kontaktu
i unieważnione badania mammograficzne wykonane za pomocą wadliwego
sprzętu.
Narodowy Fundusz Zdrowia potrafi z kamienia wycisnąć dziesięcinę,
zapłacić
z niej krocie zastępom swoich urzędników, ale nie jest w stanie wysłać
ich na kontrolę w teren, aby przyjrzeli się wołającej o pomstę do nieba
poniewierce płatników. Nadzór ministra zdrowia nad Narodowym Funduszem
Zdrowia jest notorycznie nieskuteczny i twardej ręki potrzebnej do
sprawowania
nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem dziesiątków miliardów złotych na
zaspokojenie
podstawowych potrzeb społecznych nie zastąpią teatralne przedstawienia
przed kamerami, skoro ludzie płacą za rzetelne świadczenia zdrowotne a
nie za polityczną hucpę.
Upadek ochrony zdrowia to w przekonaniu obecnie
rządzących argument
na rzecz komercjalizacji – prywatyzacji. To już zakrawa na kpinę z
wyborców.
Każdy z płatników Narodowego Funduszu Zdrowia ma prawo spytać jako
wyborca:
co triumfatorzy ostatnich wyborów zrobili, aby ochronę zdrowia
naprawić,
zanim doszli do przekonania, że trzeba mieć problem z głowy i po prostu
wylać dziecko z kąpielą.
dr Zbigniew Hałat
|
|
Felieton
15. czerwca 2007r.
Kryzys opieki zdrowotnej w naszym kraju zaczyna przechodzić w
fazę niekontrolowaną
i trudno uwierzyć, aby to słowa a nie czyny prominentów mogły przynieść
jakąkolwiek poprawę sytuacji. Decyzje co do naprawy systemu opieki
zdrowotnej
muszą pojawić się natychmiast i nie mogą lekceważyć postulatów
zgłaszanych
przez lekarzy w coraz bardziej drastycznej formie. Poniżające
traktowanie
tej grupy zawodowej przynosi hańbę naszej Ojczyźnie i odpowiedzialność
za bieżące i odległe następstwa takiej patologii w życiu publicznym nie
spada lekarzy a na polityków. Lekarz ma za zadanie zapobiegać chorobom
i je leczyć, przynosić ulgę w cierpieniu pacjentom. Organizować pracę
lekarza
powinien polityk i obsadzony przez niego urzędnik. To polityk i
urzędnik
trzyma w ręku publiczne fundusze i tak je dzieli jak chce. Wybiera
sobie
priorytety, wydaje na nie publiczne pieniądze i kontroluje wykonanie
założonych
celów. Nie trzeba dodawać, że za planowanie, zarządzanie i
kontrolowanie
polityk i urzędnik wypłaca godziwe wynagrodzenie sam sobie lub na
zasadzie
wzajemności – koledze. Ręka rękę myje. Im bliżej kasy tym wyższe płace.
Wystarczy porównać średnią zarobków w ministerstwie finansów ze średnią
w ministerstwie zdrowia. Jak Polska długa i szeroka pensje, premie,
nagrody
i odprawy polityków, urzędników, członków rad nadzorczych i innych
umiejętnie
ulokowanych beneficjentów republiki kolesi wprost porażają bezwstydem i
bezczelnością układu, który ośmiela się rabować w biały dzień mienie
publiczne,
kpiąc sobie w żywe oczy z płatników haraczy. Podatnicy, płatnicy
składek
ubezpieczeniowych, abonamentu radiowo-telewizyjnego, czynszu, klienci
elektrowni,
gazowni, zakładów wodociągowo-kanalizacyjnych, stacji benzynowych,
konsumenci
najbardziej podstawowych środków spożywczych, aby przeżyć muszą
uzbierać
na rzeczywistą wartość opłacanych produktów powiększoną o kosmiczne
koszty
utrzymania kasty polityczno-urzędniczej, która sama sobie przydziela
wysokie
apanaże, reszcie rzucając ochłapy. Po rozdaniu pieniędzy według
partyjnego
klucza a to na niekończące się i zawsze nieudane reformy, a to na
chybione
inwestycje, rozpadające się autostrady, terminale, zakupy leków,
szczepionek
i sprzętu medycznego po zawyżonych cenach, kasta polityczno-urzędnicza
wynagradza się sowicie za te dokonania. Nic dziwnego, że brakuje
pieniędzy
dla bezpośrednich wykonawców zadań uznanych za podstawowe w każdej
społeczności
ludzkiej, takich choćby jak zapobieganie chorobom i ich leczenie,
uczenie
i wychowywanie, zadań na każdym poziomie rozwoju cywilizacyjnego
wykonywanych
przez elitę intelektualną, w Polsce rozpoznawaną jako inteligencja,
jakże
zasłużoną w przeszłości i obecnie dla interesu narodowego.
Wobec permanentnego ataku na zawód lekarski wypada więc
porównać odpowiedzialność
polityków i lekarzy za błędne decyzje. Miar przydatnych do porównania
jest
sporo. Może to być np. liczba straconych lat życia w zdrowiu. U
dziesiątków
milionów ludzi wystawionych na skutki błędnych decyzji politycznych
narażających
Polaków na utratę zdrowia lub przedwczesną śmierć idą w miliony liczby
straconych lat życia w zdrowiu w wyniku działania lub zaniedbania
działania
polityka. Błędna decyzja lub czynność lekarza, choćby najbardziej
obciążonego
obowiązkami przyniesie nikły ułamek strat, które można przypisać
politykowi.
A ileż to pułapek zastawia na lekarzy wadliwy system opieki zdrowotnej.
Chcąc pomóc człowiekowi w potrzebie – swojemu pacjentowi - w najlepszej
wierze, zgodnie z etyką lekarską i aktualnym poziomem wiedzy medycznej,
lekarz podejmuje nadludzkie nieraz wysiłki, aby pokonać monstrualne
trudności
organizacyjne, zaplanowane i bronione do upadłego przez nieudolnych
polityków.
I kto jest winien, kiedy pojawia się problem? Jest zrozumiałe, że
poszkodowany
pacjent i rozżalona rodzina za winnego uznaje lekarza. Ludzie innych
zawodów
mają swoją wiedzę specjalną i nie muszą znać się na wadach systemu
opieki
zdrowotnej. Ale dlaczego policja, prokurator i sąd nie szukają
prawdziwych
przyczyn zła w opiece zdrowotnej? Dlaczego nie docierają do decydentów
i nie pytają o efektywność przeprowadzonych reform, zasadność i
skuteczność
wydanych przepisów i procedur? Gdzie są ci, którzy stworzyli warunki do
rozpasanej korupcji i to nie na oddziałach szpitalnych i w
przychodniach
a tej, która zżera nasze podatki i składki ubezpieczeniowe, czyli
korupcji
związanej z nigdy niekończącymi się reformami, inwestycjami, albo
zakupami
po zawyżonych cenach?
Polityk i urzędnik faktycznie nie odpowie za nic, a za swoje
błędy przyzna
sobie wysokie wynagrodzenie, albo odprawę tak wysoką, że wystarczyłaby
na pensje odpowiednie do rzeczywistej odpowiedzialności dla wielu
lekarzy,
którzy razem ze swoimi pacjentami są ofiarami niesprawiedliwego
systemu.
Podejmijmy uczciwą dyskusję o zdrowiu narodu. Jeśli nie teraz,
to kiedy?
Na koniec przytoczę treść listu elektronicznego, który warto
zacytować.
Ktoś przedstawiający się jako „obserwator sukcesów medycyny”
napisał
w mailu: „Toksyczność i nieefektywność chemioterapii czy przykład dla
narodu?
Czy to prawda, że szewc bez butów chodzi? A promowanie margaryny z
widokiem
serduszka odbija się czkawką u promującego? A trzy wielkie anteny GSM
na
dachu budynku Instytutu Onkologii to co? Może tamtejszym doktorom nie
szkodzą
(elektryka prąd nie tyka), ale pacjentom przebywającym w ich zasięgu 24
godz. na dobę na pewno nie pomagają. Także sąsiadom w promieniu
kilkuset
metrów od Instytutu.”
Uczciwa dyskusja o zdrowiu narodu powinna znaleźć odpowiedź
także na
te pytania.
dr Zbigniew Hałat
|
Felieton
9. czerwca 2007r.
Nie ma pieniędzy na podwyżki dla lekarzy. Członkowie rządu z
premierem
i wicepremierami na czele, koalicja i korzystająca z niebywałej okazji
opozycja powtarzają bez zająknięcia: lekarzom należy się więcej, płace
lekarzy są niesprawiedliwie niskie, za ciężką i odpowiedzialną pracę
trzeba
lekarzy właściwie wynagradzać. I tu jest dowód na zmianę myślenia
rządzących
w Polsce. Na zmianę w stosunku do wczesnych lat siedemdziesiątych
ubiegłego
wieku. Z programu studiów lekarskich, już nie pamiętam na którym roku,
wynikał wtedy obowiązek uczestnictwa w zajęciach z filozofii.
Prowadzący
te zajęcia zapiekli teoretycy marksizmu czasami zapraszali praktyków
marksizmu-leninizmu,
dzięki czemu raz mojej grupie przytrafiło się wysłuchać wystąpienia
samego
sekretarza ds. nauki Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej
Partii
Robotniczej. Figura to była wysoko postawiona w aparacie faktycznej
władzy
PRLu i wypowiadane przez takiego wielmożnego pana słowa znaczyły
dokładnie
to, co było doktryną ówczesnej władzy. Trzeba przyznać, że
komunistyczna
nowomowa, choć w swoich intencjach z gruntu załgana, była bardziej
składna
od obecnego bełkotu polityków. Zresztą wtedy politycy w Polsce nie
występowali,
bo i po co w totalitaryzmie politycy. Byli za to aparatczycy
przybliżający
masom jedynie słusznie decyzje przyjęte przez ostatni zjazd partii. W
zakładach
pracy, w PGR-ach i na uczelniach jakieś niezliczone rzesze żołnierzy
frontu
propagandy wyjaśniały robotniczym aktywistom i studenckim warchołom
sytuację
społeczno-ekonomiczną PRLu i przekonywały, że to co ludzie uważają za
złe,
jest „wedle” partii dla nich dobre. W odróżnieniu od indoktrynacji
płynącej
z radia i telewizora, podczas takiego spotkania z żywym wcieleniem
władzy
ludowej można było stawiać pytania. Korzystając więc z obecności tak
wysoko
postawionego aparatczyka PRLu na naszym seminarium z filozofii, zadałem
pytanie czy będą podniesione płace lekarzy. W odpowiedzi padło coś w
rodzaju
pogróżki: „do końca studiów macie jeszcze dużo czasu” i stwierdzenie,
które
do dzisiaj pojawia się w połajankach udzielanych lekarzom, ale dopiero
teraz po raz pierwszy w powojennej historii Polski przestało być
doktryną
państwową: „my wiemy, że lekarze i tak mają bardzo dobrze, bo biorą
łapówki
i dlatego nie podnosimy im pensji”. Przekonanie, że lekarzom nie należy
się płaca godna ich pracy, bo prawdziwe wynagrodzenie otrzymują w
szarej
strefie, warto zderzyć z sytuacją lekarza spod Hrubieszowa, któremu za
przyjęcie przed sześciu laty prezentu w postaci 3 kilogramów
wieprzowiny
policja grozi ośmioma latami więzienia. Objęta tajemnicą lekarską
dokumentacja
pacjentów ośrodka zdrowia w gminie Dołhobyczów została skserowana przez
czterech policjantów i jej zawartość nie jest już intymną wiedzą
człowieka
o samym sobie, który jako pacjent szukający pomocy dzieli się nią z
wybranym
lekarzem. Ktoś powie, że skoro skserowano dokumentację lekarską
pacjentów
pełniącego rolę lecznicy rządowej szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej w
Warszawie,
to przypadek pogwałcenia tajemnicy lekarskiej w Dołhobyczowie jest wagi
marginalnej: tu wyniesiono przeszłość chorobową polityków z pierwszych
stron gazet, a tam mieszkańców maleńkiej gminy na wschodnich kresach. A
jednak wbrew obłąkańczej wizji świata należy stanowczo bronić prawa
każdego,
ale to każdego człowieka do pomocy lekarza bez ryzyka złamania
tajemnicy
lekarskiej. Dochowanie tajemnicy przez spowiednika, adwokata i lekarza
jest gwarantowane etyką osób powołanych do udzielania pomocy ludziom w
potrzebie, ludziom, którzy sami z własnej nieprzymuszonej woli dokonują
wyboru pomiędzy zachowaniem swoich tajemnic dla siebie, albo też dzielą
się nimi z innym człowiekiem w przekonaniu, że uzyskają od tego
człowieka
oczekiwaną pomoc. Szacunek dla jednostki ludzkiej wymaga bezwzględnego
zachowania tajemnicy konfesjonału, kancelarii adwokackiej i gabinetu
lekarskiego.
Zakładanie podsłuchów i montowanie kamer w tych miejscach to krok
następny
na drodze odbierania ludziom człowieczeństwa. Do kompletu pozostanie
umieszczenie
każdemu pod skórą, n. p. szyi, chipa z danymi identyfikującymi. Jak
psu.
Wszystkie dramatyczne sytuacje w polskiej medycynie rozgrywają
się w
jej systemie publicznym. Potwornie ciężkie zarzuty, oskarżenia o
przestępstwa
czy też ich podejrzenia, łamanie tajemnicy lekarskiej, energiczne
ingerencje
policji i prokuratury, wyniki kontroli ujawniających bezczelne
okradanie
Narodowego Funduszu Zdrowia, pohukiwanie bądź łaszenie się polityków,
bulwersujące
materiały dziennikarzy dochodzeniowych niemal wyłącznie dotyczą systemu
publicznej opieki zdrowotnej. Nie ma zadowolonych. Pacjent, idąc do
przychodni
lub szpitala, nie wie czy uzyska pomoc, a raczej wie na pewno, że z
takiego
czy innego powodu jej nie uzyska na czas. Lekarz, wychodząc do pracy,
nie
wie, czy wróci do domu, czy też w kajdanach będzie zawieziony do
aresztu
na wiele miesięcy. Strajkujący lekarze nie otrzymują podwyżek, a słyszą
opinie, że powinni zrezygnować z żądań i nie odchodzić od łóżek
pacjentów,
bo to nieetyczne. W tej sytuacji czas wrócić do korzeni. Rzeczywiście,
fundamenty szpitalnictwa oparte są chrześcijańskie miłosierdzie. Bogaci
leczyli się w domu, w razie potrzeby posyłali po cyrulika, aby upuścił
im krwi. Jeszcze bogatsi ściągali sławnych lekarzy z całego świata,
podejmowali
najdroższe i najmodniejsze w swoim czasie próby ratowania zdrowia i
życia.
Ubogim pozostawały szpitale prowadzone przez zakony. I tam znajdowali
serdeczną
opiekę, duchową pociechę i śmierć w warunkach godnych człowieka. W
miarę
rozwoju medycyny coraz częściej dochodziło do wyleczeń i szpitale stały
się miejscem przywracania zdrowia, obecnie o niemal gwarantowanej – w
wyobrażeniu
wielu – skuteczności. Ponieważ władze nie radzą sobie z podziałem danin
obywateli, którym za oddawane składki i podatki nie zapewniają
zaspokojenia
podstawowych potrzeb, zrezygnujmy z bezdennej studni Narodowego
Funduszu
Zdrowia i kosmicznych kosztów jego obsługi, zostawmy w swoich
kieszeniach
tę część podatków, którą władze miały przeznaczyć na leczenie, ale tego
nie robią i sprywatyzujmy medycynę w całości. Niech majątek publiczny,
będący dorobkiem pokoleń Polaków, czyli obiekty wraz z wyposażeniem,
pozostaną
w zarządzie administracji państwowej czy samorządowej, ale lekarze
niech
będą zatrudniani albo na warunkach rynkowych, w końcu nie są majątkiem
publicznym, choć niektórym zdają się być niewolnikami, albo też niech
zgłaszają
się do pracy nieodpłatnej, czysto charytatywnej, na którą na pewno
znajdą
czas, mając wystarczające wynagrodzenie. Oczywiście, charytatywnych
świadczeń
na rzecz szpitali należy bezwzględnie spodziewać się także po
dostawcach
leków, sprzętu medycznego, energii elektrycznej, gazu, wody, żywności…
dr Zbigniew Hałat
|
|
Felieton
11. maja 2007r.
Już nie dyskutujmy – powiedział w dniu 10. maja 2007r.
wicemarszałek
Sejmu pan Jarosław Kalinowski, nie dopuszczając do kolejnej wymiany
zdań
w sprawie systemu ochrony zdrowia w Polsce.
No właśnie. Już nie dyskutujmy a zacznijmy rozliczać za
dostrzegalne
przez wszystkich osiągnięcia. Niech rozliczy każdy według swojej wiedzy
i doświadczenia. Każdy pacjent i jego bliscy, każdy lekarz, każda
pielęgniarka
i wszyscy inni pracownicy ochrony zdrowia i ich rodziny. Każdy ekspert
i prognosta, zarówno ten, który podnosi alarm w związku z lawinowo
narastającą
depolonizacją Polski, jak i ten, który liczy bieżące i przyszłe zyski z
tego procederu. Już nie dyskutujmy. Zacznijmy się ratować.
W maju 2007 roku należy zdać sobie sprawę, że pustkę po
wypędzonych
za granicę lekarzach i pielęgniarkach przez krótki czas wypełnią
emeryci,
a po ich odejściu pozostałym jeszcze w kraju Polakom pozostanie tylko
najbardziej
popularyzowana forma znachorstwa, jaką jest medycyna reklamowa. Zgodnie
z instrukcją płynąca z telewizyjnych reklam cierpiący ludzie będą
czytać
ulotki albo konsultować się z farmaceutą, ale już nie z lekarzem. Wobec
braku lekarzy, ludziom innych zawodów pozostanie samodiagnozowanie się
w oparciu o informacje zawarte w ulotce napisanej przez producenta
środka
farmaceutycznego albo też poleganie na rozpoznaniu, które postawi
farmaceuta,
czy to przez okienko nad apteczną ladą, czy może na zapleczu apteki,
ale
zawsze z naruszeniem ustawy o zawodzie lekarza. System lecznictwa
oparty
o sprzedaż leków bez recepty i zastąpienie lekarzy ulotkami i
farmaceutami
byłby niezłym tematem dla kabaretu, gdyby nie tragiczne skutki
kumulujących
się dawek środków przeciwbólowych bez umiaru przyjmowanych przez ludzi
bezskutecznie szukających możliwości wyleczenia przyczyn a nie tylko
znieczulenia
bólu.
Uprawiane przez miliony Polaków samodiagnozowanie się i
samoleczenie
według wskazań reklam telewizyjnych nie znajduje żadnego odporu ze
strony
władz państwowych, tym samym obciąża polityków odpowiedzialnych za
zdrowie
narodu. Równoczesna silna zależność prasy, radia i telewizji od
reklamodawców
powoduje, że w Polsce nie może zadziałać charakterystyczny dla
zachodnich
demokracji wentyl bezpieczeństwa w postaci niezależnego dziennikarstwa.
W rezultacie reklama leków przeciwbólowych goni reklamę artykułów
spożywczych
będących przyczyną bólu, bo nafaszerowanych substancjami wzmacniającymi
smak i zapach, konserwantami, farbami i aromatami, a konsument
ogłupiany
już od dzieciństwa reklamami nie ma szans na wyrobienie sobie opinii o
rzeczywistej wartości i prawdziwych zagrożeniach ze strony
reklamowanych
produktów.
O kilku dni brytyjskie media szeroko komentują najnowsze
doniesienia
naukowe o skutkach spożywania chemikaliów dodawanych do artykułów
spożywczych.
Polskie środki masowego przekazu, łącznie z publicznym radiem i
telewizją,
mającymi za podatki i abonament realizować misję społeczną, milczą –
jak
zwykle – w takiej sprawie, nie chcąc narażać się reklamodawcom.
A sprawa jest pierwszorzędnej wagi i do tego pochodzi z
miarodajnego
źródła. Oto Uniwersytet Southampton na zlecenie Food Standards Agency,
czyli Agencji ds Standardów Żywności brytyjskiego rządu, przeprowadził
badania dzieci w wieku od trzech do dziewięciu lat, w których
pożywieniu
znalazły się artykuły spożywcze, zawierające takie barwniki, jak:
tartrazyna
– E 102, czerwień koszenilowa – E 124, żółcień pomarańczowa S - E 110,
azorubina - E 122, żółcień chinolinowa E 104 i czerwień allura AC - E
129.
Badania dotyczyły również najbardziej niebezpiecznego konserwantu,
jakim
jest benzoesan sodu E 211.
Przeprowadzono pomiary przeciętnego spożycia tych dodatków do
żywności
oraz ich wpływ na zachowanie małych konsumentów. Potwierdziły się
wcześniejsze
doniesienia, że dzieci narażone na chemikalia dodawane do żywności i
napojów
wykazują nadmierną pobudliwość ruchową, trudności z koncentracją,
napady
złego zachowania i reakcje alergiczne. Wchodzący w skład Agencji ds
Standardów
Żywności Komitet ds. Toksyczności chemikaliów w środkach spożywczych
uznał,
że wyniki badań mają ważne znaczenie dla zdrowia publicznego.
Wyniki pierwszych prac badawczych sprzed siedmiu lat znanych
jako badania
na Wyspie Wight wykazały, że eliminacja barwników i innych dodatków z
pożywienia
może przynieść istotną poprawę zachowania dzieci. Jednak w 2002 roku
Komitet
ds. Toksyczności chemikaliów w środkach spożywczych stwierdził, że te
wyniki
nie pozwalały na wyciągnięcie ostatecznych wniosków i zlecił kolejne
badania.
Ale pod wrażeniem obecnych doniesień większość brytyjskich
sieci detalicznych
dostosowuje do narastającego niepokoju konsumentów swoją politykę w
stosunku
do syntetycznych barwników i aromatów, łącznie z ich zupełnym
wycofaniem
z napojów bezalkoholowych sprzedawanych pod własną marką.
Ze swej strony muszę dodać, że związek wielu dodatków do
żywności z
chorobami alergicznymi skóry, zwłaszcza z pokrzywką czy atopowym
zapaleniem
skóry jest znany lekarzom od dziesiątków lat, ale skoro obecnie w
Polsce
lekarzy ubywa, to i nie ma kto ostrzegać konsumentów przed masowym i
bezkrytycznym
poddawaniem się presji reklam napojów i innych artykułów spożywczych
pełnych
szkodliwych chemikaliów.
dr Zbigniew Hałat
|
miesięcznik "Świat Konsumenta"
październik 2006r., Nr 10 (59), str. 42-44
Strona Hałata
JEDNA CZWARTA KADENCJI W PAŁACU
Potrzeba rocznicowej refleksji nie oszczędza nikogo, tym
bardziej tych,
którzy przed rokiem głosując za radykalną poprawą, nadal nie mogą jej
doczekać.
Dowiedzione wielokrotnie i bezspornie zdolności polityczne
nierozłącznej
dwójki szachistów wysokiej klasy pozwalają domniemywać, że gdyby
chcieli,
to by mogli tak poustawiać figury i pionki na szachownicy władzy, tak
nimi
poruszać, że wyborcy otrzymaliby przynajmniej zapowiedź zmian na
korzyść
w obszarze wielu zaniedbanych dziedzin życia publicznego w naszym
państwie.
Mówiąc wprost: gdyby chcieli, to by mogli, ergo skoro nie mogą, to
znaczy,
że nie chcą.
Im więcej sukcesów w obsadzaniu kluczowych stanowisk, tym
większa odpowiedzialność
za całą aktywność bądź bezczynności państwa. Jest to odpowiedzialność
absolutna.
Odpowiedzialność, której w żaden sposób nie uda się przerzucić na
nieporadnych
pajaców i pajacyków wyciągniętych z kapelusza na scenę wielkiej
polityki
i dalej na niej tkwiących pomimo jawnej niekompetencji.
Tuż po przełomie 1989r., reprezentując w izbie lekarskiej
liczną grupę
lekarzy medycyny zatrudnionych w stacjach sanitarno-epidemiologicznych,
wysunąłem postulat likwidacji ministerstwa zdrowia niemal w całości, z
pozostawieniem tylko tych struktur, które zajmują się obsługą
Państwowej
Inspekcji Sanitarnej i stacji sanitarno-epidemiologicznych, przy pomocy
których inspektorzy sanitarni wykonują swoje zadania. Przekonywałem, ze
szkoda pieniędzy na utrzymywanie zbędnej i koszmarnie kosztownej
struktury
o cechach pałacu cesarskiego. Po siedemnastu latach zadania organizacji
ochrony zdrowia przejął przepoczwarzony z kas chorych Narodowy Fundusz
Zdrowia, a więc zbudowano drugą obok ministerialnej centralnie
sterowaną
strukturę służącą władaniu opieką zdrowotna i znaczną częścią
profilaktyki.
Ludziom przybył kolejny ciężar do utrzymania, ale daniny na pałac przy
Miodowej 15 wcale nie zmalały, wręcz odwrotnie. Jak chłopi
pańszczyźniani,
tyle że większą część zarobków, płacimy na utrzymanie rosnącego w
liczbę
dworu i zastępów pałacowych pieczeniarzy. Już nie tylko nieusuwalni
urzędnicy,
lecz także setki doradców, członków gabinetów politycznych i uczonych
ekspertów
sprzedają kolejnym ministrom swój czas, poparcie i niekiedy wiedzę.
Wiedzę
na tyle tajemną, że przyjmowaną za bezsporny dogmat przez
ministerialnych
biurokratów na etacie. Cóż bowiem bardziej miłego dla rasowego
urzędnika
jak zabezpieczenie tyłów. Formalna podkładka z podpisem prof. dr hab.
uświęca
nawet najbardziej karkołomną decyzję, wygodnie odsyła wątpliwości
kontrolerów
NIKu, prokuratorów, czy dziennikarzy śledczych do krainy naukowej
fantazji,
gdzie zjawy nigdy nie udowodnionych hipotez przenikają się z cieniami
projektów
lobbingowych i zwykłego łapownictwa.
A tu mamy za sobą pierwszy rok budowy IV RP stojącej prawem i
sprawiedliwością.
Skoro Polska już nie stoi nierządem, trzeba wziąć się za sprawdzenie,
czy
aby n.p. w uzdrowiskach nie jest uprawiane znachorstwo rodem z
paleolitu,
które szczyt rozwoju osiągnęło w XIX w. Czy aby na pewno wodolecznictwo
ma podstawy naukowe. Ale przecież sprawdzający też wymagają
sprawdzenia.
Z tego powodu wydano Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 13 września
2006 r. w sprawie trybu przeprowadzania kontroli jednostek uprawnionych
do potwierdzania właściwości leczniczych naturalnych surowców
leczniczych
i właściwości leczniczych klimatu. W rozporządzeniu tym na wstępie
zarządza
się, co następuje:
§ 1.
1. Przeprowadzenie kontroli ma na celu ustalenie stanu faktycznego
w zakresie działalności jednostki uprawnionej do potwierdzania
właściwości
leczniczych naturalnych surowców leczniczych i właściwości leczniczych
klimatu, zwanej dalej „kontrolowaną jednostką”, udokumentowanie,
dokonanie
oceny w szczególności spełniania wymagań, o których mowa w art. 37 ust.
3 ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o lecznictwie uzdrowiskowym,
uzdrowiskach
i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych, zwanej
dalej „ustawą”, wskazanie osób odpowiedzialnych za stwierdzone
nieprawidłowości,
jeżeli takie miały miejsce, i sformułowanie wniosków i zaleceń
pokontrolnych.
2. Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o osobie przeprowadzającej
kontrolę
– należy
przez to rozumieć upoważnionego przez ministra właściwego do spraw
zdrowia pracownika urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw
zdrowia
lub inną osobę, którą minister właściwy do spraw zdrowia upoważnił do
przeprowadzenia
kontroli.
§ 2.
1. Osoba przeprowadzająca kontrolę podlega wyłączeniu, na wniosek lub
z urzędu, z postępowania kontrolnego, jeżeli wyniki kontroli mogłyby
oddziaływać
na jej prawa lub obowiązki, na prawa lub obowiązki jej małżonka albo
osoby
pozostającej z nią faktycznie we wspólnym pożyciu, krewnych i
powinowatych
do drugiego stopnia bądź osób związanych z nim z tytułu
przysposobienia,
opieki lub kurateli. Powody wyłączenia osoby przeprowadzającej kontrolę
trwają także po ustaniu małżeństwa, przysposobienia, opieki lub
kurateli.
2. Osoba przeprowadzająca kontrolę może być wyłączona, na wniosek lub
z urzędu, z postępowania kontrolnego w każdym czasie, jeżeli zachodzą
uzasadnione
wątpliwości co do jej bezstronności.
3. O przyczynach powodujących wyłączenie osoba przeprowadzająca
kontrolę
lub kierownik jednostki kontrolowanej niezwłocznie zawiadamia ministra
właściwego do spraw zdrowia.
4. O wyłączeniu postanawia minister właściwy do spraw zdrowia;
postanowienie
ministra właściwego do spraw zdrowia jest ostateczne.
5. Do czasu wydania postanowienia, o którym mowa w ust. 4, osoba
przeprowadzająca
kontrolę podejmuje jedynie czynności niecierpiące zwłoki.
No tak…Blask tej perełki legislacyjnej przyćmiewa wyjątkowy w
cywilizowanym
świecie stan prawa sanitarnego w jego najbardziej fundamentalnym
obszarze.
Oto od 17. sierpnia 2006r. nie istnieje w
Polsce
przepis prawny zapewniający bezpieczeństwo i zdrowie
konsumentom
korzystającym z wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, którą
jest
a) woda w stanie pierwotnym lub po uzdatnieniu, przeznaczona
do picia, przygotowania żywności lub innych celów domowych, niezależnie
od jej pochodzenia i od tego, czy jest dostarczana z sieci
dystrybucyjnej,
cystern, w butelkach lub pojemnikach,
b) woda wykorzystywana przez przedsiębiorstwo produkcji żywności do
wytworzenia, przetworzenia, konserwowania lub wprowadzania do obrotu
produktów
albo substancji przeznaczonych do spożycia przez ludzi,
- ponieważ minister zdrowia nie wydał nowego rozporządzenia w
terminie 12 miesięcy od nowelizacji ustawy uchylającej
poprzednią
regulację, a mianowicie Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 19
listopada
2002 r. w sprawie wymagań dotyczących jakości wody przeznaczonej do
spożycia
przez ludzi.
Wymagań brak, więc inspektor sanitarny nie podstaw do
stwierdzenia ich
naruszeń. Niektóre przedsiębiorstwa wodociągowe uzyskały wymarzony
prezent
- zwolnienie z odpowiedzialności za sprzedaż produktu, którego
szkodliwość
systematycznie bagatelizują.
Ministrowi zdrowia łatwiej dociekać zagadnień ustania pożycia
własnych
kontrolerów niż oceniać przydatność wody przeznaczonej do spożycia
przez
ludzi.
dr Zbigniew
Hałat, lekarz
specjalista epidemiolog
w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny
i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
|
WODOLECZNICTWO*
Chore lub ranne zwierzęta zanurzają się w wodzie.
Także wśród
ludzi wodolecznictwo jest znane od tysięcy lat. W starożytnej Grecji
zakon
eskulapów prowadził "świątynie zdrowia", czyli współczesne sanatoria,
gdzie
stosowano wodę źródlaną, specjalne pożywienie, masaże i kąpiele.
Hipokrates
zalecał wykorzystywanie naturalnych źródeł, wody i świeżego
powietrza
nie tylko w celu zapobiegania chorobom, ale też dla ich leczenia. Ważne
znaczenie dla Hipokratesa miała jakość źródeł wody.
Ojciec polskiej medycyny uzdrowiskowej - dr
Wojciech Oczko
Lekarz nadworny króla Stefana Batorego i autor dzieła na temat
wodolecznictwa
pod tytułem "Cieplice" zalecał kuracje złożone z trzygodzinnych kąpieli
rano i wieczorem codziennie przez miesiąc!
Prysznice śląskie Wincentego Priesnitza
Odkrywcą współczesnego wodolecznictwa jest żyjący na początku XIX w.
Wincenty
Priesnitz z Jeseniku (Sudety Czeskie). Pracując na roli, często ulegał
urazom, które umiał wyleczyć sobie znanym sposobem: regularnie pił dużo
źródlanej wody i stosował okłady. Skuteczność tych zabiegów doceniali
początkowo
tylko domownicy Wincentego, potem mieszkańcy okolicznych wsi. Wkrótce
"hydropatia",
jak nazwał swą metodę sam Priesnitz (dla zaznaczenia podobieństwa do
homeopatii,
jako zaprzeczenia medycyny naukowej) stała się i bardzo modna i
dochodowa.
Zawieszając nad głową pełne wody wiadro z podziurawionym dnem na stałe
wprowadził swoje nazwisko do naszego słownika (prysznic!). W połowie
minionego
stulecia sanatorium Wincentego Priesnitza przyjmowało w jednym dniu 600
kuracjuszy z różnych stron świata.
Obok sławnych pryszniców śląskich do najbardziej popularnych zabiegów
należało obwijanie - pół godziny w trójwarstwowym zawinięciu (mokry
ręcznik,
warstwa pokrzywy i ociekający wodą koc) połączone z popijaniem
gorącej
herbaty z miodem.
Ks. Sebastian Kneipp i uzdrowicielska moc natury
W odróżnieniu od niewykształconego (ale jakże skutecznego pioniera
wodolecznictwa)
katolicki ksiądz Sebastian Kneipp potrafił rozwinąć system leczniczy
oparty
na wierze w uzdrowicielską moc natury (vis curatrix naturae). W
napisanym
w 1886r. i uzupełnianym później podręczniku leczenia wodą zawarł
rozdziały
poświęcone polewaniom, zawijaniom, okładom, kąpielom, piciu wody,
ale też ćwiczeniom gimnastycznym i diecie. Część zaleceń dietetycznych
ks. Kneippa do dzisiaj zachowała pewną aktualność:
"Solenie obfite uważam stanowczo za złe, za przyzwyczajenie, które
nie jest korzystnym dla organizmu. Nieroztropnie czynisz, przyjacielu,
gdy każdą potrawę solisz nadmiernie. Wielka ilość soli wywołuje
zapalenie
żołądka i kiszek, rozwolnienie, wymioty, a nawet śmierć. Sól działa
także
silnie na nerki. Warto więc walczyć wytrwale przeciw nadmiarowi w
używaniu
soli, skoro się rozważy złe skutki, jakie sprowadza. Ostrzegam więc
przed
tym czytelników, a spodziewam się, że słów mych nie wypowiadam na
wiatr.
Innym rodzajem soli, której się używa do marynaty mięsa, jest saletra.
Nie lubię dlatego szynki i nie cenię jej tak wysoko, jak to ogólnie
czynią.
Ze względu na to, że używa się za wielkich dawek saletry do
konserwowania
marynat i wędlin, jak. Np. szynki, kiełbasy, salcesonu itp., nie
zbłądzę
twierdząc, że nie są one korzystnymi dla organizmu, skoro wielka ilość
saletry jest szkodliwą. Można by wprawdzie używać do marynat
niewielkich
dawek; skoro się jednak zważy, że 20 gramów jest już silną trucizną, to
nasuwa się mimowolnie wniosek, że lepiej saletry nie używać wcale.
Zjadana
w pokarmach nawet w homeopatycznych dawkach nie działa korzystnie na
organizm"
____________
*Z. Hałat: "WODA", Warszawa
1998, str. 74 – 76
Pierwsza w kraju publikacja kompleksowo omawiająca znaczenie wody w
życiu człowieka |
|
miesięcznik "Świat Konsumenta"
Nr 5 (55) maj 2006, str. 40-41
Strona Hałata
ŚWIATOWY DZIEŃ ZDROWIA
W UNII EUROPEJSKIEJ
Światowy Dzień Zdrowia co roku przypada na 7. kwietnia.
Tegoroczny Organizacja
Narodów Zjednoczonych poświęciła pracownikom ochrony zdrowia.
Wyliczono,
że na całym świecie w sektorze ochrony zdrowia zatrudnionych jest 59
220
000 osób (9,3 na 1000 ludności, w Europie 18,9 na 1000 ludności), w tym
39 470 000 osób udziela świadczeń zdrowotnych, a 19 750 000 to
zarządzający
systemem ochrony zdrowia lub personel pomocniczy.
7. kwietnia 2006r. miał miejsce ogólnopolski protest lekarzy i
na znaczną
część osób udzielających świadczeń zdrowotnych polski pacjent liczyć
nie
mógł. Niech mu więc będzie pociechą, że do pracy stawiło się
przynajmniej
zarządzające systemem ochrony zdrowia w naszym kraju Kierownictwo
Ministerstwa
Zdrowia (P. T. Zbigniew Religia, Bolesław Piecha, Anna Gręziak,
Jarosław
Pinkas, Andrzej Wojtyła, Wacława Wojtala), które przyjęło zadziwiające
w tak dramatycznej sytuacji ustalenia. Oto wierny ich zapis:
„Ustalenia z obrad Kierownictwa Ministerstwa Zdrowia w dniu 7 kwietnia
2006 r.
1. Projekt zarządzenia Ministra Zdrowia w sprawie Biura Praw Pacjenta
przy Ministrze Zdrowia - przedstawiła Pani Wacława Wojtala Podsekretarz
Stanu.
Ustalono:
• skierowanie do uzgodnień wewnętrznych z terminem zgłaszania
uwag 2 dni,
• termin realizacji: 07-03-2006 r.
• ponowne omówienie na Kierownictwie.
Odpowiedzialny: Departament Nadzoru i Kontroli
Nadzoruje: Pani Wacława Wojtala Podsekretarz Stanu
2. Projekt zarządzenia Ministra Zdrowia zmieniającego zarządzenie w
sprawie nadania statutów Wojewódzkiej Stacji
Sanitarno-Epidemiologicznej
we Wrocławiu oraz powiatowym stacjom sanitarno-epidemiologicznym
położonym
na obszarze województwa dolnośląskiego
Ustalono:
• skierowanie do uzgodnień wewnętrznych z terminem zgłaszania
uwag 1 dzień,
• termin realizacji: 07-03-2006 r.
• ponowne omówienie na Kierownictwie.
Odpowiedzialny: Departament Nadzoru i Kontroli
Nadzoruje: Pani Wacława Wojtala Podsekretarz Stanu”
Skoro wiemy, czym zajmuje się generalicja bez armii,
chcielibyśmy też
wiedzieć, czy w ogóle ktoś pilnuje dysponentów naszych podatków i
dziesięciny
na Narodowy Fundusz Zdrowia. W artykule p.t „NIK-t ich nie kontroluje.
Mają bardzo ciepłe posadki. Dostają po 10 tysięcy złotych. Nikt nie
sprawdzi,
czy są potrzebni.” red. red. Grażyna Zawadka i Leszek Kraskowski z
„SUPEREXPRESSU”
ujawniają listę 22 doradców prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Są to P.
T.: Lech Bylicki, Krzysztof Fit, Ryszard Grodzicki, Alina Hussein,
Józef
Kalisz, Andrzej Kram, Władysław Majka, Jacek Mazur, Wojciech Misiąg,
Józef
Nadler, Andrzej Olejnik, Alicja Pomorska, Dorota Safjan, Tomasz
Staniszewski,
Krystyna Szajdakowska, Ryszard Szyc, Krzysztof Szwedowski, Zbigniew
Wesołowski,
Józef Płoskonka, Antoni Januchta, Jan Nawelski, Wacław Chełmecki.
Coś musi w tym być, że czasie kompletnego załamania opieki
zdrowotnej
w Polsce kierownictwo ministerstwa zdrowia poświęca swój cenny czas
statutom
stacji sanitarno-epidemiologicznych w 27 powiatach województwa
dolnośląskiego.
Być może obecnej władzy trudno jest ominąć pułapki pozastawiane przez
starych
ministerialnych wyjadaczy – podpory bizantyjskiego systemu wszechmocnej
biurokracji służącemu tylko i wyłącznie zabezpieczaniu tyłów rozmaitym
koteriom i grupom interesów. Niechże więc zagra struna jakże często
szarpana
przez euroentuzjastów przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.
Przecież od dwóch lat już nie tylko Konstytucja RP, lecz także Traktaty
Wspólnot Europejskich stoją straży naszych podstawowych praw, do
których
nalezą i dostęp do opieki zdrowotnej i sprawiedliwe wynagrodzenie dla
lekarzy,
a w konsekwencji także pozostałych pracowników medycznych. Realizacji
tych
praw nie da się zastąpić pokerowymi zagrywkami w stosunku do pacjentów
i lekarzy. Potrzebna jest żywa gotówka. Ponieważ w kieszeniach
zubożałego
społeczeństwa można znaleźć tylko podszewkę, pieniędzy należy szukać
tam,
gdzie są marnotrawione w wyniku decyzji ministrów.
Prestiżowy magazyn „Forbes” niedawno ogłosił listę dziesięciu
najlepiej
sprzedających się leków na receptę. Są to:
1. na wysoki poziom cholesterolu LIPITOR,
który zarobił dla firmy Pfizer 12,9 miliarda dolarów, osiągając 6,4%
wzrostu
sprzedaży w ciągu roku
2. na choroby serca PLAVIX, który zarobił dla
firm Bristol-Myers Squibb i Sanofi-Aventis 5,9 miliarda dolarów,
osiągając
16% wzrostu sprzedaży w ciągu roku
3. na zgagę NEXIUM, który zarobił dla
firmy AstraZeneca 5,7 miliarda dolarów, osiągając 16,7% wzrostu
sprzedaży
w ciągu roku
4. na astmę SERETIDE/ADVAIR, który zarobił
dla firmy GlaxoSmithKline 5,6 miliarda dolarów, osiągając 19% wzrostu
sprzedaży
w ciągu roku
5. na wysoki poziom cholesterolu ZOCOR, który
zarobił dla firmy Merck 5,3 miliarda dolarów, osiągając 10,7% wzrostu
sprzedaży
w ciągu roku
6. na nadciśnienie NORVASC, który zarobił dla
firmy Pfizer 5 miliardów dolarów, osiągając 2,5% wzrostu sprzedaży w
ciągu
roku
7. na schizofrenię ZYPREXA, który zarobił dla
firmy Eli Lilly 4,7 miliarda dolarów, osiągając 6,8% wzrostu sprzedaży
w ciągu roku
8. na schizofrenię RISPERDAL, który zarobił
dla firmy Johnson & Johnson 4 miliardy dolarów, osiągając 12,6%
wzrostu
sprzedaży w ciągu roku
9. na zgagę PREVACID, który zarobił dla firmy
Abbott Labs i Takeda Pharmaceutical 4 miliardy dolarów, osiągając 0,9%
wzrostu sprzedaży w ciągu roku
10. na depresję EFFEXOR, który zarobił dla firmy Wyeth
3,8 miliarda dolarów, osiągając 1,2% wzrostu sprzedaży w ciągu
roku
Na całym świecie wystąpił 7% wzrost sprzedaży leków na
receptę, a łączna
wartość rynku farmaceutycznego po raz pierwszy przekroczyła 600
miliardów
dolarów. Warto przyjrzeć się, jaki jest udział Polaków w zyskach
wielkich
koncernów farmaceutycznych i jakie mechanizmy nim rządzą.
W lutym b. r. w tygodniku „WPROST” red. red. Aleksander i Jan
Piński
poinformowali polską opinię publiczną, a tym samym organy ścigania, że
„sprzedaż leków w Polsce w 2005 r. wzrosła o 7,2 proc. - do 17,26 mld
zł.
W 2006 r. wartość sprzedanych w Polsce leków przekroczy 20 mld zł,
czyli
wzrośnie niemal o jedną piątą! Za leki na receptę, uwzględniając
parytet
siły nabywczej, drożej od nas w Unii Europejskiej płacą tylko Łotysze.
(…) Ciągle płacimy za te same leki od kilkudziesięciu do kilkuset
procent
więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Na przykład lek
przeciwnowotworowy
Endoxan - Asta w Polsce ma cenę 49,71 zł, podczas gdy we Francji ten
sam
koncern sprzedaje go za równowartość 17,43 zł. (...) Takich przykładów
jest kilkaset. Na dodatek Polacy płacą za leki z własnej kieszeni
przeciętnie
67 proc. ich wartości (w 2005 r. wzrost o 3 punkty procentowe). To
najwyższy
wskaźnik w 25 krajach Unii Europejskiej. Winę za drożyznę w Polsce
ponosi
przede wszystkim rząd, bo koncerny farmaceutyczne wykorzystują tylko
swoje
prawo do maksymalizowania zysków. Problem tkwi w tym, że nasz system
wystawiania
recept oraz tworzenia listy refundacyjnej to zachęta do korumpowania
urzędników
i lekarzy. W Polsce nikt nie chce monitorować rynku - od lat nie
wprowadza
się na przykład rejestru usług medycznych (system sprawdzania pracy
lekarzy),
chociaż system, którego koszt wyniósłby około 500 mln zł, przyniósłby w
pierwszym roku 2-3 mld zł oszczędności. To lobby firm farmaceutycznych
i środowisk lekarskich robi wszystko, aby nigdy nie powstał. Polski
rynek
leków jest ewenementem w skali światowej. Brak RUM przy złych
przepisach
dotyczących refundacji stworzył idealną możliwość korumpowania
środowisk
lekarskich i aptekarskich. Co więcej, zgodnie z obowiązującymi
przepisami
NFZ refunduje (do wysokości limitu) cenę wszystkich lekarstw z danej
grupy,
w tym tych drogich, oryginalnych, a nie tylko generyków, czyli
dopuszczonych
prawem tańszych kopii. Nic więc dziwnego, że lekarze bez skrupułów
przepisują
drogie lekarstwa, bo nikt tego nie sprawdzi i nie wyciągnie wobec nich
konsekwencji. - Naszych lekarzy trzeba wręcz leczyć z przepisywania
drogich
markowych leków zamiast ich tańszych i nie gorszych generycznych
odpowiedników
- mówi Tadeusz Szuba z Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego. Nikt z
Ministerstwa
Zdrowia nie dba o to, aby dostarczyć lekarzom materiały, które byłyby
odpowiedzią
na reklamową papkę serwowaną im przez koncerny farmaceutyczne.
Tymczasem
na przykład w Niemczech Instytut Naukowy Kas Chorych co roku wydaje
księgę
z zaleceniami dla lekarzy, jakie leki mają zapisywać i dlaczego. W
Wielkiej
Brytanii dwa razy w roku Towarzystwo Lekarskie i Towarzystwo
Farmaceutyczne
wydają spis leków zalecanych i tych, których lekarze nie powinni
przepisywać.
W Polsce podobną publikację wydano dotychczas raz - w 1995 r. Naszych
lekarzy
zostawiono sam na sam z ponad 5 tys. reprezentantów handlowych (tzw.
repów)
zachodnich gigantów farmaceutycznych. To właśnie działalność
<<repów>>
sprawia, że decydują się przepisywać droższe leki, zwykle skuszeni
obiecywanymi
przez nich grantami. (..) Nad horrorem farmaceutyczno-lekarskim, o
którego
sfilmowaniu marzyłby Alfred Hitchcock, czuwa Ministerstwo Zdrowia.
Przeprowadzona
w październiku 2005 r. przez odchodzącego ministra Marka Balickiego
<<regulacja
cen>> przyniosła opłakane skutki. Resort zdrowia podkreślał, że
aż 97 leków
staniało przeciętnie o 2 zł. Tymczasem cena całego koszyka wzrosła aż o
138,61 zł! Ministerstwo Zdrowia wprowadziło niepotrzebną korektę listy
leków refundowanych, która będzie kosztować budżet państwa miliard
złotych,
czyli jedną szóstą rocznych wydatków na refundację leków. - Na listę
wprowadzono
kilka nowych, reklamowanych przez koncerny farmaceutyczne środków,
których
działanie jest praktycznie takie samo jak dotychczas stosowanych leków”
powiedział pan Tadeusz Szuba autorom artykułu z 19. lutego 2006r.
Do powyższego opisu sytuacji należy dodać, że lista leków
refundowanych
powstała za poprzednich rządów do dzisiaj nie jest dostosowana do
uzasadnionych
oczekiwań pacjentów i ekspertów, a 22. marca 2006r. Minister Zdrowia w
porozumieniu z Ministrem Finansów zatwierdził zmianę Planu Finansowego
Narodowego Funduszu Zdrowia na 2006 rok. Zmiana przewiduje wzrost
refundacji
cen leków o 8,2 miliona zł, do łącznej kwoty 6 miliardów 635 milionów
złotych,
co stanowi 18% łącznej sumy ponad 36 miliardów 250 milionów złotych
odbieranych
nam wszystkim poprzez ZUS i KRUS składek na Narodowy Fundusz Zdrowia.
Wydatki
na refundację leków stanowią 19% kosztów świadczeń zdrowotnych i
zajmują
drugą pozycję za kosztami lecznictwa szpitalnego – 14,4 miliarda zł
(41%)
i znacznie wyprzedzają koszty podstawowej opieki zdrowotnej - prawie 4
miliardy zł (12%) i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej -
ponad
2,5 miliarda zł (7,2%).
Właściwa polityka rządu w stosunku do koncernów
farmaceutycznych mogłaby
zmienić te udziały, i nie tylko powstrzymać drenaż kieszeni pacjentów,
lecz także zaspokoić słuszne żądania płacowe lekarzy i innych
pracowników
medycznych.
dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista epidemiolog
w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny
i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
http://www.halat.pl/stowarzyszenie.html
|
POLITYKA
A ZDROWIE
ZAGROŻENIA
ZDROWIA NOWORODKÓW
ZAGROŻENIA
ZDROWIA PACJENTÓW
ZAGROŻENIA
ZDROWIA ZE STRONY LEKÓW
Światowy
Dzień AIDS 2002 - Polska
PAŃSTWOWA INSPEKCJA
SANITARNA

ALFABETYCZNY
SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
|