|
|
|
CEMI - ZEMI
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji
Centre for European Medicine of Integration
Zentrum für Europäische Medizin der Integration
Centre pour la Médecine européen d'intégration
Wiedza naukowa
zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa –
czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów
oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy
zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik
szkodliwy występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie
potęgującymi niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za
punkt wyjścia procesu diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z
zasadą wyrażoną po łacinie słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS,
czyli „gdy działa przyczyna, jest i skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie
dzieje się bez przyczyny".

DO ZGŁASZANIA SKUPISK
FORMULARZ KONTAKTOWY
NA STRONIE GŁÓWNEJ
SKUPISKA
CHOROBY W POLSCE
DISEASE CLUSTERS IN POLAND |
|
|
|
Instytut Wody
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji

2012 is the European
Year for Water
unearth
your water supply
***
2012 jest Europejskim
Rokiem dla Wody
zbadaj dogłębnie
swoje zaaopatrzenie w wodę
|
|
|
|
Medyczne Centrum
Konsumenta
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji
|
|
|
|
Stowarzyszenie
Ochrony Zdrowia Konsumentów
|
|
|
|
Zagrożenia
Zdrowia
w Polsce
|
|
|
|
3 Smoki
|
|
|
|
Zdrowy Polak
|
|
|
It is Europe that
is sick, all Europe
with
the exception
of
Poland.
Neal Ascherson
Scottish historian

Poland
(in English)

MOVE FOR HEALTH
WALK
POLAND
GMO FREE LAND
NUKES FREE LAND
LAND OF THE FREE
***
Poles
are fiercely independent
and
stand up for their beliefs.
US
Ambassador to Poland
Victor
Ashe, Sept 24, 2008
***
Poland
to ban Monsanto’s
genetically
modified maize
by Agence France-Presse
April 4, 2012
Poland will impose
a
complete ban
on growing the MON810
genetically modified strain
of
maize made by US company
Monsanto on its territory,
Agriculture
Minister
Marek Sawicki said Wednesday.
“The decree is in the works.
It
introduces a complete
ban on the MON810 strain
of maize in Poland,"
Sawicki told reporters,
adding that pollen
of this strain could have
a harmful effect on bees.
GMO KILLS BEES

real +
virtual
=
symbiotic space
the epidemiologist's view
of the ACTA controversy:
free entities appreciate symbiosis,
parasites hate symbiosis
- dr Halat
|
|
|
|
|
|
|
|
Wizytówka
|
|
|
|
ALERGENY
|
|
|
|
KANCEROGENY
|
|
|
|

www.forum.halat.pl
|
|
|
 |
|
|
|
|
CHOROBY PRIONOWE W POLSCE
CHOROBY PRIONOWE W POLSCE
CZĘŚĆ I
W dniu 4. czerwca 2002r. Sejmowa Komisja Rolnictwa
i Rozwoju Wsi
odrzuciła informację rządu o zagrożeniu BSE
stad bydła w Polsce
oraz środkach zapobiegawczych tej chorobie
stenogram
z posiedzenia Komisji
Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów rejestruje
wybrane wydarzenia
związane z chorobami prionowymi w Polsce.
Wkrótce uzupełnimy materiały z niedawnej przeszłości.
Ku nauce i przestrodze. Wszak wielu zapomina, że
MEDICINA DISCIPLINA MAGNI LABORIS EST.
(łac. medycyna to nauka wymagająca wielkiej pracy).
Należy dodać: medycyna wymaga pracy tym większej,
im większa jest liczba ludzi, których los zależy od decyzji lekarza
medycyny.
Lekarza obowiązuje
kodeks etyki lekarskiej.
|
W materiałach informacyjnych TVP, PTVPolsat,
TVN i TV PULS
w dniu 18. maja 2002r. ujawniono podejrzenie
nowego wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba
u dwóch pacjentek w wieku 15 i 17 lat
hospitalizowanych w Klinice Chorób Zakaźnych
w Łodzi
prowadzonej przez prof. Jana Kuydowicza.
Materiały te będą przedmiotem odrębnej oceny.
Już teraz jednak w świetle danych
dotyczących importu mięsa i żywca wołowego
w 1994r.
należy podkreślić niedorzeczność argumentacji
`łączącej ryzyko zakażenia wyłącznie ze spożyciem
wołowiny zagranicą.
Z powodu zagrożenia ze strony
składników zawierających priony
w marcu 2002 Chiny zakazały
importu kosmetyków z 18 krajów.
ZAGROŻENIA
ZDROWIA ZE STRONY KOSMETYKÓW
Rzeczpospolita
20. stycznia 1995r.
Szansa dla wołowiny
Import mięsa w 1994 r.
W ubiegłym roku sprowadzono do Polski około 25 tys. ton wołowiny,
22 tys. ton (licząc w wadze mięsa) żywca wołowego oraz 110 tys. ton mięsa
wieprzowego. Wołowinę i wieprzowinę importowaliśmy głównie z krajów Wspólnoty
Europejskiej, która pozbywała się nadmiernych zapasów wołowiny oraz starała
się zagospodarować nadwyżki wieprzowiny ze szczytowej fazy cyklu świńskiego,
zaś żywiec wołowy sprowadzaliśmy z krajów byłego ZSRR. Na import wołowiny
i żywca wołowego nie było dodatkowych, oprócz cła i podatku granicznego,
opłat, w przypadku mięsa wieprzowego wprowadzono opłaty wyrównawcze, które,
jak się ocenia, przyczyniły się do ograniczenia importu tego gatunku mięsa
-- jak informuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Import mięsa był w ubiegłym roku koniecznością. Krajowa produkcja wołowiny
zmniejszyła się bowiem do 394 tys. ton, zaś produkcja wieprzowiny obniżyła
się aż o 325 tys. ton! . Kraje Unii Europejskiej, którym w okresie dwóch
lat udało się zmniejszyć zapasy wołowiny z 870 tys. do 160 tys. ton, oferowały
ją początkowo w cenie 0, 8-0, 9 dol. za kilogram, by podnieść w końcu cenę
do 1, 1-1, 2 zł za kilogram, przy której import mięsa wołowego przestał
się opłacać. Opłacał się natomiast, dopóki nie wprowadzono opłat wyrównawczych,
import mięsa wieprzowego. Tylko w okresie I półrocza ub. roku kupiono jej
aż 60 tys. ton, czemu sprzyjały dochodzące do 700 tys. ton nadwyżki mięsa
wieprzowego z "tytułu" szczytowej fazy cyklu świńskiego w krajach UE. Po
wprowadzeniu opłat wyrównawczych miesięczny import mięsa wieprzowego obniżył
się z 10-12 tys. do 5-7 tys. ton.
Zdaniem ekspertów z IERiGŻ, wprowadzenie opłat wyrównawczych w okresie
spadku produkcji wieprzowiny było kontrowersyjne. Zwłaszcza, że jakość
importowanego mięsa była wyższa niż jakość mięsa krajowego. Wprowadzającopłaty
wyrównawcze zapomniano i o tym, że eksportowane przez Polskę szynki były
produkowane z importowanego surowca, co przy wprowadzeniu o płat pogorszyło
opłacalność transakcji eksportowych. Warto przy tym zauważyć, że mimo 30-
proc. cła i 6- proc. podatku, a także mimo opłat wyrównawczych import wieprzowiny
nadal się opłacał! Świadczy to tylko o tym, że w Polsce ceny zbytu i ceny
detaliczne mięsa wieprzowego znacznie przekroczyły już ceny światowe, a
także granice zdrowego rozsądku.
W tym roku produkcja mięsa wieprzowego w Polsce wzrośnie o 225 tys.
ton, zaś produkcja wołowiny obniży się do 367 tys. ton. Zapasy mięsa wołowego
w krajach UE są już niewielkie, także kraje byłego ZSRR dość dokładnie
"oczyściły" już swoje obory i bukaciarnie. O ile nie zajdzie więc potrzeba
importu mięsa wieprzowego, którego ceny chyba nawet spadną, to wołowina
będzie w tym roku "na wagę złota". Ceny skupu żywca wołowego będą więc
miały szansę zrównania się z cenami żywca wieprzowego.
Edmund Szot
|
|
Rzeczpospolita 29. kwietnia 1998r.
Priony: bardziej zagadkowe i groźniejsze niż sądzono
Nowe oblicze choroby szalonych krów
ZBIGNIEW WOJTASIŃSKI
Zagrożenie epidemią choroby szalonych krów może być większe niż podejrzewano.
Kolejne zaniepokojenie wywołało odkrycie amerykańskich badaczy, że zakażenie
mogą przekazywać zainfekowane zwierzęta, które nie chorują z tego powodu.
Coraz większe są też obawy, że wywołujące chorobę zarazki przeniknęły do
łańcucha pokarmowego ludzi, a nawet do niektórych leków.
Największą konsternację wywołują obserwacje, że nazywany prionem tajemniczy
czynnik zakaźny jest znacznie bardziej żywotny, a przy tym odporny na zniszczenie.
Wcześniej badacze sugerowali, że jest aktywny nawet po zadziałaniu temperaturą,
przekraczającą 200 st. C, czyli wyższą od tej, jaką wykorzystuje się do
sterylizacji narzędzi chirurgicznych używanych w neurochirurgii. Obecnie
uczeni Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w Hamilton (Montana)
przekonują, że niebezpieczne są też zarazki, którymi zainfekowane są zwierzęta,
uznawane dotąd za odporne na chorobę szalonych krów -- BSE.
Syndrom "szalonej paszy"
Gąbczaste zwyrodnienie mózgu ma kilka odmian: u ludzi jest to choroba
Creutzfeldta-Jakoba (CJD) , a u owiec -- scrapie. Uczeni byli jednak przekonani,
że BSE nie może być przenoszone na inne zwierzęta przez np. kurczaki i
chomiki, które są na nią odporne. Niestety, po raz kolejny się okazało,
że priony są bardziej zagadkowe i groźniejsze niż sądzono. Amerykańscy
badacze Richard Race oraz Bruce Chesebro zainfekowali myszy prionami, wywołującymi
u chomików scrapie. Jak się spodziewali, u gryzoni przez cały rok nie wywoływały
żadnych objawów choroby. A mimo to zachorowały chomiki, którym badacze
wstrzyknęli zakażoną prionami próbkę mózgu pobraną od zakażonych wcześniej
myszy. Wniosek: myszy nie chorują, lecz w ich organizmie zarazek nie ginie,
co gorsze -- może być przenoszony na inne zwierzęta, a nawet na ludzi (bo
tego też nie można wykluczyć) .
Amerykanie nie przeprowadzili eksperymentu, który sugerowałby, że do
podobnej infekcji może dojść drogą pokarmową. A zatem w sposób, który wywołuje
najwięcej obaw i kontrowersji. "Nieoczekiwane wyniki tych badań zwiększają
jednak podejrzenie, że zarazki mogą przetrwać nawet w organizmie odpornych
na BSE zwierząt, które karmiono zainfekowaną paszą" -- twierdzą badacze
na łamach "Nature".
Nie ma wątpliwości, że wybuch epidemii choroby szalonych krów spowodowało
karmienie bydła paszą, do produkcji której wykorzystywano resztki owiec
padłych na scrapie. Takie praktyki są zakazane od 1988 r. , choć podejrzewa
się, że później nadal miały miejsce, tyle że wograniczonym zakresie. Dopiero
w 1995 r. w Wielkiej Brytanii i innych krajach zabroniono wykorzystywania
resztek padłego na BSE bydła do karmienia trzody chlewnej oraz kurczaków.
Teraz okazuje się, że nie nadają się do tego również tkanki pozyskane od
innych zwierząt.
Zwiastuny epidemii
Nie można wykluczyć, że priony przeniknęły w większym stopniu do łańcucha
pokarmowego ludzi, niż przyznaje się oficjalnie. Udowodniono, że jedna
zodmian atakującej ludzi choroby Creutzfelda-Jakoba jest spokrewniona z
BSE. Pozostaje tylko sprawdzić, czy w minionych latach część osób faktycznie
mogła zarazić się prionami drogą pokarmową: zarówno po spożyciu wołowiny,
jak i innych gatunków mięsa, jak sugerują najnowsze badania.
"Dopiero w 1989 r. specjalnie powołany komitet doradczy ds. gąbczastego
zwyrodnienia mózgu zalecił wycofanie ze sprzedaży mózgu, śledziony, grasicy,
migdałów ijelit, a także niszczenie przez zakopanie lub spalanie zwłok
zwierząt chorych na BSE, jednak zakazu tego przestrzegano tylko połowicznie,
dlatego przyjmuje się, że w latach 1989-95 aż 282 tys. sztuk zakażonego
bydła przeznaczono do spożycia przez ludzi" -- twierdzi szef Medycznego
Centrum Konsumenta Zbigniew Hałat.
Na spokrewnioną z chorobą szalonych krów CJD zachorowały dotąd 24 osoby
w Wielkiej Brytanii oraz jedna we Francji. Zmarli ludzie młodzi, średnio
w wieku 27 lat (jedna z ofiar miała zaledwie 16 lat) . Nie ma jednak pewności,
czy ujawnione przypadki choroby można traktować jako szczyt zachorowań,
czy tylko jako zwiastun dopiero nadciągającej epidemii. Nie znany jest
bowiem okres jej wylęgania -- kilka lat, czy może nawet dłużej? Najczarniejsze
scenariusze przewidują, że w ciągu kilku dziesięcioleci "nowa zaraza" pochłonie
aż pół miliona ludzi. Czy to możliwe? WPolsce lekarze ujawnili w ubiegłym
roku tylko jeden przypadek CJD, lecz nie była to odmiana choroby związana
z BSE.
Badania laboratoryjne wykazały, że z zakażonego bydła zakażenie może
być przenoszone tylko przez mózg, rdzeń kręgowy i siatkówkę. Nie stwierdzono
przeniesienia infekcji za pośrednictwem pozostałych tkanek i wydzielin,
a w szczególności poprzez mięso i mleko zakażonych krów. Warto jednak pamiętać,
że dopiero w 1997 r. zakazano sprzedaży kości, mięsa z kością, płuc i tkanki
nerwowej położonej przy kręgosłupie. Nie znane są rozmiary nielegalnego
handlu mięsem i podrobami. Ministerstwo rolnictwa od początku wybuchu epidemii
zapewniało, że wołowina pochodząca z zakażonych zwierząt nigdy nie trafiła
do Polski. W ubiegłym roku okazało się jednak, że do kraju sprowadzono
mączkę wyprodukowaną z zakażonego bydła. Była przeznaczona dla świń, drobiu
i ryb. Do jej wyrobu podobno nie użyto mózgu ani tkanek nerwowych chorych
krów, jednak wywołujący chorobę zakaźny prion wykryto także w innych tkankach,
np. w śledzionie, płucach i sercu, tyle że w znacznie mniejszych ilościach.
Ponure prognozy
Brytyjski mikrobiolog John Pattison uważa, że głównym źródłem zakażenia
u ludzi mogły być tanie hamburgery, a także hot dogi oraz niektóre rodzaje
sprzedawanego mięsa. Był pierwszym naukowcem, który wykazał, że choroba
szalonych krów może być jedną z odmian atakującej ludzi CJD. Przyznaje,
że infekcja może być też przenoszona bezpośrednio między ludźmi -- poprzez
zakażoną krew podczas transfuzji. Taki wariant jest wyjątkowo niepokojący,
na szczęście -- raczej mało prawdopodobny. Mimo to brytyjska firma Nycomed
Amersham natychmiast wycofała preparat krwiopochodny (o nazwie Amerscan
Pulmonate Two) , stosowany w diagnostyce chorób płuc, gdy ujawniono, że
do jego produkcji wykorzystano przypadkowo plazmę krwi człowieka, który
zachorował na CJD. Wśród odbiorców tego środka znalazło się kilkanaście
krajów, ale nie ma wśród nich Polski, jak też USA i Japonii.
Jedynym pocieszeniem jest, że żelatyna pozyskiwana z kości i skór bydlęcych
pochodzących z krajów, w których występuje choroba szalonych krów, nie
stanowi zagrożenia dla ludzi. Oczywiście, pod warunkiem, że producenci
przestrzegają odpowiednich środków ostrożności. Takie oświadczenie przed
kilkoma dniami opublikował amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA)
. I zniósł restrykcje na import surowców służących do jej produkcji. Bez
obaw spożywać zatem można pochodzącą z importu żywność oraz używać leków,
w których wykorzystano spełniającą wymogi bezpieczeństwa żelatynę.
Na początku tego roku eksperci Światowej Organizacji Zdrowia przyznali,
że nie można wykluczyć, iż w ciągu najbliższych 10-15 lat epidemia szalonych
krów przeniesie się na ludzi. Inni badacze przekonują jednak, że gdyby
takie ryzyko faktycznie było, już powinien być rejestrowany znaczny wzrost
zachorowań na chorobę Creutzfeldta-Jakoba. Dopiero za kilka lat przekonamy
się, kto ma rację.
O chorobach prionowych od niedawna szczegółowo informuje internetowa
wersja czasopisma Ruchu Ochrony Zdrowia pt. "Zagrożenia Zdrowia w Polsce"
pod adresem http: / /www. halat.pl
|
| Warszawa, 28. wrzesnia, 2000r.
Pan Prezes Zygmunt Solorz
Prywatna Telewizja
POLSAT
W dniu 27. września 2000r. INFORMACJE PTV POLSAT wyemitowały materiał,
który miał odpowiedzieć na zadane na wstępie pytanie: czy do Polski dotarła
„choroba wściekłych krów” (BSE), a z którego widzowie w kraju i zagranicą
dowiedzieli się, że we wsi Tuchlino i okolicach od lutego b. r. zdechło,
bądź zostało poddane ubojowi sanitarnemu ponad 100 sztuk bydła, a także
że służby weterynaryjne nadal czekają na wyniki badań mózgów.
Tymczasem dziś rano Główny Lekarz Weterynarii dr Andrzej Komorowski
poinformował mnie, że zachorowania nie dotyczą BSE a 15 przypadków ropnego
zapalenia mózgu wywołanego Listeria
monocytogenes.
Różnica w następstwach dla zdrowia publicznego jest taka jak pomiędzy
ospą czarną a wietrzną, zważywszy, że ta pierwsza (już) nie występuje,
a ta druga może powodować poronienia i wady rozwojowe. Stąd dla podtrzymania
wiarygodności PTV POLSAT, a przede wszystkim w interesie naszego
kraju, proponuję przyjęcie zasady profesjonalnego konsultowania materiałów
tej wagi.
Prezes
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
dr Zbigniew Hałat
lekarz specjalista
epidemiolog
były Główny Inspektor Sanitarny |
stosunek władz amerykańskich
do zagrożenia L. monocytogenes
dalszy ciąg sprawy ogniska w Tuchlinie
Red. Mariola Marklowska
"DZIENNIK ZACHODNI", 20. listopada 2000r.
Strach przed chorobą szalonych krów. Wściekły konsument.
Czy zakaz importu wołowiny Wielkiej Brytanii,
Irlandii, Szwajcarii, Portugalii i Francji jest dla nas wystarczającą gwarancją,
że na polskich półkach sklepowych nie pojawi się mięso zakażone prionami
wywołującymi - jak się przypuszcza - gąbczaste zwyrodnienie mózgu u ludzi?
KATOWICE, WARSZAWA
- Nie możemy mieć stuprocentowej pewności - przekonuje
dr Zbigniew Hałat, epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów.
- Dla uzyskania szybkiego przyrostu zwierzęta karmiono paszami ze zmielonych
na mączkę kostno-mięsną resztek bydła, które mogło być zarażone. Nie wiadomo
ile takiej mączki sprowadzono do Polski i czy ta, którą wyprodukowano w
naszym kraju, nie jest źródłem zakażenia. - Daję słowo honoru, że w Polsce
nie odnotowano żadnego przypadku choroby szalonych krów - zapewnia Andrzej
Komorowski, główny lekarz weterynarii - Zrobiliśmy wszystko, co było możliwe,
aby zapobiec zagrożeniu.
W ciągu dwóch ostatnich lat wprowadzono zakaz
importu bydła i mięsa wołowego ze Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii
i Irlandii Północnej, Republiki Irlandii, Szwajcarii i Portugalii. 6 listopada
dołączyła do nich również, Francja. Nie importuje się stamtąd, jak zapewnia
Andrzej Komorowski, mączki mięsno-kostnej, a wszystkie sprowadzone wcześniej
krowy mleczne - 649 sztuk - podlegają szczegółowej kontroli.
- Wydałem polecenie, aby u każdego z tych zwierząt,
jeśli jest kierowane do rzeźni albo padło, obowiązkowo przeprowadzać badania
histopatologiczne mózgu - mówi Andrzej Komorowski. - Oprócz tego powiatowi
lekarze weterynarii są zobowiązani do systematycznych badań, w tym również
neurologicznych, wszystkich pozostałych żyjących krów sprowadzonych z Francji
- zapewnia główny lekarz weterynarii. -
- Decyzje władz weterynaryjnych nie uspokoiły
jednak konsumentów. - Od trzech tygodni w lodówce leży zamrożony gulasz
wołowy. Na pewno go nie zjemy, bo nie będę ryzykować. Doszło do tego, że
kupując wędliny, sprawdzam czy w ich składzie nie ma wołowiny- mówi katowiczanka
Elżbieta S., matka trójki dzieci.
W supermarketach w przeciwieństwie do małych sklepów,
niechętnie przyznają, że spadło zainteresowanie wołowiną i trzeba było
obniżyć ceny.
- Sprzedajemy wyłącznie mięso spod Częstochowy
i ze Starachowic. Informują o tym plakaty rozwieszone w sklepie - zapewnia
Adam Gromadka, kierownik działu mięsnego w katowickiej Billi. - Spadek
sprzedaży jest niewielki, a ceny musiały nawet wzrosnąć, bo skończyła się
promocja na wołowinę.
Nie ma paniki. Gorzej było parę miesięcy temu,
kiedy głośno było o brytyjskiej wołowinie. Klienci żądali od nas wtedy
oświadczeń, że nasze mięso jest krajowe - mówi Ireneusz Musiał z czeladzkiego
Realu. - Popyt spadł nam o kilka procent, ale w trakcie promocji mostek,
gulasz i łopatka sprzedawały się bardzo dobrze.
Spore zamieszanie wywołała informacja, że w jednej
sieci hipermarketów we Francji pojawiło się zarażone mięso.
- W 2000 r. w ogóle nie było importu wołowiny
z Francji. Skontrolowaliśmy wszystkie supermarkety, które mogły sprowadzić
mięso wcześniej, ale nie znaleźliśmy tam żadnych zapasów - twierdzi Andrzej
Komorowski.
Podobne kontrole odbywają się w woj. śląskim.
Służby weterynaryjne sprawdzają pochodzenie mięsa.
- W trakcie wspólnej kontroli inspekcji handlowej
i wojewódzkiego lekarza weterynarii sprzedawcy zapewniali nas, że mięso
pochodzi wyłącznie z krajowej produkcji. Przekonywali, że sprzedają tylko
świeże, podczas gdy importowane musiałoby być głęboko zamrożone - informuje
Adam Zawiszowski, rzecznik prasowy Śląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu
Inspekcji Handlowej w Katowicach.
Nie ma jednak pewności, jak twierdzi rzecznik,
czy krajowi producenci nie korzystają z zagranicznego surowca.
Według władz weterynaryjnych i sanitarnych sposobem
na pozbycie się ryzyka jest uszczelnienie granic. Lekarze weterynarii szkolą
się na kursach prowadzonych przez najlepszych francuskich i niemieckich
specjalistów.
Członkowie Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
nie wierzą w skuteczność kontroli na granicy.
- Skoro wjeżdżają do nas narkotyki, a 60% tytoniu
i spirytusu pochodzi z przemytu, to czy nie można przemycić mięsa? Sprawdza
się dokumenty wystawione za granicą, które można podrobić - przekonują.
Stowarzyszenie jest zdania, że najlepiej ograniczyć
spożycie wołowiny, szczególnie przez dzieci i wprowadzić zakaz karmienia
zwierząt mączkami kostno-mięsnymi.
Mariola Marklowska |
Red. Zofia Ratajczak
Konsumencki Magazyn „KLIENT”
WARSZAWSKI OŚRODEK TELEWIZYJNY
EMISJA 5.12.2000r. 18.20, WARSZAWSKI OŚRODEK
TELEWIZYJNY
oraz EMISJA 6.12.2000r. 8.10, TELEWIZJA POLSKA
II PROGRAM OGÓLNOPOLSKI
Red. Zofia Ratajczak (Warszawski Osrodek Telewizyjny
- WOT): W Polsce nie ma szalonych krów. A szaleństwo wywołały na razie
informacje o chorobie szalonych krów. Polski konsument powinien wiedzieć,
że w naszym kraju nie stwierdzono gąbczastego zwyrodnienia mózgu u krów.
Wykryto je w innych krajach i dlatego rząd zakazał z nich importu wołowiny
do Polski. Nie znaczy to, że zarażonego mięsa nie ma na polskim rynku.
Należy wystrzegać się głównie podrobów z importu, bądź tych, w których
mięso jest niewiadomego pochodzenia.
Dr Zbigniew Hałat (Stowarzyszenie Ochrony
Zdrowia Konsumentów - SOZK): Jeżeli jest nadmiar surowca zwierzęcego
- i to nieważne, czy jest to niebezpieczny czy też bezpieczny surowiec
- zdaniem sprzedającego trzeba zarobić na konsumencie i wówczas nawet w
wegetariańskim paszteciku może się znaleźć śledziona, grasica, a nawet
mózg lub rdzeń kręgowy. A właśnie mózg, rdzeń kręgowy, śledziona
grasica są materiałem o najwyższej zakaźności. W ogóle 94% zakaźnego
materiału całej krowy chorej na BSE mieści się w mózgu.
Red. Zofia Ratajczak (WOT): W Wielkiej
Brytanii od lat ostrzega się ludzi przed podrobami, bo przecież do nich
nie używa się czystej wołowiny. Raczej ten surowiec, który jest najbardziej
narażony na obecność prionów, czyli skrawki od kości, śledzionę, czy mózg.
Dr Zbigniew Hałat (SOZK): Pamiętajmy o
tym, że nie wystarczy sam zakaz importu wołowiny, że trzeba myśleć o całym
przetwórstwie spożywczym, że trzeba myśleć - jak najbardziej - o
żywych sztukach i nie wolno zapomnieć również o kosmetykach. Taka wielka
firma jak L'Oreal wycofała się bardzo dawno ze stosowania produktów bydlęcych
np. w kremach przeciwstarzeniowych opartych o łożysko, śledzionę i grasicę.
I sprawy te są podejmowane przez organy zajmujące się bezpieczeństwem konsumenta
w Unii Europejskiej, przez samych konsumentów, ale - co najważniejsze -
przez producentów.
Red. Zofia Ratajczak (WOT): Wielkim nieporozumieniem
jest fakt, żeby produkt niebezpieczny ściągać z półek wielkich sieci handlowych
administracyjnie. To właściciele hipermarketów, którzy zarabiają ogromne
pieniądze, powinni zadbać, aby niebezpieczne produkty nie trafiały do sprzedaży.
Dr Zbigniew Hałat (SOZK): Trzeba powiedzieć,
że łańcuch pokarmowy człowieka przecież nie zaczyna się na samym
naszym stole. On się zaczyna w hodowli, w oborze. Jeżeli nie wycofamy natychmiast
pasz mięsno-kostnych, które nie mogą być bezpieczne w tej sytuacji epizoocjologicznej
i epidemiologicznej, to zawsze będziemy czuć się zagrożeni.
Red. Zofia Ratajczak (WOT): Pan Zbigniew
Hałat, który jest prezesem Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów przekazał
list premierowi Jerzemu Buzkowi, w którym czytamy: Stowarzyszenie Ochrony
Zdrowia Konsumentów domaga się od władz państwowych Rzeczpospolitej Polskiej
podjęcia natychmiastowych działań ukierunkowanych na prewencję wariantu
choroby Creutzfeldta-Jakoba, takich jak zakaz importu, produkcji i używania
pasz mięsno-kostnych, zakaz importu i wprowadzania do obrotu bydła, mięsa
wołowego i innych tkanek bydlęcych i przetworów, zorganizowanie krajowego
systemu zapobiegania, zwalczania i łagodzenia skutków zaraźliwych gąbczastych
zwyrodnień mózgu.
|
Stanowisko
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
z dnia 25. listopada 2000r.
w sprawie wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba
wiązanego z gąbczastym zwrodnieniem mózgu bydła
- "chorobą wściekłych krów"
Choroba Creutzfeldta - Jakoba
Stanowisko SOZK
|
Zapytania poselskie w sprawie BSE
94 posiedzenie Sejmu III kadencji w dniu 14.
grudnia, 2000r.
(...)
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Pan poseł Henryk Wujec z Unii Wolności zgłosił
pytanie w sprawie podjętych i planowanych działań dotyczących wykluczenia
wystąpienia na terenie Polski choroby BSE.
Pytanie zostało skierowane do prezesa Rady Ministrów.
Odpowiedzi, z upoważnienia prezesa Rady Ministrów, będzie udzielał sekretarz
stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi pan minister Robert Gmyrek.
Proszę pana posła Henryka Wujca o sprecyzowanie
pytania.
Poseł Henryk Wujec:
Dziękuję, panie marszałku.
Od czasu masowego wystąpienia w Anglii choroby
BSE, a następnie wystąpienia przypadków choroby Creutzfeldta-Jakoba u konsumentów
produktów pochodzących od krów zarażonych tą chorobą, a następnie pojawienia
się kolejnych przypadków we Francji, a nawet w Niemczech, opinia publiczna
w Polsce oczekuje rzetelnej informacji o stopniu zabezpieczenia społeczeństwa
przed chorobą Creutzfeldta-Jakoba. W związku z tym chciałbym sprecyzować
pytanie. Czy są robione badania, jakie to są badania, czy u krów występują
przypadki choroby BSE? Jaki procent stad krów te badania objęły? Jaki jest
koszt tych badań, jakie ośrodki je robią i w jakim tempie stada te zostaną
przebadane?
Interesuje mnie również kontrola mączki kostnej,
która została sprowadzona na teren Polski. Czy skontrolowano zapasy i czy
spożywanie mączki kostnej przez krowy nie grozi wystąpieniem przypadków
choroby BSE?
Jeżeli się okaże, że nie ma takiego zagrożenia,
czy rząd czyni przygotowania, żebyśmy to, że mamy polską zdrową żywność,
wykorzystali, aby promować ją na rynkach zewnętrznych, w szczególności
w Unii Europejskiej.
Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Proszę sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa
i Rozwoju Wsi pana ministra Roberta Gmyrka o udzielenie odpowiedzi.
Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i
Rozwoju Wsi Robert Gmyrek:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Odpowiadając konkretnie
na pytanie: pierwsze przypadki BSE w Wielkiej Brytanii koniec 1986 r.,
później, pod koniec 1997 r., pojawiające się pierwsze przypadki wariantu
choroby Creutzfeldta-Jakoba u ludzi i pytanie, czy Polska to bada. Tak,
Polska jest świadoma tego, że ta jednostka chorobowa występuje. Od marca
1996 r. w Polsce podjęto działania i wszystkie krowy, u których wystąpiły
objawy neurologiczne, czyli objawy nerwowe, muszą być zbadane pośmiertnie
w celu wykluczenia BSE. Takie badania wykonywane są w Państwowym Instytucie
Weterynarii w Puławach. W chwili obecnej koszt takiego badania wynosi około
100 zł. Do dnia dzisiejszego wykonano tych prób 237.
Co to znaczy krowy z objawami neurologicznymi?
Chodzi o to, że te wszystkie sztuki, u których stwierdzono podstawy jakiegoś
złego zachowania, niebezpiecznego zachowania neurologicznego, po wyeliminowaniu
dodatkowych możliwości, jak na przykład wścieklizna, bo to jest również
bardzo częsty przypadek były poddane badaniu. Niezależnie od tego przeprowadzono
również próby losowe, to znaczy poddano badaniu sztuki, które nie wykazywały
żadnych objawów. Tych badań wykonano 188.
W chwili obecnej przymierzamy się również do wprowadzenia
testów, także pośmiertnych, bo nie ma jeszcze testów przyżyciowych; prawdopodobnie
będą to testy szwajcarskiej firmy Pronix. W tym momencie grupa siedmiu
naszych specjalistów od diagnostyki laboratoryjnej jest w Szwajcarii, jest
tam szkolona w tym zakresie. Oszacowano grupę ryzyka, która powinna być
poddana tym badaniom. Ta mianowicie grupa ryzyka obejmuje wszystkie zwierzęta
hodowlane, które sprowadzono z Unii Europejskiej. Od 1995 r. liczba tych
sprowadzonych zwierząt hodowlanych oscyluje w granicach 30 tys. sztuk.
Ustalono, że zwierzęta te, kiedy będą eliminowane z cyklu hodowlanego,
będą każdorazowo przed ewentualnym dopuszczeniem mięsa do obrotu badane
w celu wykluczenia BSE. W grupie podwyższonego ryzyka znajdą się też sztuki,
które są kierowane na ubój z konieczności czy które padły one również
będą każdorazowo badane w kierunku wykluczenia BSE.
Jeżeli chodzi o mączkę kostną, to chcę zwrócić
uwagę, że należy rozróżniać sytuacje, w których jest zagrożenie BSE i w
których go nie ma. Nie stwierdzono żadnego przypadku, żadnej możliwości
przeniesienia się BSE na świnie czy drób. Wiąże się to z wieloma czynnikami,
chociażby tym, że drób z reguły żyje do 6 tygodni, świnie 6-8 miesięcy.
W związku z tym, nawet próbując zakażać zwierzęta w warunkach laboratoryjnych,
stwierdzono, że do zakażenia można doprowadzić tylko i wyłącznie metodami
typowo laboratoryjnymi, na przykład poprzez bezpośrednie zakażenie mózgu.
Generalnie jednak wykluczono ten wariant jako możliwość zakażenia.
W Polsce od marca 1999 r. obowiązuje rozporządzenie
ministra rolnictwa i gospodarki żywnościowej, które mówi o zakazie skarmiania
białkami ssaków przeżuwaczy. Oczywiście to rozporządzenie jest przeznaczone
dla producentów pasz, dla przygotowujących komponenty paszowe. Jego przestrzeganie
było przedmiotem kontroli, która zakończyła się właśnie dzisiaj; mam ten
raport. Zbadano sytuację w całej Polsce i stwierdzono praktycznie jeden
przypadek, w którym do skarmiania bydła była używana mączka mięsno-kostna.
Również te gospodarstwa, które zostaną wyselekcjonowane, objęte będą kategorią
podwyższonego ryzyka. Poza tym mączka mięsno-kostna jest oczywiście używana
głównie do skarmiania świń oraz drobiu i w tym aspekcie należy to rozpatrywać.
Jeśli chodzi o polską zdrową żywność, to jest
to absolutnie dobra okazja do promocji polskiej żywności. Chcę powiedzieć,
że 29 listopada prezes Rady Ministrów powołał zespół ds. rozpoznawania
ryzyka wystąpienia przypadków BSE w Polsce, który stwierdził na swoim pierwszym
spotkaniu, że w Polsce nie zanotowano przypadków choroby BSE u świń, nie
zanotowano przypadków wariantu choroby Creutzfeldta-Jacoba u ludzi. Polska
jest krajem niskiego ryzyka wystąpienia choroby BSE. I jeszcze argument
decydujący: to prawdopodobnie sytuacja ekonomiczna Polski z końca lat 80.,
kiedy nie było środków finansowych na import mączek mięsno-kostnych i zwierząt
hodowlanych z Unii Europejskiej a w tym okresie etiologia tej choroby
nie była dokładnie znana uchroniła nas przed wprowadzeniem do kraju tego
czynnika. Promocja będzie się odbywała m.in. poprzez nadawanie znaku ˝Polska
zdrowa żywność˝. Tego typu promocja odbędzie się w Grüne Woche pod koniec
stycznia 2001 r. To tyle krótko, nie chciałem przeciągać.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu ministrowi, a w szczególności dziękuję
za to, że zmieścił się pan w czasie regulaminowym, chyba jako pierwszy
minister w tej kadencji.
Są dodatkowe pytania.
Pierwszeństwo ma oczywiście pan poseł Wujec.
Proszę.
Poseł Henryk Wujec:
Dodatkowe pytanie dotyczy bydła sprowadzanego
z innych krajów, a w szczególności z krajów zagrożonych chorobą BSE. Czy
było ono kontrolowane? Czy w przypadku, kiedy są na terenie Polski zapasy
mączki kostnej, jest zakaz jej używania oraz czy i w jaki sposób została
ona zniszczona, żeby nie było pokus do jej wykorzystania? Czy produkty
pochodne są też kontrolowane na granicy? Bo nie tylko samo mięso, ale również
inne produkty mogą zagrażać chorobą BSE. Czy jest też zakaz sprowadzania
tych produktów? Tu prosiłbym o dokładniejszą informację. Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Jan Rzymełka z Unii Wolności.
Poseł Jan Rzymełka:
Panie ministrze, na początku grudnia rosyjska
agencja ITAR-TASS podała, jakoby w Polsce stwierdzono przypadki chorób,
o których mówimy. Jakie było źródło tej informacji? Czy rząd sprawdzał
jej źródło? Główny lekarz weterynarii zdementował ją od razu następnego
dnia.
Drugie
pytanie wiąże się z tym, że w Europie Zachodniej gwałtownie spada spożycie
mięsa wołowego co
trzeci Niemiec nie chce jeść
wołowiny, w Hiszpanii sprzedaż zmalała o 50%, we Francji o 40% itd., itd.
Jaka jest
prognoza rządu co do spożycia
w następnym roku mięsa wołowego?
Ostatnie
moje pytanie dotyczy chorób odprionowych albo prionowych. M.in. trzęsawka
owiec i kóz jest
notowana w Europie Zachodniej,
u nas ponoć jej nie notowano. Czy są instytuty badawcze, naukowe, które
mogą przeprowadzić testy na
inne choroby prionowe? Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Jan Kulas z klubu AWS.
Poseł Jan Kulas:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Jakie byłyby
niezbędne nakłady finansowe, aby tak potrzebna promocja polskiej zdrowej
żywności była skuteczna? I na marginesie głównego pytania: Jaka jest konsumpcja
wołowiny w Polsce w porównaniu z krajami Unii Europejskiej? Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Marek Kaczyński z klubu AWS.
Poseł Marek Kaczyński:
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie!
Mam pytanie dotyczące produkcji pasz. Czy w polskim ustawodawstwie istnieje
zakaz dodawania mączek kostnych do pasz, które są przeznaczone do skarmiania
bydła? Mam informacje, że taki zakaz istnieje, natomiast nie jest on przestrzegany.
A więc w jaki sposób sprawowana jest kontrola nad przestrzeganiem tego
zakazu?
Pytanie następne. Czy nie należałoby, panie ministrze,
wprowadzić dalej idących restrykcji, obostrzeń i zakazów odnośnie do dodawania
mączki kostnej do pasz, również używanych do karmienia trzody chlewnej
czy drobiu? Pan częściowo się wypowiadał na ten temat, ale myślę, że ten
łańcuch jest tak bardzo mocno powiązany, że jeżeli takiego zakazu nie będzie,
to siłą rzeczy te inne pasze będą trafiały również w sposób pośredni do
bydła czy owiec, o których się nie mówi w Polsce, a przecież BSE w Wielkiej
Brytanii rozpoczęła się właśnie od owiec, nie od bydła. Dlaczego o owcach
się nie mówi? Czy jest prowadzony w Polsce monitoring, jeżeli chodzi o
owce?
Sprawa kolejna. W Europie Zachodniej wprowadzono
już całkowity zakaz karmienia bydła paszami z dodatkiem mączek kostnych,
w Polsce też jest taki zakaz, ale z tego, co wiadomo, i to raczej publicznie
wiadomo, ten zakaz nie jest przestrzegany. Czy są podjęte kroki, aby ten
zakaz był przestrzegany ściślej? Czy taka kontrola jest sprawowana? Dziękuję
bardzo.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję.
Pan poseł Bogdan Lewandowski.
Poseł Bogdan Lewandowski:
Dziękuję, panie marszałku.
Panie ministrze, w kontekście pytania zadanego
przez byłego ministra pana posła Wujca proszę powiedzieć: Czy działania
rządu w sprawie zagrożenia chorobą BSE nie są spóźnione?
Drugie pytanie. Jak przedstawia się import plazmy
krwi bydlęcej z krajów objętych chorobą BSE? Dziękuję bardzo.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Romuald Ajchler.
Poseł Romuald Ajchler:
Dziękuję.
Panie ministrze, jest zakaz importu mączki praktycznie
z wszystkich krajów Unii Europejskiej. Czy jednak nie obawia się pan, że
będzie następował reeksport z krajów nieobjętych tym zakazem? Nie chcę
tu przypominać sprawy importu kukurydzy z kraju, który miał możliwości,
zdolności produkcyjne w wysokości 10%. To jest jedno pytanie. Czy państwo
obejmiecie badaniem także każdą mączkę, która będzie wpływała spoza krajów
Unii Europejskiej?
Druga kwestia i drugie pytanie. Panie ministrze,
zakaz importu mączki, problemy z modyfikowaną soją. Co z białkiem naszym,
wewnętrznym? Mamy niewykorzystywane rezerwy, zaniechane właściwie rezerwy
grochu, łubinu czy białka pochodzącego z tych upraw. Czy rząd ma jakiś
program w tej kwestii? Czy zamierza wspomóc, odnowić tę działalność po
to, żeby się w pewnym stopniu uniezależnić od takiej skali importu, jaki
nam grozi? Myślę tu przede wszystkim o zmodyfikowanej soi. Dziękuję bardzo.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Jerzy Wenderlich.
Poseł Jerzy Wenderlich:
Panie Ministrze! Chciałbym zapytać o politykę
informacyjną w sprawie tych zagrożeń, dlatego że pojawiają się informacje
o jakoby przypadkach tej choroby w Polsce. One nie są dementowane i może
to służyć wyeliminowaniu wołowiny z polskiego menu czy w ogóle nas, Polski,
z ewentualnych rynków eksportowych. Nie ma informacji o tym, czy jest zagrożenie,
czy go nie ma. Nie ma informacji, czy działania są skuteczne czy nie. Jakie
w tej mierze rząd przewiduje bardzo konkretne wyjaśnienia?
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Marian Cycoń z klubu Unii Wolności.
Poseł Marian Cycoń:
Dziękuję.
Pierwsze pytanie. Czy choroba BSE jest dziedziczna?
Drugie pytanie. Czy zabezpieczono środki w budżecie
na badania bydła? Czy jedyny ośrodek badania w Polsce w Puławach wystarczy
do przebadania dużego stada? Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Ryszard Stanibuła.
Poseł Ryszard Stanibuła:
Dziękuję, panie marszałku.
Panie Ministrze! Od wielu lat dzięki służbie weterynaryjnej
to chciałbym podkreślić w kraju nie stwierdza się chorób zakaźnych,
zaraźliwych i groźnych dla naszego pogłowia zwierząt w kraju. Chciałbym
zapytać, czy od wystąpienia choroby BSE w krajach zachodnich jest prowadzony
właściwy monitoring i badania zwierząt, jak również monitoring granic?
Czy są właściwie zabezpieczone środki finansowe na te cele?
Kolejne pytanie. Czy ministerstwo poczyniło konkretne
kroki w związku z wystąpieniem BSE w krajach zachodnich, aby promować polską
wołowinę i inne produkty rolne i co w tej kwestii zostało zrobione? Jakie
są zamierzenia rządu? Dziękuję bardzo.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Stanisław Stec.
Poseł Stanisław Stec:
Dziękuję bardzo, panie marszałku.
Pierwsze pytanie. Panie ministrze, dlaczego zespół
powołany przez premiera do walki z chorobą BSE nie wydał np. zarządzenia,
aby w polskich sklepach była informacja o pochodzeniu mięsa wołowego (czy
jest pochodzenia polskiego czy z importu)?
Drugie pytanie. Zna pan przypadek zatrzymania
6 tirów z mączką kostną, która niby miała wyjechać z Austrii. Czy może
pan poręczyć w tym zakresie, że polskie granice są szczelne?
I trzecie pytanie, podobne do pytania pana posła
Stanibuły. Chodzi o wykorzystanie tej sytuacji i nasilenie promocji polskiej
zdrowej wołowiny za granicą. Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Grzegorz Woźny.
Poseł Grzegorz Woźny:
Dziękuję, panie marszałku.
Panie Ministrze! Kto z ramienia
rządu koordynuje działania dotyczące zabezpieczenia Polski przed zakażeniem
i odpowiada za wykluczenie występowania choroby BSE w Polsce? Prosiłbym
o podanie konkretnie nazwiska osoby. Rozumiem, że jest zespół, ale czy
jest jedna osoba w rządzie odpowiedzialna za całokształt działań w tym
zakresie? Czy moje spostrzeżenia, panie ministrze, są słuszne, że jedyną
osobą, która została na placu boju, jest dr Andrzej Komorowski, lekarz
weterynarii kraju? Jestem pełen uznania dla kompetencji dra Komorowskiego,
dla jego działań, ale problem dotyczy kilku resortów: resortu zdrowia,
resortu gospodarki, resortu rolnictwa i służb celnych. Dziękuję, panie
marszałku.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Stanisław Masternak z klubu PSL.
Poseł Stanisław Masternak:
Dziękuję, panie marszałku.
Przed chwilą pan minister, odpowiadając na pytanie,
stwierdził jestem podbudowany tym stwierdzeniem, tylko trochę dziwię
się, skąd takie stwierdzenie pana ministra że kontrolą objęto tych hodowców,
którzy kupują paszę z domieszką mączki kostno-mięsnej. Przecież większość
producentów w oparciu o te domieszki produkowała pasze i te pasze rozprowadzane
były wśród niezliczonej ilości odbiorców, hodowców. Skąd więc takie zapewnienie,
że objęto kontrolą wszystkich? Czy to nie jest tylko uspokajanie opinii
publicznej?
Następna sprawa. Co z polską mączką mięsno-kostną,
produkowaną u nas? Z tego co się orientuję, to ilość pasz, która jest produkowana
w Polsce, mniej więcej w połowie pokrywała to zapotrzebowanie. Reszta była
sprowadzana z zagranicy, przeważnie z krajów Unii Europejskiej. W związku
z tym co dalej z produkcją naszej mączki mięsno-kostnej? I czy ta rodzima
mączka nie stanowi takiego samego zagrożenia jak ta importowana? Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł Antoni Kobielusz.
Poseł Antoni Kobielusz:
Dziękuję, panie marszałku.
Panie Ministrze! Trzy krótkie pytania. Czy choroba
BSE wystąpiła u naszych sąsiadów?
Drugie pytanie. Jaka jest geografia tego podwyższonego
ryzyka w naszym kraju, o którym pan był uprzejmy wspomnieć? I czy na przykład
ta geografia ma jakiś związek właśnie z importowanym bydłem hodowlanym?
I trzecie pytanie. Czy nie uważa pan, że rząd
powinien zdecydowanie, bardziej zdecydowanie, przeciwdziałać tym zagrożeniom,
które się pojawiają w naszym kraju? Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję.
Pan poseł Tadeusz Jacek Zieliński z Unii Wolności.
Poseł Tadeusz Jacek Zieliński:
Dziękuję bardzo.
Panie Ministrze! Mączka kostna, jak wiadomo, jest
obecna w koncentratach spożywczych w proszku, zupach, galaretkach owocowych.
Galaretki i żelatyny z kolei są coraz bardziej popularne w naszym kraju.
W związku z tym zapytuję, czy te produkty były badane, na przykład popularne
żelki? Czy został wydany zakaz sprowadzania tego rodzaju produktów z zagranicy?
Pytanie następne. Czy były w Polsce już przypadki
choroby Creutzfeldta-Jakoba? Bo wiadomo, że są dwa podstawowe źródła. To,
o którym teraz mówimy, i są jeszcze inne powody zachorowania na tę chorobę.
Czy były takie przypadki?
Pytanie ostatnie. Kto wchodzi w skład zespołu
ds. BSE powołanego przez premiera? Proszę podać instytucje, z których te
osoby są delegowane. Dziękuję.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję.
Panie pośle, myślę, że tę zupę to ludzie mogą
jeść, bo ludziom nie szkodzi spożywanie mięsa, tylko bydła nie można
nim skarmiać. Ale to tak na marginesie. Bo jeszcze się przestraszymy i
przestaniemy spożywać mięso.
Pan poseł Piotr Krutul, poseł niezrzeszony.
Poseł Piotr Krutul:
Panie Marszałku! Pragnę powiedzieć, że jestem
posłem zrzeszonym w Kole Poselskim Porozumienia Polskiego.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Przepraszam. Nie nadążam już za tym zrzeszaniem
i niezrzeszaniem.
Proszę bardzo.
Poseł Piotr Krutul:
Cały czas, od początku, nie wychodziłem, panie
marszałku.
Pragnę zadać jedno pytanie. Z jakich funduszy
pochodzi kwota 3 mld euro, która została przeznaczona na likwidację choroby
BSE? Czy z funduszy Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej, czy może
ze środków, które są przeznaczone na fundusze przedakcesyjne? I czy istnieje
możliwość zablokowania importu z krajów CEFTY? Dziękuję bardzo.
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Dziękuję za zmieszczenie się w czasie regulaminowym
panom posłom: Henrykowi Wujcowi, Janowi Kulasowi, Bogdanowi Lewandowskiemu,
Jerzemu Wenderlichowi tym razem, Marianowi Cyconiowi i Piotrowi Krutulowi.
A czy pan poseł Zieliński zmieścił się w czasie, bo nie zauważyłem? A szkoda,
panie pośle.
To wszyscy posłowie zgłoszeni do zadania pytań?
Tak.
Proszę sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa
i Rozwoju Wsi pana ministra Roberta Gmyrka o udzielenie odpowiedzi dodatkowej.
Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i
Rozwoju Wsi Robert Gmyrek:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Muszę tu zaprzeczyć
od razu. Oczywiście możliwe jest przeniesienie czy przekazanie prionów
człowiekowi, stąd cała ta afera. Z tym że to na szczęście nie dotyczy w
żadnym wypadku Polski w chwili obecnej, ale to już tak na marginesie.
Pan poseł Wujec pytał, czy mączka mięsno-kostna,
która została wprowadzona do kraju, jest zakażona. Nie ma żadnych metod
badania mączek mięsno-kostnych, tak żeby wyeliminować możliwość, że one
są bezpieczne, ustalić, czy są niebezpieczne. Warunek jest jeden one
mają być przeznaczona do skarmiania tylko i wyłącznie innych zwierząt,
czyli świń albo drobiu.
Czy są kontrolowane produkty pochodne? Absolutnie
tak. Później omówię to dokładnie. Wszystkie produkty z udziałem artykułów
zwierzęcego pochodzenia są poddawane kontroli weterynaryjnej, do tego stopnia
wręcz, że podpisano tu szczegółowe porozumienie między Inspekcją Sanitarną
i Inspekcją Weterynaryjną.
Pan poseł Rzymełka mówił, że rosyjskie agencje
podawały tę informację. Faktycznie tak było, wynikało to z tego, że w woj.
pomorskim wystąpił przypadek choroby Creutzfeldta-Jakoba u jednej osoby.
Przypadek Creutzfeldta-Jakoba należy odróżnić od wariantu Creutzfeldta-Jakoba,
czyli tej choroby, która jest przenoszona przez zwierzę. Ta choroba jest
również w Polsce monitorowana od 1995 r. do dnia dzisiejszego stwierdzono
48 przypadków i wszystkie one są potwierdzane w Edynburgu w celu wykluczenia
wariantu Creutzfeldta-Jakoba. Prowadzone również są badania ludzi, u których
stwierdzono takie objawy neurologiczne.
Jeśli chodzi o spożycie mięsa wołowego, to na
pewno jest pewien opór w tym względzie. Spadek oceniany jest różnie na
od 10 do 40%. Myślę, że w większości przypadków został on spowodowany informacjami,
które pojawiły się w prasie, które były podawane nieraz przez autorytety
naukowe wielokrotnie być może ich wypowiedzi nie były autoryzowane, chociażby
takie, że poprzez mleko przenosi się priony, i inne tego typu a które
wywoływały strach. W chwili obecnej robimy wszystko, aby zdementować tego
typu informacje.
Choroby prionowe, jeśli chodzi o całą etiologię,
choroby BSE pochodzą prawdopodobnie jedna z teorii tak mówi od scrapie,
czyli od trzęsawki. Jest to choroba, która atakuje owce. Druga teoria mówi,
że ta choroba występowała u bydła, lecz nie była wykrywana wcześniej, a
nasiliła się dopiero po skarmianiu mączkami mięsno-kostnymi. W Polsce pogłowie
owiec jest bardzo małe, 300 tys. sztuk, i mamy możliwości diagnozowania
w pełni tej choroby.
Pan poseł Kulas pytał o nakłady finansowe na promocję
wołowiny. Myślę, że ˝Polska zdrowa żywność˝, program, który obecnie jest
propagowany przez ministerstwo rolnictwa, jako jeden z elementów będzie
uwzględniał promocję mięsa wołowego. Spożycie wołowiny faktycznie jest
małe w Polsce. My jesteśmy... raczej wolimy wieprzowinę niż wołowinę.
(Głos z sali: Wieprzochłonni.)
Proszę? Wieprzochłonni, tak. Szacunki pokazują,
że statystyczny Polak spożywa7 kg wołowiny na rok.
Jeśli chodzi o pytanie pana posła Kaczyńskiego,
to przeżuwaczom nie można dawać mączek mięsno-kostnych. Jest rozporządzenie
ministra rolnictwa i gospodarki żywnościowej z marca 1999 r., które mówi,
że zabrania się dodawania jej do pasz przeznaczonych dla przeżuwaczy. Brakuje
niestety ustawy paszowej, w której projekcie jest zapisany całkowity zakaz
spożywania przez bydło mączek mięsno-kostnych. Ustawa ta czeka w Sejmie
w komisji rolnictwa od marca 2000 r. do chwili obecnej. Premier wystąpił
z pismem do pana marszałka, aby w miarę możliwości ze względu na wagę sytuacji
przyspieszyć procedowanie nad tą ustawą.
Jeżeli chodzi o dalsze restrykcje, to są planowane
takie działania. Ilość odpadów pochodzenia zwierzęcego w Polsce oscyluje
w granicach 600700 tys. ton. 600700 tys. ton są to duże ilości, ale udział
odpadów zwierzęcego pochodzenia, które pochodzą od przeżuwaczy, to rząd
wielkości od 70 do 100 tys. ton.
Powołany został wewnątrz ministerstwa rolnictwa
zespół do opracowania alternatywnych metod żywienia zwierząt i alternatywnych
metod utylizacji odpadów, aby wykluczyć całkowicie z łańcucha pokarmowego
mączki pochodzące od przeżuwaczy. Po wykluczeniu tych mączek od przeżuwaczy
jednocześnie zakazanie importu mączek z udziałem odpadów od przeżuwaczy
dawałoby gwarancję, że żaden element ryzyka nie wchodziłby w łańcuch pokarmowy.
Polska w dalszym ciągu jest eksporterem wołowiny, eksportuje cielęta, ponad
300 tys. sztuk cieląt rocznie eksportowane jest głównie do Włoch, ok. 20%
produkcji wołowiny w Polsce jest eksportowane na rynki unijne. W Unii obowiązuje
całkowity zakaz spożywania, ale Unia sama przyznała się do ogromnego bałaganu,
jaki miała u siebie. Jako argument wprowadzenia zakazu mającego obowiązywać
przez pół roku, prawdopodobnie będzie to przedłużone całkowitego zakazu
używania mączki mięsno-kostnej w żywieniu zwierząt podano, że następowały
zakażenia krzyżowe, czyli po produkcji paszy dla drobiu, dla świń w te
same silosy, w te same młyny wrzucano paszę dla bydła i stąd się wziął
niskoprocentowy, 3- i 5-procentowy udział białka zwierzęcego.
Pan poseł Lewandowski pytał,
czy działania rządu nie są spóźnione. Działania rządu absolutnie nie są
spóźnione, one faktycznie oscylują, uwzględniają ryzyko, jakie się pojawia;
pierwsze zakazy w 1998 r., potem kolejno Portugalia, Francja i inne kraje.
Chcę zwrócić uwagę, że obecnie zakazany jest tranzyt przez Polskę mączek
mięsno-kostnych, zakazany jest import mączek mięsno-kostnych ze wszystkich
krajów unijnych, jednocześnie co nie dotyczy Norwegii, która nie jest
członkiem Unii zakazany jest przywóz wszelkich artykułów z udziałem mięsa
wołowego.
Skąd się wzięło obecnie takie
zagrożenie, dlaczego nagle podjęto takie działania, mimo że BSE było wcześniej?
Chcę zwrócić uwagę, że w Unii Europejskiej od 1994 r. istnieje zakaz używania
mączek mięsno-kostnych w żywieniu przeżuwaczy. Nie było problemu do czasu,
kiedy w 1996 r., czyli 2 lata po wniesieniu zakazu, u krowy urodzonej we
Francji stwierdzono przypadek BSE i Francuzi jednocześnie przyznali się
do tego, że wprowadzili mięso ze sztuk podejrzanych o BSE do obrotu. W
tej sytuacji nie było możliwości podjęcia innych działań niż te, na które
się zdecydowano, które mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa konsumentowi
w Polsce i ochronę zdrowia zwierząt.
Problem plazmy krwi. Nie znam
skali importu plazmy krwi, ale mogę powiedzieć, że jest to grupa IV według
klasyfikacji WHO, czyli absolutnie nie niesie zagrożenia przenoszenia prionów.
Pan poseł Ajchler pytał o reeksport
mączek mięsno-kostnych. Co jest tu ważne? Było też później takie pytanie.
Prezes powołał wspomniany zespół 29 listopada br. i mam przyjemność być
jego przewodniczącym, czyli jestem osobą, która przekazuje państwu te informacje
w sposób wypracowany przez zespół po uwzględnieniu oszacowania możliwego
ryzyka. W pracach zespołu uczestniczy główny lekarz weterynarii, główny
inspektor sanitarny, Straż Graniczna, główny inspektor handlowy i również
Główny Urząd Ceł, czyli te wszystkie inspekcje, które w jakiś sposób mogą
skoordynować działania. Jest obecny dziś ze mną wiceminister zdrowia, pan
minister Tronczyński, który może zaświadczyć, że taka operacja jest prowadzona
i na pewno w znacznym stopniu przyczynia się ona do zapewnienia szczelności
granic i kontroli tranzytu, tranzyt bowiem również jest bardzo ściśle monitorowany.
Otrzymałem dziś raport i w okresie ostatnich 3 lat nie było żadnego przypadku,
żeby zginął jakikolwiek transport z udziałem artykułów zwierzęcego pochodzenia.
Giną telewizory, ginie spirytus, a póki co nie było na to żadnego dowodu.
Zresztą wszystkie tranzyty, które były dozwolone do dziś do godz. 24, w
chwili wprowadzenia zakazu zostały objęte konwojem celnym, czyli nie wolno
było niczego transportować przez Polskę bez konwojów celnych, co było dodatkowym
zabezpieczeniem, które zastosowaliśmy w tym przypadku.
Z analiz, które prowadzimy na bieżąco, nie tylko
wynika to, że Polska wprowadziła zakaz importu z krajów unijnych, ale również
kompetentne organy nadzoru główny lekarz weterynarii, główny inspektor
sanitarny zostały zobowiązane do wystąpienia do odpowiednich organów
wszystkich krajów europejskich o to, jakie podjęły one działania w celu
zapobieżenia BSE i zapewnienia bezpieczeństwa konsumentowi czy ochrony
zwierząt. W większości informacje te napływają całościowo, lecz śledzimy
również, czy nie następuje wzmożony import z krajów, w których nie ma restrykcji.
Analiza ta potrafi nam wskazać, że w przypadku gdy pojawiają się jakiekolwiek
impulsy z tych krajów... Zresztą nie jest to takie łatwe, bo na import,
szczególnie z krajów wschodnich, czyli Rosji, Białorusi, Ukrainy, potrzebne
są zezwolenia, które wydaje główny lekarz weterynarii.
Pan poseł Ajchler również wspomniał o powrocie
do grochu, łubinu, soi. W ramach zespołu, który pod przewodnictwem wiceministra
rolnictwa pana Chrzanowskiego działa w ministerstwie rolnictwa, myślimy
o dwóch działaniach związanych z alternatywnymi metodami żywienia. Widzimy
potrzebę zarówno wprowadzenia ceł eksportowych w celu ochrony naszego białka
roślinnego, jak również potrzebę obniżenia cła na soję, głównie o nią chodzi,
ale widzimy tu również szansę na promocję produkcji właśnie grochu, łubinu,
co faktycznie da możliwość zwiększenia areału uprawianych ziem w Polsce.
Pan poseł Wenderlich poruszył sprawę polityki
informacyjnej. Informacje o wszystkich działaniach są non stop publikowane.
Każdy protokół jest przekazywany wszystkim agencjom prasowym, wszystkim
dziennikarzom. Prawda jest taka, że gdy wszystko jest jasne, prasa tym
bardzo się nie interesuje. Bardziej się interesuje wszelkim sensacjami,
które by pokazywały, że coś jest źle. Centrum prasowe rządu i powstała
w ministerstwie rolnictwa komórka zajmują się ciągłym odpowiadaniem na
podniesione w prasie czy w radiu kwestie związane z BSE. Również program
˝Agrolinia˝ w tę niedzielę o godz. 13 będzie poświęcony sprawom BSE. Przygotowujemy
w ramach współpracy z krajowym centrum doradztwa rolniczego ulotki dla
rolników informujące, czym jest BSE, z czego wynika zagrożenie, ulotki
mówiące o tym, żeby nie żywić bydła mączkami mięsno-kostnymi.
Pan poseł Cycoń pytał, czy są to choroby dziedziczne.
Nie, te choroby nie przenoszą się horyzontalnie, nie ma żadnego dowodu,
że przenoszone są one z pokolenia na pokolenie. Z tej strony nie ma zagrożenia
i dlatego jest to o tyle bezpieczne.
Czy są środki w budżecie? Na pewno w takiej sytuacji
muszą znaleźć się środki. Również przygotowany jest tak zwany plan gotowości.
To, że Polska jest krajem niskiego ryzyka, to jest jedna sprawa, druga
sprawa musimy być na to przygotowani. Jakie działania winny być podjęte
w przypadku pojawienia się zagrożenia? Tego zagrożenia w chwili obecnej
absolutnie podkreślam to nie ma. Jednocześnie, co jest bardzo ważne,
jeżeli chodzi o projekt budżetu państwa na 2001 r., przewidziano znaczne
zwiększenie wydatków na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt. Przewidywana
kwota wyniesie bez mała 70 mln zł. To jest wzrost o 53% w stosunku do roku
ubiegłego.
Czy laboratorium w Puławach wystarczy? Absolutnie
nie wystarczy. Pojechało 7 osób z Polski, dlatego że planowane jest urządzenie
4 takich laboratoriów, które specjalizowałyby się w testach typu pronix
w celu eliminacji BSE. Chcę tu również wspomnieć o tym państwo pewnie
o tym wiecie że bydło do 30 miesiąca życia nie jest nośnikiem prionów,
czyli jest całkowicie bezpieczne. Grupa ryzyka dotyczy więc bydła powyżej
30 miesiąca życia.
Pan poseł Stanibuła zapytał, czy jest prowadzony
monitoring. Wspomniałem, że ten monitoring jest od marca 1996 r. Jest to
do dnia dzisiejszego 237 prób przeprowadzonych na krowach z wysokiego ryzyka,
dodatkowo przeprowadzono 188 prób losowych wśród zdrowego bydła. Wszystkie
próby były negatywne, czyli nie stwierdzono BSE.
Czy są środki na finansowanie? Oczywiście są.
Wspomniałem wcześniej o wzroście rezerwy na zwalczanie chorób zakaźnych.
Po przeszkoleniu grupy ludzi planujemy w pierwszej kolejności zakupić ok.
5 tysięcy testów, aby można było pierwszą grupę ryzyka poddać badaniom,
aby dodatkowo zwiększyć monitoring w ramach opracowywanego planu gotowości
przy współpracy wszystkich tych inspekcji. Przyglądamy się tym sprawom
w szerokiej perspektywie. Wiadomo, że od 1995 r. jest to 30 sztuk. Nie
będą one ubijane jednego dnia. Będą selektywnie poddawane badaniom.
Pan poseł Stec pytał, czy jest wprowadzone zarządzenie.
Zarządzenie takie istnieje o znakowaniu. Każdy podmiot gospodarczy ma
obowiązek wyraźnie znakować towar. Trzeba podać informacje, gdzie został
wyprodukowany, jakiego jest pochodzenia. Gwoli wyjaśnienia chcę powiedzieć,
że w 2000 r. importowano do Polski 46 ton wołowiny. Wołowina w Unii Europejskiej
jest bardzo droga, w Polsce nie ma tej wołowiny kulinarnej. Biorąc pod
uwagę spadki w Unii Europejskiej, trzeba patrzeć ze szczególną uwagą na
granice, aby nie było przypadku, że cena decyduje o przepływie tej wołowiny
do
Polski.
Czy polskie granice są szczelne?1 Myślę, że na
pewno są szczelne, że jest współpraca między Inspekcją Celną i Inspekcją
Weterynaryjną, ale to, iż są szczelne, nie znaczy, że nie można tego poprawić.
Wystąpiliśmy również do wojewodów, do wicepremiera o zwiększenie nakładów.
Trzeba ponad 100 inspektorów weterynarii, aby dodatkowo wzmocnić tę kontrolę.
Również, co jest ważne, w wyniku ustaleń tego
zespołu podjęto decyzję, że wszelkie towary, nawet z minimalną ilością
mięsa wołowego czy, generalnie, artykułu zwierzęcego pochodzenia, które
są wprowadzone na rynek polski, a dotychczas były odprawiane tylko przez
Inspekcję Sanitarną, muszą być teraz każdorazowo kontrolowane także przez
Inspekcję Weterynaryjną.
Pan poseł Woźny, kto koordynuje. Odpowiedziałem
ja koordynuję, jestem odpowiedzialny, jestem przewodniczącym tego zespołu
do spraw BSE. Podzielam stanowisko, że Andrzej Komorowski, główny lekarz
weterynarii, swoje działania wykonuje w sposób bardzo konstruktywny, rzeczowy
i tutaj nie ma mowy o braku współpracy i koordynacji. Byłem również zastępcą
głównego lekarza weterynarii, tak że sprawy te nie są mi obce.
Pan poseł Masternak, skąd pewność, że kontrola
będzie akurat u tych, którzy stosują mączki mięsno-kostne. Tak jak mówiłem,
całe działanie wiąże się z oszacowaniem ryzyka i z postępowaniem z ryzykiem.
Oszacowanie ryzyka jednym z elementów jest właśnie potwierdzenie z gospodarstw,
co do których mamy dowody, że mączka mięsno-kostna była stosowana. Tu przewidujemy
tylko takie działanie, aby te sztuki, które będą ubijane, a będą liczyły
powyżej 30 miesięcy życia, były przebadane w kierunku BSE. I to jest podstawowy
argument. W Polsce nie ma tradycji żywienia bydła mączkami mięsno-kostnymi,
w ogóle pojawiło się to na zasadzie stymulacji wydajności mlecznej. W Polsce
rolnicy tego unikają. Jedyne zagrożenie, które się z tym wiąże, dotyczy
bydła wysoko wydajnego, importowanego z Unii Europejskiej. Tam próbuje
się, wiedząc o tym, że można tę wydajność zwiększyć, stosować mączki mięsno-kostne,
a bydło jest objęte badaniami na okoliczność podwyższonego ryzyka. I myślę,
że co do oddziaływania na świadomość rolnika, to raczej rolnik zdaje sobie
z tego sprawę, jest świadomym partnerem w tej współpracy. Sądzę, że jest
tu również świadomość tego, że jest zakaz i że nie wolno tego stosować.
Co zrobić z polską mączką mięsno-kostną. Faktycznie
mączka mięsno-kostna to był głównie import, 70% to import głównie z Unii
Europejskiej. To jest m.in. przyczyna tego, że Polska jest utożsamiana
z krajami niskiego ryzyka, a nie z takimi, w których nie ma w ogóle ryzyka.
Zresztą jesteśmy klasyfikowani, jeśli chodzi o poziom ryzyka, tak jak Australia
i Argentyna. To jest też element świadczący o tym, w jakiej obecnie jesteśmy
w sytuacji. Ale myślę, że ważne jest to, co powiedziałem. 700 tys. ton
odpadów poprodukcyjnych zwierzęcego pochodzenia, po wyeliminowaniu tych
około 80100 tys. ton, które pochodzą od przeżuwaczy, może być w dalszym
ciągu używane, bo również tu prowadzone są działania mające na celu stosowanie
alternatywnych metod utylizacji. W Polsce jest około 70 zakładów utylizacyjnych,
żaden nie spełnia standardów w zakresie norm unijnych. Nie chodzi głównie
o parametry, bo parametry są jednoznaczne 133 stopnie, 3 bary, 20 minut
i odpady nie większe niż 5 cm ale o sprawy monitoringu, czyli rejestrów
temperatur. Jest problem również ze spalarniami, ale zapewniam, że rząd
przygląda się temu dokładnie. Tu potrzebna jest koncepcja długofalowa,
jest to też związane z integracją w stanowisku negocjacyjnym Polska zobowiązała
się do przedstawienia sposobu, w jaki rozwiąże ten problem.
Pan poseł Kobielusz, czy BSE jest u sąsiadów.
Jest u sąsiadów w Niemczech. W Czechach, Słowacji, Rosji, na Ukrainie
i Białorusi nie stwierdzono przypadków BSE, jak również nie stwierdzono
przypadków wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba.
Czy jest prowadzona analiza geografii podwyższonego
ryzyka. Oczywiście jest to niezmiernie ważny element i został uwzględniony
w szkoleniach. Bo tu chcę wspomnieć również, że praktycznie od połowy lat
90. do chwili obecnej ponad tysiąc lekarzy weterynarii, łącznie z lekarzami
pierwszego kontaktu, czyli prywatnymi, zostało przeszkolonych odnośnie
do BSE i objawów BSE. Zresztą, jakby dodatkowo, dziennie trafiają obecnie
34 próby do badań w kierunku wykluczenia BSE pojawiła się dodatkowa
motywacja, żeby reagować na bieżąco. Na tych szkoleniach, które były przeprowadzane
już w listopadzie i na początku grudnia, zwrócono szczególną uwagę na te
kwestie właśnie tych powiatowych lekarzy weterynarii, powiatowych inspektorów
do spraw zwalczania chorób zakaźnych z regionów, gdzie sprowadzone zostało
bydło importowane, czyli w których istniało zagrożenie. Oni muszą być tam
przygotowani na to, jak mają postępować w przypadku tego typu podejrzeń,
ewentualnie muszą wiedzieć, jakie mają podjąć działania, jeżeli zwierzę
zostanie przeznaczone do uboju.
Jak przeciwdziałać tym zagrożeniom. Wspomniałem
o składzie zespołu. Na pewno Polska, jak państwo wiecie (afera dioksynowa,
afera BSE, odpukać, to jest wszystko w tym momencie), ma bardzo dużą wiarygodność
w oczach nawet ekspertów unijnych. Strona polska również wystąpiła, jakby
kolejny raz, z propozycją, że Polska nie chce tylko otrzymywać informacji
z Unii Europejskiej i z mediów, również chce być obserwatorem w stałych
komitetach naukowych, w stałym komitecie weterynaryjnym. Unia jakby zachowuje
dystans, my z jednej strony mówimy, że chcemy być świadomi tego, jakie
decyzje są podejmowane, jakie one są, z czego wynikają, z drugiej strony
twierdzimy, że nasze doświadczenie również może być brane pod uwagę. W
związku z tym ta sprawa jest niezmiernie ważna i tu jest ciągła presja
na Unię, tym bardziej że Norwegia i Islandia są członkami, mają status
obserwatora w tych komisjach naukowych, Polska zaś nie może go uzyskać.
Zajmowane w tej sprawie stanowiska są zdecydowane.
Pan poseł Zieliński galaretki, żelki. Oczywiście
wszystkie te towary są objęte tzw. grupą podwyższonego ryzyka. Żelatyna
jest sprowadzana na podstawie zezwolenia. W przypadku pochodzenia z krajów
objętych nakazami restrykcyjnymi zawsze musi być przeprowadzone badanie
na gatunkowość. W chwili obecnej dopuszczalna jest żelatyna tylko z wieprzowiny
i z ryb. W związku z tym te badania, które są wykonywane przed dopuszczeniem
do obrotu, mają poświadczyć, że nie mamy do czynienia z żelatyną, która
pochodzi od przeżuwaczy. Tak samo, m.in. jako skutek działania zespołu,
główny inspektor zobowiązał się wprowadzić tego typu badania również w
wypadku produktów typu galaretki, żelki przed dopuszczeniem ich do obrotu.
Pan poseł Zieliński pytał również, czy były przypadki
choroby Creutzfeldta-Jakoba w Polsce. Tak, od 10.05 było 48 przypadków,
tylko jeszcze raz podkreślam, była to choroba Creutzfeldta-Jakoba, która
jest chorobą dziedziczną, która czasami jest związana z przeszczepami rogówki
i innymi takimi działaniami, ale absolutnie nie ma to nic wspólnego z omawianym
wariantem choroby Creutzfeldta-Jakoba.
Kto wchodzi w skład zespołu wspomniałem. Praktycznie,
zasadniczo inspekcje, dodatkowo w obradach zespołu zawsze uczestniczą eksperci
z Rady Sanitarno-Epizootycznej i Rady Sanitarno-Epidemiologicznej, czyli
organ doradczy Głównego Inspektora Sanitarnego i Głównego Lekarza Weterynarii.
Pan poseł Krutul. 3 mld euro 70% tej całości,
którą się przeznacza, to jest tylko 70% tych wszystkich kosztów, które
winno się przeznaczyć na ten cel. 30% tych kosztów muszą pokryć kraje członkowskie.
Zresztą tutaj te reakcje, z którymi państwo się spotkaliście, zablokowanie
całej Unii na import mączek mięsno-kostnych, wynikały z tego, że Unia wprowadziła
u siebie całkowity zakaz żywienia zwierząt mączkami mięsno-kostnymi, wprowadziła
również zakaz eksportu do krajów trzecich, ale wprowadziła to z dniem 1
stycznia 2001 r., zostawiając sobie okres 3 tygodni, w związku z tym baliśmy
się tego, że właśnie w tym okresie napłyną znaczne ich ilości. Zresztą
od pierwszej informacji o tym, że Polska zamierza działać w kierunku wprowadzenia
restrykcji, to jest od 6 listopada, wszystkie transporty zostały objęte
specjalnym nadzorem, są specjalnie monitorowane, dokąd one idą, jak są
zużywane i jakie jest ich przeznaczenie. Zresztą posiadam raporty dotyczące
tego, co wycofano z obrotu. Tu istnieje bardzo ścisła współpraca między
Inspekcją Handlową i Inspekcją Sanitarną. Wszystkie podejrzane artykuły
są wycofywane do czasu uzyskania poświadczenia ich faktycznego pochodzenia
i faktycznego składu.
Czy CEFTA zablokować? Proszę państwa, wszystkie
działania, które Polska podejmuje, są również prenotyfikowane w WTO i
wszystkie działania, które są podejmowane, wiążą się z tym, że my musimy
uznawać kompetentne organy odpowiednie do naszych organów, w związku z
tym nie możemy twierdzić, że w którymś kraju jest zagrożenie, jeżeli mamy
wyraźne oświadczenie tych krajów, że tak jak Polska kontrolują sytuację
w zakresie BSE. Chcę tu zwrócić uwagę na działanie nieudokumentowane w
sposób faktyczny oszacowaniem ryzyka. Proszę zwrócić uwagę, że zablokowaliśmy
Unię, a w dalszym ciągu eksportujemy zarówno cielęta, jak i mięso wołowe
na rynki unijne.
Było również pytanie... Myślę, że to już chyba
wszystko, chociaż mi się zdaje, że jeszcze o jednym zapomniałem.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Myślę, że wyczerpująco
udzieliłem informacji. Jeżeli...
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu ministrowi za wyjaśnienie kwestii.
Jest to temat bardzo ważny, w Polsce bowiem widoczny
jest pewien niepokój. Tu rzeczywiście chodzi o wyjaśnienie, że nastąpiło
wykluczenie pasz z dodatkami pochodzenia zwierzęcego w żywieniu przede
wszystkim przeżuwaczy, bo niektórzy już tak się boją, że chcą psy karmić
sianem.
Przechodzimy do następnego pytania.
Pan poseł Wujec ma prośbę.
Poseł Henryk Wujec:
Mam prośbę do pana marszałka i pana ministra.
Pan minister wspomniał o tym, że przygotowywany
jest raport obejmujący te wstępne badania. Jeśli ten raport będzie gotowy,
prośba o przekazanie go na ręce pana marszałka dla posłów. Dziękuję.
Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju
Wsi Robert Gmyrek: Ten raport został przekazany panu marszałkowi.)
Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:
Dziękuję panu posłowi.
Pan poseł postuluje, by posłowie otrzymali ten
raport?
Jeśli zgłoszą się kluby, to będzie można przedrukować.
|
|
"TYDZIEŃ"
Program Redakcji Rolnej I Programu Telewizji Polskiej
pod redakcją red. Krzysztofa Szwejka
EMISJA 17. grudnia, 2000r.
Krzysztof Karman (Redakcja Rolna TVP1 - TVP1): Dzień dobry, witam
państwa, o żywności mówić będziemy w dzisiejszym 'TYGODNIU". Nadchodzą
święta. Tradycja nakazuje, by spędzać je przy suto zastawionym stole. Nie
chcemy psuć państwu apetytu, ale proponujemy rozmowę o tym, czy wszystko,
co spożywamy jest bezpieczne dla naszego zdrowia. Czy to, co jemy, nam
nie zaszkodzi. Czy wszystkie towary, które znajdują się w naszych sklepach,
mogą stać się przedmiotem naszego zainteresowania. Zapraszam do oglądania
'TYGODNIA", którego gośćmi są dzisiaj panowie: Robert Gmyrek, wiceminister
rolnictwa i rozwoju wsi, jednocześnie szef rządowego zespołu ds. rozpoznania
ryzyka wystąpienia "choroby szalonych krów", Wiesław Nogal, koordynator
programu identyfikacji i promocji żywności "Polska Dobra Żywność", Edward
Szepel, wiceprezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody
Chlewnej oraz Zbigniew Hałat, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów.
(...)
Krzysztof Karman (TVP1): O tym, że trzeba uważać na to, co jemy,
przypomniała nam ostatnio afera "szalonych krów". Nie jest to jedyna sprawa
związana ze złą żywnością, nie jedyna sprawa, która pojawiła się w ostatnich
latach.
(...materiał filmowy dot. BSE/CJD...)
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, jak to się dzieje, że
w krajach, w których jakość żywności jest rygorystycznie kontrolowana afera
goni aferę?
Zbigniew Hałat (Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów - SOZK):
Rygorystycznie kontrolować nie wystarczy, panie redaktorze. Np. Francuzi
dopuszczają niepasteryzowane mleko do obrotu i potem zwalczają zakażenia
Listerią. To samo jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie nieustannie są wycofywane
tony mięsa skażonego Escherichią coli wywołującą choroby o bardzo poważnym,
nieraz śmiertelnym przebiegu. Mamy do czynienia z taką sytuacją, że wszędzie,
gdzie jest produkcja, jest ryzyko nieszczęścia związanego ze skażeniem
lub zakażeniem produktu. Chciałbym powiedzieć jedno: w czasie świąt - ostatnich
w tym tysiącleciu - bardziej uważajmy na kolkę wątrobową, bardziej uważajmy
na niestrawność, niż na to, co jest wynikiem skażenia żywności globalnego,
czy też związanego z objawami, które mają się rozwinąć po...
Krzysztof Karman (TVP1): Czyli żadne dioksyny, żadne konserwanty
dodawane do żywności nie są nam straszne...
Zbigniew Hałat (SOZK): Jest to straszne, ale w skali szerszej
niż ten tydzień najbliższy, więc proponowałbym troszeczkę stonować i zastanowić
się nad tym, jak w przyszłym tysiącleciu będzie wyglądał w Polsce nadzór
nad żywnością.
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, na razie mamy jeszcze
to tysiąclecie. Jak to się dzieje, że tych afer jest tak dużo? Dlaczego?
Robert Gmyrek (Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi - MRiRW):
Ja myślę, że żyjemy w takim czasie, kiedy stosuje się przeróżne metody
intensyfikacji produkcji, przeróżne metody zwiększenia wydajności
produktów i to, co Unia przeżywa w chwili obecnej jest to wynikiem właśnie
tych prac. W Polsce nigdy nie było takich działań mających na celu
tak zintensyfikowanie tej produkcji. Raczej jesteśmy krajem, gdzie nie
występują intensywne metody hodowli zwierząt, jak i ta technologia przetwórstwa...
Krzysztof Karman (TVP1): Ale te metody pojawiają się. Wiadomo,
trzeba obniżać koszty, trzeba produkować więcej...
Robert Gmyrek (MRiRW): Myślę to jest związane przede wszystkim
tak: system nadzoru, który powinien obejmować cały cykl produkcji - od
zagrody do gospody - on wskazuje coraz bardziej, że na te elementy, na
które nie zwracano wcześniej uwagi, należy ją zwracać
Krzysztof Karman (TVP1): W takim razie zacznijmy od tego, czy
mamy prawo, które pozwala na nadzorowanie procesu produkcji żywności.
Robert Gmyrek (MRiRW): Absolutnie prawo mamy. Prawo to jest w
ciągłym etapie dostosowywania do standardów światowych i w tym momencie
kompetentne inspekcje wykonują to w sposób prawidłowy i rzetelny. I to
co afera dioksynowa pokazała, czy afera BSE, Polska przeżyła te sytuacje
w sposób całkowicie odizolowany od tych wypadków, które miały miejsce w
Unii Europejskiej.
Krzysztof Karman (TVP1): Czyli zupełnie spokojnie sięgamy po
wszystko, co jest na półkach sklepowych....
Zbigniew Hałat (SOZK): Panie ministrze, panie ministrze! Pomyślmy
o tym, jaki jest poziom naszych laboratoriów, czy rzeczywiście wszystko
badamy zgodnie z wymogami, takimi, jakie przyświecają ochronie konsumenta
na zachodzie. Dajmy sobie tutaj odpowiedź na to czy np. nasze spalarnie
śmieci są bezpieczne, jak w Zakroczymiu, gdzie niedawno cała okolica
została uratowana jako miejsce produkcji rolnej przez mieszkankę
tamtego miasta, która nie pozwoliła na lokalizację spalarni śmieci. Czy
to nie są przykłady na to, że służby państwowe jednak nie mają odpowiedniego
wyposażenia, że te nasze pieniądze podatnika nie są właściwie wykorzystywane.
Krzysztof Karman (TVP1): Dlatego statystycznie wypadamy w miarę
dobrze, bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego skontrolować.
Zbigniew Hałat (SOZK): No właśnie - nie badamy. Nie patrzymy,
więc nie widzimy.
Robert Gmyrek (MRiRW): Na pewno tak nie jest. Na pewno, oczywiście,
nie powiedziałem tego, że jest dobrze, że nie ma nic, co można by poprawić,
ale absolutnie chcę podkreślić, że to nie jest tak, że jeżeli mówimy o
chorobie szalonych krów to mówimy to tylko dlatego, aby uspokoić konsumenta.
Monitorowanie choroby BSE było od roku 1996. Zbadano ponad 200 sztuk,
dokładnie 239 sztuk z tymi objawami neurologicznymi, które mogły
wskazywać na BSE. Wszystkie były z wynikiem ujemnym. Również ponad około
200 sztuk krów bez żadnych takich objawów, zbadano na zasadach losowych.
Badania te potwierdziły również, że w Polsce nie ma BSE. Od 1995 roku badamy
również chorobę Creutzfeldta-Jakoba u ludzi i ponad 80 przypadków,
które były zakwalifikowane do tego typu badań - 48 to była choroba
Creutzfeldta Jakoba, ale nie nowy wariant choroby Creutzfeldta Jakoba.
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, przejmujemy zachodnie
metody produkcji żywności, coraz bardziej dbamy o to, by produkować jak
najwięcej, jak najtaniej. Czy to oznacza, że hodowcy będą stosowali również
takie pasze, które mogą w efekcie spowodować zagrożenie dla naszego zdrowia.
Edward Szepel (Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody
Chlewnej - PZHiPTCh): Myślę, że nie, jeżeli już to nieświadomie. Przecież
my jesteśmy również konsumentami, to po pierwsze. ..
Krzysztof Karman (TVP1): Ale tam w Unii hodowcy także są konsumentami
i karmią zwierzęta roślinożerne paszami mięsnymi...
Edward Szepel (PZHiPTCh): U nas w Polsce ja nie znam takich przypadków,
a często spotykam się z rolnikami i mam kontakty ze związkiem producentów
wołowiny i nie stwierdzono żeby ....to znaczy po pierwsze nie ma tradycji,
a po drugie sama ekonomika, przy tych niskich cenach wołowiny, wskazuje,
że stosowanie takich pasz byłoby podpisaniem wyroku na siebie po prostu.
Ktoś, kto by stosował takie pasze to byłby samobójcą, bo podrażałby
tak znaczenie koszty produkcji.
Krzysztof Karman (TVP1): Mamy pierwsze pytania od widzów.Czy
w Polsce ludzie już w tej chwili chorują na BSE? Jaka ewentualnie może
być skala zagrożenia.?
Robert Gmyrek (MRiRW): Absolutnie podkreślam: nikt nie zachorował
na chorobę odzwierzęcą związaną z BSE, czyli wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba.
48 przypadków Creutzfeldta-Jakoba co stanowi średnio 0,25 na milion mieszkańców
Polski to były tylko te przypadki związane z tym klasycznym przypadkiem
choroby Creutzfeldta-Jakoba, która wynika z cech genetycznych, z samoistnych,
ewentualnie poszczepiennych. Nie było żadnego przypadku wariantu Creutzfeldta-Jakoba.
Zbigniew Hałat (SOZK): Ja bardzo przepraszam. Częstość występowania
w Polsce jest taka możliwa jak w Europie Zachodniej. Jak obliczył profesor
Liberski, 40% populacji jest podatnej na zakażenie prionem. W związku z
tym, że możemy się liczyć z częstością - jeden przypadek choroby
Creutzfeldta-Jakoba, tej klasycznej, sporadycznej, na 1 milion
ludności, to powinno być 40 przypadków rocznie w Polsce, a mamy zarejestrowane
tylko 10. I z tego wynika, że poziom diagnostyki w polskich szpitalach,
zresztą mało dostępnych ostatnio - jak się okazuje - jest żałosny.
W związku z tym nie można aż tak daleko iść. Poza tym, panie ministrze,
mnóstwo ludzi mieszkało w Anglii w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych,
wróciło stamtąd i tu u nas mogą paść ofiarą, niestety, tego samego sposobu
transmisji jak Brytyjczycy.
Robert Gmyrek (MRiRW): Ja tu chcę powiedzieć jedną rzecz.
Pan wspomniał profesora Liberskiego. Te dane, które podałem - 0,25 na milion
mieszkańców pochodzi zarówno z analizy profesora Liberskiego jak i profesora
Kulczyckiego....
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów na razie tyle o chorobie szalonych
krów. Kolejne pytanie telewidza: Czy Polska jest w stanie kontrolować napływającą
do Polski chorobę żywności - pyta pani Jaworska z Warszawy i drugie pytanie
od pani Miłek z łódzkiego: dlaczego nie skupuje się polskiej wołowiny,
skoro jest zdrowa?
Robert Gmyrek (MRiRW): Proszę państwa, przede wszystkich chcę
powiedzieć, że wszelkie działania, które są prowadzone w chwili obecnej
w Polsce związane są z tak zwanym oszacowaniem ryzyka. I na pewno tym ryzykiem
jest zaimportowane bydło, które wpłynęło do Polski. Od 1995 wpłynęło ponad
30 tysięcy sztuk takiego bydła. Na pewno ryzykiem są wszelkie objawy neurologiczne
u sztuk podejrzanych, które wykazują te objawy i ewentualnie inne
zwierzęta, które są kierowane na ubój z konieczności, czy też padły. Również
- wspomniał tu wcześniej pan prezes - nie ma w Polsce tradycji, zostało
to potwierdzone w wyniku kontroli Inspekcji Skupu i Przetwórstwa Artykułów
Rolnych, tradycji żywienia bydła mączkami. W tym momencie po wyeliminowaniu
tego ryzyka te sztuki będą badane w celu wykluczenia BSE u bydła i na pewno
nie tylko badaniem histopatologicznym, ale również testami, które
sprowadzamy do Polski, testami nowej generacji - testami Prionics, firmy
szwajcarskiej. I tu gwarantujemy, że wszystkie sztuki powyżej 30 miesiąca
będą badane przed dopuszczeniem do obrotu.
Krzysztof Karman (TVP1): Na razie tyle o chorobie i hodowli.
Porozmawiajmy troszkę o przetwórstwie. W tej chwili nie ma na półkach sklepowych
produktu, który nie byłby sztucznie ulepszany. Konserwanty, stabilizatory,
antykoalgulanty, substancje zapachowe, barwniki, różnego rodzaju dodatki,
które maja sprawić, iż ta żywność będzie wspaniała, pachnąca, kolorowa,
wiecznie świeża...
Zbigniew Hałat (SOZK):...izolaty sojowe, fosforany, które odbierają
panu prezesowi sprzedaż surowca...
Krzysztof Karman (TVP1): Czy my możemy bezpiecznie sięgać
po te towary?
Zbigniew Hałat (SOZK): Czy bezpiecznie i czy ekonomicznie dla
naszych braci rolników, czy hodowców. Przede wszystkim nie możemy opierać
się o to wszystko, co służy obcemu producentowi. Uważam, że jeżeli
mamy stare dobre polskie tradycje produkcji wyrobów wędliniarskich, to
autentycznie nie musimy w to wkładać soi, która wiąże wodę, czy fosforanów,
które wiążą wodę i 18 złotych płacąc za szynkę, kupować wkładu mięsnego
tylko za złotych 6.
Krzysztof Karman (TVP1): Ale wracając do mojego pytania. Na etykietach
tych wszystkich towarów mamy takie symbole: E ileś tam, E ileś tam. Tych
E czasami bywa 8 -10, tego typu pozycji. Czy to oznacza, że taki produkt
należy zdyskwalifikować?
Zbigniew Hałat (SOZK): Trzeba powiedzieć, że wpisanie na listę
substancji dodatkowych dozwolonych jest poprzedzone wieloletnimi, nieraz
kosztującymi miliony dolarów badaniami takiego produktu. Niemniej jednak,
jak wiemy, nauka jest przekupna i możemy się liczyć z tym, że doszło do
wprowadzenia jakiegoś produktu dlatego, że gdzieś jakieś lobby zaistniało,
aby zarejestrować w FDA, czy w Codex Alimentarius, substancję dodatkową.
I co do tego wymagana jest zasada przezorności - cały czas trzeba przyglądać
się efektom. Na przykład ostatnio mamy informacje o tym, że aspartam, który
służy do zastąpienia, z kolei polskiego cukru, jest, niestety, środkiem,
który może szkodzić ludziom.
Robert Gmyrek (MRiRW): Panie redaktorze, jeżeli mogę dodać jedno
zdanie. Uwzględniliśmy jeden z ważnych elementów - znakowanie produktów.
Przede wszystkim znakowanie produktów powinno uwzględniać wszelkie dodatki,
jakie tam są stosowane, a reszta to jest świadomy wybór konsumenta, bo
afery, które wystąpiły w Unii Europejskiej pokazują jedno: nastąpił odwrót
o tej masowej produkcji, a konsumenci szukają małych sklepików z tradycyjnymi
produktami, z tradycyjnymi procesami technologicznymi i tam starają się
zaopatrywać. Tam wydajność i cena przestały odgrywać dawną rolę.
(...materiał filmowy...)
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, jak pomóc konsumentom
w wyborze żywności dobrej jakości?
Wiesław Nogal ("Polska Dobra Żywność" - PDŻ): Przede wszystkim
czytelnie oznakować. Co 12 konsument czyta etykiety, co 12 czyli bardzo
mało. Na etykiecie też nie można zmieścić wszystkich informacji,
a zatem, musimy pokazać w sposób bardzo precyzyjny, czy dany produkt jest
bezpieczny, dobry jakościowo, warty kupienia.
Krzysztof Karman (TVP1): Ale na etykietach są przeróżne napisy:
bez konserwantów, znakomite bo polskie, zawsze świeże, tego typu...
Wiesław Nogal (PDŻ): Niestety na opakowaniach nie zawsze zgodnie
z prawem są różne znaki, różne hasła reklamowe typu: produkt polski czy
produkt zdrowy. Ostatnio znajomy mi przysłał opakowanie cukru, na
którym był napis "produkt polski:, a niżej małymi literkami: "import
Niemcy". Konsument ma prawo wiedzieć co kupuje. I myślę, że właśnie
program identyfikacji i promocji "Polska dobra żywność", program, który
ogłosił minister rolnictwa Artur Balazs, spełnia te oczekiwania klientów,
ponieważ jednym znakiem pokazuje konsumentom: ten produkt jest dobry jakościowo....
Krzysztof Karman (TVP1): Ale żeby ten znak otrzymać trzeba na
to zasłużyć..
Wiesław Nogal (PDŻ): Są trzy kryteria, bardzo proste. Po
pierwsze surowce tylko krajowe. Dlaczego krajowe? Dlatego, że dzięki temu
wspieramy producentów naszych, krajowych, a po drugie mamy możliwość identyfikacji
z jakiego źródła pochodzi surowiec. W przypadku importowanych surowców
nie zawsze możemy dociec z jakiego regionu Europy on pochodzi, a jak wiemy
dokumenty na granicach znikają, bądź są fałszowane, zresztą trudno tu mówić
do końca, w jaki sposób są one kontrolowane. Drugi warunek: warunki
produkcji mają być zgodne z normami polskimi i oczekiwaniami również unijnymi,
z uwzględnieniem HCCP. To właśnie są te warunki gwarantujące na każdym
etapie produkcji system kontroli punktów krytycznych.
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, jeśli producenci oszukują,
a taką sugestię odczytałem z pana wypowiedzi, dlaczego im się to umożliwia
czy jest taka możliwość prawna. Powiedzieli panowie, że prawo mamy dobre.
Może kontroli nie ma dobrej?
Robert Gmyrek (MRiRW): Kontrola jest, tylko jeszcze raz podkreślam,
to co było wspomniane wynika z przepisów unijnych. Wdrażanie systemów kontroli,
czy to dobrej praktyki produkcyjnej, dobrej praktyki higienicznej, czy
też analizy punktów krytycznych wymaga zmiany podejścia producentów do:
co to jest jakość zdrowotna, co to jest jakość handlowa, to zrozumienie
tego, że producent odpowiada za te wszystkie elementy.
Krzysztof Karman (TVP1): Ale, panie ministrze, chodzi o to, żeby
nas nie truli, żeby nas nie truli, dlatego tylko, że chcą zarobić.
Robert Gmyrek (MRiRW): Proszę państwa, jeszcze raz podkreślam,
że bez żadnych obaw jem polską żywność, polską żywność czy to surowiec,
czy przetworzoną i kolejnych afer, które wynikają w Unii Europejskiej,
udaje się uniknąć w Polsce.
Krzysztof Karman (TVP1): Ale tu pan powiedział o szynce, która
zawiera mięso tylko w 30%. Czytałem raporty Państwowej Inspekcji Handlowej,
gdzie jest mowa o koncentracie, który składa się głównie ze skrobi,
białka sojowego, barwnika i czegoś tam jeszcze..
Zbigniew Hałat (SOZK): Ja uważam, że państwo musi wydać więcej
pieniędzy z naszych kieszeni pozyskanych na służby kontrolne, na badania,
na to, żeby te służby kontrolne pracowały zgodnie z wymaganiami dobrej
roboty. Nie da się tego ominąć, nie da się tego zastąpić przysięgami ministra,
że je wszystko. To jest nieporozumienie moim zdaniem.
Krzysztof Karman (TVP1): Mamy bardzo dużo telefonów od telewidzów.
Konkretne pytania. Co z żelatyną, czy jest szkodliwa dla zdrowia? Żelatyna
występuje w ogromnej ilości artykułów żywnościowych.
Zbigniew Hałat (SOZK): Naturalnie, jeżeli nie mamy pewności,
co do źródła jej pochodzenia, powinniśmy unikać takich produktów. O ile
wiem, służby sanitarne, inspekcja sanitarna i weterynaryjna, podjęły ściąganie
z rynku tych produktów, które zawierają niepewną żelatynę, to znaczy taką,
która może być pochodzenia wołowego. Aczkolwiek ryzyko jest oczywiście
nikłe, niemniej jednak nie ma powodu, aby tego ryzyka nie oddalić.
Robert Gmyrek (MRiRW): Absolutnie potwierdzam. Żelatyna idzie
tylko na zezwolenie głównego lekarza weterynarii. Absolutnie nie jest możliwe
dopuszczenie do obrotu żelatyny pochodzenia wołowego.
Krzysztof Karman (TVP1): Ale jak to się generalnie dzieje, że
różnego rodzaju dodatki do żywności uzyskują prawną możliwość stosowania
w procesie produkcji. Na przykład majonezy, które do niedawna miały czterotygodniowe
terminy ważności w tej chwili mają terminy 6-miesięczne. A to za sprawą
dodania jeszcze jednego składnika, który sprawia, iż tłuszcz nie jełczeje
Zbigniew Hałat (SOZK): To jest postęp technologiczny w produkcji
żywności - o korzyści proszę zapytać technologów żywności
Krzysztof Karman (TVP1): Ale ja dziękuję za taki postęp
Zbigniew Hałat (SOZK): Ja też za to dziękuję, dlatego wybieram
naturalne polskie produkty, które mają gwarancje choćby takie, że są pozyskane
z drobnotowarowych gospodarstw, a więc tam, gdzie się nie opłaca oszukiwać.
To samo dotyczy pasz. Jeżeli zastąpimy polskie rośliny strączkowe soją
importowaną, czy paszami pozyskanymi z mączek kostnych na zachodzie, to
nasz rolnik traci na tym i wówczas to kółko wzajemnych interesów - jedz
to co wyprodukowałeś u siebie w kraju - rozrywa się.
Edward Szepel (PZHiPTCh): Ja mogę powiedzieć, że wszyscy rolnicy,
ci światli, a takich tu reprezentuję, bo zrzeszonych w związku, technologię
swoją robią w ten sposób, że stosują najlepsze praktyki, starają się używać
surowców i premiksów czy dodatków z gwarantowanych źródeł. Tak, że tutaj
od strony produkcji, surowca wydaje mi się, że wszystko jest zagwarantowane.
Mało tego. Jeżeli konsument żądał od nas chudszego mięsa - my takie mięso
produkujemy. Mogę powiedzieć, że realizujemy jakby przed terminem program
rządowy. Bo jeżeli program rządowy zakładał, że mięsność polskich świń
będzie w 2010 roku wynosiła 55%, to w tej chwili granica 51-52% jest osiągana,
tak że jest to znacznie, znacznie przed terminem. Ale chciałbym
wejść tutaj w słowo dotyczące znakowania i identyfikacji żywności. To jest
etap, o czym pan mówił, od przetwórcy do konsumenta. Myśmy w związku poszli
trochę dalej. Przy współpracy Instytutu Zootechniki realizujemy taki program
identyfikacji zwierząt...
Krzysztof Karman (TVP1): To jest na wzór tego co się praktykuje
w Unii Europejskiej...
Edward Szepel (PZHiPTCh): Tak. Mało tego. Identyfikujemy pochodzenie
po to, żeby lepiej selekcjonować , ale jednocześnie przy okazji robimy
badania jakości mięsa. Tak, że tutaj mamy wiele, wiele informacji. Jest
to program zakrojony na trzy lata. Mam nadzieję, że jakieś tam efekty zakładane
nam przyniesie.
Wiesław Nogal (PDŻ): To nie jest program ministra od producenta
do konsumenta. On również identyfikuje od pola. Jednym z warunków przyjęcia
produktów do certyfikacji jest udowodnienie pochodzenia od producenta.
Czy to będzie właśnie skup żywca, czy mleko. Są pokazane rejony z jakiego
terenu kupowany jest surowiec, badania weterynaryjne i tak dalej.
Krzysztof Karman (TVP1): Kolejna porcja pytań od widzów.
Z jakich mięs produkowane są hamburgery w sieciach fast food - pyta pani
Wanda Zając z Warszawy.
Robert Gmyrek (MRiRW): Od 1992 roku, osobiście sprawdziłem te
informacje i uzyskałem potwierdzenie właśnie z sieci fast-food, jest to
tylko i wyłącznie polski surowiec, polskie mięso.
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów generalne pytanie już sumujące
tą naszą dyskusję: jak ustrzec się złej żywności, czy jest takie ryzyko,
że sięgając w sklepie na półkę po jakiś tam określony towar ryzykujemy
zdrowie i życie?
Zbigniew Hałat (SOZK): Było, jest i będzie. Można tylko zmniejszyć
to ryzyko, wymagając więcej od ludzi, którzy akurat mają władzę działań
kontrolnych i starając się wspierać dobrych producentów.
Edward Szepel (PZHiPTCh): Ja jako konsument proponowałbym czytać
etykiety i wybierać to co rzeczywiście dobre.
Zbigniew Hałat (SOZK): Ale producent może nakłamać na etykiecie...
.
Wiesław Nogal (PDŻ): A ja radzę konsumentom wybrać żywność ze
znakiem Polska Zdrowa Żywność - ona gwarantuje pochodzenie polskie, krajowe
i znakomitą jakość. Kryteria są bardzo wysokie. Co dziesiąty wniosek jest
rozpatrywany pozytywnie przez radę naukową, niezależną od ministra radę
złożoną z żywieniowców, z lekarzy, którzy dbają o interesy konsumenta.
Krzysztof Karman (TVP1): Panie ministrze, jakie jeszcze znaki
oprócz tego, które przed chwilą zostały powiedziane, gwarantują, iż towar
sprzedawany w sklepach jest dobrej jakości?
Krzysztof Karman (TVP1):Na pewno informacje mówiące o tym że
jest wdrożony jest system kontroli punktów krytycznych, system HCCP, na
pewno, że zakład jest pod nadzorem inspekcji konkretnej, czy to sanitarnej,
czy to weterynaryjnej plus właściwe oznakowanie poszczególnych składników
tego produktu, to daje nam możliwość świadomego wyboru, czy chcemy mieć
produkt z krótkim terminem przydatności, kiedy tam jest mniej dodatków
żywieniowych, czy ewentualnie z dłuższym terminem, kiedy tych dodatków
należy spodziewać się więcej
Krzysztof Karman (TVP1): Jaka rolę organizacji konsumenckich
panowie widzą w tym nadzorowaniu jakości żywności.
Zbigniew Hałat (SOZK): Nie ufać nikomu. Etykieta też może być
sfałszowana, niestety. W związku z tym trzeba pamiętać o tym, że
należy reagować szybko, nerwowo i w sposób taki, który się wiąże z grą
rynkową. Jeżeli ktoś łamie prawo, jeżeli ktoś jest złapany na gorącym uczynku,
to powinien stracić możliwość produkcji, pokazania się ze swoim towarem
na rynku.
Krzysztof Karman (TVP1): Czy w Polsce producent odpowiada za
to, że wypuścił na rynek zły towar?
Robert Gmyrek (MRiRW): Oczywiście, że tak i nie chciałbym tutaj,
jakby demonizować takie słówka, które padły, żeby po prostu nie ufać nikomu.
Absolutnie nie może tak być, bo producent jest świadomy tego i musimy ufać
zarówno rolnikowi, jak i pośrednim etapom, czyli sprzedawcy i przetwórcy,
jak również musimy ufać organom kontrolnym, że to co robią, robią w świetle
przepisów obowiązujących w Polsce i robią to dobrze.
Wiesław Nogal (PDŻ): Ufać, ale i kontrolować. Otóż w tym
programie ministra Artura Balzazsa program identyfikacji i promocji j żywności
jest kryterium kontroli po nadaniu znaku wówczas bardzo szczegółowej, wnikliwej
kontroli. I w przypadku stwierdzenia, że producent odchodzi od surowców
danego regionu, czy też od warunków produkcji czy od jakości - ten
fakt jest ogłaszany publicznie. Czy też będzie, bo jeszcze, na szczęście,
nie zdarzyło się, żeby ktoś odszedł - publicznie ogłoszony. Co to oznacza
dla producenta? Że dany produkt zniknie z rynku Jeżeli się ogłosi, że dany
produkt nie spełnia tych kryteriów, czyli jest zły - nie warto kupować.
Krzysztof Karman (TVP1): To jest produkt, który podlegał szczególnemu
nadzorowi, bo otrzymał taką właśnie nagrodę, takie wyróżnienie. A te produkty,
które po prostu są robione w oparciu o np. zakładowe normy. Jaki jest tutaj
bicz na tego typu producentów.
Robert Gmyrek (MRiRW): Jest wykaz norm, które są z punktu widzenia
zdrowotności, z punktu widzenia niezbędnego zabezpieczenia konsumenta.
One są obowiązkowe do stosowania. Czyli producent nie ma możliwości nie
stosować się do tych norm i te normy są w rozporządzeniu właściwego ministra,
że muszą być wymagania tam zawarte stosowane. Inne swobodny wybór dotyczący
gramatury, czy opakowania jest to swobodny wybór producenta,
który w tym momencie oferując konsumentowi on wie, że pod względem bezpieczeństwa
są spełnione wszystkie wymagania, a dodatkowe cechy to są te cechy, które
wynikają z właściwej technologii, którą wdrożył i zastosował.
Krzysztof Karman (TVP1): Proszę państwa i to wszystko w dzisiejszym
wydaniu programu "TYDZIEŃ", programu nadanego w tym roku po raz ostatni.
No cóż, życząc państwu udanych, wspaniałych świąt, polecam, aby zamiast
sięgania po szynkę, która jest nafaszerowana wodą, skrobia i czymś tam
jeszcze, po prostu upiec w domowych warunkach w piekarniku czy w
prodiżu karczek i to jest najlepsza wędlina na świąteczny stół. A zatem
pogodnych, wspaniałych świąt, wszelkiej pomyślności w nowym roku, do zobaczenia
7 stycznia.
|
dalszy ciąg sprawy znaku promocyjnego "Polska Dobra Żywność"
Red. Judyta Watoła
"GAZETA WYBORCZA", "Gazeta w Katowicach", 5. stycznia.2001r.
Niebezpieczne szczepionki?
Czy stosowane w Polsce szczepionki przeciwko żółtaczce i wściekliźnie
grożą zarażeniem się chorobą Creutzfeldta-Jakoba?
- Władze powinny zakazać wprowadzania do obrotu importowanych tkanek
bydlęcych, a także szczepionek, które zostały wyprodukowane przy ich użyciu
- twierdzi dr Hałat, epidemiolog, były wiceminister zdrowia i główny inspektor
sanitarny.
Pod koniec grudnia amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) ostrzegł
przed możliwością obecności prionów wywołujących chorobę Creutzfeldta-Jakoba
w szczepionkach sprzedawanych w USA. - Na ich liście znalazło się osiem
szczepionek. Niektóre z nich stosuje się także u nas - alarmuje dr Hałat.
Dlaczego szczepionki mogą być niebezpieczne? Po pierwsze, dlatego, że
do ich produkcji można wykorzystywać tkanki pochodzenia bydlęcego. Po drugie,
dlatego, że produkcja wielu szczepionek opiera się na hodowlach komórkowych,
a do ich utrzymania używa się surowicy cielęcej.
Na liście FDA znalazła się m.in. szczepionka o nazwie Havrix przeciwko
żółtaczce typu A (pokarmowej) produkowana przez firmę SmithKline Beetcham.
Szczepionkę tę sprzedaje się u nas w aptekach. - Podczas wielkiej powodzi
w 1997 roku była rozprowadzana na szeroką skalę wśród mieszkańców Opolszczyzny
- mówi dr Hałat.
Jego zdaniem niebezpieczne mogą się także okazać szczepionki przeciwko
wściekliźnie. Jednym z ich producentów jest obecna w Polsce firma Aventis
Pasteur. Także jej produkty znalazły się na liście FDA.
- Na początku grudnia, po pierwszych doniesieniach o tym, że w szczepionkach
mogą znajdować się priony, zebrała się Rada Sanitarno-Epidemiologiczna,
która działa przy głównym inspektorze sanitarnym. Jej członkowie stwierdzili
jednak, że nie ma powodów przerywać szczepień - uspokaja dr Joanna Galimska
z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
Szczepionki dopuszcza do stosowania Państwowy Zakład Higieny. - Na naszą
prośbę wszystkie firmy, które sprzedają w Polsce szczepionki, przysłały
informację o materiałach stosowanych do ich produkcji. Wszystkie twierdzą,
że nie używają przy tym żadnych tkanek pochodzenia bydlęcego - mówi prof.
Janusz Ślusarczyk, szef Zakładu Badania Surowic i Szczepionek w PZH.
Zbadanie obecności prionów w szczepionkach jest niemożliwe. - Nie ma
do tego żadnych testów - tłumaczy prof. Ślusarczyk. Wyklucza jednak możliwość
zarażenia się chorobą Creutzfeldta-Jakoba w czasie szczepienia. - Jeśliby
tak było, to w krajach, w których występuje choroba wściekłych krów, mielibyśmy
już falę zachorowań na gąbczaste zwyrodnienie mózgu u ludzi - twierdzi.
Podobnego zdania jest prof. Paweł Liberski z Akademii Medycznej w Łodzi,
specjalista w dziedzinie chorób wywoływanych przez priony. - Niebezpieczeństwo
zarażenia się chorobą Creutzfeldta-Jakoba przez szczepionkę jest czysto
hipotetyczne. Na świecie nie opisano dotąd żadnego przypadku - mówi prof.
Liberski. Opisano za to przypadki przenoszenia się choroby przez krew.
Dlatego zdaniem prof. Liberskiego, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych
czy Kanadzie, i u nas powinno się wprowadzić zakaz oddawania krwi dla osób,
które przez ponad pół roku przebywały w Wielkiej Brytanii lub Niemczech.
Mimo wątpliwości specjalistów co do możliwości występowania prionów
w szczepionkach na 10 stycznia zaplanowano spotkanie głównego inspektora
sanitarnego z przedstawicielami firm, które sprzedają w naszym kraju szczepionki.
|
|
Red. Tomasz Duda
"SŁOWO POLSKIE", 5. stycznia, 2001r.
(Nie)bezpieczne szczepionki
Na Dolnym Śląsku można kupić farmaceutyki, wytwarzane na bazie białka
wołowego i pochodzące z państw,
w których odnotowano przypadki choroby wściekłych krów
ActHIB przeciw zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych oraz Havrix przeciw
wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, to szczepionki, przy produkcji których
wykorzystywano białko wołowe. Obie szczepionki produkowane są w państwach,
w których odnotowano przypadki choroby wściekłych krów. Zbigniew Hałat,
były wiceminister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, uważa, że szczepionki
te mogą być niebezpieczne.
W Ameryce przestrzega się przed korzystaniem ze szczepionek, pochodzących
z krajów, gdzie odnotowano przypadki choroby wściekłych krów. Amerykański
Urząd ds. Żywności i Leków opublikował nawet listę produktów, przy tworzeniu
których wykorzystywano białko wołowe. W ślady USA idzie Australia, Kanada
i Nowa Zelandia - tłumaczy Hałat.
Były minister doszukał się na polskim rynku kilku szczepionek, które
pochodzą z państw, w których zanotowano przypadki choroby Creutzfeldta
- Jakoba. Wśród nich jest szczepionka ActHIB przeciwko zapaleniu opon mózgowych
oraz Havrix przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A. Pierwsza produkowana
jest we Francji, druga w Belgii. Obie szczepionki są dostępne w dolnośląskich
aptekach i hurtowniach.
- Co miesiąc sprzedajemy około 100 szczepionek ActHIB oraz 5- 6 sztuk
Havrixa. Mam świadomość, że do ich produkcji wykorzystano białko wołowe,
ale nie otrzymaliśmy do tej pory żadnego ostrzeżenia w tej sprawie. Ani
z ministerstwa ani z Wojewódzkiego Nadzoru Farmaceutycznego. Z ciekawości
sama zadzwonię do Warszawy, żeby dowiedzieć się czegoś więcej - mówi Krystyna
Kowalska z wrocławskiego Cefarmu.
W Wojewódzkim Nadzorze Farmaceutycznym tłumaczono nam, że ewentualna
decyzja o wstrzymaniu sprzedaży leków może być podjęta tylko przez ministerstwo
zdrowia lub Państwowy Zakład Higieny.
- Jeżeli pyta mnie pan, czy sama skorzystałabym ze szczepionek robionych
na bazie wołowego białka, to odpowiadam, że nie. To jednak moja osobista
opinia - zastrzega Urszula Weber z UNF.
Według Zbigniewa Hałata przed korzystaniem ze szczepionek trzeba ostrzegać,
bo nie można mieć stuprocentowej pewności, czy nie niosą ze sobą zagrożenia.
- Co prawda nie udokumentowano przypadków zachorowania na Creutzfeldta
- Jakoba po szczepieniu, ale w przypadkach tej choroby wciąż jest wiele
znaków zapytania. Jeśli wiemy bowiem, że choroba rozwija się ponad 10 lat,
to skąd przypadki śmierci u nastolatków? Przecież 2 -3 letnie dziecko nie
objada się hamburgerami czy parówkami wołowymi. Dziś nie możemy więc w
100 procentach wykluczyć możliwości wpływu szczepionki na rozwijanie się
choroby - tłumaczy Zbigniew Hałat.
Swymi obawami podzielił się z ministerstwem zdrowia i Państwowym Zakładem
Higieny. W PZH szczepionkami zajął się specjalny zespół.
- Przejrzeliśmy dokumentację wszystkich szczepionek dostępnych na polskim
rynku. Okazało się, że 6 z nich może mieć śladowe ilości białka bydlęcego.
Są też takie szczepionki, do produkcji których wykorzystano białko. Listę
produktów przesłaliśmy ministrowi zdrowia. W przyszłym tygodniu odbędzie
się spotkanie z producentami szczepionek, po którym wydamy specjalne oświadczenie
dla prasy - mówi prof. Janusz Ślusarczyk z Państwowego Zakładu Higieny.
Profesor Ślusarczyk prosi jednakby nie wywoływać niepotrzebnych emocji.
Zaznacza, że białko zwierzęce wykorzystywane jest w wielu medykamentach,
na przykład w kapsułkach antybiotyków.
Na całym świecie stosuje się szczepionki, przy produkcji których wykorzystuje
się wołowe białko.
Dotychczas nie odnotowano ani jednego zachorowania, za które odpowiadałaby
szczepionka. Jednak nie dam głowy, że szczepionki są 100 procentowo bezpieczne
- dodaje Ślusarczyk.
O bezpieczeństwie szczepionek przekonani są natomiast ich producenci.
Zapewniają, że mają wszystkie wymagane zezwolenia dopuszczające je do sprzedaży.
Proszą też, by choroby szalonych krów nie łączyć ze szczepionkami.
- Większość leków i szczepionek robi się na bazie białek zwierzęcych.
To może być na przykład laktoza z mleka, którą wykorzystuje się przy produkcji
szczepów wirusów. Szczepionki są naprawdę bezpieczne, sam szczepię nimi
swoje dzieci - zapewnia Robert Rosiek z firmy SmithKline Beecham Biologicals
produkującej Havrix.
Dostępne na świecie testy pozwalają sprawdzić obecność prionów, odpowiadających
za chorobę BSE, tylko w mięsie wołowym. Jak na razie nie powstały testy,
dzięki którym można by szukać prionów w szczepionkach, lekarstwach czy
kosmetykach.
- Tu nie chodzi o to, że szczepionki są niebezpieczne. Chodzi o odpowiedzialność
producentów. Przecież szczepionki biorą ludzie zdrowi i biorą je po to,
by zabezpieczyć się przed chorobą. Dlatego powinniśmy informować o tym,
które szczepionki powstały na bazie białek wołowych. Niech ludzie sami
wybiorą, z których chcą skorzystać - podkreśla Hałat.
|
KOMUNIKAT Nr 3
GŁÓWNEGO INSPEKTORA SANITARNEGO
z dnia 10 stycznia 2001 r.
w sprawie bezpieczeństwa szczepionek
W dniu 10 stycznia 2001 r. w Głównym Inspektoracie Sanitarnym odbyła
się narada dotycząca zawartości białka pochodzenia bydlęcego w szczepionkach.
W naradzie uczestniczyli:
Główny Inspektor Sanitarny, Główny Inspektor Farmaceutyczny, eksperci
z: Państwowego Zakładu Higieny, Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek,
Instytutu Leków i Biura Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów
Medycznych, Zakładu Biologii Molekularnej AM oraz przedstawiciele firm
farmaceutycznych, które produkują szczepionki zarejestrowane w Polsce
Eksperci stwierdzili, że po zapoznaniu się z opiniami instytucji odpowiedzialnych
za zdrowie publiczne w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych nie
ma realnego zagrożenia przeniesienia chorób prionowych za pośrednictwem
szczepionek.
Unia Europejska wydała wytyczne dotyczące zasad certyfikacji materiałów
wyjściowych stosowanych w produkcji leków, w tym produktów pochodzenia
bydlęcego.
Biuro Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych podjęło
już działania prowadzące do ponownej rejestracji leków w Polsce. Warunkiem
uzyskania ponownego wpisu do rejestru będzie przedstawienie uznanych w
Unii Europejskiej certyfikatów lub udokumentowanie bezpieczeństwa leku
przez wyjaśnienie procesu technologicznego.
Przedstawiciele firm farmaceutycznych poinformowali o działaniach, które
podjęli producenci leków w celu zapewnienia tzw. "bezpieczeństwa prionowego".
Zapewnili, że podjęli już starania w celu zastąpienia stosowanych w
procesach technologicznych substancji pochodzenia bydlęcego - innymi białkami.
Tam, gdzie nie jest to możliwe - podejmowane są działania certyfikacyjne.
Firmy poinformowały również, w ilu krajach sprzedają swoje produkty.
W żadnym kraju nie zrezygnowano ze stosowania szczepionek.
Uczestnicy posiedzenia uzgodnili, że na kolejne spotkanie firmy dostarcza
pisemne oświadczenie o bezpieczeństwie produktów oraz o działaniach podjętych
w celu eliminacji białek bydlęcych w procesach technologicznych.
Szczepienia ochronne
w Polsce
|
|
Rozporządzenie Ministra Zdrowia
z dnia 29 grudnia 2000 r.
w sprawie zakazu produkcji i wprowadzania do obrotu
niektórych środków spożywczych.
(Dz. U. z 15. stycznia 2001 r. Nr 1, poz. 14)
Na podstawie art. 13 pkt 1 ustawy z dnia 25 listopada 1970 r. o warunkach
zdrowotnych żywności i żywienia (Dz. U. Nr 29, poz. 245, z 1971 r. Nr 12,
poz. 115, z 1985 r. Nr 12, poz. 49, z 1989 r. Nr 35, poz. 192, z 1992 r.
Nr 33, poz. 144 i Nr 91, poz. 456, z 1997 r. Nr 43, poz. 272, Nr 60, poz.
369 i Nr 88, poz. 554, z 1998 r. Nr 106, poz. 668 oraz z 2000 r. Nr 120,
poz. 1268) zarządza się, co następuje:
§ 1. 1. Zakazuje się produkcji i wprowadzania do obrotu środków spożywczych
zawierających wołowinę, podroby i jelita wołowe, żelatynę wołową, krew
i preparaty z krwi wołowej oraz dodatki funkcjonalne i wieloskładnikowe
preparaty z zawartością składników pochodzących z tkanek wołowych, jeżeli
te surowce i półfabrykaty zostały przywiezione z krajów, z których ich
przywóz jest zakazany przez właściwy organ na mocy odrębnych przepisów.
2. Zakazuje się wprowadzania do obrotu środków spożywczych zawierających
wołowinę, podroby i jelita wołowe, żelatynę wołową, krew i preparaty z
krwi wołowej oraz dodatki funkcjonalne i wieloskładnikowe preparaty z zawartością
składników pochodzących z tkanek wołowych, przywiezionych z krajów, z których
ich przywóz jest zakazany przez właściwy organ na mocy odrębnych przepisów.
3. Zakaz wprowadzania do obrotu, o którym mowa w ust. 1 i 2, stosuje
się do środków spożywczych bez względu na datę ich produkcji lub przywozu
z zagranicy.
§ 2. Zakazuje się produkcji środków spożywczych z zastosowaniem aromatów
spożywczych zawierających w składzie wyciąg z tkanek wołowych, przywiezionych
z krajów, z których ich przywóz jest zakazany przez właściwy organ na mocy
odrębnych przepisów.
§ 3. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.
Minister Zdrowia: G. Opala
|
|
Red. Judyta Watoła, Katowice
"GAZETA WYBORCZA" 16. stycznia 2001r.
Zakazana krew
Kto między 1980 a 1996 rokiem był łącznie
przez pół roku lub dłużej w Wielkiej Brytanii, Francji lub Irlandii, nie
będzie mógł od 1 lutego oddawać krwi - zdecydował krajowy konsultant w
dziedzinie transfuzjologii. To zabezpieczenie przed chorobą Creutzfeldta-Jakoba
O taką decyzję wnioskował prof. Paweł Liberski, wybitny specjalista
w dziedzinie chorób wywoływanych przez priony. Zwracał uwagę, że przez
krew może być przenoszona choroba Creutzfeldta-Jakoba. Pisaliśmy o tym
w sobotnio-niedzielnej "Gazecie".
Zakaz oddawania krwi dotyczy osób przebywających w krajach, w których
wystąpił choć jeden przypadek zachorowania na tzw. nowy wariant choroby
Creutzfeldta-Jakoba (odzwierzęca odmiana gąbczastego zwyrodnienia mózgu
atakująca ludzi w wieku od kilkunastu do trzydziestu kilku lat). Przyjmując
ramy czasowe od 1980 do 1996 roku krajowy konsultant w dziedzinie transfuzjologii
doc. Jan Sabliński wzorował się na przepisach z innych krajów.
- Po 1996 r. wprowadzono tak ostre restrykcje w związku z chorobą szalonych
krów, że ryzyko zarażenia się przez spożywanie mięsa od tego momentu uznaje
się za minimalne - wyjaśnia doc. Sabliński.
Krwiodawcy przed pobraniem od nich krwi będą teraz musieli odpowiedzieć
na dodatkowe pytanie w kwestionariuszu. Instrukcja w tej sprawie została
we wtorek wysłana do stacji krwiodawstwa.
- Chodzi o zminimalizowanie ryzyka zachorowań - tłumaczy prof. Liberski,
powołując się na podobne ograniczenia we Francji, Japonii, Kanadzie i w
USA.
Ministerstwo Zdrowia wcześniej utrzymywało, że na razie nie ma potrzeby
wprowadzania zakazu w Polsce. Powoływało się właśnie na doc. Sablińskiego,
który twierdził, że przenoszenie się nowego wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba
przez krew nie zostało udowodnione.
- Nie ukrywam, że to tekst w "Gazecie" przyspieszył wprowadzenie zakazu
- przyznaje doc. Sabliński.
Wprowadzenie zakazu umożliwi też przetwarzanie polskiego osocza w zagranicznych
wytwórniach. - Spodziewamy się, że inne kraje żądałyby wprowadzenia zakazu.
Po prostu ich wyprzedziliśmy - mówi Sabliński. Podtrzymuje jednak twierdzenie,
że ryzyko zakażenia się gąbczastym zwyrodnieniem mózgu przez krew jest
teoretyczne. Jego zdaniem zakaz nie wpłynie znacząco na ograniczenie liczby
krwiodawców.
|
|
Red. Mariola Marklowska
"DZIENNIK ZACHODNI" 18. stycznia 2001r.
Bezpieczne szczepionki?
Tkanki bydlęce mają być zastąpione innymi białkami.
Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumenta przestrzega, że część stosowanych
w Polsce szczepionek, ze względu na to, że są produkowane w oparciu o tkanki
i surowicę bydlęcą, może grozić zachorowaniem na nowy wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba.
KATOWICE, WARSZAWA
- Chodzi o szczepionki, w produkcji których używa się substancji bydlęcych.
Władze powinny zakazać ich importu - twierdzi dr Zbigniew Hałat,
prezes SOZK.
Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) ostrzegł niedawno przed
niebezpieczeństwem obecności prionów wywołujących chorobę Creutzfeldta-Jakoba
w szczepionkach, przy produkcji których używa się tkanek bydlęcych. Na
liście tych, które zdaniem FDA nie spełniają wymogów "bezpieczeństwa prionowego",
pojawiło się osiem pozycji.
Są wśród nich m. in. Havrix firmy SmithKline Beecham przeciwko żółtaczce
pokarmowej oraz szczepionki przeciwko wściekliźnie i HIB firmy Aventis
Pasteur. Niewykluczone, że wkrótce zostaną wycofane z amerykańskiego rynku.
Havrix cieszy się dużą popularnością. Miesięcznie szczepię nim kilka
osób, a latem zainteresowanie jeszcze bardziej wzrasta. Niektórzy wyjeżdżają
wtedy na urlop w rejon morza Śródziemnego, gdzie nietrudno o zakażenie
wirusem żółtaczki pokarmowej. Chętnych do zaszczepienia byłoby jeszcze
więcej, gdyby nie wysoka cena. Dawka dla dorosłych kosztuje około 150 zł
a dla dzieci 120 zł - informuje dr Franciszek Woźniak ze Świętochłowic.
O podejrzeniach, że niektóre szczepionki mogą grozić zakażeniem chorobą
Creutzfeldta-Jakoba, lekarze nic do tej pory nie słyszeli. Nie widzą powodu,
aby rezygnować ze szczepień, skoro nikt tego w Polsce nie zakazał.
W zeszłym roku wycofano szczepionkę przeciwko polio, dostępną na rynku
brytyjskim i irlandzkim. Do jej produkcji wykorzystano ludzkie osocze pobrane
od osoby, u której wykryto chorobę Creutzfeldta-Jakoba.
- Jeśli nie zareagujemy na czas, szczepionki objęte embargiem w Stanach
Zjednoczonych zaleją polski rynek - przestrzega dr Zbigniew Hałat.
- Nie ma obaw o wycofanie tych szczepionek. W Stanach Zjednoczonych
nie uznano ich za zakaźne lub niebezpieczne. Chodzi raczej o nakłanianie
producentów do zmiany technologii ich produkcji. Aby zapewnić stuprocentowe
bezpieczeństwo zalecono zastępowanie produktów bydlęcych innymi składnikami.
Niestety nie w każdym przypadku będzie to możliwe. Firmy farmaceutyczne
zapewniają jednak, że korzystają z surowców pozyskanych od krów hodowanych
w zamkniętych stadach - mówi prof. Paweł Liberski, kierownik Zakładu Biologii
Molekularnej Akademii Medycznej w Łodzi, specjalista w dziedzinie chorób
prionowych.
Władze sanitarne kraju nie widzą powodu do niepokoju. Mimo to kilka
dni temu w Głównym Inspektoracie Sanitarnym zorganizowano spotkanie ekspertów
(m. in. z Państwowego Zakładu Higieny, Centralnego Laboratorium Surowic
i Szczepionek Instytutu Leków) z przedstawicielami producentów leków.
"Eksperci stwierdzili, po zapoznaniu się z opiniami instytutów odpowiedzialnych
za zdrowie publiczne w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych, że
nie ma realnego zagrożenia przeniesienia chorób prionowych za pośrednictwem
szczepionek" - czytamy w komunikacie wydanym po spotkaniu.
Biuro Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych podjęło
decyzję o ponownej rejestracji leków w Polsce. Warunkiem uzyskania wpisu
ma być przedstawienie certyfikatów uznanych w Unii Europejskiej lub udokumentowanie
bezpieczeństwa leku poprzez szczegółowe wyjaśnienie procesu technologicznego. |
PAP 25 stycznia, 2001r.
J. Buzek: nie ma przypadków BSE w Polsce
Nie stwierdzono przypadku występowania choroby BSE w Polsce - mówił premier
Jerzy Buzek po czwartkowym spotkaniu z rządowym zespołem badającym problem
występowania tej choroby. Premier podkreślał, że rządowy zespół ds. oceny
ryzyka wystąpienia w Polsce gąbczastej encefalopatii bydła (BSE) zrobił
bardzo wiele, "by zabezpieczyć nasz kraj przed możliwością przeniknięcia
tej choroby".
"Bezpieczeństwo i zdrowie obywateli to jest nasz najważniejszy priorytet"
- podkreślał Buzek. "Postawiłem zadania przed zespołem - działać skutecznie,
efektywnie i jednoznacznie, by pod tym względem było możliwie bezpiecznie"
- dodał.
Słowa premiera potwierdzali obecni na konferencji prasowej członkowie
zespołu. Jego szef, wiceminister rolnictwa Robert Gmyrek informował, że
rutynowe badanie ma obejmować 3 proc. ubijanych sztuk bydła, sztuki padłe,
wykazujące "objawy neurologiczne", a także bydło importowane (w sumie ok.
20 tys. sztuk zwierząt). Podkreślił, że rozpoczęto właśnie badania "pośmiertnym
testem diagnostycznym Prionix", stosowanym w UE.
"Od 1995 roku do chwili obecnej nie stwierdzono u ludzi żadnego wariantu
choroby Creutzfeldta-Jakoba, pochodzącego od zainfekowanego bydła" - zapewniał.
Gmyrek zaznaczył, że Polska należy do krajów niskiego ryzyka wystąpienia
BSE, bo bydło prawie nie było żywione mączkami mięsno-kostnymi. Dodał,
iż dla zapobieżenia wystąpienia choroby, zespół postuluje m.in. "wyeliminowanie
białek przeżuwaczy z łańcucha pokarmowego zwierząt gospodarczych".
Premier Buzek przyznawał, że "musimy być przygotowani na gorszą ewentualność".
Wg głównego lekarza weterynarii Andrzeja Komorowskiego w przypadku wykrycia
krów objętych chorobą BSE zastosowany będzie "plan B". Ma polegać m.in.
na likwidacji wszystkich zwierząt w stadzie, w którym wykryto chore sztuki,
przerobienie ich na mączki mięsno-kostne, a następnie spalenie mączek.
Wówczas też badaniem zostanie objęte 500 tys. sztuk zwierząt rocznie.
Komorowski poinformował, że obecnie tylko cztery kraje - Austria, Szwecja,
Finlandia i Grecja - nie są objęte wprowadzonym z jego inicjatywy zakazem
importu bydła.
Główny Inspektor Sanitarny Paweł Policzkiewicz potwierdził, że Krajowe
Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa wydało zalecenie, żeby nie pobierać
krwi od osób, które w latach 1980-96 przebywały przez co najmniej pół roku
w W. Brytanii, Francji lub Irlandii. "To działanie profilaktyczne, bo nie
jest udowodnione, że choroba przenosi się przez krew" - zaznaczył.
Gmyrek mówił też, że przygotowana została akcja informacyjna dla rolników,
w ramach której mają oni m.in. uzyskiwać zapewnienie, że choroba jest zwalczana
z urzędu, więc otrzymają zwrot kosztów w wypadku wykrycia u ich zwierząt
BSE. Mają być także poinstruowani, jakie mogą być pierwsze objawy choroby.
Spożycie przez człowieka mięsa pochodzącego z krowy chorej na BSE może
wywołać śmiertelną chorobę Creutzfeldta-Jakoba.
|
Red. Krystyna Naszkowska
"GAZETA WYBORCZA", 25. stycznia, 2001r.
Listerioza zaatakowała krowy na Kaszubach
Zwierzęta traciły apetyt, kładły się na łące, były bardzo
spokojne, nie reagowały na krzyki i poszturchiwania, a po kilkunastu godzinach
umierały. Weterynarze byli bezradni
W samym sołectwie w sierpniu i wrześniu zeszłego roku "na
obojętność" padło ok. 200 sztuk bydła.
Paweł Makurat z wsi Zarębiska miał 29 krów. Stracił wszystkie. Do dziś
jako jeden z nielicznych nie zdecydował się odbudowywać stada. - Jak pierwsze
sztuki padły, to ludzie potem już nie czekali, tylko albo sami dobijali
zwierzęta, albo wozili do rzeźni.
Makurat leczył krowy, ale niewiele to pomogło. - Weterynarze mówili,
że z czymś takim jeszcze się nie zetknęli. Na tę chorobę, listeriozę, chorują
owce, kury, ale nie krowy.
Listeriozę wywołuje pewna bakteria i można ją leczyć antybiotykami.
Człowiek może się zarazić, jeśli zje mózg chorego zwierzęcia, ale nie jest
to dla ludzi choroba śmiertelna. Krowa od krowy natomiast się nie zaraża.
Bakterie szkodzą zwierzętom dopiero wtedy, gdy trafią na sprzyjające
warunki do rozwoju, np. brak miedzi w organizmie. - Tu są ubogie gleby,
brakuje niemal wszystkich mikroelementów - selenu, miedzi, wapnia. Miedzi
jest sto razy mniej niż potrzeba krowom dla prawidłowego funkcjonowania
i stąd cały kłopot - wyjaśnia dr Michał Bernard, który badał krowy w Tuchlinie.
Bakteria listeriozy powoduje porażenie nerwowe i śmierć zwierzęcia w ciągu
48 godzin
Żadna się nie prześliźnie
Za krowy, które zdechły lub zostały zabite w rzeźni, ale stwierdzono
u nich listeriozę, rolnicy nie dostali pieniędzy. Tylko jeden z gospodarzy
był ubezpieczony.
- Czy te zawożone do rzeźni też były chore?
- Kto to wie, wyglądały takie spokojne - opowiada Makurat.
- Większość to my wywieźli na rzeź. Każdy ratował się, jak mógł.
Paweł Tandek miał jeszcze w sierpniu zeszłego roku 17 krów - osiem padło,
a pozostałe właściciel szybko sprzedał do rzeźni. Teraz ma znowu 14 krów,
bo - jak mówi - trzeba zaryzykować, by mieć z czego żyć.
- Zrobiliśmy we wsi zebranie, każdy wpisywał na listę, ile zwierząt
stracił, i wyszło ok. 200 sztuk. Tylko żeby pani głupot nie pisała, że
nasze krowy są wściekłe. One nie są.
Dr Bernard, który badał krowy w Tuchlinie, mówi, że te dane są mocno
przesadzone. Padło tylko 15 krów, a 34 skierowano na rzeź, z czego po przebadaniu
część uznano za zdrowe, a ich mięso sprzedano.
- Czy możliwe, by do ubojni sprzedawano chore krowy? - pytam weterynarzy.
- Wykluczone, żadna się nie prześliźnie, przecież na miejscu bada ją
lekarz - odpowiadają. - Każda sztuka musi mieć świadectwo od miejscowego
weterynarza, że jest zdrowa.
Atak powstrzymany (na razie)
Zdaniem Bernarda nie istnieje niebezpieczeństwo, by mięso chorych krów
trafiło do obrotu i spożycia. Wszystkie podejrzane sztuki zostały zabite,
a po zbadaniu i potwierdzeniu choroby mięso zostało zniszczone. Próbki
mózgu zaszlachtowanych krów zostały także wysłane do Instytutu Weterynarii
w Puławach, który bada je pod kątem choroby szalonych krów. Wyniki badań
wykluczyły jednak występowanie BSE.
Według weterynarzy choroba w Tuchlinie została opanowana. Ale jeśli
rolnicy na wiosnę nie nawiozą pastwisk środkami z domieszką miedzi, to
gdy bydło wyjdzie z obór na łąki, listerioza znów może zaatakować.
- Ludzie są wystraszeni, opowiadają dziś niestworzone rzeczy, a ja jestem
weterynarzem od 30 lat, widziałem wiele owiec chorych na listeriozę, jadłem
ich mięso i nic mi się nie stało - uspokaja Bernard.
|
|
Red. Red. Marta Tylenda, Witold Nowak, Radio
Konin
"GAZETA WYBORCZA": "Gazeta Wielkopolska" 29. stycznia 2001r.
Sanepid wycofuje ze sklepów mambę
Wielkopolski sanepid wycofuje ze sprzedaży mambę,
popularną gumę do żucia. Powód: zawiera żelatynę wołową pochodzącą z Niemiec
- kraju zagrożonego chorobą szalonych krów
Maria Suchowiak, dyrektor departamentu higieny żywności, żywienia i
przedmiotów użytku w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, wyjaśnia, że podstawą
działań jest rozporządzenie ministra zdrowia zakazujące sprowadzania produktów
pochodzenia wołowego z krajów zagrożonych chorobą szalonych krów (BSE).
Na liście tej są Niemcy, a jednym ze składników mamby jest żelatyna pochodzenia
niemieckiego. - Żelatyna ma wszystkie możliwe certyfikaty, ale produkowana
jest w Niemczech - mówi Andrzej Wieland, szef pionu żywności Wielkopolskiego
Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego.
Choć poznański sanepid zakaz sprzedawania mamby wydał tydzień temu,
w poznańskich i konińskich sklepach dalej można kupić gumę, a ich kierownicy
mówią, że o zakazie dowiadują się od reporterów "Gazety". Dyrektor Suchowiak
mówi, że nie wyznaczono konkretnej daty, kiedy mamba ma zniknąć z półek.
- Zaraz po otrzymaniu decyzji o zakazie wstrzymaliśmy import towaru
z Niemiec - zapewnia Bożena Chmielarczyk, dyrektor marketingu w firmie
Storck Polska, która jest importerem gumy i przedstawicielem producenta
w Polsce. By nie wypaść z rynku polskiego, firma zamierza sprowadzać mambę
produkowaną z użyciem skrobi. Już w lutym taka guma powinna pojawić się
w sklepach. |
|
kam, czw
"GAZETA WYBORCZA": "Gazeta Dolnośląska"
29. stycznia 2001r.
Guma Mamba zniknie ze sklepów
Wrocławski sanepid wycofuje ze sklepów zachodnie
produkty żywnościowe, które zawierać mogą w swym składzie żelatynę wyprodukowaną
z wołowej mączki kostnej, pochodzącej od krów zarażonych chorobą BSE.
Wśród tych towarów znajduje się m.in. popularna guma do żucia Mamba,
na którą sanepid wielkopolski wydał całkowity zakaz importu. - To jednak
zaledwie jeden z wielu wycofywanych produktów - mówią pracownicy sanepidu.
- Sprawdzamy wszystkie zupy w proszku, galaretki i konserwy.
Wszystkie większe wrocławskie sklepy deklarowały wczoraj, że mamby nie
sprzedają lub że nie wypuszczą jej z magazynu na sklepowe półki.
- Nie sprzedajemy tej gumy. Pogłoska dotarła do nas już w piątek, nie
wiadomo zresztą, czy prawdziwa, ale na wszelki wypadek od razu produkt
wycofaliśmy - usłyszeliśmy w DH Astra.
W DH Feniks zapewniano nas, że gumy w ogóle nie sprzedawali, bo "nie
cieszyła się popytem". - Ale wiemy, że coś z nią jest nie w porządku. Dziś
rano była pani z sanepidu, sprawdzała, czy nie mamy mamby - usłyszeliśmy.
Carrefour: - Mambę wycofaliśmy ze sprzedaży. Ale dokładnie nie powiem,
co z nią jest nie tak, nie mamy pełnych informacji.
Biedronka przy Komandorskiej: - Coś nie tak jest z gumą Mamba? Mamy
ją w magazynie. Ale w takim razie nie damy jej do sprzedaży.
Tesco: - U nas w ogóle nie ma w sprzedaży gumy Mamba.
EPI Market: - Tak, słyszeliśmy, jest w Mambie jakaś niepewna żelatyna.
Ale nie mamy tej gumy w sprzedaży.
Alf przy Powstańców Śl.: - Nie mamy u siebie Mamby. Ale słyszałam dziś
w radio, że jest w niej jakaś szkodliwa substancja, chyba coś w związku
z tymi szalonymi krowami.
|
|
Red. Krystyna Naszkowska
"GAZETA WYBORCZA", 31. stycznia, 2001r.
Białko urzędnicze
Główny inspektor sanitarny
Inspektorzy sanitarni od jesieni sprawdzają w sklepach i zatrzymują
do wyjaśnienia wszelkie podejrzane importowane produkty. Podejrzane, czyli
zawierające białko bydlęce.
KRYSTYNA NASZKOWSKA: Czy to ma sens, że inspektorzy chodzą po sklepach
i wyszukują produkty zawierające białko bydlęce?
PAWEŁ POLICZKIEWICZ, GŁÓWNY INSPEKTOR SANITARNY: Jest zarządzenie ministra
zdrowia o wycofaniu ze sprzedaży produktów, w skład których mogą wchodzić
substancje pochodzenia bydlęcego z krajów, w których stwierdzono BSE, czyli
tzw. chorobę szalonych krów.
Ale czy jest pan przekonany, że wasza akcja ma sens?
- Jeżeli chodzi o zatrzymywanie mięsa i wyrobów garmażeryjnych - tak.
Trudniej ocenić np. wycofywanie koncentratów zup - prawdopodobieństwo,
że trafi się na produkt szkodliwy, jest bardzo małe. To co robimy, to działanie
typowo urzędnicze, administracyjne. Wycofujemy produkty, które najpewniej
nadają się do spożycia. Tego nie wiemy, bo ich przecież nie badamy. Inaczej
postępujemy, gdy zatrzymujemy produkt podejrzany o np. salmonellę. Wtedy
próbka wędruje do laboratorium i po sprawdzeniu wiemy na pewno, czy nasze
podejrzenia były słuszne. W przypadku BSE priony da się wykryć wyłącznie
w mózgu chorej krowy, nigdy w jej mięsie i przetworach z niego. Zatrzymujemy
więc wszystko, co zawiera białko bydlęce z importu.
- Czy szczepionki też zatrzymujecie? Tam przecież też jest białko.
- Nie. Uznaliśmy, że zagrożenie jest hipotetyczne, a więcej szkody
byśmy wyrządzili, zrażając ludzi do szczepienia.
PYTANIE O BADANIE
Dlaczego już dzisiaj nie badamy wszystkich krów, które trafiają do rzeźni?
Tylko to dałoby nam gwarancje, że BSE w Polsce nie ma - pytamy dr. ANDRZEJA
KOMOROWSKIEGO głównego lekarza weterynarii kraju.
-Nie jesteśmy jeszcze gotowi. W Polsce mamy tylko jedno laboratorium
wyspecjalizowane w wykrywaniu BSE. Ponieważ badanie jednej próbki pobranej
od krowy trwa siedem-osiem godzin, do czego dochodzi czas na dowiezienie
jej do laboratorium, można sobie wyobrazić co by się działo, gdyby rząd
już teraz zdecydował się na powszechne badania. Przecież przez cały ten
czas aż do uzyskania odpowiedzi z laboratorium mięsa zabitej krowy nie
wolno ruszyć, ono sobie czeka w rzeźni na wynik badania.
Potrzeba nam jeszcze co najmniej czterech placówek, w różnych rejonach
kraju, żeby to "laboratoryjne" wąskie gardło nieco rozszerzyć. Samo wyposażenie
nowych laboratoriów kosztowałoby ok. 9 mln zł, czyli tyle, ile teraz rocznie
rząd przeznacza na walkę z BSE.
Not. KANA |
Candy Not Tainted by Mad Cow, Says Company
1 February 2001
NEW YORK (Reuters Health) - In response to questions
raised about the safety of its popular Mamba candy, the US division of
August Storck KG has released a statement asserting that the candy ``poses
no health risk to the public'' because of the use of beef-derived gelatin
as an ingredient.
Mad Cow disease, or Bovine Spongiform Encephalopathy
(BSE), has now been detected in many European countries and fears have
mounted about the possibility of humans contracting a version of the disease
from contaminated beef and beef byproducts. Thus far, more than 80 people
in Europe are known to have died from new variant Creutzfeldt-Jakob disease
(vCJD).
Mamba candy was one of thousands of products recalled
10 days ago in Poland.
But the company says that the candy is manufactured
in full compliance with Food and Drug Administration (FDA) requirements.
An FDA spokesperson told Reuters Health, ``it's verified that (Storck)
did follow our guidelines.''
These guidelines were developed in 1997 and 1998
and state that the FDA does not object to the use of gelatin in products
produced from bones or hides obtained from cattle residing in BSE countries,
if the cattle are from BSE-free herds and if the slaughterhouse has immediately
removed heads, spines, and spinal cords directly after slaughter.
``We stand behind the safety and quality of our
product,'' Storck USA's CEO and President, Liam Killeen, stated. ``There
is absolutely no need for concern.''
Nevertheless, on Wednesday, Storck announced that
their products were being reformulated such that vegetable starch will
be used instead of beef gelatin.
In a press statement, the company said ``products
produced with the new formulation will reach US store shelves by the end
of February.'' |
|
cg
"GAZETA
WYBORCZA", 8. lutego, 2001r.
Unijni eksperci o ryzyku BSE
w Polsce
Z powodu znacznego importu mączki i żywego bydła
z krajów, w których pojawiło się BSE, Polska musi się liczyć z możliwością
wystąpienia ogniska choroby szalonych krów na swym terytorium.
Taki jest główny wniosek jednej z wstępnych wersji
raportu unijnych ekspertów weterynaryjnych, do której dotarła "Gazeta".
"Jest prawdopodobne, choć niepotwierdzone, że polskie bydło jest zarażone
BSE" - czytamy w projekcie dokumentu. Polska została więc wstępnie zakwalifikowana
do stosunkowo wysokiej tzw. III grupy ryzyka wystąpienia tego niebezpiecznego
dla bydła i ludzi schorzenia.
Ostateczna, wiążąca wersja raportu na temat ryzyka
pojawienia się BSE (czyli gąbczastego zwyrodnienia mózgu) wśród polskiego
bydła ma być opublikowana w marcu. Nie jest wykluczone, że będzie korzystniejsza
dla Polski. Stanie się tak, jeśli uda nam się przekonać Unię, że kontroluje
cały system karmienia i hodowli, a importowane z krajów ryzyka bydło jest
pod stałą kontrolą.
Rzeka mączki...
Z projektu raportu wynika, że w latach 1994-90
do Polski sprowadzono prawie 1,5 mln ton mączki mięsno kostnej z czego
najwięcej, bo aż 875,8 tys. ton, z Niemiec (a w kraju tym znaleziono już
28 przypadków BSE). Reszta importu pochodziła również z krajów, w których
choroba ta jest obecna: Holandii, Danii, Belgii, Francji, Włoch, a nawet
z Wielkiej Brytanii, w której to w 1996 roku wybuchło największe jak dotąd
w Europie ognisko BSE.
Sam fakt tak wielkiego importu z tych państw jest
dla unijnych ekspertów dostatecznym powodem do podejrzeń. Przypomnijmy,
w Unii od stycznia 2001 roku nie można stosować mączek w hodowli, gdyż
istnieje podejrzenie, że może przenosić BSE. Unijni eksperci przyjmują
do wiadomości polskie zapewnienia, że importowana mączka trafiała głównie
do hodowli trzody chlewnej i drobiu, a wśród tych zwierząt nie występuje
choroba szalonych krów. Uważają jednak, że w Polsce nie kontroluje się
dystrybucji paszy. - Można przypuszczać, że karmienie bydła mączką było
możliwe przed 1997 r. i jest wciąż możliwe, ponieważ nie ma dowodów na
istnienie systemu kontroli karmienia zwierząt - zauważaj
i bydła
Innym czynnikiem zwiększającym ryzyko BSE jest
fakt sporego importu bydła z krajów, gdzie wystąpiła ta choroba. Z danych
statystycznych przedstawionych w raporcie wynika, że w latach 1993-2000
do Polski importowano 285 tys. 730 sztuk bydła, z czego 70 proc. w latach
1993-94. Zdecydowana większość przeznaczona była na ubój lub tuczenie.
Tylko 8 proc. zostało zatrzymanych w celu rozmnażania i umacniania ras
mięsnych i mlecznych.
W latach 1988-93 sprowadzane do Polski bydło pochodziło
głównie z Niemiec (82 tys. 670 sztuk). W latach 1994-99 importowaliśmy
w sumie kolejne 22 tys. 682 sztuki, z czego ponad 10 tys. z Holandii, 4,7
tys. z Francji, 2,3 tys. z Danii.
Strona polska liczy wciąż na to, że uda jej się
przekonać unijnych ekspertów, by zakwalifikowali nasz kraj do grupy mniejszego
ryzyka. Domagamy się, by ostateczną decyzję poprzedziła unijna inspekcja
w Polsce. Sprawa ma duże znaczenie. Od ostatecznego raportu zależeć będzie,
w jaki sposób Unia będzie traktowała import z Polski i czy - dla dobra
handlu z UE - będziemy musieli wprowadzić obowiązkowe testowanie bydła
powyżej 30 miesiąca życia. W 1999 r. polskie pogłowie bydła wynosiło ok.
6 mln sztuk, z czego 3,6 mln w wieku dwóch lat, czyli zbliżającym się do
grupy ryzyka zachorowania na BSE.
Jak się bronić przed chorobą
szalonych krów - zastanawia się Krystyna Naszkowska
Rząd stoi przed dylematem. Z jednej strony potencjalne
zagrożenie dla życia i zdrowia milionów obywateli, z drugiej - realna utrata
miejsc pracy dla tysięcy osób
Rządowy zespół do zwalczania BSE w Polsce rozesłał do 18 zakładów mięsnych
instrukcję na temat gospodarowania odpadkami bydlęcymi. Zgodnie z nią zakłady
te mają obowiązek oddzielać od reszty odpady tzw. szczególnego ryzyka (mózg,
kręgosłup, niektóre jelita), a następnie przesyłać je do wyznaczonych zakładów
utylizacyjnych. Po przerobieniu na mączkę odpady zostaną spalone prawdopodobnie
w którejś cementowni.
W najbliższy piątek specjaliści z tych zakładów zostaną przeszkoleni
w Ministerstwie Rolnictwa, w jaki sposób przeprowadzać tę segregację. Właściciele
i pracownicy pozostałych 1,2 tys. rzeźni, w których ubija się bydło, nadal
będą robili to co dotychczas i tyle samo wiedzieli o segregowaniu co teraz
- czyli niewiele. Instrukcja dotyczy bowiem tylko zakładów mających uprawnienia
eksportowe na rynki Unii Europejskiej i amerykańskie. Konsument zachodni,
kupując teraz np. szynkę wieprzową wyprodukowaną w jednym z tych zakładów,
będzie miał pewność, że nie zetknęła się ona w żadnej fazie produkcji z
odpadami bydlęcymi, w których można znaleźć priony odpowiedzialne za chorobę
szalonych krów. Tej gwarancji nie będzie miał natomiast konsument polski,
bowiem poza tą "złotą osiemnastką" mamy w kraju setki mniej lub gorzej
wyposażonych zakładów, w których tak wysokiej technologii nie da się zachować.
Mamy nawet takie, gdzie w jednej hali ubija się zarówno krowy, jaki i świnie.
Rozumowanie naszych władz wydaje się proste - wydają instrukcję tym,
którzy mogą jej przestrzegać. Tylko bowiem ta ścisła krajowa czołówka jest
zdolna już dziś segregować odpady. Jest w stanie ponieść przy tym dodatkowe
koszty, które przecież się pojawią.
Zdecydowana większość pozostałych nie jest w stanie podjąć takich kroków
ani dziś, ani w najbliższej przyszłości. Co więcej, te zakłady prawdopodobnie
zostaną zamknięte po naszym wejściu do Unii, bo ich standardy nie dorównują
europejskim. Na razie walczymy o zapewnienie dla nich tzw. okresów przejściowych,
by mogły funkcjonować jeszcze trzy-cztery lata po naszym wejściu do UE,
produkując tylko na rynek krajowy.
Jeśli rząd chce zadbać o polskich konsumentów, tak jak dba o zachodnich,
to powinien jednak zamknąć te rzeźnie. Te, które pozostaną, spokojnie dadzą
sobie radę z ubojem bydła - są duże i nowoczesne. Teraz pracują najwyżej
na 50 proc. swoich mocy produkcyjnych, bo w kraju mają konkurentów gorzej
wyposażonych, nie inwestujących i dlatego często tańszych. Takie radykalne
wyjście będzie oznaczać jednak dla rządu nowy kłopot - kilka, kilkanaście
tysięcy ludzi znajdzie się na bruku. Z jednej strony potencjalne (bo nadal
w kraju nie wykryto żadnego przypadku BSE) zagrożenie dla życia i zdrowia
milionów obywateli, z drugiej - bardzo konkretne przekreślenie źródeł dochodów
tysięcy rodzin. |
|
L.O., Z.P.
"RZECZPOSPOLITA", 8. lutego, 2001r.
Kłopoty z żelatyną
BSE Mniejszy import, jeden producent w Polsce
Od dziś obowiązuje zakaz importu żelatyny wołowej i wołowo-wieprzowej.
Sprawi on wiele trudności firmom farmaceutycznym i zakładom przemysłu spożywczego,
które używały jej do produkcji swoich wyrobów, zwłaszcza że w kraju jest
tylko jedna fabryka wytwarzająca żelatynę.
- Zastąpienie żelatyny wołowej żelatyną rybną czy wieprzową nie
jest łatwe w przemyśle farmaceutycznym. Nie są do tego przystosowane urządzenia
produkujące kapsułki - powiedział Marcin Mizgalski, rzecznik prasowy Polfy
Kutno. - Żelatyna wołowa ma poza tym najlepsze właściwości fizyczne. Jest
łatwa w użyciu i przyjazna dla pacjenta. Kapsułki z żelatyny wieprzowej
są lepkie, miękkie i są niechętnie przyjmowane przez pacjentów. Istnieje
także też aspekt prawny. Zmiana rodzaju żelatyny stosowanej do produkcji
kapsułek to zmiana formy leku. Wprowadzenie nowej formy wymaga zaś rejestracji
i badań. Jest to proces kosztowny i długotrwały. Obecnie Polfa Kutno dysponuje
zapasami kapsułek żelatyny, więc na razie nie grozi nam przerwanie produkcji.
Jeśli zakaz importu będzie obowiązywał dłużej, będziemy musieli zastanowić
się nad wprowadzeniem jakichś rozwiązań, choć nie będzie to łatwe. Na razie
poszukujemy krajowych wytwórców kapsułek lub żelatyny. - powiedział Mizgalski.
Według informacji "Rz", wielu producentów zastanawia się nad zastąpieniem
kapsułek żelatynowych kapsułkami celulozowymi.
- W naszej firmie do celów technologicznych używamy żelatyny wieprzowej.
Kapsułki kupujemy zaś od amerykańskiej spółki, która wytwarza je z żelatyny
pochodzącej z Azji i Argentyny - powiedziała Agnieszka Gawron z biura prasowego
Plivy Kraków.
Żelatyna wchodzi także w skład pożywki białkowej, na której produkowane
są szczepionki. Jednak w tym przypadku zastąpienie jednego rodzaju żelatyny
drugim nie stanowi problemu.
W przetwórstwie spożywczym w miejsce żelatyn wołowych i wieprzowo-wołowych
stosowane są żelatyny wieprzowe i na bazie roślin morskich. W wielu firmach
używane są one od czasu, gdy po raz pierwszy w Polsce wydano zakaz importu
żelatyny wołowej.
- Żelatynę wieprzową importujemy ze Szwecji i ma ona atesty służb
sanitarnych. Wykorzystujemy także agar, produkowany na bazie wyciągó z
morskich wodorostów - mówi Cecylia Zdebik, prezes Przedsiębiorstwa Wyrobów
Cukierniczych Odra w Brzegu Opolskim. W firmie rozważana jest również możliwość
powrotu do pektyn otrzymywanych z jabłek.
Nestle Polska używa żelatyn wieprzowych importowanych z Niemiec
i Francji. Wyłącznie z alg i z substancji zagęszczającej z drzewa guaro
korzystają w Zakładach Piekarniczo-Cukierniczych Glutenex.
- Firma wytwarza słodycze dla dietetyków. Surowce, w tym żelatyny,
sprowadzamy wyłącznie z firm posiadających ISO z serii 9000 i HACCP, czyli
system kontroli punktów krytycznych, który również mamy wdrożony - tłumaczy
Andrzej Kawa, właściciel Gluteneksu.
Firma Stollwerck Polska do swojego najnowszego wyrobu, który trafi
do sklepów za kilka dni, dodała wyciąg z alg morskich. - Algi są droższe,
ale ich użycie daje taki sam efekt jak dodatek żelatyny wieprzowej i wołowej
- wyjaśnia Mariola Szerkus, dyrektor marketingu Stollwerck Polska.
Również w Delecta SA żelatyny wołowe zastąpiono wieprzowymi i
do nich dostosowano technologie wytwórcze. Przyprawy do zup w płynie są
na bazie sojowej, a ich dostawca to kaliskie Winiary.
- Do produkcji galaretek stosujemy wyłącznie wyciągi z alg morskich
- mówi Jerzy Siepsiak, kierownik działu badań i rozwoju w Delecta SA.
Nasi rozmówcy zwracają uwagę na brak jednoznacznej wykładni rozporządzeń
związanych z zakazem sprowadzania mięsa wołowego i żelatyny. W rozporządzeniach
tych mówi się o zakazie importu wybranych surowców i produktów, natomiast
nie ma nakazu wycofywania ich z obrotu przed datą ich obowiązywania, a
tak się właśnie postępuje.
Żelatyna pełni funkcje zagęstnika i w przetwórstwie spożywczym
stosuje się ją m.in. jako dodatek przy wytwarzaniu galaretek, jogurtów,
konserw mięsno-warzywnych i wyrobów garmażeryjnych. W cukiernictwie niezbędna
jest przy produkcji żelków i nadzień owocowych dodawanych do ciastek i
czekolad. Żelatyna jest również składnikiem gumy do żucia.
|
|
"NEW YORK TIMES", February 8, 2001
5 Drug
Makers Use Material With Possible Mad Cow Link
For the last eight years, the Food and Drug Administration has repeatedly
asked pharmaceutical companies not to use materials from cattle raised
in countries where there is a risk of mad cow disease.
But regulators discovered last year that five companies, including some
of the world's largest drug concerns, were still using ingredients from
those countries to make nine widely used vaccines.
Some of the companies say that they found the F.D.A.'s request unclear
and do not believe they did anything wrong. Others say they could not keep
up with the government's expanding list of countries where cattle could
be infected. One, however, acknowledged that it could have moved more quickly.
The nine vaccines include some regularly given to millions of American
children, including common vaccines to prevent polio, diphtheria and tetanus.
They also include the anthrax vaccine, which the government requires for
soldiers serving in the Persian Gulf.
Federal health officials stress that the vaccines are still considered
safe. They calculate that the odds of these vaccines passing on the disease,
in the worst eventualities, are between one in 40 million and one in 40
billion doses.
The officials say that the very slight chance that someone could be
infected is far outweighed by the benefits that these vaccines bring in
fighting disease and preventing death. Indeed, it is now only a scientific
theory that a vaccine could infect someone with the human form of mad cow
disease — called new variant Creutzfeldt- Jakob disease. No one is known
to have contracted the disease this way.
"Any risk is very remote," said Dr. Karen Midthune, director of the
F.D.A.'s Office of Vaccine Research and Review. "But if we have the ability
to bring this remote risk to zero, that is something we want to do."
Nonetheless, the fact that these suspect materials slipped into the
nation's vaccine supply — and that the F.D.A. did not discover it for seven
years — raises questions about the agency's ability to ensure that all
medicines are free of the infectious proteins that can cause mad cow disease.
The F.D.A. so far has only investigated the vaccine makers and has not
looked to see whether other medicine is free of possible mad cow contaminants.
Some experts say they worry more about dietary supplements. Unlike drugs,
supplements are largely unregulated. The F.D.A. is not even sure how many
supplement makers there are.
"It's just insane not to have greater safeguards" for supplements, said
Dr. Paul W. Brown, chairman of the F.D.A.'s advisory committee on mad cow
disease. "The potential exists for abuse."
All five vaccine makers, which include GlaxoSmithKline, Aventis
and American Home Products, have now agreed to stop using the suspect
materials, which include blood, fetal calf serum and meat broth.
But it will take a year or more to replace existing supplies with reformulated
products, because it can take many months to grow cultures used in making
vaccines. Both the companies and the F.D.A. say that the current products
are safe and should remain on pharmacy shelves.
They point out that the suspect ingredients, for the most part, are
used only in the early stages of manufacturing, when cultures are grown.
Blood, for instance, may be used to feed the bacteria and viruses in these
cultures. The cultures are then significantly diluted in the final vaccine.
The F.D.A. first asked the vaccine makers in a 1993 letter to stop using
materials from cattle raised in Britain and other countries where there
was a threat of mad cow disease. Regulators followed up with another letter
in 1996 in which the agency "strongly" recommended that drug companies
take "immediate and concrete steps" to make sure they were not using the
materials.
In interviews, regulators said it was not until last year that they
learned that some vaccine makers were not complying. During a routine review
of a company's application for a license, the F.D.A. discovered that the
company, which it will not identify, was using cattle parts from a high-risk
country.
Regulators immediately demanded that all vaccine makers identify where
their biologic ingredients were coming from. That review found the nine
vaccines.
Dr. Murray M. Lumpkin, a senior medical adviser at the F.D.A., said
his agency's investigative resources were limited.
"You have to prioritize where the greater risk is," Dr. Lumpkin said.
For example, the F.D.A. now has inspectors visiting animal feed companies,
he said, after it found that many of them were not following regulations
adopted in 1997. Those rules, in part, prohibit using beef parts to make
cattle feed. Scientists contend that cattle in Britain were infected after
eating feed that contained parts of other infected cows.
"That is where we think the greatest risk for Americans is at this time,"
Dr. Lumpkin said.
But critics including doctors, scientists and consumer advocates say
that the F.D.A. should have acted more aggressively by ordering, rather
than asking, companies to follow the agency's recommendations.
"The companies acted recklessly because, in part, the F.D.A. failed
to regulate them," said Dr. Peter G. Lurie, another member of the F.D.A's
advisory committee on the disease.
Dr. Lurie, a researcher at Public Citizen, the consumer group, said
he agreed that the vaccines should stay on pharmacy shelves. But he faulted
both the companies and the F.D.A. for possibly undermining public confidence
in the safety of vaccines.
In their defense, F.D.A. officials said they expected companies to heed
their requests.
"The expectation," Dr. Lumpkin said, "is that people will behave responsibly."
Mad cow disease, which is always fatal, is believed to be caused by
an infectious protein called a prion. In sick animals or humans, the prion
twists into an abnormal shape, often in the brain. These misfolded prions
accumulate in toxic clumps, eventually destroying normal brain tissue and
creating spongelike holes.
Cattle ingredients are used in a myriad of drugs other than vaccines.
But the F.D.A. says it cannot release a list of these drugs because many
details of how a product is manufactured are proprietary corporate information.
But regulators say, for instance, that many drugs contain gelatin, made
from the bones or hooves of cattle. And calf lungs are used to make surfactants,
which help premature infants breathe.
As for dietary supplements, the industry's trade groups say that hundreds
of products use an array of cow tissues, from ground prostate glands and
testicles in pills that supposedly bolster sexual vitality to thymus extract
for healthy skin.
Many organs that scientists consider particularly risky for the transmission
of mad cow disease are also used, including freeze-dried brain and pituitary
glands in supplements that manufacturers say stimulate memory, adrenal
extract for energy, even powdered spleen to help clear the sinuses.
As with vaccines, the F.D.A. has urged supplement makers not to use
cow tissue from certain countries. But the F.D.A., which has no specific
manufacturing rules for supplements, cannot say whether products sold in
the United States are free of such ingredients.
"The F.D.A. is toothless," Dr. Brown said. "Their purview over dietary
supplements is infinitesimally small."
Without comprehensive federal guidelines, the Natural Nutritional Foods
Association, the largest trade group, started a voluntary program in 1999
to test whether its members' products are free of contaminants, including
mad cow disease. But of about 500 companies eligible, only 20 have gone
through the review.
For its part, the F.D.A. inspects only about 60 of the more than 1,000
supplement manufacturers each year. "We rely on the industry to do the
right thing," said Dr. Christine Lewis, director of the F.D.A.'s dietary
supplement division.
In 1995, the F.D.A. told its border agents to detain any imports of
suspect cattle parts or products made from them. Regulators say they have
not found any supplements sold in the United States that contain the materials.
And one industry executive said there was little incentive to even try
to import such materials. "These glands are not very expensive," said Matt
Schueller, vice president at Enzymatic Therapy, a supplement maker in Green
Bay, Wis.
Even so, Dr. Brown and others say that the border controls are not enough.
Every year, more than $1 billion of supplements are imported from high-risk
countries, according to a 1999 F.D.A. study. Only about 7 percent of these
products say on their labels that they contain animal parts, but there
could be more, Dr. Brown said. Foreign labeling laws vary widely, he said,
making it hard to know what some imports contain.
The companies that make the nine vaccines say they have tried to comply
with the F.D.A.'s requests and, over the years, have provided regulators
with any information they asked for.
They say that in most of the vaccines, the ingredients that regulators
have questioned are in the cultures used to start each batch. They say
that some of these cultures, which are used year after year, were created
in the 1980's, before the F.D.A. told them to stop using material from
certain countries.
American Home Products has been working for five years to change the
material used in bacterial seed cultures for its vaccine, Pnu- Imune 23,
which prevents pneumonia, said Dr. Peter R. Paradiso, a top researcher
in the company's Lederle Vaccine subsidiary. The 23 cultures making up
the vaccine must be modified one at a time, he said, with regulators approving
each one.
"The risk is very, very minuscule," Dr. Paradiso said. He calculates
the risk of Pnu-Imune passing on the disease, in a worst case situation,
at one in 2.4 trillion doses.
At Aventis, Len Lavenda, a spokesman, said that the company had believed
that IPOL, its polio vaccine, complied with the F.D.A.'s request. But last
year, regulators disagreed, he said, because the company cannot trace the
origin of some ingredients purchased in the 1980's.
In ActHIB, Aventis's vaccine to protect against haemophilus influenzae
Type B bacterium, the company used small amounts of hemin, a blood derivative,
from cattle in the Netherlands. Material from the Netherlands was banned
in 1997, but Aventis decided not to change its supplier, he said, because
its scientists believed that infectious material could not survive the
production process.
"That was probably a mistake," Mr. Lavenda said. The vaccines are safe,
he said, but the company fears its decision could weaken the public's confidence
in the vaccines.
BioPort, which makes vaccines against rabies and anthrax, said
that it did not understand until last year that the F.D.A. wanted the companies
to change seed cultures created before 1993.
GlaxoSmithKline, the British pharmaceutical giant that sells three of
the vaccines cited by the F.D.A., declined to answer specific questions.
Carmel M. Hogan, a company spokeswoman, said the company had been trying
since 1990 "to move away from using bovine materials from infected countries."
The F.D.A. said the problem with Infanrix, one of GlaxoSmithKline's
vaccines, which prevents diphtheria, tetanus and pertussis, stems from
an ingredient made for it by Chiron Behring in Germany. Chiron stopped
using material from German cows in September, said Thomas Schick, a Chiron
spokesman, after American regulators visited its factory.
The final vaccine, Certiva, also for children, was made by North American
Vaccines until 1999 when there were production problems. Baxter International,
which purchased North American last year, said the company did not intend
to sell Certiva again. |
|
Katarzyna Bartman, Katarzyna van Kraainem
"ŻYCIE", 30. marca, 2001r.
Kraj ryzyka?
Komitet Naukowy Unii Europejskiej nie wierzy, by choroba wściekłych
krów ominęła Polskę
Czy choroba szalonych krów dotarła do Polski? Komitet Naukowy Unii
Europejskiej zaklasyfikował nas do trzeciej grupy ryzyka. Oznacza to, że
BSE "prawdopodobnie w Polsce istnieje, ale nie zostało potwierdzone". To
złe wieści dla naszego rolnictwa.
Komisja Europejska postanowiła ogłosić wszystkie raporty na temat BSE,
także te dotyczące Czech i Węgier, dopiero w poniedziałek. Ale ŻYCIE
jako pierwsze dowiedziało się od prof. Gerarda Pascala, szefa Komitetu
Naukowego UE, że Polskę umieszczono w trzeciej grupie ryzyka.
Pierwsza grupa to kraje, w których pojawienie się choroby jest wysoce
nieprawdopodobne. Drugą grupę tworzą kraje, gdzie jest ono "nieprawdopodobne,
lecz niewykluczone". Do trzeciej zalicza się zarówno te, gdzie jest prawdopodobne,
ale niepotwierdzone, jak i te potwierdzone "na niskim poziomie". W czwartej
grupie były dotychczas tylko Wielka Brytania i Portugalia, gdzie występowanie
BSE potwierdzono.
Zdaniem polskich władz weterynaryjnych decyzja Unii jest aktem politycznym,
z którym trudno racjonalnie dyskutować. - Nie pójdziemy jak owce na rzeź
- zapowiadają jednak przedstawiciele Głównego Inspektoratu Weterynarii.
Złe przepowiednie
Zdaniem zastępcy głównego weterynarza kraju Iwony Zawinowskiej polscy
eksperci wielokrotnie przedstawili Brukseli dowody na to, że wystąpienie
BSE jest u nas mało prawdopodobne. To jednak nie przekonało Komitetu Naukowego
Unii.
Skąd podejrzenia, że zaraza do nas dotarła? Polska sprowadziła ponad
1 mln ton mączki mięsno-kostnej z Zachodu. A właśnie pasze z domieszkami
białka zwierzęcego są źródłem szerzenia się epidemii szalonych krów.
Główny Inspektorat Weterynarii uważa, że decyzja Unii jest dla nas
krzywdząca. Do brukselskich urzędników nie trafiają racje, przedstawione
w opasłym raporcie weterynaryjnym. Nasi lekarze wyjaśniali w nim, że od
dawna istniał w Polsce zakaz żywienia krów i owiec paszami zawierającymi
białka zwierzęce.
Dokąd więc trafiały mączki z Zachodu? - Do chlewni i farm drobiarskich
- podkreśla Iwona Zawinowska.
Ale Unia kręci głową i wskazuje na Szwajcarię, gdzie do zakażenia krów
BSE doszło, bo podano im przez pomyłkę paszę dla drobiu. Zawierała skażoną,
przetworzoną padlinę.
Zidentyfikowane krowy
Pasze z domieszkami białka zwierzęcego to nie jedyny powód do zmartwień
Unii. Podejrzenia budziło także przebywające w Polsce 30-tysięczne stado
krów sprowadzonych z zagranicy oraz niski poziom wiedzy naszych weterynarzy
na temat objawów BSE.
- Te krowy, które przyjechały do nas z Niemiec czy Holandii, nie stanowią
ryzyka, póki żyją. Polscy hodowcy sprowadzali je jako zwierzęta mleczne
- tłumaczył
ŻYCIU główny weterynarz kraju, dr Andrzej Komorowski.
Zagraniczne krowy są oznaczone i pilnowane przez weterynarzy. Po za
tym ich los jest przesądzony. Trafią do pieca, a ich szczątki nie posłużą
już do produkcji pasz.
Natomiast od 1 kwietnia, by wyeksportować mięso na Zachód, należy je
wyselekcjonować, oddzielając materiał wysokiego ryzyka (czyli mózg, jelita
oraz mięso przylegające do rdzenia kręgowego i kości). Główny weterynarz
kraju twierdzi, że zasady unijne lada dzień zaczną obowiązywać także polskich
producentów na naszym rynku. - Podpisałem już rozporządzenia. Będą obowiązywać
zaraz po opublikowaniu - tłumaczy. Ze sklepów znikną więc np. flaki i kiełbasy
produkowane z wołowych kiszek.
Rozmowa z szefem Komitetu Naukowego Unii Europejskiej profesorem
Gerardem Pascalem
Czy, Pana zdaniem, są w Polsce przypadki choroby szalonych krów,
tylko ich jeszcze nie wykryto?
Obawiam się, że choroba dotarła do Polski i innych krajów Europy Środkowej
i Wschodniej. Importowaliście potencjalnie skażoną mączkę mięsno-kostną
oraz bydło z Niemiec, Hiszpanii i Francji. Gdy czytałem projekt raportu,
w którym stwierdzaliśmy ryzyko występowania BSE w Danii, otrzymałem telefon,
że Duńczycy właśnie potwierdzili u siebie pierwszy przypadek tej choroby.
W przypadku Niemiec opublikowaliśmy najpierw nasz raport, a dopiero po
kilku miesiącach odkryto pierwsze przypadki BSE. Niemcom też wydawało się,
że nigdy do nich ta choroba nie dotrze.
Mogą się u nas zatem pojawić przypadki ludzkiej odmiany tej choroby?
Nasz raport mówi tylko o geograficznym ryzyku występowania skażenia
BSE wśród krów. Na tej podstawie nie można przesądzać, że istnieje także
ryzyko zachorowań wśród ludzi. Aby chronić człowieka, chcemy wyeliminować
w maksymalny sposób chorobę u zwierząt. Musicie jak najprędzej zacząć oddzielać
w waszych rzeźniach niebezpieczne części (tzw. materiały ryzyka, czyli
np. jelita lub kręgosłup, najbardziej podatne na skażenie prionami)), które
stanowią największe zagrożenie dla zdrowia człowieka. Od 1 kwietnia będziecie
musieli oddzielać te części przy obróbce mięsa na eksport. Radziłbym wprowadzić
ten obowiązek także w rzeźniach produkujących na rynek krajowy.
Polscy weterynarze zapewniają, że mączka mięsno-kostna sprowadzona
z Niemiec była wykorzystywana tylko jako karma dla drobiu i trzody chlewnej.
Takiego samego argumentu używali Hiszpanie i też znaleźli się w trzeciej
grupie. Niebezpieczne jest zwłaszcza skażenie mączką, która pochodziła
od zwierząt potencjalnie chorych (tzn. przy ich ubijaniu nie oddzielano
materiałów ryzyka). Argument, że nie było zwyczaju karmienia krów mączką,
nie jest całkowicie przekonujący. Taka potencjalnie skażona mączka dostała
się do waszego kraju.
Polskie Ministerstwo Rolnictwa twierdzi, że Unia ma interes w tym,
aby zaklasyfikować nasz kraj do grupy ryzyka. Eksportujemy 700 tysięcy
cielaków rocznie.
Wnioski, jakie wyciągaliśmy przy opracowaniu raportów, nikomu nie sprawiały
przyjemności. Zapewniam jednak, że nie stosowaliśmy kryteriów ekonomicznych.
Komisja Europejska nie wywierała na nas presji, mogliśmy pracować zupełnie
niezależnie, to raczej przysparzało kłopotów Brukseli, bo po naszych raportach
musiała prowadzić trudne rozmowy z krajami trzecimi. Raport był konsultowany
z polskimi władzami i tam, gdzie się dało, uzupełnialiśmy go uwagami z
Warszawy.
Trzeba będzie w Polsce wprowadzić powszechne testy na BSE u krów?
Raport może stanowić podstawę do żądania od nas testów?
Komisja Europejska ma trudności z wprowadzeniem testów także w krajach
Unii. Niewielka liczba przeprowadzanych testów to jednak fałszywa pewność,
że w danym kraju nie ma BSE. Raport do niczego was nie zmusza, sami powinniście
myśleć o zdrowiu własnych obywateli. Nie chcemy pokazywać palcem krajów,
które nie robią tego, co powinny. Staramy się raczej, by polepszyły swoją
sytuację.
Katarzyna Bartman, Katarzyna van Kraainem
|
Krystyna Naszkowska
"GAZETA WYBORCZA", 1. czerwca, 2001r.
Wpadlina. Problem z mączką kostną
Chociaż nasze krowy nie chorują, możemy mieć kłopoty
z Unią Europejską, która walczy z BSE. Nie radzimy sobie bowiem ani ze
spalaniem mączki kostnej, ani z padliną. Na początku czerwca do Polski
przyjadą przedstawiciele Komisji Europejskiej, by skontrolować zakłady
mięsne, które mogą eksportować na rynki unijne. - To będzie skandal - ostrzega
Jerzy Byczyński, prezes Ekoutilu, stowarzyszenia producentów mączek mięsnych.
To, co kontrolerzy zobaczą, może dać Unii pretekst, by odebrać naszym firmom
uprawnienia eksportowe.
Od dwóch miesięcy w ramach rządowego programu ochrony przed BSE zakłady
mięsne starannie wyodrębniają odpady tzw. wysokiego ryzyka, np. kręgosłup,
gałki oczne, jelita, które są źródłem przenoszenia choroby szalonych krów.
Powinny one trafiać wyłącznie do sześciu z 60 zakładów utylizacyjnych.
Nie wolno robić z nich mączki do karmienia zwierząt.
Tymczasem, jak dowiaduje się "Gazeta", w kwietniu i maju sześć zakładów
otrzymało 3 tys. ton - ledwie połowę odpadów wysokiego ryzyka, które w
tym czasie opuściły wszystkie rzeźnie. Gdzie reszta? Nasi informatorzy
twierdzą, że trafiła razem z tymi uznanymi za bezpieczne do paszy dla zwierząt.
Chodzi o pieniądze.
Ubojnie muszą na swój koszt segregować odpady. Żeby nikt się nie pomylił,
barwią te niebezpieczne na niebiesko, a przed transportem je schładzają.
Ale zakłady utylizacyjne żądają pieniędzy za przerób na mączkę odpadów
wysokiego ryzyka. Ubojnie rezygnują więc, bo ich na to nie stać, a nie
wiadomo, kto inny miałby za to płacić. Zamiast tego można te ryzykowne
mączki sprzedać...
Nie koniec na tym. Mączki, która dociera do szóstki zakładów, nikt nie
chce odbierać. Powinny cementownie, by następnie ją spalać, ale nie mają
właściwych linii, dozowników, palników. Próby skończyły się fatalnie -
mączka z naszego mięsa jest za tłusta i sprowadzone z Belgii palniki się
zapychają.
- Nie udało nam się pozbyć ani jednej tony, wszystko leży. Wyprodukujemy
jeszcze 10-20 ton mączki i zaklopsujemy się na amen - mówi Wincenty Suszyłło,
właściciel podrzeszowskiego Utiresa, jednego z szóstki zakładów. - Widoków
na rozruch cementowni nie widać, to wpadliśmy na pomysł, by zsypywać mączkę
do starych wojskowych bunkrów.
Do niebezpiecznych odpadów zaliczane są też padłe zwierzęta, które w
całości powinny zostać przerobione na mączkę i spalone. W Unii padlina
stanowi 10-15 proc. bydła. A Polsce? Mniej niż 1 proc. - To oczywiście
lipa. Ale skoro 20 lat temu zniesiono obowiązek ubezpieczania zwierząt,
to chłopi nie ubezpieczają. Skoro nikt im za odstawienie padliny nie zapłaci,
to nie odstawiają - tłumaczy prof. Roman Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa.
- Część chorych zwierząt jest dobijana i trafia jako świeże mięso na
bazary, reszta ląduje w stawach, lasach, na wysypiskach - twierdzi Stanisław
Zięba ze Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.
Komentuje Krystyna Naszkowska
Dotychczas nie znaleźliśmy u nas ani jednej szalonej krowy. Może nigdy
nie znajdziemy. Oby. Rząd postanowił jednak nas zabezpieczyć i wymyślił
plan profilaktyczny. Szkoda tylko, że wprowadził go bez policzenia kosztów,
bez ustalenia, kto ma je ponieść, bez przygotowania spalarni. Niegłupi
plan zamienił się w głupią fikcję.
Być może był to tylko gest pod adresem Unii, która wydaje miliardy
na walkę z BSE. Ale Unia wcale tego nie doceni, a wręcz przeciwnie - wykorzysta
nasz bałagan przeciwko nam. |
kana
"GAZETA WYBORCZA", 6. czerwca, 2001r.
Będzie kontrola w zakładach mięsnych
i utylizacyjnych
Po doniesieniach “Gazety" o nieprawidłowościach
w utylizacji odpadów bydlęcych mogących być źródłem choroby szalonych krów
Ministerstwo Rolnictwa zleciło kontrolę zakładów mięsnych.
Wiceminister rolnictwa Robert Gmyrek, nadzorujący pracę zespołu rządowego
zajmującego się BSE, zwrócił się do Głównego Lekarza Weterynarii o przeprowadzenie
w trybie pilnym ogólnokrajowej kontroli w zakładach mięsnych i utylizacyjnych.
Jednocześnie Jacek Szymanderski, doradca ministra rolnictwa, zawiadomił
Prokuraturę Rejonową w Warszawie o podejrzeniu zaistnienia przestępstwa.
Przypomnijmy, że 1 czerwca w artykule “Wpadlina" napisaliśmy, iż prawdopodobnie
nie wszystkie odpady bydlęce, które mogą być źródłem zarażenia choroby
szalonych krów, są rzeczywiście utylizowane w wytypowanych do tego celu
zakładach. Część z nich wbrew decyzjom rządu jest przerabiana na mączki
mięsno-kostne i dodawana do karmy dla zwierząt. Pisaliśmy też, że mączka
przeznaczona do spalenia w cementowniach wcale tam nie trafia, bo cementownie
nie są jeszcze przygotowane do tego procesu. Nie wiadomo też, co dzieje
się z mięsem i odpadami zwierząt, które z jakichś powodów padają w gospodarstwie
- ponieważ nie ma u nas obowiązku ubezpieczania zwierząt, oficjalnych zgłoszeń
o padlinie jest kilkakrotnie mniej niż w krajach Unii.
|
|
Karolina Goździewska
"NASZ DZIENNIK", 30. czerwca 2001r.
Uwaga na "dywersantów"
Nie wszystko polskie, co wyprodukowano w Polsce
Od ponad roku w Polsce promowany jest znak "Dobra Polska Żywność". W
zamyśle ministra rolnictwa ma on reklamować polską żywność, ale czy jest
tak naprawdę? Obecnie znak otrzymało już ponad 300 produktów ok. 40 firm.
Zdaniem prof. Anny Gronowskiej-Senger z SGGW, przewodniczącej Komitetu
Żywienia Człowieka PAN, nie wszystkie produkty nazwane polskimi rzeczywiście
takowymi są, ponieważ nie zostały wytworzone z polskich surowców.
Głównym celem programu "Dobra Polska Żywność" jest reklamowanie żywności
wytwarzanej w Polsce z krajowych surowców, spełniającej wysokie wymagania
zdrowotne i jakościowe. Polega on na przyznawaniu znaku "Dobra Polska Żywność"
połączonym z systemem nadzoru warunków wytwarzania. Łączy się to również
z szeroko rozumianą promocją wyrobów, które uzyskały znak "Dobra Polska
Żywność".
W zamyśle znak jest przyznawany produktom wytwarzanym z surowców pochodzenia
polskiego z wyjątkiem używek. Ponadto warunki produkcji i normy muszą spełniać
zasady określone przez Radę Naukową.
Programem "Dobra Polska Żywność" objęto takie grupy wyrobów jak mięso
(m.in. drób, króliki, dziczyzna) i jego przetwory mleko i jego przetwory,
owoce, warzywa (w tym ziemniaki i grzyby) i ich przetwory, zboża oraz ich
przetwory (w tym pieczywa), ryby, owoce morza i ich przetwory, napoje bezalkoholowe
(w tym wody mineralne), miód, wyroby cukiernicze i ciastkarskie, zioła
i ich przetwory, tłuszcze spożywcze, wyroby mieszane i wysoko przetworzone
na bazie wyżej wymienionych surowców.
Pierwsze znaki przyznane zostały w ubiegłym roku podczas targów rolnych
"Polagra". W branży mleczarskiej, mięsnej i tłuszczowej o znak ubiegać
się mogą jedynie firmy, które wdrożyły już system HCCP, polegający na kontroli
krytycznych punktów zagrożenia. Polskie prawo nie obliguje jeszcze firm
polskich oraz działających na terenie Polski do wdrażania takiego systemu.
Jak poinformował koordynator programu Wiesław Nogal, wiele małych przedsiębiorstw
ma kłopoty z wdrożeniem systemu HCCP, głównie ze względu na wysokie koszty,
jakie się z tym wiążą. Nogal zapewniał, iż znak "Dobra Polska Żywność"
przydzielany jest wyłącznie produktom wytworzonym z polskich surowców.
Jedynie dodatki, takie jak np. pieprz, mogą pochodzić spoza granic kraju.
- Najbardziej wątpliwa sprawa jest jednak z rybami morskimi - przyznał
Nogal. Przyjęto zasadę, iż mają być one łowione i przetwarzane przez polskie
jednostki rybackie.
Przydzielanie znaku "DPŻ" nie jest ograniczone ze względu na pochodzenie
kapitału zaangażowanego w wytworzenie danego produktu. Dlatego też takie
znaki posiadają już produkty pochodzące z zakładów będących w posiadaniu
amerykańskiego kapitału. Przedstawiciel ministerstwa rolnictwa tłumaczy,
iż resort nie chciał uprawiać szowinizmu. - W tej chwili sytuacja się diametralnie
zmieniła; to już nie jest polska marka - uważa prof. Anna Gronowska-Senger,
wymieniając nazwy jeszcze do niedawna polskich firm, przejętych przez tzw.
inwestorów zagranicznych. Jej zdaniem, polską żywnością winno nazywać się
tylko wytwarzaną wyłącznie przez mniejszych producentów na poziomie rzemieślniczym,
nie wielkoprzemysłowym. - Obecnie zmieniły się technologie i np. szynka
szprycowana jest wodą, czego nie można powiedzieć o szynce wyprodukowanej
przez rzemieślnika. W tej chwili płacimy za wodę - zwróciła uwagę profesor.
Dostępna w rodzimych sklepach tzw. polska szynka nie różni się od np. duńskiej.
Czego nie można powiedzieć o wiejskiej szynce wyprodukowanej przez drobnego
rzemieślnika. System fiskalny nie promuje średnich i małych przedsiębiorstw.
Pozwala natomiast przetrwać większym, o dużej produkcji i obrotach. Gronowska-Senger
podkreślała, że polskie produkty mogą być wytwarzane jedynie na małą skalę,
ponieważ wówczas zachowują swoje walory smakowe. - Nie mówmy o czymś, co
jest robione częściowo w oparciu o surowce sprowadzane z zagranicy, że
to jest polski produkt - powiedziała Gronowska-Senger. - Bo to nie jest
polski produkt, tylko wyprodukowany w Polsce - dodała.
|
W dniu 8. lipca 2001r.
na dziedzińcu ministerstwa rolnictwa przy ul. Wspólnej w Warszawie
reklamowano produkty,
którym Minister Rolnictwa przydzielił znak "Polska Dobra Żywność".
Zapewniano, że są to produkty "zdrowe"
(cokolwiek miałoby to znaczyć) i bezpieczne.
Nie przedstawiono przy tym żadnych dowodów popierających te stwierdzenia.
Premier J. Buzek poparł swoim autorytetem spożywanie jaj smażonych
na boczku,
zaś minister rolnictwa A. Balazs zachęcał do konsumpcji
pieczonej peklowanej golonki,
a nadto chwalił tradycyjną technologię produkcji "szynki
babuni".
Nauki medyczne reprezentował zespół pogotowia ratunkowego (za bramą).
ŻYWIENIE
A RAK
ŻYWNOŚĆ TRANSGENICZNA
(ŻYWNOŚĆ GENETYCZNIE
ZMODYFIKOWANA)
|
| Warszawa, 2001.09.19
PIENIĄDZE NA BSE
Trudna sytuacja w jakiej znalazły
się finanse państwa oraz wymagania Unii Europejskiej odnośnie BSE, których
spełnienie warunkuje możliwość prowadzenia bieżącego eksportu naszego bydła
i wołowiny na rynki zachodnie, spowodowało konieczność wdrożenia wymagań
unijnych w ramach środków będących w dyspozycji resortu rolnictwa. Chodzi
mianowicie o pokrycie kosztów badań polskiego bydła w wieku powyżej 24
miesięcy pod kątem wykrycia gąbczastej encefalopatii bydła (BSE). Opracowany
w ramach działalności powołanego przez Premiera RP zespołu do spraw oceny
ryzyka występowania BSE w Polsce program badań, którego wariant wiążący
się ze stopniem narastania ryzyka, w związku z rozszerzaniem się BSE na
nowe obszary Europy zakładał, że poczynając od 1 września 2001r. wszystkie
ubijane bydło w wieku powyżej 24 miesięcy będzie objęte badaniami. Uruchomiono
5 laboratoriów oraz wybrano odpowiednie testy do ich wykonania.
Uwzględniając zmniejszenie w ostatnich
miesiącach liczby rzeźni bydła, które posiadają warunki do oddzielania
materiału wysokiego ryzyka związanego z BSE, a tym samym mają prawo do
uboju bydła (1562 w marcu w porównaniu z 791 w lipcu), co obniżyło koszty
dowożenia prób do laboratoriów przyjęto, że koszt badań wykonanych w miesiącach
od października do końca grudnia wyniesie 13.855.000 zł. W wyniku powyższej
oceny oraz biorąc pod uwagę niezwykle istotne dla realizacji naszego eksportu
wdrożenie tego programu przeznaczyć wyżej wymienioną kwotę z rezerwy celowej
określonej w ustawie budżetowej na 2001r., przeznaczonej na zwalczanie
chorób zakaźnych zwierząt i będącej w dyspozycji resortu rolnictwa.
Od 1 października do 31 grudnia
2001 r. przebadane zostaną wszystkie sztuki ubijanego bydła w wieku powyżej
24 miesięcy. Szacuje się, że badaniami zostanie objęte ponad 90000 sztuk
zwierząt. Ponadto, zgodnie z aktualnie realizowanym programem, badaniami
są objęte wszystkie sztuki bydła importowanego oraz zwierzęta padłe. Jednocześnie,
wobec braku systemu identyfikacji zwierząt oraz braku systemu ubezpieczeń
zwierząt gospodarskich, polecono Głównemu Lekarzowi Weterynarii podjęcie
niezbędnych działań w zakresie zwiększenia ilości badań sztuk bydła padłych
w gospodarstwach. W ramach prowadzonego od początku roku monitoringu (badano
3% bydła ubijanego powyżej 30 miesięcy) wykonano ponad 10000 badań w kierunku
BSE - wszystkie z wynikiem ujemnym.
Obecne rozszerzone badania wykonywane
będą w utworzonych w tym celu laboratoriach specjalistycznych do wykrywania
BSE działających przy wojewódzkich inspektoratach weterynarii w województwach:
dolnośląskim, małopolskim, mazowieckim i pomorskim oraz w laboratorium
Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Zakupu testów diagnostycznych
do przeprowadzenia przez laboratoria omawianych badań w wyznaczonych regionach
kraju dokonają wojewódzkie inspektoraty weterynarii z wymienionych województw.
Cena jednostkowa testu diagnostycznego "Bio-Rad" wynosi 95.92 zł. za 1
szt. Koszty dowozu szacuje się na 2.766.000 zł. W podanej kwocie na omawiane
badania zostały ujęte również koszty utylizacji materiału zakaźnego powstałego
po przeprowadzeniu badań laboratoryjnych.
Niezależnie od wyżej wspomnianych
czynności, które mają zapewnić kontynuację naszego eksportu, prowadzone
są działania zmierzające do restrukturyzacji i modernizacji przemysłu utylizacyjnego
w Polsce, który to program został ostatnio zatwierdzony przez Kierownictwo
Resortu oraz dostosowywanie przepisów prawa unijnego w zakresie zarówno
żywienia zwierząt (zakaz podawania przeżuwaczom białka ssaków) jak i metod
uboju i zagospodarowania materiału specjalnego ryzyka. W chwili obecnej
wyizolowany w rzeźniach materiał wysokiego ryzyka jest utylizowany (przerabiany
na mączkę mięsno-kostną ) w 9 zakładach utylizacyjnych, a następnie spalany
w 3 wyznaczonych zakładach (2 cementownie i 1 zakład chemiczny ze złożem
fluidalnym).
Sprawy te były przedmiotem obrad
posiedzenia Ministrów Rolnictwa krajów CEFTA, które odbyło się 13 września
2001r. w Bratysławie na których uczestniczyłem. Obecny tam Komisarz Unii
Europejskiej D. Byrne, podkreślił, iż kraje które na bieżąco wdrażają przepisy
UE dotyczące BSE (badania, segregacja odpadów, żywienie zwierząt), mają
prawo do końca tego roku wystąpić z wnioskiem o zmianę dotychczasowej klasyfikacji.
Wola w tym zakresie znalazła się we Wspólnej Deklaracji Ministrów Rolnictwa
Państw CEFTA.
Robert Gmyrek
Sekretarz Stanu w MRiRW
Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Żywności
|
Polska Agencja Prasowa, 19. lutego 2002
Komisja: Polska niezdolna do wykrywania i zapobiegania BSE
Większość krajów kandydujących do UE, w tym Polska, była jesienią ub. roku
niezdolna do wykrywania choroby szalonych krów (BSE) i zapobiegania jej
rozprzestrzenianiu się - wynika z dokumentu Komisji Europejskiej. Są to
- wg noty informacyjnej Komisji - wstępne wnioski z raportów sporządzonych
przez uczestników inspekcji przeprowadzonych w ostatnich miesiącach 2001
roku w dziewięciu spośród dwunastu krajów kandydujących, w tym pod koniec
października w Polsce.
"Wstępne rezultaty tych inspekcji wskazują
na problemy w kluczowych sprawach, na przykład na niedostateczną liczbę
próbek pobieranych spośród padniętych sztuk bydła i niedostateczną kontrolę
zakazu karmienia zwierząt paszami (zawierającymi mączki mięsno-kostne)"
- czytamy w nocie, do której uzyskali dostęp polscy dziennikarze.
"Prowadzi to do nieuchronnego wniosku, że obowiązujące
przepisy i ich wdrożenie w większości krajów poddanych inspekcji nie są
wystarczające, żeby wykrywać BSE ani żeby zapobiegać jej mnożeniu się.
Dlatego niezbędne są znaczące wysiłki, aby poprawić sytuację, zwłaszcza
w Polsce i Rumunii, gdzie sytuacja jest najpoważniejsza" - napisano w cytowanej
nocie.
Przedmiotem "szczególnej troski" unijnych inspektorów
jest brak należytego systemu identyfikacji bydła w Polsce i Rumunii - czytamy
w nocie. Jej autorzy podkreślają, że "niezawodne i dobrze funkcjonujące
systemy identyfikacji są warunkiem wstępnym skutecznej kontroli BSE, zarówno
w celu monitoringu jak i jej wyeliminowania".
Eksperci unijni uważają, że "trzeba starannie
zbadać sytuację w imporcie żywego bydła, gdyż od zeszłej jesieni kraje
eksportujące je do UE muszą wydawać certyfikaty gwarantujące, że zwierzęta
są zidentyfikowane i że można prześledzić ich pochodzenie".
Wg autorów noty, większość kandydatów ma nadal
problemy z oddzielaniem od mięsa tzw. materiałów ryzyka, zwłaszcza kręgosłupa,
nawet jeżeli oficjalnie wprowadzili wymóg ich usuwania. Jeszcze większe
trudności są z utylizacją odpadów zwierzęcych i z egzekwowaniem zakazu
karmienia bydła paszami z mączką mięsno-kostną, zwłaszcza że w części z
nich, w tym w Polsce, nie ma zakazu karmienia nimi innych gatunków zwierząt
(świń i drobiu). "W Polsce, Estonii, na Łotwie, Litwie, Malcie w Bułgarii
i Rumunii nie ma zakładów utylizacji odpadów spełniających wymogi UE lub
też większość tych zakładów jest przestarzała. Co najmniej kilka z tych
krajów będzie miało problemy ze spełnieniem tych wymogów do czasu przystąpienia
do Unii" - czytamy w nocie.
Poza tym w większości tych krajów pojawiłyby
się dodatkowe problemy, gdyby Unia zdecydowała się na stałe zakazać stosowania
białek zwierzęcych w paszach dla zwierząt hodowlanych - uważają specjaliści
z unijnego Urzędu ds. Żywności i Weterynarii (FVO) w Dublinie, który koordynuje
inspekcje przeprowadzane przez unijnych ekspertów od weterynarii.
Rzeczniczka komisarza ds. ochrony zdrowia i
konsumentów Beate Gminder powiedziała we wtorek PAP, że raport o Polsce
ma charakter wstępny i zostanie opublikowany po uwzględnieniu polskich
wyjaśnień do tej wstępnej wersji.
"Wasz minister rolnictwa (Jarosław Kalinowski)
zapewnił komisarza w poniedziałkowej rozmowie, że prześle odpowiedź w najbliższym
czasie. Poinformował też, że od października wiele się zmieniło, więc czekamy
z publikacją raportu o Polsce na polskie wyjaśnienia" - oświadczyła Gminder. |
|
Polska Agencja Prasowa 9. maja 2002r.
Około 30 proc. sprzedawanej wołowiny pochodzi z szarej strefy
Około 30 proc. sprzedawanej w Polsce wołowiny pochodzi z szarej strefy.
Stwarza to dla konsumentów groźbę zarażenia się chorobą wściekłych krów
- ocenia Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.
"Inspekcja Weterynaryjna, Sanitarna oraz Handlowa
współdziałając z odpowiednimi organami odpowiedzialnymi za egzekwowanie
prawa powinny wyeliminować działające w szarej strefie ubojnie bydła" -
napisano w przesłanym PAP oświadczeniu.
Bydło w takich ubojniach nie jest badane weterynaryjnie.
Według związku, powinno się przyspieszyć prace nad systemem pełnej identyfikacji
zwierząt (IACS).
"Jedynym z najbardziej wiarygodnych czynników,
który zapewnia zachowanie wszelkich procedur związanych z zabezpieczeniem
konsumenta przed ryzykiem zakażenia się chorobą BSE, jest posiadanie przez
zakład uprawnień eksportowych do krajów Unii Europejskiej" - uważają członkowie
związku.
Ich zdaniem wykrycie w Polsce choroby szalonych
krów spowoduje dalsze zmniejszenie i tak już ograniczonego eksportu wołowiny.
"Już pięć państw, w tym również nasz największy
odbiorca - Rosja, wstrzymało import polskiej wołowiny" - napisano w oświadczeniu.
Związek uważa również, że powinno się przywrócić
powszechny obowiązek ubezpieczania zwierząt, dzięki któremu martwe zwierzęta
byłyby utylizowane w zakładzie do tego przystosowanym.
"Niezależnie od zasięgu obowiązkowych badań,
koszty tych badań, wywołane koniecznością ochrony zdrowia ludzi i zwierząt,
jak również utylizacja materiałów szczególnego i wysokiego ryzyka muszą
być finansowane ze środków publicznych" - napisano w oświadczeniu.
Pierwszy przypadek zakażenia BSE w kraju stwierdzono
w Małopolsce u krowy, która trafiła do ubojni w Mochnaczce Wyżnej koło
Krynicy (Małopolska). Potwierdziły to badania laboratoryjne wykonane 2
maja w Krakowie i 3 maja w Instytucie Weterynarii w Puławach. |
POLSKA AGENCJA PRASOWA 16. maja 2002r.
Gutowski: zamknięcie granic przed polską wołowiną to odwet
Zamknięcie granic przed Polską wołowiną jest robione w odwecie za to, że
nasz kraj zamykał swoje granice przed wołowiną z tych państw, w których
wykryto przypadki BSE - ocenił w środę wiceminister rolnictwa Kazimierz
Gutowski.
Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa Gutowski powiedział,
że wyjaśniane są pewne wątpliwości dotyczące świadectwa pochodzenia chorej
krowy. "Do tych świadectw każdy ma dostęp" - zaznaczył.
Wiceminister poinformował, że będą zaostrzane przepisy dotyczące świadectw
pochodzenia, po to, żeby ich wiarygodność nie budziła wątpliwości.
Według Gutowskiego, od czasu wykrycia w Polsce przypadku BSE popyt na
wołowinę zmniejszył się 5-6 razy.
Członkowie komisji rolnictwa zażądali od ministerstwa przedstawienia
dokładnych informacji na temat dochodzenia w sprawie chorej krowy oraz
strategii ministerstwa dotyczącej działań na rzecz poprawy sytuacji na
rynku wołowiny.
Gutowski poinformował, że przedstawi sprawozdanie na ten temat podczas
następnego posiedzenia Komisji Rolnictwa.
Posłowie pytali wiceministra, czy krowa pochodziła zza naszej południowej
granicy. Nie uzyskali jednak odpowiedzi na to pytanie.
Gutowski powiedział, że import wołowiny w tym roku będzie niewielki,
m.in. w wyniku spadku krajowego popytu. Zwiększy się natomiast jej eksport.
Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa ocenia natomiast,
że wykrycie w naszym kraju choroby BSE spowoduje dalsze zmniejszenie eksportu
wołowiny.
Komisja zajmowała się również propozycjami zmian w ustawie o zalesianiu
gruntów rolnych. Posłowie dyskutowali nad możliwością zalesiania gruntów
przez spółdzielnie rolnicze. Zdania na ten temat były podzielone nawet
wśród członków SLD.
Krowa zarażona BSE pochodziła z Rzepiennika Strzyżewskiego
Badania genetyczne wykazały, że krowa zarażona BSE oraz jej matka i dwie
inne sztuki bydła z nią spokrewnione pochodziły z Rzepiennika Strzyżewskiego
(Małopolska) - powiedział PAP rzecznik starosty tarnowskiego, Jerzy Pilch.
"Kod genetyczny wyizolowany z mózgu zarażonej krowy był zgodny z kodem
genetycznym krowy zlokalizowanej w jednym z gospodarstw w Rzepienniku Strzyżewskim.
Nie jest to gospodarstwo pana Michała Bajorka, lecz zupełnie innego rolnika"
- zaznaczył rzecznik starosty tarnowskiego.
Wcześniej wysuwane były sugestie, że chora krowa pochodziła z gospodarstwa
Michała Bajorka.
Rzecznik dodał, że oprócz matki zarażonej krowy odnaleziono także dwie
inne sztuki bydła z nią spokrewnione. Są to jej siostry. Wszystkie trzy
zwierzęta mają być uśpione, a ich mózgi przebadane pod kątem obecności
prionów białkowych wywołujących BSE.
W Polsce spada spożycie wołowiny po wykryciu BSE
Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa ocenia, że wykrycie
w naszym kraju choroby BSE spowoduje dalsze zmniejszenie eksportu wołowiny,
a także obniżenie konsumpcji tego mięsa.
"Spadek ten można przewidywać w związku z tym, że już osiem państw w
tym również nasz największy odbiorca Rosja, wstrzymały import polskiej
wołowiny" - powiedział podczas środowej konferencji Stanisław Zięba, sekretarz
generalny Związku.
Na początku maja służby weterynaryjne wykryły w Małopolsce pierwszy
w Polsce przypadek tzw. choroby szalonych krów (BSE). Związek ocenia, że
po tym incydencie ceny wołowiny spadły o ok. 10 proc.
"W Polsce groźniejsze jednak od BSE jest wieloletnie lekceważenie zasad
ochrony konsumentów i ich bezpieczeństwa zdrowotnego" - powiedział Zięba.
Jego zdaniem przyczynił się do tego brak wiarygodnego systemu rejestracji
i identyfikacji zwierząt, a także fałszowanie dokumentów pochodzenia bydła
i świadectw kontroli weterynaryjnej.
"Tolerowane są także prymitywne, nielegalne ubojnie i handel mięsem
niewiadomego pochodzenia na targowiskach i bazarach" - powiedział Zięba.
Związek apeluje, aby konsumenci byli bardziej ostrożni przy zakupie
mięsa i sprawdzali jego pochodzenie. "Jedyne bezpieczne mięso wołowe pochodzi
z zakładów, które stosują wszystkie procedury profilaktyki BSE" - powiedział
Zięba. Według niego nadzór Głównego Lekarza Weterynarii nad bazarami i
targowiskami praktycznie nie istnieje.
Negatywnym zjawiskiem jest również przemyt bydła, głównie ze Słowacji,
skąd krowy są przepędzane przez tzw. zieloną granicę.
Związek uważa, że ministerstwo rolnictwa powinno jak najszybciej wydać
rozporządzenia wykonawcze do ustawy weterynaryjnej. Te rozporządzenia będą
regulowały przetwórstwo i sprzedaż mięsa oraz jego produktów.
Mięso i jego produkty muszą być oznakowane - z jakiej ubojni i jakiego
zakładu pochodzą.
Związek ocenia, że prawie 50 proc. zakładów mięsnych zarejestrowanych
w Polsce zostało sklasyfikowanych w kategorii C, czyli ostatniej z możliwych
grup przystosowania do warunków Unii Europejskiej.
Obecnie w Polsce sprzedawana jest prawie wyłącznie krajowa wołowina.
Import tego mięsa jest prawie równy zeru.
Związek ocenia również, że Agencja Rynku Rolnego przedwcześnie zaangażowała
duże środki budżetowe i wprowadziła interwencyjny skup mięsa, a jednocześnie
nie zapewniła dopłat do eksportu.
|
Polska Agencja Prasowa, 19. maja 2002r.
Dwie osoby z możliwymi objawami choroby Creutzfeldta-Jacoba
W łódzkim szpitalu badane są 15- i 17-latka, u których występują objawy
neurologiczne przypominające objawy choroby Creutzfeldta-Jakoba - poinformował
PAP prof. Paweł Liberski, specjalista w dziedzinie chorób wywoływanych
przez priony.
W sobotę "Dziennik Łódzki-Wiadomości Dnia" podał, że w łódzkim szpitalu
im. Biegańskiego przebywa 15-letnia dziewczyna z Poddębic, która jest podejrzewana
o zakażenie chorobą Creutzfeldta-Jakoba. Według gazety, w piątek pacjentka
przeszła badania w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki.
Choroba Creutzfeldta-Jakoba może być powiązana z BSE, czyli chorobą
szalonych krów. W Polsce pierwszy przypadek krowy zakażonej BSE wykryto
na początku maja.
Jak poinformował w sobotę PAP prof. Liberski z łódzkiej Akademii Medycznej,
badane są dwie dziewczyny. Według niego, na razie nie można dokładnie ocenić
na co chorują, bo objawy wielu chorób neurologicznych podobne są do objawów
choroby Creutzfeldta-Jakoba.
"Znam wiele takich przypadków. Dlatego, zanim nie przeprowadzi się szczegółowych
badań, nie da się kategorycznie stwierdzić czy obie kobiety zakażone są
C-J. Nie można jednak tego wykluczyć" - powiedział.
Jednak jego zdaniem jest nieprawdopodobne, aby w obu tych przypadkach
doszło do zakażenia chorobą Creutzfeldta-Jakoba. "Tym bardziej, że obie
dziewczyny nigdy nie wyjeżdżały poza granicę naszego kraju. A przecież
choroba Creutzfeldta-Jakoba rozwija się co najmniej 10 lat, a wtedy w Polsce
nikt jeszcze o BSE nie słyszał" - mówił profesor Liberski.
Zaznaczył, że z pełną oceną sytuacji trzeba będzie poczekać jeszcze
kilka dni, do uzyskania wyników badań, z których część robiona jest w ośrodku
referencyjnym Unii Europejskiej w Wiedniu.
Polska Agencja Prasowa, 28. maja 2002r.
Liberski: rodziny zabroniły informowania o zdrowiu pacjentek
Wyniki badań pacjentek, u których podejrzewano odmianę choroby Creutzfeldta-Jakoba,
nie będą podane do publicznej wiadomości - poinformował PAP szef Zakładu
Biologii Molekularnej Akademii Medycznej w Łodzi prof. Paweł Liberski.
Rodziny obu pacjentek nie wyraziły zgody na udzielanie informacji o
stanie zdrowia nastolatek. "Ponieważ mają takie prawo, nie mogę podać żadnych
wiadomości" - powiedział prof. Liberski, który jest specjalistą chorób
prionowych.
Dodał, że nie może podać nawet informacji o tym, kiedy będą znane wyniki
badań. Zapytany przez PAP, czy zakaz udzielania informacji będzie obowiązywał
również wówczas, gdyby u którejś z pacjentek stwierdzono odmianę chorobę
Creutzfeldta-Jakoba, Liberski powiedział, że "wtedy lekarze będą rozważać,
w jaki sposób poinformować opinię publiczną".
Piętnastoletnia mieszkanka Poddębic trafiła do łódzkiego szpitala w
kwietniu, siedemnastoletnia łodzianka - na początku maja. Początkowo u
obu podejrzewano zapalenie mózgu, później nie wykluczano choroby Creutzfeldta-Jakoba.
Jedno z badań przeprowadzone w zakładzie biologii AM w Łodzi nie
wykazało obecności białka prionów; w ośrodku referencyjnym w Wiedniu badany
jest płyn mózgowo-rdzeniowy chorych dziewczyn.
Według prof. Liberskiego, wyniki przeprowadzonych w Łodzi badań oznaczają,
że obie pacjentki prawdopodobnie nie są chore na odzwierzęcy wariant choroby
Creutzfeldta-Jakoba.
Przeprowadzane wcześniej przez łódzki sanepid badania wykluczyły u pacjentek
odrę, opryszczkę i kleszczowe zapalenie mózgu.
Polska Agencja Prasowa, 3. czerwca 2002r.
Z Wiednia dotarły wyniki badań pacjentek z podejrzeniem CJD
Wyniki badań płynu mózgowo-rdzeniowego dwóch pacjentek, u których podejrzewano
odmianę choroby Creutzfeldta-Jacoba nie dają jednoznacznej odpowiedzi,
czy są one chore na CJD - dowiedziała się w piątek PAP.
Badania przeprowadzone zostały w ośrodku referencyjnym Unii Europejskiej
w Wiedniu.
"Badania nie dają jednoznacznej odpowiedzi, czy to jest sporadyczny
wariant choroby Creutzfeldta-Jacoba, a więc uwarunkowany genetycznie. Myślę
jednak, że to nie jest choroba CJD" - powiedział w piątek PAP szef Zakładu
Biologii Molekularnej Akademii Medycznej, specjalista chorób prionowych
prof. Paweł Liberski.
Profesor nie chciał komentować wyników, ponieważ - jak stwierdził -
"rodziny obu pacjentek nie wyraziły zgody na udzielanie informacji o stanie
zdrowia nastolatek".
Wcześniej w łódzkiej AM zbadano migdałki chorych dziewczyn. Badania
nie wykazały obecności prionów, a to - według Liberskiego - wyklucza odzwierzęcy
wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba. Z kolei badania przeprowadzone w łódzkim
sanepidzie wykluczyły u pacjentek odrę, opryszczkę i kleszczowe zapalenie
mózgu.
Piętnastoletnia mieszkanka Poddębic trafiła do łódzkiego szpitala w
kwietniu, siedemnastoletnia łodzianka - na początku maja. Początkowo u
obu podejrzewano zapalenie mózgu, później nie wykluczano choroby Creutzfeldta-Jakoba.
Obie pacjentki nadal leżą w klinice chorób zakaźnych AM w Łodzi. Lekarze
konsekwentnie odmawiają informacji na temat stanu zdrowia nastolatek. |
ARTYKUŁ W KWARTALNIKU DLA LEKARZY
"ALERGIA" 2002, 4 (15)
Zbigniew Hałat
Wariant Choroby Creutzfeldta-Jakoba (vCJD) w kapsułce
pełny tekst artykułu
|
CHOROBY
PRIONOWE W POLSCE
CZĘŚĆ
II
CHOROBA CREUTZFELDTA - JAKOBA
INFORMACJE PODSTAWOWE
CHOROBY PRIONOWE
DANE LICZBOWE
i
KRYTERIA DIAGNOSTYCZNE
WARIANTU CHOROBY CREUTZFELDTA
- JAKOBA
WIĄZANEGO Z GĄBCZASTYM
ZWYRODNIENIEM MÓZGU BYDŁA
STANOWISKO STOWARZYSZENIA
OCHRONY ZDROWIA KONSUMENTÓW
Z DNIA 25. LISTOPADA
2000r.
W SPRAWIE WARIANTU
CHOROBY CREUTZFELDTA - JAKOBA
WIĄZANEGO Z GĄBCZASTYM
ZWYRODNIENIEM MÓZGU BYDŁA
- "CHOROBĄ WŚCIEKŁYCH
KRÓW"
ZARAŹLIWE GĄBCZASTE ZWYRODNIENIA
MÓZGU - LITERATURA
Consumer Power
\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Siła Konsumenta
SIŁA
KONSUMENTA
(..............................)
Alarm konsumencki
ALARM
KONSUMENCKI
 |
STOWARZYSZENIE
OCHRONY
ZDROWIA
KONSUMENTÓW |
STOWARZYSZENIE
OCHRONY ZDROWIA KONSUMENTÓW
ALFABETYCZNY
SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
|