POLITYKA A ZDROWIE


Magazyn "Obywatel", kwiecień 2003r.

Nie pozwólmy odbierać sobie zdrowia – z dr. Zbigniewem Hałatem
rozmawia Barbara Bubula

Zdrowie narodu najwyższym prawem – proponuje Pan nowe tłumaczenie maksymy Cycerona “dobro ludu najwyższym prawem”. Takie przyjął Pan motto swego działania.

Z.H.: Gdy miałem 16 lat, okazało się, że z powodu wady wzroku nie będę mógł pójść do szkoły morskiej. Zainteresowałem się wtedy chorobami tropikalnymi, zresztą ku radości rodziców - lekarzy, którym zależało, abym studiował medycynę. Z podręcznika Huntera “Medycyna tropikalna” dowiedziałem się, że chorobom od zarania dziejów zbierającym - zwłaszcza wśród ubogich - śmiertelne żniwo, można obecnie przeciwdziałać za pomocą dość prostych czynności. Dlatego też odniesienie do ludu i jego praw stało mi się bliskie. Trzeba dodać, że powinności osób obdarzonych autorytetem zawodowym w stosunku do ludu są obecnie większe niż w czasie pozytywizmu, bo rąk do pracy mało. Ludzie z wyższym wykształceniem to naprawdę nikły odsetek naszej populacji. Zwłaszcza ci, którzy chcą wykonać jakąś swoją misję życiową a nie tylko zarobić na chleb. Muszę przyznać, że ostatnie parę lat mnie zupełnie politycznie wytrąciło z równowagi. Zarówno rząd tzw. “solidarnościowy” pana Buzka, jak i obecny rząd pana Millera, który określa się jako lewicowy, odcięły się od ludu w zupełności. Więc jeszcze bardziej widać potrzebę odwoływania się do interesów życiowych nas wszystkich, czyli rzeczonego “ludu”: prawa do życia, zdrowia, bezpieczeństwa w każdym wymiarze. Wokół tych spraw ukształtowały się narody - wspólnoty kulturowo-terytorialne, rodziny rodzin. Zdrowie narodu to harmonijny jego rozwój, mierzony konkurencyjnym w stosunku do innych porównywalnych narodów przyrostem naturalnym i coraz dłuższym trwaniem życia w zdrowiu. Kto temu przeczy, nie jest lojalny w stosunku do swojego narodu. Wypowiedzi, działania, a zwłaszcza brak działań wielu naszych polityków i urzędników można uznać za skierowane przeciwko naszemu narodowi. Naród np. amerykański, czy duński na to by sobie nie pozwolił.

Patronem swojego działania na rzecz zdrowia Polaków uczynił pan Kościuszkę. 

Z.H.: Kościuszko działał w sytuacji katastrofy państwa. Wprawdzie obce wojska nas obecnie nie najeżdżają, ale odebrana nam jest własność i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o sprawy zdrowia i medycyny, to jest sytuacja wojenna. To są lata stracone życia w zdrowiu. Od pewnego czasu obowiązuje ocena jakości życia ludzi poprzez obliczanie oczekiwanej liczby lat, w których człowiek żyje w pełni zdrowia. A odnosi się to do pewnego docelowego modelu, który według Światowej Organizacji Zdrowia w roku 2000 opiewał na 74,5 lat. Polakom do tego modelu brakuje 8,3 lat życia w zdrowiu. Nawet z prasy wszystkim wiadomo, że Polacy wymierają, gdyż według ocen ONZ populacja Polski z 38,6 mln w 2000r. spadnie do 38 mln już w 2015r. 

A jak wyglądamy w konkurencji międzynarodowej? W ramach prowadzonej przez ONZ oceny rozwoju cywilizacyjnego (Human Development Index) oczekiwana długość życia stawia Polskę na 49. pozycji spośród 162 krajów świata sklasyfikowanych w 2002 r. W klasyfikacji z roku 2001 nasz kraj zajmował pozycję 46. W zakresie długości życia ostatnie trzy dekady XX w. przyniosły Polsce upadek cywilizacyjny, gdyż z pozycji 27. w latach 1970-1975 spadła na miejsce 49. w latach 1995 - 2000. Pomimo niezłej pozycji wyjściowej Polska nie nadążała za dynamicznym przyrostem tego podstawowego wskaźnika rozwoju człowieka, obserwowanym w krajach znacznie uboższych.

I w tym kontekście stwierdzenia niektórych autorytetów, że Polacy żyją dłużej i zdrowiej, są bezpodstawne. Wydzierają one oręż ludziom, którzy starają się o większe środki na zapobieganie chorobom i przedwczesnym zgonom, ochronę środowiska, bardziej sprawiedliwe wykorzystanie środków na profilaktykę i leczenie. Za tymi stwierdzeniami często stoi przypisywanie największego znaczenia stylowi życia jakoby zależnemu wyłącznie od podatności na propagandę czy reklamę “prozdrowotną” a nie będącemu skutkiem biedy, bezrobocia, braku perspektyw. Odbiera się państwu jego prerogatywy, a zwłaszcza obowiązek zabiegania o wysoką jakość zdrowotną środowiska, produktów i usług. Dopiero gdy uporamy się z tym, co należy do obowiązków państwa, gdy państwo zminimalizuje zagrożenia i zapewni nam stabilizację socjalną, a także bezpieczeństwo siłami swoich służb egzekwujących dobre prawo, dopiero wtedy będzie można przypisywać ludziom “winę” za skutki palenia tytoniu, picia alkoholu i jedzenia tłuszczu zwierzęcego, najtańszego źródła kalorii. Co innego bezruch. Chodzić dla zdrowia powinien każdy, kto może, byle nie w ulicznym huku i chmurze spalin.

Co w takim razie to państwo powinno robić, a czego nie robi? 

Z.H.: W obowiązkach tych, którzy rządzą z naszego wyboru i za nasze pieniądze, sprawy zdrowia i środowiska powinny być wyciągnięte z dna szuflady i potraktowane priorytetowo. Jednak najważniejsze jest przestrzeganie prawa. Znaczną część życia spędziłem popularyzując prawo, ale ostatnio ręce mi już opadły. Aby prawo działało, musi być zachowane minimum praworządności opartej o sprawną prokuraturę, niezawisły sąd i nieuchronność kary. Musi być przykład dany innym, że pewnych rzeczy nie wolno robić. W zeszłym roku złożyliśmy doniesienie do prokuratury na ministra zdrowia i ministra rolnictwa za dopuszczenie do obrotu importowanego z Niemiec ziarna z kancero- i teratogennym nitrofenem. Z odpowiedzi prokuratury rejonowej wynikało, że ministrowie nie są winni, a oskarżenie ich o to, że wprowadzili do obrotu ten produkt jest niesłuszne. Sprawa się ciągnie bez rezultatu, sąd okręgowy nie reaguje na zażalenie. I gdzie tu mamy państwo praworządne? I to w sytuacji, gdy władze innych krajów – i to wcale nie unijnych: Czech, Litwy, Słowacji – zakazały wówczas importu zboża niemieckiego.

Zdrowie Polaków nie poprawi się poprzez podwyższenie składki zdrowotnej?

Z.H.: Gdy przychodzi oferent jakiegoś produktu medycznego dla całego kraju, czy nawet właściciel firmy malującej ściany w szpitalu i potem odpala decydentowi odpowiednią działkę z publicznych pieniędzy, to nie można w nieskończoność dolewać do tego garnka, z którego i tak wszystko wyparowuje. Trzeba określić wreszcie dokładny koszyk gwarantowanych przez państwo świadczeń leczniczych - tanich i względnie niezawodnych - a przez to osiągalnych dla wszystkich a nie tylko dla elit politycznych lub finansowych. Obecny system kosztuje nas lata życia, stracone lata życia... 

Ciągle zdaje się brakuje wystarczającego nacisku opinii publicznej.

Z.H.: Brakuje chęci do egzekwowania swoich praw a obowiązków od tych, którzy za nasze pieniądze sprawują konkretne czynności państwowe. Przykładowo weźmy wodę z kranu. Nikt z nas bez badań laboratoryjnych nie może stwierdzić, czy ta ciecz zawiera np. substancje rakotwórcze. Dopiero gdy poprzez podatki złożymy się na działające na rzecz naszego zdrowia laboratorium inspekcji sanitarnej, badanie będzie wykonane i podane do wiadomości publicznej. Dopiero dzięki temu wyegzekwuje się od sprzedawcy wody odpowiednią jej jakość. Tak powinno teoretycznie być. A jak jest? Podczas publicznej dyskusji nad fatalną jakością wody w dużych aglomeracjach miejskich nawet przedstawiciele NIK rozgrzeszali niesprawny system ochrony naszego zdrowia przed skażeniem wody do picia. 

Na szczęście ludzie na wysokim poziomie świadomości społecznej potrafią walczyć przy użyciu dostępnych środków prawnych o swoje i swoich dzieci prawo do zdrowego życia. Tak jak pani Alicja Gajewska spod Bolesławca, która walczy z Kombinatem Górniczo-Hutniczym Miedzi. To są początki. Aparat sprawiedliwości nie może się otrząsnąć z podległości władzom lub wielkim pieniądzom, tradycyjnie już nie uwzględnia się strat osób poszkodowanych. Dla aparatu sprawiedliwości lepiej zamieść śmieci pod dywan niż posprzątać. Sprawy z trudem przedostają się do opinii publicznej. KGHM to przecież potentat, oddziałuje na media – jeżeli ten koncern jest fundatorem obchodów iluś-tam-lecia telewizji regionalnej, to nie ma mowy, by ktoś z ośrodka we Wrocławiu zrobił uczciwy program o tym, jak cierpią ludzie doprowadzeni do rozstroju zdrowia w wyniku działalności koncernu. 

Wydaje się, że Polacy ciągle za mało zwracają uwagi na postulaty ochrony środowiska w kontekście swego stanu zdrowia.

Z.H.: Dlatego taką wagę przywiązuję do publikowania na naszych stronach internetowych domeny www.halat.pl wszelkich informacji o zagrożeniach i o walce z nimi w różnych rejonach Polski. Wychodzę z założenia, że każdy dziennikarz w Polsce ma jednak pragnienie rzetelnego opisania rzeczywistości. I dzięki temu przeglądowi trafi na właściwe sprawy, gdzieś dalej tę informację poniesie i czasem wynika z tego afera budząca świadomość i sumienia. Na przykład z trucicielami koło Skarżyska-Kamiennej – ujawnionymi dzięki działalności m. in. pani Anny Leżańskiej z Bliżyna. Okazało się, że tamtejsza fabryka farb i lakierów przechowywała latami chemikalia w beczkach, które zaczęły się rozszczelniać, a wypływający z nich do rowów toluen, ksylen i benzynę ekstrakcyjną podpalano dla zatarcia śladów, co powodowało, że po całej okolicy snuły się toksyczne dymy. Pojawiły się objawy ostrych zatruć, substancje toksyczne dostały się do wody. Gdyby nie dziennikarze lokalnej prasy, nikt by się tym nie zainteresował. Im większa czujność mediów, tym możemy czuć się bezpieczniej. 

Pisze pan w jednym z artykułów o prawdziwej epidemii raka w Polsce. Są jakieś kłopoty z danymi statystycznymi na ten temat.

Z.H.: Nie zabiega się skutecznie o kompletność rejestrów. Każde rozpoznanie nowotworu złośliwego pociąga za sobą potrzebę udokumentowania. A jak wygląda dziś nasze lecznictwo? Jeszcze gorzej z kartami zgonów. Jako przyczynę wyjściową znacznie wygodniej wpisać mniej kłopotliwą niż nowotwór złośliwy chorobę, która rozpoczęła bieg zdarzeń chorobowych prowadzących bezpośrednio do zgonu. Do strajku lekarzy, którzy w roku 1997 odmówili wypełniania kart zgonów, odnotowywano nieustanny przyrost zachorowań na nowotwory złośliwe i nie ma powodu, by przypuszczać, że ta tendencja zmieniła się. Ekstrapolacja danych na lata bez sprawozdawczości oraz weryfikacja informacji z wielu lat lekceważenia wartości statystyk medycznych nie została dokonana. Mamy też wyrywkowe, ale bardzo konkretne wypowiedzi onkologów, które każą bić na alarm. Oto co godzina 12 z nas dowiaduje się, że ma raka, a 9 z tego powodu umiera, przy czym 1/3 przypadków dotyczy osób poniżej 60. roku życia. To są informacje bardzo niepokojące. Tak samo jak spadek przyrostu naturalnego poniżej zdolności reprodukcyjnej naszego narodu. Na przeciwnym biegunie są Stany Zjednoczone, gdzie zarówno odnotowuje się dodatni przyrost naturalny, jak i wyraźnie spadła liczba zachorowań na nowotwory złośliwe. Czyli można uzyskać efekt nawet w tak różnorodnym i tak niezdyscyplinowanym społeczeństwie jak amerykańskie. 

Czym się różni podejście amerykańskie od europejskiego? Tam się nazywa złoczyńcę po imieniu. Jeśli zajrzy się do internetu, to zobaczymy, jak w ramach alarmów konsumenckich są “detalicznie” opisywane w USA wszelkie przypadki wprowadzenia do obrotu niebezpiecznych produktów. To jest odkrywanie rzeczywistości, która w Polsce jest zakamuflowana. U nas 30 do 50% żywności, wg danych inspekcji sanitarnej i handlowej, jest niezgodnych z normami, a te statystyki są ujawniane po dwóch latach od zamknięcia okresu sprawozdawczego! Z takich danych nic nie wynika. Usiłowaliśmy ubiegłego lata wymusić na głównym inspektorze inspekcji handlowej kontrolę soków, które wg wieloletniej obserwacji tej inspekcji należą do najczęściej fałszowanych produktów. 50% środków jakie wydajemy na “soki”, to pieniądze nam ukradzione. Kiedy doszły do nas informacje, że jedna z czołowych firm rozlewa napój bezalkoholowy a pisze sok na opakowaniu, to doszliśmy do wniosku, że to nie tylko okrada kieszeń, ale ma wpływ na zdrowie ludzi, bo przecież zamiast owocu ktoś pije substancje chemiczne. Okazało się, że tam są jakieś uwarunkowania polityczne, inspekcja handlowa mimo ponagleń i materiałów telewizyjnych odpisała nam, że przedstawi wyniki kontroli... w październiku. Mamy styczeń, a wyników nie otrzymaliśmy.

W takim razie czy pozostała nam samoobrona?

Z.H.: Tak. Samoobrona, domaganie się należnych informacji, stawianie na liderów lokalnych, zajęcie się tym, jaka jest woda, jakie jest powietrze, jaka jest żywność. Dziś w Sejmie poseł Bronisław Dankowski pytał ministra rolnictwa, cytuję: “Czy stosowanie składników uszlachetniających do wyrobów mięsnych (przykład: 1 kg szynki, dodatki uszlachetniające: 1 kg) nie ma wpływu na skup żywca wieprzowego? Czy rząd przewiduje zaostrzenie norm stosowania różnych środków dodawanych do wyrobów mięsnych, na przykład szynek? Panie ministrze, czy nie wolałby pan wędlin, szynek, wyrobów z małych gospodarstw masarskich?”

Wprawdzie nie wiem, dlaczego w tzw. dodatkach funkcjonalnych poseł Dankowski upatruje możliwość “uszlachetnienia” wyrobów mięsnych, ale wielokrotnie mówiłem, że należy pokazywać, jakie straty ponosi pewna część Polaków na machinacjach w produkcji żywności. Duże znaczenie mają wybory konsumenckie. Ludzie muszą otrząsnąć się z zafascynowania blichtrem hipermarketów. Trzeba pamiętać, że one żyją z zaspokajania naszych upodobań. Informacja ze świata jest taka: sieć McDonald’s w Wielkiej Brytanii zaczyna sprzedawać mleko z hodowli organicznych. Klienci to wymusili. Jeżeli wymusimy nasze prawa na tych, którzy nam dostarczają wodę i żywność, to wiele zyskamy!

Czy jest to możliwe “prywatnymi” metodami?

Z.H.: Są liczne przykłady lokalnych działaczy: pani Gajewska spod Bolesławca, pani Leżańska spod Skarżyska-Kamiennej, panowie Prokop i Sobolewski z okolic Jeleniej Góry, którzy nie chcą, aby do ich mieszkań była dostarczana woda z radonem. Albo ci, którzy walczą w Międzyrzecu Podlaskim z hałdą rtęci. 

Dawniej jedzenie było ostatnią rzeczą, na której Polacy oszczędzali. A teraz został im zaszczepiony owczy pęd do tego, żeby kupować żywność jak najtaniej i bez względu na jakość, a później płacić za lekarstwa.

Z.H.: Aby trzymać się jednego przykładu, powiem, że nawet droga szynka ma nieraz niewiele wspólnego ze znaną nam nazwą. Musimy wiedzieć, że kiedy kupujemy szynkę za 23 czy 25 zł, to kupujemy w tym 30 deko mięsa a resztę – wody. Jest pewien pan profesor, który stoi na czele jakiejś firmy importowej. Mojemu koledze, który opisał zawartość tego rodzaju “szynek”, odgrażał się żądaniem odszkodowania za to, że została zniszczona marka. Bo kolega ujawnił, że w tej szynce jest wiążący wodę izolat białka sojowego i to z soi modyfikowanej genetycznie. Ten profesor na tym zarabia. Przykrywa listkiem figowym tytułu naukowego własne interesy finansowe. Wolno mu. Ale konsumentom wolno wiedzieć, co kupują. Na szczęście coraz więcej ludzi wie. Tak samo coraz więcej ludzi wie, że woda w kranie często nie nadaje się do picia, mimo że jest coraz droższa. Z taką sytuacją mamy do czynienia choćby w Gdańsku czy w Warszawie. To wręcz kryminalne przypadki. Z doniesień prasowych wynika, że z powodu zastosowania niewłaściwej technologii brudy są wymywane z rur i ludzie w Gdańsku mają ciecz niezdatną do picia. A czemu nikt nie ostrzega mieszkańców Warszawy i innych miast przed skażeniem wody po awarii sieci, nawet kiedy z kranu wysypuje się szlam i piasek?

Polski problem ze zdrowiem, wynikający z zaniedbań cywilizacyjnych i skażenia środowiska z czasów PRL nakłada się obecnie na problem międzynarodowy: globalizację handlu artykułami spożywczymi, naciski firm chemicznych i farmaceutycznych, manipulowanie informacją o szkodliwości produktów.

Z.H.: Są nawet takie przypuszczenia, że po to produkuje się żywność alergenną, aby sprzedać więcej leków na alergię! Bo to niestety robią te same firmy. BAYER chce podobno wkrótce sprzedać swoją część produkcji farmaceutycznej i zająć się tylko agrochemią. Kupił AVENTIS CROP SCIENCES, czyli całą tą produkcję genetycznie modyfikowaną, transgeny stopniowo wychodzą z Ameryki do Europy. To źle rokuje. Wady globalizacji to temat rzeka, w Polsce objęty ścisłą cenzurą wymuszoną przez polityków i reklamodawców.

Co z odpowiedzialnością osób winnych za zaniedbania w ochronie zdrowia Polaków ostatnich 13 lat? 

Z.H.: To kosztowało naród dużo, tyle co jakieś działania wojenne. Główny Inspektor Sanitarny w rządzie pana Buzka, powiedział na konferencji już po zakończeniu swojej pracy, że rząd uniemożliwiał mu właściwe działanie inspekcji. Ta wypowiedź przyda się tym, którzy będą domagać się odszkodowań za straty, jakie ponieśli. Rząd brytyjski wypłaca odszkodowania w przeliczeniu na złote po 700 tys. członkom rodzin chorych lub zmarłych z powodu wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba wiązanego z chorobą “szalonych krów”. W Polsce nie wiemy czy i jaka będzie wysokość odszkodowania, ale pewnie będzie wypłacone z naszych podatków. Tak jak dotychczas wypłacane są odszkodowania za zakażenia szpitalne. Skoro tak, to musi się odnieść do odpowiedzialności osobistej ludzi, którzy byli i są winni zaniedbań w zabezpieczeniu kraju przed szerzeniem chorób prionowych. U nas nie tylko nie ma odpowiedzialności finansowej, ale nie ma też odpowiedzialności karnej, co jest na porządku dziennym w Unii Europejskiej. Ale nie ma też odpowiedzialności politycznej! I to jest potworne zupełnie. Żeby brnąć, brnąć, brnąć i nie ponosić żadnych konsekwencji! Jeśli mówimy o cierpieniach fizycznych i moralnych – wiele przypadków raka powodujących potworne cierpienia chorych, ich rodziny i przyjaciół – da się przełożyć na kategorie prawne, w ramach sprawiedliwego zadośćuczynienia ze strony winnych. Trzeba tych ludzi rozliczyć. Rozejrzyjmy się wokół i poszukajmy winnych choćby narażenia nas na włókna rakotwórczego azbestu.

Dziękuję za rozmowę.

Warszawa, dn. 9 stycznia 2003
 

 


 
IV FESTIWAL OBYWATELA
Łódź, 15 - 18 czerwca 2006 r.

Miejsce: Wykłady i pokazy filmowe
– Uniwersytet Łódzki Wydział Zarządzania,
ul. Matejki nr 22/26, aula “A0”
Organizatorzy: 
Magazyn Obywatel, Instytut Spraw Obywatelskich

Program:
CZWARTEK (15 CZERWCA)
(...)
PIĄTEK (16 CZERWCA)
(...)
SOBOTA (17 CZERWIEC)
(...)
NIEDZIELA (18 CZERWCA)
(...)
12:00-13:30
– „Jak nas trują i jak się bronić
– obywatelskie działania w obronie zdrowia,
środowiska naturalnego i jakości życia”
– dr Zbigniew Hałat + dyskusja 

IV FESTIWAL OBYWATELA

DWUMIESIĘCZNIK MAGAZYN OBYWATEL


 

Prezydent Lech Kaczyński
fragmenty orędzia
23. grudnia 2005

(...)Staję dziś przed Zgromadzeniem Narodowym świadom wielkiej odpowiedzialności, jaką nakłada na mnie przysięga, którą przed chwilą złożyłem. Wiem, że decyzja podjęta przez naród w wyborach prezydenckich, a także w wyborach parlamentarnych wyrasta z oczekiwania wielkiej, pozytywnej zmiany w życiu publicznym i społecznym.
Zadaniem, przed którym staję ja, ale także ci wszyscy, którzy dzisiaj dzierżą w Polsce władzę, jest sprostać temu oczekiwaniu, nie zawieść nadziei, podjąć budowę nowego kształtu naszego życia. Jestem przekonany, że sens tej nadziei, która tak głęboko zapadła w umysły Polaków, można określić słowami sprawiedliwość, solidarność, uczciwość. Znaczenie tych słów, jeżeli odnieść się do życia społecznego, do międzyludzkich stosunków wiąże się ze sobą. Nie może być sprawiedliwości bez solidarności. Nie ma takiego mechanizmu, który pozwoliłby realizować zasadę solidarności bez uczciwości, w szczególności uczciwości tych, którzy podejmują decyzje dotyczące innych. Dotyczy to także rządzących w państwie, jak i w innych instytucjach, głównie ekonomicznych.
(...)
Gdy chodzi o państwo, uczciwość łączy się ściśle z gotowością do traktowania sprawowania urzędów jako służby publicznej, którą odnieść trzeba do dobra wspólnego, do nieustannych zabiegów o jego realizację. Gdy mówimy o państwie jako całości, tym dobrem wspólnym jest dobro Polski, dobro narodu. Tam, gdzie chodzi o sferę pozapaństwową, uczciwość jest związana z gotowością do zachowań solidarnych, z samą solidarnością, która jest podstawowym spoiwem życia społecznego. Gdy spojrzeć na wydarzenia ostatnich 16 lat to niczym nie uchybiając twórcom naszych sukcesów, a tych sukcesów było niemało, trzeba jasno powiedzieć: zbyt mało było solidarności, zbyt mało było sprawiedliwości, a często brakowało też i uczciwości.
W wielu przypadkach zabrakło gotowości do traktowania władzy jako służby publicznej oraz woli i energii do zabiegania o dobro wspólne. I właśnie w tej sferze musi nastąpić zmiana głęboka, dostrzegalna dla społeczeństwa. Jest bowiem rzeczą oczywistą, iż nie ma możliwości budowania dobrego porządku publicznego bez ludzi, którzy kierują się w swoich działaniach wartościami zasadniczymi, zabiegają o dobro wspólne, gdyż jest ono dla nich wartością samą w sobie.
Tylko w oparciu o takie motywacje, w oparciu o dążenie do zapewnienia Polsce pomyślności w jej rozwoju, powiem więcej - jej wielkości, można dążyć do naprawy Rzeczypospolitej. Ta naprawa, Wysokie Zgromadzenie, to zadanie konkretne, to usunięcie z naszego życia zjawisk patologicznych, a przede wszystkim wielkiej dziś przestępczości, szczególnie zaś przestępczości korupcyjnej - całego, wielkiego pędu do uzyskania nieuprawnionych korzyści, który to pęd zatruwa społeczeństwo, deformuje jego konstrukcję, tworzy zbyt wielkie i niczym nieuzasadnione społeczne dystanse, degeneruje instytucje rynkowe, a przede wszystkim degeneruje aparat państwowy i uniemożliwia prawidłowe wypełnienie przez państwo jego elementarnych zadań. Te zadania to zapewnienie bezpieczeństwa narodowego, bezpieczeństwa osobistego obywateli, elementarnego bezpieczeństwa socjalnego, bezpieczeństwa zdrowotnego, podstawowych przesłanek dla rozwoju rodziny i wreszcie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i podstawowych warunków dla rozwoju gospodarki.
(...)


Premier Kazimierz Marcinkiewicz
fragmenty expose
10. listopada 2005

(...)Najistotniejszym elementem programu rządu jest naprawa państwa. Polskie państwo jest zepsute w dwojakim sensie. Zepsute na podobieństwo mechanizmu, który nie wypełnia należycie funkcji, dla których został stworzony. I zepsute moralnie. W takich warunkach sprawowanie władzy nie może być skuteczne. Polacy nie mogą darzyć instytucji takiego państwa szacunkiem i zaufaniem. Nie mogą tym bardziej, ponieważ państwo zepsute i słabe ma zły wpływ na gospodarkę i na społeczeństwo. Korupcja, oprócz publicznego zgorszenia, psuje mechanizmy rynku. Niska sprawność organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości obniża bezpieczeństwo obrotu gospodarczego. U przestępców wywołuje poczucie bezkarności, u obywateli poczucie bezbronności i bezradności. Nie takie państwo wymarzyliśmy sobie, gdy odzyskiwaliśmy suwerenność w 1989 roku. Nie w ten sposób postrzegaliśmy odpowiedzialność za jego siłę i autorytet. Inaczej rozumieliśmy dobro wspólne. Dziś musimy powrócić do marzeń pokoleń, którym nie dane było żyć w niepodległej Ojczyźnie. Miejmy odwagę z nimi się zmierzyć!
Z poczucia niespełnienia powstały zręby programu budowy IV Rzeczypospolitej. Nie ma być ona zaprzeczeniem trzeciej, tylko urzeczywistnieniem jej niespełnionych nadziei. Nadziei, jakie spełniać powinno państwo suwerenne, demokratyczne i solidarne.
Za hasłem IV Rzeczypospolitej nie stoi myślenie magiczne, tylko poszukiwanie czytelnej symboliki dla wyzwalania niepodległego państwa od brzemienia postkomunizmu. Plan budowy IV RP opiera się na przekonaniu, że niepodległe i bezpieczne państwo polskie jest bezcennym dobrem, wartym każdego wysiłku i każdej ofiary!
(...)
Zamierzamy utrzymać obecnie obowiązujący system, przy czym zakładamy, że sfera zdrowia publicznego będzie finansowana z budżetu państwa, a sfera zdrowia indywidualnego - ze składki ubezpieczeniowej. Ponadto konieczne jest poszerzenie finansowania z budżetu państwa sfery zdrowia publicznego, w szczególności w zakresie ratownictwa medycznego i świadczeń wysokospecjalistycznych.
(...)
Należy stworzyć warunki organizacyjne dla krzewienia idei zdrowego i aktywnego społeczeństwa. Duże znaczenia będzie miało opracowanie programów promujących zdrowy i aktywny tryb życia we współpracy ze środkami masowego przekazu.
(...)
Mój rząd będzie także prowadził szeroko zakrojoną politykę na rzecz ochrony środowiska. Istotnymi elementami naszego programu są: zapewnienie bezpieczeństwa ekologicznego państwa oraz wykorzystanie zasobów przyrodniczych do rozwoju terenów niezurbanizowanych w celu poprawy stanu środowiska mierzonego jakością wody, powietrza i bioróżnorodnością. Zrestrukturyzujemy i usprawnimy administrację publiczną w ochronie środowiska, znowelizujemy system prawnej ochrony środowiska i ochrony przyrody.
(...)
Wprowadzimy system kontroli bezpieczeństwa i jakości żywności na wszystkich etapach produkcji. Uregulowania wymaga sprawa określenia Polski jako strefy wolnej od żywności genetycznie modyfikowanej. Wprowadzimy także ograniczenia w wielkoprzemysłowym tuczu trzody chlewnej, drobiu.
(...)
Zrównoważonemu rozwojowi obszarów wiejskich służyć będzie wspomaganie rozwoju gospodarczego obszarów wiejskich poprzez stworzenie efektywnej infrastruktury technicznej i społecznej, wzrost zatrudnienia na wsi poprzez wspieranie powstawania pozarolniczych miejsc pracy i rozwoju przemysłu rolno - spożywczego.


Premier Jarosław Kaczyński
fragmenty expose
19.  lipca 2006

(...)
Czwartym warunkiem, który musi być wypełniony jest bezpieczeństwo zdrowotne. Pan minister Religa 7 czerwca tego roku, z tej trybuny przedstawił projekt, który będziemy realizowali. Z tym projektem związane są różnego rodzaju społeczne napięcia. Zdajemy sobie z tego sprawę. Podejmiemy trud, przyjdzie go podjąć jak sądzę na jesieni, by te społeczne napięcia zostały rozładowane. By ten naprawdę nowatorski i bardzo daleko posunięty, jeżeli chodzi o zaangażowanie finansowe, projekt został zrealizowany. Może on dać polskiemu społeczeństwu bardzo, bardzo wiele. Chciałbym żeby tak było i uczynię wszystko żeby tak było. Liczę tutaj bardzo na pracę przede wszystkim zespołu pana ministra Religi.
(...)
Mamy w polskim państwie dwa rodzaje patologii. Patologia pierwsza związana jest z biurokracją, z mitręgą biurokratyczną, z ogromną ilością regulacji, które niezmiernie utrudniają podejmowanie działań w sferze gospodarczej i, o czym mniej się mówi, także w sferze społecznej. Dzisiaj trudne i wymagające licznych zabiegów jest wybudowanie nawet psiej budy. I to oczywiście musi być zmienione. I odpowiednie ustawy są już przygotowywane. I to, Wysoka Izbo, będzie zmienione.
Ale jest także patologia innego rodzaju, jeszcze groźniejsza. To jest patologia przestępcza. To jest patologia, w centrum której jest korupcja, jako to zjawisko, które niszczy nasze życie społeczne. To jest patologia w związku z wykorzystywaniem dla celów prywatnych środków publicznych. To jest budowanie układów mafijnych wokół aparatu państwowego. To jest przenikanie mafii do tego aparatu. To jest ta cała niezwykle rozległa choroba, z którą chcieliśmy walczyć, deklarowaliśmy walkę i walczyć będziemy.
(...)
Przyjdzie taki czas, w którym nasza, oparta głównie o węgiel brunatny, energetyka będzie już bardzo trudna do przyjęcia w Unii Europejskiej ze względu na ochronę środowiska. Czy nie powinniśmy już dzisiaj myśleć o energetyce atomowej. W Unii Europejskiej jest odpowiednia technologia, dysponują nią przede wszystkim Francuzi. Opada powoli histeria wokół tej energetyki i są wszelkie szanse, żebyśmy w tej sprawie nie byli ciągle z tyłu, byśmy nie byli tylko zawsze imitatorami. Możemy gdzieś być, jeśli nie w samej czołówce, to w każdym razie w pierwszej grupie. Powinniśmy tego rodzaju wysiłki podjąć.
(...)
Wieś potrzebuje rzeczy wydawałoby się oczywistej, ale tak naprawdę ciągle niezałatwionej, potrzebuje energii. Była elektryfikacja, starsi z nas znakomicie to pamiętają. Ale ta elektryfikacja nie doprowadziła do tego, żeby na wsi można było budować fabryki, które potrzebują dużej ilości energii.
 


 



 
 

POLITYKA ZDROWOTNA MINISTRA ZDROWIA

ZAGROŻENIA ZDROWIA NOWORODKÓW

ZAGROŻENIA ZDROWIA PACJENTÓW

ZAGROŻENIA ZDROWIA ZE STRONY LEKÓW

Światowy Dzień AIDS 2002  - Polska

PAŃSTWOWA INSPEKCJA SANITARNA



ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE
CZASOPISMO RUCHU OCHRONY ZDROWIA
AKTUALIZOWANA WERSJA ELEKTRONICZNA
"ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE"


ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA