NOWY TARG - STOLICA PODHALA

CZĘŚĆ I
CZĘŚĆ II
CZĘŚĆ III


Dziennik Polski, 3. kwietnia 2003r.

Podsumowanie akcji

Taniec z bakteriami

- Decyzję o zamknięciu nielegalnych dopływów ścieków do rzeki powinien podjąć wójt gminy, na terenie której taki odpływ ujawniono - tłumaczył wczoraj powiatowej komisji zdrowia burmistrz Nowego Targu Marek Fryźlewicz. - Mam nadzieję, że wójtowie nie wystraszą się tego konfliktu. W Nowym Targu kilka lat temu nie zawahaliśmy się zabetonować nielegalnych odpływów z zakładów kuśnierskich.

Na prośbę powiatowej komisji zdrowia burmistrz i dyrektor nowotarskiego sanepidu podsumowali całą akcję związaną z usuwaniem skutków zatrucia wody w nowotarskim wodociągu. Jak już pisaliśmy, policja z wykorzystaniem kamery termowizyjnej, ujawniła pomiędzy Nowym Targiem a Zakopanem w sumie ponad 20 nielegalnych odprowadzeń ścieków do Białego Dunajca, dzikich wysypisk śmieci, a nawet padlinę zwierzęcą.

Wszystko to przyczyniło się do skażenia bakteriologicznego rzeki, które następnie przedostało się do wodociągów i spowodowało trzytygodniowe wyłączenie wody w Nowym Targu. Jak tłumaczył burmistrz, obecnie wójtowie powinni wydać decyzję o likwidacji nielegalnych zrzutów ścieków na swoim terenie, a Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska może jedynie wyegzekwować takie decyzje wójtów. Burmistrz wystąpił do wojewody małopolskiego, żeby zwołał w tej sprawie naradę z udziałem wszystkich wójtów gmin położonych nad Dunajcem.

- Działania muszą być podjęte szybko, są przecież nawet zdjęcia tych domów, które odprowadzają ścieki do rzeki - mówił burmistrz.

Do końca września ma być w mieście wykonane podłączenie rurociągiem studni dawnego kombinatu do miejskiej sieci wodociągowej. Na najbliższej sesji burmistrz wystąpi do rady o przeznaczenie kolejnych pieniędzy na dokumentację dla nowych studni, bowiem dotychczasowe pokryją zapotrzebowanie miasta najwyżej w 70 procentach. Gdyby udało się je wykonać w przyszłym roku, to miasto w 100 procentach będzie zaopatrywane w wodę z bezpiecznych ujęć głębinowych. Burmistrz Marek Fryźlewicz nie zamierza jednak likwidować Stacji Uzdatniania Wody z Białego Dunajca, wybudowanej 40 lat temu w Szaflarach.

- Musi pozostać jakieś zasilanie drugostronne, bowiem wydajność studni głębinowych może się okazać niższa niż to stwierdzono w badaniach - mówił radnym powiatowym burmistrz Nowego Targu. - Poza tym, jak odejdziemy od ujęcia w Szaflarach, to do rzeki można już będzie zrzucać, co się komu chce.

Procedury były OK

Koszty dowożenia wody dla mieszkańców oraz zwolnienia z opłaty za wodę szacowane są obecnie przez władze Nowego Targu na ok. 400 tys. zł. Wraz z kosztem wypożyczenia i następnie zakupienia instalacji do uzdatniania wody gazowym dwutlenkiem chloru, strata może dojść nawet do miliona złotych.

- Jest problem z przygotowaniem wszystkich struktur państwa do takich zagrożeń - mówił burmistrz, podsumowując kilkutygodniową akcję z wodą. - Nikt nie był nam w stanie fachowo pomoc, określić, jakie to jest zagrożenie, jak postępować. Wszyscy tylko patrzyli, co się u nas dzieje. Nawet naukowcy mieli bardzo różne opinie i na temat zagrożenia i na temat instalacji, które mogą skutecznie uzdatniać wodę.

Burmistrz stwierdził, że do tej pory nikt nie postawił władzom miejskim zarzutu nie dopełnienia jakiś procedur związanych z ochroną mieszkańców. Całą akcję nadzorowania jakości wody dokładnie tłumaczyła także Rita Lech-Jóźwiakowska, powiatowy inspektor sanitarny. Już od początku stycznia woda w sieci miejskiej miała przekroczone ponad przepisową normę stężenie azotu amonowego. Wodę dopuszczono jednak do użytkowania warunkowo, nakazując zakładowi wodociągów poprawienie jakości. Po ostrzeżeniu z Zakopanego o awarii tamtejszej oczyszczalni, sanepid zaczął kontrolować także wodę pod względem bakteriologii. Obecność bakterii Clostridium ujawniono pierwszy raz 25 lutego, ale stwierdzono skażenie tylko w jednym miejscu w sieci miejskiej. Sanepid uznał to więc za skażenie lokalne i nie nakazywał wyłączenia dostaw wody. Wykonane następnego dnia badanie nie potwierdziło skażenia bakteriologicznego. Dopiero w próbce pobranej 3 marca, której wyniki znane były 5 marca, bakterie wystąpiły w całej sieci. Wtedy też sanepid nakazał wyłączenie dostaw wody dla miasta.

Woda w Białym Dunajcu nadal niesie bakterie Clostridium. Mimo wyższego stanu wód, rzeka nie jest w stanie sama się oczyścić.


Na lepszy monitoring stanu wody

Potrzebne plany ochrony środowiska

Znane są już założenia ekologicznej polityki państwa, priorytety i sposoby finansowania poszczególnych celów. Wśród nich największym wyzwaniem jest poprawa jakości wód powierzchniowych. Do 2015 roku 82,5 proc. wód ma osiągnąć pierwszą klasę czystości, 15 proc. drugą, a 2,5 proc. może mieć trzecią klasę. Aby tego dokonać, najpierw trzeba w należyty sposób określić stan czystości rzek. Prowadzenie stałego monitoringu umożliwić mają środki pomocowe.

- Problem polega na tym, że nie mamy pierwszej klasy czystości wód w Małopolsce. Sprawa ta jest bardzo pilna na Podhalu. Przykładowo, badania w 2002 r. ujęcia wody w Szaflarach wykazują, że w lipcu płynęła tam woda pozaklasowa, w marcu, kwietniu i sierpniu woda drugiej klasy, a przez pozostałą część roku - trzeciej klasy. Potrzeba zwiększyć intensywność badań stanu wód, by ustalić przyczyny zanieczyszczeń. Do stworzenia stałego monitoringu potrzeba środków zewnętrznych, gminy sobie z tym nie poradzą. Takie fundusze są dostępne, ale dopiero po opracowaniu planów - podkreślają w Małopolskim Inspektoracie Ochrony Środowiska.

Do połowy bieżącego roku sejmiki wojewódzkie mają przygotować regionalną politykę w zakresie ochrony środowiska, do końca roku to samo czeka powiaty, a do połowy przyszłego roku mają czas gminy.

- W tej chwili jesteśmy na etapie przygotowywania specyfikacji do przetargu, który pozwoli wyłonić wykonawcę Powiatowego Programu Ochrony Środowiska i Powiatowego Planu Gospodarowania Odpadami - powiedziała Danuta Wojnarska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska, Leśnictwa i Gospodarki Wodnej Starostwa Powiatowego w Zakopanem. Dopiero opracowanie tych dokumentów pozwoli podjąć starania o unijne środki finansowe. Wcześniej z planami, które przygotuje wyłoniona w przetargu, firma zapoznać się będą musiały poszczególne gminy powiatu tatrzańskiego.

 (RAV)


Wspólną sprawą woda

Porozumienie Raba Wyżna - Rabka

Gmina Raba Wyżna wraz z pobliską Rabką zamierzają wspólnie zadbać o gospodarkę wodną swego rejonu. O całkowitej zmianie stanowiska w tej kwestii rabczańskich władz podczas niedawnej sesji Rady Gminy w Rabie Wyżnej poinformował wójt Edward Siarka. Natomiast rabczański burmistrz Antoni Rapacz zapewnił nas, iż w tej sprawie padły już pewne finansowe deklaracje. Teraz rabiańska gmina przygotowuje niezbędne materiały, natomiast Rabka do wspólnej inicjatywy włączy się wkrótce.

- W Rabce nastąpił przełom w myśleniu dotyczącym korzystania z ujęcia wody w Sieniawie - mówił wójt Edward Siarka.

Tłumaczył, iż w tej sprawie otrzymał od burmistrza pismo, w którym zapewnił go o konieczności podjęcia działań biorących oczywiście pod uwagę wspólny interes obu gmin. - To pismo zmienia w znacznym stopniu dotychczasowe stanowisko Rabki prezentowane przez poprzednie władze, twierdzące wręcz, iż ujęcie wody w Sieniawie nie jest Rabce potrzebne.

Burmistrz upoważnił prezesa spółki wodociągowo-kanalizacyjnej do reprezentowania go w sprawach związanych z rozbudową ujęcia. - Zawsze uważałem, że współdziałanie sąsiednich gmin może przynieść tylko korzyści - mówił burmistrz. - Razem powinniśmy rozwiązać problem z wodą, tym bardziej iż należymy do jednego związku Dorzecza Górnej Raby i Krakowa. Ta współpraca jest konieczna, przecież zarówno Rabka, jak i Skawa mają problemy z wodą.

Przypomnijmy, Rabka od lat korzysta z ujęcia wody na Rabie w Sieniawie, ma też dwa inne ujęcia na Poniczance i potoku Lubońskim. Budowa ujęcia sieniawskiego rozpoczęta przed laty utknęła na pewnym etapie. Teraz powrócono do koncepcji jego rozbudowy. Zarówno Rabka, jak i Skawa cierpią na brak wody. Trzeba będzie jednak uszczelnić stare rury leżące pod drogą. Dotychczas woda z Raby była pod ciśnieniem tłoczona w rury i uzdatniania dopiero w Rabce. Wybudowanie stacji uzdatniania w Sieniawie umożliwi korzystanie z wody również domostwom leżącym wzdłuż rurociągu.

- Konieczna jest współpraca, łatwiej uda nam się pozyskać środki unijne, tym bardziej iż z wójtem znamy się od 10 lat i udało nam się przeprowadzić wiele wspólnych inicjatyw - mówił burmistrz. - Najważniejsze jest jednak, aby w obu gminach poprawiła się sytuacja z wodą. Już teraz kilka domostw z Zaborni jest podłączonych do rabczańskiego wodociągu.

Ustalono, że gmina Raba Wyżna przygotuje koncepcję przebudowy nie tylko ujęcia, ale i całego rurociągu, tak by spełniał wszystkie normy sanitarne. Według zapewnień burmistrza Rabka ma też przygotowaną koncepcję i dokumentację jeszcze z lat 70. i 80., którą będzie można też ewentualnie rozważyć. - Będziemy się na pewno konsultowali - mówił wójt Edward Siarka. Najprawdopodobniej oficjalne podpisanie porozumienia pomiędzy obiema gminami, które umożliwi współfinasowanie, nastąpi pod koniec roku. Wówczas będzie można już przygotować projekt. - Trzeba się będzie jednak zastanowić, w jaki sposób uszczelnić rury. Czy np. wprowadzić w nie kolejne nowoczesną techniką, która umożliwia taką operację bez rozkopywania terenu - mówił wójt. - W Sieniawie powinna powstać stacja uzdatniania wody umożliwiająca jej używanie już w drodze do Rabki. Kusi mnie też pewien pomysł. Myślę o wybudowaniu przy ujęciu jakiegoś obiektu hydrologicznego, np. małej turbiny - elektrowni przydatnej choć jedynie na potrzeby stacji uzdatniania. Środki na to można zdobyć w funduszach, jednak wszystko będzie zależało od ilości przepływającej tam wody. (BES)


Żółtaczka pokarmowa i wszczepienna

Rośnie liczba zachorowań

W poniedziałek ruszyła ogólnopolska akcja szczepień ochronnych przeciwko wirusowym zapaleniom wątroby typu A i typu B. Do 5 kwietnia z akcji "Żółty Tydzień" skorzystać będą mogli mieszkańcy Nowego Targu i Zakopanego. Jak poinformowała nas Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Zakopanem, w skali roku zachorowalność na żółtaczkę wzrosła na naszym terenie o 30-40 proc. 

Paradoksalnie, tak duży wzrost procentowy spowodowany jest jednak przez... małą liczbę zachorowań. - W porównaniu z rokiem 2001 w 2002 r. odnotowaliśmy o trzy zachorowania więcej na żółtaczkę typu B i o dwa zachorowania więcej na żółtaczkę typu A. To stanowi odpowiednio wzrost czterdziesto- i trzydziestoprocentowy - podkreśla Adam Radko z zakopiańskiego sanepidu. - Warto skorzystać z profilaktycznych szczepień, ponieważ podczas akcji "Żółtego Tygodnia" szczepionki są dostępne nawet o połowę taniej, jedna dawka kosztuje 30-40 zł, a na ochronę przed typem A wystarczą dwie dawki, a przed typem B trzy dawki.

W Zakopanem ze szczepień można skorzystać w NZPOZ ZAK-MED przy ul. Gimnazjalnej 1 w godz. od 8 do 18 (sobota godz. 9-13).

Wirusowe zapalenie wątroby typu A, tzw. żółtaczka pokarmowa, przenosi się drogą pokarmową. Do zachorowań dochodzi poprzez spożycie zanieczyszczonej wirusem wody pitnej lub mytych w niej owoców i innych surowych pokarmów, a także przez bliski kontakt z osobą zakażoną. Wirusowe zapalenie wątroby typu B, tzw. żółtaczka wszczepienna, zagraża podczas zabiegów medycznych (iniekcje, dializy, gastroskopie, zabiegi stomatologiczne), kosmetycznych (przekłuwanie uszu, wykonywanie tatuażu, manicure), a także poprzez kontakt seksualny z zarażonym partnerem. Ten typ wirusa doprowadzić może do marskości i niewydolności wątroby, do rozwoju raka. 

(RAV)



"Nasze Strony" 3. kwietnia 2003r.

Kryzys w normie

Trzy tygodnie kampanii nienawiści burmistrza Nowego Targu wobec Zakopanego w gruzach. Zapis policyjnej kamery termowizyjnej udowodnił, że wodę w Białym Dunajcu zatruwa kilkadziesiąt różnych obiektów. Rzeka straciła zdolność samooczyszczania się. Tak już zostanie, bo władze, które powinny dbać o jej czystość, nie widzą żadnego problemu.

19 marca Wojewódzka Komenda Policji wysłała na Podhale helikopter z kamerą termowizyjną. W kilkudziesięciu miejscach widać wyraźnie, że zakłady i gospodarstwa odprowadzają ścieki prosto do rzeki. Nawet w odległości 50 metrów od ujęcia wody w Szaflarach. Nielegalne odpływy są umiejscowione w ziemi, poniżej lustra wody, czasem są zamaskowane deskami czy gałęziami. To one w głównej mierze sprawiły, że stan wody w rzece z roku na rok jest coraz gorszy. W 2002 roku woda w Białym Dunajcu była pozaklasowa.

Dzięki wykonanemu przez policjantów nagraniu, winni skażenia wody w Dunajcu mieli zostać ukarani. Tym samym miały zostać usunięte źródła skażenia wody.
- Materiały pokazaliśmy samorządowcom podczas spotkania w Urzędzie Wojewódzkim - informuje Piotr Wasilewski, rzecznik Wojewody Małopolskiego. - Teraz, po przekazaniu informacji starostom, działanie należy do samorządów.
- To nie jest kryzys o znaczeniu ponadgminnym na terenie powiatu nowotarskiego - twierdzi Bronisław Bublik, sekretarz powiatu nowotarskiego.
A skoro to nie jest kryzys, sekretarz uważa, że nie ma powodów, aby zajmowało się sprawą Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego. Według niego problemem powinni zająć się wójtowie i burmistrzowie. Ustawa mówi, że utrzymanie czystości i porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy.
(bk)


Dziennik Polski, 5. kwietnia 2003r.

Niewinna, bezradna władza

Co nowego można jeszcze powiedzieć w sprawie zatrucia wody w Białym Dunajcu i w nowotarskich wodociągach? Woda w kranach jest zdatna, ale dramat trwa dalej. Nadal obserwujemy zadziwiający taniec władzy publicznej na różnych szczeblach, która zrzuca na siebie nawzajem odpowiedzialność i ogląda się na innych, żeby usunęli przyczyny zatrucia.

19 marca policja na polecenie wojewody wysłała na Podhale śmigłowiec z kamerą termowizyjną. Kamera zarejestrowała pomiędzy Zakopanem a Nowym Targiem ponad 20 miejsc zrzutów nielegalnych ścieków do rzeki. Na podstawie zapisu filmowego można bardzo precyzyjnie wskazać miejsce wypływu oraz budynki, z których zrzucane są ścieki. Usunięciem nielegalnych rur powinni się zająć wójtowie i burmistrzowie. Po 15 dniach od wykonania filmu, po 8 dniach od przedstawienia jego wyników na naradzie u wojewody nadal nikt nie zabiera się za likwidację odpływów ze ściekami.

- Żadnych wyników policyjnej penetracji nie dostałem - powiedział nam wczoraj wójt Białego Dunajca Andrzej Nowak. - Nie mogę interweniować, nie mam ani zdjęć, ani filmu, nie wiem, gdzie szukać tych zrzutów ścieków.- Wójtowie dostaną od nas te wyniki, jak się o to zwrócą - mówi Ryszard Listwan, zastępca dyrektora Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska w Krakowie - Ale gminy nie mogą czekać aż im ktoś coś przyśle z województwa czy policji. Już powinny wysłać w teren swoich ludzi.

- Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska nie jest odpowiedzialna za eliminację prostych zanieczyszczeń i ścieków wypływających z domów i posesji - twierdzi dyrektor Listwan z WIOŚ w Krakowie. - To wójtowie mają taki obowiązek. Powinni systematycznie prowadzić działania na swoim terenie. Do tego wystarczy przejść się wzdłuż brzegów rzek i potoków, ustalić miejsca, gdzie wypływają ścieki, ustalić, z której posesji są wypuszczane. W pierwszej kolejności trzeba ludziom zwrócić uwagę, nie można przecież z góry założyć, że wszyscy są źli. A potem przystąpić do ponownej kontroli. My, jako inspekcja ochrony środowiska, możemy pomóc w ustaleniu ścieków ukrytych. Nikt z wójtów czy burmistrzów nie powinien jednak czekać najakieś polecenia i materiały, tylko wysyłać ludzi w teren, sprawdzać potoki, kontrolować dokumenty poświadczające wywóz szamb.

 Kto co zrobi?

To nie jedyny dowód na twierdzenie, że władze odbijają od siebie piłeczkę odpowiedzialności. Przedstawiciele władz miejskich Nowego Targu publicznie oskarżają obecnie władze powiatowe i wojewódzkie o bezczynność, brak reakcji w sytuacji, gdy w mieście doszło do skażenia wody i wyłączenia dostaw wody pitnej dla ludności.

- To kuriozalne nieporozumienie - mówił na posiedzeniu miejskiej komisji zdrowia wiceburmistrz Eugeniusz Zajączkowski o wyjaśnieniach, że Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego nie było przez burmistrza pisemnie zawiadomione o zatruciu. - W sytuacji zagrożenia można przekazać wiadomość telefonicznie czy ustnie i takie komunikaty były przekazywane. Dostawali także do wiadomości wszystkie decyzje sanepidu. Co jeszcze trzeba przekazać, żeby zaczęli działać? - mówił o powiatowym i wojewódzkim sztabie kryzysowym wiceburmistrz.

- Nie ulega wątpliwości, że byliśmy ustnie informowani o sytuacji - mówi sekretarz powiatu nowotarskiego Bronisław Bublik. - Ustawa o stanie klęski żywiołowej mówi, że działaniami kieruje wójt lub burmistrz, gdy stan klęski występuje na obszarze jednej gminy, oraz starosta - gdy obszar występowania klęski jest większy, ale nie przekracza powiatu. Starosta może przejąć prowadzenie akcją, gdy wójt zwróci się z prośbą o pomoc. Takie wystąpienie nie miało miejsca. Byliśmy przekonani, że burmistrz panuje nad sytuacją. Nie widzieliśmy potrzeby interweniowania.

Cytowana już ustawa o stanie klęski żywiołowej stanowi także, że jeśli wójt czy burmistrz nie jest zdolny do kierowania akcją, albo robi to niewłaściwie, to wojewoda z własnej inicjatywy lub na wniosek starosty może wójta zawiesić i wyznaczyć swojego pełnomocnika. To ważna wiadomość. Jeśli w przyszłości mieszkańcy stwierdzą indolencję gminy w stanie zagrożenia, trzeba monitować wojewodę, żeby nieudolnego włodarza gminy zawiesił.

 Kto usunie trucicieli?

Kto usunie rury trucicieli rzek? Nowotarski burmistrz Marek Fryźlewicz wyraźnie formułuje takie oczekiwanie pod adresem wójtów gmin, położonych powyżej miasta. Stefan Majerski, radny i wcześniej członek zarządu miasta, członek PZW, opowiadał na czwartkowym posiedzeniu komisji, że fatalny stan Białego Dunajca nie jest żadną tajemnicą dla setek wędkarzy. Wędkujący nad ranem na wysokości Białego Dunajca mogą poświadczyć o pływających w rzece kawałkach papieru z ubikacji. Na moście do Gliczarowa popularnym procederem jest wrzucanie śmieci do rzeki. Wiceburmistrz Zajączkowski opowiadał, że kilka lat temu Okręgowa Dyrekcja Gospodarki Wodnej przeprowadziła kontrolę brzegów rzek i dokładnie zinwentaryzował wszystkie nielegalne rury do wody. ODGW mogło je przy okazji zabetonować, ale ograniczyła się do przesłania dokumentacji na ten temat ...gminom. Co gminy zrobiły?

- Uderzmy się też w swoje piersi - mówił nowotarski radny Andrzej Fryźlewicz. - Osiedle Nowe, Grel, nawet Kowaniec, tam do potoków idzie bardzo dużo ścieków. Miasto też sobie nie może poradzić z tym problemem!

Mamy więc do czynienia z przypadkiem schizofrenii władzy. Trucie wody przedstawiciele lokalnych władz dostrzegają, ale u sąsiada. Kiedy sami mają coś z tym zrobić, to brakuje podstawy prawnej. Ale od sąsiada trzeba wymagać.

Podstawa prawna komunikatu

Czy urzędnik powinien działać zgodnie z literą przepisów, czy zgodnie ze zdrowym rozsądkiem? Ten dylemat jest szczególnie widoczny na przykładzie komunikatu wydanego 5 marca wspólnie przez sanepid i burmistrza, że woda w Nowym Targu nie nadaje się do konsumpcji. Mieszkańcy nie mogą wybaczyć władzy, że zdawkowy komunikat dezinformował, bo nie mówił, że wody nie można używać do mycia, do prania, zmywania naczyń.

- Służby sanitarne wyraźnie mówiły, że w komunikacie może być tylko tyle i nic ponad to - tłumaczył na posiedzeniu komisji radnym wiceburmistrz. - Zdajemy sobie teraz sprawę, że treść normy z przepisów jest nieczytelna dla ludzi.

Wiceburmistrz wyjaśniał, że miasto wystąpi o doprecyzowanie przepisów także w takich sprawach, jak formułowanie komunikatów dla ludności, bowiem normy prawne są tu niejasne, nie wszystko precyzują.

- Czy brak uregulowań nie daje więcej uprawnień burmistrzowi? - pytał radny Maciej Jachymiak. - Czy nie mogliście iść dalej niż ten lakoniczny komunikat?

W podobny sposób wiceburmistrz bronił się przed zarzutem, że miasto nie powiadomiło ludzi o bakterii, choć o jej obecności w sieci wiedziano 5 dni przed komunikatem i decyzją sanepidu. Nie zrobiono tego, bo nie było podstawy w przepisach. Oj, przypomina się tu przykład wojewody czeskiego Ołomuńca, sprzed zaledwie kilkunastu dni. Na swoją własną odpowiedzialność powiadomił ludzi o groźbach zamachu, nie zważając na przepisy i zakazy. Uznał po prostu, że ludzie powinni to wiedzieć.

 Biały Dunajec bada

W poniedziałek zacznie pracę komisja powołana przez wójta Białego Dunajca. Będzie sprawdzać w budynkach na terenie tej gminy przyłącza kanalizacyjne, rachunki za ścieki. Gmina ma swoje finansowe powody do kontroli. Wydaje ogromne pieniądze na "niezidentyfikowane" ścieki. Samorząd Białego Dunajca płaci Zakładowi Wodociągów i Kanalizacji w Nowym Targu za ścieki odprowadzane do miasta według wskazań głównego licznika zamontowanego na granicy gmin. Średnio miesięcznie jest to 35 tys. zł, ale za marzec przyszedł rachunek na blisko 90 tys. zł. Tymczasem, od mieszkańców za ścieki zbiera się ok. 10 tys. zł miesięcznie. Resztę dopłaca budżet gminy za ścieki podrzucane lub za wodę, która dostaje się do kanalizacji przez nieszczelności. Dotychczasowe monitorowanie sieci kanalizacyjnej, prowadzone przez zakopiański Sewik, nie wykazało nielegalnych przyłączy czy większych nieszczelności.

- Jak mamy rozbudowywać kanalizację przy takim obciążeniu budżetu gminy? - pyta retorycznie wójt Andrzej Nowak.

Ujęcie do ochrony

Wszystkim tym, którym do działania brakuje podstawy prawnej, można przypomnieć jeszcze jeden obowiązujący dokument. W grudniu 2000 roku wojewoda małopolski wydał pozwolenie wodno-prawne dla Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji na korzystanie z wody Białego Dunajca do zaopatrzenia Stacji Uzdatniania Wody w Szaflarach. Wojewoda zobowiązuje np. do współpracy wszystkie gminy przy rozbudowie sieci kanalizacyjnej w dolinie Dunajca i przy uregulowaniu gospodarki śmieciowej. Decyzja ustanawia strefę ochrony bezpośredniej i pośredniej dla stacji w Szaflarach. Strefa bezpośrednia obejmuje tereny wokół ujęcia, do 50 metrów powyżej wlotu wody. Powinna być ogrodzona, oznaczona tablicami, z całkowitym zakazem wstępu itp. Strefa pośrednia ciągnie się wzdłuż Białego Dunajca aż do Zakopanego, obejmuje też większe dopływy, np. Olczyski, Poroniec do ok. 1,5 kilometra w górę, a mniejsze dopływy do 100 metrów w górę. Strefa obejmuje także brzegi rzeki w pasie od 50 do 700 metrów. W całej strefie do marca ub. roku MZWiK miał rozmieścić na drogach tablice informacyjne z wiadomością, czego nie wolno robić w strefie. Tablic nie ma. Także gminy miały powiadomić mieszkańców o obostrzeniach. A nie można m.in. odprowadzać ścieków do wody, gromadzić śmieci, rolniczo wykorzystywać gnojowicy, lokalizować zakładów niebezpiecznych, stacji paliw, ferm zwierząt, urządzać pryzm kiszonkowych itp. 

Nie można, ale się robi. I nie ma na to żadnego bata.

 KRZYSZTOF STRAUCHMANN


Dziennik Polski, 7. kwietnia 2003r.

Clostridium a "Bezpieczne Miasto", czyli...

Prokuratura się wyłącza

24 marca nowotarska Delegatura Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" - oceniwszy działania związane ze skażeniem bakteriologicznym wody w miejskiej sieci - złożyła w Prokuraturze Rejonowej wniosek o wszczęcie postępowania karnego przeciwko burmistrzowi, państwowemu powiatowemu inspektorowi sanitarnemu oraz dyrektorowi Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Na wstępnym etapie postępowania, wkrótce po przekazaniu wniosku do działu śledczego, nowotarska prokuratura zawnioskowała o wyłączenie jej z tej sprawy.

Powodem starania się o wyłączenie, jak powiada zastępca prokuratora rejonowego Zbigniew Gabryś, jest fakt, iż główny zarzut Delegatury "S" skierowany jest przeciwko burmistrzowi, który z urzędu pełni rolę przewodniczącego Rady Programowej "Bezpieczne Miasto". Ponieważ przedstawiciele prokuratury również działają w tej radzie, nie chcieliby narazić się na podejrzenia o stronniczość, zwłaszcza że skażona bakteriologicznie woda istotnie nie nadawała się do użytku, stwarzała zagrożenie dla zdrowia mieszkańców.

Decyzję o wyłączeniu z postępowania nowotarskiej prokuratury i ewentualnie przekazaniu sprawy do prowadzenia innej prokuraturze, podejmie prokurator okręgowy, do dwóch tygodni.

Przypomnijmy, że trzem wymienionym osobom i instytucjom "S" zarzuca - przywołując odpowiednie paragrafy kodeksu karnego - spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego, nieutrzymywanie w należytym stanie urządzeń zabezpieczających wodę przed zanieczyszczeniem i skażeniem, zatajenie informacji o jakości wody przeznaczonej do spożycia i opieszałość w reagowaniu na wiadomość o zrzucie ścieków z zakopiańskiej oczyszczalni, co doprowadziło do skażenia sieci wodociągowej i domowych instalacji groźną bakterią Clostridium. Zdaniem Delegatury, "przez 10 dni, przy pełnym rozeznaniu zagrożenia dla mieszkańców, świadomie ich truto". (ASZ)


Dziennik Polski, 9. kwietnia 2003r.

Biały Dunajec nadal skażony bakteriami, a...

Egzekucja jest opieszała

184
Co prawda w mniejszej ilości, ale Białym Dunajcem nadal płyną Clostridia Fot. Anna Szopińska

Od inwigilacji prowadzonej z pomocą śmigłowca i kamery termowizyjnej w zlewni Białego Dunajca (także w rejonie Suchej Beskidzkiej i Rabki) minęły trzy tygodnie, a podhalańskie samorządy daremnie czekały, by województwo przekazało im materiały dokumentujące nielegalne przyłącza kanalizacyjne. Ponieważ Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody zajmowało się skażeniem potoku - Nowy Targ wnioskował także do wojewody Jerzego Adamika o zorganizowanie w mieście spotkania z wójtami gmin, na terenie których dokonuje się nielegalnego zrzutu ścieków, oraz ze służbami ochrony środowiska.

Na razie jedno takie spotkanie, z prezentacją efektów termowizji, odbyło się w Krakowie i nie wszyscy podhalańscy samorządowcy na nie dojechali. Po doposażeniu szaflarskiej Stacji Uzdatniania Wody w urządzenia do dezynfekcji dwutlenkiem chloru i do ozonowania; po oczyszczeniu miejskiej sieci z przetrwalników bakterii Clostridium i dopuszczeniu wody do użytku przez sanepid, wokół skażenia znów zrobiło się ciszej. Nie oznacza to jednak, że stan bakteriologiczny potoku się poprawił. Białym Dunajcem nadal płyną bakterie. W porównaniu ze stanem np. z 14 marca (kiedy w Białym Dunajcu poniżej Zakopanego było ich aż 18 tys. w 100 mililitrach wody, a na wysokości Szaflar, przed ujęciem - 2 tys. w 100 mililitrach) jest ich mniej, bo - według badań laboratorium Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji - 200 w takiej samej objętości wody, ale świadczy to, że skażenie nadal się utrzymuje i jego mechanizmy nie są do końca znane.

Dlatego poczucie zagrożenia nie opuściło nowotarżan i oczekują oni od służb ochrony środowiska radykalnych i skutecznych działań - zarówno w zakresie nadzoru nad pracą zakopiańskiej oczyszczalni ścieków, jak i nadzoru nad gminami, których zadaniem jest rozwiązywanie problemów gospodarki wodno-ściekowej, w tym przypadku - likwidacja dzikich wylotów.

Wójtowie co prawda nie uchylają się od tego obowiązku, ale - sami nie dysponując służbami ochrony środowiska - liczą, iż wojewódzkie służby udostępnią im materiał dowodowy. Tego jednak nie doczekali się przez trzy tygodnie. Prośby o materiał dowodowy poszły do wojewody i ze starostwa, i z miasta. Miasto, przez tydzień nie doczekawszy się odpowiedzi, wysłało monit.

Wojewódzki inspektor ochrony środowiska Leszek Sebesta powiedział nam wczoraj, że po spotkaniu z nadkomisarzem Tomaszewskim, szefem wydziału kierującego akcją śmigłowca i termowizją, który zgodził się udostępnić materiały, roześle dokumentację gminom leżącym wzdłuż biegu potoku. Wójtowie i burmistrzowie powinni otrzymać kasety z nagraniem do kilku dni. Inspektorat telefonicznie uprzedził o tym część samorządowców. Na razie atak zimy skutecznie sparaliżował działania kontrolne, lecz gdy sytuacja się poprawi, a pracownicy Powiatowego Inspektoratu Ochrony Środowiska będą potrzebowali wsparcia - wojewódzki inspektor obiecuje przysłać na Podhale posiłki. Dyscyplinowanie "autorów" dzikich wylotów to jednak - jak tłumaczy inspektor Sebesta - zadanie gmin i inspektorat nie został wyposażony w żadne narzędzia egzekucji.

Gdyby wszakże gminy przez 2-3 miesiące pozostawały bezczynne wobec skażenia, inspektorat na piśmie wystąpi do rad gminnych, miejskich i powiatowych o zdyscyplinowanie odpowiedzialnych za ochronę środowiska wójtów, burmistrzów starostów. W ostateczności zwróci się do wojewody o przypomnienie samorządowcom, co należy do ich obowiązków. - Wobec gmin nie mamy żadnych uprawnień nadzorczych - mówi inspektor Sebesta.

Pełniący obowiązki naczelnika wydziału ochrony środowiska w nowotarskim starostwie Waldemar Zając w praktyce najbardziej liczy na pomoc społeczników - wędkarzy, strażników wód, samorządowców - przeszkolonych wcześniej do pobierania prób wody. Z możliwości szkolenia i uzyskania certyfikatów skorzystały prawie wszystkie gminy. Niektóre czynności kontrolne nakazane wcześniejszym pismem przez wojewodę staroście leżą wszakże w gestii wojewody. Wojewoda np. własną decyzją ustalał strefę bezpośredniej i pośredniej ochrony ujęcia, do niego więc należy egzekwowanie zakazu zrzutu ścieków.

Na razie nowotarski MZWiK sprawdził dwa wyloty zlokalizowane w Szaflarach, w najbliższym sąsiedztwie ujęcia. Żadnym z nich jednak nie płynęła gnojowica. W jednym przypadku było to odwodnienie posesji, w drugim - odpływ z hodowli pstrągów.

 (ASZ)


Dziennik Polski, 10. kwietnia 2003r.

Wszystkie parametry w normie

Co nam płynie z kranu

Z chwilą, gdy sanepid odwołał zakaz używania wody z nowotarskiej sieci, to, co wypływa nam z kranów, nie przekraczało już żadnych parametrów ustalonych dla "wody do spożycia". Chlor i dwutlenek chloru, potem również ozon - skutecznie wyeliminowały przetrwalniki bakterii Clostridium.

Miejski Zakład Wodociągów i Kanalizacji przeprowadził rozszerzoną analizę wody podawanej do sieci i okazało się, że teraz nie przekracza ona żadnego wskaźnika, również dopuszczalnej zawartości azotu amonowego (produkt rozkładu ścieków fekalnych). Dyrektor MZWiK, Wojciech Kniotek, mówi, że prowadzone cały czas badania laboratoryjne nie wykazują także obecności rakotwórczych związków THM. Trihalometany tworzą się w procesie dezynfekcji chlorem, jednak do tego potrzebne są również kwasy humusowe, które w wodzie Białego Dunajca nie występują.

Nowy Targ otrzymał tymczasem oficjalną drogą, od Państwowego Wojewódzkiego Inspektora sanitarnego w Krakowie, zbiorcze zestawienie wyników badań bakteriologicznych wody z potoków Cicha Woda i Biały Dunajec w Zakopanem, na podstawie analizy prób pobieranych od 7 do 16 marca br. Autoryzowane laboratorium PWIS potwierdza, że, jeśli w potoku Cicha Woda przed zakopiańską oczyszczalnią ścieków ilość Clostridiów redukujących siarczyny w 100 mililitrach wody wynosi 54, tak poniżej wylotu z oczyszczalni wynosi już 1 000 i podobna liczba (mimo różnych dopływów) nie powtarza się już nigdzie na odcinku między Zakopanem a ujęciem wody w Szaflarach. Poniżej oczyszczalni stwierdzono też największą (w porównaniu z innymi punktami poboru prób) liczbę paciorkowców kałowych - 8 800 w 100 mililitrach wody. Jeśli w potoku Cicha Woda powyżej oczyszczalni ścieków salmonelli w ogóle nie stwierdzono, tak poniżej wylotu zidentyfikowano dwa jej rodzaje: Salmonella enteritidis i Salmonella hadar. Wyniki z laboratorium PWIS otrzyma też z pewnością zakopiańska prokuratura, ustalająca przyczyny bakteriologicznego skażenia potoku. (ASZ)


Gazeta Krakowska,  10.  kwietnia 2003r.

Sprostowanie oskarżeń?

- Ja tylko czekam do zakończenia sprawy w sądzie! Natychmiast będę się domagał sprostowania od miasta Nowy Targ za wszystkie oskarżenia rzucane pod naszym adresem - podkreśla Marek Kabaciński, prezes zakopiańskiej Spółki SEWiK, oskarżanej przez nowotarskie władze za skażenie wody pitnej dla miasta. Pokłosiem tych pomówień - przypuszcza prezes SEWiK - są plotki o złej kondycji finansowej spółki, jakie ostatnio krążą po Zakopanem.

- To jakaś kompletna bzdura, jakoby nasza spółka miała kłopoty finansowe! - wyjaśnia prezes Kabaciński. - Czy może burmistrz Nowego Targu to pani powiedział? Nie pani pierwsza zadaje mi takie pytanie! Już nawet radni pytali się, czy mamy kłopoty finansowe, bo nowotarski burmistrz w oficjalnym piśmie napisał, że SEWiK nie stać na kupno agregatu! A żeby kompletnie zdementować tę plotkę, może przytoczę następujący fakt: w tym roku na 4 miliony złotych mamy ogłoszone przetargi. To chyba najlepiej świadczy o naszej kondycji.

Ale te plotki, uważam, są pokłosiem oskarżeń, które na SEWiK rzucano w związku ze skażeniem wody pitnej w Nowym Targu! Przypomnijmy: pod koniec lutego zakopiańska spółka SEWiK przyznała, że doszło do awarii reaktora w oczyszczalni. Fakt został zgłoszony do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Poinformowano także punkt ujęcia wody w Szaflarach. Okazało się, że woda w Nowym Targu nie nadaje się do użycia. I tak było przez prawie miesiąc. Posypały się oskarżenia pod adresem Zakopanego i SEWiK, choć burmistrz Krzysztof Owczarek tłumaczył, że wpierw trzeba udowodnić winę, poczekać na wyniki badań. Pobrano bowiem próbki, które wykażą, co było przyczyną skażenia wody. Ale oskarżenia poszły w świat, a sprawa trafiła do sądu. Dopiero zdjęcia robione ze śmigłowca wskazały winnych zanieczyszczenia wód
Białego Dunajca. Wzdłuż rzeki wykryto wielu wysypisk śmieci i zrzutów.

- Przypominało to średniowieczne polowanie na czarownice! - mówi prezes Kabaciński. - Według mnie człowiek cywilizowany nie może bezpodstawnie rzucać perfidnych oskarżeń po to, jak się zdaje, by nie powiedzieć prawdy: tak, jest problem! Ujęcie na powierzchniowej wodzie dla 200 tys. mieszkańców jest ryzykowne! Bo ktoś swoją nieudolność, podyktowaną różnymi względami, ukrywa szargając czyjeś dobre imię! Tego się nie robi! I co? Są już znane wyniki z Krakowa i czy ktoś w Nowym Targu sprostował to, że nie zakopiański SEWiK był winien?

Prezes Kabaciński będzie się jednak domagał sprostowania po zakończeniu sprawy w sądzie. Żałuje też teraz, że w ogóle  poinformował kogokolwiek o awarii w oczyszczalni.
- Gdybyśmy nie zgłosili awarii, miałbym święty spokój i nikt by o niczym nie wiedział. Ale postąpiliśmy jak w normalnym cywilizowanym kraju: jest problem, zgłaszamy! I jakie mamy tego konsekwencje? - pyta rozgoryczony przese SEWiK. - Same problemy, oskarżenia, plotki o kłopotach finansowych, 30 kontroli, sprawa w sądzie...
HAK 
 
 


Dziennik Polski, 11. kwietnia 2003r.

Trzy godziny o wodzie

Czemu nie stan klęski?!


- Czy nasze zdarzenie nie kwalifikowało się do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej? - pytał wicebumistrz Zajączkowski
Fot. Anna Szopińska

Po trzygodzinnej dyskusji (niektórzy twierdzą, że debacie) na forum nowotarskiej rady o bakteriologicznym skażeniu potoku Biały Dunajec i alternatywnym zaopatrzeniu miasta w wodę, o trafności podawanych mieszkańcom komunikatów, nawet o zasadności zapraszania do takiej debaty zakopiańskich władz - zbulwersowanie zatruciem potoku przeszło w fazę znużenia po części i rozgoryczenia brakiem szybkich i skutecznych posunięć zwłaszcza ze strony służb ochrony środowiska, mimo iż zagrożenie przekroczyło granice dwóch powiatów.

    Po pierwsze - prośby, a potem monity władz nowotarskich do wojewody w sprawie udostępnienia kasety z nagraniem termowizyjnego obrazu dzikich wylotów dopiero wczoraj doczekały się odpowiedzi. Nie była nią wszakże paczka z kasetą, lecz przesłane faksem "wytyczne", że o materiał należy się zwrócić pisemnie do wojewódzkiego komendanta policji. Tak jakby wojewoda nie miał z nim żadnych kontaktów. - No, to napiszemy teraz do komendanta, zapłacimy za kasetę, przykro tylko, że ta "zabawa" tak długo trwa... - mówił burmistrz Marek Fryźlewicz.

Przeprosił też radnych, a za ich pośrednictwem - wszystkich mieszkańców, których dotknęły skutki zakażenia wody w miejskiej sieci. Wiceburmistrz Eugeniusz Zajączkowski - szeroko analizując sytuację - wyraził natomiast zdziwienie, że skażenia o takich rozmiarach wojewódzkie władze nie uznały za stan klęski żywiołowej. - Umożliwiłoby to przedsięwzięcie nadzwyczajnych środków - argumentował. - My nie jesteśmy od tego, żeby likwidować dzikie wyloty na terenie innego powiatu, bo są to kompetencje Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska, która może wstrzymać działalność zakażającego wodę podmiotu z rygorem natychmiastowej wykonalności.Odpowiednie służby powinny zadziałać w trybie policyjnym. Apelowanie do wójtów nie przyniesie wyeliminowania zagrożeń, bo proekologiczna polityka państwa nie jest konsekwentna. Dopóki wojewoda nie uzna tego zdarzenia za stan klęski żywiołowej, jesteśmy zdani na podstawowe akty prawne, a one wielu rzeczy nie precyzują. Nie wiem, czy gminy leżące wzdłuż Białego Dunajca wykonały kanalizację, skoro brakuje im środków nawet na oświatę... Trzeba więc działać doraźnie i nie możemy iść w kierunku uzdatniania ścieku. Moim zdaniem samorząd nowotarski powinien utrzymać Stację Uzdatniania Wody w Szaflarach, bo jest to stacja do monitorowania stanu rzeki.

Dyrektor Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji Wojciech Kniotek dodał, że zjawisko posiewu bakterii do potoku trwa i zasugerował, że po awarii złoża biologicznego mogły się uwolnić bakterie z osadów. Wraca tym samym pytanie o skuteczność nadzoru Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska nad pracą zakopiańskiej oczyszczalni.

Na sesji już publicznie radni wyartykułowali swój żal do sanepidu za to, że musieli świecić oczami przed ludźmi z powodu lakonicznej, więc de facto dezinformującej treści pierwszego komunikatu o niezdatności wody z sieci do spożycia. Rita Lech-Jóźwiakowska - państwowy powiatowy inspektor sanitarny - po raz kolejny tłumaczyła, że jest zobowiązana stosować się do przepisów konstytuujących działalność inspekcji, jednak radni przeciwstawiali tej subordynacji odczucia i oczekiwania ludzi, którym sanepid ma służyć.

- Komunikat był zrozumiały tylko dla znawców tematu, ludzi z branży - oświadczył Maciej Jachymiak. - Woda "niezdatna do spożycia" kojarzy się z niezdatną do wypicia. Ludzie nie byli świadomi, że ta woda do niczego się nadaje. Jako odpowiedzialni za nadawanie komunikatów, musicie sobie zdawaćsprawę, że nie wszyscy są specjalistami, że macie obowiązek wyczerpującego informowania. Zresztą można było podać komunikat i wyjaśnienia.

Jeszcze dalej sięgnął radny Andrzej Fryźlewicz, wywodząc, że jeśli Zakopane podczas imprez sportowych przyjmuje 60 tys. gości przy ok. 30 tys. stałych mieszkańców, a nie jest przygotowane do oczyszczenia takiej ilości ścieków i urządzenia się psują, to należy wystąpić do wojewody, by wydał zakaz organizowania pod Giewontem imprez masowych...

Formalnym wnioskiem ten radykalny postulat radnego się nie stał, choć podobne praktyki zaczynają różne kraje i instytucje stosować - w związku z niebezpieczeństwem rozprzestrzeniania się nowej odmiany wirusa powodującego groźne zapalenie płuc. (ASZ)


Gazeta Krakowska,  11.  kwietnia 2003r.

Dwugodzinne lanie wody

Ponad dwie godziny debatowali radni nowotarscy na temat skażenia wody bakterią clostridium. Najpierw władze długo wyjaśniały, jak bardzo są niewinne tego, że informacje o skażeniu były zbyt lapidarne, a beczkowozów zbyt mało. - Dyskusja sięgnęła bruku - stwierdził w pewnym momencie jeden z radnych. Debata zakończyła się wnioskiem, by... zorganizować kolejną debatę, tym razem z udziałem m.in. władz zakopiańskich i przedstawicieli SEWiK.

Debata wywiązała się po tym, jak najpierw burmistrz Marek Fryźlewicz, potem wiceburmistrz Eugeniusz Zajączkowski, a w końcu Wojciech Kmiotek, dyrektor Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, wyjaśniali szczegółowo procedury, których władze musiały się trzymać w czasie, gdy woda w wodociągach była skażona. Prcedury postępowania w takich wypdadkach są dopiero tworzone - wynikało z wyjaśnień wiceburmistrza Zajączkowskiego.

Tak naprawdę największe kompetencje działania w sytuacji, gdy zagrożenie występuje poza granicami Nowego Targu ma wojewódzki zespół reagowania kryzysowego, a ten zareagował dopiero 10 dni po ogłoszeniu informacji o skażeniu. Burmistrz Marek Fryźlewicz obiecał radnym, że postara się uzyskać z Komendy Głównej Policji kasetę wideo, na której zarejestrowane jest skażenie Białego Dunajca spowodowane nie tylko bakterią clostridium, ale także nielegalnymi wypustami ścieków. Postara się także zorganizować - za pośrednictwem starostw nowotarskiego i tatrzańskiego - spotkanie stron zainteresowanych zagrożeniami, takimi jak zatrucie wody. Na pytanie jednego z radnych, czy miasto Zakopane pomoże sfinansować budowę studni głębinowych w Nowym Targu, wiceburmistrz Zajączkowski odpowiedział: - Nie można potraktować jako wiarygodnej propozycji współpracy wysuniętej przez miasto Zakopane. To miasto widzi w tym po prostu interes. Pomoże, owszem, pod warunkiem partycypowania w zyskach.- Świadczy to o wyjątkowej arogancji władz Zakopanego - komentował propozycję wysuniętą przez władze Zakopanego burmistrz Marek Fryźlewicz.
Radny Jachymiak zarzucał władzom Nowego Targu zbytnią lapidarność informacji zamieszczanych na ulotkach rozwieszonych w mieście w czasie skażenia. Mieszkańcy mogli na nich przeczytać, że woda w wodociągach nie nadaje się do spożycia, a jedynie do płukania sieci.- Wielu ludzi, być może z wyjątkiem specjalistów, nie wie, co to właściwie znaczy ,do spożycia". Państwo jesteście specjalistami, i na was spoczywa odpowiedzialność wyjaśnienia ludziom sytuacji - mówił radny Jachymiak.
- Dawniej rozgraniczano wodę na nadającą się do picia i do celów gospodarskich. Teraz tego rozgraniczenia nie ma. Woda albo nadaje się do spożycia, albo nie - tłumaczyła Rita Lech-Jóźwiakowska, dyrektor nowotarskiego Sanepidu.
- Ludzie nie wiedzieli, czy można w tej wodzie prać, czy myć zęby. Wielu owszem, nie robiło sobie herbaty z tej wody, ale myło garnki, czy gotowało w niej ziemniaki. Zbyt mało było konkretnych informacji przekazywanych przez ojca miasta - mówił radny Janusz Kawka. Dopiero na drugiej ulotce, która ukazała się wówczas, gdy wodę można już było pić po przegotowaniu, informacja była nieco mniej lakoniczna.
Na zakończenie radni uznali, że należy zorganizować ponowną debatę, ale z udziałem osób odpowiedzialnych za skażenie oraz wszystkich zainteresowanych stron, przede wszystkim zaś z udziałem władz Zakopanego i SEWiK.
ASz 
 


 
 
Dziennik Polski, 22. kwietnia 2003r.

Kaset nie ma, Clostridia płyną...

Czy to sabotaż?

184
Takimi rurami raczej rzadko odprowadza się tylko wody opadowe...
Fot. Anna Szopińska

Po miesiącu wysyłania pism i dopraszania się o kasety z efektem termowizyjnej inwigilacji zlewni potoku Biały Dunajec - władze Nowego Targu nadal nie otrzymały materiałów, które pozwoliłyby na szybką identyfikację sprawców zanieczyszczenia potoku. Mimo zapewnień wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska Leszka Sebesty, nie dostały ich również gminy leżące wzdłuż biegu Białego Dunajca.

Ostatnie pismo z prośbą o udostępnienie nagrania wyszło z nowotarskiego urzędu 28 marca - tym razem, zgodnie z pouczeniem WIOŚ, do komendanta wojewódzkiego policji, kóry dysponuje materiałami. Obowiązek zorganizowania spotkania z samorządowcami - jak przypomina wojewoda - spoczywa na powiecie. Trudno jednak zebrać wójtów i burmistrzów, jeśli nie ma jeszcze materiału dokumentującego miejsca dzikiego zrzutu wody.

Miejskie władze prosiły również o obecność na spotkaniu komendanta wojewódzkiego policji i nadinspektora Tomaszewskiego, który zawiaduje termowizyjnymi akcjami. Do interpretowania obrazu odzwierciedlającego zmianą barwy różnice między temperaturą otoczenia a ściekami, potrzebny jest zresztą specjalista. Ale wszystkie samorządy nadal - i coraz niecierpliwiej - czekają na materiał.

Tym niecierpliwiej, że Białym Dunajcem cały czas płyną bakterie - jak wskazują wyniki badań prowadzonych w laboratorium Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Oznacza to, że potok nadal jest "zasilany" ściekami fekalnymi, a jego koryto jeszcze nie oczyściło się z przetrwalników bakterii.

Problem nie kończącego się skażenia ciągle wraca na forum publiczne. Podczas minionej sesji radny Janusz Ossowski najpierw chciał się upewnić, czy wyniki laboratoryjnych badań dostarczone w materiałach i sygnowane przez państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego w Krakowie są wiarygodne. Potem zapytał:

- Czy to sabotaż, że bezpośrednio przed ujęciem wody w Szaflarach jest... milion sto tysięcy baterii coli w stu mililitrach wody?

Na to pytanie nikt w sali nie odpowiedział przecząco, bo też rozmiary bakteriologicznego zanieczyszczenia w istocie skłaniają do najgorszych podejrzeń. To, co zawierały laboratoryjne próby, mogło być przecież skutkiem dużego, miejscowego zrzutu ścieków bezpośrednio do potoku. Niekoniecznie z wyprowadzonej na stałe rury, bo nie należą do rzadkości przypadki, gdy nocą, a nawet w dzień, rolniczy beczkowóz zawartość opróżnionego wcześniej szamba spuści wprost do potoku albo wyleje tuż przy brzegu. Woda wszystko zabierze... - to sztandarowe powiedzenie trucicieli.

Radny Stefan Majerski oświadczył natomiast:

- Potwierdzi to niejeden wędkarz wychodzący "na wodę" Białego Dunajca nad ranem. Często następuje wtedy zrzut "surowych", nawet nie przerobionych mechanicznie ścieków. Widać to po płynących ekskrementach, do których przyklejony jest jeszcze papier toaletowy. Osobiście obserwowałem takie "zjawiska" przez ok. 15 minut, potem woda opada. Świadkiem takich zrzutów sam byłem co tydzień, a poświadczyć to może jeszcze kilkadziesiąt innych osób.

Wędkarze są najliczniejszą i najczujniejszą strażą rzek i potoków. Z ich inicjatywy w Nowym Targu prowadzono już kilka spraw, zakończonych ukaraniem twórców dzikich wylotów i zrzutów dokonywanych wprost z beczkowozów. Nie rozwiązuje to jednak problemu zanieczyszczeń spływających z całej zlewni do potoku - tego i innych. Wszystki zanieczyszczenia trafiają do Jeziora Czorsztyńskiego.

Władze Nowego Targu mają nadzieję na aktywniejsze działanie służb ochrony środowiska oraz włodarzy gmin, odpowiedzialnych za gospodarkę ściekową.

Jedyną optymistyczną wiadomością jest ta, że wojewoda poparł nowotarskie wnioski do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i do marszałka województwa. Miasto stara się o dofinansowanie zakupu instalacji do dezynfekowania wody i o pokrycie kosztów poniesionych z powodu "zdarzenia losowego", za jakie na razie uznaje się skażenie Białego Dunajca. Ślepy los trudno jednak obwiniać w sytuacji, gdy nie chodzi o klęskę żywiołową i to nie krasnoludki siusiają do potoku...

(ASZ)


Dziennik Polski, 26. kwietnia 2003r.

Kranówka wróciła do normy

Idźcie do sądu - radzi prawnik

Sanepid w Nowym Targu wydał decyzję o bezwarunkowym dopuszczeniu wody w miejskim wodociągu do użytkowania. Od czwartku badania wody w wodociągu, prowadzone przez sanepid, są wykonywane już rutynowo, w regulaminowym zakresie, a nie ze zwiększoną częstotliwością. Od dwóch tygodni w sieci nie zanotowano żadnych przekroczeń norm bakteriologicznych i zawartości chloru.

24 marca sanepid zdecydował o warunkowym dopuszczeniu wody miejskiej do użytku, po trzytygodniowej przerwie w dostawach ze względu na występujące w sieci skażenie bakteriologiczne. Ostrzegano jednak, że w kranach może być przekroczona bezpieczna zawartość chloru ze względu na nową metodę dezynfekcji wody, zastosowaną na Stacji Uzdatniania w Szaflarach. Po 10 dniach stosowania nowej metody dezynfekcji wody z Dunajca pracownikom stacji udało się do tego stopnia opanować sztukę dozowania chloru, że działa on skutecznie na bakterie, a jednocześnie nie występuje w sieci.

Radni z powiatowej komisji bezpieczeństwa, którym informację w tej sprawie przedstawiła dyrektor sanepidu Rita Lech-Jóźwiakowska, pytali także o dodatkowe koszty, jakie sanepid poniósł w okresie zagrożenia bakteriologicznego w Nowym Targu. Stacja powiatowa będzie występować do inspektora wojewódzkiego o ich częściowe zrekompensowanie. O zwrot części kosztów wystąpi do Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Pytano o możliwości obciążania tymi kosztami osób i instytucji dopuszczających się zatruwania ściekami Białego Dunajca.

- Są przypadki, że przedsiębiorca uruchamia duży zakład mięsny, choć nie ma własnej oczyszczalni ścieków. I udaje się mu to załatwić. Czy dopiero Unia Europejska rozwiąże za nas te problemy? - pytał przewodniczący komisji Józef Szperlak.

Obecna na spotkaniu prezes sądu Janina Furczoń przedstawiła obowiązującą w takich przypadkach praktykę prawną. Zanieczyszczenie wody jest wykroczeniem, traktowanym jednakowo bez względu na to, jaka jest faktyczna wielkość szkody dla środowiska naturalnego. Stosowana w tym przypadku grzywna wynosi zazwyczaj 500 zł, a nakładanie kar wyższych jest uchylane przez sądy wyższej instancji. W tej sytuacji wielu osobom bardziej opłaca się płacić grzywnę w sądzie niż wydawać pieniądze na kosztowną budowę oczyszczalni czy kanalizacji.

- Trzeba ustalić sprawcę zanieczyszczenia i sądzić go na drodze cywilnej o odszkodowanie. To najlepsze rozwiązanie, ale nikt z tego nie korzysta. Wszyscy poprzestają tylko na złożeniu skargi karnej do organów ścigania - tłumaczyła sędzia Furczoń. (KS)


Doczekali się na kasetę...

Teraz rozprawa z trucicielami
 

180
Samorządowcy zabrali sobie mapki z zaznaczeniem punktowych źródeł zanieczyszczeń

Nowotarskie starostwo zaprosiło wczoraj samorządowców z gmin i miast leżących wzdłuż biegu Białego Dunajca na prezentację dokumentalnego materiału - nagrania wykonywanego ze śmigłowca kamerą termowizyjną przez dwa dni: 19 i 20 marca. Przedstawiciele gmin dostali ksero mapki z naniesionymi punktowo źródłami zanieczyszczeń. Mogą mieć do dyspozycji nagrania wideo. Materiał będzie dla nich podstawą do dyscyplinowania sprawców bakteriologicznego skażenia potoku.

Materiał przysłał - wraz ze specjalistami interpretującymi termowizyjny obraz - komendant wojewódzki policji po miesięcznych prośbach i monitach ze strony miasta i starostwa. Narada w sprawie skażenia odbyła się bowiem 27 marca w Krakowie, z udziałem wicewojewody Ryszarda Półtoraka. Na nowotarskie spotkanie zostali zaproszeni, prócz samorządowców, przedstawiciele służb sanepidowskich, ochrony środowiska, sztabów antykryzysowych, policji obu powiatów, także zakopiańskiej spółki SEWiK, która eksploatuje tamtejszą oczyszczalnię. Byli też przedstawiciele obu starostw, urzędów miast i wydziałów ochrony środowiska.

Nagranie wskazuje ok. 20 miejsc zrzutu ścieków. Czynione na gorąco, w trakcie nagrywania, komentarze operatorów sprzętu używanego w śmigłowcu były... dosadne, a rozpoznania - wręcz detaliczne. Na wizji pojawiają się nie tylko grupy zabudowań, ale nawet pojedyncze domostwa, z których odpływ wyprowadzony jest do Białego Dunajca. Jedno nagranie jest 20-minutowe, drugie - 2-godzinne. Kamera rejestrowała różnice temperatur otoczenia i ścieku, wykazując, w których miejscach robi się "ciepło". "Ciepłe" są np. dopływające potoczki, "ciepłe" całe obszary wody na niektórych odcinkach brzegu, "ciepło" robi się też tuż przed ujęciem wody w Szaflarach. Są też zanieczyszczenia punktowe.

- W dyskusji po prezentacji podjęliśmy wspólne uzgodnienia - powiedział potem, w czasie konferencji prasowej, starosta Jan Hamerski. - Była jednoznaczna deklaracja samorządów i służb, podjęta w celu likwidacji obecnego stanu rzeczy i zapobiegania dalszej degradacji Białego Dunajca. Te zadania muszą być realizowane nie akcyjnie, a systematycznie. Najbardziej kompleksowo, jak się okazuje, podchodzi do tej sprawy gmina Biały Dunajec. Zwróciliśmy się więc do samorządowców z apelem, aby nie była to jednorazowa akcja. Służby sanepidowskie i ochrony środowiska obiecały pomoc. Nie możemy się godzić na sytuację, że Stacja Uzdatniania Wody jest stacją monitoringową dla potoku Biały Dunajec.

Jakie i na ile skuteczne działania podejmą samorządowcy - okaże się za miesiąc, po miesiącu bowiem starostwo wyznaczyło następne spotkanie. Wtedy wójtowie mają podzielić się informacją, ile dzikich wylotów udało się im zlikwidować. Posiłki - w osobach inspektorów - dla gmin potrzebujących wsparcia przy dyscyplinowaniu spuszczających ścieki obiecywał też wojewódzki inspektor ochrony środowiska. Rozprawy z trucicielami mogą być drastyczne, odpowiednie służby będą też sprawdzać kwity poświadczające dowóz nieczystości na oczyszczalnię u tych właścicieli posesji i podmiotów, które nie są podłączone do kanalizacji. (ASZ)

Fot. Anna Szopińska
 
 


Dziennik Polski, 6. maja 2003r.

Po miesiącu od skażenia wody w sieci

Rozgoryczenie bezczynnością

184
Tak penetrowała zlewnię Białego Dunajca ekipa w śmigłowcu, dysponująca kamerą termowizyjną
Fot. Anna Szopińska

Przedstawione podczas spotkania w nowotarskim starostwie z burmistrzami i wójtami gmin i miast leżących w zlewni potoku Biały Dunajec oraz przedstawicielami służb sanitarnych i ochrony środowiska, tudzież policji z komend wojewódzkiej i powiatowej nagrania wideo wiceburmistrz Nowego Targu, Eugeniusz Zajączkowski, uznał za szokujące. Ponad 20 dużych, punktowych źródeł skażenia, które zlokalizowała kamera termowizyjna to zagrożenie potężne, lecz do tej pory przeciwko wpuszczającym ścieki nie wszczęto żadnego postępowania administracyjnego ani karnego.

Uruchomieniu skutecznych procedur nie sprzyjają też spory interpretacyjne - na razie wojewoda nie był skłonny uznać stanu potoku i zażegnanego już skażenia wody w nowotarskiej sieci za klęskę żywiołową, więc sprawa jest traktowana nie w kategoriach przestępstwa, ale wykroczenia, z którym powinny się uporać gminy.

 - Liczyliśmy, że natychmiast zostaną zaślepione wyloty ścieków - mówił wiceburmistrz. - Działania polegające na powoływaniu nadzwyczajnych komisji są nieporozumieniem, bo gospodarką wodno-ściekową trzeba się zajmować systematycznie. Myślę, że jesteśmy uprawnieni, by żądać od sąsiednich samorządów informacji o ustaleniach, bo będziemy konsekwentnie występować o odszkodowania od ustalonych sprawców. Nasze roszczenia skierujemy na drogę sądową, żeby łatać dziurę powstałą w budżecie Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Od 5 marca było wystarczająco dużo czasu, żebyzadziałać. Po prostu trzeba uruchomić środki represyjne, bo nasza stacja uzdatniania nie może być stacją monitoringową dla potoku Biały Dunajec.

Jak wcześniej sugerowała pani prezes Sądu Rejonowego, postępowania cywilne mogą przynieść miastu lepszy skutek, jednak ustalenie winnych musi być efektem postępowania prokuratorskiego.

Kasety z nagraniem efektu pracy termowizyjnej kamery miasto notabene do tej pory z Krakowa - mimo trzykrotnych petycji (ostatnio "według właściwości" kierowanych do komendanta wojewódzkiego policji) - nie otrzymało. Nie ma też prawa do interweniowania na terenie innych gmin. To sprawia, że nie jest w posiadaniu żadnych materiałów, które pozwoliłyby mu skutecznie dochodzić swoich roszczeń przed sądem.

Powodem rozgoryczenia nowotarskich władz był i fakt, że na spotkaniu w starostwie, połączonym z prezentacją nagrań, nie było żadnego z zakopiańskich burmistrzów. Reprezentowany był tylko Wydział Ochrony Środowiska tamtejszego UM. - Taka jest chęć do debat... - skomentował wiceburmistrz Nowego Targu, przypominając jednocześnie pismo zakopiańskiego wiceburmistrza Krzysztofa Owczarka z 11 kwietnia, z deklaracją woli udziału w debacie, która służyłaby analizie przyczyn skażenia i zapobieżeniu skutkom bakteriologicznego zanieczyszczenia wody. Największe do tej pory uznanie w Nowym Targu budzi postawa samorządu białodunajeckiego. Inicjator debaty, radny Janusz Kawka, obstawał jednak przy swojej propozycji.

Jedyną pozytywną wiadomością w sprawie alternatywnego zaopatrzenia miasta w wodę jest to, iż rozstrzygnięty został przetarg (jeden z największych nowotarskich przetargów w tym roku) na podłączenie do sieci studni głębinowych. Firma, która ten przetarg wygrała, zdążyła się już sprawdzić w różnych regionach i ma rekomendacje tamtejszych samorządów. Efektu prac można się spodziewać przed jesienią, ale do pełnego zastąpienia wody powierzchniowej "głębinówką" konieczne jest włączenie do sieci nie tylko studni na terenie b. NZPS "Podhale", ale i studni na osiedlu Bór, na Grelu, na Równi Szaflarskiej.

(ASZ)


Dziennik Polski, 9. maja 2003r.

Kto zbada jezioro?

Pod koniec maja znane będą wyniki pomiaru czystości wody w Jeziorze Czorsztyńskim, przeprowadzonego przez dział monitoringu Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska. Będą to pierwsze wiadomości o stanie jeziora po skażeniu bakteriologicznym Białego Dunajca, które zaczęło się w lutym tego roku. Bakterie Clostridium, których obecność spowodowała wyłączenie nowotarskich wodociągów, nie są jednak badane.

WIOŚ od 19999 roku prowadzi stałe badania czystości zbiorników zaporowych na terenie Małopolski, w tym Jeziora Czorsztyńskiego. Próbki do badań pobierane są trzy razy w roku - w kwietniu, sierpniu i październiki tylko w jednym punkcie kontrolnym ok. pół kilometra powyżej zapory z warstwy przy powierzchni oraz z dużej głębokości. Laboratorium WIOŚ oznacza obecnie bardzo szeroki wachlarz wskaźników świadczących o bakteriologicznym i chemicznym zanieczyszczeniu wody. Wyniki badań próbek pobranych 26 kwietnia znane będą w drugiej połowie miesiąca. Tylko jeden punkt pomiarowy nie pozwala na śledzenie zmian następujących w całym jeziorze. Już samo rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń od ujścia rzek Dunajca i Białki, przez kilkanaście kilometrów jeziora do zapory, może trwać bardzo długo. Woda badana będzie także pod względem bakteriologii, choć nie będzie badana zawartość wskaźnikowa bakterii Clostridium, bowiem nie jest to przewidziane w przepisach. Przypomnijmy, że ta bakteria spowodowała zatrucie Białego Dunajca i nadal występuje w znacznym stężeniu w potoku powyżej jeziora.

Pierwsze wyniki badań dla Jeziora Czorsztyńskiego, jeszcze wykonywane w 2001 roku, pokazywały, że zalew czorsztyński jest bardzo czysty. W roku ubiegłym wskaźniki czystości pogorszyły się. Na punkcie kontrolnym w Niedzicy pewne wskaźniki fizykochemiczne wody spadły do II klasy czystości, natomiast pod względem bakteriologicznym woda utrzymała się w I klasie czystości. Zdaniem prowadzącej badania Grażyny Cieśli z WIOŚ w Nowym Sączu, w jeziorze zaczyna się eutrofizacja wody, spowodowana przede wszystkim dopływem wód powierzchniowych z pól, zawierających związki azotowe i fosforowe pochodzące z rolniczego użytkowania okolicznych terenów. Eutrofizacja to nadmierne gromadzenie się w zbiornikach wodnych materii organicznej, która nie jest asymilowana przez naturalne środowisko. Stopniowo prowadzi do tzw. użyźniania wody, nadmiernej produkcji glonów, wyczerpywania zasobów tlenu i zamierania życia, aż do śnięcia ryb włącznie. (KS)


Dziennik Polski, 10. maja 2003r.

Po co komu stacja pomiarowa?

Wyłączyli kontrolę na czole

272
Stacja kontrolna w Szaflarach. Budynek nie posiada nawet żadnej tabliczki informacyjnej.

 Fot. Krzysztof Strauchmann 

Od czterech lat nowotarskie wodociągi miejskie "chroni" automatyczna stacja pomiarowa, sprawdzająca stan czystości wody w Białym Dunajcu 3 kilometry powyżej ujęcia wody w Szaflarach. Stacja została jednak wyłączona latem ub. roku. Nie działała też w czasie zatrucia wody w Białym Dunajcu w marcu br., nie mogła ostrzegać o napływających skażeniach. Dyrektor Miejskiego Zakładu Wodociągów tłumaczy, że nawet gdyby stacja działała, to i tak nie mógłby wyłączyć wody w sieci.

Automatyczna stacja pomiarowo-kontrolna znajduje się w Szaflarach nad Białym Dunajcem, ok. 3 kilometrów powyżej miejsca, gdzie woda z rzeki ujmowana jest do wodociągu miejskiego. Przez ten odcinek woda płynie ok. pół godziny, czasem szybciej. Ideą funkcjonowania takiej stacji jest szybkie zidentyfikowanie skażenia w wodzie, natychmiastowe powiadomienie o wynikach pomiarów Stacji Uzdatniania Wody w Szaflarach, zanim zatrucie dopłynie do ujęcia. Można wtedy odciąć dopływ wody do miasta i poczekać, aż rzeka znów będzie czysta. 

Budową i wyposażeniem stacji monitorowania jakości wody w Szaflarach zajmował się Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie. Zakup kosztownych urządzeń sfinansował w darowiźnie Bank Światowy, obiekt budowlany i roboty hydrotechniczne sfinansowało dawne RZGW w Krakowie. Nowy Targ załapał się na jedną z trzech takich stacji w Małopolsce obok Rzeszowa i Tarnowa. Koło mostu w Szaflarach powstał murowany budynek stacji, wyposażony w aparaturę pomiarową, komputer, łączność radiową ze Stacją Uzdatniania Wody w dolnych Szaflarach. Woda do pomiarów jest pobierana z rury, wkopanej pionowo na środku rzeki. Podziemną sztolnią płynie do budynku stacji, jest analizowana chemicznie i co godzinę automat przez radio wysyła wyniki do SUW w Szaflarach, gdzie w laboratorium stale pracują ludzie. Analiza obejmuje najbardziej podstawowe wskaźniki czystości wody - mętność, zawartość azotu, zawartość tlenu w wodzie, zawartość substancji ropopochodnych. Aparatura nie analizuje natomiast zawartości bakterii Clostridium. 

W 1999 roku gotową do działania aparaturę RZGW w Krakowie przekazało w nieodpłatne użytkowanie Miejskiemu Zakładowi Wodociągów i Kanalizacji w Nowym Targu, żeby "pilnowała" bezpieczeństwa wodociągów miejskich. Latem ub. roku stacja czołowa w Szaflarach została jednak wyłączona. Dlaczego?

Jak tłumaczy dyrektor Wojciech Kniotek z Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Nowym Targu, górska rzeka w tym miejscu zmieniła koryto. Rura, do której woda wpływa, znalazła się najpierw na wysepce, w dodatku z powodu niskiego stanu wody otwory do wpuszczania wody znalazły się powyżej lustra rzeki. W tej sytuacji MZWiK zabezpieczył stację, wyłączył urządzenia i czekał na wiosnę, żeby na nowo ją uruchomić. Obecnie stan wody znów się zmienił i rura przynajmniej jest oblewana przez rzekę. 

- Będziemy musieli albo bardziej zagłębić rurę, albo wypalić w niej nowe otwory, wpuszczające wodę. Pod koniec maja stacja znów powinna ruszyć - zapowiada dyr. Kniotek. 

Przez trzy lata funkcjonowania stacji monitoringowej udało się kilka razy wcześniej zidentyfikować napływającą zmętniałą wodę i szybciej włączyć koagulację, strącającą zmętnienie. Nie było przypadku, żeby zidentyfikowano napływające zatrucie i na tej podstawie wyłączono wodociągi miejskie. Zdaniem dyrektora Kniotka, nawet gdyby w zimie tego roku, w czasie zatrucia wody w Białym Dunajcu bakteriami Clostridium, stacja w Szaflarach działała, nawet gdyby ostrzegła o płynącym zatruciu, to i tak nie mogłaby wyłączyć dostawy wody do miasta. 

- Tylko w lecie można wyłączyć stację uzdatniania w Szaflarach, w zimie wyłączenie wody w sieci miejskiej jest niemożliwe - dyrektor Kniotek konsekwentnie broni swojego stanowiska. - Funkcjonowanie stacji nie mogło zapobiec skażeniu wody w sieci.

Otwarte pozostaje pytanie czy stacja mogła posłużyć do lepszego, szybszego powiadomienia mieszkańców Nowego Targu o zagrożeniu? Czy dzięki automatycznym pomiarom, wynikom co godzinę, miasto mogło się lepiej przygotować do zagrożenia? Po co nam darowizny Banku Światowego, z których nie potrafimy korzystać?

 - Stacja kontrolna jest dobra, choć trochę kłopotliwa w eksploatacji - mówi dyr. Kniotek. - Trzeba to np. codziennie dozorować. Roczny koszt utrzymania stacji dochodzi do 50 - 60 tys. zł. (KS)

143
Nie udało nam się ustalić w MZWiK ani RZGW, ile kosztowała jej budowa i wyposażenie. Urządzenia kupione przez Bank Światowy podobno parę lat czekały na zainstalowanie.

 Fot. Krzysztof Strauchmann
 
 


Dziennik Polski, 21. maja 2003r.

W Białym Dunajcu

Zaplombowane ścieki

243
W Białym Dunajcu zaplombowano nielegalne wypływy ścieków
 Fot. Paweł Pełka

Do końca maja zakończy prace komisja powołana przez wójta Białego Dunajca w celu sprawdzenia przestrzegania przez mieszkańców tej gminy przepisów o usuwaniu odpadków i podłączaniu do kanalizacji. Pierwszy efekt działań komisji to zaplombowanie nielegalnych wypływów kanalizacyjnych, które zatruwały Dunajec i ujęcie wody dla Nowego Targu.

Komisja składająca się z przedstawicieli Urzędu Gminy, straży pożarnej i policji zaczęła działać już miesiąc temu. Jak mówił wtedy wójt Białego Dunajca Andrzej Nowak została ona powołana po tym, jak w Szaflarach zamknięto ujęcie wody.

Okazuje się jednak, że zakres działań komisji jest większy.

- Komisja sprawdza również, czy właściciele nieruchomości mają podpisane umowy z licencjonowanymi firmami wywożącymi ścieki, a także czy posiadają podłączenia do kanalizacji - mówi wójt Białego Dunajca Andrzej Nowak. - Dodam, że w Białym Dunajcu kanalizacja ma 28 kilometrów długości i tam, gdzie jest to możliwe, podłączonych jest już około 70 proc. mieszkańców. Za dwa, trzy tygodnie przeprowadzimy kolejną kontrolę, która sprawdzi, jak mieszkańcy wywiązują się z uwag, które powstaną przy pierwszym sprawdzeniu. Wtedy kary będą o wiele surowsze. (PP)


Dziennik Polski, 27. maja 2003r.

Spływ kajakowy bez Nowego Targu

Pieniędzy brak, woda brudna

Zapadła ostateczna decyzja - tegoroczny 62. Międzynarodowy Spływ Kajakowy im. Tadeusza Pilarskiego na Dunajcu rozpocznie się w Boże Ciało w Sromowcach Wyżnych, a nie - jak tradycyjnie - w Nowym Targu. Etap z Nowego Targu do Huby nad Jeziorem Czorsztyńskim nie odbędzie się. Organizatorzy wskazują na dwa powody - brak pieniędzy na przewóz kajakarzy i wątpliwości co do czystej wody w Dunajcu.

Organizatorem spływu kajakowego na Dunajcu jest krakowskie Stowarzyszenie Turystyki i Rekreacji "Dunajec". Ta międzynarodowa, uznana powszechnie impreza turystyczna, ściągała przed laty nawet 2,5 tysiąca uczestników, w ostatnich latach liczba kajakarzy spadła do 700-800.

- Jest nam bardzo przykro z tego powodu, zrobimy wszystko, żeby w przyszłym roku wrócić do Nowego Targu, ale musi nam trochę pomóc miejscowy samorząd - powiedziała nam Krystyna Świeżowska ze stowarzyszenia "Dunajec".

- To była już tradycja, mieszkańcy nowego Targu w Boże Ciało zawsze szli na procesję, a potem razem z nami na start spływu kajakowego - opowiada Krystyna Świeżowska, współorganizator Międzynarodowego Spływu im. Tadeusza Pilarskiego. - Zawsze dopisywała nam nowotarska publiczność. I tej tradycji bardzo nam szkoda.

Od 1997 roku, czyli od czasu otwarcia zapory w Czorsztynie, czerwcowy spływ kajakowy przerywany był w Hubie, na zakończenie I etapu, a potem organizatorzy zapewniali uczestnikom transport samochodowy sprzętu i ludzi do Sromowiec Wyżnych, tuż poniżej zapory. Przygotowując się do tegorocznej, 62. edycji spływu organizatorzy już w ub. roku wystąpili do władz miejskich Nowego Targu i do starostwa nowotarskiego dofinansowanie, bowiem w budżecie imprezy zabrakło kilku tysięcy złotych na przewiezienie kajakarzy przez teren zapory. Władze miejskie i starostwo odmówiły. Miasto co roku zapewnia dla spływu zaplecze techniczne w Nowym Targu i dwa pola namiotowe przy szkołach, co jest przez organizatorów bardzo doceniane. Dodatkowej pomocy finansowej jednak nie znalazło. Pieniądze obiecał natomiast Nowy Sącz, gdzie tradycyjnie przygotowuje się uroczyste zakończenie spływu kajakowego. Impreza ma międzynarodowy charakter, stowarzyszenie "Dunajec" musiało powiadomić o zmianie Międzynarodową Federację Kajakową. Z pretensjami występują sami uczestnicy spływu, wśród których jest bardzo wielu weteranów. Żal im malowniczego i stosunkowo dzikiego odcinka biegnącego przez Podhale. Przy wysokich stanach wód Dunajec potrafił tu nieźle dać w kość. W tej chwili toczy się bój o zdobycie pieniędzy na rok przyszły. Stowarzyszenie Dunajec ponownie wystąpi do władz miasta i starostwa o dotację. Jeśli odmówią, przyszłoroczny 63. Spływ Kajakowy na Dunajcu im. Tadeusza Pilarskiego będzie zgłoszony do międzynarodowego kalendarza imprez kajakarskich na długości od Sromowiec do Nowego Sącza.

Krystyna Świeżowska przyznaje, że momentem, w którym organizatorzy zaczęli rozważać skrócenie trasy, była wiadomość o zatruciu wody w Białym Dunajcu bakteriami typu Clostridium.

- Wcześniej mieliśmy problem finansowy, ale skrócenie trasy zaczęliśmy rozważać dopiero wtedy. Obawialiśmy się sytuacji, że kajakarze nie będą mogli zamoczyć ręki w wodzie, bo przecież upadki do wody są w czasie spływu czymś normalnym.

Do tej pory na 8 spływów, jakie stowarzyszenie organizuje co roku na terenie całej Polski, tylko raz zdarzyła się podobna sytuacja - zagrożenia spływu stanem sanitarnym rzeki. Kilka dni po wybuchu elektrowni w Czarnobylu miał się rozpocząć spływ po Sanie. Wtedy o rozpoczęciu imprezy rozstrzygnęła decyzja sanepidu, że spływ będzie bezpieczny pod warunkiem, że uczestnicy nie będą jedli trawy i nie będą pili nie przegotowanej wody. 

(KS)


Dziennik Polski, 28. maja 2003r.

Sprostowanie

- Stowarzyszenie organizujące spływ kajakowy na Dunajcu nigdy nie przysłało żadnego pisma o dofinansowanie tej imprezy przez Urząd Miasta - wyjaśnia burmistrz Nowego Targu Marek Fryźlewicz. We wczorajszym artykule o skróceniu spływu i organizacji startu w Sromowcach powołaliśmy się na informację Stowarzyszenia Turystyki i Rekreacji "Dunajec" z Krakowa, że miasto i powiat w ub. roku odmówiły dofinansowania imprezy. Burmistrz Marek Fryźlewicz przyznaje, że ostatnio spotkał się w tej sprawie z organizatorami spływu, ale nie przysłali oni jeszcze wniosku o dofinansowanie spływu w roku przyszłym. Nie występowali o to także w roku ubiegłym. (KS)


Dziennik Polski, 29. maja 2003r.

Nie podjęto śledztwa w sprawie "świadomego trucia"

Brak cech przestępstwa...

229

O stanie wody z marca i o związanych z tym dokuczliwościach nowotarżanie powoli zapominają, a szef Delegatury "S" Bronisław Gibadło za kilka dni poinformuje, czy wnioskodawcy złożą zażalenie na odmowę wszczęcia postępowania. Fot. Anna Szopińska

Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu, rozpatrzywszy wniosek nowotarskiej Delegatury Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" Małopolska, postanowiła odmówić wszczęcia śledztwa przeciwko burmistrzowi Nowego Targu, dyrektorowi Miejskiego Zakładu Wodociągów i kanalizacji oraz państwowemu powiatowemu inspektorowi sanitarnemu. "Solidarność" zarzuca im sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia ok. 25 tysięcy mieszkańców, przez podanie do sieci skażonej bakteriologicznie wody i niepoinformowanie korzystających z wodociągu o istniejącym zagrożeniu. Czy Delegatura w terminie 7-dniowym złoży do drugiej instancji zażalenie na tę odmowę - zależy od decyzji jej prezydium.

Przypomnijmy, że wniosek "S" trafił do Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu 14 kwietnia, kiedy nowotarska prokuratura poprosiła Prokuraturę Okręgową o wyłączenie jej z prowadzenia sprawy, ze względu na uczestnictwo przedstawicieli prokuratury w programie "Bezpieczne Miasto", realizowanym pod przewodnictwem burmistrza. W toku postępowania przygotowawczego przesłuchano przewodniczącego Delegatury Bronisława Gibadłę, rozpatrywano ewentualność powołania biegłego, poproszono też trzy wskazane we wniosku "S" instytucje o dostarczenie materiałów naświetlających chronologię zdarzeń i działań podjętych od 25 lutego, kiedy po raz pierwszy stwierdzono obecność bakterii Clostridium w sieci wodociągowej.

Szef Delegatury szukał natomiast osób przekonanych, że doznały szwanku na zdrowiu przez spożycie lub używanie skażonej bakteriologicznie wody i byłyby gotowe poddać się badaniom, ewentualnie mogły przedłożyć stosowne opinie lekarskie. Nie zdecydował się jednak na zeznania w prokuraturze nikt z tych, którzy wcześniej nie mieli wątpliwości, że to bakterię nie poddającą się gotowaniu ani chlorowaniu trzeba winić za nasilone dysfunkcje przewodu pokarmowego (zwłaszcza u dzieci), egzemy, wysypki, uczulenia itd.

Szpital jednak nie udzielał pomocy żadnemu pacjentowi, u którego badania kliniczne wskazywałyby na zakażenie zjadliwym szczepem Clostridium; sygnały o takich schorzeniach nie napłynęły też ze strony lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

Główną tezą wniosku Delegatury "S" o wszczęcie postępowania przeciwko trzem instytucjom odpowiedzialnym za zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców był zarzut, że przez dziesięć dni "świadomie ich truto", nie informując jednocześnie pobierających wodę z sieci o istniejącym zagrożeniu. MZWiK i sanepid Delegatura "S" winiła za zaniechanie działań zabezpieczających miejską sieć przed wtargnięciem bakterii, mimo że eksploatator oczyszczalni ścieków w Zakopanem poinformował o zaistniałej awarii i planowanym zrzucie "surowych" nieczystości do potoku Cicha Woda, a w konsekwencji do potoku Biały Dunajec, na którym znajduje się ujęcie wody dla Nowego Targu. Informacja o działaniach podjętych przez odpowiednie służby po otrzymaniu sygnału z Zakopanego widocznie usatysfakcjonowała prokuraturę, jeśli w uzasadnieniu odmowy wszczęcia postępowania czytamy: (...) ze strony dyrektora MZWiK w Nowym Targu, dyrektora Państwowego Inspektoratu Sanitarnego i burmistrza Nowego Targu podejmowane były w rozpatrywanym okresie działania, które skutecznie spowodowały, iż w rzeczywistości do zagrożenia epidemiologicznego nie doszło.

Do interpretacji przytoczonych na potwierdzenie tego faktu trzeba by jednak zaprosić matematyka, bo coś tu nie gra... W jednym miejscu czytamy bowiem: (...) 25.02.2003 r. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna przeprowadziła kontrolę jakości wody w sześciu miejscach, przy czym zanotowano wartości bakterii przetrwalnikowych redukujących siarczyny (Clostridium) oraz bakterie grupy coli przekraczające dopuszczalne normy w trzech miejscach, tj. w Stacji Uzdatniania Wody Szaflary, w hydroforni przy ul. Szaflarskiej oraz w końcówce wodociągu na terenie miasta. A trzy akapity dalej nowosądecka prokuratura o tych samych wynikach badań pisze: (...) Ponieważ nie doszło do zanieczyszczenia sieci (stwierdzenie przekroczeń dopuszczalnych stężeń tylko w jednym punkcie na terenie miasta nie może być uznane za zanieczyszczenie całej sieci) PPIS podjął decyzję o płukaniu sieci wodociągowej w rejonach, w których stwierdzono zanieczyszczenie (...). Albo więc SUW i hydrofornia nie zostały uznane za elementy sieci, albo naprawdę niech nam tę arytmetykę ktoś wyjaśni...

Szef Delegatury "S" Bronisław Gibadło, w tym miejscu też pyta, czy elementarna wiedza odpowiedzialnych służb o bakterii Clostridium - namnażającej się szybko i przemieszczającej wraz z wodą w sieci - naprawdę nie pozwalała domniemywać, że skoro jest choćby w jednym punkcie i ciągle napływa z białodunajcową wodą, a SUW nie jest w stanie jej zneutralizować, to zaraz będzie jej pełno w każdym odcinku sieci?

Tak się też stało, ale z kolei nowosądecka Prokuratura Rejonowa nie podzieliła poglądu, że lepszym rozwiązaniem problemu byłoby całkowite zamknięcie ujęcia: Odnosząc się do zarzutu, iż nie podjęto decyzji o całkowitym zakazie wprowadzenia wody do obrotu - już z chwilą początkowego ujawnienia w jednym z punktów badania wody przez PPIS bakterii Clostridium - zauważyć należy, iż podjęcie takiej decyzji wymagało szczegółowej analizy, gdyż w konsekwencji mogło doprowadzić do zwiększenia zagrożenia epidemiologicznego.

Puenta obszernego uzasadnienia odmowy wszczęcia postępowania jest natomiast bardzo jednoznaczna: Poczynione ustalenia nie dają podstaw do przyjęcia, iż wskazane w zawiadomieniu osoby, tj. Marek Fryźlewicz - burmistrz miasta Nowy Targ, Rita Lech-Jóźwiakowska - państwowy powiatowy inspektor sanitarny, Wojciech Kniotek - dyrektor Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Nowym Targu zachowaniem swym realizowali znamiona przestępstwa określonego w art. 165 par. 1 pkt 1 kk.

Autorom wniosku przysługuje prawo wniesienia zażalenia na tę odmowę do tygodnia. Szef nowotarskiej Delegatury Zarządu Regionu NSZZ "S" powiada, że zadecydować o tym musi Prezydium Delegatury i uczyni to z końcem tego tygodnia, korzystając zapewne z konsultacji krakowskiego profesora mikrobiologii.

Dodajmy, że jednocześnie Prokuratura Rejonowa w Zakopanem prowadzi (tym razem bez odmowy) postępowanie w sprawie skażenia wód potoku Biały Dunajec, a gminy leżące wzdłuż potoku powinny prowadzić postępowania administracyjne wobec wykrytych z pomocą kamery termowizyjnej współsprawców bakteriologicznych zanieczyszczeń. Nowy Targ czeka na efekty postępowań tym niecierpliwiej, że miasto zamierza na drodze cywilnej wystąpić o odszkodowania, które pozwolą zrekompensować koszty działań podjętych w sytuacji, która miała wszelkie znamiona klęski żywiołowej. (ASZ)


Dziennik Polski, 29. maja 2003r.

Zakopane dezinformuje?

Zgromadzenie Podhalańskiego Związku Gmin

Dezinformację opinii publicznej zarzucił władzom Zakopanego przewodniczący zgromadzenia Podhalańskiego Związku Gmin wójt Jan Smarduch.

Głównym celem wczorajszego zgromadzenia PZG była zmiana budżetu, aby przeznaczyć odpowiednie środki finansowe na założenie spółki pod nazwą Podhalańskie Przedsiębiorstwo Komunalne. Jednoosobowa spółka związku gmin jest potrzebna do dalszych starań PZG o pieniądze z funduszu europejskiego ISPA na budowę sieci kanalizacyjnej na Podhalu. Zarząd związku zdecydował już, że na wstępnym etapie założycielskim prezesem spółki zostanie burmistrz Jordanowa Zbigniew Kołat, który niejako czasowo został "oddelegowany" na to stanowisko. Wczoraj zgromadzenie zdecydowało o przesunięciu 65 tys. zł. z pieniędzy gromadzonych w poprzednich latach na budowę składowiska odpadów i przeznaczenie ich na zarejestrowanie spółki. 52,5 tysiąca ma wynosić jej kapitał zakładowy, 12,5 tysiąca przeznaczono na koszty rejestracji i pomocy prawnej. 13 gmin należących do PZG otrzyma w spółce po 8 udziałów. Wysokość udziałów zostanie ustalona dopiero po podpisaniu memorandum rządu z Unią Europejską, które zagwarantuje udzielenie pomocy na zadania kanalizacyjne PZG.

W posiedzeniu nie uczestniczyli przedstawiciele Zakopanego, które wczoraj podejmowało decyzję o wystąpieniu ze związku. Wcześniejsze zgromadzenie 8 maja wiceburmistrz Zakopanego Krzysztof Owczarek opuścił po zadaniu pytania, kto i jakim prawem wykluczył Zakopane z programu ISPA. Nie wystarczyły mu wyjaśnienia Zbigniewa Kołata, że jest to skutek niepodjęcia przez Zakopane uchwały intencyjnej o wstąpieniu do nowej spółki komunalnej, która przejmie wszystkie zadania kanalizacyjne w 13 gminach. Wczoraj przewodniczący zgromadzenia PZG Jan Smarduch polemizował z publicznymi wypowiedziami wiceburmistrza Owczarka, że Zakopane więcej wpłaciło do związku przez swoje składki, niż uzyskało w zamian.

- Burmistrz Zakopanego wprowadza w błąd opinię publiczną - oskarżał Smarduch. Jego zdaniem gminy wiejskie Podhala zgodziły się przed laty, żeby z pieniędzy na budowę zapory czorsztyńskiej gruntownie zmodernizować oczyszczalnię ścieków w Zakopanem. Ta pomoc budżetu państwa wielokrotnie przewyższyła składki Zakopanego do PZG. - Moralność Zakopanego jest fiakierska - komentował wójt Szaflar Stanisław Ślimak.

Delegaci domagali się także, aby PZG podjęła prasową polemikę z wiceburmistrzem Owczarkiem. (KS)
 


 
 
 
Dziennik Polski, 12. czerwca 2003r.

Podhale "wita" Unię, czyli...

"Syf i malaria"

174
Resztę z jagnięcia już rozniosły lisy Fot. Anna Szopińska

Tu kiedyś podchodziły pstrągi, a teraz... - mężczyzna budujący dom w sąsiedztwie - bajkowej zdawałoby się okolicy - wyciąga z dna potoku oślizgły kamień. Na dnie zalegają kawałki eternitu - pozostałość po zeszłorocznym "wysypie". Całe koryto usłane jest plastikami, szmatami, puszkami, workami z plastiku, jakąś dużą płachtą - może końską derką. Wszystko to metr od krawędzi jezdni, tuż przy drodze, bo czego potok nie poniósł dalej - szerokim łukiem opada stromą skarpą z drogi.

Dwa tygodnie temu przechodziła tędy VI Pielgrzymka "Sursum corda", gminy postarały się, żeby wzdłuż Drogi Papieskiej było posprzątane. Sprzątają zresztą, ilekroć jacyś złoczyńcy wywiozą i zostawią świństwo przy drodze czy w potoku płynącym w wierchu Maruszyny.

Postawiły i tablicę (szkoda, że nie podpisaną przez wójta i bez wymiaru grożącej kary) z kategorycznym zakazem wysypywania odpadów. Pomogło jak umarłemu kadzidło... "Pobożny" ludek nie doczekał referendalnej niedzieli, żeby znów zapaskudzić piękną, rekreacyjną trasę i las wokół niej.

Idziemy dalej - paręnaście metrów od drogi, tuż na skraju lasu, w rowie, cuchnie rozkładająca się świnia. Padlina przyciąga stada much, choć właściwie ze świni zostało niewiele więcej niż skóra i resztki wnętrzności. Jakieś sto metrów dalej, tuż przy krawędzi drogi, rozkładał się znacznie potężniejszy egzemplarz nierogacizny - widać za ciężki, żeby go odwlec choćby kilka metrow dalej. - Miejsce tych, którzy to zrobili, jest chyba w chlewie, a nie w Unii... - wybucha jeden z okolicznych mieszkańców. Zamiast rekreacji mamy "syf i malarię"... Cała woda opadowa tym nie koszonym rowem ścieka oczywiście do potoku, potok płynie dalej, roznosi zgniliznę, wszystko, co wypłukał z domowych śmieci i produkty rozpadu eternitu.

Idziemy jeszcze dalej, nawet nie w głąb lasu, bo tylko na jego skraj. Trzeba patrzeć pod nogi - łatwo można się potknąć o worek i jego zawartość. Z bielejącego jeszcze worka - rozszarpanego widocznie przez lisy, które rozwłóczą padlinę - wypadły kości: chyba jagnięce. Wala się reszta skóry, walają wnętrzności. Kolejne pozostałości po jagnięciu, kilkanaście metrów dalej, zdążyły już w upale zgnić do brunatnego koloru. Ktoś to przywiózł i cisnął, nawet nie fatygując się, żeby przewlec dalej...

Rejon na granicy gmin Nowy Targ i Szaflary - komunikacyjnie dostępny, z rzadką zabudową, osłonięty lasem podchodzącym aż do drogi - jest ulubionym miejscem okolicznych "gnojarzy". Łatwo coś tu przywieźć, łatwo odpowiedzialność za wyrzucone świństwo przesunąć "za granicę". Tylko że woda płynie przez wszystkie "miedze", lisy rozwłóczą padlinę i wściekliznę, kpiąc sobie z gminnych jurysdykcji, stada much od gnijącego truchła rozlatują się po całej okolicy... Potok z wierchu Maruszyny zasila pola, krowa wypije wodę spod zdechłej świni i kruszejącego eternitu, gospodarz ją wydoi i da rodzinie "zdrowe górskie mleko"...

Potok, jak się rzekło, wpada do Czarnego Dunajca, Dunajec płynie przez Ludźmierz. I oto dosłownie 500 metrów od sanktuarium, w miejscu, gdzie droga dojazdowa do ludźmierskich pól schodzi ku rzece, na skrzyżowaniu ze ścieżką na jej prawym brzegu, z kolei na granicy Nowego Targu i Ludźmierza - następna niespodzianka. Jakiś inny złoczyńca przywiózł tu i wyrzucił kilkadziesiąt worów "flesiowin" (pogarbarskie ścinki nasączone związkami chromu). Kilka z nich rozpruł i próbował podpalić (świadczy o tym osmalona "sajta"), ale widocznie coś mu przeszkodziło i trujący ładunek razem z nadbrzeżnymi krzakami, w których leży - "ocalał". Ścieżka nad brzegiem Dunajca od zawsze była trasą rowerzystów. Teraz rowerzyści stają jak wryci, gdyż sterta worków piętrzy się na wysokość człowieka. Może to któraś z podkrakowskich garbarni podrzuciła nam wory "flesiowin", bo przecież tutejszy ludek taki pobożny, uczciwy, porządny...

Drogi Księże Prepozycie - zdałoby się zagrzmieć z ambony tak, żeby podobnym złoczyńcom ręce zwiędły i przejaśniało w sumieniach, bo te sprawy to zgroza, zbrodnia i wstyd olbrzymi nie tylko dla sprawców, ale i dla wszystkich współziomków.

Co grosza - ludzie, którzy w swoim sąsiedztwie walczą z dzikimi wysypiskami, wyrzucaniem padliny, "flesiowinami", garbarskim ściekiem, rozczarowują się coraz bardziej brakiem wsparcia ze strony władz i służb odpowiedzialnych za egzekwowanie porządku, przestrzeganie prawa i karanie winnych. Od "sąsiadów" natomiast słyszą pogróżki, że jeśli "będą podskakiwać", to staną się "czarną owcą". Mentalność iście "unijna"...

Sprawcy uchodzą bezkarni. Ale nie tym razem. Otóż ktoś się poświęcił, żeby rozgrzebać domowe odpady zrzucone na drogę i ze skarpy do potoku. Znalazła się tam koperta z imieniem, nazwiskiem i dokładnym adresem. Sprawca sam się zdemaskował. I wiedzą sąsiedzi, komu w ich pobliżu zdechła świnia, kto bije jagnięta, kto zmieniał eternit na blachę i kto właśnie sprzątał w zagrodzie. Niech się ci wszyscy nie zdziwią, jeśli do nich zapuka straż gminna z policją.

 (ASZ)

Zdjęcia: Anna Szopińska
 
 


Dziennik Polski, 27. czerwca 2003r.

Wywózka czterech lagun

Koniec smrodu w Nowym Targu?

276
Cztery potężne betonowe laguny na nowotarskiej oczyszczalni ścieków były już wypełnione "pod wierzch" cuchnącą mazią, systematycznie "nawadnianą" przez deszcze Fot. Anna Szopińska

Działająca od trzech lat spalarnia osadu biologicznego w nowotarskiej oczyszczalni ściekow została zamknięta do remontu i przeglądu. Nieczynna będzie co najmniej do końca lipca. Tymczasem rozpoczęła się likwidacja źródła fetoru, który - w zależności od warunków atmosferycznych - roznosił się po najbliższej okolicy, sięgał nawet centrum miasta lub ciągnął korytem Czarnego Dunajca. Ostateczna rozprawa z ogromną ilością nadmiernego osadu po procesie biologicznego oczyszczania potrwa do końca sierpnia i powinna definitywnie zamknąć "temat smrodu" nękającego nowotarżan od sześciu lat.

Miejskie władze zadecydowały, że z tym problemem, narastającym od 1997 r., trzeba się rozprawić szybko i skutecznie. Tym bardziej że akurat okoliczności dały możliwość "okazyjnego" załatwienia sprawy. Przetarg na wywózkę jest już właściwie rozstrzygnięty, osad szybko i sprawnie wyjeżdża na Śląsk. W czterech potężnych, betonowych lagunach stare, wapnowane osady zalegały od tych kilku lat w ilości ok. 8 tysięcy metrów sześciennych. Ponieważ baseny nie były zadaszone, nasiąkające wodami opadowymi osady fermentowały i rozsiewały fetor. Idea budowy instalacji do osuszania i spalania osadu była co prawda taka, że pozwoli ona na bieżąco utylizować "urobek" oczyszczalni i systematycznie umniejszać zalegający, a paliwem dla suszarni będą same osady. Odpowiednio kalorycznym paliwem okazały się jednak tylko świeże osady. Spalarnia też nie funkcjonowała "na okrągło", bo osad można było utylizować tylko latem. Zimą cuchnąca maź zamarzała "na beton" i nie sposób jej było wydobyć z basenów.

- Trzeba było rozstrzygnąć, co się bardziej opłaca - mówi Wojciech Kniotek, dyrektor Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. - Wywóz nie jest tani, ale teraz pojawiła się na rynku firma oferująca dość niskie ceny, przy tym działająca zgodnie z wszelkimi wymogami. Mają wszystkie dokumenty, nawet certyfikat ISO i dodatkowe opinie. Wywożą to - wbrew wszelkiej logice - do przeróbki na kompost i do rekultywacji hałd. Udział tego osadu, zanieczyszczonego związkami chromu, w nieskażonym kompoście jest jak 1 do 10, ale mają dla tego mieszania pozytywną opinię Instytutu Gleboznawstwa w Puławach. Jest to ta sama firma, która robiła dla Nowego Targu projekt rekultywacji wysypiska śmieci przy ul. Szaflarskiej. Ponieważ wiążą swoją przyszłość z tą branżą, nie windują cen. Odwadnianie osadu wykonują u nas i idzie im to dość sprawnie. Stare, wapnowane osady, z dużą zawartością substancji mineralnych, i tak nie mają odpowiedniej wartości energetycznej, więc nie nadają się do spalenia. Jest to jużrozłożony muł. Wywózka to najszybszy sposób pozbycia się osadów, bo nasza instalacja nie uporałaby się z nim wcześniej niż za pięć lat.

Przetarg na wywóz pierwszej z czterech lagun ogłoszony był już w ubiegłym roku. Wygrała go ta sama firma. Teraz betonowe baseny są już wypełnione "pod wierzch", tymczasem docelowo mają służyć jako składowisko popiołu. W tegorocznym przetargu rozpiętość cen w ofertach była duża, bo nawet 100-procentowa. Najtańsza firma za odwodnienie, wywóz i zagospodarowanie kubika starych osadów inkasuje 92 zł. Przy 7,5 tysiącach kubików, czyli całej zawartości czterech lagun, daje to kwotę ok. 660 tys. zł. - Koszt jest porównywalny ze spalaniem - wyliczył dyrektor Kniotek. - A dziennie firma jest w stanie odwodnić ok. 100 kubików osadu.

"Okazyjność" wywózki polega i na tym, że połowę sumy zrekompensują umorzenia ostatnich rat kredytów zaciągniętych przez miasto w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska. Jest to możliwe, kiedy zadania zostaną zrealizowane w terminie i z pożądanym efektem ekologicznym.

Wywózka osadu więc trwa. Do końca sierpnia baseny powinny się zostać opróżnione. I zniknie smród, który potrafił uprzykrzyć nawet pamiętne obchody 650-lecia nadania Nowemu Targowi praw miejskich.

 (ASZ)

Fot. Anna Szopińska


Dziennik Polski, 7. lipca 2003r.

Miasto bez winy

Rewizja wodnego kryzysu

- Odwołamy się od postanowienia zakopiańskiej prokuratury o umorzeniu dochodzenia w sprawie zatrucia Białego Dunajca - zapowiada wiceburmistrz Nowego Targu Eugeniusz Zajączkowski. W piątek miejska komisja rewizyjna zaakceptowała postępowanie władz miejskich w czasie "kryzysu wodnego" w marcu, wywołanego zatruciem wodociągów bakteriami Clostridium. Przeciw był tylko radny z SLD, który domagał się szczegółowego wyjaśnienia sprawy. Czy zatrucie wody przeradza się w polityczną rozgrywkę?

5 marca tego roku nowotarski Sanepid nakazał wyłączyć dostawy wody w miejskim wodociągu ze względu na stwierdzoną w wodzie obecność bakterii Clostridium. Przez trzy tygodnie, aż do czasu sprowadzenia specjalnej aparatury do chlorowania gazowego wody, mieszkańcy mogli tylko spłukiwać ubikacje wodą z kranu. Clostridium nadal występuje w wodzie rzecznej, ale jest eliminowane w trakcie cholorowania na stacji uzdatniania wody w Szaflarach.

Komisja rewizyjna, na fali tych wydarzeń, postanowiła zbadać procedury postępowań kryzysowych w mieście. Na piątkowym spotkaniu członkowie komisji słuchali m.in. wyjaśnień wiceburmistrza Zajączkowskiego.

Przypomnijmy krótko wydarzenia, które poprzedzały wodny kryzys: Już 11 lutego sanepid wydał Miejskiemu Zakładowi Wodociągów i Kanalizacji nakaz doprowadzenia jakości wody do norm, bowiem stwierdzono, że jeden ze wskaźników jakości - zawartość azotu amonowego, przekracza normę dopuszczalną w rozporządzeniu ministra zdrowia. MZWiK dostał ponad pół roku na wyeliminowanie tego problemu. Azot amonowy świadczy o dostawaniu się do rzeki ścieków bytowych. Przy niskim stanie wody w ziemie, oblodzeniu, braku natleniania, rzeka nie radzi sobie z samooczyszczaniem. 21 lutego właściciel zakopiańskiej oczyszczalni ścieków spółka Sewik poinformowała wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska (z powiadomieniem MZWiK w Nowym Targu), że z powodu awarii może dojść do spuszczenia do Białego Dunajca nie oczyszczonych ścieków. MZWiK poczuł zagrożenie (do niewielkiego potoku mogło pójść nawet kilkanaście tysięcy metrów sześciennych szamba). Skontrolowano studnie na osiedlach, zlecono naprawę 16 pomp. W telewizji kablowej i na klatkach schodowych pojawiły się komunikaty o możliwości wyłączenia wody 24 i 25 lutego. Razem z sanepidem zwiększono częstotliwość badania wody w sieci. 25 lutego po raz pierwszy sanepid wykrył na końcówce sieci na os. Kokoszków obecność bakterii Clostridium. Polska norma nie dopuszcza ich obecności w żadnym stężeniu. Sanepid jednak sieci nie zamknął, bo powiązano to z awarią w Zakopanem, skąd płynęły już uspokajające sygnały.

MZWiK wypłukał sieć. 26 lutego bakterii nie było, pojawiła się znów 27 lutego. Znów wypłukano sieć wodociągową. 3 marca obecność Clostridium potwierdziły badania MZWiK i sanepidu. 4 marca bakterie były nadal w sieci. 5 marca o godz. 12 dyrektor sanepidu w Urzędzie Miasta wręczyła dyrektorowi MZWiK decyzję nakazującą wstrzymanie dostaw wody do miasta. MZWiK tego nie wykonał "ze względów technologicznych". O 15 w mieście pojawiły się komunikaty podpisane przez burmistrza, że woda nie nadaje się do konsumpcji. Przez trzy następne tygodnie mieszkańcy borykali się z brakiem wody lub ryzykowali zdrowiem używając jej do mycia, prania czy nawet picia.

- Obwiniono nas za sytuację, choć nie zależała ona od nas - mówił komisji rewizyjnej burmistrz Zajączkowski. - Prokuratura prowadziła w tej sprawie dwa postępowania, jedno umorzyła, w sprawie drugiego, odmówiła wszczęcia dochodzenia.
Zbagatelizowali
Zdaniem wiceburmistrza: - Można mówić o odpowiedzialności wojewody i wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. Władze miejskie uważają, że obie instytucje na wiadomość o awarii w Zakopanem 23 lutego powinny skierować tam kontrolę, sprawdzać zakres awarii i ewentualnie natychmiast decydować o wyłączeniu wody w Nowym Targu. To był grzech zaniechania - atakował wojewodę wiceburmistrz. Zawiniło Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego, bo nie przekazywało wojewodzie informacji o sytuacji w trakcie zatrucia. Policyjny helikopter z kamerą termowizyjną do ujawniania nielegalnych rur ze ściekami puszczonymi do rzeki, powinien wylecieć na drugi dzień po awarii, a nie trzy tygodnie później. Tymczasem policja domagała się gwarancji, kto im zapłaci za przelot. Winne są także wyżej położone gminy nad Białym Dunajcem.

- Robią nam świństwo - mówił wiceburmistrz - Komfortowo mogą odprowadzać swoje ścieki do Nowego Targu i zajmować się tylko porządkowaniem gospodarki ściekowej, bo my ponosimy ciężar oczyszczania. Trzeba było ograniczyć rozmiar skażenia.

Pretensje miasto ma także do prokuratury w Zakopanem, która umorzyła dochodzenie ze względu na brak cech przestępstwa. - Sprawców nie ma, choć komenda wojewódzka po przelocie helikoptera zebrała wystarczające dowody, żeby ich ustalić - mówił Eugeniusz Zajączkowski. W innym miejscu wiceburmistrz dodawał, że udało się tylko uchwycić "chłopa, który puszcza rureczkę do potoku" i teraz cała wina może się skupić na nim.
Zbiorowa odpowiedzialność
Do jakich błędów przyznaje się nowotarska władza miejska? - Cały samorząd odpowiada za to, że od kilku lat nie utworzono alternatywnych źródeł zaopatrzenia w wodę, oprócz potoku Biały Dunajec - mówił wiceburmistrz. Tu jednak burmistrzowie czują się mniej odpowiedzialni, bo o wydatkach inwestycyjnych decyduje rada. Drugi błąd, tym razem burmistrza, polegał na tym, że podpisał się pod pierwszą informacją o wyłączeniu dostaw wody. Informacją kiepską, nie wyczerpującą, raczej usypiającą czujność mieszkańców i dezinformującą, jeśli chodzi o skalę i możliwości zagrożenia. Pod komunikatem, co ustalono od strony prawnej, powinna się podpisać dyrektor sanepidu. Komisja nie analizowała szerzej tzw. polityki informacyjnej w kryzysie, to znaczy innych informacji, wywiadów udzielanych choćby mediom w tym okresie.

Co na to miejska komisja rewizyjna?

Radny Maciej Jachymiak (PO): - Są pewne wątpliwości.

Radny Jan Gabor (SLD): - Skoro są wątpliwości powołajmy zespół, który dokładnie sprawdzi dokumenty. Chodzi przecież o bezpieczeństwo ludzi.

Maciej Jachymiak: - Jasiu, ty już wydałeś oświadczenie, że winny jest burmistrz!

Radny Józef Trzciński: - Stawiam wniosek, że procedury zostały zachowane. Przyjmijmy wyjaśnienia burmistrza.

Jan Gabor: - Miejcie choć odwagę i powiedzcie, że przyjmujecie je do akceptującej wiadomości.

Komisja uchwaliła to czterema głosami, przy sprzeciwie Jana Gabora.

KRZYSZTOF STRAUCHMANN

NOWY TARG - STOLICA PODHALA

CZĘŚĆ I
CZĘŚĆ II
CZĘŚĆ III


ogólnopolska wielodyscyplinarna konferencja stu specjalistów
WODA ZDROWA I BEZPIECZNA VII
2003r.


Instytut Wody i Królewskie Wolne Miasto Nowy Targ
zapraszają do udziału 
w ogólnopolskiej wielodyscyplinarnej konferencji stu specjalistów
WODA ZDROWA I BEZPIECZNA VII
Nowy Targ, 16  - 18. października 2003 r.

pod nazwą

CENA WODY 


Badania naukowe dowodzą bezspornie, że zanieczyszczona woda jest przyczyną nieprawidłowego rozwoju i zaburzeń czynności ciała, wywołuje ciężkie choroby, skraca życie ludzi, zwierząt i roślin. Dlatego jedną  z najważniejszych decyzji jest wybór strategii zaopatrzenia domu w wodę.

Zależnie od poziomu wiedzy i dostępnych zasobów można:
- używać wody wodociągowej lub studziennej bez doczyszczania
- zainstalować filtr wodny
lub na własną rękę, bądź w ramach zamówionej usługi
-zaopatrywać się w wodę w pojemnikach, głównie plastikowych
- - dużych, n. p. 19 litrowych, czyli pięciogalonowych lub
- - małych, jak butelki (w tym szklane) lub kanistry

W każdej sytuacji wybór musi być oparty o rozumne przesłanki, a więc dobrze uzasadniony i zgodny ze zdrowym rozsądkiem. Najbardziej racjonalne jest korzystanie ze zbiorowego zaopatrzenia w wodę spełniającą wymagania sanitarne przydatności do spożycia przez ludzi, stąd należy docenić wysiłek przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych  - sprzedawców wody wodociągowej - na rzecz poprawy jej jakości, zarówno organoleptycznej, jak i zdrowotnej. Ma to istotne znaczenie dla ochrony zdrowia nas wszystkich, gdyż dla ogromnej większości Polaków optymalną strategią zaopatrzenia w wodę jest używanie wody z kranu. 

Jednak odbiorcy wody - konsumenci - muszą wiedzieć, że woda to produkt najbardziej masowy i najmniej bezpieczny, a bez bardzo wysokich nakładów niemożliwe jest natychmiastowe zapewnienie przez ogromną większość przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych zdolności posiadanych urządzeń wodociągowych do realizacji dostaw wody  o należytej jakości w wymaganej ilości i pod odpowiednim ciśnieniem,  w sposób ciągły i niezawodny. Tak, jak tego żąda obowiązujące prawo.

Zanim każdy konsument uzyska do swojego kranu dostawę wody przydatnej do spożycia przez ludzi, musi być chroniony przed oszukańczą reklamą i nieuczciwym lobbingiem żerującym na słusznej trosce  o zdrowie, przed zakupem sfałszowanej wody w pojemnikach i nieskutecznych filtrów wodnych. Tegoroczna konferencja jest próbą odpowiedzi na pytanie: jaka jest realna cena wody zdrowej i bezpiecznej?

   mgr inż. Marek Fryźlewicz                    dr Zbigniew Hałat
 burmistrz Miasta Nowy Targ             założyciel Instytutu Wody
 

ogólnopolska wielodyscyplinarna konferencja stu specjalistów
WODA ZDROWA I BEZPIECZNA VII


 


 

ZATRUTA WODA Z KOPALNI URANU

ZATRUTA WODA Z FABRYKI FARB

ZATRUTA WODA Z KOPALNI MIEDZI

ZATRUTA WODA Z PÓL I SZAMB

WODA ZATRUTA W SIECI WODOCIĄGOWEJ

TRÓJCHLOROETYLEN (TRI) W WODZIE
SPRZEDAWANEJ MIESZKAŃCOM TARNOWSKICH GÓR
JAKO PRZYKŁAD BEZCZYNNOŚCI WŁADZ
W ZAKRESIE ZWALCZANIA ZAGROŻEŃ ZDROWIA LUDZI
NA ŚLĄSKU

ZATRUTA WODA W HOTELOWYM BASENIE



 

zakres ekspertyzy

woda przeznaczona do spożycia przez ludzi, w tym do gotowania, przygotowywania pożywienia lub do innych celów w gospodarstwach domowych, woda używana do produkcji żywności, środków farmaceutycznych i kosmetycznych, na potrzeby basenów kąpielowych i pływalni,  woda w kąpieliskach, woda w pojemnikach (w tym butelkowana i w pojemnikach 5-galonowych), naturalna woda mineralna, naturalna woda źródlana, woda stołowa - jakość zdrowotna, wymagania sanitarne, parametry organoleptyczne, biologiczne, fizyczne (w tym radiologiczne) i chemiczne; ocena ryzyka zdrowotnego, zarządzanie ryzykiem zdrowotnym,  uzdatnianie wód podziemnych i powierzchniowych dla potrzeb komunalnych i przemysłowych, doczyszczanie w gospodarstwach domowych (filtry domowe), warunki sanitarne rozlewni, bezpieczeństwo zdrowotne materiałów do kontaktu  z żywnością, komunikowanie ryzyka zdrowotnego, popularyzacja aktualnego stanu wiedzy medycznej na tle obowiązującego prawa i jego realizacji w praktyce, promowanie wody zdrowej i bezpiecznej. 

INSTYTUT WODY


 


badania naukowe dowodzą bezspornie, że zanieczyszczona woda
jest przyczyną nieprawidłowego rozwoju i zaburzeń czynności ciała,
wywołuje ciężkie choroby, skraca życie ludzi, zwierząt i roślin
WODA Z KRANU
 



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA