STRONA 
GŁÓWNA
DOMENY 
HALAT.PL



CEMI - ZEMI

Centrum Europejskiej Medycyny Integracji

Centre for European Medicine of Integration

Zentrum für Europäische Medizin der Integration

Centre pour la Médecine européen d'intégration

 


badanie
kurowanie
zapobieganie


CEMI-ZEMI

Wiedza naukowa zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa – czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik szkodliwy występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie potęgującymi niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za punkt wyjścia procesu diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z zasadą wyrażoną po łacinie słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS, czyli „gdy działa przyczyna, jest i skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie dzieje się bez przyczyny".

 QR code cemi-zemi.pl


 

Instytut Wody

Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji

Medyczne Centrum Konsumenta

Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji

Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Konsumentów

Zagrożenia Zdrowia 
w Polsce

3 Smoki

Zdrowy Polak

It is Europe that is sick, all Europe 
with the exception 
of Poland.
Neal Ascherson
 Scottish historian
Poland, Land of the Free
Poland
(in English)

Move for Health - Walk Poand

MOVE FOR HEALTH
WALK POLAND
GMO FREE LAND
NUKES FREE LAND
LAND OF THE FREE
***
Poles are fiercely independent
and stand up for their beliefs.
US Ambassador to Poland
Victor Ashe, Sept 24, 2008


WikiLeaks Hall of Shame

real + virtual = symbiotic space; the epidemiologist's view of the ACTA controversy: free entities appreciate symbiosis, parasites hate symbiosis - dr Halat

real  + virtual
= symbiotic space

the epidemiologist's view
of the ACTA controversy:
free entities appreciate symbiosis,
parasites hate symbiosis
- dr Halat

 Minister Boni Telling
Lies to Get ACTA Signed

Wizytówka



ALERGENY




KANCEROGENY



www.forum.halat.pl


QR code halat.pl
Szukaj na stronie
Szukaj
SLASK ŚLĄSK

Translate this page.
Share with others.

Śląsk
 

... in pago Silensi, vocabulo hoc a quodam monte nimis excelso et grandi olim isibi indito; et hic ob qualitatem suam et quantitatem, cum execranda gentilitas ibi veneraretur, ab incolis omnibus nimis honorabatur.
THIETMAR   A. D. 1017

... w kraju śląskim, który nazwę tę otrzymał niegdyś od pewnej wielkiej i bardzo wysokiej góry. Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy.


 
 

Czczono tam święty gaj lucus Zutiburc "gaj Świętybór": była to kraina między Świdnicą a Wrocławiem, w czasach Thietmara pagus, a zatem niewielki obszar dokoła jednego grodu. Nazwa Śląska, która już w XII w. obejmowała całą pd.-zach. rubież Polski, jest formą przymiotnikową (z przyrostkiem -sk) nazwy rzecznej Ślęża, w przekazie 1202 rzeka Slenze, która wpada niżej Wrocławia do Odry. Wywód: pień słow. ślęg "pełzać" - rzeka powolna; do tego gniazda należy Śląchwa, dopływ Warty i Ślina, dopływ Narwi. Góra Sobótka od tej rzeki nazywała się góra Ślęża, 1223 mons Sylencii. 

Mały Słownik Pochodzenie i znaczenie nazw geograficznych
Józef Staszewski, Wydanie trzecie, Wiedza Powszechna 1968


Samotna, pokryta ciemnym lasem, często spowita chmurami i mgłami, ściągająca liczne burze, od najdawniejszych czasów budziła strach i szacunek oraz kojarzyła się w umysłach ludzi z siedliskiem istot nadprzyrodzonych. Nazwa Góry Ślęży położonej w pobliżu Wrocławia (około 30 km w kierunku południowo-zachodnim) i przepływającej w pobliżu niej rzeczki Ślęży pochodzi od prastarego słowa ślągwa oznaczającego wilgotne zamglone powietrze. Ślągnąć znaczyło moknąć, nasiąknąć wilgocią, a prześlągły to samo co przemoknięty. Rzeczka Ślęża szeroko rozlewa się, ma bagniste i mokre brzegi, góra Ślęża zaś często osnuta jest mgłami, stąd też jej nazwa "mokra" czyli Ślęża. Od Ślęży wywodzi się również nazwa ludności - Ślężanie - zamieszkującej żyzne tereny nad rzeczką Ślężą. Od plemienia Ślężan przyjęła się nazwa całego kraju. Można więc przypuszczać, że Góra Ślęża, gdzie odbywały się praktyki religijne, związane z kultem słońca, musiała mieć znaczenie scalające dla całego Śląską. Płaski szczyt Góry Ślęży otoczony był potężnym wałem, z którego zachowały się resztki od strony południowej oraz drugi tzw. wał półksiężycowy, usytuowany mniej więcej w połowie wysokości zboczy. Wał ten szeroki w podstawie 5 m, zbudowany był z olbrzymich głazów i mniejszych kamieni, o konstrukcji luźnej, bez zaprawy, przysypany jedynie ziemią, piaskiem i żwirem. Z tym wielkim ośrodkiem kultowym związane były tzw. rzeźby ślężańskie wykonane w kamieniu, rozmieszczone w różnych punktach góry bądź w jej najbliższej okolicy.


 

STARA MAPA TAJEMNICZEJ KRAINY W ŚRODKU EUROPY,
KTÓRA SWĄ NAZWĘ PRZYBRAŁA OD
ŚWIĘTEJ GÓRY ŚLĘŻY
 
 

Uzyj strzalek klawiatury, aby obejrzec caly obraz * Use the keyboard arrows to scroll the view




Najstarsza cywilizacja Europy (4 800 - 4 600 przed Ch.)

na wschód od Limes Sorabicus - wyznaczonej po wielu tysiącleciach przez Niemców
granicy odzielającej ich od Słowian, następców Prasłowian autochtonicznej kultury łużyckiej.

najstarsza cywilizacja Europy 4 800 - 4 600 p. Ch.

 


 

28. LIPCA

DZIEŃ
ŚLĄSKA POLSKIEGO

OBCHODZONY
 W ROCZNICĘ ZGONU
NIEZŁOMNEGO POLAKA
BOLKA II,

o którym Długosz w swojej kronice napisał, że choć inni książęta śląscy zaparli się Ojczyzny
 - dając się zhołdować Janowi Luksemburskiemu,
 Niemcowi na tronie czeskim,  to on jeden
"nie dał się zwieść  do tego grzechu, oświadczał głośno,
że jest księciem polskim, a od jedności z Polską nigdy nie odstąpi"

28 VII 1368 ZMARŁ BOLKO II
POLSKI KSIĄŻĘ
ŚWIDNICKO - JAWORSKI
PIAST ŚLĄSKI
WNUK WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA
SYN SIOSTRY KAZIMIERZA WIELKIEGO
FUNDATOR ZAMKU NA GÓRZE ŚLĘŻY
 
 

Ulotka do pobrania/wydrukowania

   

Zaproszenie do udziału w Mszy Świętej
w Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady i Mądrości Serca
w Sulistrowiczkach u podnóża Góry Ślęży
29 lipca 2012r. o godz. 12.00
w intencji dawnego władcy Ziemi Ślężańskiej
polskiego księcia świdnicko – jaworskiego Bolka Drugiego
w 644. rocznicę zgonu

Mamy zaszczyt zaprosić do udziału w Mszy Świętej w intencji dawnego władcy Ziemi Ślężańskiej, polskiego księcia świdnicko – jaworskiego Bolka II, Piasta śląskiego, wnuka Władysława Łokietka, siostrzeńca Kazimierza Wielkiego, fundatora zamku na Górze Ślęży, o którym to władcy Długosz w swojej kronice napisał, że choć inni książęta śląscy zaparli się Ojczyzny - dając się zhołdować Janowi Luksemburskiemu, Niemcowi na tronie czeskim – to on jeden "nie dał się zwieść do tego grzechu, oświadczał głośno, że jest księciem polskim, a od jedności z Polską nigdy nie odstąpi".

W sztafecie dziejów książę Bolko II był kontynuatorem dzieła właściciela Góry Ślęży, budowniczego Polski, głównego doradcy Bolesława Krzywoustego i palatyna - Piotra Włosta z rodu Łabędziów - możnowładców plemienia Ślężan, dziedziców prastarej słowiańskiej tutaj obecności, sięgającej korzeniami do kultury łużyckiej i rozciągajacej się po Łabę, gdzie na wschód od wyznaczonej po wielu tysiącach lat przez Germanów granicy Słowian (limes Sorabicus) powstała najstarsza cywilizacja Europy z lat 4 600 - 4 800 przed nar. Chrystusa.

Zakończone 28 lipca 1368 roku życie księcia Bolka II zawierało ważne przesłanie dla dziesiątków pokoleń broniących polskości Śląska. Od nas, obecnie żyjących, zależy przyszłość Śląska Polskiego.

Msze Święte za duszę księcia Bolka II odprawiane są od 2007r. w Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady i Mądrości Serca w Sulistrowiczkach u podnóża Góry Ślęży w jedną z niedziel wkrótce po rocznicy zgonu Niezłomnego Polaka. Najbliższe nabożeństwo w odbędzie się 29 lipca 2012r. w 644. rocznicę zgonu księcia. Początek o godz. 12.00.

Sołtys
Wsi Sulistrowiczki
Marek Juraszek 
Kustosz 
Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej 
Dobrej Rady i Mądrości Serca
ks. prałat dr Ryszard Staszak 
Prezes
Towarzystwa Ślężańskiego
Sulistrowiczki–Wrocław–Warszawa
dr Zbigniew Hałat

Ulotka do pobrania/wydrukowania 

Zaproszenie do udziału w Mszy Świętej w Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady i Mądrości Serca w Sulistrowiczkach u podnóża Góry Ślęży 29 lipca 2012r. o godz. 12.00 w intencji dawnego władcy Ziemi Ślężańskiej polskiego księcia świdnicko – jaworskiego Bolka II

Po nabożeństwie w dniu 31. lipca 2011r.
Ośrodek Kultury w Chrześcijańskiej w Sulistrowiczkach gościł sympozjum popularno-naukowe
DZIEŃ ŚLĄSKA POLSKIEGO 2011
kluczowi mówcy:
prof. dr. hab. Tadeusz Marczak
"Walka o polskość Śląska trwa"
mgr Tadeusz Szczyrbak
"Aktualność idei 'Rodła' w XXI w."


Stanowisko Towarzystwa Ślężańskiego
ws stałego terminu nabożeństwa od roku 2011

Terminy nabożeństwa od roku 2011 i na lata kolejne ustalił za nas w lutym 2011r. Bundestag, ogłaszając 5. sierpnia dorocznym dniem wypędzonych - "Tag der Vertreibungen" wyznaczonym w rocznicę podpisania 5. sierpnia 1950r. "Die Charta der deutschen Heimatvertriebenen" haniebnej także ze względu na skład sygnatariuszy (m.in. Rudolf Wagner SS-Obersturmbannführer, Erik von Witzleben SS-Obersturmbannführer, Herbert von Bismarck (Pommersche LM), Waldemar Kraft ehem. Ehren-Hauptsturmführer der Allgemeinen SS, ehem. NSDAP-Mitglied, Gottlieb Leibbrandt ehem. Schulungsleiter für die NSDAP in Wien, pełna lista
tutaj), co podkreśla także niemiecka opozycja.

W lipcu roku 2007 mieliśmy zaszczyt poinformować wszystkich zainteresowanych, że po czterdziestu latach od pojawienia się zamysłu Towarzystwo Ślężańskie podjęło publiczne obchody DNIA ŚLĄSKA POLSKIEGO.

W następstwie gwałtownej degradacji naszego Państwa w latach 2007 - 2011 w kolebce polskiej państwowości - na Śląsku - postać księcia Bolka II nabrała szczególnego blasku i jej symbolika powinna stanowić antidotum na niemiecki rewizjonizm.

Dwieście lat panowania prusactwa na Śląsku (od podpisania 28. lipca 1742 w Berlinie traktatu zatwierdzającego iście bandycki zabór Śląska po rok 1945) to nikły ułamek tysiącleci prastarej słowiańskiej tutaj obecności, sięgającej korzeniami do kultury łużyckiej i rozciągajacej się po Łabę, na której to obszarze, na wschód od wyznaczonej przez po wielu tysiącach lat przez Germanów granicy Słowian (limes Sorabicus) odkopano pozostałości najstarszej cywilizacji Europy (z lat 4 600 - 4 800 przed narodzeniem Chrystusa.
Towarzystwo Ślężańskie

Jan Długosz Kronika Polski:
"Książęta polscy, dzierżący Śląsk na mocy prawa ojcowskiego dziedzictwa, sąsiadujący z Królestwem Czeskim (...) odpadli na rzecz Jana, króla czeskiego, wówczas zawziętego wroga Władysława, króla polskiego (...). Tylko Bolesław, dostojny książę świdnicki, syn książęcia Bernarda, brzydząc się tak nikczemnym odstępstwem, roztropnymi namowy odwodził od niego innych książąt śląskich i sam hojnymi obietnicami króla czeskiego nie dał się wciągnąć do tego grzechu; oświadczał głośno, że jest polskim księciem i że od jedności i całości Królestwa Polskiego nigdy nie odstąpi, a jak w ciągu życia, tak też i przy zgonie zaklinał braci, krewnych swoich i bratanków, żeby nie zezwalali na taki rozdział i odłączenie."
Witold Papierniak
Opis zabytków Krzeszowa – rozdziały 5 - 8
Mauzoleum Piastów i pozostałe ważne zabytki


Podział Śląska w XXI wieku
Śląsk Polski: Województwo Dolnośląskie, Opolskie i Śląskie
Śląsk Czeski: Moravskoslezský kraj (część), okres Jesenik
Śląsk Niemiecki: Niederschlesischer Oberlausitzkreis
 (do 1. sierpnia 2008, obecnie Landkreis Goerlitz)


 


 

Granice prasłowiańskiego Śląska ulegały częstym zmianom. W skład monarchii Henryka Brodatego obok całego Śląska wchodziła także Wielkopolska, Ziemia Krakowska, Sandomierska i Lubuska. W XXI wieku znaczna część Ziemi Lubuskiej to niemiecka Brandenburgia – kraina słowiańskich mogił.

Podczas II wojny światowej został zabity co piąty obywatel Polski, w 88% byli to bezbronni cywile.  W wyniku połączonej napaści państwa niemieckiego i sowieckiego Polska straciła co trzeciego obywatela, a bilans utraconej i uzyskanej powierzchni kraju wykazał w roku 1945 stratę jednej piątej naszego terytorium w stosunku do stanu sprzed agresji zbrodniczych potęg.

Szanując werdykty historii, w XXI wieku po ziemie utracone rąk nie wyciągamy.
Podpalaczy świata prosimy o to samo. Ojczyzny Polakom nie odbiorą ani ludobójcze wojny, ani oszukańcze traktaty, ani skryte kolonizacyjne akcje.

W XXI wieku Śląsk Polski jest domem co czwartego Polaka.

Cudzej ziemi nie chcemy, swojej nie oddamy.



 

Woda jako żywioł i główny składnik istot żywych nie znajduje sobie równych na tej ziemi. 

Naszym najbardziej imponującym pomnikiem wody jest nazwa Śląska pochodząca od świętej góry Prasłowian – Ślęży, czyli mokrej. 

Wybitny znawca archeologii Ślęży, prof. Grzegorz Domański, zwraca uwagę na możliwość łączenia nazwy góry związanej z wodą, sławnej rzeźby postaci z rybą i odkrytego w 1993r. grodu na wschodnich zboczach prawdopodobnie poświęconego Ślężowi - słowiańskiemu bóstwu wody. 

Prof. Witold Hensel w dziele "Polska Starożytna" (Ossolineum 1980) podaje, że różne znaleziska ze Śląska dowodzą,  iż kult źródeł wodnych utrzymywał się tam poczynając od neolitu. Podkreśla, że badania w Biskupinie (odkryty jesienią 1933r. przez prof. Józefa Kostrzewskiego na półwyspie jeziora biskupińskiego gród kultury łużyckiej Prasłowian) ujawniły oddawanie przez jego mieszkańców czci źródłom wody, "którzy wody w jeziorze mieli w bród, zdawali sobie sprawę z wartości pitnej czystej wody źródlanej. W tej materii kontynuowano niewątpliwie wcześniejsze tradycje. (...) Kult wody (jezior, rzek oraz źródeł) istniał i później na ziemiach polskich." 


 
 

Poniżęj współczesny widok 
"Świętego Źródełka"  tuż pod szczytem Ślęży
- miejsca kultu w starożytności


 
 


 
 

 Leśne źródło i miejsce podmokłe, czyli ślęg,
łatwo spotkać w ślężańskich ostępach
 

 


 
 

 
Łącznikiem Ślęży z medycyną jest pierwszy polski lekarz, a przy tym pierwszy kanonizowany Polak, którym był            św. Andrzej Świerad (Andreas Zoeradus, Zorardus, Sveread, Svorad, Sourad - patron Słowacji i Węgier) działający w czasach Bolesława Chrobrego w ziemi Ślężan pod Górą Sobótką w eremie nad brzegiem rzeki Oława (wg. OFFICIA PROPRIA. DIECEZIUM POLONIAE: ...in terra Silesianorum apud montem Sobótka in eremo ad ripam fluuri Oława...). 

II Międzynarodowe Targi
GEOLOGIA 2004 SPRZĘT - TECHNIKA - MYŚL
26 i 27 maja 2004, Pałac Kultury i Nauki, Warszawa

Jedyne w Polsce targi 

  • poświęcone geologii i ochronie środowiska
  •   

    informacja na serwerze Państwowego Instytutu Geologicznego

    Konferencja Państwowego Instytutu Geologicznego 
    "Woda - surowiec XXI wieku" 


     
     
     
    Przeszłość Ślęży, Ziemi Ślężańskiej, Śląska 
    i innych ziem Słowian Zachodnich
     

    400 mln
    Kaledońskie ruchy górotwórcze
    Powstanie wyniosłości Ślęży

    300 mln
    Hercyńskie ruchy górotwórcze
    Obniżenie otoczenia (dzisiejszej równiny wrocławskiej)

    600 000 - 8 000
    Kolejne okresy epoki lodowcowej (plejstocen),
    przedzielone okresami międzylodowcowymi
    Wierzchołek Ślęży wystaje 200 m ponad otaczający go lądolód skandynawski

    500 000
    Wyroby z krzemienia wykonane przez Homo erectus erectus
    człowieka wyprostowanego
    (poprzednika Homo sapiens, człowieka myślącego)
    na Winnej Górze w Trzebnicy i w okolicach Ruska k/Strzegomia

    230 000 - 190 000
    Epoka międzylodowcowa Mindel-Riss
    Pierwsze gromady ludzkie na ziemiach polskich
    - koczownicy  kultury klaktońskiej

    120 000
    Fragment kości konia odkryty w Sulistrowiczkach
    Odkrycie zabytków krzemiennych,
    np. tłuków pięściowych zwężonych ku  jednemu końcowi,
    potwierdziłoby pobyt myśliwych związanych z przemysłem mustierskim
    (nazwa od miejscowości Le Moustier, Francja)

    100 000 - 7 000
    paleolit
    Gromady myśliwych i zbieraczy kultury aszelskiej
    (nazwa od miejscowości Saint Auchel, Francja)
     Pierwsi osadnicy na terenie Śląska

    12 000 - 10 000
    paleolit
    Ślady pobytu myśliwych w Grodziszczu (Góry Kiełczyńskie)

    mapa 1

    7 000 - 4 000
    mezolit
    W miarę cofania się lodowca i ocieplania klimatu
    napływ ludów kultury tardenoaskiej (z południa) i kultury północnej.
     

    4 800- 4 600
    Na obszarach Europy Środkowej,
    które po napływie Indoeuropejczyków
    stały się kolebką Słowiańszczyzny
    w szerokim pasie od zachodu stykającym się 
    z wyznaczoną po wielu tysiącach lat
    przez Germanów granicą Słowian
    (limes Sorabicus)
    pojawia się najstarsza cywilizacja Europy.
    Dotychczas ujawniono opinii publicznej
    odkopanie przełomowych znalezisk 
    na terenie obecnej Saksonii:

    Gosiek (hornjoserb. Gosjek, niem. Goseck)
    - obserwatorium Słońca

    Tradycje polskiej medycyny integracyjnej

    Część I/A


    Ślęża, słowiański Olimp, góruje nad żyzną równiną rozciągającą się pomiędzy Wrocławiem a Świdnicą, jest najwyższym szczytem od Sudetów po Ural na wschodzie, a nadto znajduje się na obszarze najstarszej cywilizacji Europy sięgającej w kierunku zachodnim do miejscowości Gosiek nad Soławą w krainie Serbów, czyli Regio Surbi zgodnie z nazewnictwem pierwszych opisów historycznych Geografa Bawarskiego (obecnie Goseck an der Saale in Sachsen-Anhalt, Bundesrepublik Deutchschland, czyli w obowiązujących prawnie językach autochtonicznej ludności serbołużyckiej - hornjoserbsce: Saksko-Anhaltska, Zwězkowa republika Nimska, dolnoserbski: Sakska-Anhaltska, Zwjazkowa republika Němska). Limes sorabicus, przez samych Germanów wyznaczona granica Słowian, po stronie Słowian pozostawiała Gosiek oraz inne lokalizacje najstarszej cywilizacji Europy, jak  Ajtra (Aythra)  w mieście Lipsk (niem. Leipzig) i Nikur (Nickern) w mieście Drezno (hornjoserb. Drježdźany, obecnie niem. Dresden).


    W roku 1991 zdjęcia lotnicze okolic Gosieku pozwoliły wykryć na tamtejszym niewielkim wzniesieniu pogórza Harzu pozostałości kolistego obiektu otoczonego rowem o średnicy 75 m. Po rekonstrukcji wykopalisk wykazano, że było to obserwatorium astronomiczne najstarsze na świecie z dotychczas odkopanych. Powstałe ok. 5 000 lat przed narodzeniem Chrystusa obserwatorium astronomiczne w Gosieku jest starsze o 4 300 lat od Polskich Pompejów – Biskupina, grodu prasłowiańskiej kultury łużyckiej i o 2 000 lat od brytyjskiego Stonehenge.

    Obserwatorium składało się z czterech koncentrycznych budowli: wału, rowu i dwóch drewnianych palisad wysokości człowieka. W palisadach istniały trzy pary bramy: północna, południowo-wschodnia i południowo-zachodnia. W dniu przesilenia zimowego (najkrótszy dzień roku 21 – 22 grudnia, po którym następuje prasłowiańskie Godowe Święto, Szczodre Gody, Święto Zimowego Staniasłońca)  człowiek stojący w środku obserwatorium mógł obserwować wschód Słońca przez bramę południowo-wschodnią i zachód Słońca przez bramę południowo-zachodnią. Obie te bramy wobec siebie są zlokalizowane pod kątem ok. 100 stopni.

    W 2001r. wyrwano z rąk złodziei miedziany dysk ze złotymi intarsjami przedstawiającymi ciała niebieskie: słońce, księżyc i gwiazdy oraz dwa przeciwstawne łuki na brzegach dysku. Kąt pomiędzy najniższymi punktami obydwu łuków wynosi 97,5 stopnia i odpowiada położeniu Słońca w epoce brązu w czasie przesilenia zimowego na 51 stopniu szerokości geograficznej północnej. Dysk ten znaleźli złodzieje wykopalisk w 1999r. na terenie eksploracji archeologicznej otaczającym koncentrycznie szczyt wysokiej na 252 m n. p. m. Góry Środkowej (niem. Mittelberg, Ziegelroda Forst) na 51 stopniu szerokości geograficznej północnej pod miasteczkiem Nebra. Miejscowości Gosiek i Nebra dzieli odległość ok. 25 kilometrów. Obrazujący niebo dysk z Nebry (Nebra sky disk, Himmelsscheibe von Nebra) pochodzi z XVI wieku przed narodzeniem Chrystusa, jest dziełem kultury unietyckiej bezpośredniej pooprzedniczki kultury przedłużyckiej,  z której to powstała kultura łużycka Prasłowian. Odstęp czasu pomiędzy założeniem najstarszego z dotychczas odkrytych na świecie obserwatorium astronomicznego a wykonaniem klucza do obserwacji ruchu ciał niebieskich w postaci obrazującego niebo dysku z Nebry sięga 3,5 tysiąca lat i dowodzi ciągłości i wyjątkowego zawansowania autochtonicznej kultury łużyckiej.

    dr Zbigniew Hałat


    udostępnione do zwiedzana

    Ajtra (Aythra) 
    w mieście Lipsk (niem. Leipzig)

    Nikur (Nickern) 
    w mieście Drezno (hornjoserb. Drježdźany, niem. Dresden)


    (
    (uzupełnienia w kolorze czerwonym naniesione na fragment  mapy z podręcznika:
    Richard Suchenwirth, "Deutsche Geschichte", Lipsk 1937)
     

    4 500
    mezolit
    Najstarsze szczątki ludzkie na Śląsku w Tyńcu n/Ślęzą
    należą do kultury północnej.
    Pochowanego w grobie szkieletowym człowieka
    wyposażono w motykę z rogu jelenia,
    co uznaje się za najstarsze świadectwo wiary w życie pozagrobowe

    4 000  - 1 800
    neolit
    Kultura ceramiki wstęgowej
    Napływ plemion naddunajskich niosący kulturę,
    której źródła sięgają Bliskiego Wschodu.
    Nasilone  osadnictwo, rolnictwo, hodowla, tkactwo, garncarstwo, kamieniarstwo.
    Osady ludności  kultury ceramiki wstęgowej odkryto w Starym Zamku.
    Kult Wielkiej Matki, grzebanie zmarłych w pozycji embrionalnej.

    3 500
    Kultura lendzielska
    Z południa napływa druga fala naddunajskich plemion neolitycznych,
    które zasiedlają obszary zajęte przez  plemiona kultur wstęgowych.
    W Dobkowicach i Jordanowie Śl. odkryto ozdoby i narzędzia miedziane.

    3 500 -  3000
    Kultura pucharów lejowatych (północna)
    Na Jańskiej Górze kamieniołomy serpentynitu ,
    który służył do wyrobu na dużą skalę typowych śląskich toporów.
    W ok. Jordanowa kamieniołomy nefrytu
    do wyrobu narzędzi gładzonych.
    Kult płodności i kult sił przyrody

    2 500
    Kultura amfor kulistych
    Osady na północno-zachodnim stoku Ślęży; nasilony handel:
    ozdoby z bursztynu w Strachowie,
    siekierki z przywiezione z Krzemionek Opatowskich

    mapa 2

    2 000
    Kultura ceramiki sznurowej
    Napływ przodków Indoeuropejczyków, w tym przyszłych  Słowian
    - wojowniczych gromad pasterzy uzbrojonych w topory bojowe.
    Naczynia gliniane przytraczali do pasa sznurami.
    Odcisk sznura na ceramice stał się wyróżniającym elementem tej kultury.


    Profesor Józef Kostrzewski
    najbardziej wybitny polski archeolog
    odkrywca prasłowiańskiego Biskupina
    tak opisuje ten okres naszych pradziejów:

    Wędrówkom ludów koczowniczo-myśliwskich w III okresie neolitu sprzyjał panujący wówczas suchy i ciepły klimat subborealny, powodujący wysychanie lasów i rozszerzanie się stepu na znaczną część wschodniej i środkowej Europy. Do dzisiaj zachowały się różne pozostałości szczątkowe klimatu stepowego wśród rosnących u nas roślin, np. miłek wiosenny (Adonis vernaculus), ostnica (Stipa pennata i St. capitata), turzyca (Carex humilis) i wisienka stepowa (Prunus fruticosa), spośród zwierząt zaś przetrwał u nas tego okresu chomik.
    (…) najważniejszą rolę odegrał lud posługujący się c e r a m i k ą  s z n u r o w ą, tak nazwaną od najczęściej stosowanej ornamentyki w postaci odcisków sznura (tabl. IV-V). W ludzie tym, który dzięki oswojeniu konia mógł przebywać szybko znaczne przestrzenie i zawojował znaczną część Europy od Renu aż do Wołgi i Kaukazu, od Danii i Szwecji Południowej aż do Dunaju dość powszechnie upatruje się Praindoeuropejczyków, tzn. przodków językowych głównych dzisiejszych i wymarłych już ludów Europy (Słowian, Bałtów, Germanów, Italików, Greków, Celtów, Ilirów, Traków) oraz Azji Przedniej (Hindusów. Persów, Ormian, Tocharów i in.). Kolebkę języka indoeuropejskiego umiejscawiano dawniej powszechnie w Azji, w nowszych czasach jednak przyjmuje się raczej, że język ten powstał w Europie i że aryjska gałęź Indoeuropejczyków stąd dostała się do swych obecnych azjatyckich siedzib [uczeni radzieccy, opierając się na tezach Marra, odrzucają w ogóle pogląd lingwistów i prehistoryków zachodnioeuropejskich o prajęzyku indoeuropejskim i prakolebce Indoeuropejczyków].
    Rozszczepienie się jednolitego pierwotnie języka na liczne języki oddzielne tłumaczy się przemianami, jaki uległ on w ustach różnych ludów przedindoeuropejskich, którym został narzucony i które przekształciły go według własnych upodobań a długie wieki odrębnego rozwoju przyczyniły się do dalszego pogłębienia różnic. Pozostałością dawnych przedindoeuropejskich mieszkańców Europy, których nie dotknął proces indoeuropeizacji są m. in. Baskowie na pograniczu francusko-hiszpańskim, różne ludy kaukaskie, Finowie, Estończycy i Lapończycy. Językoznawcy datują dobę indoeuropejską na czas 3000-1500 przed Chr., tzn. na sam koniec środkowej epoki kamiennej, czas istnienia młodszej epoki kamiennej i początek epoki brązowej, a w tym czasie prehistorycy znają - poza przeżywającym się przemysłem tardenoaskim - tylko jeden lud, który zawojowawszy ogromne obszary mógł narzucić swój język ludom podbitym, tzn. lud ceramiki sznurowej. Przyjmujemy zatem, że to właśnie sznurowcy, jak ich dla krótkości nazwiemy, byli propagatorami owego niezróżnicowanego jeszcze języka praindoeuropejskiego. Możemy już nawet śledzić obecnie w szczegółach wytwarzanie się niektórych ludów indoeuropejskich, które powstały ze skrzyżowania się dawniej osiadłych ludów ze sznurowcami. Na przykład zmieszanie się sznurowców z ludnością pucharów lejkowatych i przedstawicielami kultury łabsko-wezerskiej w Niemczech północno-zachodnich i Danii spowodowało powstanie języka pragermańskiego. Nawarstwienie się sznurowców na lud kultury praugrofińskiej na Pomorzu Gdańskim i w Prusach Książęcych doprowadziło z czasem do wytworzenia się Prabałtów, tzn. przodków Litwinów, Łotyszów, Prusów i Jadźwingów. Skrzyżowanie się dwóch odłamów sznurowców z ludnością pucharów dzwonowatych i innymi podbitymi ludami przyczyniło się do powstania kultury unietyckiej, z której w dalszym ciągu rozwinęły się kultury: przedłużycka oraz łużycka, będąca prehistorycznym odpowiednikiem Prasłowian.
    Na ziemiach polskich wyróżnić możemy pięć grup miejscowych kultury ceramiki sznurowej: zachodniopolską. rzucewską, śląską (marszowicką), krakowską i złocką. Mimo pewnych różnic drugorzędnych dzielących te grupy łączy je wszystkie pokrewny obrządek pogrzebowy, mianowicie chowanie zmarłych w postaci skurczonej w grobach jednostkowych, używanie podobnej broni: łuku z grocikami strzał najczęściej sercowatymi lub trójkątnymi, oszczepów z grotem krzemiennym i ozdobnych czekanów bojowych, noszenie podobnych ozdób w postaci naszyjników z kłów zwierzęcych, wreszcie niektóre wspólne formy naczyń glinianych i ich ornamentyka, złożona z odcisków sznura.

    Józef Kostrzewski: Pradzieje Polski, Księgarnia Akademicka, Poznań, 1949
     


     

    mapa 3

    1900
    Kultura pucharów dzwonowatych
    Napływ koczowników z Półwyspu Iberyjskiego; grób kobiety w Strachowie.

    1 800
    Grupa marszowicka
    Kultury ceramiki sznurowej
    Wokół najbardziej urodzajnych ziem śląskich nad środkową Odrą
    (na południe od obecnego Wrocławia)
    oryginalna grupa kultury ceramiki sznurowej
    reprezentująca Przedsłowian wspólnoty bałtosłowiańskiej.


    Profesor Józef Kostrzewski
    najbardziej wybitny polski archeolog
    odkrywca prasłowiańskiego Biskupina
    tak opisuje ten okres naszych pradziejów:

    Formą szczególnie charakterystyczną dla omawianej grupy są toporki bojowe ze zwisającym ostrzem i obuchem, często zdobione grupami poprzecznych i krzyżujących się rytych linii, zwane typem ślężańskim (sobótczańskim). Wykonywano je z serpentynu, którego złoża znane są ze wschodnich zboczy pasma Ślęży, z Jordanowa Śląskiego.
    Wolno mniemać, że tam gdzieś w sąsiedztwie znajdowały się pracownie, w których wytwarzano ten poszukiwany artykuł wymienny. Toporki te, występujące najliczniej na obszarze grupy marszowickiej, były też eksportowane daleko poza jej obręb. Szczególnie gęsto są rozprzestrzenione na obszarze urodzajnych powiatów głubczyckiego i raciborskiego, poza tym. spotyka się je na reszcie Górnego Śląska oraz na terenie zachodniej Małopolski i w południowej Wielkopolsce.

    Józef Kostrzewski: Pradzieje Polski, Ossolineum, 1965
     

    Toporki ślężańskie  w Olbrachtowicach, Okulicach, Nasławicach,
    Starym Zamku, Strachowie, Sobótce i na Ślęży.

    1 800  -  1 500
    I okres epoki brązu
    Kultura unietycka

    Miedź utwardzona cyną, czyli brąz,
    wypiera stopniowo krzemień i inne kamienie
    służące do produkcji narzędzi, broni, naczyń, ozdób i innych przedmiotów użytku.
    Miedź i wyroby brązowe sprowadzano znad Dunaju, cynę - tylko z Kornwalii.
    W oparciu o bogate złoża miedzi nad środkowym Dunajem
    rozwija się kultura unietycka.
    Między Odrą a Masywem Ślęży
    miejscowe plemiona ulegają wpływom kultury unietyckej:
    cmentarzyska w Starym Zamku, Świątnikach,
    osady w Kunowie i Olbrachcicach, kurhan w Szczepankowicach.

    1 500  - 1 300
    II okres epoki brązu
    Kultura unietycka przechodzi w kulturę przedłużycką,
    wpływy kultury trzcinieckiej;
    bojowy czekan z brązu w Mirosławicach

    1 300 - 700
    III - V okres epoki brązu
    Kultura przedłużycka przechodzi w kulturę łużycką Prasłowian (Prabałtosłowian).
    Nazwa pochodzi stąd, że pierwszych  typowych odkryć tej  kultury
    dokonano na Łużycach.
    Prasłowianie uważali Ślężę za miejsce święte.
    Powstały wały kamienne otaczające miejsce kultu
    i rzeźby oznaczone ukośnym krzyżem.
    Ukośny krzyż wywodzi się ze skrzyżowanych drewienek.
    którymi, według dotychczas popularnej interpretacji,
    przez tarcie niecono ogień skojarzony przez podobieństwo

    z ogniem na niebie, ze słońcem.
    Obecnie parę drewienek wiąże się z działalnością
    prasłowiańskich kapłanów ze Ślęży.

    Dotychczas odkryto 5 wolnostojących rzeźb z ukośnym krzyżem:
    "postać z rybą", "niedźwiedź I", "niedźwiedź II", "mnich" i "grzyb".

    ślężańskie rzeźby kultowe

    Obsłudze klanu kapłanów ślężańskich
    służyła osada u podnóża świętej góry, obecna Sobótka.
    Wielowarsztatowa produkcja znajdowała nabywców w odległych stronach:
    żarna ślężańskie odkryto w Szlezwiku.
    Osada i cmentarzysko grobów ciałopalnych
    w Sobótce, Nasławicach (skarb siekierek z brązu),
    Mirosławicach, Starym Zamku i in.,
    osady w Kunowie, Rękowie, Strachowie, Świątnikach i in.
    Przy Plasterkach (północno-zachodnie stoki Ślęży)
    kamienne fundamenty zespołu półziemianek.
    Kult słońca: ciałopalenie (ogień oczyszcza),
    ośrodek kultowy na szczycie Ślęży, wały kamienne.
    Najbardziej znanymi grodami obronnymi kultury łużyckiej
    są Biskupin (650 r. przed n. Ch.)
    i Osobowice we Wrocławiu ( 800 r. przed n. Ch.), jeden z największych w Polsce.
    mapa 4



    Tradycje polskiej medycyny integracyjnej

    Część I/B

    Leczenie nakłuciami przypisuje się cywilizacjom Dalekiego Wschodu. Miarą długości używaną w zabiegu akupunktury jest szerokość kciuka pacjenta, zwana cun (czytaj kun) w uproszczonym języku chińskim (czyli pinyin), a pisana tym samym znakiem 寸 w języku chińskim, japońskim i koreańskim. Po obróceniu znaku cun寸o -45 stopni i odcięciu jego dolnej części uzyskujemy obraz krzyża diagonalnego doskonale znanego miłośnikom cywilizacji słowiańskiej odwiedzającym świętą górę Prasłowian – Ślężę. Krzyż diagonalny rozpoznawany jako średniowieczny znak graniczny, czy też zobrazowanie dwóch patyków służących do niecenia ognia przez czcicieli słońca, równie dobrze może przedstawiać dwa ostro zakończone drewienka mające zastosowanie w akuterapii ślężańskiej.

    Ok. 300 km na wschód od najstarszego na świecie obserwatorium astronomicznego znajduje się najbardziej wybitna wyniosłość Przedgórza Sudetów, jaką jest Grupa Ślęży (Masyw Ślęży), w której skład wchodzi Ślęża (719 m n. p. m.), Radunia (573 m n. p. m.) i Wieżyca, czyli Góra Kościuszki (415 m). Wysokość bezwzględna Ślęży od strony równinnego otoczenia przekracza 500 m. Stożkowaty szczyt Ślęży wznoszący się ponad pół kilometra ponad żyzne doliny Odry i jej lewobrzeżnych dopływów pod każdym względem lepiej nadawał się na lokalizację obserwatorium astronomicznego ludu kultury łużyckiej i ją poprzedzających niż niziutka Góra Środkowa w Nebrze, leżąca przy tym niemal na tej samej szerokości geograficznej, co Ślęża. Koncentryczne wały kultowe na szczytach Grupy Ślęży, choć lepiej zachowane niż w Gosieku, jednak nie doczekały się do dzisiaj równie pieczołowitej rekonstrukcji. I to pomimo wyjątkowej w Polsce pozycji Ślęży jako najstarszego miejsca potężnego kultu przedchrześcijańskiego w kolebce naszej państwowości. Znane jest za to turystom bogactwo minerałów ślężańskich już w neolicie będących wdzięcznym surowcem do masowej produkcji wyrobów kamiennych takich, jak toporki ślężańskie, czy żarna znajdowane w odległych miejscach Europy. Jednak największe wrażenie wywierają ślężańskie rzeźby kultowe opatrzone znakiem krzyża diagonalnego. Kolejne bogactwa Ślęży do jej zasoby wodne i leśne. Do dzisiaj leśne źródło i miejsce podmokłe, czyli ślęg, łatwo spotkać w ślężańskich ostępach. Woda jako żywioł i główny składnik istot żywych nie znajduje sobie równych na tej ziemi. Naszym najbardziej imponującym pomnikiem wody jest nazwa Śląska pochodząca od świętej góry Prasłowian – Ślęży, czyli mokrej.  Wybitny znawca archeologii Ślęży, prof. Grzegorz Domański, zwraca uwagę na możliwość łączenia nazwy góry związanej z wodą, sławnej rzeźby postaci z rybą i odkrytego w 1993r. grodu na wschodnich zboczach prawdopodobnie poświęconego Ślężowi (Slenzowi) - słowiańskiemu bóstwu wody. Prof. Witold Hensel w dziele "Polska Starożytna" podaje, że różne znaleziska ze Śląska dowodzą,  iż kult źródeł wodnych utrzymywał się tam poczynając od neolitu. Podkreśla, że badania w Biskupinie ujawniły oddawanie przez jego mieszkańców czci źródłom wody, "którzy wody w jeziorze mieli w bród, zdawali sobie sprawę z wartości pitnej czystej wody źródlanej. W tej materii kontynuowano niewątpliwie wcześniejsze tradycje. (...) Kult wody (jezior, rzek oraz źródeł) istniał i później na ziemiach polskich."  Gdzie kult, tam i kapłani. Od zarania dziejów kapłani pełnili funkcje lekarzy i medycyna zawsze rozwijała się w obrębie konkretnej kultury ukształtowanej przez warunki naturalne bytowania.

    Nasuwa się przypuszczenie graniczące z pewnością, że ślężańscy kapłani stosowali wodolecznictwo na znacznie większą skalę niż strażnicy tak znanych celów wypraw po zdrową wodę, jak trudnodostępne źródła Łaby,  sławne (od neolitu!) źródło św. Anny na zboczu Grabowca nad Karpaczem lub liczące kilka tysięcy lat udokumentowanej przeszłości uzdrowisko w Szczawnie Zdroju. Widoczna z odległości kilku dni drogi Góra Ślęża obiecywała powrót do zdrowia przybywającym w potrzebie. Stąd hydroterapia wymagała uzupełnienia zabiegami akuterapii, metody leczniczej o nieporównywalnie  wyższej skuteczności i znacznie większym zakresie zastosowań niż wodolecznictwo w formie balneoterapii, czy też krenoterapii. Z natury rzeczy prasłowiańscy kapłani ze Ślęży traktowali swoich pacjentów jako całość, mówiąc dzisiejszym językiem jako integrum fizyczne, psychologiczne i moralne. Tym samym ośrodek medycyny ślężańskiej można uznać za najstarszy fundament wielotysięcznej tradycji polskiej medycyny integracyjnej i mieć nadzieję, że akuterapia ślężańska, której postulowanym symbolem są jej narzędzia w postaci krzyży diagonalnych wyrytych w kamiennych rzeźbach kultowych, ma szanse pełnego odrodzenia z korzyścią dla wszystkich.

    dr Zbigniew Hałat




    Profesor Józef Kostrzewski
    najbardziej wybitny polski archeolog
    odkrywca prasłowiańskiego Biskupina
    tak opisuje ten okres naszych pradziejów:

    Przynależność etniczna kultury łużyckiej.

    Ważne znaczenie kultury łużyckiej w pradziejach Polski polega nie tylko na tym, że jest to kultura najdłużej trwająca w epoce metali i zajmuje od IV okresu epoki brązu aż  do wczesnego okresu żelaza całą Polskę, lecz głównie na tym, że łączny się z nią zagadnienie początków Prasłowian. Kolebkę naszych najdawniejszych przodków prasłowiańskich umieszcza ogromna większość uczonych na podstawie wiadomości pisarzy starożytnych z I – II w. n .e. na obszarze położonym na północ od Karpat, as spór dotyczy dopiero pytania, jak daleko rozciągał się ten obszar w kierunku zachodnim, czy wschodnim. Badacze niemieccy umieszczają praojczyznę tę najchętniej na wschodzie, bądź na Polesiu, bądź dalej ku wschodowi, uznając za odpowiednik Słowian kulturę trzciniecką, co przyjęli następnie Polak Aleksander Gardawski i Ukrainiec Igor Swiesznikow. Ostatni obok kultury trzcinieckiej, którą przydziela przodkom Słowian zachodnich, bierze pod uwagę kulturę komarowską, którą przypisuje przodkom Słowian wschodnich. Kultura trzciniecka roztapia się jednak już na przełomie II i III okresu epoki brązu w kulturze łużyckiej, a dalsze jej losy na obszarze Związku Radzieckiego są nie znane. Jeśli zaś chodzi o kulturę komarowską, to mimo że próbuje się ją powiązać z następnymi kulturami: biełogrudowską, czarnoleską, kuturą okresu scytyjskiego środkowego Podnieprza i kulturą zarubiniecką, to urywa się domniemana ciągłość na tej kulturze, bo kulturę czernichowską odrzuca większość uczonych radzieckich jako kulturę wschodniosłowiańską, tak że brak wszelkiego połączenia z kulturą wczesnopolską  z VI – VII w. naszej ery. Wybitny archeolog radziecki J. W. Kucharenko stwierdza, że obszar Polesia nie wschodzi w rachubę jako praojczyzna Słowian, ponieważ jego zachodnia część łączy się z dorzeczem Wisły, a wschodnia z dorzeczem Dniepru, przy czym tylko zachodnia część Polesia była początkowo zaludniona przez Słowian, wschodnia zaś przez plemiona bałtyjskie.
    Pierwsi Słowianie pojawili się na Polesiu – zdaniem Kucharenki – z  zachodu z chwilą wystąpienia tam pierwszych śladów kultury łużyckiej. Także językoznawca białoruski W. W. Martynow doszedł niedawno do wniosku, że prakolebka Słowian znajdowała się w dorzeczu Odry i Wisły, czyli do tego samego wyniku, do jakiego doszli przed nim językoznawcy polscy M. Rudnicki, T. Lehr – Spławiński i T. Milewski. Za ta zachodnią prakolebką przemawia też wykazana przeze mnie nieprzerwana ciągłość rozwoju kolejno po sobie następujących kultur w Polsce, poczynając od kultury łużyckiej poprzez kulturę wschodniopomorską, grobów kloszowych, kulturę wenedzką i prapolską, a ciągłość tę można wykazać zarówno w dziedzinie ceramiki i wyrobów metalowych, jak w zakresie gospodarki, budownictwa i obrządku pogrzebowego.  Mimo kolejnych zmian kultur, które następowały jedna po drugiej podobnie jak zmiany stylów w budownictwie historycznym w obrębie tej samej ludności Polski, mamy we wszystkich wypadkach do czynienia zasadniczo z potomkami tej samej ludności zasiedziałej na naszej ziemi od III okresu epoki brązu. Bardzo charakterystyczny jest fakt skupiania się wszystkich kultur poczynając od kultury łużyckiej aż do wczesnośredniowiecznej kultury prapolskiej  - mimo pewnych wahań ich zasięgu – w dorzeczu Odry i Wisły. 
    W szczególności błędne jest twierdzenie uczonych niemieckich, jakoby Słowianie przybyli na ziemie Polski dopiero w końcu VI czy w VII w. n.e. ze wschodu, ponieważ istnieją bardzo liczne związki między kulturą okresu rzymskiego a kulturą prapolską wczesnego średniowiecza, na które zwrócili już uwagę archeologowie niemieccy z Wrocławia przed II wojną światową, potwierdzając moje dawniejsze spostrzeżenia, przedstawione szczegółowo w mej pracy o ciągłości zaludnienia ziem polskich w pradziejach.
    Toteż nawet K. Moszyński, który początkowo wywodził Słowian z Azji, a  następnie lokował ich na obszarze leżącym między stepami Ukrainy a Bałtykiem, w swym ostatnim dziele wydanym już po jego śmierci uznał, że już w okresie rzymskim mieszkali oni w dorzeczu Odry i Wisły. Ze względu na szczególnie bliskie pokrewieństwo językowe Słowian z Bałtami należy poszukiwać najdawniejszych siedzib Słowian w najbliższym sąsiedztwie prakolebki Bałtów, którą dość powszechnie umieszcza się nad południowo-wschodnim Bałtykiem. Z drugiej zaś strony liczne dawne związki językowe słowiańsko-germańskie świadczą o tym, że przodkowie Słowian musieli mieszkać również w sąsiedztwie Germanów.  Nie ma żadnej innej kultury odpowiadającej tak dalece temu postulatowi, jak kultura łużycka. Pogląd niemiecki przypisujący kulturę łużycką Lirom jest – jak wykazał V. Milojcic – już choćby dlatego nie do przyjęcia, ponieważ plemiona iliryjskie grzebały swoich zmarłych nie spalonych, gdy w obrębie kultury łużyckie panował obrządek palenia ciał. Główna ekspansja kultury łużyckie szła w tym samym kierunku co ekspansja Słowian, to jest z zachodu na wschód, o czym świadczy młodszy charakter nazw miejscowych na obszarze ziem ruskich, niż odpowiadających im nazw topograficznych w Polsce. O ciągłości zaludnienia Polski od bardzo dawnych czasów prehistorycznych świadczy też utrzymanie się od młodszej epoki kamienia tej samej zasadniczo struktury antropologicznej aż do wczesnego średniowiecza. Z tych i wielu innych powodów uważamy plemiona kultury łużyckiej za naszych najdawniejszych przodków Prasłowian.

    Józef Kostrzewski: Pradzieje Śląska, Ossolineum, 1970
     

    700 - 400
    Okres halsztacki epoki żelaza
    Pośrednictwo w handlu północy z południem;
    na kulturę łużycką wpływa kultura pomorska plemion prasłowianskich,

    500
    Upadek kultury łużyckiej w następstwie najazdu na Śląsk
    Scytów - plemion znad Morza Czarnego;
    brązowe groty strzał scytyjskich w Masywie Ślęży

    400 -  0
      Okres lateński epoki żelaza

    Kultura grobów jamowych kultury przeworskiej
    Słowianie kultury przeworskiej w Imperium Rzymskim
    byli znani jako Ligowie, stąd Słowianka Kalina oddana do Rzymu za Nerona
    jako zakładniczka, była tam nazywana Ligią (vide: "Quo Vadis":
    "Nazywają ją w domu Ligią, gdyż pochodzi z narodu Ligów,
    a ma swoje barbarzyńskie imię: Kallina."
    "Cudny musi być wasz kraj ligijski, gdzie takie się rodzą dziewczyny"

    Między Odrą a Masywem Ślęży osadzają się Celtowie,

    którzy wprowadzają koło garncarskie, żarna obrotowe, żelazne okucia radeł.
    Osady w Kunowie, Olbrachtowicach, Starym Zamku, i Świątnikach.
    Znaleziska w Strachowie, Sobótce, Strzegomianach i in.
    Słowianie Zachodni tworzą związek Wenedów

    50
    Magazyn brył bursztynu (2 750 kg) na Partynicach we Wrocławiu
    pamiątka po szlaku bursztynowym łączącym ujście Wisły z Imperium Rzymskim.
    Główna nitka szlaku bursztynowego prowadziła przez miejscowości znane dzisiaj jako
    Świecie, Toruń, Kalisz, Wrocław, Bardo, Kłodzko, Międzylesie, Brno i Wiedeń


    przed narodzeniem Chrystusa, przed Chrystusem - przed Ch.
     czyli 
    przed naszą erą - p.  n. e.
    początek naszej ery
    przypada na rok narodzenia Jezusa Chrystusa
    po narodzeniu Chrystusa, po Chrystusie  - po Ch.
    czyli
    naszej ery - n. e.

    0 - 500
    Okres plemion wczesnosłowiańskich epoki żelaza
    Wpływy Rzymian oraz nadczarnomorskich Gotów.
    Wzrost znaczenia sanktuarium ślężańskiego.

    mapa 5
     

    400 - 600
    Okres wędrówki ludów
    Najazdy Burgundów, Gotów, Hunów
     Granice zwartego osadnictwa słowiańskiego opierają się o Łabę i Soławę,
     a mniejsze grupy Słowian przechodzą dalej na zachód
    i wyspami zasiedlają ziemie germańskich Turyngów, Sasów i Duńczyków.
    Obodryci, Wieleci i Serbowie to trzy ugrupowania Słowian
    wymieniane przez Franków w ich najdawniejszych wzmiankach

    777

    Książę Bawarski Tassilon klasztorowi w Kremsmtinster
    nadaje daninę z osad słowiańskich położonych w górnej Austrii  (okolice Steyer),
    których żupanami, czyli słowiańskimi książętami byli Taliup, Sparuna i Fisso.
    Roczniki klasztoru w Fuldzie wymieniają liczne grupy Słowian
    mieszkających obok Franków w miejscowościach należących do klasztoru
    (Giesa, Sa1zungen, Hagen, Sommerda i in.)
    Plemiona ochrzczonych Słowian zapisanych jako Moinvinidi i Radanzwinidi,
    mieszkają na terenie diecezji wirzburskiej między rzeką Men i Radenca.

    789

    Wojska frankońskie Karola Wielkiego 
    wkraczają na ziemię słowiańską na wschód od Łaby.
    Początek parcia Germanów ku wschodowi - Drang nach Osten

    DRANG NACH OSTEN


    805
    Na ziemi Słowian Połabskich plemienia Morzyczan
    w miejscu słowiańskiej osady Dziewin
    Karol Wielki zakłada bazę wypadową
    do podboju Słowiańszczyzny
    o nazwie Magdeburg - Virginum civitas, Παρθενόπολις)
    (od germ. magad, magid, magath  - dziewica).
    Do dziś w herbie Dziewina - Magdeburga
    widnieje postać Słowianki unoszącej wysoko swój wianek.

    wappen von Magdeburg herb Dziewina

    806
    W bitwie z Frankami i Sasami ginie król Serbów Miliduch

    828
    pierwszy znany kościół Słowian zachodnich i wschodnich
    (prvý známy kostol západných a východných Slovanov)
    zbudował w miejscowości Nitra
    (Księstwo Nitrzańskie - Nitrianske kniežatstvo)
    pierwszy w dziejach wspomniany Słowak
    książę Prybina (kniež Pribina)
    HEJ, SLOVACI!

    500 -  900
    Okres prapolski epoki żelaza
    Osady Ślężan w Chwałkowie, Będkowicach, Strachowie i Starym Zamku i in.,
    grodziska w Będkowicach i Strachowie. Pełny rozkwit sanktuarium ślężańskiego.

    mapa 6

    844
    Geograf Bawarski wymienia liczbę grodów należących 
    do prapolskiego plemienia Ślężan
    (Sleenzane, civitates XV).
    Liczbę tę potwierdziły odkrycia archeologiczne
    Plemię Ślężan zamieszkiwało obszar 
    od Baryczy i Wzgórz Trzebnickich na północy
    po Góry Sowie i Bardzkie na południu,
    od dorzecza Strzegomki na zachodzie
    po Nysę Kłodzką i Stobrawę na wschodzie


    Aturezani habent civitates CIIII. Chozirozi habent civitates CCL. Lendizi habent civitates XCVIII.  Thafnezi habent civitates CCLVII. Zeriuani, quod tantum est regnum, ut ex eo cuncte genetes Sclauorum exorte sint et originem, sicut affirmant, ducant. Prissani civitates LXX. Uelunzani civitates LXX. Bruzi plus est undique quam de Enisa ad Rhenum  Uuizunbeire  Caziri civitates C.  Ruzzi. Forsderen. Liudi. Fresiti. Serauici. Lucolane. Ungare. Uuislane. Sleenzane civitates XV.  Lunsizi civitates XXX. Dadosesani civitates XX. Milzane civitates XXX. Besunzane civitates II. Uerizane civitates X. Fraganeo civitates XL. Lupiglaa civitates XXX. Opolini civitates XX. Golensizi civitates V.


     
       

    mapa 7

    850 -906
    Okres wpływu Wielkich Moraw, pierwsze kontakty Śląska z chrześcijaństwem

    800 - 900

    Wiece wolnych i równych Ślężan 
    wybierają władyków, czyli zwierzchników plemiennych 
    spośród członków rodu Łabędziów, który swoją potęgę osiagnąl  dzięki zyskom
    z leżącej na europejskim szlaku handlowym południe - północ
    płytkiej przeprawy przez rozwidloną Odrę 
     oraz 
    z żyznych ziem i bogactw mineralnych góry Ślęży, która jako
    ośrodek kultu dawała im także władzę kapłańską

    Rozwój osady na Ostrowie Tumskim, której nazwa Wrocław,
    mogła pochodzić od imienia księcia ślężańskiego - Wrocisława

    900 - 1200
    Okres wczesnopolski epoki żelaza

    985
    Piastowskie grody we Wrocławiu, Opolu i Głogowie

    990
    Dagome iudex: cały Śląsk należy do Polski;
    opiera się o Sudety, od Alemuru na zachodnim brzegu Odry
    do granic plemienia Milczan i stąd do Odry, na zachód od  terytorium Dziadoszan
    (wzdłuż Nysy Łużyckiej).

    mapa 8

    1000

    Bolesław Chrobry Wielki -  jak głosi napis na jego pomniku we Wrocławiu - 
    (odsłonięcie nastąpiło 15. września 2007r.)
    "Pierwszy koronowany władca Polski.
    W roku 1000 sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w jednoczeniu Europy".
    W tym właśnie roku
    czyni ze stolicy Śląska
    jedną z metropolii
    znanego współczesnym świata.
    Biskupstwo we Wrocławiu do 1821r. było
    podporządkowane arcybiskupstwu w Gnieźnie.

    BOLESŁAW CHROBRY WIELKI
     

    1000 - 1010
    W pustelni pod Oławą i pod Ślężą przebywa św. Andrzej Świerad
    - zakonnik zgromadzenia benedyktynów, misjonarz  i lekarz,
    pierwszy kanonizowany Polak w historii Kościoła Powszechnego

    1005 -1018
    Najazd Niemców na Śląsk 

    1017
    Biskup Merseburga Thietmar
    opisuje oblężenie jednego z grodów plemienia Ślężan - Niemczy:
    "Gród ten leży w  żupie śląskiej, nazwanej od pewnej góry,
    którą mieszkańcy mają w wielkiej czci".

    mapa 9
     

    1018
    Trakat Pokojowy w Budziszynie 30 stycznia 1018.
    Cesarz Niemiec Henryk II Święty potwierdza,
    że najdalej wysuniętym  na zachód obszarem Państwa Polskiego
    są położone na zachód od Śląska terytoria plemion Słowian Zachodnich:
    Milsko 
    (dzisiaj Górne Łużyce, czyli Hornja Łužica, Górna Łužyca, Lusatia Superior, Oberlausitz)
    i Łużyce Dolne 
    (Dolna Łužyca, Delnja Łužica, Lusatia Inferior, Niederlausitz)

    1031
    Najazd kolejnego cesarza niemieckiego Konrada II 
    odrywa Milsko i Łużyce od Polski.

    Serbołużyczanie, czyli Łużyczanie, Serbowie łużyccy, 
    Łužisky Serbja, Łužysky Serby, Sorben,Wenden
    - pasierbowie = współplemieńcy Polaków -
    przez niemal 1000 lat
    cudem unikają holokaustu zgotowanego przez Niemców
    tym Słowianom Zachodnim, których nie zdołała uchronić
    siła Państwa Polskiego


    Přisłowa
    a přisłowne hrónčka a wusłowa
    Hornjołužiskich Serbow
    Zběrał a zhromadźił
    Dorjadował a wudał
    Dr. Ernst Muka
    Jan Radyserb Wjela

    Budyšin. 
    Z nakladom dra. E. Muki.
    1902

    Přisłowa

    Hornjoserbska gramatika

    Gramatyka górnoserbska

     

    1039 - 1050
    Najazd księcia czeskiego Brzetysława na Śląsk

    1050 - 1054
    Kazimierz Odnowiciel opanowuje powstanie ludowe i odzyskuje Śląsk.

    1080
    Do Polski zostaje przyłączona Ziemia Kłodzka
    jako posag czeskiej księżniczki Judyty, żony Władysława Hermana

    Najpotężniejszy wśród plemienia Ślężan ród Łabędziów jest w posiadaniu 
    Góry Ślęży z bardzo gęsto zaludnionym obszarem przyległych żyznych ziem
    i licznymi kamieniołomami pozyskującymi surowiec 
    do wytwarzania kamieni żarnowych
    (sklady nieobrobionych płyt granitowych 
    znaleziono w Górce i Chwałkowie)
    oraz
    kluczowych miejsc we Wrocławiu:
    prawobrzeżnego Ołbina, Wyspy Piaskowej i lewego brzegu Odry, 
    leżących na starodawnym szlaku hadlowym
    i skupiających główne funkcje miasta (targowisko, jatki, karczmy)
    a także Trzebnicy z przyległościami i wielu innych posiadłości

    Na świat przychodzi Piotr (Pietrek), 
    największy spośród Ślązaków



    Piotr Włostowic (1080-1153) 
    z żoną Marią, córką wielkiego
    księcia kijowskiego,
    praprawnuczką św. Włodzimierza
    Chrzciciela Rusi Kijowskiej
    i prapraprawnuczką
    cesarza Bizancjum
    Romana II Porfirogenety
    Rodowity Ślązak
    Piotr syn Włosta, czyli Włostowic,
    z rodu Łabędziów plemienia Ślężan

    należy do Panteonu Chwały
    Państwa  Polskiego
    jako zwycięski dowódca wojsk,
    gromiących wrogów Polski,
    genialny polityk,
    zdolny administrator,
    niezłomny Polak,
    kierujący się zawsze
    interesem Polski,
    sojusznik Jaksy z Kopanicy 
    (obecnie Koepenick w Berlinie),
    niezrównany budowniczy
    Polski na Śląsku,
    grzeszny, ale zdolny do 
    przyjęcia surowej pokuty,
    dzięki której  Śląsk rozkwitł
    wspaniałymi budowlami,
    chrześcijańską religią i kulturą,
    protoplasta rodu Dunininów
    herbu Łabędź, jednego
    z  nastarszych rodów szlacheckich
    Polski wywodzących się ze Śląska

    Terytorium Słowian w 1150r. - Jaksa z Kopanicy Slawische Gebiete um 1150 Jaxa von Koepenick

    Terytorium Słowian w 1150r. - Jaksa z Kopanicy
    Slawische Gebiete um 1150 Jaxa von Koepenick

    Jan Matejko
     
    Piotr Włost sprowadza Cystersów do Polski. 

    1093 - 1096
    Najazdy księcia czeskiego Brzetysława II
    domagającego się trybutu narzuconego Polsce w 1054
    przez króla Niemiec, cesarza rzymskiego Henryka III
    przynoszą spustoszenie i wyludnienie Śląska
    (Břetislav II celou vládu válčil s Poláky a plenil v jejich zemi,
    na nichž vymohl placení tributu z dob jeho stejnojmeného děda)

    1106 
    Najazd księcia czeskiego Borzywoja, spalenie Koźla

    1108
    Bolesław Krzywousty dla obrony przed Czechami
    zakłada gród w Jeleniej Górze (Wzgórze Krzywoustego)

    1109
    Najazd kolejnego cesarza niemieckiego Henryka V
    Polacy śląscy z Krosna i Bytomia Odrzańskiego skutecznie bronią  przeprawy przez Odrę
     Niemcy i Czesi jako żywych tarcz używają zakładników, ale obrońcy Głogowa są niezłomni
    "grodzianie wcale nie oszczędzali własnych synów i krewnych 
    więcej niż Czechów i Niemców, lecz zmusili ich kamieniami i orężem do odstąpienia od muru".
    Po klęsce na Psim Polu Niemcy odstępują od oblężenia Wrocławia

    1110
    Polskie wojsko pod wodzą Bolesława przekracza Karkonosze
     "miejsca grozę budzące, gdzie przedtem nie stanęła ludzka stopa"
    znane jako śląska droga, obecnie: Vrchlabi - Vyrovka - Lucni Bouda - Kowary - Jelenia Góra

    1121 - 1131
    Piotr Włost, z rodu Łabędziów - możnowładców plemienia Ślężan,
    właściciel Ślęży - świętej góry Ślężan,
    główny doradca Bolesława Krzywoustego i palatyn
    zakłada na szczycie Ślęży
    klasztor dla kanoników regularnych św. Augustyna

    1138
    Bolesław Krzywousty w testamencie
    dokonuje podziału dzielnicowego Polski.
    Śląsk przypada Władysławowi II Wygnańcowi,
    najstarszemu synowi Krzywoustego

    1148
    Bulla papieża Eugeniusza III: pierwsza wzmianka o Sobótce
    (zw. forum sub monte - targ pod górą).
    Późniejsze nazwy Sobótki to forum in Sabat, opidum Czobten.

    1175
    Bolesław I Wysoki (syn Władysława II Wygnańca)
    zakłada opactwo cystersów w Lubiążu
    9 z 11 świadków fundacji nosi imiona słowiańskie

    1202
    Mieszko Plątonogi (syn Władysława II Wygnańca)
    bije w Raciborzu monety z polskim napisem Milost
    które należą do najstarszych zachowanych pomników języka polskiego

    1226

    Dominikanie polscy przybywają z Krakowa do Wrocławia. 
    Na ich czele stoi  Czesław Odrowąż OP
    Błogosławiony Kościoła Katolickiego od 1713
    Patron stolicy Śląska - Wrocławia od 1963
    blogoslawiony Czeslaw dominikanin patron Wroclawia 
    Czesław Odrowąż OP
    (1180 -  1242)
    Błogosławiony od 1713
    Patron Wrocławia od 1963
    Rodowity Ślązak
    Czesław Odrowąż OP,
    urodzony Kamieniu Śląskim,
    (obecnie gmina Gogolin,
    woj. opolskie),
    - od XII wieku siedzibie
    polskiego rodu Odrowążów,
     z którego wywodzi się
    św. Jacek Odrowąż
    i błogosławiona Bronisława.
    Czesław Odrowąż OP 
    należy do Panteonu Chwały
    Państwa  Polskiego
    jako trwała i oporna
    na najbardziej skrajne zagrożenia
    wcielona opoka
    katolickiej wiary i polskości
    we Wrocławiu
    - stolicy Śląska Polskiego.
    Losy błogosławionego
    i jego grobowca
    są potwierdzeniem zasady, iż
    SZCZERAWIARA
    CZYNI CUDA

    informacja historyczna w kaplicy błogosławionego Czesława w kościele św. Wojciecha we Wrocławiu

    Informacja historyczna w kaplicy błogosławionego Czesława 
    w kościele dominikanów p. w. św. Wojciecha we Wrocławiu

    1238
    Umiera Henryk Brodaty (syn Bolesława I Wysokiego)
    władca Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej, Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski.
    Uczynił Śląsk najbardziej rozwiniętą gospodarczo dzielnicą Polski.
    Jego dziełem jest plan wspaniałego wrocławskiego rynku.
    Pod koniec życia podjął starania o koronę królewską dla swojego syna.

    Błogosławiony Czesław Odrowąż nawracający Mongołów atakujących Wrocław

    Błogosławiony Czesław Odrowąż nawracający Mongołów atakujących Wrocław
    (płaskorzeźba z grobowca zawierająceo relikwie błogosławionego Czesława
    w kościele dominikanów pw. św. Wojciecha we Wrocławiu;
    kaplica z sarkofagiem ocalała  pomimo zniszczenia kościoła podczas Festung Breslau w 1945r.)

    9 IV 1241
    W bitwie z Tatarami pod Legnicą ginie
    Henryk II Pobożny (syn Henryka Brodatego)
    W katedrze wrocławskiej stoją mary bohaterów.

    1261
    Trzecia lokacja Wrocławia na prawie magdeburskim
    potwierdzona pieczęcią mieszczan Magdeburga
    SIGILLVM BVRGENSIUM IN MAGDHEBVRCH
    z postacią słowiańskiej dziewicy.

    SIGILLVM BVRGENSIUM IN MAGDHEBVRCH

    1268 - 1273
    Księga Henrykowska, czyli Księga założenia
    klasztoru Najświętszej Panny Marii w Henrykowie
    (filii klasztoru cystersów w Lubiążu)
    zawiera pierwsze zdanie zapisane w języku polskim
    - wypowiedź pochodzącego z Czech Ślązaka - Boguchwała
    do żony zmęczonej mieleniem zboża w żarnach
    Day ut ia pobrusa, a ti poziwai
    (daj, ja będę mełł, a ty odpocznij).

    POLACY I CZESI

    SUDETY POLSKIE I CZESKIE

    1278
    Umiera Bolesław II Łysy - Rogatka (syn Henryka II Pobożnego)
    awanturnik rozdający Niemcom śląską ziemię, choć
    - pomimo dworskiego wychowania - nawet nie znający ich języka

    1278
    W skład Księstwa Jaworskiego wchodzą:
    Jawor, Wleń, Jelenia Góra, Mirsk i Lwówek wraz z powiatami
    od 1291 jest połączone z Księstwem Świdnickim
    (Świdnica, Strzegom, Strzelin, Ziębice, Kamienna Góra, Dzierżoniów)
    w 1297 dołączony został powiat Bolesławiec
    od 1312 odłączone zostały
    Ziębice, Ząbkowice, Strzelin, Dzierżoniów, Sobótka i Kąty Wrocł.,
    z których powstało Księstwo Ziębickie;
    od 1312 odłączone zostały Lubań i Leśna,
    w 1353 ponownie dołączony został powiat Dzierżoniów i Sobótka

    1278
    Władzę w Księstwie Jaworskim obejmuje
    Bolko I Surowy (syn Bolesława II Łysego - Rogatki)
    początkowo wspólnie z bratem Bernardem I Lwóweckim
    później samodzielnie, także na obszarze Księstwa Świdnickiego
    a w latach 1296-1301 na obszarze Księstwa Wrocławskiego
    Bolko I Surowy był twórcą dynastii, która ponad 100 lat
    zapewniała rozwój dzielnicy i bogactwo swoim poddanym
    a przy tym najdłużej ze wszystkich księstw śląskich 
    zachowała pełną niezależność polityczną 

    1290
    Henryk IV Prawy - Probus (syn Bolesława II Łysego - Rogatki)
    władca dzielnicy wrocławskiej i krakowskiej,
    zwraca się do papieża z prośbą o zgodę na koronację królewską,
    ale umiera otruty

    1312
    Władzę w Księstwie Świdnickim obejmuje
    Bernard (syn Bolka I Surowego)
    jego żoną jest Kunegunda - córka Władysława Łokietka

    1312
    Władzę w Księstwie Jaworskim obejmuje
    Henryk I (syn Bolka I Surowego)

    1318 - 1322
    Szczyt rozbicia dzielnicowego Śląska:
    19 księstw rządzonych przez Piastów
    (kozielskie, bytomskie, opolskie, raciborskie, niemodlińskie, strzeleckie, cieszyńskie, oświęcimskie,toszeckie, głogowskie, żagańskie, ścinawskie, oleśnickie, namysłowskie, brzesko-legnickie, wrocławskie, świdnickie, jaworskie, ziębickie)
    1 księstwo należące do czeskich Przemyślidów (opawskie)
    1 księstwo należące do biskupów wrocławskich (nyskie)
    stopniowo kolejne księstwa śląskie padają ofiarą aneksji Czech
    pod rządami  dynastii Luksemburgów

    1343


    Władzę w Księstwie Świdnickim (od 1346 również w Jaworskim)
    obejmuje Bolko II
    (syn Bernarda i Kunegundy Łokietkówny,
    siostrzeniec Kazimierza Wielkiego)
    przez całe życie dąży do zjednoczenia śląskiej ziemi 
    z resztą Korony Polskiej,
    wspomaga Władysława Łokietka w wojnie przeciw Krzyżakom
    i ich koalicjantowi - Janowi Luksemburskiemu, 
    zatrzymując wojska czeskie pod Niemczą,
    co pozwoliło Polakom pokonać Krzyżaków
    w bitwie pod Płowcami.
    Za czasów Bolka II powstał podwójny 
    pierścień zamków obronnych
    wewnętrzny: 
    Wleń, Siedlęcin, Jelenia Góra, Koziniec, Sokolec, Bolczów, Janowice, Miedzianka; Ślęża
    zewnętrzny: 
    Stara Kamienica, Rybnica, Chojnik, Kowary
    na drodze ze Śląska do Czech: 
    Świny, Zamek Bolka I, Niesytno, Straża czyli Kamienna Góra, Chełmsko i Lubawka

     
     
     

    1345-1348
    Czesi napadają na Księstwo Świdnickie, Kazimierz Wielki zdobywa miasta śląskie,
    wojska Polskie docierają do Wrocławia (Różanka)

    1348
     mieszkańcy wsi w dolinie Bobra powyżej Wlenia
    zapisanych już w 1217r. jako Bystrzyca (Biztric), Nielestno (Neleztno), 
    Strzyżowiec (Ztrisoua) i Pilchowice (Pilhovic) 
    skutecznie zabiegają o księdza mówiącego po polsku,
    polskie nabożeństwa są odprawiane co najmniej do końca XVII w.

    28 VII 1368
    Umiera Bolko II, o którym Długosz w swojej kronice napisał, że choć inni książęta śląscy zaparli się Ojczyzny - dając się zhołdować Janowi Luksemburskiemu - to on jeden 
    "nie dał się zwieść do tego grzechu, oświadczał głośno,
    że jest księciem polskim, 
    a od jedności z Polską nigdy nie odstąpi

    polski książę Bolko II Piast Śląski

    1392
    Po śmierci wdowy po księciu  świdnickim Bolku II ostatnie księstwo śląskie
    w wyniku układów sukcesyjnych przechodzi we władanie króla Czech.

    1400
    Bardo Śląskie - objawienie Matki Bożej Płaczącej



    Bardo Śląskie
    Górska Kaplica Matki Bożej Płaczącej
    Historia kaplicy zamieszczona 
    przy drzwiach wejściowych

    Tradycja głosi, że w 1400 r. na tej górze (582 m) słychać było płacz i niewieście szlochanie. Zaciekawieni ludzie poszli zobaczyć kto płacze. Zobaczyli Matkę Bożą siedzącą na kamieniu i i płaczącą nad nieszczęściami, jakie miały spaść na Ziemię Śląską. Po pewnym czasie Matka Boża uniosła się w górę i znikła pozostawiając na skale ślad rąk i stóp.

    O owych śladach mówią nie tylko źródła katolickie. Pastor protestancki Aurelius w książce "Glaciographia" wyd. w 1625r. pisze, że gdy w 1608 r. udał się na Bardzką Górę, kamień był jeszcze cały i widać było na nim znaki przypominające ludzkie ręce i stopy. Potem liczni pielgrzymi kamień ów cały połupali biorąc cząstki do domów na pamiątkę.

    Na miejscu objawień w 1619 r. wybudowano tę kaplicę. Znajdujący się w kaplicy ołtarz stoi w miejscu owych śladów. 

    Obecna "stopka" Matki Bożej za kaplicą nie jest śladem oryginalnym, jest zrobiona później, by tamte znaki przypominała.

    Kaplicę licznie nawiedzają pielgrzymi i turyści. 

    W okresie letnim (od I niedzieli maja do ostatniej września) w każdą niedzielę o godz. 11.00 odprawia się Msza Św.

    Cuda i łaski, jakich tu wierni doznają, świadczą, że miejsce to jest pod szczególną opieką Matki Bożej.

     

    Nieszczęścia, które spadły na Ziemię Śląską 
    po śmierci wdowy po księciu  świdnickim Bolku II w 1392 r.,
    kiedy to ostatnie księstwo śląskie
    w wyniku układów sukcesyjnych przeszło we władanie Niemców na tronie czeskim:
    - najazdy husytów
    - wojna trzydziestoletnia
    - wojny śląskie
    - dwieście lat panoszenia się prusactwa,
    którego finałem były zniszczenia II wojny światowej
    - rujnujące skutki sowieckiej okupacji
    - wyludnienie i nędza miejscowości zapomnianych przez władze III RP

    Bardo Śląskie - widok spod Białego Krzyża na Górze Bardzkiej
    Czarne chmury nad Śląskiem rozpędza wiatr

    Ojczyzny Polakom nie odbiorą
    ani ludobójcze wojny,
    ani oszukańcze traktaty,
    ani skryte kolonizacyjne akcje.

    Kto bez sprzeciwu przygląda się
    próbom odebrania domu co czwartemu Polakowi,
    niech przemyśli poniższe przesłanie,
    zawarte w końcowym fragmencie
    Ballady o trzęsących się portkach z 1953r.
    której autorem był
    potępiony wtedy przez komunistów
    Konstanty Ildefons Gałczyński

    Gdy wieje wiatr historii,
    Ludziom jak pięknym ptakom
    Rosną skrzydła, natomiast
    Trzęsą się portki pętakom.

    BARDO ŚLĄSKIE

    1475
    Pierwszy na śląsku drukarz Kacper Elyan 
    wydaje we Wrocławiu najstarsze teksty drukowane w języku polskim
    są to modlitwy Ojcze nasz, Zdrowaś Mario i Wierzę w Boga

    1475
    Król Węgier i Czech, Maciej Korwin, tworzy śląski sejm
    i dla rozbicia oporu, wkrótce wprowadza sztuczny podział 
    na sejm Dolnego Śląska i sejm Górnego Śląska.
    Jednak już od 1498r. do rozwiązania w 1740r.
    jeden sejm obejmował cały Śląsk

    1491
    Królem Czech - a tym samym władcą Śląska  -  zostaje Władysław Jagiellończyk

    20 VII 1505
    Dekret Władysława Jagiellończyka fundujący we Wrocławiu czterowydziałowy uniwersytet;
     sprzeciw profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego nie pozwolił na realizację projektu.

    1526
    Czechy wchodzą w skład Austrii

    1638
    Protokoły wizytacji z archidiakonatu wrocławskiego podają:
    Ślęzanie mieszkający u stóp góry Sobótki mówią tylko po polsku 
    Proboszczowie o nazwiskach rdzennych 
    Marcin Chojecki, Jan Ścibora, Grzegorz Starzy 
    odprawiają służbę bożą wyłącznie po polsku.
    Wrocław otoczony  wieńcem rdzennie polskich wsi
    Osady polskie w dalekim promieniu na zachód od Odry.

    1641 -  1644
    kolegium jezuickie powstaje przy pl. Nankiera 1 we Wrocławiu
    i stanowi załążek uniwersytetu wrocławskiego

    po 1657
    Kartograf Nicolaes Visscher I wydaje wspaniałą mapę
    Tabula nova Poloniae et Silesiae

    MAPA POLSKI ZE ŚLĄSKIEM
     

    sierpień 1683
    Odsiecz wiedeńska. Armie polskie maszerują przez Śląsk:
    przez Bielsko i Cieszyn  - hetman polny Sieniawski
    przez Będzin, Bytom, Piekary Śląskie, Tarnowskie Góry, Gliwice, Rudy, Racibórz, Piotrowice i Opawę
    - hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski i sam król Jan III Sobieski

    1687
    Królowa Marysieńka Sobieska wraz dziećmi i dworem (1500 osób)
    przebywa w uzdrowisku w Cieplicach Sląskich
    Austria obawia się, że król Jan III Sobieski
    zechce odzyskać Śląsk dla Polski

    21 X 1702
    Cesarz Leopold I Habsburg (ten sam, który zwrócił się z blaganiem
    do króla Jana III Sobieskiego o odsiecz wiedeńską)

    podpisuje akt założenia Uniwersytetu Wrocławskiego
    pomimo sprzeciwu i otwartej wrogości wrocławskich luteran

    1722
    Pierwszy polski wiersz o Śnieżce i jeden z pierwszych o polskich górach

    "Tyś góro Boga, ozdoba świętego
    Z ciebie jest prospekt do kraju pysznego
    Korzeniem ślicznym jesteś obtoczona
    A na spokojnym miejscu postawiona
    W tych delicyjach, żem tu przenocował,
    Na znak wdzięczności tom ci ofiarował

    Roku MDCCXXII
    dnia XXIV sierpnia -
    Christian Woelfsing Borus

    pierwszy polski wpis do księgi pamiątkowej 
    na szczycie Śnieżki

    1733
    Odnalezienie "postaci z rybą"
    pod usypiskiem kamieni w połowie wysokości Ślęży
    daje początek naukowym badaniom nad słowiańską przeszłością góry

    1742
    Śląsk zdobywają Prusy 


    "Na słowiańskiej góry szczycie
    pod jasną nadziei gwiazdą
    zapisuję wróżby słowa
    wróci -
    - wróci w stare gniazdo
    stare prawo, stara mowa
    i natchnione Słowian życie"

    Roman Zmorski

    (dokonany w 1848 r. wpis polskiego poety 
    do księgi gości schroniska na szczycie Ślęży)

    *************

    Roman Zmorski, Podania i baśnie ludu, Warszawa, wyd. z 1902 r.

     

    Dwieście lat prusactwa na Śląsku
     

    1945
    Śląsk wraca do Polski


    Sanktuarium ślężańskie znajdowało się
    w centrum Zachodniej Słowiańszczyzny
    Uzyj strzalek klawiatury, aby obejrzec caly obraz * Use the keyboard arrows to scroll the view
     
     
     

    Języki słowiańskie

    Języki słowiańskie należą do rodziny języków indoeuropejskich, wywodzących się ze wspólnego języka praindoeuropejskiego. Około 3000 r. p.n.e. (a więc w okresie neolitu, końcowym okresie kamienia) narastające od dawna różnice dialektyczne prajęzyka indoeuropejskiego doprowadziły do rozbicia praindoeuropejskiej wspólnoty językowej.

    Grupa językowa słowiańska wraz z grupą bałtycką zajmowały część północną indoeuropejskiego obszaru centralnego. Nie ulega dziś żadnej wątpliwości, że grupa słowiańska jest najsilniej związana z językami bałtyckimi. Po długotrwałej dyskusji może uchodzić za pewne, że przed wyodrębnieniem się języka prasłowiańskiego istniał krótki okres wspólnoty bałto-słowiańskiej. Wszystko wskazuje na to, że przypadał on na pierwszą połowę II tysiąclecia (albo też na drugą połowę III tysiąclecia) p. n . e.

    Pierwszy podstawowy okres języka prasłowiańskiego trwał do V w., do wielkiej wędrówki Słowian na południe, wschód i zachód, związanej z wielką wędrówką ludów na przełomie starożytności i średniowiecza. Charakteryzuje się on zdumiewająco jednolitym rozwojem prajęzyka. Nie było jeszcze podówczas (przynajmniej wyraźnie zarysowanego) podziału na dialekty zachodnie i wschodnie. Ok. IV w. n. e. język prasłowiański obejmował już terytorium między dorzeczem Odry i środkowym Dnieprem, na północy po Morze Bałtyckie i Pojezierze Mazurskie, dzisiejsze Podlasie i dorzecze Prypeci, na południe po Karpaty i Sudety. Już w V w. Rozszerzył się ten obszar w kierunku północno-wschodnim na dorzecze górnego Dniepru i tereny na północ od Prypeci (pierwotne tereny bałtyckie). Po roku 500 Słowianie przekroczyli Karpaty i Sudety. W wiekach VI-VII zalali cały Półwysep Bałkański, przenikając nawet na Peloponez i Wyspy Morza Egejskiego. Zagrażali nawet stolicy cesarstwa bizantyjskiego - Konstantynopolowi. W VI w. zasiedlili również Alpy Wschodnie (na terenie dzisiejszej Dolnej Austrii, Styrii i Karyntii).

    W wiekach VI - X zajmowali więc Słowianie ogromny obszar od podstawy Półwyspu Jutlandzkiego i Morza Bałtyckiego na północnym zachodzie do Zatoki Fińskiej i do źródeł Oki i Wołgi na północnym wschodzie. Na południu sięgali do Morza Egejskiego i Adriatyckiego. Zachodnie granice Słowian przekraczały dolną Łabę, sięgały po Soławę, Las Czeski i Alpy Wschodnie, na wschodzie po środkowy Dniepr.

    Czasy od VII do X w. były okresem najszerszego rozprzestrzenienia się siedzib słowiańskich na terenie środkowej i południowej Europy. Szersza ekspansja plemion ruskich ku północy, wschodowi i południowemu wschodowi nastąpiła dopiero w wiekach późniejszych.

    "Języki indoeuropejskie" pod redakcją Leszka Bednarczuka, 
    Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988, Tom II, str.  910-911.
     

    Toporki ślężańskie
    z ekspozycji stałej
    Muzeum Ślężańskiego im. Stanisława Dunajewskiego
    w Sobótce


     
     


    Ślężańskie rzeźby kultowe


     
     

    Ślężańskie rzeźby kultowe dostępne na wys. 520 m n.p.m.
    przy szlaku czerwonym z Sobótki na szczyt Ślęży


     
     

    Wykonana z granitu rzeźba datowana na wczesne średniowiecze
    przedstawia postać mężczyzny z dużą rybą trzymaną oburącz.
    Według prof. Grzegorza Domańskiego może być to Slenz (Ślęż lub Slęz)
    - słowiańskie bóstwo wody

    Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch.
    przedstawia niedźwiedzia ze znakiem ukośnego krzyża na grzbiecie


     
     


     
     

    Ślężańska rzeźba kultowa dostępna na polanie
    pod szczytem Ślęży

    Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch.
    znana jako niedźwiedź (dzik, strzegomiańska maciora)


     
     

    Wspaniały rynek we Wrocławiu
    powstał według planu Henryka Brodatego
    (prawnuka Bolesława Krzywoustego)
    władcy Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej,
    Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski

    Polski książę świdnicko-jaworski Bolko II Piast Śląski
    wnuk Władysława Łokietka, siostrzeniec Kazimierza Wielkiego.
    Przez całe życie dążył do zjednoczenia śląskiej ziemi z resztą Korony Polskiej,
    wspomagał Władysława Łokietka w wojnie przeciw Krzyżakom
    i ich koalicjantowi - Janowi Luksemburskiemu.

    Zamek Bolczów nad Janowicami Wielkimi na Dolnym Śląsku powstał za czasów
    polskiego księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Piasta Śląskiego


     
     

    Polski wpis z 1722r. do księgi pamiątkowej na szczycie Śnieżki



     
     
     
    DZIEJE ŚLĄZKA

    OZDOBIONE LICZNYMI OBRAZKAMI

    NAPISAŁ DR. FELIX KONECZNY

    BYTOM G.-Ś. NAKŁADEM I CZCIONKAMI WYDAWNICTWA "KATOLIKA". 1897.

    I. Wstęp i ogólne pouczenie

    W Imię Boże zabieram się do pracy, ażeby braciom Ślązakom opisać przeszłość ich ziemi, ciesząc się, że książka ta przejdzie przez tysiące rąk uczciwych. Wysyłam ją do pracowitego kraju, gdzie nikt nie wstydzi się ciężkiej pracy w pocie czoła, gdzie lud niema zwyczaju marnować dnia, a co kto posiada, to ma z krwawicy swego znoju i rozumnie a oszczędnie tego używa. To Ślązk, kochany przez Polaków, szanowany przez uczciwych Niemców, to lud ślązki, który już dawno podajemy za wzór ludowi całej Polski, aby sobie ztąd brał przykład, jak własną pracą i zasługą można swój los i kraju polepszyć. Wiemy my dobrze, że polski Ślązk, to jakby wielkie mrowisko pracowitego ludu; przecież w tym kraju niema ani jednego kącika, któryby nie był sowicie zroszony poczciwym potem i to nie raz, ale setki i tysiące razy, od tylu już wieków!

    Ale nie tylko potem, jeszcze czemś innem ta ziemia zroszona i to obficie, nieraz aż nadto obficie; krwią swych rodaków, serdeczną krwią przodków, którzy sporo jej tu przelali w obronie wiary i mowy ojczystej, dobrowolnie, a drugie tyle wytoczyły im różne zawieruchy wojenne, które bez ich woli i bez winy, przeleciały ponad krajem, jak najgorszy wicher i niejednę zrobiły ruinę, którą potem usilna praca naprawiać musiała. Płonął nieraz tęp kraj łuną pożarów, a rzeki jego miały już nieraz czerwoną od krwi wodę! Tak to każda ziemia, gdy na niej przez długie czasy naród siedzi, ma swoje historyczne wspomnienia, różne, radosne i bolesne, bo jak człowiek, tak też kraj cały, przechodzi przez zmienną dolę i niedolę.
    Opisać te dobre i złe losy, pociechy pracy i dopuszczenia Boże, jest zadaniem historyi kraju. Czem bardziej ludność pewnej ziemi garnęła się do pracy, czem lepiej spełniała swoje obowiązki względem Boga, ojczyzny, rodziny i bliźniego, tem chwalebniejsze ma taka ziemia wspomnienia historyczne. Spisać historyę, to tak, jak zrobić rachunek sumienia z całego życia, od samego początku, ale rachunek sumienia za cały kraj, za wszystkie czasy i wszystkich ludzi, którzy tu żyli, a których my jesteśmy synami i dziedzicami. Nie powstydzimy się ojców naszych, zobaczymy, że dzielni to byli ludzie! W górę podniósłszy głowę, śmiało, głośno i hardo przyznamy się, żeśmy kość z ich kości i krew z ich krwi i pragniemy być godnymi ich następcami. Wiemy, że każde przecież pokolenie dźwigać musi jakiś ciężar nieszczęść; ale kiedy poznamy, jak przodkom naszym bywało nieraz o dużo gorzej, a jednak rąk nie opuścili, natenczas tem bardziej pokochamy ojczyznę i jej historyę i tylko chcieć będziemy, żebyśmy w przeciwnościach umieli brać sobie przykład ze sławnych ojców naszych. Daj nam Boże w nieszczęściach tyle sił, co im i tyle wiary, nadziei i miłości - bo tylko w ten sposób będziemy godni być ich dziedzicami, my, którzy dostaliśmy po nich spuścizną ich potu i krwi. Pomnijmy też, że pierwszym naszym obowiązkiem jest zostawić też po sobie jaki dorobek naszym następcom, potomnemu pokoleniu, ażeby kiedyś nie narzekano na nas, żeśmy polskie ojczyste dziedzictwo na Ślązku opuścili, żeśmy nie zachowali skarbów po ojcach, skarbów duchowych wiary i języka ojczystego.
    Zaszczepiła boża wola ten polski szczep na naszym kochanym Ślązku, a więc trzeba go pielęgnować; dzisiaj ten szczep w naszym ręku, jutro dzieci nasze strzedz go będą i pilnować, ażeby wzrastał. Staramy się robić dobrze, jak umiemy, a postaramy się, aby dzieci nasze umiały tę polską robotę jeszcze lepiej od nas. Póki się da pracować koło tego szczepu, widać taka wola Opatrzności, żeby się pracowało, a oczywiście rzeźko i sumiennie; jak będzie za dużo, sam Pan Bóg już to sprawi, żeby znowu było mniej. Ale my nie możemy wiedzieć, kiedy roboty tej koniec, bo to nie należy do ludzkiego przejrzenia; my tylko mamy robić i robić wszystko, co w naszej mocy, ażeby zostało drzewo polsko-ślązkie, nad którem nas Bóg zrobił ogrodnikami. A poczem będzie poznać, żeśmy byli ogrodnikami zdatnymi a pracowitymi? Tylko po tem, że drzewo będzie coraz wyższe i coraz bujniejsze! Jeżeli za naszych czasów opadnie mu która gałąź, będzie to znak naszego niedbalstwa, nasza wina przed sumieniem a hańba przed historyą.
    Chcemy więc poznać, jak tu przed nami pracowali i bronili polskości, chcemy się dowiedzieć, jakiemi to cnotami sprawili, że, chociaż seciny było przeszkód i czasy jak najgorsze, jednak polskość tutaj nie zginęła i zostało tu jeszcze dla nas ziemi i chleba. Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla kogo też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią często po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na komornem. Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie sami do historyi. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć późno, niż nigdy; możemy się zresztą jeszcze poprawić i dogonić tych, którzy się po niemiecku historyi ślązkiej uczyli, a z bożą pomocą, może ich też jeszcze nawet przegonimy. Nie brakuje nam do tego szczerej chęci, a zresztą, ta historya ślązkiej ziemi taka jest ciekawa, że pouczyć się o niej, to miły i łatwy obowiązek, to tylko pół pracy głową, a drugie pół przyjemnej zabawy. Zabawią się starzy, a młodych tak zawczasu do tej zabawy w czytaniu zaprawią, że za lat kilka nie będzie już na Ślązku ani jednego takiego Polaka, któryby się Niemca dopiero potrzebował pytać o historyę swego kraju.
    Z przejrzenia bożego dzieli się rodzaj ludzki na rasy i szczepy, a szczepy na narody. Chińczyk jest żółty, Indyanin amerykański ma skórą koloru brudnej miedzi, a Murzyn cały czarny, bo każdy z nich do innej należy rasy. Ale i wśród tej samej rasy jakież różnice! Jakto łatwo poznać żyda; chociaż także biały, a przecież inaczej wygląda; chociaż on tej samej rasy, ale innego szczepu; jego szczep semicki, a nasz aryjski.
    Za czasów Starego jeszcze Testamentu, praojcowie nasi, Aryowie, siedzieli w Azyi. Oni pierwsi zajęli się rolnictwem, oni pierwsi oswoili sobie pożyteczne zwierzęta i zrobili z nich domowe, a co najważniejsza, oni pierwsi zaprowadzili u siebie porządek rodzinny, wspólne życie rodziców z dziećmi i osobny dla każdej rodziny majątek, czyli prawo własności do tego, co własną pracą rodzina sobie zyska. Nie siła ciała, bo są rasy i szczepy silniejsze, ale siła moralna dała im przewagę nad innemi: poszanowanie własności i cześć czystości rodzinnego ogniska; siła moralna wyrobiła w nich te przymioty, któremi najbardziej wzrasta człowiek, wzmacniając sobie charakter i rozum. Rozumniejsi od innych, zdobyli sobie po wiekach panowanie świata, rozrósłszy się w liczne narody.
    Część Aryów przesiedliła się do Europy i tu dzielą się oni dzisiaj na trzy działy; Romanów, Germanów i Słowian. Romańskie narody są te, które podbite przez starożytny naród Rzymian, należały długo do ich państwa, od nich nauczyły się zakładać miasta, a jeżyki swoje pomieszały z ich językiem łacińskim. Są to Włosi, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy i Wołosi czyli Rumunowie. Inne znów narody, mówiące językami podobnemi trochę do niemieckiego, nazywają się germańskiemi, a są to: Anglicy, Niemcy, Hollendrzy, Duńczycy, Szwedzi i Norwejczycy. Nazwy Romanów i Germanów wzięte są z języka łacińskiego; oni sami nie mają dla siebie nazwy w swoich językach.
    Jedni tylko Słowianie sami siebie tak nazwali i posiadają własne wspólne nazwisko, z własnego zaczerpnięte języka, a nie z łacińskiego słownika. Do tych Słowian i my należymy. Słowo znaczy tyle, co mowa, bo mowa ze słów się składa; podobne do siebie słowiańskie języki były dla naszych przodków ich wspólnem słowem; otóż wszystkich, którzy rozumieli to słowo, z którymi można się było dogadać rodzimem słowem, nazywano pomiędzy sobą od słowa Słowianami. Z tego samego powodu tłómaczy się też, dlaczego sąsiadów swoich nazwali praojcowie nasi Niemcami. Oto bo oni nie znając języka słowiańskiego, nie mogli się rozmówić z naszymi przodkami i byli dla nich, jakoby niemowy, niemi; dlatego cudzoziemca Niemcem nazwano. Do dziś dnia lud polski w niektórych stronach każdego cudzoziemca nazywa Niemcem, chociażby on ze zupełnie innego był narodu; np. można czasem jeszcze słyszeć, że w Berlinie są szwabskie Niemcy, a w Paryżu francuzkie Niemcy. Jestto zupełnie źle i błędnie, bo Francuz nie jest Niemcem, a nie wszyscy znowu Niemcy są Szwabami, (bo tylko część Niemców tak się nazywa) ale to wysłowienie poucza nas, co pierwotnie oznaczało w Słowiańszczyźnie to słowo: Niemiec, a mianowicie każdego człowieka, który był niemy na słowiańską mowę, t j. nierozumiał jej.
    Słowiańskie narody są: Polacy, Łużyczanie, Czesi, Rusini, Słowacy, Słowieńcy, Kroaci, Serbowie i Bułgarowie, tudzież pół na pół Moskale czyli Rosyanie, którzy powstali ze zmieszania krwi ruskiej z tatarską. Moskale są narodem bardzo młodym; w tych czasach, kiedy się poczyna historya polska, czeska lub ruska, nie było jeszcze ani słychu o istnieniu Moskali czyli Rosyan; do historyi zaś europejskiej należą oni niespełna dopiero od 200 lat. - Słowianie zajmowali pierwotnie tj. za najstarszych pogańskich jeszcze czasów, o dużo więcej ziemi, niż dzisiaj. Wszystko koło rzeki Łaby (Elbe) było krainą słowiańską. Ludy te słowiańskie wyginęły w walkach z Niemcami, bo Niemcy zwykli byli po każdem prawie zwycięstwie urządzać rzezie miejscowej ludności, co zresztą sami niemieccy kronikarze opisują bez wstydu.
    Ta pierwotna Słowiańszczyzna dzieliła się na części jeszcze o dużo więcej, niż dzisiaj. Zamiast narodów znaczniejszych, które są dzisiaj, były tylko drobne ludki, a każdy z nich żył sobie osobno. Nad każdą prawie większą rzeką siedział inny ludek, mający osobnych naczelników i odrębne często interesy, nie bardzo się stykając z sąsiadami. Na wyżywienie człowieka trzeba było wtenczas ziemi o dużo więcej, niż dzisiaj; całe grunta wielkiej, ludnej wsi dzisiejszej, starczyły wówczas ledwie na wyżywienie jednej rodziny, przez to, że więcej było moczarów, niż gleby, a i tej nie umiano uprawiać, jak należy, nie umiano sobie radzić. Ludzi było mało, a jednak raz wraz zdarzały się przeludnienia, tj. że na pewnem miejscu, w pewnej okolicy zebrało się ludzi więcej, niż ich ziemia, bór i rzeka mogły wyżywić; działo się to przez sam naturalny przyrost ludności; dorosły dzieci, przybyły wnuki, a kiedy pojawiły się prawnuki, było ich już tylu, że byle rok gorszy sprowadzał głód; nie było innej rady, jak wyprawić część młodzieży w świat, żeby sobie szukali nowych siedzib.
    W ten sposób dokonała się kolonizacya Ślązka z Wielkopolski i to na dwa razy. Polanie, lud osiadły w dzisiejszej Wielkopolsce, mieszkali nad średnią Wartą, w okolicach, gdzie potem stanęły miasta Gniezno i Poznań, i zajmowali kraj na południe od Warty mniej więcej do rzek Orlej i Barycza. Do Barycza wpływa dużo rzek mniejszych, a wszystkie płyną z południa, tak, że sama przyroda wskazywała tym dzieciom Polan pochód na południe w górę rzek. Część ich została na prawym brzegu Odry, w dorzeczu Widawy, ale większa i znaczniejsza część przeprawiła się na drugą stronę Odry i osiadła nad rzeką, którą nazwali Ślęzą, a od której sami potem nazwali się Ślązanami. - Drugim zaś razem inna znowu drużyna emigracyjna Polan doszła do rzeki, której brzegi odznaczały się obfitością bobrów; nazwali ją przeto Bóbr, a sami siebie Bobrzanami. - Tak tedy istniały blisko siebie dwie kolonie z Wielkopolski; ale przez długie czasy nie miały ze sobą styczności, oddzielone dużą puszczą. Ślązanie rozrodzili się i zajmowali coraz więcej kraju. Powysyłali z biegiem czasu osadników nad Wystrzycę w jedną stroną, a w drugą stronę nad Oławę i Nissę; ci znowu przekroczyli Odrę i powysyłali nowych kolonistów nad Widawę, gdzie się zetknęli po czasie z potomkami braci swych przodków z nad Warty, nad Stobrawę, Brynicę i Małapanew. Tak Ślązanie w ciągu kilku pokoleń zajmowali kraj coraz szerszy i stali się ludem znacznie potężniejszym od Bobrzan; to tez kraj cały otrzymał od nich nazwę Ślązka, jako kraj zajęty i urządzony najpierw przez Ślązan.
    Rozszerzając swe siedziby dotarli wreszcie Ślązanie do granic innych ludków drobnych i spotkali się z sąsiadami. Na wschód sąsiadowali z Łęczycanami i z Sieradzanami, a jeszcze później z Chrobatami nad Wisłą, a mianowicie z krakowską ich częścią. Na południe mieli Morawiaków i kilka drobnych ludków czeskich. Na zachodzie stykali się z swymi braćmi Bobrzanami, a na północ z swym własnym ojczystym ludem Polan. Teraz już nie było wolnej ziemi do okoła, którąby można było zajmować. Odtąd były tylko dwa sposoby, żeby uniknąć klęski głodowej z przeludnienia. Należało trzebić lasy bardziej, niż dotychczas i urządzać kolonizacyę wewnętrzną, w środku swoich borów i dbać o lepszą uprawę ziemi; to był jeden sposób. Drugi zaś polegał na tem, żeby przemocą zająć kawał kraju, do którego już inny ludek miał prawa. Rozpoczęły się tedy walki o posiadanie ziemi. Natenczas wytworzył się odrębny stan wojskowy; co do wojny było zdatniejszego, i ci, którzy woleli wojenkę, niż orkę, tworzyli potem straż zbrojną swojej ziemi, straż wojskową. Który ludek więcej miał czy zdatności czy szczęścia na tych wojenkach, ten najbardziej rozszerzał swoje posiadłości i narzucał sąsiadom swoją wolę. Tak np. Ślązanie widocznie więcej mieli szczęścia od Bobrzanów i zaczęli nad nimi panować, tak, że ich kraj do swojej dołączyli władzy; toteż zaginął potem słuch o Bobrzanach, a ich kraj stał się także częścią Ślązka.
    Na wojnie potrzeba silnej władzy, surowego rozkazu i ślepego posłuszeństwa. Toteż skoro tylko zaczęły się wojny, powstała też niedługo władza naczelnika wojskowego, czyli władza książęca, sprawowana przez księcia, otoczonego drużyną wojenną, wyczekującą każdej chwili jego rozkazów. W czasach ustawicznej niepewności i ciągłych zawieruch, ten lud największe miał powodzenie, który największą w sobie wyrobił karność, którego książę największą miał władzę i najpowolniejszy dla siebie znajdował posłuch. W pośród tego ludu największy był porządek i bezpieczeństwo, a te ludy, które nie umiały czy przez niesforność nie chciały poddać się władzy jednego z rodaków, te które chciały żyć ciągle dalej po staremu, bez drużyny wojennej i bez księcia, te musiały z konieczności uledz innym. Zmieniły się czasy, nastał nowy okres, trzeba się było inaczej urządzić, dać sobie spokój z urządzeniem społecznem starem, które już było nieprzydatne, a przyjąć tę nową organizacyę, czyli nowe urządzenie porządku publicznego. Z tych-to przemian miała powstać po pewnym czasie nasza organizacya państwowa. Wytworzyła się ona najwcześniej w Wielkopolsce, dlatego też tam jest kolebka państwa polskiego.
    Wkrótce też spostrzegli nasi praojcowie, że im o dużo lepiej jest, skoro więcej ludków należy do jednego państwa i nigdy już wojen o to nie było; owszem, garnięto się koło władzy książęcej, skupiono się coraz bardziej w gromadę, coraz większe i większe tworząc państwo. A że Polanie z Wielkopolski najlepszą mieli organizacya państwową, wkrótce też Ślązk do ich państwa się przyłączył.
    Był już spory czas, żeby z tych różnych polskich ludków wytworzyła się jaka większa całość; gdyby nie to połączenie się w państwo polskie, pod zwierzchnią władzą jednego księcia polskiego, wspólnego Polanom, Ślązanom, Sieradzanom, Łęczycanom itd., gdyby nie to, byłyby te wszystkie ludy zmarniały w niemieckiej niewoli, tak że nie zostałby z nich ani jeden człowiek, z języka ich ani jedno słówko, a z ich osad ani jedna chatyna. Był już spory czas! Byłoby się stało z temi ludami to samo, co się stało z naszymi braćmi na Zachodzie za Odrą i Łabą.
    Jak ze słowiańskich lechickich plemion powstawało powoli państwo polskie, tak samo, zupełnie w ten sam sposób powstawało z germańskich ludków państwo niemieckie. Ale u Niemców zaczęła się ta organizacya o dużo wcześniej, niż u nas, dlatego że znacznie wcześniej zaczął im doskwierać głód. Mieli bowiem Niemcy bardzo a bardzo mało ziemi; tyle, co jest pomiędzy Renem, Wezerą a Menem i to jeszcze nie ze wszystkiem; ziemia to nie taka żyzna, jak polska, ale przeciwnie, bardzo jałowa i nieurodzajna. Tem większa przez to była między nimi zawiść, tem wcześniej zaczęły się te graniczne wojny jednego pokolenia z drugiem, ale też za to tem wcześniej urządzili sobie przez to organizacje państwową. Zaprowadzony porządek i ład ten miał skutek, że ludność w spokoju bardzo prędko się pomnażała i niedługo nastało groźne przeludnienie. Dokąd teraz się udać? Na wschód, na Słowian, odebrać im ziemię. Tak zaczęło się to parcie na wschód (D r a n g n a c h O s t e n), które trwa do dziś dnia.
    Walka była nierówna. Słowianie nadłabscy tj. nad rzeką Łabą (Elbe) nie mieli z początku ani książąt, ani drużyn wojennych; tego dopiero teraz od Niemców nauczyć się mieli. Ale chociaż urządzali się, jak mogli, i mieli potem książąt i wojowników, nie starczyło im jednakże już czasu, żeby założyć jakie większe państwo. Każdy ludek walczył osobno, a choć bronili bohatersko słowiańskiej ziemi, nic to nie pomogło, bo każdy z osobna walczył i ginął; zwyciężyć można było tylko walcząc wspólnie, pod wspólnym księciem, a tego jeszcze nie było. Największe organizacye państwowe pomiędzy Łabą i Odrą były na północy, blizko morza, państwa Wilków, Lutyków i Obodrytów, ale i te były za słabe na niemiecką nawałę, a w jedno nie połączyły się nigdy. Te zaginione ludy, po których nie zostało ani nawet najmniejszego śladu, to byli nasi rodzeni bracia, to także były ludy lechickie. Gdyby o sto lat wcześniej powstało było państwo polskie, język polski sięgałby może do dziś dnia za Odrę wzdłuż całego jej biegu; bo cała Odra, od źródeł aż do ujścia, płynie przez kraje pierwotnie lechickie, a zatem polskie.
    Taki sam los, zupełna zagłada, czekała resztę lechickich plemion; ale na szczęście, gdy Niemcy doszli do Odry, było już przeciw państwu niemieckiemu państwo polskie, dosyć duże, żeby się podjąć tej walki z pomyślnym skutkiem. Lud też polski na Ślązku, ci potomkowie Polan z Wielkopolski, zawdzięczali ocalenie temu, że się jeszcze dość wcześnie połączyli z Wielkopolską.
     Stało się to jeszcze za czasów pogańskich, przed przyjęciem wiary świętej. Niemcy byli już wcześniej chrześcijanami. Opowiemy teraz o nawróceniu Niemców i Polaków na wiarę chrześcijańską i od tego zaczniemy opowiadać historyę Ślązka, jak po kolei wypadki po sobie następowały.
    ciąg dalszy

     
    Wydawnictwa Instytutu Śląskiego

    Kazimierz Piwarski

    Historia Śląska w zarysie

    Katowice Wrocław 1947

    (...)

    Rozdział X 

    NARZUCENIE RZĄDÓW CZESKICH

    Jan Luksemburczyk jako jeden z celów swych dążeń wyznaczył sobie opanowanie Polski: jako następca Przemyślidów na tronie czeskim uważał się zarazem za spadkobiercę ich roszczeń do korony polskiej. Gdy tylko tedy zabezpieczył sobie panowanie w Czechach i wzmocnił swą pozycję w Niemczech, pomyślał o wyprawie na Polskę. Do akcji wojennej przygotował się starannie, licząc się z tym, że tymczasem Łakietek już mocno siedział w siodle i przez koronację w Krakowie (1320) zapewnił sobie znaczny autorytet wśród innych Piastowiczów i całej ludności polskiej. Teraz Luksemburczyk chciał zdobyć Kraków i zepchnąć z tronu Łokietka, a następnie przez akt uroczystej koronacji na króla polskiego i faktyczne władanie głównymi ziemiami polskimi nadać swym roszczeniom solidne podstawy. 
    Król czeski ruszył w początkach 1327 r. ze znacznym wojskiem przez Morawy ku Śląskowi, kierując swój marsz na Kraków. W drodze stawili się w obozie Jana liczni książęta górnośląscy, Piastowicze, i złożyli mu hołd lenny. Nie trudno wyjaśnić, jakie motywy kierowały owymi Piastowiczami. Przede wszystkim obawa przed znaczną potęgą króla czeskiego; ponadto liczenie się z tym, iż Jan Luksemburski, który nosił tytuł króla polskiego, zawładnie niebawem Krakowem i innymi ziemiami polskimi, że tedy będzie on istotnym panem całej Polski. Zaimponowała im więc siła króla czeskiego i przed nią się korzyli. Nie przeraził się jednak potęgi czeskiej Łokietek i dobrze umocnił Kraków, a ponadto zapewnił sobie poparcie Węgier. Zaskoczyło to Luksemburczyka. Gdy tedy pierwszy atak czeski na Kraków się nie powiódł, Luksemburczyk zraził się rychło do całej imprezy, zwłaszcza, iż .obawiał się zbrojnej interwencji króla węgierskiego Karola (z domu Anjou) po stronie Łokietka. Nad spodziewanie szybko wycofał się król czeski z armią do Czech. Atak na Kraków skończył się zupełnym niepowodzeniem. Natomiast trwałym rezultatem wyprawy Jana było dokonane pod naciskiem zbrojnym czeskim shołdowanie wspomnianych Piastowiczów: Bolka niemodlińskiego, Leszka raciborskiego, Kazimierza cieszyńskiego, Władysława kozielsko-bytomskiego, Jana oświęcimskiego. Należy podkreślić, że dawny hołd lenny ks. Kazimierza bytomskiego z r. 1289 poszedł już w owych latach, zdaje się, w zapomnienie; dopiero wypadki z r. 1327 stanowią pewniejszą podstawę dla zwierzchnictwa królów czeskich nad Śląskiem. 
    Wprawdzie na razie chodziło jedynie o kilku książąt śląskich, którzy złożyli hołd lenny Luksemburczykowi. Mogłoby to mieć tylko znaczenie lokalne, gdyby nie następne wypadki. Głos bowiem naraz zabrali Niemcy wrocławscy. Fakt shołdowania kilku książąt śląskich przez króla Czech uznali za hasło do szybkiego działania. Od dawna marzyli o tym, by uchronić się przed pretensjami księcia Bolesława brzeskiego do miasta Wrocławia, zwłaszcza, iż ów książę brzeski był sojusznikiem Łokietka. Nie chcieli być pod władztwem polskim; garnęli się pod zwierzchnictwo króla czeskiego, Niemca i protektora niemczyzny. Pod ich to wpływem książę Henryk VI udał się do Pragi i tamże odstąpił swe księstwo Janowi Luksemburskiemu, pomijając słuszne pretensje własnych braci - Bolesława brzeskiego i Władysława. Dla króla Jana była to okazja wyjątkowa, kuł tedy żelazo póki gorące. W kwietniu 1327 r. udał się z Pragi do Wrocławia i przyjął hołd mieszczan, jako przyszły władca (po śmierci Henryka VI); w zamian za uległość przyznał Jan Wrocławianom ogromne przywileje handlowe, obiecał im rozległy samorząd, oraz poparcie w sporach z biskupem. Henryka VI wreszcie wynagrodził Jan Luksemburski za wydanie mu Wrocławia przyznaniem w dożywotnie posiadanie ziemi kłodzkiej wraz z rentą pieniężną. 
    Krok Henryka VI był zdradą wobec interesów polskich. Zniemczały książę wrocławski (ożeniony był z Anną z Habsburgów), zacietrzewiony sporami z braćmi, nieprzyjazny Łokietkowi, który ich popierał, uległ zupełnie podszeptom doradców niemieckich, wśród których źródła wymieniają przede wszystkim kanonika wrocławskiego, wpływowego w kapitule, Mikołaja z Bancz, oraz bogatą rodzinę mieszczan wrocławskich, Mollensdorfów. Wiemy już, że mieszczanie niemieccy Wrocławia dążyli usilnie do przejścia pod rządy Luksemburczyka. Na domiar dążenia te popierała część kapituły, duchowni Niemcy, którzy wydatnie wzmocnili' swe wpływy na niekorzyść Polaków za czasów - biskupa Henryka z Wierzbna (1302-1319), pochodzącego wprawdzie z magnackiej rodziny śląskiej, ale zniemczałego. Dumny ten książę Kościoła, który rządził się udzielnie w ziemi nysko-otmuchowskiej, zażywając uprawnień księcia świeckiego na tym terenie, jak żaden dotąd z jego poprzedników zasłużył sobie na bardzo surową ocenę z punktu widzenia interesów polskości na Śląsku: Jako biskup wrocławski chciał się wyłamać spod zwierzchnictwa metropolii gnieźnieńskiej, zasługując sobie na ostre słowa nagany ze strony arcybiskupa Jakuba Świnki. W przełomowych latach początków XIV wieku, gdy ważyły się losy Polski i Śląska, przeciwstawiał się prądowi odrodzenia państwowości polskiej, który reprezentował Świnka, a urzeczywistniał najskuteczniej Władysław Łokietek. Na terenie swej diecezji protegował wyraźnie niemczyznę. Po jego śmierci rozzuchwaleni kanonicy Niemcy wysunęli kandydaturę swego rodaka, przeciw Polakowi. Na skutek sporów w kapitule przez lat kilka Wrocław nie miał biskupa. 
    W końcu na stolicę biskupią wrocławską został powołany Nanker, dotychczas biskup krakowski, ale pochodzący ze Śląska (z ziemi bytomskiej, szlachcic herbu Oksza), stronnik Łokietka, gorliwy kapłan i dobry Polak. Przeniesienie Nankera do Wrocławia było wynikiem starań Lokietka, który w ten sposób chciał ratować swe wpływy na Śląsku i bronić łączności kościelnej, w następstwie i politycznej, ziemi śląskiej z Polską; poparł Nankera i papież, gdyż właśnie potrzebował w Wrocławiu szczególnie oddanego sprawie Kościoła biskupa. Od dawna bowiem niemieccy koloniści sprzeciwiali się płaceniu na rzecz Kościoła tzw. świętopietrza, które pobierano w całej Polsce, a więc i w diecezji wrocławskiej jako części składowej metropolii gnieźnieńskiej. Niemców drażniły owe opłaty, gdyż stanowiły one dla nich obciążenie finansowe, a więcej jeszcze z tegu powodu, iż były one widomym znakiem łączności Śląska z Polską. Występowali tedy ostro mieszczanie wrocławscy przeciw świętopietrzu, zyskując sobie poparcie księcia Henryka VI i nawet niektórych członków kapituły, oczywiście Niemców. Doszło do tego, iż nuncjusz papieski, Piotr z Alverni, który zbyt może gorliwie nalegał na zapłatę zaległości świętopietrza, znalazł się w niebezpieczeństwie życia. Nanker, przybywszy do Wrocławia (1327), poparł stanowisko nuncjusza. Nominację jego z nienawiścią przyjęli mieszczanie Niemcy i niemieccy członkowie kapituły, widząc w nim nie tylko obrońcę praw Kościoła, ale stronnika Łokietka i - Polaka. Agitacja niemiecka doprowadziła w r. 1328 do tego, że tłum wdarł się do katedry, zabił kilku dworzan biskupa, zrabował mienie biskupie, a samemu Nankerowi i nuncjuszowi groził śmiercią! W napadzie uczestniczył książę Henryk VI, zupełnie przez Niemców pozyskany. Nanker uszedł do Nysy i stamtąd rzucił klątwę na miasto. Wraz z nim uszli polscy kanonicy, natomiast niemieccy kanonicy z Mikołajem z Bancz na czele pozostali we Wrocławiu.  ' 
    Nanker nie czuł się bezpieczny i w Nysie, gdyż książę Bolko ziębicki, który również wystąpił (pod wpływem Niemców) przeciw świętopietrzu, zaczął najeżdżać i grabić ziemię nysko-otmuchowską; schronił się tedy Nanker w Polsce. Mikołaj z Bancz i inni niemieccy kanonicy nie życzyli sobie jednak przewlekania zatargu, zwłaszcza, iż w końcu mogli się narazić na gromy papieża, który musiał stanąć po stronie biskupa. Postępując bardzo zręcznie, zapośredniczyli niebawem ugodę przy udziale króla Jana, który znów przybył do Wrocławia. Miasto przeprosiło biskupa i Nanker wrócił do Wrocławia. Ale powrót jego był możliwy w tych warunkach jedynie dzięki pośrednictwu większości niemieckiej w kapitule i króla Czech. Dano Nankerowi do zrozumienia, że bez tych czynników nie może niczego poczynać na stolicy biskupiej wrocławskiej. Niemcy wrocławscy i król czeski wspólnie starali się obezwładnić biskupa i uniemożliwić mu jego akcję na rzecz Łokietka i polskości. - Wypadki te świadczą najlepiej, jak wpływy niemieckie. zdecydowały o losach Wrocławia i losach Śląska w owych latach. Rozzuchwalona niemczyzna, triumfująca od chwili, gdy Henryk VI przekazał przyszłe rządy w księstwie wrocławskim Luksemburczykowi, nie chciała już w żaden sposób dopuścić powrotnej fali polskości do stolicy Śląska. Widać stąd jasno, jaką rolę odegrał w dziejach śląskich Henryk VI: książę-Piastowicz, który walnie przyczynił się do oddania Śląska, formalnie w ręce czeskie, naprawdę niemieckie. 
    Zapewniwszy sobie wpływ decydujący i przyszłe rządy we Wrocławiu, starał się Jan Luksemburczyk zmusić do uznania swego zwierzchnictwa również i innych książąt śląskich. Już w r. 1327 złożył mu hołd ostatni niezależny dotąd książę górnośląski, Bolko opolski. W r. 1328 toż samo uczynili, ulegając przemożnemu naciskowi króla Jana oraz oplątani jego intrygami: Jan ścinawski, Konrad oleśnicki i Henryk żagański, a wreszcie Bolesław brzesko-legnicki, zagrożony pretensjami swego brata Władysława do Legnicy, do której prawa chciał tenże odsprzedać Luksemburgowi, byleby tylko pomścić się na bracie, odmawiającym mu wydania części ojcowizny, licząc, że król czeski potrafi już wyrwać Legnicę z rąk Bolesława! Co prawda Jan Luksemburczyk nie miał pieniędzy na zapłatę pretensji Władysława i los tego wykolejeńca był mu zupełnie obojętny; wyzyskał jednak propozycję Władysława, by zmusić księcia brzeskiego do uznania zwierzchnictwa czeskiego. Tak to Piastowicze sami ułatwiali królowi czeskiemu rozszerzanie zwierzchnictwa na coraz dalsze połacie Śląska! Natomiast chlubny wyjątek wśród Piastowiczów śląskich stanowili: Przemko głogowski, ożeniony z wnuczką Łokietka Konstancją i szwagier jego Bolko II świdnicki (syn Kunegundy Łokietkówny, żony Bernarda świdnickiego, której córką była wspomniana Konstancja). W takim Przemku ozwała się dusza piastowska, kiedy na wezwanie króla czeskiego, by uznał jego zwierzchnictwo, odpowiedział, że "woli na jednym koniu opuścić swą ziemię, niż być poddanym innego monarchy". Przemko i Bolko II świdnicki byli stronnikami Łokietka i dzięki ich stanowisku król polski mógł jeszcze w pomyślnych dla siebie warunkach podjąć starania o uwolnienie Śląska spod zwierzchnictwa Jana Luksemburczyka. Wprawdzie dzielny Przemko głogowski zmarł przedwcześnie (1331) i częścią jego ziem podzielili się bracia (Jan ścinawski i Henryk żagański), obaj lennicy czescy. Ale najważniejsze grody, Głogów i• Tarnów, zachowała w swym posiadaniu młoda wdowa Konstancja, poddając się pod opiekę brata, Bolka II świdnickiego; ten to książę stanowił. teraz główną zaporę dla rozszerzenia się zwierzchnictwa Jana Luksemburskiego na cały Śląsk. 
    Losy Śląska jeszcze się ważyły. Mimo, że znaczna większość kraju znajdowała się pod przewagą czeską, mogło się wiele zmienić. Postępy bowiem terytorialne Jana Luksemburczyka wywołały zaniepokojenie u innych państw. Węgry silniej wiązały się z Polską, co oznaczało dla Łokietka wydatne wzmocnienie w razie nowego konfliktu z Luksemburgiem. Na domiar w Niemczech piętrzyły się przed królem Janem liczne trudności: zwłaszcza Habsburgowie gotowali się do uderzenia na Czechy. W tych warunkach postanowił Luksemburg uderzyć najpierw na Polskę. Wszedł w porozumienie z krzyżakami i chciał uderzeniem z dwu stron na Łokietka zadać mu cios ostateczny. Roiły mu się nawet raz jeszcze plany opanowania całej Polski.  W r. 1331 nastąpiło uderzenie krzyżackie na Wielkopolskę. Równocześnie podążył Jan Luksemburski z wojskiem na Śląsk, by podać rękę krzyżakom i wspólnymi siłami zgnieść Łokietka. Gdyby się jego ówczesne plany ziściły, oznaczałoby to zapewne koniec niepodległości Polski, na której zgubę sprzysiągł się ów Niemiec na tronie czeskim wraz z zionącym nienawiścią do wszystkiego co polskie zakonem krzyżackim. Tymczasem z bliżej nieznanych przyczyn (może wskutek przeszkód, stawianych przez Bolka świdnickiego?) pochód wojsk Luksemburga tak się opóźnił, iż armia krzyżacka nie doczekała się w Wielkopolsce nadejścia sojuszników i rozpoczęła odwrót, naciskana przez zastępy Łokietkowe, które na domiar zniszczyły jedną kolumnę krzyżacką w bitwie pod Płowcami. Wieść o tym zastała Jana Luksemburczyka we Wrocławiu. Wobec odwrotu krzyżaków odroczył plany ataku na Polskę. Natomiast zadał cios poważny sojusznikowi Łokietka, Bolkowi świdnickiemu. Na czele swych wojsk (złożonych w znacznej części z najemników Niemców) ruszył pod Głogów i opanował miasto wskutek zdrady miejscowego starosty, po czym ogłosił przyłączenie miasta do korony czeskiej. W ten sposób po raz pierwszy na tym kawałku ziemi śląskiej zlikwidowane zostały rządy piastowskie (Wrocław miał być włączony dopiero po śmierci Henryka VI). Wdowa po Przemku, wyzuta ze swych posiadłości, znalazła schronienie w Polsce, gdzie zakończyła życie w klasztorze. Jan Luksemburski mianował starostą w.. Głogowie Czecha, Hinka z Dubu. [ Król Jan wkroczył jeszcze następnie do Wielkopolski, licząc zapewne na ponowny atak krzyżacki na ziemie polskie od północy. Przystąpił nawet do oblężenia Poznania, ale po kilka dniach zarządził pospieszny odwrót swej armii w kierunku Wrocławia, spiesząc• na pogranicze Moraw, zagrożonych od strony Węgier.] 
    Nad ziemią śląską zaciążyły rządy obce, narzucone przemocą, przywitane z radością jedynie przez żywioł niemiecki, a zwłaszcza, rosnący w bogactwa i znaczenie patrycjat miejski, tak w samym Wrocławiu jak i innych miastach Śląska Dolnego. Niemieccy mieszczanie zacierali ręce z radości, pewni, że nowy zwierzchnik kraju udzieli im poparcia. W istocie wiadomo, iż Wrocław został wynagrodzony przez Jana Luksemburskiego rozległymi przywilejami. Objęty nimi został przede wszystkim patrycjat miejski, który już pod rządami Henryka VI zapewnił sobie wyłączny wpływ na zarząd miasta. W radzie miejskiej nie było miejsca dla przedstawicieli rzemiosł, w których przeważał żywioł polski. Napróżno rzemieślnicy domagali się demokratyzacji stosunków w mieście. Odmawiano im praw, natomiast nakładano na nich ogromne ciężary. Gdy zrozpaczeni szukali sprawiedliwości na drodze rozruchów, spotkali się z krwawymi represjami ze strony połączonych czynników: patrycjatu i księcia. Niemcy wiedzieli dobrze, że gnębiąc klasy niższe w mieście, gnębią zarazem żywioł polski. Akcja ich była celowa, złowroga dla polskości w miastach śląskich. Podobne bowiem stosunki, jak we Wrocławiu, zapanowały niebawem i w innych miastach na ziemi śląskiej. Wszędzie panoszył się element niemiecki, popierany przez zniemczałych książąt i przez nowego •pana kraju, króla czeskiego. Oderwanie Śląska od Polski musiało w następstwie przynieść dotkliwe straty dla polskości tej prastarej ziemi piastowskiej. 

    Rozdział XI 
    POLSKA FORMALNIE TRACI ŚLĄSK NA RZECZ CZECH 

    Władysław Łokietek prowadził w ostatnich latach swego życia ciężką walkę na dwa fronty: z Czechami i z krzyżakami. Walka to była nie równa, wobec przeważających sił wrogów. Okazało się, że nie tylko niema mowy na razie o odzyskaniu władztwa polskiego nad Śląskiem czy Pomorzem, lecz że nadto Polska narażona jest na ataki wroga na dalsze ziemie polskie, a nawet na straty terytorialne (zajęcie Kujaw przez krzyżaków i - krótkotrwałe zresztą - opanowanie części Wielkopolski przez wojska czeskie). Następca tedy Łokietka, Kazimierz Wielki (1333-1370) uznał konieczność zmiany polityki polskiej. Przede wszystkim pragnął położyć nacisk na odbudowę wewnętrzną kraju i usunięcie śladów koszmarnego okresu dzielnicowego przez trwałe związanie poszczególnych ziem polskich w jedną mocną organizację państwa . 
    W polityce zagranicznej zamierzał skupić siły polskie narazie przeciw jednemu wrogowi, mianowicie krzyżakom.. W związku z tym podjął Kazimierz starania o zażegnanie konfliktu wojennego z Janem Luksemburskim, co tym było dla niego ważniejsze, iż w ten sposób chciał oderwać od krzyżaków potężnego ich sojusznika. Porozumienie jednak z królem czeskim wymagało ofiar i to poważnych. Jan Luksemburski miał w ręku dwa mocne atuty: zwierzchnictwo nad większą częścią Śląska, bezpośrednie władanie nad Głogowem i ekspektatywę do podobnego władania nad Wrocławiem, a ponadto tytuł króla Polskiego, który przybrał sobie jako następca Przemyślidów, co ogromnie utrudniało Kazimierzowi swobodę ruchów na arenie dyplomacji europejskiej, gdyż tytuł Jana Luksemburczyka był przez niektóre dwory uznawany, nie mówiąc już o tym, że król czeski mógł w odpowiedniej chwili posłużyć. się swymi roszczeniami do korony polskiej jako pretekstem do akcji zbrojnej przeciw Kazimierzowi. Król polski starał się przynajmniej ów drugi atut wydrzeć Luksemburgowi. 

    W tym oświetleniu dopiero zrozumiała jest polityka ustępstw w stosunku do Czech, jaką zapoczątkował król Kazimierz. Najpierw zawarł w Sandomierzu w r. 1335 osobne zawieszenie broni z królem Czech, przez co rozerwał już sojusz czesko-krzyżacki. W tymże roku doszło do podpisania umowy polsko-czeskiej w Trenczynie, w której Jan Luksemburski rezygnował z pretensji do korony polskiej i z tytułu królewskiego, a Kazimierz zrzekał się praw do tych ziem śląskich, które już znajdowały się pod zwierzchnictwem czeskim. Była to umowa tymczasowa, która miała być potwierdzona na zjeździe obu władców i króla węgierskiego w Wyszehradzie, który istotnie odbył się jeszcze w r. 1335. Jan Luksemburski zrzekł się tytułu króla polskiego, co znacznie wzmacniało pozycję Kazimierza na dworach europejskich, jako jedynego faktycznego i formalnego władcy Polski i piastuna godności króla polskiego: w zamian za to zrzeczenie się Kazimierz wypłacił Janowi znaczną kwotę pieniężną. Należałoby oczekiwać. że zgodnie z umową trenczyńską Kazimierz wyda w Wyszehradzie akt, potwierdzający rezygnację z ziem śląskich. To jednak nie nastąpiło. W nieznanych nam bliżej okolicznościach udało się Kazimierzowi odwlec ratyfikację owego zrzeczenia się na jakiś czas. Dowodzi to tylko, jak silne miał król polski poczucie swych praw do Śląska i z jaką trudnością przychodziło mu wyrzec słowa rezygnacji. Zapewne miał Kazimierz nadzieję, że niebawem załatwi pomyślnie konflikt z krzyżakami, a wtedy będzie mógł wystąpić wobec Jana, Luksemburczyka z żądanie m zwrotu części przynajmniej ziem śląskich. Nadzieje te jednak się nie spełniły. Sprawa z krzyżakami była niezwykle ciężka i przewlekła, a wobec dalszego nacisku ze strony Jana Luksemburskiego odraczanie ratyfikacji zbyt długie stało się niemożliwością. 
    Zaniepokojony stanowiskiem Kazimierza, starał się teraz król czeski co rychlej umocnić i rozszerzyć swą władzę na ziemiach śląskich. Gdy w r. 1335 zmarł Henryk VI wrocławski, niezwłocznie Jan objął Wrocław w swe posiadanie, osadzając tamże czeskiego starostę. Uzyskał równocześnie możność swobodnego dysponowania ziemią kłodzką, którą dożywotnio dzierżył Henryk VI. Ziemia ta posłużyła królowi Czech jako przynęta dla księcia Bolka ziębickiego, który, podobnie jak inni książęta linii świdnickiej, dotąd uchylał się z powodzeniem od przyjęcia zwierzchnictwa czeskiego. Właśnie niedawno (1335) zdołał nawet Bolko odeprzeć atak zastępów czeskich, które na księstwo ziębickie poprowadził Karol, syn Jana Luksemburskiego. Pod wrażeniem jednak dalszego umacniania się władzy króla czeskiego na Śląsku, czego widomym znakiem było przejęcie w bezpośrednie władanie Wrocławia, ustąpił wreszcie Bolko, tym więcej, że mu za to obiecano ziemię kłodzką w dożywocie, co stanowiło smakowity kąsek dla rozrzutnego księcia, pogrążonego w ciężkich kłopotach finansowych. W r. 1336 złożył Bolko hołd lenny Janowi. Otrzymał wprawdzie w dożywocie Kłodzko, natomiast musiał niebawem oddać Janowi szereg swych grodów, jak Ząbkowice, Strzelin, Więzów i Dzierżoniów, pod zastaw sum, które król czeski wyłożył na zapłacenie licznych wierzycieli lekkomyślnego Piastowicza. W rezultacie zachował Bolko jedynie Ziębice, no i Kłodzko, przez co w ogólności spadł do rzędu książątek śląskich bez większego znaczenia. 
    Shołdowanie Ziębic stanowiło wstęp da dalszych zakusów Jana w kierunku zmuszenia do uległości książąt linii świdnickiej . Na najsilniejszy nacisk wystawiany był Henryk jaworski, który posiadał część Łużyc, przedmiot apetytów zaborczych króla czeskiego. Już w r. 1329 zmuszony został do wydania Czechom Zgorzelca. Teraz Jan Luksemburski wzmógł nacisk i książę Henryk musiał mu odstąpić resztę ziem łużyckich, wraz z grodem Przewozem, który od dawna stanowił najdalej wysunięty ku Nysie łużyckiej skrawek ziem śląskich. Ponadto Henryk zawarł sojusz z królem Czech i obiecał mu pomoc zbrojną na każdą wyprawę wojenną: ale mimo wszystko hołdu lennego. nie złożył i zachował niezawisłość. Najmocniejszą pozycję w stosunku do zakusów czeskich zachowywał nadal Bolko II świdnicki i Jan Luksemburski nie mógł jej naruszyć. 
    Zmuszanie da hołdu książąt była w ogólnych zamierzeniach polityki czeskiej tylko wstępem do realizacji celu właściwego: zupełnego usunięcia Piastowiczów ze Śląska i włączenia całego kraju bezpośrednio do korony czeskiej. Oczywiście, cel ten realizowali Luksemburgowie etapami, w miarę nastręczających się możliwości. Taka właśnie akcja nadarzyła się na Górnym Śląsku z chwilą śmierci Leszka raciborskiego (1327). Do spadku rościli sobie pretensje najbliżsi krewni, Piastowicze linii opolskiej. Jan Luksemburski pominął jednak te pretensje i nadał Racibórz księciu opawskiemu Mikołajowi; z rodu Przemyś1idów, a więc Czechowi, ożenionemu z siostrą zmarłego Leszka. Gdy Piastowie opolscy głośna wyrzekali na swą krzywdę, uwzględnił Jan ich pretensje o tyle, że przyznał im Koźle i Gliwice; Racibórz jednak pozostał w ręku Mikołaja Przemyślidy. Piastowicze śląscy mogli się teraz przekonać naocznie, że przejście pod zwierzchnictwo czeskie
    oznaczało coś więcej, niż zmianę formalną władcy zwierzchniego; stopniowo Luksemburgowie starali się likwidować rządy piastowskie jako przypominające dawne związki Śląska z Polską. Osadzenie Przemyślidy w Raciborzu miało być jednym z etapów na tej drodze, zresztą znowuż jako etap przejściowy do zupełnego wcielenia Raciborza do korony czeskiej. 
    Krok za krokiem Jan Luksemburski starał się wzmocnić swą pozycję monarszą na Śląsku. W czasie pobytu swego we Wrocławiu w r. 1337 wydał ordynację dla księstwa wrocławskiego, która jednakże w istocie tyczyła się całego Śląska: zawierała ona bowiem m. i. przepisy regulujące żeglugę na Odrze i dawała szerokie uprawnienia staroście wrocławskiemu, upoważniając go np. do karania przestępców również na terytoriach książąt lennych, co uwłaczało terytorialnej władzy książęcej. Znamienne były nadto te przepisy ordynacji, które poddawały rycerstwo księstwa wrocławskiego na terenie Wrocławia sądowi miejskiemu, oraz ograniczały zakres władzy sądów kościelnych w stosunku do osób świeckich. Stanowiły bowiem owe przepisy dowód, że król czeski popiera przede wszystkim interesy mieszczan (i to patrycjatu, a więc Niemców); w ogólności zaś lekceważy książąt, rycerstwo i Kościół, te czynniki, które mogły jeszcze w ówczesnych stosunkach społecznych stanowić przypomnienie tradycji polskich. Na pozór wprawdzie Jan Luksemburski okazał życzliwość biskupstwu wrocławskiemu, wydając na jego rzecz. w r. 1337 wielki przywilej. w którym brał dobra kościelne pod swą opiekę i zlecał ją wykonywać swemu staroście. W istocie jednak stanowiło to narzucenie biskupstwu protekcji królewskiej i dalsze rozszerzenie władzy starosty czeskiego. Jak zresztą ową opiekę Luksemburg pojmował, dowiódł sam niebawem, próbując opanować dla siebie gród kapituły wrocławskiej Milicz, gdyż był on ważną placówką na pograniczu Polski i miał dla króla czeskiego doniosłe znaczenie strategiczne. Wydaniu Milicza w ręce króla czeskiego przeciwny był stanowczo biskup Nanker, jak i nuncjusz papieski Galhard. 
    Wobec tych sprzeciwów Jan Luksemburski na razie poniechał sprawy, by zresztą do niej niebawem powrócić. 
    Najpilniejsze było przecież dlań uzyskanie od króla Kazimierza potwierdzenia rezygnacji z ziem śląskich. Kazimierz odraczał tę sprawę, w nadziei, że tymczasem załatwi konflikt z krzyżakami i będzie miał wobec Czech wolne ręce. Właśnie jednak Luksemburg napierał na załatwienie sprawy, dopóki król polski musiał wszystkie siły trzymać w pogotowiu przeciw krzyżakom. Zaszachował Kazimierza nader zręcznym posunięciem w r. 1338, zawierając sojusz z Andegawenami węgierskimi. Luksemburgowie obiecali poprzeć przyszłe starania Andegawenów o tron polski (co- było brane w rachubę, ze względu na bezdzietność Kazimierza bliskie związki familijne ostatnich królów Piastów z dworem węgierskim), w zamian za co Karol węgierski przyrzekł nie wspomagać Kazimierza, gdyby ten podjął akcję w kierunku odzyskania Ś1ąska, jak też obiecał, imieniem Andegawenów, że w razie zyskania korony polskiej nie będą z tego tytułu podnosić pretensyj do Śląska. Dotąd Kazimierz mógł. liczyć, na wypadek wznowienia konfliktu z Czechami, przede wszystkim na pomoc Węgier. Teraz i ta nadzieja upadała. W tych dopiero warunkach król polski, osamotniony politycznie, zdecydował się na akt rezygnacji ze Śląska, chcąc doprowadzić do, pełnego odprężenia stosunków z Czechami w momencie, gdy czekała go wielka rozgrywka dyplomatyczna z krzyżakami. Dnia 9 lutego 1339 r. wydał Kazimierz w Krakowie akt, potwierdzający umowę w Trenczynie, w którym formalnie rezygnował z tych ziem śląskich, które 
    w r. 1335 były już w posiadaniu czeskim, lub stanowiły lenno Czech. Akt rezygnacji nie objął więc księstwa jaworskiego, świdnickiego, ani księstwa biskupiego Nysy. ani nawet księstwa ziębickiego, shołdowanego dopiero w r. 1336. , 
    Fatalny ów rok 1339 przyniósł więc zerwanie węzłów łączności państwowej Śląska z Polską. Aż do tej chwili jedynie król polski uchodzić mógł za formalnego zwierzchnika Śląska, jako prastarej ziemi piastowskiej, części wielkiej macierzy polskiej. Takie było powszechne przekonanie współczesnych, czego najlepszym dowodem uparte zabiegi Jana Luksemburga o uzyskanie od Kazimierza aktu formalnego zrzeczenia się Śląska. Opanowanie ziem śląskich przez króla Czech było dziełem przemocy. Dopóki jeszcze Luksemburg nosił tytuł króla polskiego i nie tracił nadziei, iż uda mu się istotnie Polskę całą opanować, nie potrzebował tak bardzo rezygnacji ze strony króla Kazimierza. Gdyby naprawdę był panem Polski, wówczas przez to samo miałby tytuł do władania Śląskiem, tak jak jego poprzednik, Wacław II. Kiedy jednak okazało się, że musi porzucić marzenia o owładnięciu Polską, która leczyła się stopniowo z ran okresu dzielnicowego i krzepła pod rządami króla Kazimierza, wówczas niezbędnym zabezpieczeniem zdobyczy śląskiej było dla Jana uzyskanie rezygnacji Kazimierza. Tylko bowiem w ten sposób mógł pewniej osiąść na swej zdobyczy, licząc w znacznym stopniu na wrażenie, jakie akt rezygnacji Kazimierza wywrze na książętach śląskich. Odtąd tracili oni formalnie jąkąkolwiek ostoję dla swych ewentualnych starań o zrzucenie zwierzchnictwa czeskiego. Wedle brzmienia traktatów jedynym panem większości ziem śląskich był teraz król czeski. 
    A jednak król Kazimierz nie uważał aktu z r. 1339 za ostateczną rezygnację z praw Polski do Śląska. Wystarczy choćby wskazać, że przecież nie objął on rezygnacją ani księstwa biskupiego w Nysie, ani ziem Piastowiczów z linii świdnicko-jaworskiej Zachowywał więc nadal liczne punkty zaczepienia dla swych przyszłych starań o odzyskanie Śląska. Akt z r. 1339 uważał za wymuszony okolicznościami, które nie pozwalały mu na razie na podjęcie walki zbrojnej z potężnym królem Czech, za ustępstwo przejściowe. Wskazują na to dobitnie jego dalsze poczynania polityczne. Wiele mamy danych po temu, że i w opinii narodu polskiego nie uważano rezygnacji z r. 1339 za decyzję nieodwołalną. Niestety nie dało się koła wydarzeń dziejowych odwrócić. Zawiniły jednakże w tym względzie najwięcej następne pokolenia narodu polskiego, które licznych możliwości odzyskania Śląska nie wykorzystały. 

    R o z d z i a ł XII
    UMACNIANIE SIĘ WŁADZY KRÓLÓW CZESKICH NA ŚLĄSKU 

    Śląsk został oderwany od Polski przez Niemca na tronie czeskim, Luksemburga, przy walnym udziale mieszczaństwa niemieckiego (zwłaszcza Wrocławian), które książęta Piastowicze z karygodną lekkomyślnością swego czasu przygarnęli na terytorium śląskie. W ogólności żywioł niemiecki, także wśród rycerstwa, a w wyższym stopniu jeszcze wśród duchowieństwa, współdziałał w tym chwilach dziejowych z królem czeskim, a zwalczał polskość i zrywał nici, łączące Śląsk z Polską. Ową świadomą działalność antypolską Niemców można obserwować dokładnie na terenie Kościoła śląskiego. Warto się nad tym przez chwilę zastanowić. 
    Wspominaliśmy już o zatargach o świętopietrze po objęciu diecezji wrocławskiej przez biskupa Nankera. W r. 1329 sprawa nieco ucichła, ale nie została bynajmniej załatwiona. Niemcy nadal sabotowali opłaty świętopietrza, zachęceni przykładem kanoników niemieckich z kapituły, którzy albo nie starali się w ogóle o ściąganie opłat, albo też chowali je do własnej kieszeni (jak ich przewódca, Mikołaj z Bancz!) i nie odsyłali do zwierzchnich władz kościelnych. Przebijała się tutaj świadoma dążność do zrywania łączności diecezji wrocławskiej z metropolią gnieźnieńską, a więc z organizacją Kościoła polskiego. Odmowa zapłaty dotykała oczywiście Stolicę Apostolską, na rzecz której z całej prowincji polskiej ściągano świętopietrze. W -tym wypadku schodziły się, interesy Polski i Rzymu, stąd też nuncjusze występowali z żądaniem uiszczania opłat. Gdy na Śląsk przybył nowy nuncjusz papieski Galhard, rozpoczął swą działalność od energicznego nacisku na kapitułę wrocławską, żądając egzekucji świętopietrza i wypłaty zebranych już, lecz zatrzymanych we Wrocławiu sum. W niemiłej sytuacji znalazł się teraz Mikołaj z Bancz, który niewątpliwie część zebranych pieniędzy schował do własnej kieszeni. Chcąc się ratować, podburzył mieszczan przeciw legatowi papieskiemu i Galhard ledwie uszedł z życiem z miasta, rzucając ekskomunikę na Mikołaja (1337). Butny Niemiec niewiele sobie przecież z tego robił, mając zapewnioną protekcję Jana Luksemburskiego. Galhard wysłał wówczas sprawozdanie do Rzymu, w którym opisał stosunki w Kościele śląskim, podkreślając, "że w miastach polskich, w których panują Niemcy, giną zupełnie prawa Stolicy Apostolskiej" (chodziło w szczególności o zapłatę świętopietrza); zwracał uwagę, iż papież winien zawczasu dopilnować, by po śmierci starego i zniedołężniałego już Nankera na stolicy biskupiej wrocławskiej zasiadł Polak, gdyż niemiecka większość kapituły i król czeski będą wspólnie zwalczać kandydaturę polską, jako dla siebie niewygodną. W ogólności przy obsadzeniu stanowisk kościelnych na Śląsku "winien papież zważyć wierność, oddanie i korzyści, jakich kamera (papieska) doznaje od Polaków, a jakich od Niemców i Czechów, między którymi taka jest różnica, jak między światłem a ciemnością".
    Zgodność interesów Kurii papieskiej i Polski wykazał dalszy przebieg wypadków we Wrocławiu. Za Mikołajem z Bancz szli ławą Niemcy, wskutek czego obóz przeciwników świętopietrza wzmagał się w siły. Galhard rzucił wówczas interdykt na Wrocław i całą diecezję. Jan Luksemburski zakazał jednak stosowania się do interdyktu: posłuchali go skwapliwie Niemcy, natomiast Polacy szanowali głos nuncjusza papieskiego. Nanker wyjechał z Wrocławia z polskimi kanonikami kapituły i zamieszkał w dobrach biskupich w Otmuchowie. Wyzyskując rosnący zamęt w stosunkach kościelnych, król czeski zbrojnie opanował Milicz, gród kapituły. Wówczas stary Nanker poderwał się raz jeszcze do walki. Wrócił do Wrocławia i zażądał zwrotu Milicza. Gdy doznał odmowy, udał się do króla wraz z czterema kanonikami i rzucił nań uroczyście klątwę, po czym wyjechał do Nysy. Jan zlekceważył gromy biskupie, a nawet nakazał władzom miejskim represje wobec tych duchownych, którzy dochowali posłuszeństwa biskupowi. W istocie represje starosty i rady miejskiej (przeważnie Niemców!) dotknęły nie tylko majątki kościelne, które obłożono sekwestrem, ale i samych duchownych, głównie Polaków, wiernych biskupowi: usuwano ich brutalnie ze stanowisk, osadzając w ich miejsce sprowadzonych księży niemieckich, którzy (nie bacząc na interdykt) odprawiali nabożeństwa w kościołach wrocławskich. W ten sposób Niemcy niweczyli pracę poprzednią Nankera, który starał się stanowiska duchowne nadawać Polakom, Wystarczy przytoczyć ustawy Nankera z r. 1331, w których m. i. znamienny jest przepis, wzbraniający nadawania godności kościelnych w diecezji wrocławskiej ludziom, nie pochodzącym z prowincji kościelnej polskiej, zakazujący również .powoływania na stanowiska nauczycieli ludzi, którzy nie władają językiem polskim! Widać, jak leżała na sercu Nankerowi troska o zachowanie polskości w Kościele śląskim. Tymczasem Niemcy wrocławscy, popierani przez samego króla, otwartego protektora niemczyzny, dążyli wyraźnie do oderwania się od metropolii gnieźnieńskiej. Niestety Jan Luksemburski miał znaczne wpływy w Kurii papieskiej, a i Mikołaj z Bancz umiał tamże dotrzeć przez swych rodaków Niemców: w rezultacie papież nie stanął tak mocno po stronie Nankera, jakby należało. Mimo wszystko Nanker pozostał do końca życia nieugięty. Dzielny ten obrońca polskości Kościoła śląskiego zmarł w r. 1341. 
    Teraz Jan Luksemburski pospiesznie nakłonił kapitułę do wyboru oddanego sobie człowieka, Przecława z Pogorzeli, pochodzącego z rycerskiego rodu śląskiego (z księstwa brzeskiego), ale zniemczonego: Przecław pogodził się już zupełnie z rządami czeskimi na Śląsku i był na wskroś lojalnym sługą Luksemburgów. W Polsce oczekiwano, że papież zabierze głos w sprawie obsady biskupstwa i postara się o wyniesienie kandydata Polaka, zgodnie z• zaleceniami Galharda. Wprawdzie Benedykt XII zastrzegł się, że wybór nie może być dokonany bez jego zgody. Gdy jednak kapituła mimo to wybór przeprowadziła, po myśli żądań króla czeskiego, papież w końcu ustąpił, ulegając zapewne potężnym wpływom Luksemburga i zatwierdził Przecława. Nowy biskup poszedł zupełnie po linii życzeń czeskich. Oczywiście niebawem (1342) zawarta została ugoda między Przecławem a Karolem Luksemburgiem (zastępującym ojca, Jana), kładąca kres wieloletniej walce biskupa z królem. Przecław zobowiązał się popierać króla, jako patrona diecezji wrocławskiej, i w razie potrzeby wpuścić załogi czeskie do zamków kapituły. Co prawda jako książę świecki, pan ziemi nysko-otmuchowskiej, nie wszedł formalnie w stosunek lenny do korony czeskiej. Natomiast potwierdził fakt hołdu lennego, złożonego właśnie Karolowi przez kilku książąt śląskich, dodając obietnicę, że w razie złamania przez nich przysięgi lennej dołączy do sankcji królewskich gromy kościelne! Tak to po raz pierwszy w dziejach Śląska biskup wrocławski stwierdzał, że król czeski jest prawowitym panem kraju. Stanowisko króla doznało poparcia ze strony najwyższej powagi kościelnej na ziemi śląskiej. Oczywiście fakt ten oznaczał dalsze zespolenie Śląska z państwowością czeską. Na krok podobny nie byłby się nigdy zgodził biskup - prawdziwy Polak. Dopiero Przecław z Pogorzeli, nasiąknięty kulturą niemiecką i służalec dworu Luksemburgów, pozwalał na dalsze utrwalenie się władzy królów czeskich na ziemi śląskiej[Karol zwrócił też kapitule Milicz; niebawem jednak biskup sprzedał Milicz ks. Konradowi oleśnickiemu.] 
    Król polski Kazimierz zachował się na razie biernie wobec wydarzeń na Śląsku, gdyż zajęty był głównie konfliktem z krzyżakami. Liczył nawet na to, że zapewni sobie w tej sprawie życzliwość Luksemburgów. W r. 1341 udał się do Pragi i zawarł przymierze z Czechami. Niebawem jednak mógł się przekonać, jak złudne były nadzieje na poparcie ze strony Luksemburgów w sporze z zakonem krzyżackim. W końcu wszedł Kazimierz na drogę bezpośrednich rokowań z krzyżakami i zgodził się na traktat w Kaliszu (1343), w którym na razie zostawiał w rękach krzyżackich zagrabione przez nich za czasów Łokietka Pomorze; natomiast odzyskał przynajmniej ziemię kujawską. W ten sposób na jakiś czas stosunki polsko-krzyżackie zostały unormowane. Oczywiście nikt z Polaków nie myślał z Pomorza rezygnować: dostęp do Bałtyku można było odzyskać jedynie na drodze walki orężnej, a tę jeszcze z braku sil dostatecznych odkładano na czas dalszy. Uzyskawszy większą swobodę ruchów, król Kazimierz żywiej zajął się sprawami śląskimi. Już w r. 1341 posiadł (na prawach zastawu za sumy pożyczone) od Bolesława brzeskiego: Namysłów, Kluczbork, Byczynę i Wołczyn, które to ziemie śląskie przez szereg lat pozostawały teraz pod rządami polskimi. W r. 1343 zbrojnie opanował Wschowę z okolicą, ostatni skrawek ziemi wielkopolskiej, jaki z dawniejszych jeszcze czasów pozostawał pod władzą książąt śląskich linii głogowskiej. Zwrot króla polskiego ku sprawom śląskim niewątpliwie podniósł znacznie jego powagę wśród śląskich Piastowiczów. Bolko świdnicki, nieugięty obrońca niezawisłości swego księstwa wobec zakusów czeskich, związał się tym silniej z Kazimierzem. Znaczne sympatie okazywali Polsce również książęta linii opolskiej, zrażeni do Luksemburgów z powodu pominięcia ich przy sukcesji raciborskiej. Gdy na domiar Luksemburgowie popadli w ostry konflikt z cesarzem Ludwikiem bawarskim, Kazimierz uznał, że nadszedł moment właściwy do wkroczenia w sprawy śląskie. 

    W r. 1345 nastąpił wybuch wojny polsko-czeskiej. Kazimierz uderzył na ziemie raciborskie, znajdujące się w posiadaniu Mikołaja Przemyślidy; zajął Pszczynę i Rybnik, wojska polskie dotarły nad Odrę. Na ratunek Przemyślidy ruszył niebawem z dużym wojskiem Jan Luksemburski. Wobec przewagi czeskiej wycofał się Kazimierz aż pod Kraków. Atak na Kraków nie powiódł się jednak królowi czeskiemu. Rychło odstąpił tedy Jan spod stolicy Polski i wrócił na Śląsk, nękany w odwrocie przez wojska polskie i posiłkowe zastępy węgierskie. Wojna nie dala właściwie żadnego wyniku, przyniosła jedynie znaczne korzyści Bolkowi świdnickiemu, który skłonił Henryka jaworskiego do zapisania mu swych posiadłości, wbrew poprzednim układom z Luksemburgami, w których Henryk, obiecywał Jawor królowi czeskiemu. Zagrożony od strony Polski Jan Luksemburski nie mógł przeciw temu skutecznie protestować. Bolko świdnicki wzmocnił więc swe stanowisko, co stanowiło zysk pośredni i dla Polski, której Bolko był sojusznikiem. Król Kazimierz oczekiwał przecież większych korzyści z wojny, zapewne zdobycia znacznej części ziem śląskich i uzyskania połączenia terytorialnego z Bolkiem świdnickim. Powodem niepowodzeń militarnych byt przede wszystkim zupełny zawód ze strony cesarza Ludwika: Bawarczyk w okresie wyprawy Jana pod Kraków zachował zupełną bierność, gdy natomiast przez uderzenie na Czechy mógł łatwo sprowadzić na Luksemburgów katastrofę. Rozczarowany Kazimierz zawarł nawet chwilowo rozejm z Czechami, ale niebawem (1348) wznowił działania wojenne, widząc, że walka o tron cesarski, którą syn Jana Luksemburskiego (ten zginął w r. 1346) [Jan Luksemburczyk poległ w bitwie pod Crecy w Francji (1346), walcząc po stronie francuskiej przeciw Anglikom.]
    Karol podjął z Ludwikiem bawarskim, weszła znów w ostre stadium. Do walki ruszył się i Bolko świdnicki, a sam Kazimierz poprowadził dwukrotnie w r. 1348 wyprawy na Śląsk Dolny, docierając w pobliże Wrocławia. Tymczasem jednak Karol Luksemburski zapewnił sobie przewagę w Niemczech, co przyspieszyła śmierć Ludwika bawarskiego. Na tronie cesarskim zasiadł Luksemburg jako Karol IV. Walczyć z nim dalej, oznaczała prowadzić walkę nie tylko z Czechami, ale z całą Rzeszą. Tedy Kazimierz podjął rokowania i podpisał w listopadzie 1348 r. pokój w Namysłowie. Próba odzyskania przynajmniej części Śląska spotkała się z niepowodzeniem. Natomiast Karol IV pospieszył teraz utrwalić swe zwierzchnictwo nad Śląskiem. 7 kwietnia 1348 r. wydał w Pradze akt wcielenia (inkorporacji) - a więc jeszcze przed zawarciem pokoju z Polską, chcąc postawić niewątpliwie Kazimierza przed dalszymi faktami dokonanymi. Ziemie śląskie, zajęte w bezpośrednie władanie przez Luksemburgów, względnie shołdowane przez nich, zostały formalnie włączone do korony czeskiej. Pamiętać jednak należy, iż w tym mieściło się dalsze jeszcze niebezpieczeństwo dla Śląska. Czechy stanowiły formalnie część składową Rzeszy, podczas gdy Polska umiała się od tego uchronić i za czasów Łokietka czy Kazimierza Wielkiego zażywała pełnej suwerenności. Wcielenie tedy Śląska do Czech oznaczało zarazem pośrednio związanie tej prastarej ziemi piastowskiej z Rzeszą. Jasne jest, iż następstwem tego musiały być dalsze roszczenia niemczyzny do ziemi śląskiej, dalsze panoszenie się na niej Niemców. Nieszczęsne dla losów Słowiańszczyzny Zachodniej i dla samego narodu czeskiego uzależnienie Czech od Rzeszy musiało wcześniej czy później fatalne przynieść skutki. Zaciążyło to również złowrogo na losach Śląska. 
    Karol IV dążył do dalszego usuwania pozostałych jeszcze związków Śląska z Polską, próbując w szczególności oderwania biskupstwa wrocławskiego od arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, a włączenia go do metropolii praskiej. Starania te jednak napotykały na tak zdecydowany sprzeciw ze strony arcybiskupa gnieźnieńskiego, króla polskiego i Rzymu, iż Karol musiał ich zaniechać. W rezultacie formalny związek Wrocławia z Gnieznem utrzymał się bardzo długo, bo aż do r. 1821, stanowiąc widomy znak dawnej łączności państwowej Śląska z Polską. 
    Natomiast powiodła się Karolowi IV inna ważna akcja, a mianowicie zapewnienie w przyszłości koronie czeskiej zwierzchnictwa nad księstwem świdnicko-jaworskim, którego niepodległości dotąd Bolko II z powodzeniem bronił. Wobec jednak nowej sytuacji, wytworzonej zdobyciem przez Karola IV tronu cesarskiego i pokojem polsko-czeskim, uznał Bolko konieczność porozumienia z Karolem. Zbliżenie datuje się od r. 1350, w łączności z dążeniem Luksemburgów do zapewnienia sobie sukcesji świdnicko-jaworskiej w razie, gdyby Bolko nie miał męskiego potomka. Wreszcie w r. 1353 Karol IV (po śmierci swej pierwszej żony) poślubił Annę, córkę Bolka, dziedziczkę Świdnicy i Jawora. Zarazem zawarty został układ sukcesyjny, na mocy którego Bolko zapisał swe księstwa Annie, jako królowej czeskiej, oraz jej potomkom z małżeństwa z Karolem - oczywiście na wypadek, gdyby sam Bolko nie miał męskiego potomstwa równocześnie zawarowano w układzie, że po śmierci Bolka przede wszystkim ma zapewnione na wspomnianych księstwach dożywocie wdowa po Bolku, księżna Agnieszka, a dopiero po jej zgonie wchodzi Anna i jej potomstwo w prawa do sukcesji. Umowa sukcesyjna była wielkim sukcesem politycznym Karola IV, gdyż otwierała widoki na opanowanie tej części Śląska, która dotąd z całą zaciętością broniła swej niezawisłości. Wprawdzie Bolko i nadal utrzymał stanowisko niezawisłe, a od chwili porozumienia z Karolem, nie napotykając z jego strony na przeszkody, bardzo znacznie rozszerzył swe posiadłości na Śląsku i nawet stał się panem Dolnych Łużyc (wykupiwszy je z rąk margrabiów miśnieńskich), dzięki czemu jego państwo sięgało w pobliże Berlina i poza Łabę; wprawdzie w chwili zawarcia układu Bolko mógł mieć jeszcze nadzieje na potomka męskiego, co przekreślałoby postanowienia umowy i niweczyło wszystkie nadzieje Luksemburgów; wprawdzie Bolko liczył zapewne na zmianę ogólnej sytuacji politycznej w ciągu lat następnych; która pozwoliłaby mu uchylić się od dotrzymania warunków układu. W rzeczywistości jednak wypadki potoczyły się po myśli życzeń nie Bolka, lecz właśnie Luksemburgów. W r. 1368 zmarł Bolko, najwybitniejszy bodaj książę Piastowcz XIV wieku,  wytrwały bojownik niezawisłości swego państwa, zarazem doskonały gospodarz i administrator swych posiadłości. Natychmiast odpadły prawie wszystkie nabytki terytorialne dzielnego władcy (m. i. Łużyce zajęli Luksemburgowie, wiążąc je od tej chwili trwale, aż do XVII wieku, z koroną czeską), tak, że Agnieszce zostały tylko ziemie świdnicko-jaworskie; zarządzała nimi dożywotnio, zachowując niezależność od korony czeskiej. Po śmierci jednak Agnieszki (1392) dziedzicem spadku został Wacław' Luksemburg (Wacław IV), syn Karola IV. W ten sposób układ sukcesyjny Karola IV z Bolkiem z r. 1353 przygotował likwidację rządów piastowskich w znacznej, niezależnej dotąd części Śląska. Likwidacja ta dokonała się jeszcze w XIV wieku. 
    Rządy Karola IV stanowiły erę dalszego znacznego utrwalenia zwierzchnictwa królów czeskich na terenie Śląska. Nie mógł temu przeszkodzić Kazimierz Wielki, pochłonięty wówczas sprawami Rusi Czerwonej, którą przyłączył do Polski, ale musiał o ziemię tę toczyć walki z Tatarami i Litwą, a nawet liczyć się z roszczeniami Węgier. Starał się więc o dobre stosunki z potężnym królem czeskim i cesarzem Karolem IV, zwłaszcza, że pragnął wreszcie uregulować sprawę pretensyj władcy Czech do Mazowsza płockiego, które to pretensje były pozostałością jeszcze z okresu żmudnych walk Łokietka o zjednoczenie państwa i jego konfliktu z Janem Luksemburskim. 
    W układzie w r. 1356, zawartym podczas swej bytności w Pradze, uzyskał Kazimierz wreszcie zrzeczenie się przez Karola IV roszczeń do zwierzchnictwa nad Płockiem, w zamian za co król polski zrzekł się nie dawnych nabytków śląskich: Kluczborka, Byczyny i Wołczyna (wcześniej już zrzekł się Namysłowa). Niemniej do końca życia nie spuszczał król polski oka ze spraw śląskich. Zwłaszcza w ostatnich latach swych rządów gotował się do walnej rozprawy z Karolem IV, starając się wyzyskać niekorzystną dla Luksemburgów sytuację polityczną: ogromne bowiem nabytki terytorialne Luksemburgów na Śląsku, w Łużycach i w Marchii brandenburskiej wywołały znaczne zaniepokojenie u sąsiadów. Planując wojnę z Karolem IV, której celem było odzyskanie Śląska, liczył Kazimierz na swe przymierze z Węgrami, oraz na poparcie ze strony samych książąt śląskich; z Piastowiczarni bowiem śląskimi utrzymywał stosunki bliskie, czasem nawet serdeczne, wzmacniając je związkami familijnymi (np. poślubił Jadwigę, córkę Henryka żagańskogłogowskiego, przodującego wówczas, po śmierci Bojka świdnickiego, wśród plejady książąt śląskich). Karol IV poważnie obawiał się wystąpienia Kazimierza, zwłaszcza że wiedział o sympatiach, jakimi się cieszył król polski na ziemi śląskiej. Luksemburg popierał na tym terenie przede wszystkim miasta, z Wrocławiem na czele, w których żywioł niemiecki odgrywał przeważną rolę, gdyż w radach miejskich zasiadali w głównej mierze przedstawiciele bogatego patrycjatu, w większości niemieckiego, W ogóle Wrocław cieszył się szczególnymi łaskami Karola i pod jego rządami, obsypany deszczem przywilejów, przeżywał okres swej świetności. Nic tedy dziwnego, że Niemcy wrocławscy byli najwierniejszymi poddanymi Luksemburga. Inaczej jednak przedstawiały się nastroje na licznych dworach książęcych i wśród rycerstwa pochodzenia polskiego, nie mówiąc już o warstwach niższych, gdzie żywioł polski był w stanowczej przewadze, ale nie mógł dojść do głosu. Nie ufał też Karol IV duchowieństwu, nawet kapitule wrocławskiej, z której, mimo starań, nie mógł w pełni usunąć ducha polskiego. Stąd też  w sporach między kapitułą a miastem stawał zawsze po stronie rady miejskiej, co go doprowadziło nawet do konfliktu z tak lojalnym biskupem, jak Przecławem z Pogorzeli. Znamienne, że w okresie sporów mieszczanie wrocławscy donosili Karolowi, iż w kapitule: pokutuje duch polski, a kanonicy są zdrajcami, którzy wciąż myślą o poddaniu miasta królowi polskiemu! Widać więc, że istniało podłoże na Śląsku dla akcji polskiej, a rządy króla czeskiego na wcale kruchych oparte były podstawach.
    Niestety plany odzyskania Śląska przecięła śmierć Kazimierza Wielkiego (5 listopada 1370 r.). Następny zaś król polski, Ludwik Węgierski (siostrzeniec ostatniego z Piastów na tronie polskim) nic wykazał zainteresowania dla spraw Śląska, a nawet wprost sprzeniewierzył się w tym względzie intencjom swego poprzednika. Starając się ze względów na ogólną linię swej polityki o dobre stosunki z Luksemburgami, poszedł po linii ich życzeń w kwestii śląskiej. W r. 1372 przyrzekł uroczyście nie dążyć do oderwania ziem śląskich od korony czeskiej. Znamienne, iż wśród wymienionych szczegółowo księstw i ziem śląskich, podległych zwierzchnictwu Karola IV, znajduje się w owym dokumencie (wystawionym w Wyszehradzie) również księstwo opawskie. W istocie od chwili przyznania Raciborza Przemyślidom (1337), książętom opawskim, datuje się rozluźnienie węzłów, łączących Opawę z Morawami; natomiast książęta opawsko-raciborscy zaczynają się uważać za książąt śląskich i tak ich też nazywają współczesne źr6dła. Dokonuje się więc już w XIV wieku proces zrastania się Opawy ze Śląskiem, czego wyrazem jest wymienienie Opawy w owym dokumencie z r. 1372, jako jednego z księstw śląskich, do których król polski nie będzie sobie w przyszłości rościł praw: a więc Opawskie zaliczano podówczas do ziem podległych niegdyś królom polskim, co zgodne było istotnie ze stanem faktycznym, tylko że stosunkowo dawnym, bo sięgającym jeszcze Xl wieku. 
    Zamknięta została ta karta dziejów Śląska, którą nazwać można: oderwaniem ziemi śląskiej od macierzy polskiej. Szereg na to złożyło się przyczyn, o których wspominaliśmy w naszym opowiadaniu. Na jedną jeszcze z nich chcemy położyć nacisk. Do oderwania Śląska od Polski przyczyniła się najsilniej niemczyzna, rozpanoszona na ziemi śląskiej dzięki karygodnej lekkomyślności książąt Piastowiczów, która zaczęła już decydować o losach kraju. Najgoręcej pragnęli przejścia pod rządy Luksemburgów Niemcy wrocławscy i celu swego dopięli. Nic tedy dziwnego, że Luksemburgowie odwzajemniali się właśnie gorliwym popieraniem niemczyzny na Śląsku. Zwłaszcza pod rządami Karola IV Niemcy śląscy zażywali błogich lat pomyślności, obdarzani rozległymi przywilejami, pewni, iż w każdym wypadku cesarz i król czeski w jednej osobie stanie po ich stronie. Nic dziwnego, że na wieść o śmierci Karola IV zapanowała we Wrocławiu żałoba (1378). Po tłustych latach dobrobytu zaczynał się dla Niemców wrocławskich okres niepewności, okres obawy, czy przypadkiem Polska nie upomni się o swe dawne ziemie.

    R o z d z i a ł XIII
    NA. PRZELOMIE DWÓCH WIEKÓW 

    Potęga Czech, jaką ugruntował Karol IV, doznała zachwiania za rządów jego syna Wacława IV, króla czeskiego (1378-1419), który zasiadł również na tronie niemieckim. Władca ten, pozbawiony równowagi ducha; umiaru i talentów swego ojca, zbyt porywczy i hołdujący namiętnościom, nie umiał utrzymać przodującego stanowiska Czech w Rzeszy, ani też zapewnić należnej powagi władzy monarszej w samych krajach korony czeskiej. Dodajmy, iż na domiar spiętrzyły się przed nim niemałe trudności, tak na terenie Rzeszy, jak i w samych krajach czeskich, do których opanowania nie dorósł. Pod rządami Wacława okazało się przede wszystkim, na jak kruchych podstawach oparta jest władza Luksemburgów na Śląsku. 
    Na samym wstępie musiał Wacław wkroczyć w sprawy Wrocławia, gdzie wytworzył się silny ferment na tle obsady biskupstwa po Przecławie z Pogorzeli, oraz zatargu między miastem a kapitułą. Zgodnie z tradycją swego ojca, Wacław popierał radę miejską przeciwko kapitule, wśród której członków przynajmniej kilku zawsze podejrzewano o sympatie polskie. Interwencję w sprawy wrocławskie pojmował po swojemu; przybył z wojskiem (138l) do Wrocławia i pozwolił żołdactwu złupić dobra Biskupie, kapitulne i klasztorne. Na tym się jednak skończył pokaz siły królewskiej. W istocie najbardziej podrażnił króla fakt, iż kapituła wybrała biskupem wrocławskim Wacława, księcia legnickiego (który był poprzednio biskupem lubuskim), natomiast stanowczo odrzuciła kandydata królewskiego, Czecha, Andrzeja z Dubu. Ponieważ podówczas linia Piastowiczów brzesko-legnickich urastała znowuż do większego znaczenia, gdyż księciu Ludwikowi brzeskiemu udało się przygotować teren pod zjednoczenie Legnicy i Brzegu w jednym ręku, król nie chciał dopuścić na biskupstwo wrocławskie członka tej linii, zwłaszcza że właśnie Piastowicze legnicko-brzescy rościli sobie pretensje do księstwa wrocławskiego i nie pogodzili się jeszcze w zupełności z objęciem dziedzictwa ongiś Henryka VI przez królów Czech. Podobnie obawiali się Wacława legnickiego na stolicy biskupiej Wrocławianie, nawykli do korzyści, jakie im przyniosły rządy bezpośrednie Luksemburgów. Mimo to przecież kapituła stanęła twardo przy swoim elekcie i uzyskała pełne poparcie papieża Urbana VI. W rezultacie Wacław IV ustąpił i uznał Wacława legnickiego biskupem wrocławskim, choć zachował pozory: zawarł bowiem układ z nowym biskupem, wedle którego tenże obiecał uznawać króla Czech za patrona diecezji, przyrzekł jako pan ziemi nysko-otmuchowskiej być wiernym sojusznikiem króla i wreszcie złożył hołd lenny Wacławowi IV z ziemi grodkowskiej, którą biskupstwo otrzymało swego czasu (1358) w posiadanie. W, istocie te pozorne korzyści umowy z r. 1382 nie mogły przekreślić faktu, że w najważniejszej kwestii Wacław IV ustąpił i musiał zgodzić się na biskupa z linii Piastowiczów legnickich. 
    Zdawało się bowiem, że, w miarę likwidacji rządów piastowskich w Świdnicy i Jaworze, zniknie ostatni poważniejszy ośrodek. znaczenia Piastowicżów na Śląsku, co pozwoli na dalsze wzmocnienie zwierzchnictwa królów czeskich. Tymczasem właśnie pod koniec XIV wieku urośli do znaczenia inni Piastowicze, jak np. Ludwik brzeski (który przygotował złączenie na powrót Brzegu z Legnicą), jak Konrad II oleśnicko-kozielski, oraz książęta opolscy, z Przemkiem cieszyńskim i Władysławem opolskim na czele. Godne uwagi jest nawet powiększenie ogólnego obszaru swego posiadania przez Piastowiczów w owych czasach, a to przez wykupienie z rąk książąt opawskioh Prudnika, Karniowa, Głubczyc, Cukmantla i Hulczyna; były to zresztą dawne obszary śląskie, lechickie, oderwane jednak od Śląska przez Czechów już w XI wieku, które teraz wracały do związków z macierzą śląską. Ponadto za Wacława IV wróciły pod rządy książąt niektóre obszary Śląska, włączone już przez Luksemburgów wprost do korony czeskiej, jak Głogowskie, Ścinawa, Góra i Namysłów. W ogólności tedy rosło znów znaczenie książąt, a równolegle słabła powaga władzy monarszej. Na domiar książęta Piastowicze zaczęli starać się o zbliżenie do Polski, dbając bardzo o utrzymanie przyjaznych, a nawet zażyłych stosunków z dworem polskim. W szczególności widoczne to było u książąt Śląska Górnego. Co prawda jeden z nich, Władysław opolski, który na służbie u Andegawenów już na Węgrzech rozpoczął błyskotliwą karierę, a za rządów Ludwika węgierskiego w Polsce był jego prawą ręką, za co otrzymał liczne ziemie na pograniczu śląsko-polskim i na Kujawach od króla jako lenna, nie umiał pogodzić swych wygórowanych ambicji z racją stanu polską. Służalec Andegawenów, następnie Habsburgów i Luksemburgów, protektor niemczyzny na ziemiach polskich, nie chciał się pogodzić z rządami Władysława Jagiełły, którego na tron polski wynieśli panowie małopolscy, dzięki czemu dokonała się unia z Litwą (1385). Intrygi i wichrzenia przeciwko Jagielle uczyniły go sojusznikiem krzyżaków i Zygmunta Luksemburczyka (brata Wacława IV, króla Węgier od 1382 r.), zajadłego wroga Polski. W końcu wyczerpała się cierpliwość polska. Nie tylko pozbawiono Opolczyka lenn w Polsce, lecz ponadto dwukrotnie (w r. 1391 i 1396) wojska polskie wkroczyły na Śląsk Górny i tutaj poskromiły ostatecznie intryganta i jego sojuszników. W następstwie Opolczyk stracił wszelkie znaczenie i ostatnie lata życia spędził na łaskawym chlebie u swych bratanków, Piastowiczów śląskich. Natomiast wzrosła powaga Polski u książąt górnośląskich. 
    Równocześnie upadło w dalszym ciągu znaczenie Wacława IV. zwłaszcza gdy doszło w łonie rodziny Luksemburgów do ostrych swarów i zaciętych walk, w których na pierwszy plan wybijała' się głęboka niechęć między Wacławem a Zygmuntem, królem Węgier. Słabła również i pozycja Wacława IV w Niemczech, a w końcu pozbawiono go tronu cesarskiego (1400). W tych warunkach Wacław starał się o utrzymanie przyjaznych stosunków z dworem polskim. Gdy na Śląsku doszło do groźnego zatargu na tle finansowym między Wrocławianami a książętami opolskimi, w wyniku czego Bolko opolski dał się dotkliwie we znaki kupcom wrocławskim, prowadząc napady rabunkowe na ich karawany, a nadto urządzał najazdy grabieżcze na posiadłości księstwa wrocławskiego, król Wacław IV zaprosił do rozsądzenia sporu Władysława Jagiełłę na wspólnym zjeździe we Wrocławiu (1404). Kró1 polski wydał wyrok rozjemczy, z którego oczywiście Niemcy wrocławscy nie byli zadowoleni, bo kłuł ich w oczy wzrost powagi polskiej na terenie śląskim; Dodać należy, że Wacław IV, szukając w konflikcie z bratem Zygmuntem sojuszników, myślał nawet o oddaniu Śląska Polsce. Niestety Jagiełlo pochłonięty był wówczas zagadnieniami krzyżackimi i litewskimi. Nadto sprzeciwili się stanowczo oddaniu Śląska panowie czescy: Zresztą i tak na Wacławie, który pędził życie pijacze i marnotrawne, nie można było polegać. Najlepszy dowód, że gdy Jagiełło w przeddzień. walnej rozgrywki z krzyżakami (1410) wezwał na rozjemcę w konflikcie Wacława IV, licząc na jego życzliwość, tenże Wacław, pozyskany pieniędzmi przez krzyżaków, wydał orzeczenie korzystne dla zakonu, co Polska oczywiście z oburzeniem odrzuciła. Zresztą najważniejszym podówczas zagadnieniem polityki polskiej było rozprawienie się z krzyżakami: dopiero po zażegnaniu śmiertelnego niebezpieczeństwa z tej strony można było zająć się sprawami śląskimi.  ' 
    W miarę jak podupadał autorytet władzy królewskiej Wacława IV rozprzęgały się stosunki na Śląsku. Wrocławianie z żalem wspominali dawne lata świetności i dobrobytu, gdy karawany kupieckie mogły swobodnie krążyć po drogach śląskich, gdy handel kwitnął, korzystając z zapewnionych warunków bezpieczeństwa. Teraz mnożyły się rozboje, zaczynało panować prawo pięści: obroty handlowe kurczyły się, kupcy bali się wychylać poza mury miast. Nie mogąc liczyć na władzę królewską, starali się sami Ślązacy zapewnić sobie jakie takie bezpieczeństwo i pokój. Książęta tedy zaczęli tworzyć samorzutnie związki w tym celu, a w ślad ich poszły również i miasta. W końcu, gdy oznaki anarchii w całym państwie czeskim niepokojąco się mnożyły (król Wacław został uwięziony przez brata Zygmunta!), powstał w r. 1402 ogólny związek śląski, obejmujący książąt, rycerzy i miasta królewskie; związek stawał wprawdzie po stronie Wacława IV, ale jako swe zadanie zakreślał zapewnienie na ziemi śląskiej własnymi środkami pokoju i bezpieczeństwa. Powstanie takiego związku dowodziło silnego poczucia odrębności Śląska, jako osobnej jednostki w ramach krajów korony czeskiej. Dowód to, jak nikłe rezultaty wydały dotychczasowe poczynania unifikacyjne Luksemburgów. 
    Zastój w życiu handlowym podcinał dochody miast, które zaczęły popadać w trudności finansowe. Objawiło się to nawet w zamożnym Wrocławiu. Rada miejska nie mogła sprostać piętrzącym się trudnościom, co znowuż ośmielało organizację rzemiosł (cechy) do tym śmielszych żądań demokratyzacji ustroju miejskiego przez dopuszczenie przedstawicieli rzemiosł do rady. Patrycjat kupiecki bronił jednak uparcie swej wyłączności w zarządzie miasta, nie bacząc na to, że sam król Wacław IV zajął stanowisko przychylne cechom i nakazywał przyjęcie ich reprezentantów do rady miasta. Po wielu bezowocnych próbach ewolucyjnej zmiany stosunków, zrozpaczeni rzemieślnicy pod przewodem rzeźników wszczęli rozruchy (1418). Pospólstwo uderzyło na ratusz, dokonało samosądu nad kilku wybitniejszymi patrycjuszami, członkami rady. Król Wacław, do którego się obie strony zwróciły o rozsądzenie sporu, nakazał utworzenie nowej rady miejskiej (skarcił rozruchy, ale udzielił amnestii ich uczestnikom), w której przewagę mieli zapewnioną przedstawiciele cechów, Taki stan rzeczy był zresztą przejściowy; patrycjat czekał tylko na śmierć króla (1419), by znów sięgnąć po wyłączną władzę nad miastem. Wypadki wrocławskie były po części echem wydarzeń, jakie rozgrywały się ówcześnie na terenie  samych Czech, stanowiąc pewne odbicie tych haseł społecznych, które tamże doszły do głosu pod koniec rządów Wacława IV. 
    (...)


     

    biskup Nankier Jan Kołda
     ok 1270  - 8 kwietnia 1341 
    Rodowity Ślązak
    urodzony w Kamieniu, obecnie dzielnicy Piekar Śląskich
    biskup Nanker (imię spolszczone: Nankier)
    Jan Kołda herbu Oksza
    należy do Panteonu Chwały
    Państwa  Polskiego
    jako polski bohaterski patriota,  który do późnej starości bronił 
    na Śląsku polskości jednoznacznej
    z dobrem kościoła rzymsko-katolickiego
    przed zdradą 
    zniemczałego księcia wrocławskiego Henryka VI,
    niemieckiego kleru okradającego papieża
    i Niemców kolonizujących Wrocław
    i uciskających jego polską ludność.
    W latach 1320-1326 biskup krakowski,
    w latach 1326-1341 biskup wrocławski,
    wiernie stał przy arcybiskupie gnieźnieńskim
    Jakubie Śwince i przy papieżu.
    W 1337 roku wyklął Jana Luksemburskiego,
    Niemca na tronie czeskim.

     
     
    DR. M I E C Z Y S Ł A W  T O B I A S Z
    PIONIERZY ODRODZENIA
    NARODOWEGO I POLITYCZNEGO NA ŚLĄSKU (1763-1914) 

    DRUGIE WYDANIE ROZSZERZONE. 
    KATOWICE 1945 
    SKŁAD GŁÓWNY: »EX LIBRIS« KRAKÓW, BOŻEGO CIAŁA 1. 













































    Pracę tę poświęcam pamięci moich śląskich przodków z Katowic 
    W szczególności:
    prababce ZOFII Z ZAJĄCÓW DĘBSKIEJ 
    babce ALBINIE Z DĘBSKICH WILCZYŃSKIEj
    matce STEFANII Z WILCZYŃSKICH TOBIASZOWEJ
    które zaszczepiły mi umiłowanie staropolskiej tradycji Śląska. 
    AUTOR 
    Katowice, 1937 (I. wydanie). 
     
     



    ROZDZIAŁ I
    ŚLĄSK POD PANOWANIEM PRUSKIEM 
    Wygląd Śląska 

    Śląsk w końcu XVIII wieku i pierwszej połowie XIX wieku - to nie Śląsk dzisiejszy, Śląsk hałd, hut, kopalń i osad ludzkich tak gęsto rozłożonych, że tam, gdzie się jedna kończy, druga się już zaczyna. Ówczesny Śląsk - to kraj rolniczy, w przeważnej części porosły borem, na którego skraju tu i ówdzie wielcy panowie, baronowie lub hrabiowie pruscy mieli myśliwskie pałacyki, dające spoczynek po trudach częstych łowów. 
    Skąd się tu wzięli? Przyszli wraz z panowaniem niemieckim, które ugruntował król pruski Fryderyk II, wydzierając Śląsk z rąk Marii Teresy - cesarzowej austriackiej w rozstrzygających wojnach, zakończonych pokojem w Hubertsburgu w r. 1763. Data tego pokoju była zwrotną w dziejach starej piastowskiej ziemi. Kończyło się powierzchowne panowanie Habsburgów, którym' ulegli Piastowie śląscy, przyszło twarde, wynaradawiające panowanie pruskie. 
    Ludność polska na Śląsku nie rozumiejąca niemieckiego języka nowych władców, żyła odwiecznym zwyczajem pracując na roli, w poddaństwie, trapiona nieraz głodem lub zarazą. Tylko gdzieniegdzie rozrzucony po Śląsku drewniany szyb, czy mizernie wyglądająca huta, były zapowiedzią tego, co w całym ogromie i wielkości obserwujemy dzisiaj. 

    Pierwsze lata rządów pruskich.

    Fryderyk II wiedział czego chciał. Wbił klin między Austrię i Polskę, zagarniał ziemie najbogatsze 
    w kruszce i surowce, a przedewszystkiem bogate w materiał ludzki. Fryderyk pozbawiony wszelkich skrupułów, nie tylko zarzucał sąsiednią Polskę fałszywą monetą, grabił pograniczne 
    wsie i miasteczka, porywał ludzi, ale dążąc konsekwentnie do celu, odbierał wszelkie widoki na powrót Śląska do polskiej Macierzy. Przedtem Habsburgowie stosunkowo mało troszczyli się o ziemie śląskie, zadawalniali się tylko dochodami i pozostawiali Śląsk w spokoju. Hohenzollernowie jednak okazali się nie tylko tyranami, ale stale i systematycznie dążyli do zgermanizowania Śląska, wytępienia wszystkiego, co polskie. 
    Dlatego w latach 1764, 1766, 1769 posypały się rozporządzenia królewskie, nakazujące uczyć w szkołach po niemiecku, zabraniające zawarcia związku małżeńskiego poddanym, którzy nie mogli wykazać się znajomością języka niemieckiego. Właścicielom dóbr nie wolno było przyjmować do służby takich, którzy nie mówili po niemiecku, na księży, którzy stawiali opór nakazowi nauczenia się języka niemieckiego, nakładano kary pieniężne. { Ludomir str. 5}
    Równocześnie Kuria Biskupia we Wrocławiu otrzymała w 1789 r. polecenie, aby nowo wyświęconych księży polskich z Górnego Śląska osadzano w stronach ziem czysto niemieckich, a na Górny Śląsk dawano księży Niemców, aby przez Kościół popierali zniemczenie kraju. 
    Charakterystycznym obrazkiem tych czasów może być następujące zdarzenie, opisane przez Lompę w »Dzienniku Górnośląskim«: 
    "Gdy Fryderyk II pewnego razu nocował w Brzegu na Śląsku i rano do powozu miał wsiąść, wtedy przysunęła się do niego niewiasta z Lubieży (Leubusch). imieniem Ślęzaczka. mówiąca po polsku. "Mówcie po niemiecku!" odezwał się król, "diabeł to szwargotanie zrozumieć może". Niewiasta tłumaczyła się, o ile mogła po niemiecku, prosząc o uwolnienie syna od służby wojskowej. Król odmówił tej prośbie, czego ona nie rozumiała. Prosiła tedy o odpowiedź w języku polskim. Na to król odrzekł, że nie umie po polsku. Nie przestraszona tym kobieta odpowiedziała śmiało w łamanej niemczyźnie: "Kiedy Wasza Królewska Mość jest naszym królem, niechaj też po polsku raczy mówić, aby to poddani wyrozumieć mogli". 
    Trudno dociec, czy to prawda, czy tylko legenda. Gdyby nawet była to tylko legenda, to jednak byłaby aż nadto charakterystyczna dla tej epoki. 
    Sytuacja międzynarodowa dla Rzeczypospolitej układała się w tym czasie fatalnie. Nadchodziły lata rozbiorów - lata przemocy sąsiadów nad bezbronnem państwem. Nie było mowy o ratowaniu Śląska. Gorzej - bo brakowało tu elementu uświadomionego narodowo - był tylko prosty lud - zostawiony na pastwę pruskich rządów, liczny masą – lecz bezwolny i bezsilny. Polska nie potrafiła w tym czasie obronić swej niepodległości, nie mogła nawet myśleć o Śląsku. Fryderyk II i jego urzędnicy mieli zadanie ułatwione.

    Atak na gwarę śląską.

    Do akcji germanizacyjnej, prowadzonej przez nasłanych urzędników królewskich, dołączono nagonkę w gazetach na rdzennych mieszkańców ziemi śląskiej, wytykając im rzekomą ich głupotę, lenistwo, pijaństwo, brak kultury i oświaty. Cała złość pochodziła stąd, że urzędnicy pruscy po przyjeździe na Śląsk, przyzwyczajeni w poprzedniej swej pracy do niemieckich poddanych, mieli teraz do czynienia z ludem, który słówka po niemiecku nie umiał. Prusacy po polsku też nie umieli, a otrzymywali instrukcje, by Ślązaków gwałtownie germanizować. Z jednej strony nie wiedzieli jak się do tego zabrać, - z drugiej strony natrafiali na opór ludności, przywiązanej do mowy polskiej, odziedziczonej po przodkach. Aby sobie ułatwić zadanie wytępienia języka polskiego, stworzono pseudo-naukowy pogląd, że mowa śląska jest zepsutą gwarą, pozbawioną jakiejkolwiek wartości, z tych powodów należy ją całkowicie wygubić i zastąpić kulturalną mową niemiecką. Zadanie mieli uproszczone, gdyż nie miał kto wytłumaczyć Ślązakom, że gwara ich jest taką samą, jakiej używał chłop we wszystkich dzielnicach Polski. 
    Sponiewieranemu przez naukę niemiecką narzeczu śląskiemu nadano pogardliwą nazwę "wasserpolnisch'' { Ludomir str. 12}  Skąd Niemcy doszli do tej nazwy? Najprawdopodobniej nazwę tę tłumaczy się flisakami, którzy na swych tratwach z budką słomianą na nocleg i ogniskiem prymitywnym na garnek wodzianki, przejeżdżając Odrą przez Wrocław i inne miasta, wytworzyli tam obraz i pojęcie "półdzikich" Ślązaków na wodzie. Byli to według Niemców "Wasserpolen", a mowa ich "wasserpolnisch". Tak opisuje tę mowę Meisner w wydanej w Wirtemberdze w 1705 r. rozprawce o gwarach śląskich p. t. "Dissertatio Silesiam loquentem exhibens", określając język polski na Śląsku w ten sposób: "vulgo haec dialectus aquatico-polonica vocantur”. Tą drogą zrodził się wymysł o gwarze "wasser-polnisch". 
    Skoro już w 1705 r., powstał w umyśle niemieckim niedorzeczny pogląd, iż gwara śląska jest 
    bez wartości, cóż dziwnego, że nauka niemiecka z chwilą opanowania Śląska przez Prusy podjęła go i po dziś dzień wiele atramentu wylano na papier, starając się udowodnić takie twierdzenie. Oczywiście jest to czczy wymysł, pozbawiony jakichkolwiek podstaw naukowych, któremu dziś przeczą najnowsze badania uczonych polskich, i fakt, że język ten przetrwał dwieście lat najcięższych prześladowań i szykan. Dziś zaś jest dowodem staropolskiej kultury i tradycji Śląska. 

    Odparcie fałszu nauki niemieckiej.

    Na szczęście już wtedy znaleźli się na Śląsku, tacy, którzy wiedzieli dobrze, że gwara śląska mniej się różni od języka czysto polskiego, niż gwary niemieckie od literackiego języka niemieckiego, a równocześnie, znając dobrze stosunki śląskie, w miarę możności nie pozwolili poniewierać bezbronnego ludu. Do nich zaliczał się pastor Pohle z Tarnowskich Gór, który w 1791 r. wydał we Wrocławiu broszurę p. t. ,,Oberschlesier verteidigt gegen seine Widersacher", w której mówi: 
    "Dotąd tylko nas łajali: odmawiali nam nie tylko rozumu ludzkiego, ale nawet postaci ludzkiej, uważali nas zaledwie za pół ludzi, niewychowanych, pijaków, leniwców: opisali nas jako stworzenia z głęboko osadzonymi oczami, czołami zarosłymi. .. ale nikomu na myśl nie przyszło zbadać to, co się o nas mówi, czy jest prawdą. Uroili sobie Górnoślązaka tak, jak sobie życzą, żeby był, aby go porządnie móc wyłajać, więcej o nas nie wiedzą, albo raczej co prawda nie chcą wiedzieć, ani widzieć, ani słyszeć. Śmiesznym jest, gdy się czyta, że nam robi zarzut, że źle po polsku mówimy, gdy na Śląsku Dolnym prosty chłop bardzo marną gada niemczyzną. Nie podlega żadnej wątpliwości, że Górnoślązak o wiele lepiej mówi po polsku, aniżeli Dolnoślązak po niemiecku". 
    Ostatecznie Pohle stwierdza: 
    "Nieprawda, że Górnoślązak jest głuptasem, nieprawda, iż nie posiada zdolności, nieprawda, iż jest niedołężny, a jeżeli go trzeba ganić, to żadną miarą nie zasługuje więcej na naganę, niż jego sąsiad". 
    Tylko trzeba się z nim lepiej obchodzić, bo dotąd 
    " ... w przypuszczeniu, iż jest bydlęciem, traktowano go też jak bydlę".
    Głos w tej sprawie obrony języka polskiego na Śląsku zabrał też polski historyk i gramatyk B a n d t k e, nauczyciel gimnazjum we Wrocławiu, a od 1811 r. bibliotekarz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podróżował on wiele po Śląsku dla studiów językowych i w 1802 r. wydał rozprawkę p. t. "Ueber die polnische Sprache in Schlesien", { Jest częścią pracy p. t. "Historisch-kritische Analecten" } w której doszedł do przekonania, iż "polski Ślązak nie przekręca więcej polskiego języka piśmiennego, niż niemiecki Ślązak język niemiecki". 
    Nie wiele to pomogło. Z nastaniem rządów pruskich rozpoczęła się gwałtowna nagonka na ludność Śląska i jej polski język, a to w tym celu, aby Śląsk jak najprędzej zniemczyć. 

    Pańszczyzna

    Nagonka na autochtonów, to nie pierwsze i ostatnie plagi, jakie wraz z rządami pruskiemi spadły na głowy Ślązaków po r. 1763. Najwięcej dawała się we znaki ludności pańszczyzna. Choć była ona wtedy jeszcze w Europie powszechną, to jednak najcięższa była na Śląsku. Jaskrawe przykłady najbardziej nieznośnych stosunków bierze właśnie ze Śląska prof. Knapp w swym dziele p. t. "Die Bauernbefreiung" (Lipsk 1887 r.). Również pewien Anglik, który z końcem XVIII wieku zwiedził Śląsk, opisał swą podróż w 1780 r. w "Deutsches Muzeum" (str. 217 t. 1.), mówiąc: 
    " ... zadziwią się moi rodacy, że w europejskich krajach chrześcijańskich istnieją szlachcice, co nie mogą pojąć, dlaczego panu nie miałoby być wolno okładać kijem i biczem swoich poddanych, ile razy im się podoba ... " 
    Ponieważ warunki pańszczyzny były na Śląsku gorsze, niż gdzie indziej, dochodziło tu z końcem XVIII wieku do licznych buntów chłopskich, które musiały uśmierzać dopiero szable huzarów królewskich. 

    Nędza ludu. 

    Gdy zaś przychodziły lata głodów, wskutek posuchy, lub ulewnych deszczów, że w polu wszystko gniło, - panowie pruscy zapominali o swych posiadłościach na Śląsku, a co najwyżej wyrażali swe zdziwienie zarządcom majątków, że nie posyłali im dostatecznej ilości pieniędzy do Berlina, czy Wrocławia, na huczne przyjęcia. W okresach wołających o zmiłowanie do Boga, dwór najspokojniej bawił się, urządzał szlichtady i bale, zapominając wtedy zupełnie o Śląsku. Żadnej pomocy, żadnej zorganizowanej akcji nie dały Prusy Śląskowi w latach głodu i zarazy. Spokojnie patrzono na to, jak w męczarniach wymierały całe wsie, - ułatwiało to być może germanizację, torowało drogę dla tysięcy kolonistów niemieckich z głębi Prus. Ci z ludności, co zostali przy życiu, ocierali tylko łzy po pięknych, stylowych kościołach śląskich i językiem praojców, po polsku śpiewali pieśni, błagając, Stwórcę o lepsze czasy. 
    Zaraza niejednokrotnie dziesiątkowała ludność śląską. Nazywano ją cholerą i przypisywano, że została przywleczona z Azji, tymczasem był to najpospolitszy tyfus głodowy, powstały przez liche pożywienie, lub wręcz jego brak. Zarazy były coraz częstsze w pierwszej połowie XIX wieku, gdy chłop zmieniał się w robotnika. Wtedy nie istniały jeszcze koleje, wskutek czego zaopatrzenie żywnościowe było fatalne, robotnikom nie wypłacano zarobków po kilka miesięcy, a w sklepach, połączonych z szynkwasami, rozpijano biedną ludność, zmuszoną brać towar przeważnie na kredyt. 

    Położenie pirwszych robotników.

    Wprawdzie z początkiem XIX wieku ilość robotników na Śląsku nie była jeszcze wielka, ale z roku na rok przemysł się rozrastał, a z nim powiększała się ich ilość. Chłopi śląscy porzucali rolę tym chętniej, że ustawa górnicza z 1769 roku {Piernikarczyk: Historia górnictwa i hutnictwa śląskiego, str. 49.} powiadała, że chłop, który zostanie górnikiem czy hutnikiem, będzie uwolniony od pańszczyzny. Robotnicy mieli prawo przenoszenia się z miejsca na miejsce, czego im jako chłopom nie było wolno, byli zwolnieni również od służby wojskowej. W wypadku jednak zmiany zawodu musieli wracać z powrotem pod bat pana. 
    Tą drogą chłop śląski, przedzierzgnięty w robotnika, cieszył się pewnymi przywilejami, jednakowoż, ponieważ nie wiedział, jakie prawa wyrobił sobie w Europie w międzyczasie stan górniczy czy hutniczy, był przedmiotem wyzysku i daleko mu było do pozycji, jaką już wówczas miał robotnik gdzie indziej. Robiono z nim, co chciano, nie potrafił się bronić i na każdym kroku był zależny od swego przedsiębiorcy. 

    Zniesienie poddaństwa.

    Stąd nawet niemieccy pisarze wszyscy przyznają zgodnie, że mimo istnienia jednakowych praw robotniczych, ludność w Westfalii czy w Prusiech nie była tak uciemiężona, jak na Śląsku. {Ziekursch: Hundert Jahre schlesischer Agrargeschichte. Knapp: Die Bauernbefreiung.} Wprawdzie w 1807 r. rząd pruski w obawie przed Napoleonem, zapowiedział zniesienie poddaństwa aby ten nie wykorzystał wrogich nastrojów ludności śląskiej przeciw Berlinowi. Nawet w 1811 r. wydano taką ustawę, znoszącą poddaństwo, ponieważ jednak była ona ułożona w języku niemieckim, Ślązak nie mógł jej zrozumieć, a przeważnie o niej nie wiedział, gdyż panowie ukrywali ją przed nim. Gdzie zaś dowiedziano się o niej i domagano się jej przeprowadzenia, tam zawsze wykorzystywano nieświadomość chłopską i krzywdzono Ślązaków. Taki stan dotrwał do 1848 r.

    Chłopi śląscy.

    Na Śląsku dzielono ówczesnych chłopów na 3 kategorie. {W. Soński (Karwowski): "Z przeszłości Śląska", str. 308, t. n.} Pierwszą tworzyli kmiecie, którzy uprawiali ziemię, przechodzącą dziedzicznie z ojca na syna, i płacili pewne czynsze w zbożu i pieniądzach, oraz musieli dziedzicom odrabiać pewną ilość robocizny, własnym sprzętem i bydłem. Drugą kategorię stanowili zagrodnicy, którzy mieli chatę i nieco pola, a położenie ich było najgorsze, gdyż musieli codziennie z żonami i dziećmi pracować we dworze czy na polach dworskich. Trzecią kategorię tworzyli chałupnicy, którzy mieszkali w chatach należących do dziedzica i chodzili na pańszczyznę, jak zagrodnicy, ale nie co dzień, tylko kilka razy w roku, i płacili czynsz dziedzicowi. 
    Dola chłopów śląskich nie była więc świetna. Pracując większą część tygodnia z bydłem dla dziedzica, nie mieli wiele czasu do pracy na wyznaczonych dla siebie gruntach, nie posiadali osobistej wolności i własności, płacili czynsze, podlegali sądowniczej i policyjnej władzy swych panów, a nadto byli trapieni kontrybucjami wojskowymi. 

    Bunty chłopskie

    Wskutek takich stosunków w 1766 r. wybuchł po raz pierwszy bunt chłopów na Śląsku, który objął 
    powiaty: rybnicki, raciborski, bytomski, pszczyński i toszecko gliwicki, odmawiające pańszczyzny, ze względu na samowolne podnoszenie pańszczyzny przez panów pruskich. Rząd stłumił bunt krwawo, a ponieważ chłopom działo się jeszcze gorzej, wybuchały znowu bunty w latach 1780, 1782, 1786, 1793, 1811. {Pampuch: "Szkic dziejów chłopów górnośląskich" str. 11-12. }
    Dopiero edykt króla pruskiego z H września 1811 r., wydany w momencie zwycięstw Napoleona, który zagrażał Prusom, polepszył los chłopów. 

    Krzywda po zniesieniu pańszczyzny.

    Na podstawie tego edyktu odbyło się uwłaszczenie, jednak w sposób tak krzywdzący chłopa śląskiego, że historyk niemiecki Ziekursch nazwał: 
    " ... wprost cudem, źe większa część chłopów górnośląskich mimo to wszystko utrzymała się na skurczonych gruntach ...” {Ziekursch: "Hundert Jahre schlesischer Agrargeschichte".} 
    Chłop, posiadający np. 50 morgów, miał oddać połowę gruntu na rzecz pana, takich jednak było niewielu. Większa część chłopów, posiadających mniej niż 50 morgów, miała płacić odszkodowanie w rencie. Nie pytano się jednak chłopów o zdanie i odbierano im bez wyjątku połowę gruntu, a to co otrzymywali było w dodatku obdłużone na 86% wartości z tytułu przejścia z prawa niedziedzicznego, na dziedziczne. Ponadto chłop musiał kupić sobie inwentarz żywy i martwy i ponosić w połowie koszty za przeprowadzenie regulacji przy podziale gruntów. 
    Gorzej jeszcze postąpiono z zagrodnikami: zostawiono im chałupę i 3-4 morgów, ale w 1827 r. rząd wydał ustawę specjalnie dla zagrodników na Górnym Śląsku, mocą której odroczono zniesienie pańszczyzny, aby, jak stwierdziła sama Generalna Komisja, a więc urząd pruski, - dziedzice mogli wyrugować zagrodników z ich posiadłości. 

    Spójnia narodowa. 

    W takich warunkach życie ludności śląskiej wypełniały dnie ciężkiej pracy, szarego życia, poświęconego głównie walce o łyżkę strawy, o jaką taką chudobę. Tylko piękne słowiańskie stroje, zwyczaje ludowe, artystyczne drobiazgi ludowego przemysłu i przede wszystkim język polski, pielęgnowany z pokolenia na pokolenie - były najwybitniejszą cechą i największą' spójnią narodową Śląska. Jednak XIX wiek, który był okresem gwałtownych przemian społecznych, gospodarczych i narodowych, miał przynieść zmiany. Wiele narodów budziło się z uśpienia, zrzucało pęta niewoli i szło radośnie w nieznaną przyszłość, niosąc przed sobą sztandar z hasłami: - W o l n ość – R ó w n o ś ć - B r a t e r s t w o. 

    Zwiastun odrodzenia. 

    Był to wiek, kiedy i na Śląsku miało się zbudzić życie narodowe, co zadecydowało później o tym, że Śląsk powrócił do zmartwychwstałej Polski. 
    Kiedy nastąpiło odrodzenie narodowe na Śląsku, - trudno jest ściśle oznaczyć. Faktem jest, że XIX wiek wydał cały szereg wybitnych Ślązaków, którzy idąc wyłącznie za głosem serca, nie tylko czuli i myśleli po polsku, ale stali się pionierami idei zmartwychwstania Polski i przyłączenia do niej swych uświadomionych braci. Po rozbiorach Rzeczypospolitej, po krwawym stłumieniu powstań, wtedy nawet wielu Polakom wydawało się niemożliwym pokonanie i przezwyciężenie takich potęg jak Austria, Prusy, Rosja, - a tymczasem na Śląsku znaleźli się ludzie, którzy uwierzyli w Polskę i w głodzie, w niedostatku, wśród gradu spadających kar pieniężnych, pod groźbą więzienia poszli między lud śląski i w ogromnej części uratowali go przed germanizacją. 

    Trudno dziś wytłumaczyć, jak to się stało, że w obliczu rosnącej z każdym rokiem potęgi mocarstwowej Prus, czy Austrii, istniały jednostki, które, nie mając żadnego przykładu, uczęszczając do szkół zaborczych, żyjąc w atmosferze zapomnienia narodowego, znalazły w sobie iskrę natchnienia, poświęcenia się dla najwyższej sprawy, zdającej się nie mieć wtedy żadnych szans powodzenia. Dziś, gdy patrzymy z oddalenia czasu na to, co zrobił taki Lompa, Stalmach, Miarka, czy inni, dzisiaj wszystko to wydaje się proste i jasne. Jednak wtedy nie było to ani proste, ani łatwe. 
    Dziwne było zrządzenie Opatrzności, która wśród prostego ludu upatrzyła sobie wskrzesicieli uświadomienia narodowego na piastowskiej ziemi śląskiej. Praca tych ludzi - to było prawdziwe bohaterstwo, polegające nie tylko na odwadze, nie tylko na kilku nadludzkich czynach, ale na oddaniu całego życia, aż do śmierci, sprawie polskiej, na wysiłku żmudnym, szarym, codziennym, nieustannym, bez spoczynku, aż do zatraty tchu w piersi, aż do zamknięcia powiek, przez najbliższych. 

    ROZDZIAŁ II. 

    WALKA NIEMCÓW Z POLSKOŚCIĄ ŚLĄSKA. 

    Pierwsze germanizacyjne kroki Regencji w Opolu

    Po Kongresie Wiedeńskim, gdy Prusy widziały, że minęło niebezpieczeństwo odbudowy Polski w związku z ostatecznym pokonaniem Napoleona, przystąpiły do zdecydowanej akcji germanizacyjnej na Śląsku i stworzyły w tym celu w 1816 r. Regencję w Opolu. Jakie były cele tej regencji i o co chodziło jej urzędnikom, oddaje najlepiej rozprawa radcy regencyjnego Bendy, który w 1819 r., po trzechletnim pobycie na Śląsku, chwycił za pióro i napisał "Betrachtung Oberschlesiens". Charakterystyczne wyjątki tej pracy są najlepszym sprawdzianem zamierzeń rządów pruskich na Śląsku. Oto one:{ Ludomir (ks. Szramek): "W obronie Polskości Górnego Śląska", str. 14.}
    "Lud, o którym tu mówię, należy do niemieckiego monarchy, podlega niemieckim prawom i wszakże nie zna on ani swych panujących, ani języka, ani swych praw. Stroni od urzędników państwowych, którzy bardzo mało, albo wcale nań nie mają wpływu, kierują nim jedynie przez postrach, nie zaś przez miłość i zaufanie. Lud ten nie ma nic wspólnego, oprócz nazwiska, z właściwymi Polakami, gdyż nawet nie mówi językiem polskim, lecz jakąś mieszaniną czesko-morawsko•polsko-niemiecką, której trudnoby szukać w jakimkolwiek języku piśmiennym. To prawdziwe nieszczęście da się, według mego zdania, jedynie tylko przez to usunąć, jeżeli język ten zostanie, jak można naj rychlej wytępiony przez nauczanie młodzieży w języku niemieckim. Nic na tym świat nie straci, nie straci żadnej świętości: gdyż ten tylko język zasługuje na tę nazwę, który posiada literaturę, lub zawiera w sobie pierwiastki rozwoju literatury. Żeby tego można się było spodziewać po mowie wasserpolaków nie słyszałem, aby utrzymywali nawet najzagorzalsi obrońcy tego języka". 
    Po takim bezapelacyjnym sądzie radca Benda zabawił się w proroka pisząc: 
    "Zaprawdę! Nie trzeba będzie na to nawet pół wieku, aby w prowincji niemieckiej wytępić żywioł polski do szczętu". 
    „Język niemiecki otwiera dla ludu polskiego, nie umiejącego dotychczas po niemiecku, wrota cywilizacji niemieckiej. Wykształcić lud polski na polskich narodowców nie może być zamiarem rządu, ani też życzeniem Ślązaka" . 
    „Wobec tak oczywistej konieczności powinien być wykład w języku polskim, według mego zdania, całkiem usunięty, skoro tylko dzieci otrzymają pierwsze zasadnicze pojęcia w nauce, a nawet podczas ich rozwoju powinno przeważać dążenie ku niemieckiemu językowi". 
    Powyżej przytoczone wywody Bendy rzucają jaskrawe światło na to, z czym przychodzili na Śląsk urzędnicy króla pruskiego i jakie mieli zamierzenia. Bezapelacyjność tych wywodów, brak zrozumienia stosunków śląskich zabolały nie jedno polskie serce, a nawet i niemieckie, które nie mogło spokojnie patrzeć na tę rażącą niesprawiedliwość.

    Replika pastora Richtera

    Oto radca konsystorialny tejże regencji opolskiej pastor Jan S. R i c h t e r w odpowiedzi na wywody Bendy przesłał na ręce ministra oświaty dnia 21 stycznia 1821 r. własną rozprawę { Tytuł rozprawy brzmi: Abhandlung ueber die Art und Weise wie geistige und sittliche Bildung in Elementar- und Landschulen ueberhaupt und wie sie insbesondere im polnischen Oberschlesien der Jugend beigebracht werden konne.}, w której oświadcza: 
    „ Żyjąc w prowincji, która od dawna dla niskiego poziomu kultury niedobrą cieszyła się sławą i ponieważ w przeszłym i obecnym zawodzie moim jako przełożony kościołów i szkół, nie tylko dosyć nazbierałem doświadczenia, ale władając językiem polskim, dokładnie też mogłem poznać mieszkańców, czuję się powołanym do udzielenia moich myśli w ważnym tym przedmiocie". 
    Po takim wstępie w drugiej części swej rozprawy radca Richter { Ludomir: W obronie języka polskiego. Str. 18-21}
    „... rozwodzi się szczególnie o górnośląskich stosunkach. Z góry oświadcza się przeciwko rugowaniu języka polskiego: przypomina ministrowi, jak słusznie żalili się Niemcy na Napoleona, gdy w prowincjach nadreńskich wszędzie zaprowadzał język francuski, wyrzucając niemiecki, i dodaje: 
    „.. a jednak to samo czynimy na polskim Górnym Śląsku" . 
    „Co prawda większość uniewinnia bezwględność swoją twierdzeniem, że surowość Górnoślązaków głównie od mowy ich zależy i od niemożliwości udzielania im porządnej nauki. Jest to nie tylko cichym mniemaniem wielu nie znających wcale ludu i mowy, ale niestety nie dawno temu nawet drukiem publicznie było głoszone (Benda, p. aut.). Lecz ci, którzy bez znajomości narzecza górnośląskiego oświadczają je za surowe, monotonne, niezdatne do języka wykładowego, podobni są do ślepego, co o kolorach rozprawia. Za dowód przytaczają niski stopień kultury Górnoślązaków i przypisują go jedynie ich mowie! Tymczasem kto wie, jak smutne było obywatelskie położenie Górnoślązaków, jak nieurodzajne piaszczyste ich ziemie, jak surowy ich klimat i jak trudny i mało wdzięczny odbyt ich plonów, ten z pewnością przyczyny niskiego stopnia ich kultury w czym innym szukać będzie, a nie w ich mowie ... Jeżeli dotąd byli leniwi, uparci, nieufni, to niestety jest wynikiem smutnych ich stosunków. obywatelskich. Człowiek, co dawniej nie posiadał własności ni wolności, co jako "glebae adscriptus", t. j. do gleby przykuty, ani majątkiem, ani sobą lub rodziną swoją nie mógł dysponować, co dowolnie z dobrego gospodarstwa na puste miejsce mógł być przeniesiony, albo wiedział od przodków swoich, że teraz o wiele więcej musi pracować aniżeli pierwotnie we dworze było jego obowiązkiem - nie podobna, aby ten mógł być dostępnym dla wyższych ludzkich radości. Nieufność zapełnia serce jego do wszystkich, co mu rozkazują, a później dumając nad smętnym losem swoim ułapia wreszcie świadomość swoją w napojach odurzających. Skoro te pożałowania godne stosunki u wszystkich Górnoślązaków ustaną, skoro w przyszłości z równą pilnością, jak od 1816 r. będzie się starało o wykształcenie młodzieży, wtenczas pocieszające rezultaty osiągnie się w takich szkołach, gdzie po polsku się wykłada". 
    "W dalszym ciągu wskazuje Richter na to, że polskie dziecko górnośląskie od rodziców uczy się o wiele częściej języka ojczystego niż niemieckiego, co znacznie ułatwia naukę w szkołach polskich. Proponuję więc ministrowi uczyć wprawdzie języka niemieckiego, lecz nie nalegać, aby dzieci takiej nabyły w nim biegłości, żeby mógł się stać językiem wykładowym. Bo w takim razie polskie dzieci górnośląskie zbyt dużo czasu straciłyby na lekcjach niemieckich, którego potrzebują pilniej na inne nauki. Zaprowadzenie niemieckiego wykładu u polskich dzieci nazywa Richter wynudzeniem niemieckim. O zupełnym zniemczeniu przez to Górnego Śląska, ani mowy nie będzie: nie zapomnieli Łużyczanie pod saskim rządem po łużycku, ani Litwini pod Prusakiem po litewsku, tak też nikt nie będzie mógł zmusić Górnoślązaka, aby o swoim języku zapomniał. W końcu Richter swoje wywody oddaje pod sąd namiestnika poznańskiego księcia Antoniego Radziwiłła".

    Rozporządzenie ministra Altensteina 

    Minister von Altenstein po zapoznaniu się z rozprawą zwrócił się do księcia Radziwiłła o zdanie, a gdy ten opowiedział się po stronie wywodów Richtera, wtedy dla regencji poznańskiej wydane zostało rozporządzenie 23 grudnia 1822 r., z którym nie mniej musiano się liczyć i na Śląsku {Ludomir, str. 20. }
    Oto wyjątki: 
    "Co się tyczy kwestyj rozszerzania języka niemieckiego, to chodzi o to, aby uświadomić sobie dokładnie, czego się w tym kierunku osiągnąć pragnie i osiągnąć powinno, mianowicie, czy należy dążyć do tego, aby polscy poddani tamtejszej prowincji i język niemiecki ogólnie rozumieli, albo czy się też pragnie cały naród wprawdzie nieznacznie i stopniowo. ale mimo to tak zupełnie, jak to jest tylko możliwym. zgermanizować", 
    "Według przekonania ministerstwa tylko pierwsza ewentualność jest potrzebną i wykonalną, druga jest niewykonalną i nie do polecenia" . 
    „Wykształcenie jednostki i całego narodu może się opierać tylko o język ojczysty".

    Pruskie szkolnictwo na Śląsku.

    To rozporządzenie ministerialne zostało wydane dla Poznańskiego, gdzie wpływy księcia Radziwiłła dominowały przez pokrewieństwo i na dworze pruskim bardzo się z nim liczono. Nie miano jednak czystych zamiarów w odniesieniu do Śląska, świadczy o tym fakt, iż rozporządzenie to na Śląsku nie obowiązywało. Natomiast ministerstwo zażądało w 1824 r. sprawozdania, z którego wynika, że wszystkich szkół na Śląsku było wtedy 647, z tego 282 z językiem wykładowym polskim i niemieckim, 199 czysto niemieckich, 131 czysto polskich, a 35 z wykładowym językiem czeskim i niemieckim. 
    W 1826 r. pruski minister oświaty wydał nic nie mówiące mogące być dowolnie interpretowane pouczenie, że 
    „... nauczyciele nie znający języka ojczystego dzieci nie mogą też pośredniczyć jasnych pojęć. jasnych zdań i wyrażeń poprawnych ... "
    Najwidoczniej nie zadowolony z takiego stanu rzeczy radca Richter w sprawozdaniu z dnia 27 maja 1827 r. postawił wniosek do ministerstwa, aby: 
    1. we wszystkich szkołach ludowych w obu językach uczono, 
    2. w gimnazjach, seminariach jak i na wszechnicy naukę polskiego języka zaprowadzono, 
    3. liczbę parafij powiększono. 
    Odpowiedzi na to nie było już żadnej i każdy inspektor mógł postępować jak chciał. To milczenie było więcej, niż wymowne. Wskazywało na to, że ministerstwo nie śmie wprost germanizować, ale milcząco daje do zrozumienia, aby to robiono, skoro wnioski takie, jak Richtera, pozostawiało bez odpowiedzi i przechodziło nad nimi do porządku dziennego. 
    Podczas gdy w Berlinie układano plan uderzenia w odwieczne prawa językowe ludności śląskiej i wymowne milczenie ministerstwa było tylko ciszą przed burzą, Śląsk już sam od kilku lat budził się powoli ... 

    Pierwsze polskie drukarnie.

    Oto ks. G a ł e c z k a, proboszcz w Oleśnie, zostawszy w 1801 r. inspektorem szkolnym dla 
    powlatow oleskiego, kluczborskiego i byczyńskigo, na tym stanowisku zetknął się z faktem, że nie było w ogóle książek polskich, nawet tych najprostszych, na podstawie których uczy się dzieci po szkołach. Sam własnym kosztem założył pierwszą drukarnię polską na Śląsku {Kudera, str, 8.}, po czym już zakładano coraz liczniejsze drukarnie, a w roku 1804 Baelitz zaczął drukować polskie książki w Opolu. Od 1816 r. Weilshaeuser drukował, z chwilą założenia regencji w Opolu, rozporządzenia urzędowe po niemiecku i po polsku w t. zw. "Dzienniku urzędowym", 
    Najsławniejszym z drukarzy polskich książek był Raabe, który od 1833 r. wydał najwięcej książek polskich, W• Raciborzu powstały dwie drukarnie, a mianowicie Herzoga w 1816 r. i nieco później Bergnera. Poza tym polskie książki drukowała od 1819 r, drukarnia Neumana w Gliwicach, a po tym powstała jeszcze w tym celu drukarnia Landsbergera. 
    Ostatecznie nie było na Śląsku miasteczka, w którym by nie powstała drukarnia, przeznaczona do drukowania także polskich książek. Zakładanie polskich drukarń miało wielkie znaczenie, gdyż odtąd zaczęło się krzewić czytelnictwo i praca oświatowa. 

    Polskie śpiewniki.

    Ks. Gałeczka dał pierwszy przykład, za nim poszli już inni. Przede wszystkim drukował on zbiory
    polskich pieśni dla szkół i rozdawał je darmo pomiędzy dzieci i lud. Za jego przykładem, jak podaje Lompa, Baelitz wydał kilka tysięcy pieśni kościelnych, które rozpowszechniły się na Śląsku i mimo woli utrwalały polski język wśród tych, którzy nawet nie mogli chodzić do nielicznych szkół, a umieli zaledwie śpiewać jedną polską litanię. 

    Nauczyciel Lompa.

    Z początkiem XIX wieku były już polskie drukarnie, to to też nauczyciel L o m p a {Józef Lompa urodził się w 1797 r, w Oleśnie jako syn ubogiego kramarza, Ukończył szkołl; ludową w Oleśnie potem chodził w Wieluniu do szkoły 00. Pijarów, skąd uciekł w 1811 r., obawiając sil;, aby nie został zakonnikiem. Potem był pisarzem w sądzie w Oleś nie, a po roku sekretarzem okolicznego dziedzica. W 1815 r, poszedł do seminarium nauczycielskiego we Wrocławiu, które ukończył chlubnie w 1817 r. Miesiąc był mi praktyce nauczycielskiej pod Cieszynem, potem został organistą i nauczycielem samodzielnym w Łomnicy w powiecie oleskim. Stąd przeniósł się po roku do Lublińca, a po dwóch latach do Lubszy w 1821 r., gdzie pracował, jako nauczyciel, 30 lat do 1851 r., w którym to roku został zwolniony bez żadnego zaopatrzenia przez rząd pruski za swą działalność dla sprawy polskiej. Następnie przeniósł się do Woźnik, gdzie żył w wielkiej biedzie, a pod  koniec życia otrzymał zapis, który mu nieco byt poprawił. Wkrótce jednak umarł w 1863 r. i został pochowany w Woźnikach.} miał już ułatwioną drogę dla swej pracy literackiej. Praca jego była ogromna i dokonała takiego przełomu w ówczesnym życiu Śląska, że słusznie potomni nazwali Lompę patriarchą pionierów odrodzenia narodowego na Śląsku.
    Lompa był jednym z bardzo niewielu nauczycieli polskich, którzy wskutek ukończenia seminarium niemieckiego znali język niemiecki i rodzimy polski. Władze pruskie rozmyślnie nie zakładały seminariów dla kształcenia nauczycieli polskich, stąd było ich zaledwie kilku. Przysyłały natomiast nauczycieli Niemców, którzy nie rozumieli języka polskiego, niczego nie mogli nauczyć dzieci i byli tylko przedmiotem drwin i przedrzeźniań. 

    Jak uczono? 

    Tych. nauczycieli też było niewielu, gdyż władze szkolne rozmyślnie nie dbały o zakładanie nowych szkół. Zanim Lompa zaczął swą pracę nauczycielską, stan szkolnictwa mniej więcej do 1815 r., ze względu na ilość szkół i jakość poziomu naukowego, był fatalny. Nauczycieli fachowych prawie nie było, dlatego też uczyli mało wykształceni kościelni, albo inwalidzi wojenni. Książek polskich nie było w ogóle, gdyż polskie drukarnie dopiero zaczęły powstawać. 
    Uczono więc z pamięci i to dzieci musiały sobie przyswajać, wykuwając wszystko na pamięć. Plebani uczyli pacierza, pieśni kościelnych i głównych zasad wiary. Dzieci chodziły do szkoły w zimie, lub w dni, w których nie były potrzebne do pracy w polu, więc chodził do szkoły kto miał czas i ochotę. W dodatku nauczyciel, przeważnie przygodny, kazał sobie mleć zboże, albo pomagać w gospodarstwie, zwłaszcza gdy sam był bardzo biedny. 
    Przy takim stanie nauki na Śląsku większa część ludności nie umiała ani czytać, ani pisać, lud był mało oświecony i stał na bardzo niskim stopniu rozwoju kulturalnego. Równocześnie pruskie władze szkolne rozważały teoretycznie, jak mają postąpić, gdy będą musiały rozbudować szkolnictwo na Śląsku. Walka o program toczyła się już za czasów pracy nauczycielskiej Lompy. 

    Walka z językiem polskim.

    Jakkolwiek uczony krakowskiego uniwersytetu Bandtke w 1821 r. ogłosił w "Mrówce" poznańskiej rozprawę p. t. „Wiadomości o języku polskim na Śląsku o polskich Ślązakach", w której stwierdził, że: 
    " ... i prowincjonalna mowa polskich Górno- i Dolnoślązaków ma swoją wielką wartość, a wszyscy ci nie mają słuszności, co nią pogardzają. Z niej najlepszy Polak może się uczyć wiele doskonałych starych wyrażeń ...” 
    i mimo, że Julian Ursyn Niemcewicz, po podróży odbytej po Śląsku w 1821 r. napisał { Ludomir, str. 17.} , że: 
    "Wszystko na drugiej stronie takie same, jak u nas i taż sama mowa, strój, obyczaje, położenie kraju, wszystko świadczy, że Polska i Śląsk jednym narodem, jedną była krainą". 
    to jednak urzędnicy niemieccy, powołani czy też nie, rozpoczęli około 1827 r. ponowną nagonkę na język polski ludności śląskiej i na nią samą.
    Oto wśród 20 broszur, które na ten temat wydano, stale spotyka się twierdzenie, że "Gdzie polski panuje język, tam też zwykle panuje nieuctwo i niemoralność" { pt. "Freimuetige Aeusserungen ueber den sittlichen und kirchliche n Zustand Oberschlesiens".}, jedna z nich zwłaszcza, przechodzi jadowitością wszystko, co do tej pory napisano. Oto Fischer z Wrocławia w "Schlesische Provinzialblaetter" (1827 r. 85 t.) w ten sposób powiada: 
    "Co za kauderwaelsch (mieszana) jest mowa polskiego chłopa! Co za mieszanina czesko-morawsko-wendyjska! W Krakowie nikt by słówka z tego nie zrozumiał; uważanoby to za jakiś język hotentocki!". 

    Odparcie ataku.

    W odpowiedzi na te kłamstwa niemieckie jeszcze raz odezwał się radca regencyjny Richter i napisał rozprawę, p. t. "Etwas ueber die polnische Sprache Oberschlesiens als Verteidigung ihres Wertes", w której stwierdził, iż narzecza ludów słowiańskich są dziesięć razy czyściej wymawiane, niż niemczyzna przez chłopów niemieckich.
    Polskie dziecko uczy się od swych rodziców nie wykształconych, o wiele czyściej języka ojczystego, niż niemieckie - a chociażby wcale do szkoły nie chodziło, na polskiej nauce religii trzy razy szybciej robi postępy, niż niemieckie dziecko na nauce religii niemieckiej, w tych samych okolicznościach. 

    Richter powołuje się przy tym na swoje 20-letnie doświadczenie w Hołdunowie, gdzie był proboszczem i gdzie zawsze łatwiej mógł się porozumieć z dziećmi i ludźmi polskimi, niż z niemieckimi. Z tego jak pisze - wynika: 
    " ... uważanie języka polskiego za przeszkodę oświaty jest wielkim błędem. Nie język polski, lecz dotychczasowy brak dobrych nauczycieli, lekceważenie ludu górnośląskiego i smutne stosunki, wśród których Górnoślązacy bez własności i pod ciężarem poddaństwa żyć musieli - to były główne przyczyny ich niskiego stopnia kultury", 
    Powyższe wywody Richtera poparte zostały podobnymi wywodami przez pastora z Pszczyńskiego B a r t e l m u s a, ogłoszonymi w 86 t. "Provinzialblaetter" oraz przez jakiegoś Jarockiego w "Allgemeinen Oberschlesischen Anzeiger" (1827 r. str. 261). 

    Germanizacja przez szkołę

    W ten sposób atak na wartość języka polskiego został odparty, jednak pedagodzy Niemcy, którzy przyszli na Śląsk, czuli się powołani do zabrania głosu w sprawie metody germanizacyjnej szkoły, mającej wychować nowe pokolenie w duchu i znajomości języka niemieckiego. I tak uczeń słynnego szwajcarskiego pedagoga Pestalozzego, prof. Feliks Rendschmidt, uczący w seminarium nauczycielskim we Wrocławiu, ogłosił w "Schlesische Provinzialblaetter" (1834 r. 99 t.) rozprawę p. t. "Ueber die Verbreitung der deutschen Sprache in Oberslesien", w której twierdzi, że w ostatnich latach język niemiecki poczynił wielkie postępy, gdyż miasta są całkowicie zniemczone. Dalej stwierdza, że mimo to jednak szkoła niemiecka zbyt mało zdziałała, gdyż stosowano złą metodę i dlatego proponuje następujący sposób postępowania: należy z dziećmi mówić po polsku, aż się ośmielą i nabiorą zaufania, po tym za pomocą języka polskiego powoli wprowadza się je do znajomości niemieckiego, aż w końcu uczy się tylko po niemiecku. 
    Takie poglądy poparł wydaniem podręczników, które zostały zatwierdzone przez władze szkolne, a mianowicie: "Książka do czytania dla klasy średniej szkół katolickich miejskich i wiejskich" (1843 r.), którą Lompa przełożył na język polski, dalej "Książka do czytania dla klasy wyższej w szkołach miejskich i wiejskich" (1846 r.) i trzecia p. t. "Nauka czytania dla szkół elementarnych miejskich i wiejskich" (1847 r.). 
    Jeszcze ostrzej od Rendschmidta wystąpił pastor Jan v. Holenz, wydając pracę p. t. "Die deutsche Sprache als Schulsprache und Unterrichtsgegenstand in den Elementarschulen ... " (1835 r.), w której zażądano, aby wszędzie na polskim Śląsku wykładano w szkołach ludowych wyłącznie po niemiecku, z wyjątkiem tylko części nauki religii. A skoro dzieci polskie nabędą pewnej biegłości w języku niemieckim, wtedy nie tylko szkolna nauka religii powinna już być wyłącznie niemiecką, ale księża powinni sobie mieć za obowiązek takie dzieci przygotowywać po niemiecku do Sakramentów świętych i zachęcić do uczęszczania na niemieckie nabożeństwa. 
    Gdy takie poglądy zaczęli wygłaszać pedagodzy i pastorowie niemieccy, dziwnym zbiegiem okoliczności wśród samych Ślązaków byli już tacy, którzy umieli przeciwstawić pracy germanizatorskiej ofiarę swego życia i obronić lud śląski przed zagładą. 

    Pierwsze polskie podręczniki.

    Pierwszym, który to zrobił, był L o m p a. Choć ukończył niemiecką szkołę, choć tam tłumaczono 
    mu, że literatury polskiej nie było i nie ma, nie dał się zbić z tropu, zbierał, gdzie się dało, polskie książki i tą drogą dokształcał się. 
    Wobec braku jakichkolwiek polskich książek do nauczania na Śląsku, postanowił temu zaradzić i napisał kilka podręczników dla nauczycieli i dzieci w szkołach ludowych. Do nich należą: "Krótkie wyobrażenie historyi Szlązka" (Opole 1821 r.), przetłumaczył książkę Rendschmidta p. t. "Książka do czytania dla klasy średniej", w której niemieckie wiersze zastąpił polskimi Kochanowskiego i innych, dalej "Krótki rys jeografii Szlązka" dla nauki początkowej (Lublinie c 1843 r.), "Wzory kaligraficzne polskie dla szkół elementarnych" (Racibórz 1844 r.), ,,Krótki rys historyi naturalnej" (Olesno 1847 r.), "Przewodnik do rachunków pamięciowych (Gniezno i Leszno 1848 r.), oraz "Wzory rysunkowe” {Prus „Lompa”, str 100 – 130.}
    Ponieważ liczył się z tym, że mogą uczyć również nauczyciele Niemcy, zestawił im na końcu alfabetyczny spis wyrazów polskich i niemieckich. 
    Choć niewiele dzieci korzystało z tych książek, z powodu braku pieniędzy, to jednak wyszło ich po kilka wydań, gdyż kupowali je nauczyciele, znajdując w nich gotowy materiał i dzięki nim mając mniejsze trudności w nauczaniu. 

    Prace literackie Lompy 

    Lompa przez swe podręczniki oddał ogromne usługi szkolnictwu polskiemu na Śląsku, któremu. 
    groziło całkowite zniszczenie. Rozumiał jednak aż nadto dobrze, że dzieciom, po wyjściu ze szkoły, należy dać coś więcej do czytania jak również, że należy rozbudzić czytelnictwo wśród starszych, którzy co najwyżej znali polską książkę do nabożeństwa. Tym starszym trudno było dawać od razu rzeczy wielkie i o wysokiej wartości naukowej czy literackiej, dlatego Lompa rozpoczął od pisania legend, bajek, powiastek, zrozumiałych dla ludzi prostych i odpowiadających ich zainteresowaniom i poziomowi intelektualnemu. 
    Tak powstały: "Zbiór wierszy" (Opole 18.41 r.), "Pielgrzym w Lubopolu" (Lubliniec 1844 r.), "Historia o Gryzeldzie" (Mikołów 1846 r.) i dużo innych. 

    Zasługi Lompy

    Prócz tego pisał Lompa o pszczelnictwie, chmielu, warzywnictwie, sadownictwie, przez co przyczynił się do podniesienia kultury rolniczej wśród ludności śląskiej. Miarą ogromu jego pracy jest to, że wszystkich prac napisał 91. W ten sposób dał ludowi, pozbawionemu przed nim w ogóle książki polskiej, taką książkę, która mogła pobudzić Ślązaków do częstego i chętnego czytania - stworzył czytelnictwo na Śląsku. 
    Równocześnie pozyskał sobie sławę swymi pracami ludoznawczymi w sferach naukowych Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Poznania. Całe lata zbierał materiały, wydawał przysłowia, baśnie i powieści gminne. Dzisiaj materiały jego są często jedynym źródłem do poznania zwyczajów ludowych, po których w międzyczasie wszelki ślad zaginął. 
    Dla zasług Lompy, Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu zamianowało go swym członkiem w 1857 r., a w rok później Towarzystwo Rolnicze w Warszawie zamianowało go swym członkiem-korespondentem. Te wyróżnienia świadczyły najlepiej o jego sławie, jaką cieszył się w całej Polsce. { Prócz tego w 1844 r. Towarzystwo literackie w Gostyniu zamianowało Lompę swym członkiem.}

    Kosicki walczy o polskie rozporządzenia urzędowe.

    W tym samym czasie, gdy Lompa zapełniał działalnością swoją tak wielką lukę w dziedzinie szkolnictwa i oświaty wśród ludu śląskiego, Karol Kosicki { Karol Kosicki, szlachcic śląski, pochodził z rodziny ongiś polskiej. później zniemczonej i sam za Niemca się uważał. Urodził się w Roszkowicach pod Byczyną w 1788 r., w 1813 r. osiadł na Śląsku i był właścicielem dóbr Wilkowice w powiecie Tarnogórskim. Umarł w 1863 r. } był tym, który walczył z regencją opolską i biurokracją pruską o równouprawnienie języka polskiego, jako języka urzędowego. Z własnego, wewnętrznego przekonania bronił praw językowych bezbronnego ludu u prezydentów, nadprezydentów i samego króla pruskiego. 
    Gdy po odejściu z Opola radcy Richtera w 1838 r. przestały wychodzić rozporządzenia regencji w języku polskim, co najlepiej świadczyło o tym, że Richter był jedynym wyjątkiem wśród urzędników pruskich i nie myślał o germanizacji, Kosicki wysłał zażalenie do Wrocławia na ręce prezydenta Merkla. 
    Ten kazał mu się zwrócić bezpośrednio do regencji w Opolu, gdzie Kosicki otrzymał wykrętną odpowiedź, że wobec szczupłych wiadomości językowych i rzeczowych Górnoślązaków uważano za stosowne zaprzestać wydawania rozporządzeń w języku polskim. 
    Kosicki, widząc w tym wręcz złą wolę i chęć zmuszenia ludności do uczenia się języka niemieckiego, napisał w tej sprawie w 1841 r. do króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma IV. W odpowiedzi został powiadomiony przez nadprezydenta, że uwzględnienie jego prośby nie jest możliwym, gdyż na Śląsku tylko lud mówi po polsku, a nie i szlachta, jak w Poznańskim. Oprócz tego 
    " ... mowa górnośląska nie jest językiem czysto polskim, jaki zachował się w Królestwie i Księstwie, ale tylko jego narzeczem z domieszkami niemieckimi, które nie może sobie rościć prawa do dalszej opieki, a jeszcze mniej do stałego zachowania; takowe byłoby nawet dla oświaty górnośląskiej, jedynie niemieckim językiem osiągniętej, cofnięciem się wstecz." 
    Ponieważ równocześnie prośby Kosickiego odrzucił i sejm śląski, dał on śmiało odpowiedź że mogło się to stać tylko dlatego, że 700,000 Górnoślązaków, gęsto zamieszkujących więcej niż 12 na 16 powiatów obwodu opolskiego - nie ma ani jednego narodowego przedstawiciela, co na przyszłość trzeba zmienić. Poza tym Kosicki stwierdził, jak poprzednio Richter i Bandtke, że język na Śląsku niczym nie różni się od języka polskiego. 
    Kosicki miał wówczas tę satysfakcję, że niemieckie gazety, nastawione liberalnie, po większej części poparły jego stanowisko. Z całą gwałtownością otworzyła się ponownie kilkuletnia dyskusja na temat wartości języka polskiego na Śląsku. Specjalnie atakowali go historyk wrocławski Wuttke na łamach "Schlesische Provinzialblaetter" (1844 r. 119 t.) i uczony niemiecki Karol Eberth, który przytoczył statystykę z 1813 r. i 1843 r. na podstawie Hundricha {"Nachrichten ueber die polnischen und anderen ausserdeutschen Sprachverhaeltnisse in der Provinz Schlesien, besonders im Bereich des Ober-Landesgerichts zu Breslau. }, z której wynikało, że germanizacja w miastach, a zwłaszcza w powiecie oleśnickim, poczyniła ogromne postępy. Eberth zakończył swe wywody słowami: 
    " ... jeszcze raz powtarzam, stanowczy i nie powstrzymany postęp żywiołu niemieckiego w okolicach Śląska dziś jeszcze nie niemieckich, jest niezachwianym faktem historycznym, koniecznością nawet kulturalno-dziejową." 
    Kosicki odpowiedział mu na to w "Provinzialblaetter" (1846 r. 124 t,), że:
    " ... postępy niemczyzny nie stoją w żadnym stosunku do wysiłków w tym względzie poczynionych." 
    Na tym urwała się dyskusja. A tymczasem dokonał się fakt moralnego odrodzenia, jaki się w tym okresie odbywał 

    Ks. Ficek i degeneracja ludności. 

    Oto proboszcz piekarski ks. J a n  A l o j z y  F i c e k {Ks. Jan Alojzy Ficek, urodzony w 1790 r. w Wielkim Dobrzyniu, wykształcił się na nauczyciela, jednak zmienił zamiar i został księdzem. Skończył teologię we Wrocławiu i w Krakowie, gdzie został wyświęcony w 1817 r. 3 lata był kapelanem w Czeladzi, 6 lat proboszczem w Ziemięcicach, a 1826 został proboszczem w Piekarach, gdzie przebywał do śmierci w 1862 r. }, który sam siebie nazywał Pieskiem Matki Boskiej, rozwiązał bardzo ważny problem społeczny na Śląku, stając się apostołem trzeźwości. Oczywiście ujmował tę akcję z punktu widzenia katolickiego, nie mniej rozumiał bardzo dobrze, w jak silnym stopniu degenerowała się polska ludność na Śląsku wskutek panującego powszechnie pijaństwa. 
    Robotnikom często nie wypłacano zarobków, to też musieli brać wszelkie artykuły żywnościowe w sklepach na kredyt. W każdym zaś sklepie sprzedawano wówczas napoje alkoholowe i właściciele namawiali kupujących, aby brali też wódkę, względnie nawet wywierano pewien nacisk w tym kierunku na biednych robotników, całkowicie zależnych od kupców. 
    Ponadto istniał zwyczaj, że wypłata nie odbywała się tak, jak dzisiaj, każdemu z osobna, tylko większą sumę pieniędzy dawano sztygarowi lub majstrowi do wypłaty, którzy dla zmiany na drobne szli razem z robotnikami do szynku. Niejednokrotnie też robotnik po zapłaceniu długu za pobrany towar i wypitą wódkę, wracał do domu bez pieniędzy. 
    Poza tym ludność była wyzyskiwana i choć np. obowiązywała 8 godzinna szychta, {Piernikarczyk: "Historia Górnictwa i Hutnictwa" t. II str. 46.} stopniowo przedłużano pracę, stosując t. zw. "bajki" (nadszychty), dochodzące do 4 godzin, tak, że robotnik, wychodząc rano, wracał dopiero późnym wieczorem. 
    Aby nie myśleć o biedzie i nędzy, jaka czekała go w domu, wstępował najczęściej do szynku, gdzie przychodziła po niego żona, gdy zbyt długo nie było go widać. Przeważnie wówczas i ona sama zostawała. Tak więc wskutek braku oświaty i nędzy, moralny stan tworzącego się w tym czasie typu robotnika śląskiego był bardzo niski. 

    Odrodzenie moralne. 

    Ks. Ficek, wczuwając się w ówczesne położenie i widząc, jak właściciele destylarni i żydzi-szynkarze bogacą się, a ludność popada w coraz głębszą nędzę, postanowił przeciwdziałać temu zastraszającemu stanowi rzeczy. Mianowicie wykorzystując swe stanowisko proboszcza jednego z najbardziej znanych na Śląsku miejsc odpustowych w Piekarach, rozpoczął w 1844 r. organizować ruch wstrzemięźliwości na wielką skalę. W akcji tej poparło go całe duchowieństwo, ludność wszędzie przystępowała gremialnie do Kółek wstrzemięźliwości, organizowanych w każdej wiosce. 
    W takim np. miasteczku Pyskowicach na 2500 parafian przystąpiło do tego bractwa 1900 ludzi. { Kudera, str. 42.}
    Podobnie działo się na całym Śląsku. Akcja ta nie tylko odrodziła ludność moralnie, ale zmobilizowała masy i dowiodła zdolności organizacyjnej ludu śląskiego, będąc jakby próbą zjednoczenia Ślązaków pod jednym sztandarem, pod jednym hasłem. 
    Śmiało można twierdzić, że ten powszechny ruch dokonany na Śląsku po raz pierwszy, był próbą zrozumienia przez ludność większej idei i lekcją zorganizowanej akcji na wielką skalę, w której chodziło o zmobilizowanie mas. Za tą udaną próbą poszły już inne i w ten sposób dokonywało się powoli odrodzenie i zjednoczenie narodowe na Śląsku. 
    Władze pruskie, widząc to świadome organizowanie ludności śląskiej, dopatrywały się w tym ukrytego plzanu, a przede wszystkim były zaskoczone wielkością akcji i ilością masy, jaka wzięła w niej udział. Starały się temu ruchowi przeciwdziałać, rozpoczynając tu i ówdzie śledztwa, szykanowały; ponieważ jednak nie mogły nic zarzucić, musiały przyznać w swych raportach, że skutki tego ruchu były nadzwyczajne. 
    Oto jeden z tych raportów: 
    "Zjawisko to jest w istocie wspaniałe, szynki stoją próżne, a na targach i jarmarkach panuje zupełny spokój i porządek. Urzędnicy w hutach i kopalniach oraz właściciele dóbr chwalą pilność, porządek i posłuszeństwo tych, którzy wyrzekli się gorzałki." 
    Równocześnie właściciele podkreślali, że podnosi się wydajność pracy robotników. Tak więc ks. Ficek ułatwił swym ruchem późniejszą zwartą postawę ludności w walce w czasie "Kulturkampfu". 

    Znaczenie drukarni piekarskich.

    Ks. Ficek namówił niejakiego Heera, aby założył polską drukarnię w Piekarach, którą potem nabył słynny Heneczek, znany drukarz i nakładca polskich książek w drugiej połowie XIX wieku. Drukarnia ta miała ogromne znaczenie, gdyż ludzie, zjeżdżający się masowo na odpusty do Piekar, zapoznawali się z najnowszymi książkami polskimi. Ks. Ficek w tym celu wydawał polskie książki, o treści oczywiście religijnej, rozumiejąc, że nie tylko żywym słowem, ale również i drukowanym należy oddziaływać na lud. 
    Podtrzymywał w ten sposób język polski, bronił go przed germanizacją i uczynił z Piekar kuźnię polskości, z której masowo rozchodziły się druki polskie wśród ludności śląskiej. 

    Piekary – Śląska Częstochowa.

    Jakby przeczuł, że może przyjść czas, w którym nie będzie wolno prostemu ludowi jeździć do 
    Częstochowy, czy tez do Krakowa i u stóp królowej Polski krzepić swe serca - stworzył z Piekar główne miejsce odpustowe, słynne nie tylko na Śląsku, ale i w całej Polsce. 
    Na miejscu dotychczasowego kościoła drewnianego, pamiętnego bytnością króla Jana III Sobieskiego w wyprawie na Wiedeń, wybudował w latach 1842-1849 wspaniałą murowaną świątynię. Władze pruskie miały już jednak na niego oko i w czasie wznoszenia budowli robiły mu stale szykany. Najpierw nie chciały mu pozwolić na poświęcenie kamienia węgielnego, a gdy ustąpiły pod naciskiem ówczesnej opinii, wtedy już w czasie budowy kościoła kazały mu zmienić budowę wież, co narażało ks. Ficka na stratę 6000 talarów. 
    Pomimo wszystko wybudowowano kościół prawie z niczego, drogą składek społeczeństwa, dawanych na akcje po 5 talarów, które wypuścił ks. Ficek, a które miały być "zapłacone w niebie", jak glosił ich tekst. 
    Nie posiadając prawie zupełnie pieniędzy, w obliczu straty 6000 talarów znalazł się proboszcz Piekar w wielkim kłopocie. Pojechał wtedy do Berlina do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV na skargę i ten dał mu pozwolenie na spokojne ukończenie budowy. 

    Tenże król, gdy w 1846 r. znalazł się na Śląsku z okazji poświęcenia pierwszej linii kolejowej Wrocław-Mysłowice, odwiedził Piekary, a oprowadzający go ks. Ficek opowiadał mu, że tutaj król polski Jan III Sobieski w wyprawie pod Wiedeń polecał się opiece Matki Boskiej i tutaj August, książę saski, wybrany na króla polskiego, złożył wyznanie wiary. {Pressfreund, str. 46. }
    Ks. Ficek był jedną z ważniejszych postaci na Śląsku w połowie XIX wieku. Pracą swą przyczynił się wybitnie do odrodzenia narodowego ludności śląskiej. 

    1847-48 lata głodu i zarazy

    W latach 1847 i 1848. zawisła nad Śląskiem. ciężka zmora. W niektórych wsiach wymierało z powodu tyfusu głodowego 10-20% ogółu ludności. Po klęskach nieurodzaju przyszedł głód, a dodając do tego zaniedbanie stosunków zdrowotnych przez właścicieli osad górniczych i hutniczych, bezczynność czynników rządowych, które nie organizowały żadnej akcji, żadnej pomocy, brak kolei i brak możliwości dostarczenia środków żywności dla umierającej z głodu masy lodu śląskiego możemy sobie wyobrazić straszny obraz tych lat!
    Nadprezydent v. Wedell jako przyczyny zarazy podał w sprawozdaniu urzędowym: {Piernikarczyk: "Historia Górnictwa i Hutnictwa" str. 109}
    "Liche pożywienie rodzi choroby wszelkiego rodzaju, tyfus pochłania każdego roku swoje ofiary, a nazywa się go przede wszystkim tyfusem głodowym, gdyż lichymi środkami żywności i brakami wszelkiego rodzaju osłabione ciało najbardziej jest podatne". 
    Równocześnie prof. patologii Rudolf Virchov z Berlina, który przybył na Śląsk, aby zbadać przyczyny zarazy ogłosił drukiem swoje spostrzeżenia, w których obwinił rząd o poczynienie fałszywych kroków celem niesienia oświaty, gdyż chodziło mu w tym więcej o germanizację, niż o istotną pracę podniesienia poziomu kulturalnego ludności. {Ludomir, str. 53.} 
    Nie przedsięwzięto żadnych środków ostrożności, jakkolwiek już w 1845 r. chodziły wśród ludu wieści, że Górnemu Śląskowi zagraża głód. Cenzura zabroniła pisać o tym w gazetach i alarmy te nie dostały się do wiadomości szerszego ogółu. Nieustanne deszcze spowodowały, iż w 1847 r. wszystko na polach uległo zniszczeniu. Ludność śląska po spożyciu wszystkich zapasów żywności, żywiła się koniczyną, lebiodą, korzonkami, perzem, korą drzew, grzybami. Stąd wybuchła zaraza. 
    Najwięcej ucierpiały powiaty pszczyński i rybnicki, a także raciborski, głubczycki, kozielski, gliwicki i bytomski, zabrski, katowicki, tarnogórski, lubliniecki, oleski, opolski, strzelecki i inne. W takim powiecie pszczyńskim, liczącym wówczas 69.000 dusz, 1000 zmarło z głodu, a 7000 z zarazy. W ciągu tych dwóch lat z głodu i zarazy umarło około 50.000 ludzi, a jakieś 10.000 dzieci zostało sierotami. {Prus str. 45}
    A Berlin milczał i patrzył spokojnie na wymieranie polskiej ludności. Nadprezydent, zapytany w tej sprawie, co zamierza uczynić rząd, musiał odpowiedzieć, że n i c i istotnie tak się stało! Były wsie, w których cmentarze nie mogły pomieścić wielkiej ilości umarłych. 

    ROZDZIAŁ III. 

    LUD POLSKI NA ŚLĄSKU WYSTĘPUJE PRZECIW NIEMCOM.

    Rewolucja w Prusach. 

    W tym samym czasie, gdy na Śląsku w 1848 r. zaraza wygasała i zbierała swe ostatnie ofiary w - Prusach wybuchła rewolucja. Prusy były jednym z trzech państw, które na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. wiązały się świętym przymierzem dla przywrócenia starego porządku. rzeczy - władzy absolutnej, zachwianej przez prądy rewolucji francuskiej. Austria, Rosja i Prusy. zaprowadziły u siebie system rządów policyjnych, dusiły w zarodku wszystkie dążenia wolnościowe liberalizmu, zarówno wśród swych narodów, jak i krajów zaborczych. 
    Im silniejsza była jednak t. zw. reakcja władców europejskich, tym gwałtowniej fermentowały prądy rewolucyjne wśród poddanych, należących masowo do "tajnych związków", które pracowały skutecznie, jakkolwiek w ukryciu. 
    Tak przeszedł 1848 r. - rok rewolucji. Za rewolucją we Francji, w Austrii, wybuchła rewolucja i w Prusach, Dnia 18 marca rozpoczęły się rozruchy w Berlinie, 20-go marca w Monachium, potem w Saksonii i Hannowerze. Wszędzie żądano wolności i konstytucji. 

    Powstanie w Bytomiu. 

    Wtedy to w Bytomiu, liczącym wówczas 4 tysiące mieszkańców, również wybuchło powstanie. {Ks. Kudera: "Obrazy Ślązaków wspomnienia godnych'''- str. 31.} W dniach 10 i 11 marca rewolucjoniści zapełnili wielką masą rynek wszczęli bunt przeciw ogólnemu uciskowi, domagając się równouprawnienia z klasami uprzywilejowanymi. Do zbuntowanego tłumu dołączyli się górnicy z Szarleja, lecz zaraz ukazali się huzarzy i szarżą zmusili tłum do rozproszenia się w przyległe ulice, do ukrycia po domach. Na tym skończyły się rozruchy w Bytomiu. 
    Na Górnym Śląsku nie było nigdzie takich zaburzeń jakie były gdzie indziej, czy nawet we Wrocławiu. W związku z tym niemieccy uczeni piszą bardzo rozwlekle, że Ślązak na Śląsku pozostał biernym, a istniała tylko garstka przywódców, którzy wykorzystali okoliczności, związane z 1848 r. dla sprawy polskiej na Śląsku. {Ilse Szwidetzky: "Die polnische Wahlbewegung in Oberschlesien" str. 11-13:Frantzke. str. 103.} 
    Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że rewolucja rozgrywała się głównie po miastach, wieś zaś wszędzie, nie tylko na Śląsku, pozostała bierną - nic więc trudnego powoływać się na to, iż chłop śląski nie brał udziału w rewolcie. 
    Gdyby sprawa polska już wtedy była tylko dziełem kilku ludzi bez głębszego zrozumienia i poparcia ze strony mas na Śląsku, nie byłaby miała tej siły przekonywującej dla czynników rządzących, usiłowania Szafranka czy innych pozostałyby bez echa. Tymczasem jeśli tych kilku przywódców zostało popartych przez cały lud śląski w swych dążeniach, świadczy to najlepiej o tym, że ludność polska nie została bierną.

    Sejmiki prowincjonalne na Śląsku

    Mianowicie w 1824 r. król pruski wydał rozporządzenie o ustanowieniu sejmików prowincjonalnych, których działalność była jednak ograniczona. Można powiedzieć, że właściwie nikt się nie liczył z głosem doradczym, jaki reprezentowały, a w dodatku skupiały się w nich interesy wielkich właścicieli ziemskich, którzy opanowali wszystkie mandaty poselskie na podstawie dogodnego dla nich prawa wyborczego, według którego tylko ten mógł być wybrany posłem, kto płacił przynajmniej 12 talarów rocznie podatku gruntowego. {Szwidetzky, str. 5.} 
    Np. w 1815 r. w powiatach Strzelec, Toszka, Olesna i Lublińca było tylko 7 chłopów, którzy płacili 12 talarów podatku, ale ~ oni byli odsunięci od prawa kandydowania na posła. W ten sposób ludność śląska nie mogła mieć żadnego ze swych ludzi jako reprezentanta, - natomiast król miał prawo zwolnienia od tego warunku, co często wykorzystywały władze pruskie, aby wybierać Niemców. Wybierano głównie naczelników gmin, gdyż chodziło o to, aby mieć ludzi, którzy znali język niemiecki. 

     


     
     
     
    KONSTANTY DAMROTH 
    (Czesław Lubiński) 

    Z NIWY ŚLĄSKIEJ.
    WIERSZE. 
    WYDANIE TRZECIE ZUPEŁNE

    NAKŁADEM SPÓŁKI WYD. KAROLA MIARKI W MIKOŁOWIE
     

    MOJA OJCZYZNA

    {na melodię Boże, coś Polskę}

    Znasz-li tę ziemię, co z swych kruszców słynie, 
    A lud z ubóstwa i rzadkiej prostoty? 
    Gdzie drogi kruszec w obcych ręce płynie, 
    A ludek w sercu kosztowniejsze cnoty 
    Przed cudzem okiem i światem ukrywa, 
    By nie sięgnęła po nie ręka chciwa? 
    Znasz, ty tę ziemię, znasz ten lud poczciwy, 
    Znasz, przyjacielu, naszych chłopków serca? 
    Och, znasz je może, jak ci je kłamliwy, 
    Jak cudzoziemczy opisał oszczerca! - 
    Lecz spojrzyj i poznaj okiem życzliwem, 
    A przejmiesz się dla nich czcią i podziwem.

    Śląsku mój! - Słowo cudnego uroku. 
    -Ojczyzno! - Węźle uczuć tajemniczy. 
    Nie zdołam wezbranych myśli już toku, 
    Ni z rzewnych uczuć czerpanej słodyczy 
    W milczeniu stłumić! Więc niech się łzy leją, 
    Myśli swobodnie sobie pobujają, 
    Słodycz i gorycz niech serce koleją
    Karmią, aż w rozkosz cierpienia roztają.
    Ojczyzno śląska, nad wszystko ceniona, 
    Od cudzoziemczej głupoty wzgardzona, 
    Wzgardę niesłuszną niweczą twe syny 
    Kochając i ceniąc nad wsze krainy. 
    Gdzie Odra poważna toczy swe wody 
    Śród ciemnych lasów i łanów kłosistych;
    Gdzie schludne domki, spokojne zagrody 
    W dolinach i na wybrzeżach spadzistych, 
    Jak na kobiercu kwiaty rozsypane;

    Gdzie się po polach pieśni rozlegają 
    W drogim po ojcach języku śpiewane;
    Gdzie; w kniejach dziki i łanie bujają, 
    I gdzie z kominów nieba tycznych chmury
    Dymu się wiją, płomiene buchają, 
    A młoty w kruszec jakby taran w mury 
    Z trzaskiem piorunu stale uderzają; 
    Gdzie skarby dobywa ukryte w ziemi 
    Ludność potulna, z uczciwości znana, 
    Przebiegłych przybyszów bogacąc niemi: 
    Ta moja śląska ojczyzna kochana!

    Gdzie w duszy ludu jędrne czucie żyje 
    Dla polskiej niegdyś matki i ojczyzny, 
    Na jej wspomnienie serce żywiej bije,
    Gdy patrzą - wyzuci z swej ojcowizny 
    Na dawne czasy jak na senne mary;
    Gdzie miłość bratnia sąsiadów kojarzy
    I kmieciów falanga stoi na straży 
    Swej mowy ojcowskiej i świętej wiary, 
    Chociaż od obcych wzgardzona, od braci 
    Starszej nie wsparta, nawet źle widziana, 
    Jednak nadziei i ducha nie traci: 
    Ta moja śląska ojczyzna kochana! 

    Tam gdzie góra chełmska w dziedzinie Piasta 
    Jakby olbrzymi dom boży wyrasta; 
    Gdzie Panna najświętsza laskami słynie 
    W Piekarach, Pszowie, Lubecku, Ostrogu,
    Dokąd pobożny lud powodzią płynie 
    Z dalekich krain pokłonić się Bogu 
    I mu polecić w tej doczesnej doli, 
    Co kogo cieszy, zatrważa lub boli: 
    Gdzie ziemia płodna i w kruszce i zboże, 
    Lecz w cnoty płodniejsza i sługi boże,  -
    Bo to ojczyzna Jacka i Czesława 
    I Bronisławy i Sarkandra Jana, 
    Błogosławionego ojca Germana, 
    Jadwigi z synem, która wciąż dodawa 
    Blasku tej krainie, - niegdyś jej księżna, 
    A dzisiaj jej opiekunka potężna: 
    Gdzie taka rzesza ludności przewodzi, 
    Która śladami jej od wieków chodzi 
    Chrześcijańską drogą pracy i cnoty, 
    Cierpienia i staropolskiej prostoty, - 
    Ta dzielna ziemia, niecnie spotwarzana: 
    To moja śląska ojczyzna kochana! 

    POETA ŚLĄSKI
    KS. KONSTANTY DAMROT


     
    Katolik Nr 30, 10. marca 1921

    Odezwa ojców Paulinów z Jasnej Góry
    przed plebiscytem 21. marca 1921r.

    Do Braci i Sióstr Gómoślązaków. 

    ,,Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, 
    Nie damy pogrześć mowy, -
    Polski my naród, polski lud, 
    Królewski szczep Piastowy ... 
     

    Nie damy, by nas gnębił wróg! 
     Tak nam dopomóż Bóg!...
     Tak nam dopomóż Bóg!..."
    Jest jedno słowo, które porusza serce każdego dobrego Polaka - katolika i uczucie pociechy w nim wzbudza, które błogi uśmiech zadowolenia wywołuje na twarzy, a jest nim Jasna Góra. 
    Tu zmierzają kroki, tu zwrócone są oczy, tu skierowane uczucia nas wszystkich. 
    A dlaczego? Bo tu nasza Matka i Królowa, tu serce serc naszych, tu nasz skarb się znajduje. Toteż śpiewamy w pieśni: "Tam Twoje serce, gdzie Twój skarb przebywa." 
    Otóż z tej drogiej, ukochanej przez nas wszystkich Jasnej Góry, ślemy bratnie słowa do Ciebie, Ludu Gómośląski, w owej ważnej chwili, w której się ważą losy Twoje, w której masz wypowiedzieć się za połączeniem się Twoim z Macierzą - Polską. 
    Nie to, żebyśmy wątpić mieli o usposobieniu i odczuciach serca Twego, boś tego aż nadto wyraźny dał dowód w niedawnych wyborach do rad gminnych i w ostatnich miesiącach walki przeciwko wiekowym ciemiężycielom ducha Twego i mowy ojczystej - ale by Cię pokrzepić na duszy, że chwila Twojego wyzwolenia się zbliża, by Ci dodać bodźca i siły, abyś z jednej strony nie dal się unieść obietnicom i podszeptom Twych wrogów, a z drugiej - nie uląkł się strasznego terroru i zbrodniczych zamachów na życie i mienie swoje, lecz owszem wytrwał do końca i wygrał święty bój, na który patrzy Polska i świat cały, bój w obronie wiary, mowy rodzinnej i ziemi Ojczystej Piastowskiej. 
    Idzie o to, by żaden z Was ani żadna z Was, Drodzy Gómoślązacy, nie sprzeniewierzyli się świętej sprawie, lecz jak Wy wszyscy dla niej walczyli, tak wszyscy również, jak jeden mąż, do końca w tym świętym boju wytrwali. 
    W tym to celu z odezwą tą do Was się zwracamy. Jak Bracia Wasi tam w Poznańskiem, tak i Wy nie dajcie się skusić żadnym chytrym wężowym obietnicom i jak oni mówcie: 
    "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, 
    Nie damy pogrześć mowy, -
    Polski my naród, polski lud, 
    Królewski szczep Piastowy .. 
    Nie damy, by nas zniemczył wróg! 
    Tak nam dopomóż Bóg!...
    Tak nam dopomóż Bóg!..."

    Gdy Was łudzić będą obietnicami, powiedzcie im: "Znamy was od tylu lat, od tylu wieków, znamy więc i dary wasze i wiemy dobrze na własnej skórze, coście z nami zrobić chcieli .. 
    Gdy pluć będą na naszą Matkę - Polskę, odpowiedzcie im: "Kłamstwo i fałsz! A jeśli są i braki, to dlatego, żeście wy tę Polskę razem z drugimi podzielili i 120 lat trzymali w niewoli, a jeszcze i teraz w czasie wojny przez cztery lata grabili i wywozili z niej do Prus, co się tylko dało, i właśnie podziwiać nam trzeba, że w Polsce mimo tyloletniej niewoli i 4-letniej waszej okupacji taki jest dobrobyt i tyle żywności." 
    Gdy Was będą łudzić, że i pod Prusami będziecie mogli swobodnie wyznawać wiarę św., to im powiedzcie: "Znamy się dobrze na tej swobodzie wiary Św. u was, jakżeście to nam przez cały czas niewoli naszej pod wami nawet na Jasną Górę do Naszej Matki i Królowej iść nie pozwalali, jakeście nas szykanowali i jakżeśmy się to po kryjomu, by uniknąć waszych kar, tam przekradać musieli." 
    Gdy Wam grozić będą terrorem i zamachami na Wasze mienie i życie, odpowiedzcie im: 
    "Do krwi ostatniej kropli z żył Bronić będziemy ducha, 
    Aż się rozpadnie w proch i pyl Krzyżacka zawierucha ... 
    Twierdzą nam będzie każdy próg! 
    Tak nam dopomóż Bóg!...
     Tak nam dopomóż Bóg!..."
    Tak, twierdzą ma być Wam każdy próg! To jest przez każdy polski, górnośląski próg ma się nie przedostać do rodzin Waszych ani strach przed wrogiem, ani jego chytre, wężowe podszepty i obiecanki, ani chęć łatwego zysku, ani wreszcie pruskie, judaszowe srebrniki. 
    U progów Waszych macie im odpowiedzieć: "Idź precz szatanie z twoimi srebrnikami, któremiś Judasza łudził i przez które się powiesił." 
    U progów Waszych, a potem przy urnach plebiscytowych wymownym głosem czynu macie im powiedzieć tak, aby cały świat usłyszał: 
    "Polski my naród, polski lud, 
    Królewski szczep piastowy ... " 
    Tak Wam dopomóż Bóg, Bracia i Siostry Górnoślązacy, i Najświętsza Palma Częstochowska! 
    Pomnijcie na śluby i obietnice Wasze ubiegłego lata tu, na Jasnej Górze uczynione i bądźcie mężni, bądźcie mężni, bądźcie wytrwali aż do ostatka, aż tyle chwalebnych zwycięstw Waszych ukoronujecie tym ostatnim zwycięstwem przy plebiscycie. O to wołają Bracia Wasi z grobu. 
    A gdy to nastąpi, wtedy: 
    "Nie będzie Niemiec pluł Wam w twarz, 
    Ni dzieci Wam germanił." 
    Wtedy skończy się Wasza długa, bo 600-letnia niewola i połączeni z Macierzą Polską, wolni w wolnej naszej ukochanej Ojczyźnie, wszyscy razem Panu Bogu hymn wdzięczności zaśpiewamy. 

    Jasna Góra, dnia 17. lutego 1921. 

    OO. Paulini z Jasnej Góry 
     


     
     
    1922-1937
    Jednodniówka Śląskiego Związku Akademickiego 
    z okazji wygaśnięcia Konwencji Genewskiej 
    i l5-1ecia wkroczenia Wojska Polskiego na Górny Śląsk 

    MOTTO; 
    Ojczyzna i Bóg! Nasze haslo i zew 
    Za wolność dla Śląska swe życie i krew. 
    Niech kwitnie Ten kwiat najcenniejszy wśród wiązk 
    Niech żyje nam Polska. niech żyje nam Śląsk! 
    Jaroń: W rocznicę powstania. 

    Komitet Redakcyjny: 
    Dr. Bronislaw Hager - Pawel Kempka - Ks. Michal Lewek - Jan Mildner  - Ks. Dr. Emil Szramek - Ks. Franciszek Szulc - Ks. Stefan Szwajnoch 

    Jan Mildner 
    O Konwencji Genewskiej, o autonomii śląskiej i o zespoleniu Śląska z Polską 
    Kilka ustaleń i przypomnień 
    str. 41 - 72

    Łączenie sprawy autonomii śląskiej z Konwencją Genewską i nawoływanie w związku z wygaśnięciem Konwencji Genewskiej do ściślejszego zespolenia Śląska z Polską jest bezpodstawne, dowolne i wprost niezrozumiałe. Wszystkie trzy kwestie bowiem nie mają ze sobą nic wspólnego. 
    Konwencja Genewska jest umową międzypaństwową, zawartą pomiędzy Polską a Niemcami na ściśle określony czas w celu wspólnego uregulowania pewnych kwestii związanych z zmianą suwerenności, a dotyczących życia gospodarczego i mniejszości narodowej na terenie plebiscytowym Górnego Śląska i utraciła swą moc obowiązującą automatycznie z upływem tego czasu. Wartość tej umowy atoli dla Polski i Śląska jest bardzo problematyczna. 
    Autonomia śląska jest określeniem nieustawowym istniejącego obecnie ustroju samorządowego Województwa Śląskiego i ma swoje źródło w polskiej ustawie państwowej. Nie wygasa ona automatycznie, ani z chwilą wygaśnięcia Konwencji Genewskiej, ani w związku z innym wydarzeniem. Autonomia śląska wprawdzie może być zniesiona lub zmieniona, ale tylko w drodze ustawy państwowej. Tak bowiem postanawia art. 81 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1935 r., uchylający przepisy art. 44 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego, który przewidywał, iż ustawa, zmieniająca Ustawę Konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r., wymagać będzie zgody Sejmu Śląskiego. Autonomia odpowiada życzeniom ludności Śląska i leży w interesie Śląska i Państwa. 
    Kwestie te nie dają też żadnej podstawy do uzasadnienia konieczności ściślejszego zespolenia Śląska z Polską. Zespolenie to bowiem już dawno nastąpiło i jest całkowite mimo autonomii, a może właśnie dzięki jej. Wygaśnięcie Konwencji Genewskiej wywołało jedynie konieczność umownego uregulowania pewnych kwestii granicznych między Polską a Niemcami, ustawowego uregulowania spraw pasa pogranicznego, jak n. p. przepustek granicznych i ruchu granicznego, i wprowadzenia na teren Górnego Śląska niektórych ustaw polskich, obowiązujących już w innych dzielnicach Państwa, jak n. p. ustawy o wykonaniu reformy rolnej. 
    Wyjaśnienie wszystkich tych kwestii leży w interesie uspokojenia opinii publicznej na Śląsku. 

    I

    Konwencja Genewska jest skróconą nazwą "Polsko-Niemieckiej Konwencji Górnośląskiej", zawartej w Genewie 15 maja 1922 r. między Polską a Rzeszą Niemiecką z ważnością na okres lat 15-tu. Jest to więc umowa międzynarodowa, ratyfikowana ustawami polską i niemiecką. 
    Konwencja Genewska weszła w życie zgodnie z jej końcowym postanowieniem z chwilą, gdy Międzysojusznicza Górnośląska Komisja Rządząca i Plebiscytowa doręczyła Rządom Polskiemu i Niemieckiemu notyfikację, przewidzianą w § 6 aneksu do art. 88 Traktatu Wersalskiego, to jest po formalnym dokonaniu zmiany suwerenności z dniem 15 lipca 1922 r. i wygasła z dniem 15 lipca 1937 r.  I 
    Według określenia wstępnego Konwencja Genewska ma na celu "zawarowanie ciągłości życia gospodarczego na Górnym Śląsku oraz ochronę mniejszości". Jej działalność rozciągała się na cały teren plebiscytowy Górnego Śląska zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej. 
    Konwencja Genewska, składająca się z wstępu, obszernej treści i końcowego protokółu, reguluje w sposób bardzo szczegółowy cały szereg doniosłych kwestii, należących zasadniczo do kompetencji władz państwowych Polski i Niemiec, i powołuje do życia dwie instancje międzynarodowe, t. j. Komisję Mieszaną z siedzibą w Katowicach i Górnośląski Trybunał Rozjemczy z siedzibą w Bytomiu. 
    Konwencja Genewska zawiera przepisy: 
    • warunkach, w jakich może nastąpić zmiana obowiązującego w czasie zmiany suwerenności na terenie plebiscytowym ustawodawstwa, 
    • ochronie praw nabytych i o wywłaszczeniu wielkiego przemysłu i wielkiej własności ziemskiej na Górnym Śląsku, 
    • nabyciu i zachowaniu obywatelstwa polskiego względnie niemieckiego na Górnym Śląsku, 
    • opcji, o postępowaniu opcyjnym i o prawie zamieszkania optantów względnie obywateli drugiego Państwa zainteresowanego, 
    • ochronie mniejszości, jej prawach cywilnych i politycznych, o szkolnictwie, o sprawach religijnych i o wnoszeniu petycji mniejszości, 
    • związkach zawodowych, o umowach zbiorowych i o ubezpieczeniu społecznym. 
    Najobszerniej uregulowane zostały sprawy gospodarcze. 
    Należą do nich sprawy: 
    • celne, przewidujące wywóz bez cła ziemiopłodów pochodzących z Górnego Śląska z jednej części na drugą terenu plebiscytowego, 
    • specjalnego pasu pogranicznego, kart cyrkulacyjnych, ustroju walutowego i dopuszczenia banków polskich i niemiecldeh na niemieckiej względnie polskiej części terenu plebiscytowego, 
    • wywozu i przywozu węgla i innych produktów węglowych oraz rudy żelaznej, cynkowej i ołowianej, pochodzących z Górnego Śląska, z jednej części na drugą, 
    • dostarczania wzajemnego wody, spolszczenia produkcji elektryczności na polskiej części Górnego Śląska, 
    • uregulowania ruchu pocztowego, telegraficznego i telefonicznego, oraz 
    • kolejowe. 
    W  ostatniej części Konwencji Genewskiej zawarte są przepisy o organizacji Górnośląskiej Komisji Mieszanej i Górnośląskiego Trybunału Rozjemczego, ich kompetencji, ich siedzibie i o postępowaniu przed tymi instancjami. 
    Protokół końcowy zawiera poza przepisami przejściowymi ważne postanowienie, iż strony układające mogą w razie zgody zmienić lub całkowicie uchylić wszystkie przepisy Konwencji Genewskiej. 
    Jak widać z rodzaju i rozmiaru wyliczonych spraw, Konwencja Genewska stanowiła poważne ograniczenie władzy państwowej na terenie plebiscytowym Górnego Śląska i pozwalała na daleko idącą ingerencję instytucji międzynarodowych przy wykonywaniu władzy państwowej.
    Najdonioślejszego pod tym względem znaczenia nabyły przepisy o ochronie mniejszości narodowej. Sprawy mniejszościowe stały się przedmiotem stałych i ciągłych sporów i w konsekwencji rozważań Komisji Mieszanej i Trybunału Rozjemczego, a w dalszych instancjach Rady Ligi Narodów i Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowego w Hadze. Przyczyną takiego stanu rzeczy był przepis Konwencji Genewskiej, że nie tylko poszczególne grupy i organizacje mniejszościowe, ale każdy, kto tylko zaliczał się do mniejszości narodowej, miał prawo w drodze petycji wnosić zażalenia do Komisji Mieszanej a nawet do Rady Ligi Narodów wprost z powodu nierównego traktowania przez odnośne władze państwowe. To nieograniczone prawo do wnoszenia petycji dawało możność do wywoływania ciągłych zatargów na tle traktowania mniejszości, zaognienia stosunków sąsiedzkich Państw zainteresowanych i do dochodzeń i dyskusji na (terenie Ligi Narodów. Dzięki temu Górny Śląsk był też przez szereg lat w świecie dyplomatycznym uważany za teren groźny dla pokoju światowego. Dopiero po zawarciu między Polską a Niemcami paktu o nieagresji z 26-go stycznia 1934 r. nastąpiło odprężenie i zlokalizowanie wszystkich sporów mniejszościowych. 
    Dochodzi do tego, iż także każda z układających się stron miała prawo odwoływać się do Komisji Mieszanej z powodu nieprzestrzegania przepisów Konwencji Genewskiej. Ponadto Rzesza Niemiecka miała jeszcze osobne prawo kwestionowania zmian ustawodawstwa, zaprowadzonych ewentualnie przez Państwo Polskie na polskiej części terenu plebiscytowego, i mogła się domagać uchylenia tych zmian poprzez Komisję Mieszaną w drodze skargi do Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowej w Hadze. 
    W końcu w toku procesów sądowych mogła jedna ze stron wnieść do ,Trybunału Rozjemczego w Bytomiu ewokację, jeżeli w sprawie górnośląskiej wyrok lub decyzja była zależną od interpretacji postanowień Konwencji Genewskiej i rozprawa w drugiej instancji jeszcze nie była zakończona.
    Te przepisy Konwencji Genewskiej tworzyły bardzo dogodne warunki dla mącenia spokoju i zaogniania stosunków narodowościowych na ,Górnym Śląsku.
    Pewna część przepisów z ubiegiem lat straciła mniej lub więcej na aktualności. Sprawy związane z nabyciem i z zachowaniem obywatelstwa, z natury rzeczy w głównej mierze szybko zostały załatwione, ponieważ przy wydawaniu dowodów osobistych, paszportów i kart cyrkulacyjnych musiano stwierdzać przynależność państwową. Opcja musiała być dokonana w myśl wyraźnego przepisu Konwencji Genewskiej w przeciągu dwóch lat od chwili zmiany suwerenności. 
    Wojna celna między Polską a Niemcami uprościła również bardzo ten problem, wyłączając faktycznie poważną część przepisów Konwencji Genewskiej. Niemcy z zagwarantowanego im Konwencją prawa swobodnego wywozu węgla itd., pochodzącego z Górnego Śląska, do Niemiec nagle przestali korzystać w przekonaniu, iż tym wyrządzą Państwu Polskiemu poważne trudności i wykażą, iż Polska pozbawiona niemieckiego rynku zbytu dla swych górnośląskich produktów z przemysłem śląskim nie da sobie rady. Tymczasem stało się inaczej. Wkrótce bowiem Polska zdołała opanować sytuację i skierowała wywóz zbytecznych ilości swoich produktów przemysłowych do innych krajów zagranicznych i w ten sposób nie tylko zdobyła nowe rynki zbytu, niezależnie od dobrej woli Niemiec, ale weszła w rzędy światowych eksporterów. Miało to doniosłe znaczenie gospodarcze i moralne. 
    Pewne tylko znaczenie zachowały takie sprawy, jak bezcłowy wywóz ziemiopłodów, ,pochodzących z Górnego Śląska z jednej części na drugą, ułatwienie przewozu produktów pochodzących z Górnego Śląska przez teren Rzeszy Niemieckiej, uprzywilejowany ruch kolejowy na granicy śląskiej i używanie wagonów kolejowych ze wspólnego taboru kolejowego przez strony układające się, a przede wszystkim karty cyrkulacyjne. Z kart cyrkulacyjnych korzystało przeciętnie setki tysięcy obywateli Górnego Śląska. Donioślejszego znaczenia gospodarczego jednak karty te nie miały. Korzystali z nich posiadacze -raczej gwoli dogodności, niż konieczności gospodarczej. 
    Przez wprowadzenie waluty polskiej na Górnym Śląsku stały się nieaktualne odnośne przepisy finansowe. Postanowienia o ruchu pocztowym, telegraficznym i telefonicznym również zostały wkrótce zastąpione przepisami międzynarodowej Unii Pocztowo-Telegraficznej. 
    Po upływie 15 lat obowiązywania Konwencji Genewskiej można więc, patrząc wstecz, zasadnie twierdzić, iż Konwencja Genewska w całej swojej rozciągłości nie była celowa, gdyż nie była ona konieczną w interesie "zawarowania dla wspólnego dobra ciągłości życia gospodarczego na Górnym Śląsku, oraz ochrony mniejszości". 
    Przemawia za tym również i historia powstania Konwencji Genewskiej. 
    "Warunki pokojowe", doręczone Niemcom 7 maja 1919 roku, przewidywały odstąpienie na rzecz Polski nie tylko dzielnic, Poznańskiej i Pomorskiej, ale także i Górnego Śląska z wyjątkiem powiatów Nysa miasto i wieś, Grotków, Niemodlin i połowy powiatu Prudnickiego, i to bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Przeciwko przyznaniu Polsce Górnego Śląska Niemcy stawili stanowczy opór, wysuwając argumenty historyczne i gospodarcze. Twierdzili oni mianowicie, iż Górny Śląsk nie ma już od roku 1163 żadnego związku politycznego z Królestwem Polskim, że od 950 lat ścisła spójnia polityczna łączy Górny Śląsk z Niemcami, że lud śląski nie mówi po polsku, ale narzeczem tak zwanym "wasserpolnisch", że lud sam chce przy Niemczech pozostać, oraz że Niemcy, pozbawione Górnego Śląska, nie będą w stanie zapłacić odszkodowań wojennych, a Polska ze Śląskiem sobie nie da rady, ponieważ polski rynek nie ma dostatecznej pojemności dla produktów Śląska. Argumenty ich były oczywiście błędne, jak to wykazała delegacja polska, zastępująca Polskę na konferencji pokojowej. Niemcy poza tym też skorzystali z wszystkich swoich wpływów na terenie międzynarodowym jako też i z wpływów żydowskiej międzynarodówki, by osiągnąć w sprawie Górnego Śląska korzystną zmianę warunków pokojowych. Nie udało się im wprawdzie osiągnąć pozostawienia Górnego Śląska przy nich, ale spowodowali jednak zmianę warunków pokojowych. W Traktacie Wersalskim bowiem postanowiono, iż ludność Górnego Śląska ma sama zadecydować o tym, czy chce należeć do Polski, czy do Niemiec.
    Gdy zaś Niemcy w plebiscycie w dniu 20 marca 1921 r. otrzymali więcej głosów niż Polska, starali się, opierając się na tym wyniku plebiscytowym, w pierwszym rzędzie wykazać, iż wola ludności śląskiej idzie za pozostawieniem jej przy Rzeszy Niemieckiej, a w drugim rzędzie, iż tak skomplikowany obszar nic może ulec podziałowi bez narażenia interesów gospodarczych Europy, Niemiec i samego Górnego Śląska. I tym razem ich zabiegi nie odniosły skutku. Rada Ambasadorów przeprowadziła podział terenu plebiscytowego Górnego Śląska pomiędzy Polskę i Niemcy. Ze względu jednak na argumenty niemieckie, Rada Ambasadorów zaleciła zainteresowanym Państwom zawarcie umowy, któraby uchyliła niebezpieczeństwo, grożące rzekomo według twierdzeń niemieckich przez podział Górnego Śląska tak ludności śląskiej jak i gospodarstwu Górnego Śląska, lub też sprowadziła go do minimum. Tak powstała Konwencja Genewska. 
    Argumenty niemieckie, wysuwane wówczas przez delegację niemiecką na terenie konferencji pokojowej i Rady Ligi Narodów, nie były wcale rzeczowymi, a miały raczej charakter agitacyjny. Wobec tego też Konwencja Genewska, idąc po linii tych argumentów, nie mogła mieć podstawy rzeczowej. Niemcy sami zdawali sobie z tego sprawę. Jeżeli mimo to dążyli do zawarcia takiej umowy, aczkolwiek ich argumenty agitacyjne po dokonanym podziale Górnego Śląska stały się bezcelowe, to czynili to dlatego, by za pomocą takiej umowy międzynarodowej mieć możność mieszania się w sprawy Polski i ingerowania na Śląsku przy wykonywaniu władzy polskiej. Okazało się to niejednokrotnie w czasie obowiązywania Konwencji Genewskiej. 
    W rzeczywistości byłoby zupełnie wystarczyło takie uregulowanie spraw związanych z przejściem suwerenności na Śląsku, jakie nastąpiło dla województwa poznańskiego i Pomorza i to zarówno w odniesieniu do spraw granicznych jak i do ochrony mniejszości. 
    Wygaśnięcie Konwencji Genewskiej nie spowodowało więc żadnej dotkliwej luki na Górnym Śląsku. Odpadła w każdym razie z Konwencją Genewską podstawa dotkliwych tarć narodowościowych na Górnym Śląsku, stojących na przeszkodzie stabilizacji stosunków kulturalnych i społecznych oraz spokojnego rozwoju gospodarczego. Odpadły też przykre ograniczenia polskiej władzy państwowej na Górnym Śląsku. 
    Jeżeli obecnie w chwili wygaśnięcia Konwencji Genewskiej można wydać pewien sąd o celowości Konwencji Genewskiej i jej znaczeniu dla życia gospodarczego, dla stosunków narodowościowych na Śląsku i dla stosunków sąsiedzkich Państw zainteresowanych, to jednak nie można jeszcze ocenić obiektywnie działalności ustanowionych Konwencją Genewską instytucji międzynarodowych jak Komisji Mieszanej i Górnośląskiego Trybunału Rozjemczego oraz ich przewodniczących. Na to na razie nie tylko brak oficjalnych danych statystycznych, dostępnych dla publiczności, ale i pewnej perspektywy historycznej. Byłoby to zresztą zagadnienie ciekawe. 
    Faktem jest w każdym razie, iż Niemcy w Województwie Śląskim korzystali z uprawnień Konwencji Genewskiej w wiele szerszym zakresie niż Polacy na niemieckiej części Górnego Śląska. Z tego należy wyciągnąć wniosek, iż Niemcy bardziej byli zadowoleni z działalności wspomnianych instytucji międzynarodowych niż Polacy. Nie można bowiem powiedzieć, iż Polacy dlatego nie udawali się tak częsta pod opiekę tych instytucji, ponieważ nie mieli do tego potrzeby. Wiadomym przecież jest ogólnie, iż Polaków na Śląsku Opolskim jest nierównomiernie więcej niż Niemców w Województwie Śląskim. Polityka zaś niemiecka wobec Polaków na Śląsku Opolskim była od początku w jak najdalej idącej mierze nietolerancyjna a nawet wprost eksterminacyjna. Dowodzi to najlepiej statystyka szkolna. 
    Jak donosiła ostatnio prasa śląska, na niemieckiej części Górnego Śląska uczęszczało w roku 1936 do szkół polskich 194 dzieci. Przy tym należy zważyć, iż na niemieckiej części Górnego Śląska według ostatniej statystyki niemieckiej mieszka 550.000 ludności, używającej języka polskiego, zaś na polskiej części Górnego Śląska mieszka według spisu ludności z roku 1931 - 90.600 Niemców. Niewspółmierność wpada w oczy. Niesłuszne są tłumaczenia niemieckie, jakoby ludność polska na Śląsku Opolskim nie chciała posyłać dzieci do szkół mniejszościowych, więc na naukę polską. Porównanie wyników ostatniego spisu ludnościowego w Niemczech i plebiscytu z roku 1921 wykazuje, iż ilość ludności, mówiącej językiem polskim, wykazana przy spisie ludnościowym, odpowiada wynikom plebiscytowym. Trudno zrozumieć, by w powiecie zabrskim na przykład, gdzie padło w plebiscycie 43.319 głosów dorosłych obywateli za Polską, obecnie nie znalazła się ani jedna rodzina, któraby swoje dzieci posyłała do szkoły mniejszościowej względnie na naukę polską. To samo odnosi się do innych powiatów. Jeżeli taka mała jest ilość polskich dzieci w szkołach mniejszościowych po niemieckiej stronie Górnego Śląska, to tłumaczy się to jedynie terrorem, który stosowano i stosuje się wobec wszystkich, którzy dzieci swoje posyłają do szkoły mniejszości. Ten sam terror był powodem, iż tak mała była ilość skarg do instytucji międzynarodowej na Śląsku ze strony ludności polskiej na Śląsku Opolskim. 
    Wspomniany wyżej układ polsko-niemiecki o nieagresji nie wywarł w tym kierunku najmniejszego wpływu. Nastąpiło wprawdzie pewnego rodzaju pokojowe ułożenie się stosunków sąsiedzkich między Polską a Niemcami, ale tylko w sferze stosunków dyplomatycznych. Sporów nie wytaczano więcej przed forum instancji międzynarodowych jak Rady Ligi Narodów i Stałego Trybunału w Hadze. Zainicjowano nawet i propagowano politykę przyjaźni. W terenie atoli w polityce administracyjnej na Śląsku Opolskim ustosunkowanie się władz niemieckich do mniejszości polskiej pozostało nadal wrogie i obliczone na tępienie mniejszości polskiej. Z tego okresu datuje niemiecki chrzest gmin, położonych na Śląsku a mających nazwy o brzmieniu polskim, pozbawianie pracy i wysyłanie w głąb Niemiec obywateli, mówiących po polsku, a podejrzanych o sprzyjanie ruchowi polskiemu, i pozbawianie ich zasiłków ustawowych, uniemożliwianie zebrań towarzystw polskich itp. W tym czasie wzmogła się również propaganda antypolska wśród mniejszości niemieckiej w Województwie Śląskim. Głośne były procesy karne przeciwko obywatelom polskim o należenie do tajnych zakazanych organizacji niemieckich i o zdradę stanu. Tak zwana przyjaźń polsko-niemiecka ograniczyła się więc jedynie do manifestacji sfer oficjalnych, a nie znalazła oddźwięku w codziennym życiu administracyjnym na Śląsku Opolskim. 
    Najciekawszym może momentem w dziejach Konwencji Genewskiej jest, iż schronili się pod jej opiekuńcze skrzydła żydzi, obywatele niemieccy, zamieszkali na niemieckiej części terenu plebiscytowego. Czy stronom układającym się przyświecała taka myśl, iż poza Niemcami na polskiej części i Polakami na niemieckiej części terenu plebiscytowego mają służyć przepisy Konwencji Genewskiej Żydom, trudno powiedzieć. Należy atoli o tym wątpić, gdyż Żydzi-Niemcy nigdy nie czuli się mniejszością, ale pełnymi obywatelami Rzeszy Niemieckiej. Jest to ogólnie znanym faktem. Statystyki niemieckie również nie wymieniały Żydów jako obcą narodowość, a pełnomocnikiem Rzeszy Niemieckiej do zawarcia Konwencji Genewskiej był żyd Eugen Schiffer.

    II.

    Autonomia śląska jest sprawą wewnętrzną Państwa Polskiego i nadaną została Śląskowi dobrowolnie przez Sejm Ustawodawczy ustawą konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r., zawierającą statut organiczny Województwa Śląskiego.
    Znaczenie autonomii śląskiej wynika z Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. i z dyskusji sejmowej nad nią. 
    Ustawa sama nie zawiera pojęcia i określenia "autonomia", a mówi o samorządzie śląskim. W szczególności art. 1 w ten sposób określa autonomię śląską: "Województwo Śląskie ... będzie posiadało prawa samorządne stosownie do przepisów niniejszego statutu organicznego". 
    Błędny jest więc pogląd, popierany przez uczonych naszych, jakoby Województwo Śląskie ze względu na swoją autonomię stanowiło Państwo w Państwie. Nie można się też zgodzić z prof. ,Władysławem Leopoldem Jaworskim, który jeszcze dalej idzie i Województwo Śląskie uważa za Państwo samodzielne, złączone unią realną z Państwem Polskim, pisząc w uwadze 6 ,b-n do art. 3 Konstytucji R. P. (Prawa Państwa Polskiego, zeszyt II A) co następuje: 
    "Autonomia Górnego Śląska obejmuje całą dziedzinę legislatywy z wyjątkiem spraw ,wojskowych i zagranicznych. "Samorząd" wdziera się tak głęboko w dziedzinę administracji państwowej, że trudnoby nam było pociągnąć między nimi granicę. Z I tych powodów powiedzieliśmy w uwagach wstępnych, że stosunek Górnego Śląska do Państwa jest stosunkiem unii realnej i że nie można powiedzieć, aby to wszystko było samorządem, jak to czyni ustawa z dnia 15 lipca 1920 r. wart. 1 ust. 2 (prawa samorządne)". 
    Takie zapatrywanie jest sprzeczne z Ustawą Konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r. 
    Województwo Śląskie jest wprawdzie korporacją prawa publicznego, ma sejm z kompetencjami ustawodawczymi, i ma w pewnych ustawą określonych granicach władzę ustawodawczą i administrację, oraz własny skarb. Niewątpliwie fakt, iż Sejm Śląski ma prawo wydawania ustaw, wybitnie wyróżnia Województwo Śląskie od innych województw, posiadających samorząd jak Poznańskie i Pomorskie, lecz fakt ten nie ma tak doniosłego znaczenia dla charakterystyki ustroju Województwa Śląskiego, by można twierdzić, iż jest to ustrój samodzielnego Państwa. 
    Przede wszystkim ustrój Województwa Śląskiego nie posiada wszystkich cech ustroju państwowego. Państwem bowiem może być tylko taka organizacja korporacyjna pewnego obszaru, która posiada niezależną władzę z własnej woli. Tymczasem Województwo Śląskie otrzymało ten ustrój z woli Państwa Polskiego, a władza jego jest polską ustawą konstytucyjną ściśle i w sposób enumeracyjny określona względnie ograniczona. 
    Już pobieżne porównanie to wykazuje.
    Do wyłącznej kompetencji Sejmu Śląskiego należy ustalenie dorocznego budżetu śląskiego i zatwierdzenie zamknięć rachunkowych, zaciąganie pożyczek wojewódzkich, nabywanie, zbywanie i obciążanie nieruchomego majątku, przejęcie gwarancji przez Skarb Śląski i nakładanie podatków i opłat publicznych, oraz ustawodawstwo w następujących sprawach: 
     o używaniu języka polskiego i niemieckiego w urzędach; 
     o ustroju śląskich władz administracyjnych i samorządowych, o ,organizacji sił policyjnych i żandarmerii i o policji drogowej, budowlanej i ogniowej; 
     w zakresie szkolnictwa wszelkich typów i stopni i w sprawach ,wyznaniowych, z wykluczeniem konkordatu; 
     sanitarne z wyjątkiem przepisów o zwalczaniu chorób zakaźnych i zaraz zwierzęcych;
     o zaopatrzeniu ubogich i o zwalczaniu żebractwa i włóczęgostwa; 
     wodne, o budownictwie wodnym, z wyjątkiem dróg sztucznych i regulacji rzek żeglownych i granicznych; 
     o kolejach drugo- i trzeciorzędnych regularnych, o komunikacji elektrycznej i motorowej i o utrzymaniu dróg lądowych; 
     przeciwko lichwie; 
     o zaopatrzeniu w energię elektryczną; 
     w sprawie zakładów użyteczności publicznej względnie w sprawie robót publicznych, przeprowadzanych na koszt Skarbu Śląskiego;
     o melioracjach rolnych we wszystkich sprawach, dotyczących organizacji zawodowej rolniczej, organizacji kredytu rolniczego, komasacji gruntów, wytwórczości rolniczej lub leśnej, oraz uprawiania, używania przeznaczonych na nie obszarów jak leśnictwo, polowanie, rybołóstwo, chów bydła, ochrona pól (policja polna) i urządzenie celem tępienia szkodników rolnych i leśnych. 
    "W myśl art. 8 wymagana jest zgoda Sejmu Śląskiego do pewnych w tym artykule określonych ograniczeń produkcji przemysłowej i do wprowadzenia podatków od produkcji lub monopoli na węgiel, wyroby hutnicze, wyroby chemiczne, cement i inne gałęzie produkcji. 
    Ustawa Konstytucyjna z dnia 15 lipca 1920 r. została jeszcze przed przejęciem Górnego Śląska trzykrotnie uzupełniona przez wprowadzenie art. 8 a i 3-go ustępu do art. 33 ustawą konstytucyjną z dnia 8 marca 1921 r. oraz 3 i 5 ustępu do art. 40 ustawą konstytucyjną z dnia 30 lipca 1921 r. i ustępu l-go do art. 36 ustawą z dnia 18 października 1921 r. 
    Zasadnicze znaczenie ustawodawcze posiada wymieniony art. 8 a, który przewiduje, iż wszelkie zmiany ustaw, dotyczących górnictwa, przemysłu, handlu i rękodzielnictwa, obowiązujących w Województwie Śląskim w dniu przejęcia Górnego Śląska przez Polskę, mogą nastąpić tylko za zgodą Sejmu Śląskiego. 
    Aczkolwiek więc kompetencje Sejmu Śląskiego wydają się być dosyć obszerne, to jednak nie obejmują one wszystkich i najważniejszych dziedzin życia publicznego. Z kompetencji Sejmu Śląskiego wyłączone są nie tylko wojsko i polityka zagraniczna, ale także zasadniczo prawo cywilne, prawo karne i prawo handlowe. Wymieniony przepis art. 8a jest wprawdzie pewnym ograniczeniem ustawodawstwa Rzeczypospolitej w wymienionych tamże dziedzinach, lecz niewątpliwym jest, że Sejm Śląski sam tego ustawodawstwa nie ma. Sejm Śląski nie jest kompetentny do zaprowadzenia zmian odnośnych ustaw względnie wydawania takich ustaw. 
    Wprawdzie jeszcze art. 7 statutu organicznego przewiduje ustawodawstwo Sejmu Śląskiego także w sprawach o zabezpieczeniu socjalnym i o zaopatrzeniu inwalidów wojennych tudzież wdów i sierot, jednakże tylko tak długo, jak długo ustawodawstwo państwowe nie zabezpieczy wymienionym warstwom społecznym lepszego lub przynajmniej takiego samego zabezpieczenia, co ustawy, na Śląsku obowiązujące. Ten przepis więc ma względne znaczenie i ewentualnie zupełnie nieaktualne. 
    Statut organiczny zawiera także przepisy, dotyczące sądownictwa. Są one jednak tylko dowodem, iż sądownictwo nie należy do kompetencji Sejmu Śląskiego. Art. 33 i nast. statutu organicznego stwierdzają, iż sądy wydają wyroki W imieniu Rzeczypospolitej i że nadzór nad wszystkimi sądami zwyczajnymi sprawuje minister sprawiedliwości. Jedyne ograniczenie zawiera art. 38, według którego mianowanie urzędników wymiaru sprawiedliwości w pierwszych pięciu latach dokonuje się po wysłuchaniu wojewody. To ograniczenie zresztą już dawno, z powodu upływu czasu, stało się bezprzedmiotowe. Statut organiczny przewiduje też utworzenie sądu apelacyjnego dla Województwa Śląskiego. Nie jest to jednak żadne ograniczenie ustawodawstwa Sejmu Rzeczypospolitej, gdyż także województwa poznańskie i krakowskie mają sądy apelacyjne. Niewątpliwie więc i bez tego przepisu utworzonoby sąd apelacyjny dla Województwa Śląskiego, tym więcej, że na terenie województwa obowiązują jeszcze w wielkiej mierze ustawy dwóch państw zaborczych, t. j. austriackie i niemiecko-pruskie .
    Z tego wszystkiego wynika jedynie, iż ustrój samorządu Województwa Śląskiego odpowiada ustrojowi województw poznańskiego i pomorskiego z tą jedynie różnicą, iż zakres spraw przekazanych Województwu Śląskiemu do własnego uregulowania jest szerszy oraz że Sejm Śląski swoje uchwały wydaje w formie ustaw i ma do dyspozycji własne środki do urzeczywistnienia swych celów. 
    Istnienie zaś samorządu terytorialnego jest nie tylko zgodne z ustawą z .dnia 15 lipca 1920 r., zawierającą statut organiczny Województwa Śląskiego, ale także z kwietniową Konstytucją Rzeczypospolitej. Art. 75 tej ustawy przewiduje samorząd terytorialny. Taki sam przepis zawierała także Konstytucja marcowa. Jeżeli więc w dzielnicach poza Śląskim, województwami poznańskim i pomorskim nie ma samorządu terytorialnego, a w szczególności samorządu wojewódzkiego, to dowodzi to, iż stan anormalny istnieje nie na Śląsku, a raczej we wszystkich innych dzielnicach Państwa, gdzie nie ma samorządu terytorialnego. Trudno dociekać, dlaczego władze polskie ani za czasów Konstytucji marcowej, ani też obecnie nie wprowadziły i nie wprowadzają w czyn tak doniosłego przepisu. Można sobie to tłumaczyć jedynie tym, iż władze polskie uważały, że dla Polski w pierwszych latach jej istnienia lepszy będzie system centralistyczny niż decentralistyczny. Takie uzasadnienie jest jednak tylko pozornie słuszne. 
    Samorząd jest szkołą cnot obywatelskich i daje możność ludności nie tylko decydowania o swoich sprawach, ale także wyrobienia się obywatelskiego i politycznego. 
    Samorząd stał się w nowoczesnych państwach podstawą ich gospodarczego i kulturalnego rozwoju. Anglia była pierwszym państwem, które miało samorząd terytorialny. Właśnie temu samorządowi zawdzięcza swoją potęgę światową. Także państwo pruskie, a następnie Rzesza Niemiecka oparły się na samorządzie terytorialnym. Należy więc z tego wyciągnąć tylko jeden wniosek, iż również dla Państwa Polskiego zaprowadzenie samorządu terytorialnego jest koniecznością dla jego rozwoju. 
    Nie powinno się też zapominać o znaczeniu psychologicznym samorządu. Zaprzęgnięcie bowiem jak najszerszych mas obywateli państwa do współdziałania przy wykonaniu władzy wiąże ich o wiele ściślej z państwem, gdyż dzieli się z nimi odpowiedzialnością za losy państwa. 
    Może tylko chodzić o jedno zagadnienie, a mianowicie, czy słuszne są zastrzeżenia tego rodzaju, że zakres samorządu śląskiego jest za obszerny, że z tego względu zagrażał jednolitości i spoistości państwa oraz że nie do pomyślenia jest, by samorząd o takich rozmiarach zaprowadzono we wszystkich województwach Rzeczypospolitej.
    Takie zastrzeżenia jednak owóż nie byłyby słuszne, jak to wykazuje historia tak autonomii śląskiej, jak i instytucji samorządu w ogóle. 
    Za czasów panowania pruskiego, Górny Śląsk miał samorząd komunalny, t. j. miejski i wiejski oraz powiatowy, ale nie miał własnego ustroju samorządu prowincjalnego. Przeto nie miał on decydującego wpływu w samorządzie prowincjalnym. Gdy więc Niemcy, nie godząc się w sprawie Górnego Śląska na "warunki pokojowe", doręczone im 7. maja 1919 roku, uzyskali, że Rada Najwyższa zarządziła plebiscyt na Górnym Śląsku, rozpoczęli oni, celem pozyskania ludności górnośląskiej w plebiscycie starania o utworzenie z Górnego Śląska odrębnego kraju w ramach Rzeszy Niemieckiej na równych prawach, jak kraj pruski, bawarski, saski i t. d.  lub co najmniej o utworzenie z Górnego Śląska samodzielnej prowincji w ramach kraju pruskiego. Starania te odniosły pewien skutek. Ukazała się bowiem pruska ustawa w przedmiocie utworzenia prowincji Górnego Śląska z dnia 14 października 1919 r. Na mocy tej ustawy Górny Śląsk został wydzielony z prowincji śląskiej i otrzymał ustrój odrębnej prowincji. 
    Aczkolwiek ustawa pruska nie realizowała obietnic nadania Górnemu Śląskowi ustroju państwa związkowego, to jednak miała swoje znaczenie agitacyjne. 
    By temu przeciwdziałać, komisarz plebiscytowy, Wojciech Korfanty, wszczął starania w tym kierunku, by Sejm Ustawodawczy również zagwarantował Górnemu Śląskowi na wypadek złączenia go z Polską te same prawa samorządowe, z jakich korzystał pod zaborem pruskim i jakie mu dawała wspomniana ustawa pruska. 
    Powołana przez Wojciecha Korfantego komisja, opracowała projekt samorządu dla Górnego Śląska, który stał się podstawą dla ustawy, uchwalonej przez Sejm ustawodawczy w dniu 15 lipca 1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego.
    Tak ówczesny Rząd Polski, jak i Sejm Ustawodawczy zdawali sobie sprawę z materialnej doniosłości ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. Wynika to z przemówień przedstawiciela Rządu wiceministra Wróblewskiego i referenta sejmowego ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., posła prof. Buzka podczas obrad nad tą ustawą. 
    ,Wiceminister Wróblewski mówił wówczas imieniem Rządu Polskiego o "wygodnym pomieszczeniu", jakie Polska przygotowała Ślązakom. Referent sejmowy tej ustawy, prof. Buzek, stwierdza z swoim przemówieniu sejmowym: 
    "Lud śląski pragnie szerokiego samorządu, lud ten chce przede wszystkim sam zadecydować o swoich najbliższych potrzebach i aby mu dać sposobność do tego, aby zapewnić mu prawo samorządzenia na własnej ziemi, komisja konstytucyjna jednomyślnie projekt ten przyjęła i prosi o jego uchwalenie". 
    Równocześnie tak Rząd, jak i Sejm dali wyraz temu, iż autonomia zostaje nadana Śląskowi nie ze względów agitacyjnych, ale ze względu na życzenie i potrzeby ludności śląskiej. ,Wiceminister Wróblewski tak to określił: 
    "Nie o targi tu zatem chodzi, ani o przynętę, ile niezbędnym jest takie ułożenie wspólnego współżycia, by ludność obu Śląsków mogła znaleźć w Polsce najlepsze warunki rozwoju, by mogła najlepiej wyzyskać tę zdumiewającą zdolność twardej pracy, jaka jest jej udziałem i by w ten sposób mogła jak najobfitsze plony swoich trudów oddać na rzecz wielkiej Ojczyzny".
    Prof. Buzek zaś oświadczył co następuje:
    "iż w ten sposób lud górnośląski otrzyma w sposób jak najdobitniejszy gwarancję, iż niezłomną wolą sejmu i narodu polskiego jest dokonanie połączenia Śląska z Macierzą Polską w sposób, odpowiadający w zupełności także woli ludności śląskiej". 
    Podczas tych obrad sejmowych powiedział profesor Buzek jeszcze, iż "w przeciwieństwie do Sejmu i Rządu Pruskiego, którzy żywią nieufność do ludu górnośląskiego, ponieważ nie mieli odwagi przeprowadzić wyborów do sejmików powiatowych na Górnym Śląsku w drodze cztero-przymiotnikowego prawa głosowania, Sejm Ustawodawczy do ludu górnośląskiego ma pełne zaufanie i dlatego nadaje mu tak daleko idące prawa samorządowe". 
    Okres 15-letniej działalności samorządu śląskiego daje dostateczną podstawę do wyrobienia sobie poglądu na to, czy samorząd śląski w dotychczasowych rozmiarach był szkodliwy dla Państwa i czy lud śląski zawiódł zaufanie, wyrażone mu przez Sejm Ustawodawczy uchwaleniem ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r.
    Autonomia śląska nie tylko że nie przyniosła żadnej szkody Państwu, ale przeciwnie, wielkie korzyści. Szkody takiej bowiem dotychczas nikt nie wykazał, a korzyści są oczywiste. Każdy zauważy ogromną różnicę chociażby już w zewnętrznym wyglądzie między Województwem Śląskim i województwami sąsiadującymi z nim. Czy to chodzi o gmachy publiczne t. j. administracyjne, szkolne, szpitalne i t. d., czy to o drogi, szosy, ulice, czy też o wygląd miast i wsi, to niewątpliwie jest przeciętnie o wiele wyższy poziom kulturalny na Śląsku niż w sąsiednich województwach. Mówi się wprawdzie, iż Śląsk jest dzięki swemu przemysłowi najbogatszą dzielnicą Polski. Nie mniej jednak i sąsiednie województwa posiadają przemysł, jak kieleckie i krakowskie. Krakowskie województwo ma ponadto jeszcze bardzo rozwinięty przemysł detaliczny i urodzajną glebę. Więc nie w tym kierunku należy szukać przyczyn tej różnicy, lecz jedyne wytłumaczenie tego stanu faktycznego leży w samorządzie śląskim. 
    Ponieważ celem państwa jest dobro obywateli i stworzenie dla nich jak najlepszych warunków rozwoju gospodarczego i kulturalnego, to już taka działalność samorządu śląskiego, leży w interesie Państwa. 
    Oczywiście Śląsk dlatego mógł dokonać takiego dzieła cywilizacyjnego, że dysponuje dostatecznymi środkami. Sejm Ustawodawczy, jak wynika z przemówienia profesora Buzka, świadomie przeznaczył Śląskowi w takiej mierze środki, by mogły być zrealizowane cele zakreślone statutem organicznym. 
    Samorząd bowiem bez dostatecznych środków stałby się martwą literą.
    Nieodzowne atoli są też i moralne wymogi jak miłość Ojczyzny, umiejętność, obowiązkowość, sumienność i pracowitość. Ludność śląska wykazała je w całej pełni tak w życiu prywatnym, jak i publicznym. Gdy chodziło o dobro Państwa i narodu, znalazła się cała ludność gotowa do wspólnego wysiłku, wzmacniając tym samym podstawy państwowe na Śląsku. Autonomia śląska zaś stała się jedną z najdoskonalszych form do urzeczywistnienia każdego takiego wysiłku. Umiejętność j zdolność do zarządzania mieniem publicznym na różnych odcinkach życia publicznego, a przede wszystkim w samorządzie nie pozwoliła na trwonienie grosza publicznego, a doprowadziła do należytego jego użytku w interesie dobra ogólnego. Sumienność i obowiązkowość przy świadczeniach publicznych jak płaceniu podatków tworzyła podstawę do zebrania takich środków materialnych, by nie tylko Śląsk mógł urzeczywistnić cele swego samorządu, ale także i Państwo otrzymało sprawiedliwą część dla swoich celów. 
    Śląsk więc nie tylko zachował po przyłączeniu go do Polski swój poziom kulturalny i gospodarczy, ale zdołał go nawet podnieść i stał się tym samym jakoby pomostem między zachodnią Europą a resztą Polski. Wobec tego lud śląski nie zawiódł zaufania w nim pokładanego. 
    Wszystkie dążenia zatem idące w kierunku zniesienia autonomii śląskiej i włączenia Śląska do województwa krakowskiego, względnie do podziału Śląska między inne województwa są krzywdzące dla ludu śląskiego, gdyż ich urzeczywistnienie pozbawiłoby Śląsk jego uprawnień, zagwarantowanych mu Ustawą Konstytucyjną l zepchnęłoby go na niższy poziom gospodarczy i są sprzeczne z interesem Państwa, które dąży do podniesienia każdej dzielnicy Państwa do najwyższego szczebla rozwoju, a więc do dźwigania w górę, a nie do spychania w dół. 
    Jeszcze jeden poważny moment wchodzi w rachubę. Niemiecka część Górnego Śląska, t. j. Śląsk Opolski otrzymała zgodnie z wspomnianą ustawą pruską z 14 października 1919 roku ustrój prowincjalny. Wskutek uchwalenia przez Sejm Ustawodawczy ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., także ,parlament niemiecki wydał 27 listopada 1920 r. ustawę w przedmiocie Górnego Śląska (R. G. betr. Oberschlesien 1987). Według tej ustawy uzupełniony został art. 167 weimarskiej konstytucji Rzeszy Niemieckiej drugim i trzecim ustępem tej treści, że w pruskiej prowincji górnośląskiej nastąpi w ciągu dwóch miesięcy po objęciu przez władze niemieckie administracji na obszarze Górnego Śląska plebiscyt nad pytaniem, czy Górny Śląsk ma otrzymać ustrój kraju w ramach Rzeszy Niemieckiej z wydzieleniem go z kraju pruskiego. Do utworzenia państwa związkowego z Górnego Śląska, pozostawionego przy Niemczech, nie przyszło. Ludność Śląska, przyznanego Polsce, miała więc na mocy Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. o wiele większe uprawnienia, niż ludność niemieckiego Śląska. Gdyby atoli zniesiono autonomię śląską, względnie Województwo Śląskie wcielono do innego województwa, to by ludność śląska w Polsce miała mniej uprawnień niż ludność Śląska niemieckiego. W obcym państwie zaistniałyby tym samym lepsze warunki rozwoju gospodarczego i kulturalnego, niż w własnym. Taki stan rzeczy z różnych względów nie byłby pożądany. 
    Jak się ludność śląska w obecnej ,chwili zapatruje na zagadnienie autonomii śląskiej, można ocenić na podstawie wyników ankiety, rozpisanej przez dziennik śląski "Polonia". 
    W numerze 4594 z dnia 31 lipca 1937 r. są ogłoszone ostateczne wyniki tej ankiety. Według tego wzięło udział w tej ankiecie 427.928 głosujących. Za utrzymaniem autonomii śląskiej w obecnym zakresie wypowiedziało się 406.363, za zniesieniem Województwa Śląskiego i przyłączeniem go do województwa krakowskiego 868, za zniesieniem autonomii śląskiej przy zachowaniu Województwa Śląskiego 144. Ankieta "Polonii" spowodowała rodzaj plebiscytu nad pytaniem, czy należy zachować autonomię śląską i w jakim zakresie, względnie, czy znieść autonomię śląską przy wcieleniu Województwa Śląskiego do województwa krakowskiego, albo przy zachowaniu Województwa Śląskiego. Można mieć zastrzeżenia do takiego rodzaju przedsięwzięcia. Nie można atoli mu odmówić wszelkiego znaczenia. Ankietę przeprowadzono bądź co bądź pod kontrolą społeczeństwa. Gdyby nawet ta ankieta dała ? lub 1/3 wykazanych głosów, to by już to był taki wyraz dobitnej woli Śląska, żeby z nią się liczyć musiano. Godną uwagi w każdym razie jest ta olbrzymia ilość ludności, która na ankietę zareagowała. Wynika z tego stopień zainteresowania ludności kwestią autonomii śląskiej. 
    Tym samym załatwiłaby się właściwie dalsza kwestia, czy mianowicie nie należałoby ścieśnić autonomii śląskiej. Nie wolno bowiem ścieśnić tego, co jest dobre. Pewne zmiany jednak byłyby konieczne nie w kierunku ścieśnienia uprawnień autonomicznych Śląska, ale celem usunięcia pewnych niedociągnięć i braków, jakie się w ciągu ostatnich lat działalności autonomii śląskiej ujawniły, a więc przede wszystkim celem skoordynowania działalności władz ustawodawczych i administracyjnych. 
    Należałoby przede wszystkim stworzyć instancję, któraby decydowała w razie nieporozumień, jakie na tle interpretacji przepisów statutu organicznego powstają od czasu do czasu między rządem centralnym, a urzędem wojewódzkim i radą wojewódzką, względnie między parlamentami Rzeczypospolitej, a Sejmem Śląskim. Rozwiązanie tego zagadnienia w ten sposób, jak ta czyni konstytucja kwietniowa, uchylając przepis art. 44 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., przewidujący mianowicie, że ustawa zmieniająca ustawę konstytucyjną wymagać będzie zgody Sejmu Śląskiego, nie jest bynajmniej celowe. Wprawdzie stwarzana drogę da wyjścia, lecz drogę sprzeczną z duchem ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. i walą ,sejmu Ustawodawczego. Profesor Buzek w dyskusji sejmowej nad statutem organicznym stwierdził wyraźnie, iż lud górnośląski otrzymał w sposób jak najdobitniejszy gwarancję swych uprawnień, wynikających z ustawy konstytucyjnej. Uregulowania czeka też dziedzina skarbowości śląskiej, a zwłaszcza stosunek systemu podatkowego śląskiego do systemu podatkowego państwowego i wzajemny stosunek administracji skarbowej i państwowej oraz śląskiej, jak ta przewiduje art. 5 statutu organicznego. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń można stwierdzić, iż podział dachodów podatkowych według klucza, określanego w dodatku da art. 5, był sprawiedliwy. Przy przyszłym uregulowaniu tej sprawy powinno Województwa Śląskie więc w rezultacie otrzymać tę sumę dochodów jak dotychczas, by mogło wypełnić swoje zadanie ustawowe. 
    Nareszcie koniecznością jest, by uchwalono ostatecznie ustawę o ustroju wewnętrznym Województwa Śląskiego w myśl art. 1-1 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. 
    Na innej płaszczyźnie leży pytanie, czy wszystkie województwa powinny otrzymać samorząd a tym samym zakresie jaki ma Śląsk. Jaki samorząd województwa mają mieć, to zależy od ich rozwoju gospodarczego i ich poziomu kulturalnego. Historia samorządu uczy, iż zależnie od tych warunków zakres samorządu może być bądź szerszy bądź węższy. Tak była w Prusach i w Niemczech. Tam zachodziło kilka typów samorządu komunalnego i prowincjonalnego. Inny samorząd był na zachodzie państwa, a inny na wschodzie. To też uzasadnione byłoby różniczkowanie samorządu dla poszczególnych województw w Polsce. Inny jest bowiem poziom kulturalny kresów zachodnich, a inny kresów wschodnich. Ogromne są różnice ustroju gospodarczego między Śląskim, a kresami wschodnimi. To też nic nie stałoby na przeszkodzie wprowadzeniu różnych typów samorządu w Polsce. 

    III.

    W ostatnich czasach mówi się coraz częściej a konieczności zjednoczenia czy zespolenia narodu w imię dobra Państwa i jego obronności. Niewątpliwie naród, który przez 100 lat był rozdarty i w niewoli trzech mocarstw zaborczych, dzielił losy ich i żył ich życiem państwowym w czasach, gdy po wielkiej rewolucji francuskiej nastąpiło rozbudzenie narodowe ludów i najwyższy rozkwit techniki, nie łatwo się znów zlewa w jedną organiczną całość. Praca nad takim zespoleniem narodowym jest nieodzowna w interesie narodu i Państwa. Niestety ci, którzy najwięcej do tej pracy nawołują, przeważnie czynią to w egoistycznych celach. 
    Konieczność zespolenia narodowego dotyczy w każdym razie wszystkich dzielnic Polski w równej mierze. Wprawdzie Górny Śląsk, aczkolwiek znajdował się razem z Poznańskiem i Pomorzem pod tym samym panowaniem obcym, t. j. pruskim względnie niemieckim, odrębne jednak przechodził koleje. Od 600 lat nie dzielił już wspólnoty Polski, a dzielił losy innych państw. Nie mniej jednak nie można tylko w odniesieniu do niego mówić o konieczności ściślejszego zespolenia z Polską, jak się to w ostatnich czasach często słyszało. Historia Śląska bowiem wykazuje, iż lud śląski od zarania istnienia Śląska był polski i mimo obcych rządów i obcych wpływów polskim pozostał.
    Nie wolno stawiać Śląska w tym kierunku na tej samej płaszczyźnie, co dzielnice wschodnie Polski, które mają, jeżeli nie większość, to poważną mniejszość ukraińską. Śląsk bowiem ma ludność rodzimą polską, a tylko stosunkowo mały odsetek ludności niemieckiej. 
    Zespolenie, czyli połączenie i zjednoczenie Śląska z Polską jest dokonane zarówno pod względem państwowym jak i narodowym. 
    Połączenie państwowe Śląska z Rzeczpospolitą Polską nastąpiło z chwilą zmiany suwerenności. 
    Zgodnie z art. 1 ust. 2 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego, część Górnego Śląska, przyznana Polsce na mocy plebiscytu z dnia 20 marca 1921 r., stała się częścią składową i nierozłączną Polski. Między Państwem Polskim a Górnym Śląskiem niema granicy państwowej. Górny Śląsk tworzy ze Śląskiem Cieszyńskim jedną z prowincji Państwa Polskiego jako województwo śląskie. 
    Śląsk posiada wprawdzie własny sejm i własną administrację, ale tylko w ramach, statutem organicznym ściśle określonych, a podlega poza tym całkowicie władzom państwowym Polski, t .j. władzy ustawodawczej sejmu i senatu Rzeczypospolitej, władzy wykonawczej, t. j. radzie ministrów i poszczególnym ministrom oraz ich podwładnym urzędom i władzy sądowej. Na czele administracji Śląska stoi tak samo jak w innych województwach wojewoda t. j. urzędnik państwowy. 
    Przedstawiciele ludności Śląska zasiadują w sejmie i senacie Rzeczypospolitej, Śląsk płaci podatki na rzecz Rzeczypospolitej i Ślązacy pełnią służbę w wojsku polskim. Aczkolwiek bowiem za wolą sejmu ustawodawczego Śląsk został zwolniony z obowiązku służby wojskowej, to Sejm śląski zaraz na początku swego istnienia tego przywileju się zrzekł. 
    Śląsk więc nie tylko jest ściśle złączony terytorialnie i administracyjnie z Państwem Polskim, ale ludność Śląska z jednej strony korzysta z wszystkich praw i przywilejów, jakie przysługują obywatelom Państwa Polskiego, a z drugiej strony bierze udział w ciężarach, jakie Państwo nakłada na swych obywateli w' interesie swej obronności i utrzymania ładu i porządku. 
    Śląsk jest też gospodarczo ściśle z Państwem połączony. 
    Jego życie gospodarcze reguluje się na mocy ustawodawstwa polskiego, t. j. ustaw państwowych i śląskich i stoi pod kontrolą i opieką władz polskich. Ciężki przemysł Śląska, t. j. kopalnie i huty, stanowią nawet bardzo wybitną pozycję w życiu gospodarczym Państwa Polskiego, a odgrywają pierwszorzędną rolę w rozwoju przemysłowym Polski. Handel zagraniczny produktami przemysłowymi opiera się w głównej mierze o przemysł śląski. Produkcja i zbyt ciężkiego przemysłu ujęte są w normy wspólne dla całego przemysłu polskiego. 
    Przemysł hutniczy i kopalniany oraz przemysł przetwórczy jako też kupiectwo i rzemiosło zorganizowane są w publicznoprawnych Izbach Przemysłowo-Handlowej względnie Rzemieślniczej; rolnictwo zaś jest pod kontrolą Izby Rolniczej. 
    Można ubolewać nad tym, że nie cały kapitał, inwestowany w przemyśle śląskim i w większej własności ziemskiej, jest całkowicie polski i że poważna część tego kapitału znajduje się w rękach kapitalistów zagranicznych względnie obywateli polskich obcej narodowości. Niewątpliwie kapitał zagraniczny nie zawsze będzie miał wyrozumienie dla konieczności narodowych i państwowych Polski, a raczej będzie dążył do wydobycia z ziemi śląskiej jak największych zysków, chociażby to było połączone ze szkodą dla tej ziemi i jej polskości. Niemiecki kapitał będzie popierał swoich ziomków i tym samym tworzył irredentę szkodliwą dla interesów państwowych. Lecz kapitał zagraniczny i niemiecki również inwestowany jest w poważnej mierze w innych dzielnicach Polski, jak np. w Warszawie, Łodzi, Borysławiu i t. d. Z równym uzasadnieniem możnaby powiedzieć, iż należałoby wymienione dzielnice ściślej zespolić z Polską. Nikt tego jednak nie czyni. Jeżeli więc ktoś mówi o konieczności zespolenia Śląska z Polską z tych względów, to jest to co najmniej dziwne, jeżeli nie naiwne. 
    Poza tym władze państwowe posiadają dostateczne środki, by szkodliwym wpływom obcego kapitału skutecznie się przeciwstawić. 
    W tych warunkach w każdym razie niezrozumiałe jest twierdzenie, jakoby ściślejsze jeszcze zespolenie pod względem państwowym było możliwe lub konieczne. 
    Zniesienie autonomii śląskiej nie spowodowałoby wcale takiego ściślejszego zlania się Śląska z Polską, ponieważ to nastąpiło już w superlatywie, a spowodowałoby tylko osłabienie spoistości państwowej i obniżenie się siły kulturalnej i gospodarczej Śląska. Wyparcie zaś kapitału niemieckiego z przedsiębiorstw Śląska jest niewątpliwie rzeczą pożądaną, ale dokonywuje się ono już powoli i stale. Zależne to jest zresztą nie od woli ludności śląskiej, a od woli Państwa i od siły nabywczej kapitału polskiego. O jednym tylko przy tym należy pamiętać, a mianowicie, iż wekslowaniem kapitału w przedsiębiorstwach śląskich nie wolno poderwać rozwoju tych przedsiębiorstw i ich produkcji oraz nie wolno szkodzić szerokim masom pracujących. 
    Niemiecki kapitał zatrudniał wprawdzie w swych przedsiębiorstwach na Śląsku robotników pochodzenia śląskiego, ale na wyższe stanowiska sprowadzał swoich ludzi z głębi Niemiec . W ten sposób ten robotnik polski stał się niejako niewolnikiem panów niemieckich. Życzyć należy, by zmiana kapitału, dokonywująca się obecnie, nie spowodowała• w stosunku do robotnika śląskiego takiego samego stanu rzeczy pod panowaniem polskim, jaki istniał pod panowaniem niemieckim. Ten robotnik śląski, który walczył o połączenie z Polską, zasłużył w Polsce na lepszy los i co najmniej na takie zaufanie, jakim darzą władze robotnika polskiego z innych dzielnic. 
    Zespolenie narodowe Śląska z Polską, t. j. zjednoczenie duchowe ludności Śląska z narodem, nastąpiło również, wprawdzie nie spontanicznie, ale ewolucyjnie. 
    Zwrotnym punktem w tym rozwoju jest chwila zmiany suwerenności na Śląsku. Do tej chwili ludność śląska składała się z ludu śląskiego, t. j. z polskiego chłopa i robotnika i z napływowej ludności niemieckiej, t. j. z warstw posiadających i z inteligencji. Od zmiany suwerenności nastąpiły zasadnicze przesunięcia w układzie narodowościowym. 
    Od wieków lud, zamieszkujący Śląsk, mówi językiem polskim, modli się i śpiewa po polsku. Jest to dowodem, iż lud ten jest polski, przyznawał się do kultury polskiej i miał wolę połączenia się z Polską. 
    Lud śląski przechował swą mowę, swoje obyczaje, swoje zwyczaje po przez chwilę wydzielenia go z Państwa Polskiego w 1327 r., przez wieki przynależenia do obcych państw i mimo najtrudniejszych warunków swego bytowania. Śląsk należał kolejno do czterech państw, czeskiego, austriackiego, pruskiego i niemieckiego i dzielił ich losy. Warstwy uprzywilejowane i posiadające Śląska, jak książęta, szlachta, duchowieństwo i mieszczaństwo, w przeważnej mierze uległy wpływom kultur obcych, przestały być duchowymi przewodnikami ludu swego, a stały się z szkodą ludu polskiego opiekunami napływających elementów niemieckich. Lud zaś żył w poddaństwie niewolniczym tych warstw i był pozbawiony polskich przywódców. Dostał on się w ten sposób w wiele trudniejsze położenie, niż lud innych dzielnic Polski, gdzie wprawdzie stosunki polityczne i gospodarcze były, jak zresztą w owych czasach także w innych krajach, te same, gdzie atoli warstwy te uprzywilejowane przynajmniej były i zostały ,polskie i nie stały się rozsadnikami obcych kultur. 
    Wielka rewolucja francuska przyniosła ludom europejskim wolność polityczną oraz oswobodzenie gospodarcze. Rewolucja ta jeszcze miała jeden dalszy skutek. Uwolnienie szerokich mas ludowych z pod jarzma politycznego i gospodarczego i prawne ich zrównanie z warstwami uprzywilejowanymi spowodowało przejście władzy państwowej i odpowiedzialności za losy państwowe na te właśnie uwolnione szerokie masy ludowe. 
    W państwie pruskim nastąpiło to po rewolucji w roku 1848.
    Wówczas także lud śląski odzyskał wolność polityczną, a w następnych latach także niezależność gospodarczą. Ta wolność polityczna spadła na ten lud nagle i niespodziewanie, nim zdołał wydać z siebie własnych przywódców i nim zdobył uświadomienie narodowe. Z tych to powodów w pierwszych latach wolności politycznej kierownictwo nad ludem śląskim objęli i w życiu politycznym w przeważnej mierze jego duszpasterze, t. j. kler katolicki. Dlatego w pierwszych sejmach pruskich i parlamentach niemieckich Śląsk nie posiadał przedstawicieli polskich, a był reprezentowany przez duchowieństwo i przedstawicieli katolickich, którzy aczkolwiek często pochodzili z tego ludu, jednak mieli orientację niemiecką. Lud takim stanem się na razie zadowolił, gdyż nie posiadał jeszcze dostatecznego uświadomienia, a po przewrocie rewolucyjnym w roku 1848 zapanowała w Prusach era wolnościowa i istniały nawet szkoły polskie na Śląsku. Dopiero gdy po wygranej wojnie francusko-niemieckiej w latach 1870/71 Prusacy zdobyli hegemonię pomiędzy państwami niemieckimi i złączyli je, z wyjątkiem Austrii, w nowy organizm państwowy, t. j. Rzeszę Niemiecką, gdy to nowe państwo dzięki rozwojowi gospodarczemu, jaki nastąpił po zwycięskiej wojnie wskutek uzyskanych odszkodowań wojennych, urosło w pierwszorzędną potęgę światową i gdy wobec tego wzrosła w niebywałe buta pruska, rozpoczął się ostry kurs polityki rządu pruskiego przeciwko mniejszościom narodowym w państwie pruskim. Na Śląsku skasowano szkoły polskie i zaprowadzono ustawy, uniemożliwiające rozwój ruchu narodowego i gospodarczego ludności polskiej. Głośne były te ustawy wyjątkowe o używaniu języka polskiego, o stowarzyszeniach i zebraniach, tak zwane ustawy kagańcowe. 
    Przed tą polityką eksterminacyjną bronił się jednak lud śląski, t. j. ten rolnik i robotnik polski, chociaż był, nie posiadając przywódców polskich, przez swoich opuszczony i skazany na własne siły, a w miarę, jak wzmagały się tendencje antypolskie sfer rządowych i niemieckich, jego opór rósł. Przestał wierzyć swoim opiekunom centrowym i zaczął się własnymi siłami uświadamiać i narodowo organizować. Powstali kulturalni i polityczni przywódcy, powstali poeci ludowi, którzy sławili mowę i kulturę polską, budzili wiarę w Polskę i miłość do niej, powstali tacy, którzy zaczęli organizować towarzystwa kulturalne, jak towarzystwa śpiewu i towarzystwa gimnastyczne, wydawać polskie czasopisma i gazety i zakładać biblioteki i czytelnie polskie. Celem podniesienia gospodarczego ludu zakładano banki ludowe, które stały się powoli ostoją nie tylko rozwoju gospodarczego, ale także i rozwoju politycznego ludu. 
    Wprawdzie budzący się ruch polski na Śląsku doznał poparcia ze strony warstw narodowych Poznania, Pomorza i innych dzielnic, gdzie uświadomienie narodowe już dawniej się rozbudziło pod przewodnictwem światłej i narodowej inteligencji, i ze strony nielicznych zresztą jednostek ze sfer kupieckich i wolnych zawodów, które przybyły z Poznania i z Pomorza i osiedliły się na Górnym Śląsku. Poważną rolę w tym rozwoju odegrały także miejsca pątnicze, jak Kraków, Kalwaria Zebrzydowska i Częstochowa, które miały wielką siłę atrakcyjną dla ludu śląskiego i stały się ostoją dla jego myśli religijnej i narodowej. 
    W głównej mierze jednak ruch polski na Śląsku jest zasługą ludu samego. Gdyby ten lud nie miał tak wielkiego przywiązania do narodu polskiego i jego kultury i nie czuł po polsku i nie był polskim, toby wysiłki całego narodu zdały się na nic. Niewątpliwie pod wpływem polityki gwałtu słabsze jednostki się germanizowały. Nacisk rządu pruskiego atoli prowadził równocześnie do konsolidowania się narodowego ludu. W tych najtrudniejszych chwilach tej walki narodowościowej lud śląski wydaje stosunkowo największą ilość inteligencji rodzimej, narazi e wprawdzie przeważnie tylko duchownej, ale powoli także i świeckiej. Młodzież Śląska na uniwersytetach niemieckich zaczyna tworzyć stowarzyszenia polskie i łączyć się z polską młodzieżą innych dzielnic, przygotowując się do roli przewodniczej. 
    Lud tymczasem zaprawia się do walki politycznej o zdobycie należytego mu miejsca w parlamentach państwowych i komunalnych. Wprawdzie wyborczy system trójklasowy do sejmu pruskiego i do zastępstw komunalnych uniemożliwia mu wysyłanie takiej ilości przedstawicieli, jaka by odpowiadała jego sile ilościowej. Za to bezpośrednie tajne i równe prawo wyborcze, jakie obowiązuje w Rzeszy Niemieckiej przy wyborach do parlamentu, daje możność do wysłania odpowiedniej ilości swoich reprezentantów parlamentarnych. 
    W roku 1903 następuje pierwsza próba. W wyborach parlamentarnych, które się odbyły w tym roku, padło na Górnym Śląsku ogółem 44.175 głosów polskich. Jako pierwszy poseł polski ze Śląska wchodzi do parlamentu Wojciech Korfanty, a mianowicie z okręgu wyborczego, obejmującego Katowice miasto i powiaty katowicki i zabrski. Te wybory stały się równocześnie hasłem na przyszłość. W roku 1907, t. j. w następnych wyborach parlamentarnych, Śląsk wybrał 5 przedstawicieli do parlamentu niemieckiego, co stanowiło 1/4 ogólnej liczby posłów polskich w Rzeszy Niemieckiej. Wówczas następujące powiaty wybrały polskich posłów: Opole miasto i powiat opolski ks. Pawła Brandysa; Gliwice miasto i powiaty gliwicko-toszecki i lubliniecki ks. Teodora Jankowskiego, Bytom miasto, Królewska Huta miasto i powiaty katowicki i zabrski Wojciecha Korfantego, powiaty pszczyński i rybnicki ks. Aleksandra Skowrońskiego. Wszystkie te powiaty, należące do wymienionych 5 okręgów wyborczych, stanowią teren przemysłowy Górnego Śląska. Ludność powiatów niemodlińskiego, głubczyckiego, nyskiego i prudnickiego była już dawno całkowicie lub przeważnie zniemczona i Polska do nich pretensji nie podnosiła. Powiaty kozielski i strzelecki dały przy tych wyborach 9.706 głosów polskich, a 12.323 głosów niemieckich. Różnica była niewielka. Jeżeli ponadto głosów niemieckich było więcej, to zawdzięczać to należy centrowemu kandydatowi, który był księdzem i cieszył się dużym mirem wśród społeczeństwa. W powiecie raciborskim również była tendencja zwyżkowa wpływów i głosów polskich. 
    Ogółem padło w tych wyborach na Górnym Śląsku 118.733 głosów polskich, czyli 74.558 więcej niż w roku 1903. W ten sposób Śląsk nie tylko wykazał ogromny postęp uświadomienia narodowego, ale jak pisze Karol Rzepecki w "Pobudce wyborczej", wydanej w roku 1907, uratował polski "honor polityczny", gdyż dzięki Ślązakom Polacy zadziwili całe inteligentne Niemcy fenomenalnym przyrostem głosów polskich. 
    To nasilenie ruchu narodowego utrzymuje się nadal aż do następnych wyborów parlamentarnych w roku 1912 i nawet do wybuchu wojny. 
    Przy wyborach w roku 1912 uzyskują Polacy nieco mniej głosów niż w roku 1907, bo 111.526 i tracą jeden okręg wyborczy, obejmujący Gliwice miasto i powiaty gliwicko-toszecki i lubliniecki. Aczkolwiek poza tym Polacy otrzymali dotychczasowy stan posiadania a okręg gliwicki utracili tylko z małą różnicą głosów 388, to była to jednak porażka ruchu polskiego. Powodem jej zaś były waśnie przywódców i zaniedbanie pracy. Nastąpiło opamiętanie. Prowincjonalny komitet wyborczy zreformowano przez wybór młodych rzutkich sił śląskich. Nastąpiło to w sam raz. Dzięki temu przy wyborach uzupełniających, jakie nastąpiły wkrótce po tym niespodziewanie w wspomnianym okręgu z powodu śmierci centrowego posła, wybranego w r. 1912, przypadło zwycięstwo Polakom i wybrany został Wojciech Korfanty, a działo się to w czasie wojny światowej i w ciężkich warunkach wojennych. 
    Nie zgadza się z prawdą, co twierdzili Niemcy, chcąc obniżyć znaczenie tych wyborów, jakoby lud śląski głosował na polskich posłów li tylko ze względów socjalnych. "Wówczas nie było Państwa Polskiego, o które by się ruch polski na Śląsku mógł oprzeć. Ruchem kierowali synowie ludu z pobudek idealnych, narażając się na prześladowanie rządu i na poniewierkę życiową. Program ruchu polskiego był wybitnie narodowy i kulturalny. Gdyby względy socjalne były miarodajne dla polskich wyborców, to wybieranoby nie polskich narodowców, a socjalistów a co najmniej polskich socjalistów, którzy mieli wybitny program socjalny, a nie narażano się na przykrości i szykany z strony władz. 
    Skoro nastąpiło uświadomienie polityczne szerokich warstw, wyniki wyborów nie mogły być dla nikogo niespodzianką. 
    Niemieckie statystyki urzędowe wówczas już wykazały olbrzymią przewagę liczebną ludu polskiego na Górnym Śląsku i to zgodnie z rzeczywistością, gdyż rządy pruskie i niemieckie nie liczyły się z tym, by z tego faktu mogły dla nich powstać ujemne skutki. Gdy atoli w wyborach w roku 1903 wybrany został pierwszy poseł polski narodowy Wojciech Korfanty, którego oblicze i tendencje narodowe były dostatecznie wyraźne, rząd pruski zastosował najostrzejsze środki w kierunku zgniecenia budzącego się ruchu narodowego. Lecz lud śląski tego się nie uląkł, a niejednokrotnie ciężkimi ofiarami mienia, wolności i krwi swą wolę ku złączeniu narodowemu zadokumentował i ostatecznie zwyciężył. Tym samym placówka dla Niemców była stracona. 
    Gdy bowiem po wojnie światowej konferencja pokojowa wytaczała granice między Polską a Rzeszą Niemiecką i decydowała o tym, które prowincje z państwa pruskiego mają być włączone do Polski, dla nikogo z czynników miarodajnych nie ulegało wątpliwości, iż do takich dzielnic należy Górny Śląsk. Warunki pokojowe, wręczone Niemcom w dniu 7 maja 1919 r., przewidują złączenie Górnego Śląska z Polską bez jakichkolwiek zastrzeżeń. 
    To było wyłączną zasługą ludu samego. Zmiana pierwotnych warunków pokojowych była jego moralną krzywdą. 
    Po wojnie światowej zaś, gdy naród polski odzyskał niezależność państwową, lud śląski idzie dalej zdecydowanie po niepodległościowej linii ruchu polskiego na Śląsku ku złączeniu się z odrodzoną Rzeczpospolitą. 
    W styczniu 1919 roku odbyły się wybory, a mianowicie 19 stycznia do konstytuanty Rzeszy Niemieckiej, a 26 stycznia do Sejmu Pruskiego. Sejmik dzielnicowy, jaki się odbył 4 grudnia 1918 roku w Poznaniu, w którym wzięli udział poza Poznaniem i Pomorzem także przedstawiciele Górnego Śląska, uchwalił wstrzymanie się od tych wyborów. Ludność śląska hasła wstrzemięźliwości wyborczej usłuchała i nie poszła w wielkiej części do urny wyborczej mimo ogromnego nacisku czynników rządowych i mimo, że sfery duchowne głosiły, iż wstrzymanie się od wyborów jest grzechem. Brak ścisłych danych z tego okresu, gdyż sferom i urzędom niemieckim nie zależało na tym, by wykazać swoją klęskę. W każdym razie w pszczyńskim powiecie wstrzemięźliwość wynosiła przeszło 80 proc., a w powiecie rybnickim przeszło 70 proc. Lepszy obraz i lepsze naświetlenie stosunków narodowościowych na Śląsku w tym czasie dały jednak dopiero wybory komunalne, które się odbyły 9 listopada 1919 roku. Wynik tych wyborów dosadnie wykazuje ogromną przewagę głosów polskich. Przy tym należy wziąć pod uwagę, iż w jesieni ludność jeszcze wciąż żyła pod wrażeniem krwawo przez Grenzschutz stłumionego I. powstania i pod panowaniem zaostrzonego stanu wyjątkowego i zdemoralizowanego "Grenzschutzu". 
    Według urzędowej statystyki w tych wyborach komunalnych wszystkie powiaty terenu plebiscytowego, położone po prawej stronie Odry, z wyjątkiem kluczborskiego, dały absolutną większość głosów polskich, a mianowicie Pszczyna 85,2 proc., Rybnik 78,78 proc., Katowice wieś 73,16 proc., Bytom wieś 75,73 proc., Gliwice wieś 71,68 proc., Strzelce 70,21 proc., Zabrze 75,45 proc., Lubliniec 66,75 proc., Opole wieś 61,28 proc., Olesno 55,58 proc. Powiat kluczborski wykazał 48,02 proc. głosów polskich. Ludność tego powiatu jest niewątpliwie etnograficznie polska, posiada atoli ze względu na religię ewangelicką, jaką wyznaje, orientację przeważnie niemiecką. Z drugiej strony atoli powiat raciborski, położony głównie po lewej stronie Odry, przy wyborach komunalnych dał 61,60 proc. głosów polskich. Śląskie powiaty miejskie, na ogół bardzo zniemczone i przesiąknięte napływowym elementem niemieckim, przy wyborach komunalnych wykazały także poważną ilość głosów polskich, a mianowicie: Gliwice 24,44 proc., Katowice 19,04 proc., Królewska Huta 41,17 proc., Bytom 31,48 proc., Racibórz 10 proc. Lecz nie tylko miasta wydzielone, ale także i reszta miast dała poważny odsetek głosów polskich. Frakcje polskie w radach miejskich zajęły, jeżeli chodzi o liczebność, drugie miejsce z rzędu, w Królewskiej Hucie Polacy tworzyli nawet najsilniejszą frakcję. 
    W ogóle rok 1919 ma w historii ruchu polskiego na Śląsku wyjątkowe znaczenie. W tym roku bowiem zaszły dwa zdarzenia pierwszorzędnej wagi, t. j. wspomniane wybory komunalne i wybuch I. powstania. 
    Wybory komunalne były sprawdzianem sił polskich i stopnia nasilenia woli narodowej ludu i stanowiły równocześnie próbny plebiscyt i to z wynikiem zwycięskim. Niestety wybory te odbyły się dopiero po podpisaniu traktatu wersalskiego, co nastąpiło 28 czerwca 1919 roku, i nie mogły wobec tego być wzięte pod uwagę, gdy ważyły się losy Śląska. Inaczej bowiem na pewno plebiscytu by nie było. Wynik tych wyborów był przekonywującym wyrazem, iż w układzie narodowościowym Śląska i po wojnie się nic nie zmieniło. 
    I. powstanie śląskie, które wybuchło parę miesięcy przed tymi wyborami, a mianowicie 18 sierpnia 1919 roku, było najboleśniejsze, ale miało też w swoich skutkach może najdonoślejsze znaczenie z wszystkich trzech powstań śląskich. Pierwsze powstanie śląskie przeszkodziło wybuchowi innego powstania, zorganizowanego przez niemieckie sfery polityczne, a mianowicie konserwatywne i centrowe, w celu utworzenia z Górnego i Cieszyńskiego Śląska niezależnej republiki śląskiej. Nie wiadomo, czy byłoby się powiodło. Jeżeli się jednak zważy, iż akcja ta miała powstać niespodziewanie i była oparta o wpływowe i zamożne sfery Śląska, miała ona szanse powodzenia. Wiadomą też jest rzeczą, iż pewne sfery angielskie również na taką koncepcję stworzenia samodzielnego państwa śląskiego przychylnie się zapatrywały. 
    W każdym razie rok 1919 był próbą stopnia uświadomienia narodowego i nasilenia woli do walki o wyzwolenie i złączenia się Śląska z Polską. Przeżycia i doświadczenia, jakie lud w tym roku przechodził, były szkołą przygotowawczą dla niego do dalszych walk orężnych w dwóch następnych powstaniach, t. j. w latach 1920 i 1921 i do rozgrywki plebiscytowej. 
    Plebiscyt, który się odbył 20 marca 1921 roku, był urzędowym wyrazem woli ludu śląskiego za złączeniem się z Polską. 479.414 głosów, oddanych na terenie plebiscytowym, padło za Polską, a 706.820 głosów za Niemcami. Wprawdzie uzyskali Niemcy więcej głosów niż Polska. Nie zmienia to jednak faktu, iż polska część Górnego Śląska, położona po prawej stronie Odry, i jej mieszkańcy opowiedzieli się w większości za przynależnością do Polski. Należy przy ocenie wyniku plebiscytu wziąć następujące ważne momenty pod uwagę. Do terenu plebiscytowego należały powiaty już całkiem, albo przeważnie zniemczone, jak Głubczyce i Prudnik, do których Polska nie rościła sobie wcale pretensji, a które przez radę ambasadorów wcielone zostały do terenu plebiscytowego ze względów strategicznych oraz celem stworzenia dłuższej granicy polsko-czeskiej. Głosy tych powiatów należy więc potrącić ze sumy głosów, oddanych przy plebiscycie. W ten sposób odpadnie 45.595 głosów powiatu głubczyckiego i 27.284 głosów powiatu prudnickiego. W plebiscycie wzięło udział 192.408 emigrantów, t. j. ludzi, którzy aczkolwiek kiedyś urodzili się lub mieszkali na terenie plebiscytowym, jednak już żadną albo minimalną mieli łączność z nim i z których tylko 10.120 głosowało za Polską, a 182.288 za Niemcami. Biorąc więc sprawę tylko cyfrowo, t. j. wyłączając głosy powiatu głubczyckiego i prudnickiego i potrącając głosy emigrantów, dochodzi się do rezultatu, iż absolutna większość mieszkańców na terenie plebiscytowym po prawej stronie Odry głosowała za Polską. Ta ogromna masa emigrantów, która nagle spłynęła na Śląsk w przededniu głosowania lub kilka dni przed tym, docierając do wszystkich miejscowości i osiedli, i która przyjechała w przeszło 90 proc. z Niemiec i nastrojona na nutę zwycięską, nie tylko dała liczebną przewagę Niemcom, ale wywarła też wielki moralny wpływ na nastroje ludności. 
    Jeszcze jeden dalszy fakt, mający dobitny wpływ na wynik plebiscytu, należy wziąć pod uwagę. Na terenie plebiscytowym pozostała przez cały czas aż do plebiscytu niemiecka administracja państwowa, samorządowa i szkolna. Również wielka własność ziemska i cały ciężki przemysł znajdowały się w rękach niemieckich. Wpływy tych sfer były, dzięki władzy i środkom materialnym, jakie posiadały, ogromne. Operowano argumentami, mającymi wykazać, iż w Polsce rolniczej nasz robotnik przemysłowy nie znajdzie pracy ani chleba, że rolnik nie otrzyma godziwych cen za swoje produkty oraz że każdy powinien pamiętać, iż, pozostając przy Niemcach, wie co ma, a głosując za Polską, która nawet nie ma granic ustalonych, nie wie co go czeka. Operowano też groźbami, iż ci, którzy za Polską się oświadczą, w razie korzystnego wyniku dla Niemców, do Polski pójść muszą. 
    Na koniec plebiscyt nie jest tak doskonałym sposobem ujawnienia woli danej ludności, gdyż stoi pod działaniem najróżniejszych wpływów politycznych i uwarunkowany bywa najrozmaitszymi względami. Dla Polski na przykład okazał się niekorzystny warunek, iż na Śląsku miał się odbyć nie zaraz po zawarciu traktatu wersalskiego, ale znacznie później. Ludność śląska zaś zmęczona była wojną światową, niespokojnymi czasami, które nastąpiły po zawieszeniu broni, oraz powstaniem, i pragnęła tylko jak najszybszego uspokojenia się stosunków politycznych. 
    W tym stanie rzeczy powinien był Polsce przypaść co najmniej cały Górny Śląsk, położony po prawej stronie Odry. Przyznano Polsce tymczasem tylko tę część, na której padło przeciętnie 60 proc. głosów za Polską. Było to krzywdą dla Polski. Okoliczność, iż na tym terenie padło 60 proc. głosów polskich, nie daje żadnego wytłumaczenia, gdyż wystarczyła zwykła większość do zadecydowania o przynależności Śląska. 
    Po przejęciu Śląska przez Polskę zaczęły się dokonywać zmiany w układzie narodowościowym ludności. Gdy władze i urzędnicy niemieccy opuścili Górny Śląsk, stracili i ci wszyscy, którzy za Niemcami oddali głos, swoją ostoję i zaczęli się wyprowadzać do Niemiec. Największy odsetek pochodził z miast i z gmin przemysłowych, gdzie przeważał niemiecki element napływowy. Ze Śląska Opolskiego również przybywały bardzo liczne rzesze polskie, ulegając naporowi terroru. Rozpoczęła się na Śląsku wędrówka narodów, może największa z ostatnich czasów. Element niemiecki w miastach i w gminach przemysłowych kurczył się, a wzmagał się element polski. Nie tylko bowiem przybywali bracia ze Śląska Opolskiego, ale nastąpił też poważny przypływ Polaków z innych dzielnic Państwa. 
    Przeprowadzony w roku 1931, t. j. po 9% latach panowania Polski, spis ludności wykazuje, iż na Śląsku jest na ogólną liczbę 1,295.000 ludności z językiem ojczystym polskim 1,195.600, czyli 92,3 proc., przy czym na górnośląskiej części województwa ten procent jest wyższy, bo wynosi 93,4. W województwach centralnych ludności z językiem ojczystym polskim jest 82,9 proc., a w zachodnich 90,9 proc. Procent ten jest więc niższy niż na Śląsku, nie mówiąc już o województwach wschodnich i południowych i o całym Państwie, gdzie procent ten wynosi 32,9 względnie 59,2 względnie 69,1. W porównaniu z poszczególnymi województwami Śląska ma największy procent ludności polskiej.
    Przede wszystkim atoli pouczające są stosunki szkolne. Wpisy do szkół polskich wzrastały z roku na rok. W roku 1931, t. j .w roku ostatniego spisu ludności, liczba wpisów do szkół mniejszościowych wynosi 5,3 proc., a do szkół polskich 94,7 proc. wszystkich dzieci, obowiązanych do wstąpienia do szkoły. Stosunek więc narodowościowy dzieci szkolnych odpowiada mniej więcej stosunkowi narodowościowemu całej ludności śląskiej. 
    Najdonioślejsze zmiany w stosunkach narodowościowych nastąpiły w miastach. Miasto Katowice przy plebiscycie wykazało 85,4 proc. głosów za Niemcami, a 14,6 proc. za Polską, miasto Królewska Huta 74,7 proc. za Niemcami a 25,3 proc. za Polską. Przy spisie ludności w roku 1931 te miasta wykazały: 
    Katowice 84,9 proc. ludności z językiem ojczystym polskim a 13,4 proc. z językiem ojczystym niemieckim, a Królewska Huta 84,6 proc. z językiem ojczystym polskim a 15,4 proc. z językiem ojczystym niemieckim. Podobnie przedstawia się sprawa w innych niewydzielonych miastach. W roku 1931 miasto Pszczyna wykazało 15 proc. Niemców a Tarnowskie Góry 18,5 proc. Te cztery miasta, które kiedyś były ostoją i kością pacierzową niemieckości na Śląsku, zmieniły gruntowne swoje oblicze narodowościowe. 
    Pewnikiem zaś jest, że ludność, której język polski jest językiem ojczystym, jest polska. Twierdzenie, jakim Niemcy w celach agitacyjnych operowali podczas pertraktacji pokojowych, jakoby język, którym mówi lud górnośląski, był narzeczem niemiecko-polskim, jest oczywiście absurdem. Tak samo możnaby powiedzieć, iż "plattdeutsch" jest językiem na pół niemieckim, przeciwko czemu Niemcy stanowczo by zaprotestowali. Może być, iż i w obecnych czasach jeszcze nie wszyscy, którzy mówią po polsku, posiadają pełną świadomość swojej narodowości polskiej. Jednak wątpić należy, by ludność polska wszystkich dzielnic w takich chwilach nie wykazała pewnego procentu ludzi chwiejnych. 
    W każdym razie zdecydowana większość była tych wszystkich, którzy wiedzieli, czego chcą, i którzy oświadczyli się za złączeniem z narodem i Państwem Polskim. Ci wszyscy zaś, którzy błądzili, albo już wrócili na drogę właściwą, albo też wrócą, albo też nie wrócili i Śląsk opuszczają, a oblicze narodowościowe Śląska staje się co rok to wyraźniejsze. Pewien obraz tego ruchu narodowościowego daje statystyka podana w roczniku diecezji śląskiej z roku 1936, która aczkolwiek dotyczy tylko katolików, może jednak wzięta być pod uwagę, ponieważ ludność śląska w olbrzymiej części jest katolicka. Według tej statystyki liczba katolików w przeciągu 12 lat, t. j. od roku 1922 aż do roku 1934 wzrosła o 215.000 dusz, t. j. rocznie przeciętnie o 18.000 dusz, a z diecezji katowickiej wyprowadziło się około 80.000 Niemców a przybyło około 400.000 nowych diecezjan. Należy wnioskować, iż między wymienionymi 400.000 nowo przybyłych nie było Niemców, a że byli to Polacy, t. j. uchodźcy ze Śląska Opolskiego i polscy obywatele z innych dzielnic Państwa Polskiego. 
    Przybył atoli jeszcze jeden element nie polski na Śląsk i zajął jakoby miejsca opróżnione po Niemcach, a mianowicie Żydzi. Ludność żydowska od 12 lat systematycznie napływała, zwłaszcza do miast górnośląskich. Ruch antyżydowski w Niemczech spowodował atoli bardzo liczny napływ żydów niemieckich na Śląsk. Doszło do tego, iż w Katowicach, odsetek ludności żydowskiej, który przy zmianie suwerenności był stosunkowo niski, wzrósł z biegiem czasu do tego stopnia, iż Katowice liczą około 8.960 meldowanych mieszkańców żydowskich. Przy tym należy zwrócić uwagę na fakt notoryczny, iż przynajmniej podwójna ilość przebywa w Katowicach, nie będąc meldowana. Że Żydzi, którzy przybyli z Niemiec i są przesiąknięci kulturą niemiecką i mimo kursu antyżydowskiego obecnego reżimu panującego w Niemczech, przywiązani do narodu niemieckiego, nie stanowią elementu przychylnego dla narodu i Państwa Polskiego, nie potrzebuje wytłumaczenia. Za ten stan rzeczy nie można jednakowoż czynić odpowiedzialną ludność Śląska. O ileby jednak zależało jakimkolwiek sferom na ściślejszym zespoleniu Śląska z Polską, to powinny one całą swoją energię zwrócić przeciwko napływowi takiego elementu żydowskiego na Śląsk i w kierunku, wysiedlenia ich ze Śląska, gdyż pobyt Żydów na pograniczu niemieckim nie leży w interesie ani ludu śląskiego, ani Państwa, ani jego obronności. 
    Sprawa obrony granic Państwa jest dla ludności śląskiej ważka. O rozszerzenie tej granicy na odcinku śląskim wybuchło III. powstanie śląskie. Jeszcze przed przynależeniem do Polski, Ślązacy wzięli udział w wojnie z bolszewikami. Znana jest historia pułku bytomskiego. Zrozumiałym więc jest, iż Ślązakom jest drogi każdy kawałek ziemi Polski, za którą przelali swoją krew. Niemcy do dziś dnia nie przeboleli utraty naszego Górnego Śląska i nie przestają myśleć o odzyskaniu. Ludność śląska z tego sobie zupełnie jasno zdaje sprawę, jest czujna i gotowa każdej chwili stanąć do obrony granic. Dlatego Sejm Śląski od razu zrezygnował ze zwolnienia Ślązaków od służby wojskowej. Poza tym Śląsk w wszystkich obronnych poczynaniach Państwa bierze wybitny udział. Najdobitniejszym dowodem był w ostatnich czasach fakt, iż na 150 samolotów, ufundowanych przez społeczeństwo polskie na uzbrojenie armii polskiej, 51 samolotów ufundował Śląsk. 
    Trudno dochodzić, w jakim stopniu inne dzielnice Polski zachowały swoją polskość i uświadomiły się narodowo. Wszelkie porównania nie zdałyby się na nic, ponieważ nie było drugiej dzielnicy, któraby przez tyle set lat, jak Śląsk znajdowała się pod obcym panowaniem i pod wpływami obcych kultur. 

    Zespolenie Śląska z Polską dokonało się drogą dobrowolnego akcesu w mierze pełniejszej, aniżeli innych dzielnic. 

    Wołanie o zespolenie Śląska z Narodem miałoby rację tylko w odniesieniu do Śląska Opolskiego. 

    Poruszone kwestie dają nam asumpt, by raz na zawsze sprecyzować nasze stanowisko wobec Narodu i Państwa naszego. 
    Pragniemy, by naród posiadał silną i potężną organizację państwową. 
    Uważamy, iż pomyślność Państwa spoczywa i spoczywać musi na zdrowych zasadach samorządu terytorialnego. Będziemy bronić naszego samorządu wojewódzkiego, powiatowego i komunalnego, a to nie tylko dlatego, iż daje on nam prawa obywatelskie miary europejskiej, ale dlatego także, iż leży tow interesie całego Narodu i Państwa, jego pomyślności i obronności. 
    My chcemy, by wszystkie dzielnice naszego Państwa mogły korzystać z dobrodziejstwa samorządu terytorialnego. My do tego dążyć będziemy. 
    Nas nie trzeba zespalać, gdyż jesteśmy zespoleni. Nas patriotyzmu uczyć nie trzeba, gdyż wykazaliśmy, iż Naród i Państwo swoje kochamy. 
    My Ślązacy czujemy się Polakami, my jesteśmy Polakami. Wszelkie jakiekolwiek insynuacje w tym kierunku odpieramy i odeprzemy. 
    My nie chcemy łaski, a odpowiednie miejsce w Państwie i Narodzie sami dla siebie wywalczymy. 
    Naszym życzeniem jest, by wszyscy obywatele na równi wobec Państwa wywiązywali się ze swych obowiązków. 
    My chcemy atoli także, by Państwo wobec wszystkich obywateli stosowało tę samą miarę sprawiedliwości, a równanie w dół nie jest sprawiedliwością. 

    Jan Mildner 

    Źródła 
    Dr. D ą b r o w s k i Włodzimierz, Górny Śląsk w walce o zjednoczenie z Polską. Katowice 1923. - K o m a r Stanisław, Górnośląska Konwencja Genewska pomiędzy Polską a Niemcami 1922-1937, Katowice 1937. R z e p e c k i Karol. Pobudka Wyborcza. Poznań 1907. - R z e p e c k i Karol. Naprzód czy wstecz, Poznań 1912. - "Materiały do Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r.... Sejm Śląski 1932. - S z r a me k Emil. Ks. Aleksander Skowroński, Obraz życia i pracy na tle problematyki Kresów Zachodnich, Katowice 1936. - Wolny Konstanty, Autonomia Śląska, Katowice 1920. 


    PRZEMÓWIENIE MARSZAŁKA SEJMU POLSKIEGO,
    WOJCIECHA TRĄMPCZYŃSKlEGO
    W KATOWICACH, DNIA 16-go LIPCA 1922 R. 

    Panie Wojewodo! Członkowie Tymczasowej Rady 
    Wojewódzkiej, Ludu Górnośląski! 
    Liczni członkowie Sejmu zjechali, aby w imieniu tegoż powitać ziemię śląską, która co tylko odzyskała wolność, i ziemię bohaterów. Bohaterów, powtarzam, ponieważ gdyby nie bohaterstwo ludności śląskiej, reprezentacje Rządu Polskiego by tu dziś nie stały na tym miejscu. 
    Kiedy runęła siła niemiecka, zdawało się, że kamień grobowy, ciążący na narodzie polskim, zupełnie zostanie odwalony. Tymczasem intryganci całego świata sprzysięgli się na to, aby nie dać Śląskowi wolności, a zatrzymać go przy Niemczech. Wymyślono naprzód plebiscyt, i to na warunkach, które miały zamazać prawdziwy stan rzeczy. Ale mimo to polskość w plebiscycie zwyciężyła; intryga jednak chciała Polsce dać tylko skrawek Górnego Śląska. Ale Wy, Górnoślązacy, krwią Waszą przekreśliliście te niecne plany. Cześć Wam za to! 
     


    ADRES HOŁDOWNICZY DLA WOJCIECHA KORFANTEGO

    Czcigodny Synu Górnośląskiej Ziemi! 
    W tej chwili dziejowej, gdy część staropolskiej ziemi piastowskiej po wiekowej rozłące wciela się nareszcie do Macierzy, gdy Polska z radością wita braci znad Odry we wspólnym naszym polskim domu, myśl nasza zwraca się szczególnie do Ciebie. Zrodzony pod jarzmem pruskim, zrozumiałeś sromotę nawały krzyżackiej, odczułeś tętno serc polskich, bijących tam dla Polski i jako poseł do parlamentu niemieckiego świetną stoczyłeś szermierkę o poprawę losu, o prawa swoich ziomków. Waliłeś taranem płomienistej swady w posady pruskiej nienawiści. W tej walce zahartowany i zmężniały, podniosłeś wysoko sztandar górnośląskiej sprawy. Skoro zapaliła się dla Twojej ziemi ojczystej jutrzenka wolności, jako komisarz plebiscytowy oddałeś jej wszystkie swoje siły, wszystkie swoje zdolności. Poprowadziłeś w szranki zapasów plebiscytowych drużyny naszych pracowników jako wódz urodzony. Natchnąłeś ich swoją gorliwością, energią, swoją wiarą w zwycięstwo. 
    Tobie przypadło wielkie zadanie wyzwolenia Górnego Śląska z haniebnych pęt i poprowadzenia na łono Ojczyzny. Zadanie to zaszczytne spełniłeś zaszczytnie, najpiękniejsze listki zasługi wplatając w wieniec swoich prac obywatelskich. 
    Tobie w znacznej mierze zawdzięcza Polska to, że dziś Katowice, Królewska Huta, Rybnik i Pszczyna, z nieprzebranym swoim skarbem ziemi i milionami wypróbowanych w twardej szkole Polaków przechodzą w granice jej, że młode państwo nasze na południowo-zachodnim krańcu potężną zyskuje redutę obronną. 
    Zjednoczenie Polskich Stowarzyszeń, to Zjednoczenie, z którego zrodziła się tak wspaniała instytucja, jak Komitet Wielkiego Tygodnia Górnośląskiego, ocenia doniosłość i świetność dzieła tego lepiej może od innych zrzeszeń., dlatego uważa sobie za miły obowiązek złożyć Ci niniejszym wyrazy najwyższego uznania i hołdu z życzeniem, abyś dalej stał na straży zdobytej ziemi, wysuniętej placówki, oblanej rozhukanymi wodami wrażego żywiołu, byś nadal pracował tak dzielnie i owocnie dla Górnego Śląska i dla Polski. 
    A w Panteonie zasłużonych mężów Ojczyzna wyryje złotymi głoskami: 
    Cześć Korfantemu! 

     


     
     

    Wojciech Korfanty
    20. kwietnia 1873 - 17. sierpnia 1939
    Rodowity Ślązak
    syn górnika
    Wojciech Korfanty, 
    należy do Panteonu Chwały
    Państwa  Polskiego
    jako polski bohaterski patriota, 
    który  polskość na Śląsku umocnił 
    i część Śląska dla Polski odzyskał. 
     Od 1901 r. redaktor naczelny Górnoślązaka. 
    W latach 1903-1912 i 1918 poseł do Reichstagu 
    oraz pruskiego Landtagu (1903-1918), 
    gdzie reprezentował Koło Polskie. 
    25 października 1918 zażądał w Reichstagu 
    przyłączenia do państwa polskiego 
    wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego. 
    W 1918-1919 wchodził w skład rządu Wielkopolski
     podczas zwycięskiego powstania.
    W 1920 r. byl Polskim Komisarzem Plebiscytowym, 
    a w 1921r.  - dyktatorem  III powstania śląskiego.
    Jego losy w II RP budzą grozę.

     
     

     
     
     

    Wydawnictw Straży Nr. 14
    Czytanek zeszyt VII.
    Dobrodziejstwa pruskie w oświetleniu historycznem.
    ,
    Mowa posła Wojciecha Korfantego,
    wypowiedziana
    w sejmie pruskim dnia 23 kwietnia 1913 r.
    (w odpowiedzi na mowę posła v. Kardorffa w obszernem streszczeniu).

    POZNAŃ.
    Nakładem Wydziału kulturalnego Straży 
    Czcionkami Drukarni Dziennika Poznańskiego.
    1913.

    Przesłanie i wariość argumentacyjna świetnej mowy posła Wojciecha Korfantego wygłoszonej w pruskim Landtagu są niedościgłym wzorem dla tych, którzy obecnie mienią się reprezentantami Polaków i polskiego interesu narodowego w Sejmie i Europarlamencie. Tylko ortografia i interpunkcja zapisu sprzed 100 lat jest już dzisiaj nieaktualna.
     Pełny tekst wart cytowania w XXI w.


     
     
    Szaniec”, 29. sierpnia 1940r. 

    Oczy za Zachód

    pierwszy w polskiej prasie artykuł 
    wysuwający postulat granicy
    na Odrze i Nysie Łużyckiej

    Pierwszą rocznicę wybuchu wojny obecnej obchodzimy wprawdzie w niewoli, ale nie w rozpaczy. Przeciwnie, nigdy może jeszcze w równie tragicznych warunkach duch narodu naszego nie był bardziej pewnym ostatecznego tryumfu swojej sprawy i wyzwolenia spod nienawistnego jarzma zbójców z zachodu i wschodu. I bardziej niż każdy dzień ten zasługuje, by go poświęcić rozważaniom nie tego cośmy stracili, lecz tego, co odzyskać musimy na zachodzie i na wschodzie. A jak dopiero po stracie zachodu przyszła strata wschodu, tak też wprzód nim wyrównamy rachunki ze wschodem, musimy zwrócić się na zachód. .
    Jako minimum: rewindykacji ustalamy ziemie leżące na wschód od Nysy Łużyckiej i Odry, przy czym dla celów obronnych granica musi obejmować obie te rzeki, a nawet pas ochronny na ich lewym, zachodnim brzegu. Ziemie te należały do Polski od czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego, a zapewne i wcześniej jeszcze. Kraina ta bodaj najbardziej polska, a Odrę nazywał historyk prawdziwie "Wierną rzeką" Polski piastowskiej w jej zmaganiach odwiecznych z Niemcami. Pókiśmy pilnie strzegli brodów i umacniali grody nadodrzańskie, liczne wyprawy Henryka II i V oraz Konrada III załamywały się zawsze na tej wiernej rzece. Szczecin, Głogów, Wrocław - to polskie miasta niejednokrotnie występujące w walkach przeciwko Niemcom, za co były chlubnie wyróżniane (zwłaszcza dwa ostatnie). Ludność tych ziem nigdy nie szła dobrowolnie podjarzmo niemieckie. Ulegała przemocy i barbarzyństwu Niemców po zaciętych walkach, zachowując gdzieniegdzie aż do naszych czasów ducha, mowę i obyczaje polskie. Świadczy o tym niebywały w dziejach innych narodów przykład Śląska. Ludu tego nie zdołała zgermanizować przeszło 500 lat trwająca niewola niemiecka. Stwierdził on swą polskość i wolę powrotu do Macierzy nie tylko głosowaniem w plebiscycie [plebiscyt na Górnym Śląsku w roku 1921], lecz i krwią własną, trzykrotnie chwytając za broń w powstaniach śląskich.
    Przyłączenie tego kraju do Polski to nie żadna zdobycz ani zabór, lecz wymiar sprawiedliwości dziejowej. Ziemie te traciliśmy powoli, lecz nieustannie. Odrywano je z naszego organizmu stopniowo. Przekroczenie przez Niemców (brandenburskich) Odry i zabór Ziemi Lubuskiej [Boleslaw Rogatka, książę śląski odstąpił Brandenburczykom Ziemię Lubuską w 1249 r.], było pierwszym klinem wbitym między Pomorze i Wielkopolskę. Ułatwiało to Niemcom dalsze postępy kolonizacji, opanowania Pomorza Szczecińskiego, a zarazem udaremniło zabiegi Łokietka i Kazimierza Wielkiego o odzyskanie tegoż Pomorza. . .
    O naszym nieprzedawnionym prawie do tych ziem świadczą wszędzie polskie nazwy miejscowości położonych nawet daleko na zachód od Odry. Powrót tej ziemi do Macierzy skróciłby granicę polsko-niemiecką z 1900 km do 460 km i taka jedynie granica możliwa byłaby do obrony.
    Wcielenie do Polski Gdańska i Prus Wschodnich jest koniecznością tak oczywistą i zrozumiałą samą przez się, że nie wymaga uzasadnień: bez tych terenów istnienie państwa polskiego byłoby w ogóle niemożliwe.
    Ze wszystkich włączonych po wojnie do Polski terenów na zachodzie żywioł niemiecki musi być i będzie usunięty całkowicie i to według metod, które dziś do nas Niemcy stosują w Wielkopolsce i na Pomorzu, ba - nawet tuż pod Warszawą. Jeśli w polskiej praktyce metody te będą z pewnością znacznie łagodniejsze, to jedynie dlatego, że przy najsurowszej i najbardziej usprawiedliwionej chęci Polak organicznie nie jest zdolny do takiego chamstwa, zbydlęcenia i nikczemności, jak rasowy Niemiec.
    Piszemy o tym i pisać będziemy jeszcze nieraz, gdyż tak zasadnicze zadania i cele polityki polskiej, jak odzyskanie ziem zachodnich, nie mogą być wyłącznie przedmiotem rozpraw wśród "wtajemniczonych". Treść ich musi stać się codziennym pacierzem każdego Polaka i Polki oraz każdego dziecka polskiego.. .
    Wojnę obecną winniśmy uważać za szczególne zrządzenie opatrzności dla naprawienia błędów i krzywd wyrządzonych narodowi polskiemu po pierwszej wojnie światowej. Wówczas świat głuchy był na głosy nasze, ślepy na przedstawione przez nas perspektywy niepewnej przyszłości państwa polskiego w tych warunkach geopolitycznych, jakie wytworzone zostały w traktacie wersalskim. Wówczas mogła być to ignorancja i lekkomyślność, dziś byłaby to zbrodnia i zdrada. Gdyby podczas przyszłej konferencji pokojowej czyniono nam pod tym względem jakiekolwiek trudności, albo przedstawiciele nasi nie umieliby słusznych praw naszych wyłożyć i obronić, wówczas naród polski potrafi sam wystąpić w obronie swych konieczności życiowych i swego prawa do rozwoju i wielkości. Zbyt wiele i byt długo cierpieliśmy, a zapewne cierpieć jeszcze będziemy, by godzić się na jakiekolwiek odstępstwa od minimum rewindykacji na zachodzie. Błędem nie do darowania byłoby pominięcie tej okazji dziejowej, być może jedynej w szeregu stuleci.

     


     

    Katowice 1939

    Katowice 1939

    Sosnowiec 1940

    Katowice 1941

    Ząbkowice, 3. grudnia 1941
     

    Strzemieszyce 1943

    <>

     
     

    Bestiality …unknown in any previous record of history…
    MR. BRENDAN BRACKEN, on July 9, 1942

    Issued by
    THE POLISH MINISTRY OF INFORMATION
    London Stratton House, 1942

    Printed by
    ST. CLEMENTS PRESS (1940) LTD.,
    London, W. C. 2.
    II

    DOCUMENTS FROM POLAND 
    (7) PUBLIC EXECUTIONS
    At CIERLICK GORNY in Cieszyn county, Emil Trepa, a Pole aged 32 years, accused of escaping from a concentration camp and spreading foreign wireless news, was executed publicly before his own home. Polish miners from Karwina and Sucha were brought under police escort to watch the execution, and the local inhabitants were also driven out to watch. The Germans compelled Polish students, colleagues of the condemned man, to set up the gallows. When the prisoner, Trepa, dressed only in his shirt and trousers, was brought from the prison, he was tortured for two hours in public, among the crowd being his paralysed mother, placed specially in front of the house, and his father, brought from prison. Trepa behaved with dignity and restraint, and as he stood below the .gallows shouted: 
    " Long live Poland! "
    At RUDA SlASKA (Polish Silesia) a gallows was prepared for Joachim Achtelik, of Ruda, while Kokot, of Bielszowice and Sergeant Nowak, of Godula, who were to be hanged in their own localities, were compelled to stand and watch their fellow Pole's death. Thousands of Poles and Germans were brought to watch the execution. 
    Achtelik was a very interesting case. His father regarded himself as a Pole, but his mother brought up the young Achtelik as a German. The lad had artistic gifts, and funds for his education and training as a painter were raised by the Polish community. As he grew up he came to love Poland fervently and regarded himself as a Pole, and has now laid down his life for Poland. He died as he had lived. As he rode to the place of execution he carried his head high, but bowed low to the assembled Polish crowd, many of whom were sobbing. While the sentence was being read in German he took no notice, but called out to the crowd, asking questions about his mother. When the sentence was read in Polish he stood to attention. Before the noose was adjusted around his neck he asked God, in the words of Christ on the cross, for strength for himself, and forgiveness for his executioners. At this point all the crowd knelt down. Then the Germans gave orders for them to stand, enforcing their order with the rattle of carbines from the Hitler Youth. Achtelik died in fifteen minutes. 
    The inhabitants of Ruda lit candles in their houses during the execution and said prayers for the dead. Although Achtelik asked for a priest, he was not allowed to see one. Nor were public prayers allowed for his soul, and although at first the body was to have been handed to his mother, the Germans were so afraid of demonstrations that they removed it for secret disposal. 
    The other two men also died heroically. Kokot was hanged publicly in BIELSZOWICE, saying not a word, and Sergeant Nowak in Godula. Nowak was allowed to say good-bye to his wife and children. His last words were: 
    "I was present at the death of my colleague, who asked forgiveness for his executioners. I cannot ask that. I ask God that my blood may raise up avengers. You, you Hitlerite bandits, remember that you wilt not escape vengeance, even in the tenth generation. Goodbye, wife, good-bye, children. Glory to Christ the King! 
     Long live Poland! "  . 

    THE GERMAN TERROR IN POLAND
    STATEMENT BY THE POLISH MINISTER FOR HOME AFFAIRS,
    MR. S. MIKOLAJCZYK

    News has been received of increased terror in Upper Silesia. There are gallows in eighteen Silesian towns. Those arrested are hanged. In Dombrowa, Szurley, Bendzin and Sosnowiec they are hanged publicly on gallows and trees, the public, even schoolchildren, being driven to look at these crimes.

    więcej
    THE STRUGGLES FOR POLAND, PART 4

     

     
     

    Emil Trepa i Joachim Achtelik
    i setki tysięcy innych ofiar
    niemieckiego bestialstwa na Śląsku
    publicznie powieszonych na szubienicy
    postawionej w jednym z 18 miast Śląska
    lub na gałęzi
    Rodowici Ślązacy
    Emil Trepa z m. Cierlick Górny
    i Joachim Achtelik z m. Ruda Śl.
    i setki tysięcy innych ofiar
    niemieckiego bestialstwa na Śląsku
    należą do Panteonu Chwały
    Państwa  Polskiego
    jako polscy bohaterscy patrioci, 
    w tym znani tylko z nazwiska
    lub bezimienni,
    którzy ginęli z okrzykiem:
    Niech żyje Polska!
    - o czym Zachód był 
    dokładnie poinformowany
    i zapowiadał karę za zbrodnie

     
     
    Józef Ryszka

    My Ślązoki

    Kiej nas z łojcowizny, nas bidnych Ślązoków,
    Wojna wygoniła tysiącem wyroków,
    Kiej po naszej ziemi dzisiok Niemiec chodzi -
    Ano nic nie szkodzi.

    To wszystko do czasu, tak jak wszystko mijo,
    Tak i ty się skończysz niemiecko bestyjo,
    Ty sie sparzysz łapy, ty pochylis głowy,
    Ślązok już gotowy.

    I jak śpiywka godo - tak i my powiymy,
    Że to som chłopcy, co się nie bojymy,
    Firera strzaskomy, bić bybymy dali,
    Aże się Germania cołko nie łobali.

    A że czas ten przyjdzie, jo to dziś już cuja,
    I we swoi piersi nowy Ślązak hoduja,
    Łon już przijocielem, jo śnim ciągle godom,
    Przeca go niedługo tam poniosa do dom.

    Zaniesa tyj ziemi, pokłonia się piyknie,
    Niech se kapka pojy, niechaj niym nasiynknie,
    Niechaj z tej jałowizny nowe wzrosną plony,
    Nowe pierony.

    Niech wyrosną Józki, Karliki, Marciny,
    Nowe pokolenia bez skazy, bez winy,
    I tyż bez łonego szwabskiego łoddechu,
    Co iektórych słabych sprowadził do grzechu.

    A wtedy Pon Bóczek do kopalni zyńdzie,
    We hucie go znajdziesz, na hołdzie i wszyndzie,
    Weźmie kilof w rynka, by nom pomóc bokiem,
    I bydzie Ślązokiem i bydzie Polokiem.

    A potem Karliki, Haźbietki i Anny
    Pięknie poklynkniemy do Piekarskiej Panny
    Żeby już na zawsze Breslau był Wrocławiem,
    Tak myślą Ślązoki. Wierza, myślą prawie.

    Józef Ryszka
    urodzony 14. lutego 1920 w Katowicach-Szopienicach,
    rozstrzelany przez Niemców 17 listopada 1943 w Warszawie
    rodowity Ślązak, który w 23. roku życia
    poległ w podziemnej walce Polaków o Ojczyznę
    należy do Panteonu Chwały Państwa  Polskiego


     
     
     
    Notatka przygotowana 
    w Ministerstwie Prac Kongresowych
    pt. „Polacy we wschodnich prowincjach
    Rzeszy Niemieckiej według oceny autorów
    >>Atlasu statystyczno – geograficznego<<
    opracowanego w czasie okupacji w Kraju 1943/44

    Polacy w Prusach Wschodnich

    Południowa część Prus Wschodnich jest zamieszkana przez ludność polską. Są to tzw. Mazurzy, czyli mówiący po mazursku, jak ich Niemcy określają. Po mazursku mówi ludność Mazowsza, czyli środka Polski. Jest to dialektyczna odmiana języka polskiego, polegająca na innym wymawianiu niektórych spółgłosek, tzw. mazurzeniu. Mazurzy z Prus Wschodnich pochodzą z Mazowsza i osiedlili się w średniowieczu w zalesionych i nie zamieszkanych okolicach Prus. Zachowali język mazurski, zwyczaje aż do ostatnich czasów. W końcu XIX w. wszystkie powiaty mazurskie, czyli cała regencja olsztyńska, była wyłącznie polska, w równym stopniu, co środek Polski. Powiaty nad Wisłą miały dużą domieszkę Polaków, zwłaszcza najwięcej powiat sztumski. Ten stan przetrwał z małymi zmianami do 1910 r. Spis ludności niemieckiej, na którym jest opracowana mapa Spetta, wykazał to najdobitniej.
    Na skutek krzywdzącego przyłączenia Mazurów do Rzeszy i wynaradawiającej polityki niemieckiej, procent. Mazurów w oficjalnych statystykach niemieckich bardzo zmalał po wojnie światowej. W r. 1925 podają Niemcy ogólną cyfrę Mazurów na 110000. Ta cyfra nie odzwierciedla stanu faktycznego. Ludność mazurska zna język polski i zdaje sobie sprawę ze swej odrębności, obawia się jednak do tego przyznać. Niemiecka propagandowa nauka stworzyła legendę, że Mazurzy są odrębnym narodem i wpaja to w miejscową ludność. Analogiczne rozbijanie narodu polskiego miało miejsce w tworzeniu narodowości Kaszubów, Ślązaków i Górali. Ludność Warmii, w powiatach południowych w olsztyńskim oraz nadwiślańskich w sztumskim posiada głębsze zrozumienie swej narodowości polskiej, gdyż od czasów rozbiorów' należała do Państwa Polskiego. Ogólną ilość Mazurów ocenić można w oparciu o spis z 1910 r. na 414000. Cyfrę tę otrzymano obliczając procent Mazurów z 1910 r. (z korektą Romera) [szacunek oparty na spisie szkolnym ż 1911 r. R. Romer, Polacy na kresach pomorskich i pojeziornych, Lwów 1919] 1 dla ludności z 1931 r.

    Polacy na Śląsku, Pograniczu i Pomorzu

    Aż po Odrę i Nysę Łużycką sięgają rdzenne ziemie polskie, na których ludność polska została zgermanizowana. Istniejąca tu ludność niemiecka jest tylko wtórnie niemiecka, a z rasy, krwi, nazwiska i tradycji - słowiańsko-polska. Pas zmagań narodowościowych polsko-niemieckich cofał się na wschód. Najdotkliwsze straty odnieśli Polacy od XVIII w., tzn. od powstania Królestwa Pruskiego i jego polityki wynaradawiającej. Był to program Fryderyka zapoczątkowany słynnym powiedzeniem, którego Hitler by się nie powstydził: dajcie mi te ziemie, a ja je uczynię niemieckimi. Następują zakazy używania języka polskiego w życiu publicznym, w szkole, nawet w domu między panem i służbą. Najdłużej zachowuje się język polski w kościele. Świadczą o tym daty zachowania się nabożeństw polskich w XIX w. podawane przez Partacha, Niemca. Po lewym brzegu Odry w okolicach Oławy, długo, gdyż prawie do połowy XIX w., były jeszcze okolice używające języka polskiego. To samo na prawym brzegu w okolicy Trzebnicy i Oleśnicy. Pod koniec XIX w. cofnęła się polskość o kilkadziesiąt km i zatrzymała odtąd prawie bez zmiany na linii Nysy Śląskiej-Kluczborka, jak to wykazuje mapa Spetta. Śląsk Opolski ostał się polskim nie tylko z krwi, ale języka i świadomości narodowej do ostatnich czasów. Niemcy podają cyfrę Polaków na Śląsku Opolskim na 542000 w roku 1925. Według obliczeń polskich, biorąc pod uwagę procent z 1910 r., z ludności 1939 r. otrzymamy z górą 900000 ludności polskiej.
    Nie mniej dotkliwe straty poniósł naród polski w XVIII i XIX w. na Pograniczu i Pomorzu. Pogranicze jest to dawna część W. Ks. Poznańskiego i Prus Zachodnich (Ziemia Złotowska), pozostawione przez traktat wersalski przy Niemcach (Grenzmark-Posen-Westpreussen). Polacy żyją tu w rozproszeniu, ograniczeni ostatnio specjalnym ustawodawstwem i prześladowani. Razem jest ich tu ca 40000, oczywiście nie według źródeł niemieckich.
    Na Pomorzu, z Ziemi Koszalińskiej wypierany jest język polski już w XVIII w., ale ludność zachowuje zwyczaje, stroje dawne, np. w okolicach Koszalina - we wsiach Jamunt, Labus. Na początku XIX w. całe powiaty Słupsk, Bytów, Lębork były jeszcze kaszubskimi. W połowie tego wieku uczony rosyjski Hilferding w podróży po tych okolicach znalazł liczne wsie kaszubsko-polskie. Pod koniec XIX w. Parczewski znalazł ich znacznie mniej.
    Cofanie się polskości na ziemiach nadodrzańskich i Pomorzu było rezultatem gwałtu, jaki Prusy zastosowały do miejscowej ludności. Obszary polskie etnicznie wchodziły w skład państwa pruskiego, które je wynaradawiało przemocą. Było to takim samym bezprawiem, jak włączenie obecnie rdzennej Wielkopolski i utworzenie niemieckiego Warthegau. Dokonało się ono tylko w powolniejszym tempie.
     


     
     
    Fragment broszury konspiracyjnej 
    Antoniego Wrzoska  pt. "Śląsk"
    1943, luty, Warszawa
    Źródło:
    Ziemie powracające. 
    Obraz geograficzno-gospodarczy, cz. 3: Śląsk, 
    TWZW, Warszawa 1943, s. 24 - 26

    III. Stosunki ludnościowe

    6. Rozwój stosunków narodowościowych

    Nie jest rzeczą dziwną, że tak zwana kraina przejściowa, jaką jest Śląsk, przechodziła skomplikowaną ewolucję ludnościową i narodowościową. Nie zatrzymując się nad wielu zmianami w składzie zaludnienia Śląska, jakie zachodziły w czasach prehistorycznych, ograniczymy się do stwierdzenia, że już w okresie wczesnohistorycznym żyli tutaj niewątpliwie bezpośredni przodkowie dzisiejszego ludu śląskiego, zaliczający się do plemion polskich, mianowicie plemię Ślężan.
    Równocześnie po drugiej stronie gór śląskich, od południowego zachodu, zamieszkiwały pokrewne plemiona czeskie. Niezaludnione góry sudeckie stanowiły przegrodę między plemionami polskimi i czeskimi, i ta wyraźna granica naturalna przyczyniła się do wykształcenia różnic plemiennych i do spotęgowania ich. Można się posunąć do twierdzenia, że gdyby nie istniały Sudety, nie byłoby dziś dwu odrębnych, choć bliskich sobie języków i narodów, lecz Polacy i Czesi stanowiliby jeden naród. Plemiona ich jednak były rozdzielone szerokim pustkowiem.
    W to pustkowie zaczął się wciskać powoli od XII wieku napływowy żywioł niemiecki, bardziej obeznany w swej ojczyźnie z warunkami życia w górach, bo posiadający ich nadmiar, znający wcześniej górnictwo i umiejący stworzyć sobie w niegościnnym górskim terenie znośne możliwości życiowe. W ten sposób na miejscu dawnego pustkowia powstał w Sudetach obcy klin narodowy, który jeszcze silniej, niż poprzednio same góry, oddzielił od siebie oba narody słowiańskie i pozbawił ich bezpośredniego kontaktu na długim odcinku granicznym. Dlatego, o ile na całym Śląsku nizinnym zachowały się polskie nazwy miejscowe, to jedynie w górach sudeckich przeważają niemieckie nazwy wsi, gór i potoków.
    Pozostałe części Śląska - poza Sudetami - miały nadal charakter narodowościowy polski, ale już od połowy XV wieku nie miał Śląsk łączności państwowej z Polską, lecz z państwami gdzie panował język niemiecki lub inny. Toteż polskość zaczęła z wolna ustępować. Ustępowała zaś dwiema drogami: naprzód przez napływ kolonistów niemieckich na tereny spustoszone wojnami, lub też dopiero nowo zasiedlone, oraz przez stopniowe niemczenie się miejscowej ludności, poddanej pod wpływy niemieckiego otoczenia. Takimi ośrodkami niemczyzny stawały się przede wszystkim miasta, zakładane od XIII wieku na prawie niemieckim i zasiedlanie częściowo napływowym niemieckim elementem.
    Jednakowoż jeszcze w XVIII wieku znaczne części Śląska Dolnego i Środkowego oraz cały Śląsk Górny były językowo polskie. Zwarty polski obszar językowy sięgał wówczas za zachód po Trzebnicę, Wrocław, Strzelin. Natomiast na północnym przedpolu Bramy Morawskiej oraz w księstwie opawskim, które odpadło od Polski już w r. 1038, rozpowszechnił się język czeski, tak że dziś część Śląska leżąca na pn.-zachód od linii. Karniów-Opawa-Hulczyn-Morawska Ostrawa ma charakter etniczny czeski.
    Po przyłączeniu Śląska do Prus (1742 r.) i zakończeniu wojny siedmioletniej (1763) rozpoczęła się ze strony Prus planowa akcja germanizacji Śląska. Narzędziami germanizacji były ustawy i rozporządzenia, upośledzające ludność i język polski oraz silna kolonizacja. W czasie od r. 1763 do 1805 przybyło na Śląsk ponad 100 000 osadników niemieckich. Żywioł polski ustępował z miast coraz bardziej, utrzymywał się nieźle na wsi. Śląsk Dolny i Środkowy ulegał coraz więcej germanizacji, natomiast Śląsk Górny, gdzie było mniej miast, zachowywał nadal charakter wybitnie polski, a równolegle z naciskami germanizacyjnymi rosło wśród ludności poczucie narodowe.
    Taki mniej więcej stan utrzymywał się do wybuchu wojny 1914 r. Ostatni niemiecki spis ludności przed tą wojną w roku 1910 podawał dla Górnego Śląska (rejencji opolskiej) 52,5 proc. Polaków, a ponadto 4 proc. tak zwanych "dwujęzycznych", których też trzeba zaliczyć do ludności polskiej. Granica językowa przebiegała mniej więcej wzdłuż linii łączącej miasta Prudnik i Namysłów. Po zakończeniu tej wojny i przegranej Niemiec, ludność Śląska Górnego miała się sama wypowiedzieć w plebiscycie co do przyszłej przynależności państwowej. Plebiscyt ten nie zdał próby życia. Przeprowadzone ostatecznie granice były wynikiem kompromisu, nie uwzględniały konsekwentnie ani zasad narodowościowych, ani potrzeb gospodarczych i komunikacyjnych.
    Po ustaleniu nowych granic ludność polska znalazła normalne możliwości rozwoju tylko na tej drobnej części Górnego Śląska (4216 km kw.), która została przyznana Polsce. Zaś rozwój gospodarczy doznał tak po jednej jak i drugiej stronie granicy poważnych zaburzeń, i całą gospodarkę trzeba było sztucznie przystosowywać do zmienionych, nienaturalnych warunków. Ludność polska w części Śląska pozostawionej przy Niemczech została wystawiona na wzmożony ucisk narodowościowy zaś po objęciu władzy przez hitleryzm straciła zupełnie możliwość egzystencji.
    Zajęcie Czech, wybuch drugiej wojny światowej i rozbicie Polski przez Trzecią, Rzeszę pociągnęło wreszcie za sobą dalsze likwidowanie polskości na całym Śląsku drogą dobrze nam znanych, bezwzględnych posunięć. Mimo to, jednak faktycznie utrzymuje się ona nie tylko u tych, którzy poprzednio byli Polakami, ale budzi się także u wielu Ślązaków zgermanizowanych, którzy poprzednio zapominali o swym polskim pochodzeniu.
     


     
    Aide-mémoire
    Rządu Rzeczypospolitej Polskiej
    przekazane Rządom Wielkiej Brytanii 
    i Stanów Zjednoczonych AP
    Listopad 1942

    WSTĘP

    Polska zainteresowana jest w całokształcie zagadnienia Niemiec i warunkach, jakie powstaną w Rzeszy w wyniku zwycięstwa Zjednoczonych Narodów. Poza tym Polska, jako jeden z najliczniejszych i najbardziej zagrożonych sąsiadów Niemiec, posiada swój bezpośredni kompleks zagadnień z Niemcami, których pomyślne dla Polski załatwienie może dopiero zabezpieczyć w trwały sposób jej niepodległy byt państwowy.
    Postulaty, wysunięte w niniejszym aide-memoire, nie są sformułowane wyłącznie pod kątem widzenia interesów Polski. Łączą się one jak najściślej z potrzebą stworzenia takich warunków politycznych, gospodarczych i komunikacyjnych, które by umożliwiły wprowadzenie w życie po zakończeniu wojny konstruktywnego planu federacji państw Europy Środkowej. Federacja ta oprze się tylko wówczas na trwałych podstawach, o ile bezpieczeństwo państw wchodzących w jej skład będzie całkowicie zapewnione i o ile federacja będzie mogła przy bliskim współdziałaniu ze światem anglosaskim swobodnie się rozwijać pod względem politycznym i gospodarczym, nie będąc uzależnioną od Niemiec przez niekorzystny układ stosunków. Doświadczenie bowiem wskazuje, że Niemcy - jak żadne inne państwo - potrafią wykorzystywać dla swych zamysłów zaborczych - za pomocą presji lub stwarzania utrudnień - wszelkie możliwości gospodarcze i komunikacyjne, nieraz nawet wbrew interesom ekonomicznym.
    W obecnej fazie wojny, która przyniesie głębokie przemiany w strukturze moralnej i materialnej narodów, nie jest możliwym dokładnie określić, jakie będzie powojenne oblicze Europy oraz układ sił poszczególnych państw. Dla ludzi przyzwyczajonych do myślenia kategoriami sprzed września 1939 r., niektóre postulaty wysunięte w stosunku do Niemiec mogłyby się wydawać trudne do urzeczywistnienia. Jednak po klęsce, która wstrząśnie od podstaw aparatem państwowym i całym organizmem gospodarczym, społecznym i demograficznym Rzeszy, wiele problemów znajdzie znacznie łatwiejsze rozwiązanie.
    W związku z przygotowawczymi pracami nad budową przyszłej Europy, wydaje się rządowi polskiemu pożądanym już obecnie w sposób poufny przedstawić rządowi Stanów Zjednoczonych - rządowi brytyjskiemu, z szerszą wizją na przyszłoŚć, zasięg bezpośrednich zainteresowań Polski w stosunku do Niemiec.
    Dla Polski Odra z Zalewem Szczecińskim i jej dopływami z kierunku granicy czeskiej stanowi naturalną linię bezpieczeństwa od strony Niemiec, podobnie jak Ren dla Belgii i Francji. Na wschód od linii tej położone są bazy wypadowe pruskie, skierowane przeciwko Polsce, a mianowicie: Prusy Wschodnie, klin śląski i Pomorze niemieckie.
    Ten stan rzeczy winien być z punktu widzenia ogólnego bezpieczeństwa w pełni uwzględniony przy stawarzaniu podstaw przyszłej federacji w Europie Środkowej, jak również, gdy w myśl postanowień Karty Atlantyckiej [Karta Atlantycka ogłoszona została przez prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla 12 VIII 1941 r.] o całkowitym rozbrojeniu Niemiec, zasady okupacji wojskowej Rzeszy, a zatem i zona okupacji polskiej będą przedmiotem obrad.

    * * *

    Traktat wersalski nie uwzględnił niezbędnych warunków bezpieczeństwa Polski. Połowiczne załatwienie na niekorzyść Polski spraw Gdańska i Górnego Śląska, pozostawienie Prus Wschodnich przy Rzeszy i niedostateczne zabezpieczenie od zachodu wybrzeża polskiego wytworzyły anormalną sytuację na jej zachodniej i północno-zachodniej granicy. Na decyzję tę mocarstw wpłynęło m.in. szereg przyczyn z dziedziny stosunków międzynarodowych, nie związanych bezpośrednio z istotnymi interesami państwa polskiego.
    Skutki tego stanu rzeczy zaciążyły na całokształcie stosunków polsko-niemieckich. Niemcy zyskały szereg ważkich atutów politycznych, gospodarczych i komunikacyjnych dla swej agresywnej działalności względem państwa polskiego i wykorzystały je w pełni, stosownie do polityki, którą prowadziły w danej chwili. Wysoce niedogodna sytuacja strategiczna Polski od strony. Niemiec tragicznie się odbiła na losach kampanii wrześniowej 1939 r.
    Wojna, którą Rzesza wywołała po raz drugi na przestrzeni dwudziestu kilku lat, narażając ludzkość na najcięższe cierpienia, wymagać będzie wspólnego wysiłku Zjednoczonych Narodów dla stworzenia tym razem trwałych podstaw pokoju w Europie. Całkowite rozbrojenie Niemiec uznane zostało za jeden z głównych celów wojny w Karcie Atlantyckiej (Artykuł VIII) oraz w licznych oświadczeniach kierowniczych mężów stanu Zjednoczonych Narodów. Z pojęciem rozbrojenia łączy się nie tylko, zniszczenie materialnych środków do prowadzenia wojny oraz zakaz utrzymywania sił zbrojnych przez Niemcy. Zasada całkowitego rozbrojenia winna obejmować również odebranie państwu niemieckiemu najważniejszych baz wypadowych, których posiadanie zapewnia Niemcom na wypadek agresji bezwzględną przewagę strategiczną w danej części Europy, tym bardziej, jeśli tereny te są ośrodkami wrogiej agitacji przeciwko sąsiednim państwom, tworząc stałą przeszkodę do rozbrojenia moralnego. Obszary te w posiadaniu sąsiadów Rzeszy, usposobionych pokojowo, stworzą dla nich korzystne warunki obrony, co przyczyni się do wzmocnienia podstaw zamierzonego na przyszłość międzynarodowego systemu bezpieczeństwa w Europie.

    MORZE BAŁTYCKIE
    A BEZPIECZEŃSTWO EUROPY

    Zasada wolności mórz potwierdzona ponownie w Karcie Atlantyckiej (pkt. VII) wymaga, by Bałtyk był morzem otwartym. Jest on jedyną drogą morską, łączącą Polskę oraz państwa, które będą z nią sfederowane, jak również inne państwa położone w tej części Europy, z Zachodem i światowymi szlakami morskimi.
    W ciągu drugiej połowy XIX wieku Morze Bałtyckie poczęło w szybkim tempie zamieniać się w wewnętrzne morze niemieckie. Początek do tego dał Bismarck przez najazd na Danię w r. 1864 i aneksję Szlezwiku-Holsztynu, po której dokonano przekopania Kanału Kilońskiego, idącego wewnątrz terytorium pruskiego. Od tej chwili Niemcy zdobyli pełną kontrolę wojs-kową Danii, a tym samym i cieśnin duńskich. Flota wojenna Rzeszy uzyskała możność przepływania z jednego morza na drugie w ciągu kilku-nastu godzin.
    Rezultaty tego stanu rzeczy dały się silnie odczuć w pierwszej wojnie światowej. We wrześniu 1939 r. niemiecka kontrola nad dostępem do Bałtyku uniemożliwiła pomoc morską W. Brytanii dla napadniętej przez Rzeszę Polski, a wiosną r. 1940 pozwoliła Niemcom na błyskawiczne opanowanie Danii i Norwegii. W r. 1941 flota niemiecka odegrała znaczną rolę w szybkim opanowaniu Łotwy i Estonii, przez co pozwoliła siłom zbrojnym Rzeszy na zagrożenie Leningradu. Ze swych baz morskich i lot-niczych w Norwegii Niemcy podjęli próby przecięcia północnej drogi mors-kiej, łączącej Rosją z Zachodem via porty w Murmańsku i Archangielsku. Te same bazy niemieckie w Norwegii stanowić mogą punkt wyjścia dla inwazji wybrzeży szkockich.
    Wszystko to wykazuje jasno, że niemieckie władztwo nad Bałtykiem groziłoby zawsze w wypadku wojny podziałem Europy na dwie izolowane od siebie części: zachodnią i wschodnią, między którymi komunikacja mogłaby być sparaliżowana w zupełności.
    By skutecznie zabezpieczyć wolność dróg, łączących Bałtyk z Morzem Północnym i wykluczyć kontrolę niemiecką, konieczne jest stworzenie  odpowiedniej obrony tych dróg. Cel ten da się jedynie osiągnąć przy wydatnym współdziałaniu W. Brytanii i przy poparciu Stanów Zjednoczonych.
    Uregulowanie tych zagadnień winno by wyglądać w zarysach następująco: 
    1) Kanał Kiloński zostałby umiędzynarodowiony, przy czym najlepszym rozstrzygnięciem byłoby, gdyby mandat administracji i ochrony Kanału spoczywał w rękach W. Brytanii, przy udziale w eksploatacji handlowej tej drogi wodnej wszystkich państw nadbrzeżnych Bałtyku wspólnie z W. Brytanią. Po obu stronach Kanału winny istnieć dostatecznie szerokie strefy ochronne, wyłączone spod suwerenności Niemiec.
    2) Cieśnina Sund musiałaby być pogłębiona tak, żeby największe okręty wojenne mogły przez nią przepływać.
    3) Na wyspach Morza Północnego, położonych w pobliżu wybrzeża niemieckiego, zwłaszcza przy ujściu Łaby (Elbe) winny powstać ufor-tyfikowane brytyjskie, względnie brytyjskie i amerykańskie bazy mors-kie i lotnicze, a na wyspach zachodniej części Morza Bałtyckiego bazy brytyjskie i polskie. (Dla Polski są szczególnie ważne Rugia, Fehmarn i Bornholm). Północno-wschodnia część Morza Bałtyckiego pozostała-by z natury rzeczy głównie pod kontrolą tamtejszych przybrzeżnych państw.

    PRUSY WSCHODNIE I GDAŃSK

    Najdalej na wschód wysuniętą bazą wypadową niemiecką są Prusy Wschodnie. Tworzą one sztucznie wyhodowaną enklawę w obcym terytorium etnicznym.
    Dla umysłowości niemieckiej stanowią one zachętę do nowych zaborów. Wszelkie koncepcje podziału Polski od czasów Fryderyka Wielkiego aż po dziś dzień łączą się z zagadnieniem Prus Wschodnich i Gdańska.
    Stałe dążenie Niemiec do terytorialnego połączenia Prus Wschodnich z klinem śląskim po przekątnej (oś Królewiec-Opole) przejawiło się w naszej dobie przez inkorporowanie do Rzeszy po wrześniu 1939 r. ziem zachodnich i dużej części ziem centralnej Polski, dając tym samym wąskiej enklawie pruskiej zaplecze. Tendencja rozszerzania Prus Wschodnich wyraziła się w przyłączeniu do prowincji w ostatnim czasie dodatkowo okręgu białostockiego.

    * * *
    Z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie z Gdańskiem stały się klasyczną place d'armes, punkt wyjścia dla operacji flankowych mających na celu:
    1) odcięcie Polski od Morza Bałtyckiego i przerwanie w ten. sposób jej  morskiej komunikacji z Zachodem,
    2) zagrożenie stolicy kraju Warszawy, odległej od granicy Prus Wschodnich w prostej linii zaledwie o 75 mil,
    3) oskrzydlenie armii polskich w Polsce zachodniej i środkowej, przez uderzenie w kierunku południowo-wschodnim i wschodnim ku Brześciowi n/B. i Wilnu, i przedostanie się w ten sposób do wschodniej części Polski.
    Prusy Wschodnie służyły już Rzeszy Hohenzollernów do przygotowania głównego natarcia na Rosję w 1914 r. Stąd też operował niemiecki korpus bałtycki przeciw Rosji Sowieckiej po r. 1918. Kiedy w wyniku postanowień traktatu wersalskiego armia niemiecka została rozwiązana, liczne tajne oddziały niemieckie (Freikorps, Schwarze Reichswehr) zostały w tej prowincji rozkwaterowane po wielkich majątkach ziemskich, gdzie jako bataliony pracy ukrywały się przed komisjami alianckimi. Na kilka lat przed dojściem Hitlera do władzy rozbudowano jeszcze bardziej w Prusach Wschod-nich fortyfikacje od dawna tam istniejące (ośrodkiem ich był tzw. trójkąt lidzbarski - Heilsberg).
    Z chwilą zerwania przez Hitlera postanowień militarnych traktatu wersalskiego, w Prusach Wschodnich utworzony został najsilniejszy korpus w Niemczech (I Armee Korps), którego dowódcą był późniejszy feldmarszałek. von Brauchitsch. Korpus ten utrzymywany był stale na stopie wojennej. Prowa-dzono nadal wytężone prace fortyfikacyjne i przygotowawcze do wojny.
    We wrześniu 1939 r. z prowincji tej wyszło niemieckie uderzenie na skrzydło i tyły sił polskich, walczących frontem na zachód. Uderzenie to, wraz z działaniem niemieckim ze Słowacji, spełniło rolę kleszczy, które objęły od razu całą głębokość terenu Polski, co w rezultacie zapewniło Niemcom uzyskanie szybkiego rozstrzygnięcia.
    Operująca z Prus Wschodnich niemiecka armia powietrzna Nr 1 miała nad wyraz ułatwione zadanie. Posiadanie tak bliskich baz pozwalało wykonać każdemu samolotowi po kilka wypraw w jednym dniu.
    Zatem z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie i Gdańsk, które w ręku niemieckim są stałą groźbą dla niepodległości Polski i podboju Europy, winny być przyłączone do Polski.

    * * *

    Potrzeby gospodarcze i komunikacyjne Polski, jak również całego zespołu krajów sąsiedzkich, tak samo za tym przemawiają.
    Polska, która w chwili wybuchu wojny miała przeszło 150 tys. mil kwad-ratowych obszaru z ludnością przekraczającą 35 milionów - należała więc do największych państw w Europie - posiadała zaledwie około 90 mil wybrzeża morskiego. Dla porównania zaznaczyć należy, że długość wybrzeża morskiego Niemiec wynosiła prawie 1100 mil. W tych warunkach polskie wybrzeże morskie zarówno pod względem militarnym, jak komunikacyjnym i gospodarczym, nie odpowiadało zgoła potrzebom państwa polskiego. Obrót obu portów: Gdyni i Gdańska rósł w niesłychanie szybkim tempie. Przeładunek w Gdyni, który wynosił w r. 1928 - 1958000, doszedł w r. 1938 do 9174000 ton. Przeładunek Gdańska, rozbudowanego i zmodernizowanego przy wydatnym udziale Polski, podniósł się z 2112000 ton w roku 1913 do 7127000 w r. 1938. Już w r. 1936 ponad 75% całego handlu zagranicznego Polski szło przez oba porty.
    Po wojnie przez porty polskie będzie szła znaczna część obrotu towaro-wego nie tylko Polski, ale i całej projektowanej federacji środkowoeuropejs-kiej. Gdynia i Gdańsk na to nie wystarczą. Jeśli kraje położone w obszarze między Niemcami a Rosją mają utrzymywać swoją istotną niepodległość ekonomiczną, muszą one mieć zabezpieczony, znacznie szerszy niż dotychczas, a zupełnie niezależny od kontroli niemieckiej - dostęp do Morza Bałtyckiego.
    Wskutek odcięcia od swego naturalnego zaplecza polskiego, Prusy Wscho-dnie stanowią obszar pod względem gospodarczym bierny, deficytowy i nie mający żadnych widoków rozwoju. Wysiłki rządowe w postaci znacznych subsydiów i prób uprzemysłowienia kraju, zwłaszcza w okresie sztucznej koniunktury wytwarzanej po r. 1933, nie zmieniły tego stanu rzeczy. Pociąg-nięcia rządu hitlerowskiego, do których zaliczyć należy szumnie reklamowane doroczne targi królewieckie, które poza propagandą nie przynosiły żadnych gospodarczych korzyści z punktu widzenia handlu zagranicznego, były w zna-cznej mierze obliczone na podtrzymanie ducha tej prowincji do czasu zrealizowania zaborczych planów III Rzeszy.
    Zła sytuacja tej dzielnicy była przyczyną stałego odpływu ludności do środkowych i zachodnich Niemiec. Mimo wszystkich zarządzeń zapobiegaw-czych, odpłynęło z Prus Wschodnich od r. 1840 do r. 1939 przeszło 1100000 ludzi. W osiemnastu powiatach na trzydzieści jeden odpływ ludności był tak znaczny, że nastąpił nawet spadek absolutnej liczby mieszkańców.
    Gospodarka Prus Wschodnich zostanie oparta na zdrowych podstawach przez zespolenie tej prowincji z Polską, która będzie w możności wykorzystać jej położenie nadmorskie. Prusy Wschodnie zyskają również przez napływ ludności rolniczej z przeludnionych części Polski.

    * * *

    Historycznie biorąc, Prusy Wschodnie były jak gdyby kolonią, eksploatowaną przez niemiecki Zakon Krzyżacki, który sprowadzony w XIII w. przez księcia Konrada Mazowieckiego dla krzewienia chrześcijaństwa, rozwinął całą swoją zaborczość, tępiąc bezwzględnie ludność miejscową oraz zagrażając Polsce i Litwie. Na podłożu tradycji Zakonu, książęta brandenburscy z domu Hohenzollernów walczyli w następstwie intrygą i podstępem o pozbawienie Polski jej praw do tego kraju. Po rozbiorach Polski prowincja ta stała się ośrodkiem "ducha pruskiego".
    Zarówno niemiecki Zakon Krzyżowy, jak i książęta niemieccy, a później królowie pruscy, systematycznie przeprowadzali germanizację ludności. Udało im się tego dokonać w szerszych rozmiarach na obszarach zamieszkanych przez litewskie plemię Prusów, natomiast w południowej części prowincji ludność polska, stanowiąca większość mieszkańców, zachowała swą mowę i obyczaje ojczyste po dzień dzisiejszy.
    Wpływ kultury polskiej był bardzo znaczny w całych Prusach Wsch., istniały tu liczne szkoły polskie, wychodziły polskie książki i czasopisma. Od XIX w. począwszy nastąpiło coraz bezwzględniejsze tępienie życia gospodarczego i kulturalnego Polaków. Zamknięto wszystkie szkoły polskie, za-broniono nauki języka, systematycznie niszczono polskie warsztaty kierownicze i centra intelektualne. Mimo to urzędowy spis ludności dokonany przez władze pruskie w r. 1910 wykazał, że całe południe tej prowincji zamieszkane jest w większości przez ludność polską. Włączenie jej do Polski wykaże dopiero nie-niemieckie oblicze znacznej jej części.
    Dodać należy, że w północno-wschodniej części Prus Wschodnich znajdują się do tej pory skupienia ludności litewskiej.
    Oblicza etnicznego Prus Wschodnich ujawnić nie może oczywiście po tylu latach ucisku żaden plebiscyt. Plebiscyt odbyty w południowej części tej prowincji w r. 1920 nie mógł oddać rzeczywistej woli ludności. Odbył się on poza tym w chwili, gdy wojska sowieckie zbliżyły się do Warszawy [plebiscyt na Warmii i Mazurach odbył się II VII 1920 r.]. Nadto średnia i niższa administracja niemiecka, a więc ta, która ma kontakt z ludnością, pozostała w rękach niemieckich; ludność terytorium plebis-cytowego terroryzowana była przez bojówki tajnych organizacji, jak Schwarze Reichswehr, z drugiej zaś strony działał bezwzględny nacisk gospodarczy junkrów i pracodawców niemieckich.
    Po głębokich wstrząsach i przesunięciach ludności, jakie spowodował hitlerowski nowy ład, po deportacjach i masakrach, nie będzie żadnej moralnej ani politycznej podstawy dla przeprowadzenia plebiscytu w tej części Europy.

    * * *

    Łącznie z Prusami Wschodnimi wcielony winien być również do Polski -- Gdańsk. Jako wolne miasto nie spełnił on swojej roli, stając się tylko odskocznią dla mącenia stosunków polsko-niemieckich i podważania przez Niemców instytucji międzynarodowych. Na terenie wolnego miasta rozwijała się działalność piątej kolumny i szpiegostwa niemieckiego. Dzisiejsi gauleiterzy Polski okupowanej, Greiser i Forster, zaprawiali się w Gdańsku do przyszłych swych zadań.
    Militaryzacja Gdańska, dokonywana wbrew postanowieniom układów międzynarodowych, przeprowadzona była z bazy wschodniopruskiej.
    Wolne Miasto Gdańsk mimo olbrzymich korzyści, jakie wypływały dla niego z polskiego handlu zagranicznego, dzięki czemu mogło powrócić do dawnego rozkwitu - sabotowało pod dyktandem Berlina porozumienia gospodarcze z Polską, gwałcąc jej prawa ustalone w traktacie pokoju oraz w szeregu konwencji. Polscy przemysłowcy, kupcy i rzemieślnicy nie byli dopuszczani do osiedlenia.
    Miejscowa ludność polska narażona była na ustawiczne szykany. Uniemożliwiano Polakom wykonywanie ich zawodów, pozbawiano ich pracy, nie dopuszczano do zakładania nowych placówek gospodarczych. Życie kulturalne Polski było systematycznie gnębione.
     W rezultacie Gdańsk hamował raczej, niż ułatwiał dostęp Polski do morza i korkował ujście jej głównej arterii wodnej - Wisły.
    Kwestia Gdańska miała w stosunkach międzynarodowych znaczenie tylko w związku z zagadnieniem Prus Wschodnich. W wyniku wcielenia tej prowincji do Polski zniknie automatycznie ten problem.
     
     

    ŚLĄSK OPOLSKI

    Poza Zagłębiem Ruhry Śląsk jest drugim głównym ośrodkiem niemieckiego przemysłu wojennego. Rola przemysłu śląskiego – „jednej z największych kuźni broni wielkoniemieckiej Rzeszy" - jak powiedział gauleiter Bracht 20 kwietnia 1941 roku, posiada tym większe znaczenie w obecnym konflikcie, iż przemysł ten przez swoje odległe położenie jak dotąd znajdował się poza strefą operacyjną RAF [Royal Air Force - -Królewskie Siły Powietrzne].
    Tej sytuacji nie przewidziano w Wersalu, odstępując od pierwotnego projektu konferencji pokojowej przyznania Polsce całego śląskiego basenu przemysłowego.
    Warto przypomnieć, że w ciągu niespełna 80 lat (1864 -1942) Niemcy dokonały (licząc podbój Austrii i Czechosłowacji) siedem niewątpliwych agresji militarnych, wywołując przy tym dwie wojny światowe.
    Po tych doświadczeniach nie może pozostać przy Niemczech w przyszłych rozwiązaniach terytorialnych Śląsk Opolski z jego ważną częścią przemysłową.
    Pomijając nawet wszelkie inne względy dobro ogólne wymaga, by obszar ten włączony został do państwa polskiego.

    ***

    Śląsk niemiecki (okręg opolski Górnego Śląska - Oppeln, oraz Śląsk Dolny) jest niezwykle ważną bazą wypadową dla działań militarnych o charakterze ofensywnym. Stanowi on rodzaj klina wrzynającego się na znacznej przestrzeni między Polskę a Czechosłowację. Klin ten, idący od północnego zachodu ku południowemu wschodowi, ma 185 mil długości, przeciętnie około 75 mil szerokości.
    Wojny o ugruntowanie potęgi Prus kosztem Austrii, a pośrednio Polski, prowadzone przez Fryderyka Wielkiego, rozgrywały się na tych ziemiach. W kampanii pruskiej przeciwko Austrii w r. 1866, zakończonej Sadową, główne uderzenie wyszło od klina śląskiego na równinę czeską. Klin ten stanowi niebezpieczeństwo dla polskiego zagłębia węglowego i przemysło-wego, paraliżując możność skutecznej kooperacji wojskowej polsko-czecho-słowackiej.
    Między południowo-wschodnim jego krańcem a granicą Austrii odległość jest stosunkowo nieznaczna. Jest to tak zwana Brama Morawska - pas pagórkowatych nizin oddzielających Sudety czeskie od zachodnich krańców Karpat. Nie przesądzając, jaki będzie przyszły los Austrii i czy niebezpieczeńs-two z jej strony zostanie w sposób trwały usunięte, należy mieć zawsze na uwadze, że atak niemiecki od strony Śląska i granicy austriackiej grozić może szybkim odcięciem Czech od Słowacji i Polski.
    Z klina śląskiego prowadzili Niemcy swe operacje militarne, zajmując wiosną 1939 r. Czechy. Na jesieni tego roku wyruszyło stamtąd główne natarcie ku centrum Polski, prowadzone przez armie generałów von Reichenau i Blaskowitz. Na skutek tego uderzenia, polski okręg przemysłowy położony na samej granicy już od pierwszego dnia wojny był zagrożony przez niemieckie siły zbrojne.
    Z militarnego punktu widzenia tylko znaczne skrócenie i zwężenie klina śląskiego zapewnić może należyte terytorialne zwarcie Polski i Czechosłowacji oraz ich wzajemne bezpieczeństwo na wypadek wojny.
    * * *
    Pod względem etnicznym klin śląski był od szeregu stuleci ziemią w większości swego obszaru polską.
    Pomimo akcji germanizacyjnej język polski utrzymał się w wielu okolicach części środkowej Śląska, a południowy jego wschód, Opolszczyzna, posiada po dziś dzień ludność w znacznej większości polską.
    W drugiej połowie XIX wieku, mimo ucisku władz pruskich i gospodarczej zależności ludności robotniczej od "pruskich baronów węglowych", zaczęło się tu odrodzenie ducha narodowego i kultury polskiej. Wyraziło się to między innymi w wysyłaniu posłów narodowości polskiej z Górnego Śląska do Parlamentu Rzeszy i do Sejmu pruskiego.
    Toteż słuszne były postulaty zawarte w pierwszej wersji traktatu wersalskiego, przedłożonej delegacji niemieckiej w maju r. 1919, żądające przydzielenia Polsce całego niemal Śląska Górnego, łącznie ze Śląskiem Opolskim. Decyzja ta państw alianckich uległa później zmianie i na Górnym Śląsku zarządzono plebiscyt.
    Plebiscyt odbyty 20 marca 1921 r. nie odzwierciedlił w należytej mierze etnicznego oblicza Górnego Śląska, ponieważ nie istniały warunki swobod-nego wypowiedzenia się ludności. Wywierała na nią nacisk pozostała na miejscu średnia i niższa administracja niemiecka, jak również duża część kleru katolickiego przynależna do partii centrowej. Robotnik polski był skrępowany zależnością od pracodawców niemieckich. Bojówki niemieckie wywierały terror. Wynik plebiscytu sfałszowany został ostatecznie przez fakt udziału w głosowaniu blisko 200000 przybyłych z Rzeszy osób, związanych z tą prowincją tylko faktem urodzenia. Byli to przeważnie potomkowie pruskich urzędników, nauczycieli i funkcjonariuszy różnych, którzy przejściowo tylko pełnili służbę na Górnym Śląsku i często już na wiele lat przed wojną przenieśli się w inne okolice Rzeszy.
     Wreszcie brak jednolitości poglądów między mocarstwami zachodnimi również i w sprawie śląskiej miał skutki korzystne dla Niemców.
    Należy zaznaczyć, że części Śląska przyłączone do Polski zlały się z Rzecząpospolitą niezwykle szybko, pozbywając się samorzutnie naleciałości narzuconych przez długi okres prześladowań i germanizacji.

     * * *

     Śląsk Opolski gospodarczo ciąży na wschód. W tej części rolniczej stanowi on strukturalną jedność z sąsiednimi obszarami wiejskimi państwa polskiego.
    Część zaś przemysłowa, kopalnie i huty żelaza, stanowią niezaprzeczalną całość z polskim zagłębiem przemysłowym, którego ośrodkami są Katowice, Sosnowiec i Kraków.
    Z 43,3 miliona ton węgla, produkowanych rocznie przed rokiem 1914 na terenie ówczesnego śląskiego okręgu przemysłowego, tylko 12,5 miliona ton szło w głąb Rzeszy, a przeszło 25 milionów ton znajdowało zbyt na obszarach, które po r. 1918 weszły w obręb państwa polskiego. Zapotrzebowanie drzewa dla górnictwa pokrywały wówczas (rok 1913) w 80 mniej więcej procentach te same ziemie polskie.
    Niemieckie czynniki gospodarcze zawsze zdawały sobie dobrze sprawę z tej łączności Śląska z polskim obszarem gospodarczym, czego dowodem między innymi stwierdzenie tej prawdy w "Handbuch des Oberschlesischen lndustriebezirkes", wydanym w r. 1913, a przede wszystkim szereg kolejnych memoriałów, przedłożonych w toku pierwszej wojny światowej cywilnym i wojskowym władzom naczelnym Rzeszy przez niemieckie koła gospodarcze. W memoriałach tych domagano się takiego rozwiązania sprawy polskiej, aby z Górnym Śląskiem zostały koniecznie związane gospodarcze terytoria polskie, które mogłyby mu dostarczać dobrych i ze względu na cenę frachtów bardzo tanich rud i materiału drzewnego, i stanowić naturalne, wprost niezastąpione pola zbytu. Produkcja bowiem surówki żelaza, jak i stali, a również i innych wyrobów hutniczych Górnego Śląska, stała w tyle za rozwojem ogólnoeuropejskim, a szczególnie za rozwojem Rzeszy Niemieckiej. Produkcja surówki, która wynosiła 381318 ton w 1913 r., nie osiągnęła poziomu przedwojennego nawet w rekordowym r. 1928, kiedy wyprodukowano na Śląsku niemieckim 247755 ton. W następnych latach produkcja spadła jeszcze bardziej, ponieważ Śląsk niemiecki nie może rywalizować z lepiej położonym przemysłem Zagłębia Ruhry. W r. 1932 wygasły wielkie piece. W latach poprzedzających bezpośrednio obecną wojnę powiększyła się znacznie produkcja węgla i żelaza niemieckiego Śląska, ale było to głównie na skutek dozbrajania Niemiec.-
    W początku r. 1941 Niemcy podzielili Śląsk na dwie prowincje: Gau Niederschlesien z Wrocławiem jako stolicą i Gau Oberschlesien z Katowicami. Prowincja Oberschlesien obejmuje byłą rejencję opolską, województwo śląskie, okręg Dąbrowy Górniczej oraz granicznej strefy województwa krakowskiego, a mianowicie Jaworzno, Chrzanów, Białą i Żywiec.
    Z wywodów samego gauleitera śląskiego Brachta, wygłoszonych na temat "planu czteroletniego" w dniu 20 kwietnia 1941 r., wynika, że przemysł górnośląski wyraźnie ciąży nad bilansem gospodarczym Rzeszy. Zdaniem Brachta "podtrzymanie i rozwój tego przemysłu jest jednak konieczne ze względu na niemiecką rację stanu", to znaczy z przyczyn związanych z ekspansją zaborczą.
    Pozostanie Śląska Opolskiego przy Niemczech byłoby tedy w sprzeczności z tendencjami, które niewątpliwie będą dominowały po wojnie, to jest, aby produkcje oprzeć o najnaturalniejsze warunki i elementy gospodarcze, które istnieją dla tego obszaru tylko w połączeniu z Polską.

    * * *

    Pozostaje zagadnienie biegu zachodniej granicy państwa polskiego. W związku z tym należy uwzględnić następujące okoliczności.
    Dotychczasowa. granica polsko-niemiecka z okresu przed zajęciem Czechosłowacji miała 1263 mile długości. Porównawczo warto wspomnieć, że długość granicy francusko-niemieckiej wynosiła 215 mil, z czego połowa przypada na naturalną zaporę, jaką stanowią wody Renu. 
    Polskie porty morskie, największe ośrodki handlu zamorskiego na Bałtyku, których znaczenie poważnie wzrośnie w przyszłości, przylegają do Pomorza pruskiego, które zagraża wybrzeżu polskiemu, wrzynają się klinem od zachodu. Uniemożliwienie Niemcom wyzyskania Pomorza pruskiego, jako terenu koncentracji i jako bazy wyjściowej do uderzenia na dolną Wisłę i porty polskie od zachodu, staje się zatem koniecznością. Dla Polski Pomorze pruskie z Zalewem Szczecińskim posiada niezmiernie ważne znaczenie strategiczne, stanowiąc obszar obronny od strony Niemiec. Z tych też względów dolny bieg Odry we wstępnych uwagach aide-memoire określono jako natural-ną linię bezpieczeństwa Polski i federacji środkowoeuropejskiej.
    Nie wyczerpując więc w niniejszym aide-memoire całokształtu zagadnienia zachodniej granicy Polski, ograniczamy się do stwierdzenia, że granica ta winna być wyprostowana i skrócona przez dokonanie niezbędnych przesunięć na zachód, uwzględniających bezpieczeństwo państwa polskiego.

    ZAGADNIENIE LUDNOŚCI NIEMIECKIEJ

    Szereg czynników wpłynie korzystnie na rozwiązanie problemu ludności niemieckiej na terytoriach, które zostaną przyłączone do państwa polskiego.
    Na wschodnich obszarach Rzeszy odbywa się, począwszy od ostatnich dziesiątków lat ubiegłego stulecia, odpływ ludności niemieckiej, szczególnie wiejskiej. Ten pęd demograficzny ze wschodu na zachód nie został powstrzymany, mimo szeregu drastycznych środków przedsięwziętych zwłaszcza w ostatnich latach przez rząd niemiecki, jak: subsydia, wprowadzenie zagrody dziedzicznej, próby uprzemysłowienia Prus Wschodnich, presja organów administracyjnych i partyjnych.
    Odpływ ludności daje się zauważyć w dalszym ciągu zwłaszcza w Prusach Wschodnich, na Śląsku oraz w regencji koszalińskiej. Potwierdzają to m.in. wiadomości przenikające do prasy niemieckiej na temat wyniku spisu ludności z 1939 r.
    Ze zjawiskiem tym wiąże się ściśle brak robotników rolnych na wschodzie Rzeszy. Przed wojną 1914 r. rolnictwo niemieckie dla utrzymania średnich warsztatów na odpowiednim poziomie zmuszone było sprowadzać do 400 tysięcy robotników sezonowych z części Polski, znajdujących się wówczas pod zaborem rosyjskim, wzgl. austriackim. W okresie powersalskim aż do wybuchu wojny, rządy niemieckie stale zabiegały o robotników sezonowych z Polski dla wschodnich obszarów Rzeszy, i to nawet w epoce kryzysu gospodarczego, gdy bezrobocie przyjmowało w przemyśle niemieckiem szerokie rozmiary. Zatrudniano ich nie tylko w wielkich, lecz nawet i w drobnych gospodarstwach rolnych. Zależność rolnictwa niemieckiego w prowincjach wschodnich od rąk roboczych z Polski wystąpiła jeszcze jaskrawiej na tle wojennych trudności gospodarczych niemieckich, gdy Rzesza przystąpiła do przymusowego przenoszenia z Polski setek tysięcy robotników. Liczne ich rzesze rozmieszczone są dziś gęsto w prowincjach wschodnich, tworząc na warsztatach rolnych polskie ośrodki.
    Rdzenna ludność obszarów wschodnich Rzeszy jest pochodzenia słowiańskiego i została na skutek podbojów niemieckich poddana systematycznej germanizacji.
    Prusy wprowadziły do swych praktyk administracyjnych cały skom-plikowany system, zmierzający do wynaradawiania miejscowej ludności pol-skiej. Mimo to ludność autochtoniczna, zwłaszcza w okręgach wiejskich, nie zatraciła swych cech narodowych i można się liczyć z tym, że spora jej część, która poczęła używać języka niemieckiego od niedawna, powróci samorzutnie do narodowości polskiej. Procesowi temu sprzyjać będzie niewątpliwie wstrząs psychiczny, jakim zwłaszcza dla całych wschodnich obszarów Rzeszy będzie jej załamanie się militarne wraz z wszystkimi tego następstwami.
    Co się tyczy ludności rzeczywiście niemieckiej, bardzo duża jej część oddali się z odnośnych terytoriów z własnej woli, zwłaszcza w pierwszym okresie po ustaniu działań wojennych. Przypomnieć tu należy, że z zachodnich prowincji polskich, które po pierwszej wojnie światowej zwrócone zostały Polsce, odpłynęła w głąb Rzeszy - bez żadnego nacisku z polskiej strony - fala kilkuset tysięcy Niemców, stanowiąca większość tamtejszej niemieckiej ludności.
    W związku z zagadnieniem populacyjnym ważne jest ustalenie poglądu na sprawy wysiedlania ludności niemieckiej, jako środka mającego na celu zabezpieczenie państwa od działalności dywersyjnej i wyeliminowanie ze stosunków międzynarodowych stałych możliwości tarć na skutek akcji mniej-szości niemieckiej.
    Koncepcje wysiedlania przymusowego ludności zrodziły się w Niemczech przed przyjściem do władzy Hitlera. Znanym jest plan sztabu generalnego niemieckiego z ubiegłej wojny, aprobowany na piśmie przez marszałka Hindenburga, o wysiedleniu ludności polskiej z szerokiego pasa położonego między b. dzielnicą pruską a Królestwem Kongresowym. Projekt ten miał na celu stworzenie zapory niemieckiej, oddzielającej ziemie pod władaniem Prus od reszty Polski. Klęska Niemiec unicestwiła te zamierzenia. Metody wysiedlania, stosowane obecnie przez rząd hitlerowski na ziemiach polskich, są zbyt dobrze znane, by wymagały tutaj dłuższego omówienia. Przymusowe wysied-lania nie ograniczają się wyłącznie do Polaków i są stosowane również w szerokich bardzo rozmiarach do innych narodowości. Zostały one przez ogół społeczeństwa niemieckiego przyjęte bez najmniejszego sprzeciwu, jako metoda polityczna, zmierzająca celowo do realizacji nowego ładu w Europie. Społeczeństwo niemieckie, bez różnicy zapatrywań, wydatnie współdziała z rządem przy przejmowaniu mienia prywatnego, pozostałego po wysied-lonych.
    Praktyki wysiedleńcze niemieckie nie ograniczają się atoli wyłącznie do obcych narodowości. Zostały one również wprowadzone w życie w stosunku do własnych obywateli. Porozumienie niemiecko-włoskie co do granicy na Brennerze z r. 1938 przewidywało przymusowe przesiedlenie do Rzeszy Niemców, zamieszkałych w zwartej masie w południowym Tyrolu włoskim. Jeszcze w okresie pokoju przystąpiono do wykonania tego porozumienia.
    Układy niemiecko-sowieckie, zawarte po pakcie nieagresji niemiecko-sowieckim z dnia 23 sierpnia 1939 r., obejmowały ewakuację Niemców z państw bałtyckich, z Besarabii, z Bukowiny i ze wschodnich części Polski.
    Fakty te doprowadzają do stwierdzenia, że metoda wysiedlania została usankcjonowana w stosunku do samych Niemców. Nie byłoby zatem ani słuszne, ani celowe, mieć jakiekolwiek wątpliwości co do przenoszenia ludności niemieckiej w wypadkach, gdy wyższe względy związane ze stabilizacją pokojowych warunków w Europie tego wymagają.
    Niezależnie od dobrowolnego odpływu Niemców z ziem, które zostaną przejęte przez Polskę, konieczne będzie przeprowadzenie transferu ludności niemieckiej do Niemiec. Transfer ten w pewnym zakresie będzie mógł mieć charakter wymiany ludności, równocześnie bowiem winna powrócić do Polski ludność polska, głównie robotnicza, zamieszkała już przed wojną w Niem-czech zachodnich i środkowych.

    Londyn, listopad 1942 r. 


    Dwieście lat prusactwa na Śląsku


     
    Najbardziej znany na świecie medyczny opis
    skutków panowania Niemców na  Śląsku
    autorstwa Rudolfa Virchowa

    miesięcznik "Świat Konsumenta" 

    Nr 3  (64) marzec 2007
    (Strona Hałata)

    MĘDRCY I MĄDRALE

    W 25. roku życia Rudolf Virchow pochodzący z niezamożnej rolniczej rodziny ze Świdwina miał już za sobą szkołę średnią w Koszalinie i studia medyczne w berlińskiej akademii wojskowej, które ukończył dzięki stypendium. Miał też za sobą odkrycie fibrynogenu, białaczki, uwarunkowań zakrzepicy, zatorów płuc, a także odrzucenie przetrwałego od czasów Galena (II w. n. e.) dogmatu o humoralnej teorii chorób, gdzie „dyskrazja” czyli zaburzenie równowagi wymyślonych przez Hipokratesa (V w. p. n. e.) humorów - soków ustrojowych (krew, flegma, żółć żółta i do dzisiaj nieodkryta „żółć czarna”) miało decydować o psychicznym i fizycznym zdrowiu człowieka. Virchowowi medycyna zawdzięcza ustalenie prawdziwej natury wydzieliny ropnej, komórek martwiczych, mięsaków, zawałów czerwonych, amyloidu, włośnicy, bąblowicy, mięśniaków macicy, Odkrył i nazwał glej, tkankę podporową komórek nerwowych i wywodzące się z niej guzy – glejaki. Stworzył takie podstawowe pojęcia jak przerost i niedokrwienie, nadał nazwy wielu często występującym guzom nowotworowym, jako pierwszy opisał układowe choroby grzybicze oraz dwa aminokwasy – leucynę i tyrozynę. Większość tych osiągnięć była możliwa dzięki mądremu korzystaniu z coraz to bardziej ulepszanego narzędzia badawczego - mikroskopu.  Obowiązkiem studentów Virchowa było „myśleć mikroskopowo”. Jako twórca patologii komórkowej propagował twierdzenie, które wcześniej ukuł François Vincent Raspail: OMNIS CELLULA E CELLULA - wszelka żywa komórka pochodzi z poprzedzającej ją komórki. I to był podstawowy błąd wielkiego badacza. Nie uznawał drobnoustrojów za przyczynę chorób. Nawet pomimo odkrycia przez podległego mu Ottona Obermeiera widocznych pod mikroskopem poruszających się krętków w krwi chorych na dur powrotny. Niepodważalny autorytet Virchowa na dziesiątki lat sparaliżował wysiłki pionierów mikrobiologii (Ludwik Pasteur, Robert Koch) dowodzących, że choroby zaraźliwe są skutkiem działania zarazków, a krytyka postulowanego przez Ignacego Semmelweisa znaczenia mycia rąk dla zapobiegania zakażeniom szpitalnym, kosztowała życie niejednego pacjenta. 

    Cztery lata po ukończeniu medycyny, od 22. lutego do 8. marca 1848r. dr Virchow wizytował Racibórz, Rybnik, Radlin, Wodzisław Śląski, Żory, Pszczynę i Gliwice. Na Górny Śląsk przybył jako konsultant rządu do spraw szerzącej się tam epidemii duru. Obszerną relację przedstawił w postaci raportu p. t.  Mittheilungen über die in Oberschlesien herrschende Typhus-Epidemie opublikowanego w Archiv für pathologische Anatomie und Physiologie und für klinische Medizin 2 (1849), 143-322. Odnosząc się do społecznych uwarunkowań epidemii Rudolf Virchow tak opisuje Śląsk w połowie XIX: „Cały Górny Śląsk jest polski. Jak tylko przekroczy się Stobrawę porozumienie z ludnością wsi i uboższymi mieszkańcami miast jest niemożliwe dla osób nie znających biegle języka polskiego i tylko tłumacze mogą zapewnić ograniczoną pomoc. Ta sytuacja ogólnie przeważa na prawym brzegu Odry. Na lewym brzegu są porozrzucane liczne elementy niemieckie.” Dalej Virchow przytacza fałszywą teorię zaprzeczającą korzeniom Prasłowian nad Odrą, aby przyznać, że pomimo 700 lat od oddzielenia Śląska od Polski ludność tego regionu jest zupełnie podobna do zamieszkującej obszar dolnej Wisły. „Wszędzie widzimy twarze o miłym wyglądzie, bardzo jasną karnację, niebieskie oczy i włosy blond; do utraty tej urody dochodzi już w młodym wieku z powodu zmartwień i brudu, ale łatwo ją zauważyć u dzieci o rzadko spotykanym wdzięku”. Potem już następują druzgoczące opisy: „Górnoślązacy w ogóle wcale się nie myją, ale czekają, aż opatrzność za pomocą ulewnego deszczu od czasu do czasu uwolni ich ciała od skorupy brudu na nich osadzonej. Robactwo wszelkiego rodzaju, zwłaszcza wszy stale goszczą na ich ciałach. Tak samo wielkie jak ten brud jest lenistwo tych ludzi, ich niechęć do wysiłku umysłowego i fizycznego, ich wszechogarniająca skłonność do bezczynności lub raczej wylegiwania się, co w połączeniu z kompletnie psią służalczością, jest tak odrażające dla każdego wolnego człowiek przywykłego do pracy, że czuje się raczej obrzydzenie niż współczucie. Górnoślązacy przypisują swoją awersję do pracy czasem osłabieniu ludzi przez złe odżywianie, a czasem narodowej tendencji do bezczynności. Pierwszy z tych poglądów jest po części poprawny, chociaż nie do tego stopnia i nie wyłącznie, aby mógł wytłumaczyć cały obraz jako następstwo tylko tego czynnika. Jeśli chodzi o drugi pogląd, byłoby krzyczącą niesprawiedliwością upatrywać rzeczywistą przyczynę tych cech w narodzie polskim, narodzie o wielkim sercu, zdolnym do wszelkich poświęceń. Nawet jeśli niemiecka pracowitość jest być może rzadka wśród Polaków, nie należy jednakowoż zapominać jak długo i pod jak ciężkim uciskiem nadal jęczą ci nieszczęśliwi ludzie.” Virchow podkreśla brak oświaty na Śląsku i klęskę programów germanizacyjnych („w tym kraju są liczne rodziny o niemieckich nazwiskach i niemieckich twarzach, które nie zozumieją ani słowa po niemiecku”), obwinia księży, choć uznaje ich rolę w walce z alkoholizmem („Górnoślązacy są uzależnieni od skrajnych nadużyć mocnego alkoholu. Wieczorami, kiedy ludzie wracają z miejskich targowisk, główne drogi są dosłownie usłane pijanymi, zarówno mężczyznami, jak i kobietami. Nawet dziecku przy piersi matki podawano wódkę”). 

    Wizyta na Śląsku odcisnęła trwałe piętno na stosunku genialnego badacza nie tylko do medycyny. Już jako lider partii liberalnej i niekwestionowany autorytet naukowy Virchow tak określił misję swojej dziedziny: „Medycyna jest nauką społeczną, a polityka nie jest niczym innym jak medycyną na dużą skalę. Medycyna jako nauka społeczna, jako nauka o człowieku, ma obowiązek wskazywać na problemy i podejmować próby ich teoretycznego rozwiązania. Polityk, antropolog praktyczny, musi znaleźć środki na ich rozwiązanie faktyczne.” Liberalne poglądy nie przeszkodziły Virchowowi popierać polakożerczych przedsięwzięć kanclerza Ottona Bismarcka, zwłaszcza kiedy zapowiadającą zbrodnie hitlerowskich Niemiec niesławną Kulturkampf uznał za wielką walkę w interesie ludzkości. Za chichot historii należy więc przyjąć stwierdzenie zawarte w wydawnictwie Światowej Organizacji Zdrowia z 2004r. p. t. „The atlas of heart disease and stroke”, że Rudolf Virchow był Polakiem. 

    Raport z epidemii duru na Śląsku w 1848, ukazał się ostatnio w angielskojęzycznej literaturze z zakresu epidemiologii i medycyny społecznej i dlatego z szerokiego świata otrzymuję sporo zapytań n. p. o kołtun, polski kołtun. Virchow pisał: „Szczególne zainteresowanie spośród schorzeń endemicznych budzi kołtun - plica polonica, który często występuje na nawiślańskich równinach, a także powyżej – na prawym brzegu Odry. Sam widziałem tego doborowe przypadki w Łące i Żarowie”.

    Powiedzmy sobie szczerze. Przeszłość mamy bardzo trudną. Takie z niej relacje jak Virchowa są znane innym, a po przetłumaczeniu na angielski i zamieszczeniu w internecie – wszystkim. Powinny być znane także głównym bohaterom tych opisów – Polakom. Nie po to, żeby budzić niechęć do pruskiego mędrca, który, jak każdy człowiek, mylił się w niejednym, ale po to, aby wszyscy zrozumieli, że zgodnym i energicznym działaniem możemy odbić się od dna historii i pokazać światu co w niepodległej Polsce wolny Polak potrafi.
    (.cały tekst..)

    dr Zbigniew Hałat

     


    Alicja Galas, Artur Galas
    Dzieje Śląska w datach
    "Cadus", Wrocław, 2004
    - fragmenty-
     

    11 VI 1742

    We Wrocławiu podpisano preliminaria traktatu pokojowego między Prusami a Austrią kończącego pierwszą wojnę śląską. Maria Teresa zagrożona przez koalicję francusko-bawarską zgodziła się zawrzeć pokój z Fryderykiem II na korzystnych dla niego warunkach. Zgodnie z układem blisko 80% terytorium Śląska oraz hrabstwo kłodzkie przechodziły pod panowanie pruskie. W rękach Habsburgów pozostawały tylko: południowa część prowincji tzn. księstwo cieszyńskie, południowe skrawki ks. nyskiego (okręg Widnawy) oraz większość księstwa opawskiego i karniowskiego (do Prus włączono tylko fragmenty tych księstw tzn. ziemię głubczycką i hulczyńską, a także enklawę morawską - Kietrz). Traktat pokojowy został ostatecznie podpisany w Berlinie 28 VII 1742 r., a w styczniu 1743 r. w Głubczycach, już po dokonaniu rozgraniczenia w terenie, obie strony wręczyły sobie dokumenty ratyfikacyjne. 14 sierpnia 1743 r. w Wiedniu stany korony czeskiej uroczyście wyrzekły się wszelkich praw do Śląska i nastąpiło przekazanie archiwów stronie pruskiej. Przyłączenie do Prus prowincji, która zwiększyła ich potencjał ludnościowyo 50%, a terytorium o blisko 1/3, stało się faktem.

    1744

    Pierwsze zarządzenie germanizacyjne władz pruskich wprowadzające w sądach na Górnym Śląsku wyłącznie język niemiecki, w miejsce dotychczasowej dwujęzyczności.

    1754
    Polecenie ministra śląskiego, von Massowa, skierowane do katolickiego duchowieństwa, zalecające zatrudnianie w szkołach na Górnym Śląsku tylko takich nauczycieli, którzy prócz języka polskiego znają również niemiecki. Dwa lata później nowy minister prowincji, von Schlabrendorff, po odbyciu podróży inspekcyjnej po Górnym Śląsku ze zdziwieniem stwierdził, że większość ludności, wraz z księżmi i nauczycielami, w ogóle nie rozumie po niemiecku. Konsekwencją inspekcji był nakaz zatrudniania na tym terenie wyłącznie nauczycieli znających oba języki (16 III 1756). Brak dwujęzycznych pedagogów i rychły wybuch wojny spowodowały, że realizację zarządzenia odłożono na dalszą przyszłość.

    listopad 1757

    Okres największych sukcesów Austriaków w działaniach wojennych na Śląsku. Najpierw (12 XI) zdobyli szturmem twierdzę świdnicką, a następnie (24 XI) po zwycięskiej potyczce u bram miasta zmusili pruską załogę Wrocławia do kapitulacji. W obu przypadkach mieli ułatwione zadanie, ponieważ oddziały pruskie zostały poważnie osłabione licznymi dezercjami Ślązaków i Sasów, siłą wcielonych do armii pruskiej. Znaczna część prowincji znalazła się w rękach Habsburgów. Panowanie pruskie na Śląsku przeżywało poważny kryzys. Ślązacy, ufni w trwałość austriackich osiągnięć dawali upust swej niechęci do rządów pruskich, które przyniosły im zwiększone obciążenia podatkowe, ograniczenia samorządu, ciężary wojskowe itd. Do Marii Teresy wysyłano dziękczynne adresy i wiernopoddańcze deklaracje, w których dziękowano za wyzwolenie spod obcego panowania. Szerokiego poparcia udzielił Austriakom kler katolicki (nawet biskup wrocławski Filip Gothard Schaffgotsch wyniesiony na urząd przez Fryderyka II). Innym rodzajem manifestowania przez Ślązaków nastrojów proaustriackich były masowe dezercje z pruskiej armii, popierane przez całą ludność i katolickie duchowieństwo.

    30 XII 1757

    U bram twierdzy kłodzkiej został powieszony wikary Andreas Faulhaber. Władze pruskie oskarżyły go o namawianie żołnierzy do dezercji. Wytoczono mu proces po tym jak jeden z ujętych żołnierzy zeznał w śledztwie, że kiedy podczas spowiedzi zwierzył się duchownemu z chęci zdezerterowania to nie został przez niego pouczony o obowiązku przestrzegania przysięgi złożonej królowi oraz uzyskał od niego zapewnienie, że nie będzie to ciężkim grzechem. Faulhabera skazano na karę śmierci mimo braku przekonywujących dowodów winy (oskarżenie opierało się tylko na zeznaniach dezertera, zaś duchowny związany tajemnicą spowiedzi odmawiałwszelkich wyjaśnień); żołnierza ukarano chłostą. Tragiczny epilog procesu kłodzkiego wikarego był konsekwencją stosunku Fryderyka II do katolickiego duchowieństwa, które przez króla było obarczane odpowiedzialnością za kryzys rządów pruskich jesienią 1757 r. To wówczas miał powiedzieć: "Każdego księdza, któremu da się udowodnić winę, należy powiesić". Sprawa Faulhabera znakomicie nadawała się do okazania królewskiego gniewu.
    Pruskie represje i klęski Austriaków spowodowały, że w przyszłości Ślązacy nie byli już skłonni tak wyraźnie angażować się po stronie dworu wiedeńskiego i z rezygnacją zaczęli znosić panowanie pruskie.

    15 II 1763

    Na zamku myśliwskim Hubertusburg w Saksonii podpisano traktat pokojowy kończący wojnę siedmioletnią. Potwierdzał on postanowienia terytorialne pokoju wrocławskiego i drezdeńskiego. Prusy utrzymały swój stan posiadania, lecz Śląsk zapłacił za to straszliwą cenę. Liczba ludności obniżyła się o ok. 115 tys., a zniszczenia wojenne, rekwizycje i kontrybucje oraz fałszerstwa monetarne Fryderyka II, finansującego tym procederem koszty wojny, doprowadziły kraj do ruiny.
    Nie powiodły się próby zatrzymania hrabstwa kłodzkiego (do końca wojny pozostającego pod okupacją austriacką) podejmowane przez dwór wiedeński podczas rokowań, bądź wymiany go z Prusami za Karniów i Opawę. Fryderyk II, dla którego ziemia kłodzka miała ważne znaczenie strategiczne jako terytorium osłaniające Śląsk od południa, odrzucił austriackie propozycje. Fiaskiem zakończył się także projekt króla pruskiego dotyczący wymiany terytoriów między diecezją wrocławską i archidiecezją praską. Hrabstwo kłodzkie bowiem, mimo przynależności państwowej do Prus, podlegało kościelnemu zwierzchnictwu Pragi, zaś austriacka część Śląska - Wrocławia. Tym razem sprawa rozbiła się o opór Austriaków.
    Jednym z warunków pokoju hubertsburskiego, jaki dyplomacja austriacka wymogła na Fryderyku II, było ogłoszenie amnestii dla Ślązaków, którzy podczas wojny wystąpili przeciwko Prusom. Ze swej strony król pruski zapewnił swobodę opuszczenia kraju w ciągu dwóch lat wszystkim tym, którzy chcieliby zostać poddanymi austriackimi.

    maj - czerwiec 1764

    Kolejne zarządzenia germanizacyjne wydane przez Fryderyka II i kamerę wrocławską. W okólnikach rozesłanych do landratów nakazywano: 1) usunąć nauczycieli mówiących wyłącznie po polsku i zastąpić ich nauczycielami dwujęzycznymi; 2) wszyscy księża mają w ciągu roku nauczyć się po niemiecku, pod groźbą utraty stanowiska; 3) niemiecki muszą znać kandydaci na proboszczów i wikarych oraz nowicjusze i nowicjuszki w klasztorach; 4) w dominiach mają nie przyjmować do służby ludzi nie znających niemieckiego i nie wydawać zgody na małżeństwo dziewczętom (powyżej 16 roku życia) i młodzieńcom (powyżej 20 lat), jeśli nie znają języka niemieckiego.

    1770 - 1772

    Podczas przetargów dyplomatycznych poprzedzających I rozbiór Polski Austria kilkakrotnie wysuwała projekty rewindykacji Śląska (lub jego części) i hrabstwa kłodzkiego. Istota propozycji składanych wówczas Fryderykowi II sprowadzała się do rozwiązania w stylu - Śląsk dla Austrii, podwójny udział w Rzeczypospolitej dla Prus. Zabiegi dyplomatów austriackich rozbijały się jednak o negatywne stanowisko pruskiego króla w tej sprawie.

    1773

    Po pierwszym rozbiorze Polski w granicach monarchii habsburskiej znalazły się terytoria dawnych księstw oświęcimskiego i zatorskiego, wchodzące niegdyś w skład Śląska. Maria Teresa, jako królowa Czech, włączyła ten obszar do Korony Czeskiej i do swoich licznych tytułów dodała tytuł księżnej oświęcimsko-zatorskiej. Administracyjnie jednak księstwa nie zostały powiązane ze Śląskiem Austriackim, a podlegały Galicji.

    1785

    W Wielkiej Lipie koło Obornik Śląskich urodził się Iwan Iwanowicz Dybicz (Johann von Diebitsch), syn pruskiego oficera, od 1801 r. w służbie rosyjskiej; postać, która niechlubnie zapisała się w historii Polski. Brał udział w wojnach z Napoleonem, był dowódcą armii rosyjskiej podczas wojny z Turcją (1828-1829). W 1831 r. stał na czele wojsk rosyjskich tłumiących powstanie listopadowe. Zmarł na cholerę w 1831 r.

    1787

     Z inicjatywy ministra Hoyma przeprowadzono na Śląsku spis powszechny, po raz pierwszy według nowoczesnych zasad. Użyty wówczas, szczegółowo rozbudowany kwestionariusz, do dziś dostarcza badaczom przeszłości Śląska wielu istotnych informacji z zakresu zjawisk demograficznych i gospodarczych. Dzięki "spisowi Hoyma" możemy np. ocenić rozmiary tzw. kolonizacji fryderycjańskiej, realizowanej przez cały czas panowania Fryderyka II (1740 -1786) w celu uzupełnienia ubytku ludności spowodowanego wojnami śląskimi i osłabienia siły polskiego żywiołu. W toku jej trwania sprowadzono na Śląsk ok. 5 tysięcy rodzin, przede wszystkim Niemców i Czechów (głównie braci czeskich, wyznawców jednego z odłamów kościoła ewangelicko-reformowanego). Nowe kolonie lokowano w lasach na terenie "polskich" powiatów Opolszczyzny, w hrabstwie kłodzkim, w okolicach Sycowa oraz Strzelina i Ziębic. Kiedy zabrakło chętnych Niemców i Czechów posługiwano się również osadnikami polskimi (przy czym królewski edykt z 1773 r. wyraźnie nakazywał osiedlanie ich na terenach już zamieszkałych przez ludność niemiecką).W sumie, w wyniku akcji kolonizacyjnej, powstało na Śląsku ok. 400 nowych osad, głównie małych, liczących po kilka lub kilkanaście domostw.
    1789
    W celu przeciwdziałania szerzącej się na Śląsku propagandzie rewolucyjnej (szczególnie aktywnej od 1792 r.) śląski minister Hoym zaakceptował propozycję wydawania popularnego czasopisma "dla ludu" pt. Schlesische Volkszeitung. Gazeta ukazywała się w latach 1789 -1806. Była finansowana przez władze i kolportowana bezpłatnie. Osiągnęła niespotykany w owym czasie nakład 33 tys. egz. Wydawano również polską wersję czasopisma pt. Gazety Śląskie dla Ludu Pospolitego (dodatkowo 10 tys. egzemplarzy). Była to pierwsza gazeta na Sląsku przeznaczona specjalnie dla polskiego odbiorcy. Oceniana jako organ rządowy nie zdobyła liczniejszego grona czytelników, tym bardziej w warunkach postępującej radykalizacji nastrojów.
    Współredaktorem polskiej wersji gazety był Jan Chrystian Bockhammer (ur. w 1733 r. w Cieszynie; zm. w 1804 w Twardogórze), pisarz religijny, tłumacz, wieloletni pastor i kaznodzieja w Goszczu i Twardogórze. Przetłumaczył na polski pruski elementarz Fryderyka de Rochowa Przyjaciel dziecinny (Brzeg 1778). Opracował m.in. nowe wydanie Doskonałego kancyonału polskiego (Brzeg 1776), do którego dodał wiele nowych pieśni.

    1790

    Zarządzenie kamery wrocławskiej przyznające specjalne premie nauczycielom, którzy w miejscowościach zamieszkałych w większości przez ludność polskojęzyczną nauczą dzieci mówić i pisać po niemiecku. Roczna premia za nauczenie co najmniej 12 dzieci wynosiła 10 talarów. Nagradzany miał być również proboszcz we wsi, w której wszystkie dzieci nauczą się niemieckiego (50 talarów i przeniesienie do lepszej parafii).

    1792

    We Wrocławiu ukazał się drukiem opis Śląska pt. Reise durch Schlesien im Juli und August 1791. Autor książki, Johann Gottlieb Schummel (ur. w 1748 r. w Sosnówce koło Jeleniej Góry; zm. w 1813), był synem wiejskiego nauczyciela. Sam również wybrał karierę pedagogiczną; początkowo pracował jako nauczyciel w Akademii Rycerskiej w Legnicy, a w 1788 r. objął stanowisko prorektora gimnazjum św. Elżbiety we Wrocławiu. Reise durch Schlesien jest najbardziej znaną pracą, spośród wielu powieści, dramatów, komedii i artykułów publicystycznych jakie napisał. Zwrócił w niej uwagę na polskie pochodzenie nazw na Śląsku; twierdził, że ,język polski jest najstarszym językiem Śląska, a niemiecki uporczywie się tylko wślizgiwał tu i wdzierał".

    1795

    W wyniku III rozbioru Polski do Prus zostały przyłączone m.in. księstwo siewierskie i powiat pilicki. Terytoria te w ramach monarchii pruskiej otrzymały nazwę Nowego Śląska i administracyjnie zostały powiązane z prowincją śląską. W 1807 r. Nowy Śląsk wszedł w skład Księstwa Warszawskiego.

    1798 - 1811

    Jerzy Samuel Bandtkie pracował jako nauczyciel języka polskiego i łaciny we wrocławskim gimnazjum św. Elżbiety. Bandtkie (ur. 24 XI 1768 w Lublinie) do Wrocławia przybył w 1779 r. W 1789 ukończył gimnazjum św. Elżbiety i wyjechał na studia do Halle i Jeny. W 1798 r. powrócił do miasta i podjął pracę w macierzystym gimnazjum; prócz tego współpracował z firmą Kornów jako korektor wydawnictw polskich, a od roku 1804 był również rektorem gimnazjum św. Ducha i bibliotekarzem przy kościele św. Bernarda. W oficynie Kornów opublikował Dzieje narodu polskiego. W 1811 roku przeniósł się do Krakowa, gdzie został profesorem bibliografii, a potem dyrektorem biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zmarł w Krakowie 11 VI 1835 r. Był badaczem historii Śląska. Wziął udział w polemice z niemieckimi historykami Worbsem i Beerem na temat pochodzenia mieszkańców Sudetów. Jego stanowisko w tej sprawie było zawarte już w tytule stosownej rozprawy Mieszkańce w górach szląskich nie są szczątkami starożytnych Germanów (1808). W innej pracy (Wiadomości o Języku polskim w Szląsku i o polskich Szlązakach; 1821) dowodził przynależności gwary śląskiej do języka polskiego.

    1802 - 1804

    We Wrocławiu mieszkał Józef Wybicki (1747 -1822). Podczas pobytu w mieście współpracował z wydawnictwem Kornów, a jego synowie kształcili się w Szkole Budownictwa i Rzemiosł. Twórca polskiego hymnu narodowego napisał we Wrocławiu pierwszą część swoich pamiętników (Życie moje; wydanych w 1840 r.)
    .
    październik 1806
    Prusy, zaniepokojone polityką Napoleona na terenie Niemiec, wypowiedziały wojnę Francji. Reakcja cesarza Francuzów była błyskawiczna. Główne siły pruskie zostały rozbite w dwóch równolegle stoczonych bitwach - pod Jeną i Auerstedt (14 X 1806). Droga na Berlin i w głąb monarchii pruskiej stanęła otworem.

    2 XI 1806

    Wejście na Śląsk pierwszych oddziałów napoleońskich. Niebawem sformowano z nich IX korpus Wielkiej Armii. Na jego czele stanął Hieronim Bonaparte (młodszy brat cesarza) i objął kierownictwo nad całością operacji na Śląsku.

    10 XI - 3 XII 1806

    Oblężenie Głogowa. Oddziały napoleońskie podjęły je po niepowodzeniu próby zdobycia twierdzy przez zaskoczenie (7 XI). Szczupłość sił oblegających Głogów uniemożliwiła przeprowadzenie następnego szturmu. Przełom nastąpił po sprowadzeniu ciężkiej artylerii oblężniczej i rozpoczęciu systematycznego ostrzału miasta. To poskutkowało. Pruskie dowództwo twierdzy podpisało akt kapitulacji (3 XII). Na tak szybką decyzję o poddaniu ważnej twierdzy wpłynęło niskie morale garnizonu, złożonego w dużej mierze z Polaków z zaboru pruskiego, siłą wcielonych do armii. Jeszcze podczas oblężenia, w nocy z 27 na 28 XI ok. 100 żołnierzy Polaków przeszło na stronę wojsk napoleońskich, wysadzając przy okazji most na Odrze i niszcząc kilka armat.

    styczeń 1807

    W walkach na Śląsku wziął udział oddział polskiego pospolitego ruszenia z województwa kaliskiego (polskie formacje były organizowane na dawnym obszarze Rzeczypospolitej opanowanym przez wojska napoleońskie). Podjazd w sile 500 ludzi, dowodzony przez porucznika Trembeckiego, przez Tarnowskie Góry i Gliwice, dotarł pod Koźle i tu został rozproszony przez Prusaków.

    6 IV 1807

    Pod Mysłowicami został rozbity inny polski oddział. Jego organizatorem był książę bielski Jan Nepomucen Sułkowski (1777 -1832). W Siewierz u zgromadził ok. 1200 ochotników (głównie szlachty z zachodniej Galicji) i na ich czele podejmował wyprawy na miejscowości pruskiego Sląska (Pszczynę, Gliwice, Mikołów, Imielin), gdzie zaopatrywał się w konie i prowiant. Nie obeszło się przy tym bez rabunków. Sułkowski działał bez zgody francuskiego dowództwa, dlatego też uciekł się do prowokacji, aby pokazać, że został wciągnięty do walki przez Prusaków. Przebrał część swego oddziału w mundury pruskie i stoczył z nią teatralną potyczkę, której z zainteresowaniem przyglądał się silny podjazd z twierdzy kozielskiej, przypadkowo znajdujący się w pobliżu. Po zakończeniu "przedstawienia" Prusacy przystąpili do ataku i rozbili oddział Sułkowskiego.
    Awanturniczy książę, w latach 1807 -1824, związał się z wywiadem francuskim (w 1809 r. podczas wojny austriacko-francuskiej usiłował zorganizować siatkę szpiegowską na Śląsku Cieszyńskim). Był wielokrotnie aresztowany przez władze austriackie za nielegalną działalność polityczną. Zmarł w twierdzy teresjańskiej (1832), jednym z naj cięższych więzień austriackich.

    15 V 1807

    Bitwa pod Strugą, niedaleko Szczawienka pod Wałbrzychem. Stoczył ją pułk lansjerów (popularnie zwanych ułanami) Legii Polsko-Włoskiej (niebawem przemianowanej na Legię Nadwiślańską) z oddziałami pruskimi wycofującymi się spod Kątów Wrocławskich (ok. 1300 żołnierzy). W starciu wzięły również udział jednostki piechoty bawarskiej. Pułk (liczący ok. 300 ułanów pod dowództwem majora Świderskiego) znajdował się w drodze z Włoch na Sląsk. Po spotkaniu z Prusakami natychmiast przystąpił do szarży, którą poprowadzili kapitanowie Skarżyński i Fijałkowski. Dzięki zaskoczeniu rozbito szyk przeciwnika. Prusacy stracili 600 żołnierzy, w tym 300 jeńców. Straty ułanów wyniosły kilkunastu zabitych.
    W czerwcu polscy ułani wzięli jeszcze udział w operacjach przeciwko twierdzom kłodzkiej (współudział w zdobyciu pruskiego obozu warownego pod Kłodzkiem 23/24 VI) i srebrnogórskiej (potyczka pod Budzowem 26 VI).przepraw przez Odrę (Głogów, Wrocław, Brzeg i Koźle) oraz przejść przez Sudety (Świdnica, Srebrna Góra, Kłodzko, Nysa).

    czerwiec 1807

    Zajmowanie ostatnich ośrodków pruskiego oporu na Śląsku. Kapitulowały twierdze kozielska (14 VI) i nyska (16 VI); obie osłabione dezercjami (w Koźlu załoga stopniała do 1/4 stanu z początku blokady) i pozbawione nadziei na odsiecz. Trwały zacięte walki o Kłodzko i SrebrnąGórę. Garnizony obu twierdz złożyły broń dopiero po zdobyciu przez oddziały napoleońskie kluczowych punktów w systemie fortyfikacji. Wojska francuskie (mimo podpisanych aktów kapitulacji) zdążyły wkroczyć tylko do twierdzy nyskiej, ponieważ na Śląsk dotarła wiadomość o zawarciu zawieszenia broni, która powstrzymała procedurę przekazywania twierdz Francuzom.

    7 VII 1807

    Pokój w Tylży kończący wojnę francusko-pruską. Monarchia pruska uratowała swój byt państwowy tylko dzięki stanowisku cara Aleksandra 1. Musiała jednak zrezygnować z ziem polskich drugiego i trzeciego rozbioru. Z terenów tych utworzono Księstwo Warszawskie (z królem saskim jako władcą). Ponadto Prusy zostały zobowiązane do zabezpieczenia odpowiednich połączeń drogowych między Saksonią i Księstwem Warszawskim oraz do zapłacenia Francji wysokiej kontrybucji wojennej. Do czasu jej całkowitej spłaty na terytorium państwa pruskiego (także na Śląsku) miały stacjonować wojska francuskie. Kolejnymi warunkami pokoju były: przystąpienie Prus do blokady kontynentalnej, zawarcie sojuszu z Francją i redukcja armii pruskiej do 42 tys. żołnierzy.
    Podczas rokowań pokojowych, poprzedzających zawarcie traktatu, Napoleon wysunął propozycję powiązania Śląska z Saksonią oraz Księstwem Warszawskim i stworzenia w Europie Środkowej silnego państwa pronapoleońskiego. Królem nowego państwa miał zostać Hieronim Bonaparte. Projekt jednak upadł ze względu na zdecydowany sprzeciw cara.

    maj - październik 1807

    We Wrocławiu organizowała się Legia Nadwiślańska. W maju, po bitwie pod Strugą, ściągnął do miasta pułk ułanów. Niebawem z Włoch przybył gen. Józef Grabiński (1771-1835), wyznaczony na dowódcę Legii, a wraz z nim 78 oficerów i 271 podoficerów, stanowiących kadrę dla przyszłych jednostek. Do stolicy Śląska skierowano również ok. 8400 rekrutów z Księstwa Warszawskiego. Po przeszkoleniu, gotowe do walki oddziały zostały rozlokowane w Prudniku, Nysie, Głogówku i Białej. Latem 1807 r. przeglądu oddziałów Legii stacjonujących we Wrocławiu dokonał książę Józef Poniatowski, naczelny dowódca wojsk Księstwa Warszawskiego. 14 X 1807 nadeszła informacja o wzięciu formacji na żołd francuski. Oddziały Legii opuściły więc Śląsk i ruszyły w drogę do Francji, a potem na pola bitewne Hiszpanii.

    10 XI 1807

    Na podstawie dodatkowego traktatu granicznego zawartego w Elblągu, Prusy przekazały Księstwu Warszawskiemu tzw. Nowy Śląsk (obszar powiatów pilickiego i siewierskiego zagarnięty w trzecim rozbiorze Polski).

    XII 1808

    Wojska francuskie opuściły Śląsk. Jedynie w Głogowie pozostała załoga napoleońska, mająca strzec szlaków komunikacyjnych między Saksonią a Księstwem Warszawskim. W latach 1809-1811 służbę w głogowskim garnizonie pełniły także jednostki polskie (kolejno 5 pułk piechoty, 4 pułk strzelców konnych, 7 i 9 pułk ułanów Księstwa Warszawskiego). Wśród ludności niemieckiej coraz częściej pojawiały się głosy nawołujące do wystąpienia przeciwko Napoleonowi i "zmycia hańby Jeny i Auerstedt".

    1810

    Dekret Fryderyka Wilhelma III zabraniający odprawiania nabożeństw ewangelickich po polsku. Zarządzenie to doprowadziło w wielu miejscach do bojkotu nabożeństw niemieckich przez ludność polską (np. w 1811 r. w dziewięciu gminach wiejskich powiatów wrocławskiego i oławskiego). Zupełne wyrugowanie języka polskiego z kościoła ewangelickiego nie było możliwe jeszcze przez długie lata.

    1812

    Przemarsz przez Śląsk jednostek Wielkiej Armii napoleońskiej, koncentrującej się w Księstwie Warszawskim przed uderzeniem na Rosję.

    22 II 1813

    Wejście na Śląsk pierwszych jednostek rosyjskich, ścigających wycofujące się z Rosji resztki Wielkiej Armii. 25 lutego oddziały te obległy twierdzę głogowską. W marcu na Śląsk dotarły rosyjskie siły główne dowodzone przez Kutuzowa. Niebawem miała dołączyć do nich armia pruska. Do połowy kwietnia wojska napoleońskie zostały wyparte ze Śląska.

    17 III 1813

    Fryderyk Wilhelm III wydał we Wrocławiu odezwę "Do mojego ludu" (An mein Volk). Zaapelował w niej do patriotycznych uczuć ludu i wezwał do udziału w "wojnie wyzwoleńczej" (Befreiungskriege) przeciwko Napoleonowi. Mimo, że odezwa (wbrew powszechnym oczekiwaniom) nie zawierała żadnych obietnic dotyczących wprowadzenia swobód demokratycznych i konstytucji, została entuzjastycznie przyjęta przez ludność niemiecką, szczególnie inteligencję i część mieszczaństwa. Chłopi zachowali wobec niej widoczną rezerwę, a Górny Śląsk pozostał zupełnie obojętny na królewskie wezwanie. Tego samego dnia król wydał dekret ustanawiający "Krzyż Żelazny" - najwyższe odznaczenie nadawane za zasługi na polu walki.

    27 III 1813

    Z Rogowa Sobóckiego wyruszył w pole korpus ochotniczy utworzony przez majora Adolfa Luetzowa (1782-1834). Organizacja korpusu rozpoczęła się w lutym 1813 r., jeszcze zanim rząd stanął w obozie antynapoleońskim. Biuro werbunkowe znajdowało się we Wrocławiu. Pod wrażeniem królewskiej odezwy do oddziału zaczęli napływać ochotnicy, głównie studenci z Uniwersytetu Wrocławskiego, a także z innych ośrodków akademickich. Przykład wrocławskiej młodzieży dał profesor fizyki Hendrik Steffens, który zaciągnął się jako jeden z pierwszych (do korpusu zgłosiło się blisko 3/4 studentów i 4 profesorów uniwersytetu). Korpus, liczący ok. 1000 osób, zasłynął wkrótce ze skutecznej walki podjazdowej przeciwko wojskom napoleońskim. Jego barwy (czarne mundury, czerwone wypustki, złote guziki) stały się symbolem rewolucyjnych Niemiec; obecnie tworzą niemiecką flagę państwową. Pamięć udziału niemieckiej młodzieży akademickiej w wojnie przeciwko Napoleonowi kultywowali wrocławscy studenci, organizując od 1815 r. coroczne komersy (święta studenckie) na szczycie Ślęży; ostatni z nich odbył się w 1914 r. W czerwcu 1813 do korpusu nie dotarła na czas informacja o zawarciu zawieszenia broni. Samotnie starł się z Francuzami i poniósł poważne straty. Resztki zdziesiątkowanego oddziału wcielono do regularnej armii pruskiej.

    maj 1813

    Wojska napoleońskie, po odniesieniu kilku sukcesów w walkach na Łużycach (bitwy pod Budziszynem i Gross-Goerschen), ponownie wkroczyły na Śląsk. 25 maja odblokowały twierdzę głogowską. Ofensywę francuską usiłował bezskutecznie powstrzymać feldm. Bluecher (Chojnów; 26 V); został jednak zmuszony do odwrotu. 1 czerwca oddziały francuskie, dowodzone przez gen. Lauristona wkroczyły do Wrocławia. W tej fazie działań wojennych miał miejsce polski akcent. U bram Legnicy dwa szwadrony słynnego pułku szwoleżerów gwardii, dowodzone przez Dezyderego Chłapowskiego, starły się z czterema szwadronami kawalerii pruskiej (27 V 1813). Efektem potyczki było zmuszenie pruskiej jazdy do ucieczki i wzięcie 150 jeńców.

    4 VI 1813

    W Pielaszkowicach zawarto zawieszenie broni między Francją a sprzymierzonymi, które miało obowiązywać do 10 VIII 1813 r. Oddziały napoleońskie opuściły Wrocław. Ustalono szeroki pas neutralny między dwiema armiami, który miał zapobiegać przypadkowym starciom. Obie strony zamierzały wykorzystać czas wyznaczony rozejmem na wzmocnienie sił.

    27 VI 1813

    Rokowania w Dzierżoniowie, w których wzięli udział przedstawiciele Prus, Rosji, Anglii, Austrii i Szwecji. W wyniku pertraktacji Austria i Szwecja zgodziły się wypowiedzieć wojnę Francji i przystąpić do koalicji antynapoleońskiej (Austria uczyniła to 11 VIII z chwilą upłynięcia terminu zwieszenia broni). Podczas rozmów w mieście gościli Fryderyk Wilhelm III i car Aleksander 1.

    12 VII 1813

    Po dyplomatach zabrali głos wojskowi. W Żmigrodzie doszło do spotkania dowódców państw koalicji i ustalenia planu kampanii przeciwko Napoleonowi. Na życzenie cara Aleksandra I głównodowodzącym operujących na Śląsku wojsk pruskich i rosyjskich (tzw. "armia śląska") został feldmarszałek Bluecher.

    sierpień 1813

    Wznowienie działań wojennych na Śląsku (17 VIII). Rozpoczęły się one od ofensywy "armii śląskiej", która jednak niebawem została powstrzymana na linii Bobru.
    Wówczas do kontrofensywy przystąpili Francuzi (21 VIII). O wadze jaką strona francuska przywiązywała do tej operacji świadczy fakt, że pod Lwówek przybył sam Napoleon, aby osobiście kierować akcją (już w czasie jej trwania musiał wyjechać do Saksonii). Po zaciętych walkach pod Bolesławcem i Lwówkiem Francuzi przełamali pruską obronę i ruszyli w pościg za cofającymi się oddziałami Bluechera.

    18 XI 1817

    Na Uniwersytecie Wrocławskim powstała organizacja "Polonia" skupiająca studentów Polaków (stanowili ok. 1/3 wszystkich studentów; do wrocławskiej uczelni trafiali przede wszystkim z sąsiedniej Wielkopolski). Do utworzenia organizacji doszło na skutek rozłamu w studenckiej korporacji "Silesia", istniejącej od 1811 r., która zrzeszała młodzież narodowości polskiej i niemieckiej (Polacy, ze względu na odmienny stosunek do wojny 1813 r., odmówili uczestnictwa w uroczystości ku czci studentów poległych w czasie wojny z Napoleonem). "Polonia" wychowywała młodzież w duchu patriotyzmu, urządzała obchody z okazji rocznic Konstytucji 3 Maja, utrzymywała kontakty z innymi polskimi środowiskami akademickimi. Upadła na skutek aresztowań w 1822 r. W 1829 roku działalność "Polonii" wskrzesił student Adam Koczkowski. Tym razem przetrwała tylko do 1830 r. Po wybuchu powstania listopadowego większość jej członków podążyła do Królestwa Polskiego i zaciągnęła się do oddziałów powstańczych.

    21 XI 1819

    Zarządzenie władz rejencji opolskiej zakazujące kultywowania "szkodliwych" zwyczajów (chodzenia kolędników, topienia Marzanny, dyngusa i innych). Wcześniej (1817) wydano zakaz odbywania bez zezwolenia władz pielgrzymek, szczególnie do Częstochowy. Oba zarządzenia zmierzały do likwidacji tradycyjnych zwyczajów zakorzenionych wśród ludności polskiej na Górnym Sląsku.

    1820

    W Szczawnie Zdroju zmarł gen. Benedykt Józef Łączyński (ur. 1779), uczestnik powstania kościuszkowskiego, oficer Legionów Polskich we Włoszech, generał wojsk Księstwa Warszawskiego, brat Marii Walewskiej (z domu Łączyńskiej) bliskiej przyjaciółki Napoleona. Trwał u boku cesarza niemal do końca epopei napoleońskiej. Dostał się do niewoli pruskiej po bitwie pod Fere Champenoise (22 III 1814). Po powrocie z niewoli (1817), jak wielu innych Polaków, kurował w śląskich zdrojach wojenne kontuzje. Wśród polskich kuracjuszy zasłużoną sławą cieszyły się wówczas Cieplice. W latach 1816 -1818 odwiedzili je m.in. Adam Czartoryski, Stanisław Poniatowski, gen. Józef Zajączek, Wojciech Bogusławski i ks. Izabela Czartoryska (która podróż i pobyt w uzdrowisku opisała w Dzienniku podróży do Cieplic w roku 1816).

    1825

    Petycja chłopów z parafii ewangelickiej w Laskowicach (pow. oławski) domagająca się przywrócenia nabożeństw w języku polskim.
     
    1826
    3. sierpnia 1826 r. do Dusznik na kurację przybywa szesnastoletni Fryderyk Chopin: „Świeże powietrze i serwatka, którą pijam skwapliwie, tak mię postawiły na nogi, że jestem całkiem inny niż w Warszawie. Wspaniałe widoki, jakie roztacza Śląsk czarują i zachwycają mnie, lecz mimo wszystko brak mi jednej rzeczy, której wszystkie piękności Dusznik nie mogą zastąpić, to jest dobrego instrumentu”.

    1834

    Próba likwidacji polskich nabożeństw w parafii ewangelickiej w Miodarach, w pow. namysłowskim (polskie nabożeństwa odbywane w co czwartą niedzielę utrzymały się tam do 1834 r.), doprowadziła do gwałtownego protestu ludności, którym kierował miejscowy pastor. Kiedy do parafii zamierzano wprowadzić nowego pastora, doszło do okupacji kościoła przez wiernych. Opór złamała dopiero interwencja wojska.
     
    1834
    Polski wpis z 1722r. do księgi pamiątkowej na szczycie Śnieżki: "Wszechmocność Boga, piękny widok natury i garb ten ziemi do mej Ojczyzny  dawnej należący - Śnieżkę odwiedziłem dnia 8 czerwca 1834 r. Jan Pawłowski, proboszcz kościoła Ś-go Jana Jerozolymskiego pod Poznaniem"

    1836

    Na Uniwersytecie Wrocławskim powstało Towarzystwo Literacko-Słowiańskie; naj aktywniej i najdłużej działające ze wszystkich kół i organizacji studenckich. Inicjatorem jego założenia był Teofil Matecki, student z Wielkopolski, zaś ojcem ideowym i pierwszym opiekunem - Jan Ewangelista Purkynie (1787 -1869; czeski fizjolog i anatom, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego w latach 1823 -1850; twórca nowoczesnej fizjologii). Po nim tęfunkcję pełnili Wojciech Cybulski i Władysław Nehring. Celem Towarzystwa było pogłębianie wiedzy na temat historii, języka i literatury narodów słowiańskich; faktycznie jednak zajmowało się głównie sprawami polskimi i przewodzili mu Polacy. Przez pół wieku działalności przez jego szeregi przeszło wielu znanych później przedstawicieli literatury, świata nauki i działaczy narodowych (w sumie ponad 900 osób, w tym Adam Asnyk, Ryszard Berwiński, Florian Ceynowa, Jan Kasprowicz, Marian Langiewicz, Wojciech Trąmpczyński i inni). Kres istnieniu Towarzystwa położyło zarządzenie ministra oświaty z 1 VI 1886 rozwiązujące wszystkie polskie organizacje studenckie.
    1841
    Na Uniwersytecie Wrocławskim powstała katedra Języków i Literatur Słowiańskich. Jej pierwszym kierownikiem (do 1849) był popularny poeta i filolog czeski Franciszek Ladislaw Celakowsky; kolejnymi polscy profesorowie W. Cybulski (1860-67) i W. Nehring (1868-1907).

    1844

    Kampania antyalkoholowa księdza Alojzego Ficka. Ks. Alojzy Ficek (ur. w Dobrzyniu Wielkim koło Opola w 1790 r.; zm. w 1862 r. w Piekarach Śląskich) ukończył seminarium nauczycielskie w Głogówku i gimnazjum w Opolu; następnie studiował teologię na Uniwersytecie Wrocławskim. Święcenia kapłańskie przyjął w 1817 r. Od roku 1826 do śmierci był proboszczem w Piekarach Śląskich, gdzie zainicjował budowę nowego kościoła w znanym miejscu odpustowym (1849). W latach 1848-1850 wydawał w Piekarach "Tygodnik Katolicki". Był autorem licznych książek i broszur religijnych, publikowanych w języku polskim. Założył również polską drukarnię. Głęboko przejęty plagą pijaństwa na Śląsku przystąpił do propagowania abstynencji i zakładania towarzystw wstrzemięźliwości (bractwa trzeźwości).
    Idea ta nie była nowa (pierwsze tego typu towarzystwa powstały w 1837 r. w Bytomiu i Szklarskiej Porębie), ale dopiero ksiądz Ficek nadał ruchowi charakter masowy. Przystępujący do bractwa składali uroczyste śluby całkowitego powstrzymania się od spożywania napojów alkoholowych. Nałogowych pijaków wpisywano do czarnych ksiąg z trupią główką i urządzano publiczne modły o nawrócenie ich na właściwą drogę. Bractwa trzeźwości powstawały głównie w polskich powiatach Górnego Śląska. Liczbę ich członków szacowano na 300-350 tysięcy osób. Działalność księdza Ficka wywołała sprzeciw właścicieli szynków, browarów i gorzelni, którzy tracili dotychczasowe zyski (w 1844 r. zamknięto na Śląsku 20 browarów, w 1845 już 185). Sukces kampanii antyalkoholowej okazał się krótkotrwały. W latach 1846-48 (i w następnych) liczba członków towarzystw wstrzemięźliwości drastycznie spadła. Jednak masowość tej akcji pokazała jak wielkim autorytetem cieszy się na Śląsku Kościół katolicki i jak dużymi potencjalnymi możliwościami dysponuje przy mobilizowaniu ludności polskiej do określonych celów.
     
    1844
    Polski poeta Bogusz Zygmunt Stęczyński wędruje pieszo po Dolnym Śląsku; w Szklarskiej Porębie do wodospadu Szklarki, zwanego wtedy Wrzączką lub Mruklą, prowadzą go polscy przewodnicy, z których Walenty Grzała jest pierwszym znanym z imienia i nazwiska polskim przewodnikiem w Sudetach. W dziele "Śląsk.  Podróż malownicza w 21 pieśniach" Stęczyński daje świadectwo przetrwałej polskości Śląska:
    Przecie duch i uczucie polskie się odzywa
    I wychodzi z zatopu, jak z wody oliwa,
    I język nasz szacowny, a taki obfity,
    Przez pięćset lat ucisku nie został zabity,
    Pokazując wyraźnie cud boski na sobie!
    Więc żyje i żyć musi w całej swej ozdobie!

    1847

    Wincenty Pol, poeta, geograf,  żarliwy polski patriota i bohaterski powstaniec, syn Franciszka Pohla,  Niemca na służbie austriackiej i  Eleonory pochodzącej  ze spolonizowanej rodziny francuskiej, podróżuje dyliżansem z Wrocławia do Cieplic przez Świdnicę, Wałbrzych, Kamienną Górę i Jelenią Górę: Wyjąwszy miasta powiększe, gdzie język niemiecki przeważa, mówi tu lud powszechnio dwoma językami, i język polski do niemieckiego ma się tutaj jak dom do ulicy; wszystkie domowe sprawy załatwia lud pomimowolnie językiem polskim, wszystkie zadomowe językiem niemieckim.

    1863

    W przedmowie do wydanego we Wrocławiu  zbioru "Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką. Zebrał i wydał Juliusz Roger, Dr med." można przeczytać: "... Ale lud wiejski górnoszląski prawie wszędzie w przeważającej większości jest polski ...Co do języka pieśni: uważny czytelnik przekona się, jak niedorzecznym jest przesąd dosyć rozpowszechniony, mowę polską Górnoszlązaków ogłaszający zepsutym dyalektem języka polskiego ...z tem wszystkim jednak mowa polska Górnoszlązaków w ogóle jest tym samym językiem, jaki mówi wiejski lud polski po za krańcami Górnego Szląska ...Jeśli dziełko Niemca potrafi, choćby cokolwiek, rozproszyć mglę, jaką przesądy zaciemniają lud polski Górnego Szląska i język jego ...będzie to sowitą wynagrodą pracy i trudów towarzyszących dopełnieniu zbioru pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku." 

    1865

    Hoffmann von Fallersleben, autor narodowego hymnu niemieckiego "Deutschland, Deutschland über alles", bliski przyjaciel dr. Juliusza Rogera i tłumacz na język niemiecki polskich pieśni przez niego zebranych publikuje zbiór "Ruda. Polnische Volkslieder der Oberschlesier" (Ruda. Polskie pieśni ludowe Górnoślązaków). Hoffmann von Fallersleben tak zapisał w pamiętniku wrażenia z przyjazdu do Wrocławia w 1823r.: "Wrocław wydawał mi się trochę obcy i nie zrobił na mnie wrażenia miasta niemieckiego".

    1871 - 1878
    Lata "Kulturkampfu"

    "Kulturkampf” był polityką realizowaną przez kanclerza Rzeszy Niemieckiej - Ottona Bismarcka, zmierzającą do zbudowania silnego wewnętrznie, scentralizowanego państwa niemieckiego, w którym nie miało być miejsca ani na prawa mniejszości narodowych, ani na szczególne przywileje dla Kościoła katolickiego. Polityka kanclerza zakładała więc zmniejszenie wpływu Kościoła na społeczeństwo i poddanie go kontroli państwa. W tym zakresie przejawiła się odebraniem duchowieństwu nadzoru nad szkołami (1872), wprowadzeniem specjalnego trybu obsadzania stanowisk kościelnych (prawo sprzeciwu władz państwowych) i kontrolą nad kształceniem alumnów w seminariach duchownych (1873) czy wreszcie wprowadzeniem obowiązkowych ślubów cywilnych (1875). Na Górnym (w mniejszym stopniu na Dolnym) Śląsku władze prowincjonalne zaostrzały jeszcze realizację polityki "Kulturkampfu" - zmierzała tu ona do wzmożenia polityki antypolskiej. W 1872 r. wyrugowano język polski ze szkół (w 1876 r. z urzędów), wprowadzono państwowy dozór nad nauką religii (tylko w najniższych klasach mogła się jeszcze odbywać po polsku); zaś ustawa o ślubach cywilnych dawała możliwość germanizowania nazwisk polskich w metrykach.

    1871

     Ks. Norbert Bonczyk założył w Bytomiu Towarzystwo Św. Alojzego, zapoczątkowując tym samym popularny na Górnym Sląsku ruch alojzjanów, którego dewizą była obrona wiary i ojczystego języka. W 1897 r. wszystkie organizacje alojzjanów zostały rozwiązane z powodu "polonizowania młodzieży górnośląskiej". Ks. Bonczyk (ur. 1837 r. w Miechowicach pod Bytomiem; zm. w Bytomiu 1893) działalność społeczną rozpoczął po zakończeniu studiów we Wrocławiu, gdzie był aktywnym członkiem Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. Pełnił funkcje kościelne w Piekarach i Bytomiu. Zasłynął jako poeta. Na szczególną uwagę zasługują jego poematy Stary kościól miechowski (1879) i Góra Che lmska (1886).

    sierpień 1881

    W Bytomiu zawiązał się Komitet Wyborczy Polsko-Katolicki; pierwsza inicjatywa zorganizowania polskich wyborców do głosowania na polskich posłów w wyborach do Reichstagu. Zaangażowali się w nią m.in. Stanisław Przyniczyński i Juliusz Ligoń.

    21 VII 1894

    We Wrocławiu powstało pierwsze na Śląsku Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Idea stowarzyszeń gimnastycznych prowadzących również działalność patriotyczną i wychowawczą przeniknęła na Śląsk z Galicji (pierwsza organizacja sokolska powstała we Lwowie w 1867 r.), a inspiratorem utworzenia "Sokoła" we Wrocławiu był dr Boroński, redaktor jednej z krakowskich gazet. Kolejne związki sokolskie powstały w Bytomiu (1895), Katowicach (1896), Siemianowicach (1897) i Rybniku (1898). W sumie do wybuchu I wojny światowej działało na Śląsku ok. 30 towarzystw gimnastycznych. Ich członkowie organizowali zloty i pokazy gimnastyczne (pierwszy zlot organizacji sokolskich odbył się w Szczakowej w 1902 r.). Od roku 1908 do "Sokoła" mogły należeć kobiety. Przed rokiem 1914 związki sokolskie zostały opanowane przez endecję i zaczęły przybierać charakter organizacji paramilitarnej.

    1895 – 1896

    Powstanie na Śląsku pierwszych kół terenowych "Hakaty" popularna nazwa Towarzystwa dla Popierania Niemczyzny na Kresach Wschodnich wzięta od pierwszych liter nazwisk jego założycieli - Hansemanna, Kennemanna i Tiedamanna; w 1899 organizacja przyjęła nazwę Niemiecki Związek Wschodni Deutscher Ostmarkenverein). Związek stawiał sobie za cel umacnianie niemieckiej świadomości narodowej, prowadzenie propagandy antypolskiej, inspirowanie ustaw wyjątkowych przeciw Polakom oraz zwiększanie liczebności ludności niemieckiej we wschodnich prowincjach Rzeszy poprzez organizowanie akcji osiedleńczej i pomocy kredytowej. Korzystał ze wsparcia niemieckich przemysłowców i posiadaczy ziemskich. Na Śląsku jego działalność przyczyniła się do wzrostu antagonizmów narodowych.

    1901

    Wojciech Korfanty zaczął wydawać własne pismo pt. "Górnoślązak", które propagowało ideologię narodowej demokracji (endecji). Hasła obrony tożsamości narodowej oraz zaniechania konfliktów klasowych na rzecz zjednoczenia sił do walki z niemczyzną jako największym zagrożeniem żywiołu polskiego (solidaryzm społeczny), padały na Górnym Śląsku na podatny grunt. W 1902 r. Korfanty na łamach "Górnoślązaka" wezwał polskich wyborców do głosowania w przyszłych wyborach na posłów Polaków.

    25 VI 1903

    Początek nowej ery w życiu narodowym na Śląsku. W wyborach do Reichstagu posłem z okręgu Katowice - Zabrze został Wojciech Korfanty, pierwszy polski poseł z Górnego Śląska. Zasilił on Koło Polskie w parlamencie Rzeszy, które do tej pory skupiało tylko posłów polskich z Wielkopolski. Jego mandat został unieważniony w 1905 r. na skutek machinacji proceduralnych, lecz w wyborach uzupełniających, odbytych w tym samym roku, Korfanty zwyciężył ponownie.

    styczeń, listopad 1905

    W Gliwicach odbyły się procesy elsów (członków Towarzystwa Eleusis), oskarżonych o przynależność do tajnego związku, zdradę stanu i działalność zmierzającą do oderwania części ziem od Rzeszy. Łącznie sądzono 47 osób, które skazano na kary od 3 tygodni do półtora roku więzienia. Towarzystwo Eleusis powstało w 1903 r. i stawiało sobie za cel wychowanie kadry działaczy polskich na Śląsku, "misjonarzy sprawy wychowania narodowego". Najaktywniejsze koła elsów działały w Gliwicach, Zabrzu i Rybniku. Mimo represji ruch nie upadł. W latach 1907 -1914 głęboko zakonspirowane koła elsów istniały w 44 śląskich miejscowościach i wykształciły liczną grupę działaczy, którzy odegrali znakomitą rolę w polskim ruchu narodowym.

    więcej

    8 VIII 1906

    Wypadek, który wywołał żywy oddźwięk w ówczesnej prasie a jego bohaterowi przyniósł przydomek "śląskiego Drzymały". Franciszek Chrószcz, górnik, weteran trzech wojen pruskich (1864, 1866,1870/1871), został w 1903 r. zwolniony z pracy za udział w akcji propagandowej na rzecz wyboru polskich posłów do parlamentu. Za oszczędności kupił parcelę w Pszowie, lecz szykany władz uniemożliwiły mu budowę domu. Zamieszkał wówczas w ziemiance. Podczas interwencji policji, która chciała usunąć go z ziemi, zastrzelił żandarma, a potem popełnił samobójstwo.

    październik 1906

    W kilku miejscowościach Górnego Śląska (m.in. Zaborzu, Kosztowach, Siemianowicach) doszło do strajków szkolnych, podczas których dzieci bojkotowały naukę religii w języku niemieckim (były to echa podobnych strajków we Wrześni w 1901r. i w Królestwie Polskim w 1905r.).

    25 I 1907

    Największy sukces polskiego ruchu narodowego na Górnym Śląsku przed I wojną światową. Deputowanymi do Reichstagu zostało wybranych 5 Polaków (w tym Adam Napieralski i Wojciech Korfanty). Sukces ten był wynikiem taktycznego sojuszu dwóch nurtów polskiego ruchu narodowego (do tej pory zajadle się zwalczających): endecji i ugodowego obozu "Katolika". Analiza wyników głosowania wykazała, że na zwycięstwo obozu narodowego złożyły się głosy odebrane Centrum i socjaldemokratom.

    15 X 1907

    W Cieszynie ukazał się pierwszy numer kwartalnika "Zaranie Śląskie". Założycielem i redaktorem był Ernest Farnik (1871-1944; pisarz, etnograf, od 1910 dyrektor gimnazjum polskiego w Cieszynie), a wydawcą - Polskie Towarzystwo Ludoznawcze. Na łamach "Zarania" ukazywały się artykuły poświęcone śląskiemu folklorowi, literaturze i historii, publikowane przez miejscowych badaczy. Pismo szybko zdobyło popularność i stało się istotnym czynnikiem rozwoju kultury regionu. Wydawanie kwartalnika zawieszono w 1912 r.; ponownie zaczęło ukazywać się w Katowicach w 1929 r.

    30 I 1909

    We Wrocławiu zmarł prof. Władysław Nehring (ur.1830), filolog i historyk literatury polskiej, kurator Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego (1868 -1886), długoletni kierownik katedry języków i literatur słowiańskich (1868 -1907), rektor miejscowego uniwersytetu (1893/1894), członek Akademii Umiejętności w Krakowie (od 1873). Publikował liczne studia literackie, historyczne i językoznawcze. Do najbardziej znanych należą: monografia Jan Kochanowski (1901) oraz krytyczne edycje Psałterza floriańskiego (1886) i Kazań gnieźnieńskich (1896).

    1910

    W Cieszynie powstało Polskie Towarzystwo Turystyczne "Beskid", któ re prowadziło aktywną działalność do wybuchu I wojny światowej. Jego staraniem powstało pierwsze polskie schronisko w Beskidzie Śląskim za Olzą (na Ropiczce w 1913 r.). Utworzenie towarzystwa było odpowiedzią na działalność niemieckiej organizacji turystycznej "Beskidenverein" (1893). W 1922 r. PTT "Beskid" połączyło się z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim.

    24 IX 1911

    W Raciborzu został otwarty Dom Narodowy "Strzecha", w którym znalazły siedzibę polskie organizacje działające w mieście. "Strzecha" była kuźnią polskiego życia narodowego, szczególnie w okresie międzywojennym.

    2 X 1911

    W Międzyborzu zmarł Jerzy Badura (ur. w Drogomyślu koło Cieszyna w 1845 r.), ostatni polski pastor międzyborski. Gimnazjum ukończył w Cieszynie, potem studiował filozofię i teologię w Wiedniu i Lipsku. Na Dolnym Śląsku osiadł kiedy zabrakło dla niego miejsca w zborach cieszyńskich. Był pastorem kolejno w Sycowie, Laskach koło Kępna i w Międzyborzu (1883 -1908). W latach 1884 -1891 redagował wydawane we Wrocławiu czasopismo Nowiny Szląskie, popularyzujące kulturę i literaturę polską oraz występujące w obronie polskiego języka w szkole i kościele. Publikował studia historyczne np. Dzieje kościoła chrześcijańskiego i własne znakomite kazania (m.in. Katechizm międzyborski; 1886).

    1913

    Uroczyste obchody stulecia "niemieckiej wojny wyzwoleńczej". Z tej okazji imprezy różnej rangi odbyły się w większości miejscowości na Śląsku, a materialnym ich świadectwem są istniejące jeszcze gdzieniegdzie pomniki lub tablice pamiątkowe. Centralne uroczystości miały miejsce we Wrocławiu, z racji roli jaką miasto odegrało podczas wojen napoleońskich. 20 V 1913 otwarto tu wielką Wystawę Stulecia. Miejscem prezentowania części eksponatów, a także okolicznościowych koncertów była Hala Stulecia (obecnie Hala Ludowa) - gigantyczny obiekt widowiskowy zbudowany z żelazobetonu według projektu miejskiego architekta Maxa Berga (1870 -1947). W Hali odbyła się wówczas premiera dramatu Gerharta Hauptmanna Festspiel in deutschen Reimen, pomyślana jako kulminacyjny punkt obchodów. W 1942 r. we Wrocławiu Gerhartowi Hauptmannowi zorganizowano uroczysty jubileusz z okazji 80-lecia urodzin i 30-lecia otrzymania Nagrody Nobla.
     
     
     
    Kto zamiast nazwy Hala Wrocławska 
    (a lepiej  Hala Śląska Polskiego)
    używa nazwy "hala stulecia", 
    ten reprezentuje antypolską tradycję pruską
    i demonstruje pogardę dla naszych interesów narodowych,
    za które  Prusacy prześladowali Polaków studiujących we Wrocławiu 
    wkrótce po klęsce wojsk polskich pod wodzą Napoleona.

    Kto przed ks. Józefem Poniatowskim
    - otoczonym kultem polskim patriotą z wyboru
    stawia zasłużonego dla Prus majora Adolfa Luetzowa,
    ten wkrótce przywróci pierwotne nazwy obiektom
    nazwanym imieniem Starego Fryca, Bismarka i ...
    tego ostatniego, najbardziej skutecznego polakożercy.

    Warto jeszcze raz przeczytać wyżej podaną informację:

    8 XI 1817

    Na Uniwersytecie Wrocławskim powstała organizacja "Polonia" skupiająca studentów Polaków (stanowili ok. 1/3 wszystkich studentów; do wrocławskiej uczelni trafiali przede wszystkim z sąsiedniej Wielkopolski). Do utworzenia organizacji doszło na skutek rozłamu w studenckiej korporacji "Silesia", istniejącej od 1811 r., która zrzeszała młodzież narodowości polskiej i niemieckiej (Polacy, ze względu na odmienny stosunek do wojny 1813 r., odmówili uczestnictwa w uroczystości ku czci studentów poległych w czasie wojny z Napoleonem). "Polonia" wychowywała młodzież w duchu patriotyzmu, urządzała obchody z okazji rocznic Konstytucji 3 Maja, utrzymywała kontakty z innymi polskimi środowiskami akademickimi. Upadła na skutek aresztowań w 1822 r. W 1829 roku działalność "Polonii" wskrzesił student Adam Koczkowski. Tym razem przetrwała tylko do 1830 r. Po wybuchu powstania listopadowego większość jej członków podążyła do Królestwa Polskiego i zaciągnęła się do oddziałów powstańczych.

    W 1914r. Wojciech Kossak namalował olejny obraz na desce (58 x 47 cm)
    "Szwoleżer polski w starciu z huzarem pruskim"

    Kto widzi tem obraz, niech się zastanowi komu Polacy powinni życzyć zwycięstwa w śmiertelnym starciu Polaka z zaborcą.
    Warto przyjrzeć się nakryciu głowy Prusaka. Tak, tak -  jest tam TRUPIA GŁÓWKA (Der Totenkopf der Husaren)
    Ci spośród Polaków, którzy przeżyli zagładę, pamiętają następstwa przemówienia Hitlera na odprawie dowódców formacji Wehrmacht w Obersalzberg w dniu 22. sierpnia 1939: "Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf  (Z TRUPIĄ GŁÓWKĄ), dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową." 

    Der Totenkopf der Wermacht: Oswald Pohl und Ernst Schmauser.

    Pohl als Kriegsverbrecher zum Tode verurteilt und hingerichtet.
    Zbrodniarz wojenny Pohl byl skazany na śmierć i stracony.

    Norymberga/Nürnberg: 
    Verbrechen gegen die Menschlichkeit
    zbrodnia przeciw ludzkości/crime contre l’humanité/crime against humanity
     

    Stosunek Polaków do niemieckich zaborców i nadzieje wiązane z Napoleonem odzwieciedla poniższy obraz alegoryczny  przedstawiający Michała Archanioła w ubiorze polskim zwyciężającego w r. 1806 czarta w ubiorze niemieckim (malarz Michal Elwiro Andriolli).


     
     

    Kto zamiast nazwy Hala Wrocławska 
    (a lepiej  Hala Śląska Polskiego)
    używa nazwy "hala stulecia", 
    niech wyraźnie opowie się 
    po jednej lub drugiej stronie
    lojalności i tradycji.

    Siedzący okrakiem na barykadzie
    są dobrym celem z obu jej stron.

    dr Zbigniew Hałat

    W dniu  Narodowego  Święta Niepodległości
    11. listopada 2011r., pod władzą Donalda Tuska,
    o 12. 50 przy ul. Nowy Świat  w Warszawie
    niemieckie bojówki napadły na Polaków
     w mundurach polskich szwoleżerów .

     


     

    VIII 1914

    Po wybuchu I wojny światowej władze niemieckie dokonały na Górnym Śląsku prewencyjnego aresztowania 40 polskich działaczy narodowych i osadziły ich w Nysie (m.in. Bronisław Koraszewski, redaktor i wydawca "Gazety Opolskiej"). Zawieszono działalność polskich organizacji i wydawanie polskich czasopism (po paru dniach kilka z nich uzyskało zezwolenie na wydawanie, lecz musiały podlegać ścisłej cenzurze realizowanej przez władze wojskowe).

    23 VIII 1914

    W Cieszynie odbyła się narada przedstawicieli trzech polskich stronnictw politycznych działających na Śląsku Cieszyńskim. Wzięli w niej udział m.in. ks. J. Londzin, Jan Michejda i Tadeusz Reger. W jej wyniku powołano Sekcję Śląską Naczelnego Komitetu Narodowego, która przystąpiła do formowania Legionu Śląskiego.

    21 IX 1914

    Wymarsz z Cieszyna Legionu Śląskiego, złożonego z 354 ochotników pod dowództwem ppor. Józefa Lebiedzika. Ostatecznie z formacji tej utworzono śląską kompanię 3 pułku Legionów Polskich (II Brygada); kilkudziesięciu Cieszyniaków włączono do innych kompanii tego pułku. Śląska kompania brała udział w walkach przeciwko Rosjanom na froncie wschodnim. Jej dowódca, cieszyński poeta Jan Łysek, poległ w bitwie pod Kostiuchnówką 5 XI 1915 r.

    1933

    Dzięki staraniom Komitetu Wydawnictw Śląskich Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie (powstał w 1932 r.) ukazał się pierwszy tom fundamentalnego dzieła polskiej historiografii międzywojennej zajmującej się przeszłością Śląska - Historia Śląska do roku 1400; praca zbiorowa pod redakcją Stanisława Kutrzeby. Komitet (korzystający z hojnych subwencji wojewody śląskiego Michała Grażyńskiego) wydał również wiele prac z zakresu prahistorii, etnografii, językoznawstwa i geologii Śląska.

    1933 -1937

    W wyniku akcji walki z polskim i słowiańskim nazewnictwem, realizowanej przez władze niemieckie, zmieniono (zgermanizowano) ok. 1280 nazw miejscowości i nadano ponad 600 nowych nazw różnym obiektom geograficznym (rzekom, lasom) wzgórzom itp.). Najwięcej nazw zmieniono w niemieckiej części Górnego Sląska; akcją objęte zostały również niektóre powiaty Dolnego Śląska oraz tzw. "czeski zakątek" na ziemi kłodzkiej (rejon Lewina i Kudowy). Z nazw usuwano przymiotnik "polski" (polnisch; np. miejscowość Polska Cerkiew w pow. raciborskim przemianowano z Polnisch Neukirch na Grass Neukirch), zmieniano nazwy ze słowiańskim przyrostkiem -ice (-itz; np. Bieńkowice - Benkowitz na Berendorf) bądź o słowiańskim rodowodzie (np. Lewin na Hummelstadt), czy wreszcie nadawano nazwy na cześć osób zasłużonych dla historii niemieckiej (np. Krobielowice na Buechersruh, a Okrzeszyce na Bismarckfeld).
     
    Felieton z 24. listopada 2005
    - fragment -

    W powiecie grodzkim Breslau głosowało 85,5% wyborców, z czego 201 309 (49,4%) oddało głosy na NSDAP. W powiecie ziemskim Breslau głosowało 92,2% wyborców, z czego 55 084 (48,0%) oddało głosy na NSDAP, a w sąsiednim powiecie ziemskim Schweidnitz głosowało 94,2% wyborców, z czego 23 551 (42,20%) oddało głosy na NSDAP. 

    Rządy Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec przemieniły zwykłych zjadaczy chleba w bestie i doprowadziły do zagłady nie tylko ich sąsiadów, ale także - choć w mniejszym stopniu - ich samych.

    Rządy nazistów doprowadziły też do przepadku niemieckiego mienia  na rzecz ich ofiar i dzięki temu do zakończenia dwustuletniego panowania prusactwa w kolebce naszej państwowości – na Śląsku, który przyjął swą nazwę od świętej góry Prasłowian – Ślęży dominującej nad żyzną równiną pomiędzy Wrocławiem i Świdnicą. 

    Wbrew dowodom archeologicznym i historycznym Prusacy jeszcze tuż przed wojną zacierali polskie pochodzenie nazw wielu wsi ślężańskich, nadając im zmyślone nazwy od wędrownych Wandalów – Silingów (Strachów zamieniono na Silingtau, a Sulistrowiczki na Silingtal). 

    Ofiarami nazistów byli też niegłosujący na nich wyborcy niemieccy, np. w Bawarii. W Monachium na NSDAP głosowało 178 419 osób, tj. 37,8% wszystkich głosujących, w powiecie Altoeting pierwsze miejsce zajęła Bawarska Partia Ludowa (11 331 głosów – 46% głosujących), a dopiero drugie NSDAP ( 6 381 głosów – 25,7% głosujących). W 1933 w miejscowości Marktl, powiat Altoeting, było 952 mieszkańców…

    dr Zbigniew Hałat
    '


     
     

    '

     
     

    XII 1934

    Gauleiterem Śląska (stanowisko partyjne w NSDAP) oraz nadprezydentem prowincji górno- i dolnośląskiej został Josef Wagner. Jego stanowisko wobec Polaków zamieszkujących Śląsk zostało zawarte w przemówieniu z kwietnia 1935 r.: "Wszystko, co mogłoby wskazywać na cokolwiek polskiego, musi zniknąć. W ciągu 10 lat stanie się nasz Śląsk rdzennie niemieckim (...). W ciągu 30 lat cały Górny Śląsk nie będzie nic wiedział o Polakach". Program Wagnera realizowany był z całą bezwzględnością, aczkolwiek ze względu na obowiązywanie konwencji genewskiej w sprawach mniejszościowych (do r. 1937) i poprawne stosunki na szczeblu rządowym (po podpisaniu polsko-niemieckiego paktu o nieagresji w 1934 r.) władze niemieckie starały się maskować swoje poczynania. Istotnym hamulcem w ich polityce był również fakt istnienia mniejszości niemieckiej w Polsce, która korzystała z szeregu uprawnień i nie chciano narażać jej na polskie działania odwetowe.

    6 V 1945 

    Kapitulacja niemieckiego garnizonu we Wrocławiu zakończyła największą bitwę II wojny światowej na Śląsku. Wzięło w niej udział ok. 50 tys. żołnierzy radzieckich z 6 Armii dowodzonej przez gen. Włodzimierza Głuzdowskiego i niemiecka załoga "Festung Breslau" licząca ok. 65 tys. żołnierzy. Komendantem twierdzy był płk Hans von Ahlfen (od 8 marca gen. Hermann Niehoff); z ramienia NSDAP obroną kierował gauleiter Śląska Karl Hanke. Pierścień okrążenia wokół miasta zamknął się 16 II, a 20 lutego, po odrzuceniu przez niemieckie dowództwo propozycji kapitulacji, oddziały radzieckie rozpoczęły szturm. Szczególnie ciężkie walki toczono o dzielnice południowe i zachodnie. Walczono dosłownie o każdą ulicę i każdy dom. Natarcie wygasło w połowie marca w skutek ciężkich strat poniesionych przez oblegających. Władze hitlerowskie wprowadziły we Wrocławiu drakońskie zarządzenia (np. obowiązek pracy dla całej ludności cywilnej z chłopcami i dziewczętami od 10 i 12 roku życia włącznie). Kolejny szturm, poprzedzony ciężkimi bombardowaniami, rozpoczął się 1 kwietnia i już pierwszego dnia przyniósł oddziałom radzieckim poważny sukces - zdobycie lotniska na Gądowie, przez które drogą powietrzną zaopatrywany i uzupełniany był niemiecki garnizon. Co prawda na rozkaz Hankego już od końca lutego przygotowywano zapasowe lotnisko w centrum miasta, wyburzając w tym celu całą dzielnicę, lecz zdołał z niego wystartować tylko jeden samolot (6 maja zbiegł nim z Wrocławia gauleiter Hanke). Po zdobyciu lotniska Rosjanie, chcąc uniknąć większych strat, wyraźnie hamowali tempo natarcia i ograniczali się do blokowania załogi twierdzy. Mimo to, miejscami dochodziło do zaciętych walk ulicznych trwający z różnym natężeniem do pierwszych dni maja. Ostatecznie 6 maja, po 80 dniach oblężenia i cztery dni po upadku Berlina, dowództwo "Festung Breslau" zdecydowało się podpisać akt bezwarunkowej kapitulacji. Długotrwała (i od pewnego czasu strategicznie nieuzasadniona) obrona miasta doprowadziła do jego zagłady. Zniszczeniu uległo ok. 70 % budynków, zakłady przemysłowe oraz cenne zbiory muzealne i biblioteczne. Pod gruzami zginęło ok. 80 tys. mieszkańców Wrocławia. W walkach poległo 9 tys. żołnierzy radzieckich, a 17 tys. zostało rannych. Straty niemieckie sięgnęły 8 tys. żołnierzy zabitych i 23 tys. rannych. 

    Trup Festung Breslau

    Miasto ogląda swoje rany w lustrze Odry

    Plan Wrocławia z 1946r.

    Plac Grunwaldzki
    "Przeszedłszy przez Kaiserbriicke, ujrzałem rozległą pustynię i bezludną przestrzeń gruzów. Tam gdzie kiedyś ciągnęła się najpiękniejsza ulica Wrocławia z pięknymi skwerami, gdzie wyższe sfery miasta miały swe okazałe domy, gdzie wspaniałe kościoły podkreślały piękno panoramy miasta, sterczą dziś okopcone sżczątki spalonych budynków. Olbrzymie zwały gruzów zalegają szeroką przestrzeń od Kaiserbriicke do Fiirstenbriicke, a wśród zwalisk na tym rozległym terenie pracują niezliczone masy ludzi niby rój mrówek. Pracują dniem i nocą, aby ten olbrzymi plac przekształcić w lądowisko." ( ks. Paul Peikert "Kronika dni oblężenia. Wrocław 22 I - 6 V 1945)

    Dzielnice bezimiennych ulic w morzu ruin

    "Dolny Śląsk" praca zbiorowa pod redakcją K. Sosnowskiego i M. Suchockiego
    z cyklu Ziemie Staropolski pod redakcą Z. Wojciechowskiego, 1948

     
     


     

    Jan Sztaudynger
    STROFY WROCŁAWSKIE
    Okładka i rysunki w tekście
    Jana Wronieckiego
    Poznań 1947

     
     
    JEST PRZEPOWIEDNIA 

     Jest przepowiednia w wieków śpiąca cieniu, 
    Wpisana w dzieje: 
    "Z Wrocławia kiedyś kamień na kamieniu 
    Nie ocaleje!" 
    Tu, gdzie wesołe, dziecięce głosy 
    Szczebiotem kwitły, 
    Zostaną trupy i gruzów stosy,
    Świadkowie bitwy. -'

    Kościoły znajdą ramiona wieżyc 
    W mrokach swych kroków, 
    I zamiast stropu "zwalony leży"! 
    Czoła nakryją cieniem obłoków. 
    Jest przepowiednia (kiedy ją czyta 
                                     przechodzień - szlocha) 
    W księgach prastarych piórem wyryta 
    Złego proroka.


     
     
    NA ULICACH WROCŁAWIA 

    Na ulicach Wrocławia
    Śmierć się ślicznie zabawia.
    Tańczy lekko, niewiele, 
    Wyciągając piszczele. 
    Tańczy lekko i z gracją 
    Kosą kończąc orację! 
    Scina lilie i róże 
    Wyrośnięte w marmurze. 
    Ścina domy i wieże,
    Kosy ścina je końcem, 
    Nogi wsparła o księżyc 
    I podpiera się słońcem. 
    Dojrzewają krużganki 
    Nad nicością rozchwiane,
    Pająk z mrokiem gra w kości,
    Chwycił w siatkę krużganek. 


     
     
    BOŻE, CO TYLE  WIEKÓW PATRZAŁEŚ 

    Boże, co tyle wieków patrzałeś 
    Na gwałt nad nami, 
    Znowu pozwalasz mosty wrocławskie
    Ważyć stopami. 

    Znowu pozwalasz zielonej wieży
    Budzić koguta, 
    Tu, gdzie germańska na przekór sobie 
    Butwiała buta. 

    Znowu pozwalasz całować Odrę, 
    Polskimi słowy, 
    Zamilkł niemieckich zdań barokowych 
    Przemyślny skowyt! 

    Użycz mi słowa o świeżej mocy,
    Jak kurów pianie, 
    Abym zadzwonił hejnałem świtu 
    Na zmartwychwstanie. 
     

    MODLITWA DO ŚW. JANA CHRZCICIELA
    POLSKIEGO PATRONA WROCŁAWIA 

    Słuchaj: Jak modro, 
    Rozmawia z Odrą
    Niebo, -
    Jak srebrnie zbawia
    Mury Wrocławia 
    Odrą. 
    I jak zielono 
    W zieleni toną 
    Ulice. 
    O święty Janie, 
    Miasta patronie 
    Chrzestny! 
    Pozostań z nami, 
    Byśmy wiekami 
    Krzepli.
     

    ZŁOCISTY RANEK, PUCHAR ZŁOCISTY ... 

    Złocisty ranek. Puchar złocisty.
    Piję z pucharu lotny czar ranka,
    Niewysyłane układam listy, 
    Jak gdyby była jakaś kochanka. 

    Odry kochanek - ja dziecię Wisły
    Zgiąłem przed rzeką srebrną kolana.
    I całej Polsce wyznanie cisnę: 
    Odra mym wierszem sercu przyznana. -

    Niechaj za morzem kupcy angielskie 
    Krają nam Polskę, jak krają trupy,
    Bolesławowym wspaniałym gestem 
    Na Odrzę wbiję poezji słupy. 
     


     
    "Nasz Dziennik", 3. listopada 2007r.

    Krajobraz po bitwie
    Prof. Jerzy Robert Nowak