NITROFEN


 Polska Agencja Prasowa, 28. maja 2002r.  (wtorek)

Niemcy: resort nie zna pochodzenia zatrutej pszenicy

Nie ma żadnych dowodów na to, że wykryta w niemieckich gospodarstwach ekologicznych pasza, zawierająca szkodliwy dla zdrowia środek chwastobójczy Nitrofen, pochodziła z Polski - poinformowało we wtorek niemieckie ministerstwo ochrony konsumenta i rolnictwa.

 "Nie mamy pojęcia, skąd pochodzi skażona pszenica. Nie wiemy, czy jest to pszenica uprawiana tutaj (w Niemczech) i spryskiwana zakazaną substancją, czy też chodzi o pszenicę z importu, czy też wreszcie miejscowa pszenica zmieszana została z ziarnem importowanym. Musimy wszystkie te możliwości zbadać" - powiedziała PAP rzeczniczka ministerstwa Ursula Horsetzky.

Sprawa Nitrofenu ma w Niemczech znamiona skandalu w związku z niepoinformowaniem opinii publicznej o tym skażeniu, o którym placówki państwowe wiedziały od miesięcy. Poważne konsekwencje może mieć utrata zaufania konsumentów do żywności ekologicznej.

Minister rolnictwa Dolnej Saksonii Uwe Bartels powiedział dziennikowi "Bild": "Jest także do pomyślenia, że zanieczyszczona pszenica dostarczona została z Polski - tam środek ochrony roślin Nitrofen jest dozwolony". Polskę lub inny kraj wschodnioeuropejski jako źródło zanieczyszczonej pszenicy sugerowały też niemieckie stacje telewizyjne ARD i ZDF.

Rzeczniczka ministerstwa rolnictwa powiedziała PAP, że niemieckie władze muszą sprawdzić, czy Nitrofen jest w Polsce dopuszczony do obrotu. "Interesujemy się szczególnie Ukrainą, ponieważ importujemy z tego kraju dużo zboża. Import z Polski jest niewielki" - dodała.

Początkowo uważano, że skażone ziarno pochodzi z Brandenburgii. Dolnosaksońskie przedsiębiorstwo GS Agri otrzymało w listopadzie 2001 r. ponad 100 ton pszenicy paszowej od jednego z meklemburskich pośredników. GS Agri zaopatruje w paszę 1.000 gospodarstw prowadzących ekologiczną hodowlę. Nitrofen w stężeniu, przekraczającym dziesięciokrotnie dopuszczalne wartości, wykryto na początku bieżącego roku na fermie drobiarskiej w Dolnej Saksonii.

Stosowanie Nitrofenu zakazane jest w RFN od 1988 r. W 1990 r. zakazem objęto także landy wschodnich Niemiec. Nitrofen uważany jest za środek mogący wywołać choroby nowotworowe oraz szkodliwy dla płodu.

Gospodarstwa, w których wykryto trujący środek, ukrywały przez kilka miesięcy informacje o skandalu. Jak twierdzi minister rolnictwa Renate Kuenast, jej ministerstwo poinformowane zostało dopiero w ubiegły piątek (24. maja 2002r.)

W Dolnej Saksonii zamknięto tymczasem 100 gospodarstw, które korzystały z zatrutej paszy. Federalny Urząd Badania Mięsa w Kulmbach przyznał, że już pod koniec stycznia otrzymał próbkę mięsa drobiowego, w której 5 tygodni później stwierdzono 0,1 mg nitrofenu (dopuszczalna dawka wynosi 0,01 mg na kilogram). Jak oświadczył rzecznik placówki w Kulmbach, urząd nie uznał za konieczne poinformowanie ministerstwa w Berlinie o wyniku badań.
 


 
 

"Nasz Dziennik", 22-23 czerwca 2002r.

Czy skażone zboże trafiło do Polski?

Nitrofen niekontrolowany 

Wwożone do Polski zboże paszowe nie jest badane pod kątem obecności nitrofenu. Do dziś nie wiadomo, do których z państw spoza Unii Europejskiej trafiło, wyeksportowane przez Niemcy, skażone rakotwórczym herbicydem ziarno. Polskie władze nie wprowadziły i nie zamierzają wprowadzić zaostrzonej kontroli na granicy, mimo iż Niemcy przyznały, że zatrute zboże sprzedano do państw spoza Piętnastki. Spokoju urzędników nie mąci nawet fakt, iż nikt do tej pory nie sprawdził, czy na tej czarnej liście nie znalazła się Polska. 

W czwartek niemieckie władze przyznały, że skażone ziarno zostało wyeksportowane do krajów spoza UE. Sekretarz stanu w niemieckim ministerstwie rolnictwa, Alexander Mueller powiedział, że w 2000 r.część niemieckiej pszenicy skażonej rakotwórczym nitrofenem sprzedano państwom spoza Wspólnoty. Ziarno miało być eksportowane. Mueller odmówił jednak podania krajów, do których wjechało. Podkreślił jedynie, że są one właśnie informowane o całej sprawie przez władze niemieckie. Tymczasem wczoraj w Głównym Inspektoracie Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych poinformowano nas, że badania w kierunku skażenia importowanego ziarna nitrofenem w ogóle nie są prowadzone.  Podobną informację usłyszeliśmy w Centralnym Inspektoracie Standaryzacji (CIS), sprawującym państwowy nadzór standaryzacyjny towarów rolno-spożywczych w obrocie z zagranicą i oceniającym ich jakość handlową. Jedynie w CIS-ie dowiedzieliśmy się, że zboże badane jest pod względem wilgotności lub zanieczyszczeń (chodzi np. o kamyki i połamane ziarna). 

Jak powiedział nam główny inspektor sanitarny Andrzej Trybusz, inspekcja sanitarna bada jedynie ziarno konsumpcyjne. Czyżby zatem ziarno sprowadzane na cele paszowe nie podlegało kontroli, która pozwoliłaby wykryć pozostałości rakotwórczego nitrofenu? 

W Departamencie Produkcji Roślinnej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi nikt nie potrafił nam odpowiedzieć na pytanie, czy resort próbował ustalić, czy skażone zboże trafiło do Polski. Dwa tygodnie temu wiceminister Józef Pilarczyk poinformował, że polskie władze wystąpiły do Niemiec z pytaniem, gdzie wyeksportowano 1,5 tys. ton skażonego nitrofenem jęczmienia. Wynika z tego, że polski rząd nie wie nawet, czy chodzi o jęczmień, czy o - wspominaną przez Muellera - pszenicę. 

Pod koniec maja w Niemczech wyszło na jaw, iż w tamtejszych gospodarstwach ekologicznych i konwencjonalnych ziarno używane do hodowli zawiera rakotwórczy nitrofen - składnik środka chwastobójczego. Niemcy oficjalnie tłumaczą, że przyczyną całej afery jest składowanie zboża w magazynach, gdzie za czasów NRD-owskich przechowywano nitrofen i inne rolnicze środki chemiczne. 

- Służby automatycznie powinny badać wszystko zboże, które napływa do kraju, zarówno paszowe, jak i konsumpcyjne. Nitrofen to przecież trucizna taka sama dla ludzi, jak i dla zwierząt - powiedział nam Wojciech Mojzesowicz (Samoobrona), szef sejmowej komisji rolnictwa.  - To jeszcze jeden dowód, że polskie granice nie są kontrolowane. Od 9 lat mówimy, że brakuje monitoringu, byśmy bezpośrednio wiedzieli, jakie produkty rolne wpływają do kraju. Na to ten czy następny rząd musi zwrócić uwagę. Ponadto fałszowane są dokumenty, czyli faktycznie więcej ziarna wjeżdża do kraju niż jest w dokumentach - mówi Piotr Krutul (LPR) z komisji rolnictwa. - Zastanawiające jest zatem, co wpłynęło do kraju np. w ciągu ostatnich 5 lat. Skutki tego będą widoczne. Chemizacja i farmeryzacja rolnictwa wraca cały czas do nas. Trzeba się zapytać, czy chcemy mieć unijną żywność - dodaje. - Sam fakt znalezienia nitrofenu w zbożu mógłby być pretekstem do ograniczenia importu zboża ze względów sanitarnych. Mógłby rząd to wykorzystać - przyznaje Antoni Mężydło (PiS), zasiadający w komisji rolnictwa. 

Karolina Goździewska 
 


 
 
 
 
Polska Agencja Prasowa, 26. lipca 2002r.

MRiRW: Zboże sprowadzone z Niemiec nie zawiera nitrofenu

Według badań polskich służb weterynaryjnych, zboże sprowadzone z Niemiec w okresie od 26 lutego do 3 czerwca 2002 r. nie zawiera nitrofenu - poinformował wiceminister rolnictwa Jerzy Pilarczyk na piątkowym posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa.

Pilarczyk uzasadniał na posiedzeniu Komisji Rolnictwa decyzję o nie wstrzymaniu importu zbóż i pasz z Niemiec po wykryciu tam skażenia nitrofenem pod koniec maja. Nitrofen jest środkiem chwastobójczym o działaniu rakotwórczym, zakazanym w Niemczech od ponad 10 lat.

 "Po stronie polskiej nigdzie nie znaleziono nitrofenu, nie można więc zakazać importu bez uzasadnienia" - poinformował Pilarczyk.

Pilarczyk powiedział, że według informacji z Niemiec, część importowanego wcześniej do Polski zboża miała styczność ze skażonym magazynem. Jednak badania wykonane w Niemczech po wykryciu skażenia nie wykazały obecności nitrofenu w składowanych tam zbożach. Potwierdziły to również badania próbek importowanego zboża, wykonane w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach.

     "Ta sprawa nie została do końca wyjaśniona. Na miejsce skażenia powinna udać się polska delegacja i zbadać niemiecką dokumentację" - powiedział na posiedzeniu komisji poseł Andrzej Aumiller (UP).

     Na początku czerwca Niemcy ustaliły, że źródłem skażenia zboża paszowego nitrofenem są magazyny w Meklemburgii, gdzie za czasów NRD przechowywano nitrofen i inne środki chemiczne. Ślady nitrofenu znaleziono w produktach drobiowych z gospodarstw ekologicznych na terenie dawnej NRD.

Unia Europejska nie podejmie wobec Niemiec żadnych sankcji. Według niej, kroki, jakie podjęły Niemcy w rezultacie wykrycia skażonego nitrofenem zboża, były wystarczające.

Władze Niemiec zamknęły od końca maja blisko 90 gospodarstw, podejrzewanych o skażenie.

Sejmowa Komisja Rolnictwa rozpatrywała też przyczyny nie wstrzymania importu mięsa wieprzowego z z krajów UE po wykryciu w Holandii hormonu MPA.

Pilarczyk poinformował o wprowadzeniu przez Głównego Inspektora Weterynarii wymogu posiadania specjalnej deklaracji, która informuje, że importowane z Unii mięso wieprzowe zostało tam zbadane i nie zawiera hormonu MPA. Według niego jest to działanie wystarczające do zabezpieczenia polskich konsumentów.

"Obecnie istnieją zakazy importu mięsa wieprzowego i wołowego z Niemiec, wydane z związku z klasycznym pomorem świń i BSE" - powiedział Pilarczyk.


 
 
 
Agrobiznes, TVP1, 4. czerwca 2002r.

Niemcy mają nitrofen, a my beztlenowce

Polska nie zamknie swoich granic dla drobiu i jego przetworów z Niemiec. Nie importowaliśmy w ostatnim czasie mięsa indyczego, nie ma więc obaw o zdrowie konsumentów - twierdzi Jerzy Pilarczyk, wiceminister rolnictwa. Niemcy wyjaśnili już skąd pochodziła trucizna i w jaki sposób przedostała się do żywności. Wypada przypomnieć, że Niemcy spekulowali, że zatrute zboże pochodzi z Polski.

Przeterminowane herbicydy z nitrofenem były składowane w magazynie w byłej NRD. Ktoś musiał ich użyć w zbożach lub specjalnie skazić żywność. Afera wybuchła w Niemczech pod koniec marca. Dopiero w ubiegłym tygodniu została ujawniona. Przez ten czas dzieci w Niemczech zajadały się indyczym mięsem z rakotwórczym nitrofenem.

Jeszcze w latach 70-tych i 80-tych trzy herbicydy zawierały rakotwórczy nitrofen. Wycofano je u nas w kraju w 1983 roku, więc w naszym zbożu znajdować się nie mogły. Tymczasem w Niemczech pojawiły się głosy, że indyki były żywione polskim zbożem, które zostało skażone właśnie u nas. Mówiła o tym minister rolnictwa Donej Saksonii. Potem wprawdzie prostowała wypowiedź podwładnej minister rolnictwa Niemiec Renate Künast, ale informacja poszła w świat.

Afery już nie ma. Niemcy złożyli wyczerpujące wyjaśnienia. Czesi zamknęli swoje granice dla niemieckiego drobiu aż do 13 czerwca. Czekają na dalsze wyjaśnienia. Litwa zrobiła podobnie. Łotwa i Estonia zastanawiają się co zrobić. Z naszej strony restrykcji nie będzie. A szkoda, bo na pewno ucieszyliby się nasi drobiarze. Bo przecież gdyby taka afera wybuchła w Polsce, to Niemcy nawet chwili by się nie zastanawiali i swoje granice dla naszego drobiu zamknęli.

Tymczasem nasi drobiarze do produkcji już nie muszą dokładać, dlatego mieszalnie pasz nie myślą nawet o obniżce cen. Mało, że pasze wciąż są drogie, to jeszcze nienajlepszej jakości - mówią hodowcy. W niektórych rejonach kraju w paszach dla drobiu wykryto beztlenowce, a to może oznaczać, że do ich produkcji użyto zjełczałych tłuszczów. No cóż, dobrze że nie nitrofenu.

Kurczaków jest mało, ale popyt też znikomy. Dlatego na rynku drobiu wyraźnych zmian nie widać. Za kilogram brojlerów ubojnie płacą najczęściej 2,90 zł. Taniej jest tylko na południu. Tam jeszcze kilka miesięcy temu duży import piskląt z Czech spowodował zwiększenie nasadzeń. Jak szacują hodowcy teraz w całym kraju już 90 proc. jaj wylęgowych trafia do kurników. W grudniu, kiedy ceny brojlerów były najniższe, aż 1/3 zamiast do wylęgarni przeznaczana była na jaja spożywcze.

W górę poszły ceny indyków. Większość ubojni płaci za nie 4,20 zł/kg. Indyczki są o 20-30 gr tańsze. Ubojniom świeże kurczaki udaje się maksymalnie sprzedać po 4,5 zł/kg. To i tak o 10 proc. więcej niż na początku roku.
 


 
Nasz Dziennik, 28. lipca 2002r.

Ministerstwo rolnictwa o imporcie zatrutego zboża

Tak, jest skażone. I co z tego?

Posłowie z sejmowej komisji rolnictwa zarzucają resortowi, że do Polski wpłynęło ziarno skażone rakotwórczą substancją, a władze nie wyciągnęły z tego żadnych wniosków. Zboże, jak gdyby nic się nie stało, nadal napływa do nas z Niemiec szerokim strumieniem.

Parlamentarzyści podważają wiarygodność niemieckich służb sanitarnych, na których swoje decyzje, a raczej ich brak, oparły polskie władze. - Dlaczego niemieckie służby miałyby działać na szkodę niemieckich przedsiębiorców? - pytali posłowie. Zarzucili rządowi, że ślepo zaufał stronie niemieckiej, nie sprawdzając u źródła dokumentów dotyczących obrotu skażonym ziarnem.
- Bez uzasadnienia nie można wprowadzać zakazu, nawet gdyby chodziło o interes kraju, który chciałby je wprowadzić - tłumaczył wiceminister, powołując się na zobowiązania wobec WTO. Podstawą do wprowadzenia zakazu importu miałyby być przepisy fitosanitarne i weterynaryjne. Koronnym argumentem rządu ma być fakt, że badania ziarna prowadzone w Polsce od lutego do czerwca br. nie wykazały obecności nitrofenu. Ministerstwo rolnictwa broni się, twierdząc, że strona niemiecka przedstawiła wiarygodne argumenty. - Nie można podejrzewać urzędników UE o fałszowanie dokumentów; to cały system, na którym nam zależy - przekonywał Pilarczyk. Wiceminister oświadczył, że takich substancji jak nitrofen są tysiące, natomiast na świecie nikt nie ma obowiązku badania każdej partii zboża pod kątem zawartości wszystkich takich toksyn. Obecnie importerzy ziarna mają okazywać zaświadczenia z Niemiec, że towar trafiający na rodzimy rynek nie zawiera nitrofenu.
Przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa Wojciech Mojzesowicz (Samoobrona) jest przekonany, że do Polski trafiło ziarno wprost z magazynu w Maklenburgii, gdzie było źródło skażenia nitrofenem. Twierdzi, że zanim służby zabrały się do jego badania, opuściło ono już polskie magazyny i zostało przerobione na mąkę. Zdaniem posła, magazyn w Maklenburgii powinien zostać zamknięty na kilka lat.
Przypomnijmy, że skażone nitrofenem ziarno wykryto w jednym z niemieckich magazynów na trenie byłej NRD.
W opinii Piotra Krutula (LPR), rząd nie ma żadnych podstaw do zapewnień, iż skażone ziarno nie trafiło do Polski, ponieważ nie wszystkie jego partie są badane pod kątem obecności nitrofenu. Jego zdaniem, rząd robi sobie kpiny, badając zaledwie dwie próbki pasz i mięsa z Niemiec w Państwowym Instytucie Weterynarii. Ponadto polskie władze w ogóle nie biorą pod uwagę zagrożenia ze strony ziarna importowanego z krajów CEFTA. - Tak jak Unia nas kontroluje, powinniśmy kontrolować produkty sprowadzane z krajów Piętnastki - powiedział nam Krutul.
Jak wynika z informacji przekazanych przez Agencję Rynku Rolnego, w tym roku do 25 lipca z Republiki Federalnej Niemiec do Polski trafiło ponad 18 tys. ton ziarna i mąki.
Karolina Goździewska
 

Spokojnie, to tylko nitrofen

Różnych rzeczy można było się spodziewać: tego, że ministerstwo będzie tłumaczyć, jak troszczy się o bezpieczeństwo konsumentów, jak wytrwale bada kontyngenty zboża na naszych granicach, i że wreszcie jest całkowicie, ale to całkowicie przekonane, iż ziarno do nas sprowadzane jest pod każdym względem bezpieczne. Wyjaśnienia ministerstwa rolnictwa przerosły jednak oczekiwania wszystkich. Okazuje się, że skażenie ziarna rakotwórczym nitrofenem może okazać się tylko wierzchołkiem góry lodowej. Polska jest szeroko otwarta dla wielu takich substancji. Wiceminister rolnictwa przyznał wczoraj ze stoickim spokojem, że ziarno może być skażone tysiącem substancji podobnych do nitrofenu. Nikt jednak tego nie bada, co więcej - nie zamierza badać. Nikt też nie kwapi się z wprowadzeniem monitoringu polskich granic. Najważniejsze jest przecież teraz zaufanie wobec Unii Europejskiej.
KG


 
INFORMACJA O PRACACH KOMISJI SEJMOWYCH

 IV kadencja
Nr 101/2002 (132) 
   w dniu 26 lipca 2002 r.

Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozpatrzyła informację o uprawie zbóż w 2002 r., którą przedstawił prezes Agencji Rynku Rolnego Jan Sobiecki. Poinformował, że do 25 lipca 2002 r. zaimportowano do Polski:
- 173 136 ton pszenicy,
- 90 261 ton jęczmienia,
- 81 093 ton kukurydzy,
- 51 430 ton otrębów,
- 12 320 ton mąki pszennej i żytniej,
- 11 071 ton żyta.
W dyskusji posłowie interesowali się jakością importowanego zboża oraz zasadami przyznawania zezwoleń na import. Postulowali ściślejszą współpracą przy monitorowaniu importu zbóż resortów gospodarki i rolnictwa oraz Agencji Rynku Rolnego.

Na skierowany przez Marszałka Sejmu wniosek Klubu Parlamentarnego Samoobrona RP, Komisja zapoznała się z informacją o przyczynach niewstrzymania importu zbóż i pasz z Niemiec oraz mięsa wieprzowego z krajów Unii Europejskiej. Informację na ten temat przedstawił sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Józef Jerzy Pilarczyk. Stwierdził, że nie istnieją żadne przesłanki do zablokowania importu tych towarów. Oznajmił, że skażone nitrofenem w Niemczech mięso i pasze nie były eksportowane, za wyjątkiem 4000 sztuk brojlerów i jaj wysłanych do Holandii.
Ładunek ten został odesłany do kraju pochodzenia w zaplombowanych kontenerach. Badania importowanego z Niemiec zboża nie wykazały skażenia nitrofenem. 
W dyskusji posłowie nie podzielili zaufania MRiRW do działań strony niemieckiej.
(...)


Biuletyn Komisji Sejmowych

Biuletyn nr: 893/IV
Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi /nr 43/

Poseł Romuald Ajchler (SLD)
Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk (SKL)
Poseł Andrzej Aumiller (UP)
Poseł Tadeusz Badach (SLD)
Poseł Czesław Cieślak (PSL)
Poseł Marian Curyło (Samoobrona)
Poseł Stanisław Kalemba (PSL)
Poseł Zbigniew Komorowski (PSL)
Poseł Piotr Krutul (LPR)
Dyrektor departamentu w Ministerstwie Gospodarki Jarosław Mąka
Poseł Wojciech Mojzesowicz (Samoobrona)
Przedstawiciel Związku Zawodowego Rolników "Ojczyzna" Jerzy Nowak
Poseł Ryszard Nowak (PiS)
Sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Józef Pilarczyk
Poseł Szczepan Skomra (SLD)
Prezes Agencji Rynku Rolnego Jan Sobiecki
Przedstawicielka Związku Zawodowego RI "Solidarność" Albina Sokolik
Poseł Ryszard Stanibuła (PSL)
Poseł Stanisław Stec (SLD)
Poseł Benedykt Suchecki (SLD)
Sekretarz Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Poseł Wojciech Zarzycki (PSL)
Poseł Józef Żywiec (Samoobrona)

26 lipca 2002 r. Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi, obradująca pod przewodnictwem posłów Wojciecha Mojzesowicza /Samoobrona/ i Romualda Ajchlera /SLD/, wysłuchała informacji:

- o przyczynach niewstrzymania importu zbóż i pasz z Niemiec oraz mięsa wieprzowego z krajów Unii Europejskiej,

- o imporcie zbóż w 2002 r.,

- o sytuacji na rynku mleka /import i interwencja/.

W posiedzeniu uczestniczyli przedstawiciele: Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z sekretarzem stanu Józefem Pilarczykiem, Agencji Rynku Rolnego z prezesem Janem Sobieckim, Ministerstwa Gospodarki, Najwyższej Izby Kontroli, związków zawodowych.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Otwieram posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Porządek dzienny posiedzenia został państwu doręczony. Czy ktoś z państwa ma jakieś uwagi do zaproponowanego porządku obrad?

Poseł Stanisław Stec /SLD/ : Chciałbym prosić, aby o godzinie 9.00 zarządzić przerwę, ponieważ w Sejmie będzie występował pan wicepremier Grzegorz Kołodko.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Oczywiście zarządzę wtedy przerwę.

Poseł Piotr Krutul /LPR/ : O godzinie 9.00 zbiera się również Komisja Europejska, która rozpatrzy poprawki zgłoszone w drugim czytaniu do rządowego projektu ustawy o organizacji rynku przetworów owocowych i warzywnych. Dlaczego wszystkie ustawy dotyczące rolnictwa nie są rozpatrywane przez Komisję Rolnictwa i Rozwoju Wsi? Dzisiaj o godzinie 8.00 zebrała się Komisja na Nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw związanych z programem rządowym "Przedsiębiorczość-Rozwój-Praca", na której przeprowadzono pierwsze czytanie ustawy o organizacji rynku ekopaliw ciekłych oraz ekokomponentów. Dlaczego nie zostali o tym poinformowani członkowie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, mimo że w ramach Komisji działa podkomisja, która zajmuje się problemem biopaliw?

Poseł Andrzej Aumiller /UP/ : Chciałbym zapytać, czy państwo otrzymaliście zawiadomienie, że dzisiaj odbywa się pierwsze czytanie ustawy dotyczącej biopaliw? Marszałek Sejmu złamał regulamin Sejmu, ponieważ każdy z posłów ma prawo uczestniczyć w posiedzeniu Komisji.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Chciałbym prosić o to, aby dzisiaj Komisja otrzymała informacje dotyczące interwencyjnego skupu zboża i rzepaku.

Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk /SKL/ : Zgadzam się z panem posłem Piotrem Krutulem, że Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi powinna mieć możliwość rozpatrywania ustaw dotyczących rolnictwa. Komisja Europejska nie może zastąpić w pewnych sprawach Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Chciałbym powiedzieć, że rozmawiałem już z panem marszałkiem o tym, że Komisja nie jest zadowolona z trybu procedowania w Sejmie. Muszę przyznać, że mam pretensję do Prezydium Sejmu. Myślę, że należy wreszcie pewne sprawy wyjaśnić. Największym problemem jest jednak to, że do Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie są kierowane ustawy dotyczące rolnictwa i otoczenia rolnictwa. Te ustawy są rozpatrywane przez inne komisje, czasami nawet bez naszej opinii. Sądzę, że w tej sprawie powinniśmy skierować pismo do Prezydium Sejmu.

Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk /SKL/ : Zdarza się, że Komisja wydaje pozytywną opinię o projekcie ustawy, a mimo to Komisja Europejska otrzymuje nowy druk z projektem, który w ogóle nie jest już opiniowany przez Komisję Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Tak było na przykład w przypadku ustawy dotyczącej rynku rybnego.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Proponuję, aby posłowie Piotr Krutul, Wojciech Zarzycki oraz pani posłanka Dorota Arciszewska wspólnie przygotowali stanowisko Komisji w tej sprawie. Po przerwie Komisja skieruje to pismo do marszałka Sejmu.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Myślę, że sprawa jest na tyle poważna, że stanowisko powinno zostać przygotowane przez prezydium Komisji.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Dobrze, w takim razie prezydium Komisji przygotuje pismo do pana marszałka. Nie może być tak, że Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi ma się tylko zajmować rozwiązywaniem doraźnych problemów ze skupem, a kiedy w grę wchodzą jakieś regulacje systemowe, to ustawy kieruje się do innych komisji. W tej chwili zarządzam przerwę. Wznowimy posiedzenie Komisji po wystąpieniu pana wicepremiera Grzegorza Kołodki. Proponuję przerwę do godziny 10.00.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : W porządku dziennym posiedzenia Komisji zapisano bardzo ważne tematy. Zresztą podczas debaty Sejmu wynikła dyskusja i zostaliśmy zobligowani przez marszałka Sejmu do wnikliwiej oceny przyczyn niewstrzymania importu zbóż. O godzinie 11.30 odbędzie się posiedzenie połączonych Komisji Europejskiej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi, którego też nie można przełożyć, ponieważ jest to spotkanie z ministrem rolnictwa Francji. Jeśli spotkamy się dopiero o godzinie 10.00, to nie zdołamy rozpatrzyć wszystkich punktów porządku obrad. Ponadto pan poseł Wojciech Zarzycki złożył wniosek o uzupełnienie porządku dziennego o informacje dotyczące przebiegu skupu zbóż. Myślę, że powinniśmy wysłuchać przemówienia pana wicepremiera Grzegorza Kołodki i zebrać się ponownie o godzinie 9.30. Każda sprawa omawiana na sali plenarnej Sejmu jest ważna. Tematy, które Komisja powinna dzisiaj omówić są równie istotne.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Myślę, że ta propozycja jest zasadna. Ogłaszam przerwę do godziny 9.30. 

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Wznawiam posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zaczniemy od rozpatrzenia drugiego punktu porządku obrad, ponieważ pan minister Józef Pilarczyk, który miał przedstawić informację o przyczynach niewstrzymania importu zbóż i pasz z Niemiec oraz mięsa wieprzowego z krajów Unii Europejskiej musi uczestniczyć w tej chwili w posiedzeniu Komisji Europejskiej. Przystępujemy zatem do wysłuchania informacji o imporcie zbóż w 2002 r. To jest bardzo drażliwy temat, który Komisja musi wyjaśnić do końca. Otrzymaliśmy materiały, w których zawarte są informacje dotyczące firm importujących zboże. Chcielibyśmy jednak poznać nie tylko dane dotyczące spółek, ale nazwiska ich właścicieli. Myślę, że to można ustalić. Wtedy każdy będzie wiedział, co się naprawdę dzieje na rynku zbóż. Bardzo proszę przedstawiciela Ministerstwa Gospodarki o zaprezentowanie informacji o imporcie zbóż. Jednocześnie chciałbym wyrazić niezadowolenie wobec faktu, że na posiedzenie Komisji nie przybył żaden z wiceministrów tego resortu. W Ministerstwie Gospodarki pracuje siedmiu sekretarzy i podsekretarzy stanu, a żaden z nich nie miał czasu, aby uczestniczyć w dzisiejszym posiedzeniu Komisji. Nie ukrywam, że wystosujemy w tej sprawie odpowiednie pismo do prezesa Rady Ministrów. Nie będę przewodniczył Komisji, która nie może spotkać się z członkami rządu. Moim zdaniem pan minister Jacek Piechota traktuje Komisję Rolnictwa i Rozwoju Wsi najgorzej ze wszystkich ministrów. Upoważnienie dla przedstawiciela Ministerstwa Gospodarki podpisał pan minister Maciej Leśny, który na jednym z posiedzeń Komisji wykazał dużą niekompetencję, niewiedzę i został skrytykowany przez wszystkich posłów. Byłoby dobrze, gdyby od czasu do czasu ktoś w randze przynajmniej podsekretarza stanu zechciał przybyć na posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Bardzo proszę przedstawiciela Ministerstwa Gospodarki o zaprezentowanie informacji o imporcie zbóż.

Dyrektor departamentu w Ministerstwie Gospodarki Jarosław Mąka : Chciałbym wyjaśnić, że pan minister Maciej Leśny, który miał tutaj reprezentować ministra gospodarki, w dniu dzisiejszym o godzinie 7.30 razem z panem wicepremierem Markiem Polem odleciał do Kaliningradu. Pan minister bardzo przeprasza Komisję i prosi o usprawiedliwienie jego nieobecności. W dniu 16 lutego 2001 r. Sejm przyjął ustawę, zgodnie z którą wszystkie sprawy związane z administrowaniem obrotem towarami rolno-spożywczymi zostały przekazane pod nadzór ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Od tego dnia sprawy dotyczące automatycznej i nieautomatycznej rejestracji obrotu, wydawania pozwoleń importowych należą do uprawnień prezesa Agencji Rynku Rolnego. W związku z tym minister gospodarki nie posiada bieżących informacji w zakresie obrotu towarami rolno-spożywczymi. Dlatego proszę, aby wszystkie problemy związane z wielkością importu i monitoringiem obrotu zostały zreferowane przez przedstawicieli Agencji Rynku Rolnego.

Prezes Agencji Rynku Rolnego Jan Sobiecki : Według aktualnych danych do 25 lipca wpłynęło do Polski 173.136 ton pszenicy, w tym w ramach kontyngentu bezcłowego 134.288 ton z Unii Europejskiej, co stanowi 58,39% całego kontyngentu. Jak wiadomo od 1 lipca 2002 r. wstrzymano import zbóż bez cła. W ramach umów z WTO, do Polski wpłynęło tylko 110 ton pszenicy, a z krajów CEFTA 4868 ton pszenicy z Czech oraz 10 tys. ton z Węgier i około 12 tys. ton ze Słowacji. Z pełnym cłem sprowadzono do Polski 33.980 ton pszenicy. Jeśli chodzi o żyto, to sprowadzono do Polski łącznie 11.071 ton z pełnym cłem w ramach automatycznej rejestracji obrotu. W przypadku jęczmienia importowano 90.261 ton z pełnym cłem w ramach automatycznej rejestracji. Chciałbym zaznaczyć, że każdy kto zechce sprowadzić zboże w ramach pełnych stawek celnych, może otrzymać pozwolenie. Jeśli chodzi o kukurydzę, to łącznie sprowadzono 81.093 tony, w tym z krajów CEFTA: z Czech 1584 tony i ze Słowacji 5500 ton. Podam jeszcze państwu dane dotyczące importu mąki pszennej i żytniej, ponieważ to też ma wpływ na bilans zbożowy. Do Polski sprowadzono łącznie 12.320 ton mąki w tym z Unii Europejskiej w ramach kontyngentu bezcłowego 5595 ton, co stanowi niecałe 50% dopuszczalnego kontyngentu. W przypadku otrębów, wpłynęło 51.430 ton, z czego tylko w ramach umów WTO 690 ton.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Otwieram dyskusję. Kto z państwa chciałby zabrać głos w tej sprawie?

Poseł Stanisław Stec /SLD/ : Kto bada jakość zboża, które jest importowane do Polski? Kto podejmuje decyzję o wpuszczeniu tego zboża do Polski na podstawie wyników tych badań? Czy to zboże odpowiada polskim normom? Czy my wpuszczamy importowane zboże na podstawie atestu przedstawionego przez eksportera, czy też na podstawie badań wykonanych przez własne, niezależne laboratoria?

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki stwierdził, że istnieje automatyczna rejestracja obrotu i że zajmuje się tym prezes Agencji Rynku Rolnego. Jednak wydaje mi się, że za ochronę rynku odpowiada minister gospodarki, przecież to on określa na przykład wielkość ceł. Na podstawie przedstawionych tutaj informacji nie możemy się dowiedzieć, w jaki sposób jest chroniony polski rynek rolny. Czy minister gospodarki nie interesuje się wpływem importu artykułów rolno-spożywczych na sytuację w polskim rolnictwie? Przecież w Agencji Rynku Rolnego są tylko rejestrowane ilości importowanego zboża z cłem. Wydaje mi się, że w tej materii wszystkie organy państwa powinny ściśle współpracować. W przeciwnym wypadku nie wyobrażam sobie, aby można było chronić polskich rolników. Przed chwilą na posiedzeniu plenarnym Sejmu pan wicepremier Grzegorz Kołodko mówił, że trzeba zwalczać bezrobocie. Przecież zezwalając na sprowadzanie do Polski tych wszystkich niechcianych artykułów rolno-spożywczych, zgadzamy się niejako na import bezrobocia. Myślę, że potrzebne są tutaj skoordynowane działania wszystkich służb państwa. Agencja Rynku Rolnego powinna skrupulatnie ewidencjonować import, natomiast minister gospodarki powinien w odpowiednim momencie ograniczyć import. W przeciwnym wypadku ciągle będziemy wykonywać syzyfową pracę i wydawać olbrzymie środki na nieskuteczną interwencję na rynku. W materiałach przygotowanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi znajdują się nazwy firm, które dokonały importu pszenicy. Są tutaj wymienione również przedsiębiorstwa, które sprowadziły znikome ilości zboża. Czy to oznacza, że to była tylko podstawa do uzyskania pozwolenia, a potem owe przedsiębiorstwa sprowadziły znacznie większe ilości pszenicy? Ponadto chciałbym powiedzieć, że Komisja prosiła o podanie nazw firm i nazwisk właścicieli firm importujących zboże. Tymczasem materiały zawierają tylko nazwy firm. Sądzę, że powinniśmy znać te nazwiska. W Sejmie atakowano tylko jednego właściciela firmy importującej zboże, natomiast pozostałe nazwiska są tajne. Chciałbym poznać nazwiska wszystkich właścicieli firm importujących zboże. Zgłaszam wniosek o ujawnienie nazwisk importerów.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Jak już powiedziałem, Komisja wystąpi do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, aby ujawniono nie tylko nazwy firm, ale także nazwiska importerów. Wtedy nie będziemy mieli do czynienia z pomówieniami.

Poseł Ryszard Nowak /PiS/ : Jakie są zasady wydawania zezwoleń na import zbóż? Jakie kryteria musi spełniać importer?

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ : W dniu 18 stycznia tego roku pytałem na posiedzeniu Komisji przedstawiciela Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi o parametry zbóż sprowadzanych do Polski. Pytałem również o to, które firmy importują zboże i kto im wydaje pozwolenie. Kolejna kwestia dotyczy Ministerstwa Gospodarki. Na ręce pana ministra Macieja Leśnego przekazałem petycję, którą złożyli właściciele polskich wylęgarni piskląt kurzych. Pan minister Maciej Leśny stwierdził, że import piskląt oblicza się w tonach. Z przedstawionych nam danych wynika, że w jednym kilogramie mogą się mieścić 23 pisklęta, ale może też ich być 33. W tej sytuacji polskie wylęgarnie niedługo przestaną istnieć, a przecież te przedsiębiorstwa w produkcję zainwestowały bardzo dużo pieniędzy. Przytoczę państwu fragment tej petycji, o której przed chwilą mówiłem: "Żądamy wstrzymania importu piskląt kurzych z Czech i Słowacji lub podniesienia cła do 40%, ale nie mniej niż 0,15 euro za jedną sztukę". Zwracałem się w tej sprawie do pana ministra Macieja Leśnego. Pan minister do tej pory nie odpowiedział na moje pytania. Albo pan minister zareaguje na tę sytuację, albo niech zrezygnuje ze stanowiska.

Poseł Benedykt Suchecki /SLD/ : Myślę, że na dzisiejszym posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi powinniśmy uzyskać informacje dotyczące skupu zbóż. Posłowie chcieliby wiedzieć, jakie są możliwości skupu i jakie są w tym roku zagrożenia. Chodzi o to, aby nie powtórzyć tych samych błędów, które zdarzają się co roku. Natomiast należy powiedzieć, że dyskusja tocząca się na kilku ostatnich posiedzeniach Komisji wcale nie sprzyja rozwiązaniu problemu skupu zboża. Zajmujemy się ustalaniem, czy zboże jest zatrute. Przecież zboże jest badane przez wyspecjalizowane służby takie jak Inspekcja Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolno-Spożywczych. Dociekamy, kto jest właścicielem firmy importującej zboże. Ktoś przecież wydaje pozwolenia na import. Myślę, że dopiero gdy otrzymamy listę firm importujących zboże z nazwiskami właścicieli tych podmiotów, będziemy mogli dalej dyskutować. Komisja powinna przede wszystkim skupić się na pracy nad ustawami oraz nad analizą bieżących zagadnień związanych z sytuacją panującą na rynku.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Przed przerwą mówiliśmy o tym, że Komisja zwróci się do marszałka Sejmu, aby kierował do Komisji wszystkie ustawy, które dotyczą rolnictwa i wsi. Póki co te ustawy do Komisji nie wpływają. O przebiegu skupu będziemy dyskutować na zakończenie dzisiejszego posiedzenia, ponieważ na wniosek pana posła Wojciecha Zarzyckiego, uzupełniliśmy porządek dzienny o informację na ten temat. W kwestii importu chciałbym powiedzieć, że jest on utożsamiany z destabilizacją rynku i brakiem skupu. Pan marszałek zwrócił się do Komisji, aby wyjaśniła tę kwestię. Wszyscy zwracają się w naszą stronę, abyśmy ustalili nazwiska właścicieli firm importujących zboże. Tymczasem te nazwiska są ogólnie znane. Dzisiaj pan poseł Franciszek Stefaniuk zażądał ujawnienia nazw firm importujących zboże. Czy nie łatwiej byłoby o to zapytać ministra rolnictwa i rozwoju wsi, który wywodzi się z tej samej partii? W ten sposób zmusza się Komisję do podjęcia pewnych działań i Komisja te działania wykona. Nie będziemy się od tego uchylać. Wszyscy umyli ręce i zrzucają całą odpowiedzialność na Komisję Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Komisja zachowa się odpowiedzialnie i te sprawy wyjaśni.

Poseł Józef Żywiec /Samoobrona/ : Chciałbym, aby prezes Agencji Rynku Rolnego przedstawił informację o eksporcie zboża.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Czy są jeszcze jakieś pytania? Nie widzę zgłoszeń. Bardzo proszę przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi o udzielenie odpowiedzi na pytania.

Dyrektor departamentu w Ministerstwie Gospodarki Jarosław Mąka : Chciałbym powiedzieć kilka słów o automatycznej rejestracji obrotu. Jest to jeden z elementów monitoringu importu konkretnego towaru lub grupy towarów. Oczywiście można by zapytać, po co prowadzi się automatyczną rejestrację obrotu, skoro informacje o wielkości importu można uzyskać z dokumentacji SAD. Zgodnie z obowiązującymi przepisami międzynarodowymi w ramach automatycznej rejestracji obrotu wydający pozwolenie nie ma możliwości zmniejszenia wnioskowanej ilości lub wartości towaru. W tym przypadku podmiot starający się o pozwolenie na import danego towaru otrzymuje to pozwolenie na sprowadzenie dokładnie takiej ilości towaru, o jaką występował we wniosku. Rejestracja obrotu została wprowadzona po to, aby z wyprzedzeniem uzyskać informację o zamiarze sprowadzenia danego towaru. Kiedy korzystamy z informacji wynikających z dokumentów SAD, są one o cztery tygodnie spóźnione w stosunku do daty sprowadzenia towaru. Przy zastosowaniu automatycznej rejestracji obrotu już trzy miesiące wcześniej uzyskujemy informację o chęci zaimportowania towaru przez dany podmiot gospodarczy. Przy użyciu dziewięciocyfrowych kodów dla każdego towaru rejestruje się ilość wydanych pozwoleń, a następnie ilość sprowadzonych towarów na podstawie tych pozwoleń. Przy zezwoleniu ważnym przez trzy miesiące podmiot importujący jest zobowiązany do comiesięcznego składania informacji o ilościach sprowadzonego towaru. Tak przygotowane materiały analityczne dają możliwość bieżącego monitorowania rynku i bilansowania potrzeb. Jeśli chodzi o import piskląt, to przekażę panu ministrowi Maciejowi Leśnemu państwa opinię w tej sprawie.

Poseł Andrzej Aumiller /UP/ : Chciałbym dodać, że w Sejmie drugiej kadencji walczyliśmy z importem kwiatów ciętych liczonym w kilogramach. To była podobna sytuacja do importu piskląt.

Prezes ARR Jan Sobiecki : Pan poseł Stanisław Stec pytał, kto bada jakość importowanego zboża. To zboże jest badane na granicy przez Centralny Inspektorat Standaryzacji pod względem handlowym oraz przez Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Jeśli chodzi o stawki celne, to w przypadku pszenicy obowiązuje cło w wysokości 64%, a 20% cła pobiera się od żyta i jęczmienia. Dla krajów takich jak Słowenia, Rumunia, Bułgaria i Litwa ustalono stawkę celną na pszenicę na poziomie 15%. Również 15% cło pobiera się od żyta sprowadzanego z Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii, Rumunii, Bułgarii i Litwy. Na jęczmień sprowadzany z Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii, Rumunii i Bułgarii obowiązuje stawka 18%. Tylko jęczmień z Litwy jest obłożony 15% cłem. Z Unii Europejskiej można sprowadzać zboże bez cła w ramach kontyngentów. O tym mówiłem już wcześniej. Automatyczna rejestracja obrotu dotyczy tylko podstawowej stawki celnej. W ramach tej stawki każdy może sprowadzić do Polski dowolną ilość zboża. Podane przeze mnie dane są prawdziwe. Dlatego nie należy się dziwić, że jakaś firma sprowadziła śladowe ilości zbóż. Czasami sprowadza się zboże do pewnego rodzaju badań lub w innym celu. Małe firmy importują zboże tylko na własne potrzeby itd. Na każdym wydanym przez Agencję pozwoleniu urząd celny odnotowuje fakt dokonania importu. Ten dokument potwierdzony pieczęcią z numerem celnika, który dokonał odprawy wraca do Agencji po zakończeniu kontyngentu lub po miesiącu w przypadku automatycznej rejestracji obrotu. Dlatego nasze dane są aktualne. Jeśli chodzi o nazwiska właścicieli firm importujących zboże, to widzę tutaj pewną trudność. Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów firma, która stara się o pozwolenie na import na przykład zboża, musi dostarczyć szereg dokumentów, ale nie ma tam mowy o podawaniu pełnej listy właścicieli spółki. Agencja nie może zatem zażądać przedstawienia struktury kapitału spółki. Takie dane można by uzyskać tylko z zeznania podatkowego. Nawet w Krajowym Rejestrze Sądowym wymienia się tylko osoby, które mają więcej niż 5% udziału w spółkach. Gdybyśmy chcieli otrzymać szczegółowe dane, musielibyśmy uzyskać z urzędów skarbowych zeznania podatkowe, a to jest niemożliwe. Panu posłowi Józefowi Żywcowi chciałbym powiedzieć, że Agencja Rynku Rolnego nie posiada danych dotyczących eksportu zboża. Oczywiście mogę państwu przekazać informacje o eksporcie zboża z dopłatami Agencji Rynku Rolnego. W tym przypadku umowy podpisano na 245 tys. ton pszenicy.

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ : Moim zdaniem importem zbóż powinny się zajmować tylko zakłady przetwórcze. W tej chwili zboże może sprowadzić praktycznie każda firma. Przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki obiecał, że przypomni panu ministrowi Maciejowi Leśnemu o problemie importu piskląt. Liczyłem raczej na to, że pan dyrektor interweniuje w tej sprawie. W tej chwili w znaczący sposób ogranicza się spożycie wołowiny i wieprzowiny. W związku z tym wzrośnie spożycie mięsa drobiowego. Pewien przedsiębiorca ze Słowacji eksportuje pisklęta do Polski po zaniżonych cenach tylko po to, aby polskie wylęgarnie popadały. To mi zakrawa na dywersję gospodarczą. Polskie wylęgarnie zostaną zlikwidowane i wtedy ta firma będzie dyktować ceny.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Czy jeśli dzisiaj wystąpię o wydanie pozwolenia na import 500 tys. ton pszenicy, to Agencja Rynku Rolnego wyrazi na to zgodę?

Prezes ARR Jan Sobiecki : Tak, będzie pan miał prawo sprowadzić do zboże z cłem w wysokości 64%.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Myślę, że to jest podstawowy problem. Prezes Agencji Rynku Rolnego, która została stworzona po to, aby stabilizować dochody rolników, nie ma instrumentu do regulowania rynku rolnego. Wiem, że to zboże miałoby być obłożone 64% cłem, ale jak wiemy wystarczy tylko zdobyć pozwolenie na import, a można sprowadzić znaczące ilości towaru poza rejestracją. Jestem przekonany, że dane o imporcie przedstawione przez pana prezesa Jana Sobieckiego są obciążone dużym błędem. Przecież państwo nie bierzecie pod uwagę przemytu. Czy importerem zboża może być także osoba prawna lub jednostka organizacyjna nie mająca osobowości prawnej z siedzibą w kraju? Należy przypuszczać, że zboże na polski rynek może wprowadzić firma zagraniczna powodując deregulację tego rynku. Czy do tych krajów, z których sprowadzono zboże, tyle samo zboża wyeksportowaliśmy? Czy rząd wykorzystał art. 14 i 27 umowy krajami CEFTA?

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Pan poseł Wojciech Zarzycki pytał, czy prezes Agencji Rynku Rolnego wyda pozwolenie na import 500 tys. ton pszenicy. Czy prezes Agencji mógłby odmówić wydania takiego pozwolenia? Czy stan prawny pozwala na wydanie decyzji odmownej?

Sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Józef Pilarczyk : Myślę, że państwu nie trzeba przypominać, że od stanowienia prawa jest parlament, a od wykonywania prawa są różne organy władzy wykonawczej w tym również Agencja Rynku Rolnego. Rejestracja zgłoszeń importowych jest wykonywana tylko po to, aby rząd poprzez Agencję Rynku Rolnego ewidencjonował import. Ten instrument został ustanowiony przez parlament. Każdy importer ma obowiązek zgłaszania importu. Pan poseł Wojciech Zarzycki nie otrzyma jednorazowego pozwolenia na przywóz 500 tys. ton pszenicy. To się odbywa w transzach. Jeśli importer zarejestruje przywóz zboża z pierwszej transzy, otrzyma pozwolenia na kolejny import. W związku z tym ten instrument nie służy do ograniczania importu. Chodzi raczej o ścisłą ewidencję importu. Agencja Rynku Rolnego może w każdej chwili udzielić informacji, ile zboża i innych produktów zostało sprowadzonych do Polski. W ten sposób rząd i parlament dysponują pełną informacją o stanie importu ważnych produktów z punktu widzenia rynku. Pan prezes nie ma prawa odmówić rejestracji podmiotowi, który spełnia wszystkie kryteria.

Prezes ARR Jan Sobiecki : Chciałbym uzupełnić wypowiedź pana ministra Józefa Pilarczyka. Przy imporcie w ramach automatycznej rejestracji obrotu nie jest określona górna granica importu. Warunek jest taki, aby ten import został zrealizowany do końca roku. A zatem, jeśli pan poseł Wojciech Zarzycki chciałby zaimportować 500 tys. ton pszenicy i spełniłby wszystkie kryteria, dysponował statkami, magazynami itd., to teoretycznie nie ma żadnych ograniczeń, aby to zboże zostało sprowadzone. Głównym instrumentem ograniczającym import zboża jest cło. Agencja Rynku Rolnego nie może odmówić wydania pozwolenia na import. Rejestracja następuje po to, aby można było szybko uzyskać informację o rodzaju i wielkości importu. Na liście produktów podlegających automatycznej rejestracji obrotu jest ponad 1200 pozycji. Jeśli chodzi o to, czy obcokrajowiec może wykonywać import, to prawo jednoznacznie określa, kto to jest osoba krajowa. To musi być ktoś, kto mieszka na terenie kraju. W przypadku osoby prawnej, firma musi mieć główną siedzibę w kraju. Takich firm jest w kraju bardzo dużo i one nie działają tylko w branży rolniczej. Z punktu widzenia prawa, to jest osoba krajowa posiadająca takie same prawa jak firma z polskim kapitałem.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Zamykam dyskusję. Myślę, że kwestię importu zboża należy dokładnie wyjaśnić. Są podejrzenia, że politycy również zajmowali się importem. Należy wreszcie ukrócić spekulacje na ten temat. W prasie ukazywało się na ten temat wiele informacji. Trudno powiedzieć, czy one były prawdziwe. Opinia publiczna chciałaby wiedzieć, kto jest właścicielem firm importujących zboże do Polski. Jeśli takich danych nie posiada Agencja Rynku Rolnego, to wystąpimy w tej sprawie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Przystępujemy do rozpatrzenia pierwszego punktu porządku obrad - wysłuchanie informacji o przyczynach niewstrzymania importu zbóż i pasz z Niemiec oraz mięsa wieprzowego z krajów Unii Europejskiej. Bardzo proszę pana ministra Józefa Pilarczyka o przedstawienie tej informacji.

Sekretarz stanu w MRiRW Józef Pilarczyk : Chciałbym powiedzieć, że nie można bez uzasadnienia zakazać importu. Jeśli uzasadnienie jest, to musi być ono przekazane takim organizacjom jak WTO, z którą Polska podpisała umowę. Każdy podmiot ma prawo sprowadzać towary na teren danego kraju pod warunkiem, że spełnia określone wymogi. Mam tutaj na myśli przepisy celne, sanitarne, weterynaryjne i fito-sanitarne. Te przepisy są podstawą do tego, aby wprowadzić ograniczenia lub zakaz importu. W Niemczech na przełomie maja i czerwca tego roku ujawniono aferę związaną z wykryciem nitrofenu w paszach podawanych indykom. Nitrofen jest to substancją rakotwórczą, która pozostaje po herbicydach. Takich substancji, które nawet w ilościach śladowych mogą mieć wpływ na zdrowie i życie człowieka są tysiące. W Unii Europejskiej ani nigdzie na świecie nie ma obowiązku badania każdej partii produktu krajowego bądź importowanego pod względem zawartości wszystkich substancji szkodliwych. Zarówno w Unii Europejskiej jak i w Polsce prowadzony jest monitoring pozostałości substancji szkodliwych. Jeżeli pojawią się sygnały o zagrożeniu życia ludzi lub zwierząt, wtedy instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywnościowe są zobowiązane do podejmowania określonych działań. W Unii Europejskiej prowadzono monitoring produktów ekologicznych z przeznaczeniem dla dzieci i niemieckie władze sanitarne stwierdziły w tych produktach zawartość nitrofenu. Od tego momentu rozpoczęto szczegółową analizę sytuacji. W wyniku tych działań zidentyfikowano problem - zlokalizowano miejsce, gdzie to skażenie nastąpiło. To był dawny magazyn środków chemicznych w Meklemburgii, który został przebudowany na przetwórnię pasz. Stwierdzono, że zatrutych było 500 ton paszy. Władze niemieckie zamknęły 73 zakłady pośredniczące w handlu skażoną lub podejrzaną o skażenie paszą. Następnie uśmiercono 63 tys. sztuk drobiu. Skażone pasze oraz mięso wycofano z obrotu. W wyniku śledztwa ustalono, że te produkty nie były wysyłane do krajów trzecich. Tylko 4 tys. sztuk brojlerów i jaj wysłano do Holandii, ale szybko zlokalizowano ten towar i wycofano go z obrotu. Ponadto zablokowano produkcję w dziewięćdziesięciu gospodarstwach w Niemczech. Cała dokumentacja związana z tym przypadkiem została przedłożona władzom Unii Europejskiej, które stwierdziły, że problem jest pod należytą kontrolą. W Polsce Główny Lekarz Weterynarii polecił badanie mięsa drobiowego importowanego z Niemiec pod kątem obecności nitrofenu. Powiatowi lekarze weterynarii mają obowiązek badania wszystkich przesyłek mięsa drobiowego, które pochodzi z Niemiec. Takie badania wykonuje laboratorium Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Z zupełnie innego powodu nie można importować mięsa wieprzowego i wołowego z Niemiec. Chodzi o występowanie na tym obszarze pomoru świń oraz BSE. Mięso drobiowe w ramach kontyngentów może być sprowadzane pod warunkiem, że przesyłka zawiera świadectwo stwierdzające, że w mięsie nie ma pozostałości nitrofenu. Jeśli chodzi o import zboża z Niemiec, to w wyniku śledztwa stwierdzono, że do Polski od 26 lutego do 3 czerwca tego roku importowano z Meklemburgii 10 tys. ton zboża. Ta pszenica trafiła do Polski w czterech partiach i została skierowana do Zakładów Przetwórstwa Zbożowego w Szymanowie i Przedsiębiorstwa Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego w Bydgoszczy. 

Polskie władze zostały powiadomione przez władze niemieckie, że 2070 ton zboża w tych przesyłkach miało styczność z magazynem, w którym kiedyś nastąpiło skażenie nitrofenem. Jednocześnie władze niemieckie stwierdziły, że z partii zboża, która była tam magazynowana pobrano 49 próbek i wykonano badania na obecność nitrofenu. Wyniki wszystkich badań były negatywne - to znaczy w żadnej z tych próbek nie wykryto nitrofenu. Dlatego władze niemieckie twierdzą, że zboże wyeksportowane do Polski nie było skażone. W dniu 6 czerwca w związku z incydentem na bocznicy kolejowej w Warszawie - Żerań działania podjęły zarówno Inspekcja Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolno-Spożywczych jak i Warszawski Oddział Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Pobrano próbki importowanego zboża i wykonano stosowne analizy odnośnie jakości handlowej tego towaru jak i pod kątem obecności szkodników i nasion roślin kwarantannowych. Badania dowiodły, że sprawdzane zboże spełnia wszelkie kryteria zboża konsumpcyjnego. Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa nie stwierdziła szkodników magazynowych bądź nasion chwastów kwarantannowych. Ponadto Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa pobrała próbki do sprawdzenia zawartości nitrofenu. Próbki skierowano do laboratorium Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa we Wrocławiu. Zakłady zbożowe w Szymanowie również zleciły wojewódzkiemu inspektorowi skupu i przetwórstwa artykułów rolno-spożywczych pobranie próby i skierowały tę próbę do badania w laboratorium we Wrocławiu. W obydwu próbach nie stwierdzono obecności nitrofenu. Niezależnie od tego minister rolnictwa i rozwoju wsi wydał polecenie głównemu inspektorowi skupu i przetwórstwa artykułów rolno-spożywczych, aby na terenie magazynów, do których trafiło importowane zboże przeprowadził działania monitoringowe, pobierając próby z tych zbóż. Na podstawie najświeższych informacji mogę powiedzieć, że po przeprowadzeniu dwunastu analiz w żadnej próbce nie stwierdzono nitrofenu. A zatem nie mogliśmy wstrzymać importu zbóż, ponieważ w żadnej z badanych próbek nie stwierdzono zawartości nitrofenu. Odpowiednie władze niemieckie oraz Unii Europejskiej stwierdziły, że sytuacja jest pod kontrolą. W związku z tym to nie mogła być podstawa do wprowadzenia zakazu importu, tym bardziej że ten incydent miał miejsce w czerwcu. Przypominam, że rząd na początku lipca wstrzymał import zboża w ramach kontyngentu bezcłowego, a inny import nie jest opłacalny. Wydaje się, że są to wystarczające zabezpieczenia. Z granicy otrzymujemy informacje, że w ostatnich tygodniach nie sprowadza się do Polski żadnych zbóż. Chciałbym również państwa poinformować, że w wyniku funkcjonowania systemu bezpieczeństwa żywności w Unii Europejskiej, od czasu do czasu pojawiają się informacje o zagrożeniach związanych z zanieczyszczeniem żywności różnymi substancjami śladowymi. Pamiętamy, że w pewnym okresie wystąpił problem dioksyn. Pojawiły się także informacje o uszlachetnianiu tusz drobiowych w Holandii białkiem pochodzenia bydlęcego. Te problemy zostały rozwiązane, a o sposobie tego rozwiązania zostały poinformowane wszystkie kraje. 

Dysponujemy stosowną dokumentacją w tej sprawie przekazaną nam przez Unię Europejską i rząd Holandii. W ostatnim czasie dość głośny jest problem występowania hormonów w paszach dla trzody chlewnej. Ten problem znajduje się również pod ścisłą kontrolą. Źródło zanieczyszczeń zostało zlokalizowane na terenie Unii Europejskiej, a informacje o rozwiązaniu problemu zostały przekazane wszystkim krajom członkowskich oraz Polsce. Hormon zawarty w syropie skrobiowym i melasie stosowanej do produkcji pasz dla trzody stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, ale wszystkie produkty i źródła zanieczyszczenia zostały zneutralizowane. W związku z tym polskie władze weterynaryjne wydały polecenie zaopatrywania produktów pochodzenia zwierzęcego oraz pasz pochodzących z Unii Europejskiej w świadectwo weterynaryjne stwierdzające, że w danej partii towarów nie stwierdza się śladów substancji szkodliwej.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Otwieram dyskusję. Kto z państwa chciałby zabrać głos w tej sprawie?

Poseł Andrzej Aumiller /UP/ : Jeśli w Niemczech z takim rozmachem przystąpiono do usuwania skutków tych zanieczyszczeń, to znaczy, że problem nie był bagatelny. Wprawdzie zboże sprowadzone do Polski zbadano na obecność szkodników i wartości handlowej, ale zawartość nitrofenu badano w próbkach pobranych z magazynów wskazanych przez importera. Jeśli próby pobrano by bezpośrednio z wagonów na granicy, to wtedy miałbym całkowitą pewność, że to chodzi o to samo zboże. Dziwię się także, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie wysłało swojego przedstawiciela do Niemiec, w celu przejrzenia dokumentacji księgowej dotyczącej zboża importowanego do Polski. Gdyby się okazało, że pasza dla indyków była zatruta, ale zboże wcześniej skierowane stamtąd do Polski było dobrej jakości, to wnioski nasuwają się same. Uważam, że te informacje nie są wystarczające. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi powinno wysłać swojego przedstawiciela, który na miejscu zbadałby dokumentację tego przypadku.

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ : Czy jest możliwe sprawdzenie mąki sprowadzonej do Polski pod kątem zawartości nitrofenu?

Poseł Piotr Krutul /LPR/ : Rozmawiałem z panem Marianem Zagórnym, który poinformował mnie, że trwa import zboża do Polski przez kraje CEFTA. Czy bada się zboże sprowadzane z krajów CEFTA? O ile wiem, zboże z Unii Europejskiej wpływa do Polski poprzez kraje CEFTA. Czy bada się również zboże pod kątem zawartości hormonu MPA? Ile trwa takie badanie i ile ono kosztuje?

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Chciałbym się ustosunkować do wypowiedzi pana ministra Józefa Pilarczyka. Doskonale wiem, jakie kompetencje ma parlament. Chodziło mi tylko o to, aby poznać zamierzenia rządu względem naprawy sytuacji na polskich rynkach rolnych. Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło projekt uchwały, który został odrzucony przez Komisję Europejską w Sejmie. Sądzę, że w oparciu o automatyczną rejestrację obrotu rząd powinien podejmować decyzję odnośnie importu. Dzisiaj sytuacja jest taka, że praktycznie należałoby ograniczyć import wszystkich artykułów rolnych. Uważam, że należy dokładnie sprawdzić, czy do Polski nadal nie wpływa zboże. Mówię o tym w kontekście wypowiedzi pana posła Piotra Krutula. Nie wierzę w informacje przedstawione przez prezesa Agencji Rynku Rolnego. Wydaje mi się, że nie są wiarygodne. Jeżeli gdziekolwiek doszło do niedopatrzenia, to należy to szybko naprawić.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Czy ktoś z państwa chciałby jeszcze zabrać głos w tej sprawie? Nie widzę zgłoszeń. Wydaje mi się, że pewne zbiegi okoliczności mogą budzić niepokój Komisji. Zwracam się teraz do pana posła Wojciecha Zarzyckiego. Kto w tym rządzie jest wicepremierem i ministrem rolnictwa i rozwoju wsi? Muszę powiedzieć, że w Bydgoszczy nie zdążono zbadać zboża. Magazyny były już puste i odstąpiono od zbadania tego towaru. Ponadto sądzę, że władze niemieckie zadbały o to, aby wyniki badań były dla nich pozytywne. Nie bądźmy śmieszni. Niemcy nie mogli sobie sami zaszkodzić. To zboże zostało zjedzone i mam nadzieję, że skutki nie będą tragiczne. Takie przypadki się zdarzają. Z tego skażonego magazynu nie powinniśmy importować zboża przez najbliższe pięć lat, a tymczasem to zboże znalazło się w Polsce. Mówicie państwo o bezprawnych działaniach, a dopiero po wysypaniu zboża na tory zaczęto w ogóle mówić o tej sprawie. Importujcie zboże, ale nie to, które stanowi potencjalne zagrożenie. Na Zachodzie takim zbożem nie karmi się nawet zwierząt, a u nas zrobiono z tego mąkę. Za politykę rolną odpowiada rząd i wicepremier tego rządu. Poszczególne agencje rządowe podlegają ministrowi rolnictwa i rozwoju wsi i wykonują jego polecenia. Nie starajmy się spychać odpowiedzialności na innych. Chciałbym także wiedzieć, ile w Niemczech było magazynów ze skażonym zbożem.

Sekretarz stanu w MRiRW Józef Pilarczyk : To był tylko jeden magazyn w Meklemburgii w miejscowości Altentreptow.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Trzeba mieć wyjątkowego pecha, aby sprowadzić zboże akurat z tego jednego magazynu.

Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk /SKL/ : Czy mam rozumieć, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wyrobiło sobie pogląd na tę sprawę tylko na podstawie dokumentów przysłanych z Niemiec? Wydaje mi się, że w takich przypadkach poszczególne kraje wysyłają swojego przedstawiciela, który uczestniczy w badaniu i przeprowadzeniu dochodzenia.

Przedstawicielka Związku Zawodowego RI "Solidarność" Albina Sokolik : Mnie również zaniepokoiły informacje przedstawione przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi. W materiale, który otrzymali posłowie, czytamy między innymi: " skażone pasze i mięso nie były wysyłane z Niemiec do Polski". Wydaje mi się, że to nie jest wystarczająca informacja w tak poważnej sprawie. Powinniśmy raczej sprawdzić, czy te skażone produkty nie były do nas sprowadzone.

Poseł Stanisław Kalemba /PSL/ : Z informacji przedstawionej przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi wynika, że badaniom poddano zboże sprowadzone z Niemiec w okresie od 26 lutego do 3 czerwca tego roku i nie stwierdzono w nim obecności nitrofenu. Nie mam żadnych podstaw, aby nie wierzyć tym zapewnieniom. Ponadto są odpowiednie atesty i pobrane próbki, które w każdej chwili można sprawdzić. Pod wynikami badań podpisały się konkretne osoby. Wymienia się tutaj jedenaście prób i ich numery. W żadnym przypadku nie stwierdzono występowania nitrofenu. Uważam, że należy wierzyć w poprawność tych badań. Sądzę, że sprawę importu zboża powinna wyjaśnić Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W sposób bezwzględny atakuje się firmy z polskim kapitałem. Dlaczego wobec tego nie zajmiemy się wszystkimi firmami? Dzisiaj najważniejszy się skup zbóż. Chciałbym powiedzieć, że ta najbardziej atakowana firma prowadzi największy skup zboża od rolników. Zastanówmy się, po co prowadzona jest ta gra. Jeszcze raz powtarzam, że w sprawie badania importowanego zboża otrzymaliśmy wiarygodne informacje z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi i nie ma żadnych podstaw, aby im nie wierzyć. Jeśli ktoś ma wątpliwości, sprawę powinna dokładnie zbadać Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ponadto na sali jest obecny pan poseł Zbigniew Komorowski i można go zapytać o szczegóły tej sprawy. Nie mówmy zatem, że coś niedobrego jest w mące lub w żywności, chyba że chodzi o to, aby wyeliminować przedsiębiorstwa z polskim kapitałem.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Wiem, że Niemcy pobrali kilkadziesiąt prób zboża. Czy te próby były pobrane ze zboża eksportowanego do Polski, czy ze zboża, które pozostało w tym magazynie? Z dokumentów, które otrzymaliśmy wynika, że zboże sprowadzone do Polski było dobrej jakości i nie zawierało nitrofenu. Z czyjej inicjatywy były pobrane próby do badań? Czy te próby pobrano bez inspiracji ze strony importera?

Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk /SKL/ : W pewnych dziedzinach gospodarki istnieją międzynarodowe, niezależne laboratoria, które wykonują badania w przypadku jakiś sporów między firmami. Czy w tym przypadku skorzystano z usług takiego laboratorium?

Poseł Zbigniew Komorowski /PSL/ : Chciałbym się wypowiedzieć w imieniu Zakładów Przetwórstwa Zbożowego w Szymanowie. Próby pobrano z wysypanego zboża na bocznicy kolejowej. Trzeba wiedzieć o tym, że przy pobieraniu takich prób obowiązują określone zasady. Próby może pobierać tylko odpowiedni urzędnik i nie ma to nic wspólnego z tym, kto zleca przeprowadzenie badań. Jak już powiedział pan minister Józef Pilarczyk, próby pobrano z inicjatywy przedsiębiorstwa, ale także z inicjatywy odpowiednich organów. Proszę zatem mieć świadomość, że przedsiębiorstwo odniosło się do tej sprawy z należytą troską. Obowiązek badania nie wynikał z przepisów, ale był podyktowany zdarzeniami, o których mówił pan minister Józef Pilarczyk. W Niemczech wykryto aferę związaną ze skażeniem nitrofenem, a my mieliśmy obowiązek przeprowadzenia badań. Najistotniejsze są tutaj protokoły pobrania prób, które powinny znajdować się w dokumentacji w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W ten sposób można w jednoznaczny sposób określić godzinę i miejsce pobrania próby oraz osobę, która dokonała pobrania. Tych prób nie pobierano w dowolny sposób. Z każdej pobranej próby pozostaje jeszcze wtórnik. To nie jest tak, że na życzenie kogokolwiek można tę próbę ukształtować.

Poseł Ryszard Stanibuła /PSL/ : Chciałbym, aby Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przygotowywało co kwartał takie materiały, które dzisiaj otrzymaliśmy. Chodzi o informacje o podmiotach importujących artykuły rolne. Komisja mogłaby na posiedzeniu przeanalizować te dane i wtedy wiedzielibyśmy, kto i ile towarów sprowadza do Polski. Chciałbym także powiedzieć, że nie rozumiem, dlaczego państwo podważacie informacje przedstawiane przez prezesa Agencji Rynku Rolnego oraz ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Uważam, że należy ufać służbom, które zostały powołane po to, aby stwierdzać nieprawidłowości, jeśli takie występują. Jak już powiedział pan poseł Zbigniew Komorowski, pobieranie prób odbywa się według określonych zasad. To są prawne i organizacyjne ramy, które muszą być zachowane.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Prezydium Komisji przychyla się do wniosku pana posła Ryszarda Stanibuły. Prosimy Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi o przygotowywanie takich materiałów i przesyłanie ich do Komisji.

Przedstawiciel Związku Zawodowego Rolników "Ojczyzna" Jerzy Nowak : Chciałbym powiedzieć, że nitrofen to nie jest związek chemiczny, który się rozkłada w krótkim czasie. To jest bardzo poważna sprawa. Jeśli kilka lat wcześniej w tym magazynie były przechowywane chemikalia zawierające nitrofen, to również zboże przechowywane w tym miejscu zostało skażone. Ponadto przy tak ogromnych problemach ze skupem zboża w Polsce należy się zastanowić, dlaczego w ogóle to zboże jest do naszego kraju importowane. Dlaczego zboże zalega w elewatorach, a rolnicy nie mają gdzie składować tegorocznych zbiorów? Na Dolnym Śląsku jest w tej chwili taka sytuacja, że nie ma gdzie składować zboża.

Sekretarz stanu w MRiRW Józef Pilarczyk : Wojewódzki inspektor sanitarny w Warszawie 3 lipca 2002 r. wydał świadectwo braku zastrzeżeń co do jakości zdrowotnej tej partii zboża /864 tony pszenicy sprowadzonej z Niemiec do elewatora w Białołęce/. Jednocześnie zobowiązano powiatowego inspektora sanitarnego w Sochaczewie do wdrożenia postępowania wyjaśniającego i podjęcia ewentualnych decyzji w sprawie partii zboża, które dotarło z Niemiec w całym okresie od 26 lutego do 3 czerwca bieżącego roku. Dlatego zaświadczenie w tej sprawie wydał państwowy inspektor sanitarny, ponieważ chodziło o sprawdzenie mąki oraz produktów, które z tej mąki powstały. W ramach strategii bezpieczeństwa żywności, która została przyjęta przez Radę Ministrów, powstał system wczesnego ostrzegania. Punkt kontaktowy tego sytemu znajduje się w Instytucie Żywności i Żywienia. W skład tego systemu wchodzą wszystkie instytucje nadzorujące sprawy sanitarne, weterynaryjne i fito-sanitarne. Tam są podejmowane decyzje o współdziałaniu tych służb oraz o prowadzeniu działań monitoringowych. Panu posłowi Andrzejowi Aumillerowi chciałbym powiedzieć, że niestety, nie możemy wysłać swoich służb kontrolnych do innego kraju i prowadzić tam badań na własną rękę. Cały system bezpieczeństwa żywności w Unii Europejskiej zyskał akredytację najwyższych władz sanitarnych i weterynaryjnych Unii Europejskiej. Zdarza się, że od Unii Europejskiej otrzymuję informację, że do Polski trafił na przykład transport wieprzowiny podejrzanej o kontakt z substancjami szkodliwymi. W dokumentach podaje się datę transportu oraz inne dane umożliwiające zidentyfikowanie tego towaru. Unia Europejska oczekuje od nas wtedy przebadania tego mięsa i udzielenia odpowiedzi. Taki system obowiązuje w Unii Europejskiej i my ten system przejmujemy. Nie można podejrzewać, że jakiś urzędnik któregoś z krajów Unii Europejskiej może fałszować świadectwo. To jest cały system bezpieczeństwa, na którym zależy Unii Europejskiej i Polsce. Panu posłowi Romualdowi Ajchlerowi chciałbym powiedzieć, że 49 prób pobrano ze zboża, z którego wyprodukowano paszę w Niemczech. Przebadano całą partię zboża. Część tej pszenicy /2070 ton/ sprzedano do Polski. Należy zatem uważać, że zboże sprowadzone do Polski nie było skażone nitrofenem.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Zamykam dyskusję. Przystępujemy do rozpatrzenia trzeciego punktu porządku obrad - informacja o sytuacji na rynku mleka /import i interwencja/. Mamy bardzo niewiele czasu, aby zapoznać się z tą informacją. Za 15 minut rozpoczyna się posiedzenie połączonych Komisji Europejskiej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Poseł Szczepan Skomra /SLD/ : Otrzymaliśmy pisemną informację dotyczącą sytuacji na rynku mleka. Dlatego proponuję, abyśmy w tej chwili przystąpili od razu do zadawania pytań.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Myślę, że to jest zasadny wniosek. Kto z państwa chciałby zadać pytanie w tym punkcie?

Poseł Tadeusz Badach /SLD/ : Mam pytanie do prezesa Agencji Rynku Rolnego. Nie chcę wracać do kwestii pierwszego przetargu na eksport mleka w proszku z dopłatą Agencji. Skoncentruję się na sprawie eksportu 40 tys. ton z dopłatą w wysokości 99 groszy. W dniu 16 sierpnia 2002 r. podjęto decyzję o dopłatach do eksportu mleka w proszku. Od tego czasu nic się nie dzieje, ponieważ działania Agencji są blokowane przez związki zawodowe. Nie może być tak, że za każdym razem przychodzi inny przedstawiciel związków zawodowych, który ma codziennie inne propozycje. Cały przemysł mleczarski czeka na to, aby wreszcie uruchomić eksport tych 40 tys. ton mleka. Tymczasem od 16 lipca związki zawodowe nie potrafią się wypowiedzieć w tej kwestii. Proponuję, aby wyznaczyć związkom termin wydania opinii. Jeśli do określonego dnia związki zawodowe nie wydadzą swojej opinii, to przetarg należy zrealizować. Opinia publiczna wini za różne rzeczy rząd i prezesa Agencji Rynku Rolnego, tymczasem w tym przypadku za opóźnienia odpowiadają związki zawodowe.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Bardzo bulwersująca jest sprawa związana z rozstrzygnięciem ostatniego przetargu na eksport mleka w proszku z dopłatą Agencji Rynku Rolnego. Wiele podmiotów, które startowały w tym przetargu wyraża swoje niezadowolenie. W tę niedzielę oglądałem program "Tydzień", który był poświęcony między innymi temu przetargowi. Muszę przyznać, że byłem zdumiony zarzutami, które kierowano pod adresem Agencji Rynku Rolnego. Zapoznałem się z materiałami, które dzisiaj otrzymaliśmy i chciałbym powiedzieć, że nie mam żadnych powodów, aby podejrzewać jakieś nieprawidłowości w organizacji przetargu. W tej audycji uczestniczył pan minister Czesław Siekierski. Chciałbym jednak, aby przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi stwierdził jednoznacznie, czy przetarg na eksport mleka w proszku z dopłatą Agencji został przeprowadzony zgodnie z obowiązującymi przepisami? Jaki był udział ministra rolnictwa i rozwoju wsi w stanowieniu tych przepisów? Jaki jest wynik kontroli przeprowadzonej przez Urząd Rady Ministrów w związku z tą sprawą? Z informacji prasowych wynika, że wicepremier Jarosław Kalinowski złożył wniosek o odwołanie prezesa Agencji Rynku Rolnego. Jakie jest podłoże tej decyzji? Czy to nie jest decyzja ściśle polityczna? Być może jakaś mleczarnia, która jest bliska panu ministrowi Jarosławowi Kalinowskiemu, nie wygrała przetargu.

Poseł Stanisław Stec /SLD/ : Wiem, że przedstawiciele związków zawodowych zgłosili wniosek o preferowanie krajowych producentów odtłuszczonego mleka w proszku przy wyborze producentów wykonujących eksport z dopłatą Agencji. Podobno w tej sprawie negatywną opinię wyraził minister rolnictwa i rozwoju wsi oraz minister finansów. Czy to jest prawda? Czy to prawda, że Agencja Rynku Rolnego zmarnowała 25 mln zł? Mówię o tym w kontekście wyboru firm, które eksportowały mleko w proszku z dopłatą Agencji.

Poseł Czesław Cieślak /PSL/ : Być może moja wypowiedź zostanie odebrana jako nieobiektywna, ponieważ jestem przedstawicielem jednej z firm, które otrzymały limit mleka w proszku przeznaczonego do eksportu z dopłatą Agencji Rynku Rolnego. Podstawowa zasada przetargu jest taka, że wybiera się najkorzystniejszą złożoną ofertę. Dlatego nie trzeba się dziwić, że przetarg wygrają te firmy, które zaproponowały najlepsze warunki. Nie szukajmy teraz kozła ofiarnego. Nie mówmy, że winna jest Agencja i jej prezes, tylko postarajmy się o czytelne zasady udzielania subwencji do eksportu. Moim zdaniem powinniśmy przyjąć tutaj rozwiązania stosowane w Unii Europejskiej. Unia Europejska dopłaca do eksportu określoną kwotę. Nie ma tam żadnego przetargu. Jeśli nie stać nas na pełne dopłaty do eksportu, to przeznaczmy na ten cel tyle pieniędzy, ile można. Teraz płaczemy nad rozlanym mlekiem. Najczęściej głos w tej sprawie zabierają ci, którzy najmniej mają do powiedzenia.

Poseł Tadeusz Badach /SLD/ : Ja również uczestniczyłem w przetargu. Być może moja firma zaproponowała zbyt wysoką stawkę, w związku z tym nie mogę mieć pretensji do wyników przetargu. Na przyszłość powinno się ten problem rozwiązać poprzez dopłaty bezpośrednie, ponieważ zawsze będą się zdarzać kontrowersje wokół tej sprawy. Proszę zauważyć, że do rozdysponowania Agencja Rynku Rolnego miała 33 tys. tony mleka w proszku. Oferty dotyczyły 240 tys. ton. Nie chcę teraz być na miejscu tych, którzy nie wykonają tego kontraktu. Teraz okaże się, czy firmy, które rzekomo miały takie zdolności produkcyjne, wywiążą się z kontraktów. Natomiast do sposobu przeprowadzenia przetargu nie można mieć żadnych obiekcji.

Sekretarz stanu w MRiRW Józef Pilarczyk : W moim przekonaniu cały ten problem mógłby być rozpatrywany w innych kategoriach, gdyby uwagi i zastrzeżenia do sposobu przeprowadzenia przetargu zostały zgłoszone przed jego rozstrzygnięciem. Cała sprawa polega na tym, że po ogłoszeniu wyników przetargu grupa niezadowolonych podmiotów zabiegała o to, aby przetarg unieważnić. Agencja Rynku Rolnego stawia się wyraźne cele do realizacji. Takie zadanie postawiła przed prezesem Agencji Rada Ministrów i to zostało wykonane. Uwagi podmiotów, które przegrały tę rywalizację nie mogą być, moim zdaniem, brane pod uwagę.

Prezes ARR Jan Sobiecki : Agencja Rynku Rolnego nie uczestniczyła w przygotowaniu dokumentów przetargu. Cała dokumentacja została przygotowana przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Agencja wzięła pod uwagę postulat związków zawodowych, o którym mówił pan poseł Stanisław Stec, ale minister rolnictwa i rozwoju wsi oraz minister finansów to odrzucił jako niezgodne z konstytucją. W ośmioosobowej komisji przetargowej zasiadali również przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwa Finansów. Wszystko przebiegało prawidłowo. Dopiero po rozstrzygnięciu przetargu pojawiły się pretensje. Jeśli chodzi o obrzucanie błotem mojej osoby, to znosiłem i znoszę to cierpliwie, ponieważ nie mam innego wyjścia. Dziwne jest tylko to, że w kraju prawa, zarzuca się komuś, że postępuje zgodnie z prawem i to jest podstawa do wniosku o odwołanie ze stanowiska. Oczywiście pan wicepremier Jarosław Kalinowski ma prawo złożyć taki wniosek, ale nie może tego w ten sposób uzasadniać. To jest absurd.

Sekretarz stanu w MRiRW Józef Pilarczyk : Pan poseł Stanisław Stec pytał, czy Agencja zmarnowała 25 mln zł. Badałem tę sprawę i chciałbym państwa zapewnić, że to nie jest prawda. Pierwszy podmiot, który zaoferował najlepsze warunki eksportu mleka w proszku zaproponował dopłatę w wysokości 99 groszy. Podmiot, który przegrał przetarg proponował 1,25 zł. To jest różnica w wysokości 26 groszy na jednym kilogramie mleka w proszku. Proszę policzyć, że każde 1 tys. ton mleka w proszku wyeksportowanego z dopłatą 1,25 zł jest dla Agencji Rynku Rolnego droższe o 260 tys. zł. W związku z tym przyjęcie takiej oferty naraża Agencję na wydawanie dodatkowych pieniędzy. W tej sytuacji prezes Agencji nie mógł postąpić inaczej. Wiem, że pretensje zgłaszają mleczarnie, które proponowały 1,35 zł dopłaty do kilograma mleka w proszku.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Chciałbym, abyśmy zakończyli tę dyskusję jakąś konkluzją. Proponuję, aby przyjąć następującą opinię: "Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi po zapoznaniu się z informacją przedstawioną przez wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi Józefa Pilarczyka, prezesa Agencji Rynku Rolnego Jana Sobieckiego oraz z odpowiednią dokumentacją uważa, iż przetarg na eksport mleka w proszku z dopłatą Agencji Rynku Rolnego został przeprowadzony w prawidłowy sposób". Jeśli nie usłyszę sprzeciwu, uznam, że Komisja przyjęła tę opinię.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Myślę, że na podstawie tej informacji nie można przyjąć tak jednoznacznego stwierdzenia.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Podczas dyskusji nikt nie podważał poprawności przeprowadzenia tego przetargu.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Zgłaszam wniosek o sprawdzenie kworum.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Proszę o sprawdzenie kworum.

Sekretarz Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi : Nie ma kworum.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Chciałbym powiedzieć, że zwrócę się do prezydium Komisji o zgodę na kontynuowania obrad po posiedzeniu połączonych Komisji Europejskiej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Z przyczyn formalnych nie możemy teraz przyjąć tej opinii. Chciałbym oczyścić atmosferę wokół Agencji Rynku Rolnego i zlikwidować niepewność, która tam panuje. Dzisiaj Agencja powinna się zająć przede wszystkim skupem zboża, a nie funkcjonować w niepewności. Ogłaszam przerwę do godziny 13.20. 

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Wznawiam posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Przed przerwą posiedzenie prowadził pan poseł Romuald Ajchler i jemu przekazuję teraz głos.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Przypominam, że przed przerwą proponowałem, aby Komisja przyjęła następującą opinię w sprawie przetargu na eksport mleka w proszku z dopłatą Agencji Rynku Rolnego: "Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi po zapoznaniu się z informacją przedstawioną przez wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi Józefa Pilarczyka, prezesa Agencji Rynku Rolnego Jana Sobieckiego oraz z informacją pisemną w sprawie przeprowadzenia przetargu na eksport mleka w proszku z dopłatą z Agencji Rynku Rolnego, po odbytej dyskusji stwierdza, iż przetarg na eksport 33,7 tys. ton mleka w proszku został przeprowadzony zgodnie z przepisami określonymi przez Radę Ministrów. Komisja zwraca się do ministra rolnictwa i rozwoju wsi, aby przed podpisaniem dokumentacji kolejnych przetargów, rozważyć udział w tych przetargach firm z obcym kapitałem". Czy ktoś z państwa ma uwagi do zaproponowanego projektu opinii?

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Pan poseł Romuald Ajchler proponuje, aby Komisja przyjęła opinię bez wcześniejszego przygotowania tekstu tego dokumentu. Ponadto nie znamy stanowiska ministra rolnictwa i rozwoju wsi w tej kwestii. Uważam, że Komisja nie powinna na dzisiejszym posiedzeniu w ogóle odnosić się do tej sprawy.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Moim zdaniem sprawa jest na tyle dobrze znana, że nie potrzebne nam są tutaj wyjaśnienia przedstawiciela Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zresztą przedstawiciel resortu mógł przybyć na tę część posiedzenia. Nie możemy nadal trwać w zawieszeniu. Opinia publiczna oczekuje wyjaśnień w tej sprawie. Jeśli pan poseł Wojciech Zarzycki uważa, że ta sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona, to dzieje się tak tylko z winy Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, dlatego że przedstawiciel resortu powinien tu być obecny i powinien złożyć wyjaśnienia. Minister Czesław Siekierski powinien nam wyjaśnić z czego wynikają zarzuty wobec prezesa Agencji.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Przed przerwą w sprawie przetargu wypowiadał się pan minister Józef Pilarczyk i wszystko dokładnie wyjaśnił. Ponadto wysłuchaliśmy także wyjaśnień prezesa Agencji Rynku Rolnego. Komisja otrzymała także obszerną, pisemną informację na ten temat. Nie możemy kończyć rozpatrywania takich problemów bez wydania opinii. Taka praca nie ma sensu. Przypominam również, że o zbadanie tego problemu zwracał się do Komisji pan marszałek Tomasz Nałęcz. Wykonując dyspozycję marszałka Sejmu, powinniśmy przyjąć w tej sprawie opinię.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Przed przerwą pan poseł Romuald Ajchler zaproponował przyjęcie tej opinii, ale nie było kworum. Ponadto zwróciłem uwagę na to, że dostarczona Komisji informacja w tej sprawie nie jest podpisana. A zatem nikt nie bierze odpowiedzialności za te dane. W związku z tym uważam, że tę sprawę należy odłożyć i wyjaśnić w obecności ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Nie chcę, aby dalej była prowadzona gra polityczna. Nie rozumiem także, dlaczego mnie obciąża się winą za to, że na posiedzenie Komisji nie przybył przedstawiciel rządu. Bardzo proszę o to, aby dzisiaj tej decyzji nie podejmować.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Odczytam państwu pismo, które skierował do Komisji wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Czesław Siekierski: " Szanowny Panie Przewodniczący. W nawiązaniu do pisma Pana Przewodniczącego z dnia 24 lipca 2002 r. przekazuję informacje przygotowane przez Agencję Rynku Rolnego dotyczące: - importu zbóż w roku 2002, - sytuacji na rynku mleka /import i interwencja/". A zatem ta informacja, o której mówił pan poseł Wojciech Zarzycki ma swojego autora. Komisja może uznać ją za niewystarczającą, ale proszę zgłosić taki wniosek.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Mówimy o dwóch różnych sprawach. Informacja o realizacji przetargu nie jest podpisana. Zresztą jest to materiał dla prezydium Komisji, a nie dla posłów.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Prezydium Komisji zdecydowało o przekazaniu tego materiału posłom. Prezydium ma takie prawo.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Jeszcze raz stwierdzam, że te dokumenty nie są podpisane. Ponadto nie mam teraz możliwości uzyskać wyjaśnień w tej sprawie.

Poseł Stanisław Stec /SLD/ : Czy o posiedzeniu Komisji był poinformowany minister rolnictwa i rozwoju wsi? Jeśli był, a nie przybył, to jest to wyłącznie jego decyzja. Proszę o poddanie pod głosowanie wniosku pana posła Romualda Ajchlera.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Pan poseł Wojciech Zarzycki ma prawo mieć w tej kwestii inne zdanie i wyrazi to w głosowaniu. Przypominam państwu projekt opinii: "Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi po zapoznaniu się z informacją wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi Józefa Pilarczyka, prezesa Agencji Rynku Rolnego Jana Sobieckiego oraz przedstawioną informacją pisemną w sprawie przeprowadzenia przetargu na eksport mleka w proszku z dopłatą z Agencji Rynku Rolnego, po odbytej dyskusji stwierdza, iż przetarg na eksport 33,7 tys. ton mleka w proszku został przeprowadzony zgodnie z przepisami określonymi przez Radę Ministrów. Komisja zwraca się do ministra rolnictwa i rozwoju wsi, aby przed podpisaniem dokumentacji kolejnych przetargów, rozważyć udział w tych przetargach firm z obcym kapitałem".

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Chciałbym zapytać, czy znana jest opinia komisji, która badała poprawność przeprowadzenia tego przetargu? Chciałbym poznać tę opinię przed podjęciem decyzji.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Przed przerwą pytałem pana ministra Józefa Pilarczyka oraz prezesa Agencji Rynku Rolnego pana Jana Sobieckiego o wyniki tej kontroli. Uzyskałem odpowiedź, że przetarg został przeprowadzony zgodnie z przepisami ustalonymi przez Radę Ministrów. Przystępujemy do głosowania. Kto z państwa jest za przyjęciem opinii w proponowanym brzmieniu? Stwierdzam, że Komisja przy 17 głosach za, jednym przeciwnym i braku wstrzymujących się, przyjęła opinię.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Chciałbym państwa poinformować, że Komisja ma obowiązek przekazać Najwyższej Izbie Kontroli sugestie odnośnie do tematów kontroli w przyszłym roku. Bardzo państwa proszę, aby członkowie Komisji zgłosili na piśmie swoje propozycje w tym względzie do Sekretariatu Komisji w terminie do 31 lipca 2002 r.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Przypominam, że proponowałem, aby jeszcze w trakcie tego posiedzenia Komisji prezes Agencji Rynku Rolnego przedstawił informację w sprawie skupu zbóż.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Porządek dzienny posiedzenia został rozszerzony na pana wniosek i pan prezes Jan Sobiecki za chwilę przedstawi aktualne informacje o skupie interwencyjnym zbóż.

Prezes ARR Jan Sobiecki : Agencja Rynku Rolnego podpisała umowy z 566 podmiotami na skup 2832 tys. ton pszenicy oraz 488 tys. ton żyta. Łącznie podmioty uczestniczące w skupie z dopłatą Agencji przyjmą około 3320 tys. ton zbóż. Napływają do nas liczne prośby, abyśmy organizowali punkty skupu i przydzielali limity. Jeśli chodzi o limity skupowe, to nie ma żadnego problemu, natomiast Agencja nie może uruchamiać własnych punktów skupu. W tworzenie podmiotów uczestniczących w skupie interwencyjnym powinny się włączyć znacznie wcześniej miejscowe władze. Agencja nie ma możliwości prowadzenia skupu, ponieważ nie ma pieniędzy na taką działalność. W ubiegłym roku w tym systemie skupiono około 3,1 mln ton. Ponadto Agencja za własne środki skupiła 1 mln ton. W tym roku Rada Ministrów rozważa wprowadzenie takiego rozwiązania, aby dopłacić do zboża tym, którzy przechowają je w swoich magazynach. To rozwiązanie będzie dotyczyć 1 mln ton. Z oferty będą mogli skorzystać producenci, którzy przechowają przynajmniej 250 ton do końca października. Po stwierdzeniu przez inspektora ISiPAR oraz przedstawiciela Agencji, że zboże rzeczywiście znajduje się w magazynie, producent otrzyma dopłatę w wysokości 120 zł do tony pszenicy i 80 zł do tony żyta. Zboże będzie mogło być dopuszczone do obrotu dopiero w listopadzie. Producenci, którzy skorzystają z tego prawa, nie będą mogli sprzedać tego zboża z dopłatą Agencji. Chodzi o to, aby nie było podwójnych dopłat. Sądzę, że ta metoda w jakiś sposób przyczyni się do rozwiązania tej trudnej sytuacji. Wydaje mi się, że w tym roku nie będzie problemów z magazynowaniem zboża. Należy raczej martwić się o kredytowanie. Po ubiegłorocznym skupie wiele firm straciło płynność finansową i ma kłopoty z uzyskaniem kredytów. Agencja podjęła w tej sprawie rozmowy z bankami, przedstawiając założenia tegorocznego systemu skupu zbóż z dopłatami. Chodzi o to, że podmiotom w przypadku spadku ceny poniżej ceny oczekiwanej, gwarantuje się dopłaty. Dla banków takie zabezpieczenie jest bardzo istotne. W ubiegłym roku spółki, w których Agencja posiada udziały, skupiły około 140 tys. ton zboża. Teraz jest to już prawie 260 tys. ton. Jedynym ograniczeniem są tutaj kredyty, ponieważ te spółki też są w trudnej sytuacji finansowej ze względu na wysoką cenę pszenicy w ubiegłym roku. Agencja Rynku Rolnego na bieżąco analizuje sytuację w skupie zbóż. Każdego dnia składane są meldunki. Tam, gdzie sytuacja jest najtrudniejsza, będziemy się starali poprzez nasze spółki zapewnić skup, przynajmniej do czasu, kiedy inne podmioty uzyskają kredyty.

Poseł Marian Curyło /Samoobrona/ : Chciałbym wiedzieć, kiedy Komisja zwróci się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zbadanie sprawy nitrofenu?

Poseł Andrzej Aumiller /UP/ : Proponuję, abyśmy powołali komisję śledczą. W pracach tej komisji powinni uczestniczyć posłowie Wojciech Zarzycki i Marian Curyło.

Poseł Wojciech Zarzycki /PSL/ : Rozumiem, że to jest żart. Nie ma takiej możliwości, aby Komisja powołała komisję śledczą. Chciałbym zapytać pana prezesa Jana Sobieckiego, ile dzisiaj jest podmiotów skupujących zboże? Który z podmiotów skupił do tej pory największą ilość zboża? Kolejne pytanie wiąże się z nowym systemem przechowywania zboża z dopłatą, o którym mówił pan prezes Jan Sobiecki. Czy Agencja jest przygotowana do tego, aby sprawdzić, czy magazyn może przyjąć to zboże, a potem czy w magazynie rzeczywiście przechowuje się deklarowaną ilość tego surowca? Ile podmiotów skupuje zboże w województwie łódzkim? Przypominam, że miałem otrzymać z Agencji informację na ten temat. Chciałbym wiedzieć, ile podmiotów skupowych funkcjonuje na tym terenie, gdzie one się znajdują oraz jakie przyznano im limity skupowe.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Chciałbym otrzymać podobne informacje odnośnie do województwa bydgoskiego i kujawsko-pomorskiego.

Poseł Romuald Ajchler /SLD/ : Podczas jednego z posiedzeń Komisji zwróciłem się do przedstawiciela Agencji Rynku Rolnego o to, aby przez terenowe oddziały Agencji do gmin, a także do urzędów wojewodów przekazywać informacje o wszystkich podmiotach uczestniczących w interwencyjnym skupie zbóż. Zostałem zapewniony, że jeśli taka informacja tam nie dotrze, dyrektor oddziału Agencji poniesie konsekwencje służbowe. Czy takie informacje zostały przekazane do gmin? Czy prezes Agencji wydał polecenie, aby te informacje tam rozesłać? Czy te informacje są na bieżąco uzupełniane po rozstrzygnięciu kolejnych przetargów? Prosiłem również, aby urzędy wojewodów otrzymały listy podmiotów uczestniczących w skupie na terenie całego kraju. Może się bowiem zdarzyć, że blisko granicy województwa funkcjonuje punkt skupujący, do którego rolnikowi będzie bliżej.

Prezes ARR Jan Sobiecki : Jak już powiedziałem, Agencja podpisała umowy z 566 podmiotami. W tej chwili skup prowadzi 20 przedsiębiorstw. W województwie łódzkim zawarto 33 umowy, a 4 firmy już rozpoczęły skup. To są dane z wczoraj. Każdego dnia sytuacja się zmienia. Dopiero wieczorem otrzymamy meldunki i będziemy znali dzisiejszą sytuację. Najwięcej zboża skupiło do tej pory przedsiębiorstwo z opolskiego PZZ Brzeg - 13.352 tony pszenicy i 3122 tony żyta. W województwie kujawsko-pomorskim podpisano umowy ze 103 podmiotami. Do wczoraj żaden podmiot nie uruchomił jeszcze skupu. Pan poseł Wojciech Zarzycki pytał, w jaki sposób zamierzamy sprawdzić, czy zboże przechowywane w ramach tego nowego systemu, rzeczywiście znajduje się w magazynach. Przypominam, że wprowadzenie tego systemu jest dopiero rozpatrywane przez Radę Ministrów. Niemniej jednak zasada będzie taka, że po 31 października, czyli po zakończeniu skupu zboża z dopłatami, producent będzie mógł zgłosić powyżej 250 ton zboża i przedstawiciele Agencji i ISiPAR dokonają pomiarów. Mamy już niezbędne doświadczenie w tym zakresie, ponieważ podobne pomiary były prowadzone przy okazji powodzi. Producent otrzyma dopłatę po potwierdzeniu przez inspektorów, że w magazynie znajduje się deklarowana ilość zboża. Chciałbym także powiedzieć, że podpisaliśmy porozumienie z ISiPAR i będziemy prowadzili w tym roku wzmożone kontrole. Ponadto wprowadziliśmy pewne zmiany organizacyjne, które powinny ułatwić nam wychwytywanie nieprawidłowości. Oczywiście nieuczciwości nie da się całkowicie wyeliminować. Każdy otrzymuje z gminy zaświadczenie o wielkości użytków rolnych, ale sam podaje ilość posiadanej pszenicy. Dopóki nie zostanie uruchomiony system IACS, nie mamy możliwości weryfikacji tych danych. Jeszcze raz podkreślam, że ci producenci, którzy skorzystają z nowego systemu przechowywania zbóż z dopłatą, nie będą mogli uczestniczyć w skupie z dopłatą Agencji Rynku Rolnego. Pan poseł Romuald Ajchler pytał o przekazywanie gminom aktualnych list podmiotów skupujących. Te informacje są przekazywane na bieżąco zaraz po podpisaniu umowy.

Poseł Wojciech Mojzesowicz /Samoobrona/ : Czy ktoś z państwa ma jeszcze jakieś pytania do pana prezesa Jana Sobieckiego? Nie widzę zgłoszeń. Zamykam posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
 


 
Nasz Dziennik, 8. sierpnia 2002r.

Nie dość, że importowane, to jeszcze skażone? 

Rząd zdaje się nie przejmować tym, że do polskich elewatorów zwożone jest zboże, które może być skażone nitrofenem

W sprowadzonym do Polski z Niemiec zbożu odkryto rakotwórczy nitrofen. Wstępne wyniki badań próbek niemal 3 tys. ton ziarna musi jeszcze potwierdzić niezależne laboratorium w Poznaniu. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Bydgoszczy. Posłowie z sejmowej komisji rolnictwa nie mają wątpliwości - samo zagrożenie skażeniem to wystarczający powód, by rząd podjął decyzję o zablokowaniu importu zboża do Polski. Rząd wyklucza jednak taką możliwość. Co więcej, nie będzie nawet wymagał zaświadczeń od importerów, że ziarno jest wolne od toksycznej substancji.

O podejrzeniu wykrycia nitrofenu w importowanej z Niemiec pszenicy, składowanej w Fordonie w elewatorze należącym do Przedsiębiorstwa Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego PZZ w Bydgoszczy, pisała już kilka tygodni temu "Gazeta Pomorska". Wojewódzki inspektor skupu i przetwórstwa artykułów rolnych w Bydgoszczy Franciszek Złotnikiewicz dopiero wczoraj poinformował, że ślady nitrofenu wykryto w 9 spośród 12 próbek zbadanych w laboratorium. 
- Każde zboże, które wchodzi do Polski od strony Niemiec lub Czech, jest podejrzane o zawartość nitrofenu - tłumaczy Generalny Inspektor Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych (GISiPAR) Ryszard Kołodziej. 
Tym razem jednak po raz pierwszy standardowe badanie na zawartość nitrofenu, wykonane przez laboratorium Wojewódzkiego GISiPAR w Bydgoszczy, dało wynik pozytywny. Jego wyniki nie zostały jednak ujawnione. - Taka jest procedura - tłumaczy Kołodziej. Dodaje, że w grę wchodziło zbyt wiele - nie tylko zdrowie społeczeństwa, ale i poważne konsekwencje dla niemieckiego eksportera oraz kary dla polskiego importera. Zboże sprowadziła firma Polskie Młyny SA. Czterdzieści pięć procent udziałów w firmie posiada poseł PSL Zbigniew Komorowski. 
GISiPAR skierował próbki z Fordonu do dwóch innych, niezależnych laboratoriów - Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa we Wrocławiu oraz do Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu. Wczoraj po południu wrocławska placówka przesłała wyniki badania - tym razem obecności nitrofenu nie stwierdzono. Poznań ma przesłać wyniki analiz jutro. 
Tymczasem właściciel fordońskiego elewatora, prezes bydgoskich PZZM PZZ Tadeusz Wolski, powiedział nam, że posiada wyniki badań wrocławskiego IUNG i są one negatywne. Żali się na opieszałość procedur GISiPAR. Od momentu pobrania próbek minął niemal miesiąc. - Nie jesteśmy zobligowani żadnymi terminami - odpiera zarzut Kołodziej. Dodaje, że dla niego najważniejsza jest absolutna pewność, że do produkcji nie trafi zakażone zboże. Tymczasem podobne badania z reguły nie powinny trwać dłużej niż 2-3 dni. Potwierdza to zresztą tempo badań przeprowadzonych przez IUNG. 
Prezes bydgoskich PZZM PZZ Tadeusz Wolski skarży się na straty. Samo pobranie próbek z 3 tys. ton według wskazań Polskiej Normy kosztowało ok. 30 tys. zł. 
- Jeszcze nie szacowałem strat, ale musiałem kupić dodatkową ilość zboża - mówi. 
Komory z podejrzaną pszenicą są zaplombowane, ziarna nie można wprowadzić do obrotu. Kontrahenci zrezygnowali z jego zakupu. 
- Piekarze np. zostali postraszeni kontrolami w przypadku kupowania mąki importowanej - tłumaczy Wolski. 
Jeśli laboratorium w Poznaniu potwierdzi obecność nitrofenu w sprowadzonym z Niemiec zbożu, przeprowadzone zostanie postępowanie międzynarodowe. 
W sprawę jest zresztą zaangażowana bydgoska prokuratura. Jak udało nam się dowiedzieć, Polskie Młyny SA jeszcze nie zapłaciły niemieckiemu kontrahentowi za towar. Gdyby potwierdziły się wstępne badania, na importera zostałaby nałożona kara w wysokości 150 proc. ceny zakwestionowanego zboża. 
- To tym bardziej obliguje do tego, by nasza ocena końcowa była pewna i niepodważalna - tłumaczy GISiPAR. 
Przed dwoma tygodniami tematem zagrożenia płynącego ze strony naszych zachodnich sąsiadów w postaci nitrofenu w zbożu zajęli się posłowie sejmowej komisji rolnictwa. Parlamentarzyści podważali wiarygodność badań niemieckich służb sanitarnych, na których opierają się polskie władze. Zarzucali rządowi, że ślepo zaufał stronie niemieckiej. Wiceminister rolnictwa Jerzy Pilarczyk tłumaczył wówczas, że niemożliwe jest wprowadzenie zakazu importu zboża z Niemiec. Ale koronnym argumentem rządu był fakt, że badania ziarna, jakie są prowadzone od lutego do czerwca br., nie wykazały dotąd obecności nitrofenu. 

Rząd: spokojnie, to tylko nitrofen 

Co powinien w tej sytuacji zrobić rząd? Posłowie z sejmowej komisji rolnictwa nie mają wątpliwości - Rada Ministrów powinna podjąć decyzję o wstrzymaniu importu zboża. Stanisław Kalemba (PSL) przypomina, że podczas niedawnej debaty rolnej w Sejmie wraz z grupą posłów złożył projekt uchwały o zakazie importu nie tylko ziarna, ale i innych produktów rolniczych - projekt przepadł podczas prac komisji. 
- Po co importować zboże, skoro u nas jest jego nadmiar? - pyta Kalemba. 
Piotr Krutul z Ligi Polskich Rodzin przywołuje fakt zablokowania eksportu naszej wieprzowiny na 10 lat przez UE pod pretekstem pomoru świń w Polsce. - Import zboża powinien zostać zablokowany natychmiast i to z całej Unii, bo tam przecież jest jednolity rynek - dodaje. Zdaniem Krutula, jeśli potwierdzi się, iż zboże z Fordonu jest skażone, wicepremier Kalinowski powinien podjąć decyzję o rezygnacji z otwarcia kontyngentu bezcłowego na unijne zboże w wysokości 400 tys. ton. 
Ale, jak poinformowała nas Małgorzata Książek, dyrektor biura prasowego w resorcie rolnictwa, jedynym krokiem, jaki rozważa kierownictwo resortu, jest wprowadzenie obowiązku posiadania przez importerów zaświadczenia o przeprowadzeniu badań na obecność w zbożu nitrofenu. Książek dodała, że w tej chwili praktycznie nie ma problemu wwożenia do Polski ziarna z zagranicy, gdyż jest to nieopłacalne. Po południu, po otrzymaniu wyników analiz z wrocławskiego laboratorium Książek zmieniła zdanie: obowiązek zaświadczeń nie zostanie wprowadzony. Resort nie raczył zaczekać nawet do piątku, kiedy mają być znane wyniki badań z Poznania. 
Skażone nitrofenem ziarno wykryto kilka miesięcy temu w jednym z niemieckich magazynów na terenie Meklemburgii (była NRD). Zboże pochodziło z gospodarstwa ekologicznego. Nitrofen to środek rakotwórczy, wycofany z użytku w rolnictwie na początku lat 90. 
Jak wynika z danych Agencji Rynku Rolnego, w tym roku (na koniec lipca) z Niemiec do Polski trafiło ponad 18 tys. ton ziarna i mąki. 
Mikołaj Wójcik

Rząd bagatelizuje zagrożenie 

Rząd wyraźnie bagatelizuje zagrożenie wynikające z możliwości sprowadzania do Polski skażonego zboża. A przecież chodzi o biologiczne bezpieczeństwo populacji, w tym również wyborców SLD. Opiera się wyłącznie na zapewnieniach Niemców, że ziarno jest czyste. Trudno oczekiwać, by nasi sąsiedzi twierdzili inaczej. Główny Inspektor Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych mówi wprost: każde źdźbło napływające do nas od strony Niemiec i Czech jest podejrzane o skażenie nitrofenem. Dziwne też, że badanie zboża w bydgoskim laboratorium wykazało obecność tej rakotwórczej substancji, a już "niezależne" z Wrocławia, przeprowadzone w ekspresowym tempie, wykluczyło. Wydaje się, że nawet gdyby wszystkie laboratoria w kraju potwierdziły, że ziarno jest zatrute, rząd i tak znalazłby argumenty wykluczające wprowadzenie embarga, zamknięcie granic i rezygnację z bezcłowego kontyngentu. A przecież Unia Europejska z niezadowoleniem przyjęła już jego przesunięcie na listopad. Ale rząd Leszka Millera nigdy nie był skory do narażania się Brukseli i Berlinowi, nawet za cenę zrobienia z Polski śmietnika Europy. 
MW


 
 

W dniu 12. sierpnia 2002r. pan red Mirosław Majeran w informacjach PTV POLSAT stwierdził, iż każda partia importowanego zboża jest badana na obecność nitrofrenu, zaś w  laboratorium Wojewódzkiego GISiPAR w Bydgoszczy badania wykonano nieprawidłowo, bo z zastosowaniem złych odczynników. Główny Inspektor  Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych pan Ryszard Kołodziej dodał, iż podległa  jednostka nie ma akredytacji i brakuje jej doświadczenia w badaniu nitrofenu! 
 

 
Nasz Dziennik, 16. sierpnia 2002r.

Nitrofenu nie ma, wątpliwości pozostały

Wszystko miało być tak ładnie: oficjalnie w importowanym do Polski zbożu nie wykryto nitrofenu. Wcześniej badanie próbek pobranych z 3 tys. ton, dokonane w laboratorium bydgoskiego ISiPAR, wykazało śladowe ilości tej rakotwórczej substancji. Późniejsze ekspertyzy nie potwierdziły tego. I tu sprawa się komplikuje. Niezgodność badań wytłumaczono brakiem doświadczenia w tego typu analizach. Można więc zapytać, czy brak doświadczenia nie stwarza możliwości, że w ziarnie nie wykryto nitrofenu, mimo iż tam jest?
Przypomnijmy, że pierwsze badanie próbek, pobranych z 3 tys. ton zboża składowanych w elewatorze bydgoskich Polskich Zakładów Zbożowych, wykazało zanieczyszczenie pszenicy nitrofenem. Obecność tej rakotwórczej substancji wykryto w 9 z 12 badanych próbek. Badanie przeprowadzało laboratorium Kujawsko-Pomorskiego Inspektora Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych, nieposiadające akredytacji na tego analizy. Ukrywane przez kilkanaście dni wyniki badań ujrzały światło dzienne po publikacji w jednej z lokalnych gazet. Wtedy próbki skierowano do dwóch niezależnych laboratoriów posiadających akredytacje - wykonane natychmiast badania nie wykazały obecności nitrofenu. Główny inspektor skupu i przetwórstwa artykułów rolnych Ryszard Kołodziej stwierdził, iż podległa mu bydgoska jednostka nie ma akredytacji i brakuje jej doświadczenia w badaniu nitrofenu. Teraz próbki trafią do centralnego laboratorium GISiPAR, gdzie czekają je kolejne testy. Czyżby zatem nie było pewności co do czystości zboża? Bo jeśli każdą partię zboża sprowadzaną do Polski z Niemiec bądź Czech badają wojewódzkie laboratoria, nieposiadające do tego wymaganych uprawnień, to jak tu mówić o pewności wykluczenia obecności nitrofenu? Prawdopodobieństwo takiej sytuacji podkreśla dr Zbigniew Hałat, specjalista epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. Jego zdaniem, stwierdzenie Kołodzieja, że laboratorium nie ma doświadczenia, oznacza, że placówka taka jest nic niewarta. - Czy można ufać w badania prowadzone przez taką jednostkę? - pyta dr Hałat. - Przecież nie każde badanie jest powtarzane w innych placówkach - dodaje.
Według niego, samo zagrożenie importem do Polski skażonego nitrofenem zboża i mąki jest wystarczające, by wprowadzić najwyższy stopień zagrożenia epidemiologicznego. Jego zdaniem fakt, iż nie wprowadzono zakazu importu jest przestępstwem z art. 165 kodeksu karnego, zagrożonym karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy nawet do 8 lat, jeśli w wyniku nieumyślnego zaniedbania nastąpi śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób. W związku z tym przed dwoma tygodniami złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez ministrów: rolnictwa Jarosława Kalinowskiego i zdrowia Mariusza Łapińskiego. Zarzuca im "sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób (...) powodując zagrożenie epidemiologiczne". Sprawą zajmuje się w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście prokurator Paweł Macuga.
Nitrofen uważany jest za środek mogący wywołać choroby nowotworowe oraz szkodliwy dla dziecka nienarodzonego. Gospodarstwa, w których go wykryto, przez kilka miesięcy taiły informacje o skandalu. Według niemieckiego rządu, odpowiednie ministerstwa zostały poinformowane o tym dopiero 24 maja. Tymczasem Federalny Urząd Badania Mięsa w Kulmbach przyznał, że już pod koniec stycznia otrzymał próbkę mięsa drobiowego, w której 5 tygodni później stwierdzono występowanie 0,1 mg nitrofenu (dopuszczalna dawka wynosi 0,01 mg na kilogram). Jak oświadczył rzecznik placówki w Kulmbach, urząd nie uznał za konieczne poinformowanie ministerstwa w Berlinie o wyniku analizy.
Do dziś nie wiadomo, do których z państw spoza Unii Europejskiej trafiło wyeksportowane przez Niemcy skażone rakotwórczym herbicydem ziarno. Polskie władze dotąd nie wprowadziły zaostrzonej kontroli na granicy. Zdaniem resortu rolnictwa, nie ma możliwości wprowadzenia zakazu importu "bez uzasadnienia".
Mikołaj Wójcik
 

Historia wykrywania nitrofenu w Niemczech:

24 maja - podczas rutynowych kontroli w gospodarstwach ekologicznych w Dolnej Saksonii w paszy dla kur zostaje wykryty nitrofen - minister środowiska dla Nadrenii Północnej i Westfalii Baerbel Hoehn zamyka dwa gospodarstwa.
27 maja - minister ochrony praw konsumenta Renate Kuenast przyznaje, że nitrofen wykryto już w ponad 120 gospodarstwach. Do sprawy włącza się prokuratura.
29 maja - według danych rządowych, w samej tylko Dolnej Saksonii zatrutą paszę podano ponad 350 tys. zwierząt.
31 maja - w Saksonii-Anhalcie znaleziono nitrofen w ekojajach.
1 czerwca - odkryto, że zanieczyszczenie pochodzi m.in. ze starych magazynów w Meklemburgii, w których poprzednio przetrzymywano wycofane z użycia środki chemiczne.
10 czerwca - Belgia wprowadza ograniczenia w imporcie niemieckiej żywności, a w ślad za nią Czechy, Słowacja i Litwa.
13 czerwca - nitrofen wykryto w chlebie i ciastach, w hurtowni zabezpieczono 200 kg skażonych produktów mącznych, ale już ponad 800 kg zostało sprzedanych!
17 czerwca - niemiecki minister ochrony praw konsumenta Renate Kuenast poinformowała, że spółka Raiffeisen od miesięcy sprzedawała zatrute zboże, wiedząc, że zawiera nitrofen.

MW


 
Uwaga!

Zgodnie z  § 2. Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów 
z dnia 28 czerwca 2002 r. 
w sprawie szczegółowego zakresu działania 
Ministra Zdrowia
(Dz. U. Nr 93, poz. 833)
od 1. lipca 2002r. minister zdrowia koordynuje działania
w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa żywności.

Zgodnie z  § 2. Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów
z dnia 29 marca 2002 r.
w sprawie szczegółowego zakresu działania 
Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi
(Dz. U. Nr 32, poz. 305) 
 minister rolnictwa i rozwoju wsi 
wykonuje zadania w zakresie bezpieczeństwa żywności

Ten sam obowiązek mistra rolnictwa wynikał
z poprzedniej regulacji, 
to jest z Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów
z dnia 20 października 2001 r.
w sprawie szczegółowego zakresu działania 
Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi
(Dz. U. Nr 122, poz. 1340) 

Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów
w dniu 29. lipca 2002r.
złożyło w prokutaturze Warszawa-Śródmieście
doniesienie o przestępstwie
ministra rolnictwa i ministra zdrowia
przeciwko bezpieczeństwu publicznemu
polegające na spowodowaniu zagrożenia epidemiologicznego
rakotwórczą i teratogenną substancją o nazwie nitrofen
poprzez zaniechanie działań
na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa żywności
 
 

PRAWA PODSTAWOWE I OBOWIĄZKI WŁADZ



 
§
§
§
§
§
kto wytwarza lub sprzedaje produkt niebezpieczny, ten odpowiada
za ciężki uszczerbek na zdrowiu, inne naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, a także za doznaną krzywdę konsumenta

Naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty 
Na żądanie poszkodowanego zobowiązany do naprawienia szkody powinien  wyłożyć z góry sumę potrzebną na koszty leczenia, a jeżeli poszkodowany  stał się inwalidą, także sumę potrzebną na koszty przygotowania do innego  zawodu. Jeżeli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do  pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły  widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do  naprawienia szkody odpowiedniej renty. Jeżeli w chwili wydania wyroku szkody nie da się dokładnie ustalić, poszkodowanemu może być przyznana renta tymczasowa.

§
§
§
§
§



STOWARZYSZENIE
  OCHRONY
     ZDROWIA
       KONSUMENTÓW
STOWARZYSZENIE OCHRONY ZDROWIA KONSUMENTÓW


ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE
CZASOPISMO RUCHU OCHRONY ZDROWIA
AKTUALIZOWANA WERSJA ELEKTRONICZNA
"ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE"

 



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA