CHOROBY PRIONOWE W POLSCE

CZĘŚĆ I

W dniu 4. czerwca 2002r. Sejmowa Komisja Rolnictwa  i Rozwoju Wsi
odrzuciła informację rządu o zagrożeniu BSE stad bydła w Polsce
oraz środkach zapobiegawczych tej chorobie
stenogram z posiedzenia Komisji


Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów  rejestruje wybrane wydarzenia
związane z chorobami prionowymi w Polsce. 
Wkrótce uzupełnimy materiały z niedawnej przeszłości.
Ku nauce i przestrodze. Wszak wielu zapomina, że 
MEDICINA DISCIPLINA MAGNI LABORIS EST.
(łac. medycyna to nauka wymagająca wielkiej pracy).
Należy dodać: medycyna wymaga pracy tym większej,
im większa jest liczba ludzi, których los zależy od decyzji lekarza medycyny.

Lekarza obowiązuje kodeks etyki lekarskiej.


W materiałach informacyjnych TVP, PTVPolsat, TVN i TV PULS
w dniu 18. maja 2002r. ujawniono podejrzenie
nowego wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba
u dwóch pacjentek w wieku 15 i 17 lat
hospitalizowanych w Klinice Chorób Zakaźnych w Łodzi
prowadzonej przez prof. Jana Kuydowicza.
Materiały te będą przedmiotem odrębnej oceny.

Już teraz jednak w świetle danych
dotyczących importu mięsa i żywca wołowego w  1994r.
należy podkreślić niedorzeczność argumentacji
`łączącej ryzyko zakażenia wyłącznie ze spożyciem wołowiny zagranicą.

Z powodu zagrożenia ze strony składników zawierających priony
w marcu 2002 Chiny zakazały importu kosmetyków z 18 krajów.
ZAGROŻENIA ZDROWIA ZE STRONY KOSMETYKÓW


Rzeczpospolita 20. stycznia 1995r.
Szansa dla wołowiny

Import mięsa w 1994 r.

W ubiegłym roku sprowadzono do Polski około 25 tys. ton wołowiny, 22 tys. ton (licząc w wadze mięsa) żywca wołowego oraz 110 tys. ton mięsa wieprzowego. Wołowinę i wieprzowinę importowaliśmy głównie z krajów Wspólnoty Europejskiej, która pozbywała się nadmiernych zapasów wołowiny oraz starała się zagospodarować nadwyżki wieprzowiny ze szczytowej fazy cyklu świńskiego, zaś żywiec wołowy sprowadzaliśmy z krajów byłego ZSRR. Na import wołowiny i żywca wołowego nie było dodatkowych, oprócz cła i podatku granicznego, opłat, w przypadku mięsa wieprzowego wprowadzono opłaty wyrównawcze, które, jak się ocenia, przyczyniły się do ograniczenia importu tego gatunku mięsa -- jak informuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Import mięsa był w ubiegłym roku koniecznością. Krajowa produkcja wołowiny zmniejszyła się bowiem do 394 tys. ton, zaś produkcja wieprzowiny obniżyła się aż o 325 tys. ton! . Kraje Unii Europejskiej, którym w okresie dwóch lat udało się zmniejszyć zapasy wołowiny z 870 tys. do 160 tys. ton, oferowały ją początkowo w cenie 0, 8-0, 9 dol. za kilogram, by podnieść w końcu cenę do 1, 1-1, 2 zł za kilogram, przy której import mięsa wołowego przestał się opłacać. Opłacał się natomiast, dopóki nie wprowadzono opłat wyrównawczych, import mięsa wieprzowego. Tylko w okresie I półrocza ub. roku kupiono jej aż 60 tys. ton, czemu sprzyjały dochodzące do 700 tys. ton nadwyżki mięsa wieprzowego z "tytułu" szczytowej fazy cyklu świńskiego w krajach UE. Po wprowadzeniu opłat wyrównawczych miesięczny import mięsa wieprzowego obniżył się z 10-12 tys. do 5-7 tys. ton.

Zdaniem ekspertów z IERiGŻ, wprowadzenie opłat wyrównawczych w okresie spadku produkcji wieprzowiny było kontrowersyjne. Zwłaszcza, że jakość importowanego mięsa była wyższa niż jakość mięsa krajowego. Wprowadzającopłaty wyrównawcze zapomniano i o tym, że eksportowane przez Polskę szynki były produkowane z importowanego surowca, co przy wprowadzeniu o płat pogorszyło opłacalność transakcji eksportowych. Warto przy tym zauważyć, że mimo 30- proc. cła i 6- proc. podatku, a także mimo opłat wyrównawczych import wieprzowiny nadal się opłacał! Świadczy to tylko o tym, że w Polsce ceny zbytu i ceny detaliczne mięsa wieprzowego znacznie przekroczyły już ceny światowe, a także granice zdrowego rozsądku.

W tym roku produkcja mięsa wieprzowego w Polsce wzrośnie o 225 tys. ton, zaś produkcja wołowiny obniży się do 367 tys. ton. Zapasy mięsa wołowego w krajach UE są już niewielkie, także kraje byłego ZSRR dość dokładnie "oczyściły" już swoje obory i bukaciarnie. O ile nie zajdzie więc potrzeba importu mięsa wieprzowego, którego ceny chyba nawet spadną, to wołowina będzie w tym roku "na wagę złota". Ceny skupu żywca wołowego będą więc miały szansę zrównania się z cenami żywca wieprzowego.

Edmund Szot
 


 
 
Rzeczpospolita 29. kwietnia 1998r.

Priony: bardziej zagadkowe i groźniejsze niż sądzono

Nowe oblicze choroby szalonych krów

ZBIGNIEW WOJTASIŃSKI

Zagrożenie epidemią choroby szalonych krów może być większe niż podejrzewano. Kolejne zaniepokojenie wywołało odkrycie amerykańskich badaczy, że zakażenie mogą przekazywać zainfekowane zwierzęta, które nie chorują z tego powodu. Coraz większe są też obawy, że wywołujące chorobę zarazki przeniknęły do łańcucha pokarmowego ludzi, a nawet do niektórych leków.

Największą konsternację wywołują obserwacje, że nazywany prionem tajemniczy czynnik zakaźny jest znacznie bardziej żywotny, a przy tym odporny na zniszczenie. Wcześniej badacze sugerowali, że jest aktywny nawet po zadziałaniu temperaturą, przekraczającą 200 st. C, czyli wyższą od tej, jaką wykorzystuje się do sterylizacji narzędzi chirurgicznych używanych w neurochirurgii. Obecnie uczeni Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w Hamilton (Montana) przekonują, że niebezpieczne są też zarazki, którymi zainfekowane są zwierzęta, uznawane dotąd za odporne na chorobę szalonych krów -- BSE.

Syndrom "szalonej paszy"

Gąbczaste zwyrodnienie mózgu ma kilka odmian: u ludzi jest to choroba Creutzfeldta-Jakoba (CJD) , a u owiec -- scrapie. Uczeni byli jednak przekonani, że BSE nie może być przenoszone na inne zwierzęta przez np. kurczaki i chomiki, które są na nią odporne. Niestety, po raz kolejny się okazało, że priony są bardziej zagadkowe i groźniejsze niż sądzono. Amerykańscy badacze Richard Race oraz Bruce Chesebro zainfekowali myszy prionami, wywołującymi u chomików scrapie. Jak się spodziewali, u gryzoni przez cały rok nie wywoływały żadnych objawów choroby. A mimo to zachorowały chomiki, którym badacze wstrzyknęli zakażoną prionami próbkę mózgu pobraną od zakażonych wcześniej myszy. Wniosek: myszy nie chorują, lecz w ich organizmie zarazek nie ginie, co gorsze -- może być przenoszony na inne zwierzęta, a nawet na ludzi (bo tego też nie można wykluczyć) .

Amerykanie nie przeprowadzili eksperymentu, który sugerowałby, że do podobnej infekcji może dojść drogą pokarmową. A zatem w sposób, który wywołuje najwięcej obaw i kontrowersji. "Nieoczekiwane wyniki tych badań zwiększają jednak podejrzenie, że zarazki mogą przetrwać nawet w organizmie odpornych na BSE zwierząt, które karmiono zainfekowaną paszą" -- twierdzą badacze na łamach "Nature".

Nie ma wątpliwości, że wybuch epidemii choroby szalonych krów spowodowało karmienie bydła paszą, do produkcji której wykorzystywano resztki owiec padłych na scrapie. Takie praktyki są zakazane od 1988 r. , choć podejrzewa się, że później nadal miały miejsce, tyle że wograniczonym zakresie. Dopiero w 1995 r. w Wielkiej Brytanii i innych krajach zabroniono wykorzystywania resztek padłego na BSE bydła do karmienia trzody chlewnej oraz kurczaków. Teraz okazuje się, że nie nadają się do tego również tkanki pozyskane od innych zwierząt.

Zwiastuny epidemii

Nie można wykluczyć, że priony przeniknęły w większym stopniu do łańcucha pokarmowego ludzi, niż przyznaje się oficjalnie. Udowodniono, że jedna zodmian atakującej ludzi choroby Creutzfelda-Jakoba jest spokrewniona z BSE. Pozostaje tylko sprawdzić, czy w minionych latach część osób faktycznie mogła zarazić się prionami drogą pokarmową: zarówno po spożyciu wołowiny, jak i innych gatunków mięsa, jak sugerują najnowsze badania.

"Dopiero w 1989 r. specjalnie powołany komitet doradczy ds. gąbczastego zwyrodnienia mózgu zalecił wycofanie ze sprzedaży mózgu, śledziony, grasicy, migdałów ijelit, a także niszczenie przez zakopanie lub spalanie zwłok zwierząt chorych na BSE, jednak zakazu tego przestrzegano tylko połowicznie, dlatego przyjmuje się, że w latach 1989-95 aż 282 tys. sztuk zakażonego bydła przeznaczono do spożycia przez ludzi" -- twierdzi szef Medycznego Centrum Konsumenta Zbigniew Hałat.

Na spokrewnioną z chorobą szalonych krów CJD zachorowały dotąd 24 osoby w Wielkiej Brytanii oraz jedna we Francji. Zmarli ludzie młodzi, średnio w wieku 27 lat (jedna z ofiar miała zaledwie 16 lat) . Nie ma jednak pewności, czy ujawnione przypadki choroby można traktować jako szczyt zachorowań, czy tylko jako zwiastun dopiero nadciągającej epidemii. Nie znany jest bowiem okres jej wylęgania -- kilka lat, czy może nawet dłużej? Najczarniejsze scenariusze przewidują, że w ciągu kilku dziesięcioleci "nowa zaraza" pochłonie aż pół miliona ludzi. Czy to możliwe? WPolsce lekarze ujawnili w ubiegłym roku tylko jeden przypadek CJD, lecz nie była to odmiana choroby związana z BSE.

Badania laboratoryjne wykazały, że z zakażonego bydła zakażenie może być przenoszone tylko przez mózg, rdzeń kręgowy i siatkówkę. Nie stwierdzono przeniesienia infekcji za pośrednictwem pozostałych tkanek i wydzielin, a w szczególności poprzez mięso i mleko zakażonych krów. Warto jednak pamiętać, że dopiero w 1997 r. zakazano sprzedaży kości, mięsa z kością, płuc i tkanki nerwowej położonej przy kręgosłupie. Nie znane są rozmiary nielegalnego handlu mięsem i podrobami. Ministerstwo rolnictwa od początku wybuchu epidemii zapewniało, że wołowina pochodząca z zakażonych zwierząt nigdy nie trafiła do Polski. W ubiegłym roku okazało się jednak, że do kraju sprowadzono mączkę wyprodukowaną z zakażonego bydła. Była przeznaczona dla świń, drobiu i ryb. Do jej wyrobu podobno nie użyto mózgu ani tkanek nerwowych chorych krów, jednak wywołujący chorobę zakaźny prion wykryto także w innych tkankach, np. w śledzionie, płucach i sercu, tyle że w znacznie mniejszych ilościach.

Ponure prognozy

Brytyjski mikrobiolog John Pattison uważa, że głównym źródłem zakażenia u ludzi mogły być tanie hamburgery, a także hot dogi oraz niektóre rodzaje sprzedawanego mięsa. Był pierwszym naukowcem, który wykazał, że choroba szalonych krów może być jedną z odmian atakującej ludzi CJD. Przyznaje, że infekcja może być też przenoszona bezpośrednio między ludźmi -- poprzez zakażoną krew podczas transfuzji. Taki wariant jest wyjątkowo niepokojący, na szczęście -- raczej mało prawdopodobny. Mimo to brytyjska firma Nycomed Amersham natychmiast wycofała preparat krwiopochodny (o nazwie Amerscan Pulmonate Two) , stosowany w diagnostyce chorób płuc, gdy ujawniono, że do jego produkcji wykorzystano przypadkowo plazmę krwi człowieka, który zachorował na CJD. Wśród odbiorców tego środka znalazło się kilkanaście krajów, ale nie ma wśród nich Polski, jak też USA i Japonii.

Jedynym pocieszeniem jest, że żelatyna pozyskiwana z kości i skór bydlęcych pochodzących z krajów, w których występuje choroba szalonych krów, nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Oczywiście, pod warunkiem, że producenci przestrzegają odpowiednich środków ostrożności. Takie oświadczenie przed kilkoma dniami opublikował amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) . I zniósł restrykcje na import surowców służących do jej produkcji. Bez obaw spożywać zatem można pochodzącą z importu żywność oraz używać leków, w których wykorzystano spełniającą wymogi bezpieczeństwa żelatynę.

Na początku tego roku eksperci Światowej Organizacji Zdrowia przyznali, że nie można wykluczyć, iż w ciągu najbliższych 10-15 lat epidemia szalonych krów przeniesie się na ludzi. Inni badacze przekonują jednak, że gdyby takie ryzyko faktycznie było, już powinien być rejestrowany znaczny wzrost zachorowań na chorobę Creutzfeldta-Jakoba. Dopiero za kilka lat przekonamy się, kto ma rację.

O chorobach prionowych od niedawna szczegółowo informuje internetowa wersja czasopisma Ruchu Ochrony Zdrowia pt. "Zagrożenia Zdrowia w Polsce" pod adresem http: / /www. halat.pl
 


 
 
Red. Ryszard Murka
"INFORMACJE" PRYWATNA TELEWIZJA POLSAT
EMISJA 27. wrzesnia 2000r. 15.30, 18.57



Zdechło już ponad 100 sztuk bydła. Czy do Polski dotarła choroba wściekłych krów? Rolnicy i lekarze czekają na badania mózgów tych zwierząt. Pomór rozpoczął się w tej kaszubskiej wiosce - Tuchlinie. W lutym jednemu z gospodarzy zdechło 15 krów. Kilka tygodni temu - kolejne.. Objawy były zawsze te same. Osowiałe, otumanione krowy cały czas leżały, traciły czucie w całym ciele. Choroba zaatakowała też sąsiednie wioski. Lekarze i rolnicy są bezradni. Prawdopodobnie będą musieli zabić kolejne krowy.
Pan Paweł Tandek - rolnik: lekarstwa nie pomagają, witaminy nie pomagały na to nic.
Dr Michał Bernard - lekarz weterynarii: krowa słabnie, w ciągu 48 godzin zdycha. Jednak nie dopuszczamy do tego i kierujemy krowy do wyznaczonej rzeźni, gdzie są zabijane pod nadzorem lekarza weterynarii i wszelkie próby z krów dobitych są oddawane do laboratorium w celu wyjaśnienia przyczyny licznych zachorowań..
Mięso chorych krów nie trafi do sklepów. Zostało zabezpieczone. Sprawą zajął się główny lekarz weterynarii kraju.
 

Warszawa, 28. wrzesnia, 2000r.

Pan Prezes Zygmunt Solorz
Prywatna Telewizja
POLSAT

W dniu 27. września 2000r. INFORMACJE PTV POLSAT wyemitowały materiał, który miał odpowiedzieć na zadane na wstępie pytanie: czy do Polski dotarła „choroba wściekłych krów” (BSE), a z którego widzowie w kraju  i zagranicą dowiedzieli się, że we wsi Tuchlino i okolicach od lutego b. r. zdechło, bądź zostało poddane ubojowi sanitarnemu ponad 100 sztuk bydła, a także że służby weterynaryjne nadal czekają na wyniki badań mózgów.

Tymczasem dziś rano Główny Lekarz Weterynarii  dr Andrzej Komorowski poinformował mnie, że zachorowania nie dotyczą BSE a 15 przypadków ropnego zapalenia mózgu wywołanego Listeria monocytogenes.

Różnica w następstwach dla zdrowia publicznego jest taka jak pomiędzy ospą czarną a wietrzną, zważywszy, że ta pierwsza (już) nie występuje, a ta druga może powodować poronienia i wady rozwojowe. Stąd dla podtrzymania wiarygodności PTV POLSAT, a przede wszystkim  w interesie naszego kraju, proponuję przyjęcie zasady profesjonalnego konsultowania materiałów tej wagi.

                             Prezes
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów

                  dr Zbigniew Hałat
         lekarz specjalista epidemiolog
      były Główny Inspektor Sanitarny


 


stosunek władz amerykańskich do zagrożenia L. monocytogenes
dalszy ciąg sprawy ogniska w Tuchlinie


 
 
Red. Mariola Marklowska
"DZIENNIK ZACHODNI", 20. listopada 2000r.

Strach przed chorobą szalonych krów. Wściekły konsument.

Czy zakaz importu wołowiny Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwajcarii, Portugalii i Francji jest dla nas wystarczającą gwarancją, że na polskich półkach sklepowych nie pojawi się mięso zakażone prionami wywołującymi - jak się przypuszcza - gąbczaste zwyrodnienie mózgu u ludzi?

KATOWICE, WARSZAWA
- Nie możemy mieć stuprocentowej pewności - przekonuje dr Zbigniew Hałat, epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. - Dla uzyskania szybkiego przyrostu zwierzęta karmiono paszami ze zmielonych na mączkę kostno-mięsną resztek bydła, które mogło być zarażone. Nie wiadomo ile takiej mączki sprowadzono do Polski i czy ta, którą wyprodukowano w naszym kraju, nie jest źródłem zakażenia. - Daję słowo honoru, że w Polsce nie odnotowano żadnego przypadku choroby szalonych krów - zapewnia Andrzej Komorowski, główny lekarz weterynarii - Zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, aby zapobiec zagrożeniu.

W ciągu dwóch ostatnich lat wprowadzono zakaz importu bydła i mięsa wołowego ze Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Republiki Irlandii, Szwajcarii i Portugalii. 6 listopada dołączyła do nich również, Francja. Nie importuje się stamtąd, jak zapewnia Andrzej Komorowski, mączki mięsno-kostnej, a wszystkie sprowadzone wcześniej krowy mleczne - 649 sztuk - podlegają szczegółowej kontroli.
- Wydałem polecenie, aby u każdego z tych zwierząt, jeśli jest kierowane do rzeźni albo padło, obowiązkowo przeprowadzać badania histopatologiczne mózgu - mówi Andrzej Komorowski. - Oprócz tego powiatowi lekarze weterynarii są zobowiązani do systematycznych badań, w tym również neurologicznych, wszystkich pozostałych żyjących krów sprowadzonych z Francji - zapewnia główny lekarz weterynarii. -
- Decyzje władz weterynaryjnych nie uspokoiły jednak konsumentów. - Od trzech tygodni w lodówce leży zamrożony gulasz wołowy. Na pewno go nie zjemy, bo nie będę ryzykować. Doszło do tego, że kupując wędliny, sprawdzam czy w ich składzie nie ma wołowiny- mówi katowiczanka Elżbieta S., matka trójki dzieci.

W supermarketach w przeciwieństwie do małych sklepów, niechętnie przyznają, że spadło zainteresowanie wołowiną i trzeba było obniżyć ceny.

- Sprzedajemy wyłącznie mięso spod Częstochowy i ze Starachowic. Informują o tym plakaty rozwieszone w sklepie - zapewnia Adam Gromadka, kierownik działu mięsnego w katowickiej Billi. - Spadek sprzedaży jest niewielki, a ceny musiały nawet wzrosnąć, bo skończyła się promocja na wołowinę.

Nie ma paniki. Gorzej było parę miesięcy temu, kiedy głośno było o brytyjskiej wołowinie. Klienci żądali od nas wtedy oświadczeń, że nasze mięso jest krajowe - mówi Ireneusz Musiał z czeladzkiego Realu. - Popyt spadł nam o kilka procent, ale w trakcie promocji mostek, gulasz i łopatka sprzedawały się bardzo dobrze.

Spore zamieszanie wywołała informacja, że w jednej sieci hipermarketów we Francji pojawiło się zarażone mięso.
- W 2000 r. w ogóle nie było importu wołowiny z Francji. Skontrolowaliśmy wszystkie supermarkety, które mogły sprowadzić mięso wcześniej, ale nie znaleźliśmy tam żadnych zapasów - twierdzi Andrzej Komorowski.

Podobne kontrole odbywają się w woj. śląskim. Służby weterynaryjne sprawdzają pochodzenie mięsa.
- W trakcie wspólnej kontroli inspekcji handlowej i wojewódzkiego lekarza weterynarii sprzedawcy zapewniali nas, że mięso pochodzi wyłącznie z krajowej produkcji. Przekonywali, że sprzedają tylko świeże, podczas gdy importowane musiałoby być głęboko zamrożone - informuje Adam Zawiszowski, rzecznik prasowy Śląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Katowicach.

Nie ma jednak pewności, jak twierdzi rzecznik, czy krajowi producenci nie korzystają z zagranicznego surowca.
Według władz weterynaryjnych i sanitarnych sposobem na pozbycie się ryzyka jest uszczelnienie granic. Lekarze weterynarii szkolą się na kursach prowadzonych przez najlepszych francuskich i niemieckich specjalistów.

Członkowie Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów nie wierzą w skuteczność kontroli na granicy.
- Skoro wjeżdżają do nas narkotyki, a 60% tytoniu i spirytusu pochodzi z przemytu, to czy nie można przemycić mięsa? Sprawdza się dokumenty wystawione za granicą, które można podrobić - przekonują.

Stowarzyszenie jest zdania, że najlepiej ograniczyć spożycie wołowiny, szczególnie przez dzieci i wprowadzić zakaz karmienia zwierząt mączkami kostno-mięsnymi.

Mariola Marklowska


 
 
Red. Zofia Ratajczak
Konsumencki Magazyn  „KLIENT”
WARSZAWSKI OŚRODEK TELEWIZYJNY
EMISJA 5.12.2000r. 18.20, WARSZAWSKI OŚRODEK TELEWIZYJNY
oraz EMISJA 6.12.2000r. 8.10, TELEWIZJA POLSKA II PROGRAM OGÓLNOPOLSKI

Red. Zofia Ratajczak (Warszawski Osrodek Telewizyjny - WOT): W Polsce nie ma szalonych krów. A szaleństwo wywołały na razie informacje o chorobie szalonych krów. Polski konsument powinien wiedzieć, że w naszym kraju nie stwierdzono gąbczastego zwyrodnienia mózgu u krów. Wykryto je w innych krajach i dlatego rząd zakazał z nich importu wołowiny do Polski. Nie znaczy to, że zarażonego mięsa nie ma na polskim rynku. Należy wystrzegać się głównie podrobów z importu, bądź tych, w których mięso jest niewiadomego pochodzenia.
Dr Zbigniew Hałat (Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów - SOZK): Jeżeli jest nadmiar surowca zwierzęcego - i to nieważne, czy jest to niebezpieczny czy też bezpieczny surowiec - zdaniem sprzedającego trzeba zarobić na konsumencie i wówczas nawet w wegetariańskim paszteciku może się znaleźć śledziona, grasica, a nawet mózg lub rdzeń kręgowy. A właśnie mózg, rdzeń kręgowy, śledziona  grasica są materiałem o najwyższej zakaźności. W ogóle 94%  zakaźnego materiału całej krowy chorej na BSE mieści się w mózgu.
Red. Zofia Ratajczak (WOT): W Wielkiej Brytanii od lat ostrzega się ludzi przed podrobami, bo przecież do nich nie używa się czystej wołowiny. Raczej ten surowiec, który jest najbardziej narażony na obecność prionów, czyli skrawki od kości, śledzionę, czy mózg.
Dr Zbigniew Hałat (SOZK): Pamiętajmy o tym, że nie wystarczy sam zakaz importu wołowiny, że trzeba myśleć o całym przetwórstwie spożywczym, że trzeba myśleć - jak najbardziej -  o żywych sztukach i nie wolno zapomnieć również o kosmetykach. Taka wielka firma jak L'Oreal wycofała się bardzo dawno ze stosowania produktów bydlęcych np. w kremach przeciwstarzeniowych opartych o łożysko, śledzionę i grasicę. I sprawy te są podejmowane przez organy zajmujące się bezpieczeństwem konsumenta w Unii Europejskiej, przez samych konsumentów, ale - co najważniejsze -  przez producentów.
Red. Zofia Ratajczak (WOT): Wielkim nieporozumieniem jest fakt, żeby produkt niebezpieczny ściągać z półek wielkich sieci handlowych administracyjnie. To właściciele hipermarketów, którzy zarabiają ogromne pieniądze, powinni zadbać, aby niebezpieczne produkty nie trafiały do sprzedaży.
Dr Zbigniew Hałat (SOZK): Trzeba powiedzieć, że łańcuch pokarmowy człowieka przecież  nie zaczyna się na samym naszym stole. On się zaczyna w hodowli, w oborze. Jeżeli nie wycofamy natychmiast pasz mięsno-kostnych, które nie mogą być bezpieczne w tej sytuacji epizoocjologicznej i epidemiologicznej, to zawsze będziemy czuć się zagrożeni.
Red. Zofia Ratajczak (WOT): Pan Zbigniew Hałat, który jest prezesem Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów przekazał list premierowi Jerzemu Buzkowi, w którym czytamy: Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów domaga się od władz państwowych Rzeczpospolitej Polskiej podjęcia natychmiastowych działań ukierunkowanych na prewencję wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba, takich jak zakaz importu, produkcji i używania pasz mięsno-kostnych, zakaz importu i wprowadzania do obrotu bydła, mięsa wołowego i innych tkanek bydlęcych i przetworów, zorganizowanie krajowego systemu zapobiegania, zwalczania i łagodzenia skutków zaraźliwych gąbczastych zwyrodnień mózgu.
 


Stanowisko
Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
z dnia 25. listopada 2000r.
w sprawie wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba
 wiązanego z gąbczastym zwrodnieniem mózgu bydła
- "chorobą wściekłych krów"

Choroba Creutzfeldta - Jakoba

Stanowisko SOZK




 
 
 

Zapytania poselskie w sprawie BSE

94 posiedzenie Sejmu III kadencji w dniu 14. grudnia, 2000r.

(...)

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Pan poseł Henryk Wujec z Unii Wolności zgłosił pytanie w sprawie podjętych i planowanych działań dotyczących wykluczenia wystąpienia na terenie Polski choroby BSE.

Pytanie zostało skierowane do prezesa Rady Ministrów. Odpowiedzi, z upoważnienia prezesa Rady Ministrów, będzie udzielał sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi pan minister Robert Gmyrek.

Proszę pana posła Henryka Wujca o sprecyzowanie pytania.

Poseł Henryk Wujec:

Dziękuję, panie marszałku.

Od czasu masowego wystąpienia w Anglii choroby BSE, a następnie wystąpienia przypadków choroby Creutzfeldta-Jakoba u konsumentów produktów pochodzących od krów zarażonych tą chorobą, a następnie pojawienia się kolejnych przypadków we Francji, a nawet w Niemczech, opinia publiczna w Polsce oczekuje rzetelnej informacji o stopniu zabezpieczenia społeczeństwa przed chorobą Creutzfeldta-Jakoba. W związku z tym chciałbym sprecyzować pytanie. Czy są robione badania, jakie to są badania, czy u krów występują przypadki choroby BSE? Jaki procent stad krów te badania objęły? Jaki jest koszt tych badań, jakie ośrodki je robią i w jakim tempie stada te zostaną przebadane?

Interesuje mnie również kontrola mączki kostnej, która została sprowadzona na teren Polski. Czy skontrolowano zapasy i czy spożywanie mączki kostnej przez krowy nie grozi wystąpieniem przypadków choroby BSE?

Jeżeli się okaże, że nie ma takiego zagrożenia, czy rząd czyni przygotowania, żebyśmy to, że mamy polską zdrową żywność, wykorzystali, aby promować ją na rynkach zewnętrznych, w szczególności w Unii Europejskiej.

Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Proszę sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi pana ministra Roberta Gmyrka o udzielenie odpowiedzi.

Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Robert Gmyrek:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Odpowiadając konkretnie na pytanie: pierwsze przypadki BSE w Wielkiej Brytanii ­ koniec 1986 r., później, pod koniec 1997 r., pojawiające się pierwsze przypadki wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba u ludzi i pytanie, czy Polska to bada. Tak, Polska jest świadoma tego, że ta jednostka chorobowa występuje. Od marca 1996 r. w Polsce podjęto działania i wszystkie krowy, u których wystąpiły objawy neurologiczne, czyli objawy nerwowe, muszą być zbadane pośmiertnie w celu wykluczenia BSE. Takie badania wykonywane są w Państwowym Instytucie Weterynarii w Puławach. W chwili obecnej koszt takiego badania wynosi około 100 zł. Do dnia dzisiejszego wykonano tych prób 237.

Co to znaczy krowy z objawami neurologicznymi? Chodzi o to, że te wszystkie sztuki, u których stwierdzono podstawy jakiegoś złego zachowania, niebezpiecznego zachowania neurologicznego, po wyeliminowaniu dodatkowych możliwości, jak na przykład wścieklizna, bo to jest również bardzo częsty przypadek ­ były poddane badaniu. Niezależnie od tego przeprowadzono również próby losowe, to znaczy poddano badaniu sztuki, które nie wykazywały żadnych objawów. Tych badań wykonano 188.

W chwili obecnej przymierzamy się również do wprowadzenia testów, także pośmiertnych, bo nie ma jeszcze testów przyżyciowych; prawdopodobnie będą to testy szwajcarskiej firmy Pronix. W tym momencie grupa siedmiu naszych specjalistów od diagnostyki laboratoryjnej jest w Szwajcarii, jest tam szkolona w tym zakresie. Oszacowano grupę ryzyka, która powinna być poddana tym badaniom. Ta mianowicie grupa ryzyka obejmuje wszystkie zwierzęta hodowlane, które sprowadzono z Unii Europejskiej. Od 1995 r. liczba tych sprowadzonych zwierząt hodowlanych oscyluje w granicach 30 tys. sztuk. Ustalono, że zwierzęta te, kiedy będą eliminowane z cyklu hodowlanego, będą każdorazowo przed ewentualnym dopuszczeniem mięsa do obrotu badane w celu wykluczenia BSE. W grupie podwyższonego ryzyka znajdą się też sztuki, które są kierowane na ubój z konieczności czy które padły ­ one również będą każdorazowo badane w kierunku wykluczenia BSE.

Jeżeli chodzi o mączkę kostną, to chcę zwrócić uwagę, że należy rozróżniać sytuacje, w których jest zagrożenie BSE i w których go nie ma. Nie stwierdzono żadnego przypadku, żadnej możliwości przeniesienia się BSE na świnie czy drób. Wiąże się to z wieloma czynnikami, chociażby tym, że drób z reguły żyje do 6 tygodni, świnie 6-8 miesięcy. W związku z tym, nawet próbując zakażać zwierzęta w warunkach laboratoryjnych, stwierdzono, że do zakażenia można doprowadzić tylko i wyłącznie metodami typowo laboratoryjnymi, na przykład poprzez bezpośrednie zakażenie mózgu. Generalnie jednak wykluczono ten wariant jako możliwość zakażenia.

W Polsce od marca 1999 r. obowiązuje rozporządzenie ministra rolnictwa i gospodarki żywnościowej, które mówi o zakazie skarmiania białkami ssaków przeżuwaczy. Oczywiście to rozporządzenie jest przeznaczone dla producentów pasz, dla przygotowujących komponenty paszowe. Jego przestrzeganie było przedmiotem kontroli, która zakończyła się właśnie dzisiaj; mam ten raport. Zbadano sytuację w całej Polsce i stwierdzono praktycznie jeden przypadek, w którym do skarmiania bydła była używana mączka mięsno-kostna. Również te gospodarstwa, które zostaną wyselekcjonowane, objęte będą kategorią podwyższonego ryzyka. Poza tym mączka mięsno-kostna jest oczywiście używana głównie do skarmiania świń oraz drobiu i w tym aspekcie należy to rozpatrywać.

Jeśli chodzi o polską zdrową żywność, to jest to absolutnie dobra okazja do promocji polskiej żywności. Chcę powiedzieć, że 29 listopada prezes Rady Ministrów powołał zespół ds. rozpoznawania ryzyka wystąpienia przypadków BSE w Polsce, który stwierdził na swoim pierwszym spotkaniu, że w Polsce nie zanotowano przypadków choroby BSE u świń, nie zanotowano przypadków wariantu choroby Creutzfeldta-Jacoba u ludzi. Polska jest krajem niskiego ryzyka wystąpienia choroby BSE. I jeszcze argument decydujący: to prawdopodobnie sytuacja ekonomiczna Polski z końca lat 80., kiedy nie było środków finansowych na import mączek mięsno-kostnych i zwierząt hodowlanych z Unii Europejskiej ­ a w tym okresie etiologia tej choroby nie była dokładnie znana ­ uchroniła nas przed wprowadzeniem do kraju tego czynnika. Promocja będzie się odbywała m.in. poprzez nadawanie znaku ˝Polska zdrowa żywność˝. Tego typu promocja odbędzie się w Grüne Woche pod koniec stycznia 2001 r. To tyle ­ krótko, nie chciałem przeciągać.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu ministrowi, a w szczególności dziękuję za to, że zmieścił się pan w czasie regulaminowym, chyba jako pierwszy minister w tej kadencji.

Są dodatkowe pytania.

Pierwszeństwo ma oczywiście pan poseł Wujec.

Proszę.

Poseł Henryk Wujec:

Dodatkowe pytanie dotyczy bydła sprowadzanego z innych krajów, a w szczególności z krajów zagrożonych chorobą BSE. Czy było ono kontrolowane? Czy w przypadku, kiedy są na terenie Polski zapasy mączki kostnej, jest zakaz jej używania oraz czy i w jaki sposób została ona zniszczona, żeby nie było pokus do jej wykorzystania? Czy produkty pochodne są też kontrolowane na granicy? Bo nie tylko samo mięso, ale również inne produkty mogą zagrażać chorobą BSE. Czy jest też zakaz sprowadzania tych produktów? Tu prosiłbym o dokładniejszą informację. Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Jan Rzymełka z Unii Wolności.

Poseł Jan Rzymełka:

Panie ministrze, na początku grudnia rosyjska agencja ITAR-TASS podała, jakoby w Polsce stwierdzono przypadki chorób, o których mówimy. Jakie było źródło tej informacji? Czy rząd sprawdzał jej źródło? Główny lekarz weterynarii zdementował ją od razu następnego dnia.

        Drugie pytanie wiąże się z tym, że w Europie Zachodniej gwałtownie spada spożycie mięsa wołowego ­ co
    trzeci Niemiec nie chce jeść wołowiny, w Hiszpanii sprzedaż zmalała o 50%, we Francji o 40% itd., itd. Jaka jest
    prognoza rządu co do spożycia w następnym roku mięsa wołowego?

        Ostatnie moje pytanie dotyczy chorób odprionowych albo prionowych. M.in. trzęsawka owiec i kóz jest
    notowana w Europie Zachodniej, u nas ponoć jej nie notowano. Czy są instytuty badawcze, naukowe, które
    mogą przeprowadzić testy na inne choroby prionowe? Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Jan Kulas z klubu AWS.

Poseł Jan Kulas:

Panie Marszałku! Panie Ministrze! Jakie byłyby niezbędne nakłady finansowe, aby tak potrzebna promocja polskiej zdrowej żywności była skuteczna? I na marginesie głównego pytania: Jaka jest konsumpcja wołowiny w Polsce w porównaniu z krajami Unii Europejskiej? Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Marek Kaczyński z klubu AWS.

Poseł Marek Kaczyński:

Dziękuję bardzo.

Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Mam pytanie dotyczące produkcji pasz. Czy w polskim ustawodawstwie istnieje zakaz dodawania mączek kostnych do pasz, które są przeznaczone do skarmiania bydła? Mam informacje, że taki zakaz istnieje, natomiast nie jest on przestrzegany. A więc w jaki sposób sprawowana jest kontrola nad przestrzeganiem tego zakazu?

Pytanie następne. Czy nie należałoby, panie ministrze, wprowadzić dalej idących restrykcji, obostrzeń i zakazów odnośnie do dodawania mączki kostnej do pasz, również używanych do karmienia trzody chlewnej czy drobiu? Pan częściowo się wypowiadał na ten temat, ale myślę, że ten łańcuch jest tak bardzo mocno powiązany, że jeżeli takiego zakazu nie będzie, to siłą rzeczy te inne pasze będą trafiały również w sposób pośredni do bydła czy owiec, o których się nie mówi w Polsce, a przecież BSE w Wielkiej Brytanii rozpoczęła się właśnie od owiec, nie od bydła. Dlaczego o owcach się nie mówi? Czy jest prowadzony w Polsce monitoring, jeżeli chodzi o owce?

Sprawa kolejna. W Europie Zachodniej wprowadzono już całkowity zakaz karmienia bydła paszami z dodatkiem mączek kostnych, w Polsce też jest taki zakaz, ale z tego, co wiadomo, i to raczej publicznie wiadomo, ten zakaz nie jest przestrzegany. Czy są podjęte kroki, aby ten zakaz był przestrzegany ściślej? Czy taka kontrola jest sprawowana? Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję.

Pan poseł Bogdan Lewandowski.
 

Poseł Bogdan Lewandowski:

Dziękuję, panie marszałku.

Panie ministrze, w kontekście pytania zadanego przez byłego ministra pana posła Wujca proszę powiedzieć: Czy działania rządu w sprawie zagrożenia chorobą BSE nie są spóźnione?

Drugie pytanie. Jak przedstawia się import plazmy krwi bydlęcej z krajów objętych chorobą BSE? Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Romuald Ajchler.

Poseł Romuald Ajchler:

Dziękuję.

Panie ministrze, jest zakaz importu mączki praktycznie z wszystkich krajów Unii Europejskiej. Czy jednak nie obawia się pan, że będzie następował reeksport z krajów nieobjętych tym zakazem? Nie chcę tu przypominać sprawy importu kukurydzy z kraju, który miał możliwości, zdolności produkcyjne w wysokości 10%. To jest jedno pytanie. Czy państwo obejmiecie badaniem także każdą mączkę, która będzie wpływała spoza krajów Unii Europejskiej?

Druga kwestia i drugie pytanie. Panie ministrze, zakaz importu mączki, problemy z modyfikowaną soją. Co z białkiem naszym, wewnętrznym? Mamy niewykorzystywane rezerwy, zaniechane właściwie rezerwy grochu, łubinu czy białka pochodzącego z tych upraw. Czy rząd ma jakiś program w tej kwestii? Czy zamierza wspomóc, odnowić tę działalność po to, żeby się w pewnym stopniu uniezależnić od takiej skali importu, jaki nam grozi? Myślę tu przede wszystkim o zmodyfikowanej soi. Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Jerzy Wenderlich.

Poseł Jerzy Wenderlich:

Panie Ministrze! Chciałbym zapytać o politykę informacyjną w sprawie tych zagrożeń, dlatego że pojawiają się informacje o jakoby przypadkach tej choroby w Polsce. One nie są dementowane i może to służyć wyeliminowaniu wołowiny z polskiego menu czy w ogóle nas, Polski, z ewentualnych rynków eksportowych. Nie ma informacji o tym, czy jest zagrożenie, czy go nie ma. Nie ma informacji, czy działania są skuteczne czy nie. Jakie w tej mierze rząd przewiduje bardzo konkretne wyjaśnienia?

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Marian Cycoń z klubu Unii Wolności.

Poseł Marian Cycoń:

Dziękuję.

Pierwsze pytanie. Czy choroba BSE jest dziedziczna?

Drugie pytanie. Czy zabezpieczono środki w budżecie na badania bydła? Czy jedyny ośrodek badania w Polsce w Puławach wystarczy do przebadania dużego stada? Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Ryszard Stanibuła.

Poseł Ryszard Stanibuła:

Dziękuję, panie marszałku.

Panie Ministrze! Od wielu lat dzięki służbie weterynaryjnej ­ to chciałbym podkreślić ­ w kraju nie stwierdza się chorób zakaźnych, zaraźliwych i groźnych dla naszego pogłowia zwierząt w kraju. Chciałbym zapytać, czy od wystąpienia choroby BSE w krajach zachodnich jest prowadzony właściwy monitoring i badania zwierząt, jak również monitoring granic? Czy są właściwie zabezpieczone środki finansowe na te cele?

Kolejne pytanie. Czy ministerstwo poczyniło konkretne kroki w związku z wystąpieniem BSE w krajach zachodnich, aby promować polską wołowinę i inne produkty rolne i co w tej kwestii zostało zrobione? Jakie są zamierzenia rządu? Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Stanisław Stec.

Poseł Stanisław Stec:

Dziękuję bardzo, panie marszałku.

Pierwsze pytanie. Panie ministrze, dlaczego zespół powołany przez premiera do walki z chorobą BSE nie wydał np. zarządzenia, aby w polskich sklepach była informacja o pochodzeniu mięsa wołowego (czy jest pochodzenia polskiego czy z importu)?

Drugie pytanie. Zna pan przypadek zatrzymania 6 tirów z mączką kostną, która niby miała wyjechać z Austrii. Czy może pan poręczyć w tym zakresie, że polskie granice są szczelne?

I trzecie pytanie, podobne do pytania pana posła Stanibuły. Chodzi o wykorzystanie tej sytuacji i nasilenie promocji polskiej zdrowej wołowiny za granicą. Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Grzegorz Woźny.

Poseł Grzegorz Woźny:

    Dziękuję, panie marszałku.

    Panie Ministrze! Kto z ramienia rządu koordynuje działania dotyczące zabezpieczenia Polski przed zakażeniem i odpowiada za wykluczenie występowania choroby BSE w Polsce? Prosiłbym o podanie konkretnie nazwiska osoby. Rozumiem, że jest zespół, ale czy jest jedna osoba w rządzie odpowiedzialna za całokształt działań w tym zakresie? Czy moje spostrzeżenia, panie ministrze, są słuszne, że jedyną osobą, która została na placu boju, jest dr Andrzej Komorowski, lekarz weterynarii kraju? Jestem pełen uznania dla kompetencji dra Komorowskiego, dla jego działań, ale problem dotyczy kilku resortów: resortu zdrowia, resortu gospodarki, resortu rolnictwa i służb celnych. Dziękuję, panie marszałku.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Stanisław Masternak z klubu PSL.

Poseł Stanisław Masternak:

Dziękuję, panie marszałku.

Przed chwilą pan minister, odpowiadając na pytanie, stwierdził ­ jestem podbudowany tym stwierdzeniem, tylko trochę dziwię się, skąd takie stwierdzenie pana ministra ­ że kontrolą objęto tych hodowców, którzy kupują paszę z domieszką mączki kostno-mięsnej. Przecież większość producentów w oparciu o te domieszki produkowała pasze i te pasze rozprowadzane były wśród niezliczonej ilości odbiorców, hodowców. Skąd więc takie zapewnienie, że objęto kontrolą wszystkich? Czy to nie jest tylko uspokajanie opinii publicznej?

Następna sprawa. Co z polską mączką mięsno-kostną, produkowaną u nas? Z tego co się orientuję, to ilość pasz, która jest produkowana w Polsce, mniej więcej w połowie pokrywała to zapotrzebowanie. Reszta była sprowadzana z zagranicy, przeważnie z krajów Unii Europejskiej. W związku z tym co dalej z produkcją naszej mączki mięsno-kostnej? I czy ta rodzima mączka nie stanowi takiego samego zagrożenia jak ta importowana? Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł Antoni Kobielusz.

Poseł Antoni Kobielusz:

Dziękuję, panie marszałku.

Panie Ministrze! Trzy krótkie pytania. Czy choroba BSE wystąpiła u naszych sąsiadów?

Drugie pytanie. Jaka jest geografia tego podwyższonego ryzyka w naszym kraju, o którym pan był uprzejmy wspomnieć? I czy na przykład ta geografia ma jakiś związek właśnie z importowanym bydłem hodowlanym?

I trzecie pytanie. Czy nie uważa pan, że rząd powinien zdecydowanie, bardziej zdecydowanie, przeciwdziałać tym zagrożeniom, które się pojawiają w naszym kraju? Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję.

Pan poseł Tadeusz Jacek Zieliński z Unii Wolności.

Poseł Tadeusz Jacek Zieliński:

Dziękuję bardzo.

Panie Ministrze! Mączka kostna, jak wiadomo, jest obecna w koncentratach spożywczych w proszku, zupach, galaretkach owocowych. Galaretki i żelatyny z kolei są coraz bardziej popularne w naszym kraju. W związku z tym zapytuję, czy te produkty były badane, na przykład popularne żelki? Czy został wydany zakaz sprowadzania tego rodzaju produktów z zagranicy?

Pytanie następne. Czy były w Polsce już przypadki choroby Creutzfeldta-Jakoba? Bo wiadomo, że są dwa podstawowe źródła. To, o którym teraz mówimy, i są jeszcze inne powody zachorowania na tę chorobę. Czy były takie przypadki?

Pytanie ostatnie. Kto wchodzi w skład zespołu ds. BSE powołanego przez premiera? Proszę podać instytucje, z których te osoby są delegowane. Dziękuję.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję.

Panie pośle, myślę, że tę zupę to ludzie mogą jeść, bo ludziom nie szkodzi spożywanie mięsa, tylko bydła nie można nim skarmiać. Ale to tak na marginesie. Bo jeszcze się przestraszymy i przestaniemy spożywać mięso.

Pan poseł Piotr Krutul, poseł niezrzeszony.

Poseł Piotr Krutul:

Panie Marszałku! Pragnę powiedzieć, że jestem posłem zrzeszonym w Kole Poselskim Porozumienia Polskiego.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Przepraszam. Nie nadążam już za tym zrzeszaniem i niezrzeszaniem.

Proszę bardzo.

Poseł Piotr Krutul:

Cały czas, od początku, nie wychodziłem, panie marszałku.

Pragnę zadać jedno pytanie. Z jakich funduszy pochodzi kwota 3 mld euro, która została przeznaczona na likwidację choroby BSE? Czy z funduszy Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej, czy może ze środków, które są przeznaczone na fundusze przedakcesyjne? I czy istnieje możliwość zablokowania importu z krajów CEFTY? Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Dziękuję za zmieszczenie się w czasie regulaminowym panom posłom: Henrykowi Wujcowi, Janowi Kulasowi, Bogdanowi Lewandowskiemu, Jerzemu Wenderlichowi tym razem, Marianowi Cyconiowi i Piotrowi Krutulowi. A czy pan poseł Zieliński zmieścił się w czasie, bo nie zauważyłem? A szkoda, panie pośle.

To wszyscy posłowie zgłoszeni do zadania pytań? Tak.

Proszę sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi pana ministra Roberta Gmyrka o udzielenie odpowiedzi dodatkowej.

Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Robert Gmyrek:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Muszę tu zaprzeczyć od razu. Oczywiście możliwe jest przeniesienie czy przekazanie prionów człowiekowi, stąd cała ta afera. Z tym że to na szczęście nie dotyczy w żadnym wypadku Polski w chwili obecnej, ale to już tak na marginesie.

Pan poseł Wujec pytał, czy mączka mięsno-kostna, która została wprowadzona do kraju, jest zakażona. Nie ma żadnych metod badania mączek mięsno-kostnych, tak żeby wyeliminować możliwość, że one są bezpieczne, ustalić, czy są niebezpieczne. Warunek jest jeden ­ one mają być przeznaczona do skarmiania tylko i wyłącznie innych zwierząt, czyli świń albo drobiu.

Czy są kontrolowane produkty pochodne? Absolutnie tak. Później omówię to dokładnie. Wszystkie produkty z udziałem artykułów zwierzęcego pochodzenia są poddawane kontroli weterynaryjnej, do tego stopnia wręcz, że podpisano tu szczegółowe porozumienie między Inspekcją Sanitarną i Inspekcją Weterynaryjną.

Pan poseł Rzymełka mówił, że rosyjskie agencje podawały tę informację. Faktycznie tak było, wynikało to z tego, że w woj. pomorskim wystąpił przypadek choroby Creutzfeldta-Jakoba u jednej osoby. Przypadek Creutzfeldta-Jakoba należy odróżnić od wariantu Creutzfeldta-Jakoba, czyli tej choroby, która jest przenoszona przez zwierzę. Ta choroba jest również w Polsce monitorowana ­ od 1995 r. do dnia dzisiejszego stwierdzono 48 przypadków i wszystkie one są potwierdzane w Edynburgu w celu wykluczenia wariantu Creutzfeldta-Jakoba. Prowadzone również są badania ludzi, u których stwierdzono takie objawy neurologiczne.

Jeśli chodzi o spożycie mięsa wołowego, to na pewno jest pewien opór w tym względzie. Spadek oceniany jest różnie ­ na od 10 do 40%. Myślę, że w większości przypadków został on spowodowany informacjami, które pojawiły się w prasie, które były podawane nieraz przez autorytety naukowe ­ wielokrotnie być może ich wypowiedzi nie były autoryzowane, chociażby takie, że poprzez mleko przenosi się priony, i inne tego typu ­ a które wywoływały strach. W chwili obecnej robimy wszystko, aby zdementować tego typu informacje.

Choroby prionowe, jeśli chodzi o całą etiologię, choroby BSE pochodzą prawdopodobnie ­ jedna z teorii tak mówi ­ od scrapie, czyli od trzęsawki. Jest to choroba, która atakuje owce. Druga teoria mówi, że ta choroba występowała u bydła, lecz nie była wykrywana wcześniej, a nasiliła się dopiero po skarmianiu mączkami mięsno-kostnymi. W Polsce pogłowie owiec jest bardzo małe, 300 tys. sztuk, i mamy możliwości diagnozowania w pełni tej choroby.

Pan poseł Kulas pytał o nakłady finansowe na promocję wołowiny. Myślę, że ˝Polska zdrowa żywność˝, program, który obecnie jest propagowany przez ministerstwo rolnictwa, jako jeden z elementów będzie uwzględniał promocję mięsa wołowego. Spożycie wołowiny faktycznie jest małe w Polsce. My jesteśmy... raczej wolimy wieprzowinę niż wołowinę.

(Głos z sali: Wieprzochłonni.)

Proszę? Wieprzochłonni, tak. Szacunki pokazują, że statystyczny Polak spożywa7 kg wołowiny na rok.

Jeśli chodzi o pytanie pana posła Kaczyńskiego, to przeżuwaczom nie można dawać mączek mięsno-kostnych. Jest rozporządzenie ministra rolnictwa i gospodarki żywnościowej z marca 1999 r., które mówi, że zabrania się dodawania jej do pasz przeznaczonych dla przeżuwaczy. Brakuje niestety ustawy paszowej, w której projekcie jest zapisany całkowity zakaz spożywania przez bydło mączek mięsno-kostnych. Ustawa ta czeka w Sejmie w komisji rolnictwa od marca 2000 r. do chwili obecnej. Premier wystąpił z pismem do pana marszałka, aby w miarę możliwości ze względu na wagę sytuacji przyspieszyć procedowanie nad tą ustawą.

Jeżeli chodzi o dalsze restrykcje, to są planowane takie działania. Ilość odpadów pochodzenia zwierzęcego w Polsce oscyluje w granicach 600­700 tys. ton. 600­700 tys. ton są to duże ilości, ale udział odpadów zwierzęcego pochodzenia, które pochodzą od przeżuwaczy, to rząd wielkości od 70 do 100 tys. ton.

Powołany został wewnątrz ministerstwa rolnictwa zespół do opracowania alternatywnych metod żywienia zwierząt i alternatywnych metod utylizacji odpadów, aby wykluczyć całkowicie z łańcucha pokarmowego mączki pochodzące od przeżuwaczy. Po wykluczeniu tych mączek od przeżuwaczy jednocześnie zakazanie importu mączek z udziałem odpadów od przeżuwaczy dawałoby gwarancję, że żaden element ryzyka nie wchodziłby w łańcuch pokarmowy. Polska w dalszym ciągu jest eksporterem wołowiny, eksportuje cielęta, ponad 300 tys. sztuk cieląt rocznie eksportowane jest głównie do Włoch, ok. 20% produkcji wołowiny w Polsce jest eksportowane na rynki unijne. W Unii obowiązuje całkowity zakaz spożywania, ale Unia sama przyznała się do ogromnego bałaganu, jaki miała u siebie. Jako argument wprowadzenia zakazu ­ mającego obowiązywać przez pół roku, prawdopodobnie będzie to przedłużone ­ całkowitego zakazu używania mączki mięsno-kostnej w żywieniu zwierząt podano, że następowały zakażenia krzyżowe, czyli po produkcji paszy dla drobiu, dla świń w te same silosy, w te same młyny wrzucano paszę dla bydła i stąd się wziął niskoprocentowy, 3- i 5-procentowy udział białka zwierzęcego.

    Pan poseł Lewandowski pytał, czy działania rządu nie są spóźnione. Działania rządu absolutnie nie są spóźnione, one faktycznie oscylują, uwzględniają ryzyko, jakie się pojawia; pierwsze zakazy w 1998 r., potem kolejno Portugalia, Francja i inne kraje. Chcę zwrócić uwagę, że obecnie zakazany jest tranzyt przez Polskę mączek mięsno-kostnych, zakazany jest import mączek mięsno-kostnych ze wszystkich krajów unijnych, jednocześnie ­ co nie dotyczy Norwegii, która nie jest członkiem Unii ­ zakazany jest przywóz wszelkich artykułów z udziałem mięsa wołowego.

    Skąd się wzięło obecnie takie zagrożenie, dlaczego nagle podjęto takie działania, mimo że BSE było wcześniej? Chcę zwrócić uwagę, że w Unii Europejskiej od 1994 r. istnieje zakaz używania mączek mięsno-kostnych w żywieniu przeżuwaczy. Nie było problemu do czasu, kiedy w 1996 r., czyli 2 lata po wniesieniu zakazu, u krowy urodzonej we Francji stwierdzono przypadek BSE i Francuzi jednocześnie przyznali się do tego, że wprowadzili mięso ze sztuk podejrzanych o BSE do obrotu. W tej sytuacji nie było możliwości podjęcia innych działań niż te, na które się zdecydowano, które mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa konsumentowi w Polsce i ochronę zdrowia zwierząt.

    Problem plazmy krwi. Nie znam skali importu plazmy krwi, ale mogę powiedzieć, że jest to grupa IV według klasyfikacji WHO, czyli absolutnie nie niesie zagrożenia przenoszenia prionów.

    Pan poseł Ajchler pytał o reeksport mączek mięsno-kostnych. Co jest tu ważne? Było też później takie pytanie. Prezes powołał wspomniany zespół 29 listopada br. i mam przyjemność być jego przewodniczącym, czyli jestem osobą, która przekazuje państwu te informacje w sposób wypracowany przez zespół po uwzględnieniu oszacowania możliwego ryzyka. W pracach zespołu uczestniczy główny lekarz weterynarii, główny inspektor sanitarny, Straż Graniczna, główny inspektor handlowy i również Główny Urząd Ceł, czyli te wszystkie inspekcje, które w jakiś sposób mogą skoordynować działania. Jest obecny dziś ze mną wiceminister zdrowia, pan minister Tronczyński, który może zaświadczyć, że taka operacja jest prowadzona i na pewno w znacznym stopniu przyczynia się ona do zapewnienia szczelności granic i kontroli tranzytu, tranzyt bowiem również jest bardzo ściśle monitorowany. Otrzymałem dziś raport i w okresie ostatnich 3 lat nie było żadnego przypadku, żeby zginął jakikolwiek transport z udziałem artykułów zwierzęcego pochodzenia. Giną telewizory, ginie spirytus, a póki co nie było na to żadnego dowodu. Zresztą wszystkie tranzyty, które były dozwolone do dziś do godz. 24, w chwili wprowadzenia zakazu zostały objęte konwojem celnym, czyli nie wolno było niczego transportować przez Polskę bez konwojów celnych, co było dodatkowym zabezpieczeniem, które zastosowaliśmy w tym przypadku.

Z analiz, które prowadzimy na bieżąco, nie tylko wynika to, że Polska wprowadziła zakaz importu z krajów unijnych, ale również kompetentne organy nadzoru ­ główny lekarz weterynarii, główny inspektor sanitarny ­ zostały zobowiązane do wystąpienia do odpowiednich organów wszystkich krajów europejskich o to, jakie podjęły one działania w celu zapobieżenia BSE i zapewnienia bezpieczeństwa konsumentowi czy ochrony zwierząt. W większości informacje te napływają całościowo, lecz śledzimy również, czy nie następuje wzmożony import z krajów, w których nie ma restrykcji. Analiza ta potrafi nam wskazać, że w przypadku gdy pojawiają się jakiekolwiek impulsy z tych krajów... Zresztą nie jest to takie łatwe, bo na import, szczególnie z krajów wschodnich, czyli Rosji, Białorusi, Ukrainy, potrzebne są zezwolenia, które wydaje główny lekarz weterynarii.

Pan poseł Ajchler również wspomniał o powrocie do grochu, łubinu, soi. W ramach zespołu, który pod przewodnictwem wiceministra rolnictwa pana Chrzanowskiego działa w ministerstwie rolnictwa, myślimy o dwóch działaniach związanych z alternatywnymi metodami żywienia. Widzimy potrzebę zarówno wprowadzenia ceł eksportowych w celu ochrony naszego białka roślinnego, jak również potrzebę obniżenia cła na soję, głównie o nią chodzi, ale widzimy tu również szansę na promocję produkcji właśnie grochu, łubinu, co faktycznie da możliwość zwiększenia areału uprawianych ziem w Polsce.

Pan poseł Wenderlich poruszył sprawę polityki informacyjnej. Informacje o wszystkich działaniach są non stop publikowane. Każdy protokół jest przekazywany wszystkim agencjom prasowym, wszystkim dziennikarzom. Prawda jest taka, że gdy wszystko jest jasne, prasa tym bardzo się nie interesuje. Bardziej się interesuje wszelkim sensacjami, które by pokazywały, że coś jest źle. Centrum prasowe rządu i powstała w ministerstwie rolnictwa komórka zajmują się ciągłym odpowiadaniem na podniesione w prasie czy w radiu kwestie związane z BSE. Również program ˝Agrolinia˝ w tę niedzielę o godz. 13 będzie poświęcony sprawom BSE. Przygotowujemy w ramach współpracy z krajowym centrum doradztwa rolniczego ulotki dla rolników informujące, czym jest BSE, z czego wynika zagrożenie, ulotki mówiące o tym, żeby nie żywić bydła mączkami mięsno-kostnymi.

Pan poseł Cycoń pytał, czy są to choroby dziedziczne. Nie, te choroby nie przenoszą się horyzontalnie, nie ma żadnego dowodu, że przenoszone są one z pokolenia na pokolenie. Z tej strony nie ma zagrożenia i dlatego jest to o tyle bezpieczne.

Czy są środki w budżecie? Na pewno w takiej sytuacji muszą znaleźć się środki. Również przygotowany jest tak zwany plan gotowości. To, że Polska jest krajem niskiego ryzyka, to jest jedna sprawa, druga sprawa ­ musimy być na to przygotowani. Jakie działania winny być podjęte w przypadku pojawienia się zagrożenia? Tego zagrożenia w chwili obecnej absolutnie ­ podkreślam to ­ nie ma. Jednocześnie, co jest bardzo ważne, jeżeli chodzi o projekt budżetu państwa na 2001 r., przewidziano znaczne zwiększenie wydatków na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt. Przewidywana kwota wyniesie bez mała 70 mln zł. To jest wzrost o 53% w stosunku do roku ubiegłego.

Czy laboratorium w Puławach wystarczy? Absolutnie nie wystarczy. Pojechało 7 osób z Polski, dlatego że planowane jest urządzenie 4 takich laboratoriów, które specjalizowałyby się w testach typu pronix w celu eliminacji BSE. Chcę tu również wspomnieć o tym ­ państwo pewnie o tym wiecie ­ że bydło do 30 miesiąca życia nie jest nośnikiem prionów, czyli jest całkowicie bezpieczne. Grupa ryzyka dotyczy więc bydła powyżej 30 miesiąca życia.

Pan poseł Stanibuła zapytał, czy jest prowadzony monitoring. Wspomniałem, że ten monitoring jest od marca 1996 r. Jest to do dnia dzisiejszego 237 prób przeprowadzonych na krowach z wysokiego ryzyka, dodatkowo przeprowadzono 188 prób losowych wśród zdrowego bydła. Wszystkie próby były negatywne, czyli nie stwierdzono BSE.

Czy są środki na finansowanie? Oczywiście są. Wspomniałem wcześniej o wzroście rezerwy na zwalczanie chorób zakaźnych. Po przeszkoleniu grupy ludzi planujemy w pierwszej kolejności zakupić ok. 5 tysięcy testów, aby można było pierwszą grupę ryzyka poddać badaniom, aby dodatkowo zwiększyć monitoring w ramach opracowywanego planu gotowości przy współpracy wszystkich tych inspekcji. Przyglądamy się tym sprawom w szerokiej perspektywie. Wiadomo, że od 1995 r. jest to 30 sztuk. Nie będą one ubijane jednego dnia. Będą selektywnie poddawane badaniom.

Pan poseł Stec pytał, czy jest wprowadzone zarządzenie. Zarządzenie takie istnieje ­ o znakowaniu. Każdy podmiot gospodarczy ma obowiązek wyraźnie znakować towar. Trzeba podać informacje, gdzie został wyprodukowany, jakiego jest pochodzenia. Gwoli wyjaśnienia chcę powiedzieć, że w 2000 r. importowano do Polski 46 ton wołowiny. Wołowina w Unii Europejskiej jest bardzo droga, w Polsce nie ma tej wołowiny kulinarnej. Biorąc pod uwagę spadki w Unii Europejskiej, trzeba patrzeć ze szczególną uwagą na granice, aby nie było przypadku, że cena decyduje o przepływie tej wołowiny do
Polski.

Czy polskie granice są szczelne?1 Myślę, że na pewno są szczelne, że jest współpraca między Inspekcją Celną i Inspekcją Weterynaryjną, ale to, iż są szczelne, nie znaczy, że nie można tego poprawić. Wystąpiliśmy również do wojewodów, do wicepremiera o zwiększenie nakładów. Trzeba ponad 100 inspektorów weterynarii, aby dodatkowo wzmocnić tę kontrolę.

Również, co jest ważne, w wyniku ustaleń tego zespołu podjęto decyzję, że wszelkie towary, nawet z minimalną ilością mięsa wołowego czy, generalnie, artykułu zwierzęcego pochodzenia, które są wprowadzone na rynek polski, a dotychczas były odprawiane tylko przez Inspekcję Sanitarną, muszą być teraz każdorazowo kontrolowane także przez Inspekcję Weterynaryjną.

Pan poseł Woźny, kto koordynuje. Odpowiedziałem ­ ja koordynuję, jestem odpowiedzialny, jestem przewodniczącym tego zespołu do spraw BSE. Podzielam stanowisko, że Andrzej Komorowski, główny lekarz weterynarii, swoje działania wykonuje w sposób bardzo konstruktywny, rzeczowy i tutaj nie ma mowy o braku współpracy i koordynacji. Byłem również zastępcą głównego lekarza weterynarii, tak że sprawy te nie są mi obce.

Pan poseł Masternak, skąd pewność, że kontrola będzie akurat u tych, którzy stosują mączki mięsno-kostne. Tak jak mówiłem, całe działanie wiąże się z oszacowaniem ryzyka i z postępowaniem z ryzykiem. Oszacowanie ryzyka ­ jednym z elementów jest właśnie potwierdzenie z gospodarstw, co do których mamy dowody, że mączka mięsno-kostna była stosowana. Tu przewidujemy tylko takie działanie, aby te sztuki, które będą ubijane, a będą liczyły powyżej 30 miesięcy życia, były przebadane w kierunku BSE. I to jest podstawowy argument. W Polsce nie ma tradycji żywienia bydła mączkami mięsno-kostnymi, w ogóle pojawiło się to na zasadzie stymulacji wydajności mlecznej. W Polsce rolnicy tego unikają. Jedyne zagrożenie, które się z tym wiąże, dotyczy bydła wysoko wydajnego, importowanego z Unii Europejskiej. Tam próbuje się, wiedząc o tym, że można tę wydajność zwiększyć, stosować mączki mięsno-kostne, a bydło jest objęte badaniami na okoliczność podwyższonego ryzyka. I myślę, że co do oddziaływania na świadomość rolnika, to raczej rolnik zdaje sobie z tego sprawę, jest świadomym partnerem w tej współpracy. Sądzę, że jest tu również świadomość tego, że jest zakaz i że nie wolno tego stosować.

Co zrobić z polską mączką mięsno-kostną. Faktycznie mączka mięsno-kostna to był głównie import, 70% to import głównie z Unii Europejskiej. To jest m.in. przyczyna tego, że Polska jest utożsamiana z krajami niskiego ryzyka, a nie z takimi, w których nie ma w ogóle ryzyka. Zresztą jesteśmy klasyfikowani, jeśli chodzi o poziom ryzyka, tak jak Australia i Argentyna. To jest też element świadczący o tym, w jakiej obecnie jesteśmy w sytuacji. Ale myślę, że ważne jest to, co powiedziałem. 700 tys. ton odpadów poprodukcyjnych zwierzęcego pochodzenia, po wyeliminowaniu tych około 80­100 tys. ton, które pochodzą od przeżuwaczy, może być w dalszym ciągu używane, bo również tu prowadzone są działania mające na celu stosowanie alternatywnych metod utylizacji. W Polsce jest około 70 zakładów utylizacyjnych, żaden nie spełnia standardów w zakresie norm unijnych. Nie chodzi głównie o parametry, bo parametry są jednoznaczne ­ 133 stopnie, 3 bary, 20 minut i odpady nie większe niż 5 cm ­ ale o sprawy monitoringu, czyli rejestrów temperatur. Jest problem również ze spalarniami, ale zapewniam, że rząd przygląda się temu dokładnie. Tu potrzebna jest koncepcja długofalowa, jest to też związane z integracją ­ w stanowisku negocjacyjnym Polska zobowiązała się do przedstawienia sposobu, w jaki rozwiąże ten problem.

Pan poseł Kobielusz, czy BSE jest u sąsiadów. Jest u sąsiadów ­ w Niemczech. W Czechach, Słowacji, Rosji, na Ukrainie i Białorusi nie stwierdzono przypadków BSE, jak również nie stwierdzono przypadków wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba.

Czy jest prowadzona analiza geografii podwyższonego ryzyka. Oczywiście jest to niezmiernie ważny element i został uwzględniony w szkoleniach. Bo tu chcę wspomnieć również, że praktycznie od połowy lat 90. do chwili obecnej ponad tysiąc lekarzy weterynarii, łącznie z lekarzami pierwszego kontaktu, czyli prywatnymi, zostało przeszkolonych odnośnie do BSE i objawów BSE. Zresztą, jakby dodatkowo, dziennie trafiają obecnie 3­4 próby do badań w kierunku wykluczenia BSE ­ pojawiła się dodatkowa motywacja, żeby reagować na bieżąco. Na tych szkoleniach, które były przeprowadzane już w listopadzie i na początku grudnia, zwrócono szczególną uwagę na te kwestie właśnie tych powiatowych lekarzy weterynarii, powiatowych inspektorów do spraw zwalczania chorób zakaźnych z regionów, gdzie sprowadzone zostało bydło importowane, czyli w których istniało zagrożenie. Oni muszą być tam przygotowani na to, jak mają postępować w przypadku tego typu podejrzeń, ewentualnie muszą wiedzieć, jakie mają podjąć działania, jeżeli zwierzę zostanie przeznaczone do uboju.

Jak przeciwdziałać tym zagrożeniom. Wspomniałem o składzie zespołu. Na pewno Polska, jak państwo wiecie (afera dioksynowa, afera BSE, odpukać, to jest wszystko w tym momencie), ma bardzo dużą wiarygodność w oczach nawet ekspertów unijnych. Strona polska również wystąpiła, jakby kolejny raz, z propozycją, że Polska nie chce tylko otrzymywać informacji z Unii Europejskiej i z mediów, również chce być obserwatorem w stałych komitetach naukowych, w stałym komitecie weterynaryjnym. Unia jakby zachowuje dystans, my z jednej strony mówimy, że chcemy być świadomi tego, jakie decyzje są podejmowane, jakie one są, z czego wynikają, z drugiej strony twierdzimy, że nasze doświadczenie również może być brane pod uwagę. W związku z tym ta sprawa jest niezmiernie ważna i tu jest ciągła presja na Unię, tym bardziej że Norwegia i Islandia są członkami, mają status obserwatora w tych komisjach naukowych, Polska zaś nie może go uzyskać. Zajmowane w tej sprawie stanowiska są zdecydowane.

Pan poseł Zieliński ­ galaretki, żelki. Oczywiście wszystkie te towary są objęte tzw. grupą podwyższonego ryzyka. Żelatyna jest sprowadzana na podstawie zezwolenia. W przypadku pochodzenia z krajów objętych nakazami restrykcyjnymi zawsze musi być przeprowadzone badanie na gatunkowość. W chwili obecnej dopuszczalna jest żelatyna tylko z wieprzowiny i z ryb. W związku z tym te badania, które są wykonywane przed dopuszczeniem do obrotu, mają poświadczyć, że nie mamy do czynienia z żelatyną, która pochodzi od przeżuwaczy. Tak samo, m.in. jako skutek działania zespołu, główny inspektor zobowiązał się wprowadzić tego typu badania również w wypadku produktów typu galaretki, żelki przed dopuszczeniem ich do obrotu.

Pan poseł Zieliński pytał również, czy były przypadki choroby Creutzfeldta-Jakoba w Polsce. Tak, od 10.05 było 48 przypadków, tylko jeszcze raz podkreślam, była to choroba Creutzfeldta-Jakoba, która jest chorobą dziedziczną, która czasami jest związana z przeszczepami rogówki i innymi takimi działaniami, ale absolutnie nie ma to nic wspólnego z omawianym wariantem choroby Creutzfeldta-Jakoba.

Kto wchodzi w skład zespołu ­ wspomniałem. Praktycznie, zasadniczo inspekcje, dodatkowo w obradach zespołu zawsze uczestniczą eksperci z Rady Sanitarno-Epizootycznej i Rady Sanitarno-Epidemiologicznej, czyli organ doradczy Głównego Inspektora Sanitarnego i Głównego Lekarza Weterynarii.

Pan poseł Krutul. 3 mld euro ­ 70% tej całości, którą się przeznacza, to jest tylko 70% tych wszystkich kosztów, które winno się przeznaczyć na ten cel. 30% tych kosztów muszą pokryć kraje członkowskie. Zresztą tutaj te reakcje, z którymi państwo się spotkaliście, zablokowanie całej Unii na import mączek mięsno-kostnych, wynikały z tego, że Unia wprowadziła u siebie całkowity zakaz żywienia zwierząt mączkami mięsno-kostnymi, wprowadziła również zakaz eksportu do krajów trzecich, ale wprowadziła to z dniem 1 stycznia 2001 r., zostawiając sobie okres 3 tygodni, w związku z tym baliśmy się tego, że właśnie w tym okresie napłyną znaczne ich ilości. Zresztą od pierwszej informacji o tym, że Polska zamierza działać w kierunku wprowadzenia restrykcji, to jest od 6 listopada, wszystkie transporty zostały objęte specjalnym nadzorem, są specjalnie monitorowane, dokąd one idą, jak są zużywane i jakie jest ich przeznaczenie. Zresztą posiadam raporty dotyczące tego, co wycofano z obrotu. Tu istnieje bardzo ścisła współpraca między Inspekcją Handlową i Inspekcją Sanitarną. Wszystkie podejrzane artykuły są wycofywane do czasu uzyskania poświadczenia ich faktycznego pochodzenia i faktycznego składu.

Czy CEFTA zablokować? Proszę państwa, wszystkie działania, które Polska podejmuje, są również prenotyfikowane w WTO i  wszystkie działania, które są podejmowane, wiążą się z tym, że my musimy uznawać kompetentne organy odpowiednie do naszych organów, w związku z tym nie możemy twierdzić, że w którymś kraju jest zagrożenie, jeżeli mamy wyraźne oświadczenie tych krajów, że tak jak Polska kontrolują sytuację w zakresie BSE. Chcę tu zwrócić uwagę na działanie nieudokumentowane w sposób faktyczny oszacowaniem ryzyka. Proszę zwrócić uwagę, że zablokowaliśmy Unię, a w dalszym ciągu eksportujemy zarówno cielęta, jak i mięso wołowe na rynki unijne.

Było również pytanie... Myślę, że to już chyba wszystko, chociaż mi się zdaje, że jeszcze o jednym zapomniałem.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Myślę, że wyczerpująco udzieliłem informacji. Jeżeli...

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu ministrowi za wyjaśnienie kwestii.

Jest to temat bardzo ważny, w Polsce bowiem widoczny jest pewien niepokój. Tu rzeczywiście chodzi o wyjaśnienie, że nastąpiło wykluczenie pasz z dodatkami pochodzenia zwierzęcego w żywieniu przede wszystkim przeżuwaczy, bo niektórzy już tak się boją, że chcą psy karmić sianem.

Przechodzimy do następnego pytania.

Pan poseł Wujec ma prośbę.

Poseł Henryk Wujec:

Mam prośbę do pana marszałka i pana ministra.

Pan minister wspomniał o tym, że przygotowywany jest raport obejmujący te wstępne badania. Jeśli ten raport będzie gotowy, prośba o przekazanie go na ręce pana marszałka dla posłów. Dziękuję.

Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Robert Gmyrek: Ten raport został przekazany panu marszałkowi.)

Wicemarszałek Franciszek Jerzy Stefaniuk:

Dziękuję panu posłowi.

Pan poseł postuluje, by posłowie otrzymali ten raport?
Jeśli zgłoszą się kluby, to będzie można przedrukować.
 


 
 
"TYDZIEŃ"

Program Redakcji Rolnej I Programu Telewizji Polskiej

pod redakcją red. Krzysztofa Szwejka

EMISJA 17. grudnia, 2000r.

Krzysztof Karman (Redakcja Rolna TVP1 - TVP1): Dzień dobry, witam państwa, o żywności mówić będziemy w dzisiejszym 'TYGODNIU". Nadchodzą święta. Tradycja nakazuje, by spędzać je przy suto zastawionym stole. Nie chcemy psuć państwu apetytu, ale proponujemy rozmowę o tym, czy wszystko, co spożywamy jest bezpieczne dla naszego zdrowia. Czy to, co jemy, nam nie zaszkodzi. Czy wszystkie towary, które znajdują się w naszych sklepach, mogą stać się przedmiotem naszego zainteresowania. Zapraszam do oglądania 'TYGODNIA", którego gośćmi są dzisiaj panowie: Robert Gmyrek, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi, jednocześnie szef rządowego zespołu ds. rozpoznania ryzyka wystąpienia "choroby szalonych krów", Wiesław Nogal,  koordynator programu identyfikacji i promocji żywności "Polska Dobra Żywność", Edward Szepel, wiceprezes Polskiego Związku  Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej oraz Zbigniew Hałat, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów.

(...)

Krzysztof Karman (TVP1): O tym, że trzeba uważać na to, co jemy, przypomniała nam ostatnio afera "szalonych krów". Nie jest to jedyna sprawa związana ze złą żywnością, nie jedyna sprawa, która pojawiła się w ostatnich latach.

(...materiał filmowy dot. BSE/CJD...)

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, jak to się dzieje, że w krajach, w których jakość żywności jest rygorystycznie kontrolowana afera goni aferę?

Zbigniew Hałat (Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów - SOZK): Rygorystycznie kontrolować nie wystarczy, panie redaktorze. Np. Francuzi dopuszczają niepasteryzowane mleko do obrotu i potem zwalczają zakażenia Listerią. To samo jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie nieustannie są wycofywane tony mięsa skażonego Escherichią coli wywołującą choroby o bardzo poważnym, nieraz śmiertelnym przebiegu. Mamy do czynienia z taką sytuacją, że wszędzie, gdzie jest produkcja, jest ryzyko nieszczęścia związanego ze skażeniem lub zakażeniem produktu. Chciałbym powiedzieć jedno: w czasie świąt - ostatnich w tym tysiącleciu - bardziej uważajmy na kolkę wątrobową, bardziej uważajmy na niestrawność, niż  na to, co jest wynikiem skażenia żywności globalnego, czy  też związanego z objawami, które mają się rozwinąć po...

Krzysztof Karman (TVP1): Czyli żadne dioksyny, żadne konserwanty dodawane do żywności nie są nam straszne...

Zbigniew Hałat (SOZK): Jest to straszne, ale w skali szerszej niż ten tydzień najbliższy, więc proponowałbym troszeczkę stonować i zastanowić się nad tym, jak w przyszłym tysiącleciu będzie wyglądał w Polsce nadzór nad żywnością.

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, na razie mamy jeszcze to tysiąclecie. Jak to się dzieje, że tych afer jest tak dużo? Dlaczego?

Robert Gmyrek (Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi - MRiRW): Ja myślę, że żyjemy w takim czasie, kiedy stosuje się przeróżne metody intensyfikacji produkcji, przeróżne metody zwiększenia  wydajności produktów i to, co Unia przeżywa w chwili obecnej jest to wynikiem właśnie tych prac. W Polsce nigdy nie było takich działań mających na celu  tak zintensyfikowanie tej produkcji. Raczej jesteśmy krajem, gdzie nie występują intensywne metody hodowli zwierząt, jak i ta technologia przetwórstwa...

Krzysztof Karman (TVP1): Ale te metody pojawiają się. Wiadomo, trzeba obniżać koszty, trzeba produkować więcej...

Robert Gmyrek (MRiRW): Myślę to jest związane przede wszystkim tak: system nadzoru, który powinien obejmować cały cykl produkcji - od zagrody do gospody - on wskazuje coraz bardziej, że na te elementy, na które nie zwracano wcześniej uwagi, należy ją zwracać

Krzysztof Karman (TVP1): W takim razie zacznijmy od tego, czy mamy prawo, które pozwala na nadzorowanie procesu produkcji żywności.

Robert Gmyrek (MRiRW): Absolutnie prawo mamy. Prawo to jest w ciągłym etapie dostosowywania do standardów światowych i  w tym momencie kompetentne inspekcje wykonują to w sposób prawidłowy i rzetelny. I to co afera dioksynowa pokazała, czy afera BSE, Polska przeżyła te sytuacje w sposób całkowicie odizolowany od tych wypadków, które miały miejsce w Unii Europejskiej.

Krzysztof Karman (TVP1): Czyli zupełnie spokojnie sięgamy po wszystko, co jest na półkach sklepowych....

Zbigniew Hałat (SOZK): Panie ministrze, panie ministrze! Pomyślmy o tym, jaki jest poziom naszych laboratoriów, czy rzeczywiście wszystko badamy zgodnie z wymogami, takimi, jakie przyświecają ochronie konsumenta na zachodzie. Dajmy sobie tutaj odpowiedź na to czy np. nasze spalarnie śmieci są bezpieczne, jak w  Zakroczymiu, gdzie niedawno cała okolica została uratowana jako miejsce produkcji rolnej przez  mieszkankę tamtego miasta, która nie pozwoliła na lokalizację spalarni śmieci. Czy to nie są przykłady na to, że  służby państwowe jednak nie mają odpowiedniego wyposażenia, że te nasze pieniądze podatnika nie są właściwie wykorzystywane.

Krzysztof Karman (TVP1): Dlatego statystycznie wypadamy w miarę dobrze, bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego skontrolować.

Zbigniew Hałat (SOZK): No właśnie - nie badamy. Nie patrzymy, więc nie widzimy.

Robert Gmyrek (MRiRW): Na pewno tak nie jest. Na pewno, oczywiście,  nie powiedziałem tego, że jest dobrze, że nie ma nic, co można by poprawić, ale absolutnie chcę podkreślić, że to nie jest tak, że jeżeli mówimy o chorobie szalonych krów to mówimy to tylko dlatego, aby uspokoić konsumenta. Monitorowanie choroby BSE  było od roku 1996. Zbadano ponad 200 sztuk, dokładnie 239 sztuk  z tymi objawami neurologicznymi, które mogły wskazywać na BSE. Wszystkie były z wynikiem ujemnym. Również ponad około 200 sztuk krów bez żadnych takich objawów, zbadano na zasadach losowych. Badania te potwierdziły również, że w Polsce nie ma BSE. Od 1995 roku badamy również chorobę Creutzfeldta-Jakoba u ludzi i ponad  80 przypadków, które były zakwalifikowane do tego typu badań -  48 to była choroba Creutzfeldta Jakoba, ale nie nowy  wariant choroby Creutzfeldta Jakoba.

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, przejmujemy zachodnie metody produkcji żywności, coraz bardziej dbamy o to, by produkować jak najwięcej, jak najtaniej. Czy to oznacza, że hodowcy będą stosowali również takie pasze, które mogą w efekcie spowodować zagrożenie dla naszego zdrowia.

Edward Szepel (Polski Związek  Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej - PZHiPTCh): Myślę, że nie, jeżeli już to nieświadomie. Przecież my jesteśmy również konsumentami, to po pierwsze. ..

Krzysztof Karman (TVP1): Ale tam w Unii hodowcy także są konsumentami i karmią zwierzęta roślinożerne paszami mięsnymi...

Edward Szepel (PZHiPTCh): U nas w Polsce ja nie znam takich przypadków, a często spotykam się z rolnikami i mam kontakty ze związkiem producentów wołowiny i nie stwierdzono żeby ....to znaczy po pierwsze nie ma tradycji, a po drugie  sama ekonomika, przy tych niskich cenach wołowiny, wskazuje, że stosowanie takich pasz byłoby podpisaniem wyroku na siebie po prostu. Ktoś, kto by  stosował takie pasze to byłby samobójcą, bo podrażałby tak znaczenie koszty produkcji.

Krzysztof Karman (TVP1): Mamy pierwsze pytania od widzów.Czy w Polsce ludzie już w tej chwili chorują na BSE? Jaka ewentualnie może być skala zagrożenia.?

Robert Gmyrek (MRiRW): Absolutnie podkreślam: nikt nie zachorował na chorobę odzwierzęcą związaną z BSE, czyli wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba. 48 przypadków Creutzfeldta-Jakoba co stanowi średnio 0,25 na milion mieszkańców Polski to były tylko te przypadki związane z tym klasycznym przypadkiem choroby Creutzfeldta-Jakoba, która wynika z cech genetycznych, z samoistnych, ewentualnie poszczepiennych. Nie było żadnego przypadku wariantu Creutzfeldta-Jakoba.

Zbigniew Hałat (SOZK): Ja bardzo przepraszam. Częstość występowania w Polsce jest taka możliwa jak w Europie Zachodniej. Jak obliczył profesor Liberski, 40% populacji jest podatnej na zakażenie prionem. W związku z tym, że  możemy się liczyć z częstością - jeden przypadek choroby Creutzfeldta-Jakoba, tej klasycznej,  sporadycznej, na  1 milion ludności, to powinno być 40 przypadków rocznie w Polsce, a mamy zarejestrowane tylko 10. I z tego wynika, że poziom diagnostyki w polskich szpitalach, zresztą mało dostępnych ostatnio  - jak się okazuje - jest żałosny.  W związku z tym nie można aż tak daleko iść. Poza tym, panie ministrze, mnóstwo ludzi mieszkało w Anglii w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, wróciło stamtąd i tu u nas mogą paść ofiarą, niestety, tego samego sposobu transmisji jak Brytyjczycy.

Robert Gmyrek (MRiRW): Ja tu chcę powiedzieć jedną  rzecz. Pan wspomniał profesora Liberskiego. Te dane, które podałem - 0,25 na milion mieszkańców pochodzi zarówno z analizy profesora Liberskiego jak i profesora Kulczyckiego....

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów na razie tyle o chorobie szalonych krów. Kolejne pytanie telewidza: Czy Polska jest w stanie kontrolować napływającą do Polski chorobę żywności - pyta pani Jaworska z Warszawy i drugie pytanie od pani Miłek z łódzkiego: dlaczego nie skupuje się polskiej wołowiny, skoro jest  zdrowa?

Robert Gmyrek (MRiRW): Proszę państwa, przede wszystkich chcę powiedzieć, że wszelkie działania, które są prowadzone w chwili obecnej w Polsce związane są z tak zwanym oszacowaniem ryzyka. I na pewno tym ryzykiem jest zaimportowane bydło, które wpłynęło do Polski. Od 1995 wpłynęło ponad 30 tysięcy sztuk takiego bydła. Na pewno ryzykiem są wszelkie objawy neurologiczne u sztuk podejrzanych, które wykazują te objawy i  ewentualnie inne  zwierzęta, które są kierowane na ubój z konieczności, czy też padły. Również - wspomniał tu wcześniej pan prezes - nie ma w Polsce tradycji, zostało to potwierdzone w wyniku kontroli Inspekcji Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych, tradycji żywienia bydła mączkami. W tym momencie po wyeliminowaniu tego ryzyka te sztuki będą badane w celu wykluczenia BSE u bydła i na pewno nie tylko badaniem histopatologicznym,  ale również testami, które sprowadzamy do Polski, testami nowej generacji - testami Prionics, firmy szwajcarskiej. I tu gwarantujemy, że wszystkie sztuki powyżej 30 miesiąca będą badane przed dopuszczeniem do obrotu.

Krzysztof Karman (TVP1): Na razie tyle o chorobie i hodowli. Porozmawiajmy troszkę o przetwórstwie. W tej chwili nie ma na półkach sklepowych produktu, który nie byłby sztucznie ulepszany. Konserwanty, stabilizatory, antykoalgulanty, substancje zapachowe, barwniki, różnego rodzaju dodatki, które maja sprawić, iż ta żywność będzie wspaniała, pachnąca, kolorowa, wiecznie świeża...

Zbigniew Hałat (SOZK):...izolaty sojowe, fosforany, które odbierają panu prezesowi sprzedaż surowca...

Krzysztof Karman (TVP1):  Czy my możemy bezpiecznie sięgać po te towary?

Zbigniew Hałat (SOZK): Czy bezpiecznie i czy ekonomicznie dla naszych braci rolników, czy hodowców. Przede wszystkim nie możemy opierać się o to wszystko,  co służy obcemu producentowi. Uważam, że jeżeli mamy stare dobre polskie tradycje produkcji wyrobów wędliniarskich, to autentycznie nie musimy w to wkładać soi, która wiąże wodę, czy fosforanów, które wiążą wodę i 18 złotych płacąc za szynkę, kupować wkładu mięsnego tylko za złotych 6.

Krzysztof Karman (TVP1): Ale wracając do mojego pytania. Na etykietach tych wszystkich towarów mamy takie symbole: E ileś tam, E ileś tam. Tych E czasami bywa 8 -10, tego typu pozycji. Czy to oznacza, że taki produkt należy zdyskwalifikować?

Zbigniew Hałat (SOZK): Trzeba powiedzieć, że wpisanie na listę substancji dodatkowych dozwolonych jest poprzedzone wieloletnimi, nieraz kosztującymi miliony dolarów badaniami takiego produktu. Niemniej jednak, jak wiemy, nauka jest przekupna i możemy się liczyć z tym, że doszło do wprowadzenia jakiegoś produktu dlatego, że gdzieś jakieś lobby zaistniało, aby zarejestrować w FDA, czy w Codex Alimentarius,  substancję dodatkową. I co do tego wymagana jest zasada przezorności - cały czas trzeba przyglądać się efektom. Na przykład ostatnio mamy informacje o tym, że aspartam, który służy do zastąpienia, z kolei polskiego cukru, jest, niestety, środkiem, który może szkodzić ludziom.

Robert Gmyrek (MRiRW): Panie redaktorze, jeżeli mogę dodać jedno zdanie. Uwzględniliśmy jeden z ważnych elementów - znakowanie produktów. Przede wszystkim znakowanie produktów powinno uwzględniać wszelkie dodatki, jakie tam są stosowane, a reszta to jest świadomy wybór konsumenta, bo afery, które wystąpiły w Unii Europejskiej pokazują jedno: nastąpił odwrót o tej masowej produkcji, a konsumenci szukają małych sklepików z tradycyjnymi produktami, z tradycyjnymi procesami technologicznymi i tam starają się zaopatrywać. Tam wydajność i cena przestały odgrywać dawną rolę.

(...materiał filmowy...)

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, jak pomóc konsumentom w wyborze żywności dobrej jakości?

Wiesław Nogal ("Polska Dobra Żywność" - PDŻ): Przede wszystkim czytelnie oznakować. Co 12 konsument czyta etykiety, co 12 czyli bardzo mało. Na etykiecie też nie można zmieścić wszystkich informacji,  a zatem, musimy pokazać w sposób bardzo precyzyjny, czy dany produkt jest bezpieczny, dobry jakościowo, warty kupienia.

Krzysztof Karman (TVP1): Ale na etykietach są przeróżne napisy: bez konserwantów, znakomite bo polskie, zawsze świeże, tego typu...

Wiesław Nogal (PDŻ): Niestety na opakowaniach nie zawsze zgodnie z prawem są różne znaki, różne hasła reklamowe typu: produkt polski czy  produkt zdrowy. Ostatnio znajomy mi przysłał  opakowanie cukru, na którym był napis "produkt polski:,  a niżej małymi literkami: "import Niemcy".  Konsument ma prawo wiedzieć co kupuje. I myślę, że właśnie program identyfikacji i promocji "Polska dobra żywność", program, który ogłosił minister rolnictwa Artur Balazs, spełnia te oczekiwania klientów, ponieważ jednym znakiem pokazuje konsumentom: ten produkt jest dobry jakościowo....

Krzysztof Karman (TVP1): Ale żeby ten znak otrzymać trzeba na to zasłużyć..

Wiesław Nogal (PDŻ): Są  trzy kryteria, bardzo proste. Po pierwsze surowce tylko krajowe. Dlaczego krajowe? Dlatego, że dzięki temu wspieramy producentów naszych, krajowych, a po drugie mamy możliwość identyfikacji z jakiego źródła pochodzi surowiec. W przypadku importowanych surowców nie zawsze możemy dociec z jakiego regionu Europy on pochodzi, a jak wiemy dokumenty na granicach znikają, bądź są fałszowane, zresztą trudno tu mówić do końca,  w jaki sposób są one kontrolowane. Drugi warunek: warunki produkcji mają być zgodne z normami polskimi i oczekiwaniami również unijnymi, z uwzględnieniem HCCP. To właśnie są te warunki gwarantujące na każdym etapie produkcji system kontroli punktów krytycznych.

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów, jeśli producenci oszukują, a taką sugestię odczytałem z pana wypowiedzi, dlaczego im się to umożliwia czy jest taka możliwość prawna. Powiedzieli panowie, że prawo mamy dobre. Może kontroli nie ma dobrej?

Robert Gmyrek (MRiRW): Kontrola jest, tylko jeszcze raz podkreślam, to co było wspomniane wynika z przepisów unijnych. Wdrażanie systemów kontroli, czy to dobrej praktyki produkcyjnej, dobrej praktyki higienicznej, czy też analizy punktów krytycznych wymaga zmiany podejścia producentów do: co to jest jakość zdrowotna, co to jest jakość handlowa, to zrozumienie tego, że producent odpowiada za te wszystkie elementy.

Krzysztof Karman (TVP1): Ale, panie ministrze, chodzi o to, żeby nas nie truli, żeby nas nie truli, dlatego tylko, że chcą zarobić.

Robert Gmyrek (MRiRW): Proszę państwa, jeszcze raz podkreślam, że bez żadnych obaw jem polską żywność, polską żywność czy to surowiec, czy przetworzoną i kolejnych afer, które wynikają w Unii Europejskiej, udaje się uniknąć w Polsce.

Krzysztof Karman (TVP1): Ale tu pan powiedział o szynce, która zawiera mięso tylko w 30%. Czytałem raporty Państwowej Inspekcji Handlowej, gdzie jest  mowa o koncentracie, który składa się głównie ze skrobi, białka sojowego, barwnika i czegoś tam jeszcze..

Zbigniew Hałat (SOZK): Ja uważam, że państwo musi wydać więcej pieniędzy z naszych kieszeni pozyskanych na służby kontrolne, na badania, na to, żeby te służby kontrolne pracowały zgodnie z wymaganiami dobrej roboty. Nie da się tego ominąć, nie da się tego zastąpić przysięgami ministra, że je wszystko. To jest nieporozumienie moim zdaniem.

Krzysztof Karman (TVP1): Mamy bardzo dużo telefonów od telewidzów. Konkretne pytania. Co z żelatyną, czy jest szkodliwa dla zdrowia? Żelatyna występuje w ogromnej ilości artykułów żywnościowych.

Zbigniew Hałat (SOZK): Naturalnie, jeżeli nie mamy pewności, co do źródła jej pochodzenia, powinniśmy unikać takich produktów. O ile wiem, służby sanitarne, inspekcja sanitarna i weterynaryjna, podjęły ściąganie z rynku tych produktów, które zawierają niepewną żelatynę, to znaczy taką, która może być pochodzenia wołowego. Aczkolwiek ryzyko jest oczywiście nikłe, niemniej jednak nie ma powodu, aby tego ryzyka nie oddalić.

Robert Gmyrek (MRiRW): Absolutnie potwierdzam. Żelatyna idzie tylko na zezwolenie głównego lekarza weterynarii. Absolutnie nie jest możliwe dopuszczenie do obrotu żelatyny pochodzenia wołowego.

Krzysztof Karman (TVP1): Ale jak to się generalnie dzieje, że różnego rodzaju dodatki do żywności uzyskują prawną możliwość stosowania w procesie produkcji. Na przykład majonezy, które do niedawna miały czterotygodniowe terminy ważności w tej chwili mają terminy 6-miesięczne. A to za sprawą dodania jeszcze jednego składnika, który sprawia, iż tłuszcz nie jełczeje

Zbigniew Hałat (SOZK): To jest postęp technologiczny w produkcji żywności - o korzyści proszę zapytać technologów żywności

Krzysztof Karman (TVP1): Ale ja dziękuję za taki postęp

Zbigniew Hałat (SOZK): Ja też za to dziękuję, dlatego wybieram naturalne polskie produkty, które mają gwarancje choćby takie, że są pozyskane z drobnotowarowych gospodarstw, a więc tam, gdzie się nie opłaca oszukiwać. To samo dotyczy pasz. Jeżeli zastąpimy polskie rośliny strączkowe soją importowaną, czy paszami pozyskanymi z mączek kostnych na zachodzie, to nasz rolnik traci na tym i wówczas to kółko wzajemnych interesów - jedz to co wyprodukowałeś u siebie w kraju - rozrywa się.

Edward Szepel (PZHiPTCh): Ja mogę powiedzieć, że wszyscy rolnicy, ci światli, a takich tu reprezentuję, bo zrzeszonych w związku, technologię swoją robią w ten sposób, że stosują najlepsze praktyki, starają się używać surowców i premiksów czy dodatków z gwarantowanych źródeł. Tak, że tutaj od strony produkcji, surowca wydaje mi się, że wszystko jest  zagwarantowane. Mało tego. Jeżeli konsument żądał od nas chudszego mięsa - my takie mięso produkujemy. Mogę powiedzieć, że realizujemy jakby przed terminem program rządowy. Bo jeżeli program rządowy zakładał, że mięsność polskich świń będzie w 2010 roku wynosiła 55%, to w tej chwili granica 51-52% jest osiągana,  tak że jest to znacznie,  znacznie  przed terminem. Ale chciałbym wejść tutaj w słowo dotyczące znakowania i identyfikacji żywności. To jest etap, o czym pan mówił, od przetwórcy do konsumenta. Myśmy w związku poszli trochę dalej. Przy współpracy Instytutu Zootechniki realizujemy taki program identyfikacji zwierząt...

Krzysztof Karman (TVP1): To jest na wzór tego co się praktykuje w Unii Europejskiej...

Edward Szepel (PZHiPTCh): Tak. Mało tego. Identyfikujemy pochodzenie po to, żeby lepiej selekcjonować , ale jednocześnie przy okazji robimy badania jakości mięsa. Tak, że tutaj mamy wiele, wiele informacji. Jest to program zakrojony na trzy lata. Mam nadzieję, że jakieś tam efekty zakładane nam przyniesie.

Wiesław Nogal (PDŻ): To nie jest program ministra od producenta do konsumenta. On również identyfikuje od pola. Jednym z warunków przyjęcia produktów do certyfikacji jest udowodnienie pochodzenia od producenta. Czy to będzie właśnie skup żywca, czy mleko. Są pokazane rejony z jakiego terenu kupowany jest surowiec, badania weterynaryjne i tak dalej.

Krzysztof Karman (TVP1): Kolejna porcja pytań od widzów.  Z jakich mięs produkowane są hamburgery w sieciach fast food - pyta pani Wanda Zając z Warszawy.

Robert Gmyrek (MRiRW): Od 1992 roku, osobiście sprawdziłem te informacje i uzyskałem potwierdzenie właśnie z sieci fast-food, jest to tylko i  wyłącznie polski surowiec, polskie mięso.

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę panów generalne pytanie już sumujące tą naszą dyskusję: jak ustrzec się złej żywności, czy jest takie ryzyko, że sięgając w sklepie na półkę po jakiś tam określony towar ryzykujemy zdrowie i życie?

Zbigniew Hałat (SOZK): Było, jest i będzie. Można tylko zmniejszyć to ryzyko, wymagając więcej od ludzi, którzy akurat mają władzę działań kontrolnych i  starając się wspierać dobrych producentów.

Edward Szepel (PZHiPTCh): Ja jako konsument proponowałbym czytać etykiety i wybierać to co rzeczywiście dobre.

Zbigniew Hałat (SOZK): Ale producent może nakłamać na etykiecie...
.
Wiesław Nogal (PDŻ): A ja radzę konsumentom wybrać żywność ze znakiem Polska Zdrowa Żywność - ona gwarantuje pochodzenie polskie, krajowe i znakomitą jakość. Kryteria są bardzo wysokie. Co dziesiąty wniosek jest rozpatrywany pozytywnie przez radę naukową, niezależną od ministra radę złożoną z żywieniowców, z lekarzy, którzy dbają o interesy konsumenta.

Krzysztof Karman (TVP1): Panie ministrze, jakie jeszcze znaki oprócz tego, które przed chwilą zostały powiedziane, gwarantują, iż towar sprzedawany w sklepach jest dobrej jakości?

Krzysztof Karman (TVP1):Na pewno informacje mówiące o tym że jest wdrożony jest system kontroli punktów krytycznych, system HCCP, na pewno, że zakład jest pod nadzorem inspekcji konkretnej, czy to sanitarnej, czy to weterynaryjnej plus właściwe oznakowanie poszczególnych składników tego produktu, to daje nam możliwość świadomego wyboru, czy chcemy mieć produkt z krótkim terminem przydatności, kiedy tam jest mniej dodatków żywieniowych, czy ewentualnie z dłuższym terminem, kiedy tych dodatków należy spodziewać się więcej

Krzysztof Karman (TVP1): Jaka rolę organizacji konsumenckich panowie widzą w tym nadzorowaniu jakości żywności.

Zbigniew Hałat (SOZK): Nie ufać nikomu. Etykieta też może być sfałszowana, niestety. W związku z tym trzeba pamiętać o tym,  że należy reagować szybko, nerwowo i w sposób taki, który się wiąże z grą rynkową. Jeżeli ktoś łamie prawo, jeżeli ktoś jest złapany na gorącym uczynku, to powinien stracić możliwość produkcji, pokazania się ze swoim towarem na rynku.

Krzysztof Karman (TVP1): Czy w Polsce producent odpowiada za to, że wypuścił na rynek zły towar?

Robert Gmyrek (MRiRW): Oczywiście, że tak i nie chciałbym tutaj, jakby demonizować takie słówka, które padły, żeby po prostu nie ufać nikomu. Absolutnie nie może tak być, bo producent jest świadomy tego i musimy ufać zarówno rolnikowi, jak i  pośrednim etapom, czyli sprzedawcy i przetwórcy, jak również musimy ufać organom kontrolnym, że to co robią, robią w świetle przepisów obowiązujących w Polsce i robią to dobrze.

Wiesław Nogal (PDŻ): Ufać, ale i kontrolować. Otóż  w tym programie ministra Artura Balzazsa program identyfikacji i promocji j żywności jest kryterium kontroli po nadaniu znaku wówczas bardzo szczegółowej, wnikliwej kontroli. I w przypadku stwierdzenia, że producent odchodzi od surowców danego regionu, czy też  od warunków produkcji czy od jakości - ten fakt jest ogłaszany publicznie. Czy też będzie, bo jeszcze, na szczęście, nie zdarzyło się, żeby ktoś odszedł - publicznie ogłoszony. Co to oznacza dla producenta? Że dany produkt zniknie z rynku Jeżeli się ogłosi, że dany produkt nie spełnia tych kryteriów, czyli jest zły - nie warto kupować.

Krzysztof Karman (TVP1): To jest produkt, który podlegał szczególnemu nadzorowi, bo otrzymał taką właśnie nagrodę, takie wyróżnienie. A te produkty, które po prostu są robione w oparciu o np. zakładowe normy. Jaki jest tutaj bicz na tego typu producentów.

Robert Gmyrek (MRiRW): Jest wykaz norm, które są z punktu widzenia zdrowotności, z punktu widzenia niezbędnego zabezpieczenia konsumenta. One są obowiązkowe do stosowania. Czyli producent nie ma możliwości nie stosować się do tych norm i te normy są w rozporządzeniu właściwego ministra, że muszą być wymagania tam zawarte stosowane. Inne swobodny wybór dotyczący gramatury, czy opakowania  jest  to swobodny wybór producenta, który w tym momencie oferując konsumentowi on wie, że pod względem bezpieczeństwa są spełnione wszystkie wymagania, a dodatkowe cechy to są te cechy, które wynikają z właściwej technologii, którą wdrożył i zastosował.

Krzysztof Karman (TVP1): Proszę państwa i to wszystko w dzisiejszym wydaniu programu  "TYDZIEŃ", programu nadanego w tym roku po raz ostatni. No cóż, życząc państwu udanych, wspaniałych świąt, polecam, aby zamiast sięgania po szynkę, która jest nafaszerowana wodą, skrobia i czymś tam jeszcze, po prostu upiec w  domowych warunkach w piekarniku czy w prodiżu karczek i to jest najlepsza wędlina na świąteczny stół. A zatem pogodnych, wspaniałych świąt, wszelkiej pomyślności w nowym roku, do zobaczenia 7 stycznia.
 


 


dalszy ciąg sprawy znaku promocyjnego "Polska Dobra Żywność"



 
 
 
 
Red. Judyta Watoła
"GAZETA WYBORCZA", "Gazeta w Katowicach", 5. stycznia.2001r.

Niebezpieczne szczepionki?

Czy stosowane w Polsce szczepionki przeciwko żółtaczce i wściekliźnie
grożą zarażeniem się chorobą Creutzfeldta-Jakoba?

- Władze powinny zakazać wprowadzania do obrotu importowanych tkanek bydlęcych, a także szczepionek, które zostały wyprodukowane przy ich użyciu - twierdzi dr Hałat, epidemiolog, były wiceminister zdrowia i główny inspektor sanitarny.

Pod koniec grudnia amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) ostrzegł przed możliwością obecności prionów wywołujących chorobę Creutzfeldta-Jakoba w szczepionkach sprzedawanych w USA. - Na ich liście znalazło się osiem szczepionek. Niektóre z nich stosuje się także u nas - alarmuje dr Hałat.

Dlaczego szczepionki mogą być niebezpieczne? Po pierwsze, dlatego, że do ich produkcji można wykorzystywać tkanki pochodzenia bydlęcego. Po drugie, dlatego, że produkcja wielu szczepionek opiera się na hodowlach komórkowych, a do ich utrzymania używa się surowicy cielęcej.

Na liście FDA znalazła się m.in. szczepionka o nazwie Havrix przeciwko żółtaczce typu A (pokarmowej) produkowana przez firmę SmithKline Beetcham. Szczepionkę tę sprzedaje się u nas w aptekach. - Podczas wielkiej powodzi w 1997 roku była rozprowadzana na szeroką skalę wśród mieszkańców Opolszczyzny - mówi dr Hałat.

Jego zdaniem niebezpieczne mogą się także okazać szczepionki przeciwko wściekliźnie. Jednym z ich producentów jest obecna w Polsce firma Aventis Pasteur. Także jej produkty znalazły się na liście FDA.

- Na początku grudnia, po pierwszych doniesieniach o tym, że w szczepionkach mogą znajdować się priony, zebrała się Rada Sanitarno-Epidemiologiczna, która działa przy głównym inspektorze sanitarnym. Jej członkowie stwierdzili jednak, że nie ma powodów przerywać szczepień - uspokaja dr Joanna Galimska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Szczepionki dopuszcza do stosowania Państwowy Zakład Higieny. - Na naszą prośbę wszystkie firmy, które sprzedają w Polsce szczepionki, przysłały informację o materiałach stosowanych do ich produkcji. Wszystkie twierdzą, że nie używają przy tym żadnych tkanek pochodzenia bydlęcego - mówi prof. Janusz Ślusarczyk, szef Zakładu Badania Surowic i Szczepionek w PZH.

Zbadanie obecności prionów w szczepionkach jest niemożliwe. - Nie ma do tego żadnych testów - tłumaczy prof. Ślusarczyk. Wyklucza jednak możliwość zarażenia się chorobą Creutzfeldta-Jakoba w czasie szczepienia. - Jeśliby tak było, to w krajach, w których występuje choroba wściekłych krów, mielibyśmy już falę zachorowań na gąbczaste zwyrodnienie mózgu u ludzi - twierdzi.

Podobnego zdania jest prof. Paweł Liberski z Akademii Medycznej w Łodzi, specjalista w dziedzinie chorób wywoływanych przez priony. - Niebezpieczeństwo zarażenia się chorobą Creutzfeldta-Jakoba przez szczepionkę jest czysto hipotetyczne. Na świecie nie opisano dotąd żadnego przypadku - mówi prof. Liberski. Opisano za to przypadki przenoszenia się choroby przez krew. Dlatego zdaniem prof. Liberskiego, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie, i u nas powinno się wprowadzić zakaz oddawania krwi dla osób, które przez ponad pół roku przebywały w Wielkiej Brytanii lub Niemczech.
Mimo wątpliwości specjalistów co do możliwości występowania prionów w szczepionkach na 10 stycznia zaplanowano spotkanie głównego inspektora sanitarnego z przedstawicielami firm, które sprzedają w naszym kraju szczepionki.
 


 
Red. Tomasz Duda

"SŁOWO POLSKIE", 5. stycznia, 2001r.

(Nie)bezpieczne szczepionki

Na Dolnym Śląsku można kupić farmaceutyki, wytwarzane na bazie białka wołowego i pochodzące z państw,
w których odnotowano przypadki choroby wściekłych krów

ActHIB przeciw zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych oraz Havrix przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, to szczepionki, przy produkcji których wykorzystywano białko wołowe. Obie szczepionki produkowane są w państwach, w których odnotowano przypadki choroby wściekłych krów. Zbigniew Hałat, były wiceminister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, uważa, że szczepionki te mogą być niebezpieczne.

W Ameryce przestrzega się przed korzystaniem ze szczepionek, pochodzących z krajów, gdzie odnotowano przypadki choroby wściekłych krów. Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków opublikował nawet listę produktów, przy tworzeniu których wykorzystywano białko wołowe. W ślady USA idzie Australia, Kanada i Nowa Zelandia - tłumaczy Hałat.

Były minister doszukał się na polskim rynku kilku szczepionek, które pochodzą z państw,  w których zanotowano przypadki choroby Creutzfeldta - Jakoba. Wśród nich jest szczepionka ActHIB przeciwko zapaleniu opon mózgowych oraz Havrix przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A. Pierwsza produkowana jest we Francji, druga w Belgii. Obie szczepionki są dostępne w dolnośląskich aptekach i hurtowniach.

- Co miesiąc sprzedajemy około 100 szczepionek ActHIB oraz 5- 6 sztuk Havrixa. Mam świadomość, że do ich produkcji wykorzystano białko wołowe, ale nie otrzymaliśmy do tej pory żadnego ostrzeżenia w tej sprawie. Ani z ministerstwa ani z Wojewódzkiego Nadzoru Farmaceutycznego. Z ciekawości sama zadzwonię do Warszawy, żeby dowiedzieć się czegoś więcej - mówi Krystyna Kowalska z wrocławskiego Cefarmu.

W Wojewódzkim Nadzorze Farmaceutycznym tłumaczono nam, że ewentualna decyzja o wstrzymaniu sprzedaży leków może być podjęta tylko przez ministerstwo zdrowia lub Państwowy Zakład Higieny.

- Jeżeli pyta mnie pan, czy sama skorzystałabym ze szczepionek robionych na bazie wołowego białka, to odpowiadam, że nie. To jednak moja osobista opinia - zastrzega Urszula Weber z UNF.

Według Zbigniewa Hałata przed korzystaniem ze szczepionek trzeba ostrzegać, bo nie można mieć stuprocentowej pewności, czy nie niosą ze sobą zagrożenia.
- Co prawda nie udokumentowano przypadków zachorowania na Creutzfeldta - Jakoba po szczepieniu, ale w przypadkach tej choroby wciąż jest wiele znaków zapytania. Jeśli wiemy bowiem, że choroba rozwija się ponad 10 lat, to skąd przypadki śmierci u nastolatków? Przecież 2 -3 letnie dziecko nie objada się hamburgerami czy parówkami wołowymi. Dziś nie możemy więc w 100 procentach wykluczyć możliwości wpływu szczepionki na rozwijanie się choroby - tłumaczy Zbigniew Hałat.

Swymi obawami podzielił się z ministerstwem zdrowia i Państwowym Zakładem Higieny. W PZH szczepionkami zajął się specjalny zespół.

- Przejrzeliśmy dokumentację wszystkich szczepionek dostępnych na polskim rynku. Okazało się, że 6 z nich może mieć śladowe ilości białka bydlęcego. Są też takie szczepionki, do produkcji których wykorzystano białko. Listę produktów przesłaliśmy ministrowi zdrowia. W przyszłym tygodniu odbędzie się spotkanie z producentami szczepionek, po którym wydamy specjalne oświadczenie dla prasy - mówi prof. Janusz Ślusarczyk z Państwowego Zakładu Higieny.

Profesor Ślusarczyk prosi jednakby nie wywoływać niepotrzebnych emocji. Zaznacza, że białko zwierzęce wykorzystywane jest w wielu medykamentach, na przykład w kapsułkach antybiotyków.

Na całym świecie stosuje się szczepionki, przy produkcji których wykorzystuje się wołowe białko.

Dotychczas nie odnotowano ani jednego zachorowania, za które odpowiadałaby szczepionka. Jednak nie dam głowy, że szczepionki są 100 procentowo bezpieczne - dodaje Ślusarczyk.

O bezpieczeństwie szczepionek przekonani są natomiast ich producenci. Zapewniają, że mają wszystkie wymagane zezwolenia dopuszczające je do sprzedaży. Proszą też, by choroby szalonych krów nie łączyć ze szczepionkami.

- Większość leków i szczepionek robi się na bazie białek zwierzęcych. To może być na przykład laktoza z mleka, którą wykorzystuje się przy produkcji szczepów wirusów. Szczepionki są naprawdę bezpieczne, sam szczepię nimi swoje dzieci - zapewnia Robert Rosiek z firmy SmithKline Beecham Biologicals produkującej Havrix.

Dostępne na świecie testy pozwalają sprawdzić obecność prionów, odpowiadających za chorobę BSE, tylko w mięsie wołowym. Jak na razie nie powstały testy, dzięki którym można by szukać prionów w szczepionkach, lekarstwach czy kosmetykach.

- Tu nie chodzi o to, że szczepionki są niebezpieczne. Chodzi o odpowiedzialność producentów. Przecież szczepionki biorą ludzie zdrowi i biorą je po to, by zabezpieczyć się przed chorobą. Dlatego powinniśmy informować o tym, które szczepionki powstały na bazie białek wołowych. Niech ludzie sami wybiorą,  z których chcą skorzystać - podkreśla Hałat.
 


 
KOMUNIKAT Nr 3
GŁÓWNEGO INSPEKTORA SANITARNEGO
z dnia 10 stycznia 2001 r.
w sprawie bezpieczeństwa szczepionek

W dniu 10 stycznia 2001 r. w Głównym Inspektoracie Sanitarnym odbyła się narada dotycząca zawartości białka pochodzenia bydlęcego w szczepionkach.

W naradzie uczestniczyli:

Główny Inspektor Sanitarny, Główny Inspektor Farmaceutyczny, eksperci z: Państwowego Zakładu Higieny, Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek, Instytutu Leków i Biura Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych, Zakładu Biologii Molekularnej AM oraz przedstawiciele firm farmaceutycznych, które produkują szczepionki zarejestrowane w Polsce

Eksperci stwierdzili, że po zapoznaniu się z opiniami instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych nie ma realnego zagrożenia przeniesienia chorób prionowych za pośrednictwem szczepionek.

Unia Europejska wydała wytyczne dotyczące zasad certyfikacji materiałów wyjściowych stosowanych w produkcji leków, w tym produktów pochodzenia bydlęcego.

Biuro Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych podjęło już działania prowadzące do ponownej rejestracji leków w Polsce. Warunkiem uzyskania ponownego wpisu do rejestru będzie przedstawienie uznanych w Unii Europejskiej certyfikatów lub udokumentowanie bezpieczeństwa leku przez wyjaśnienie procesu technologicznego.

Przedstawiciele firm farmaceutycznych poinformowali o działaniach, które podjęli producenci leków w celu zapewnienia tzw. "bezpieczeństwa prionowego".

Zapewnili, że podjęli już starania w celu zastąpienia stosowanych w procesach technologicznych substancji pochodzenia bydlęcego - innymi białkami.
Tam, gdzie nie jest to możliwe - podejmowane są działania certyfikacyjne.

Firmy poinformowały również, w ilu krajach sprzedają swoje produkty. W żadnym kraju nie zrezygnowano ze stosowania szczepionek.

Uczestnicy posiedzenia uzgodnili, że na kolejne spotkanie firmy dostarcza pisemne oświadczenie o bezpieczeństwie produktów oraz o działaniach podjętych w celu eliminacji białek bydlęcych w procesach technologicznych.

Szczepienia ochronne w Polsce


 
 
Rozporządzenie Ministra Zdrowia

z dnia 29 grudnia 2000 r.

w sprawie zakazu produkcji i wprowadzania do obrotu 
niektórych środków spożywczych.

(Dz. U. z 15. stycznia 2001 r. Nr 1, poz. 14)

Na podstawie art. 13 pkt 1 ustawy z dnia 25 listopada 1970 r. o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia (Dz. U. Nr 29, poz. 245, z 1971 r. Nr 12, poz. 115, z 1985 r. Nr 12, poz. 49, z 1989 r. Nr 35, poz. 192, z 1992 r. Nr 33, poz. 144 i Nr 91, poz. 456, z 1997 r. Nr 43, poz. 272, Nr 60, poz. 369 i Nr 88, poz. 554, z 1998 r. Nr 106, poz. 668 oraz z 2000 r. Nr 120, poz. 1268) zarządza się, co następuje:

§ 1. 1. Zakazuje się produkcji i wprowadzania do obrotu środków spożywczych zawierających wołowinę, podroby i jelita wołowe, żelatynę wołową, krew i preparaty z krwi wołowej oraz dodatki funkcjonalne i wieloskładnikowe preparaty z zawartością składników pochodzących z tkanek wołowych, jeżeli te surowce i półfabrykaty zostały przywiezione z krajów, z których ich przywóz jest zakazany przez właściwy organ na mocy odrębnych przepisów.

2. Zakazuje się wprowadzania do obrotu środków spożywczych zawierających wołowinę, podroby i jelita wołowe, żelatynę wołową, krew i preparaty z krwi wołowej oraz dodatki funkcjonalne i wieloskładnikowe preparaty z zawartością składników pochodzących z tkanek wołowych, przywiezionych z krajów, z których ich przywóz jest zakazany przez właściwy organ na mocy odrębnych przepisów.

3. Zakaz wprowadzania do obrotu, o którym mowa w ust. 1 i 2, stosuje się do środków spożywczych bez względu na datę ich produkcji lub przywozu z zagranicy.

§ 2. Zakazuje się produkcji środków spożywczych z zastosowaniem aromatów spożywczych zawierających w składzie wyciąg z tkanek wołowych, przywiezionych z krajów, z których ich przywóz jest zakazany przez właściwy organ na mocy odrębnych przepisów.

§ 3. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

Minister Zdrowia: G. Opala

 
 
Red. Judyta Watoła, Katowice

"GAZETA WYBORCZA" 16. stycznia 2001r.

Zakazana krew

 Kto między 1980 a 1996 rokiem był łącznie przez pół roku lub dłużej w Wielkiej Brytanii, Francji lub Irlandii, nie będzie mógł od 1 lutego oddawać krwi - zdecydował krajowy konsultant w dziedzinie transfuzjologii. To zabezpieczenie przed chorobą Creutzfeldta-Jakoba

O taką decyzję wnioskował prof. Paweł Liberski, wybitny specjalista w dziedzinie chorób wywoływanych przez priony. Zwracał uwagę, że przez krew może być przenoszona choroba Creutzfeldta-Jakoba. Pisaliśmy o tym w sobotnio-niedzielnej "Gazecie".

Zakaz oddawania krwi dotyczy osób przebywających w krajach, w których wystąpił choć jeden przypadek zachorowania na tzw. nowy wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba (odzwierzęca odmiana gąbczastego zwyrodnienia mózgu atakująca ludzi w wieku od kilkunastu do trzydziestu kilku lat). Przyjmując ramy czasowe od 1980 do 1996 roku krajowy konsultant w dziedzinie transfuzjologii doc. Jan Sabliński wzorował się na przepisach z innych krajów.

- Po 1996 r. wprowadzono tak ostre restrykcje w związku z chorobą szalonych krów, że ryzyko zarażenia się przez spożywanie mięsa od tego momentu uznaje się za minimalne - wyjaśnia doc. Sabliński.

Krwiodawcy przed pobraniem od nich krwi będą teraz musieli odpowiedzieć na dodatkowe pytanie w kwestionariuszu. Instrukcja w tej sprawie została we wtorek wysłana do stacji krwiodawstwa.

- Chodzi o zminimalizowanie ryzyka zachorowań - tłumaczy prof. Liberski, powołując się na podobne ograniczenia we Francji, Japonii, Kanadzie i w USA.

Ministerstwo Zdrowia wcześniej utrzymywało, że na razie nie ma potrzeby wprowadzania zakazu w Polsce. Powoływało się właśnie na doc. Sablińskiego, który twierdził, że przenoszenie się nowego wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba przez krew nie zostało udowodnione.

- Nie ukrywam, że to tekst w "Gazecie" przyspieszył wprowadzenie zakazu - przyznaje doc. Sabliński.

Wprowadzenie zakazu umożliwi też przetwarzanie polskiego osocza w zagranicznych wytwórniach. - Spodziewamy się, że inne kraje żądałyby wprowadzenia zakazu. Po prostu ich wyprzedziliśmy - mówi Sabliński. Podtrzymuje jednak twierdzenie, że ryzyko zakażenia się gąbczastym zwyrodnieniem mózgu przez krew jest teoretyczne. Jego zdaniem zakaz nie wpłynie znacząco na ograniczenie liczby krwiodawców.
 


 
Red. Mariola Marklowska

"DZIENNIK ZACHODNI" 18. stycznia 2001r.

Bezpieczne szczepionki?

Tkanki bydlęce mają być zastąpione innymi białkami.

Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumenta przestrzega, że część stosowanych w Polsce szczepionek, ze względu na to, że są produkowane w oparciu o tkanki i surowicę bydlęcą, może grozić zachorowaniem na nowy wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba.
KATOWICE, WARSZAWA
- Chodzi o szczepionki, w produkcji których używa się substancji bydlęcych. Władze powinny zakazać ich importu  - twierdzi dr Zbigniew Hałat, prezes SOZK.

Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) ostrzegł niedawno przed niebezpieczeństwem obecności prionów wywołujących chorobę Creutzfeldta-Jakoba w szczepionkach, przy produkcji których używa się tkanek bydlęcych. Na liście tych, które zdaniem FDA nie spełniają wymogów "bezpieczeństwa prionowego", pojawiło się osiem pozycji.

Są wśród nich m. in. Havrix firmy SmithKline Beecham przeciwko żółtaczce pokarmowej oraz szczepionki przeciwko wściekliźnie i HIB firmy Aventis Pasteur. Niewykluczone, że wkrótce zostaną wycofane z amerykańskiego rynku.

Havrix cieszy się dużą popularnością. Miesięcznie szczepię nim kilka osób, a latem zainteresowanie jeszcze bardziej wzrasta. Niektórzy wyjeżdżają wtedy na urlop w rejon morza Śródziemnego, gdzie nietrudno o zakażenie wirusem żółtaczki pokarmowej. Chętnych do zaszczepienia byłoby jeszcze więcej, gdyby nie wysoka cena. Dawka dla dorosłych kosztuje około 150 zł a dla dzieci 120 zł - informuje dr Franciszek Woźniak ze Świętochłowic.

O podejrzeniach, że niektóre szczepionki mogą grozić zakażeniem chorobą Creutzfeldta-Jakoba, lekarze nic do tej pory nie słyszeli. Nie widzą powodu, aby rezygnować ze szczepień, skoro nikt tego w Polsce nie zakazał.

W zeszłym roku wycofano szczepionkę przeciwko polio, dostępną na rynku brytyjskim i irlandzkim. Do jej produkcji wykorzystano ludzkie osocze pobrane od osoby, u której wykryto chorobę Creutzfeldta-Jakoba.

- Jeśli nie zareagujemy na czas, szczepionki objęte embargiem w Stanach Zjednoczonych zaleją polski rynek - przestrzega dr Zbigniew Hałat.

- Nie ma obaw o wycofanie tych szczepionek. W Stanach Zjednoczonych nie uznano ich za zakaźne lub niebezpieczne. Chodzi raczej o nakłanianie producentów do zmiany technologii ich produkcji. Aby zapewnić stuprocentowe bezpieczeństwo zalecono zastępowanie produktów bydlęcych innymi składnikami. Niestety nie w każdym przypadku będzie to możliwe. Firmy farmaceutyczne zapewniają jednak, że korzystają z surowców pozyskanych od krów hodowanych  w zamkniętych stadach - mówi prof. Paweł Liberski, kierownik Zakładu Biologii Molekularnej Akademii Medycznej w Łodzi, specjalista w dziedzinie chorób prionowych.

Władze sanitarne kraju nie widzą powodu do niepokoju. Mimo to kilka dni temu w Głównym Inspektoracie Sanitarnym zorganizowano spotkanie ekspertów (m. in. z Państwowego Zakładu Higieny, Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek Instytutu Leków) z przedstawicielami producentów leków.

"Eksperci stwierdzili, po zapoznaniu się z opiniami instytutów odpowiedzialnych za zdrowie publiczne w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych, że nie ma realnego zagrożenia przeniesienia chorób prionowych za pośrednictwem szczepionek" - czytamy w komunikacie wydanym po spotkaniu.

Biuro Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych podjęło decyzję o ponownej rejestracji leków w Polsce. Warunkiem uzyskania wpisu ma być przedstawienie certyfikatów uznanych w Unii Europejskiej lub udokumentowanie bezpieczeństwa leku poprzez szczegółowe wyjaśnienie procesu technologicznego.


 
PAP 25 stycznia, 2001r.

J. Buzek: nie ma przypadków BSE w Polsce

Nie stwierdzono przypadku występowania choroby BSE w Polsce - mówił premier Jerzy Buzek po czwartkowym spotkaniu z rządowym zespołem badającym problem występowania tej choroby. Premier podkreślał, że rządowy zespół ds. oceny ryzyka wystąpienia w Polsce gąbczastej encefalopatii bydła (BSE) zrobił bardzo wiele, "by zabezpieczyć nasz kraj przed możliwością przeniknięcia tej choroby".

"Bezpieczeństwo i zdrowie obywateli to jest nasz najważniejszy priorytet" - podkreślał Buzek. "Postawiłem zadania przed zespołem - działać skutecznie, efektywnie i jednoznacznie, by pod tym względem było możliwie bezpiecznie" - dodał.

Słowa premiera potwierdzali obecni na konferencji prasowej członkowie zespołu. Jego szef, wiceminister rolnictwa Robert Gmyrek informował, że rutynowe badanie ma obejmować 3 proc. ubijanych sztuk bydła, sztuki padłe, wykazujące "objawy neurologiczne", a także bydło importowane (w sumie ok. 20 tys. sztuk zwierząt). Podkreślił, że rozpoczęto właśnie badania "pośmiertnym testem diagnostycznym Prionix", stosowanym w UE.

"Od 1995 roku do chwili obecnej nie stwierdzono u ludzi żadnego wariantu choroby Creutzfeldta-Jakoba, pochodzącego od zainfekowanego bydła" - zapewniał.

Gmyrek zaznaczył, że Polska należy do krajów niskiego ryzyka wystąpienia BSE, bo bydło prawie nie było żywione mączkami mięsno-kostnymi. Dodał, iż dla zapobieżenia wystąpienia choroby, zespół postuluje m.in. "wyeliminowanie białek przeżuwaczy z łańcucha pokarmowego zwierząt gospodarczych".

Premier Buzek przyznawał, że "musimy być przygotowani na gorszą ewentualność". Wg głównego lekarza weterynarii Andrzeja Komorowskiego w przypadku wykrycia krów objętych chorobą BSE zastosowany będzie "plan B". Ma polegać m.in. na likwidacji wszystkich zwierząt w stadzie, w którym wykryto chore sztuki, przerobienie ich na mączki mięsno-kostne, a następnie spalenie mączek. Wówczas też badaniem zostanie objęte 500 tys. sztuk zwierząt rocznie.

Komorowski poinformował, że obecnie tylko cztery kraje - Austria, Szwecja, Finlandia i Grecja - nie są objęte wprowadzonym z jego inicjatywy zakazem importu bydła.

Główny Inspektor Sanitarny Paweł Policzkiewicz potwierdził, że Krajowe Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa wydało zalecenie, żeby nie pobierać krwi od osób, które w latach 1980-96 przebywały przez co najmniej pół roku w W. Brytanii, Francji lub Irlandii. "To działanie profilaktyczne, bo nie jest udowodnione, że choroba przenosi się przez krew" - zaznaczył.

Gmyrek mówił też, że przygotowana została akcja informacyjna dla rolników, w ramach której mają oni m.in. uzyskiwać zapewnienie, że choroba jest zwalczana z urzędu, więc otrzymają zwrot kosztów w wypadku wykrycia u ich zwierząt BSE. Mają być także poinstruowani, jakie mogą być pierwsze objawy choroby.

Spożycie przez człowieka mięsa pochodzącego z krowy chorej na BSE może wywołać śmiertelną chorobę Creutzfeldta-Jakoba.
 


 
 
Red. Krystyna Naszkowska

"GAZETA WYBORCZA", 25. stycznia, 2001r.

Listerioza zaatakowała krowy na Kaszubach

Zwierzęta traciły apetyt, kładły się na łące, były bardzo spokojne, nie reagowały na krzyki i poszturchiwania, a po kilkunastu godzinach umierały. Weterynarze byli bezradni
W samym sołectwie w sierpniu i wrześniu zeszłego roku "na obojętność" padło ok. 200 sztuk bydła.

Paweł Makurat z wsi Zarębiska miał 29 krów. Stracił wszystkie. Do dziś jako jeden z nielicznych nie zdecydował się odbudowywać stada. - Jak pierwsze sztuki padły, to ludzie potem już nie czekali, tylko albo sami dobijali zwierzęta, albo wozili do rzeźni.

Makurat leczył krowy, ale niewiele to pomogło. - Weterynarze mówili, że z czymś takim jeszcze się nie zetknęli. Na tę chorobę, listeriozę, chorują owce, kury, ale nie krowy.

Listeriozę wywołuje pewna bakteria i można ją leczyć antybiotykami. Człowiek może się zarazić, jeśli zje mózg chorego zwierzęcia, ale nie jest to dla ludzi choroba śmiertelna. Krowa od krowy natomiast się nie zaraża.

Bakterie szkodzą zwierzętom dopiero wtedy, gdy trafią na sprzyjające warunki do rozwoju, np. brak miedzi w organizmie. - Tu są ubogie gleby, brakuje niemal wszystkich mikroelementów - selenu, miedzi, wapnia. Miedzi jest sto razy mniej niż potrzeba krowom dla prawidłowego funkcjonowania i stąd cały kłopot - wyjaśnia dr Michał Bernard, który badał krowy w Tuchlinie. Bakteria listeriozy powoduje porażenie nerwowe i śmierć zwierzęcia w ciągu 48 godzin

Żadna się nie prześliźnie
 
Za krowy, które zdechły lub zostały zabite w rzeźni, ale stwierdzono u nich listeriozę, rolnicy nie dostali pieniędzy. Tylko jeden z gospodarzy był ubezpieczony.

- Czy te zawożone do rzeźni też były chore?

- Kto to wie, wyglądały takie spokojne - opowiada Makurat.

- Większość to my wywieźli na rzeź. Każdy ratował się, jak mógł.

Paweł Tandek miał jeszcze w sierpniu zeszłego roku 17 krów - osiem padło, a pozostałe właściciel szybko sprzedał do rzeźni. Teraz ma znowu 14 krów, bo - jak mówi - trzeba zaryzykować, by mieć z czego żyć.

- Zrobiliśmy we wsi zebranie, każdy wpisywał na listę, ile zwierząt stracił, i wyszło ok. 200 sztuk. Tylko żeby pani głupot nie pisała, że nasze krowy są wściekłe. One nie są.

Dr Bernard, który badał krowy w Tuchlinie, mówi, że te dane są mocno przesadzone. Padło tylko 15 krów, a 34 skierowano na rzeź, z czego po przebadaniu część uznano za zdrowe, a ich mięso sprzedano.

- Czy możliwe, by do ubojni sprzedawano chore krowy? - pytam weterynarzy.

- Wykluczone, żadna się nie prześliźnie, przecież na miejscu bada ją lekarz - odpowiadają. - Każda sztuka musi mieć świadectwo od miejscowego weterynarza, że jest zdrowa.

Atak powstrzymany (na razie)
 
Zdaniem Bernarda nie istnieje niebezpieczeństwo, by mięso chorych krów trafiło do obrotu i spożycia. Wszystkie podejrzane sztuki zostały zabite, a po zbadaniu i potwierdzeniu choroby mięso zostało zniszczone. Próbki mózgu zaszlachtowanych krów zostały także wysłane do Instytutu Weterynarii w Puławach, który bada je pod kątem choroby szalonych krów. Wyniki badań wykluczyły jednak występowanie BSE.

Według weterynarzy choroba w Tuchlinie została opanowana. Ale jeśli rolnicy na wiosnę nie nawiozą pastwisk środkami z domieszką miedzi, to gdy bydło wyjdzie z obór na łąki, listerioza znów może zaatakować.

- Ludzie są wystraszeni, opowiadają dziś niestworzone rzeczy, a ja jestem weterynarzem od 30 lat, widziałem wiele owiec chorych na listeriozę, jadłem ich mięso i nic mi się nie stało - uspokaja Bernard.


 
Red. Red. Marta Tylenda, Witold Nowak, Radio Konin

"GAZETA WYBORCZA": "Gazeta Wielkopolska" 29. stycznia 2001r.

Sanepid wycofuje ze sklepów mambę

Wielkopolski sanepid wycofuje ze sprzedaży mambę, popularną gumę do żucia. Powód: zawiera żelatynę wołową pochodzącą z Niemiec - kraju zagrożonego chorobą szalonych krów

Maria Suchowiak, dyrektor departamentu higieny żywności, żywienia i przedmiotów użytku w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, wyjaśnia, że podstawą działań jest rozporządzenie ministra zdrowia zakazujące sprowadzania produktów pochodzenia wołowego z krajów zagrożonych chorobą szalonych krów (BSE). Na liście tej są Niemcy, a jednym ze składników mamby jest żelatyna pochodzenia niemieckiego. - Żelatyna ma wszystkie możliwe certyfikaty, ale produkowana jest w Niemczech - mówi Andrzej Wieland, szef pionu żywności Wielkopolskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego.

Choć poznański sanepid zakaz sprzedawania mamby wydał tydzień temu, w poznańskich i konińskich sklepach dalej można kupić gumę, a ich kierownicy mówią, że o zakazie dowiadują się od reporterów "Gazety". Dyrektor Suchowiak mówi, że nie wyznaczono konkretnej daty, kiedy mamba ma zniknąć z półek.

- Zaraz po otrzymaniu decyzji o zakazie wstrzymaliśmy import towaru z Niemiec - zapewnia Bożena Chmielarczyk, dyrektor marketingu w firmie Storck Polska, która jest importerem gumy i przedstawicielem producenta w Polsce. By nie wypaść z rynku polskiego, firma zamierza sprowadzać mambę produkowaną z użyciem skrobi. Już w lutym taka guma powinna pojawić się w sklepach.


 
 
kam, czw

"GAZETA WYBORCZA": "Gazeta Dolnośląska"  29. stycznia 2001r.

Guma Mamba zniknie ze sklepów

Wrocławski sanepid wycofuje ze sklepów zachodnie produkty żywnościowe, które zawierać mogą w swym składzie żelatynę wyprodukowaną z wołowej mączki kostnej, pochodzącej od krów zarażonych chorobą BSE.

Wśród tych towarów znajduje się m.in. popularna guma do żucia Mamba, na którą sanepid wielkopolski wydał całkowity zakaz importu. - To jednak zaledwie jeden z wielu wycofywanych produktów - mówią pracownicy sanepidu. - Sprawdzamy wszystkie zupy w proszku, galaretki i konserwy.

Wszystkie większe wrocławskie sklepy deklarowały wczoraj, że mamby nie sprzedają lub że nie wypuszczą jej z magazynu na sklepowe półki.

- Nie sprzedajemy tej gumy. Pogłoska dotarła do nas już w piątek, nie wiadomo zresztą, czy prawdziwa, ale na wszelki wypadek od razu produkt wycofaliśmy - usłyszeliśmy w DH Astra.

W DH Feniks zapewniano nas, że gumy w ogóle nie sprzedawali, bo "nie cieszyła się popytem". - Ale wiemy, że coś z nią jest nie w porządku. Dziś rano była pani z sanepidu, sprawdzała, czy nie mamy mamby - usłyszeliśmy.

Carrefour: - Mambę wycofaliśmy ze sprzedaży. Ale dokładnie nie powiem, co z nią jest nie tak, nie mamy pełnych informacji.

Biedronka przy Komandorskiej: - Coś nie tak jest z gumą Mamba? Mamy ją w magazynie. Ale w takim razie nie damy jej do sprzedaży.

Tesco: - U nas w ogóle nie ma w sprzedaży gumy Mamba.

EPI Market: - Tak, słyszeliśmy, jest w Mambie jakaś niepewna żelatyna. Ale nie mamy tej gumy w sprzedaży.
Alf przy Powstańców Śl.: - Nie mamy u siebie Mamby. Ale słyszałam dziś w radio, że jest w niej jakaś szkodliwa substancja, chyba coś w związku z tymi szalonymi krowami.
 

 
 
 
Red. Krystyna Naszkowska

"GAZETA WYBORCZA", 31. stycznia, 2001r.

Białko urzędnicze

Główny inspektor sanitarny

Inspektorzy sanitarni od jesieni sprawdzają w sklepach i zatrzymują do wyjaśnienia wszelkie podejrzane importowane produkty. Podejrzane, czyli zawierające białko bydlęce.

KRYSTYNA NASZKOWSKA: Czy to ma sens, że inspektorzy chodzą po sklepach i wyszukują produkty zawierające białko bydlęce?

PAWEŁ POLICZKIEWICZ, GŁÓWNY INSPEKTOR SANITARNY: Jest zarządzenie ministra zdrowia o wycofaniu ze sprzedaży produktów, w skład których mogą wchodzić substancje pochodzenia bydlęcego z krajów, w których stwierdzono BSE, czyli tzw. chorobę szalonych krów.

Ale czy jest pan przekonany, że wasza akcja ma sens?
- Jeżeli chodzi o zatrzymywanie mięsa i wyrobów garmażeryjnych - tak.  Trudniej ocenić np. wycofywanie koncentratów zup - prawdopodobieństwo, że trafi się na produkt szkodliwy, jest bardzo małe. To co robimy, to działanie typowo urzędnicze, administracyjne. Wycofujemy produkty, które najpewniej nadają się do spożycia. Tego nie wiemy, bo ich przecież nie badamy. Inaczej postępujemy, gdy zatrzymujemy produkt podejrzany o np. salmonellę. Wtedy próbka wędruje do laboratorium i po sprawdzeniu wiemy na pewno, czy nasze podejrzenia były słuszne. W przypadku BSE priony da się  wykryć wyłącznie w mózgu chorej krowy, nigdy w jej mięsie i przetworach z niego. Zatrzymujemy więc wszystko, co zawiera białko bydlęce z importu.
- Czy szczepionki też zatrzymujecie? Tam przecież też jest białko.
- Nie. Uznaliśmy, że zagrożenie jest hipotetyczne, a więcej szkody byśmy wyrządzili, zrażając ludzi do szczepienia.

PYTANIE O BADANIE

Dlaczego już dzisiaj nie badamy wszystkich krów, które trafiają do rzeźni? Tylko to dałoby nam gwarancje, że BSE w Polsce nie ma - pytamy dr. ANDRZEJA KOMOROWSKIEGO głównego lekarza weterynarii kraju.

-Nie jesteśmy jeszcze gotowi. W Polsce mamy tylko jedno laboratorium wyspecjalizowane w wykrywaniu BSE. Ponieważ badanie jednej próbki pobranej od krowy trwa siedem-osiem godzin, do czego dochodzi czas na dowiezienie jej do laboratorium, można sobie wyobrazić co by się działo, gdyby rząd już teraz zdecydował się na powszechne badania. Przecież przez cały ten czas aż do uzyskania odpowiedzi z laboratorium mięsa zabitej krowy nie wolno ruszyć, ono sobie czeka w rzeźni na wynik badania.

Potrzeba nam jeszcze co najmniej czterech placówek, w różnych rejonach kraju, żeby to "laboratoryjne" wąskie gardło nieco rozszerzyć. Samo wyposażenie nowych laboratoriów kosztowałoby ok. 9 mln zł, czyli tyle, ile teraz rocznie rząd przeznacza na walkę z BSE.

Not. KANA


 
 

Candy Not Tainted by Mad Cow, Says Company

1 February 2001

NEW YORK (Reuters Health) - In response to questions raised about the safety of its popular Mamba candy, the US division of August Storck KG has released a statement asserting that the candy ``poses no health risk to the public'' because of the use of beef-derived gelatin as an ingredient.

Mad Cow disease, or Bovine Spongiform Encephalopathy (BSE), has now been detected in many European countries and fears have mounted about the possibility of humans contracting a version of the disease from contaminated beef and beef byproducts. Thus far, more than 80 people in Europe are known to have died from new variant Creutzfeldt-Jakob disease (vCJD).

Mamba candy was one of thousands of products recalled 10 days ago in Poland.

But the company says that the candy is manufactured in full compliance with Food and Drug Administration (FDA) requirements. An FDA spokesperson told Reuters Health, ``it's verified that (Storck) did follow our guidelines.''

These guidelines were developed in 1997 and 1998 and state that the FDA does not object to the use of gelatin in products produced from bones or hides obtained from cattle residing in BSE countries, if the cattle are from BSE-free herds and if the slaughterhouse has immediately removed heads, spines, and spinal cords directly after slaughter.

``We stand behind the safety and quality of our product,'' Storck USA's CEO and President, Liam Killeen, stated. ``There is absolutely no need for concern.''

Nevertheless, on Wednesday, Storck announced that their products were being reformulated such that vegetable starch will be used instead of beef gelatin.

In a press statement, the company said ``products produced with the new formulation will reach US store shelves by the end of February.''


 
cg

"GAZETA WYBORCZA", 8. lutego, 2001r.

Unijni eksperci o ryzyku BSE w Polsce

Z powodu znacznego importu mączki i żywego bydła z krajów, w których pojawiło się BSE, Polska musi się liczyć z możliwością wystąpienia ogniska choroby szalonych krów na swym terytorium.

Taki jest główny wniosek jednej z wstępnych wersji raportu unijnych ekspertów weterynaryjnych, do której dotarła "Gazeta". "Jest prawdopodobne, choć niepotwierdzone, że polskie bydło jest zarażone BSE" - czytamy w projekcie dokumentu. Polska została więc wstępnie zakwalifikowana do stosunkowo wysokiej tzw. III grupy ryzyka wystąpienia tego niebezpiecznego dla bydła i ludzi schorzenia.

Ostateczna, wiążąca wersja raportu na temat ryzyka pojawienia się BSE (czyli gąbczastego zwyrodnienia mózgu) wśród polskiego bydła ma być opublikowana w marcu. Nie jest wykluczone, że będzie korzystniejsza dla Polski. Stanie się tak, jeśli uda nam się przekonać Unię, że kontroluje cały system karmienia i hodowli, a importowane z krajów ryzyka bydło jest pod stałą kontrolą.

Rzeka mączki...

Z projektu raportu wynika, że w latach 1994-90 do Polski sprowadzono prawie 1,5 mln ton mączki mięsno kostnej z czego najwięcej, bo aż 875,8 tys. ton, z Niemiec (a w kraju tym znaleziono już 28 przypadków BSE). Reszta importu pochodziła również z krajów, w których choroba ta jest obecna: Holandii, Danii, Belgii, Francji, Włoch, a nawet z Wielkiej Brytanii, w której to w 1996 roku wybuchło największe jak dotąd w Europie ognisko BSE.

Sam fakt tak wielkiego importu z tych państw jest dla unijnych ekspertów dostatecznym powodem do podejrzeń. Przypomnijmy, w Unii od stycznia 2001 roku nie można stosować mączek w hodowli, gdyż istnieje podejrzenie, że może przenosić BSE. Unijni eksperci przyjmują do wiadomości polskie zapewnienia, że importowana mączka trafiała głównie do hodowli trzody chlewnej i drobiu, a wśród tych zwierząt nie występuje choroba szalonych krów. Uważają jednak, że w Polsce nie kontroluje się dystrybucji paszy. - Można przypuszczać, że karmienie bydła mączką było możliwe przed 1997 r. i jest wciąż możliwe, ponieważ nie ma dowodów na istnienie systemu kontroli karmienia zwierząt - zauważaj

i bydła

Innym czynnikiem zwiększającym ryzyko BSE jest fakt sporego importu bydła z krajów, gdzie wystąpiła ta choroba. Z danych statystycznych przedstawionych w raporcie wynika, że w latach 1993-2000 do Polski importowano 285 tys. 730 sztuk bydła, z czego 70 proc. w latach 1993-94. Zdecydowana większość przeznaczona była na ubój lub tuczenie. Tylko 8 proc. zostało zatrzymanych w celu rozmnażania i umacniania ras mięsnych i mlecznych.

W latach 1988-93 sprowadzane do Polski bydło pochodziło głównie z Niemiec (82 tys. 670 sztuk). W latach 1994-99 importowaliśmy w sumie kolejne 22 tys. 682 sztuki, z czego ponad 10 tys. z Holandii, 4,7 tys. z Francji, 2,3 tys. z Danii.
Strona polska liczy wciąż na to, że uda jej się przekonać unijnych ekspertów, by zakwalifikowali nasz kraj do grupy mniejszego ryzyka. Domagamy się, by ostateczną decyzję poprzedziła unijna inspekcja w Polsce. Sprawa ma duże znaczenie. Od ostatecznego raportu zależeć będzie, w jaki sposób Unia będzie traktowała import z Polski i czy - dla dobra handlu z UE - będziemy musieli wprowadzić obowiązkowe testowanie bydła powyżej 30 miesiąca życia. W 1999 r. polskie pogłowie bydła wynosiło ok. 6 mln sztuk, z czego 3,6 mln w wieku dwóch lat, czyli zbliżającym się do grupy ryzyka zachorowania na BSE.

Jak się bronić przed chorobą szalonych krów - zastanawia się Krystyna Naszkowska

Rząd stoi przed dylematem. Z jednej strony potencjalne zagrożenie dla życia i zdrowia milionów obywateli, z drugiej - realna utrata miejsc pracy dla tysięcy osób

Rządowy zespół do zwalczania BSE w Polsce rozesłał do 18 zakładów mięsnych instrukcję na temat gospodarowania odpadkami bydlęcymi. Zgodnie z nią zakłady te mają obowiązek oddzielać od reszty odpady tzw. szczególnego ryzyka (mózg, kręgosłup, niektóre jelita), a następnie przesyłać je do wyznaczonych zakładów utylizacyjnych. Po przerobieniu na mączkę odpady zostaną spalone prawdopodobnie w którejś cementowni.

W najbliższy piątek specjaliści z tych zakładów zostaną przeszkoleni w Ministerstwie Rolnictwa, w jaki sposób przeprowadzać tę segregację. Właściciele i pracownicy pozostałych 1,2 tys. rzeźni, w których ubija się bydło, nadal będą robili to co dotychczas i tyle samo wiedzieli o segregowaniu co teraz - czyli niewiele. Instrukcja dotyczy bowiem tylko zakładów mających uprawnienia eksportowe na rynki Unii Europejskiej i amerykańskie. Konsument zachodni, kupując teraz np. szynkę wieprzową wyprodukowaną w jednym z tych zakładów, będzie miał pewność, że nie zetknęła się ona w żadnej fazie produkcji z odpadami bydlęcymi, w których można znaleźć priony odpowiedzialne za chorobę szalonych krów. Tej gwarancji nie będzie miał natomiast konsument polski, bowiem poza tą "złotą osiemnastką" mamy w kraju setki mniej lub gorzej wyposażonych zakładów, w których tak wysokiej technologii nie da się zachować. Mamy nawet takie, gdzie w jednej hali ubija się zarówno krowy, jaki i świnie.

Rozumowanie naszych władz wydaje się proste - wydają instrukcję tym, którzy mogą jej przestrzegać. Tylko bowiem ta ścisła krajowa czołówka jest zdolna już dziś segregować odpady. Jest w stanie ponieść przy tym dodatkowe koszty, które przecież się pojawią.

Zdecydowana większość pozostałych nie jest w stanie podjąć takich kroków ani dziś, ani w najbliższej przyszłości. Co więcej, te zakłady prawdopodobnie zostaną zamknięte po naszym wejściu do Unii, bo ich standardy nie dorównują europejskim. Na razie walczymy o zapewnienie dla nich tzw. okresów przejściowych, by mogły funkcjonować jeszcze trzy-cztery lata po naszym wejściu do UE, produkując tylko na rynek krajowy.
Jeśli rząd chce zadbać o polskich konsumentów, tak jak dba o zachodnich, to powinien jednak zamknąć te rzeźnie. Te, które pozostaną, spokojnie dadzą sobie radę z ubojem bydła - są duże i nowoczesne. Teraz pracują najwyżej na 50 proc. swoich mocy produkcyjnych, bo w kraju mają konkurentów gorzej wyposażonych, nie inwestujących i dlatego często tańszych. Takie radykalne wyjście będzie oznaczać jednak dla rządu nowy kłopot - kilka, kilkanaście tysięcy ludzi znajdzie się na bruku. Z jednej strony potencjalne (bo nadal w kraju nie wykryto żadnego przypadku BSE) zagrożenie dla życia i zdrowia milionów obywateli, z drugiej - bardzo konkretne przekreślenie źródeł dochodów tysięcy rodzin.


 
 
L.O., Z.P.

"RZECZPOSPOLITA", 8. lutego, 2001r.

Kłopoty z żelatyną

BSE Mniejszy import, jeden producent w Polsce

Od dziś obowiązuje zakaz importu żelatyny wołowej i wołowo-wieprzowej. Sprawi on wiele trudności firmom farmaceutycznym i zakładom przemysłu spożywczego, które używały jej do produkcji swoich wyrobów, zwłaszcza że w kraju jest tylko jedna fabryka wytwarzająca żelatynę.

 - Zastąpienie żelatyny wołowej żelatyną rybną czy wieprzową nie jest łatwe w przemyśle farmaceutycznym. Nie są do tego przystosowane urządzenia produkujące kapsułki - powiedział Marcin Mizgalski, rzecznik prasowy Polfy Kutno. - Żelatyna wołowa ma poza tym najlepsze właściwości fizyczne. Jest łatwa w użyciu i przyjazna dla pacjenta. Kapsułki z żelatyny wieprzowej są lepkie, miękkie i są niechętnie przyjmowane przez pacjentów. Istnieje także też aspekt prawny. Zmiana rodzaju żelatyny stosowanej do produkcji kapsułek to zmiana formy leku. Wprowadzenie nowej formy wymaga zaś rejestracji i badań. Jest to proces kosztowny i długotrwały. Obecnie Polfa Kutno dysponuje zapasami kapsułek żelatyny, więc na razie nie grozi nam przerwanie produkcji. Jeśli zakaz importu będzie obowiązywał dłużej, będziemy musieli zastanowić się nad wprowadzeniem jakichś rozwiązań, choć nie będzie to łatwe. Na razie poszukujemy krajowych wytwórców kapsułek lub żelatyny. - powiedział Mizgalski.

 Według informacji "Rz", wielu producentów zastanawia się nad zastąpieniem kapsułek żelatynowych kapsułkami celulozowymi.

- W naszej firmie do celów technologicznych używamy żelatyny wieprzowej. Kapsułki kupujemy zaś od amerykańskiej spółki, która wytwarza je z żelatyny pochodzącej z Azji i Argentyny - powiedziała Agnieszka Gawron z biura prasowego Plivy Kraków.

 Żelatyna wchodzi także w skład pożywki białkowej, na której produkowane są szczepionki. Jednak w tym przypadku zastąpienie jednego rodzaju żelatyny drugim nie stanowi problemu.

 W przetwórstwie spożywczym w miejsce żelatyn wołowych i wieprzowo-wołowych stosowane są żelatyny wieprzowe i na bazie roślin morskich. W wielu firmach używane są one od czasu, gdy po raz pierwszy w Polsce wydano zakaz importu żelatyny wołowej.

 - Żelatynę wieprzową importujemy ze Szwecji i ma ona atesty służb sanitarnych. Wykorzystujemy także agar, produkowany na bazie wyciągó z morskich wodorostów - mówi Cecylia Zdebik, prezes Przedsiębiorstwa Wyrobów Cukierniczych Odra w Brzegu Opolskim. W firmie rozważana jest również możliwość powrotu do pektyn otrzymywanych z jabłek.

 Nestle Polska używa żelatyn wieprzowych importowanych z Niemiec i Francji. Wyłącznie z alg i z substancji zagęszczającej z drzewa guaro korzystają w Zakładach Piekarniczo-Cukierniczych Glutenex.

 - Firma wytwarza słodycze dla dietetyków. Surowce, w tym żelatyny, sprowadzamy wyłącznie z firm posiadających ISO z serii 9000 i HACCP, czyli system kontroli punktów krytycznych, który również mamy wdrożony - tłumaczy Andrzej Kawa, właściciel Gluteneksu.

 Firma Stollwerck Polska do swojego najnowszego wyrobu, który trafi do sklepów za kilka dni, dodała wyciąg z alg morskich. - Algi są droższe, ale ich użycie daje taki sam efekt jak dodatek żelatyny wieprzowej i wołowej - wyjaśnia Mariola Szerkus, dyrektor marketingu Stollwerck Polska.

 Również w Delecta SA żelatyny wołowe zastąpiono wieprzowymi i do nich dostosowano technologie wytwórcze. Przyprawy do zup w płynie są na bazie sojowej, a ich dostawca to kaliskie Winiary.

 - Do produkcji galaretek stosujemy wyłącznie wyciągi z alg morskich - mówi Jerzy Siepsiak, kierownik działu badań i rozwoju w Delecta SA.

 Nasi rozmówcy zwracają uwagę na brak jednoznacznej wykładni rozporządzeń związanych z zakazem sprowadzania mięsa wołowego i żelatyny. W rozporządzeniach tych mówi się o zakazie importu wybranych surowców i produktów, natomiast nie ma nakazu wycofywania ich z obrotu przed datą ich obowiązywania, a tak się właśnie postępuje.

 Żelatyna pełni funkcje zagęstnika i w przetwórstwie spożywczym stosuje się ją m.in. jako dodatek przy wytwarzaniu galaretek, jogurtów, konserw mięsno-warzywnych i wyrobów garmażeryjnych. W cukiernictwie niezbędna jest przy produkcji żelków i nadzień owocowych dodawanych do ciastek i czekolad. Żelatyna jest również składnikiem gumy do żucia.
 


 
"NEW YORK TIMES", February 8, 2001

5 Drug Makers Use Material With Possible Mad Cow Link

For the last eight years, the Food and Drug Administration has repeatedly asked pharmaceutical companies not to use materials from cattle raised in countries where there is a risk of mad cow disease.

But regulators discovered last year that five companies, including some of the world's largest drug concerns, were still using ingredients from those countries to make nine widely used vaccines.

Some of the companies say that they found the F.D.A.'s request unclear and do not believe they did anything wrong. Others say they could not keep up with the government's expanding list of countries where cattle could be infected. One, however, acknowledged that it could have moved more quickly.

The nine vaccines include some regularly given to millions of American children, including common vaccines to prevent polio, diphtheria and tetanus. They also include the anthrax vaccine, which the government requires for soldiers serving in the Persian Gulf.

Federal health officials stress that the vaccines are still considered safe. They calculate that the odds of these vaccines passing on the disease, in the worst eventualities, are between one in 40 million and one in 40 billion doses.

The officials say that the very slight chance that someone could be infected is far outweighed by the benefits that these vaccines bring in fighting disease and preventing death. Indeed, it is now only a scientific theory that a vaccine could infect someone with the human form of mad cow disease — called new variant Creutzfeldt- Jakob disease. No one is known to have contracted the disease this way.

"Any risk is very remote," said Dr. Karen Midthune, director of the F.D.A.'s Office of Vaccine Research and Review. "But if we have the ability to bring this remote risk to zero, that is something we want to do."

Nonetheless, the fact that these suspect materials slipped into the nation's vaccine supply — and that the F.D.A. did not discover it for seven years — raises questions about the agency's ability to ensure that all medicines are free of the infectious proteins that can cause mad cow disease.

The F.D.A. so far has only investigated the vaccine makers and has not looked to see whether other medicine is free of possible mad cow contaminants. Some experts say they worry more about dietary supplements. Unlike drugs, supplements are largely unregulated. The F.D.A. is not even sure how many supplement makers there are.

"It's just insane not to have greater safeguards" for supplements, said Dr. Paul W. Brown, chairman of the F.D.A.'s advisory committee on mad cow disease. "The potential exists for abuse."

All five vaccine makers, which include GlaxoSmithKline, Aventis and American Home Products, have now agreed to stop using the suspect materials, which include blood, fetal calf serum and meat broth.

But it will take a year or more to replace existing supplies with reformulated products, because it can take many months to grow cultures used in making vaccines. Both the companies and the F.D.A. say that the current products are safe and should remain on pharmacy shelves.

They point out that the suspect ingredients, for the most part, are used only in the early stages of manufacturing, when cultures are grown. Blood, for instance, may be used to feed the bacteria and viruses in these cultures. The cultures are then significantly diluted in the final vaccine.

The F.D.A. first asked the vaccine makers in a 1993 letter to stop using materials from cattle raised in Britain and other countries where there was a threat of mad cow disease. Regulators followed up with another letter in 1996 in which the agency "strongly" recommended that drug companies take "immediate and concrete steps" to make sure they were not using the materials.

In interviews, regulators said it was not until last year that they learned that some vaccine makers were not complying. During a routine review of a company's application for a license, the F.D.A. discovered that the company, which it will not identify, was using cattle parts from a high-risk country.

Regulators immediately demanded that all vaccine makers identify where their biologic ingredients were coming from. That review found the nine vaccines.

Dr. Murray M. Lumpkin, a senior medical adviser at the F.D.A., said his agency's investigative resources were limited.

"You have to prioritize where the greater risk is," Dr. Lumpkin said. For example, the F.D.A. now has inspectors visiting animal feed companies, he said, after it found that many of them were not following regulations adopted in 1997. Those rules, in part, prohibit using beef parts to make cattle feed. Scientists contend that cattle in Britain were infected after eating feed that contained parts of other infected cows.

"That is where we think the greatest risk for Americans is at this time," Dr. Lumpkin said.

But critics including doctors, scientists and consumer advocates say that the F.D.A. should have acted more aggressively by ordering, rather than asking, companies to follow the agency's recommendations.

"The companies acted recklessly because, in part, the F.D.A. failed to regulate them," said Dr. Peter G. Lurie, another member of the F.D.A's advisory committee on the disease.

Dr. Lurie, a researcher at Public Citizen, the consumer group, said he agreed that the vaccines should stay on pharmacy shelves. But he faulted both the companies and the F.D.A. for possibly undermining public confidence in the safety of vaccines.

In their defense, F.D.A. officials said they expected companies to heed their requests.

"The expectation," Dr. Lumpkin said, "is that people will behave responsibly."

Mad cow disease, which is always fatal, is believed to be caused by an infectious protein called a prion. In sick animals or humans, the prion twists into an abnormal shape, often in the brain. These misfolded prions accumulate in toxic clumps, eventually destroying normal brain tissue and creating spongelike holes.

Cattle ingredients are used in a myriad of drugs other than vaccines. But the F.D.A. says it cannot release a list of these drugs because many details of how a product is manufactured are proprietary corporate information.

But regulators say, for instance, that many drugs contain gelatin, made from the bones or hooves of cattle. And calf lungs are used to make surfactants, which help premature infants breathe.

As for dietary supplements, the industry's trade groups say that hundreds of products use an array of cow tissues, from ground prostate glands and testicles in pills that supposedly bolster sexual vitality to thymus extract for healthy skin.

Many organs that scientists consider particularly risky for the transmission of mad cow disease are also used, including freeze-dried brain and pituitary glands in supplements that manufacturers say stimulate memory, adrenal extract for energy, even powdered spleen to help clear the sinuses.

As with vaccines, the F.D.A. has urged supplement makers not to use cow tissue from certain countries. But the F.D.A., which has no specific manufacturing rules for supplements, cannot say whether products sold in the United States are free of such ingredients.

"The F.D.A. is toothless," Dr. Brown said. "Their purview over dietary supplements is infinitesimally small."

Without comprehensive federal guidelines, the Natural Nutritional Foods Association, the largest trade group, started a voluntary program in 1999 to test whether its members' products are free of contaminants, including mad cow disease. But of about 500 companies eligible, only 20 have gone through the review.

For its part, the F.D.A. inspects only about 60 of the more than 1,000 supplement manufacturers each year. "We rely on the industry to do the right thing," said Dr. Christine Lewis, director of the F.D.A.'s dietary supplement division.

In 1995, the F.D.A. told its border agents to detain any imports of suspect cattle parts or products made from them. Regulators say they have not found any supplements sold in the United States that contain the materials.

And one industry executive said there was little incentive to even try to import such materials. "These glands are not very expensive," said Matt Schueller, vice president at Enzymatic Therapy, a supplement maker in Green Bay, Wis.

Even so, Dr. Brown and others say that the border controls are not enough.

Every year, more than $1 billion of supplements are imported from high-risk countries, according to a 1999 F.D.A. study. Only about 7 percent of these products say on their labels that they contain animal parts, but there could be more, Dr. Brown said. Foreign labeling laws vary widely, he said, making it hard to know what some imports contain.

The companies that make the nine vaccines say they have tried to comply with the F.D.A.'s requests and, over the years, have provided regulators with any information they asked for.

They say that in most of the vaccines, the ingredients that regulators have questioned are in the cultures used to start each batch. They say that some of these cultures, which are used year after year, were created in the 1980's, before the F.D.A. told them to stop using material from certain countries.

American Home Products has been working for five years to change the material used in bacterial seed cultures for its vaccine, Pnu- Imune 23, which prevents pneumonia, said Dr. Peter R. Paradiso, a top researcher in the company's Lederle Vaccine subsidiary. The 23 cultures making up the vaccine must be modified one at a time, he said, with regulators approving each one.

"The risk is very, very minuscule," Dr. Paradiso said. He calculates the risk of Pnu-Imune passing on the disease, in a worst case situation, at one in 2.4 trillion doses.

At Aventis, Len Lavenda, a spokesman, said that the company had believed that IPOL, its polio vaccine, complied with the F.D.A.'s request. But last year, regulators disagreed, he said, because the company cannot trace the origin of some ingredients purchased in the 1980's.

In ActHIB, Aventis's vaccine to protect against haemophilus influenzae Type B bacterium, the company used small amounts of hemin, a blood derivative, from cattle in the Netherlands. Material from the Netherlands was banned in 1997, but Aventis decided not to change its supplier, he said, because its scientists believed that infectious material could not survive the production process.

"That was probably a mistake," Mr. Lavenda said. The vaccines are safe, he said, but the company fears its decision could weaken the public's confidence in the vaccines.

BioPort, which makes vaccines against rabies and anthrax, said that it did not understand until last year that the F.D.A. wanted the companies to change seed cultures created before 1993.

GlaxoSmithKline, the British pharmaceutical giant that sells three of the vaccines cited by the F.D.A., declined to answer specific questions. Carmel M. Hogan, a company spokeswoman, said the company had been trying since 1990 "to move away from using bovine materials from infected countries."

The F.D.A. said the problem with Infanrix, one of GlaxoSmithKline's vaccines, which prevents diphtheria, tetanus and pertussis, stems from an ingredient made for it by Chiron Behring in Germany. Chiron stopped using material from German cows in September, said Thomas Schick, a Chiron spokesman, after American regulators visited its factory.

The final vaccine, Certiva, also for children, was made by North American Vaccines until 1999 when there were production problems. Baxter International, which purchased North American last year, said the company did not intend to sell Certiva again.


 
 

Katarzyna Bartman, Katarzyna van Kraainem
"ŻYCIE", 30. marca, 2001r.

Kraj ryzyka?

Komitet Naukowy Unii Europejskiej nie wierzy, by choroba wściekłych krów ominęła Polskę

Czy choroba szalonych krów dotarła do Polski? Komitet Naukowy Unii Europejskiej zaklasyfikował nas do trzeciej grupy ryzyka. Oznacza to, że BSE "prawdopodobnie w Polsce istnieje, ale nie zostało potwierdzone". To złe wieści dla naszego rolnictwa.

Komisja Europejska postanowiła ogłosić wszystkie raporty na temat BSE, także te dotyczące Czech i Węgier, dopiero w poniedziałek. Ale ŻYCIE jako pierwsze dowiedziało się od prof. Gerarda Pascala, szefa Komitetu Naukowego UE, że Polskę umieszczono w trzeciej grupie ryzyka.
Pierwsza grupa to kraje, w których pojawienie się choroby jest wysoce nieprawdopodobne. Drugą grupę tworzą kraje, gdzie jest ono "nieprawdopodobne, lecz niewykluczone". Do trzeciej zalicza się zarówno te, gdzie jest prawdopodobne, ale niepotwierdzone, jak i te potwierdzone "na niskim poziomie". W czwartej grupie były dotychczas tylko Wielka Brytania i Portugalia, gdzie występowanie BSE potwierdzono.
Zdaniem polskich władz weterynaryjnych decyzja Unii jest aktem politycznym, z którym trudno racjonalnie dyskutować. - Nie pójdziemy jak owce na rzeź - zapowiadają jednak przedstawiciele Głównego Inspektoratu Weterynarii.
Złe przepowiednie
Zdaniem zastępcy głównego weterynarza kraju Iwony Zawinowskiej polscy eksperci wielokrotnie przedstawili Brukseli dowody na to, że wystąpienie BSE jest u nas mało prawdopodobne. To jednak nie przekonało Komitetu Naukowego Unii.
Skąd podejrzenia, że zaraza do nas dotarła? Polska sprowadziła ponad 1 mln ton mączki mięsno-kostnej z Zachodu. A właśnie pasze z domieszkami białka zwierzęcego są źródłem szerzenia się epidemii szalonych krów.
Główny Inspektorat Weterynarii uważa, że decyzja Unii jest dla nas krzywdząca. Do brukselskich urzędników nie trafiają racje, przedstawione w opasłym raporcie weterynaryjnym. Nasi lekarze wyjaśniali w nim, że od dawna istniał w Polsce zakaz żywienia krów i owiec paszami zawierającymi białka zwierzęce.
Dokąd więc trafiały mączki z Zachodu? - Do chlewni i farm drobiarskich - podkreśla Iwona Zawinowska.
Ale Unia kręci głową i wskazuje na Szwajcarię, gdzie do zakażenia krów BSE doszło, bo podano im przez pomyłkę paszę dla drobiu. Zawierała skażoną, przetworzoną padlinę.
Zidentyfikowane krowy
Pasze z domieszkami białka zwierzęcego to nie jedyny powód do zmartwień Unii. Podejrzenia budziło także przebywające w Polsce 30-tysięczne stado krów sprowadzonych z zagranicy oraz niski poziom wiedzy naszych weterynarzy na temat objawów BSE.
- Te krowy, które przyjechały do nas z Niemiec czy Holandii, nie stanowią ryzyka, póki żyją. Polscy hodowcy sprowadzali je jako zwierzęta mleczne - tłumaczył ŻYCIU główny weterynarz kraju, dr Andrzej Komorowski.
Zagraniczne krowy są oznaczone i pilnowane przez weterynarzy. Po za tym ich los jest przesądzony. Trafią do pieca, a ich szczątki nie posłużą już do produkcji pasz.
Natomiast od 1 kwietnia, by wyeksportować mięso na Zachód, należy je wyselekcjonować, oddzielając materiał wysokiego ryzyka (czyli mózg, jelita oraz mięso przylegające do rdzenia kręgowego i kości). Główny weterynarz kraju twierdzi, że zasady unijne lada dzień zaczną obowiązywać także polskich producentów na naszym rynku. - Podpisałem już rozporządzenia. Będą obowiązywać zaraz po opublikowaniu - tłumaczy. Ze sklepów znikną więc np. flaki i kiełbasy produkowane z wołowych kiszek.
 

Rozmowa z szefem Komitetu Naukowego Unii Europejskiej profesorem Gerardem Pascalem

Czy, Pana zdaniem, są w Polsce przypadki choroby szalonych krów, tylko ich jeszcze nie wykryto?
Obawiam się, że choroba dotarła do Polski i innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Importowaliście potencjalnie skażoną mączkę mięsno-kostną oraz bydło z Niemiec, Hiszpanii i Francji. Gdy czytałem projekt raportu, w którym stwierdzaliśmy ryzyko występowania BSE w Danii, otrzymałem telefon, że Duńczycy właśnie potwierdzili u siebie pierwszy przypadek tej choroby. W przypadku Niemiec opublikowaliśmy najpierw nasz raport, a dopiero po kilku miesiącach odkryto pierwsze przypadki BSE. Niemcom też wydawało się, że nigdy do nich ta choroba nie dotrze.
Mogą się u nas zatem pojawić przypadki ludzkiej odmiany tej choroby?
Nasz raport mówi tylko o geograficznym ryzyku występowania skażenia BSE wśród krów. Na tej podstawie nie można przesądzać, że istnieje także ryzyko zachorowań wśród ludzi. Aby chronić człowieka, chcemy wyeliminować w maksymalny sposób chorobę u zwierząt. Musicie jak najprędzej zacząć oddzielać w waszych rzeźniach niebezpieczne części (tzw. materiały ryzyka, czyli np. jelita lub kręgosłup, najbardziej podatne na skażenie prionami)), które stanowią największe zagrożenie dla zdrowia człowieka. Od 1 kwietnia będziecie musieli oddzielać te części przy obróbce mięsa na eksport. Radziłbym wprowadzić ten obowiązek także w rzeźniach produkujących na rynek krajowy.
Polscy weterynarze zapewniają, że mączka mięsno-kostna sprowadzona z Niemiec była wykorzystywana tylko jako karma dla drobiu i trzody chlewnej.
Takiego samego argumentu używali Hiszpanie i też znaleźli się w trzeciej grupie. Niebezpieczne jest zwłaszcza skażenie mączką, która pochodziła od zwierząt potencjalnie chorych (tzn. przy ich ubijaniu nie oddzielano materiałów ryzyka). Argument, że nie było zwyczaju karmienia krów mączką, nie jest całkowicie przekonujący. Taka potencjalnie skażona mączka dostała się do waszego kraju.
Polskie Ministerstwo Rolnictwa twierdzi, że Unia ma interes w tym, aby zaklasyfikować nasz kraj do grupy ryzyka. Eksportujemy 700 tysięcy cielaków rocznie.
Wnioski, jakie wyciągaliśmy przy opracowaniu raportów, nikomu nie sprawiały przyjemności. Zapewniam jednak, że nie stosowaliśmy kryteriów ekonomicznych. Komisja Europejska nie wywierała na nas presji, mogliśmy pracować zupełnie niezależnie, to raczej przysparzało kłopotów Brukseli, bo po naszych raportach musiała prowadzić trudne rozmowy z krajami trzecimi. Raport był konsultowany z polskimi władzami i tam, gdzie się dało, uzupełnialiśmy go uwagami z Warszawy.
Trzeba będzie w Polsce wprowadzić powszechne testy na BSE u krów? Raport może stanowić podstawę do żądania od nas testów?
Komisja Europejska ma trudności z wprowadzeniem testów także w krajach Unii. Niewielka liczba przeprowadzanych testów to jednak fałszywa pewność, że w danym kraju nie ma BSE. Raport do niczego was nie zmusza, sami powinniście myśleć o zdrowiu własnych obywateli. Nie chcemy pokazywać palcem krajów, które nie robią tego, co powinny. Staramy się raczej, by polepszyły swoją sytuację.

Katarzyna Bartman, Katarzyna van Kraainem
 


 
 
Krystyna Naszkowska
"GAZETA WYBORCZA", 1. czerwca, 2001r.

Wpadlina. Problem z mączką kostną

Chociaż nasze krowy nie chorują, możemy mieć kłopoty z Unią Europejską, która walczy z BSE. Nie radzimy sobie bowiem ani ze spalaniem mączki kostnej, ani z padliną. Na początku czerwca do Polski przyjadą przedstawiciele Komisji Europejskiej, by skontrolować zakłady mięsne, które mogą eksportować na rynki unijne. - To będzie skandal - ostrzega Jerzy Byczyński, prezes Ekoutilu, stowarzyszenia producentów mączek mięsnych. To, co kontrolerzy zobaczą, może dać Unii pretekst, by odebrać naszym firmom uprawnienia eksportowe.

Od dwóch miesięcy w ramach rządowego programu ochrony przed BSE zakłady mięsne starannie wyodrębniają odpady tzw. wysokiego ryzyka, np. kręgosłup, gałki oczne, jelita, które są źródłem przenoszenia choroby szalonych krów. Powinny one trafiać wyłącznie do sześciu z 60 zakładów utylizacyjnych. Nie wolno robić z nich mączki do karmienia zwierząt.

Tymczasem, jak dowiaduje się "Gazeta", w kwietniu i maju sześć zakładów otrzymało 3 tys. ton - ledwie połowę odpadów wysokiego ryzyka, które w tym czasie opuściły wszystkie rzeźnie. Gdzie reszta? Nasi informatorzy twierdzą, że trafiła razem z tymi uznanymi za bezpieczne do paszy dla zwierząt. Chodzi o pieniądze.

Ubojnie muszą na swój koszt segregować odpady. Żeby nikt się nie pomylił, barwią te niebezpieczne na niebiesko, a przed transportem je schładzają. Ale zakłady utylizacyjne żądają pieniędzy za przerób na mączkę odpadów wysokiego ryzyka. Ubojnie rezygnują więc, bo ich na to nie stać, a nie wiadomo, kto inny miałby za to płacić. Zamiast tego można te ryzykowne mączki sprzedać...

Nie koniec na tym. Mączki, która dociera do szóstki zakładów, nikt nie chce odbierać. Powinny cementownie, by następnie ją spalać, ale nie mają właściwych linii, dozowników, palników. Próby skończyły się fatalnie - mączka z naszego mięsa jest za tłusta i sprowadzone z Belgii palniki się zapychają.

- Nie udało nam się pozbyć ani jednej tony, wszystko leży. Wyprodukujemy jeszcze 10-20 ton mączki i zaklopsujemy się na amen - mówi Wincenty Suszyłło, właściciel podrzeszowskiego Utiresa, jednego z szóstki zakładów. - Widoków na rozruch cementowni nie widać, to wpadliśmy na pomysł, by zsypywać mączkę do starych wojskowych bunkrów.

Do niebezpiecznych odpadów zaliczane są też padłe zwierzęta, które w całości powinny zostać przerobione na mączkę i spalone. W Unii padlina stanowi 10-15 proc. bydła. A Polsce? Mniej niż 1 proc. - To oczywiście lipa. Ale skoro 20 lat temu zniesiono obowiązek ubezpieczania zwierząt, to chłopi nie ubezpieczają. Skoro nikt im za odstawienie padliny nie zapłaci, to nie odstawiają - tłumaczy prof. Roman Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa.
- Część chorych zwierząt jest dobijana i trafia jako świeże mięso na bazary, reszta ląduje w stawach, lasach, na wysypiskach - twierdzi Stanisław Zięba ze Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.

Komentuje Krystyna Naszkowska

Dotychczas nie znaleźliśmy u nas ani jednej szalonej krowy. Może nigdy nie znajdziemy. Oby. Rząd postanowił jednak nas zabezpieczyć i wymyślił plan profilaktyczny. Szkoda tylko, że wprowadził go bez policzenia kosztów, bez ustalenia, kto ma je ponieść, bez przygotowania spalarni. Niegłupi plan zamienił się w głupią fikcję.
Być może był to tylko gest pod adresem Unii, która wydaje miliardy na walkę z BSE. Ale Unia wcale tego nie doceni, a wręcz przeciwnie - wykorzysta nasz bałagan przeciwko nam.


 
 
 
kana
"GAZETA WYBORCZA", 6. czerwca, 2001r.

Będzie kontrola w zakładach mięsnych i utylizacyjnych

 Po doniesieniach “Gazety" o nieprawidłowościach w utylizacji odpadów bydlęcych mogących być źródłem choroby szalonych krów Ministerstwo Rolnictwa zleciło kontrolę zakładów mięsnych.

Wiceminister rolnictwa Robert Gmyrek, nadzorujący pracę zespołu rządowego zajmującego się BSE, zwrócił się do Głównego Lekarza Weterynarii o przeprowadzenie w trybie pilnym ogólnokrajowej kontroli w zakładach mięsnych i utylizacyjnych. Jednocześnie Jacek Szymanderski, doradca ministra rolnictwa, zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Warszawie o podejrzeniu zaistnienia przestępstwa.

Przypomnijmy, że 1 czerwca w artykule “Wpadlina" napisaliśmy, iż prawdopodobnie nie wszystkie odpady bydlęce, które mogą być źródłem zarażenia choroby szalonych krów, są rzeczywiście utylizowane w wytypowanych do tego celu zakładach. Część z nich wbrew decyzjom rządu jest przerabiana na mączki mięsno-kostne i dodawana do karmy dla zwierząt. Pisaliśmy też, że mączka przeznaczona do spalenia w cementowniach wcale tam nie trafia, bo cementownie nie są jeszcze przygotowane do tego procesu. Nie wiadomo też, co dzieje się z mięsem i odpadami zwierząt, które z jakichś powodów padają w gospodarstwie - ponieważ nie ma u nas obowiązku ubezpieczania zwierząt, oficjalnych zgłoszeń o padlinie jest kilkakrotnie mniej niż w krajach Unii.
 


 
Karolina Goździewska

"NASZ DZIENNIK", 30. czerwca 2001r.

Uwaga na "dywersantów"
Nie wszystko polskie, co wyprodukowano w Polsce

Od ponad roku w Polsce promowany jest znak "Dobra Polska Żywność". W zamyśle ministra rolnictwa ma on reklamować polską żywność, ale czy jest tak naprawdę? Obecnie znak otrzymało już ponad 300 produktów ok. 40 firm. Zdaniem prof. Anny Gronowskiej-Senger z SGGW, przewodniczącej Komitetu Żywienia Człowieka PAN, nie wszystkie produkty nazwane polskimi rzeczywiście takowymi są, ponieważ nie zostały wytworzone z polskich surowców.
Głównym celem programu "Dobra Polska Żywność" jest reklamowanie żywności wytwarzanej w Polsce z krajowych surowców, spełniającej wysokie wymagania zdrowotne i jakościowe. Polega on na przyznawaniu znaku "Dobra Polska Żywność" połączonym z systemem nadzoru warunków wytwarzania. Łączy się to również z szeroko rozumianą promocją wyrobów, które uzyskały znak "Dobra Polska Żywność".
W zamyśle znak jest przyznawany produktom wytwarzanym z surowców pochodzenia polskiego z wyjątkiem używek. Ponadto warunki produkcji i normy muszą spełniać zasady określone przez Radę Naukową.
Programem "Dobra Polska Żywność" objęto takie grupy wyrobów jak mięso (m.in. drób, króliki, dziczyzna) i jego przetwory mleko i jego przetwory, owoce, warzywa (w tym ziemniaki i grzyby) i ich przetwory, zboża oraz ich przetwory (w tym pieczywa), ryby, owoce morza i ich przetwory, napoje bezalkoholowe (w tym wody mineralne), miód, wyroby cukiernicze i ciastkarskie, zioła i ich przetwory, tłuszcze spożywcze, wyroby mieszane i wysoko przetworzone na bazie wyżej wymienionych surowców.
Pierwsze znaki przyznane zostały w ubiegłym roku podczas targów rolnych "Polagra". W branży mleczarskiej, mięsnej i tłuszczowej o znak ubiegać się mogą jedynie firmy, które wdrożyły już system HCCP, polegający na kontroli krytycznych punktów zagrożenia. Polskie prawo nie obliguje jeszcze firm polskich oraz działających na terenie Polski do wdrażania takiego systemu. Jak poinformował koordynator programu Wiesław Nogal, wiele małych przedsiębiorstw ma kłopoty z wdrożeniem systemu HCCP, głównie ze względu na wysokie koszty, jakie się z tym wiążą. Nogal zapewniał, iż znak "Dobra Polska Żywność" przydzielany jest wyłącznie produktom wytworzonym z polskich surowców. Jedynie dodatki, takie jak np. pieprz, mogą pochodzić spoza granic kraju. - Najbardziej wątpliwa sprawa jest jednak z rybami morskimi - przyznał Nogal. Przyjęto zasadę, iż mają być one łowione i przetwarzane przez polskie jednostki rybackie.
Przydzielanie znaku "DPŻ" nie jest ograniczone ze względu na pochodzenie kapitału zaangażowanego w wytworzenie danego produktu. Dlatego też takie znaki posiadają już produkty pochodzące z zakładów będących w posiadaniu amerykańskiego kapitału. Przedstawiciel ministerstwa rolnictwa tłumaczy, iż resort nie chciał uprawiać szowinizmu. - W tej chwili sytuacja się diametralnie zmieniła; to już nie jest polska marka - uważa prof. Anna Gronowska-Senger, wymieniając nazwy jeszcze do niedawna polskich firm, przejętych przez tzw. inwestorów zagranicznych. Jej zdaniem, polską żywnością winno nazywać się tylko wytwarzaną wyłącznie przez mniejszych producentów na poziomie rzemieślniczym, nie wielkoprzemysłowym. - Obecnie zmieniły się technologie i np. szynka szprycowana jest wodą, czego nie można powiedzieć o szynce wyprodukowanej przez rzemieślnika. W tej chwili płacimy za wodę - zwróciła uwagę profesor. Dostępna w rodzimych sklepach tzw. polska szynka nie różni się od np. duńskiej. Czego nie można powiedzieć o wiejskiej szynce wyprodukowanej przez drobnego rzemieślnika. System fiskalny nie promuje średnich i małych przedsiębiorstw. Pozwala natomiast przetrwać większym, o dużej produkcji i obrotach. Gronowska-Senger podkreślała, że polskie produkty mogą być wytwarzane jedynie na małą skalę, ponieważ wówczas zachowują swoje walory smakowe. - Nie mówmy o czymś, co jest robione częściowo w oparciu o surowce sprowadzane z zagranicy, że to jest polski produkt - powiedziała Gronowska-Senger. - Bo to nie jest polski produkt, tylko wyprodukowany w Polsce - dodała.
 


 
W dniu 8. lipca 2001r.
na dziedzińcu ministerstwa rolnictwa przy ul. Wspólnej w Warszawie
reklamowano produkty, 
którym Minister Rolnictwa przydzielił znak "Polska Dobra Żywność".
Zapewniano, że są to produkty "zdrowe" 
(cokolwiek miałoby to znaczyć) i bezpieczne.
Nie przedstawiono przy tym żadnych dowodów popierających te stwierdzenia.
Premier J. Buzek poparł swoim autorytetem spożywanie jaj smażonych na boczku,
zaś minister rolnictwa A. Balazs zachęcał do konsumpcji 
pieczonej peklowanej golonki,
a nadto chwalił tradycyjną technologię produkcji "szynki babuni".
Nauki medyczne reprezentował zespół pogotowia ratunkowego (za bramą).


ŻYWIENIE A RAK

ŻYWNOŚĆ TRANSGENICZNA
 (ŻYWNOŚĆ GENETYCZNIE ZMODYFIKOWANA)

 


 
Warszawa, 2001.09.19

PIENIĄDZE NA BSE

    Trudna sytuacja w jakiej znalazły się finanse państwa oraz wymagania Unii Europejskiej odnośnie BSE, których spełnienie warunkuje możliwość prowadzenia bieżącego eksportu naszego bydła i wołowiny na rynki zachodnie, spowodowało konieczność wdrożenia wymagań unijnych w ramach środków będących w dyspozycji resortu rolnictwa. Chodzi mianowicie o pokrycie kosztów badań polskiego bydła w wieku powyżej 24 miesięcy pod kątem wykrycia gąbczastej encefalopatii bydła (BSE). Opracowany w ramach działalności powołanego przez Premiera RP zespołu do spraw oceny ryzyka występowania BSE w Polsce program badań, którego wariant wiążący się ze stopniem narastania ryzyka, w związku z rozszerzaniem się BSE na nowe obszary Europy zakładał, że poczynając od 1 września 2001r. wszystkie ubijane bydło w wieku powyżej 24 miesięcy będzie objęte badaniami. Uruchomiono 5 laboratoriów oraz wybrano odpowiednie testy do ich wykonania.
   Uwzględniając zmniejszenie w ostatnich miesiącach liczby rzeźni bydła, które posiadają warunki do oddzielania materiału wysokiego ryzyka związanego z BSE, a tym samym mają prawo do uboju bydła (1562 w marcu w porównaniu z 791 w lipcu), co obniżyło koszty dowożenia prób do laboratoriów przyjęto, że koszt badań wykonanych w miesiącach od października do końca grudnia wyniesie 13.855.000 zł. W wyniku powyższej oceny oraz biorąc pod uwagę niezwykle istotne dla realizacji naszego eksportu wdrożenie tego programu przeznaczyć wyżej wymienioną kwotę z rezerwy celowej określonej w ustawie budżetowej na 2001r., przeznaczonej na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt i będącej w dyspozycji resortu rolnictwa.
    Od 1 października do 31 grudnia 2001 r. przebadane zostaną wszystkie sztuki ubijanego bydła w wieku powyżej 24 miesięcy. Szacuje się, że badaniami zostanie objęte ponad 90000 sztuk zwierząt. Ponadto, zgodnie z aktualnie realizowanym programem, badaniami są objęte wszystkie sztuki bydła importowanego oraz zwierzęta padłe. Jednocześnie, wobec braku systemu identyfikacji zwierząt oraz braku systemu ubezpieczeń zwierząt gospodarskich, polecono Głównemu Lekarzowi Weterynarii podjęcie niezbędnych działań w zakresie zwiększenia ilości badań sztuk bydła padłych w gospodarstwach. W ramach prowadzonego od początku roku monitoringu (badano 3% bydła ubijanego powyżej 30 miesięcy) wykonano ponad 10000 badań w kierunku BSE - wszystkie z wynikiem ujemnym.
   Obecne rozszerzone badania wykonywane będą w utworzonych w tym celu laboratoriach specjalistycznych do wykrywania BSE działających przy wojewódzkich inspektoratach weterynarii w województwach: dolnośląskim, małopolskim, mazowieckim i pomorskim oraz w laboratorium Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Zakupu testów diagnostycznych do przeprowadzenia przez laboratoria omawianych badań w wyznaczonych regionach kraju dokonają wojewódzkie inspektoraty weterynarii z wymienionych województw. Cena jednostkowa testu diagnostycznego "Bio-Rad" wynosi 95.92 zł. za 1 szt. Koszty dowozu szacuje się na 2.766.000 zł. W podanej kwocie na omawiane badania zostały ujęte również koszty utylizacji materiału zakaźnego powstałego po przeprowadzeniu badań laboratoryjnych.
   Niezależnie od wyżej wspomnianych czynności, które mają zapewnić kontynuację naszego eksportu, prowadzone są działania zmierzające do restrukturyzacji i modernizacji przemysłu utylizacyjnego w Polsce, który to program został ostatnio zatwierdzony przez Kierownictwo Resortu oraz dostosowywanie przepisów prawa unijnego w zakresie zarówno żywienia zwierząt (zakaz podawania przeżuwaczom białka ssaków) jak i metod uboju i zagospodarowania materiału specjalnego ryzyka. W chwili obecnej wyizolowany w rzeźniach materiał wysokiego ryzyka jest utylizowany (przerabiany na mączkę mięsno-kostną ) w 9 zakładach utylizacyjnych, a następnie spalany w 3 wyznaczonych zakładach (2 cementownie i 1 zakład chemiczny ze złożem fluidalnym).
   Sprawy te były przedmiotem obrad posiedzenia Ministrów Rolnictwa krajów CEFTA, które odbyło się 13 września 2001r. w Bratysławie na których uczestniczyłem. Obecny tam Komisarz Unii Europejskiej D. Byrne, podkreślił, iż kraje które na bieżąco wdrażają przepisy UE dotyczące BSE (badania, segregacja odpadów, żywienie zwierząt), mają prawo do końca tego roku wystąpić z wnioskiem o zmianę dotychczasowej klasyfikacji. Wola w tym zakresie znalazła się we Wspólnej Deklaracji Ministrów Rolnictwa Państw CEFTA.

Robert Gmyrek
Sekretarz Stanu w MRiRW
Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Żywności
 


 

Polska Agencja Prasowa, 19. lutego 2002

Komisja: Polska niezdolna do wykrywania i zapobiegania BSE

Większość krajów kandydujących do UE, w tym Polska, była jesienią ub. roku niezdolna do wykrywania choroby szalonych krów (BSE) i zapobiegania jej rozprzestrzenianiu się - wynika z dokumentu Komisji Europejskiej. Są to - wg noty informacyjnej Komisji - wstępne wnioski z raportów sporządzonych przez uczestników inspekcji przeprowadzonych w ostatnich miesiącach 2001 roku w dziewięciu spośród dwunastu krajów kandydujących, w tym pod koniec października w Polsce.

     "Wstępne rezultaty tych inspekcji wskazują na problemy w kluczowych sprawach, na przykład na niedostateczną liczbę próbek pobieranych spośród padniętych sztuk bydła i niedostateczną kontrolę zakazu karmienia zwierząt paszami (zawierającymi mączki mięsno-kostne)" - czytamy w nocie, do której uzyskali dostęp polscy dziennikarze.

     "Prowadzi to do nieuchronnego wniosku, że obowiązujące przepisy i ich wdrożenie w większości krajów poddanych inspekcji nie są wystarczające, żeby wykrywać BSE ani żeby zapobiegać jej mnożeniu się. Dlatego niezbędne są znaczące wysiłki, aby poprawić sytuację, zwłaszcza w Polsce i Rumunii, gdzie sytuacja jest najpoważniejsza" - napisano w cytowanej nocie.

     Przedmiotem "szczególnej troski" unijnych inspektorów jest brak należytego systemu identyfikacji bydła w Polsce i Rumunii - czytamy w nocie. Jej autorzy podkreślają, że "niezawodne i dobrze funkcjonujące systemy identyfikacji są warunkiem wstępnym skutecznej kontroli BSE, zarówno w celu monitoringu jak i jej wyeliminowania".

     Eksperci unijni uważają, że "trzeba starannie zbadać sytuację w imporcie żywego bydła, gdyż od zeszłej jesieni kraje eksportujące je do UE muszą wydawać certyfikaty gwarantujące, że zwierzęta są zidentyfikowane i że można prześledzić ich pochodzenie".

     Wg autorów noty, większość kandydatów ma nadal problemy z oddzielaniem od mięsa tzw. materiałów ryzyka, zwłaszcza kręgosłupa, nawet jeżeli oficjalnie wprowadzili wymóg ich usuwania. Jeszcze większe trudności są z utylizacją odpadów zwierzęcych i z egzekwowaniem zakazu karmienia bydła paszami z mączką mięsno-kostną, zwłaszcza że w części z nich, w tym w Polsce, nie ma zakazu karmienia nimi innych gatunków zwierząt (świń i drobiu). "W Polsce, Estonii, na Łotwie, Litwie, Malcie w Bułgarii i Rumunii nie ma zakładów utylizacji odpadów spełniających wymogi UE lub też większość tych zakładów jest przestarzała. Co najmniej kilka z tych krajów będzie miało problemy ze spełnieniem tych wymogów do czasu przystąpienia do Unii" - czytamy w nocie.

     Poza tym w większości tych krajów pojawiłyby się dodatkowe problemy, gdyby Unia zdecydowała się na stałe zakazać stosowania białek zwierzęcych w paszach dla zwierząt hodowlanych - uważają specjaliści z unijnego Urzędu ds. Żywności i Weterynarii (FVO) w Dublinie, który koordynuje inspekcje przeprowadzane przez unijnych ekspertów od weterynarii.

     Rzeczniczka komisarza ds. ochrony zdrowia i konsumentów Beate Gminder powiedziała we wtorek PAP, że raport o Polsce ma charakter wstępny i zostanie opublikowany po uwzględnieniu polskich wyjaśnień do tej wstępnej wersji.

     "Wasz minister rolnictwa (Jarosław Kalinowski) zapewnił komisarza w poniedziałkowej rozmowie, że prześle odpowiedź w najbliższym czasie. Poinformował też, że od października wiele się zmieniło, więc czekamy z publikacją raportu o Polsce na polskie wyjaśnienia" - oświadczyła Gminder.


 
 
Polska Agencja Prasowa 9. maja 2002r. 

Około 30 proc. sprzedawanej wołowiny pochodzi z szarej strefy

Około 30 proc. sprzedawanej w Polsce wołowiny pochodzi z szarej strefy. Stwarza to dla konsumentów groźbę zarażenia się chorobą wściekłych krów - ocenia Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa. 

     "Inspekcja Weterynaryjna, Sanitarna oraz Handlowa współdziałając z odpowiednimi organami odpowiedzialnymi za egzekwowanie prawa powinny wyeliminować działające w szarej strefie ubojnie bydła" - napisano w przesłanym PAP oświadczeniu. 

     Bydło w takich ubojniach nie jest badane weterynaryjnie. Według związku, powinno się przyspieszyć prace nad systemem pełnej identyfikacji zwierząt (IACS). 

     "Jedynym z najbardziej wiarygodnych czynników, który zapewnia zachowanie wszelkich procedur związanych z zabezpieczeniem konsumenta przed ryzykiem zakażenia się chorobą BSE, jest posiadanie przez zakład uprawnień eksportowych do krajów Unii Europejskiej" - uważają członkowie związku. 

     Ich zdaniem wykrycie w Polsce choroby szalonych krów spowoduje dalsze zmniejszenie i tak już ograniczonego eksportu wołowiny. 

     "Już pięć państw, w tym również nasz największy odbiorca - Rosja, wstrzymało import polskiej wołowiny" - napisano w oświadczeniu. 

     Związek uważa również, że powinno się przywrócić powszechny obowiązek ubezpieczania zwierząt, dzięki któremu martwe zwierzęta byłyby utylizowane w zakładzie do tego przystosowanym. 

     "Niezależnie od zasięgu obowiązkowych badań, koszty tych badań, wywołane koniecznością ochrony zdrowia ludzi i zwierząt, jak również utylizacja materiałów szczególnego i wysokiego ryzyka muszą być finansowane ze środków publicznych" - napisano w oświadczeniu. 

     Pierwszy przypadek zakażenia BSE w kraju stwierdzono w Małopolsce u krowy, która trafiła do ubojni w Mochnaczce Wyżnej koło Krynicy (Małopolska). Potwierdziły to badania laboratoryjne wykonane 2 maja w Krakowie i 3 maja w Instytucie Weterynarii w Puławach.


 

POLSKA AGENCJA PRASOWA 16. maja 2002r.

Gutowski: zamknięcie granic przed polską wołowiną to odwet

Zamknięcie granic przed Polską wołowiną jest robione w odwecie za to, że nasz kraj zamykał swoje granice przed wołowiną z tych państw, w których wykryto przypadki BSE - ocenił w środę wiceminister rolnictwa Kazimierz Gutowski. 

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa Gutowski powiedział, że wyjaśniane są pewne wątpliwości dotyczące świadectwa pochodzenia chorej krowy. "Do tych świadectw każdy ma dostęp" - zaznaczył. 

Wiceminister poinformował, że będą zaostrzane przepisy dotyczące świadectw pochodzenia, po to, żeby ich wiarygodność nie budziła wątpliwości. 

Według Gutowskiego, od czasu wykrycia w Polsce przypadku BSE popyt na wołowinę zmniejszył się 5-6 razy. 

Członkowie komisji rolnictwa zażądali od ministerstwa przedstawienia dokładnych informacji na temat dochodzenia w sprawie chorej krowy oraz strategii ministerstwa dotyczącej działań na rzecz poprawy sytuacji na rynku wołowiny. 

Gutowski poinformował, że przedstawi sprawozdanie na ten temat podczas następnego posiedzenia Komisji Rolnictwa. 

Posłowie pytali wiceministra, czy krowa pochodziła zza naszej południowej granicy. Nie uzyskali jednak odpowiedzi na to pytanie. 

Gutowski powiedział, że import wołowiny w tym roku będzie niewielki, m.in. w wyniku spadku krajowego popytu. Zwiększy się natomiast jej eksport. 

Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa ocenia natomiast, że wykrycie w naszym kraju choroby BSE spowoduje dalsze zmniejszenie eksportu wołowiny. 

Komisja zajmowała się również propozycjami zmian w ustawie o zalesianiu gruntów rolnych. Posłowie dyskutowali nad możliwością zalesiania gruntów przez spółdzielnie rolnicze. Zdania na ten temat były podzielone nawet wśród członków SLD.

Krowa zarażona BSE pochodziła z Rzepiennika Strzyżewskiego

Badania genetyczne wykazały, że krowa zarażona BSE oraz jej matka i dwie inne sztuki bydła z nią spokrewnione pochodziły z Rzepiennika Strzyżewskiego (Małopolska) - powiedział PAP rzecznik starosty tarnowskiego, Jerzy Pilch. 

"Kod genetyczny wyizolowany z mózgu zarażonej krowy był zgodny z kodem genetycznym krowy zlokalizowanej w jednym z gospodarstw w Rzepienniku Strzyżewskim. Nie jest to gospodarstwo pana Michała Bajorka, lecz zupełnie innego rolnika" - zaznaczył rzecznik starosty tarnowskiego. 

Wcześniej wysuwane były sugestie, że chora krowa pochodziła z gospodarstwa Michała Bajorka. 

Rzecznik dodał, że oprócz matki zarażonej krowy odnaleziono także dwie inne sztuki bydła z nią spokrewnione. Są to jej siostry. Wszystkie trzy zwierzęta mają być uśpione, a ich mózgi przebadane pod kątem obecności prionów białkowych wywołujących BSE.

W Polsce spada spożycie wołowiny po wykryciu BSE

Polski Związek Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa ocenia, że wykrycie w naszym kraju choroby BSE spowoduje dalsze zmniejszenie eksportu wołowiny, a także obniżenie konsumpcji tego mięsa. 

"Spadek ten można przewidywać w związku z tym, że już osiem państw w tym również nasz największy odbiorca Rosja, wstrzymały import polskiej wołowiny" - powiedział podczas środowej konferencji Stanisław Zięba, sekretarz generalny Związku. 

Na początku maja służby weterynaryjne wykryły w Małopolsce pierwszy w Polsce przypadek tzw. choroby szalonych krów (BSE). Związek ocenia, że po tym incydencie ceny wołowiny spadły o ok. 10 proc. 

"W Polsce groźniejsze jednak od BSE jest wieloletnie lekceważenie zasad ochrony konsumentów i ich bezpieczeństwa zdrowotnego" - powiedział Zięba. 

Jego zdaniem przyczynił się do tego brak wiarygodnego systemu rejestracji i identyfikacji zwierząt, a także fałszowanie dokumentów pochodzenia bydła i świadectw kontroli weterynaryjnej. 

"Tolerowane są także prymitywne, nielegalne ubojnie i handel mięsem niewiadomego pochodzenia na targowiskach i bazarach" - powiedział Zięba. 

Związek apeluje, aby konsumenci byli bardziej ostrożni przy zakupie mięsa i sprawdzali jego pochodzenie. "Jedyne bezpieczne mięso wołowe pochodzi z zakładów, które stosują wszystkie procedury profilaktyki BSE" - powiedział Zięba. Według niego nadzór Głównego Lekarza Weterynarii nad bazarami i targowiskami praktycznie nie istnieje. 

Negatywnym zjawiskiem jest również przemyt bydła, głównie ze Słowacji, skąd krowy są przepędzane przez tzw. zieloną granicę. 

Związek uważa, że ministerstwo rolnictwa powinno jak najszybciej wydać rozporządzenia wykonawcze do ustawy weterynaryjnej. Te rozporządzenia będą regulowały przetwórstwo i sprzedaż mięsa oraz jego produktów. 

Mięso i jego produkty muszą być oznakowane - z jakiej ubojni i jakiego zakładu pochodzą. 

Związek ocenia, że prawie 50 proc. zakładów mięsnych zarejestrowanych w Polsce zostało sklasyfikowanych w kategorii C, czyli ostatniej z możliwych grup przystosowania do warunków Unii Europejskiej. 

Obecnie w Polsce sprzedawana jest prawie wyłącznie krajowa wołowina. Import tego mięsa jest prawie równy zeru.

Związek ocenia również, że Agencja Rynku Rolnego przedwcześnie zaangażowała duże środki budżetowe i wprowadziła interwencyjny skup mięsa, a jednocześnie nie zapewniła dopłat do eksportu.
 


 
 
Polska Agencja Prasowa, 19. maja 2002r.

Dwie osoby z możliwymi objawami choroby Creutzfeldta-Jacoba

W łódzkim szpitalu badane są 15- i 17-latka, u których występują objawy neurologiczne przypominające objawy choroby Creutzfeldta-Jakoba - poinformował PAP prof. Paweł Liberski, specjalista w dziedzinie chorób wywoływanych przez priony. 

W sobotę "Dziennik Łódzki-Wiadomości Dnia" podał, że w łódzkim szpitalu im. Biegańskiego przebywa 15-letnia dziewczyna z Poddębic, która jest podejrzewana o zakażenie chorobą Creutzfeldta-Jakoba. Według gazety, w piątek pacjentka przeszła badania w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. 

Choroba Creutzfeldta-Jakoba może być powiązana z BSE, czyli chorobą szalonych krów. W Polsce pierwszy przypadek krowy zakażonej BSE wykryto na początku maja. 

Jak poinformował w sobotę PAP prof. Liberski z łódzkiej Akademii Medycznej, badane są dwie dziewczyny. Według niego, na razie nie można dokładnie ocenić na co chorują, bo objawy wielu chorób neurologicznych podobne są do objawów choroby Creutzfeldta-Jakoba. 

"Znam wiele takich przypadków. Dlatego, zanim nie przeprowadzi się szczegółowych badań, nie da się kategorycznie stwierdzić czy obie kobiety zakażone są C-J. Nie można jednak tego wykluczyć" - powiedział. 

Jednak jego zdaniem jest nieprawdopodobne, aby w obu tych przypadkach doszło do zakażenia chorobą Creutzfeldta-Jakoba. "Tym bardziej, że obie dziewczyny nigdy nie wyjeżdżały poza granicę naszego kraju. A przecież choroba Creutzfeldta-Jakoba rozwija się co najmniej 10 lat, a wtedy w Polsce nikt jeszcze o BSE nie słyszał" - mówił profesor Liberski. 

Zaznaczył, że z pełną oceną sytuacji trzeba będzie poczekać jeszcze kilka dni, do uzyskania wyników badań, z których część robiona jest w ośrodku referencyjnym Unii Europejskiej w Wiedniu.

Polska Agencja Prasowa, 28. maja 2002r.

Liberski: rodziny zabroniły informowania o zdrowiu pacjentek

Wyniki badań pacjentek, u których podejrzewano odmianę choroby Creutzfeldta-Jakoba, nie będą podane do publicznej wiadomości - poinformował PAP szef Zakładu Biologii Molekularnej Akademii Medycznej w Łodzi prof. Paweł Liberski. 

Rodziny obu pacjentek nie wyraziły zgody na udzielanie informacji o stanie zdrowia nastolatek. "Ponieważ mają takie prawo, nie mogę podać żadnych wiadomości" - powiedział prof. Liberski, który jest specjalistą chorób prionowych. 

Dodał, że nie może podać nawet informacji o tym, kiedy będą znane wyniki badań. Zapytany przez PAP, czy zakaz udzielania informacji będzie obowiązywał również wówczas, gdyby u którejś z pacjentek stwierdzono odmianę chorobę Creutzfeldta-Jakoba, Liberski powiedział, że "wtedy lekarze będą rozważać, w jaki sposób poinformować opinię publiczną". 

Piętnastoletnia mieszkanka Poddębic trafiła do łódzkiego szpitala w kwietniu, siedemnastoletnia łodzianka - na początku maja. Początkowo u obu podejrzewano zapalenie mózgu, później nie wykluczano choroby Creutzfeldta-Jakoba. 

 Jedno z badań przeprowadzone w zakładzie biologii AM w Łodzi nie wykazało obecności białka prionów; w ośrodku referencyjnym w Wiedniu badany jest płyn mózgowo-rdzeniowy chorych dziewczyn. 

Według prof. Liberskiego, wyniki przeprowadzonych w Łodzi badań oznaczają, że obie pacjentki prawdopodobnie nie są chore na odzwierzęcy wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba. 

Przeprowadzane wcześniej przez łódzki sanepid badania wykluczyły u pacjentek odrę, opryszczkę i kleszczowe zapalenie mózgu.


Polska Agencja Prasowa, 3. czerwca 2002r.

Z Wiednia dotarły wyniki badań pacjentek z podejrzeniem CJD

Wyniki badań płynu mózgowo-rdzeniowego dwóch pacjentek, u których podejrzewano odmianę choroby Creutzfeldta-Jacoba nie dają jednoznacznej odpowiedzi, czy są one chore na CJD - dowiedziała się w piątek PAP.

Badania przeprowadzone zostały w ośrodku referencyjnym Unii Europejskiej w Wiedniu.

"Badania nie dają jednoznacznej odpowiedzi, czy to jest sporadyczny wariant choroby Creutzfeldta-Jacoba, a więc uwarunkowany genetycznie. Myślę jednak, że to nie jest choroba CJD" - powiedział w piątek PAP szef Zakładu Biologii Molekularnej Akademii Medycznej, specjalista chorób prionowych prof. Paweł Liberski.

Profesor nie chciał komentować wyników, ponieważ - jak stwierdził - "rodziny obu pacjentek nie wyraziły zgody na udzielanie informacji o stanie zdrowia nastolatek".

Wcześniej w łódzkiej AM zbadano migdałki chorych dziewczyn. Badania nie wykazały obecności prionów, a to - według Liberskiego - wyklucza odzwierzęcy wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba. Z kolei badania przeprowadzone w łódzkim sanepidzie wykluczyły u pacjentek odrę, opryszczkę i kleszczowe zapalenie mózgu.

Piętnastoletnia mieszkanka Poddębic trafiła do łódzkiego szpitala w kwietniu, siedemnastoletnia łodzianka - na początku maja. Początkowo u obu podejrzewano zapalenie mózgu, później nie wykluczano choroby Creutzfeldta-Jakoba.

Obie pacjentki nadal leżą w klinice chorób zakaźnych AM w Łodzi. Lekarze konsekwentnie odmawiają informacji na temat stanu zdrowia nastolatek.


 
 
 
ARTYKUŁ W KWARTALNIKU DLA LEKARZY 
"ALERGIA" 2002, 4 (15) 

Zbigniew Hałat
Wariant Choroby Creutzfeldta-Jakoba (vCJD) w kapsułce

pełny tekst artykułu


CHOROBY PRIONOWE W POLSCE
CZĘŚĆ II


CHOROBA CREUTZFELDTA - JAKOBA
INFORMACJE PODSTAWOWE
 

CHOROBY PRIONOWE

DANE LICZBOWE
i
KRYTERIA DIAGNOSTYCZNE
WARIANTU CHOROBY CREUTZFELDTA - JAKOBA
WIĄZANEGO Z GĄBCZASTYM ZWYRODNIENIEM MÓZGU BYDŁA

STANOWISKO STOWARZYSZENIA OCHRONY ZDROWIA KONSUMENTÓW
Z DNIA 25. LISTOPADA 2000r.
W SPRAWIE WARIANTU CHOROBY CREUTZFELDTA - JAKOBA
WIĄZANEGO Z GĄBCZASTYM ZWYRODNIENIEM MÓZGU BYDŁA
- "CHOROBĄ WŚCIEKŁYCH KRÓW"

ZARAŹLIWE GĄBCZASTE ZWYRODNIENIA MÓZGU - LITERATURA
 



Consumer Power
\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Siła Konsumenta
SIŁA KONSUMENTA

(..............................)
Alarm konsumencki
ALARM KONSUMENCKI



STOWARZYSZENIE
  OCHRONY
     ZDROWIA
       KONSUMENTÓW
STOWARZYSZENIE OCHRONY ZDROWIA KONSUMENTÓW
 




ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA