STRONA
GŁÓWNA
DOMENY
HALAT.PL
|
|
|
CEMI - ZEMI
Centrum Europejskiej Medycyny Integracji
Centre for European Medicine of Integration
Zentrum für Europäische Medizin der Integration
Centre pour la Médecine européen d'intégration
Wiedza
naukowa zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa –
czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów
oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy
zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik szkodliwy
występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie potęgującymi
niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za punkt wyjścia procesu
diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z zasadą wyrażoną po łacinie
słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS, czyli „gdy działa przyczyna, jest i
skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie dzieje się bez przyczyny".

|
|
|
|
Instytut
Wody
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji
|
|
|
|
Medyczne Centrum Konsumenta
Centrum Europejskiej
Medycyny Integracji
|
|
|
|
Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia
Konsumentów
|
|
|
|
Zagrożenia Zdrowia
w Polsce
|
|
|
|
3 Smoki
|
|
|
|
Zdrowy Polak
|
|
|
It is Europe that is sick, all Europe
with the exception
of Poland. Neal Ascherson Scottish historian
 Poland (in English)

MOVE FOR HEALTH
WALK POLAND GMO FREE LAND NUKES FREE LAND LAND OF THE FREE *** Poles are fiercely independent and stand up for their beliefs. US Ambassador to Poland Victor Ashe, Sept 24, 2008
WikiLeaks Hall of Shame

real + virtual = symbiotic space
the epidemiologist's view of the ACTA controversy: free entities appreciate symbiosis, parasites hate symbiosis - dr Halat
Minister Boni Telling Lies to Get ACTA Signed
|
|
|
|
|
|
|
|
Wizytówka
|
|
|
|
ALERGENY
|
|
|
|
KANCEROGENY
|
|
|
|

www.forum.halat.pl
|
|
|
 |
|
|
|
|
SLASK ŚLĄSK
Translate
this
page.
Share
with others.
Śląsk
... in pago Silensi, vocabulo hoc a quodam monte
nimis excelso et
grandi olim isibi indito; et hic ob qualitatem suam et quantitatem, cum
execranda gentilitas ibi veneraretur, ab incolis omnibus nimis
honorabatur.
THIETMAR A. D. 1017
... w kraju śląskim, który nazwę tę otrzymał niegdyś
od pewnej
wielkiej
i bardzo wysokiej góry. Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich
mieszkańców
z powodu swego ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej
przeklęte
pogańskie obrzędy.
| Czczono tam święty gaj lucus Zutiburc "gaj
Świętybór":
była to kraina
między Świdnicą a Wrocławiem, w czasach Thietmara pagus, a zatem
niewielki
obszar dokoła jednego grodu. Nazwa Śląska, która już w XII w.
obejmowała
całą pd.-zach. rubież Polski, jest formą przymiotnikową (z przyrostkiem
-sk) nazwy rzecznej Ślęża, w przekazie 1202 rzeka Slenze, która wpada
niżej
Wrocławia do Odry. Wywód: pień słow. ślęg "pełzać" - rzeka powolna; do
tego gniazda należy Śląchwa, dopływ Warty i Ślina, dopływ Narwi. Góra
Sobótka
od tej rzeki nazywała się góra Ślęża, 1223 mons Sylencii.
Mały Słownik Pochodzenie i znaczenie
nazw geograficznych
Józef Staszewski, Wydanie trzecie, Wiedza
Powszechna 1968
Samotna, pokryta ciemnym lasem, często spowita
chmurami i
mgłami,
ściągająca liczne burze, od najdawniejszych czasów budziła strach i
szacunek
oraz kojarzyła się w umysłach ludzi z siedliskiem istot
nadprzyrodzonych.
Nazwa Góry Ślęży położonej w pobliżu Wrocławia (około 30 km w kierunku
południowo-zachodnim) i przepływającej w pobliżu niej rzeczki Ślęży
pochodzi
od prastarego słowa ślągwa oznaczającego wilgotne zamglone powietrze.
Ślągnąć
znaczyło moknąć, nasiąknąć wilgocią, a prześlągły to samo co
przemoknięty.
Rzeczka Ślęża szeroko rozlewa się, ma bagniste i mokre brzegi, góra
Ślęża
zaś często osnuta jest mgłami, stąd też jej nazwa "mokra" czyli Ślęża.
Od Ślęży wywodzi się również nazwa ludności - Ślężanie - zamieszkującej
żyzne tereny nad rzeczką Ślężą. Od plemienia Ślężan przyjęła się nazwa
całego kraju. Można więc przypuszczać, że Góra Ślęża, gdzie odbywały
się
praktyki religijne, związane z kultem słońca, musiała mieć znaczenie
scalające
dla całego Śląską. Płaski szczyt Góry Ślęży otoczony był potężnym
wałem,
z którego zachowały się resztki od strony południowej oraz drugi tzw.
wał
półksiężycowy, usytuowany mniej więcej w połowie wysokości zboczy. Wał
ten szeroki w podstawie 5 m, zbudowany był z olbrzymich głazów i
mniejszych
kamieni, o konstrukcji luźnej, bez zaprawy, przysypany jedynie ziemią,
piaskiem i żwirem. Z tym wielkim ośrodkiem kultowym związane były tzw.
rzeźby ślężańskie wykonane w kamieniu, rozmieszczone w różnych punktach
góry bądź w jej najbliższej okolicy.
|
STARA MAPA TAJEMNICZEJ
KRAINY W ŚRODKU EUROPY,
KTÓRA SWĄ NAZWĘ PRZYBRAŁA OD
ŚWIĘTEJ GÓRY ŚLĘŻY

Najstarsza cywilizacja Europy (4 800
- 4 600 przed Ch.)
na wschód od Limes
Sorabicus -
wyznaczonej po wielu tysiącleciach przez Niemców
granicy odzielającej ich od Słowian,
następców Prasłowian autochtonicznej kultury łużyckiej.
28. LIPCA
DZIEŃ
ŚLĄSKA POLSKIEGO
OBCHODZONY
W ROCZNICĘ ZGONU
NIEZŁOMNEGO POLAKA
BOLKA II,
o którym Długosz
w swojej kronice napisał, że choć inni książęta śląscy zaparli
się
Ojczyzny
- dając się zhołdować Janowi Luksemburskiemu, Niemcowi
na tronie czeskim, to on
jeden
"nie dał się zwieść
do tego grzechu, oświadczał głośno,
że jest księciem polskim,
a od jedności z Polską nigdy nie odstąpi"
28 VII 1368 ZMARŁ
BOLKO II
POLSKI KSIĄŻĘ
ŚWIDNICKO - JAWORSKI
PIAST ŚLĄSKI
WNUK WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA
SYN SIOSTRY KAZIMIERZA WIELKIEGO
FUNDATOR ZAMKU NA GÓRZE ŚLĘŻY
Ulotka
do pobrania/wydrukowania

|
Zaproszenie do udziału
w Mszy Świętej
w Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej
Dobrej Rady i Mądrości Serca
w Sulistrowiczkach u
podnóża Góry Ślęży
29 lipca 2012r. o godz. 12.00
w intencji dawnego władcy Ziemi Ślężańskiej
polskiego księcia świdnicko – jaworskiego Bolka Drugiego
w 644. rocznicę zgonu
Mamy zaszczyt zaprosić do udziału w
Mszy Świętej w intencji dawnego władcy Ziemi Ślężańskiej, polskiego
księcia świdnicko – jaworskiego Bolka II, Piasta śląskiego, wnuka
Władysława Łokietka, siostrzeńca Kazimierza Wielkiego, fundatora zamku
na Górze Ślęży, o którym to władcy Długosz w swojej kronice napisał, że
choć inni książęta śląscy zaparli się Ojczyzny - dając się zhołdować
Janowi Luksemburskiemu, Niemcowi na tronie czeskim – to on jeden "nie
dał się zwieść do tego grzechu, oświadczał głośno, że jest księciem
polskim, a od jedności z Polską nigdy nie odstąpi".
W sztafecie dziejów
książę Bolko II był kontynuatorem dzieła właściciela Góry Ślęży,
budowniczego Polski, głównego doradcy Bolesława Krzywoustego i palatyna
- Piotra Włosta z rodu Łabędziów - możnowładców plemienia Ślężan,
dziedziców prastarej słowiańskiej tutaj obecności, sięgającej
korzeniami do kultury łużyckiej i rozciągajacej się po Łabę, gdzie na
wschód od wyznaczonej po wielu tysiącach lat przez Germanów granicy
Słowian (limes Sorabicus) powstała najstarsza cywilizacja Europy z lat
4 600 - 4 800 przed nar. Chrystusa.
Zakończone 28 lipca 1368 roku życie
księcia Bolka II zawierało ważne przesłanie dla dziesiątków pokoleń
broniących polskości Śląska. Od nas, obecnie żyjących, zależy
przyszłość Śląska Polskiego.
Msze Święte za duszę księcia Bolka
II odprawiane są od 2007r. w Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej
Rady i Mądrości Serca w Sulistrowiczkach u podnóża Góry Ślęży w jedną z
niedziel wkrótce po rocznicy zgonu Niezłomnego Polaka. Najbliższe
nabożeństwo w odbędzie się 29 lipca 2012r. w 644. rocznicę zgonu
księcia. Początek o godz. 12.00.
|
Sołtys
Wsi Sulistrowiczki
Marek Juraszek
|
Kustosz
Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej
Dobrej Rady i Mądrości Serca
ks. prałat dr Ryszard Staszak
|
Prezes
Towarzystwa Ślężańskiego
Sulistrowiczki–Wrocław–Warszawa
dr Zbigniew Hałat
|
Ulotka do pobrania/wydrukowania

Po nabożeństwie w dniu
31. lipca 2011r.
Ośrodek Kultury w Chrześcijańskiej w
Sulistrowiczkach gościł sympozjum popularno-naukowe
DZIEŃ ŚLĄSKA POLSKIEGO 2011
kluczowi mówcy:
prof. dr. hab. Tadeusz Marczak
"Walka o polskość Śląska trwa"
mgr Tadeusz Szczyrbak
"Aktualność idei 'Rodła' w XXI w."
Stanowisko Towarzystwa
Ślężańskiego
ws stałego terminu nabożeństwa od roku 2011
Terminy nabożeństwa od roku 2011 i na lata kolejne ustalił za nas w
lutym 2011r. Bundestag, ogłaszając 5. sierpnia dorocznym dniem
wypędzonych - "Tag der Vertreibungen" wyznaczonym w rocznicę podpisania
5. sierpnia 1950r. "Die Charta der deutschen Heimatvertriebenen"
haniebnej także ze względu na skład sygnatariuszy (m.in. Rudolf Wagner
SS-Obersturmbannführer, Erik von Witzleben SS-Obersturmbannführer,
Herbert von Bismarck (Pommersche LM), Waldemar Kraft ehem.
Ehren-Hauptsturmführer der Allgemeinen SS, ehem. NSDAP-Mitglied,
Gottlieb Leibbrandt ehem. Schulungsleiter für die NSDAP in Wien, pełna
lista tutaj), co podkreśla także niemiecka opozycja.
W lipcu roku 2007 mieliśmy zaszczyt
poinformować wszystkich zainteresowanych, że po czterdziestu latach od
pojawienia się zamysłu Towarzystwo Ślężańskie podjęło publiczne obchody
DNIA ŚLĄSKA POLSKIEGO.
W następstwie gwałtownej degradacji naszego Państwa w latach 2007 -
2011 w kolebce polskiej państwowości - na Śląsku - postać księcia Bolka
II nabrała szczególnego blasku i jej symbolika powinna stanowić
antidotum na niemiecki rewizjonizm.
Dwieście lat panowania prusactwa na Śląsku (od podpisania 28.
lipca 1742 w Berlinie traktatu zatwierdzającego iście bandycki zabór
Śląska po rok 1945) to nikły ułamek tysiącleci prastarej słowiańskiej
tutaj obecności, sięgającej korzeniami do kultury łużyckiej i
rozciągajacej się po Łabę, na której to obszarze, na wschód od
wyznaczonej przez po wielu tysiącach lat przez Germanów granicy Słowian
(limes Sorabicus) odkopano pozostałości najstarszej cywilizacji Europy
(z lat 4 600 - 4 800 przed narodzeniem Chrystusa.
Towarzystwo
Ślężańskie
Jan
Długosz Kronika Polski:
"Książęta polscy, dzierżący
Śląsk na mocy prawa ojcowskiego dziedzictwa, sąsiadujący z Królestwem
Czeskim (...) odpadli na rzecz Jana, króla czeskiego, wówczas
zawziętego wroga Władysława, króla polskiego (...). Tylko Bolesław,
dostojny książę świdnicki, syn książęcia Bernarda, brzydząc się tak
nikczemnym odstępstwem, roztropnymi namowy odwodził od niego innych
książąt śląskich i sam hojnymi obietnicami króla czeskiego nie dał się
wciągnąć do tego grzechu; oświadczał głośno, że jest polskim księciem i
że od jedności i całości Królestwa Polskiego nigdy nie odstąpi, a jak w
ciągu życia, tak też i przy zgonie zaklinał braci, krewnych swoich i
bratanków, żeby nie zezwalali na taki rozdział i odłączenie."
Witold Papierniak
Opis zabytków Krzeszowa – rozdziały 5 - 8
Mauzoleum Piastów i pozostałe ważne zabytki
Podział Śląska w XXI wieku
Śląsk Polski: Województwo Dolnośląskie, Opolskie i Śląskie
Śląsk Czeski: Moravskoslezský kraj (część), okres Jesenik
Śląsk Niemiecki: Niederschlesischer Oberlausitzkreis
(do 1. sierpnia
2008, obecnie
Landkreis Goerlitz)


Granice
prasłowiańskiego Śląska
ulegały częstym zmianom. W skład monarchii Henryka Brodatego obok
całego Śląska wchodziła także Wielkopolska, Ziemia Krakowska,
Sandomierska i Lubuska. W XXI wieku znaczna część Ziemi Lubuskiej to
niemiecka Brandenburgia – kraina słowiańskich mogił.
Podczas II wojny
światowej został
zabity co piąty obywatel Polski, w 88% byli to bezbronni
cywile.
W wyniku połączonej napaści państwa niemieckiego i sowieckiego Polska
straciła co trzeciego obywatela, a bilans utraconej i uzyskanej
powierzchni kraju wykazał w roku 1945 stratę jednej piątej naszego
terytorium w stosunku do stanu sprzed agresji zbrodniczych potęg.
Szanując werdykty
historii, w XXI
wieku po ziemie utracone rąk nie wyciągamy.
Podpalaczy świata prosimy
o to samo.
Ojczyzny Polakom nie odbiorą ani ludobójcze wojny, ani oszukańcze
traktaty, ani skryte kolonizacyjne akcje.
W XXI wieku Śląsk Polski
jest domem co
czwartego Polaka.
Cudzej ziemi nie chcemy,
swojej nie
oddamy.
Woda
jako żywioł i
główny składnik
istot żywych nie znajduje sobie równych na tej ziemi.
Naszym najbardziej
imponującym
pomnikiem wody jest nazwa Śląska pochodząca od świętej góry Prasłowian
– Ślęży, czyli mokrej.
Wybitny znawca
archeologii Ślęży,
prof. Grzegorz Domański, zwraca uwagę na możliwość łączenia nazwy góry
związanej z wodą, sławnej rzeźby postaci z rybą i odkrytego w 1993r.
grodu
na wschodnich zboczach prawdopodobnie poświęconego Ślężowi -
słowiańskiemu
bóstwu wody.
Prof. Witold Hensel w
dziele
"Polska Starożytna" (Ossolineum 1980) podaje, że różne znaleziska ze
Śląska
dowodzą, iż kult źródeł wodnych utrzymywał się tam poczynając
od
neolitu. Podkreśla, że badania w Biskupinie (odkryty jesienią 1933r.
przez
prof. Józefa Kostrzewskiego na półwyspie jeziora biskupińskiego gród
kultury
łużyckiej Prasłowian) ujawniły oddawanie przez jego mieszkańców czci
źródłom
wody, "którzy wody w jeziorze mieli w bród, zdawali sobie sprawę z
wartości
pitnej czystej wody źródlanej. W tej materii kontynuowano niewątpliwie
wcześniejsze tradycje. (...) Kult wody (jezior, rzek oraz źródeł)
istniał
i później na ziemiach polskich."

Poniżęj współczesny
widok
"Świętego
Źródełka" tuż
pod szczytem Ślęży
-
miejsca kultu w
starożytności


Leśne źródło i
miejsce
podmokłe, czyli ślęg,
łatwo
spotkać w
ślężańskich
ostępach

|
|
Łącznikiem
Ślęży z medycyną
jest pierwszy polski lekarz, a przy tym pierwszy kanonizowany Polak,
którym
był
św.
Andrzej Świerad (Andreas Zoeradus, Zorardus, Sveread, Svorad,
Sourad
- patron Słowacji i Węgier) działający w czasach Bolesława Chrobrego w
ziemi Ślężan pod Górą Sobótką w eremie nad brzegiem rzeki Oława (wg. OFFICIA
PROPRIA. DIECEZIUM POLONIAE: ...in terra Silesianorum apud montem
Sobótka
in eremo ad ripam fluuri Oława...).
|
II Międzynarodowe
Targi
GEOLOGIA
2004 SPRZĘT -
TECHNIKA
- MYŚL
26
i 27 maja 2004, Pałac
Kultury
i Nauki, Warszawa
Jedyne w Polsce
targi
poświęcone
geologii
i ochronie środowiska
informacja
na serwerze Państwowego Instytutu Geologicznego
Konferencja
Państwowego Instytutu
Geologicznego
"Woda - surowiec XXI
wieku"
|
Przeszłość
Ślęży, Ziemi Ślężańskiej,
Śląska
i innych ziem Słowian
Zachodnich
400 mln
Kaledońskie ruchy górotwórcze
Powstanie wyniosłości Ślęży
300 mln
Hercyńskie ruchy górotwórcze
Obniżenie otoczenia (dzisiejszej równiny wrocławskiej)
600 000 - 8 000
Kolejne okresy epoki lodowcowej (plejstocen),
przedzielone okresami międzylodowcowymi
Wierzchołek Ślęży wystaje 200 m ponad otaczający go
lądolód
skandynawski
500 000
Wyroby z krzemienia wykonane przez Homo erectus erectus
człowieka wyprostowanego
(poprzednika Homo sapiens, człowieka myślącego)
na Winnej Górze w Trzebnicy i w okolicach Ruska
k/Strzegomia
230 000 - 190 000
Epoka międzylodowcowa Mindel-Riss
Pierwsze gromady ludzkie na ziemiach polskich
- koczownicy kultury klaktońskiej
120 000
Fragment kości konia odkryty w Sulistrowiczkach
Odkrycie zabytków krzemiennych,
np. tłuków pięściowych zwężonych ku jednemu
końcowi,
potwierdziłoby pobyt myśliwych związanych z przemysłem
mustierskim
(nazwa od miejscowości Le Moustier, Francja)
100 000 - 7 000
paleolit
Gromady myśliwych i zbieraczy kultury aszelskiej
(nazwa od miejscowości Saint Auchel, Francja)
Pierwsi osadnicy na terenie Śląska
12 000 - 10 000
paleolit
Ślady pobytu myśliwych w Grodziszczu (Góry Kiełczyńskie)
mapa 1
7 000 - 4 000
mezolit
W miarę cofania się lodowca i ocieplania klimatu
napływ ludów kultury tardenoaskiej (z południa) i
kultury
północnej.
4 800- 4 600
Na obszarach Europy Środkowej,
które po napływie Indoeuropejczyków
stały się kolebką Słowiańszczyzny
w szerokim pasie od zachodu stykającym się
z wyznaczoną po wielu tysiącach lat
przez Germanów granicą Słowian
(limes Sorabicus)
pojawia się najstarsza cywilizacja Europy.
Dotychczas ujawniono opinii publicznej
odkopanie przełomowych znalezisk
na terenie obecnej Saksonii:
Gosiek
(hornjoserb. Gosjek, niem. Goseck)
- obserwatorium Słońca
|
Tradycje polskiej medycyny
integracyjnej
Część I/A
Ślęża, słowiański Olimp, góruje nad żyzną równiną rozciągającą się
pomiędzy Wrocławiem a Świdnicą, jest najwyższym szczytem od Sudetów po
Ural na wschodzie, a nadto znajduje się na obszarze najstarszej
cywilizacji Europy sięgającej w kierunku zachodnim do miejscowości
Gosiek nad Soławą w krainie Serbów, czyli Regio Surbi zgodnie z
nazewnictwem pierwszych opisów historycznych Geografa Bawarskiego
(obecnie Goseck an der Saale in Sachsen-Anhalt, Bundesrepublik
Deutchschland, czyli w obowiązujących prawnie językach autochtonicznej
ludności serbołużyckiej - hornjoserbsce: Saksko-Anhaltska, Zwězkowa
republika Nimska, dolnoserbski: Sakska-Anhaltska, Zwjazkowa republika
Němska). Limes sorabicus, przez samych Germanów wyznaczona granica
Słowian, po stronie Słowian pozostawiała Gosiek oraz inne lokalizacje
najstarszej cywilizacji Europy, jak Ajtra (Aythra)
w
mieście Lipsk (niem. Leipzig) i Nikur (Nickern) w mieście Drezno
(hornjoserb. Drježdźany, obecnie niem. Dresden).
W roku 1991
zdjęcia
lotnicze okolic Gosieku pozwoliły wykryć na tamtejszym niewielkim
wzniesieniu pogórza Harzu pozostałości kolistego obiektu otoczonego
rowem o średnicy 75 m. Po rekonstrukcji wykopalisk wykazano, że było to
obserwatorium astronomiczne najstarsze na świecie z dotychczas
odkopanych. Powstałe ok. 5 000 lat przed narodzeniem Chrystusa
obserwatorium astronomiczne w Gosieku jest starsze o 4 300 lat od
Polskich Pompejów – Biskupina, grodu prasłowiańskiej kultury łużyckiej
i o 2 000 lat od brytyjskiego Stonehenge.
Obserwatorium
składało się
z czterech koncentrycznych budowli: wału, rowu i dwóch drewnianych
palisad wysokości człowieka. W palisadach istniały trzy pary bramy:
północna, południowo-wschodnia i południowo-zachodnia. W dniu
przesilenia zimowego (najkrótszy dzień roku 21 – 22 grudnia, po którym
następuje prasłowiańskie Godowe Święto, Szczodre Gody, Święto Zimowego
Staniasłońca) człowiek stojący w środku obserwatorium mógł
obserwować wschód Słońca przez bramę południowo-wschodnią i zachód
Słońca przez bramę południowo-zachodnią. Obie te bramy wobec siebie są
zlokalizowane pod kątem ok. 100 stopni.
W 2001r.
wyrwano z rąk
złodziei miedziany dysk ze złotymi intarsjami przedstawiającymi ciała
niebieskie: słońce, księżyc i gwiazdy oraz dwa przeciwstawne łuki na
brzegach dysku. Kąt pomiędzy najniższymi punktami obydwu łuków wynosi
97,5 stopnia i odpowiada położeniu Słońca w epoce brązu w czasie
przesilenia zimowego na 51 stopniu szerokości geograficznej północnej.
Dysk ten znaleźli złodzieje wykopalisk w 1999r. na terenie eksploracji
archeologicznej otaczającym koncentrycznie szczyt wysokiej na 252 m n.
p. m. Góry Środkowej (niem. Mittelberg, Ziegelroda Forst) na 51 stopniu
szerokości geograficznej północnej pod miasteczkiem Nebra. Miejscowości
Gosiek i Nebra dzieli odległość ok. 25 kilometrów. Obrazujący niebo
dysk z Nebry (Nebra sky disk, Himmelsscheibe von Nebra) pochodzi z XVI
wieku przed narodzeniem Chrystusa, jest dziełem kultury unietyckiej
bezpośredniej pooprzedniczki kultury przedłużyckiej, z której
to
powstała kultura łużycka Prasłowian. Odstęp czasu pomiędzy założeniem
najstarszego z dotychczas odkrytych na świecie obserwatorium
astronomicznego a wykonaniem klucza do obserwacji ruchu ciał
niebieskich w postaci obrazującego niebo dysku z Nebry sięga 3,5
tysiąca lat i dowodzi ciągłości i wyjątkowego zawansowania
autochtonicznej kultury łużyckiej.
dr
Zbigniew Hałat
|
udostępnione
do zwiedzana
Ajtra
(Aythra)
w mieście Lipsk (niem. Leipzig)
Nikur
(Nickern)
w mieście Drezno (hornjoserb. Drježdźany, niem. Dresden)


(
(uzupełnienia w kolorze czerwonym naniesione na fragment mapy
z podręcznika:
Richard Suchenwirth, "Deutsche Geschichte", Lipsk 1937)
4 500
mezolit
Najstarsze szczątki ludzkie na Śląsku w Tyńcu n/Ślęzą
należą do kultury północnej.
Pochowanego w grobie szkieletowym człowieka
wyposażono w motykę z rogu jelenia,
co uznaje się za najstarsze świadectwo wiary w życie
pozagrobowe
4 000 -
1 800
neolit
Kultura ceramiki wstęgowej
Napływ plemion naddunajskich niosący kulturę,
której źródła sięgają Bliskiego Wschodu.
Nasilone osadnictwo, rolnictwo, hodowla,
tkactwo,
garncarstwo,
kamieniarstwo.
Osady ludności kultury ceramiki wstęgowej
odkryto w
Starym
Zamku.
Kult Wielkiej Matki, grzebanie zmarłych w pozycji
embrionalnej.
3 500
Kultura lendzielska
Z południa napływa druga fala naddunajskich plemion
neolitycznych,
które zasiedlają obszary zajęte przez plemiona
kultur
wstęgowych.
W Dobkowicach i Jordanowie Śl. odkryto ozdoby i
narzędzia
miedziane.
3 500 -
3000
Kultura pucharów lejowatych (północna)
Na Jańskiej Górze kamieniołomy serpentynitu ,
który służył do wyrobu na dużą skalę typowych śląskich
toporów.
W ok. Jordanowa kamieniołomy nefrytu
do wyrobu narzędzi gładzonych.
Kult płodności i kult sił przyrody
2 500
Kultura amfor kulistych
Osady na północno-zachodnim stoku Ślęży; nasilony handel:
ozdoby z bursztynu w Strachowie,
siekierki z przywiezione z Krzemionek Opatowskich
mapa 2
2 000
Kultura ceramiki sznurowej
Napływ przodków Indoeuropejczyków, w tym
przyszłych
Słowian
- wojowniczych gromad pasterzy uzbrojonych w topory
bojowe.
Naczynia gliniane przytraczali do pasa sznurami.
Odcisk sznura na ceramice stał się wyróżniającym
elementem tej
kultury.
Profesor
Józef Kostrzewski
najbardziej
wybitny polski
archeolog
odkrywca
prasłowiańskiego Biskupina
tak opisuje ten
okres naszych
pradziejów:
Wędrówkom
ludów
koczowniczo-myśliwskich w III
okresie neolitu sprzyjał panujący wówczas suchy i ciepły klimat
subborealny,
powodujący wysychanie lasów i rozszerzanie się stepu na znaczną część
wschodniej
i środkowej Europy. Do dzisiaj zachowały się różne pozostałości
szczątkowe
klimatu stepowego wśród rosnących u nas roślin, np. miłek wiosenny
(Adonis
vernaculus), ostnica (Stipa pennata i St. capitata), turzyca (Carex
humilis)
i wisienka stepowa (Prunus fruticosa), spośród zwierząt zaś przetrwał u
nas tego okresu chomik.
(…)
najważniejszą rolę odegrał lud
posługujący
się c e r a m i k ą s z n u r o w ą, tak nazwaną od
najczęściej
stosowanej
ornamentyki w postaci odcisków sznura (tabl. IV-V). W ludzie tym, który
dzięki oswojeniu konia mógł przebywać szybko znaczne przestrzenie i
zawojował
znaczną część Europy od Renu aż do Wołgi i Kaukazu, od Danii i Szwecji
Południowej aż do Dunaju dość powszechnie upatruje się
Praindoeuropejczyków,
tzn. przodków językowych głównych dzisiejszych i wymarłych już ludów
Europy
(Słowian, Bałtów, Germanów, Italików, Greków, Celtów, Ilirów, Traków)
oraz
Azji Przedniej (Hindusów. Persów, Ormian, Tocharów i in.). Kolebkę
języka
indoeuropejskiego umiejscawiano dawniej powszechnie w Azji, w nowszych
czasach jednak przyjmuje się raczej, że język ten powstał w Europie i
że
aryjska gałęź Indoeuropejczyków stąd dostała się do swych obecnych
azjatyckich
siedzib [uczeni radzieccy, opierając się na tezach Marra, odrzucają w
ogóle
pogląd lingwistów i prehistoryków zachodnioeuropejskich o prajęzyku
indoeuropejskim
i prakolebce Indoeuropejczyków].
Rozszczepienie
się jednolitego
pierwotnie
języka na liczne języki oddzielne tłumaczy się przemianami, jaki uległ
on w ustach różnych ludów przedindoeuropejskich, którym został
narzucony
i które przekształciły go według własnych upodobań a długie wieki
odrębnego
rozwoju przyczyniły się do dalszego pogłębienia różnic. Pozostałością
dawnych
przedindoeuropejskich mieszkańców Europy, których nie dotknął proces
indoeuropeizacji
są m. in. Baskowie na pograniczu francusko-hiszpańskim, różne ludy
kaukaskie,
Finowie, Estończycy i Lapończycy. Językoznawcy datują dobę
indoeuropejską
na czas 3000-1500 przed Chr., tzn. na sam koniec środkowej epoki
kamiennej,
czas istnienia młodszej epoki kamiennej i początek epoki brązowej, a w
tym czasie prehistorycy znają - poza przeżywającym się przemysłem
tardenoaskim
- tylko jeden lud, który zawojowawszy ogromne obszary mógł narzucić
swój
język ludom podbitym, tzn. lud ceramiki sznurowej. Przyjmujemy zatem,
że
to właśnie sznurowcy, jak ich dla krótkości nazwiemy, byli
propagatorami
owego niezróżnicowanego jeszcze języka praindoeuropejskiego. Możemy już
nawet śledzić obecnie w szczegółach wytwarzanie się niektórych ludów
indoeuropejskich,
które powstały ze skrzyżowania się dawniej osiadłych ludów ze
sznurowcami.
Na przykład zmieszanie się sznurowców z ludnością pucharów lejkowatych
i przedstawicielami kultury łabsko-wezerskiej w Niemczech
północno-zachodnich
i Danii spowodowało powstanie języka pragermańskiego. Nawarstwienie się
sznurowców na lud kultury praugrofińskiej na Pomorzu Gdańskim i w
Prusach
Książęcych doprowadziło z czasem do wytworzenia się Prabałtów, tzn.
przodków
Litwinów, Łotyszów, Prusów i Jadźwingów. Skrzyżowanie się dwóch odłamów
sznurowców z ludnością pucharów dzwonowatych i innymi podbitymi ludami
przyczyniło się do powstania kultury unietyckiej, z której w dalszym
ciągu
rozwinęły się kultury: przedłużycka oraz łużycka, będąca
prehistorycznym
odpowiednikiem Prasłowian.
Na ziemiach
polskich wyróżnić
możemy pięć
grup miejscowych kultury ceramiki sznurowej: zachodniopolską.
rzucewską,
śląską (marszowicką), krakowską i złocką. Mimo pewnych różnic
drugorzędnych
dzielących te grupy łączy je wszystkie pokrewny obrządek pogrzebowy,
mianowicie
chowanie zmarłych w postaci skurczonej w grobach jednostkowych,
używanie
podobnej broni: łuku z grocikami strzał najczęściej sercowatymi lub
trójkątnymi,
oszczepów z grotem krzemiennym i ozdobnych czekanów bojowych, noszenie
podobnych ozdób w postaci naszyjników z kłów zwierzęcych, wreszcie
niektóre
wspólne formy naczyń glinianych i ich ornamentyka, złożona z odcisków
sznura.
Józef
Kostrzewski: Pradzieje
Polski, Księgarnia
Akademicka, Poznań, 1949
|
mapa 3
1900
Kultura pucharów dzwonowatych
Napływ koczowników z Półwyspu Iberyjskiego; grób kobiety
w
Strachowie.
1 800
Grupa marszowicka
Kultury ceramiki sznurowej
Wokół najbardziej urodzajnych ziem śląskich nad środkową
Odrą
(na południe od obecnego Wrocławia)
oryginalna grupa kultury ceramiki sznurowej
reprezentująca Przedsłowian wspólnoty bałtosłowiańskiej.
Profesor
Józef Kostrzewski
najbardziej
wybitny polski
archeolog
odkrywca
prasłowiańskiego Biskupina
tak opisuje ten
okres naszych
pradziejów:
Formą
szczególnie
charakterystyczną dla omawianej
grupy są toporki bojowe ze zwisającym ostrzem i obuchem, często
zdobione
grupami poprzecznych i krzyżujących się rytych linii, zwane typem
ślężańskim
(sobótczańskim). Wykonywano je z serpentynu, którego złoża znane są ze
wschodnich zboczy pasma Ślęży, z Jordanowa Śląskiego.
Wolno mniemać,
że tam gdzieś w
sąsiedztwie
znajdowały się pracownie, w których wytwarzano ten poszukiwany artykuł
wymienny. Toporki te, występujące najliczniej na obszarze grupy
marszowickiej,
były też eksportowane daleko poza jej obręb. Szczególnie gęsto są
rozprzestrzenione
na obszarze urodzajnych powiatów głubczyckiego i raciborskiego, poza
tym.
spotyka się je na reszcie Górnego Śląska oraz na terenie zachodniej
Małopolski
i w południowej Wielkopolsce.
Józef
Kostrzewski: Pradzieje
Polski, Ossolineum,
1965
|
Toporki
ślężańskie w
Olbrachtowicach,
Okulicach, Nasławicach,
Starym Zamku, Strachowie, Sobótce i na Ślęży.
1 800
- 1 500
I okres epoki brązu
Kultura unietycka
Miedź utwardzona cyną, czyli brąz,
wypiera stopniowo krzemień i inne kamienie
służące do produkcji narzędzi, broni, naczyń, ozdób i
innych
przedmiotów
użytku.
Miedź i wyroby brązowe sprowadzano znad Dunaju, cynę -
tylko z
Kornwalii.
W oparciu o bogate złoża miedzi nad środkowym Dunajem
rozwija się kultura unietycka.
Między Odrą a Masywem Ślęży
miejscowe plemiona ulegają wpływom kultury unietyckej:
cmentarzyska w Starym Zamku, Świątnikach,
osady w Kunowie i Olbrachcicach, kurhan w
Szczepankowicach.
1 500 -
1 300
II okres epoki brązu
Kultura unietycka przechodzi w kulturę przedłużycką,
wpływy kultury trzcinieckiej;
bojowy czekan z brązu w Mirosławicach
1 300 - 700
III - V okres epoki brązu
Kultura przedłużycka przechodzi w kulturę łużycką
Prasłowian
(Prabałtosłowian).
Nazwa pochodzi stąd, że pierwszych typowych
odkryć
tej
kultury
dokonano na Łużycach.
Prasłowianie uważali Ślężę za miejsce święte.
Powstały wały kamienne otaczające miejsce kultu
i rzeźby oznaczone ukośnym
krzyżem.
Ukośny krzyż wywodzi się ze skrzyżowanych drewienek.
którymi, według dotychczas popularnej interpretacji,
przez tarcie niecono ogień skojarzony przez
podobieństwo
z ogniem na niebie, ze słońcem.
Obecnie parę
drewienek
wiąże się z działalnością
prasłowiańskich kapłanów ze Ślęży.
Dotychczas odkryto 5 wolnostojących rzeźb
z ukośnym
krzyżem:
"postać z rybą", "niedźwiedź I", "niedźwiedź II",
"mnich" i
"grzyb".
ślężańskie
rzeźby kultowe
Obsłudze klanu kapłanów ślężańskich
służyła osada u podnóża świętej góry, obecna Sobótka.
Wielowarsztatowa produkcja znajdowała nabywców w
odległych
stronach:
żarna ślężańskie odkryto w Szlezwiku.
Osada i cmentarzysko grobów ciałopalnych
w Sobótce, Nasławicach (skarb siekierek z brązu),
Mirosławicach, Starym Zamku i in.,
osady w Kunowie, Rękowie, Strachowie, Świątnikach i in.
Przy Plasterkach (północno-zachodnie stoki Ślęży)
kamienne fundamenty zespołu półziemianek.
Kult słońca: ciałopalenie (ogień oczyszcza),
ośrodek kultowy na szczycie Ślęży, wały kamienne.
Najbardziej znanymi grodami obronnymi kultury łużyckiej
są Biskupin (650 r. przed n. Ch.)
i Osobowice we Wrocławiu ( 800 r. przed n. Ch.), jeden z
największych
w Polsce.
mapa 4
|
Tradycje
polskiej
medycyny integracyjnej
Część I/B
Leczenie
nakłuciami przypisuje się cywilizacjom Dalekiego Wschodu. Miarą
długości używaną w zabiegu akupunktury jest szerokość kciuka pacjenta,
zwana cun (czytaj kun) w uproszczonym języku chińskim (czyli pinyin), a
pisana tym samym znakiem 寸 w języku chińskim, japońskim i koreańskim.
Po obróceniu znaku cun寸o -45 stopni i odcięciu jego dolnej części
uzyskujemy obraz krzyża diagonalnego doskonale znanego miłośnikom
cywilizacji słowiańskiej odwiedzającym świętą górę Prasłowian – Ślężę.
Krzyż diagonalny rozpoznawany jako średniowieczny znak graniczny, czy
też zobrazowanie dwóch patyków służących do niecenia ognia przez
czcicieli słońca, równie dobrze może przedstawiać dwa ostro zakończone
drewienka mające zastosowanie w akuterapii ślężańskiej.
Ok. 300 km
na wschód od
najstarszego na świecie obserwatorium astronomicznego znajduje się
najbardziej wybitna wyniosłość Przedgórza Sudetów, jaką jest Grupa
Ślęży (Masyw Ślęży), w której skład wchodzi Ślęża (719 m n. p. m.),
Radunia (573 m n. p. m.) i Wieżyca, czyli Góra Kościuszki (415 m).
Wysokość bezwzględna Ślęży od strony równinnego otoczenia przekracza
500 m. Stożkowaty szczyt Ślęży wznoszący się ponad pół kilometra ponad
żyzne doliny Odry i jej lewobrzeżnych dopływów pod każdym względem
lepiej nadawał się na lokalizację obserwatorium astronomicznego ludu
kultury łużyckiej i ją poprzedzających niż niziutka Góra Środkowa w
Nebrze, leżąca przy tym niemal na tej samej szerokości geograficznej,
co Ślęża. Koncentryczne wały kultowe na szczytach Grupy Ślęży, choć
lepiej zachowane niż w Gosieku, jednak nie doczekały się do dzisiaj
równie pieczołowitej rekonstrukcji. I to pomimo wyjątkowej w Polsce
pozycji Ślęży jako najstarszego miejsca potężnego kultu
przedchrześcijańskiego w kolebce naszej państwowości. Znane jest za to
turystom bogactwo minerałów ślężańskich już w neolicie będących
wdzięcznym surowcem do masowej produkcji wyrobów kamiennych takich, jak
toporki ślężańskie, czy żarna znajdowane w odległych miejscach Europy.
Jednak największe wrażenie wywierają ślężańskie rzeźby kultowe
opatrzone znakiem krzyża diagonalnego. Kolejne bogactwa Ślęży do jej
zasoby wodne i leśne. Do dzisiaj leśne źródło i miejsce podmokłe, czyli
ślęg, łatwo spotkać w ślężańskich ostępach. Woda jako żywioł i główny
składnik istot żywych nie znajduje sobie równych na tej ziemi. Naszym
najbardziej imponującym pomnikiem wody jest nazwa Śląska pochodząca od
świętej góry Prasłowian – Ślęży, czyli mokrej. Wybitny znawca
archeologii Ślęży, prof. Grzegorz Domański, zwraca uwagę na możliwość
łączenia nazwy góry związanej z wodą, sławnej rzeźby postaci z rybą i
odkrytego w 1993r. grodu na wschodnich zboczach prawdopodobnie
poświęconego Ślężowi (Slenzowi) - słowiańskiemu bóstwu wody. Prof.
Witold Hensel w dziele "Polska Starożytna" podaje, że różne znaleziska
ze Śląska dowodzą, iż kult źródeł wodnych utrzymywał się tam
poczynając od neolitu. Podkreśla, że badania w Biskupinie ujawniły
oddawanie przez jego mieszkańców czci źródłom wody, "którzy wody w
jeziorze mieli w bród, zdawali sobie sprawę z wartości pitnej czystej
wody źródlanej. W tej materii kontynuowano niewątpliwie wcześniejsze
tradycje. (...) Kult wody (jezior, rzek oraz źródeł) istniał i później
na ziemiach polskich." Gdzie kult, tam i kapłani. Od zarania
dziejów kapłani pełnili funkcje lekarzy i medycyna zawsze rozwijała się
w obrębie konkretnej kultury ukształtowanej przez warunki naturalne
bytowania.
Nasuwa się przypuszczenie graniczące z
pewnością,
że ślężańscy kapłani stosowali wodolecznictwo na znacznie większą skalę
niż strażnicy tak znanych celów wypraw po zdrową wodę, jak
trudnodostępne źródła Łaby, sławne (od neolitu!) źródło św.
Anny
na zboczu Grabowca nad Karpaczem lub liczące kilka tysięcy lat
udokumentowanej przeszłości uzdrowisko w Szczawnie Zdroju. Widoczna z
odległości kilku dni drogi Góra Ślęża obiecywała powrót do zdrowia
przybywającym w potrzebie. Stąd hydroterapia wymagała uzupełnienia
zabiegami akuterapii, metody leczniczej o nieporównywalnie
wyższej skuteczności i znacznie większym zakresie zastosowań niż
wodolecznictwo w formie balneoterapii, czy też krenoterapii. Z natury
rzeczy prasłowiańscy kapłani ze Ślęży traktowali swoich pacjentów jako
całość, mówiąc dzisiejszym językiem jako integrum fizyczne,
psychologiczne i moralne. Tym samym ośrodek medycyny ślężańskiej można
uznać za najstarszy fundament wielotysięcznej tradycji polskiej
medycyny integracyjnej i mieć nadzieję, że akuterapia ślężańska, której
postulowanym symbolem są jej narzędzia w postaci krzyży diagonalnych
wyrytych w kamiennych rzeźbach kultowych, ma szanse pełnego odrodzenia
z korzyścią dla wszystkich.
dr
Zbigniew Hałat
|
Profesor
Józef Kostrzewski
najbardziej
wybitny polski
archeolog
odkrywca
prasłowiańskiego Biskupina
tak opisuje ten
okres naszych
pradziejów:
Przynależność
etniczna kultury
łużyckiej.
Ważne
znaczenie kultury
łużyckiej w pradziejach
Polski polega nie tylko na tym, że jest to kultura najdłużej trwająca w
epoce metali i zajmuje od IV okresu epoki brązu aż do
wczesnego
okresu
żelaza całą Polskę, lecz głównie na tym, że łączny się z nią
zagadnienie
początków Prasłowian. Kolebkę naszych najdawniejszych przodków
prasłowiańskich
umieszcza ogromna większość uczonych na podstawie wiadomości pisarzy
starożytnych
z I – II w. n .e. na obszarze położonym na północ od Karpat, as spór
dotyczy
dopiero pytania, jak daleko rozciągał się ten obszar w kierunku
zachodnim,
czy wschodnim. Badacze niemieccy umieszczają praojczyznę tę najchętniej
na wschodzie, bądź na Polesiu, bądź dalej ku wschodowi, uznając za
odpowiednik
Słowian kulturę trzciniecką, co przyjęli następnie Polak Aleksander
Gardawski
i Ukrainiec Igor Swiesznikow. Ostatni obok kultury trzcinieckiej, którą
przydziela przodkom Słowian zachodnich, bierze pod uwagę kulturę
komarowską,
którą przypisuje przodkom Słowian wschodnich. Kultura trzciniecka
roztapia
się jednak już na przełomie II i III okresu epoki brązu w kulturze
łużyckiej,
a dalsze jej losy na obszarze Związku Radzieckiego są nie znane. Jeśli
zaś chodzi o kulturę komarowską, to mimo że próbuje się ją powiązać z
następnymi
kulturami: biełogrudowską, czarnoleską, kuturą okresu scytyjskiego
środkowego
Podnieprza i kulturą zarubiniecką, to urywa się domniemana ciągłość na
tej kulturze, bo kulturę czernichowską odrzuca większość uczonych
radzieckich
jako kulturę wschodniosłowiańską, tak że brak wszelkiego połączenia z
kulturą
wczesnopolską z VI – VII w. naszej ery. Wybitny archeolog
radziecki
J. W. Kucharenko stwierdza, że obszar Polesia nie wschodzi w rachubę
jako
praojczyzna Słowian, ponieważ jego zachodnia część łączy się z
dorzeczem
Wisły, a wschodnia z dorzeczem Dniepru, przy czym tylko zachodnia część
Polesia była początkowo zaludniona przez Słowian, wschodnia zaś przez
plemiona
bałtyjskie.
Pierwsi
Słowianie pojawili się na
Polesiu
– zdaniem Kucharenki – z zachodu z chwilą wystąpienia tam
pierwszych
śladów kultury łużyckiej. Także językoznawca białoruski W. W. Martynow
doszedł niedawno do wniosku, że prakolebka Słowian znajdowała się w
dorzeczu
Odry i Wisły, czyli do tego samego wyniku, do jakiego doszli przed nim
językoznawcy polscy M. Rudnicki, T. Lehr – Spławiński i T. Milewski. Za
ta zachodnią prakolebką przemawia też wykazana przeze mnie nieprzerwana
ciągłość rozwoju kolejno po sobie następujących kultur w Polsce,
poczynając
od kultury łużyckiej poprzez kulturę wschodniopomorską, grobów
kloszowych,
kulturę wenedzką i prapolską, a ciągłość tę można wykazać zarówno w
dziedzinie
ceramiki i wyrobów metalowych, jak w zakresie gospodarki, budownictwa i
obrządku pogrzebowego. Mimo kolejnych zmian kultur, które
następowały
jedna po drugiej podobnie jak zmiany stylów w budownictwie historycznym
w obrębie tej samej ludności Polski, mamy we wszystkich wypadkach do
czynienia
zasadniczo z potomkami tej samej ludności zasiedziałej na naszej ziemi
od III okresu epoki brązu. Bardzo charakterystyczny jest fakt skupiania
się wszystkich kultur poczynając od kultury łużyckiej aż do
wczesnośredniowiecznej
kultury prapolskiej - mimo pewnych wahań ich zasięgu – w
dorzeczu
Odry i Wisły.
W szczególności
błędne jest
twierdzenie uczonych
niemieckich, jakoby Słowianie przybyli na ziemie Polski dopiero w końcu
VI czy w VII w. n.e. ze wschodu, ponieważ istnieją bardzo liczne
związki
między kulturą okresu rzymskiego a kulturą prapolską wczesnego
średniowiecza,
na które zwrócili już uwagę archeologowie niemieccy z Wrocławia przed
II
wojną światową, potwierdzając moje dawniejsze spostrzeżenia,
przedstawione
szczegółowo w mej pracy o ciągłości zaludnienia ziem polskich w
pradziejach.
Toteż nawet K.
Moszyński, który
początkowo
wywodził Słowian z Azji, a następnie lokował ich na obszarze
leżącym
między stepami Ukrainy a Bałtykiem, w swym ostatnim dziele wydanym już
po jego śmierci uznał, że już w okresie rzymskim mieszkali oni w
dorzeczu
Odry i Wisły. Ze względu na szczególnie bliskie pokrewieństwo językowe
Słowian z Bałtami należy poszukiwać najdawniejszych siedzib Słowian w
najbliższym
sąsiedztwie prakolebki Bałtów, którą dość powszechnie umieszcza się nad
południowo-wschodnim Bałtykiem. Z drugiej zaś strony liczne dawne
związki
językowe słowiańsko-germańskie świadczą o tym, że przodkowie Słowian
musieli
mieszkać również w sąsiedztwie Germanów. Nie ma żadnej innej
kultury
odpowiadającej tak dalece temu postulatowi, jak kultura łużycka. Pogląd
niemiecki przypisujący kulturę łużycką Lirom jest – jak wykazał V.
Milojcic
– już choćby dlatego nie do przyjęcia, ponieważ plemiona iliryjskie
grzebały
swoich zmarłych nie spalonych, gdy w obrębie kultury łużyckie panował
obrządek
palenia ciał. Główna ekspansja kultury łużyckie szła w tym samym
kierunku
co ekspansja Słowian, to jest z zachodu na wschód, o czym świadczy
młodszy
charakter nazw miejscowych na obszarze ziem ruskich, niż
odpowiadających
im nazw topograficznych w Polsce. O ciągłości zaludnienia Polski od
bardzo
dawnych czasów prehistorycznych świadczy też utrzymanie się od młodszej
epoki kamienia tej samej zasadniczo struktury antropologicznej aż do
wczesnego
średniowiecza. Z tych i wielu innych powodów uważamy plemiona kultury
łużyckiej
za naszych najdawniejszych przodków Prasłowian.
Józef
Kostrzewski: Pradzieje
Śląska, Ossolineum,
1970
|
700 - 400
Okres halsztacki epoki żelaza
Pośrednictwo w handlu północy z południem;
na kulturę łużycką wpływa kultura pomorska plemion
prasłowianskich,
500
Upadek kultury łużyckiej w następstwie najazdu na Śląsk
Scytów - plemion znad Morza Czarnego;
brązowe groty strzał scytyjskich w Masywie Ślęży
400 - 0
Okres lateński epoki żelaza
Kultura grobów jamowych kultury przeworskiej
Słowianie kultury przeworskiej w Imperium Rzymskim
byli znani jako Ligowie, stąd Słowianka Kalina oddana do Rzymu za
Nerona
jako zakładniczka, była tam nazywana Ligią (vide: "Quo
Vadis":
"Nazywają ją w domu Ligią, gdyż pochodzi z narodu Ligów,
a ma swoje barbarzyńskie imię: Kallina."
"Cudny musi być wasz kraj ligijski, gdzie takie się rodzą dziewczyny"
Między Odrą a Masywem Ślęży osadzają się Celtowie,
którzy wprowadzają koło garncarskie, żarna obrotowe,
żelazne
okucia
radeł.
Osady w Kunowie, Olbrachtowicach, Starym Zamku, i
Świątnikach.
Znaleziska w Strachowie, Sobótce, Strzegomianach i in.
Słowianie Zachodni tworzą związek Wenedów
50
Magazyn brył bursztynu (2 750 kg) na Partynicach we
Wrocławiu
pamiątka po szlaku bursztynowym łączącym ujście Wisły z
Imperium
Rzymskim.
Główna nitka szlaku bursztynowego prowadziła przez
miejscowości
znane dzisiaj jako
Świecie, Toruń, Kalisz, Wrocław, Bardo, Kłodzko,
Międzylesie,
Brno
i Wiedeń
przed
narodzeniem
Chrystusa, przed Chrystusem
- przed Ch.
czyli
przed naszą erą
- p. n. e.
|
początek naszej ery
przypada na rok narodzenia Jezusa Chrystusa
|
po
narodzeniu Chrystusa,
po Chrystusie
- po Ch.
czyli
naszej ery - n.
e.
|
0 - 500
Okres plemion wczesnosłowiańskich epoki żelaza
Wpływy Rzymian oraz nadczarnomorskich Gotów.
Wzrost znaczenia sanktuarium ślężańskiego.
mapa 5
400 - 600
Okres wędrówki ludów
Najazdy Burgundów, Gotów, Hunów
Granice zwartego osadnictwa słowiańskiego
opierają się o
Łabę
i Soławę,
a mniejsze grupy Słowian przechodzą dalej na
zachód
i wyspami zasiedlają ziemie germańskich Turyngów, Sasów
i
Duńczyków.
Obodryci, Wieleci i Serbowie to trzy ugrupowania Słowian
wymieniane przez Franków w ich najdawniejszych wzmiankach
777
Książę Bawarski Tassilon klasztorowi w
Kremsmtinster
nadaje daninę z osad słowiańskich położonych w górnej
Austrii
(okolice Steyer),
których żupanami, czyli słowiańskimi książętami byli
Taliup,
Sparuna
i Fisso.
Roczniki klasztoru w Fuldzie wymieniają liczne grupy
Słowian
mieszkających obok Franków w miejscowościach należących
do
klasztoru
(Giesa, Sa1zungen, Hagen, Sommerda i in.)
Plemiona ochrzczonych Słowian zapisanych jako Moinvinidi
i
Radanzwinidi,
mieszkają na terenie diecezji wirzburskiej między rzeką
Men i
Radenca.
789
Wojska frankońskie Karola Wielkiego
wkraczają na ziemię słowiańską na wschód od Łaby.
Początek parcia Germanów ku wschodowi - Drang nach Osten

DRANG
NACH OSTEN
805
Na ziemi Słowian Połabskich plemienia Morzyczan
w miejscu słowiańskiej osady Dziewin
Karol Wielki zakłada bazę wypadową
do podboju Słowiańszczyzny
o nazwie Magdeburg - Virginum civitas, Παρθενόπολις)
(od germ. magad, magid, magath - dziewica).
Do dziś w herbie Dziewina - Magdeburga
widnieje postać Słowianki unoszącej wysoko swój wianek.

806
W bitwie z Frankami i Sasami ginie król Serbów Miliduch
828
pierwszy znany kościół Słowian zachodnich i wschodnich
(prvý známy kostol západných a východných Slovanov)
zbudował w miejscowości Nitra
(Księstwo Nitrzańskie - Nitrianske kniežatstvo)
pierwszy w dziejach wspomniany Słowak
książę Prybina (kniež Pribina)
HEJ,
SLOVACI!
500 - 900
Okres prapolski epoki żelaza
Osady Ślężan w Chwałkowie, Będkowicach, Strachowie i
Starym
Zamku
i in.,
grodziska w Będkowicach i Strachowie. Pełny rozkwit
sanktuarium
ślężańskiego.
mapa 6
844
Geograf Bawarski wymienia liczbę grodów
należących
do prapolskiego plemienia Ślężan
(Sleenzane, civitates XV).
Liczbę tę potwierdziły odkrycia archeologiczne
Plemię Ślężan zamieszkiwało obszar
od Baryczy i Wzgórz Trzebnickich na północy
po Góry Sowie i Bardzkie na południu,
od dorzecza Strzegomki na zachodzie
po Nysę Kłodzką i Stobrawę na wschodzie
Aturezani habent civitates CIIII. Chozirozi habent
civitates CCL. Lendizi
habent civitates XCVIII. Thafnezi habent civitates CCLVII.
Zeriuani,
quod tantum est regnum, ut ex eo cuncte genetes Sclauorum exorte sint
et
originem, sicut affirmant, ducant. Prissani civitates LXX. Uelunzani
civitates
LXX. Bruzi plus est undique quam de Enisa ad Rhenum
Uuizunbeire
Caziri civitates C. Ruzzi. Forsderen. Liudi. Fresiti.
Serauici.
Lucolane.
Ungare. Uuislane. Sleenzane civitates XV.
Lunsizi
civitates
XXX. Dadosesani civitates XX. Milzane civitates XXX. Besunzane
civitates
II. Uerizane civitates X. Fraganeo civitates XL. Lupiglaa civitates
XXX.
Opolini civitates XX. Golensizi civitates V.
|
mapa 7
850 -906
Okres wpływu Wielkich Moraw, pierwsze kontakty Śląska z
chrześcijaństwem
800 - 900
Wiece wolnych i równych Ślężan
wybierają władyków, czyli zwierzchników
plemiennych
spośród członków rodu Łabędziów, który swoją potęgę
osiagnąl
dzięki zyskom
z leżącej na europejskim szlaku handlowym południe -
północ
płytkiej przeprawy przez rozwidloną Odrę
oraz
z żyznych ziem i bogactw mineralnych góry Ślęży, która
jako
ośrodek kultu dawała im także władzę kapłańską
Rozwój osady na Ostrowie Tumskim, której nazwa
Wrocław,
mogła pochodzić od imienia księcia ślężańskiego -
Wrocisława
900 - 1200
Okres wczesnopolski epoki żelaza
985
Piastowskie grody we Wrocławiu, Opolu i Głogowie
990
Dagome iudex: cały Śląsk należy do Polski;
opiera się o Sudety, od Alemuru na zachodnim brzegu Odry
do granic plemienia Milczan i stąd do Odry, na zachód
od
terytorium
Dziadoszan
(wzdłuż Nysy Łużyckiej).
mapa 8
1000
Bolesław Chrobry Wielki - jak głosi
napis na jego
pomniku we
Wrocławiu -
(odsłonięcie nastąpiło 15. września 2007r.)
"Pierwszy koronowany władca Polski.
W roku 1000 sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w
jednoczeniu
Europy".
W tym właśnie roku
czyni ze stolicy Śląska
jedną z metropolii
znanego współczesnym świata.
Biskupstwo we Wrocławiu do 1821r. było
podporządkowane arcybiskupstwu w Gnieźnie.

BOLESŁAW
CHROBRY WIELKI
1000 - 1010
W pustelni pod Oławą i pod Ślężą przebywa św. Andrzej
Świerad
- zakonnik zgromadzenia benedyktynów,
misjonarz i lekarz,
pierwszy kanonizowany Polak w historii Kościoła
Powszechnego
1005 -1018
Najazd Niemców na Śląsk
1017
Biskup Merseburga Thietmar
opisuje oblężenie jednego z grodów plemienia Ślężan -
Niemczy:
"Gród ten leży w żupie śląskiej, nazwanej od
pewnej góry,
którą mieszkańcy mają w wielkiej czci".
mapa 9
1018
Trakat Pokojowy w Budziszynie 30 stycznia 1018.
Cesarz Niemiec Henryk II Święty potwierdza,
że najdalej wysuniętym na zachód obszarem
Państwa
Polskiego
są położone na zachód od Śląska terytoria plemion
Słowian
Zachodnich:
Milsko
(dzisiaj Górne Łużyce, czyli Hornja Łužica, Górna
Łužyca,
Lusatia
Superior, Oberlausitz)
i Łużyce Dolne
(Dolna Łužyca, Delnja Łužica, Lusatia Inferior,
Niederlausitz)
1031
Najazd kolejnego cesarza niemieckiego Konrada
II
odrywa Milsko i Łużyce od Polski.
Serbołużyczanie, czyli Łużyczanie, Serbowie
łużyccy,
Łužisky Serbja, Łužysky Serby, Sorben,Wenden
- pasierbowie = współplemieńcy Polaków -
przez niemal 1000 lat
cudem unikają holokaustu zgotowanego przez Niemców
tym Słowianom Zachodnim, których nie zdołała uchronić
siła Państwa Polskiego
1039 - 1050
Najazd księcia czeskiego Brzetysława na Śląsk
1050 - 1054
Kazimierz Odnowiciel opanowuje powstanie ludowe i
odzyskuje
Śląsk.
1080
Do Polski zostaje przyłączona Ziemia Kłodzka
jako posag czeskiej księżniczki Judyty, żony Władysława
Hermana
Najpotężniejszy wśród plemienia Ślężan ród
Łabędziów jest w
posiadaniu
Góry Ślęży z bardzo gęsto zaludnionym obszarem
przyległych
żyznych
ziem
i licznymi kamieniołomami pozyskującymi
surowiec
do wytwarzania kamieni żarnowych
(sklady nieobrobionych płyt granitowych
znaleziono w Górce i Chwałkowie)
oraz
kluczowych miejsc we Wrocławiu:
prawobrzeżnego Ołbina, Wyspy Piaskowej i lewego brzegu
Odry,
leżących na starodawnym szlaku hadlowym
i skupiających główne funkcje miasta (targowisko, jatki,
karczmy)
a także Trzebnicy z przyległościami i wielu innych
posiadłości
Na świat przychodzi Piotr (Pietrek),
największy spośród Ślązaków
Piotr Włostowic (1080-1153)
z żoną Marią, córką wielkiego księcia kijowskiego, praprawnuczką św. Włodzimierza Chrzciciela Rusi Kijowskiej
i prapraprawnuczką cesarza Bizancjum Romana II Porfirogenety |
Rodowity Ślązak
Piotr syn Włosta, czyli Włostowic, z rodu Łabędziów plemienia Ślężan
należy do Panteonu Chwały
Państwa Polskiego
jako zwycięski dowódca wojsk,
gromiących wrogów Polski,
genialny polityk,
zdolny administrator,
niezłomny Polak,
kierujący się zawsze
interesem Polski,
sojusznik Jaksy z Kopanicy
(obecnie Koepenick w Berlinie),
niezrównany budowniczy
Polski na Śląsku,
grzeszny, ale zdolny do
przyjęcia surowej pokuty,
dzięki której Śląsk rozkwitł
wspaniałymi budowlami,
chrześcijańską religią i kulturą, protoplasta rodu Dunininów herbu Łabędź, jednego z nastarszych rodów szlacheckich Polski wywodzących się ze Śląska |
 Terytorium Słowian w 1150r. - Jaksa z Kopanicy Slawische Gebiete um 1150 Jaxa von Koepenick
Jan Matejko Piotr Włost sprowadza Cystersów do Polski.
1093 - 1096
Najazdy księcia czeskiego Brzetysława II
domagającego się trybutu narzuconego Polsce w 1054
przez króla Niemiec, cesarza rzymskiego Henryka III
przynoszą spustoszenie i wyludnienie Śląska
(Břetislav II celou vládu válčil s Poláky a plenil v
jejich
zemi,
na nichž vymohl placení tributu z dob jeho stejnojmeného
děda)
1106
Najazd księcia czeskiego Borzywoja, spalenie Koźla
1108
Bolesław Krzywousty dla obrony przed Czechami
zakłada gród w Jeleniej Górze (Wzgórze Krzywoustego)
1109
Najazd kolejnego cesarza niemieckiego Henryka V
Polacy śląscy z Krosna i Bytomia Odrzańskiego skutecznie
bronią
przeprawy przez Odrę
Niemcy i Czesi jako żywych tarcz używają
zakładników,
ale
obrońcy Głogowa są niezłomni
"grodzianie
wcale nie oszczędzali
własnych
synów i krewnych
więcej niż
Czechów i Niemców, lecz
zmusili
ich kamieniami i orężem do odstąpienia od muru".
Po klęsce na Psim Polu Niemcy odstępują od oblężenia
Wrocławia
1110
Polskie wojsko pod wodzą Bolesława przekracza Karkonosze
"miejsca grozę budzące, gdzie przedtem nie
stanęła
ludzka
stopa"
znane jako śląska droga, obecnie: Vrchlabi - Vyrovka -
Lucni
Bouda
- Kowary - Jelenia Góra
1121 - 1131
Piotr Włost, z rodu Łabędziów - możnowładców plemienia
Ślężan,
właściciel Ślęży - świętej góry Ślężan,
główny doradca Bolesława Krzywoustego i palatyn
zakłada na szczycie Ślęży
klasztor dla kanoników regularnych św. Augustyna
1138
Bolesław Krzywousty w testamencie
dokonuje podziału dzielnicowego Polski.
Śląsk przypada Władysławowi II Wygnańcowi,
najstarszemu synowi Krzywoustego
1148
Bulla papieża Eugeniusza III: pierwsza wzmianka o Sobótce
(zw. forum sub monte - targ pod górą).
Późniejsze nazwy Sobótki to forum in Sabat, opidum
Czobten.
1175
Bolesław I Wysoki (syn Władysława II Wygnańca)
zakłada opactwo cystersów w Lubiążu
9 z 11 świadków fundacji nosi imiona słowiańskie
1202
Mieszko Plątonogi (syn Władysława II Wygnańca)
bije w Raciborzu monety z polskim napisem Milost,
które należą do najstarszych zachowanych pomników języka
polskiego 1226 Dominikanie polscy przybywają z Krakowa do Wrocławia. Na ich czele stoi Czesław Odrowąż OP Błogosławiony Kościoła Katolickiego od 1713 Patron stolicy Śląska - Wrocławia od 1963
Czesław Odrowąż OP (1180 - 1242) Błogosławiony od 1713 Patron Wrocławia od 1963 |
Rodowity Ślązak Czesław Odrowąż OP, urodzony Kamieniu Śląskim, (obecnie gmina Gogolin, woj. opolskie), - od XII wieku siedzibie polskiego rodu Odrowążów, z którego wywodzi się św. Jacek Odrowąż i błogosławiona Bronisława. Czesław Odrowąż OP należy do Panteonu Chwały
Państwa Polskiego jako trwała i oporna na najbardziej skrajne zagrożenia wcielona opoka katolickiej wiary i polskości we Wrocławiu - stolicy Śląska Polskiego. Losy błogosławionego i jego grobowca są potwierdzeniem zasady, iż SZCZERAWIARA CZYNI CUDA |
 Informacja historyczna w kaplicy błogosławionego Czesława w kościele dominikanów p. w. św. Wojciecha we Wrocławiu
1238
Umiera Henryk Brodaty (syn Bolesława I Wysokiego)
władca Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej,
Sandomierskiej i
lewobrzeżnej
Wielkopolski.
Uczynił Śląsk najbardziej rozwiniętą gospodarczo
dzielnicą
Polski.
Jego dziełem jest plan wspaniałego
wrocławskiego
rynku.
Pod koniec życia podjął starania o koronę królewską dla
swojego
syna.
 Błogosławiony Czesław Odrowąż nawracający Mongołów atakujących Wrocław (płaskorzeźba z grobowca zawierająceo relikwie błogosławionego Czesława w kościele dominikanów pw. św. Wojciecha we Wrocławiu; kaplica z sarkofagiem ocalała pomimo zniszczenia kościoła podczas Festung Breslau w 1945r.) 9 IV 1241
W bitwie z Tatarami pod Legnicą ginie
Henryk II Pobożny (syn Henryka Brodatego)
W
katedrze
wrocławskiej
stoją mary bohaterów.
1261
Trzecia lokacja Wrocławia na prawie magdeburskim
potwierdzona pieczęcią mieszczan Magdeburga
SIGILLVM
BVRGENSIUM IN MAGDHEBVRCH
z postacią słowiańskiej dziewicy.

1268 - 1273
Księga Henrykowska, czyli Księga założenia
klasztoru Najświętszej Panny Marii w Henrykowie
(filii klasztoru cystersów w Lubiążu)
zawiera pierwsze zdanie zapisane w języku polskim
- wypowiedź pochodzącego z Czech Ślązaka - Boguchwała
do żony zmęczonej mieleniem zboża w żarnach
Day ut ia
pobrusa, a ti poziwai
(daj, ja będę mełł, a ty odpocznij).
POLACY
I CZESI

SUDETY
POLSKIE I CZESKIE
1278
Umiera Bolesław II Łysy - Rogatka (syn Henryka II
Pobożnego)
awanturnik rozdający Niemcom śląską ziemię, choć
- pomimo dworskiego wychowania - nawet nie znający ich
języka
1278
W skład Księstwa Jaworskiego wchodzą:
Jawor, Wleń, Jelenia Góra, Mirsk i Lwówek wraz z
powiatami
od 1291 jest połączone z Księstwem Świdnickim
(Świdnica, Strzegom, Strzelin, Ziębice, Kamienna Góra,
Dzierżoniów)
w 1297 dołączony został powiat Bolesławiec
od 1312 odłączone zostały
Ziębice, Ząbkowice, Strzelin, Dzierżoniów, Sobótka i
Kąty
Wrocł.,
z których powstało Księstwo Ziębickie;
od 1312 odłączone zostały Lubań i Leśna,
w 1353 ponownie dołączony został powiat Dzierżoniów i
Sobótka
1278
Władzę w Księstwie Jaworskim obejmuje
Bolko I Surowy (syn Bolesława II Łysego - Rogatki)
początkowo wspólnie z bratem Bernardem I Lwóweckim
później samodzielnie, także na obszarze Księstwa
Świdnickiego
a w latach 1296-1301 na obszarze Księstwa Wrocławskiego
Bolko I Surowy był twórcą dynastii, która ponad 100 lat
zapewniała rozwój dzielnicy i bogactwo swoim poddanym
a przy tym najdłużej ze wszystkich księstw
śląskich
zachowała pełną niezależność polityczną
1290
Henryk IV Prawy - Probus (syn Bolesława II Łysego -
Rogatki)
władca dzielnicy wrocławskiej i krakowskiej,
zwraca się do papieża z prośbą o zgodę na koronację
królewską,
ale umiera otruty
1312
Władzę w Księstwie Świdnickim obejmuje
Bernard (syn Bolka I Surowego)
jego żoną jest Kunegunda - córka Władysława Łokietka
1312
Władzę w Księstwie Jaworskim obejmuje
Henryk I (syn Bolka I Surowego)
1318 - 1322
Szczyt rozbicia dzielnicowego Śląska:
19 księstw rządzonych przez Piastów
(kozielskie, bytomskie, opolskie, raciborskie,
niemodlińskie,
strzeleckie,
cieszyńskie, oświęcimskie,toszeckie, głogowskie, żagańskie, ścinawskie,
oleśnickie, namysłowskie, brzesko-legnickie, wrocławskie, świdnickie,
jaworskie,
ziębickie)
1 księstwo należące do czeskich Przemyślidów (opawskie)
1 księstwo należące do biskupów wrocławskich (nyskie)
stopniowo kolejne księstwa śląskie padają ofiarą aneksji
Czech
pod rządami dynastii Luksemburgów
1343
 |
Władzę w Księstwie Świdnickim (od
1346 również w
Jaworskim)
obejmuje Bolko II
(syn Bernarda i Kunegundy Łokietkówny,
siostrzeniec Kazimierza Wielkiego)
przez całe życie dąży do zjednoczenia śląskiej
ziemi
z resztą Korony Polskiej,
wspomaga Władysława Łokietka w wojnie przeciw
Krzyżakom
i ich koalicjantowi - Janowi
Luksemburskiemu,
zatrzymując wojska czeskie pod Niemczą,
co pozwoliło Polakom pokonać Krzyżaków
w bitwie pod Płowcami.
Za czasów Bolka II powstał podwójny
pierścień zamków obronnych
wewnętrzny:
Wleń, Siedlęcin, Jelenia Góra, Koziniec, Sokolec, Bolczów,
Janowice, Miedzianka; Ślęża
zewnętrzny:
Stara Kamienica, Rybnica, Chojnik, Kowary
na drodze ze Śląska do Czech:
Świny, Zamek Bolka I, Niesytno, Straża czyli
Kamienna
Góra, Chełmsko
i Lubawka |
1345-1348
Czesi napadają na Księstwo Świdnickie, Kazimierz Wielki
zdobywa
miasta śląskie,
wojska Polskie docierają do Wrocławia (Różanka)
1348
mieszkańcy wsi w dolinie Bobra powyżej Wlenia
zapisanych już w 1217r. jako Bystrzyca (Biztric),
Nielestno
(Neleztno),
Strzyżowiec (Ztrisoua) i Pilchowice (Pilhovic)
skutecznie zabiegają o księdza mówiącego po polsku,
polskie nabożeństwa są odprawiane co najmniej do końca
XVII w.
28 VII 1368
Umiera Bolko II, o którym Długosz w swojej kronice
napisał, że
choć
inni książęta śląscy zaparli się Ojczyzny - dając się zhołdować Janowi
Luksemburskiemu - to on jeden
"nie dał się
zwieść do tego grzechu,
oświadczał
głośno,
że jest
księciem polskim,
a od
jedności z Polską nigdy nie
odstąpi"

polski książę
Bolko II Piast Śląski
1392
Po śmierci wdowy po księciu świdnickim Bolku
II ostatnie
księstwo
śląskie
w wyniku układów sukcesyjnych przechodzi we władanie
króla
Czech.
1400
Bardo Śląskie - objawienie Matki Bożej Płaczącej

Bardo Śląskie
Górska Kaplica
Matki Bożej Płaczącej
Historia kaplicy
zamieszczona
przy drzwiach
wejściowych
Tradycja
głosi, że w 1400 r. na
tej górze (582
m) słychać było płacz i niewieście szlochanie. Zaciekawieni ludzie
poszli
zobaczyć kto płacze. Zobaczyli Matkę Bożą siedzącą na kamieniu i i
płaczącą
nad nieszczęściami, jakie miały spaść na Ziemię Śląską. Po pewnym
czasie
Matka Boża uniosła się w górę i znikła pozostawiając na skale ślad rąk
i stóp.
O
owych śladach mówią nie tylko
źródła katolickie.
Pastor protestancki Aurelius w książce "Glaciographia" wyd. w 1625r.
pisze,
że gdy w 1608 r. udał się na Bardzką Górę, kamień był jeszcze cały i
widać
było na nim znaki przypominające ludzkie ręce i stopy. Potem liczni
pielgrzymi
kamień ów cały połupali biorąc cząstki do domów na pamiątkę.
Na
miejscu objawień w 1619 r.
wybudowano tę
kaplicę. Znajdujący się w kaplicy ołtarz stoi w miejscu owych
śladów.
Obecna
"stopka" Matki Bożej za
kaplicą nie
jest śladem oryginalnym, jest zrobiona później, by tamte znaki
przypominała.
Kaplicę
licznie nawiedzają
pielgrzymi i turyści.
W
okresie letnim (od I
niedzieli maja do ostatniej
września) w każdą niedzielę o godz. 11.00 odprawia się Msza Św.
Cuda
i łaski, jakich tu wierni
doznają, świadczą,
że miejsce to jest pod szczególną opieką Matki Bożej.
|
Nieszczęścia,
które spadły na Ziemię
Śląską
po śmierci wdowy po
księciu
świdnickim
Bolku II w 1392 r.,
kiedy to ostatnie
księstwo śląskie
w wyniku układów sukcesyjnych przeszło we władanie
Niemców na
tronie
czeskim:
- najazdy husytów
- wojna trzydziestoletnia
- wojny śląskie
- dwieście lat panoszenia się prusactwa,
którego finałem były zniszczenia II wojny światowej
- rujnujące skutki sowieckiej okupacji
- wyludnienie i nędza miejscowości zapomnianych przez
władze
III
RP
Bardo Śląskie - widok spod Białego Krzyża na
Górze Bardzkiej
Czarne chmury nad Śląskiem rozpędza wiatr

Ojczyzny Polakom nie odbiorą
ani ludobójcze wojny,
ani oszukańcze traktaty,
ani skryte kolonizacyjne akcje.
Kto bez sprzeciwu przygląda się
próbom odebrania domu co czwartemu Polakowi,
niech przemyśli poniższe przesłanie,
zawarte w końcowym fragmencie
Ballady o trzęsących się portkach z 1953r.
której autorem był
potępiony wtedy przez komunistów
Konstanty Ildefons Gałczyński
Gdy wieje wiatr
historii,
Ludziom jak pięknym ptakom
Rosną skrzydła, natomiast
Trzęsą się portki pętakom.
BARDO
ŚLĄSKIE
1475
Pierwszy na śląsku drukarz Kacper Elyan
wydaje we Wrocławiu najstarsze teksty drukowane w języku
polskim
są to modlitwy Ojcze nasz, Zdrowaś Mario i Wierzę w Boga
1475
Król Węgier i Czech, Maciej Korwin, tworzy śląski sejm
i dla rozbicia oporu, wkrótce wprowadza sztuczny
podział
na sejm Dolnego Śląska i sejm Górnego Śląska.
Jednak już od 1498r. do rozwiązania w 1740r.
jeden sejm obejmował cały Śląsk
1491
Królem Czech - a tym samym władcą Śląska
- zostaje
Władysław
Jagiellończyk 20 VII 1505 Dekret Władysława Jagiellończyka fundujący we Wrocławiu czterowydziałowy uniwersytet; sprzeciw profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego nie pozwolił na realizację projektu.
1526
Czechy wchodzą w skład Austrii
1638
Protokoły wizytacji z archidiakonatu wrocławskiego
podają:
Ślęzanie mieszkający u stóp góry Sobótki mówią tylko po
polsku
Proboszczowie o nazwiskach rdzennych
Marcin Chojecki, Jan Ścibora, Grzegorz Starzy
odprawiają służbę bożą wyłącznie po polsku.
Wrocław otoczony wieńcem rdzennie polskich wsi
Osady polskie w dalekim promieniu na zachód od
Odry.
1641 - 1644 kolegium jezuickie powstaje przy pl. Nankiera 1 we Wrocławiu i stanowi załążek uniwersytetu wrocławskiego
po 1657 Kartograf Nicolaes Visscher I wydaje wspaniałą mapę Tabula nova Poloniae et Silesiae

MAPA
POLSKI ZE ŚLĄSKIEM
sierpień 1683
Odsiecz wiedeńska. Armie polskie maszerują przez Śląsk:
przez Bielsko i Cieszyn - hetman polny
Sieniawski
przez Będzin, Bytom, Piekary Śląskie, Tarnowskie Góry,
Gliwice,
Rudy, Racibórz, Piotrowice i Opawę
- hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski i sam król
Jan
III
Sobieski
1687
Królowa Marysieńka Sobieska wraz dziećmi i dworem (1500
osób)
przebywa w uzdrowisku w Cieplicach Sląskich
Austria obawia się, że król Jan III Sobieski
zechce odzyskać Śląsk dla Polski 21 X 1702 Cesarz Leopold I Habsburg (ten sam, który zwrócił się z blaganiem do króla Jana III Sobieskiego o odsiecz wiedeńską) podpisuje akt założenia Uniwersytetu Wrocławskiego pomimo sprzeciwu i otwartej wrogości wrocławskich luteran
1722
Pierwszy polski wiersz o Śnieżce i jeden z pierwszych o
polskich
górach
"Tyś
góro Boga, ozdoba świętego
Z ciebie
jest prospekt do kraju
pysznego
Korzeniem
ślicznym jesteś obtoczona
A na
spokojnym miejscu postawiona
W tych
delicyjach, żem tu przenocował,
Na znak
wdzięczności tom ci ofiarował
Roku
MDCCXXII
dnia XXIV
sierpnia -
Christian
Woelfsing Borus
pierwszy polski
wpis do księgi
pamiątkowej
na szczycie Śnieżki
1733
Odnalezienie "postaci z rybą"
pod usypiskiem kamieni w połowie wysokości Ślęży
daje początek naukowym badaniom nad słowiańską
przeszłością
góry
1742
Śląsk zdobywają Prusy

"Na
słowiańskiej góry szczycie
pod jasną nadziei
gwiazdą
zapisuję wróżby
słowa
wróci -
- wróci w stare
gniazdo
stare prawo, stara
mowa
i natchnione
Słowian życie"
Roman Zmorski
(dokonany w
1848 r. wpis polskiego
poety
do księgi gości
schroniska na
szczycie Ślęży)
*************
Roman Zmorski,
Podania i baśnie
ludu, Warszawa, wyd. z 1902 r. |
Dwieście
lat
prusactwa na Śląsku
1945
Śląsk wraca do Polski
|
Sanktuarium ślężańskie
znajdowało się
w centrum Zachodniej
Słowiańszczyzny

|
Języki słowiańskie
Języki słowiańskie należą do rodziny języków
indoeuropejskich,
wywodzących
się ze wspólnego języka praindoeuropejskiego. Około 3000 r. p.n.e. (a
więc
w okresie neolitu, końcowym okresie kamienia) narastające od dawna
różnice
dialektyczne prajęzyka indoeuropejskiego doprowadziły do rozbicia
praindoeuropejskiej
wspólnoty językowej.
Grupa językowa słowiańska wraz z grupą bałtycką
zajmowały
część północną
indoeuropejskiego obszaru centralnego. Nie ulega dziś żadnej
wątpliwości,
że grupa słowiańska jest najsilniej związana z językami bałtyckimi. Po
długotrwałej dyskusji może uchodzić za pewne, że przed wyodrębnieniem
się
języka prasłowiańskiego istniał krótki okres wspólnoty
bałto-słowiańskiej.
Wszystko wskazuje na to, że przypadał on na pierwszą połowę II
tysiąclecia
(albo też na drugą połowę III tysiąclecia) p. n . e.
Pierwszy podstawowy okres języka prasłowiańskiego trwał
do V
w., do
wielkiej wędrówki Słowian na południe, wschód i zachód, związanej z
wielką
wędrówką ludów na przełomie starożytności i średniowiecza.
Charakteryzuje
się on zdumiewająco jednolitym rozwojem prajęzyka. Nie było jeszcze
podówczas
(przynajmniej wyraźnie zarysowanego) podziału na dialekty zachodnie i
wschodnie.
Ok. IV w. n. e. język prasłowiański obejmował już terytorium między
dorzeczem
Odry i środkowym Dnieprem, na północy po Morze Bałtyckie i Pojezierze
Mazurskie,
dzisiejsze Podlasie i dorzecze Prypeci, na południe po Karpaty i
Sudety.
Już w V w. Rozszerzył się ten obszar w kierunku północno-wschodnim na
dorzecze
górnego Dniepru i tereny na północ od Prypeci (pierwotne tereny
bałtyckie).
Po roku 500 Słowianie przekroczyli Karpaty i Sudety. W wiekach VI-VII
zalali
cały Półwysep Bałkański, przenikając nawet na Peloponez i Wyspy Morza
Egejskiego.
Zagrażali nawet stolicy cesarstwa bizantyjskiego - Konstantynopolowi. W
VI w. zasiedlili również Alpy Wschodnie (na terenie dzisiejszej Dolnej
Austrii, Styrii i Karyntii).
W wiekach VI - X zajmowali więc Słowianie ogromny obszar
od
podstawy
Półwyspu Jutlandzkiego i Morza Bałtyckiego na północnym zachodzie do
Zatoki
Fińskiej i do źródeł Oki i Wołgi na północnym wschodzie. Na południu
sięgali
do Morza Egejskiego i Adriatyckiego. Zachodnie granice Słowian
przekraczały
dolną Łabę, sięgały po Soławę, Las Czeski i Alpy Wschodnie, na
wschodzie
po środkowy Dniepr.
Czasy od VII do X w. były okresem najszerszego
rozprzestrzenienia się
siedzib słowiańskich na terenie środkowej i południowej Europy. Szersza
ekspansja plemion ruskich ku północy, wschodowi i południowemu
wschodowi
nastąpiła dopiero w wiekach późniejszych.
"Języki indoeuropejskie" pod redakcją Leszka
Bednarczuka,
Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988, Tom II,
str.
910-911.
|
Toporki
ślężańskie
z ekspozycji stałej
Muzeum Ślężańskiego im. Stanisława Dunajewskiego
w Sobótce


Ślężańskie
rzeźby kultowe

Ślężańskie rzeźby kultowe dostępne na wys. 520 m
n.p.m.
przy szlaku czerwonym z Sobótki na szczyt Ślęży
Wykonana z granitu rzeźba datowana na wczesne
średniowiecze
przedstawia postać mężczyzny z dużą rybą trzymaną oburącz.
Według prof. Grzegorza Domańskiego może być to Slenz (Ślęż lub
Slęz)
- słowiańskie bóstwo wody

Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w.
przed Ch.
przedstawia niedźwiedzia ze znakiem ukośnego krzyża na
grzbiecie

Ślężańska rzeźba kultowa dostępna na polanie
pod szczytem Ślęży
Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w.
przed Ch.
znana jako niedźwiedź (dzik, strzegomiańska maciora)
Wspaniały
rynek we Wrocławiu
powstał według planu Henryka Brodatego
(prawnuka Bolesława Krzywoustego)
władcy Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej,
Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski

Polski książę
świdnicko-jaworski Bolko II
Piast
Śląski
wnuk Władysława Łokietka, siostrzeniec Kazimierza Wielkiego.
Przez całe życie dążył do zjednoczenia śląskiej ziemi z resztą
Korony
Polskiej,
wspomagał Władysława Łokietka w wojnie przeciw Krzyżakom
i ich koalicjantowi - Janowi Luksemburskiemu.

Zamek Bolczów
nad Janowicami Wielkimi na
Dolnym
Śląsku powstał za czasów
polskiego księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Piasta
Śląskiego

Polski wpis z
1722r. do księgi pamiątkowej na
szczycie Śnieżki
|
DZIEJE ŚLĄZKA
OZDOBIONE LICZNYMI OBRAZKAMI
NAPISAŁ DR. FELIX KONECZNY
BYTOM G.-Ś. NAKŁADEM I CZCIONKAMI WYDAWNICTWA
"KATOLIKA".
1897.
I. Wstęp i ogólne pouczenie
W
Imię Boże zabieram się do pracy, ażeby braciom Ślązakom opisać
przeszłość
ich ziemi, ciesząc się, że książka ta przejdzie przez tysiące rąk
uczciwych.
Wysyłam ją do pracowitego kraju, gdzie nikt nie wstydzi się ciężkiej
pracy
w pocie czoła, gdzie lud niema zwyczaju marnować dnia, a co kto
posiada,
to ma z krwawicy swego znoju i rozumnie a oszczędnie tego używa. To
Ślązk,
kochany przez Polaków, szanowany przez uczciwych Niemców, to lud
ślązki,
który już dawno podajemy za wzór ludowi całej Polski, aby sobie ztąd
brał
przykład, jak własną pracą i zasługą można swój los i kraju polepszyć.
Wiemy my dobrze, że polski Ślązk, to jakby wielkie mrowisko pracowitego
ludu; przecież w tym kraju niema ani jednego kącika, któryby nie był
sowicie
zroszony poczciwym potem i to nie raz, ale setki i tysiące razy, od
tylu
już wieków!
Ale
nie tylko potem, jeszcze czemś innem ta ziemia zroszona i to obficie,
nieraz
aż nadto obficie; krwią swych rodaków, serdeczną krwią przodków, którzy
sporo jej tu przelali w obronie wiary i mowy ojczystej, dobrowolnie, a
drugie tyle wytoczyły im różne zawieruchy wojenne, które bez ich woli i
bez winy, przeleciały ponad krajem, jak najgorszy wicher i niejednę
zrobiły
ruinę, którą potem usilna praca naprawiać musiała. Płonął nieraz tęp
kraj
łuną pożarów, a rzeki jego miały już nieraz czerwoną od krwi wodę! Tak
to każda ziemia, gdy na niej przez długie czasy naród siedzi, ma swoje
historyczne wspomnienia, różne, radosne i bolesne, bo jak człowiek, tak
też kraj cały, przechodzi przez zmienną dolę i niedolę.
Opisać
te dobre i złe losy, pociechy pracy i dopuszczenia Boże, jest zadaniem
historyi kraju. Czem bardziej ludność pewnej ziemi garnęła się do
pracy,
czem lepiej spełniała swoje obowiązki względem Boga, ojczyzny, rodziny
i bliźniego, tem chwalebniejsze ma taka ziemia wspomnienia historyczne.
Spisać historyę, to tak, jak zrobić rachunek sumienia z całego życia,
od
samego początku, ale rachunek sumienia za cały kraj, za wszystkie czasy
i wszystkich ludzi, którzy tu żyli, a których my jesteśmy synami i
dziedzicami.
Nie powstydzimy się ojców naszych, zobaczymy, że dzielni to byli
ludzie!
W górę podniósłszy głowę, śmiało, głośno i hardo przyznamy się, żeśmy
kość
z ich kości i krew z ich krwi i pragniemy być godnymi ich następcami.
Wiemy,
że każde przecież pokolenie dźwigać musi jakiś ciężar nieszczęść; ale
kiedy
poznamy, jak przodkom naszym bywało nieraz o dużo gorzej, a jednak rąk
nie opuścili, natenczas tem bardziej pokochamy ojczyznę i jej historyę
i tylko chcieć będziemy, żebyśmy w przeciwnościach umieli brać sobie
przykład
ze sławnych ojców naszych. Daj nam Boże w nieszczęściach tyle sił, co
im
i tyle wiary, nadziei i miłości - bo tylko w ten sposób będziemy godni
być ich dziedzicami, my, którzy dostaliśmy po nich spuścizną ich potu i
krwi. Pomnijmy też, że pierwszym naszym obowiązkiem jest zostawić też
po
sobie jaki dorobek naszym następcom, potomnemu pokoleniu, ażeby kiedyś
nie narzekano na nas, żeśmy polskie ojczyste dziedzictwo na Ślązku
opuścili,
żeśmy nie zachowali skarbów po ojcach, skarbów duchowych wiary i języka
ojczystego.
Zaszczepiła
boża wola ten polski szczep na naszym kochanym Ślązku, a więc trzeba go
pielęgnować; dzisiaj ten szczep w naszym ręku, jutro dzieci nasze
strzedz
go będą i pilnować, ażeby wzrastał. Staramy się robić dobrze, jak
umiemy,
a postaramy się, aby dzieci nasze umiały tę polską robotę jeszcze
lepiej
od nas. Póki się da pracować koło tego szczepu, widać taka wola
Opatrzności,
żeby się pracowało, a oczywiście rzeźko i sumiennie; jak będzie za
dużo,
sam Pan Bóg już to sprawi, żeby znowu było mniej. Ale my nie możemy
wiedzieć,
kiedy roboty tej koniec, bo to nie należy do ludzkiego przejrzenia; my
tylko mamy robić i robić wszystko, co w naszej mocy, ażeby zostało
drzewo
polsko-ślązkie, nad którem nas Bóg zrobił ogrodnikami. A poczem będzie
poznać, żeśmy byli ogrodnikami zdatnymi a pracowitymi? Tylko po tem, że
drzewo będzie coraz wyższe i coraz bujniejsze! Jeżeli za naszych czasów
opadnie mu która gałąź, będzie to znak naszego niedbalstwa, nasza wina
przed sumieniem a hańba przed historyą.
Chcemy
więc poznać, jak tu przed nami pracowali i bronili polskości, chcemy
się
dowiedzieć, jakiemi to cnotami sprawili, że, chociaż seciny było
przeszkód
i czasy jak najgorsze, jednak polskość tutaj nie zginęła i zostało tu
jeszcze
dla nas ziemi i chleba. Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla
kogo
też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią
często
po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na
komornem.
Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie
sami do historyi. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć
późno,
niż nigdy; możemy się zresztą jeszcze poprawić i dogonić tych, którzy
się
po niemiecku historyi ślązkiej uczyli, a z bożą pomocą, może ich też
jeszcze
nawet przegonimy. Nie brakuje nam do tego szczerej chęci, a zresztą, ta
historya ślązkiej ziemi taka jest ciekawa, że pouczyć się o niej, to
miły
i łatwy obowiązek, to tylko pół pracy głową, a drugie pół przyjemnej
zabawy.
Zabawią się starzy, a młodych tak zawczasu do tej zabawy w czytaniu
zaprawią,
że za lat kilka nie będzie już na Ślązku ani jednego takiego Polaka,
któryby
się Niemca dopiero potrzebował pytać o historyę swego kraju.
Z
przejrzenia bożego dzieli się rodzaj ludzki na rasy i szczepy, a
szczepy
na narody. Chińczyk jest żółty, Indyanin amerykański ma skórą koloru
brudnej
miedzi, a Murzyn cały czarny, bo każdy z nich do innej należy rasy. Ale
i wśród tej samej rasy jakież różnice! Jakto łatwo poznać żyda; chociaż
także biały, a przecież inaczej wygląda; chociaż on tej samej rasy, ale
innego szczepu; jego szczep semicki, a nasz aryjski.
Za
czasów Starego jeszcze Testamentu, praojcowie nasi, Aryowie, siedzieli
w Azyi. Oni pierwsi zajęli się rolnictwem, oni pierwsi oswoili sobie
pożyteczne
zwierzęta i zrobili z nich domowe, a co najważniejsza, oni pierwsi
zaprowadzili
u siebie porządek rodzinny, wspólne życie rodziców z dziećmi i osobny
dla
każdej rodziny majątek, czyli prawo własności do tego, co własną pracą
rodzina sobie zyska. Nie siła ciała, bo są rasy i szczepy silniejsze,
ale
siła moralna dała im przewagę nad innemi: poszanowanie własności i
cześć
czystości rodzinnego ogniska; siła moralna wyrobiła w nich te
przymioty,
któremi najbardziej wzrasta człowiek, wzmacniając sobie charakter i
rozum.
Rozumniejsi od innych, zdobyli sobie po wiekach panowanie świata,
rozrósłszy
się w liczne narody.
Część
Aryów przesiedliła się do Europy i tu dzielą się oni dzisiaj na trzy
działy;
Romanów, Germanów i Słowian. Romańskie narody są te, które podbite
przez
starożytny naród Rzymian, należały długo do ich państwa, od nich
nauczyły
się zakładać miasta, a jeżyki swoje pomieszały z ich językiem
łacińskim.
Są to Włosi, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy i Wołosi czyli
Rumunowie.
Inne znów narody, mówiące językami podobnemi trochę do niemieckiego,
nazywają
się germańskiemi, a są to: Anglicy, Niemcy, Hollendrzy, Duńczycy,
Szwedzi
i Norwejczycy. Nazwy Romanów i Germanów wzięte są z języka łacińskiego;
oni sami nie mają dla siebie nazwy w swoich językach.
Jedni
tylko Słowianie sami siebie tak nazwali i posiadają własne wspólne
nazwisko,
z własnego zaczerpnięte języka, a nie z łacińskiego słownika. Do tych
Słowian
i my należymy. Słowo znaczy tyle, co mowa, bo mowa ze słów się składa;
podobne do siebie słowiańskie języki były dla naszych przodków ich
wspólnem
słowem; otóż wszystkich, którzy rozumieli to słowo, z którymi można się
było dogadać rodzimem słowem, nazywano pomiędzy sobą od słowa
Słowianami.
Z tego samego powodu tłómaczy się też, dlaczego sąsiadów swoich nazwali
praojcowie nasi Niemcami. Oto bo oni nie znając języka słowiańskiego,
nie
mogli się rozmówić z naszymi przodkami i byli dla nich, jakoby niemowy,
niemi; dlatego cudzoziemca Niemcem nazwano. Do dziś dnia lud polski w
niektórych
stronach każdego cudzoziemca nazywa Niemcem, chociażby on ze zupełnie
innego
był narodu; np. można czasem jeszcze słyszeć, że w Berlinie są
szwabskie
Niemcy, a w Paryżu francuzkie Niemcy. Jestto zupełnie źle i błędnie, bo
Francuz nie jest Niemcem, a nie wszyscy znowu Niemcy są Szwabami, (bo
tylko
część Niemców tak się nazywa) ale to wysłowienie poucza nas, co
pierwotnie
oznaczało w Słowiańszczyźnie to słowo: Niemiec, a mianowicie każdego
człowieka,
który był niemy na słowiańską mowę, t j. nierozumiał jej.
Słowiańskie
narody są: Polacy, Łużyczanie, Czesi, Rusini, Słowacy, Słowieńcy,
Kroaci,
Serbowie i Bułgarowie, tudzież pół na pół Moskale czyli Rosyanie,
którzy
powstali ze zmieszania krwi ruskiej z tatarską. Moskale są narodem
bardzo
młodym; w tych czasach, kiedy się poczyna historya polska, czeska lub
ruska,
nie było jeszcze ani słychu o istnieniu Moskali czyli Rosyan; do
historyi
zaś europejskiej należą oni niespełna dopiero od 200 lat. - Słowianie
zajmowali
pierwotnie tj. za najstarszych pogańskich jeszcze czasów, o dużo więcej
ziemi, niż dzisiaj. Wszystko koło rzeki Łaby (Elbe) było krainą
słowiańską.
Ludy te słowiańskie wyginęły w walkach z Niemcami, bo Niemcy zwykli
byli
po każdem prawie zwycięstwie urządzać rzezie miejscowej ludności, co
zresztą
sami niemieccy kronikarze opisują bez wstydu.
Ta
pierwotna Słowiańszczyzna dzieliła się na części jeszcze o dużo więcej,
niż dzisiaj. Zamiast narodów znaczniejszych, które są dzisiaj, były
tylko
drobne ludki, a każdy z nich żył sobie osobno. Nad każdą prawie większą
rzeką siedział inny ludek, mający osobnych naczelników i odrębne często
interesy, nie bardzo się stykając z sąsiadami. Na wyżywienie człowieka
trzeba było wtenczas ziemi o dużo więcej, niż dzisiaj; całe grunta
wielkiej,
ludnej wsi dzisiejszej, starczyły wówczas ledwie na wyżywienie jednej
rodziny,
przez to, że więcej było moczarów, niż gleby, a i tej nie umiano
uprawiać,
jak należy, nie umiano sobie radzić. Ludzi było mało, a jednak raz wraz
zdarzały się przeludnienia, tj. że na pewnem miejscu, w pewnej okolicy
zebrało się ludzi więcej, niż ich ziemia, bór i rzeka mogły wyżywić;
działo
się to przez sam naturalny przyrost ludności; dorosły dzieci, przybyły
wnuki, a kiedy pojawiły się prawnuki, było ich już tylu, że byle rok
gorszy
sprowadzał głód; nie było innej rady, jak wyprawić część młodzieży w
świat,
żeby sobie szukali nowych siedzib.
W
ten sposób dokonała się kolonizacya Ślązka z Wielkopolski i to na dwa
razy.
Polanie, lud osiadły w dzisiejszej Wielkopolsce, mieszkali nad średnią
Wartą, w okolicach, gdzie potem stanęły miasta Gniezno i Poznań, i
zajmowali
kraj na południe od Warty mniej więcej do rzek Orlej i Barycza. Do
Barycza
wpływa dużo rzek mniejszych, a wszystkie płyną z południa, tak, że sama
przyroda wskazywała tym dzieciom Polan pochód na południe w górę rzek.
Część ich została na prawym brzegu Odry, w dorzeczu Widawy, ale większa
i znaczniejsza część przeprawiła się na drugą stronę Odry i osiadła nad
rzeką, którą nazwali Ślęzą, a od której sami potem nazwali się
Ślązanami.
- Drugim zaś razem inna znowu drużyna emigracyjna Polan doszła do
rzeki,
której brzegi odznaczały się obfitością bobrów; nazwali ją przeto Bóbr,
a sami siebie Bobrzanami. - Tak tedy istniały blisko siebie dwie
kolonie
z Wielkopolski; ale przez długie czasy nie miały ze sobą styczności,
oddzielone
dużą puszczą. Ślązanie rozrodzili się i zajmowali coraz więcej kraju.
Powysyłali
z biegiem czasu osadników nad Wystrzycę w jedną stroną, a w drugą
stronę
nad Oławę i Nissę; ci znowu przekroczyli Odrę i powysyłali nowych
kolonistów
nad Widawę, gdzie się zetknęli po czasie z potomkami braci swych
przodków
z nad Warty, nad Stobrawę, Brynicę i Małapanew. Tak Ślązanie w ciągu
kilku
pokoleń zajmowali kraj coraz szerszy i stali się ludem znacznie
potężniejszym
od Bobrzan; to tez kraj cały otrzymał od nich nazwę Ślązka, jako kraj
zajęty
i urządzony najpierw przez Ślązan.
Rozszerzając
swe siedziby dotarli wreszcie Ślązanie do granic innych ludków drobnych
i spotkali się z sąsiadami. Na wschód sąsiadowali z Łęczycanami i z
Sieradzanami,
a jeszcze później z Chrobatami nad Wisłą, a mianowicie z krakowską ich
częścią. Na południe mieli Morawiaków i kilka drobnych ludków czeskich.
Na zachodzie stykali się z swymi braćmi Bobrzanami, a na północ z swym
własnym ojczystym ludem Polan. Teraz już nie było wolnej ziemi do
okoła,
którąby można było zajmować. Odtąd były tylko dwa sposoby, żeby uniknąć
klęski głodowej z przeludnienia. Należało trzebić lasy bardziej, niż
dotychczas
i urządzać kolonizacyę wewnętrzną, w środku swoich borów i dbać o
lepszą
uprawę ziemi; to był jeden sposób. Drugi zaś polegał na tem, żeby
przemocą
zająć kawał kraju, do którego już inny ludek miał prawa. Rozpoczęły się
tedy walki o posiadanie ziemi. Natenczas wytworzył się odrębny stan
wojskowy;
co do wojny było zdatniejszego, i ci, którzy woleli wojenkę, niż orkę,
tworzyli potem straż zbrojną swojej ziemi, straż wojskową. Który ludek
więcej miał czy zdatności czy szczęścia na tych wojenkach, ten
najbardziej
rozszerzał swoje posiadłości i narzucał sąsiadom swoją wolę. Tak np.
Ślązanie
widocznie więcej mieli szczęścia od Bobrzanów i zaczęli nad nimi
panować,
tak, że ich kraj do swojej dołączyli władzy; toteż zaginął potem słuch
o Bobrzanach, a ich kraj stał się także częścią Ślązka.
Na
wojnie potrzeba silnej władzy, surowego rozkazu i ślepego
posłuszeństwa.
Toteż skoro tylko zaczęły się wojny, powstała też niedługo władza
naczelnika
wojskowego, czyli władza książęca, sprawowana przez księcia, otoczonego
drużyną wojenną, wyczekującą każdej chwili jego rozkazów. W czasach
ustawicznej
niepewności i ciągłych zawieruch, ten lud największe miał powodzenie,
który
największą w sobie wyrobił karność, którego książę największą miał
władzę
i najpowolniejszy dla siebie znajdował posłuch. W pośród tego ludu
największy
był porządek i bezpieczeństwo, a te ludy, które nie umiały czy przez
niesforność
nie chciały poddać się władzy jednego z rodaków, te które chciały żyć
ciągle
dalej po staremu, bez drużyny wojennej i bez księcia, te musiały z
konieczności
uledz innym. Zmieniły się czasy, nastał nowy okres, trzeba się było
inaczej
urządzić, dać sobie spokój z urządzeniem społecznem starem, które już
było
nieprzydatne, a przyjąć tę nową organizacyę, czyli nowe urządzenie
porządku
publicznego. Z tych-to przemian miała powstać po pewnym czasie nasza
organizacya
państwowa. Wytworzyła się ona najwcześniej w Wielkopolsce, dlatego też
tam jest kolebka państwa polskiego.
Wkrótce
też spostrzegli nasi praojcowie, że im o dużo lepiej jest, skoro więcej
ludków należy do jednego państwa i nigdy już wojen o to nie było;
owszem,
garnięto się koło władzy książęcej, skupiono się coraz bardziej w
gromadę,
coraz większe i większe tworząc państwo. A że Polanie z Wielkopolski
najlepszą
mieli organizacya państwową, wkrótce też Ślązk do ich państwa się
przyłączył.
Był
już spory czas, żeby z tych różnych polskich ludków wytworzyła się jaka
większa całość; gdyby nie to połączenie się w państwo polskie, pod
zwierzchnią
władzą jednego księcia polskiego, wspólnego Polanom, Ślązanom,
Sieradzanom,
Łęczycanom itd., gdyby nie to, byłyby te wszystkie ludy zmarniały w
niemieckiej
niewoli, tak że nie zostałby z nich ani jeden człowiek, z języka ich
ani
jedno słówko, a z ich osad ani jedna chatyna. Był już spory czas!
Byłoby
się stało z temi ludami to samo, co się stało z naszymi braćmi na
Zachodzie
za Odrą i Łabą.
Jak
ze słowiańskich lechickich plemion powstawało powoli państwo polskie,
tak
samo, zupełnie w ten sam sposób powstawało z germańskich ludków państwo
niemieckie. Ale u Niemców zaczęła się ta organizacya o dużo wcześniej,
niż u nas, dlatego że znacznie wcześniej zaczął im doskwierać głód.
Mieli
bowiem Niemcy bardzo a bardzo mało ziemi; tyle, co jest pomiędzy Renem,
Wezerą a Menem i to jeszcze nie ze wszystkiem; ziemia to nie taka
żyzna,
jak polska, ale przeciwnie, bardzo jałowa i nieurodzajna. Tem większa
przez
to była między nimi zawiść, tem wcześniej zaczęły się te graniczne
wojny
jednego pokolenia z drugiem, ale też za to tem wcześniej urządzili
sobie
przez to organizacje państwową. Zaprowadzony porządek i ład ten miał
skutek,
że ludność w spokoju bardzo prędko się pomnażała i niedługo nastało
groźne
przeludnienie. Dokąd teraz się udać? Na wschód, na Słowian, odebrać im
ziemię. Tak zaczęło się to parcie na wschód (D r a n g n a c h O s t e
n), które trwa do dziś dnia.
Walka
była nierówna. Słowianie nadłabscy tj. nad rzeką Łabą (Elbe) nie mieli
z początku ani książąt, ani drużyn wojennych; tego dopiero teraz od
Niemców
nauczyć się mieli. Ale chociaż urządzali się, jak mogli, i mieli potem
książąt i wojowników, nie starczyło im jednakże już czasu, żeby założyć
jakie większe państwo. Każdy ludek walczył osobno, a choć bronili
bohatersko
słowiańskiej ziemi, nic to nie pomogło, bo każdy z osobna walczył i
ginął;
zwyciężyć można było tylko walcząc wspólnie, pod wspólnym księciem, a
tego
jeszcze nie było. Największe organizacye państwowe pomiędzy Łabą i Odrą
były na północy, blizko morza, państwa Wilków, Lutyków i Obodrytów, ale
i te były za słabe na niemiecką nawałę, a w jedno nie połączyły się
nigdy.
Te zaginione ludy, po których nie zostało ani nawet najmniejszego
śladu,
to byli nasi rodzeni bracia, to także były ludy lechickie. Gdyby o sto
lat wcześniej powstało było państwo polskie, język polski sięgałby może
do dziś dnia za Odrę wzdłuż całego jej biegu; bo cała Odra, od źródeł
aż
do ujścia, płynie przez kraje pierwotnie lechickie, a zatem polskie.
Taki
sam los, zupełna zagłada, czekała resztę lechickich plemion; ale na
szczęście,
gdy Niemcy doszli do Odry, było już przeciw państwu niemieckiemu
państwo
polskie, dosyć duże, żeby się podjąć tej walki z pomyślnym skutkiem.
Lud
też polski na Ślązku, ci potomkowie Polan z Wielkopolski, zawdzięczali
ocalenie temu, że się jeszcze dość wcześnie połączyli z Wielkopolską.
Stało
się to jeszcze za czasów pogańskich, przed przyjęciem wiary świętej.
Niemcy
byli już wcześniej chrześcijanami. Opowiemy teraz o nawróceniu Niemców
i Polaków na wiarę chrześcijańską i od tego zaczniemy opowiadać
historyę
Ślązka, jak po kolei wypadki po sobie następowały.
ciąg
dalszy
|
|
Wydawnictwa Instytutu Śląskiego
Kazimierz Piwarski
Historia Śląska w zarysie
Katowice Wrocław 1947
(...)
Rozdział X
NARZUCENIE RZĄDÓW CZESKICH
Jan Luksemburczyk jako jeden z celów swych dążeń
wyznaczył
sobie opanowanie
Polski: jako następca Przemyślidów na tronie czeskim uważał się zarazem
za spadkobiercę ich roszczeń do korony polskiej. Gdy tylko tedy
zabezpieczył
sobie panowanie w Czechach i wzmocnił swą pozycję w Niemczech, pomyślał
o wyprawie na Polskę. Do akcji wojennej przygotował się starannie,
licząc
się z tym, że tymczasem Łakietek już mocno siedział w siodle i przez
koronację
w Krakowie (1320) zapewnił sobie znaczny autorytet wśród innych
Piastowiczów
i całej ludności polskiej. Teraz Luksemburczyk chciał zdobyć Kraków i
zepchnąć
z tronu Łokietka, a następnie przez akt uroczystej koronacji na króla
polskiego
i faktyczne władanie głównymi ziemiami polskimi nadać swym roszczeniom
solidne podstawy.
Król czeski ruszył w początkach 1327 r. ze znacznym wojskiem przez
Morawy ku Śląskowi, kierując swój marsz na Kraków. W drodze stawili się
w obozie Jana liczni książęta górnośląscy, Piastowicze, i złożyli mu
hołd
lenny. Nie trudno wyjaśnić, jakie motywy kierowały owymi Piastowiczami.
Przede wszystkim obawa przed znaczną potęgą króla czeskiego; ponadto
liczenie
się z tym, iż Jan Luksemburski, który nosił tytuł króla polskiego,
zawładnie
niebawem Krakowem i innymi ziemiami polskimi, że tedy będzie on
istotnym
panem całej Polski. Zaimponowała im więc siła króla czeskiego i przed
nią
się korzyli. Nie przeraził się jednak potęgi czeskiej Łokietek i dobrze
umocnił Kraków, a ponadto zapewnił sobie poparcie Węgier. Zaskoczyło to
Luksemburczyka. Gdy tedy pierwszy atak czeski na Kraków się nie
powiódł,
Luksemburczyk zraził się rychło do całej imprezy, zwłaszcza, iż
.obawiał
się zbrojnej interwencji króla węgierskiego Karola (z domu Anjou) po
stronie
Łokietka. Nad spodziewanie szybko wycofał się król czeski z armią do
Czech.
Atak na Kraków skończył się zupełnym niepowodzeniem. Natomiast trwałym
rezultatem wyprawy Jana było dokonane pod naciskiem zbrojnym czeskim
shołdowanie
wspomnianych Piastowiczów: Bolka niemodlińskiego, Leszka raciborskiego,
Kazimierza cieszyńskiego, Władysława kozielsko-bytomskiego, Jana
oświęcimskiego.
Należy podkreślić, że dawny hołd lenny ks. Kazimierza bytomskiego z r.
1289 poszedł już w owych latach, zdaje się, w zapomnienie; dopiero
wypadki
z r. 1327 stanowią pewniejszą podstawę dla zwierzchnictwa królów
czeskich
nad Śląskiem.
Wprawdzie na razie chodziło jedynie o kilku książąt śląskich, którzy
złożyli hołd lenny Luksemburczykowi. Mogłoby to mieć tylko znaczenie
lokalne,
gdyby nie następne wypadki. Głos bowiem naraz zabrali Niemcy
wrocławscy.
Fakt shołdowania kilku książąt śląskich przez króla Czech uznali za
hasło
do szybkiego działania. Od dawna marzyli o tym, by uchronić się przed
pretensjami
księcia Bolesława brzeskiego do miasta Wrocławia, zwłaszcza, iż ów
książę
brzeski był sojusznikiem Łokietka. Nie chcieli być pod władztwem
polskim;
garnęli się pod zwierzchnictwo króla czeskiego, Niemca i protektora
niemczyzny.
Pod ich to wpływem książę Henryk VI udał się do Pragi i tamże odstąpił
swe księstwo Janowi Luksemburskiemu, pomijając słuszne pretensje
własnych
braci - Bolesława brzeskiego i Władysława. Dla króla Jana była to
okazja
wyjątkowa, kuł tedy żelazo póki gorące. W kwietniu 1327 r. udał się z
Pragi
do Wrocławia i przyjął hołd mieszczan, jako przyszły władca (po śmierci
Henryka VI); w zamian za uległość przyznał Jan Wrocławianom ogromne
przywileje
handlowe, obiecał im rozległy samorząd, oraz poparcie w sporach z
biskupem.
Henryka VI wreszcie wynagrodził Jan Luksemburski za wydanie mu
Wrocławia
przyznaniem w dożywotnie posiadanie ziemi kłodzkiej wraz z rentą
pieniężną.
Krok Henryka VI był zdradą wobec interesów polskich. Zniemczały książę
wrocławski (ożeniony był z Anną z Habsburgów), zacietrzewiony sporami z
braćmi, nieprzyjazny Łokietkowi, który ich popierał, uległ zupełnie
podszeptom
doradców niemieckich, wśród których źródła wymieniają przede wszystkim
kanonika wrocławskiego, wpływowego w kapitule, Mikołaja z Bancz, oraz
bogatą
rodzinę mieszczan wrocławskich, Mollensdorfów. Wiemy już, że
mieszczanie
niemieccy Wrocławia dążyli usilnie do przejścia pod rządy
Luksemburczyka.
Na domiar dążenia te popierała część kapituły, duchowni Niemcy, którzy
wydatnie wzmocnili' swe wpływy na niekorzyść Polaków za czasów -
biskupa
Henryka z Wierzbna (1302-1319), pochodzącego wprawdzie z magnackiej
rodziny
śląskiej, ale zniemczałego. Dumny ten książę Kościoła, który rządził
się
udzielnie w ziemi nysko-otmuchowskiej, zażywając uprawnień księcia
świeckiego
na tym terenie, jak żaden dotąd z jego poprzedników zasłużył sobie na
bardzo
surową ocenę z punktu widzenia interesów polskości na Śląsku: Jako
biskup
wrocławski chciał się wyłamać spod zwierzchnictwa metropolii
gnieźnieńskiej,
zasługując sobie na ostre słowa nagany ze strony arcybiskupa Jakuba
Świnki.
W przełomowych latach początków XIV wieku, gdy ważyły się losy Polski i
Śląska, przeciwstawiał się prądowi odrodzenia państwowości polskiej,
który
reprezentował Świnka, a urzeczywistniał najskuteczniej Władysław
Łokietek.
Na terenie swej diecezji protegował wyraźnie niemczyznę. Po jego
śmierci
rozzuchwaleni kanonicy Niemcy wysunęli kandydaturę swego rodaka,
przeciw
Polakowi. Na skutek sporów w kapitule przez lat kilka Wrocław nie miał
biskupa.
W końcu na stolicę biskupią wrocławską został powołany Nanker,
dotychczas
biskup
krakowski, ale pochodzący ze Śląska (z ziemi bytomskiej, szlachcic
herbu
Oksza), stronnik Łokietka, gorliwy kapłan i dobry Polak. Przeniesienie
Nankera do Wrocławia było wynikiem starań Lokietka, który w ten sposób
chciał ratować swe wpływy na Śląsku i bronić łączności kościelnej, w
następstwie
i politycznej, ziemi śląskiej z Polską; poparł Nankera i papież, gdyż
właśnie
potrzebował w Wrocławiu szczególnie oddanego sprawie Kościoła biskupa.
Od dawna bowiem niemieccy koloniści sprzeciwiali się płaceniu na rzecz
Kościoła tzw. świętopietrza, które pobierano w całej Polsce, a więc i w
diecezji wrocławskiej jako części składowej metropolii gnieźnieńskiej.
Niemców drażniły owe opłaty, gdyż stanowiły one dla nich obciążenie
finansowe,
a więcej jeszcze z tegu powodu, iż były one widomym znakiem łączności
Śląska
z Polską. Występowali tedy ostro mieszczanie wrocławscy przeciw
świętopietrzu,
zyskując sobie poparcie księcia Henryka VI i nawet niektórych członków
kapituły, oczywiście Niemców. Doszło do tego, iż nuncjusz papieski,
Piotr
z Alverni, który zbyt może gorliwie nalegał na zapłatę zaległości
świętopietrza,
znalazł się w niebezpieczeństwie życia. Nanker, przybywszy do Wrocławia
(1327), poparł stanowisko nuncjusza. Nominację jego z nienawiścią
przyjęli
mieszczanie Niemcy i niemieccy członkowie kapituły, widząc w nim nie
tylko
obrońcę praw Kościoła, ale stronnika Łokietka i - Polaka. Agitacja
niemiecka
doprowadziła w r. 1328 do tego, że tłum wdarł się do katedry, zabił
kilku
dworzan biskupa, zrabował mienie biskupie, a samemu Nankerowi i
nuncjuszowi
groził śmiercią! W napadzie uczestniczył książę Henryk VI, zupełnie
przez
Niemców pozyskany. Nanker uszedł do Nysy i stamtąd rzucił klątwę na
miasto.
Wraz z nim uszli polscy kanonicy, natomiast niemieccy kanonicy z
Mikołajem
z Bancz na czele pozostali we Wrocławiu. '
Nanker nie czuł się bezpieczny i w Nysie, gdyż książę Bolko ziębicki,
który również wystąpił (pod wpływem Niemców) przeciw świętopietrzu,
zaczął
najeżdżać i grabić ziemię nysko-otmuchowską; schronił się tedy Nanker w
Polsce. Mikołaj z Bancz i inni niemieccy kanonicy nie życzyli sobie
jednak
przewlekania zatargu, zwłaszcza, iż w końcu mogli się narazić na gromy
papieża, który musiał stanąć po stronie biskupa. Postępując bardzo
zręcznie,
zapośredniczyli niebawem ugodę przy udziale króla Jana, który znów
przybył
do Wrocławia. Miasto przeprosiło biskupa i Nanker wrócił do Wrocławia.
Ale powrót jego był możliwy w tych warunkach jedynie dzięki
pośrednictwu
większości niemieckiej w kapitule i króla Czech. Dano Nankerowi do
zrozumienia,
że bez tych czynników nie może niczego poczynać na stolicy biskupiej
wrocławskiej.
Niemcy wrocławscy i król czeski wspólnie starali się obezwładnić
biskupa
i uniemożliwić mu jego akcję na rzecz Łokietka i polskości. - Wypadki
te
świadczą najlepiej, jak wpływy niemieckie. zdecydowały o losach
Wrocławia
i losach Śląska w owych latach. Rozzuchwalona niemczyzna, triumfująca
od
chwili, gdy Henryk VI przekazał przyszłe rządy w księstwie wrocławskim
Luksemburczykowi, nie chciała już w żaden sposób dopuścić powrotnej
fali
polskości do stolicy Śląska. Widać stąd jasno, jaką rolę odegrał w
dziejach
śląskich Henryk VI: książę-Piastowicz, który walnie przyczynił się do
oddania
Śląska, formalnie w ręce czeskie, naprawdę niemieckie.
Zapewniwszy sobie wpływ decydujący i przyszłe rządy we Wrocławiu,
starał
się Jan Luksemburczyk zmusić do uznania swego zwierzchnictwa również i
innych książąt śląskich. Już w r. 1327 złożył mu hołd ostatni
niezależny
dotąd książę górnośląski, Bolko opolski. W r. 1328 toż samo uczynili,
ulegając
przemożnemu naciskowi króla Jana oraz oplątani jego intrygami: Jan
ścinawski,
Konrad oleśnicki i Henryk żagański, a wreszcie Bolesław
brzesko-legnicki,
zagrożony pretensjami swego brata Władysława do Legnicy, do której
prawa
chciał tenże odsprzedać Luksemburgowi, byleby tylko pomścić się na
bracie,
odmawiającym mu wydania części ojcowizny, licząc, że król czeski
potrafi
już wyrwać Legnicę z rąk Bolesława! Co prawda Jan Luksemburczyk nie
miał
pieniędzy na zapłatę pretensji Władysława i los tego wykolejeńca był mu
zupełnie obojętny; wyzyskał jednak propozycję Władysława, by zmusić
księcia
brzeskiego do uznania zwierzchnictwa czeskiego. Tak to Piastowicze sami
ułatwiali królowi czeskiemu rozszerzanie zwierzchnictwa na coraz dalsze
połacie Śląska! Natomiast chlubny wyjątek wśród Piastowiczów śląskich
stanowili:
Przemko głogowski, ożeniony z wnuczką Łokietka Konstancją i szwagier
jego
Bolko II świdnicki (syn Kunegundy Łokietkówny, żony Bernarda
świdnickiego,
której córką była wspomniana Konstancja). W takim Przemku ozwała się
dusza
piastowska, kiedy na wezwanie króla czeskiego, by uznał jego
zwierzchnictwo,
odpowiedział, że "woli na jednym koniu opuścić swą ziemię, niż być
poddanym
innego monarchy". Przemko i Bolko II świdnicki byli stronnikami
Łokietka
i dzięki ich stanowisku król polski mógł jeszcze w pomyślnych dla
siebie
warunkach podjąć starania o uwolnienie Śląska spod zwierzchnictwa Jana
Luksemburczyka. Wprawdzie dzielny Przemko głogowski zmarł przedwcześnie
(1331) i częścią jego ziem podzielili się bracia (Jan ścinawski i
Henryk
żagański), obaj lennicy czescy. Ale najważniejsze grody, Głogów i•
Tarnów,
zachowała w swym posiadaniu młoda wdowa Konstancja, poddając się pod
opiekę
brata, Bolka II świdnickiego; ten to książę stanowił. teraz główną
zaporę
dla rozszerzenia się zwierzchnictwa Jana Luksemburskiego na cały
Śląsk.
Losy Śląska jeszcze się ważyły. Mimo, że znaczna większość kraju
znajdowała
się pod przewagą czeską, mogło się wiele zmienić. Postępy bowiem
terytorialne
Jana Luksemburczyka wywołały zaniepokojenie u innych państw. Węgry
silniej
wiązały się z Polską, co oznaczało dla Łokietka wydatne wzmocnienie w
razie
nowego konfliktu z Luksemburgiem. Na domiar w Niemczech piętrzyły się
przed
królem Janem liczne trudności: zwłaszcza Habsburgowie gotowali się do
uderzenia
na Czechy. W tych warunkach postanowił Luksemburg uderzyć najpierw na
Polskę.
Wszedł w porozumienie z krzyżakami i chciał uderzeniem z dwu stron na
Łokietka
zadać mu cios ostateczny. Roiły mu się nawet raz jeszcze plany
opanowania
całej Polski. W r. 1331 nastąpiło uderzenie krzyżackie na
Wielkopolskę.
Równocześnie podążył Jan Luksemburski z wojskiem na Śląsk, by podać
rękę
krzyżakom i wspólnymi siłami zgnieść Łokietka. Gdyby się jego ówczesne
plany ziściły, oznaczałoby to zapewne koniec niepodległości Polski, na
której zgubę sprzysiągł się ów Niemiec na tronie czeskim wraz z
zionącym
nienawiścią do wszystkiego co polskie zakonem krzyżackim. Tymczasem z
bliżej
nieznanych przyczyn (może wskutek przeszkód, stawianych przez Bolka
świdnickiego?)
pochód wojsk Luksemburga tak się opóźnił, iż armia krzyżacka nie
doczekała
się w Wielkopolsce nadejścia sojuszników i rozpoczęła odwrót, naciskana
przez zastępy Łokietkowe, które na domiar zniszczyły jedną kolumnę
krzyżacką
w bitwie pod Płowcami. Wieść o tym zastała Jana Luksemburczyka we
Wrocławiu.
Wobec odwrotu krzyżaków odroczył plany ataku na Polskę. Natomiast zadał
cios poważny sojusznikowi Łokietka, Bolkowi świdnickiemu. Na czele
swych
wojsk (złożonych w znacznej części z najemników Niemców) ruszył pod
Głogów
i opanował miasto wskutek zdrady miejscowego starosty, po czym ogłosił
przyłączenie miasta do korony czeskiej. W ten sposób po raz pierwszy na
tym kawałku ziemi śląskiej zlikwidowane zostały rządy piastowskie
(Wrocław
miał być włączony dopiero po śmierci Henryka VI). Wdowa po Przemku,
wyzuta
ze swych posiadłości, znalazła schronienie w Polsce, gdzie zakończyła
życie
w klasztorze. Jan Luksemburski mianował starostą w.. Głogowie Czecha,
Hinka
z Dubu. [ Król Jan wkroczył jeszcze następnie do Wielkopolski, licząc
zapewne
na ponowny atak krzyżacki na ziemie polskie od północy. Przystąpił
nawet
do oblężenia Poznania, ale po kilka dniach zarządził pospieszny odwrót
swej armii w kierunku Wrocławia, spiesząc• na pogranicze Moraw,
zagrożonych
od strony Węgier.]
Nad ziemią śląską zaciążyły rządy obce, narzucone przemocą, przywitane
z radością jedynie przez żywioł niemiecki, a zwłaszcza, rosnący w
bogactwa
i znaczenie patrycjat miejski, tak w samym Wrocławiu jak i innych
miastach
Śląska Dolnego. Niemieccy mieszczanie zacierali ręce z radości, pewni,
że nowy zwierzchnik kraju udzieli im poparcia. W istocie wiadomo, iż
Wrocław
został wynagrodzony przez Jana Luksemburskiego rozległymi przywilejami.
Objęty nimi został przede wszystkim patrycjat miejski, który już pod
rządami
Henryka VI zapewnił sobie wyłączny wpływ na zarząd miasta. W radzie
miejskiej
nie było miejsca dla przedstawicieli rzemiosł, w których przeważał
żywioł
polski. Napróżno rzemieślnicy domagali się demokratyzacji stosunków w
mieście.
Odmawiano im praw, natomiast nakładano na nich ogromne ciężary. Gdy
zrozpaczeni
szukali sprawiedliwości na drodze rozruchów, spotkali się z krwawymi
represjami
ze strony połączonych czynników: patrycjatu i księcia. Niemcy wiedzieli
dobrze, że gnębiąc klasy niższe w mieście, gnębią zarazem żywioł
polski.
Akcja ich była celowa, złowroga dla polskości w miastach śląskich.
Podobne
bowiem stosunki, jak we Wrocławiu, zapanowały niebawem i w innych
miastach
na ziemi śląskiej. Wszędzie panoszył się element niemiecki, popierany
przez
zniemczałych książąt i przez nowego •pana kraju, króla czeskiego.
Oderwanie
Śląska od Polski musiało w następstwie przynieść dotkliwe straty dla
polskości
tej prastarej ziemi piastowskiej.
Rozdział XI
POLSKA FORMALNIE TRACI ŚLĄSK NA RZECZ CZECH
Władysław Łokietek prowadził w ostatnich latach swego
życia
ciężką walkę
na dwa fronty: z Czechami i z krzyżakami. Walka to była nie równa,
wobec
przeważających sił wrogów. Okazało się, że nie tylko niema mowy na
razie
o odzyskaniu władztwa polskiego nad Śląskiem czy Pomorzem, lecz że
nadto
Polska narażona jest na ataki wroga na dalsze ziemie polskie, a nawet
na
straty terytorialne (zajęcie Kujaw przez krzyżaków i - krótkotrwałe
zresztą
- opanowanie części Wielkopolski przez wojska czeskie). Następca tedy
Łokietka,
Kazimierz Wielki (1333-1370) uznał konieczność zmiany polityki
polskiej.
Przede wszystkim pragnął położyć nacisk na odbudowę wewnętrzną kraju i
usunięcie śladów koszmarnego okresu dzielnicowego przez trwałe
związanie
poszczególnych ziem polskich w jedną mocną organizację państwa
.
W polityce zagranicznej zamierzał skupić siły polskie narazie przeciw
jednemu wrogowi, mianowicie krzyżakom.. W związku z tym podjął
Kazimierz
starania o zażegnanie konfliktu wojennego z Janem Luksemburskim, co tym
było dla niego ważniejsze, iż w ten sposób chciał oderwać od krzyżaków
potężnego ich sojusznika. Porozumienie jednak z królem czeskim wymagało
ofiar i to poważnych. Jan Luksemburski miał w ręku dwa mocne atuty:
zwierzchnictwo
nad większą częścią Śląska, bezpośrednie władanie nad Głogowem i
ekspektatywę
do podobnego władania nad Wrocławiem, a ponadto tytuł króla Polskiego,
który przybrał sobie jako następca Przemyślidów, co ogromnie utrudniało
Kazimierzowi swobodę ruchów na arenie dyplomacji europejskiej, gdyż
tytuł
Jana Luksemburczyka był przez niektóre dwory uznawany, nie mówiąc już o
tym, że król czeski mógł w odpowiedniej chwili posłużyć. się swymi
roszczeniami
do korony polskiej jako pretekstem do akcji zbrojnej przeciw
Kazimierzowi.
Król polski starał się przynajmniej ów drugi atut wydrzeć
Luksemburgowi.
W tym oświetleniu dopiero zrozumiała jest polityka
ustępstw w
stosunku
do Czech, jaką zapoczątkował król Kazimierz. Najpierw zawarł w
Sandomierzu
w r. 1335 osobne zawieszenie broni z królem Czech, przez co rozerwał
już
sojusz czesko-krzyżacki. W tymże roku doszło do podpisania umowy
polsko-czeskiej
w Trenczynie, w której Jan Luksemburski rezygnował z pretensji do
korony
polskiej i z tytułu królewskiego, a Kazimierz zrzekał się praw do tych
ziem śląskich, które już znajdowały się pod zwierzchnictwem czeskim.
Była
to umowa tymczasowa, która miała być potwierdzona na zjeździe obu
władców
i króla węgierskiego w Wyszehradzie, który istotnie odbył się jeszcze w
r. 1335. Jan Luksemburski zrzekł się tytułu króla polskiego, co
znacznie
wzmacniało pozycję Kazimierza na dworach europejskich, jako jedynego
faktycznego
i formalnego władcy Polski i piastuna godności króla polskiego: w
zamian
za to zrzeczenie się Kazimierz wypłacił Janowi znaczną kwotę pieniężną.
Należałoby oczekiwać. że zgodnie z umową trenczyńską Kazimierz wyda w
Wyszehradzie
akt, potwierdzający rezygnację z ziem śląskich. To jednak nie
nastąpiło.
W nieznanych nam bliżej okolicznościach udało się Kazimierzowi odwlec
ratyfikację
owego zrzeczenia się na jakiś czas. Dowodzi to tylko, jak silne miał
król
polski poczucie swych praw do Śląska i z jaką trudnością przychodziło
mu
wyrzec słowa rezygnacji. Zapewne miał Kazimierz nadzieję, że niebawem
załatwi
pomyślnie konflikt z krzyżakami, a wtedy będzie mógł wystąpić wobec
Jana,
Luksemburczyka z żądanie m zwrotu części przynajmniej ziem śląskich.
Nadzieje
te jednak się nie spełniły. Sprawa z krzyżakami była niezwykle ciężka i
przewlekła, a wobec dalszego nacisku ze strony Jana Luksemburskiego
odraczanie
ratyfikacji zbyt długie stało się niemożliwością.
Zaniepokojony stanowiskiem Kazimierza, starał się teraz król czeski
co rychlej umocnić i rozszerzyć swą władzę na ziemiach śląskich. Gdy w
r. 1335 zmarł Henryk VI wrocławski, niezwłocznie Jan objął Wrocław w
swe
posiadanie, osadzając tamże czeskiego starostę. Uzyskał równocześnie
możność
swobodnego dysponowania ziemią kłodzką, którą dożywotnio dzierżył
Henryk
VI. Ziemia ta posłużyła królowi Czech jako przynęta dla księcia Bolka
ziębickiego,
który, podobnie jak inni książęta linii świdnickiej, dotąd uchylał się
z powodzeniem od przyjęcia zwierzchnictwa czeskiego. Właśnie niedawno
(1335)
zdołał nawet Bolko odeprzeć atak zastępów czeskich, które na księstwo
ziębickie
poprowadził Karol, syn Jana Luksemburskiego. Pod wrażeniem jednak
dalszego
umacniania się władzy króla czeskiego na Śląsku, czego widomym znakiem
było przejęcie w bezpośrednie władanie Wrocławia, ustąpił wreszcie
Bolko,
tym więcej, że mu za to obiecano ziemię kłodzką w dożywocie, co
stanowiło
smakowity kąsek dla rozrzutnego księcia, pogrążonego w ciężkich
kłopotach
finansowych. W r. 1336 złożył Bolko hołd lenny Janowi. Otrzymał
wprawdzie
w dożywocie Kłodzko, natomiast musiał niebawem oddać Janowi szereg
swych
grodów, jak Ząbkowice, Strzelin, Więzów i Dzierżoniów, pod zastaw sum,
które król czeski wyłożył na zapłacenie licznych wierzycieli
lekkomyślnego
Piastowicza. W rezultacie zachował Bolko jedynie Ziębice, no i Kłodzko,
przez co w ogólności spadł do rzędu książątek śląskich bez większego
znaczenia.
Shołdowanie Ziębic stanowiło wstęp da dalszych zakusów Jana w kierunku
zmuszenia do uległości książąt linii świdnickiej . Na najsilniejszy
nacisk
wystawiany był Henryk jaworski, który posiadał część Łużyc, przedmiot
apetytów
zaborczych króla czeskiego. Już w r. 1329 zmuszony został do wydania
Czechom
Zgorzelca. Teraz Jan Luksemburski wzmógł nacisk i książę Henryk musiał
mu odstąpić resztę ziem łużyckich, wraz z grodem Przewozem, który od
dawna
stanowił najdalej wysunięty ku Nysie łużyckiej skrawek ziem śląskich.
Ponadto
Henryk zawarł sojusz z królem Czech i obiecał mu pomoc zbrojną na każdą
wyprawę wojenną: ale mimo wszystko hołdu lennego. nie złożył i zachował
niezawisłość. Najmocniejszą pozycję w stosunku do zakusów czeskich
zachowywał
nadal Bolko II świdnicki i Jan Luksemburski nie mógł jej
naruszyć.
Zmuszanie da hołdu książąt była w ogólnych zamierzeniach polityki
czeskiej
tylko wstępem do realizacji celu właściwego: zupełnego usunięcia
Piastowiczów
ze Śląska i włączenia całego kraju bezpośrednio do korony czeskiej.
Oczywiście,
cel ten realizowali Luksemburgowie etapami, w miarę nastręczających się
możliwości. Taka właśnie akcja nadarzyła się na Górnym Śląsku z chwilą
śmierci Leszka raciborskiego (1327). Do spadku rościli sobie pretensje
najbliżsi krewni, Piastowicze linii opolskiej. Jan Luksemburski pominął
jednak te pretensje i nadał Racibórz księciu opawskiemu Mikołajowi; z
rodu
Przemyś1idów, a więc Czechowi, ożenionemu z siostrą zmarłego Leszka.
Gdy
Piastowie opolscy głośna wyrzekali na swą krzywdę, uwzględnił Jan ich
pretensje
o tyle, że przyznał im Koźle i Gliwice; Racibórz jednak pozostał w ręku
Mikołaja Przemyślidy. Piastowicze śląscy mogli się teraz przekonać
naocznie,
że przejście pod zwierzchnictwo czeskie
oznaczało coś więcej, niż zmianę formalną władcy zwierzchniego;
stopniowo
Luksemburgowie starali się likwidować rządy piastowskie jako
przypominające
dawne związki Śląska z Polską. Osadzenie Przemyślidy w Raciborzu miało
być jednym z etapów na tej drodze, zresztą znowuż jako etap przejściowy
do zupełnego wcielenia Raciborza do korony czeskiej.
Krok za krokiem Jan Luksemburski starał się wzmocnić swą pozycję
monarszą
na Śląsku. W czasie pobytu swego we Wrocławiu w r. 1337 wydał ordynację
dla księstwa wrocławskiego, która jednakże w istocie tyczyła się całego
Śląska: zawierała ona bowiem m. i. przepisy regulujące żeglugę na Odrze
i dawała szerokie uprawnienia staroście wrocławskiemu, upoważniając go
np. do karania przestępców również na terytoriach książąt lennych, co
uwłaczało
terytorialnej władzy książęcej. Znamienne były nadto te przepisy
ordynacji,
które poddawały rycerstwo księstwa wrocławskiego na terenie Wrocławia
sądowi
miejskiemu, oraz ograniczały zakres władzy sądów kościelnych w stosunku
do osób świeckich. Stanowiły bowiem owe przepisy dowód, że król czeski
popiera przede wszystkim interesy mieszczan (i to patrycjatu, a więc
Niemców);
w ogólności zaś lekceważy książąt, rycerstwo i Kościół, te czynniki,
które
mogły jeszcze w ówczesnych stosunkach społecznych stanowić
przypomnienie
tradycji polskich. Na pozór wprawdzie Jan Luksemburski okazał
życzliwość
biskupstwu wrocławskiemu, wydając na jego rzecz. w r. 1337 wielki
przywilej.
w którym brał dobra kościelne pod swą opiekę i zlecał ją wykonywać
swemu
staroście. W istocie jednak stanowiło to narzucenie biskupstwu
protekcji
królewskiej i dalsze rozszerzenie władzy starosty czeskiego. Jak
zresztą
ową opiekę Luksemburg pojmował, dowiódł sam niebawem, próbując opanować
dla siebie gród kapituły wrocławskiej Milicz, gdyż był on ważną
placówką
na pograniczu Polski i miał dla króla czeskiego doniosłe znaczenie
strategiczne.
Wydaniu Milicza w ręce króla czeskiego przeciwny był stanowczo biskup
Nanker,
jak i nuncjusz papieski Galhard.
Wobec tych sprzeciwów Jan Luksemburski na razie poniechał sprawy, by
zresztą do niej niebawem powrócić.
Najpilniejsze było przecież dlań uzyskanie od króla Kazimierza
potwierdzenia
rezygnacji z ziem śląskich. Kazimierz odraczał tę sprawę, w nadziei, że
tymczasem załatwi konflikt z krzyżakami i będzie miał wobec Czech wolne
ręce. Właśnie jednak Luksemburg napierał na załatwienie sprawy, dopóki
król polski musiał wszystkie siły trzymać w pogotowiu przeciw
krzyżakom.
Zaszachował Kazimierza nader zręcznym posunięciem w r. 1338, zawierając
sojusz z Andegawenami węgierskimi. Luksemburgowie obiecali poprzeć
przyszłe
starania Andegawenów o tron polski (co- było brane w rachubę, ze
względu
na bezdzietność Kazimierza bliskie związki familijne ostatnich królów
Piastów
z dworem węgierskim), w zamian za co Karol węgierski przyrzekł nie
wspomagać
Kazimierza, gdyby ten podjął akcję w kierunku odzyskania Ś1ąska, jak
też
obiecał, imieniem Andegawenów, że w razie zyskania korony polskiej nie
będą z tego tytułu podnosić pretensyj do Śląska. Dotąd Kazimierz mógł.
liczyć, na wypadek wznowienia konfliktu z Czechami, przede wszystkim na
pomoc Węgier. Teraz i ta nadzieja upadała. W tych dopiero warunkach
król
polski, osamotniony politycznie, zdecydował się na akt rezygnacji ze
Śląska,
chcąc doprowadzić do, pełnego odprężenia stosunków z Czechami w
momencie,
gdy czekała go wielka rozgrywka dyplomatyczna z krzyżakami. Dnia 9
lutego
1339 r. wydał Kazimierz w Krakowie akt, potwierdzający umowę w
Trenczynie,
w którym formalnie rezygnował z tych ziem śląskich, które
w r. 1335 były już w posiadaniu czeskim, lub stanowiły lenno Czech.
Akt rezygnacji nie objął więc księstwa jaworskiego, świdnickiego, ani
księstwa
biskupiego Nysy. ani nawet księstwa ziębickiego, shołdowanego dopiero w
r. 1336. ,
Fatalny ów rok 1339 przyniósł więc zerwanie węzłów łączności państwowej
Śląska z Polską. Aż do tej chwili jedynie król polski uchodzić mógł za
formalnego zwierzchnika Śląska, jako prastarej ziemi piastowskiej,
części
wielkiej macierzy polskiej. Takie było powszechne przekonanie
współczesnych,
czego najlepszym dowodem uparte zabiegi Jana Luksemburga o uzyskanie od
Kazimierza aktu formalnego zrzeczenia się Śląska. Opanowanie ziem
śląskich
przez króla Czech było dziełem przemocy. Dopóki jeszcze Luksemburg
nosił
tytuł króla polskiego i nie tracił nadziei, iż uda mu się istotnie
Polskę
całą opanować, nie potrzebował tak bardzo rezygnacji ze strony króla
Kazimierza.
Gdyby naprawdę był panem Polski, wówczas przez to samo miałby tytuł do
władania Śląskiem, tak jak jego poprzednik, Wacław II. Kiedy jednak
okazało
się, że musi porzucić marzenia o owładnięciu Polską, która leczyła się
stopniowo z ran okresu dzielnicowego i krzepła pod rządami króla
Kazimierza,
wówczas niezbędnym zabezpieczeniem zdobyczy śląskiej było dla Jana
uzyskanie
rezygnacji Kazimierza. Tylko bowiem w ten sposób mógł pewniej osiąść na
swej zdobyczy, licząc w znacznym stopniu na wrażenie, jakie akt
rezygnacji
Kazimierza wywrze na książętach śląskich. Odtąd tracili oni formalnie
jąkąkolwiek
ostoję dla swych ewentualnych starań o zrzucenie zwierzchnictwa
czeskiego.
Wedle brzmienia traktatów jedynym panem większości ziem śląskich był
teraz
król czeski.
A jednak król Kazimierz nie uważał aktu z r. 1339 za ostateczną
rezygnację
z praw Polski do Śląska. Wystarczy choćby wskazać, że przecież nie
objął
on rezygnacją ani księstwa biskupiego w Nysie, ani ziem Piastowiczów z
linii świdnicko-jaworskiej Zachowywał więc nadal liczne punkty
zaczepienia
dla swych przyszłych starań o odzyskanie Śląska. Akt z r. 1339 uważał
za
wymuszony okolicznościami, które nie pozwalały mu na razie na podjęcie
walki zbrojnej z potężnym królem Czech, za ustępstwo przejściowe.
Wskazują
na to dobitnie jego dalsze poczynania polityczne. Wiele mamy danych po
temu, że i w opinii narodu polskiego nie uważano rezygnacji z r. 1339
za
decyzję nieodwołalną. Niestety nie dało się koła wydarzeń dziejowych
odwrócić.
Zawiniły jednakże w tym względzie najwięcej następne pokolenia narodu
polskiego,
które licznych możliwości odzyskania Śląska nie wykorzystały.
R o z d z i a ł XII
UMACNIANIE SIĘ WŁADZY KRÓLÓW CZESKICH NA ŚLĄSKU
Śląsk został oderwany od Polski przez Niemca na tronie
czeskim, Luksemburga,
przy walnym udziale mieszczaństwa niemieckiego (zwłaszcza Wrocławian),
które książęta Piastowicze z karygodną lekkomyślnością swego czasu
przygarnęli
na terytorium śląskie. W ogólności żywioł niemiecki, także wśród
rycerstwa,
a w wyższym stopniu jeszcze wśród duchowieństwa, współdziałał w tym
chwilach
dziejowych z królem czeskim, a zwalczał polskość i zrywał nici, łączące
Śląsk z Polską. Ową świadomą działalność antypolską Niemców można
obserwować
dokładnie na terenie Kościoła śląskiego. Warto się nad tym przez chwilę
zastanowić.
Wspominaliśmy już o zatargach o świętopietrze po objęciu diecezji
wrocławskiej
przez biskupa Nankera. W r. 1329 sprawa nieco ucichła, ale nie została
bynajmniej załatwiona. Niemcy nadal sabotowali opłaty świętopietrza,
zachęceni
przykładem kanoników niemieckich z kapituły, którzy albo nie starali
się
w ogóle o ściąganie opłat, albo też chowali je do własnej kieszeni (jak
ich przewódca, Mikołaj z Bancz!) i nie odsyłali do zwierzchnich władz
kościelnych.
Przebijała się tutaj świadoma dążność do zrywania łączności diecezji
wrocławskiej
z metropolią gnieźnieńską, a więc z organizacją Kościoła polskiego.
Odmowa
zapłaty dotykała oczywiście Stolicę Apostolską, na rzecz której z całej
prowincji polskiej ściągano świętopietrze. W -tym wypadku schodziły
się,
interesy Polski i Rzymu, stąd też nuncjusze występowali z żądaniem
uiszczania
opłat. Gdy na Śląsk przybył nowy nuncjusz papieski Galhard, rozpoczął
swą
działalność od energicznego nacisku na kapitułę wrocławską, żądając
egzekucji
świętopietrza i wypłaty zebranych już, lecz zatrzymanych we Wrocławiu
sum.
W niemiłej sytuacji znalazł się teraz Mikołaj z Bancz, który
niewątpliwie
część zebranych pieniędzy schował do własnej kieszeni. Chcąc się
ratować,
podburzył mieszczan przeciw legatowi papieskiemu i Galhard ledwie
uszedł
z życiem z miasta, rzucając ekskomunikę na Mikołaja (1337). Butny
Niemiec
niewiele sobie przecież z tego robił, mając zapewnioną protekcję Jana
Luksemburskiego.
Galhard wysłał wówczas sprawozdanie do Rzymu, w którym opisał stosunki
w Kościele śląskim, podkreślając, "że w miastach polskich, w których
panują
Niemcy, giną zupełnie prawa Stolicy Apostolskiej" (chodziło w
szczególności
o zapłatę świętopietrza); zwracał uwagę, iż papież winien zawczasu
dopilnować,
by po śmierci starego i zniedołężniałego już Nankera na stolicy
biskupiej
wrocławskiej zasiadł Polak, gdyż niemiecka większość kapituły i król
czeski
będą wspólnie zwalczać kandydaturę polską, jako dla siebie niewygodną.
W ogólności przy obsadzeniu stanowisk kościelnych na Śląsku "winien
papież
zważyć wierność, oddanie i korzyści, jakich kamera (papieska) doznaje
od
Polaków, a jakich od Niemców i Czechów, między którymi taka jest
różnica,
jak między światłem a ciemnością".
Zgodność interesów Kurii papieskiej i Polski wykazał dalszy przebieg
wypadków we Wrocławiu. Za Mikołajem z Bancz szli ławą Niemcy, wskutek
czego
obóz przeciwników świętopietrza wzmagał się w siły. Galhard rzucił
wówczas
interdykt na Wrocław i całą diecezję. Jan Luksemburski zakazał jednak
stosowania
się do interdyktu: posłuchali go skwapliwie Niemcy, natomiast Polacy
szanowali
głos nuncjusza papieskiego. Nanker wyjechał z Wrocławia z polskimi
kanonikami
kapituły i zamieszkał w dobrach biskupich w Otmuchowie. Wyzyskując
rosnący
zamęt w stosunkach kościelnych, król czeski zbrojnie opanował Milicz,
gród
kapituły. Wówczas stary Nanker poderwał się raz jeszcze do walki.
Wrócił
do Wrocławia i zażądał zwrotu Milicza. Gdy doznał odmowy, udał się do
króla
wraz z czterema kanonikami i rzucił nań uroczyście klątwę, po czym
wyjechał
do Nysy. Jan zlekceważył gromy biskupie, a nawet nakazał władzom
miejskim
represje wobec tych duchownych, którzy dochowali posłuszeństwa
biskupowi.
W istocie represje starosty i rady miejskiej (przeważnie Niemców!)
dotknęły
nie tylko majątki kościelne, które obłożono sekwestrem, ale i samych
duchownych,
głównie Polaków, wiernych biskupowi: usuwano ich brutalnie ze
stanowisk,
osadzając w ich miejsce sprowadzonych księży niemieckich, którzy (nie
bacząc
na interdykt) odprawiali nabożeństwa w kościołach wrocławskich. W ten
sposób
Niemcy niweczyli pracę poprzednią Nankera, który starał się stanowiska
duchowne nadawać Polakom, Wystarczy przytoczyć ustawy Nankera z r.
1331,
w których m. i. znamienny jest przepis, wzbraniający nadawania godności
kościelnych w diecezji wrocławskiej ludziom, nie pochodzącym z
prowincji
kościelnej polskiej, zakazujący również .powoływania na stanowiska
nauczycieli
ludzi, którzy nie władają językiem polskim! Widać, jak leżała na sercu
Nankerowi troska o zachowanie polskości w Kościele śląskim. Tymczasem
Niemcy
wrocławscy, popierani przez samego króla, otwartego protektora
niemczyzny,
dążyli wyraźnie do oderwania się od metropolii gnieźnieńskiej. Niestety
Jan Luksemburski miał znaczne wpływy w Kurii papieskiej, a i Mikołaj z
Bancz umiał tamże dotrzeć przez swych rodaków Niemców: w rezultacie
papież
nie stanął tak mocno po stronie Nankera, jakby należało. Mimo wszystko
Nanker pozostał do końca życia nieugięty. Dzielny ten obrońca polskości
Kościoła śląskiego zmarł w r. 1341.
Teraz Jan Luksemburski pospiesznie nakłonił kapitułę do wyboru oddanego
sobie człowieka, Przecława z Pogorzeli, pochodzącego z rycerskiego rodu
śląskiego (z księstwa brzeskiego), ale zniemczonego: Przecław pogodził
się już zupełnie z rządami czeskimi na Śląsku i był na wskroś lojalnym
sługą
Luksemburgów. W Polsce oczekiwano, że papież zabierze głos w sprawie
obsady
biskupstwa i postara się o wyniesienie kandydata Polaka, zgodnie z•
zaleceniami
Galharda. Wprawdzie Benedykt XII zastrzegł się, że wybór nie może być
dokonany
bez jego zgody. Gdy jednak kapituła mimo to wybór przeprowadziła, po
myśli
żądań króla czeskiego, papież w końcu ustąpił, ulegając zapewne
potężnym
wpływom Luksemburga i zatwierdził Przecława. Nowy biskup poszedł
zupełnie
po linii życzeń czeskich. Oczywiście niebawem (1342) zawarta została
ugoda
między Przecławem a Karolem Luksemburgiem (zastępującym ojca, Jana),
kładąca
kres wieloletniej walce biskupa z królem. Przecław zobowiązał się
popierać
króla, jako patrona diecezji wrocławskiej, i w razie potrzeby wpuścić
załogi
czeskie do zamków kapituły. Co prawda jako książę świecki, pan ziemi
nysko-otmuchowskiej,
nie wszedł formalnie w stosunek lenny do korony czeskiej. Natomiast
potwierdził
fakt hołdu lennego, złożonego właśnie Karolowi przez kilku książąt
śląskich,
dodając obietnicę, że w razie złamania przez nich przysięgi lennej
dołączy
do sankcji królewskich gromy kościelne! Tak to po raz pierwszy w
dziejach
Śląska biskup wrocławski stwierdzał, że król czeski jest prawowitym
panem
kraju. Stanowisko króla doznało poparcia ze strony najwyższej powagi
kościelnej
na ziemi śląskiej. Oczywiście fakt ten oznaczał dalsze zespolenie
Śląska
z państwowością czeską. Na krok podobny nie byłby się nigdy zgodził
biskup
- prawdziwy Polak. Dopiero Przecław z Pogorzeli, nasiąknięty kulturą
niemiecką
i służalec dworu Luksemburgów, pozwalał na dalsze utrwalenie się władzy
królów czeskich na ziemi śląskiej[Karol zwrócił też kapitule Milicz;
niebawem
jednak biskup sprzedał Milicz ks. Konradowi oleśnickiemu.]
Król polski Kazimierz zachował się na razie biernie wobec wydarzeń
na Śląsku, gdyż zajęty był głównie konfliktem z krzyżakami. Liczył
nawet
na to, że zapewni sobie w tej sprawie życzliwość Luksemburgów. W r.
1341
udał się do Pragi i zawarł przymierze z Czechami. Niebawem jednak mógł
się przekonać, jak złudne były nadzieje na poparcie ze strony
Luksemburgów
w sporze z zakonem krzyżackim. W końcu wszedł Kazimierz na drogę
bezpośrednich
rokowań z krzyżakami i zgodził się na traktat w Kaliszu (1343), w
którym
na razie zostawiał w rękach krzyżackich zagrabione przez nich za czasów
Łokietka Pomorze; natomiast odzyskał przynajmniej ziemię kujawską. W
ten
sposób na jakiś czas stosunki polsko-krzyżackie zostały unormowane.
Oczywiście
nikt z Polaków nie myślał z Pomorza rezygnować: dostęp do Bałtyku można
było odzyskać jedynie na drodze walki orężnej, a tę jeszcze z braku sil
dostatecznych odkładano na czas dalszy. Uzyskawszy większą swobodę
ruchów,
król Kazimierz żywiej zajął się sprawami śląskimi. Już w r. 1341
posiadł
(na prawach zastawu za sumy pożyczone) od Bolesława brzeskiego:
Namysłów,
Kluczbork, Byczynę i Wołczyn, które to ziemie śląskie przez szereg lat
pozostawały teraz pod rządami polskimi. W r. 1343 zbrojnie opanował
Wschowę
z okolicą, ostatni skrawek ziemi wielkopolskiej, jaki z dawniejszych
jeszcze
czasów pozostawał pod władzą książąt śląskich linii głogowskiej. Zwrot
króla polskiego ku sprawom śląskim niewątpliwie podniósł znacznie jego
powagę wśród śląskich Piastowiczów. Bolko świdnicki, nieugięty obrońca
niezawisłości swego księstwa wobec zakusów czeskich, związał się tym
silniej
z Kazimierzem. Znaczne sympatie okazywali Polsce również książęta linii
opolskiej, zrażeni do Luksemburgów z powodu pominięcia ich przy
sukcesji
raciborskiej. Gdy na domiar Luksemburgowie popadli w ostry konflikt z
cesarzem
Ludwikiem bawarskim, Kazimierz uznał, że nadszedł moment właściwy do
wkroczenia
w sprawy śląskie.
W r. 1345 nastąpił wybuch wojny polsko-czeskiej.
Kazimierz
uderzył na
ziemie raciborskie, znajdujące się w posiadaniu Mikołaja Przemyślidy;
zajął
Pszczynę i Rybnik, wojska polskie dotarły nad Odrę. Na ratunek
Przemyślidy
ruszył niebawem z dużym wojskiem Jan Luksemburski. Wobec przewagi
czeskiej
wycofał się Kazimierz aż pod Kraków. Atak na Kraków nie powiódł się
jednak
królowi czeskiemu. Rychło odstąpił tedy Jan spod stolicy Polski i
wrócił
na Śląsk, nękany w odwrocie przez wojska polskie i posiłkowe zastępy
węgierskie.
Wojna nie dala właściwie żadnego wyniku, przyniosła jedynie znaczne
korzyści
Bolkowi świdnickiemu, który skłonił Henryka jaworskiego do zapisania mu
swych posiadłości, wbrew poprzednim układom z Luksemburgami, w których
Henryk, obiecywał Jawor królowi czeskiemu. Zagrożony od strony Polski
Jan
Luksemburski nie mógł przeciw temu skutecznie protestować. Bolko
świdnicki
wzmocnił więc swe stanowisko, co stanowiło zysk pośredni i dla Polski,
której Bolko był sojusznikiem. Król Kazimierz oczekiwał przecież
większych
korzyści z wojny, zapewne zdobycia znacznej części ziem śląskich i
uzyskania
połączenia terytorialnego z Bolkiem świdnickim. Powodem niepowodzeń
militarnych
byt przede wszystkim zupełny zawód ze strony cesarza Ludwika: Bawarczyk
w okresie wyprawy Jana pod Kraków zachował zupełną bierność, gdy
natomiast
przez uderzenie na Czechy mógł łatwo sprowadzić na Luksemburgów
katastrofę.
Rozczarowany Kazimierz zawarł nawet chwilowo rozejm z Czechami, ale
niebawem
(1348) wznowił działania wojenne, widząc, że walka o tron cesarski,
którą
syn Jana Luksemburskiego (ten zginął w r. 1346) [Jan Luksemburczyk
poległ
w bitwie pod Crecy w Francji (1346), walcząc po stronie francuskiej
przeciw
Anglikom.]
Karol podjął z Ludwikiem bawarskim, weszła znów w ostre stadium. Do
walki ruszył się i Bolko świdnicki, a sam Kazimierz poprowadził
dwukrotnie
w r. 1348 wyprawy na Śląsk Dolny, docierając w pobliże Wrocławia.
Tymczasem
jednak Karol Luksemburski zapewnił sobie przewagę w Niemczech, co
przyspieszyła
śmierć Ludwika bawarskiego. Na tronie cesarskim zasiadł Luksemburg jako
Karol IV. Walczyć z nim dalej, oznaczała prowadzić walkę nie tylko z
Czechami,
ale z całą Rzeszą. Tedy Kazimierz podjął rokowania i podpisał w
listopadzie
1348 r. pokój w Namysłowie. Próba odzyskania przynajmniej części Śląska
spotkała się z niepowodzeniem. Natomiast Karol IV pospieszył teraz
utrwalić
swe zwierzchnictwo nad Śląskiem. 7 kwietnia 1348 r. wydał w Pradze akt
wcielenia (inkorporacji) - a więc jeszcze przed zawarciem pokoju z
Polską,
chcąc postawić niewątpliwie Kazimierza przed dalszymi faktami
dokonanymi.
Ziemie śląskie, zajęte w bezpośrednie władanie przez Luksemburgów,
względnie
shołdowane przez nich, zostały formalnie włączone do korony czeskiej.
Pamiętać
jednak należy, iż w tym mieściło się dalsze jeszcze niebezpieczeństwo
dla
Śląska. Czechy stanowiły formalnie część składową Rzeszy, podczas gdy
Polska
umiała się od tego uchronić i za czasów Łokietka czy Kazimierza
Wielkiego
zażywała pełnej suwerenności. Wcielenie tedy Śląska do Czech oznaczało
zarazem pośrednio związanie tej prastarej ziemi piastowskiej z Rzeszą.
Jasne jest, iż następstwem tego musiały być dalsze roszczenia
niemczyzny
do ziemi śląskiej, dalsze panoszenie się na niej Niemców. Nieszczęsne
dla
losów Słowiańszczyzny Zachodniej i dla samego narodu czeskiego
uzależnienie
Czech od Rzeszy musiało wcześniej czy później fatalne przynieść skutki.
Zaciążyło to również złowrogo na losach Śląska.
Karol IV dążył do dalszego usuwania pozostałych jeszcze związków Śląska
z Polską, próbując w szczególności oderwania biskupstwa wrocławskiego
od
arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, a włączenia go do metropolii praskiej.
Starania te jednak napotykały na tak zdecydowany sprzeciw ze strony
arcybiskupa
gnieźnieńskiego, króla polskiego i Rzymu, iż Karol musiał ich
zaniechać.
W rezultacie formalny związek Wrocławia z Gnieznem utrzymał się bardzo
długo, bo aż do r. 1821, stanowiąc widomy znak dawnej łączności
państwowej
Śląska z Polską.
Natomiast powiodła się Karolowi IV inna ważna akcja, a mianowicie
zapewnienie
w przyszłości koronie czeskiej zwierzchnictwa nad księstwem
świdnicko-jaworskim,
którego niepodległości dotąd Bolko II z powodzeniem bronił. Wobec
jednak
nowej sytuacji, wytworzonej zdobyciem przez Karola IV tronu cesarskiego
i pokojem polsko-czeskim, uznał Bolko konieczność porozumienia z
Karolem.
Zbliżenie datuje się od r. 1350, w łączności z dążeniem Luksemburgów do
zapewnienia sobie sukcesji świdnicko-jaworskiej w razie, gdyby Bolko
nie
miał męskiego potomka. Wreszcie w r. 1353 Karol IV (po śmierci swej
pierwszej
żony) poślubił Annę, córkę Bolka, dziedziczkę Świdnicy i Jawora.
Zarazem
zawarty został układ sukcesyjny, na mocy którego Bolko zapisał swe
księstwa
Annie, jako królowej czeskiej, oraz jej potomkom z małżeństwa z Karolem
- oczywiście na wypadek, gdyby sam Bolko nie miał męskiego potomstwa
równocześnie
zawarowano w układzie, że po śmierci Bolka przede wszystkim ma
zapewnione
na wspomnianych księstwach dożywocie wdowa po Bolku, księżna Agnieszka,
a dopiero po jej zgonie wchodzi Anna i jej potomstwo w prawa do
sukcesji.
Umowa sukcesyjna była wielkim sukcesem politycznym Karola IV, gdyż
otwierała
widoki na opanowanie tej części Śląska, która dotąd z całą zaciętością
broniła swej niezawisłości. Wprawdzie Bolko i nadal utrzymał stanowisko
niezawisłe, a od chwili porozumienia z Karolem, nie napotykając z jego
strony na przeszkody, bardzo znacznie rozszerzył swe posiadłości na
Śląsku
i nawet stał się panem Dolnych Łużyc (wykupiwszy je z rąk margrabiów
miśnieńskich),
dzięki czemu jego państwo sięgało w pobliże Berlina i poza Łabę;
wprawdzie
w chwili zawarcia układu Bolko mógł mieć jeszcze nadzieje na potomka
męskiego,
co przekreślałoby postanowienia umowy i niweczyło wszystkie nadzieje
Luksemburgów;
wprawdzie Bolko liczył zapewne na zmianę ogólnej sytuacji politycznej w
ciągu lat następnych; która pozwoliłaby mu uchylić się od dotrzymania
warunków
układu. W rzeczywistości jednak wypadki potoczyły się po myśli życzeń
nie
Bolka, lecz właśnie Luksemburgów. W r. 1368 zmarł Bolko,
najwybitniejszy
bodaj książę Piastowcz XIV wieku, wytrwały bojownik
niezawisłości
swego państwa, zarazem doskonały gospodarz i administrator swych
posiadłości.
Natychmiast odpadły prawie wszystkie nabytki terytorialne dzielnego
władcy
(m. i. Łużyce zajęli Luksemburgowie, wiążąc je od tej chwili trwale, aż
do XVII wieku, z koroną czeską), tak, że Agnieszce zostały tylko ziemie
świdnicko-jaworskie; zarządzała nimi dożywotnio, zachowując
niezależność
od korony czeskiej. Po śmierci jednak Agnieszki (1392) dziedzicem
spadku
został Wacław' Luksemburg (Wacław IV), syn Karola IV. W ten sposób
układ
sukcesyjny Karola IV z Bolkiem z r. 1353 przygotował likwidację rządów
piastowskich w znacznej, niezależnej dotąd części Śląska. Likwidacja ta
dokonała się jeszcze w XIV wieku.
Rządy Karola IV stanowiły erę dalszego znacznego utrwalenia
zwierzchnictwa
królów czeskich na terenie Śląska. Nie mógł temu przeszkodzić Kazimierz
Wielki, pochłonięty wówczas sprawami Rusi Czerwonej, którą przyłączył
do
Polski, ale musiał o ziemię tę toczyć walki z Tatarami i Litwą, a nawet
liczyć się z roszczeniami Węgier. Starał się więc o dobre stosunki z
potężnym
królem czeskim i cesarzem Karolem IV, zwłaszcza, że pragnął wreszcie
uregulować
sprawę pretensyj władcy Czech do Mazowsza płockiego, które to pretensje
były pozostałością jeszcze z okresu żmudnych walk Łokietka o
zjednoczenie
państwa i jego konfliktu z Janem Luksemburskim.
W układzie w r. 1356, zawartym podczas swej bytności w Pradze, uzyskał
Kazimierz wreszcie zrzeczenie się przez Karola IV roszczeń do
zwierzchnictwa
nad Płockiem, w zamian za co król polski zrzekł się nie dawnych
nabytków
śląskich: Kluczborka, Byczyny i Wołczyna (wcześniej już zrzekł się
Namysłowa).
Niemniej do końca życia nie spuszczał król polski oka ze spraw
śląskich.
Zwłaszcza w ostatnich latach swych rządów gotował się do walnej
rozprawy
z Karolem IV, starając się wyzyskać niekorzystną dla Luksemburgów
sytuację
polityczną: ogromne bowiem nabytki terytorialne Luksemburgów na Śląsku,
w Łużycach i w Marchii brandenburskiej wywołały znaczne zaniepokojenie
u sąsiadów. Planując wojnę z Karolem IV, której celem było odzyskanie
Śląska,
liczył Kazimierz na swe przymierze z Węgrami, oraz na poparcie ze
strony
samych książąt śląskich; z Piastowiczarni bowiem śląskimi utrzymywał
stosunki
bliskie, czasem nawet serdeczne, wzmacniając je związkami familijnymi
(np.
poślubił Jadwigę, córkę Henryka żagańskogłogowskiego, przodującego
wówczas,
po śmierci Bojka świdnickiego, wśród plejady książąt śląskich). Karol
IV
poważnie obawiał się wystąpienia Kazimierza, zwłaszcza że wiedział o
sympatiach,
jakimi się cieszył król polski na ziemi śląskiej. Luksemburg popierał
na
tym terenie przede wszystkim miasta, z Wrocławiem na czele, w których
żywioł
niemiecki odgrywał przeważną rolę, gdyż w radach miejskich zasiadali w
głównej mierze przedstawiciele bogatego patrycjatu, w większości
niemieckiego,
W ogóle Wrocław cieszył się szczególnymi łaskami Karola i pod jego
rządami,
obsypany deszczem przywilejów, przeżywał okres swej świetności. Nic
tedy
dziwnego, że Niemcy wrocławscy byli najwierniejszymi poddanymi
Luksemburga.
Inaczej jednak przedstawiały się nastroje na licznych dworach
książęcych
i wśród rycerstwa pochodzenia polskiego, nie mówiąc już o warstwach
niższych,
gdzie żywioł polski był w stanowczej przewadze, ale nie mógł dojść do
głosu.
Nie ufał też Karol IV duchowieństwu, nawet kapitule wrocławskiej, z
której,
mimo starań, nie mógł w pełni usunąć ducha polskiego. Stąd
też w
sporach między kapitułą a miastem stawał zawsze po stronie rady
miejskiej,
co go doprowadziło nawet do konfliktu z tak lojalnym biskupem, jak
Przecławem
z Pogorzeli. Znamienne, że w okresie sporów mieszczanie wrocławscy
donosili
Karolowi, iż w kapitule: pokutuje duch polski, a kanonicy są zdrajcami,
którzy wciąż myślą o poddaniu miasta królowi polskiemu! Widać więc, że
istniało podłoże na Śląsku dla akcji polskiej, a rządy króla czeskiego
na wcale kruchych oparte były podstawach.
Niestety plany odzyskania Śląska przecięła śmierć Kazimierza Wielkiego
(5 listopada 1370 r.). Następny zaś król polski, Ludwik Węgierski
(siostrzeniec
ostatniego z Piastów na tronie polskim) nic wykazał zainteresowania dla
spraw Śląska, a nawet wprost sprzeniewierzył się w tym względzie
intencjom
swego poprzednika. Starając się ze względów na ogólną linię swej
polityki
o dobre stosunki z Luksemburgami, poszedł po linii ich życzeń w kwestii
śląskiej. W r. 1372 przyrzekł uroczyście nie dążyć do oderwania ziem
śląskich
od korony czeskiej. Znamienne, iż wśród wymienionych szczegółowo
księstw
i ziem śląskich, podległych zwierzchnictwu Karola IV, znajduje się w
owym
dokumencie (wystawionym w Wyszehradzie) również księstwo opawskie. W
istocie
od chwili przyznania Raciborza Przemyślidom (1337), książętom opawskim,
datuje się rozluźnienie węzłów, łączących Opawę z Morawami; natomiast
książęta
opawsko-raciborscy zaczynają się uważać za książąt śląskich i tak ich
też
nazywają współczesne źr6dła. Dokonuje się więc już w XIV wieku proces
zrastania
się Opawy ze Śląskiem, czego wyrazem jest wymienienie Opawy w owym
dokumencie
z r. 1372, jako jednego z księstw śląskich, do których król polski nie
będzie sobie w przyszłości rościł praw: a więc Opawskie zaliczano
podówczas
do ziem podległych niegdyś królom polskim, co zgodne było istotnie ze
stanem
faktycznym, tylko że stosunkowo dawnym, bo sięgającym jeszcze Xl
wieku.
Zamknięta została ta karta dziejów Śląska, którą nazwać można:
oderwaniem
ziemi śląskiej od macierzy polskiej. Szereg na to złożyło się przyczyn,
o których wspominaliśmy w naszym opowiadaniu. Na jedną jeszcze z nich
chcemy
położyć nacisk. Do oderwania Śląska od Polski przyczyniła się
najsilniej
niemczyzna, rozpanoszona na ziemi śląskiej dzięki karygodnej
lekkomyślności
książąt Piastowiczów, która zaczęła już decydować o losach kraju.
Najgoręcej
pragnęli przejścia pod rządy Luksemburgów Niemcy wrocławscy i celu
swego
dopięli. Nic tedy dziwnego, że Luksemburgowie odwzajemniali się właśnie
gorliwym popieraniem niemczyzny na Śląsku. Zwłaszcza pod rządami Karola
IV Niemcy śląscy zażywali błogich lat pomyślności, obdarzani rozległymi
przywilejami, pewni, iż w każdym wypadku cesarz i król czeski w jednej
osobie stanie po ich stronie. Nic dziwnego, że na wieść o śmierci
Karola
IV zapanowała we Wrocławiu żałoba (1378). Po tłustych latach dobrobytu
zaczynał się dla Niemców wrocławskich okres niepewności, okres obawy,
czy
przypadkiem Polska nie upomni się o swe dawne ziemie.
R o z d z i a ł XIII
NA. PRZELOMIE DWÓCH WIEKÓW
Potęga Czech, jaką ugruntował Karol IV, doznała
zachwiania za
rządów
jego syna Wacława IV, króla czeskiego (1378-1419), który zasiadł
również
na tronie niemieckim. Władca ten, pozbawiony równowagi ducha; umiaru i
talentów swego ojca, zbyt porywczy i hołdujący namiętnościom, nie umiał
utrzymać przodującego stanowiska Czech w Rzeszy, ani też zapewnić
należnej
powagi władzy monarszej w samych krajach korony czeskiej. Dodajmy, iż
na
domiar spiętrzyły się przed nim niemałe trudności, tak na terenie
Rzeszy,
jak i w samych krajach czeskich, do których opanowania nie dorósł. Pod
rządami Wacława okazało się przede wszystkim, na jak kruchych
podstawach
oparta jest władza Luksemburgów na Śląsku.
Na samym wstępie musiał Wacław wkroczyć w sprawy Wrocławia, gdzie
wytworzył
się silny ferment na tle obsady biskupstwa po Przecławie z Pogorzeli,
oraz
zatargu między miastem a kapitułą. Zgodnie z tradycją swego ojca,
Wacław
popierał radę miejską przeciwko kapitule, wśród której członków
przynajmniej
kilku zawsze podejrzewano o sympatie polskie. Interwencję w sprawy
wrocławskie
pojmował po swojemu; przybył z wojskiem (138l) do Wrocławia i pozwolił
żołdactwu złupić dobra Biskupie, kapitulne i klasztorne. Na tym się
jednak
skończył pokaz siły królewskiej. W istocie najbardziej podrażnił króla
fakt, iż kapituła wybrała biskupem wrocławskim Wacława, księcia
legnickiego
(który był poprzednio biskupem lubuskim), natomiast stanowczo odrzuciła
kandydata królewskiego, Czecha, Andrzeja z Dubu. Ponieważ podówczas
linia
Piastowiczów brzesko-legnickich urastała znowuż do większego znaczenia,
gdyż księciu Ludwikowi brzeskiemu udało się przygotować teren pod
zjednoczenie
Legnicy i Brzegu w jednym ręku, król nie chciał dopuścić na biskupstwo
wrocławskie członka tej linii, zwłaszcza że właśnie Piastowicze
legnicko-brzescy
rościli sobie pretensje do księstwa wrocławskiego i nie pogodzili się
jeszcze
w zupełności z objęciem dziedzictwa ongiś Henryka VI przez królów
Czech.
Podobnie obawiali się Wacława legnickiego na stolicy biskupiej
Wrocławianie,
nawykli do korzyści, jakie im przyniosły rządy bezpośrednie
Luksemburgów.
Mimo to przecież kapituła stanęła twardo przy swoim elekcie i uzyskała
pełne poparcie papieża Urbana VI. W rezultacie Wacław IV ustąpił i
uznał
Wacława legnickiego biskupem wrocławskim, choć zachował pozory: zawarł
bowiem układ z nowym biskupem, wedle którego tenże obiecał uznawać
króla
Czech za patrona diecezji, przyrzekł jako pan ziemi nysko-otmuchowskiej
być wiernym sojusznikiem króla i wreszcie złożył hołd lenny Wacławowi
IV
z ziemi grodkowskiej, którą biskupstwo otrzymało swego czasu (1358) w
posiadanie.
W, istocie te pozorne korzyści umowy z r. 1382 nie mogły przekreślić
faktu,
że w najważniejszej kwestii Wacław IV ustąpił i musiał zgodzić się na
biskupa
z linii Piastowiczów legnickich.
Zdawało się bowiem, że, w miarę likwidacji rządów piastowskich w
Świdnicy
i Jaworze, zniknie ostatni poważniejszy ośrodek. znaczenia Piastowicżów
na Śląsku, co pozwoli na dalsze wzmocnienie zwierzchnictwa królów
czeskich.
Tymczasem właśnie pod koniec XIV wieku urośli do znaczenia inni
Piastowicze,
jak np. Ludwik brzeski (który przygotował złączenie na powrót Brzegu z
Legnicą), jak Konrad II oleśnicko-kozielski, oraz książęta opolscy, z
Przemkiem
cieszyńskim i Władysławem opolskim na czele. Godne uwagi jest nawet
powiększenie
ogólnego obszaru swego posiadania przez Piastowiczów w owych czasach, a
to przez wykupienie z rąk książąt opawskioh Prudnika, Karniowa,
Głubczyc,
Cukmantla i Hulczyna; były to zresztą dawne obszary śląskie, lechickie,
oderwane jednak od Śląska przez Czechów już w XI wieku, które teraz
wracały
do związków z macierzą śląską. Ponadto za Wacława IV wróciły pod rządy
książąt niektóre obszary Śląska, włączone już przez Luksemburgów wprost
do korony czeskiej, jak Głogowskie, Ścinawa, Góra i Namysłów. W
ogólności
tedy rosło znów znaczenie książąt, a równolegle słabła powaga władzy
monarszej.
Na domiar książęta Piastowicze zaczęli starać się o zbliżenie do
Polski,
dbając bardzo o utrzymanie przyjaznych, a nawet zażyłych stosunków z
dworem
polskim. W szczególności widoczne to było u książąt Śląska Górnego. Co
prawda jeden z nich, Władysław opolski, który na służbie u Andegawenów
już na Węgrzech rozpoczął błyskotliwą karierę, a za rządów Ludwika
węgierskiego
w Polsce był jego prawą ręką, za co otrzymał liczne ziemie na
pograniczu
śląsko-polskim i na Kujawach od króla jako lenna, nie umiał pogodzić
swych
wygórowanych ambicji z racją stanu polską. Służalec Andegawenów,
następnie
Habsburgów i Luksemburgów, protektor niemczyzny na ziemiach polskich,
nie
chciał się pogodzić z rządami Władysława Jagiełły, którego na tron
polski
wynieśli panowie małopolscy, dzięki czemu dokonała się unia z Litwą
(1385).
Intrygi i wichrzenia przeciwko Jagielle uczyniły go sojusznikiem
krzyżaków
i Zygmunta Luksemburczyka (brata Wacława IV, króla Węgier od 1382 r.),
zajadłego wroga Polski. W końcu wyczerpała się cierpliwość polska. Nie
tylko pozbawiono Opolczyka lenn w Polsce, lecz ponadto dwukrotnie (w r.
1391 i 1396) wojska polskie wkroczyły na Śląsk Górny i tutaj poskromiły
ostatecznie intryganta i jego sojuszników. W następstwie Opolczyk
stracił
wszelkie znaczenie i ostatnie lata życia spędził na łaskawym chlebie u
swych bratanków, Piastowiczów śląskich. Natomiast wzrosła powaga Polski
u książąt górnośląskich.
Równocześnie upadło w dalszym ciągu znaczenie Wacława IV. zwłaszcza
gdy doszło w łonie rodziny Luksemburgów do ostrych swarów i zaciętych
walk,
w których na pierwszy plan wybijała' się głęboka niechęć między
Wacławem
a Zygmuntem, królem Węgier. Słabła również i pozycja Wacława IV w
Niemczech,
a w końcu pozbawiono go tronu cesarskiego (1400). W tych warunkach
Wacław
starał się o utrzymanie przyjaznych stosunków z dworem polskim. Gdy na
Śląsku doszło do groźnego zatargu na tle finansowym między
Wrocławianami
a książętami opolskimi, w wyniku czego Bolko opolski dał się dotkliwie
we znaki kupcom wrocławskim, prowadząc napady rabunkowe na ich
karawany,
a nadto urządzał najazdy grabieżcze na posiadłości księstwa
wrocławskiego,
król Wacław IV zaprosił do rozsądzenia sporu Władysława Jagiełłę na
wspólnym
zjeździe we Wrocławiu (1404). Kró1 polski wydał wyrok rozjemczy, z
którego
oczywiście Niemcy wrocławscy nie byli zadowoleni, bo kłuł ich w oczy
wzrost
powagi polskiej na terenie śląskim; Dodać należy, że Wacław IV,
szukając
w konflikcie z bratem Zygmuntem sojuszników, myślał nawet o oddaniu
Śląska
Polsce. Niestety Jagiełlo pochłonięty był wówczas zagadnieniami
krzyżackimi
i litewskimi. Nadto sprzeciwili się stanowczo oddaniu Śląska panowie
czescy:
Zresztą i tak na Wacławie, który pędził życie pijacze i marnotrawne,
nie
można było polegać. Najlepszy dowód, że gdy Jagiełło w przeddzień.
walnej
rozgrywki z krzyżakami (1410) wezwał na rozjemcę w konflikcie Wacława
IV,
licząc na jego życzliwość, tenże Wacław, pozyskany pieniędzmi przez
krzyżaków,
wydał orzeczenie korzystne dla zakonu, co Polska oczywiście z
oburzeniem
odrzuciła. Zresztą najważniejszym podówczas zagadnieniem polityki
polskiej
było rozprawienie się z krzyżakami: dopiero po zażegnaniu śmiertelnego
niebezpieczeństwa z tej strony można było zająć się sprawami
śląskimi.
'
W miarę jak podupadał autorytet władzy królewskiej Wacława IV
rozprzęgały
się stosunki na Śląsku. Wrocławianie z żalem wspominali dawne lata
świetności
i dobrobytu, gdy karawany kupieckie mogły swobodnie krążyć po drogach
śląskich,
gdy handel kwitnął, korzystając z zapewnionych warunków bezpieczeństwa.
Teraz mnożyły się rozboje, zaczynało panować prawo pięści: obroty
handlowe
kurczyły się, kupcy bali się wychylać poza mury miast. Nie mogąc liczyć
na władzę królewską, starali się sami Ślązacy zapewnić sobie jakie
takie
bezpieczeństwo i pokój. Książęta tedy zaczęli tworzyć samorzutnie
związki
w tym celu, a w ślad ich poszły również i miasta. W końcu, gdy oznaki
anarchii
w całym państwie czeskim niepokojąco się mnożyły (król Wacław został
uwięziony
przez brata Zygmunta!), powstał w r. 1402 ogólny związek śląski,
obejmujący
książąt, rycerzy i miasta królewskie; związek stawał wprawdzie po
stronie
Wacława IV, ale jako swe zadanie zakreślał zapewnienie na ziemi
śląskiej
własnymi środkami pokoju i bezpieczeństwa. Powstanie takiego związku
dowodziło
silnego poczucia odrębności Śląska, jako osobnej jednostki w ramach
krajów
korony czeskiej. Dowód to, jak nikłe rezultaty wydały dotychczasowe
poczynania
unifikacyjne Luksemburgów.
Zastój w życiu handlowym podcinał dochody miast, które zaczęły popadać
w trudności finansowe. Objawiło się to nawet w zamożnym Wrocławiu. Rada
miejska nie mogła sprostać piętrzącym się trudnościom, co znowuż
ośmielało
organizację rzemiosł (cechy) do tym śmielszych żądań demokratyzacji
ustroju
miejskiego przez dopuszczenie przedstawicieli rzemiosł do rady.
Patrycjat
kupiecki bronił jednak uparcie swej wyłączności w zarządzie miasta, nie
bacząc na to, że sam król Wacław IV zajął stanowisko przychylne cechom
i nakazywał przyjęcie ich reprezentantów do rady miasta. Po wielu
bezowocnych
próbach ewolucyjnej zmiany stosunków, zrozpaczeni rzemieślnicy pod
przewodem
rzeźników wszczęli rozruchy (1418). Pospólstwo uderzyło na ratusz,
dokonało
samosądu nad kilku wybitniejszymi patrycjuszami, członkami rady. Król
Wacław,
do którego się obie strony zwróciły o rozsądzenie sporu, nakazał
utworzenie
nowej rady miejskiej (skarcił rozruchy, ale udzielił amnestii ich
uczestnikom),
w której przewagę mieli zapewnioną przedstawiciele cechów, Taki stan
rzeczy
był zresztą przejściowy; patrycjat czekał tylko na śmierć króla (1419),
by znów sięgnąć po wyłączną władzę nad miastem. Wypadki wrocławskie
były
po części echem wydarzeń, jakie rozgrywały się ówcześnie na
terenie
samych Czech, stanowiąc pewne odbicie tych haseł społecznych, które
tamże
doszły do głosu pod koniec rządów Wacława IV.
(...)
|
biskup Nankier Jan Kołda
ok 1270 - 8 kwietnia 1341 |
Rodowity Ślązak
urodzony w Kamieniu, obecnie dzielnicy Piekar Śląskich
biskup Nanker (imię spolszczone: Nankier)
Jan Kołda herbu Oksza
należy do Panteonu Chwały
Państwa Polskiego
jako polski bohaterski patriota, który do późnej starości bronił
na Śląsku polskości jednoznacznej
z dobrem kościoła rzymsko-katolickiego
przed zdradą
zniemczałego księcia wrocławskiego Henryka VI,
niemieckiego kleru okradającego papieża
i Niemców kolonizujących Wrocław
i uciskających jego polską ludność.
W latach 1320-1326 biskup krakowski,
w latach 1326-1341 biskup wrocławski,
wiernie stał przy arcybiskupie gnieźnieńskim
Jakubie Śwince i przy papieżu. W 1337 roku wyklął Jana Luksemburskiego, Niemca na tronie czeskim. |
DR. M I E C Z Y S Ł A W T O B I
A S Z
PIONIERZY ODRODZENIA
NARODOWEGO I POLITYCZNEGO NA ŚLĄSKU (1763-1914)
DRUGIE WYDANIE ROZSZERZONE.
KATOWICE 1945
SKŁAD GŁÓWNY: »EX LIBRIS« KRAKÓW, BOŻEGO CIAŁA
1.
Pracę tę poświęcam pamięci moich śląskich
przodków z
Katowic
W szczególności:
prababce ZOFII Z ZAJĄCÓW DĘBSKIEJ
babce ALBINIE Z DĘBSKICH WILCZYŃSKIEj
matce STEFANII Z WILCZYŃSKICH TOBIASZOWEJ
które zaszczepiły mi umiłowanie staropolskiej tradycji
Śląska.
AUTOR
Katowice, 1937 (I. wydanie).
ROZDZIAŁ I
ŚLĄSK POD PANOWANIEM PRUSKIEM
Wygląd Śląska
Śląsk w końcu XVIII wieku i pierwszej połowie XIX wieku - to nie Śląsk
dzisiejszy, Śląsk hałd, hut, kopalń i osad ludzkich tak gęsto
rozłożonych,
że tam, gdzie się jedna kończy, druga się już zaczyna. Ówczesny Śląsk -
to kraj rolniczy, w przeważnej części porosły borem, na którego skraju
tu i ówdzie wielcy panowie, baronowie lub hrabiowie pruscy mieli
myśliwskie
pałacyki, dające spoczynek po trudach częstych łowów.
Skąd się tu wzięli? Przyszli wraz z panowaniem niemieckim, które
ugruntował
król pruski Fryderyk II, wydzierając Śląsk z rąk Marii Teresy -
cesarzowej
austriackiej w rozstrzygających wojnach, zakończonych pokojem w
Hubertsburgu
w r. 1763. Data tego pokoju była zwrotną w dziejach starej piastowskiej
ziemi. Kończyło się powierzchowne panowanie Habsburgów, którym' ulegli
Piastowie śląscy, przyszło twarde, wynaradawiające panowanie
pruskie.
Ludność polska na Śląsku nie rozumiejąca niemieckiego języka nowych
władców, żyła odwiecznym zwyczajem pracując na roli, w poddaństwie,
trapiona
nieraz głodem lub zarazą. Tylko gdzieniegdzie rozrzucony po Śląsku
drewniany
szyb, czy mizernie wyglądająca huta, były zapowiedzią tego, co w całym
ogromie i wielkości obserwujemy dzisiaj.
Pierwsze lata rządów pruskich.
Fryderyk II wiedział czego chciał. Wbił klin między
Austrię i
Polskę,
zagarniał ziemie najbogatsze
w kruszce i surowce, a przedewszystkiem bogate w materiał ludzki.
Fryderyk
pozbawiony wszelkich skrupułów, nie tylko zarzucał sąsiednią Polskę
fałszywą
monetą, grabił pograniczne
wsie i miasteczka, porywał ludzi, ale dążąc konsekwentnie do celu,
odbierał wszelkie widoki na powrót Śląska do polskiej Macierzy.
Przedtem
Habsburgowie stosunkowo mało troszczyli się o ziemie śląskie,
zadawalniali
się tylko dochodami i pozostawiali Śląsk w spokoju. Hohenzollernowie
jednak
okazali się nie tylko tyranami, ale stale i systematycznie dążyli do
zgermanizowania
Śląska, wytępienia wszystkiego, co polskie.
Dlatego w latach 1764, 1766, 1769 posypały się rozporządzenia
królewskie,
nakazujące uczyć w szkołach po niemiecku, zabraniające zawarcia związku
małżeńskiego poddanym, którzy nie mogli wykazać się znajomością języka
niemieckiego. Właścicielom dóbr nie wolno było przyjmować do służby
takich,
którzy nie mówili po niemiecku, na księży, którzy stawiali opór
nakazowi
nauczenia się języka niemieckiego, nakładano kary pieniężne. { Ludomir
str. 5}
Równocześnie Kuria Biskupia we Wrocławiu otrzymała w 1789 r. polecenie,
aby nowo wyświęconych księży polskich z Górnego Śląska osadzano w
stronach
ziem czysto niemieckich, a na Górny Śląsk dawano księży Niemców, aby
przez
Kościół popierali zniemczenie kraju.
Charakterystycznym obrazkiem tych czasów może być następujące
zdarzenie,
opisane przez Lompę w »Dzienniku Górnośląskim«:
"Gdy Fryderyk II pewnego razu nocował w Brzegu na Śląsku i rano do
powozu miał wsiąść, wtedy przysunęła się do niego niewiasta z Lubieży
(Leubusch).
imieniem Ślęzaczka. mówiąca po polsku. "Mówcie po niemiecku!" odezwał
się
król, "diabeł to szwargotanie zrozumieć może". Niewiasta tłumaczyła
się,
o ile mogła po niemiecku, prosząc o uwolnienie syna od służby
wojskowej.
Król odmówił tej prośbie, czego ona nie rozumiała. Prosiła tedy o
odpowiedź
w języku polskim. Na to król odrzekł, że nie umie po polsku. Nie
przestraszona
tym kobieta odpowiedziała śmiało w łamanej niemczyźnie: "Kiedy Wasza
Królewska
Mość jest naszym królem, niechaj też po polsku raczy mówić, aby to
poddani
wyrozumieć mogli".
Trudno dociec, czy to prawda, czy tylko legenda. Gdyby nawet była to
tylko legenda, to jednak byłaby aż nadto charakterystyczna dla tej
epoki.
Sytuacja międzynarodowa dla Rzeczypospolitej układała się w tym czasie
fatalnie. Nadchodziły lata rozbiorów - lata przemocy sąsiadów nad
bezbronnem
państwem. Nie było mowy o ratowaniu Śląska. Gorzej - bo brakowało tu
elementu
uświadomionego narodowo - był tylko prosty lud - zostawiony na pastwę
pruskich
rządów, liczny masą – lecz bezwolny i bezsilny. Polska nie potrafiła w
tym czasie obronić swej niepodległości, nie mogła nawet myśleć o
Śląsku.
Fryderyk II i jego urzędnicy mieli zadanie ułatwione.
Atak na gwarę śląską.
Do akcji germanizacyjnej, prowadzonej przez nasłanych
urzędników królewskich,
dołączono nagonkę w gazetach na rdzennych mieszkańców ziemi śląskiej,
wytykając
im rzekomą ich głupotę, lenistwo, pijaństwo, brak kultury i oświaty.
Cała
złość pochodziła stąd, że urzędnicy pruscy po przyjeździe na Śląsk,
przyzwyczajeni
w poprzedniej swej pracy do niemieckich poddanych, mieli teraz do
czynienia
z ludem, który słówka po niemiecku nie umiał. Prusacy po polsku też nie
umieli, a otrzymywali instrukcje, by Ślązaków gwałtownie germanizować.
Z jednej strony nie wiedzieli jak się do tego zabrać, - z drugiej
strony
natrafiali na opór ludności, przywiązanej do mowy polskiej,
odziedziczonej
po przodkach. Aby sobie ułatwić zadanie wytępienia języka polskiego,
stworzono
pseudo-naukowy pogląd, że mowa śląska jest zepsutą gwarą, pozbawioną
jakiejkolwiek
wartości, z tych powodów należy ją całkowicie wygubić i zastąpić
kulturalną
mową niemiecką. Zadanie mieli uproszczone, gdyż nie miał kto
wytłumaczyć
Ślązakom, że gwara ich jest taką samą, jakiej używał chłop we
wszystkich
dzielnicach Polski.
Sponiewieranemu przez naukę niemiecką narzeczu śląskiemu nadano
pogardliwą
nazwę "wasserpolnisch'' { Ludomir str. 12} Skąd Niemcy doszli
do
tej nazwy? Najprawdopodobniej nazwę tę tłumaczy się flisakami, którzy
na
swych tratwach z budką słomianą na nocleg i ogniskiem prymitywnym na
garnek
wodzianki, przejeżdżając Odrą przez Wrocław i inne miasta, wytworzyli
tam
obraz i pojęcie "półdzikich" Ślązaków na wodzie. Byli to według Niemców
"Wasserpolen", a mowa ich "wasserpolnisch". Tak opisuje tę mowę Meisner
w wydanej w Wirtemberdze w 1705 r. rozprawce o gwarach śląskich p. t.
"Dissertatio
Silesiam loquentem exhibens", określając język polski na Śląsku w ten
sposób:
"vulgo haec dialectus aquatico-polonica vocantur”. Tą drogą zrodził się
wymysł o gwarze "wasser-polnisch".
Skoro już w 1705 r., powstał w umyśle niemieckim niedorzeczny pogląd,
iż gwara śląska jest
bez wartości, cóż dziwnego, że nauka niemiecka z chwilą opanowania
Śląska przez Prusy podjęła go i po dziś dzień wiele atramentu wylano na
papier, starając się udowodnić takie twierdzenie. Oczywiście jest to
czczy
wymysł, pozbawiony jakichkolwiek podstaw naukowych, któremu dziś
przeczą
najnowsze badania uczonych polskich, i fakt, że język ten przetrwał
dwieście
lat najcięższych prześladowań i szykan. Dziś zaś jest dowodem
staropolskiej
kultury i tradycji Śląska.
Odparcie fałszu nauki niemieckiej.
Na szczęście już wtedy znaleźli się na Śląsku, tacy,
którzy
wiedzieli
dobrze, że gwara śląska mniej się różni od języka czysto polskiego, niż
gwary niemieckie od literackiego języka niemieckiego, a równocześnie,
znając
dobrze stosunki śląskie, w miarę możności nie pozwolili poniewierać
bezbronnego
ludu. Do nich zaliczał się pastor Pohle z Tarnowskich Gór, który w 1791
r. wydał we Wrocławiu broszurę p. t. ,,Oberschlesier verteidigt gegen
seine
Widersacher", w której mówi:
"Dotąd tylko nas łajali: odmawiali nam nie tylko rozumu ludzkiego,
ale nawet postaci ludzkiej, uważali nas zaledwie za pół ludzi,
niewychowanych,
pijaków, leniwców: opisali nas jako stworzenia z głęboko osadzonymi
oczami,
czołami zarosłymi. .. ale nikomu na myśl nie przyszło zbadać to, co się
o nas mówi, czy jest prawdą. Uroili sobie Górnoślązaka tak, jak sobie
życzą,
żeby był, aby go porządnie móc wyłajać, więcej o nas nie wiedzą, albo
raczej
co prawda nie chcą wiedzieć, ani widzieć, ani słyszeć. Śmiesznym jest,
gdy się czyta, że nam robi zarzut, że źle po polsku mówimy, gdy na
Śląsku
Dolnym prosty chłop bardzo marną gada niemczyzną. Nie podlega żadnej
wątpliwości,
że Górnoślązak o wiele lepiej mówi po polsku, aniżeli Dolnoślązak po
niemiecku".
Ostatecznie Pohle stwierdza:
"Nieprawda, że Górnoślązak jest głuptasem, nieprawda, iż nie posiada
zdolności, nieprawda, iż jest niedołężny, a jeżeli go trzeba ganić, to
żadną miarą nie zasługuje więcej na naganę, niż jego sąsiad".
Tylko trzeba się z nim lepiej obchodzić, bo dotąd
" ... w przypuszczeniu, iż jest bydlęciem, traktowano go też jak
bydlę".
Głos w tej sprawie obrony języka polskiego na Śląsku zabrał też polski
historyk i gramatyk B a n d t k e, nauczyciel gimnazjum we Wrocławiu, a
od 1811 r. bibliotekarz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podróżował on
wiele
po Śląsku dla studiów językowych i w 1802 r. wydał rozprawkę p. t.
"Ueber
die polnische Sprache in Schlesien", { Jest częścią pracy p. t.
"Historisch-kritische
Analecten" } w której doszedł do przekonania, iż "polski Ślązak nie
przekręca
więcej polskiego języka piśmiennego, niż niemiecki Ślązak język
niemiecki".
Nie wiele to pomogło. Z nastaniem rządów pruskich rozpoczęła się
gwałtowna
nagonka na ludność Śląska i jej polski język, a to w tym celu, aby
Śląsk
jak najprędzej zniemczyć.
Pańszczyzna.
Nagonka na autochtonów, to nie pierwsze i ostatnie
plagi,
jakie wraz
z rządami pruskiemi spadły na głowy Ślązaków po r. 1763. Najwięcej
dawała
się we znaki ludności pańszczyzna. Choć była ona wtedy jeszcze w
Europie
powszechną, to jednak najcięższa była na Śląsku. Jaskrawe przykłady
najbardziej
nieznośnych stosunków bierze właśnie ze Śląska prof. Knapp w swym
dziele
p. t. "Die Bauernbefreiung" (Lipsk 1887 r.). Również pewien Anglik,
który
z końcem XVIII wieku zwiedził Śląsk, opisał swą podróż w 1780 r. w
"Deutsches
Muzeum" (str. 217 t. 1.), mówiąc:
" ... zadziwią się moi rodacy, że w europejskich krajach
chrześcijańskich
istnieją szlachcice, co nie mogą pojąć, dlaczego panu nie miałoby być
wolno
okładać kijem i biczem swoich poddanych, ile razy im się podoba ...
"
Ponieważ warunki pańszczyzny były na Śląsku gorsze, niż gdzie indziej,
dochodziło tu z końcem XVIII wieku do licznych buntów chłopskich, które
musiały uśmierzać dopiero szable huzarów królewskich.
Nędza ludu.
Gdy zaś przychodziły lata głodów, wskutek posuchy, lub
ulewnych deszczów,
że w polu wszystko gniło, - panowie pruscy zapominali o swych
posiadłościach
na Śląsku, a co najwyżej wyrażali swe zdziwienie zarządcom majątków, że
nie posyłali im dostatecznej ilości pieniędzy do Berlina, czy
Wrocławia,
na huczne przyjęcia. W okresach wołających o zmiłowanie do Boga, dwór
najspokojniej
bawił się, urządzał szlichtady i bale, zapominając wtedy zupełnie o
Śląsku.
Żadnej pomocy, żadnej zorganizowanej akcji nie dały Prusy Śląskowi w
latach
głodu i zarazy. Spokojnie patrzono na to, jak w męczarniach wymierały
całe
wsie, - ułatwiało to być może germanizację, torowało drogę dla tysięcy
kolonistów niemieckich z głębi Prus. Ci z ludności, co zostali przy
życiu,
ocierali tylko łzy po pięknych, stylowych kościołach śląskich i
językiem
praojców, po polsku śpiewali pieśni, błagając, Stwórcę o lepsze
czasy.
Zaraza niejednokrotnie dziesiątkowała ludność śląską. Nazywano ją
cholerą
i przypisywano, że została przywleczona z Azji, tymczasem był to
najpospolitszy
tyfus głodowy, powstały przez liche pożywienie, lub wręcz jego brak.
Zarazy
były coraz częstsze w pierwszej połowie XIX wieku, gdy chłop zmieniał
się
w robotnika. Wtedy nie istniały jeszcze koleje, wskutek czego
zaopatrzenie
żywnościowe
było fatalne, robotnikom nie wypłacano zarobków po kilka miesięcy, a w
sklepach, połączonych z szynkwasami, rozpijano biedną ludność, zmuszoną
brać towar przeważnie na kredyt.
Położenie pirwszych robotników.
Wprawdzie z początkiem XIX wieku ilość robotników na
Śląsku
nie była
jeszcze wielka, ale z roku na rok przemysł się rozrastał, a z nim
powiększała
się ich ilość. Chłopi śląscy porzucali rolę tym chętniej, że ustawa
górnicza
z 1769 roku {Piernikarczyk: Historia górnictwa i hutnictwa śląskiego,
str.
49.} powiadała, że chłop, który zostanie górnikiem czy hutnikiem,
będzie
uwolniony od pańszczyzny. Robotnicy mieli prawo przenoszenia się z
miejsca
na miejsce, czego im jako chłopom nie było wolno, byli zwolnieni
również
od służby wojskowej. W wypadku jednak zmiany zawodu musieli wracać z
powrotem
pod bat pana.
Tą drogą chłop śląski, przedzierzgnięty w robotnika, cieszył się
pewnymi
przywilejami, jednakowoż, ponieważ nie wiedział, jakie prawa wyrobił
sobie
w Europie w międzyczasie stan górniczy czy hutniczy, był przedmiotem
wyzysku
i daleko mu było do pozycji, jaką już wówczas miał robotnik gdzie
indziej.
Robiono z nim, co chciano, nie potrafił się bronić i na każdym kroku
był
zależny od swego przedsiębiorcy.
Zniesienie poddaństwa.
Stąd nawet niemieccy pisarze wszyscy przyznają zgodnie,
że
mimo istnienia
jednakowych praw robotniczych, ludność w Westfalii czy w Prusiech nie
była
tak uciemiężona, jak na Śląsku. {Ziekursch: Hundert Jahre schlesischer
Agrargeschichte. Knapp: Die Bauernbefreiung.} Wprawdzie w 1807 r. rząd
pruski w obawie przed Napoleonem, zapowiedział zniesienie poddaństwa
aby
ten nie wykorzystał wrogich nastrojów ludności śląskiej przeciw
Berlinowi.
Nawet w 1811 r. wydano taką ustawę, znoszącą poddaństwo, ponieważ
jednak
była ona ułożona w języku niemieckim, Ślązak nie mógł jej zrozumieć, a
przeważnie o niej nie wiedział, gdyż panowie ukrywali ją przed nim.
Gdzie
zaś dowiedziano się o niej i domagano się jej przeprowadzenia, tam
zawsze
wykorzystywano nieświadomość chłopską i krzywdzono Ślązaków. Taki stan
dotrwał do 1848 r.
Chłopi śląscy.
Na Śląsku dzielono ówczesnych chłopów na 3 kategorie.
{W.
Soński (Karwowski):
"Z przeszłości Śląska", str. 308, t. n.} Pierwszą tworzyli kmiecie,
którzy
uprawiali ziemię, przechodzącą dziedzicznie z ojca na syna, i płacili
pewne
czynsze w zbożu i pieniądzach, oraz musieli dziedzicom odrabiać pewną
ilość
robocizny, własnym sprzętem i bydłem. Drugą kategorię stanowili
zagrodnicy,
którzy mieli chatę i nieco pola, a położenie ich było najgorsze, gdyż
musieli
codziennie z żonami i dziećmi pracować we dworze czy na polach
dworskich.
Trzecią kategorię tworzyli chałupnicy, którzy mieszkali w chatach
należących
do dziedzica i chodzili na pańszczyznę, jak zagrodnicy, ale nie co
dzień,
tylko kilka razy w roku, i płacili czynsz dziedzicowi.
Dola chłopów śląskich nie była więc świetna. Pracując większą część
tygodnia z bydłem dla dziedzica, nie mieli wiele czasu do pracy na
wyznaczonych
dla siebie gruntach, nie posiadali osobistej wolności i własności,
płacili
czynsze, podlegali sądowniczej i policyjnej władzy swych panów, a nadto
byli trapieni kontrybucjami wojskowymi.
Bunty chłopskie
Wskutek takich stosunków w 1766 r. wybuchł po raz
pierwszy
bunt chłopów
na Śląsku, który objął
powiaty: rybnicki, raciborski, bytomski, pszczyński i toszecko
gliwicki,
odmawiające pańszczyzny, ze względu na samowolne podnoszenie
pańszczyzny
przez panów pruskich. Rząd stłumił bunt krwawo, a ponieważ chłopom
działo
się jeszcze gorzej, wybuchały znowu bunty w latach 1780, 1782, 1786,
1793,
1811. {Pampuch: "Szkic dziejów chłopów górnośląskich" str. 11-12. }
Dopiero edykt króla pruskiego z H września 1811 r., wydany w momencie
zwycięstw Napoleona, który zagrażał Prusom, polepszył los
chłopów.
Krzywda po zniesieniu pańszczyzny.
Na podstawie tego edyktu odbyło się uwłaszczenie, jednak
w
sposób tak
krzywdzący chłopa śląskiego, że historyk niemiecki Ziekursch
nazwał:
" ... wprost cudem, źe większa część chłopów górnośląskich mimo to
wszystko utrzymała się na skurczonych gruntach ...” {Ziekursch:
"Hundert
Jahre schlesischer Agrargeschichte".}
Chłop, posiadający np. 50 morgów, miał oddać połowę gruntu na rzecz
pana, takich jednak było niewielu. Większa część chłopów, posiadających
mniej niż 50 morgów, miała płacić odszkodowanie w rencie. Nie pytano
się
jednak chłopów o zdanie i odbierano im bez wyjątku połowę gruntu, a to
co otrzymywali było w dodatku obdłużone na 86% wartości z tytułu
przejścia
z prawa niedziedzicznego, na dziedziczne. Ponadto chłop musiał kupić
sobie
inwentarz żywy i martwy i ponosić w połowie koszty za przeprowadzenie
regulacji
przy podziale gruntów.
Gorzej jeszcze postąpiono z zagrodnikami: zostawiono im chałupę i 3-4
morgów, ale w 1827 r. rząd wydał ustawę specjalnie dla zagrodników na
Górnym
Śląsku, mocą której odroczono zniesienie pańszczyzny, aby, jak
stwierdziła
sama Generalna Komisja, a więc urząd pruski, - dziedzice mogli
wyrugować
zagrodników z ich posiadłości.
Spójnia narodowa.
W takich warunkach życie ludności śląskiej wypełniały
dnie
ciężkiej
pracy, szarego życia, poświęconego głównie walce o łyżkę strawy, o jaką
taką chudobę. Tylko piękne słowiańskie stroje, zwyczaje ludowe,
artystyczne
drobiazgi ludowego przemysłu i przede wszystkim język polski,
pielęgnowany
z pokolenia na pokolenie - były najwybitniejszą cechą i największą'
spójnią
narodową Śląska. Jednak XIX wiek, który był okresem gwałtownych
przemian
społecznych, gospodarczych i narodowych, miał przynieść zmiany. Wiele
narodów
budziło się z uśpienia, zrzucało pęta niewoli i szło radośnie w
nieznaną
przyszłość, niosąc przed sobą sztandar z hasłami: - W o l n ość – R ó w
n o ś ć - B r a t e r s t w o.
Zwiastun odrodzenia.
Był to wiek, kiedy i na Śląsku miało się zbudzić życie
narodowe, co
zadecydowało później o tym, że Śląsk powrócił do zmartwychwstałej
Polski.
Kiedy nastąpiło odrodzenie narodowe na Śląsku, - trudno jest ściśle
oznaczyć. Faktem jest, że XIX wiek wydał cały szereg wybitnych
Ślązaków,
którzy idąc wyłącznie za głosem serca, nie tylko czuli i myśleli po
polsku,
ale stali się pionierami idei zmartwychwstania Polski i przyłączenia do
niej swych uświadomionych braci. Po rozbiorach Rzeczypospolitej, po
krwawym
stłumieniu powstań, wtedy nawet wielu Polakom wydawało się niemożliwym
pokonanie i przezwyciężenie takich potęg jak Austria, Prusy, Rosja, - a
tymczasem na Śląsku znaleźli się ludzie, którzy uwierzyli w Polskę i w
głodzie, w niedostatku, wśród gradu spadających kar pieniężnych, pod
groźbą
więzienia poszli między lud śląski i w ogromnej części uratowali go
przed
germanizacją.
Trudno dziś wytłumaczyć, jak to się stało, że w obliczu
rosnącej z każdym
rokiem potęgi mocarstwowej Prus, czy Austrii, istniały jednostki,
które,
nie mając żadnego przykładu, uczęszczając do szkół zaborczych, żyjąc w
atmosferze zapomnienia narodowego, znalazły w sobie iskrę natchnienia,
poświęcenia się dla najwyższej sprawy, zdającej się nie mieć wtedy
żadnych
szans powodzenia. Dziś, gdy patrzymy z oddalenia czasu na to, co zrobił
taki Lompa, Stalmach, Miarka, czy inni, dzisiaj wszystko to wydaje się
proste i jasne. Jednak wtedy nie było to ani proste, ani
łatwe.
Dziwne było zrządzenie Opatrzności, która wśród prostego ludu upatrzyła
sobie wskrzesicieli uświadomienia narodowego na piastowskiej ziemi
śląskiej.
Praca tych ludzi - to było prawdziwe bohaterstwo, polegające nie tylko
na odwadze, nie tylko na kilku nadludzkich czynach, ale na oddaniu
całego
życia, aż do śmierci, sprawie polskiej, na wysiłku żmudnym, szarym,
codziennym,
nieustannym, bez spoczynku, aż do zatraty tchu w piersi, aż do
zamknięcia
powiek, przez najbliższych.
ROZDZIAŁ II.
WALKA NIEMCÓW Z POLSKOŚCIĄ ŚLĄSKA.
Pierwsze germanizacyjne kroki Regencji w Opolu
Po Kongresie Wiedeńskim, gdy Prusy widziały, że minęło
niebezpieczeństwo
odbudowy Polski w związku z ostatecznym pokonaniem Napoleona,
przystąpiły
do zdecydowanej akcji germanizacyjnej na Śląsku i stworzyły w tym celu
w 1816 r. Regencję w Opolu. Jakie były cele tej regencji i o co
chodziło
jej urzędnikom, oddaje najlepiej rozprawa radcy regencyjnego Bendy,
który
w 1819 r., po trzechletnim pobycie na Śląsku, chwycił za pióro i
napisał
"Betrachtung Oberschlesiens". Charakterystyczne wyjątki tej pracy są
najlepszym
sprawdzianem zamierzeń rządów pruskich na Śląsku. Oto one:{ Ludomir
(ks.
Szramek): "W obronie Polskości Górnego Śląska", str. 14.}
"Lud, o którym tu mówię, należy do niemieckiego monarchy, podlega
niemieckim
prawom i wszakże nie zna on ani swych panujących, ani języka, ani swych
praw. Stroni od urzędników państwowych, którzy bardzo mało, albo wcale
nań nie mają wpływu, kierują nim jedynie przez postrach, nie zaś przez
miłość i zaufanie. Lud ten nie ma nic wspólnego, oprócz nazwiska, z
właściwymi
Polakami, gdyż nawet nie mówi językiem polskim, lecz jakąś mieszaniną
czesko-morawsko•polsko-niemiecką,
której trudnoby szukać w jakimkolwiek języku piśmiennym. To prawdziwe
nieszczęście
da się, według mego zdania, jedynie tylko przez to usunąć, jeżeli język
ten zostanie, jak można naj rychlej wytępiony przez nauczanie młodzieży
w języku niemieckim. Nic na tym świat nie straci, nie straci żadnej
świętości:
gdyż ten tylko język zasługuje na tę nazwę, który posiada literaturę,
lub
zawiera w sobie pierwiastki rozwoju literatury. Żeby tego można się
było
spodziewać po mowie wasserpolaków nie słyszałem, aby utrzymywali nawet
najzagorzalsi obrońcy tego języka".
Po takim bezapelacyjnym sądzie radca Benda zabawił się w proroka
pisząc:
"Zaprawdę! Nie trzeba będzie na to nawet pół wieku, aby w prowincji
niemieckiej wytępić żywioł polski do szczętu".
„Język niemiecki otwiera dla ludu polskiego, nie umiejącego dotychczas
po niemiecku, wrota cywilizacji niemieckiej. Wykształcić lud polski na
polskich narodowców nie może być zamiarem rządu, ani też życzeniem
Ślązaka"
.
„Wobec tak oczywistej konieczności powinien być wykład w języku
polskim,
według mego zdania, całkiem usunięty, skoro tylko dzieci otrzymają
pierwsze
zasadnicze pojęcia w nauce, a nawet podczas ich rozwoju powinno
przeważać
dążenie ku niemieckiemu językowi".
Powyżej przytoczone wywody Bendy rzucają jaskrawe światło na to, z
czym przychodzili na Śląsk urzędnicy króla pruskiego i jakie mieli
zamierzenia.
Bezapelacyjność tych wywodów, brak zrozumienia stosunków śląskich
zabolały
nie jedno polskie serce, a nawet i niemieckie, które nie mogło
spokojnie
patrzeć na tę rażącą niesprawiedliwość.
Replika pastora Richtera.
Oto radca konsystorialny tejże regencji opolskiej pastor
Jan
S. R i
c h t e r w odpowiedzi na wywody Bendy przesłał na ręce ministra
oświaty
dnia 21 stycznia 1821 r. własną rozprawę { Tytuł rozprawy brzmi:
Abhandlung
ueber die Art und Weise wie geistige und sittliche Bildung in
Elementar-
und Landschulen ueberhaupt und wie sie insbesondere im polnischen
Oberschlesien
der Jugend beigebracht werden konne.}, w której oświadcza:
„ Żyjąc w prowincji, która od dawna dla niskiego poziomu kultury
niedobrą
cieszyła się sławą i ponieważ w przeszłym i obecnym zawodzie moim jako
przełożony kościołów i szkół, nie tylko dosyć nazbierałem
doświadczenia,
ale władając językiem polskim, dokładnie też mogłem poznać mieszkańców,
czuję się powołanym do udzielenia moich myśli w ważnym tym
przedmiocie".
Po takim wstępie w drugiej części swej rozprawy radca Richter {
Ludomir:
W obronie języka polskiego. Str. 18-21}
„... rozwodzi się szczególnie o górnośląskich stosunkach. Z góry
oświadcza
się przeciwko rugowaniu języka polskiego: przypomina ministrowi, jak
słusznie
żalili się Niemcy na Napoleona, gdy w prowincjach nadreńskich wszędzie
zaprowadzał język francuski, wyrzucając niemiecki, i dodaje:
„.. a jednak to samo czynimy na polskim Górnym Śląsku" .
„Co prawda większość uniewinnia bezwględność swoją twierdzeniem, że
surowość Górnoślązaków głównie od mowy ich zależy i od niemożliwości
udzielania
im porządnej nauki. Jest to nie tylko cichym mniemaniem wielu nie
znających
wcale ludu i mowy, ale niestety nie dawno temu nawet drukiem publicznie
było głoszone (Benda, p. aut.). Lecz ci, którzy bez znajomości narzecza
górnośląskiego oświadczają je za surowe, monotonne, niezdatne do języka
wykładowego, podobni są do ślepego, co o kolorach rozprawia. Za dowód
przytaczają
niski stopień kultury Górnoślązaków i przypisują go jedynie ich mowie!
Tymczasem kto wie, jak smutne było obywatelskie położenie
Górnoślązaków,
jak nieurodzajne piaszczyste ich ziemie, jak surowy ich klimat i jak
trudny
i mało wdzięczny odbyt ich plonów, ten z pewnością przyczyny niskiego
stopnia
ich kultury w czym innym szukać będzie, a nie w ich mowie ... Jeżeli
dotąd
byli leniwi, uparci, nieufni, to niestety jest wynikiem smutnych ich
stosunków.
obywatelskich. Człowiek, co dawniej nie posiadał własności ni wolności,
co jako "glebae adscriptus", t. j. do gleby przykuty, ani majątkiem,
ani
sobą lub rodziną swoją nie mógł dysponować, co dowolnie z dobrego
gospodarstwa
na puste miejsce mógł być przeniesiony, albo wiedział od przodków
swoich,
że teraz o wiele więcej musi pracować aniżeli pierwotnie we dworze było
jego obowiązkiem - nie podobna, aby ten mógł być dostępnym dla wyższych
ludzkich radości. Nieufność zapełnia serce jego do wszystkich, co mu
rozkazują,
a później dumając nad smętnym losem swoim ułapia wreszcie świadomość
swoją
w napojach odurzających. Skoro te pożałowania godne stosunki u
wszystkich
Górnoślązaków ustaną, skoro w przyszłości z równą pilnością, jak od
1816
r. będzie się starało o wykształcenie młodzieży, wtenczas pocieszające
rezultaty osiągnie się w takich szkołach, gdzie po polsku się
wykłada".
"W dalszym ciągu wskazuje Richter na to, że polskie dziecko
górnośląskie
od rodziców uczy się o wiele częściej języka ojczystego niż
niemieckiego,
co znacznie ułatwia naukę w szkołach polskich. Proponuję więc
ministrowi
uczyć wprawdzie języka niemieckiego, lecz nie nalegać, aby dzieci
takiej
nabyły w nim biegłości, żeby mógł się stać językiem wykładowym. Bo w
takim
razie polskie dzieci górnośląskie zbyt dużo czasu straciłyby na
lekcjach
niemieckich, którego potrzebują pilniej na inne nauki. Zaprowadzenie
niemieckiego
wykładu u polskich dzieci nazywa Richter wynudzeniem niemieckim. O
zupełnym
zniemczeniu przez to Górnego Śląska, ani mowy nie będzie: nie
zapomnieli
Łużyczanie pod saskim rządem po łużycku, ani Litwini pod Prusakiem po
litewsku,
tak też nikt nie będzie mógł zmusić Górnoślązaka, aby o swoim języku
zapomniał.
W końcu Richter swoje wywody oddaje pod sąd namiestnika poznańskiego
księcia
Antoniego Radziwiłła".
Rozporządzenie ministra Altensteina
Minister von Altenstein po zapoznaniu się z rozprawą
zwrócił
się do
księcia Radziwiłła o zdanie, a gdy ten opowiedział się po stronie
wywodów
Richtera, wtedy dla regencji poznańskiej wydane zostało rozporządzenie
23 grudnia 1822 r., z którym nie mniej musiano się liczyć i na Śląsku
{Ludomir,
str. 20. }
Oto wyjątki:
"Co się tyczy kwestyj rozszerzania języka niemieckiego, to chodzi o
to, aby uświadomić sobie dokładnie, czego się w tym kierunku osiągnąć
pragnie
i osiągnąć powinno, mianowicie, czy należy dążyć do tego, aby polscy
poddani
tamtejszej prowincji i język niemiecki ogólnie rozumieli, albo czy się
też pragnie cały naród wprawdzie nieznacznie i stopniowo. ale mimo to
tak
zupełnie, jak to jest tylko możliwym. zgermanizować",
"Według przekonania ministerstwa tylko pierwsza ewentualność jest
potrzebną
i wykonalną, druga jest niewykonalną i nie do polecenia" .
„Wykształcenie jednostki i całego narodu może się opierać tylko o język
ojczysty".
Pruskie szkolnictwo na Śląsku.
To rozporządzenie ministerialne zostało wydane dla
Poznańskiego, gdzie
wpływy księcia Radziwiłła dominowały przez pokrewieństwo i na dworze
pruskim
bardzo się z nim liczono. Nie miano jednak czystych zamiarów w
odniesieniu
do Śląska, świadczy o tym fakt, iż rozporządzenie to na Śląsku nie
obowiązywało.
Natomiast ministerstwo zażądało w 1824 r. sprawozdania, z którego
wynika,
że wszystkich szkół na Śląsku było wtedy 647, z tego 282 z językiem
wykładowym
polskim i niemieckim, 199 czysto niemieckich, 131 czysto polskich, a 35
z wykładowym językiem czeskim i niemieckim.
W 1826 r. pruski minister oświaty wydał nic nie mówiące mogące być
dowolnie interpretowane pouczenie, że
„... nauczyciele nie znający języka ojczystego dzieci nie mogą też
pośredniczyć jasnych pojęć. jasnych zdań i wyrażeń poprawnych ... "
Najwidoczniej nie zadowolony z takiego stanu rzeczy radca Richter w
sprawozdaniu z dnia 27 maja 1827 r. postawił wniosek do ministerstwa,
aby:
1. we wszystkich szkołach ludowych w obu językach uczono,
2. w gimnazjach, seminariach jak i na wszechnicy naukę polskiego języka
zaprowadzono,
3. liczbę parafij powiększono.
Odpowiedzi na to nie było już żadnej i każdy inspektor mógł postępować
jak chciał. To milczenie było więcej, niż wymowne. Wskazywało na to, że
ministerstwo nie śmie wprost germanizować, ale milcząco daje do
zrozumienia,
aby to robiono, skoro wnioski takie, jak Richtera, pozostawiało bez
odpowiedzi
i przechodziło nad nimi do porządku dziennego.
Podczas gdy w Berlinie układano plan uderzenia w odwieczne prawa
językowe
ludności śląskiej i wymowne milczenie ministerstwa było tylko ciszą
przed
burzą, Śląsk już sam od kilku lat budził się powoli ...
Pierwsze polskie drukarnie.
Oto ks. G a ł e c z k a, proboszcz w Oleśnie, zostawszy
w 1801
r. inspektorem
szkolnym dla
powlatow oleskiego, kluczborskiego i byczyńskigo, na tym stanowisku
zetknął się z faktem, że nie było w ogóle książek polskich, nawet tych
najprostszych, na podstawie których uczy się dzieci po szkołach. Sam
własnym
kosztem założył pierwszą drukarnię polską na Śląsku {Kudera, str, 8.},
po czym już zakładano coraz liczniejsze drukarnie, a w roku 1804
Baelitz
zaczął drukować polskie książki w Opolu. Od 1816 r. Weilshaeuser
drukował,
z chwilą założenia regencji w Opolu, rozporządzenia urzędowe po
niemiecku
i po polsku w t. zw. "Dzienniku urzędowym",
Najsławniejszym z drukarzy polskich książek był Raabe, który od 1833
r. wydał najwięcej książek polskich, W• Raciborzu powstały dwie
drukarnie,
a mianowicie Herzoga w 1816 r. i nieco później Bergnera. Poza tym
polskie
książki drukowała od 1819 r, drukarnia Neumana w Gliwicach, a po tym
powstała
jeszcze w tym celu drukarnia Landsbergera.
Ostatecznie nie było na Śląsku miasteczka, w którym by nie powstała
drukarnia, przeznaczona do drukowania także polskich książek.
Zakładanie
polskich drukarń miało wielkie znaczenie, gdyż odtąd zaczęło się
krzewić
czytelnictwo i praca oświatowa.
Polskie śpiewniki.
Ks. Gałeczka dał pierwszy przykład, za nim poszli już
inni.
Przede wszystkim
drukował on zbiory
polskich pieśni dla szkół i rozdawał je darmo pomiędzy dzieci i lud.
Za jego przykładem, jak podaje Lompa, Baelitz wydał kilka tysięcy
pieśni
kościelnych, które rozpowszechniły się na Śląsku i mimo woli utrwalały
polski język wśród tych, którzy nawet nie mogli chodzić do nielicznych
szkół, a umieli zaledwie śpiewać jedną polską litanię.
Nauczyciel Lompa.
Z początkiem XIX wieku były już polskie drukarnie, to to
też
nauczyciel
L o m p a {Józef Lompa urodził się w 1797 r, w Oleśnie jako syn
ubogiego
kramarza, Ukończył szkołl; ludową w Oleśnie potem chodził w Wieluniu do
szkoły 00. Pijarów, skąd uciekł w 1811 r., obawiając sil;, aby nie
został
zakonnikiem. Potem był pisarzem w sądzie w Oleś nie, a po roku
sekretarzem
okolicznego dziedzica. W 1815 r, poszedł do seminarium nauczycielskiego
we Wrocławiu, które ukończył chlubnie w 1817 r. Miesiąc był mi praktyce
nauczycielskiej pod Cieszynem, potem został organistą i nauczycielem
samodzielnym
w Łomnicy w powiecie oleskim. Stąd przeniósł się po roku do Lublińca, a
po dwóch latach do Lubszy w 1821 r., gdzie pracował, jako nauczyciel,
30
lat do 1851 r., w którym to roku został zwolniony bez żadnego
zaopatrzenia
przez rząd pruski za swą działalność dla sprawy polskiej. Następnie
przeniósł
się do Woźnik, gdzie żył w wielkiej biedzie, a pod koniec
życia
otrzymał
zapis, który mu nieco byt poprawił. Wkrótce jednak umarł w 1863 r. i
został
pochowany w Woźnikach.} miał już ułatwioną drogę dla swej pracy
literackiej.
Praca jego była ogromna i dokonała takiego przełomu w ówczesnym życiu
Śląska,
że słusznie potomni nazwali Lompę patriarchą pionierów odrodzenia
narodowego
na Śląsku.
Lompa był jednym z bardzo niewielu nauczycieli polskich, którzy wskutek
ukończenia seminarium niemieckiego znali język niemiecki i rodzimy
polski.
Władze pruskie rozmyślnie nie zakładały seminariów dla kształcenia
nauczycieli
polskich, stąd było ich zaledwie kilku. Przysyłały natomiast
nauczycieli
Niemców, którzy nie rozumieli języka polskiego, niczego nie mogli
nauczyć
dzieci i byli tylko przedmiotem drwin i przedrzeźniań.
Jak uczono?
Tych. nauczycieli też było niewielu, gdyż władze szkolne
rozmyślnie
nie dbały o zakładanie nowych szkół. Zanim Lompa zaczął swą pracę
nauczycielską,
stan szkolnictwa mniej więcej do 1815 r., ze względu na ilość szkół i
jakość
poziomu naukowego, był fatalny. Nauczycieli fachowych prawie nie było,
dlatego też uczyli mało wykształceni kościelni, albo inwalidzi wojenni.
Książek polskich nie było w ogóle, gdyż polskie drukarnie dopiero
zaczęły
powstawać.
Uczono więc z pamięci i to dzieci musiały sobie przyswajać, wykuwając
wszystko na pamięć. Plebani uczyli pacierza, pieśni kościelnych i
głównych
zasad wiary. Dzieci chodziły do szkoły w zimie, lub w dni, w których
nie
były potrzebne do pracy w polu, więc chodził do szkoły kto miał czas i
ochotę. W dodatku nauczyciel, przeważnie przygodny, kazał sobie mleć
zboże,
albo pomagać w gospodarstwie, zwłaszcza gdy sam był bardzo
biedny.
Przy takim stanie nauki na Śląsku większa część ludności nie umiała
ani czytać, ani pisać, lud był mało oświecony i stał na bardzo niskim
stopniu
rozwoju kulturalnego. Równocześnie pruskie władze szkolne rozważały
teoretycznie,
jak mają postąpić, gdy będą musiały rozbudować szkolnictwo na Śląsku.
Walka
o program toczyła się już za czasów pracy nauczycielskiej
Lompy.
Walka z językiem polskim.
Jakkolwiek uczony krakowskiego uniwersytetu Bandtke w
1821 r.
ogłosił
w "Mrówce" poznańskiej rozprawę p. t. „Wiadomości o języku polskim na
Śląsku
o polskich Ślązakach", w której stwierdził, że:
" ... i prowincjonalna mowa polskich Górno- i Dolnoślązaków ma swoją
wielką wartość, a wszyscy ci nie mają słuszności, co nią pogardzają. Z
niej najlepszy Polak może się uczyć wiele doskonałych starych wyrażeń
...”
i mimo, że Julian Ursyn Niemcewicz, po podróży odbytej po Śląsku w
1821 r. napisał { Ludomir, str. 17.} , że:
"Wszystko na drugiej stronie takie same, jak u nas i taż sama mowa,
strój, obyczaje, położenie kraju, wszystko świadczy, że Polska i Śląsk
jednym narodem, jedną była krainą".
to jednak urzędnicy niemieccy, powołani czy też nie, rozpoczęli około
1827 r. ponowną nagonkę na język polski ludności śląskiej i na nią
samą.
Oto wśród 20 broszur, które na ten temat wydano, stale spotyka się
twierdzenie, że "Gdzie polski panuje język, tam też zwykle panuje
nieuctwo
i niemoralność" { pt. "Freimuetige Aeusserungen ueber den sittlichen
und
kirchliche n Zustand Oberschlesiens".}, jedna z nich zwłaszcza,
przechodzi
jadowitością wszystko, co do tej pory napisano. Oto Fischer z Wrocławia
w "Schlesische Provinzialblaetter" (1827 r. 85 t.) w ten sposób
powiada:
"Co za kauderwaelsch (mieszana) jest mowa polskiego chłopa! Co za
mieszanina
czesko-morawsko-wendyjska! W Krakowie nikt by słówka z tego nie
zrozumiał;
uważanoby to za jakiś język hotentocki!".
Odparcie ataku.
W odpowiedzi na te kłamstwa niemieckie jeszcze raz
odezwał się
radca
regencyjny Richter i napisał rozprawę, p. t. "Etwas ueber die polnische
Sprache Oberschlesiens als Verteidigung ihres Wertes", w której
stwierdził,
iż narzecza ludów słowiańskich są dziesięć razy czyściej wymawiane, niż
niemczyzna przez chłopów niemieckich.
Polskie dziecko uczy się od swych rodziców nie wykształconych, o wiele
czyściej języka ojczystego, niż niemieckie - a chociażby wcale do
szkoły
nie chodziło, na polskiej nauce religii trzy razy szybciej robi
postępy,
niż niemieckie dziecko na nauce religii niemieckiej, w tych samych
okolicznościach.
Richter powołuje się przy tym na swoje 20-letnie
doświadczenie
w Hołdunowie,
gdzie był proboszczem i gdzie zawsze łatwiej mógł się porozumieć z
dziećmi
i ludźmi polskimi, niż z niemieckimi. Z tego jak pisze -
wynika:
" ... uważanie języka polskiego za przeszkodę oświaty jest wielkim
błędem. Nie język polski, lecz dotychczasowy brak dobrych nauczycieli,
lekceważenie ludu górnośląskiego i smutne stosunki, wśród których
Górnoślązacy
bez własności i pod ciężarem poddaństwa żyć musieli - to były główne
przyczyny
ich niskiego stopnia kultury",
Powyższe wywody Richtera poparte zostały podobnymi wywodami przez
pastora
z Pszczyńskiego B a r t e l m u s a, ogłoszonymi w 86 t.
"Provinzialblaetter"
oraz przez jakiegoś Jarockiego w "Allgemeinen Oberschlesischen
Anzeiger"
(1827 r. str. 261).
Germanizacja przez szkołę.
W ten sposób atak na wartość języka polskiego został
odparty,
jednak
pedagodzy Niemcy, którzy przyszli na Śląsk, czuli się powołani do
zabrania
głosu w sprawie metody germanizacyjnej szkoły, mającej wychować nowe
pokolenie
w duchu i znajomości języka niemieckiego. I tak uczeń słynnego
szwajcarskiego
pedagoga Pestalozzego, prof. Feliks Rendschmidt, uczący w seminarium
nauczycielskim
we Wrocławiu, ogłosił w "Schlesische Provinzialblaetter" (1834 r. 99
t.)
rozprawę p. t. "Ueber die Verbreitung der deutschen Sprache in
Oberslesien",
w której twierdzi, że w ostatnich latach język niemiecki poczynił
wielkie
postępy, gdyż miasta są całkowicie zniemczone. Dalej stwierdza, że mimo
to jednak szkoła niemiecka zbyt mało zdziałała, gdyż stosowano złą
metodę
i dlatego proponuje następujący sposób postępowania: należy z dziećmi
mówić
po polsku, aż się ośmielą i nabiorą zaufania, po tym za pomocą języka
polskiego
powoli wprowadza się je do znajomości niemieckiego, aż w końcu uczy się
tylko po niemiecku.
Takie poglądy poparł wydaniem podręczników, które zostały zatwierdzone
przez władze szkolne, a mianowicie: "Książka do czytania dla klasy
średniej
szkół katolickich miejskich i wiejskich" (1843 r.), którą Lompa
przełożył
na język polski, dalej "Książka do czytania dla klasy wyższej w
szkołach
miejskich i wiejskich" (1846 r.) i trzecia p. t. "Nauka czytania dla
szkół
elementarnych miejskich i wiejskich" (1847 r.).
Jeszcze ostrzej od Rendschmidta wystąpił pastor Jan v. Holenz, wydając
pracę p. t. "Die deutsche Sprache als Schulsprache und
Unterrichtsgegenstand
in den Elementarschulen ... " (1835 r.), w której zażądano, aby
wszędzie
na polskim Śląsku wykładano w szkołach ludowych wyłącznie po niemiecku,
z wyjątkiem tylko części nauki religii. A skoro dzieci polskie nabędą
pewnej
biegłości w języku niemieckim, wtedy nie tylko szkolna nauka religii
powinna
już być wyłącznie niemiecką, ale księża powinni sobie mieć za obowiązek
takie dzieci przygotowywać po niemiecku do Sakramentów świętych i
zachęcić
do uczęszczania na niemieckie nabożeństwa.
Gdy takie poglądy zaczęli wygłaszać pedagodzy i pastorowie niemieccy,
dziwnym zbiegiem okoliczności wśród samych Ślązaków byli już tacy,
którzy
umieli przeciwstawić pracy germanizatorskiej ofiarę swego życia i
obronić
lud śląski przed zagładą.
Pierwsze polskie podręczniki.
Pierwszym, który to zrobił, był L o m p a. Choć ukończył
niemiecką szkołę,
choć tam tłumaczono
mu, że literatury polskiej nie było i nie ma, nie dał się zbić z tropu,
zbierał, gdzie się dało, polskie książki i tą drogą dokształcał
się.
Wobec braku jakichkolwiek polskich książek do nauczania na Śląsku,
postanowił temu zaradzić i napisał kilka podręczników dla nauczycieli i
dzieci w szkołach ludowych. Do nich należą: "Krótkie wyobrażenie
historyi
Szlązka" (Opole 1821 r.), przetłumaczył książkę Rendschmidta p. t.
"Książka
do czytania dla klasy średniej", w której niemieckie wiersze zastąpił
polskimi
Kochanowskiego i innych, dalej "Krótki rys jeografii Szlązka" dla nauki
początkowej (Lublinie c 1843 r.), "Wzory kaligraficzne polskie dla
szkół
elementarnych" (Racibórz 1844 r.), ,,Krótki rys historyi naturalnej"
(Olesno
1847 r.), "Przewodnik do rachunków pamięciowych (Gniezno i Leszno 1848
r.), oraz "Wzory rysunkowe” {Prus „Lompa”, str 100 – 130.}
Ponieważ liczył się z tym, że mogą uczyć również nauczyciele Niemcy,
zestawił im na końcu alfabetyczny spis wyrazów polskich i
niemieckich.
Choć niewiele dzieci korzystało z tych książek, z powodu braku
pieniędzy,
to jednak wyszło ich po kilka wydań, gdyż kupowali je nauczyciele,
znajdując
w nich gotowy materiał i dzięki nim mając mniejsze trudności w
nauczaniu.
Prace literackie Lompy
Lompa przez swe podręczniki oddał ogromne usługi
szkolnictwu
polskiemu
na Śląsku, któremu.
groziło całkowite zniszczenie. Rozumiał jednak aż nadto dobrze, że
dzieciom, po wyjściu ze szkoły, należy dać coś więcej do czytania jak
również,
że należy rozbudzić czytelnictwo wśród starszych, którzy co najwyżej
znali
polską książkę do nabożeństwa. Tym starszym trudno było dawać od razu
rzeczy
wielkie i o wysokiej wartości naukowej czy literackiej, dlatego Lompa
rozpoczął
od pisania legend, bajek, powiastek, zrozumiałych dla ludzi prostych i
odpowiadających ich zainteresowaniom i poziomowi
intelektualnemu.
Tak powstały: "Zbiór wierszy" (Opole 18.41 r.), "Pielgrzym w Lubopolu"
(Lubliniec 1844 r.), "Historia o Gryzeldzie" (Mikołów 1846 r.) i dużo
innych.
Zasługi Lompy
Prócz tego pisał Lompa o pszczelnictwie, chmielu,
warzywnictwie, sadownictwie,
przez co przyczynił się do podniesienia kultury rolniczej wśród
ludności
śląskiej. Miarą ogromu jego pracy jest to, że wszystkich prac napisał
91.
W ten sposób dał ludowi, pozbawionemu przed nim w ogóle książki
polskiej,
taką książkę, która mogła pobudzić Ślązaków do częstego i chętnego
czytania
- stworzył czytelnictwo na Śląsku.
Równocześnie pozyskał sobie sławę swymi pracami ludoznawczymi w sferach
naukowych Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Poznania. Całe lata zbierał
materiały,
wydawał przysłowia, baśnie i powieści gminne. Dzisiaj materiały jego są
często jedynym źródłem do poznania zwyczajów ludowych, po których w
międzyczasie
wszelki ślad zaginął.
Dla zasług Lompy, Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu zamianowało
go swym członkiem w 1857 r., a w rok później Towarzystwo Rolnicze w
Warszawie
zamianowało go swym członkiem-korespondentem. Te wyróżnienia świadczyły
najlepiej o jego sławie, jaką cieszył się w całej Polsce. { Prócz tego
w 1844 r. Towarzystwo literackie w Gostyniu zamianowało Lompę swym
członkiem.}
Kosicki walczy o polskie rozporządzenia
urzędowe.
W tym samym czasie, gdy Lompa zapełniał działalnością
swoją
tak wielką
lukę w dziedzinie szkolnictwa i oświaty wśród ludu śląskiego, Karol
Kosicki
{ Karol Kosicki, szlachcic śląski, pochodził z rodziny ongiś polskiej.
później zniemczonej i sam za Niemca się uważał. Urodził się w
Roszkowicach
pod Byczyną w 1788 r., w 1813 r. osiadł na Śląsku i był właścicielem
dóbr
Wilkowice w powiecie Tarnogórskim. Umarł w 1863 r. } był tym, który
walczył
z regencją opolską i biurokracją pruską o równouprawnienie języka
polskiego,
jako języka urzędowego. Z własnego, wewnętrznego przekonania bronił
praw
językowych bezbronnego ludu u prezydentów, nadprezydentów i samego
króla
pruskiego.
Gdy po odejściu z Opola radcy Richtera w 1838 r. przestały wychodzić
rozporządzenia regencji w języku polskim, co najlepiej świadczyło o
tym,
że Richter był jedynym wyjątkiem wśród urzędników pruskich i nie myślał
o germanizacji, Kosicki wysłał zażalenie do Wrocławia na ręce
prezydenta
Merkla.
Ten kazał mu się zwrócić bezpośrednio do regencji w Opolu, gdzie
Kosicki
otrzymał wykrętną odpowiedź, że wobec szczupłych wiadomości językowych
i rzeczowych Górnoślązaków uważano za stosowne zaprzestać wydawania
rozporządzeń
w języku polskim.
Kosicki, widząc w tym wręcz złą wolę i chęć zmuszenia ludności do
uczenia
się języka niemieckiego, napisał w tej sprawie w 1841 r. do króla
pruskiego,
Fryderyka Wilhelma IV. W odpowiedzi został powiadomiony przez
nadprezydenta,
że uwzględnienie jego prośby nie jest możliwym, gdyż na Śląsku tylko
lud
mówi po polsku, a nie i szlachta, jak w Poznańskim. Oprócz
tego
" ... mowa górnośląska nie jest językiem czysto polskim, jaki zachował
się w Królestwie i Księstwie, ale tylko jego narzeczem z domieszkami
niemieckimi,
które nie może sobie rościć prawa do dalszej opieki, a jeszcze mniej do
stałego zachowania; takowe byłoby nawet dla oświaty górnośląskiej,
jedynie
niemieckim językiem osiągniętej, cofnięciem się wstecz."
Ponieważ równocześnie prośby Kosickiego odrzucił i sejm śląski, dał
on śmiało odpowiedź że mogło się to stać tylko dlatego, że 700,000
Górnoślązaków,
gęsto zamieszkujących więcej niż 12 na 16 powiatów obwodu opolskiego -
nie ma ani jednego narodowego przedstawiciela, co na przyszłość trzeba
zmienić. Poza tym Kosicki stwierdził, jak poprzednio Richter i Bandtke,
że język na Śląsku niczym nie różni się od języka polskiego.
Kosicki miał wówczas tę satysfakcję, że niemieckie gazety, nastawione
liberalnie, po większej części poparły jego stanowisko. Z całą
gwałtownością
otworzyła się ponownie kilkuletnia dyskusja na temat wartości języka
polskiego
na Śląsku. Specjalnie atakowali go historyk wrocławski Wuttke na łamach
"Schlesische Provinzialblaetter" (1844 r. 119 t.) i uczony niemiecki
Karol
Eberth, który przytoczył statystykę z 1813 r. i 1843 r. na podstawie
Hundricha
{"Nachrichten ueber die polnischen und anderen ausserdeutschen
Sprachverhaeltnisse
in der Provinz Schlesien, besonders im Bereich des Ober-Landesgerichts
zu Breslau. }, z której wynikało, że germanizacja w miastach, a
zwłaszcza
w powiecie oleśnickim, poczyniła ogromne postępy. Eberth zakończył swe
wywody słowami:
" ... jeszcze raz powtarzam, stanowczy i nie powstrzymany postęp
żywiołu
niemieckiego w okolicach Śląska dziś jeszcze nie niemieckich, jest
niezachwianym
faktem historycznym, koniecznością nawet
kulturalno-dziejową."
Kosicki odpowiedział mu na to w "Provinzialblaetter" (1846 r. 124 t,),
że:
" ... postępy niemczyzny nie stoją w żadnym stosunku do wysiłków w
tym względzie poczynionych."
Na tym urwała się dyskusja. A tymczasem dokonał się fakt moralnego
odrodzenia, jaki się w tym okresie odbywał
Ks. Ficek i degeneracja ludności.
Oto proboszcz piekarski ks. J a n A l o j z
y F i
c e k
{Ks. Jan Alojzy Ficek, urodzony w 1790 r. w Wielkim Dobrzyniu,
wykształcił
się na nauczyciela, jednak zmienił zamiar i został księdzem. Skończył
teologię
we Wrocławiu i w Krakowie, gdzie został wyświęcony w 1817 r. 3 lata był
kapelanem w Czeladzi, 6 lat proboszczem w Ziemięcicach, a 1826 został
proboszczem
w Piekarach, gdzie przebywał do śmierci w 1862 r. }, który sam siebie
nazywał
Pieskiem Matki Boskiej, rozwiązał bardzo ważny problem społeczny na
Śląku,
stając się apostołem trzeźwości. Oczywiście ujmował tę akcję z punktu
widzenia
katolickiego, nie mniej rozumiał bardzo dobrze, w jak silnym stopniu
degenerowała
się polska ludność na Śląsku wskutek panującego powszechnie
pijaństwa.
Robotnikom często nie wypłacano zarobków, to też musieli brać wszelkie
artykuły żywnościowe w sklepach na kredyt. W każdym zaś sklepie
sprzedawano
wówczas napoje alkoholowe i właściciele namawiali kupujących, aby brali
też wódkę, względnie nawet wywierano pewien nacisk w tym kierunku na
biednych
robotników, całkowicie zależnych od kupców.
Ponadto istniał zwyczaj, że wypłata nie odbywała się tak, jak dzisiaj,
każdemu z osobna, tylko większą sumę pieniędzy dawano sztygarowi lub
majstrowi
do wypłaty, którzy dla zmiany na drobne szli razem z robotnikami do
szynku.
Niejednokrotnie też robotnik po zapłaceniu długu za pobrany towar i
wypitą
wódkę, wracał do domu bez pieniędzy.
Poza tym ludność była wyzyskiwana i choć np. obowiązywała 8 godzinna
szychta, {Piernikarczyk: "Historia Górnictwa i Hutnictwa" t. II str.
46.}
stopniowo przedłużano pracę, stosując t. zw. "bajki" (nadszychty),
dochodzące
do 4 godzin, tak, że robotnik, wychodząc rano, wracał dopiero późnym
wieczorem.
Aby nie myśleć o biedzie i nędzy, jaka czekała go w domu, wstępował
najczęściej do szynku, gdzie przychodziła po niego żona, gdy zbyt długo
nie było go widać. Przeważnie wówczas i ona sama zostawała. Tak więc
wskutek
braku oświaty i nędzy, moralny stan tworzącego się w tym czasie typu
robotnika
śląskiego był bardzo niski.
Odrodzenie moralne.
Ks. Ficek, wczuwając się w ówczesne położenie i widząc,
jak
właściciele
destylarni i żydzi-szynkarze bogacą się, a ludność popada w coraz
głębszą
nędzę, postanowił przeciwdziałać temu zastraszającemu stanowi rzeczy.
Mianowicie
wykorzystując swe stanowisko proboszcza jednego z najbardziej znanych
na
Śląsku miejsc odpustowych w Piekarach, rozpoczął w 1844 r. organizować
ruch wstrzemięźliwości na wielką skalę. W akcji tej poparło go całe
duchowieństwo,
ludność wszędzie przystępowała gremialnie do Kółek wstrzemięźliwości,
organizowanych
w każdej wiosce.
W takim np. miasteczku Pyskowicach na 2500 parafian przystąpiło do
tego bractwa 1900 ludzi. { Kudera, str. 42.}
Podobnie działo się na całym Śląsku. Akcja ta nie tylko odrodziła
ludność
moralnie, ale zmobilizowała masy i dowiodła zdolności organizacyjnej
ludu
śląskiego, będąc jakby próbą zjednoczenia Ślązaków pod jednym
sztandarem,
pod jednym hasłem.
Śmiało można twierdzić, że ten powszechny ruch dokonany na Śląsku po
raz pierwszy, był próbą zrozumienia przez ludność większej idei i
lekcją
zorganizowanej akcji na wielką skalę, w której chodziło o
zmobilizowanie
mas. Za tą udaną próbą poszły już inne i w ten sposób dokonywało się
powoli
odrodzenie i zjednoczenie narodowe na Śląsku.
Władze pruskie, widząc to świadome organizowanie ludności śląskiej,
dopatrywały się w tym ukrytego plzanu, a przede wszystkim były
zaskoczone
wielkością akcji i ilością masy, jaka wzięła w niej udział. Starały się
temu ruchowi przeciwdziałać, rozpoczynając tu i ówdzie śledztwa,
szykanowały;
ponieważ jednak nie mogły nic zarzucić, musiały przyznać w swych
raportach,
że skutki tego ruchu były nadzwyczajne.
Oto jeden z tych raportów:
"Zjawisko to jest w istocie wspaniałe, szynki stoją próżne, a na
targach
i jarmarkach panuje zupełny spokój i porządek. Urzędnicy w hutach i
kopalniach
oraz właściciele dóbr chwalą pilność, porządek i posłuszeństwo tych,
którzy
wyrzekli się gorzałki."
Równocześnie właściciele podkreślali, że podnosi się wydajność pracy
robotników. Tak więc ks. Ficek ułatwił swym ruchem późniejszą zwartą
postawę
ludności w walce w czasie "Kulturkampfu".
Znaczenie drukarni piekarskich.
Ks. Ficek namówił niejakiego Heera, aby założył polską
drukarnię w Piekarach,
którą potem nabył słynny Heneczek, znany drukarz i nakładca polskich
książek
w drugiej połowie XIX wieku. Drukarnia ta miała ogromne znaczenie, gdyż
ludzie, zjeżdżający się masowo na odpusty do Piekar, zapoznawali się z
najnowszymi książkami polskimi. Ks. Ficek w tym celu wydawał polskie
książki,
o treści oczywiście religijnej, rozumiejąc, że nie tylko żywym słowem,
ale również i drukowanym należy oddziaływać na lud.
Podtrzymywał w ten sposób język polski, bronił go przed germanizacją
i uczynił z Piekar kuźnię polskości, z której masowo rozchodziły się
druki
polskie wśród ludności śląskiej.
Piekary – Śląska Częstochowa.
Jakby przeczuł, że może przyjść czas, w którym nie
będzie
wolno prostemu
ludowi jeździć do
Częstochowy, czy tez do Krakowa i u stóp królowej Polski krzepić swe
serca - stworzył z Piekar główne miejsce odpustowe, słynne nie tylko na
Śląsku, ale i w całej Polsce.
Na miejscu dotychczasowego kościoła drewnianego, pamiętnego bytnością
króla Jana III Sobieskiego w wyprawie na Wiedeń, wybudował w latach
1842-1849
wspaniałą murowaną świątynię. Władze pruskie miały już jednak na niego
oko i w czasie wznoszenia budowli robiły mu stale szykany. Najpierw nie
chciały mu pozwolić na poświęcenie kamienia węgielnego, a gdy ustąpiły
pod naciskiem ówczesnej opinii, wtedy już w czasie budowy kościoła
kazały
mu zmienić budowę wież, co narażało ks. Ficka na stratę 6000
talarów.
Pomimo wszystko wybudowowano kościół prawie z niczego, drogą składek
społeczeństwa, dawanych na akcje po 5 talarów, które wypuścił ks.
Ficek,
a które miały być "zapłacone w niebie", jak glosił ich tekst.
Nie posiadając prawie zupełnie pieniędzy, w obliczu straty 6000 talarów
znalazł się proboszcz Piekar w wielkim kłopocie. Pojechał wtedy do
Berlina
do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV na skargę i ten dał mu
pozwolenie
na spokojne ukończenie budowy.
Tenże król, gdy w 1846 r. znalazł się na Śląsku z okazji
poświęcenia
pierwszej linii kolejowej Wrocław-Mysłowice, odwiedził Piekary, a
oprowadzający
go ks. Ficek opowiadał mu, że tutaj król polski Jan III Sobieski w
wyprawie
pod Wiedeń polecał się opiece Matki Boskiej i tutaj August, książę
saski,
wybrany na króla polskiego, złożył wyznanie wiary. {Pressfreund, str.
46.
}
Ks. Ficek był jedną z ważniejszych postaci na Śląsku w połowie XIX
wieku. Pracą swą przyczynił się wybitnie do odrodzenia narodowego
ludności
śląskiej.
1847-48 lata głodu i zarazy
W latach 1847 i 1848. zawisła nad Śląskiem. ciężka
zmora. W
niektórych
wsiach wymierało z powodu tyfusu głodowego 10-20% ogółu ludności. Po
klęskach
nieurodzaju przyszedł głód, a dodając do tego zaniedbanie stosunków
zdrowotnych
przez właścicieli osad górniczych i hutniczych, bezczynność czynników
rządowych,
które nie organizowały żadnej akcji, żadnej pomocy, brak kolei i brak
możliwości
dostarczenia środków żywności dla umierającej z głodu masy lodu
śląskiego
możemy sobie wyobrazić straszny obraz tych lat!
Nadprezydent v. Wedell jako przyczyny zarazy podał w sprawozdaniu
urzędowym:
{Piernikarczyk: "Historia Górnictwa i Hutnictwa" str. 109}
"Liche pożywienie rodzi choroby wszelkiego rodzaju, tyfus pochłania
każdego roku swoje ofiary, a nazywa się go przede wszystkim tyfusem
głodowym,
gdyż lichymi środkami żywności i brakami wszelkiego rodzaju osłabione
ciało
najbardziej jest podatne".
Równocześnie prof. patologii Rudolf Virchov z Berlina, który przybył
na Śląsk, aby zbadać przyczyny zarazy ogłosił drukiem swoje
spostrzeżenia,
w których obwinił rząd o poczynienie fałszywych kroków celem niesienia
oświaty, gdyż chodziło mu w tym więcej o germanizację, niż o istotną
pracę
podniesienia poziomu kulturalnego ludności. {Ludomir, str.
53.}
Nie przedsięwzięto żadnych środków ostrożności, jakkolwiek już w 1845
r. chodziły wśród ludu wieści, że Górnemu Śląskowi zagraża głód.
Cenzura
zabroniła pisać o tym w gazetach i alarmy te nie dostały się do
wiadomości
szerszego ogółu. Nieustanne deszcze spowodowały, iż w 1847 r. wszystko
na polach uległo zniszczeniu. Ludność śląska po spożyciu wszystkich
zapasów
żywności, żywiła się koniczyną, lebiodą, korzonkami, perzem, korą
drzew,
grzybami. Stąd wybuchła zaraza.
Najwięcej ucierpiały powiaty pszczyński i rybnicki, a także raciborski,
głubczycki, kozielski, gliwicki i bytomski, zabrski, katowicki,
tarnogórski,
lubliniecki, oleski, opolski, strzelecki i inne. W takim powiecie
pszczyńskim,
liczącym wówczas 69.000 dusz, 1000 zmarło z głodu, a 7000 z zarazy. W
ciągu
tych dwóch lat z głodu i zarazy umarło około 50.000 ludzi, a jakieś
10.000
dzieci
zostało sierotami. {Prus str. 45}
A Berlin milczał i patrzył spokojnie na wymieranie polskiej ludności.
Nadprezydent, zapytany w tej sprawie, co zamierza uczynić rząd, musiał
odpowiedzieć, że n i c i istotnie tak się stało! Były wsie, w których
cmentarze
nie mogły pomieścić wielkiej ilości umarłych.
ROZDZIAŁ III.
LUD POLSKI NA ŚLĄSKU WYSTĘPUJE PRZECIW NIEMCOM.
Rewolucja w Prusach.
W tym samym czasie, gdy na Śląsku w 1848 r. zaraza
wygasała i
zbierała
swe ostatnie ofiary w - Prusach wybuchła rewolucja. Prusy były jednym z
trzech państw, które na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. wiązały się
świętym
przymierzem dla przywrócenia starego porządku. rzeczy - władzy
absolutnej,
zachwianej przez prądy rewolucji francuskiej. Austria, Rosja i Prusy.
zaprowadziły
u siebie system rządów policyjnych, dusiły w zarodku wszystkie dążenia
wolnościowe liberalizmu, zarówno wśród swych narodów, jak i krajów
zaborczych.
Im silniejsza była jednak t. zw. reakcja władców europejskich, tym
gwałtowniej fermentowały prądy rewolucyjne wśród poddanych, należących
masowo do "tajnych związków", które pracowały skutecznie, jakkolwiek w
ukryciu.
Tak przeszedł 1848 r. - rok rewolucji. Za rewolucją we Francji, w
Austrii,
wybuchła rewolucja i w Prusach, Dnia 18 marca rozpoczęły się rozruchy w
Berlinie, 20-go marca w Monachium, potem w Saksonii i Hannowerze.
Wszędzie
żądano wolności i konstytucji.
Powstanie w Bytomiu.
Wtedy to w Bytomiu, liczącym wówczas 4 tysiące
mieszkańców,
również
wybuchło powstanie. {Ks. Kudera: "Obrazy Ślązaków wspomnienia
godnych'''-
str. 31.} W dniach 10 i 11 marca rewolucjoniści zapełnili wielką masą
rynek
wszczęli bunt przeciw ogólnemu uciskowi, domagając się równouprawnienia
z klasami uprzywilejowanymi. Do zbuntowanego tłumu dołączyli się
górnicy
z Szarleja, lecz zaraz ukazali się huzarzy i szarżą zmusili tłum do
rozproszenia
się w przyległe ulice, do ukrycia po domach. Na tym skończyły się
rozruchy
w Bytomiu.
Na Górnym Śląsku nie było nigdzie takich zaburzeń jakie były gdzie
indziej, czy nawet we Wrocławiu. W związku z tym niemieccy uczeni piszą
bardzo rozwlekle, że Ślązak na Śląsku pozostał biernym, a istniała
tylko
garstka przywódców, którzy wykorzystali okoliczności, związane z 1848
r.
dla sprawy polskiej na Śląsku. {Ilse Szwidetzky: "Die polnische
Wahlbewegung
in Oberschlesien" str. 11-13:Frantzke. str. 103.}
Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że rewolucja rozgrywała się głównie
po miastach, wieś zaś wszędzie, nie tylko na Śląsku, pozostała bierną -
nic więc trudnego powoływać się na to, iż chłop śląski nie brał udziału
w rewolcie.
Gdyby sprawa polska już wtedy była tylko dziełem kilku ludzi bez
głębszego
zrozumienia i poparcia ze strony mas na Śląsku, nie byłaby miała tej
siły
przekonywującej dla czynników rządzących, usiłowania Szafranka czy
innych
pozostałyby bez echa. Tymczasem jeśli tych kilku przywódców zostało
popartych
przez cały lud śląski w swych dążeniach, świadczy to najlepiej o tym,
że
ludność polska nie została bierną.
Sejmiki prowincjonalne na Śląsku
Mianowicie w 1824 r. król pruski wydał rozporządzenie o
ustanowieniu
sejmików prowincjonalnych, których działalność była jednak ograniczona.
Można powiedzieć, że właściwie nikt się nie liczył z głosem doradczym,
jaki reprezentowały, a w dodatku skupiały się w nich interesy wielkich
właścicieli ziemskich, którzy opanowali wszystkie mandaty poselskie na
podstawie dogodnego dla nich prawa wyborczego, według którego tylko ten
mógł być wybrany posłem, kto płacił przynajmniej 12 talarów rocznie
podatku
gruntowego. {Szwidetzky, str. 5.}
Np. w 1815 r. w powiatach Strzelec, Toszka, Olesna i Lublińca było
tylko 7 chłopów, którzy płacili 12 talarów podatku, ale ~ oni byli
odsunięci
od prawa kandydowania na posła. W ten sposób ludność śląska nie mogła
mieć
żadnego ze swych ludzi jako reprezentanta, - natomiast król miał prawo
zwolnienia od tego warunku, co często wykorzystywały władze pruskie,
aby
wybierać Niemców. Wybierano głównie naczelników gmin, gdyż chodziło o
to,
aby mieć ludzi, którzy znali język niemiecki.
|
KONSTANTY DAMROTH
(Czesław Lubiński)
Z NIWY ŚLĄSKIEJ.
WIERSZE.
WYDANIE TRZECIE ZUPEŁNE
NAKŁADEM SPÓŁKI WYD. KAROLA MIARKI W MIKOŁOWIE
MOJA OJCZYZNA
{na melodię Boże, coś Polskę}
Znasz-li tę ziemię, co z swych kruszców
słynie,
A lud z ubóstwa i rzadkiej prostoty?
Gdzie drogi kruszec w obcych ręce płynie,
A ludek w sercu kosztowniejsze cnoty
Przed cudzem okiem i światem ukrywa,
By nie sięgnęła po nie ręka chciwa?
Znasz, ty tę ziemię, znasz ten lud poczciwy,
Znasz, przyjacielu, naszych chłopków serca?
Och, znasz je może, jak ci je kłamliwy,
Jak cudzoziemczy opisał oszczerca! -
Lecz spojrzyj i poznaj okiem życzliwem,
A przejmiesz się dla nich czcią i podziwem.
Śląsku mój! - Słowo cudnego uroku.
-Ojczyzno! - Węźle uczuć tajemniczy.
Nie zdołam wezbranych myśli już toku,
Ni z rzewnych uczuć czerpanej słodyczy
W milczeniu stłumić! Więc niech się łzy leją,
Myśli swobodnie sobie pobujają,
Słodycz i gorycz niech serce koleją
Karmią, aż w rozkosz cierpienia roztają.
Ojczyzno śląska, nad wszystko ceniona,
Od cudzoziemczej głupoty wzgardzona,
Wzgardę niesłuszną niweczą twe syny
Kochając i ceniąc nad wsze krainy.
Gdzie Odra poważna toczy swe wody
Śród ciemnych lasów i łanów kłosistych;
Gdzie schludne domki, spokojne zagrody
W dolinach i na wybrzeżach spadzistych,
Jak na kobiercu kwiaty rozsypane;
Gdzie się po polach pieśni rozlegają
W drogim po ojcach języku śpiewane;
Gdzie; w kniejach dziki i łanie bujają,
I gdzie z kominów nieba tycznych chmury
Dymu się wiją, płomiene buchają,
A młoty w kruszec jakby taran w mury
Z trzaskiem piorunu stale uderzają;
Gdzie skarby dobywa ukryte w ziemi
Ludność potulna, z uczciwości znana,
Przebiegłych przybyszów bogacąc niemi:
Ta moja śląska ojczyzna kochana!
Gdzie w duszy ludu jędrne czucie żyje
Dla polskiej niegdyś matki i ojczyzny,
Na jej wspomnienie serce żywiej bije,
Gdy patrzą - wyzuci z swej ojcowizny
Na dawne czasy jak na senne mary;
Gdzie miłość bratnia sąsiadów kojarzy
I kmieciów falanga stoi na straży
Swej mowy ojcowskiej i świętej wiary,
Chociaż od obcych wzgardzona, od braci
Starszej nie wsparta, nawet źle widziana,
Jednak nadziei i ducha nie traci:
Ta moja śląska ojczyzna kochana!
Tam gdzie góra chełmska w dziedzinie Piasta
Jakby olbrzymi dom boży wyrasta;
Gdzie Panna najświętsza laskami słynie
W Piekarach, Pszowie, Lubecku, Ostrogu,
Dokąd pobożny lud powodzią płynie
Z dalekich krain pokłonić się Bogu
I mu polecić w tej doczesnej doli,
Co kogo cieszy, zatrważa lub boli:
Gdzie ziemia płodna i w kruszce i zboże,
Lecz w cnoty płodniejsza i sługi boże, -
Bo to ojczyzna Jacka i Czesława
I Bronisławy i Sarkandra Jana,
Błogosławionego ojca Germana,
Jadwigi z synem, która wciąż dodawa
Blasku tej krainie, - niegdyś jej księżna,
A dzisiaj jej opiekunka potężna:
Gdzie taka rzesza ludności przewodzi,
Która śladami jej od wieków chodzi
Chrześcijańską drogą pracy i cnoty,
Cierpienia i staropolskiej prostoty, -
Ta dzielna ziemia, niecnie spotwarzana:
To moja śląska ojczyzna kochana!
POETA
ŚLĄSKI
KS.
KONSTANTY
DAMROT
|
|
Katolik Nr 30, 10. marca 1921
Odezwa ojców Paulinów z Jasnej Góry
przed plebiscytem 21. marca 1921r.
Do Braci i Sióstr Gómoślązaków.
,,Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród,
Nie damy pogrześć mowy, -
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep Piastowy ...
Nie damy, by nas gnębił wróg!
Tak nam dopomóż Bóg!...
Tak nam dopomóż Bóg!..."
Jest jedno słowo, które porusza serce każdego dobrego Polaka - katolika
i uczucie pociechy w nim wzbudza, które błogi uśmiech zadowolenia
wywołuje
na twarzy, a jest nim Jasna Góra.
Tu zmierzają kroki, tu zwrócone są oczy, tu skierowane uczucia nas
wszystkich.
A dlaczego? Bo tu nasza Matka i Królowa, tu serce serc naszych, tu
nasz skarb się znajduje. Toteż śpiewamy w pieśni: "Tam Twoje serce,
gdzie
Twój skarb przebywa."
Otóż z tej drogiej, ukochanej przez nas wszystkich Jasnej Góry, ślemy
bratnie słowa do Ciebie, Ludu Gómośląski, w owej ważnej chwili, w
której
się ważą losy Twoje, w której masz wypowiedzieć się za połączeniem się
Twoim z Macierzą - Polską.
Nie to, żebyśmy wątpić mieli o usposobieniu i odczuciach serca Twego,
boś tego aż nadto wyraźny dał dowód w niedawnych wyborach do rad
gminnych
i w ostatnich miesiącach walki przeciwko wiekowym ciemiężycielom ducha
Twego i mowy ojczystej - ale by Cię pokrzepić na duszy, że chwila
Twojego
wyzwolenia się zbliża, by Ci dodać bodźca i siły, abyś z jednej strony
nie dal się unieść obietnicom i podszeptom Twych wrogów, a z drugiej -
nie uląkł się strasznego terroru i zbrodniczych zamachów na życie i
mienie
swoje, lecz owszem wytrwał do końca i wygrał święty bój, na który
patrzy
Polska i świat cały, bój w obronie wiary, mowy rodzinnej i ziemi
Ojczystej
Piastowskiej.
Idzie o to, by żaden z Was ani żadna z Was, Drodzy Gómoślązacy, nie
sprzeniewierzyli się świętej sprawie, lecz jak Wy wszyscy dla niej
walczyli,
tak wszyscy również, jak jeden mąż, do końca w tym świętym boju
wytrwali.
W tym to celu z odezwą tą do Was się zwracamy. Jak Bracia Wasi tam
w Poznańskiem, tak i Wy nie dajcie się skusić żadnym chytrym wężowym
obietnicom
i jak oni mówcie:
"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród,
Nie damy pogrześć mowy, -
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep Piastowy ..
Nie damy, by nas zniemczył wróg!
Tak nam dopomóż Bóg!...
Tak nam dopomóż Bóg!..."
Gdy Was łudzić będą obietnicami, powiedzcie im: "Znamy
was od
tylu lat,
od tylu wieków, znamy więc i dary wasze i wiemy dobrze na własnej
skórze,
coście z nami zrobić chcieli ..
Gdy pluć będą na naszą Matkę - Polskę, odpowiedzcie im: "Kłamstwo i
fałsz! A jeśli są i braki, to dlatego, żeście wy tę Polskę razem z
drugimi
podzielili i 120 lat trzymali w niewoli, a jeszcze i teraz w czasie
wojny
przez cztery lata grabili i wywozili z niej do Prus, co się tylko dało,
i właśnie podziwiać nam trzeba, że w Polsce mimo tyloletniej niewoli i
4-letniej waszej okupacji taki jest dobrobyt i tyle
żywności."
Gdy Was będą łudzić, że i pod Prusami będziecie mogli swobodnie
wyznawać
wiarę św., to im powiedzcie: "Znamy się dobrze na tej swobodzie wiary
Św.
u was, jakżeście to nam przez cały czas niewoli naszej pod wami nawet
na
Jasną Górę do Naszej Matki i Królowej iść nie pozwalali, jakeście nas
szykanowali
i jakżeśmy się to po kryjomu, by uniknąć waszych kar, tam przekradać
musieli."
Gdy Wam grozić będą terrorem i zamachami na Wasze mienie i życie,
odpowiedzcie
im:
"Do krwi ostatniej kropli z żył Bronić będziemy ducha,
Aż się rozpadnie w proch i pyl Krzyżacka zawierucha ...
Twierdzą nam będzie każdy próg!
Tak nam dopomóż Bóg!...
Tak nam dopomóż Bóg!..."
Tak, twierdzą ma być Wam każdy próg! To jest przez każdy polski,
górnośląski
próg ma się nie przedostać do rodzin Waszych ani strach przed wrogiem,
ani jego chytre, wężowe podszepty i obiecanki, ani chęć łatwego zysku,
ani wreszcie pruskie, judaszowe srebrniki.
U progów Waszych macie im odpowiedzieć: "Idź precz szatanie z twoimi
srebrnikami, któremiś Judasza łudził i przez które się
powiesił."
U progów Waszych, a potem przy urnach plebiscytowych wymownym głosem
czynu macie im powiedzieć tak, aby cały świat usłyszał:
"Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep piastowy ... "
Tak Wam dopomóż Bóg, Bracia i Siostry Górnoślązacy, i Najświętsza Palma
Częstochowska!
Pomnijcie na śluby i obietnice Wasze ubiegłego lata tu, na Jasnej Górze
uczynione i bądźcie mężni, bądźcie mężni, bądźcie wytrwali aż do
ostatka,
aż tyle chwalebnych zwycięstw Waszych ukoronujecie tym ostatnim
zwycięstwem
przy plebiscycie. O to wołają Bracia Wasi z grobu.
A gdy to nastąpi, wtedy:
"Nie będzie Niemiec pluł Wam w twarz,
Ni dzieci Wam germanił."
Wtedy skończy się Wasza długa, bo 600-letnia niewola i połączeni z
Macierzą Polską, wolni w wolnej naszej ukochanej Ojczyźnie, wszyscy
razem
Panu Bogu hymn wdzięczności zaśpiewamy.
Jasna Góra, dnia 17. lutego 1921.
OO. Paulini z Jasnej Góry
|
1922-1937
Jednodniówka Śląskiego
Związku
Akademickiego
z okazji wygaśnięcia
Konwencji Genewskiej
i l5-1ecia wkroczenia
Wojska Polskiego na
Górny Śląsk
MOTTO;
Ojczyzna i Bóg! Nasze haslo i zew
Za wolność dla Śląska swe życie i krew.
Niech kwitnie Ten kwiat najcenniejszy wśród wiązk
Niech żyje nam Polska. niech żyje nam Śląsk!
Jaroń: W rocznicę powstania.
Komitet Redakcyjny:
Dr. Bronislaw Hager - Pawel Kempka - Ks. Michal Lewek - Jan
Mildner
- Ks. Dr. Emil Szramek - Ks. Franciszek Szulc - Ks. Stefan
Szwajnoch
Jan Mildner
O Konwencji Genewskiej, o autonomii śląskiej i o
zespoleniu
Śląska
z Polską
Kilka ustaleń i przypomnień
str. 41 - 72
Łączenie sprawy autonomii śląskiej z Konwencją Genewską
i
nawoływanie
w związku z wygaśnięciem Konwencji Genewskiej do ściślejszego
zespolenia
Śląska z Polską jest bezpodstawne, dowolne i wprost niezrozumiałe.
Wszystkie
trzy kwestie bowiem nie mają ze sobą nic wspólnego.
Konwencja Genewska jest umową międzypaństwową, zawartą pomiędzy Polską
a Niemcami na ściśle określony czas w celu wspólnego uregulowania
pewnych
kwestii związanych z zmianą suwerenności, a dotyczących życia
gospodarczego
i mniejszości narodowej na terenie plebiscytowym Górnego Śląska i
utraciła
swą moc obowiązującą automatycznie z upływem tego czasu. Wartość tej
umowy
atoli dla Polski i Śląska jest bardzo problematyczna.
Autonomia śląska jest określeniem nieustawowym istniejącego obecnie
ustroju samorządowego Województwa Śląskiego i ma swoje źródło w
polskiej
ustawie państwowej. Nie wygasa ona automatycznie, ani z chwilą
wygaśnięcia
Konwencji Genewskiej, ani w związku z innym wydarzeniem. Autonomia
śląska
wprawdzie może być zniesiona lub zmieniona, ale tylko w drodze ustawy
państwowej.
Tak bowiem postanawia art. 81 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia
1935 r., uchylający przepisy art. 44 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15
lipca
1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego, który
przewidywał,
iż ustawa, zmieniająca Ustawę Konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r.,
wymagać
będzie zgody Sejmu Śląskiego. Autonomia odpowiada życzeniom ludności
Śląska
i leży w interesie Śląska i Państwa.
Kwestie te nie dają też żadnej podstawy do uzasadnienia konieczności
ściślejszego zespolenia Śląska z Polską. Zespolenie to bowiem już dawno
nastąpiło i jest całkowite mimo autonomii, a może właśnie dzięki jej.
Wygaśnięcie
Konwencji Genewskiej wywołało jedynie konieczność umownego uregulowania
pewnych kwestii granicznych między Polską a Niemcami, ustawowego
uregulowania
spraw pasa pogranicznego, jak n. p. przepustek granicznych i ruchu
granicznego,
i wprowadzenia na teren Górnego Śląska niektórych ustaw polskich,
obowiązujących
już w innych dzielnicach Państwa, jak n. p. ustawy o wykonaniu reformy
rolnej.
Wyjaśnienie wszystkich tych kwestii leży w interesie uspokojenia opinii
publicznej na Śląsku.
I
Konwencja Genewska jest skróconą nazwą
"Polsko-Niemieckiej
Konwencji
Górnośląskiej", zawartej w Genewie 15 maja 1922 r. między Polską a
Rzeszą
Niemiecką z ważnością na okres lat 15-tu. Jest to więc umowa
międzynarodowa,
ratyfikowana ustawami polską i niemiecką.
Konwencja Genewska weszła w życie zgodnie z jej końcowym postanowieniem
z chwilą, gdy Międzysojusznicza Górnośląska Komisja Rządząca i
Plebiscytowa
doręczyła Rządom Polskiemu i Niemieckiemu notyfikację, przewidzianą w §
6 aneksu do art. 88 Traktatu Wersalskiego, to jest po formalnym
dokonaniu
zmiany suwerenności z dniem 15 lipca 1922 r. i wygasła z dniem 15 lipca
1937 r. I
Według określenia wstępnego Konwencja Genewska ma na celu "zawarowanie
ciągłości życia gospodarczego na Górnym Śląsku oraz ochronę
mniejszości".
Jej działalność rozciągała się na cały teren plebiscytowy Górnego
Śląska
zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej.
Konwencja Genewska, składająca się z wstępu, obszernej treści i
końcowego
protokółu, reguluje w sposób bardzo szczegółowy cały szereg doniosłych
kwestii, należących zasadniczo do kompetencji władz państwowych Polski
i Niemiec, i powołuje do życia dwie instancje międzynarodowe, t. j.
Komisję
Mieszaną z siedzibą w Katowicach i Górnośląski Trybunał Rozjemczy z
siedzibą
w Bytomiu.
Konwencja Genewska zawiera przepisy:
• warunkach, w jakich może nastąpić zmiana obowiązującego w czasie
zmiany suwerenności na terenie plebiscytowym ustawodawstwa,
• ochronie praw nabytych i o wywłaszczeniu wielkiego przemysłu i
wielkiej
własności ziemskiej na Górnym Śląsku,
• nabyciu i zachowaniu obywatelstwa polskiego względnie niemieckiego
na Górnym Śląsku,
• opcji, o postępowaniu opcyjnym i o prawie zamieszkania optantów
względnie
obywateli drugiego Państwa zainteresowanego,
• ochronie mniejszości, jej prawach cywilnych i politycznych, o
szkolnictwie,
o sprawach religijnych i o wnoszeniu petycji mniejszości,
• związkach zawodowych, o umowach zbiorowych i o ubezpieczeniu
społecznym.
Najobszerniej uregulowane zostały sprawy gospodarcze.
Należą do nich sprawy:
• celne, przewidujące wywóz bez cła ziemiopłodów pochodzących z Górnego
Śląska z jednej części na drugą terenu plebiscytowego,
• specjalnego pasu pogranicznego, kart cyrkulacyjnych, ustroju
walutowego
i dopuszczenia banków polskich i niemiecldeh na niemieckiej względnie
polskiej
części terenu plebiscytowego,
• wywozu i przywozu węgla i innych produktów węglowych oraz rudy
żelaznej,
cynkowej i ołowianej, pochodzących z Górnego Śląska, z jednej części na
drugą,
• dostarczania wzajemnego wody, spolszczenia produkcji elektryczności
na polskiej części Górnego Śląska,
• uregulowania ruchu pocztowego, telegraficznego i telefonicznego,
oraz
• kolejowe.
W ostatniej części Konwencji Genewskiej zawarte są przepisy o
organizacji Górnośląskiej Komisji Mieszanej i Górnośląskiego Trybunału
Rozjemczego, ich kompetencji, ich siedzibie i o postępowaniu przed tymi
instancjami.
Protokół końcowy zawiera poza przepisami przejściowymi ważne
postanowienie,
iż strony układające mogą w razie zgody zmienić lub całkowicie uchylić
wszystkie przepisy Konwencji Genewskiej.
Jak widać z rodzaju i rozmiaru wyliczonych spraw, Konwencja Genewska
stanowiła poważne ograniczenie władzy państwowej na terenie
plebiscytowym
Górnego Śląska i pozwalała na daleko idącą ingerencję instytucji
międzynarodowych
przy wykonywaniu władzy państwowej.
Najdonioślejszego pod tym względem znaczenia nabyły przepisy o ochronie
mniejszości narodowej. Sprawy mniejszościowe stały się przedmiotem
stałych
i ciągłych sporów i w konsekwencji rozważań Komisji Mieszanej i
Trybunału
Rozjemczego, a w dalszych instancjach Rady Ligi Narodów i Stałego
Trybunału
Sprawiedliwości Międzynarodowego w Hadze. Przyczyną takiego stanu
rzeczy
był przepis Konwencji Genewskiej, że nie tylko poszczególne grupy i
organizacje
mniejszościowe, ale każdy, kto tylko zaliczał się do mniejszości
narodowej,
miał prawo w drodze petycji wnosić zażalenia do Komisji Mieszanej a
nawet
do Rady Ligi Narodów wprost z powodu nierównego traktowania przez
odnośne
władze państwowe. To nieograniczone prawo do wnoszenia petycji dawało
możność
do wywoływania ciągłych zatargów na tle traktowania mniejszości,
zaognienia
stosunków sąsiedzkich Państw zainteresowanych i do dochodzeń i dyskusji
na (terenie Ligi Narodów. Dzięki temu Górny Śląsk był też przez szereg
lat w świecie dyplomatycznym uważany za teren groźny dla pokoju
światowego.
Dopiero po zawarciu między Polską a Niemcami paktu o nieagresji z 26-go
stycznia 1934 r. nastąpiło odprężenie i zlokalizowanie wszystkich
sporów
mniejszościowych.
Dochodzi do tego, iż także każda z układających się stron miała prawo
odwoływać się do Komisji Mieszanej z powodu nieprzestrzegania przepisów
Konwencji Genewskiej. Ponadto Rzesza Niemiecka miała jeszcze osobne
prawo
kwestionowania zmian ustawodawstwa, zaprowadzonych ewentualnie przez
Państwo
Polskie na polskiej części terenu plebiscytowego, i mogła się domagać
uchylenia
tych zmian poprzez Komisję Mieszaną w drodze skargi do Stałego
Trybunału
Sprawiedliwości Międzynarodowej w Hadze.
W końcu w toku procesów sądowych mogła jedna ze stron wnieść do
,Trybunału
Rozjemczego w Bytomiu ewokację, jeżeli w sprawie górnośląskiej wyrok
lub
decyzja była zależną od interpretacji postanowień Konwencji Genewskiej
i rozprawa w drugiej instancji jeszcze nie była zakończona.
Te przepisy Konwencji Genewskiej tworzyły bardzo dogodne warunki dla
mącenia spokoju i zaogniania stosunków narodowościowych na ,Górnym
Śląsku.
Pewna część przepisów z ubiegiem lat straciła mniej lub więcej na
aktualności.
Sprawy związane z nabyciem i z zachowaniem obywatelstwa, z natury
rzeczy
w głównej mierze szybko zostały załatwione, ponieważ przy wydawaniu
dowodów
osobistych, paszportów i kart cyrkulacyjnych musiano stwierdzać
przynależność
państwową. Opcja musiała być dokonana w myśl wyraźnego przepisu
Konwencji
Genewskiej w przeciągu dwóch lat od chwili zmiany
suwerenności.
Wojna celna między Polską a Niemcami uprościła również bardzo ten
problem,
wyłączając faktycznie poważną część przepisów Konwencji Genewskiej.
Niemcy
z zagwarantowanego im Konwencją prawa swobodnego wywozu węgla itd.,
pochodzącego
z Górnego Śląska, do Niemiec nagle przestali korzystać w przekonaniu,
iż
tym wyrządzą Państwu Polskiemu poważne trudności i wykażą, iż Polska
pozbawiona
niemieckiego rynku zbytu dla swych górnośląskich produktów z przemysłem
śląskim nie da sobie rady. Tymczasem stało się inaczej. Wkrótce bowiem
Polska zdołała opanować sytuację i skierowała wywóz zbytecznych ilości
swoich produktów przemysłowych do innych krajów zagranicznych i w ten
sposób
nie tylko zdobyła nowe rynki zbytu, niezależnie od dobrej woli Niemiec,
ale weszła w rzędy światowych eksporterów. Miało to doniosłe znaczenie
gospodarcze i moralne.
Pewne tylko znaczenie zachowały takie sprawy, jak bezcłowy wywóz
ziemiopłodów,
,pochodzących z Górnego Śląska z jednej części na drugą, ułatwienie
przewozu
produktów pochodzących z Górnego Śląska przez teren Rzeszy Niemieckiej,
uprzywilejowany ruch kolejowy na granicy śląskiej i używanie wagonów
kolejowych
ze wspólnego taboru kolejowego przez strony układające się, a przede
wszystkim
karty cyrkulacyjne. Z kart cyrkulacyjnych korzystało przeciętnie setki
tysięcy obywateli Górnego Śląska. Donioślejszego znaczenia
gospodarczego
jednak karty te nie miały. Korzystali z nich posiadacze -raczej gwoli
dogodności,
niż konieczności gospodarczej.
Przez wprowadzenie waluty polskiej na Górnym Śląsku stały się
nieaktualne
odnośne przepisy finansowe. Postanowienia o ruchu pocztowym,
telegraficznym
i telefonicznym również zostały wkrótce zastąpione przepisami
międzynarodowej
Unii Pocztowo-Telegraficznej.
Po upływie 15 lat obowiązywania Konwencji Genewskiej można więc,
patrząc
wstecz, zasadnie twierdzić, iż Konwencja Genewska w całej swojej
rozciągłości
nie była celowa, gdyż nie była ona konieczną w interesie "zawarowania
dla
wspólnego dobra ciągłości życia gospodarczego na Górnym Śląsku, oraz
ochrony
mniejszości".
Przemawia za tym również i historia powstania Konwencji
Genewskiej.
"Warunki pokojowe", doręczone Niemcom 7 maja 1919 roku, przewidywały
odstąpienie na rzecz Polski nie tylko dzielnic, Poznańskiej i
Pomorskiej,
ale także i Górnego Śląska z wyjątkiem powiatów Nysa miasto i wieś,
Grotków,
Niemodlin i połowy powiatu Prudnickiego, i to bez jakichkolwiek
zastrzeżeń.
Przeciwko przyznaniu Polsce Górnego Śląska Niemcy stawili stanowczy
opór,
wysuwając argumenty historyczne i gospodarcze. Twierdzili oni
mianowicie,
iż Górny Śląsk nie ma już od roku 1163 żadnego związku politycznego z
Królestwem
Polskim, że od 950 lat ścisła spójnia polityczna łączy Górny Śląsk z
Niemcami,
że lud śląski nie mówi po polsku, ale narzeczem tak zwanym
"wasserpolnisch",
że lud sam chce przy Niemczech pozostać, oraz że Niemcy, pozbawione
Górnego
Śląska, nie będą w stanie zapłacić odszkodowań wojennych, a Polska ze
Śląskiem
sobie nie da rady, ponieważ polski rynek nie ma dostatecznej pojemności
dla produktów Śląska. Argumenty ich były oczywiście błędne, jak to
wykazała
delegacja polska, zastępująca Polskę na konferencji pokojowej. Niemcy
poza
tym też skorzystali z wszystkich swoich wpływów na terenie
międzynarodowym
jako też i z wpływów żydowskiej międzynarodówki, by osiągnąć w sprawie
Górnego Śląska korzystną zmianę warunków pokojowych. Nie udało się im
wprawdzie
osiągnąć pozostawienia Górnego Śląska przy nich, ale spowodowali jednak
zmianę warunków pokojowych. W Traktacie Wersalskim bowiem postanowiono,
iż ludność Górnego Śląska ma sama zadecydować o tym, czy chce należeć
do
Polski, czy do Niemiec.
Gdy zaś Niemcy w plebiscycie w dniu 20 marca 1921 r. otrzymali więcej
głosów niż Polska, starali się, opierając się na tym wyniku
plebiscytowym,
w pierwszym rzędzie wykazać, iż wola ludności śląskiej idzie za
pozostawieniem
jej przy Rzeszy Niemieckiej, a w drugim rzędzie, iż tak skomplikowany
obszar
nic może ulec podziałowi bez narażenia interesów gospodarczych Europy,
Niemiec i samego Górnego Śląska. I tym razem ich zabiegi nie odniosły
skutku.
Rada Ambasadorów przeprowadziła podział terenu plebiscytowego Górnego
Śląska
pomiędzy Polskę i Niemcy. Ze względu jednak na argumenty niemieckie,
Rada
Ambasadorów zaleciła zainteresowanym Państwom zawarcie umowy, któraby
uchyliła
niebezpieczeństwo, grożące rzekomo według twierdzeń niemieckich przez
podział
Górnego Śląska tak ludności śląskiej jak i gospodarstwu Górnego Śląska,
lub też sprowadziła go do minimum. Tak powstała Konwencja
Genewska.
Argumenty niemieckie, wysuwane wówczas przez delegację niemiecką na
terenie konferencji pokojowej i Rady Ligi Narodów, nie były wcale
rzeczowymi,
a miały raczej charakter agitacyjny. Wobec tego też Konwencja Genewska,
idąc po linii tych argumentów, nie mogła mieć podstawy rzeczowej.
Niemcy
sami zdawali sobie z tego sprawę. Jeżeli mimo to dążyli do zawarcia
takiej
umowy, aczkolwiek ich argumenty agitacyjne po dokonanym podziale
Górnego
Śląska stały się bezcelowe, to czynili to dlatego, by za pomocą takiej
umowy międzynarodowej mieć możność mieszania się w sprawy Polski i
ingerowania
na Śląsku przy wykonywaniu władzy polskiej. Okazało się to
niejednokrotnie
w czasie obowiązywania Konwencji Genewskiej.
W rzeczywistości byłoby zupełnie wystarczyło takie uregulowanie spraw
związanych z przejściem suwerenności na Śląsku, jakie nastąpiło dla
województwa
poznańskiego i Pomorza i to zarówno w odniesieniu do spraw granicznych
jak i do ochrony mniejszości.
Wygaśnięcie Konwencji Genewskiej nie spowodowało więc żadnej dotkliwej
luki na Górnym Śląsku. Odpadła w każdym razie z Konwencją Genewską
podstawa
dotkliwych tarć narodowościowych na Górnym Śląsku, stojących na
przeszkodzie
stabilizacji stosunków kulturalnych i społecznych oraz spokojnego
rozwoju
gospodarczego. Odpadły też przykre ograniczenia polskiej władzy
państwowej
na Górnym Śląsku.
Jeżeli obecnie w chwili wygaśnięcia Konwencji Genewskiej można wydać
pewien sąd o celowości Konwencji Genewskiej i jej znaczeniu dla życia
gospodarczego,
dla stosunków narodowościowych na Śląsku i dla stosunków sąsiedzkich
Państw
zainteresowanych, to jednak nie można jeszcze ocenić obiektywnie
działalności
ustanowionych Konwencją Genewską instytucji międzynarodowych jak
Komisji
Mieszanej i Górnośląskiego Trybunału Rozjemczego oraz ich
przewodniczących.
Na to na razie nie tylko brak oficjalnych danych statystycznych,
dostępnych
dla publiczności, ale i pewnej perspektywy historycznej. Byłoby to
zresztą
zagadnienie ciekawe.
Faktem jest w każdym razie, iż Niemcy w Województwie Śląskim korzystali
z uprawnień Konwencji Genewskiej w wiele szerszym zakresie niż Polacy
na
niemieckiej części Górnego Śląska. Z tego należy wyciągnąć wniosek, iż
Niemcy bardziej byli zadowoleni z działalności wspomnianych instytucji
międzynarodowych niż Polacy. Nie można bowiem powiedzieć, iż Polacy
dlatego
nie udawali się tak częsta pod opiekę tych instytucji, ponieważ nie
mieli
do tego potrzeby. Wiadomym przecież jest ogólnie, iż Polaków na Śląsku
Opolskim jest nierównomiernie więcej niż Niemców w Województwie
Śląskim.
Polityka zaś niemiecka wobec Polaków na Śląsku Opolskim była od
początku
w jak najdalej idącej mierze nietolerancyjna a nawet wprost
eksterminacyjna.
Dowodzi to najlepiej statystyka szkolna.
Jak donosiła ostatnio prasa śląska, na niemieckiej części Górnego
Śląska
uczęszczało w roku 1936 do szkół polskich 194 dzieci. Przy tym należy
zważyć,
iż na niemieckiej części Górnego Śląska według ostatniej statystyki
niemieckiej
mieszka 550.000 ludności, używającej języka polskiego, zaś na polskiej
części Górnego Śląska mieszka według spisu ludności z roku 1931 -
90.600
Niemców. Niewspółmierność wpada w oczy. Niesłuszne są tłumaczenia
niemieckie,
jakoby ludność polska na Śląsku Opolskim nie chciała posyłać dzieci do
szkół mniejszościowych, więc na naukę polską. Porównanie wyników
ostatniego
spisu ludnościowego w Niemczech i plebiscytu z roku 1921 wykazuje, iż
ilość
ludności, mówiącej językiem polskim, wykazana przy spisie ludnościowym,
odpowiada wynikom plebiscytowym. Trudno zrozumieć, by w powiecie
zabrskim
na przykład, gdzie padło w plebiscycie 43.319 głosów dorosłych
obywateli
za Polską, obecnie nie znalazła się ani jedna rodzina, któraby swoje
dzieci
posyłała do szkoły mniejszościowej względnie na naukę polską. To samo
odnosi
się do innych powiatów. Jeżeli taka mała jest ilość polskich dzieci w
szkołach
mniejszościowych po niemieckiej stronie Górnego Śląska, to tłumaczy się
to jedynie terrorem, który stosowano i stosuje się wobec wszystkich,
którzy
dzieci swoje posyłają do szkoły mniejszości. Ten sam terror był
powodem,
iż tak mała była ilość skarg do instytucji międzynarodowej na Śląsku ze
strony ludności polskiej na Śląsku Opolskim.
Wspomniany wyżej układ polsko-niemiecki o nieagresji nie wywarł w tym
kierunku najmniejszego wpływu. Nastąpiło wprawdzie pewnego rodzaju
pokojowe
ułożenie się stosunków sąsiedzkich między Polską a Niemcami, ale tylko
w sferze stosunków dyplomatycznych. Sporów nie wytaczano więcej przed
forum
instancji międzynarodowych jak Rady Ligi Narodów i Stałego Trybunału w
Hadze. Zainicjowano nawet i propagowano politykę przyjaźni. W terenie
atoli
w polityce administracyjnej na Śląsku Opolskim ustosunkowanie się władz
niemieckich do mniejszości polskiej pozostało nadal wrogie i obliczone
na tępienie mniejszości polskiej. Z tego okresu datuje niemiecki
chrzest
gmin, położonych na Śląsku a mających nazwy o brzmieniu polskim,
pozbawianie
pracy i wysyłanie w głąb Niemiec obywateli, mówiących po polsku, a
podejrzanych
o sprzyjanie ruchowi polskiemu, i pozbawianie ich zasiłków ustawowych,
uniemożliwianie zebrań towarzystw polskich itp. W tym czasie wzmogła
się
również propaganda antypolska wśród mniejszości niemieckiej w
Województwie
Śląskim. Głośne były procesy karne przeciwko obywatelom polskim o
należenie
do tajnych zakazanych organizacji niemieckich i o zdradę stanu. Tak
zwana
przyjaźń polsko-niemiecka ograniczyła się więc jedynie do manifestacji
sfer oficjalnych, a nie znalazła oddźwięku w codziennym życiu
administracyjnym
na Śląsku Opolskim.
Najciekawszym może momentem w dziejach Konwencji Genewskiej jest, iż
schronili się pod jej opiekuńcze skrzydła żydzi, obywatele niemieccy,
zamieszkali
na niemieckiej części terenu plebiscytowego. Czy stronom układającym
się
przyświecała taka myśl, iż poza Niemcami na polskiej części i Polakami
na niemieckiej części terenu plebiscytowego mają służyć przepisy
Konwencji
Genewskiej Żydom, trudno powiedzieć. Należy atoli o tym wątpić, gdyż
Żydzi-Niemcy
nigdy nie czuli się mniejszością, ale pełnymi obywatelami Rzeszy
Niemieckiej.
Jest to ogólnie znanym faktem. Statystyki niemieckie również nie
wymieniały
Żydów jako obcą narodowość, a pełnomocnikiem Rzeszy Niemieckiej do
zawarcia
Konwencji Genewskiej był żyd Eugen Schiffer.
II.
Autonomia śląska jest sprawą wewnętrzną Państwa
Polskiego i
nadaną została
Śląskowi dobrowolnie przez Sejm Ustawodawczy ustawą konstytucyjną z
dnia
15 lipca 1920 r., zawierającą statut organiczny Województwa Śląskiego.
Znaczenie autonomii śląskiej wynika z Ustawy Konstytucyjnej z dnia
15 lipca 1920 r. i z dyskusji sejmowej nad nią.
Ustawa sama nie zawiera pojęcia i określenia "autonomia", a mówi o
samorządzie śląskim. W szczególności art. 1 w ten sposób określa
autonomię
śląską: "Województwo Śląskie ... będzie posiadało prawa samorządne
stosownie
do przepisów niniejszego statutu organicznego".
Błędny jest więc pogląd, popierany przez uczonych naszych, jakoby
Województwo
Śląskie ze względu na swoją autonomię stanowiło Państwo w Państwie. Nie
można się też zgodzić z prof. ,Władysławem Leopoldem Jaworskim, który
jeszcze
dalej idzie i Województwo Śląskie uważa za Państwo samodzielne,
złączone
unią realną z Państwem Polskim, pisząc w uwadze 6 ,b-n do art. 3
Konstytucji
R. P. (Prawa Państwa Polskiego, zeszyt II A) co następuje:
"Autonomia Górnego Śląska obejmuje całą dziedzinę legislatywy z
wyjątkiem
spraw ,wojskowych i zagranicznych. "Samorząd" wdziera się tak głęboko w
dziedzinę administracji państwowej, że trudnoby nam było pociągnąć
między
nimi granicę. Z I tych powodów powiedzieliśmy w uwagach wstępnych, że
stosunek
Górnego Śląska do Państwa jest stosunkiem unii realnej i że nie można
powiedzieć,
aby to wszystko było samorządem, jak to czyni ustawa z dnia 15 lipca
1920
r. wart. 1 ust. 2 (prawa samorządne)".
Takie zapatrywanie jest sprzeczne z Ustawą Konstytucyjną z dnia 15
lipca 1920 r.
Województwo Śląskie jest wprawdzie korporacją prawa publicznego, ma
sejm z kompetencjami ustawodawczymi, i ma w pewnych ustawą określonych
granicach władzę ustawodawczą i administrację, oraz własny skarb.
Niewątpliwie
fakt, iż Sejm Śląski ma prawo wydawania ustaw, wybitnie wyróżnia
Województwo
Śląskie od innych województw, posiadających samorząd jak Poznańskie i
Pomorskie,
lecz fakt ten nie ma tak doniosłego znaczenia dla charakterystyki
ustroju
Województwa Śląskiego, by można twierdzić, iż jest to ustrój
samodzielnego
Państwa.
Przede wszystkim ustrój Województwa Śląskiego nie posiada wszystkich
cech ustroju państwowego. Państwem bowiem może być tylko taka
organizacja
korporacyjna pewnego obszaru, która posiada niezależną władzę z własnej
woli. Tymczasem Województwo Śląskie otrzymało ten ustrój z woli Państwa
Polskiego, a władza jego jest polską ustawą konstytucyjną ściśle i w
sposób
enumeracyjny określona względnie ograniczona.
Już pobieżne porównanie to wykazuje.
Do wyłącznej kompetencji Sejmu Śląskiego należy ustalenie dorocznego
budżetu śląskiego i zatwierdzenie zamknięć rachunkowych, zaciąganie
pożyczek
wojewódzkich, nabywanie, zbywanie i obciążanie nieruchomego majątku,
przejęcie
gwarancji przez Skarb Śląski i nakładanie podatków i opłat publicznych,
oraz ustawodawstwo w następujących sprawach:
o używaniu języka polskiego i niemieckiego w
urzędach;
o ustroju śląskich władz administracyjnych i samorządowych, o
,organizacji sił policyjnych i żandarmerii i o policji drogowej,
budowlanej
i ogniowej;
w zakresie szkolnictwa wszelkich typów i stopni i w sprawach
,wyznaniowych, z wykluczeniem konkordatu;
sanitarne z wyjątkiem przepisów o zwalczaniu chorób zakaźnych
i zaraz zwierzęcych;
o zaopatrzeniu ubogich i o zwalczaniu żebractwa i
włóczęgostwa;
wodne, o budownictwie wodnym, z wyjątkiem dróg sztucznych i
regulacji
rzek żeglownych i granicznych;
o kolejach drugo- i trzeciorzędnych regularnych, o
komunikacji
elektrycznej i motorowej i o utrzymaniu dróg lądowych;
przeciwko lichwie;
o zaopatrzeniu w energię elektryczną;
w sprawie zakładów użyteczności publicznej względnie w
sprawie
robót publicznych, przeprowadzanych na koszt Skarbu Śląskiego;
o melioracjach rolnych we wszystkich sprawach, dotyczących
organizacji
zawodowej rolniczej, organizacji kredytu rolniczego, komasacji gruntów,
wytwórczości rolniczej lub leśnej, oraz uprawiania, używania
przeznaczonych
na nie obszarów jak leśnictwo, polowanie, rybołóstwo, chów bydła,
ochrona
pól (policja polna) i urządzenie celem tępienia szkodników rolnych i
leśnych.
"W myśl art. 8 wymagana jest zgoda Sejmu Śląskiego do pewnych w tym
artykule określonych ograniczeń produkcji przemysłowej i do
wprowadzenia
podatków od produkcji lub monopoli na węgiel, wyroby hutnicze, wyroby
chemiczne,
cement i inne gałęzie produkcji.
Ustawa Konstytucyjna z dnia 15 lipca 1920 r. została jeszcze przed
przejęciem Górnego Śląska trzykrotnie uzupełniona przez wprowadzenie
art.
8 a i 3-go ustępu do art. 33 ustawą konstytucyjną z dnia 8 marca 1921
r.
oraz 3 i 5 ustępu do art. 40 ustawą konstytucyjną z dnia 30 lipca 1921
r. i ustępu l-go do art. 36 ustawą z dnia 18 października 1921
r.
Zasadnicze znaczenie ustawodawcze posiada wymieniony art. 8 a, który
przewiduje, iż wszelkie zmiany ustaw, dotyczących górnictwa, przemysłu,
handlu i rękodzielnictwa, obowiązujących w Województwie Śląskim w dniu
przejęcia Górnego Śląska przez Polskę, mogą nastąpić tylko za zgodą
Sejmu
Śląskiego.
Aczkolwiek więc kompetencje Sejmu Śląskiego wydają się być dosyć
obszerne,
to jednak nie obejmują one wszystkich i najważniejszych dziedzin życia
publicznego. Z kompetencji Sejmu Śląskiego wyłączone są nie tylko
wojsko
i polityka zagraniczna, ale także zasadniczo prawo cywilne, prawo karne
i prawo handlowe. Wymieniony przepis art. 8a jest wprawdzie pewnym
ograniczeniem
ustawodawstwa Rzeczypospolitej w wymienionych tamże dziedzinach, lecz
niewątpliwym
jest, że Sejm Śląski sam tego ustawodawstwa nie ma. Sejm Śląski nie
jest
kompetentny do zaprowadzenia zmian odnośnych ustaw względnie wydawania
takich ustaw.
Wprawdzie jeszcze art. 7 statutu organicznego przewiduje ustawodawstwo
Sejmu Śląskiego także w sprawach o zabezpieczeniu socjalnym i o
zaopatrzeniu
inwalidów wojennych tudzież wdów i sierot, jednakże tylko tak długo,
jak
długo ustawodawstwo państwowe nie zabezpieczy wymienionym warstwom
społecznym
lepszego lub przynajmniej takiego samego zabezpieczenia, co ustawy, na
Śląsku obowiązujące. Ten przepis więc ma względne znaczenie i
ewentualnie
zupełnie nieaktualne.
Statut organiczny zawiera także przepisy, dotyczące sądownictwa. Są
one jednak tylko dowodem, iż sądownictwo nie należy do kompetencji
Sejmu
Śląskiego. Art. 33 i nast. statutu organicznego stwierdzają, iż sądy
wydają
wyroki W imieniu Rzeczypospolitej i że nadzór nad wszystkimi sądami
zwyczajnymi
sprawuje minister sprawiedliwości. Jedyne ograniczenie zawiera art. 38,
według którego mianowanie urzędników wymiaru sprawiedliwości w
pierwszych
pięciu latach dokonuje się po wysłuchaniu wojewody. To ograniczenie
zresztą
już dawno, z powodu upływu czasu, stało się bezprzedmiotowe. Statut
organiczny
przewiduje też utworzenie sądu apelacyjnego dla Województwa Śląskiego.
Nie jest to jednak żadne ograniczenie ustawodawstwa Sejmu
Rzeczypospolitej,
gdyż także województwa poznańskie i krakowskie mają sądy apelacyjne.
Niewątpliwie
więc i bez tego przepisu utworzonoby sąd apelacyjny dla Województwa
Śląskiego,
tym więcej, że na terenie województwa obowiązują jeszcze w wielkiej
mierze
ustawy dwóch państw zaborczych, t. j. austriackie i niemiecko-pruskie .
Z tego wszystkiego wynika jedynie, iż ustrój samorządu Województwa
Śląskiego odpowiada ustrojowi województw poznańskiego i pomorskiego z
tą
jedynie różnicą, iż zakres spraw przekazanych Województwu Śląskiemu do
własnego uregulowania jest szerszy oraz że Sejm Śląski swoje uchwały
wydaje
w formie ustaw i ma do dyspozycji własne środki do urzeczywistnienia
swych
celów.
Istnienie zaś samorządu terytorialnego jest nie tylko zgodne z ustawą
z .dnia 15 lipca 1920 r., zawierającą statut organiczny Województwa
Śląskiego,
ale także z kwietniową Konstytucją Rzeczypospolitej. Art. 75 tej ustawy
przewiduje samorząd terytorialny. Taki sam przepis zawierała także
Konstytucja
marcowa. Jeżeli więc w dzielnicach poza Śląskim, województwami
poznańskim
i pomorskim nie ma samorządu terytorialnego, a w szczególności
samorządu
wojewódzkiego, to dowodzi to, iż stan anormalny istnieje nie na Śląsku,
a raczej we wszystkich innych dzielnicach Państwa, gdzie nie ma
samorządu
terytorialnego. Trudno dociekać, dlaczego władze polskie ani za czasów
Konstytucji marcowej, ani też obecnie nie wprowadziły i nie wprowadzają
w czyn tak doniosłego przepisu. Można sobie to tłumaczyć jedynie tym,
iż
władze polskie uważały, że dla Polski w pierwszych latach jej istnienia
lepszy będzie system centralistyczny niż decentralistyczny. Takie
uzasadnienie
jest jednak tylko pozornie słuszne.
Samorząd jest szkołą cnot obywatelskich i daje możność ludności nie
tylko decydowania o swoich sprawach, ale także wyrobienia się
obywatelskiego
i politycznego.
Samorząd stał się w nowoczesnych państwach podstawą ich gospodarczego
i kulturalnego rozwoju. Anglia była pierwszym państwem, które miało
samorząd
terytorialny. Właśnie temu samorządowi zawdzięcza swoją potęgę
światową.
Także państwo pruskie, a następnie Rzesza Niemiecka oparły się na
samorządzie
terytorialnym. Należy więc z tego wyciągnąć tylko jeden wniosek, iż
również
dla Państwa Polskiego zaprowadzenie samorządu terytorialnego jest
koniecznością
dla jego rozwoju.
Nie powinno się też zapominać o znaczeniu psychologicznym samorządu.
Zaprzęgnięcie bowiem jak najszerszych mas obywateli państwa do
współdziałania
przy wykonaniu władzy wiąże ich o wiele ściślej z państwem, gdyż dzieli
się z nimi odpowiedzialnością za losy państwa.
Może tylko chodzić o jedno zagadnienie, a mianowicie, czy słuszne są
zastrzeżenia tego rodzaju, że zakres samorządu śląskiego jest za
obszerny,
że z tego względu zagrażał jednolitości i spoistości państwa oraz że
nie
do pomyślenia jest, by samorząd o takich rozmiarach zaprowadzono we
wszystkich
województwach Rzeczypospolitej.
Takie zastrzeżenia jednak owóż nie byłyby słuszne, jak to wykazuje
historia tak autonomii śląskiej, jak i instytucji samorządu w
ogóle.
Za czasów panowania pruskiego, Górny Śląsk miał samorząd komunalny,
t. j. miejski i wiejski oraz powiatowy, ale nie miał własnego ustroju
samorządu
prowincjalnego. Przeto nie miał on decydującego wpływu w samorządzie
prowincjalnym.
Gdy więc Niemcy, nie godząc się w sprawie Górnego Śląska na "warunki
pokojowe",
doręczone im 7. maja 1919 roku, uzyskali, że Rada Najwyższa zarządziła
plebiscyt na Górnym Śląsku, rozpoczęli oni, celem pozyskania ludności
górnośląskiej
w plebiscycie starania o utworzenie z Górnego Śląska odrębnego kraju w
ramach Rzeszy Niemieckiej na równych prawach, jak kraj pruski,
bawarski,
saski i t. d. lub co najmniej o utworzenie z Górnego Śląska
samodzielnej
prowincji w ramach kraju pruskiego. Starania te odniosły pewien skutek.
Ukazała się bowiem pruska ustawa w przedmiocie utworzenia prowincji
Górnego
Śląska z dnia 14 października 1919 r. Na mocy tej ustawy Górny Śląsk
został
wydzielony z prowincji śląskiej i otrzymał ustrój odrębnej
prowincji.
Aczkolwiek ustawa pruska nie realizowała obietnic nadania Górnemu
Śląskowi
ustroju państwa związkowego, to jednak miała swoje znaczenie
agitacyjne.
By temu przeciwdziałać, komisarz plebiscytowy, Wojciech Korfanty,
wszczął
starania w tym kierunku, by Sejm Ustawodawczy również zagwarantował
Górnemu
Śląskowi na wypadek złączenia go z Polską te same prawa samorządowe, z
jakich korzystał pod zaborem pruskim i jakie mu dawała wspomniana
ustawa
pruska.
Powołana przez Wojciecha Korfantego komisja, opracowała projekt
samorządu
dla Górnego Śląska, który stał się podstawą dla ustawy, uchwalonej
przez
Sejm ustawodawczy w dniu 15 lipca 1920 r., zawierającej statut
organiczny
Województwa Śląskiego.
Tak ówczesny Rząd Polski, jak i Sejm Ustawodawczy zdawali sobie sprawę
z materialnej doniosłości ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r.
Wynika to z przemówień przedstawiciela Rządu wiceministra Wróblewskiego
i referenta sejmowego ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r.,
posła
prof. Buzka podczas obrad nad tą ustawą.
,Wiceminister Wróblewski mówił wówczas imieniem Rządu Polskiego o
"wygodnym
pomieszczeniu", jakie Polska przygotowała Ślązakom. Referent sejmowy
tej
ustawy, prof. Buzek, stwierdza z swoim przemówieniu sejmowym:
"Lud śląski pragnie szerokiego samorządu, lud ten chce przede wszystkim
sam zadecydować o swoich najbliższych potrzebach i aby mu dać
sposobność
do tego, aby zapewnić mu prawo samorządzenia na własnej ziemi, komisja
konstytucyjna jednomyślnie projekt ten przyjęła i prosi o jego
uchwalenie".
Równocześnie tak Rząd, jak i Sejm dali wyraz temu, iż autonomia zostaje
nadana Śląskowi nie ze względów agitacyjnych, ale ze względu na
życzenie
i potrzeby ludności śląskiej. ,Wiceminister Wróblewski tak to
określił:
"Nie o targi tu zatem chodzi, ani o przynętę, ile niezbędnym jest takie
ułożenie wspólnego współżycia, by ludność obu Śląsków mogła znaleźć w
Polsce
najlepsze warunki rozwoju, by mogła najlepiej wyzyskać tę zdumiewającą
zdolność twardej pracy, jaka jest jej udziałem i by w ten sposób mogła
jak najobfitsze plony swoich trudów oddać na rzecz wielkiej Ojczyzny".
Prof. Buzek zaś oświadczył co następuje:
"iż w ten sposób lud górnośląski otrzyma w sposób jak najdobitniejszy
gwarancję, iż niezłomną wolą sejmu i narodu polskiego jest dokonanie
połączenia
Śląska z Macierzą Polską w sposób, odpowiadający w zupełności także
woli
ludności śląskiej".
Podczas tych obrad sejmowych powiedział profesor Buzek jeszcze, iż
"w przeciwieństwie do Sejmu i Rządu Pruskiego, którzy żywią nieufność
do
ludu górnośląskiego, ponieważ nie mieli odwagi przeprowadzić wyborów do
sejmików powiatowych na Górnym Śląsku w drodze cztero-przymiotnikowego
prawa głosowania, Sejm Ustawodawczy do ludu górnośląskiego ma pełne
zaufanie
i dlatego nadaje mu tak daleko idące prawa samorządowe".
Okres 15-letniej działalności samorządu śląskiego daje dostateczną
podstawę do wyrobienia sobie poglądu na to, czy samorząd śląski w
dotychczasowych
rozmiarach był szkodliwy dla Państwa i czy lud śląski zawiódł zaufanie,
wyrażone mu przez Sejm Ustawodawczy uchwaleniem ustawy konstytucyjnej z
dnia 15 lipca 1920 r.
Autonomia śląska nie tylko że nie przyniosła żadnej szkody Państwu,
ale przeciwnie, wielkie korzyści. Szkody takiej bowiem dotychczas nikt
nie wykazał, a korzyści są oczywiste. Każdy zauważy ogromną różnicę
chociażby
już w zewnętrznym wyglądzie między Województwem Śląskim i województwami
sąsiadującymi z nim. Czy to chodzi o gmachy publiczne t. j.
administracyjne,
szkolne, szpitalne i t. d., czy to o drogi, szosy, ulice, czy też o
wygląd
miast i wsi, to niewątpliwie jest przeciętnie o wiele wyższy poziom
kulturalny
na Śląsku niż w sąsiednich województwach. Mówi się wprawdzie, iż Śląsk
jest dzięki swemu przemysłowi najbogatszą dzielnicą Polski. Nie mniej
jednak
i sąsiednie województwa posiadają przemysł, jak kieleckie i krakowskie.
Krakowskie województwo ma ponadto jeszcze bardzo rozwinięty przemysł
detaliczny
i urodzajną glebę. Więc nie w tym kierunku należy szukać przyczyn tej
różnicy,
lecz jedyne wytłumaczenie tego stanu faktycznego leży w samorządzie
śląskim.
Ponieważ celem państwa jest dobro obywateli i stworzenie dla nich jak
najlepszych warunków rozwoju gospodarczego i kulturalnego, to już taka
działalność samorządu śląskiego, leży w interesie Państwa.
Oczywiście Śląsk dlatego mógł dokonać takiego dzieła cywilizacyjnego,
że dysponuje dostatecznymi środkami. Sejm Ustawodawczy, jak wynika z
przemówienia
profesora Buzka, świadomie przeznaczył Śląskowi w takiej mierze środki,
by mogły być zrealizowane cele zakreślone statutem
organicznym.
Samorząd bowiem bez dostatecznych środków stałby się martwą literą.
Nieodzowne atoli są też i moralne wymogi jak miłość Ojczyzny,
umiejętność,
obowiązkowość, sumienność i pracowitość. Ludność śląska wykazała je w
całej
pełni tak w życiu prywatnym, jak i publicznym. Gdy chodziło o dobro
Państwa
i narodu, znalazła się cała ludność gotowa do wspólnego wysiłku,
wzmacniając
tym samym podstawy państwowe na Śląsku. Autonomia śląska zaś stała się
jedną z najdoskonalszych form do urzeczywistnienia każdego takiego
wysiłku.
Umiejętność j zdolność do zarządzania mieniem publicznym na różnych
odcinkach
życia publicznego, a przede wszystkim w samorządzie nie pozwoliła na
trwonienie
grosza publicznego, a doprowadziła do należytego jego użytku w
interesie
dobra ogólnego. Sumienność i obowiązkowość przy świadczeniach
publicznych
jak płaceniu podatków tworzyła podstawę do zebrania takich środków
materialnych,
by nie tylko Śląsk mógł urzeczywistnić cele swego samorządu, ale także
i Państwo otrzymało sprawiedliwą część dla swoich celów.
Śląsk więc nie tylko zachował po przyłączeniu go do Polski swój poziom
kulturalny i gospodarczy, ale zdołał go nawet podnieść i stał się tym
samym
jakoby pomostem między zachodnią Europą a resztą Polski. Wobec tego lud
śląski nie zawiódł zaufania w nim pokładanego.
Wszystkie dążenia zatem idące w kierunku zniesienia autonomii śląskiej
i włączenia Śląska do województwa krakowskiego, względnie do podziału
Śląska
między inne województwa są krzywdzące dla ludu śląskiego, gdyż ich
urzeczywistnienie
pozbawiłoby Śląsk jego uprawnień, zagwarantowanych mu Ustawą
Konstytucyjną
l zepchnęłoby go na niższy poziom gospodarczy i są sprzeczne z
interesem
Państwa, które dąży do podniesienia każdej dzielnicy Państwa do
najwyższego
szczebla rozwoju, a więc do dźwigania w górę, a nie do spychania w
dół.
Jeszcze jeden poważny moment wchodzi w rachubę. Niemiecka część Górnego
Śląska, t. j. Śląsk Opolski otrzymała zgodnie z wspomnianą ustawą
pruską
z 14 października 1919 roku ustrój prowincjalny. Wskutek uchwalenia
przez
Sejm Ustawodawczy ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., także
,parlament niemiecki wydał 27 listopada 1920 r. ustawę w przedmiocie
Górnego
Śląska (R. G. betr. Oberschlesien 1987). Według tej ustawy uzupełniony
został art. 167 weimarskiej konstytucji Rzeszy Niemieckiej drugim i
trzecim
ustępem tej treści, że w pruskiej prowincji górnośląskiej nastąpi w
ciągu
dwóch miesięcy po objęciu przez władze niemieckie administracji na
obszarze
Górnego Śląska plebiscyt nad pytaniem, czy Górny Śląsk ma otrzymać
ustrój
kraju w ramach Rzeszy Niemieckiej z wydzieleniem go z kraju pruskiego.
Do utworzenia państwa związkowego z Górnego Śląska, pozostawionego przy
Niemczech, nie przyszło. Ludność Śląska, przyznanego Polsce, miała więc
na mocy Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. o wiele większe
uprawnienia,
niż ludność niemieckiego Śląska. Gdyby atoli zniesiono autonomię
śląską,
względnie Województwo Śląskie wcielono do innego województwa, to by
ludność
śląska w Polsce miała mniej uprawnień niż ludność Śląska niemieckiego.
W obcym państwie zaistniałyby tym samym lepsze warunki rozwoju
gospodarczego
i kulturalnego, niż w własnym. Taki stan rzeczy z różnych względów nie
byłby pożądany.
Jak się ludność śląska w obecnej ,chwili zapatruje na zagadnienie
autonomii
śląskiej, można ocenić na podstawie wyników ankiety, rozpisanej przez
dziennik
śląski "Polonia".
W numerze 4594 z dnia 31 lipca 1937 r. są ogłoszone ostateczne wyniki
tej ankiety. Według tego wzięło udział w tej ankiecie 427.928
głosujących.
Za utrzymaniem autonomii śląskiej w obecnym zakresie wypowiedziało się
406.363, za zniesieniem Województwa Śląskiego i przyłączeniem go do
województwa
krakowskiego 868, za zniesieniem autonomii śląskiej przy zachowaniu
Województwa
Śląskiego 144. Ankieta "Polonii" spowodowała rodzaj plebiscytu nad
pytaniem,
czy należy zachować autonomię śląską i w jakim zakresie, względnie, czy
znieść autonomię śląską przy wcieleniu Województwa Śląskiego do
województwa
krakowskiego, albo przy zachowaniu Województwa Śląskiego. Można mieć
zastrzeżenia
do takiego rodzaju przedsięwzięcia. Nie można atoli mu odmówić
wszelkiego
znaczenia. Ankietę przeprowadzono bądź co bądź pod kontrolą
społeczeństwa.
Gdyby nawet ta ankieta dała ? lub 1/3 wykazanych głosów, to by już to
był
taki wyraz dobitnej woli Śląska, żeby z nią się liczyć musiano. Godną
uwagi
w każdym razie jest ta olbrzymia ilość ludności, która na ankietę
zareagowała.
Wynika z tego stopień zainteresowania ludności kwestią autonomii
śląskiej.
Tym samym załatwiłaby się właściwie dalsza kwestia, czy mianowicie
nie należałoby ścieśnić autonomii śląskiej. Nie wolno bowiem ścieśnić
tego,
co jest dobre. Pewne zmiany jednak byłyby konieczne nie w kierunku
ścieśnienia
uprawnień autonomicznych Śląska, ale celem usunięcia pewnych
niedociągnięć
i braków, jakie się w ciągu ostatnich lat działalności autonomii
śląskiej
ujawniły, a więc przede wszystkim celem skoordynowania działalności
władz
ustawodawczych i administracyjnych.
Należałoby przede wszystkim stworzyć instancję, któraby decydowała
w razie nieporozumień, jakie na tle interpretacji przepisów statutu
organicznego
powstają od czasu do czasu między rządem centralnym, a urzędem
wojewódzkim
i radą wojewódzką, względnie między parlamentami Rzeczypospolitej, a
Sejmem
Śląskim. Rozwiązanie tego zagadnienia w ten sposób, jak ta czyni
konstytucja
kwietniowa, uchylając przepis art. 44 ustawy konstytucyjnej z dnia 15
lipca
1920 r., przewidujący mianowicie, że ustawa zmieniająca ustawę
konstytucyjną
wymagać będzie zgody Sejmu Śląskiego, nie jest bynajmniej celowe.
Wprawdzie
stwarzana drogę da wyjścia, lecz drogę sprzeczną z duchem ustawy
konstytucyjnej
z dnia 15 lipca 1920 r. i walą ,sejmu Ustawodawczego. Profesor Buzek w
dyskusji sejmowej nad statutem organicznym stwierdził wyraźnie, iż lud
górnośląski otrzymał w sposób jak najdobitniejszy gwarancję swych
uprawnień,
wynikających z ustawy konstytucyjnej. Uregulowania czeka też dziedzina
skarbowości śląskiej, a zwłaszcza stosunek systemu podatkowego
śląskiego
do systemu podatkowego państwowego i wzajemny stosunek administracji
skarbowej
i państwowej oraz śląskiej, jak ta przewiduje art. 5 statutu
organicznego.
Na podstawie dotychczasowych doświadczeń można stwierdzić, iż podział
dachodów
podatkowych według klucza, określanego w dodatku da art. 5, był
sprawiedliwy.
Przy przyszłym uregulowaniu tej sprawy powinno Województwa Śląskie więc
w rezultacie otrzymać tę sumę dochodów jak dotychczas, by mogło
wypełnić
swoje zadanie ustawowe.
Nareszcie koniecznością jest, by uchwalono ostatecznie ustawę o ustroju
wewnętrznym Województwa Śląskiego w myśl art. 1-1 ustawy konstytucyjnej
z dnia 15 lipca 1920 r.
Na innej płaszczyźnie leży pytanie, czy wszystkie województwa powinny
otrzymać samorząd a tym samym zakresie jaki ma Śląsk. Jaki samorząd
województwa
mają mieć, to zależy od ich rozwoju gospodarczego i ich poziomu
kulturalnego.
Historia samorządu uczy, iż zależnie od tych warunków zakres samorządu
może być bądź szerszy bądź węższy. Tak była w Prusach i w Niemczech.
Tam
zachodziło kilka typów samorządu komunalnego i prowincjonalnego. Inny
samorząd
był na zachodzie państwa, a inny na wschodzie. To też uzasadnione
byłoby
różniczkowanie samorządu dla poszczególnych województw w Polsce. Inny
jest
bowiem poziom kulturalny kresów zachodnich, a inny kresów wschodnich.
Ogromne
są różnice ustroju gospodarczego między Śląskim, a kresami wschodnimi.
To też nic nie stałoby na przeszkodzie wprowadzeniu różnych typów
samorządu
w Polsce.
III.
W ostatnich czasach mówi się coraz częściej a
konieczności
zjednoczenia
czy zespolenia narodu w imię dobra Państwa i jego obronności.
Niewątpliwie
naród, który przez 100 lat był rozdarty i w niewoli trzech mocarstw
zaborczych,
dzielił losy ich i żył ich życiem państwowym w czasach, gdy po wielkiej
rewolucji francuskiej nastąpiło rozbudzenie narodowe ludów i najwyższy
rozkwit techniki, nie łatwo się znów zlewa w jedną organiczną całość.
Praca
nad takim zespoleniem narodowym jest nieodzowna w interesie narodu i
Państwa.
Niestety ci, którzy najwięcej do tej pracy nawołują, przeważnie czynią
to w egoistycznych celach.
Konieczność zespolenia narodowego dotyczy w każdym razie wszystkich
dzielnic Polski w równej mierze. Wprawdzie Górny Śląsk, aczkolwiek
znajdował
się razem z Poznańskiem i Pomorzem pod tym samym panowaniem obcym, t.
j.
pruskim względnie niemieckim, odrębne jednak przechodził koleje. Od 600
lat nie dzielił już wspólnoty Polski, a dzielił losy innych państw. Nie
mniej jednak nie można tylko w odniesieniu do niego mówić o
konieczności
ściślejszego zespolenia z Polską, jak się to w ostatnich czasach często
słyszało. Historia Śląska bowiem wykazuje, iż lud śląski od zarania
istnienia
Śląska był polski i mimo obcych rządów i obcych wpływów polskim
pozostał.
Nie wolno stawiać Śląska w tym kierunku na tej samej płaszczyźnie,
co dzielnice wschodnie Polski, które mają, jeżeli nie większość, to
poważną
mniejszość ukraińską. Śląsk bowiem ma ludność rodzimą polską, a tylko
stosunkowo
mały odsetek ludności niemieckiej.
Zespolenie, czyli połączenie i zjednoczenie Śląska z Polską jest
dokonane
zarówno pod względem państwowym jak i narodowym.
Połączenie państwowe Śląska z Rzeczpospolitą Polską nastąpiło z chwilą
zmiany suwerenności.
Zgodnie z art. 1 ust. 2 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920
r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego, część Górnego
Śląska, przyznana Polsce na mocy plebiscytu z dnia 20 marca 1921 r.,
stała
się częścią składową i nierozłączną Polski. Między Państwem Polskim a
Górnym
Śląskiem niema granicy państwowej. Górny Śląsk tworzy ze Śląskiem
Cieszyńskim
jedną z prowincji Państwa Polskiego jako województwo śląskie.
Śląsk posiada wprawdzie własny sejm i własną administrację, ale tylko
w ramach, statutem organicznym ściśle określonych, a podlega poza tym
całkowicie
władzom państwowym Polski, t .j. władzy ustawodawczej sejmu i senatu
Rzeczypospolitej,
władzy wykonawczej, t. j. radzie ministrów i poszczególnym ministrom
oraz
ich podwładnym urzędom i władzy sądowej. Na czele administracji Śląska
stoi tak samo jak w innych województwach wojewoda t. j. urzędnik
państwowy.
Przedstawiciele ludności Śląska zasiadują w sejmie i senacie
Rzeczypospolitej,
Śląsk płaci podatki na rzecz Rzeczypospolitej i Ślązacy pełnią służbę w
wojsku polskim. Aczkolwiek bowiem za wolą sejmu ustawodawczego Śląsk
został
zwolniony z obowiązku służby wojskowej, to Sejm śląski zaraz na
początku
swego istnienia tego przywileju się zrzekł.
Śląsk więc nie tylko jest ściśle złączony terytorialnie i
administracyjnie
z Państwem Polskim, ale ludność Śląska z jednej strony korzysta z
wszystkich
praw i przywilejów, jakie przysługują obywatelom Państwa Polskiego, a z
drugiej strony bierze udział w ciężarach, jakie Państwo nakłada na
swych
obywateli w' interesie swej obronności i utrzymania ładu i
porządku.
Śląsk jest też gospodarczo ściśle z Państwem połączony.
Jego życie gospodarcze reguluje się na mocy ustawodawstwa polskiego,
t. j. ustaw państwowych i śląskich i stoi pod kontrolą i opieką władz
polskich.
Ciężki przemysł Śląska, t. j. kopalnie i huty, stanowią nawet bardzo
wybitną
pozycję w życiu gospodarczym Państwa Polskiego, a odgrywają
pierwszorzędną
rolę w rozwoju przemysłowym Polski. Handel zagraniczny produktami
przemysłowymi
opiera się w głównej mierze o przemysł śląski. Produkcja i zbyt
ciężkiego
przemysłu ujęte są w normy wspólne dla całego przemysłu
polskiego.
Przemysł hutniczy i kopalniany oraz przemysł przetwórczy jako też
kupiectwo
i rzemiosło zorganizowane są w publicznoprawnych Izbach
Przemysłowo-Handlowej
względnie Rzemieślniczej; rolnictwo zaś jest pod kontrolą Izby
Rolniczej.
Można ubolewać nad tym, że nie cały kapitał, inwestowany w przemyśle
śląskim i w większej własności ziemskiej, jest całkowicie polski i że
poważna
część tego kapitału znajduje się w rękach kapitalistów zagranicznych
względnie
obywateli polskich obcej narodowości. Niewątpliwie kapitał zagraniczny
nie zawsze będzie miał wyrozumienie dla konieczności narodowych i
państwowych
Polski, a raczej będzie dążył do wydobycia z ziemi śląskiej jak
największych
zysków, chociażby to było połączone ze szkodą dla tej ziemi i jej
polskości.
Niemiecki kapitał będzie popierał swoich ziomków i tym samym tworzył
irredentę
szkodliwą dla interesów państwowych. Lecz kapitał zagraniczny i
niemiecki
również inwestowany jest w poważnej mierze w innych dzielnicach Polski,
jak np. w Warszawie, Łodzi, Borysławiu i t. d. Z równym uzasadnieniem
możnaby
powiedzieć, iż należałoby wymienione dzielnice ściślej zespolić z
Polską.
Nikt tego jednak nie czyni. Jeżeli więc ktoś mówi o konieczności
zespolenia
Śląska z Polską z tych względów, to jest to co najmniej dziwne, jeżeli
nie naiwne.
Poza tym władze państwowe posiadają dostateczne środki, by szkodliwym
wpływom obcego kapitału skutecznie się przeciwstawić.
W tych warunkach w każdym razie niezrozumiałe jest twierdzenie, jakoby
ściślejsze jeszcze zespolenie pod względem państwowym było możliwe lub
konieczne.
Zniesienie autonomii śląskiej nie spowodowałoby wcale takiego
ściślejszego
zlania się Śląska z Polską, ponieważ to nastąpiło już w superlatywie, a
spowodowałoby tylko osłabienie spoistości państwowej i obniżenie się
siły
kulturalnej i gospodarczej Śląska. Wyparcie zaś kapitału niemieckiego z
przedsiębiorstw Śląska jest niewątpliwie rzeczą pożądaną, ale
dokonywuje
się ono już powoli i stale. Zależne to jest zresztą nie od woli
ludności
śląskiej, a od woli Państwa i od siły nabywczej kapitału polskiego. O
jednym
tylko przy tym należy pamiętać, a mianowicie, iż wekslowaniem kapitału
w przedsiębiorstwach śląskich nie wolno poderwać rozwoju tych
przedsiębiorstw
i ich produkcji oraz nie wolno szkodzić szerokim masom
pracujących.
Niemiecki kapitał zatrudniał wprawdzie w swych przedsiębiorstwach na
Śląsku robotników pochodzenia śląskiego, ale na wyższe stanowiska
sprowadzał
swoich ludzi z głębi Niemiec . W ten sposób ten robotnik polski stał
się
niejako niewolnikiem panów niemieckich. Życzyć należy, by zmiana
kapitału,
dokonywująca się obecnie, nie spowodowała• w stosunku do robotnika
śląskiego
takiego samego stanu rzeczy pod panowaniem polskim, jaki istniał pod
panowaniem
niemieckim. Ten robotnik śląski, który walczył o połączenie z Polską,
zasłużył
w Polsce na lepszy los i co najmniej na takie zaufanie, jakim darzą
władze
robotnika polskiego z innych dzielnic.
Zespolenie narodowe Śląska z Polską, t. j. zjednoczenie duchowe
ludności
Śląska z narodem, nastąpiło również, wprawdzie nie spontanicznie, ale
ewolucyjnie.
Zwrotnym punktem w tym rozwoju jest chwila zmiany suwerenności na
Śląsku.
Do tej chwili ludność śląska składała się z ludu śląskiego, t. j. z
polskiego
chłopa i robotnika i z napływowej ludności niemieckiej, t. j. z warstw
posiadających i z inteligencji. Od zmiany suwerenności nastąpiły
zasadnicze
przesunięcia w układzie narodowościowym.
Od wieków lud, zamieszkujący Śląsk, mówi językiem polskim, modli się
i śpiewa po polsku. Jest to dowodem, iż lud ten jest polski, przyznawał
się do kultury polskiej i miał wolę połączenia się z Polską.
Lud śląski przechował swą mowę, swoje obyczaje, swoje zwyczaje po przez
chwilę wydzielenia go z Państwa Polskiego w 1327 r., przez wieki
przynależenia
do obcych państw i mimo najtrudniejszych warunków swego bytowania.
Śląsk
należał kolejno do czterech państw, czeskiego, austriackiego, pruskiego
i niemieckiego i dzielił ich losy. Warstwy uprzywilejowane i
posiadające
Śląska, jak książęta, szlachta, duchowieństwo i mieszczaństwo, w
przeważnej
mierze uległy wpływom kultur obcych, przestały być duchowymi
przewodnikami
ludu swego, a stały się z szkodą ludu polskiego opiekunami
napływających
elementów niemieckich. Lud zaś żył w poddaństwie niewolniczym tych
warstw
i był pozbawiony polskich przywódców. Dostał on się w ten sposób w
wiele
trudniejsze położenie, niż lud innych dzielnic Polski, gdzie wprawdzie
stosunki polityczne i gospodarcze były, jak zresztą w owych czasach
także
w innych krajach, te same, gdzie atoli warstwy te uprzywilejowane
przynajmniej
były i zostały ,polskie i nie stały się rozsadnikami obcych
kultur.
Wielka rewolucja francuska przyniosła ludom europejskim wolność
polityczną
oraz oswobodzenie gospodarcze. Rewolucja ta jeszcze miała jeden dalszy
skutek. Uwolnienie szerokich mas ludowych z pod jarzma politycznego i
gospodarczego
i prawne ich zrównanie z warstwami uprzywilejowanymi spowodowało
przejście
władzy państwowej i odpowiedzialności za losy państwowe na te właśnie
uwolnione
szerokie masy ludowe.
W państwie pruskim nastąpiło to po rewolucji w roku 1848.
Wówczas także lud śląski odzyskał wolność polityczną, a w następnych
latach także niezależność gospodarczą. Ta wolność polityczna spadła na
ten lud nagle i niespodziewanie, nim zdołał wydać z siebie własnych
przywódców
i nim zdobył uświadomienie narodowe. Z tych to powodów w pierwszych
latach
wolności politycznej kierownictwo nad ludem śląskim objęli i w życiu
politycznym
w przeważnej mierze jego duszpasterze, t. j. kler katolicki. Dlatego w
pierwszych sejmach pruskich i parlamentach niemieckich Śląsk nie
posiadał
przedstawicieli polskich, a był reprezentowany przez duchowieństwo i
przedstawicieli
katolickich, którzy aczkolwiek często pochodzili z tego ludu, jednak
mieli
orientację niemiecką. Lud takim stanem się na razie zadowolił, gdyż nie
posiadał jeszcze dostatecznego uświadomienia, a po przewrocie
rewolucyjnym
w roku 1848 zapanowała w Prusach era wolnościowa i istniały nawet
szkoły
polskie na Śląsku. Dopiero gdy po wygranej wojnie francusko-niemieckiej
w latach 1870/71 Prusacy zdobyli hegemonię pomiędzy państwami
niemieckimi
i złączyli je, z wyjątkiem Austrii, w nowy organizm państwowy, t. j.
Rzeszę
Niemiecką, gdy to nowe państwo dzięki rozwojowi gospodarczemu, jaki
nastąpił
po zwycięskiej wojnie wskutek uzyskanych odszkodowań wojennych, urosło
w pierwszorzędną potęgę światową i gdy wobec tego wzrosła w niebywałe
buta
pruska,
rozpoczął się ostry kurs polityki rządu pruskiego przeciwko
mniejszościom
narodowym w państwie pruskim. Na Śląsku skasowano szkoły polskie i
zaprowadzono
ustawy, uniemożliwiające rozwój ruchu narodowego i gospodarczego
ludności
polskiej. Głośne były te ustawy wyjątkowe o używaniu języka polskiego,
o stowarzyszeniach i zebraniach, tak zwane ustawy kagańcowe.
Przed tą polityką eksterminacyjną bronił się jednak lud śląski, t.
j. ten rolnik i robotnik polski, chociaż był, nie posiadając przywódców
polskich, przez swoich opuszczony i skazany na własne siły, a w miarę,
jak wzmagały się tendencje antypolskie sfer rządowych i niemieckich,
jego
opór rósł. Przestał wierzyć swoim opiekunom centrowym i zaczął się
własnymi
siłami uświadamiać i narodowo organizować. Powstali kulturalni i
polityczni
przywódcy, powstali poeci ludowi, którzy sławili mowę i kulturę polską,
budzili wiarę w Polskę i miłość do niej, powstali tacy, którzy zaczęli
organizować towarzystwa kulturalne, jak towarzystwa śpiewu i
towarzystwa
gimnastyczne, wydawać polskie czasopisma i gazety i zakładać biblioteki
i czytelnie polskie. Celem podniesienia gospodarczego ludu zakładano
banki
ludowe, które stały się powoli ostoją nie tylko rozwoju gospodarczego,
ale także i rozwoju politycznego ludu.
Wprawdzie budzący się ruch polski na Śląsku doznał poparcia ze strony
warstw narodowych Poznania, Pomorza i innych dzielnic, gdzie
uświadomienie
narodowe już dawniej się rozbudziło pod przewodnictwem światłej i
narodowej
inteligencji, i ze strony nielicznych zresztą jednostek ze sfer
kupieckich
i wolnych zawodów, które przybyły z Poznania i z Pomorza i osiedliły
się
na Górnym Śląsku. Poważną rolę w tym rozwoju odegrały także miejsca
pątnicze,
jak Kraków, Kalwaria Zebrzydowska i Częstochowa, które miały wielką
siłę
atrakcyjną dla ludu śląskiego i stały się ostoją dla jego myśli
religijnej
i narodowej.
W głównej mierze jednak ruch polski na Śląsku jest zasługą ludu samego.
Gdyby ten lud nie miał tak wielkiego przywiązania do narodu polskiego i
jego kultury i nie czuł po polsku i nie był polskim, toby wysiłki
całego
narodu zdały się na nic. Niewątpliwie pod wpływem polityki gwałtu
słabsze
jednostki się germanizowały. Nacisk rządu pruskiego atoli prowadził
równocześnie
do konsolidowania się narodowego ludu. W tych najtrudniejszych chwilach
tej walki narodowościowej lud śląski wydaje stosunkowo największą ilość
inteligencji rodzimej, narazi e wprawdzie przeważnie tylko duchownej,
ale
powoli także i świeckiej. Młodzież Śląska na uniwersytetach niemieckich
zaczyna tworzyć stowarzyszenia polskie i łączyć się z polską młodzieżą
innych dzielnic, przygotowując się do roli przewodniczej.
Lud tymczasem zaprawia się do walki politycznej o zdobycie należytego
mu miejsca w parlamentach państwowych i komunalnych. Wprawdzie wyborczy
system trójklasowy do sejmu pruskiego i do zastępstw komunalnych
uniemożliwia
mu wysyłanie takiej ilości przedstawicieli, jaka by odpowiadała jego
sile
ilościowej. Za to bezpośrednie tajne i równe prawo wyborcze, jakie
obowiązuje
w Rzeszy Niemieckiej przy wyborach do parlamentu, daje możność do
wysłania
odpowiedniej ilości swoich reprezentantów parlamentarnych.
W roku 1903 następuje pierwsza próba. W wyborach parlamentarnych, które
się odbyły w tym roku, padło na Górnym Śląsku ogółem 44.175 głosów
polskich.
Jako pierwszy poseł polski ze Śląska wchodzi do parlamentu Wojciech
Korfanty,
a mianowicie z okręgu wyborczego, obejmującego Katowice miasto i
powiaty
katowicki i zabrski. Te wybory stały się równocześnie hasłem na
przyszłość.
W roku 1907, t. j. w następnych wyborach parlamentarnych, Śląsk wybrał
5 przedstawicieli do parlamentu niemieckiego, co stanowiło 1/4 ogólnej
liczby posłów polskich w Rzeszy Niemieckiej. Wówczas następujące
powiaty
wybrały polskich posłów: Opole miasto i powiat opolski ks. Pawła
Brandysa;
Gliwice miasto i powiaty gliwicko-toszecki i lubliniecki ks. Teodora
Jankowskiego,
Bytom miasto, Królewska Huta miasto i powiaty katowicki i zabrski
Wojciecha
Korfantego, powiaty pszczyński i rybnicki ks. Aleksandra Skowrońskiego.
Wszystkie te powiaty, należące do wymienionych 5 okręgów wyborczych,
stanowią
teren przemysłowy Górnego Śląska. Ludność powiatów niemodlińskiego,
głubczyckiego,
nyskiego i prudnickiego była już dawno całkowicie lub przeważnie
zniemczona
i Polska do nich pretensji nie podnosiła. Powiaty kozielski i
strzelecki
dały przy tych wyborach 9.706 głosów polskich, a 12.323 głosów
niemieckich.
Różnica była niewielka. Jeżeli ponadto głosów niemieckich było więcej,
to zawdzięczać to należy centrowemu kandydatowi, który był księdzem i
cieszył
się dużym mirem wśród społeczeństwa. W powiecie raciborskim również
była
tendencja zwyżkowa wpływów i głosów polskich.
Ogółem padło w tych wyborach na Górnym Śląsku 118.733 głosów polskich,
czyli 74.558 więcej niż w roku 1903. W ten sposób Śląsk nie tylko
wykazał
ogromny postęp uświadomienia narodowego, ale jak pisze Karol Rzepecki w
"Pobudce wyborczej", wydanej w roku 1907, uratował polski "honor
polityczny",
gdyż dzięki Ślązakom Polacy zadziwili całe inteligentne Niemcy
fenomenalnym
przyrostem głosów polskich.
To nasilenie ruchu narodowego utrzymuje się nadal aż do następnych
wyborów parlamentarnych w roku 1912 i nawet do wybuchu wojny.
Przy wyborach w roku 1912 uzyskują Polacy nieco mniej głosów niż w
roku 1907, bo 111.526 i tracą jeden okręg wyborczy, obejmujący Gliwice
miasto i powiaty gliwicko-toszecki i lubliniecki. Aczkolwiek poza tym
Polacy
otrzymali dotychczasowy stan posiadania a okręg gliwicki utracili tylko
z małą różnicą głosów 388, to była to jednak porażka ruchu polskiego.
Powodem
jej zaś były waśnie przywódców i zaniedbanie pracy. Nastąpiło
opamiętanie.
Prowincjonalny komitet wyborczy zreformowano przez wybór młodych
rzutkich
sił śląskich. Nastąpiło to w sam raz. Dzięki temu przy wyborach
uzupełniających,
jakie nastąpiły wkrótce po tym niespodziewanie w wspomnianym okręgu z
powodu
śmierci centrowego posła, wybranego w r. 1912, przypadło zwycięstwo
Polakom
i wybrany został Wojciech Korfanty, a działo się to w czasie wojny
światowej
i w ciężkich warunkach wojennych.
Nie zgadza się z prawdą, co twierdzili Niemcy, chcąc obniżyć znaczenie
tych wyborów, jakoby lud śląski głosował na polskich posłów li tylko ze
względów socjalnych. "Wówczas nie było Państwa Polskiego, o które by
się
ruch polski na Śląsku mógł oprzeć. Ruchem kierowali synowie ludu z
pobudek
idealnych, narażając się na prześladowanie rządu i na poniewierkę
życiową.
Program ruchu polskiego był wybitnie narodowy i kulturalny. Gdyby
względy
socjalne były miarodajne dla polskich wyborców, to wybieranoby nie
polskich
narodowców, a socjalistów a co najmniej polskich socjalistów, którzy
mieli
wybitny program socjalny, a nie narażano się na przykrości i szykany z
strony władz.
Skoro nastąpiło uświadomienie polityczne szerokich warstw, wyniki
wyborów
nie mogły być dla nikogo niespodzianką.
Niemieckie statystyki urzędowe wówczas już wykazały olbrzymią przewagę
liczebną ludu polskiego na Górnym Śląsku i to zgodnie z
rzeczywistością,
gdyż rządy pruskie i niemieckie nie liczyły się z tym, by z tego faktu
mogły dla nich powstać ujemne skutki. Gdy atoli w wyborach w roku 1903
wybrany został pierwszy poseł polski narodowy Wojciech Korfanty,
którego
oblicze i tendencje narodowe były dostatecznie wyraźne, rząd pruski
zastosował
najostrzejsze środki w kierunku zgniecenia budzącego się ruchu
narodowego.
Lecz lud śląski tego się nie uląkł, a niejednokrotnie ciężkimi ofiarami
mienia, wolności i krwi swą wolę ku złączeniu narodowemu zadokumentował
i ostatecznie zwyciężył. Tym samym placówka dla Niemców była
stracona.
Gdy bowiem po wojnie światowej konferencja pokojowa wytaczała granice
między Polską a Rzeszą Niemiecką i decydowała o tym, które prowincje z
państwa pruskiego mają być włączone do Polski, dla nikogo z czynników
miarodajnych
nie ulegało wątpliwości, iż do takich dzielnic należy Górny Śląsk.
Warunki
pokojowe, wręczone Niemcom w dniu 7 maja 1919 r., przewidują złączenie
Górnego Śląska z Polską bez jakichkolwiek zastrzeżeń.
To było wyłączną zasługą ludu samego. Zmiana pierwotnych warunków
pokojowych
była jego moralną krzywdą.
Po wojnie światowej zaś, gdy naród polski odzyskał niezależność
państwową,
lud śląski idzie dalej zdecydowanie po niepodległościowej linii ruchu
polskiego
na Śląsku ku złączeniu się z odrodzoną Rzeczpospolitą.
W styczniu 1919 roku odbyły się wybory, a mianowicie 19 stycznia do
konstytuanty Rzeszy Niemieckiej, a 26 stycznia do Sejmu Pruskiego.
Sejmik
dzielnicowy, jaki się odbył 4 grudnia 1918 roku w Poznaniu, w którym
wzięli
udział poza Poznaniem i Pomorzem także przedstawiciele Górnego Śląska,
uchwalił wstrzymanie się od tych wyborów. Ludność śląska hasła
wstrzemięźliwości
wyborczej usłuchała i nie poszła w wielkiej części do urny wyborczej
mimo
ogromnego nacisku czynników rządowych i mimo, że sfery duchowne
głosiły,
iż wstrzymanie się od wyborów jest grzechem. Brak ścisłych danych z
tego
okresu, gdyż sferom i urzędom niemieckim nie zależało na tym, by
wykazać
swoją klęskę. W każdym razie w pszczyńskim powiecie wstrzemięźliwość
wynosiła
przeszło 80 proc., a w powiecie rybnickim przeszło 70 proc. Lepszy
obraz
i lepsze naświetlenie stosunków narodowościowych na Śląsku w tym czasie
dały jednak dopiero wybory komunalne, które się odbyły 9 listopada 1919
roku. Wynik tych wyborów dosadnie wykazuje ogromną przewagę głosów
polskich.
Przy tym należy wziąć pod uwagę, iż w jesieni ludność jeszcze wciąż
żyła
pod wrażeniem krwawo przez Grenzschutz stłumionego I. powstania i pod
panowaniem
zaostrzonego stanu wyjątkowego i zdemoralizowanego
"Grenzschutzu".
Według urzędowej statystyki w tych wyborach komunalnych wszystkie
powiaty
terenu plebiscytowego, położone po prawej stronie Odry, z wyjątkiem
kluczborskiego,
dały absolutną większość głosów polskich, a mianowicie Pszczyna 85,2
proc.,
Rybnik 78,78 proc., Katowice wieś 73,16 proc., Bytom wieś 75,73 proc.,
Gliwice wieś 71,68 proc., Strzelce 70,21 proc., Zabrze 75,45 proc.,
Lubliniec
66,75 proc., Opole wieś 61,28 proc., Olesno 55,58 proc. Powiat
kluczborski
wykazał 48,02 proc. głosów polskich. Ludność tego powiatu jest
niewątpliwie
etnograficznie polska, posiada atoli ze względu na religię ewangelicką,
jaką wyznaje, orientację przeważnie niemiecką. Z drugiej strony atoli
powiat
raciborski, położony głównie po lewej stronie Odry, przy wyborach
komunalnych
dał 61,60 proc. głosów polskich. Śląskie powiaty miejskie, na ogół
bardzo
zniemczone i przesiąknięte napływowym elementem niemieckim, przy
wyborach
komunalnych wykazały także poważną ilość głosów polskich, a mianowicie:
Gliwice 24,44 proc., Katowice 19,04 proc., Królewska Huta 41,17 proc.,
Bytom 31,48 proc., Racibórz 10 proc. Lecz nie tylko miasta wydzielone,
ale także i reszta miast dała poważny odsetek głosów polskich. Frakcje
polskie w radach miejskich zajęły, jeżeli chodzi o liczebność, drugie
miejsce
z rzędu, w Królewskiej Hucie Polacy tworzyli nawet najsilniejszą
frakcję.
W ogóle rok 1919 ma w historii ruchu polskiego na Śląsku wyjątkowe
znaczenie. W tym roku bowiem zaszły dwa zdarzenia pierwszorzędnej wagi,
t. j. wspomniane wybory komunalne i wybuch I. powstania.
Wybory komunalne były sprawdzianem sił polskich i stopnia nasilenia
woli narodowej ludu i stanowiły równocześnie próbny plebiscyt i to z
wynikiem
zwycięskim. Niestety wybory te odbyły się dopiero po podpisaniu
traktatu
wersalskiego, co nastąpiło 28 czerwca 1919 roku, i nie mogły wobec tego
być wzięte pod uwagę, gdy ważyły się losy Śląska. Inaczej bowiem na
pewno
plebiscytu by nie było. Wynik tych wyborów był przekonywującym wyrazem,
iż w układzie narodowościowym Śląska i po wojnie się nic nie
zmieniło.
I. powstanie śląskie, które wybuchło parę miesięcy przed tymi wyborami,
a mianowicie 18 sierpnia 1919 roku, było najboleśniejsze, ale miało też
w swoich skutkach może najdonoślejsze znaczenie z wszystkich trzech
powstań
śląskich. Pierwsze powstanie śląskie przeszkodziło wybuchowi innego
powstania,
zorganizowanego przez niemieckie sfery polityczne, a mianowicie
konserwatywne
i centrowe, w celu utworzenia z Górnego i Cieszyńskiego Śląska
niezależnej
republiki śląskiej. Nie wiadomo, czy byłoby się powiodło. Jeżeli się
jednak
zważy, iż akcja ta miała powstać niespodziewanie i była oparta o
wpływowe
i zamożne sfery Śląska, miała ona szanse powodzenia. Wiadomą też jest
rzeczą,
iż pewne sfery angielskie również na taką koncepcję stworzenia
samodzielnego
państwa śląskiego przychylnie się zapatrywały.
W każdym razie rok 1919 był próbą stopnia uświadomienia narodowego
i nasilenia woli do walki o wyzwolenie i złączenia się Śląska z Polską.
Przeżycia i doświadczenia, jakie lud w tym roku przechodził, były
szkołą
przygotowawczą dla niego do dalszych walk orężnych w dwóch następnych
powstaniach,
t. j. w latach 1920 i 1921 i do rozgrywki plebiscytowej.
Plebiscyt, który się odbył 20 marca 1921 roku, był urzędowym wyrazem
woli ludu śląskiego za złączeniem się z Polską. 479.414 głosów,
oddanych
na terenie plebiscytowym, padło za Polską, a 706.820 głosów za
Niemcami.
Wprawdzie uzyskali Niemcy więcej głosów niż Polska. Nie zmienia to
jednak
faktu, iż polska część Górnego Śląska, położona po prawej stronie Odry,
i jej mieszkańcy opowiedzieli się w większości za przynależnością do
Polski.
Należy przy ocenie wyniku plebiscytu wziąć następujące ważne momenty
pod
uwagę. Do terenu plebiscytowego należały powiaty już całkiem, albo
przeważnie
zniemczone, jak Głubczyce i Prudnik, do których Polska nie rościła
sobie
wcale pretensji, a które przez radę ambasadorów wcielone zostały do
terenu
plebiscytowego ze względów strategicznych oraz celem stworzenia
dłuższej
granicy polsko-czeskiej. Głosy tych powiatów należy więc potrącić ze
sumy
głosów, oddanych przy plebiscycie. W ten sposób odpadnie 45.595 głosów
powiatu głubczyckiego i 27.284 głosów powiatu prudnickiego. W
plebiscycie
wzięło udział 192.408 emigrantów, t. j. ludzi, którzy aczkolwiek kiedyś
urodzili się lub mieszkali na terenie plebiscytowym, jednak już żadną
albo
minimalną mieli łączność z nim i z których tylko 10.120 głosowało za
Polską,
a 182.288 za Niemcami. Biorąc więc sprawę tylko cyfrowo, t. j.
wyłączając
głosy powiatu głubczyckiego i prudnickiego i potrącając głosy
emigrantów,
dochodzi się do rezultatu, iż absolutna większość mieszkańców na
terenie
plebiscytowym po prawej stronie Odry głosowała za Polską. Ta ogromna
masa
emigrantów, która nagle spłynęła na Śląsk w przededniu głosowania lub
kilka
dni przed tym, docierając do wszystkich miejscowości i osiedli, i która
przyjechała w przeszło 90 proc. z Niemiec i nastrojona na nutę
zwycięską,
nie tylko dała liczebną przewagę Niemcom, ale wywarła też wielki
moralny
wpływ na nastroje ludności.
Jeszcze jeden dalszy fakt, mający dobitny wpływ na wynik plebiscytu,
należy wziąć pod uwagę. Na terenie plebiscytowym pozostała przez cały
czas
aż do plebiscytu niemiecka administracja państwowa, samorządowa i
szkolna.
Również wielka własność ziemska i cały ciężki przemysł znajdowały się w
rękach niemieckich. Wpływy tych sfer były, dzięki władzy i środkom
materialnym,
jakie posiadały, ogromne. Operowano argumentami, mającymi wykazać, iż w
Polsce rolniczej nasz robotnik przemysłowy nie znajdzie pracy ani
chleba,
że rolnik nie otrzyma godziwych cen za swoje produkty oraz że każdy
powinien
pamiętać, iż, pozostając przy Niemcach, wie co ma, a głosując za
Polską,
która nawet nie ma granic ustalonych, nie wie co go czeka. Operowano
też
groźbami, iż ci, którzy za Polską się oświadczą, w razie korzystnego
wyniku
dla Niemców, do Polski pójść muszą.
Na koniec plebiscyt nie jest tak doskonałym sposobem ujawnienia woli
danej ludności, gdyż stoi pod działaniem najróżniejszych wpływów
politycznych
i uwarunkowany bywa najrozmaitszymi względami. Dla Polski na przykład
okazał
się niekorzystny warunek, iż na Śląsku miał się odbyć nie zaraz po
zawarciu
traktatu wersalskiego, ale znacznie później. Ludność śląska zaś
zmęczona
była wojną światową, niespokojnymi czasami, które nastąpiły po
zawieszeniu
broni, oraz powstaniem, i pragnęła tylko jak najszybszego uspokojenia
się
stosunków politycznych.
W tym stanie rzeczy powinien był Polsce przypaść co najmniej cały Górny
Śląsk, położony po prawej stronie Odry. Przyznano Polsce tymczasem
tylko
tę część, na której padło przeciętnie 60 proc. głosów za Polską. Było
to
krzywdą dla Polski. Okoliczność, iż na tym terenie padło 60 proc.
głosów
polskich, nie daje żadnego wytłumaczenia, gdyż wystarczyła zwykła
większość
do zadecydowania o przynależności Śląska.
Po przejęciu Śląska przez Polskę zaczęły się dokonywać zmiany w
układzie
narodowościowym ludności. Gdy władze i urzędnicy niemieccy opuścili
Górny
Śląsk, stracili i ci wszyscy, którzy za Niemcami oddali głos, swoją
ostoję
i zaczęli się wyprowadzać do Niemiec. Największy odsetek pochodził z
miast
i z gmin przemysłowych, gdzie przeważał niemiecki element napływowy. Ze
Śląska Opolskiego również przybywały bardzo liczne rzesze polskie,
ulegając
naporowi terroru. Rozpoczęła się na Śląsku wędrówka narodów, może
największa
z ostatnich czasów. Element niemiecki w miastach i w gminach
przemysłowych
kurczył się, a wzmagał się element polski. Nie tylko bowiem przybywali
bracia ze Śląska Opolskiego, ale nastąpił też poważny przypływ Polaków
z innych dzielnic Państwa.
Przeprowadzony w roku 1931, t. j. po 9% latach panowania Polski, spis
ludności wykazuje, iż na Śląsku jest na ogólną liczbę 1,295.000
ludności
z językiem ojczystym polskim 1,195.600, czyli 92,3 proc., przy czym na
górnośląskiej części województwa ten procent jest wyższy, bo wynosi
93,4.
W województwach centralnych ludności z językiem ojczystym polskim jest
82,9 proc., a w zachodnich 90,9 proc. Procent ten jest więc niższy niż
na Śląsku, nie mówiąc już o województwach wschodnich i południowych i o
całym Państwie, gdzie procent ten wynosi 32,9 względnie 59,2 względnie
69,1. W porównaniu z poszczególnymi województwami Śląska ma największy
procent ludności polskiej.
Przede wszystkim atoli pouczające są stosunki szkolne. Wpisy do szkół
polskich wzrastały z roku na rok. W roku 1931, t. j .w roku ostatniego
spisu ludności, liczba wpisów do szkół mniejszościowych wynosi 5,3
proc.,
a do szkół polskich 94,7 proc. wszystkich dzieci, obowiązanych do
wstąpienia
do szkoły. Stosunek więc narodowościowy dzieci szkolnych odpowiada
mniej
więcej stosunkowi narodowościowemu całej ludności śląskiej.
Najdonioślejsze zmiany w stosunkach narodowościowych nastąpiły w
miastach.
Miasto Katowice przy plebiscycie wykazało 85,4 proc. głosów za
Niemcami,
a 14,6 proc. za Polską, miasto Królewska Huta 74,7 proc. za Niemcami a
25,3 proc. za Polską. Przy spisie ludności w roku 1931 te miasta
wykazały:
Katowice 84,9 proc. ludności z językiem ojczystym polskim a 13,4 proc.
z językiem ojczystym niemieckim, a Królewska Huta 84,6 proc. z językiem
ojczystym polskim a 15,4 proc. z językiem ojczystym niemieckim.
Podobnie
przedstawia się sprawa w innych niewydzielonych miastach. W roku 1931
miasto
Pszczyna wykazało 15 proc. Niemców a Tarnowskie Góry 18,5 proc. Te
cztery
miasta, które kiedyś były ostoją i kością pacierzową niemieckości na
Śląsku,
zmieniły gruntowne swoje oblicze narodowościowe.
Pewnikiem zaś jest, że ludność, której język polski jest językiem
ojczystym,
jest polska. Twierdzenie, jakim Niemcy w celach agitacyjnych operowali
podczas pertraktacji pokojowych, jakoby język, którym mówi lud
górnośląski,
był narzeczem niemiecko-polskim, jest oczywiście absurdem. Tak samo
możnaby
powiedzieć, iż "plattdeutsch" jest językiem na pół niemieckim,
przeciwko
czemu Niemcy stanowczo by zaprotestowali. Może być, iż i w obecnych
czasach
jeszcze nie wszyscy, którzy mówią po polsku, posiadają pełną świadomość
swojej narodowości polskiej. Jednak wątpić należy, by ludność polska
wszystkich
dzielnic w takich chwilach nie wykazała pewnego procentu ludzi
chwiejnych.
W każdym razie zdecydowana większość była tych wszystkich, którzy
wiedzieli,
czego chcą, i którzy oświadczyli się za złączeniem z narodem i Państwem
Polskim. Ci wszyscy zaś, którzy błądzili, albo już wrócili na drogę
właściwą,
albo też wrócą, albo też nie wrócili i Śląsk opuszczają, a oblicze
narodowościowe
Śląska staje się co rok to wyraźniejsze. Pewien obraz tego ruchu
narodowościowego
daje statystyka podana w roczniku diecezji śląskiej z roku 1936, która
aczkolwiek dotyczy tylko katolików, może jednak wzięta być pod uwagę,
ponieważ
ludność śląska w olbrzymiej części jest katolicka. Według tej
statystyki
liczba katolików w przeciągu 12 lat, t. j. od roku 1922 aż do roku 1934
wzrosła o 215.000 dusz, t. j. rocznie przeciętnie o 18.000 dusz, a z
diecezji
katowickiej wyprowadziło się około 80.000 Niemców a przybyło około
400.000
nowych diecezjan. Należy wnioskować, iż między wymienionymi 400.000
nowo
przybyłych nie było Niemców, a że byli to Polacy, t. j. uchodźcy ze
Śląska
Opolskiego i polscy obywatele z innych dzielnic Państwa
Polskiego.
Przybył atoli jeszcze jeden element nie polski na Śląsk i zajął jakoby
miejsca opróżnione po Niemcach, a mianowicie Żydzi. Ludność żydowska od
12 lat systematycznie napływała, zwłaszcza do miast górnośląskich. Ruch
antyżydowski w Niemczech spowodował atoli bardzo liczny napływ żydów
niemieckich
na Śląsk. Doszło do tego, iż w Katowicach, odsetek ludności żydowskiej,
który przy zmianie suwerenności był stosunkowo niski, wzrósł z biegiem
czasu do tego stopnia, iż Katowice liczą około 8.960 meldowanych
mieszkańców
żydowskich. Przy tym należy zwrócić uwagę na fakt notoryczny, iż
przynajmniej
podwójna ilość przebywa w Katowicach, nie będąc meldowana. Że Żydzi,
którzy
przybyli z Niemiec i są przesiąknięci kulturą niemiecką i mimo kursu
antyżydowskiego
obecnego reżimu panującego w Niemczech, przywiązani do narodu
niemieckiego,
nie stanowią elementu przychylnego dla narodu i Państwa Polskiego, nie
potrzebuje wytłumaczenia. Za ten stan rzeczy nie można jednakowoż
czynić
odpowiedzialną ludność Śląska. O ileby jednak zależało jakimkolwiek
sferom
na ściślejszym zespoleniu Śląska z Polską, to powinny one całą swoją
energię
zwrócić przeciwko napływowi takiego elementu żydowskiego na Śląsk i w
kierunku,
wysiedlenia ich ze Śląska, gdyż pobyt Żydów na pograniczu niemieckim
nie
leży w interesie ani ludu śląskiego, ani Państwa, ani jego
obronności.
Sprawa obrony granic Państwa jest dla ludności śląskiej ważka. O
rozszerzenie
tej granicy na odcinku śląskim wybuchło III. powstanie śląskie. Jeszcze
przed przynależeniem do Polski, Ślązacy wzięli udział w wojnie z
bolszewikami.
Znana jest historia pułku bytomskiego. Zrozumiałym więc jest, iż
Ślązakom
jest drogi każdy kawałek ziemi Polski, za którą przelali swoją krew.
Niemcy
do dziś dnia nie przeboleli utraty naszego Górnego Śląska i nie
przestają
myśleć o odzyskaniu. Ludność śląska z tego sobie zupełnie jasno zdaje
sprawę,
jest czujna i gotowa każdej chwili stanąć do obrony granic. Dlatego
Sejm
Śląski od razu zrezygnował ze zwolnienia Ślązaków od służby wojskowej.
Poza tym Śląsk w wszystkich obronnych poczynaniach Państwa bierze
wybitny
udział. Najdobitniejszym dowodem był w ostatnich czasach fakt, iż na
150
samolotów, ufundowanych przez społeczeństwo polskie na uzbrojenie armii
polskiej, 51 samolotów ufundował Śląsk.
Trudno dochodzić, w jakim stopniu inne dzielnice Polski zachowały swoją
polskość i uświadomiły się narodowo. Wszelkie porównania nie zdałyby
się
na nic, ponieważ nie było drugiej dzielnicy, któraby przez tyle set
lat,
jak Śląsk znajdowała się pod obcym panowaniem i pod wpływami obcych
kultur.
Zespolenie Śląska z Polską dokonało się drogą
dobrowolnego
akcesu w
mierze pełniejszej, aniżeli innych dzielnic.
Wołanie o zespolenie Śląska z Narodem miałoby rację
tylko w
odniesieniu
do Śląska Opolskiego.
Poruszone kwestie dają nam asumpt, by raz na zawsze
sprecyzować nasze
stanowisko wobec Narodu i Państwa naszego.
Pragniemy, by naród posiadał silną i potężną organizację
państwową.
Uważamy, iż pomyślność Państwa spoczywa i spoczywać musi na zdrowych
zasadach samorządu terytorialnego. Będziemy bronić naszego samorządu
wojewódzkiego,
powiatowego i komunalnego, a to nie tylko dlatego, iż daje on nam prawa
obywatelskie miary europejskiej, ale dlatego także, iż leży tow
interesie
całego Narodu i Państwa, jego pomyślności i obronności.
My chcemy, by wszystkie dzielnice naszego Państwa mogły korzystać z
dobrodziejstwa samorządu terytorialnego. My do tego dążyć
będziemy.
Nas nie trzeba zespalać, gdyż jesteśmy zespoleni. Nas patriotyzmu uczyć
nie trzeba, gdyż wykazaliśmy, iż Naród i Państwo swoje
kochamy.
My Ślązacy czujemy się Polakami, my jesteśmy Polakami. Wszelkie
jakiekolwiek
insynuacje w tym kierunku odpieramy i odeprzemy.
My nie chcemy łaski, a odpowiednie miejsce w Państwie i Narodzie sami
dla siebie wywalczymy.
Naszym życzeniem jest, by wszyscy obywatele na równi wobec Państwa
wywiązywali się ze swych obowiązków.
My chcemy atoli także, by Państwo wobec wszystkich obywateli stosowało
tę samą miarę sprawiedliwości, a równanie w dół nie jest
sprawiedliwością.
Jan Mildner
Źródła
Dr. D ą b r o w s k i Włodzimierz, Górny Śląsk w walce o zjednoczenie
z Polską. Katowice 1923. - K o m a r Stanisław, Górnośląska Konwencja
Genewska
pomiędzy Polską a Niemcami 1922-1937, Katowice 1937. R z e p e c k i
Karol.
Pobudka Wyborcza. Poznań 1907. - R z e p e c k i Karol. Naprzód czy
wstecz,
Poznań 1912. - "Materiały do Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920
r.... Sejm Śląski 1932. - S z r a me k Emil. Ks. Aleksander Skowroński,
Obraz życia i pracy na tle problematyki Kresów Zachodnich, Katowice
1936.
- Wolny Konstanty, Autonomia Śląska, Katowice 1920.
PRZEMÓWIENIE MARSZAŁKA SEJMU POLSKIEGO,
WOJCIECHA TRĄMPCZYŃSKlEGO
W KATOWICACH, DNIA 16-go LIPCA 1922 R.
Panie Wojewodo! Członkowie Tymczasowej Rady
Wojewódzkiej, Ludu Górnośląski!
Liczni członkowie Sejmu zjechali, aby w imieniu tegoż powitać ziemię
śląską, która co tylko odzyskała wolność, i ziemię bohaterów.
Bohaterów,
powtarzam, ponieważ gdyby nie bohaterstwo ludności śląskiej,
reprezentacje
Rządu Polskiego by tu dziś nie stały na tym miejscu.
Kiedy runęła siła niemiecka, zdawało się, że kamień grobowy, ciążący
na narodzie polskim, zupełnie zostanie odwalony. Tymczasem intryganci
całego
świata sprzysięgli się na to, aby nie dać Śląskowi wolności, a
zatrzymać
go przy Niemczech. Wymyślono naprzód plebiscyt, i to na warunkach,
które
miały zamazać prawdziwy stan rzeczy. Ale mimo to polskość w plebiscycie
zwyciężyła; intryga jednak chciała Polsce dać tylko skrawek Górnego
Śląska.
Ale Wy, Górnoślązacy, krwią Waszą przekreśliliście te niecne plany.
Cześć
Wam za to!
ADRES HOŁDOWNICZY DLA WOJCIECHA KORFANTEGO.
Czcigodny Synu Górnośląskiej Ziemi!
W tej chwili dziejowej, gdy część staropolskiej ziemi piastowskiej
po wiekowej rozłące wciela się nareszcie do Macierzy, gdy Polska z
radością
wita braci znad Odry we wspólnym naszym polskim domu, myśl nasza zwraca
się szczególnie do Ciebie. Zrodzony pod jarzmem pruskim, zrozumiałeś
sromotę
nawały krzyżackiej, odczułeś tętno serc polskich, bijących tam dla
Polski
i jako poseł do parlamentu niemieckiego świetną stoczyłeś szermierkę o
poprawę losu, o prawa swoich ziomków. Waliłeś taranem płomienistej
swady
w posady pruskiej nienawiści. W tej walce zahartowany i zmężniały,
podniosłeś
wysoko sztandar górnośląskiej sprawy. Skoro zapaliła się dla Twojej
ziemi
ojczystej jutrzenka wolności, jako komisarz plebiscytowy oddałeś jej
wszystkie
swoje siły, wszystkie swoje zdolności. Poprowadziłeś w szranki zapasów
plebiscytowych drużyny naszych pracowników jako wódz urodzony.
Natchnąłeś
ich swoją gorliwością, energią, swoją wiarą w zwycięstwo.
Tobie przypadło wielkie zadanie wyzwolenia Górnego Śląska z haniebnych
pęt i poprowadzenia na łono Ojczyzny. Zadanie to zaszczytne spełniłeś
zaszczytnie,
najpiękniejsze listki zasługi wplatając w wieniec swoich prac
obywatelskich.
Tobie w znacznej mierze zawdzięcza Polska to, że dziś Katowice,
Królewska
Huta, Rybnik i Pszczyna, z nieprzebranym swoim skarbem ziemi i
milionami
wypróbowanych w twardej szkole Polaków przechodzą w granice jej, że
młode
państwo nasze na południowo-zachodnim krańcu potężną zyskuje redutę
obronną.
Zjednoczenie Polskich Stowarzyszeń, to Zjednoczenie, z którego zrodziła
się tak wspaniała instytucja, jak Komitet Wielkiego Tygodnia
Górnośląskiego,
ocenia doniosłość i świetność dzieła tego lepiej może od innych
zrzeszeń.,
dlatego uważa sobie za miły obowiązek złożyć Ci niniejszym wyrazy
najwyższego
uznania i hołdu z życzeniem, abyś dalej stał na straży zdobytej ziemi,
wysuniętej placówki, oblanej rozhukanymi wodami wrażego żywiołu, byś
nadal
pracował tak dzielnie i owocnie dla Górnego Śląska i dla
Polski.
A w Panteonie zasłużonych mężów Ojczyzna wyryje złotymi
głoskami:
Cześć Korfantemu!
|
Wojciech Korfanty
20. kwietnia 1873 - 17. sierpnia 1939 |
Rodowity Ślązak
syn górnika
Wojciech Korfanty,
należy do Panteonu Chwały
Państwa Polskiego
jako polski bohaterski patriota,
który polskość na Śląsku umocnił
i część Śląska dla Polski odzyskał.
Od 1901 r. redaktor naczelny
Górnoślązaka.
W latach 1903-1912 i 1918 poseł do Reichstagu
oraz pruskiego Landtagu (1903-1918),
gdzie reprezentował Koło Polskie.
25 października 1918 zażądał w Reichstagu
przyłączenia do państwa polskiego
wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego.
W 1918-1919 wchodził w skład rządu Wielkopolski
podczas zwycięskiego powstania.
W 1920 r. byl Polskim Komisarzem Plebiscytowym,
a w 1921r. - dyktatorem III
powstania śląskiego.
Jego losy w II RP budzą
grozę. |

Wydawnictw Straży Nr. 14
Czytanek zeszyt VII.
Dobrodziejstwa pruskie w oświetleniu historycznem.
,
Mowa posła Wojciecha Korfantego,
wypowiedziana
w sejmie pruskim dnia 23 kwietnia 1913 r.
(w odpowiedzi na mowę posła v. Kardorffa w obszernem
streszczeniu).
POZNAŃ.
Nakładem Wydziału kulturalnego Straży
Czcionkami Drukarni Dziennika Poznańskiego.
1913.
Przesłanie i wariość argumentacyjna świetnej
mowy posła
Wojciecha
Korfantego wygłoszonej w pruskim Landtagu są niedościgłym wzorem dla
tych,
którzy obecnie mienią się reprezentantami Polaków i polskiego interesu
narodowego w Sejmie i Europarlamencie. Tylko ortografia i interpunkcja
zapisu sprzed 100 lat jest już dzisiaj nieaktualna.
Pełny
tekst wart
cytowania w XXI w.
|
|
„Szaniec”,
29. sierpnia
1940r.
Oczy za
Zachód
pierwszy w
polskiej prasie
artykuł
wysuwający postulat
granicy
na Odrze i Nysie
Łużyckiej
Pierwszą rocznicę
wybuchu wojny obecnej
obchodzimy
wprawdzie w niewoli, ale nie w rozpaczy. Przeciwnie, nigdy może jeszcze
w równie tragicznych warunkach duch narodu naszego nie był bardziej
pewnym
ostatecznego tryumfu swojej sprawy i wyzwolenia spod nienawistnego
jarzma
zbójców z zachodu i wschodu. I bardziej niż każdy dzień ten zasługuje,
by go poświęcić rozważaniom nie tego cośmy stracili, lecz tego, co
odzyskać
musimy na zachodzie i na wschodzie. A jak dopiero po stracie zachodu
przyszła
strata wschodu, tak też wprzód nim wyrównamy rachunki ze wschodem,
musimy
zwrócić się na zachód. .
Jako minimum: rewindykacji
ustalamy ziemie
leżące
na wschód od Nysy Łużyckiej i Odry, przy czym dla celów obronnych
granica
musi obejmować obie te rzeki, a nawet pas ochronny na ich lewym,
zachodnim
brzegu. Ziemie te należały do Polski od czasów Mieszka I i Bolesława
Chrobrego,
a zapewne i wcześniej jeszcze. Kraina ta bodaj najbardziej polska, a
Odrę
nazywał historyk prawdziwie "Wierną rzeką" Polski piastowskiej w jej
zmaganiach
odwiecznych z Niemcami. Pókiśmy pilnie strzegli brodów i umacniali
grody
nadodrzańskie, liczne wyprawy Henryka II i V oraz Konrada III
załamywały
się zawsze na tej wiernej rzece. Szczecin, Głogów, Wrocław - to polskie
miasta niejednokrotnie występujące w walkach przeciwko Niemcom, za co
były
chlubnie wyróżniane (zwłaszcza dwa ostatnie). Ludność tych ziem nigdy
nie
szła dobrowolnie podjarzmo niemieckie. Ulegała przemocy i barbarzyństwu
Niemców po zaciętych walkach, zachowując gdzieniegdzie aż do naszych
czasów
ducha, mowę i obyczaje polskie. Świadczy o tym niebywały w dziejach
innych
narodów przykład Śląska. Ludu tego nie zdołała zgermanizować przeszło
500
lat trwająca niewola niemiecka. Stwierdził on swą polskość i wolę
powrotu
do Macierzy nie tylko głosowaniem w plebiscycie [plebiscyt na Górnym
Śląsku
w roku 1921], lecz i krwią własną, trzykrotnie chwytając za broń w
powstaniach
śląskich.
Przyłączenie tego kraju do
Polski to nie
żadna
zdobycz ani zabór, lecz wymiar sprawiedliwości dziejowej. Ziemie te
traciliśmy
powoli, lecz nieustannie. Odrywano je z naszego organizmu stopniowo.
Przekroczenie
przez Niemców (brandenburskich) Odry i zabór Ziemi Lubuskiej [Boleslaw
Rogatka, książę śląski odstąpił Brandenburczykom Ziemię Lubuską w 1249
r.], było pierwszym klinem wbitym między Pomorze i Wielkopolskę.
Ułatwiało
to Niemcom dalsze postępy kolonizacji, opanowania Pomorza
Szczecińskiego,
a zarazem udaremniło zabiegi Łokietka i Kazimierza Wielkiego o
odzyskanie
tegoż Pomorza. . .
O naszym nieprzedawnionym
prawie do tych
ziem
świadczą wszędzie polskie nazwy miejscowości położonych nawet daleko na
zachód od Odry. Powrót tej ziemi do Macierzy skróciłby granicę
polsko-niemiecką
z 1900 km do 460 km i taka jedynie granica możliwa byłaby do obrony.
Wcielenie do Polski Gdańska i
Prus
Wschodnich
jest koniecznością tak oczywistą i zrozumiałą samą przez się, że nie
wymaga
uzasadnień: bez tych terenów istnienie państwa polskiego byłoby w ogóle
niemożliwe.
Ze wszystkich włączonych po
wojnie do
Polski
terenów na zachodzie żywioł niemiecki musi być i będzie usunięty
całkowicie
i to według metod, które dziś do nas Niemcy stosują w Wielkopolsce i na
Pomorzu, ba - nawet tuż pod Warszawą. Jeśli w polskiej praktyce metody
te będą z pewnością znacznie łagodniejsze, to jedynie dlatego, że przy
najsurowszej i najbardziej usprawiedliwionej chęci Polak organicznie
nie
jest zdolny do takiego chamstwa, zbydlęcenia i nikczemności, jak rasowy
Niemiec.
Piszemy o tym i pisać będziemy
jeszcze
nieraz,
gdyż tak zasadnicze zadania i cele polityki polskiej, jak odzyskanie
ziem
zachodnich, nie mogą być wyłącznie przedmiotem rozpraw wśród
"wtajemniczonych".
Treść ich musi stać się codziennym pacierzem każdego Polaka i Polki
oraz
każdego dziecka polskiego.. .
Wojnę obecną winniśmy uważać
za szczególne
zrządzenie
opatrzności dla naprawienia błędów i krzywd wyrządzonych narodowi
polskiemu
po pierwszej wojnie światowej. Wówczas świat głuchy był na głosy nasze,
ślepy na przedstawione przez nas perspektywy niepewnej przyszłości
państwa
polskiego w tych warunkach geopolitycznych, jakie wytworzone zostały w
traktacie wersalskim. Wówczas mogła być to ignorancja i lekkomyślność,
dziś byłaby to zbrodnia i zdrada. Gdyby podczas przyszłej konferencji
pokojowej
czyniono nam pod tym względem jakiekolwiek trudności, albo
przedstawiciele
nasi nie umieliby słusznych praw naszych wyłożyć i obronić, wówczas
naród
polski potrafi sam wystąpić w obronie swych konieczności życiowych i
swego
prawa do rozwoju i wielkości. Zbyt wiele i byt długo cierpieliśmy, a
zapewne
cierpieć jeszcze będziemy, by godzić się na jakiekolwiek odstępstwa od
minimum rewindykacji na zachodzie. Błędem nie do darowania byłoby
pominięcie
tej okazji dziejowej, być może jedynej w szeregu stuleci.
|
Katowice 1939

Katowice 1939

Sosnowiec 1940

Katowice 1941

Ząbkowice, 3. grudnia 1941

Strzemieszyce 1943
<>
Bestiality …unknown in any previous record of
history…
MR. BRENDAN BRACKEN, on July 9, 1942
Issued by
THE POLISH MINISTRY OF INFORMATION
London Stratton House, 1942
Printed by
ST. CLEMENTS PRESS (1940) LTD.,
London, W. C. 2.
II
DOCUMENTS FROM POLAND
(7) PUBLIC EXECUTIONS
At CIERLICK GORNY in Cieszyn county, Emil Trepa, a Pole aged 32 years,
accused of escaping from a concentration camp and spreading foreign
wireless
news, was executed publicly before his own home. Polish miners from
Karwina
and Sucha were brought under police escort to watch the execution, and
the local inhabitants were also driven out to watch. The Germans
compelled
Polish students, colleagues of the condemned man, to set up the
gallows.
When the prisoner, Trepa, dressed only in his shirt and trousers, was
brought
from the prison, he was tortured for two hours in public, among the
crowd
being his paralysed mother, placed specially in front of the house, and
his father, brought from prison. Trepa behaved with dignity and
restraint,
and as he stood below the .gallows shouted:
" Long live Poland! "
At RUDA SlASKA (Polish Silesia) a gallows was prepared for Joachim
Achtelik, of Ruda, while Kokot, of Bielszowice and Sergeant Nowak, of
Godula,
who were to be hanged in their own localities, were compelled to stand
and watch their fellow Pole's death. Thousands of Poles and Germans
were
brought to watch the execution.
Achtelik was a very interesting case. His father regarded himself as
a Pole, but his mother brought up the young Achtelik as a German. The
lad
had artistic gifts, and funds for his education and training as a
painter
were raised by the Polish community. As he grew up he came to love
Poland
fervently and regarded himself as a Pole, and has now laid down his
life
for Poland. He died as he had lived. As he rode to the place of
execution
he carried his head high, but bowed low to the assembled Polish crowd,
many of whom were sobbing. While the sentence was being read in German
he took no notice, but called out to the crowd, asking questions about
his mother. When the sentence was read in Polish he stood to attention.
Before the noose was adjusted around his neck he asked God, in the
words
of Christ on the cross, for strength for himself, and forgiveness for
his
executioners. At this point all the crowd knelt down. Then the Germans
gave orders for them to stand, enforcing their order with the rattle of
carbines from the Hitler Youth. Achtelik died in fifteen
minutes.
The inhabitants of Ruda lit candles in their houses during the
execution
and said prayers for the dead. Although Achtelik asked for a priest, he
was not allowed to see one. Nor were public prayers allowed for his
soul,
and although at first the body was to have been handed to his mother,
the
Germans were so afraid of demonstrations that they removed it for
secret
disposal.
The other two men also died heroically. Kokot was hanged publicly in
BIELSZOWICE, saying not a word, and Sergeant Nowak in Godula. Nowak was
allowed to say good-bye to his wife and children. His last words
were:
"I was present at the death of my colleague, who asked forgiveness
for his executioners. I cannot ask that. I ask God that my blood may
raise
up avengers. You, you Hitlerite bandits, remember that you wilt not
escape
vengeance, even in the tenth generation. Goodbye, wife, good-bye,
children.
Glory to Christ the King!
Long live Poland! " .
THE GERMAN TERROR IN POLAND
STATEMENT BY THE POLISH MINISTER FOR HOME AFFAIRS,
MR. S. MIKOLAJCZYK
News has been received of increased terror in Upper
Silesia.
There are
gallows in eighteen Silesian towns. Those arrested are hanged. In
Dombrowa,
Szurley, Bendzin and Sosnowiec they are hanged publicly on gallows and
trees, the public, even schoolchildren, being driven to look at these
crimes.
więcej
THE
STRUGGLES FOR POLAND, PART 4
|
Emil Trepa i Joachim Achtelik
i setki tysięcy innych ofiar
niemieckiego bestialstwa na Śląsku
publicznie powieszonych na szubienicy
postawionej w jednym z 18 miast Śląska
lub na gałęzi |
Rodowici Ślązacy
Emil Trepa z m. Cierlick Górny
i Joachim Achtelik z m. Ruda Śl.
i setki tysięcy innych ofiar
niemieckiego bestialstwa na Śląsku
należą do Panteonu Chwały
Państwa Polskiego
jako polscy bohaterscy patrioci,
w tym znani tylko z nazwiska
lub bezimienni,
którzy ginęli z okrzykiem:
Niech żyje Polska!
- o czym Zachód był
dokładnie poinformowany
i zapowiadał karę za zbrodnie |
|
Józef Ryszka
My Ślązoki
Kiej nas z łojcowizny, nas bidnych Ślązoków,
Wojna wygoniła tysiącem wyroków,
Kiej po naszej ziemi dzisiok Niemiec chodzi -
Ano nic nie szkodzi.
To wszystko do czasu, tak jak wszystko mijo,
Tak i ty się skończysz niemiecko bestyjo,
Ty sie sparzysz łapy, ty pochylis głowy,
Ślązok już gotowy.
I jak śpiywka godo - tak i my powiymy,
Że to som chłopcy, co się nie bojymy,
Firera strzaskomy, bić bybymy dali,
Aże się Germania cołko nie łobali.
A że czas ten przyjdzie, jo to dziś już cuja,
I we swoi piersi nowy Ślązak hoduja,
Łon już przijocielem, jo śnim ciągle godom,
Przeca go niedługo tam poniosa do dom.
Zaniesa tyj ziemi, pokłonia się piyknie,
Niech se kapka pojy, niechaj niym nasiynknie,
Niechaj z tej jałowizny nowe wzrosną plony,
Nowe pierony.
Niech wyrosną Józki, Karliki, Marciny,
Nowe pokolenia bez skazy, bez winy,
I tyż bez łonego szwabskiego łoddechu,
Co iektórych słabych sprowadził do grzechu.
A wtedy Pon Bóczek do kopalni zyńdzie,
We hucie go znajdziesz, na hołdzie i wszyndzie,
Weźmie kilof w rynka, by nom pomóc bokiem,
I bydzie Ślązokiem i bydzie Polokiem.
A potem Karliki, Haźbietki i Anny
Pięknie poklynkniemy do Piekarskiej Panny
Żeby już na zawsze Breslau był Wrocławiem,
Tak myślą Ślązoki. Wierza, myślą prawie.
Józef Ryszka
urodzony 14. lutego 1920 w Katowicach-Szopienicach,
rozstrzelany przez Niemców 17 listopada 1943 w Warszawie
rodowity Ślązak, który w 23. roku życia
poległ w podziemnej walce Polaków o Ojczyznę
należy do Panteonu Chwały Państwa Polskiego
|
Notatka przygotowana
w Ministerstwie Prac Kongresowych
pt. „Polacy we wschodnich prowincjach
Rzeszy Niemieckiej według oceny autorów
>>Atlasu statystyczno –
geograficznego<<
opracowanego w czasie okupacji w Kraju 1943/44
Polacy w Prusach Wschodnich
Południowa część Prus Wschodnich jest zamieszkana przez
ludność polską.
Są to tzw. Mazurzy, czyli mówiący po mazursku, jak ich Niemcy
określają.
Po mazursku mówi ludność Mazowsza, czyli środka Polski. Jest to
dialektyczna
odmiana języka polskiego, polegająca na innym wymawianiu niektórych
spółgłosek,
tzw. mazurzeniu. Mazurzy z Prus Wschodnich pochodzą z Mazowsza i
osiedlili
się w średniowieczu w zalesionych i nie zamieszkanych okolicach Prus.
Zachowali
język mazurski, zwyczaje aż do ostatnich czasów. W końcu XIX w.
wszystkie
powiaty mazurskie, czyli cała regencja olsztyńska, była wyłącznie
polska,
w równym stopniu, co środek Polski. Powiaty nad Wisłą miały dużą
domieszkę
Polaków, zwłaszcza najwięcej powiat sztumski. Ten stan przetrwał z
małymi
zmianami do 1910 r. Spis ludności niemieckiej, na którym jest
opracowana
mapa Spetta, wykazał to najdobitniej.
Na skutek krzywdzącego przyłączenia Mazurów do Rzeszy i
wynaradawiającej
polityki niemieckiej, procent. Mazurów w oficjalnych statystykach
niemieckich
bardzo zmalał po wojnie światowej. W r. 1925 podają Niemcy ogólną cyfrę
Mazurów na 110000. Ta cyfra nie odzwierciedla stanu faktycznego.
Ludność
mazurska zna język polski i zdaje sobie sprawę ze swej odrębności,
obawia
się jednak do tego przyznać. Niemiecka propagandowa nauka stworzyła
legendę,
że Mazurzy są odrębnym narodem i wpaja to w miejscową ludność.
Analogiczne
rozbijanie narodu polskiego miało miejsce w tworzeniu narodowości
Kaszubów,
Ślązaków i Górali. Ludność Warmii, w powiatach południowych w
olsztyńskim
oraz nadwiślańskich w sztumskim posiada głębsze zrozumienie swej
narodowości
polskiej, gdyż od czasów rozbiorów' należała do Państwa Polskiego.
Ogólną
ilość Mazurów ocenić można w oparciu o spis z 1910 r. na 414000. Cyfrę
tę otrzymano obliczając procent Mazurów z 1910 r. (z korektą Romera)
[szacunek
oparty na spisie szkolnym ż 1911 r. R. Romer, Polacy na kresach
pomorskich
i pojeziornych, Lwów 1919] 1 dla ludności z 1931 r.
Polacy na Śląsku, Pograniczu i Pomorzu
Aż po Odrę i Nysę Łużycką sięgają rdzenne ziemie
polskie, na
których
ludność polska została zgermanizowana. Istniejąca tu ludność niemiecka
jest tylko wtórnie niemiecka, a z rasy, krwi, nazwiska i tradycji -
słowiańsko-polska.
Pas zmagań narodowościowych polsko-niemieckich cofał się na wschód.
Najdotkliwsze
straty odnieśli Polacy od XVIII w., tzn. od powstania Królestwa
Pruskiego
i jego polityki wynaradawiającej. Był to program Fryderyka
zapoczątkowany
słynnym powiedzeniem, którego Hitler by się nie powstydził: dajcie mi
te
ziemie, a ja je uczynię niemieckimi. Następują zakazy używania języka
polskiego
w życiu publicznym, w szkole, nawet w domu między panem i służbą.
Najdłużej
zachowuje się język polski w kościele. Świadczą o tym daty zachowania
się
nabożeństw polskich w XIX w. podawane przez Partacha, Niemca. Po lewym
brzegu Odry w okolicach Oławy, długo, gdyż prawie do połowy XIX w.,
były
jeszcze okolice używające języka polskiego. To samo na prawym brzegu w
okolicy Trzebnicy i Oleśnicy. Pod koniec XIX w. cofnęła się polskość o
kilkadziesiąt km i zatrzymała odtąd prawie bez zmiany na linii Nysy
Śląskiej-Kluczborka,
jak to wykazuje mapa Spetta. Śląsk Opolski ostał się polskim nie tylko
z krwi, ale języka i świadomości narodowej do ostatnich czasów. Niemcy
podają cyfrę Polaków na Śląsku Opolskim na 542000 w roku 1925. Według
obliczeń
polskich, biorąc pod uwagę procent z 1910 r., z ludności 1939 r.
otrzymamy
z górą 900000 ludności polskiej.
Nie mniej dotkliwe straty poniósł naród polski w XVIII i XIX w. na
Pograniczu i Pomorzu. Pogranicze jest to dawna część W. Ks.
Poznańskiego
i Prus Zachodnich (Ziemia Złotowska), pozostawione przez traktat
wersalski
przy Niemcach (Grenzmark-Posen-Westpreussen). Polacy żyją tu w
rozproszeniu,
ograniczeni ostatnio specjalnym ustawodawstwem i prześladowani. Razem
jest
ich tu ca 40000, oczywiście nie według źródeł niemieckich.
Na Pomorzu, z Ziemi Koszalińskiej wypierany jest język polski już w
XVIII w., ale ludność zachowuje zwyczaje, stroje dawne, np. w okolicach
Koszalina - we wsiach Jamunt, Labus. Na początku XIX w. całe powiaty
Słupsk,
Bytów, Lębork były jeszcze kaszubskimi. W połowie tego wieku uczony
rosyjski
Hilferding w podróży po tych okolicach znalazł liczne wsie
kaszubsko-polskie.
Pod koniec XIX w. Parczewski znalazł ich znacznie mniej.
Cofanie się polskości na ziemiach nadodrzańskich i Pomorzu było
rezultatem
gwałtu, jaki Prusy zastosowały do miejscowej ludności. Obszary polskie
etnicznie wchodziły w skład państwa pruskiego, które je wynaradawiało
przemocą.
Było to takim samym bezprawiem, jak włączenie obecnie rdzennej
Wielkopolski
i utworzenie niemieckiego Warthegau. Dokonało się ono tylko w
powolniejszym
tempie.
|
Fragment broszury konspiracyjnej
Antoniego Wrzoska pt. "Śląsk"
1943, luty, Warszawa
Źródło:
Ziemie powracające.
Obraz geograficzno-gospodarczy, cz. 3:
Śląsk,
TWZW, Warszawa 1943, s. 24 - 26
III. Stosunki ludnościowe
6. Rozwój stosunków narodowościowych
Nie jest rzeczą dziwną, że tak zwana kraina przejściowa,
jaką
jest Śląsk,
przechodziła skomplikowaną ewolucję ludnościową i narodowościową. Nie
zatrzymując
się nad wielu zmianami w składzie zaludnienia Śląska, jakie zachodziły
w czasach prehistorycznych, ograniczymy się do stwierdzenia, że już w
okresie
wczesnohistorycznym żyli tutaj niewątpliwie bezpośredni przodkowie
dzisiejszego
ludu śląskiego, zaliczający się do plemion polskich, mianowicie plemię
Ślężan.
Równocześnie po drugiej stronie gór śląskich, od południowego zachodu,
zamieszkiwały pokrewne plemiona czeskie. Niezaludnione góry sudeckie
stanowiły
przegrodę między plemionami polskimi i czeskimi, i ta wyraźna granica
naturalna
przyczyniła się do wykształcenia różnic plemiennych i do spotęgowania
ich.
Można się posunąć do twierdzenia, że gdyby nie istniały Sudety, nie
byłoby
dziś dwu odrębnych, choć bliskich sobie języków i narodów, lecz Polacy
i Czesi stanowiliby jeden naród. Plemiona ich jednak były rozdzielone
szerokim
pustkowiem.
W to pustkowie zaczął się wciskać powoli od XII wieku napływowy żywioł
niemiecki, bardziej obeznany w swej ojczyźnie z warunkami życia w
górach,
bo posiadający ich nadmiar, znający wcześniej górnictwo i umiejący
stworzyć
sobie w niegościnnym górskim terenie znośne możliwości życiowe. W ten
sposób
na miejscu dawnego pustkowia powstał w Sudetach obcy klin narodowy,
który
jeszcze silniej, niż poprzednio same góry, oddzielił od siebie oba
narody
słowiańskie i pozbawił ich bezpośredniego kontaktu na długim odcinku
granicznym.
Dlatego, o ile na całym Śląsku nizinnym zachowały się polskie nazwy
miejscowe,
to jedynie w górach sudeckich przeważają niemieckie nazwy wsi, gór i
potoków.
Pozostałe części Śląska - poza Sudetami - miały nadal charakter
narodowościowy
polski, ale już od połowy XV wieku nie miał Śląsk łączności państwowej
z Polską, lecz z państwami gdzie panował język niemiecki lub inny.
Toteż
polskość zaczęła z wolna ustępować. Ustępowała zaś dwiema drogami:
naprzód
przez napływ kolonistów niemieckich na tereny spustoszone wojnami, lub
też dopiero nowo zasiedlone, oraz przez stopniowe niemczenie się
miejscowej
ludności, poddanej pod wpływy niemieckiego otoczenia. Takimi ośrodkami
niemczyzny stawały się przede wszystkim miasta, zakładane od XIII wieku
na prawie niemieckim i zasiedlanie częściowo napływowym niemieckim
elementem.
Jednakowoż jeszcze w XVIII wieku znaczne części Śląska Dolnego i
Środkowego
oraz cały Śląsk Górny były językowo polskie. Zwarty polski obszar
językowy
sięgał wówczas za zachód po Trzebnicę, Wrocław, Strzelin. Natomiast na
północnym przedpolu Bramy Morawskiej oraz w księstwie opawskim, które
odpadło
od Polski już w r. 1038, rozpowszechnił się język czeski, tak że dziś
część
Śląska leżąca na pn.-zachód od linii. Karniów-Opawa-Hulczyn-Morawska
Ostrawa
ma charakter etniczny czeski.
Po przyłączeniu Śląska do Prus (1742 r.) i zakończeniu wojny
siedmioletniej
(1763) rozpoczęła się ze strony Prus planowa akcja germanizacji Śląska.
Narzędziami germanizacji były ustawy i rozporządzenia, upośledzające
ludność
i język polski oraz silna kolonizacja. W czasie od r. 1763 do 1805
przybyło
na Śląsk ponad 100 000 osadników niemieckich. Żywioł polski ustępował z
miast coraz bardziej, utrzymywał się nieźle na wsi. Śląsk Dolny i
Środkowy
ulegał coraz więcej germanizacji, natomiast Śląsk Górny, gdzie było
mniej
miast, zachowywał nadal charakter wybitnie polski, a równolegle z
naciskami
germanizacyjnymi rosło wśród ludności poczucie narodowe.
Taki mniej więcej stan utrzymywał się do wybuchu wojny 1914 r. Ostatni
niemiecki spis ludności przed tą wojną w roku 1910 podawał dla Górnego
Śląska (rejencji opolskiej) 52,5 proc. Polaków, a ponadto 4 proc. tak
zwanych
"dwujęzycznych", których też trzeba zaliczyć do ludności polskiej.
Granica
językowa przebiegała mniej więcej wzdłuż linii łączącej miasta Prudnik
i Namysłów. Po zakończeniu tej wojny i przegranej Niemiec, ludność
Śląska
Górnego miała się sama wypowiedzieć w plebiscycie co do przyszłej
przynależności
państwowej. Plebiscyt ten nie zdał próby życia. Przeprowadzone
ostatecznie
granice były wynikiem kompromisu, nie uwzględniały konsekwentnie ani
zasad
narodowościowych, ani potrzeb gospodarczych i komunikacyjnych.
Po ustaleniu nowych granic ludność polska znalazła normalne możliwości
rozwoju tylko na tej drobnej części Górnego Śląska (4216 km kw.), która
została przyznana Polsce. Zaś rozwój gospodarczy doznał tak po jednej
jak
i drugiej stronie granicy poważnych zaburzeń, i całą gospodarkę trzeba
było sztucznie przystosowywać do zmienionych, nienaturalnych warunków.
Ludność polska w części Śląska pozostawionej przy Niemczech została
wystawiona
na wzmożony ucisk narodowościowy zaś po objęciu władzy przez hitleryzm
straciła zupełnie możliwość egzystencji.
Zajęcie Czech, wybuch drugiej wojny światowej i rozbicie Polski przez
Trzecią, Rzeszę pociągnęło wreszcie za sobą dalsze likwidowanie
polskości
na całym Śląsku drogą dobrze nam znanych, bezwzględnych posunięć. Mimo
to, jednak faktycznie utrzymuje się ona nie tylko u tych, którzy
poprzednio
byli Polakami, ale budzi się także u wielu Ślązaków zgermanizowanych,
którzy
poprzednio zapominali o swym polskim pochodzeniu.
|
Aide-mémoire
Rządu Rzeczypospolitej Polskiej
przekazane Rządom Wielkiej Brytanii
i Stanów Zjednoczonych AP
Listopad 1942
WSTĘP
Polska zainteresowana jest w całokształcie zagadnienia
Niemiec
i warunkach,
jakie powstaną w Rzeszy w wyniku zwycięstwa Zjednoczonych Narodów. Poza
tym Polska, jako jeden z najliczniejszych i najbardziej zagrożonych
sąsiadów
Niemiec, posiada swój bezpośredni kompleks zagadnień z Niemcami,
których
pomyślne dla Polski załatwienie może dopiero zabezpieczyć w trwały
sposób
jej niepodległy byt państwowy.
Postulaty, wysunięte w niniejszym aide-memoire, nie są sformułowane
wyłącznie pod kątem widzenia interesów Polski. Łączą się one jak
najściślej
z potrzebą stworzenia takich warunków politycznych, gospodarczych i
komunikacyjnych,
które by umożliwiły wprowadzenie w życie po zakończeniu wojny
konstruktywnego
planu federacji państw Europy Środkowej. Federacja ta oprze się tylko
wówczas
na trwałych podstawach, o ile bezpieczeństwo państw wchodzących w jej
skład
będzie całkowicie zapewnione i o ile federacja będzie mogła przy
bliskim
współdziałaniu ze światem anglosaskim swobodnie się rozwijać pod
względem
politycznym i gospodarczym, nie będąc uzależnioną od Niemiec przez
niekorzystny
układ stosunków. Doświadczenie bowiem wskazuje, że Niemcy - jak żadne
inne
państwo - potrafią wykorzystywać dla swych zamysłów zaborczych - za
pomocą
presji lub stwarzania utrudnień - wszelkie możliwości gospodarcze i
komunikacyjne,
nieraz nawet wbrew interesom ekonomicznym.
W obecnej fazie wojny, która przyniesie głębokie przemiany w strukturze
moralnej i materialnej narodów, nie jest możliwym dokładnie określić,
jakie
będzie powojenne oblicze Europy oraz układ sił poszczególnych państw.
Dla
ludzi przyzwyczajonych do myślenia kategoriami sprzed września 1939 r.,
niektóre postulaty wysunięte w stosunku do Niemiec mogłyby się wydawać
trudne do urzeczywistnienia. Jednak po klęsce, która wstrząśnie od
podstaw
aparatem państwowym i całym organizmem gospodarczym, społecznym i
demograficznym
Rzeszy, wiele problemów znajdzie znacznie łatwiejsze rozwiązanie.
W związku z przygotowawczymi pracami nad budową przyszłej Europy,
wydaje
się rządowi polskiemu pożądanym już obecnie w sposób poufny przedstawić
rządowi Stanów Zjednoczonych - rządowi brytyjskiemu, z szerszą wizją na
przyszłoŚć, zasięg bezpośrednich zainteresowań Polski w stosunku do
Niemiec.
Dla Polski Odra z Zalewem Szczecińskim i jej dopływami z kierunku
granicy
czeskiej stanowi naturalną linię bezpieczeństwa od strony Niemiec,
podobnie
jak Ren dla Belgii i Francji. Na wschód od linii tej położone są bazy
wypadowe
pruskie, skierowane przeciwko Polsce, a mianowicie: Prusy Wschodnie,
klin
śląski i Pomorze niemieckie.
Ten stan rzeczy winien być z punktu widzenia ogólnego bezpieczeństwa
w pełni uwzględniony przy stawarzaniu podstaw przyszłej federacji w
Europie
Środkowej, jak również, gdy w myśl postanowień Karty Atlantyckiej
[Karta
Atlantycka ogłoszona została przez prezydenta Roosevelta i premiera
Churchilla
12 VIII 1941 r.] o całkowitym rozbrojeniu Niemiec, zasady okupacji
wojskowej
Rzeszy, a zatem i zona okupacji polskiej będą przedmiotem obrad.
* * *
Traktat wersalski nie uwzględnił niezbędnych warunków
bezpieczeństwa
Polski. Połowiczne załatwienie na niekorzyść Polski spraw Gdańska i
Górnego
Śląska, pozostawienie Prus Wschodnich przy Rzeszy i niedostateczne
zabezpieczenie
od zachodu wybrzeża polskiego wytworzyły anormalną sytuację na jej
zachodniej
i północno-zachodniej granicy. Na decyzję tę mocarstw wpłynęło m.in.
szereg
przyczyn z dziedziny stosunków międzynarodowych, nie związanych
bezpośrednio
z istotnymi interesami państwa polskiego.
Skutki tego stanu rzeczy zaciążyły na całokształcie stosunków
polsko-niemieckich.
Niemcy zyskały szereg ważkich atutów politycznych, gospodarczych i
komunikacyjnych
dla swej agresywnej działalności względem państwa polskiego i
wykorzystały
je w pełni, stosownie do polityki, którą prowadziły w danej chwili.
Wysoce
niedogodna sytuacja strategiczna Polski od strony. Niemiec tragicznie
się
odbiła na losach kampanii wrześniowej 1939 r.
Wojna, którą Rzesza wywołała po raz drugi na przestrzeni dwudziestu
kilku lat, narażając ludzkość na najcięższe cierpienia, wymagać będzie
wspólnego wysiłku Zjednoczonych Narodów dla stworzenia tym razem
trwałych
podstaw pokoju w Europie. Całkowite rozbrojenie Niemiec uznane zostało
za jeden z głównych celów wojny w Karcie Atlantyckiej (Artykuł VIII)
oraz
w licznych oświadczeniach kierowniczych mężów stanu Zjednoczonych
Narodów.
Z pojęciem rozbrojenia łączy się nie tylko, zniszczenie materialnych
środków
do prowadzenia wojny oraz zakaz utrzymywania sił zbrojnych przez
Niemcy.
Zasada całkowitego rozbrojenia winna obejmować również odebranie
państwu
niemieckiemu najważniejszych baz wypadowych, których posiadanie
zapewnia
Niemcom na wypadek agresji bezwzględną przewagę strategiczną w danej
części
Europy, tym bardziej, jeśli tereny te są ośrodkami wrogiej agitacji
przeciwko
sąsiednim państwom, tworząc stałą przeszkodę do rozbrojenia moralnego.
Obszary te w posiadaniu sąsiadów Rzeszy, usposobionych pokojowo,
stworzą
dla nich korzystne warunki obrony, co przyczyni się do wzmocnienia
podstaw
zamierzonego na przyszłość międzynarodowego systemu bezpieczeństwa w
Europie.
MORZE BAŁTYCKIE
A BEZPIECZEŃSTWO EUROPY
Zasada wolności mórz potwierdzona ponownie w Karcie
Atlantyckiej (pkt.
VII) wymaga, by Bałtyk był morzem otwartym. Jest on jedyną drogą
morską,
łączącą Polskę oraz państwa, które będą z nią sfederowane, jak również
inne państwa położone w tej części Europy, z Zachodem i światowymi
szlakami
morskimi.
W ciągu drugiej połowy XIX wieku Morze Bałtyckie poczęło w szybkim
tempie zamieniać się w wewnętrzne morze niemieckie. Początek do tego
dał
Bismarck przez najazd na Danię w r. 1864 i aneksję Szlezwiku-Holsztynu,
po której dokonano przekopania Kanału Kilońskiego, idącego wewnątrz
terytorium
pruskiego. Od tej chwili Niemcy zdobyli pełną kontrolę wojs-kową Danii,
a tym samym i cieśnin duńskich. Flota wojenna Rzeszy uzyskała możność
przepływania
z jednego morza na drugie w ciągu kilku-nastu godzin.
Rezultaty tego stanu rzeczy dały się silnie odczuć w pierwszej wojnie
światowej. We wrześniu 1939 r. niemiecka kontrola nad dostępem do
Bałtyku
uniemożliwiła pomoc morską W. Brytanii dla napadniętej przez Rzeszę
Polski,
a wiosną r. 1940 pozwoliła Niemcom na błyskawiczne opanowanie Danii i
Norwegii.
W r. 1941 flota niemiecka odegrała znaczną rolę w szybkim opanowaniu
Łotwy
i Estonii, przez co pozwoliła siłom zbrojnym Rzeszy na zagrożenie
Leningradu.
Ze swych baz morskich i lot-niczych w Norwegii Niemcy podjęli próby
przecięcia
północnej drogi mors-kiej, łączącej Rosją z Zachodem via porty w
Murmańsku
i Archangielsku. Te same bazy niemieckie w Norwegii stanowić mogą punkt
wyjścia dla inwazji wybrzeży szkockich.
Wszystko to wykazuje jasno, że niemieckie władztwo nad Bałtykiem
groziłoby
zawsze w wypadku wojny podziałem Europy na dwie izolowane od siebie
części:
zachodnią i wschodnią, między którymi komunikacja mogłaby być
sparaliżowana
w zupełności.
By skutecznie zabezpieczyć wolność dróg, łączących Bałtyk z Morzem
Północnym i wykluczyć kontrolę niemiecką, konieczne jest
stworzenie
odpowiedniej obrony tych dróg. Cel ten da się jedynie osiągnąć przy
wydatnym
współdziałaniu W. Brytanii i przy poparciu Stanów Zjednoczonych.
Uregulowanie tych zagadnień winno by wyglądać w zarysach
następująco:
1) Kanał Kiloński zostałby umiędzynarodowiony, przy czym najlepszym
rozstrzygnięciem byłoby, gdyby mandat administracji i ochrony Kanału
spoczywał
w rękach W. Brytanii, przy udziale w eksploatacji handlowej tej drogi
wodnej
wszystkich państw nadbrzeżnych Bałtyku wspólnie z W. Brytanią. Po obu
stronach
Kanału winny istnieć dostatecznie szerokie strefy ochronne, wyłączone
spod
suwerenności Niemiec.
2) Cieśnina Sund musiałaby być pogłębiona tak, żeby największe okręty
wojenne mogły przez nią przepływać.
3) Na wyspach Morza Północnego, położonych w pobliżu wybrzeża
niemieckiego,
zwłaszcza przy ujściu Łaby (Elbe) winny powstać ufor-tyfikowane
brytyjskie,
względnie brytyjskie i amerykańskie bazy mors-kie i lotnicze, a na
wyspach
zachodniej części Morza Bałtyckiego bazy brytyjskie i polskie. (Dla
Polski
są szczególnie ważne Rugia, Fehmarn i Bornholm). Północno-wschodnia
część
Morza Bałtyckiego pozostała-by z natury rzeczy głównie pod kontrolą
tamtejszych
przybrzeżnych państw.
PRUSY WSCHODNIE I GDAŃSK
Najdalej na wschód wysuniętą bazą wypadową niemiecką są
Prusy
Wschodnie.
Tworzą one sztucznie wyhodowaną enklawę w obcym terytorium etnicznym.
Dla umysłowości niemieckiej stanowią one zachętę do nowych zaborów.
Wszelkie koncepcje podziału Polski od czasów Fryderyka Wielkiego aż po
dziś dzień łączą się z zagadnieniem Prus Wschodnich i Gdańska.
Stałe dążenie Niemiec do terytorialnego połączenia Prus Wschodnich
z klinem śląskim po przekątnej (oś Królewiec-Opole) przejawiło się w
naszej
dobie przez inkorporowanie do Rzeszy po wrześniu 1939 r. ziem
zachodnich
i dużej części ziem centralnej Polski, dając tym samym wąskiej enklawie
pruskiej zaplecze. Tendencja rozszerzania Prus Wschodnich wyraziła się
w przyłączeniu do prowincji w ostatnim czasie dodatkowo okręgu
białostockiego.
* * *
Z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie z Gdańskiem stały się
klasyczną
place d'armes, punkt wyjścia dla operacji flankowych mających na celu:
1) odcięcie Polski od Morza Bałtyckiego i przerwanie w ten. sposób
jej morskiej komunikacji z Zachodem,
2) zagrożenie stolicy kraju Warszawy, odległej od granicy Prus
Wschodnich
w prostej linii zaledwie o 75 mil,
3) oskrzydlenie armii polskich w Polsce zachodniej i środkowej, przez
uderzenie w kierunku południowo-wschodnim i wschodnim ku Brześciowi
n/B.
i Wilnu, i przedostanie się w ten sposób do wschodniej części Polski.
Prusy Wschodnie służyły już Rzeszy Hohenzollernów do przygotowania
głównego natarcia na Rosję w 1914 r. Stąd też operował niemiecki korpus
bałtycki przeciw Rosji Sowieckiej po r. 1918. Kiedy w wyniku
postanowień
traktatu wersalskiego armia niemiecka została rozwiązana, liczne tajne
oddziały niemieckie (Freikorps, Schwarze Reichswehr) zostały w tej
prowincji
rozkwaterowane po wielkich majątkach ziemskich, gdzie jako bataliony
pracy
ukrywały się przed komisjami alianckimi. Na kilka lat przed dojściem
Hitlera
do władzy rozbudowano jeszcze bardziej w Prusach Wschod-nich
fortyfikacje
od dawna tam istniejące (ośrodkiem ich był tzw. trójkąt lidzbarski -
Heilsberg).
Z chwilą zerwania przez Hitlera postanowień militarnych traktatu
wersalskiego,
w Prusach Wschodnich utworzony został najsilniejszy korpus w Niemczech
(I Armee Korps), którego dowódcą był późniejszy feldmarszałek. von
Brauchitsch.
Korpus ten utrzymywany był stale na stopie wojennej. Prowa-dzono nadal
wytężone prace fortyfikacyjne i przygotowawcze do wojny.
We wrześniu 1939 r. z prowincji tej wyszło niemieckie uderzenie na
skrzydło i tyły sił polskich, walczących frontem na zachód. Uderzenie
to,
wraz z działaniem niemieckim ze Słowacji, spełniło rolę kleszczy, które
objęły od razu całą głębokość terenu Polski, co w rezultacie zapewniło
Niemcom uzyskanie szybkiego rozstrzygnięcia.
Operująca z Prus Wschodnich niemiecka armia powietrzna Nr 1 miała nad
wyraz ułatwione zadanie. Posiadanie tak bliskich baz pozwalało wykonać
każdemu samolotowi po kilka wypraw w jednym dniu.
Zatem z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie i Gdańsk, które
w ręku niemieckim są stałą groźbą dla niepodległości Polski i podboju
Europy,
winny być przyłączone do Polski.
* * *
Potrzeby gospodarcze i komunikacyjne Polski, jak również całego zespołu
krajów sąsiedzkich, tak samo za tym przemawiają.
Polska, która w chwili wybuchu wojny miała przeszło 150 tys. mil
kwad-ratowych
obszaru z ludnością przekraczającą 35 milionów - należała więc do
największych
państw w Europie - posiadała zaledwie około 90 mil wybrzeża morskiego.
Dla porównania zaznaczyć należy, że długość wybrzeża morskiego Niemiec
wynosiła prawie 1100 mil. W tych warunkach polskie wybrzeże morskie
zarówno
pod względem militarnym, jak komunikacyjnym i gospodarczym, nie
odpowiadało
zgoła potrzebom państwa polskiego. Obrót obu portów: Gdyni i Gdańska
rósł
w niesłychanie szybkim tempie. Przeładunek w Gdyni, który wynosił w r.
1928 - 1958000, doszedł w r. 1938 do 9174000 ton. Przeładunek Gdańska,
rozbudowanego i zmodernizowanego przy wydatnym udziale Polski, podniósł
się z 2112000 ton w roku 1913 do 7127000 w r. 1938. Już w r. 1936 ponad
75% całego handlu zagranicznego Polski szło przez oba porty.
Po wojnie przez porty polskie będzie szła znaczna część obrotu
towaro-wego
nie tylko Polski, ale i całej projektowanej federacji
środkowoeuropejs-kiej.
Gdynia i Gdańsk na to nie wystarczą. Jeśli kraje położone w obszarze
między
Niemcami a Rosją mają utrzymywać swoją istotną niepodległość
ekonomiczną,
muszą one mieć zabezpieczony, znacznie szerszy niż dotychczas, a
zupełnie
niezależny od kontroli niemieckiej - dostęp do Morza Bałtyckiego.
Wskutek odcięcia od swego naturalnego zaplecza polskiego, Prusy
Wscho-dnie
stanowią obszar pod względem gospodarczym bierny, deficytowy i nie
mający
żadnych widoków rozwoju. Wysiłki rządowe w postaci znacznych subsydiów
i prób uprzemysłowienia kraju, zwłaszcza w okresie sztucznej
koniunktury
wytwarzanej po r. 1933, nie zmieniły tego stanu rzeczy. Pociąg-nięcia
rządu
hitlerowskiego, do których zaliczyć należy szumnie reklamowane doroczne
targi królewieckie, które poza propagandą nie przynosiły żadnych
gospodarczych
korzyści z punktu widzenia handlu zagranicznego, były w zna-cznej
mierze
obliczone na podtrzymanie ducha tej prowincji do czasu zrealizowania
zaborczych
planów III Rzeszy.
Zła sytuacja tej dzielnicy była przyczyną stałego odpływu ludności
do środkowych i zachodnich Niemiec. Mimo wszystkich zarządzeń
zapobiegaw-czych,
odpłynęło z Prus Wschodnich od r. 1840 do r. 1939 przeszło 1100000
ludzi.
W osiemnastu powiatach na trzydzieści jeden odpływ ludności był tak
znaczny,
że nastąpił nawet spadek absolutnej liczby mieszkańców.
Gospodarka Prus Wschodnich zostanie oparta na zdrowych podstawach przez
zespolenie tej prowincji z Polską, która będzie w możności wykorzystać
jej położenie nadmorskie. Prusy Wschodnie zyskają również przez napływ
ludności rolniczej z przeludnionych części Polski.
* * *
Historycznie biorąc, Prusy Wschodnie były jak gdyby kolonią,
eksploatowaną
przez niemiecki Zakon Krzyżacki, który sprowadzony w XIII w. przez
księcia
Konrada Mazowieckiego dla krzewienia chrześcijaństwa, rozwinął całą
swoją
zaborczość, tępiąc bezwzględnie ludność miejscową oraz zagrażając
Polsce
i Litwie. Na podłożu tradycji Zakonu, książęta brandenburscy z domu
Hohenzollernów
walczyli w następstwie intrygą i podstępem o pozbawienie Polski jej
praw
do tego kraju. Po rozbiorach Polski prowincja ta stała się ośrodkiem
"ducha
pruskiego".
Zarówno niemiecki Zakon Krzyżowy, jak i książęta niemieccy, a później
królowie pruscy, systematycznie przeprowadzali germanizację ludności.
Udało
im się tego dokonać w szerszych rozmiarach na obszarach zamieszkanych
przez
litewskie plemię Prusów, natomiast w południowej części prowincji
ludność
polska, stanowiąca większość mieszkańców, zachowała swą mowę i obyczaje
ojczyste po dzień dzisiejszy.
Wpływ kultury polskiej był bardzo znaczny w całych Prusach Wsch.,
istniały
tu liczne szkoły polskie, wychodziły polskie książki i czasopisma. Od
XIX
w. począwszy nastąpiło coraz bezwzględniejsze tępienie życia
gospodarczego
i kulturalnego Polaków. Zamknięto wszystkie szkoły polskie, za-broniono
nauki języka, systematycznie niszczono polskie warsztaty kierownicze i
centra intelektualne. Mimo to urzędowy spis ludności dokonany przez
władze
pruskie w r. 1910 wykazał, że całe południe tej prowincji zamieszkane
jest
w większości przez ludność polską. Włączenie jej do Polski wykaże
dopiero
nie-niemieckie oblicze znacznej jej części.
Dodać należy, że w północno-wschodniej części Prus Wschodnich znajdują
się do tej pory skupienia ludności litewskiej.
Oblicza etnicznego Prus Wschodnich ujawnić nie może oczywiście po tylu
latach ucisku żaden plebiscyt. Plebiscyt odbyty w południowej części
tej
prowincji w r. 1920 nie mógł oddać rzeczywistej woli ludności. Odbył
się
on poza tym w chwili, gdy wojska sowieckie zbliżyły się do Warszawy
[plebiscyt
na Warmii i Mazurach odbył się II VII 1920 r.]. Nadto średnia i niższa
administracja niemiecka, a więc ta, która ma kontakt z ludnością,
pozostała
w rękach niemieckich; ludność terytorium plebis-cytowego terroryzowana
była przez bojówki tajnych organizacji, jak Schwarze Reichswehr, z
drugiej
zaś strony działał bezwzględny nacisk gospodarczy junkrów i pracodawców
niemieckich.
Po głębokich wstrząsach i przesunięciach ludności, jakie spowodował
hitlerowski nowy ład, po deportacjach i masakrach, nie będzie żadnej
moralnej
ani politycznej podstawy dla przeprowadzenia plebiscytu w tej części
Europy.
* * *
Łącznie z Prusami Wschodnimi wcielony winien być również do Polski --
Gdańsk.
Jako wolne miasto nie spełnił on swojej roli, stając się tylko
odskocznią
dla mącenia stosunków polsko-niemieckich i podważania przez Niemców
instytucji
międzynarodowych. Na terenie wolnego miasta rozwijała się działalność
piątej
kolumny i szpiegostwa niemieckiego. Dzisiejsi gauleiterzy Polski
okupowanej,
Greiser i Forster, zaprawiali się w Gdańsku do przyszłych swych zadań.
Militaryzacja Gdańska, dokonywana wbrew postanowieniom układów
międzynarodowych,
przeprowadzona była z bazy wschodniopruskiej.
Wolne Miasto Gdańsk mimo olbrzymich korzyści, jakie wypływały dla niego
z polskiego handlu zagranicznego, dzięki czemu mogło powrócić do
dawnego
rozkwitu - sabotowało pod dyktandem Berlina porozumienia gospodarcze z
Polską, gwałcąc jej prawa ustalone w traktacie pokoju oraz w szeregu
konwencji.
Polscy przemysłowcy, kupcy i rzemieślnicy nie byli dopuszczani do
osiedlenia.
Miejscowa ludność polska narażona była na ustawiczne szykany.
Uniemożliwiano
Polakom wykonywanie ich zawodów, pozbawiano ich pracy, nie dopuszczano
do zakładania nowych placówek gospodarczych. Życie kulturalne Polski
było
systematycznie gnębione.
W rezultacie Gdańsk hamował raczej, niż ułatwiał dostęp
Polski
do morza i korkował ujście jej głównej arterii wodnej - Wisły.
Kwestia Gdańska miała w stosunkach międzynarodowych znaczenie tylko
w związku z zagadnieniem Prus Wschodnich. W wyniku wcielenia tej
prowincji
do Polski zniknie automatycznie ten problem.
ŚLĄSK OPOLSKI
Poza Zagłębiem Ruhry Śląsk jest drugim głównym ośrodkiem
niemieckiego
przemysłu wojennego. Rola przemysłu śląskiego – „jednej z największych
kuźni broni wielkoniemieckiej Rzeszy" - jak powiedział gauleiter Bracht
20 kwietnia 1941 roku, posiada tym większe znaczenie w obecnym
konflikcie,
iż przemysł ten przez swoje odległe położenie jak dotąd znajdował się
poza
strefą operacyjną RAF [Royal Air Force - -Królewskie Siły Powietrzne].
Tej sytuacji nie przewidziano w Wersalu, odstępując od pierwotnego
projektu konferencji pokojowej przyznania Polsce całego śląskiego
basenu
przemysłowego.
Warto przypomnieć, że w ciągu niespełna 80 lat (1864 -1942) Niemcy
dokonały (licząc podbój Austrii i Czechosłowacji) siedem niewątpliwych
agresji militarnych, wywołując przy tym dwie wojny światowe.
Po tych doświadczeniach nie może pozostać przy Niemczech w przyszłych
rozwiązaniach terytorialnych Śląsk Opolski z jego ważną częścią
przemysłową.
Pomijając nawet wszelkie inne względy dobro ogólne wymaga, by obszar
ten włączony został do państwa polskiego.
***
Śląsk niemiecki (okręg opolski Górnego Śląska - Oppeln, oraz Śląsk
Dolny)
jest niezwykle ważną bazą wypadową dla działań militarnych o
charakterze
ofensywnym. Stanowi on rodzaj klina wrzynającego się na znacznej
przestrzeni
między Polskę a Czechosłowację. Klin ten, idący od północnego zachodu
ku
południowemu wschodowi, ma 185 mil długości, przeciętnie około 75 mil
szerokości.
Wojny o ugruntowanie potęgi Prus kosztem Austrii, a pośrednio Polski,
prowadzone przez Fryderyka Wielkiego, rozgrywały się na tych ziemiach.
W kampanii pruskiej przeciwko Austrii w r. 1866, zakończonej Sadową,
główne
uderzenie wyszło od klina śląskiego na równinę czeską. Klin ten stanowi
niebezpieczeństwo dla polskiego zagłębia węglowego i przemysło-wego,
paraliżując
możność skutecznej kooperacji wojskowej polsko-czecho-słowackiej.
Między południowo-wschodnim jego krańcem a granicą Austrii odległość
jest stosunkowo nieznaczna. Jest to tak zwana Brama Morawska - pas
pagórkowatych
nizin oddzielających Sudety czeskie od zachodnich krańców Karpat. Nie
przesądzając,
jaki będzie przyszły los Austrii i czy niebezpieczeńs-two z jej strony
zostanie w sposób trwały usunięte, należy mieć zawsze na uwadze, że
atak
niemiecki od strony Śląska i granicy austriackiej grozić może szybkim
odcięciem
Czech od Słowacji i Polski.
Z klina śląskiego prowadzili Niemcy swe operacje militarne, zajmując
wiosną 1939 r. Czechy. Na jesieni tego roku wyruszyło stamtąd główne
natarcie
ku centrum Polski, prowadzone przez armie generałów von Reichenau i
Blaskowitz.
Na skutek tego uderzenia, polski okręg przemysłowy położony na samej
granicy
już od pierwszego dnia wojny był zagrożony przez niemieckie siły
zbrojne.
Z militarnego punktu widzenia tylko znaczne skrócenie i zwężenie klina
śląskiego zapewnić może należyte terytorialne zwarcie Polski i
Czechosłowacji
oraz ich wzajemne bezpieczeństwo na wypadek wojny.
* * *
Pod względem etnicznym klin śląski był od szeregu stuleci ziemią w
większości
swego obszaru polską.
Pomimo akcji germanizacyjnej język polski utrzymał się w wielu
okolicach
części środkowej Śląska, a południowy jego wschód, Opolszczyzna,
posiada
po dziś dzień ludność w znacznej większości polską.
W drugiej połowie XIX wieku, mimo ucisku władz pruskich i gospodarczej
zależności ludności robotniczej od "pruskich baronów węglowych",
zaczęło
się tu odrodzenie ducha narodowego i kultury polskiej. Wyraziło się to
między innymi w wysyłaniu posłów narodowości polskiej z Górnego Śląska
do Parlamentu Rzeszy i do Sejmu pruskiego.
Toteż słuszne były postulaty zawarte w pierwszej wersji traktatu
wersalskiego,
przedłożonej delegacji niemieckiej w maju r. 1919, żądające
przydzielenia
Polsce całego niemal Śląska Górnego, łącznie ze Śląskiem Opolskim.
Decyzja
ta państw alianckich uległa później zmianie i na Górnym Śląsku
zarządzono
plebiscyt.
Plebiscyt odbyty 20 marca 1921 r. nie odzwierciedlił w należytej mierze
etnicznego oblicza Górnego Śląska, ponieważ nie istniały warunki
swobod-nego
wypowiedzenia się ludności. Wywierała na nią nacisk pozostała na
miejscu
średnia i niższa administracja niemiecka, jak również duża część kleru
katolickiego przynależna do partii centrowej. Robotnik polski był
skrępowany
zależnością od pracodawców niemieckich. Bojówki niemieckie wywierały
terror.
Wynik plebiscytu sfałszowany został ostatecznie przez fakt udziału w
głosowaniu
blisko 200000 przybyłych z Rzeszy osób, związanych z tą prowincją tylko
faktem urodzenia. Byli to przeważnie potomkowie pruskich urzędników,
nauczycieli
i funkcjonariuszy różnych, którzy przejściowo tylko pełnili służbę na
Górnym
Śląsku i często już na wiele lat przed wojną przenieśli się w inne
okolice
Rzeszy.
Wreszcie brak jednolitości poglądów między mocarstwami
zachodnimi
również i w sprawie śląskiej miał skutki korzystne dla Niemców.
Należy zaznaczyć, że części Śląska przyłączone do Polski zlały się
z Rzecząpospolitą niezwykle szybko, pozbywając się samorzutnie
naleciałości
narzuconych przez długi okres prześladowań i germanizacji.
* * *
Śląsk Opolski gospodarczo ciąży na wschód. W tej części
rolniczej
stanowi on strukturalną jedność z sąsiednimi obszarami wiejskimi
państwa
polskiego.
Część zaś przemysłowa, kopalnie i huty żelaza, stanowią niezaprzeczalną
całość z polskim zagłębiem przemysłowym, którego ośrodkami są Katowice,
Sosnowiec i Kraków.
Z 43,3 miliona ton węgla, produkowanych rocznie przed rokiem 1914 na
terenie ówczesnego śląskiego okręgu przemysłowego, tylko 12,5 miliona
ton
szło w głąb Rzeszy, a przeszło 25 milionów ton znajdowało zbyt na
obszarach,
które po r. 1918 weszły w obręb państwa polskiego. Zapotrzebowanie
drzewa
dla górnictwa pokrywały wówczas (rok 1913) w 80 mniej więcej procentach
te same ziemie polskie.
Niemieckie czynniki gospodarcze zawsze zdawały sobie dobrze sprawę
z tej łączności Śląska z polskim obszarem gospodarczym, czego dowodem
między
innymi stwierdzenie tej prawdy w "Handbuch des Oberschlesischen
lndustriebezirkes",
wydanym w r. 1913, a przede wszystkim szereg kolejnych memoriałów,
przedłożonych
w toku pierwszej wojny światowej cywilnym i wojskowym władzom naczelnym
Rzeszy przez niemieckie koła gospodarcze. W memoriałach tych domagano
się
takiego rozwiązania sprawy polskiej, aby z Górnym Śląskiem zostały
koniecznie
związane gospodarcze terytoria polskie, które mogłyby mu dostarczać
dobrych
i ze względu na cenę frachtów bardzo tanich rud i materiału drzewnego,
i stanowić naturalne, wprost niezastąpione pola zbytu. Produkcja bowiem
surówki żelaza, jak i stali, a również i innych wyrobów hutniczych
Górnego
Śląska, stała w tyle za rozwojem ogólnoeuropejskim, a szczególnie za
rozwojem
Rzeszy Niemieckiej. Produkcja surówki, która wynosiła 381318 ton w 1913
r., nie osiągnęła poziomu przedwojennego nawet w rekordowym r. 1928,
kiedy
wyprodukowano na Śląsku niemieckim 247755 ton. W następnych latach
produkcja
spadła jeszcze bardziej, ponieważ Śląsk niemiecki nie może rywalizować
z lepiej położonym przemysłem Zagłębia Ruhry. W r. 1932 wygasły wielkie
piece. W latach poprzedzających bezpośrednio obecną wojnę powiększyła
się
znacznie produkcja węgla i żelaza niemieckiego Śląska, ale było to
głównie
na skutek dozbrajania Niemiec.-
W początku r. 1941 Niemcy podzielili Śląsk na dwie prowincje: Gau
Niederschlesien
z Wrocławiem jako stolicą i Gau Oberschlesien z Katowicami. Prowincja
Oberschlesien
obejmuje byłą rejencję opolską, województwo śląskie, okręg Dąbrowy
Górniczej
oraz granicznej strefy województwa krakowskiego, a mianowicie Jaworzno,
Chrzanów, Białą i Żywiec.
Z wywodów samego gauleitera śląskiego Brachta, wygłoszonych na temat
"planu czteroletniego" w dniu 20 kwietnia 1941 r., wynika, że przemysł
górnośląski wyraźnie ciąży nad bilansem gospodarczym Rzeszy. Zdaniem
Brachta
"podtrzymanie i rozwój tego przemysłu jest jednak konieczne ze względu
na niemiecką rację stanu", to znaczy z przyczyn związanych z ekspansją
zaborczą.
Pozostanie Śląska Opolskiego przy Niemczech byłoby tedy w sprzeczności
z tendencjami, które niewątpliwie będą dominowały po wojnie, to jest,
aby
produkcje oprzeć o najnaturalniejsze warunki i elementy gospodarcze,
które
istnieją dla tego obszaru tylko w połączeniu z Polską.
* * *
Pozostaje zagadnienie biegu zachodniej granicy państwa polskiego. W
związku
z tym należy uwzględnić następujące okoliczności.
Dotychczasowa. granica polsko-niemiecka z okresu przed zajęciem
Czechosłowacji
miała 1263 mile długości. Porównawczo warto wspomnieć, że długość
granicy
francusko-niemieckiej wynosiła 215 mil, z czego połowa przypada na
naturalną
zaporę, jaką stanowią wody Renu.
Polskie porty morskie, największe ośrodki handlu zamorskiego na
Bałtyku,
których znaczenie poważnie wzrośnie w przyszłości, przylegają do
Pomorza
pruskiego, które zagraża wybrzeżu polskiemu, wrzynają się klinem od
zachodu.
Uniemożliwienie Niemcom wyzyskania Pomorza pruskiego, jako terenu
koncentracji
i jako bazy wyjściowej do uderzenia na dolną Wisłę i porty polskie od
zachodu,
staje się zatem koniecznością. Dla Polski Pomorze pruskie z Zalewem
Szczecińskim
posiada niezmiernie ważne znaczenie strategiczne, stanowiąc obszar
obronny
od strony Niemiec. Z tych też względów dolny bieg Odry we wstępnych
uwagach
aide-memoire określono jako natural-ną linię bezpieczeństwa Polski i
federacji
środkowoeuropejskiej.
Nie wyczerpując więc w niniejszym aide-memoire całokształtu zagadnienia
zachodniej granicy Polski, ograniczamy się do stwierdzenia, że granica
ta winna być wyprostowana i skrócona przez dokonanie niezbędnych
przesunięć
na zachód, uwzględniających bezpieczeństwo państwa polskiego.
ZAGADNIENIE LUDNOŚCI NIEMIECKIEJ
Szereg czynników wpłynie korzystnie na rozwiązanie
problemu
ludności
niemieckiej na terytoriach, które zostaną przyłączone do państwa
polskiego.
Na wschodnich obszarach Rzeszy odbywa się, począwszy od ostatnich
dziesiątków
lat ubiegłego stulecia, odpływ ludności niemieckiej, szczególnie
wiejskiej.
Ten pęd demograficzny ze wschodu na zachód nie został powstrzymany,
mimo
szeregu drastycznych środków przedsięwziętych zwłaszcza w ostatnich
latach
przez rząd niemiecki, jak: subsydia, wprowadzenie zagrody dziedzicznej,
próby uprzemysłowienia Prus Wschodnich, presja organów
administracyjnych
i partyjnych.
Odpływ ludności daje się zauważyć w dalszym ciągu zwłaszcza w Prusach
Wschodnich, na Śląsku oraz w regencji koszalińskiej. Potwierdzają to
m.in.
wiadomości przenikające do prasy niemieckiej na temat wyniku spisu
ludności
z 1939 r.
Ze zjawiskiem tym wiąże się ściśle brak robotników rolnych na wschodzie
Rzeszy. Przed wojną 1914 r. rolnictwo niemieckie dla utrzymania
średnich
warsztatów na odpowiednim poziomie zmuszone było sprowadzać do 400
tysięcy
robotników sezonowych z części Polski, znajdujących się wówczas pod
zaborem
rosyjskim, wzgl. austriackim. W okresie powersalskim aż do wybuchu
wojny,
rządy niemieckie stale zabiegały o robotników sezonowych z Polski dla
wschodnich
obszarów Rzeszy, i to nawet w epoce kryzysu gospodarczego, gdy
bezrobocie
przyjmowało w przemyśle niemieckiem szerokie rozmiary. Zatrudniano ich
nie tylko w wielkich, lecz nawet i w drobnych gospodarstwach rolnych.
Zależność
rolnictwa niemieckiego w prowincjach wschodnich od rąk roboczych z
Polski
wystąpiła jeszcze jaskrawiej na tle wojennych trudności gospodarczych
niemieckich,
gdy Rzesza przystąpiła do przymusowego przenoszenia z Polski setek
tysięcy
robotników. Liczne ich rzesze rozmieszczone są dziś gęsto w prowincjach
wschodnich, tworząc na warsztatach rolnych polskie ośrodki.
Rdzenna ludność obszarów wschodnich Rzeszy jest pochodzenia
słowiańskiego
i została na skutek podbojów niemieckich poddana systematycznej
germanizacji.
Prusy wprowadziły do swych praktyk administracyjnych cały
skom-plikowany
system, zmierzający do wynaradawiania miejscowej ludności pol-skiej.
Mimo
to ludność autochtoniczna, zwłaszcza w okręgach wiejskich, nie
zatraciła
swych cech narodowych i można się liczyć z tym, że spora jej część,
która
poczęła używać języka niemieckiego od niedawna, powróci samorzutnie do
narodowości polskiej. Procesowi temu sprzyjać będzie niewątpliwie
wstrząs
psychiczny, jakim zwłaszcza dla całych wschodnich obszarów Rzeszy
będzie
jej załamanie się militarne wraz z wszystkimi tego następstwami.
Co się tyczy ludności rzeczywiście niemieckiej, bardzo duża jej część
oddali się z odnośnych terytoriów z własnej woli, zwłaszcza w pierwszym
okresie po ustaniu działań wojennych. Przypomnieć tu należy, że z
zachodnich
prowincji polskich, które po pierwszej wojnie światowej zwrócone
zostały
Polsce, odpłynęła w głąb Rzeszy - bez żadnego nacisku z polskiej strony
- fala kilkuset tysięcy Niemców, stanowiąca większość tamtejszej
niemieckiej
ludności.
W związku z zagadnieniem populacyjnym ważne jest ustalenie poglądu
na sprawy wysiedlania ludności niemieckiej, jako środka mającego na
celu
zabezpieczenie państwa od działalności dywersyjnej i wyeliminowanie ze
stosunków międzynarodowych stałych możliwości tarć na skutek akcji
mniej-szości
niemieckiej.
Koncepcje wysiedlania przymusowego ludności zrodziły się w Niemczech
przed przyjściem do władzy Hitlera. Znanym jest plan sztabu generalnego
niemieckiego z ubiegłej wojny, aprobowany na piśmie przez marszałka
Hindenburga,
o wysiedleniu ludności polskiej z szerokiego pasa położonego między b.
dzielnicą pruską a Królestwem Kongresowym. Projekt ten miał na celu
stworzenie
zapory niemieckiej, oddzielającej ziemie pod władaniem Prus od reszty
Polski.
Klęska Niemiec unicestwiła te zamierzenia. Metody wysiedlania,
stosowane
obecnie przez rząd hitlerowski na ziemiach polskich, są zbyt dobrze
znane,
by wymagały tutaj dłuższego omówienia. Przymusowe wysied-lania nie
ograniczają
się wyłącznie do Polaków i są stosowane również w szerokich bardzo
rozmiarach
do innych narodowości. Zostały one przez ogół społeczeństwa
niemieckiego
przyjęte bez najmniejszego sprzeciwu, jako metoda polityczna,
zmierzająca
celowo do realizacji nowego ładu w Europie. Społeczeństwo niemieckie,
bez
różnicy zapatrywań, wydatnie współdziała z rządem przy przejmowaniu
mienia
prywatnego, pozostałego po wysied-lonych.
Praktyki wysiedleńcze niemieckie nie ograniczają się atoli wyłącznie
do obcych narodowości. Zostały one również wprowadzone w życie w
stosunku
do własnych obywateli. Porozumienie niemiecko-włoskie co do granicy na
Brennerze z r. 1938 przewidywało przymusowe przesiedlenie do Rzeszy
Niemców,
zamieszkałych w zwartej masie w południowym Tyrolu włoskim. Jeszcze w
okresie
pokoju przystąpiono do wykonania tego porozumienia.
Układy niemiecko-sowieckie, zawarte po pakcie nieagresji
niemiecko-sowieckim
z dnia 23 sierpnia 1939 r., obejmowały ewakuację Niemców z państw
bałtyckich,
z Besarabii, z Bukowiny i ze wschodnich części Polski.
Fakty te doprowadzają do stwierdzenia, że metoda wysiedlania została
usankcjonowana w stosunku do samych Niemców. Nie byłoby zatem ani
słuszne,
ani celowe, mieć jakiekolwiek wątpliwości co do przenoszenia ludności
niemieckiej
w wypadkach, gdy wyższe względy związane ze stabilizacją pokojowych
warunków
w Europie tego wymagają.
Niezależnie od dobrowolnego odpływu Niemców z ziem, które zostaną
przejęte
przez Polskę, konieczne będzie przeprowadzenie transferu ludności
niemieckiej
do Niemiec. Transfer ten w pewnym zakresie będzie mógł mieć charakter
wymiany
ludności, równocześnie bowiem winna powrócić do Polski ludność polska,
głównie robotnicza, zamieszkała już przed wojną w Niem-czech zachodnich
i środkowych.
Londyn, listopad 1942 r.
|
Dwieście
lat prusactwa na Śląsku
Najbardziej
znany na świecie medyczny opis
skutków panowania Niemców na Śląsku
autorstwa Rudolfa Virchowa
|
miesięcznik
"Świat Konsumenta"
Nr 3
(64) marzec 2007
(Strona
Hałata)
MĘDRCY I MĄDRALE
W 25. roku życia Rudolf Virchow
pochodzący z niezamożnej rolniczej rodziny
ze Świdwina miał już za sobą szkołę średnią w Koszalinie i studia
medyczne
w berlińskiej akademii wojskowej, które ukończył dzięki stypendium.
Miał
też za sobą odkrycie fibrynogenu, białaczki, uwarunkowań zakrzepicy,
zatorów
płuc, a także odrzucenie przetrwałego od czasów Galena (II w. n. e.)
dogmatu
o humoralnej teorii chorób, gdzie „dyskrazja” czyli zaburzenie
równowagi
wymyślonych przez Hipokratesa (V w. p. n. e.) humorów - soków
ustrojowych
(krew, flegma, żółć żółta i do dzisiaj nieodkryta „żółć czarna”) miało
decydować o psychicznym i fizycznym zdrowiu człowieka. Virchowowi
medycyna
zawdzięcza ustalenie prawdziwej natury wydzieliny ropnej, komórek
martwiczych,
mięsaków, zawałów czerwonych, amyloidu, włośnicy, bąblowicy, mięśniaków
macicy, Odkrył i nazwał glej, tkankę podporową komórek nerwowych i
wywodzące
się z niej guzy – glejaki. Stworzył takie podstawowe pojęcia jak
przerost
i niedokrwienie, nadał nazwy wielu często występującym guzom
nowotworowym,
jako pierwszy opisał układowe choroby grzybicze oraz dwa aminokwasy –
leucynę
i tyrozynę. Większość tych osiągnięć była możliwa dzięki mądremu
korzystaniu
z coraz to bardziej ulepszanego narzędzia badawczego -
mikroskopu.
Obowiązkiem studentów Virchowa było „myśleć mikroskopowo”. Jako twórca
patologii komórkowej propagował twierdzenie, które wcześniej ukuł
François
Vincent Raspail: OMNIS CELLULA E CELLULA - wszelka żywa komórka
pochodzi
z poprzedzającej ją komórki. I to był podstawowy błąd wielkiego
badacza.
Nie uznawał drobnoustrojów za przyczynę chorób. Nawet pomimo odkrycia
przez
podległego mu Ottona Obermeiera widocznych pod mikroskopem
poruszających
się krętków w krwi chorych na dur powrotny. Niepodważalny autorytet
Virchowa
na dziesiątki lat sparaliżował wysiłki pionierów mikrobiologii (Ludwik
Pasteur, Robert Koch) dowodzących, że choroby zaraźliwe są skutkiem
działania
zarazków, a krytyka postulowanego przez Ignacego Semmelweisa znaczenia
mycia rąk dla zapobiegania zakażeniom szpitalnym, kosztowała życie
niejednego
pacjenta.
Cztery lata po ukończeniu
medycyny, od 22. lutego do 8. marca 1848r.
dr Virchow wizytował Racibórz, Rybnik, Radlin, Wodzisław Śląski, Żory,
Pszczynę i Gliwice. Na Górny Śląsk przybył jako konsultant rządu do
spraw
szerzącej się tam epidemii duru. Obszerną relację przedstawił w postaci
raportu p. t. Mittheilungen über die in Oberschlesien
herrschende
Typhus-Epidemie opublikowanego w Archiv für pathologische Anatomie und
Physiologie und für klinische Medizin 2 (1849), 143-322. Odnosząc się
do
społecznych uwarunkowań epidemii Rudolf Virchow tak opisuje Śląsk w
połowie
XIX: „Cały Górny Śląsk jest polski. Jak tylko przekroczy się Stobrawę
porozumienie
z ludnością wsi i uboższymi mieszkańcami miast jest niemożliwe dla osób
nie znających biegle języka polskiego i tylko tłumacze mogą zapewnić
ograniczoną
pomoc. Ta sytuacja ogólnie przeważa na prawym brzegu Odry. Na lewym
brzegu
są porozrzucane liczne elementy niemieckie.” Dalej Virchow przytacza
fałszywą
teorię zaprzeczającą korzeniom Prasłowian
nad Odrą, aby przyznać, że pomimo 700 lat od oddzielenia Śląska od
Polski
ludność tego regionu jest zupełnie podobna do zamieszkującej obszar
dolnej
Wisły. „Wszędzie widzimy twarze o miłym wyglądzie, bardzo jasną
karnację,
niebieskie oczy i włosy blond; do utraty tej urody dochodzi już w
młodym
wieku z powodu zmartwień i brudu, ale łatwo ją zauważyć u dzieci o
rzadko
spotykanym wdzięku”. Potem już następują druzgoczące opisy:
„Górnoślązacy
w ogóle wcale się nie myją, ale czekają, aż opatrzność za pomocą
ulewnego
deszczu od czasu do czasu uwolni ich ciała od skorupy brudu na nich
osadzonej.
Robactwo wszelkiego rodzaju, zwłaszcza wszy stale goszczą na ich
ciałach.
Tak samo wielkie jak ten brud jest lenistwo tych ludzi, ich niechęć do
wysiłku umysłowego i fizycznego, ich wszechogarniająca skłonność do
bezczynności
lub raczej wylegiwania się, co w połączeniu z kompletnie psią
służalczością,
jest tak odrażające dla każdego wolnego człowiek przywykłego do pracy,
że czuje się raczej obrzydzenie niż współczucie. Górnoślązacy
przypisują
swoją awersję do pracy czasem osłabieniu ludzi przez złe odżywianie, a
czasem narodowej tendencji do bezczynności. Pierwszy z tych poglądów
jest
po części poprawny, chociaż nie do tego stopnia i nie wyłącznie, aby
mógł
wytłumaczyć cały obraz jako następstwo tylko tego czynnika. Jeśli
chodzi
o drugi pogląd, byłoby krzyczącą niesprawiedliwością upatrywać
rzeczywistą
przyczynę tych cech w narodzie polskim, narodzie o wielkim sercu,
zdolnym
do wszelkich poświęceń. Nawet jeśli niemiecka pracowitość jest być może
rzadka wśród Polaków, nie należy jednakowoż zapominać jak długo i pod
jak
ciężkim uciskiem nadal jęczą ci nieszczęśliwi ludzie.” Virchow
podkreśla
brak oświaty na Śląsku i klęskę programów germanizacyjnych („w tym
kraju
są liczne rodziny o niemieckich nazwiskach i niemieckich twarzach,
które
nie zozumieją ani słowa po niemiecku”), obwinia księży, choć uznaje ich
rolę w walce z alkoholizmem („Górnoślązacy są uzależnieni od skrajnych
nadużyć mocnego alkoholu. Wieczorami, kiedy ludzie wracają z miejskich
targowisk, główne drogi są dosłownie usłane pijanymi, zarówno
mężczyznami,
jak i kobietami. Nawet dziecku przy piersi matki podawano
wódkę”).
Wizyta na Śląsku odcisnęła trwałe
piętno na stosunku genialnego badacza
nie tylko do medycyny. Już jako lider partii liberalnej i
niekwestionowany
autorytet naukowy Virchow tak określił misję swojej dziedziny:
„Medycyna
jest nauką społeczną, a polityka nie jest niczym innym jak medycyną na
dużą skalę. Medycyna jako nauka społeczna, jako nauka o człowieku, ma
obowiązek
wskazywać na problemy i podejmować próby ich teoretycznego rozwiązania.
Polityk, antropolog praktyczny, musi znaleźć środki na ich rozwiązanie
faktyczne.” Liberalne poglądy nie przeszkodziły Virchowowi popierać
polakożerczych
przedsięwzięć kanclerza Ottona Bismarcka, zwłaszcza kiedy zapowiadającą
zbrodnie hitlerowskich Niemiec niesławną Kulturkampf uznał za wielką
walkę
w interesie ludzkości. Za chichot historii należy więc przyjąć
stwierdzenie
zawarte w wydawnictwie Światowej Organizacji Zdrowia z 2004r. p. t.
„The
atlas of heart disease and stroke”, że Rudolf Virchow był
Polakiem.
Raport z epidemii duru na Śląsku
w 1848, ukazał się ostatnio w angielskojęzycznej
literaturze z zakresu epidemiologii i medycyny społecznej i dlatego z
szerokiego
świata otrzymuję sporo zapytań n. p. o kołtun, polski kołtun. Virchow
pisał:
„Szczególne zainteresowanie spośród schorzeń endemicznych budzi kołtun
- plica polonica, który często występuje na nawiślańskich równinach, a
także powyżej – na prawym brzegu Odry. Sam widziałem tego doborowe
przypadki
w Łące i Żarowie”.
Powiedzmy sobie szczerze.
Przeszłość mamy bardzo trudną. Takie z niej
relacje jak Virchowa są znane innym, a po przetłumaczeniu na angielski
i zamieszczeniu w internecie – wszystkim. Powinny być znane także
głównym
bohaterom tych opisów – Polakom. Nie po to, żeby budzić niechęć do
pruskiego
mędrca, który, jak każdy człowiek, mylił się w niejednym, ale po to,
aby
wszyscy zrozumieli, że zgodnym i energicznym działaniem możemy odbić
się
od dna historii i pokazać światu co w niepodległej Polsce wolny Polak
potrafi.
( .cały tekst..)
dr Zbigniew Hałat
|
Alicja
Galas, Artur Galas
Dzieje Śląska w datach
"Cadus", Wrocław, 2004
- fragmenty-
11 VI 1742
We Wrocławiu podpisano
preliminaria
traktatu pokojowego
między Prusami a Austrią kończącego pierwszą wojnę śląską. Maria Teresa
zagrożona przez koalicję francusko-bawarską zgodziła się zawrzeć pokój
z Fryderykiem II na korzystnych dla niego warunkach. Zgodnie z układem
blisko 80% terytorium Śląska oraz hrabstwo kłodzkie przechodziły pod
panowanie
pruskie. W rękach Habsburgów pozostawały tylko: południowa część
prowincji
tzn. księstwo cieszyńskie, południowe skrawki ks. nyskiego (okręg
Widnawy)
oraz większość księstwa opawskiego i karniowskiego (do Prus włączono
tylko
fragmenty tych księstw tzn. ziemię głubczycką i hulczyńską, a także
enklawę
morawską - Kietrz). Traktat pokojowy został ostatecznie podpisany w
Berlinie
28 VII 1742 r., a w styczniu 1743 r. w Głubczycach, już po dokonaniu
rozgraniczenia
w terenie, obie strony wręczyły sobie dokumenty ratyfikacyjne. 14
sierpnia
1743 r. w Wiedniu stany korony czeskiej uroczyście wyrzekły się
wszelkich
praw do Śląska i nastąpiło przekazanie archiwów stronie pruskiej.
Przyłączenie
do Prus prowincji, która zwiększyła ich potencjał ludnościowyo 50%, a
terytorium
o blisko 1/3, stało się faktem.
1744
Pierwsze zarządzenie
germanizacyjne władz
pruskich
wprowadzające w sądach na Górnym Śląsku wyłącznie język niemiecki, w
miejsce
dotychczasowej dwujęzyczności.
1754
Polecenie ministra śląskiego,
von Massowa,
skierowane
do katolickiego duchowieństwa, zalecające zatrudnianie w szkołach na
Górnym
Śląsku tylko takich nauczycieli, którzy prócz języka polskiego znają
również
niemiecki. Dwa lata później nowy minister prowincji, von
Schlabrendorff,
po odbyciu podróży inspekcyjnej po Górnym Śląsku ze zdziwieniem
stwierdził,
że większość ludności, wraz z księżmi i nauczycielami, w ogóle nie
rozumie
po niemiecku. Konsekwencją inspekcji był nakaz zatrudniania na tym
terenie
wyłącznie nauczycieli znających oba języki (16 III 1756). Brak
dwujęzycznych
pedagogów i rychły wybuch wojny spowodowały, że realizację zarządzenia
odłożono na dalszą przyszłość.
listopad 1757
Okres największych sukcesów
Austriaków w
działaniach
wojennych na Śląsku. Najpierw (12 XI) zdobyli szturmem twierdzę
świdnicką,
a następnie (24 XI) po zwycięskiej potyczce u bram miasta zmusili
pruską
załogę Wrocławia do kapitulacji. W obu przypadkach mieli ułatwione
zadanie,
ponieważ oddziały pruskie zostały poważnie osłabione licznymi
dezercjami
Ślązaków i Sasów, siłą wcielonych do armii pruskiej. Znaczna część
prowincji
znalazła się w rękach Habsburgów. Panowanie pruskie na Śląsku
przeżywało
poważny kryzys. Ślązacy, ufni w trwałość austriackich osiągnięć dawali
upust swej niechęci do rządów pruskich, które przyniosły im zwiększone
obciążenia podatkowe, ograniczenia samorządu, ciężary wojskowe itd. Do
Marii Teresy wysyłano dziękczynne adresy i wiernopoddańcze deklaracje,
w których dziękowano za wyzwolenie spod obcego panowania. Szerokiego
poparcia
udzielił Austriakom kler katolicki (nawet biskup wrocławski Filip
Gothard
Schaffgotsch wyniesiony na urząd przez Fryderyka II). Innym rodzajem
manifestowania
przez Ślązaków nastrojów proaustriackich były masowe dezercje z
pruskiej
armii, popierane przez całą ludność i katolickie duchowieństwo.
30 XII 1757
U bram twierdzy kłodzkiej
został powieszony
wikary
Andreas Faulhaber. Władze pruskie oskarżyły go o namawianie żołnierzy
do
dezercji. Wytoczono mu proces po tym jak jeden z ujętych żołnierzy
zeznał
w śledztwie, że kiedy podczas spowiedzi zwierzył się duchownemu z chęci
zdezerterowania to nie został przez niego pouczony o obowiązku
przestrzegania
przysięgi złożonej królowi oraz uzyskał od niego zapewnienie, że nie
będzie
to ciężkim grzechem. Faulhabera skazano na karę śmierci mimo braku
przekonywujących
dowodów winy (oskarżenie opierało się tylko na zeznaniach dezertera,
zaś
duchowny związany tajemnicą spowiedzi odmawiałwszelkich wyjaśnień);
żołnierza
ukarano chłostą. Tragiczny epilog procesu kłodzkiego wikarego był
konsekwencją
stosunku Fryderyka II do katolickiego duchowieństwa, które przez króla
było obarczane odpowiedzialnością za kryzys rządów pruskich jesienią
1757
r. To wówczas miał powiedzieć: "Każdego księdza, któremu da się
udowodnić
winę, należy powiesić". Sprawa Faulhabera znakomicie nadawała się do
okazania
królewskiego gniewu.
Pruskie represje i klęski
Austriaków
spowodowały,
że w przyszłości Ślązacy nie byli już skłonni tak wyraźnie angażować
się
po stronie dworu wiedeńskiego i z rezygnacją zaczęli znosić panowanie
pruskie.
15 II 1763
Na zamku myśliwskim
Hubertusburg w Saksonii
podpisano
traktat pokojowy kończący wojnę siedmioletnią. Potwierdzał on
postanowienia
terytorialne pokoju wrocławskiego i drezdeńskiego. Prusy utrzymały swój
stan posiadania, lecz Śląsk zapłacił za to straszliwą cenę. Liczba
ludności
obniżyła się o ok. 115 tys., a zniszczenia wojenne, rekwizycje i
kontrybucje
oraz fałszerstwa monetarne Fryderyka II, finansującego tym procederem
koszty
wojny, doprowadziły kraj do ruiny.
Nie powiodły się próby
zatrzymania hrabstwa
kłodzkiego
(do końca wojny pozostającego pod okupacją austriacką) podejmowane
przez
dwór wiedeński podczas rokowań, bądź wymiany go z Prusami za Karniów i
Opawę. Fryderyk II, dla którego ziemia kłodzka miała ważne znaczenie
strategiczne
jako terytorium osłaniające Śląsk od południa, odrzucił austriackie
propozycje.
Fiaskiem zakończył się także projekt króla pruskiego dotyczący wymiany
terytoriów między diecezją wrocławską i archidiecezją praską. Hrabstwo
kłodzkie bowiem, mimo przynależności państwowej do Prus, podlegało
kościelnemu
zwierzchnictwu Pragi, zaś austriacka część Śląska - Wrocławia. Tym
razem
sprawa rozbiła się o opór Austriaków.
Jednym z warunków pokoju
hubertsburskiego,
jaki
dyplomacja austriacka wymogła na Fryderyku II, było ogłoszenie amnestii
dla Ślązaków, którzy podczas wojny wystąpili przeciwko Prusom. Ze swej
strony król pruski zapewnił swobodę opuszczenia kraju w ciągu dwóch lat
wszystkim tym, którzy chcieliby zostać poddanymi austriackimi.
maj - czerwiec 1764
Kolejne zarządzenia
germanizacyjne wydane
przez Fryderyka
II i kamerę wrocławską. W okólnikach rozesłanych do landratów
nakazywano:
1) usunąć nauczycieli mówiących wyłącznie po polsku i zastąpić ich
nauczycielami
dwujęzycznymi; 2) wszyscy księża mają w ciągu roku nauczyć się po
niemiecku,
pod groźbą utraty stanowiska; 3) niemiecki muszą znać kandydaci na
proboszczów
i wikarych oraz nowicjusze i nowicjuszki w klasztorach; 4) w dominiach
mają nie przyjmować do służby ludzi nie znających niemieckiego i nie
wydawać
zgody na małżeństwo dziewczętom (powyżej 16 roku życia) i młodzieńcom
(powyżej
20 lat), jeśli nie znają języka niemieckiego.
1770 - 1772
Podczas przetargów
dyplomatycznych
poprzedzających
I rozbiór Polski Austria kilkakrotnie wysuwała projekty rewindykacji
Śląska
(lub jego części) i hrabstwa kłodzkiego. Istota propozycji składanych
wówczas
Fryderykowi II sprowadzała się do rozwiązania w stylu - Śląsk dla
Austrii,
podwójny udział w Rzeczypospolitej dla Prus. Zabiegi dyplomatów
austriackich
rozbijały się jednak o negatywne stanowisko pruskiego króla w tej
sprawie.
1773
Po pierwszym rozbiorze Polski
w granicach
monarchii
habsburskiej znalazły się terytoria dawnych księstw oświęcimskiego i
zatorskiego,
wchodzące niegdyś w skład Śląska. Maria Teresa, jako królowa Czech,
włączyła
ten obszar do Korony Czeskiej i do swoich licznych tytułów dodała tytuł
księżnej oświęcimsko-zatorskiej. Administracyjnie jednak księstwa nie
zostały
powiązane ze Śląskiem Austriackim, a podlegały Galicji.
1785
W Wielkiej Lipie koło Obornik
Śląskich
urodził się
Iwan Iwanowicz Dybicz (Johann von Diebitsch), syn pruskiego oficera, od
1801 r. w służbie rosyjskiej; postać, która niechlubnie zapisała się w
historii Polski. Brał udział w wojnach z Napoleonem, był dowódcą armii
rosyjskiej podczas wojny z Turcją (1828-1829). W 1831 r. stał na czele
wojsk rosyjskich tłumiących powstanie listopadowe. Zmarł na cholerę w
1831
r.
1787
Z inicjatywy
ministra Hoyma
przeprowadzono
na Śląsku spis powszechny, po raz pierwszy według nowoczesnych zasad.
Użyty
wówczas, szczegółowo rozbudowany kwestionariusz, do dziś dostarcza
badaczom
przeszłości Śląska wielu istotnych informacji z zakresu zjawisk
demograficznych
i gospodarczych. Dzięki "spisowi Hoyma" możemy np. ocenić rozmiary tzw.
kolonizacji fryderycjańskiej, realizowanej przez cały czas panowania
Fryderyka
II (1740 -1786) w celu uzupełnienia ubytku ludności spowodowanego
wojnami
śląskimi i osłabienia siły polskiego żywiołu. W toku jej trwania
sprowadzono
na Śląsk ok. 5 tysięcy rodzin, przede wszystkim Niemców i Czechów
(głównie
braci czeskich, wyznawców jednego z odłamów kościoła
ewangelicko-reformowanego).
Nowe kolonie lokowano w lasach na terenie "polskich" powiatów
Opolszczyzny,
w hrabstwie kłodzkim, w okolicach Sycowa oraz Strzelina i Ziębic. Kiedy
zabrakło chętnych Niemców i Czechów posługiwano się również osadnikami
polskimi (przy czym królewski edykt z 1773 r. wyraźnie nakazywał
osiedlanie
ich na terenach już zamieszkałych przez ludność niemiecką).W sumie, w
wyniku
akcji kolonizacyjnej, powstało na Śląsku ok. 400 nowych osad, głównie
małych,
liczących po kilka lub kilkanaście domostw.
1789
W celu przeciwdziałania
szerzącej się na
Śląsku propagandzie
rewolucyjnej (szczególnie aktywnej od 1792 r.) śląski minister Hoym
zaakceptował
propozycję wydawania popularnego czasopisma "dla ludu" pt. Schlesische
Volkszeitung. Gazeta ukazywała się w latach 1789 -1806. Była
finansowana
przez władze i kolportowana bezpłatnie. Osiągnęła niespotykany w owym
czasie
nakład 33 tys. egz. Wydawano również polską wersję czasopisma pt.
Gazety
Śląskie dla Ludu Pospolitego (dodatkowo 10 tys. egzemplarzy). Była to
pierwsza
gazeta na Sląsku przeznaczona specjalnie dla polskiego odbiorcy.
Oceniana
jako organ rządowy nie zdobyła liczniejszego grona czytelników, tym
bardziej
w warunkach postępującej radykalizacji nastrojów.
Współredaktorem polskiej
wersji gazety był
Jan
Chrystian Bockhammer (ur. w 1733 r. w Cieszynie; zm. w 1804 w
Twardogórze),
pisarz religijny, tłumacz, wieloletni pastor i kaznodzieja w Goszczu i
Twardogórze. Przetłumaczył na polski pruski elementarz Fryderyka de
Rochowa
Przyjaciel dziecinny (Brzeg 1778). Opracował m.in. nowe wydanie
Doskonałego
kancyonału polskiego (Brzeg 1776), do którego dodał wiele nowych pieśni.
1790
Zarządzenie kamery
wrocławskiej przyznające
specjalne
premie nauczycielom, którzy w miejscowościach zamieszkałych w
większości
przez ludność polskojęzyczną nauczą dzieci mówić i pisać po niemiecku.
Roczna premia za nauczenie co najmniej 12 dzieci wynosiła 10 talarów.
Nagradzany
miał być również proboszcz we wsi, w której wszystkie dzieci nauczą się
niemieckiego (50 talarów i przeniesienie do lepszej parafii).
1792
We Wrocławiu ukazał się
drukiem opis Śląska
pt. Reise
durch Schlesien im Juli und August 1791. Autor książki, Johann Gottlieb
Schummel (ur. w 1748 r. w Sosnówce koło Jeleniej Góry; zm. w 1813), był
synem wiejskiego nauczyciela. Sam również wybrał karierę pedagogiczną;
początkowo pracował jako nauczyciel w Akademii Rycerskiej w Legnicy, a
w 1788 r. objął stanowisko prorektora gimnazjum św. Elżbiety we
Wrocławiu.
Reise durch Schlesien jest najbardziej znaną pracą, spośród wielu
powieści,
dramatów, komedii i artykułów publicystycznych jakie napisał. Zwrócił w
niej uwagę na polskie pochodzenie nazw na Śląsku; twierdził, że ,język
polski jest najstarszym językiem Śląska, a niemiecki uporczywie się
tylko
wślizgiwał tu i wdzierał".
1795
W wyniku III rozbioru Polski
do Prus
zostały przyłączone
m.in. księstwo siewierskie i powiat pilicki. Terytoria te w ramach
monarchii
pruskiej otrzymały nazwę Nowego Śląska i administracyjnie zostały
powiązane
z prowincją śląską. W 1807 r. Nowy Śląsk wszedł w skład Księstwa
Warszawskiego.
1798 - 1811
Jerzy Samuel Bandtkie pracował
jako
nauczyciel języka
polskiego i łaciny we wrocławskim gimnazjum św. Elżbiety. Bandtkie (ur.
24 XI 1768 w Lublinie) do Wrocławia przybył w 1779 r. W 1789 ukończył
gimnazjum
św. Elżbiety i wyjechał na studia do Halle i Jeny. W 1798 r. powrócił
do
miasta i podjął pracę w macierzystym gimnazjum; prócz tego
współpracował
z firmą Kornów jako korektor wydawnictw polskich, a od roku 1804 był
również
rektorem gimnazjum św. Ducha i bibliotekarzem przy kościele św.
Bernarda.
W oficynie Kornów opublikował Dzieje narodu polskiego. W 1811 roku
przeniósł
się do Krakowa, gdzie został profesorem bibliografii, a potem
dyrektorem
biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zmarł w Krakowie 11 VI 1835 r.
Był badaczem historii Śląska. Wziął udział w polemice z niemieckimi
historykami
Worbsem i Beerem na temat pochodzenia mieszkańców Sudetów. Jego
stanowisko
w tej sprawie było zawarte już w tytule stosownej rozprawy Mieszkańce w
górach szląskich nie są szczątkami starożytnych Germanów (1808). W
innej
pracy (Wiadomości o Języku polskim w Szląsku i o polskich Szlązakach;
1821)
dowodził przynależności gwary śląskiej do języka polskiego.
1802 - 1804
We Wrocławiu mieszkał Józef
Wybicki (1747
-1822).
Podczas pobytu w mieście współpracował z wydawnictwem Kornów, a jego
synowie
kształcili się w Szkole Budownictwa i Rzemiosł. Twórca polskiego hymnu
narodowego napisał we Wrocławiu pierwszą część swoich pamiętników
(Życie
moje; wydanych w 1840 r.)
.
październik 1806
Prusy, zaniepokojone polityką
Napoleona na
terenie
Niemiec, wypowiedziały wojnę Francji. Reakcja cesarza Francuzów była
błyskawiczna.
Główne siły pruskie zostały rozbite w dwóch równolegle stoczonych
bitwach
- pod Jeną i Auerstedt (14 X 1806). Droga na Berlin i w głąb monarchii
pruskiej stanęła otworem.
2 XI 1806
Wejście na Śląsk pierwszych
oddziałów
napoleońskich.
Niebawem sformowano z nich IX korpus Wielkiej Armii. Na jego czele
stanął
Hieronim Bonaparte (młodszy brat cesarza) i objął kierownictwo nad
całością
operacji na Śląsku.
10 XI - 3 XII 1806
Oblężenie Głogowa. Oddziały
napoleońskie
podjęły
je po niepowodzeniu próby zdobycia twierdzy przez zaskoczenie (7 XI).
Szczupłość
sił oblegających Głogów uniemożliwiła przeprowadzenie następnego
szturmu.
Przełom nastąpił po sprowadzeniu ciężkiej artylerii oblężniczej i
rozpoczęciu
systematycznego ostrzału miasta. To poskutkowało. Pruskie dowództwo
twierdzy
podpisało akt kapitulacji (3 XII). Na tak szybką decyzję o poddaniu
ważnej
twierdzy wpłynęło niskie morale garnizonu, złożonego w dużej mierze z
Polaków
z zaboru pruskiego, siłą wcielonych do armii. Jeszcze podczas
oblężenia,
w nocy z 27 na 28 XI ok. 100 żołnierzy Polaków przeszło na stronę wojsk
napoleońskich, wysadzając przy okazji most na Odrze i niszcząc kilka
armat.
styczeń 1807
W walkach na Śląsku wziął
udział oddział
polskiego
pospolitego ruszenia z województwa kaliskiego (polskie formacje były
organizowane
na dawnym obszarze Rzeczypospolitej opanowanym przez wojska
napoleońskie).
Podjazd w sile 500 ludzi, dowodzony przez porucznika Trembeckiego,
przez
Tarnowskie Góry i Gliwice, dotarł pod Koźle i tu został rozproszony
przez
Prusaków.
6 IV 1807
Pod Mysłowicami został rozbity
inny polski
oddział.
Jego organizatorem był książę bielski Jan Nepomucen Sułkowski (1777
-1832).
W Siewierz u zgromadził ok. 1200 ochotników (głównie szlachty z
zachodniej
Galicji) i na ich czele podejmował wyprawy na miejscowości pruskiego
Sląska
(Pszczynę, Gliwice, Mikołów, Imielin), gdzie zaopatrywał się w konie i
prowiant. Nie obeszło się przy tym bez rabunków. Sułkowski działał bez
zgody francuskiego dowództwa, dlatego też uciekł się do prowokacji, aby
pokazać, że został wciągnięty do walki przez Prusaków. Przebrał część
swego
oddziału w mundury pruskie i stoczył z nią teatralną potyczkę, której z
zainteresowaniem przyglądał się silny podjazd z twierdzy kozielskiej,
przypadkowo
znajdujący się w pobliżu. Po zakończeniu "przedstawienia" Prusacy
przystąpili
do ataku i rozbili oddział Sułkowskiego.
Awanturniczy książę, w latach
1807 -1824,
związał
się z wywiadem francuskim (w 1809 r. podczas wojny
austriacko-francuskiej
usiłował zorganizować siatkę szpiegowską na Śląsku Cieszyńskim). Był
wielokrotnie
aresztowany przez władze austriackie za nielegalną działalność
polityczną.
Zmarł w twierdzy teresjańskiej (1832), jednym z naj cięższych więzień
austriackich.
15 V 1807
Bitwa pod Strugą, niedaleko
Szczawienka pod
Wałbrzychem.
Stoczył ją pułk lansjerów (popularnie zwanych ułanami) Legii
Polsko-Włoskiej
(niebawem przemianowanej na Legię Nadwiślańską) z oddziałami pruskimi
wycofującymi
się spod Kątów Wrocławskich (ok. 1300 żołnierzy). W starciu wzięły
również
udział jednostki piechoty bawarskiej. Pułk (liczący ok. 300 ułanów pod
dowództwem majora Świderskiego) znajdował się w drodze z Włoch na
Sląsk.
Po spotkaniu z Prusakami natychmiast przystąpił do szarży, którą
poprowadzili
kapitanowie Skarżyński i Fijałkowski. Dzięki zaskoczeniu rozbito szyk
przeciwnika.
Prusacy stracili 600 żołnierzy, w tym 300 jeńców. Straty ułanów
wyniosły
kilkunastu zabitych.
W czerwcu polscy ułani wzięli
jeszcze
udział
w operacjach przeciwko twierdzom kłodzkiej (współudział w zdobyciu
pruskiego
obozu warownego pod Kłodzkiem 23/24 VI) i srebrnogórskiej (potyczka pod
Budzowem 26 VI).przepraw przez Odrę (Głogów, Wrocław, Brzeg i Koźle)
oraz
przejść przez Sudety (Świdnica, Srebrna Góra, Kłodzko, Nysa).
czerwiec 1807
Zajmowanie ostatnich ośrodków
pruskiego
oporu na
Śląsku. Kapitulowały twierdze kozielska (14 VI) i nyska (16 VI); obie
osłabione
dezercjami (w Koźlu załoga stopniała do 1/4 stanu z początku blokady) i
pozbawione nadziei na odsiecz. Trwały zacięte walki o Kłodzko i
SrebrnąGórę.
Garnizony obu twierdz złożyły broń dopiero po zdobyciu przez oddziały
napoleońskie
kluczowych punktów w systemie fortyfikacji. Wojska francuskie (mimo
podpisanych
aktów kapitulacji) zdążyły wkroczyć tylko do twierdzy nyskiej, ponieważ
na Śląsk dotarła wiadomość o zawarciu zawieszenia broni, która
powstrzymała
procedurę przekazywania twierdz Francuzom.
7 VII 1807
Pokój w Tylży kończący wojnę
francusko-pruską. Monarchia
pruska uratowała swój byt państwowy tylko dzięki stanowisku cara
Aleksandra
1. Musiała jednak zrezygnować z ziem polskich drugiego i trzeciego
rozbioru.
Z terenów tych utworzono Księstwo Warszawskie (z królem saskim jako
władcą).
Ponadto Prusy zostały zobowiązane do zabezpieczenia odpowiednich
połączeń
drogowych między Saksonią i Księstwem Warszawskim oraz do zapłacenia
Francji
wysokiej kontrybucji wojennej. Do czasu jej całkowitej spłaty na
terytorium
państwa pruskiego (także na Śląsku) miały stacjonować wojska
francuskie.
Kolejnymi warunkami pokoju były: przystąpienie Prus do blokady
kontynentalnej,
zawarcie sojuszu z Francją i redukcja armii pruskiej do 42 tys.
żołnierzy.
Podczas rokowań pokojowych,
poprzedzających
zawarcie
traktatu, Napoleon wysunął propozycję powiązania Śląska z Saksonią oraz
Księstwem Warszawskim i stworzenia w Europie Środkowej silnego państwa
pronapoleońskiego. Królem nowego państwa miał zostać Hieronim
Bonaparte.
Projekt jednak upadł ze względu na zdecydowany sprzeciw cara.
maj - październik 1807
We Wrocławiu organizowała się
Legia
Nadwiślańska.
W maju, po bitwie pod Strugą, ściągnął do miasta pułk ułanów. Niebawem
z Włoch przybył gen. Józef Grabiński (1771-1835), wyznaczony na dowódcę
Legii, a wraz z nim 78 oficerów i 271 podoficerów, stanowiących kadrę
dla
przyszłych jednostek. Do stolicy Śląska skierowano również ok. 8400
rekrutów
z Księstwa Warszawskiego. Po przeszkoleniu, gotowe do walki oddziały
zostały
rozlokowane w Prudniku, Nysie, Głogówku i Białej. Latem 1807 r.
przeglądu
oddziałów Legii stacjonujących we Wrocławiu dokonał książę Józef
Poniatowski,
naczelny dowódca wojsk Księstwa Warszawskiego. 14 X 1807 nadeszła
informacja
o wzięciu formacji na żołd francuski. Oddziały Legii opuściły więc
Śląsk
i ruszyły w drogę do Francji, a potem na pola bitewne Hiszpanii.
10 XI 1807
Na podstawie dodatkowego
traktatu
granicznego zawartego
w Elblągu, Prusy przekazały Księstwu Warszawskiemu tzw. Nowy Śląsk
(obszar
powiatów pilickiego i siewierskiego zagarnięty w trzecim rozbiorze
Polski).
XII 1808
Wojska francuskie opuściły
Śląsk. Jedynie w
Głogowie
pozostała załoga napoleońska, mająca strzec szlaków komunikacyjnych
między
Saksonią a Księstwem Warszawskim. W latach 1809-1811 służbę w
głogowskim
garnizonie pełniły także jednostki polskie (kolejno 5 pułk piechoty, 4
pułk strzelców konnych, 7 i 9 pułk ułanów Księstwa Warszawskiego).
Wśród
ludności niemieckiej coraz częściej pojawiały się głosy nawołujące do
wystąpienia
przeciwko Napoleonowi i "zmycia hańby Jeny i Auerstedt".
1810
Dekret Fryderyka Wilhelma III
zabraniający
odprawiania
nabożeństw ewangelickich po polsku. Zarządzenie to doprowadziło w wielu
miejscach do bojkotu nabożeństw niemieckich przez ludność polską (np. w
1811 r. w dziewięciu gminach wiejskich powiatów wrocławskiego i
oławskiego).
Zupełne wyrugowanie języka polskiego z kościoła ewangelickiego nie było
możliwe jeszcze przez długie lata.
1812
Przemarsz przez Śląsk
jednostek Wielkiej
Armii napoleońskiej,
koncentrującej się w Księstwie Warszawskim przed uderzeniem na Rosję.
22 II 1813
Wejście na Śląsk pierwszych
jednostek
rosyjskich,
ścigających wycofujące się z Rosji resztki Wielkiej Armii. 25 lutego
oddziały
te obległy twierdzę głogowską. W marcu na Śląsk dotarły rosyjskie siły
główne dowodzone przez Kutuzowa. Niebawem miała dołączyć do nich armia
pruska. Do połowy kwietnia wojska napoleońskie zostały wyparte ze
Śląska.
17 III 1813
Fryderyk Wilhelm III wydał we
Wrocławiu
odezwę "Do
mojego ludu" (An mein Volk). Zaapelował w niej do patriotycznych uczuć
ludu i wezwał do udziału w "wojnie wyzwoleńczej" (Befreiungskriege)
przeciwko
Napoleonowi. Mimo, że odezwa (wbrew powszechnym oczekiwaniom) nie
zawierała
żadnych obietnic dotyczących wprowadzenia swobód demokratycznych i
konstytucji,
została entuzjastycznie przyjęta przez ludność niemiecką, szczególnie
inteligencję
i część mieszczaństwa. Chłopi zachowali wobec niej widoczną rezerwę, a
Górny Śląsk pozostał zupełnie obojętny na królewskie wezwanie. Tego
samego
dnia król wydał dekret ustanawiający "Krzyż Żelazny" - najwyższe
odznaczenie
nadawane za zasługi na polu walki.
27 III 1813
Z Rogowa Sobóckiego wyruszył w
pole korpus
ochotniczy
utworzony przez majora Adolfa Luetzowa (1782-1834). Organizacja korpusu
rozpoczęła się w lutym 1813 r., jeszcze zanim rząd stanął w obozie
antynapoleońskim.
Biuro werbunkowe znajdowało się we Wrocławiu. Pod wrażeniem królewskiej
odezwy do oddziału zaczęli napływać ochotnicy, głównie studenci z
Uniwersytetu
Wrocławskiego, a także z innych ośrodków akademickich. Przykład
wrocławskiej
młodzieży dał profesor fizyki Hendrik Steffens, który zaciągnął się
jako
jeden z pierwszych (do korpusu zgłosiło się blisko 3/4 studentów i 4
profesorów
uniwersytetu). Korpus, liczący ok. 1000 osób, zasłynął wkrótce ze
skutecznej
walki podjazdowej przeciwko wojskom napoleońskim. Jego barwy (czarne
mundury,
czerwone wypustki, złote guziki) stały się symbolem rewolucyjnych
Niemiec;
obecnie tworzą niemiecką flagę państwową. Pamięć udziału niemieckiej
młodzieży
akademickiej w wojnie przeciwko Napoleonowi kultywowali wrocławscy
studenci,
organizując od 1815 r. coroczne komersy (święta studenckie) na szczycie
Ślęży; ostatni z nich odbył się w 1914 r. W czerwcu 1813 do korpusu nie
dotarła na czas informacja o zawarciu zawieszenia broni. Samotnie starł
się z Francuzami i poniósł poważne straty. Resztki zdziesiątkowanego
oddziału
wcielono do regularnej armii pruskiej.
maj 1813
Wojska napoleońskie, po
odniesieniu kilku
sukcesów
w walkach na Łużycach (bitwy pod Budziszynem i Gross-Goerschen),
ponownie
wkroczyły na Śląsk. 25 maja odblokowały twierdzę głogowską. Ofensywę
francuską
usiłował bezskutecznie powstrzymać feldm. Bluecher (Chojnów; 26 V);
został
jednak zmuszony do odwrotu. 1 czerwca oddziały francuskie, dowodzone
przez
gen. Lauristona wkroczyły do Wrocławia. W tej fazie działań wojennych
miał
miejsce polski akcent. U bram Legnicy dwa szwadrony słynnego pułku
szwoleżerów
gwardii, dowodzone przez Dezyderego Chłapowskiego, starły się z
czterema
szwadronami kawalerii pruskiej (27 V 1813). Efektem potyczki było
zmuszenie
pruskiej jazdy do ucieczki i wzięcie 150 jeńców.
4 VI 1813
W Pielaszkowicach zawarto
zawieszenie broni
między
Francją a sprzymierzonymi, które miało obowiązywać do 10 VIII 1813 r.
Oddziały
napoleońskie opuściły Wrocław. Ustalono szeroki pas neutralny między
dwiema
armiami, który miał zapobiegać przypadkowym starciom. Obie strony
zamierzały
wykorzystać czas wyznaczony rozejmem na wzmocnienie sił.
27 VI 1813
Rokowania w Dzierżoniowie, w
których wzięli
udział
przedstawiciele Prus, Rosji, Anglii, Austrii i Szwecji. W wyniku
pertraktacji
Austria i Szwecja zgodziły się wypowiedzieć wojnę Francji i przystąpić
do koalicji antynapoleońskiej (Austria uczyniła to 11 VIII z chwilą
upłynięcia
terminu zwieszenia broni). Podczas rozmów w mieście gościli Fryderyk
Wilhelm
III i car Aleksander 1.
12 VII 1813
Po dyplomatach zabrali głos
wojskowi. W
Żmigrodzie
doszło do spotkania dowódców państw koalicji i ustalenia planu kampanii
przeciwko Napoleonowi. Na życzenie cara Aleksandra I głównodowodzącym
operujących
na Śląsku wojsk pruskich i rosyjskich (tzw. "armia śląska") został
feldmarszałek
Bluecher.
sierpień 1813
Wznowienie działań wojennych
na Śląsku (17
VIII).
Rozpoczęły się one od ofensywy "armii śląskiej", która jednak niebawem
została powstrzymana na linii Bobru.
Wówczas do kontrofensywy
przystąpili
Francuzi
(21 VIII). O wadze jaką strona francuska przywiązywała do tej operacji
świadczy fakt, że pod Lwówek przybył sam Napoleon, aby osobiście
kierować
akcją (już w czasie jej trwania musiał wyjechać do Saksonii). Po
zaciętych
walkach pod Bolesławcem i Lwówkiem Francuzi przełamali pruską obronę i
ruszyli w pościg za cofającymi się oddziałami Bluechera.
18 XI 1817
Na Uniwersytecie Wrocławskim
powstała
organizacja
"Polonia" skupiająca studentów Polaków (stanowili ok. 1/3 wszystkich
studentów;
do wrocławskiej uczelni trafiali przede wszystkim z sąsiedniej
Wielkopolski).
Do utworzenia organizacji doszło na skutek rozłamu w studenckiej
korporacji
"Silesia", istniejącej od 1811 r., która zrzeszała młodzież narodowości
polskiej i niemieckiej (Polacy, ze względu na odmienny stosunek do
wojny
1813 r., odmówili uczestnictwa w uroczystości ku czci studentów
poległych
w czasie wojny z Napoleonem). "Polonia" wychowywała młodzież w duchu
patriotyzmu,
urządzała obchody z okazji rocznic Konstytucji 3 Maja, utrzymywała
kontakty
z innymi polskimi środowiskami akademickimi. Upadła na skutek
aresztowań
w 1822 r. W 1829 roku działalność "Polonii" wskrzesił student Adam
Koczkowski.
Tym razem przetrwała tylko do 1830 r. Po wybuchu powstania
listopadowego
większość jej członków podążyła do Królestwa Polskiego i zaciągnęła się
do oddziałów powstańczych.
21 XI 1819
Zarządzenie władz rejencji
opolskiej
zakazujące kultywowania
"szkodliwych" zwyczajów (chodzenia kolędników, topienia Marzanny,
dyngusa
i innych). Wcześniej (1817) wydano zakaz odbywania bez zezwolenia władz
pielgrzymek, szczególnie do Częstochowy. Oba zarządzenia zmierzały do
likwidacji
tradycyjnych zwyczajów zakorzenionych wśród ludności polskiej na Górnym
Sląsku.
1820
W Szczawnie Zdroju zmarł gen.
Benedykt
Józef Łączyński
(ur. 1779), uczestnik powstania kościuszkowskiego, oficer Legionów
Polskich
we Włoszech, generał wojsk Księstwa Warszawskiego, brat Marii
Walewskiej
(z domu Łączyńskiej) bliskiej przyjaciółki Napoleona. Trwał u boku
cesarza
niemal do końca epopei napoleońskiej. Dostał się do niewoli pruskiej po
bitwie pod Fere Champenoise (22 III 1814). Po powrocie z niewoli
(1817),
jak wielu innych Polaków, kurował w śląskich zdrojach wojenne kontuzje.
Wśród polskich kuracjuszy zasłużoną sławą cieszyły się wówczas
Cieplice.
W latach 1816 -1818 odwiedzili je m.in. Adam Czartoryski, Stanisław
Poniatowski,
gen. Józef Zajączek, Wojciech Bogusławski i ks. Izabela Czartoryska
(która
podróż i pobyt w uzdrowisku opisała w Dzienniku podróży do Cieplic w
roku
1816).
1825
Petycja chłopów z parafii
ewangelickiej w
Laskowicach
(pow. oławski) domagająca się przywrócenia nabożeństw w języku polskim.
|
1826
3. sierpnia 1826 r. do Dusznik na kurację przybywa
szesnastoletni Fryderyk
Chopin: „Świeże powietrze
i serwatka, którą
pijam
skwapliwie, tak mię postawiły na nogi, że jestem całkiem inny niż w
Warszawie.
Wspaniałe widoki, jakie roztacza Śląsk czarują i zachwycają mnie, lecz
mimo wszystko brak mi jednej rzeczy, której wszystkie piękności Dusznik
nie mogą zastąpić, to jest dobrego instrumentu”. |
1834
Próba likwidacji polskich
nabożeństw w
parafii ewangelickiej
w Miodarach, w pow. namysłowskim (polskie nabożeństwa odbywane w co
czwartą
niedzielę utrzymały się tam do 1834 r.), doprowadziła do gwałtownego
protestu
ludności, którym kierował miejscowy pastor. Kiedy do parafii zamierzano
wprowadzić nowego pastora, doszło do okupacji kościoła przez wiernych.
Opór złamała dopiero interwencja wojska.
|
1834
Polski wpis z 1722r. do księgi pamiątkowej na
szczycie
Śnieżki: "Wszechmocność
Boga, piękny widok natury i garb ten ziemi do mej Ojczyzny
dawnej
należący - Śnieżkę odwiedziłem dnia 8 czerwca 1834 r. Jan Pawłowski,
proboszcz
kościoła Ś-go Jana Jerozolymskiego pod Poznaniem" |
1836
Na Uniwersytecie Wrocławskim
powstało
Towarzystwo
Literacko-Słowiańskie; naj aktywniej i najdłużej działające ze
wszystkich
kół i organizacji studenckich. Inicjatorem jego założenia był Teofil
Matecki,
student z Wielkopolski, zaś ojcem ideowym i pierwszym opiekunem - Jan
Ewangelista
Purkynie (1787 -1869; czeski fizjolog i anatom, profesor Uniwersytetu
Wrocławskiego
w latach 1823 -1850; twórca nowoczesnej fizjologii). Po nim tęfunkcję
pełnili
Wojciech Cybulski i Władysław Nehring. Celem Towarzystwa było
pogłębianie
wiedzy na temat historii, języka i literatury narodów słowiańskich;
faktycznie
jednak zajmowało się głównie sprawami polskimi i przewodzili mu Polacy.
Przez pół wieku działalności przez jego szeregi przeszło wielu znanych
później przedstawicieli literatury, świata nauki i działaczy narodowych
(w sumie ponad 900 osób, w tym Adam Asnyk, Ryszard Berwiński, Florian
Ceynowa,
Jan Kasprowicz, Marian Langiewicz, Wojciech Trąmpczyński i inni). Kres
istnieniu Towarzystwa położyło zarządzenie ministra oświaty z 1 VI 1886
rozwiązujące wszystkie polskie organizacje studenckie.
1841
Na Uniwersytecie Wrocławskim
powstała
katedra Języków
i Literatur Słowiańskich. Jej pierwszym kierownikiem (do 1849) był
popularny
poeta i filolog czeski Franciszek Ladislaw Celakowsky; kolejnymi polscy
profesorowie W. Cybulski (1860-67) i W. Nehring (1868-1907).
1844
Kampania antyalkoholowa
księdza Alojzego
Ficka. Ks.
Alojzy Ficek (ur. w Dobrzyniu Wielkim koło Opola w 1790 r.; zm. w 1862
r. w Piekarach Śląskich) ukończył seminarium nauczycielskie w Głogówku
i gimnazjum w Opolu; następnie studiował teologię na Uniwersytecie
Wrocławskim.
Święcenia kapłańskie przyjął w 1817 r. Od roku 1826 do śmierci był
proboszczem
w Piekarach Śląskich, gdzie zainicjował budowę nowego kościoła w znanym
miejscu odpustowym (1849). W latach 1848-1850 wydawał w Piekarach
"Tygodnik
Katolicki". Był autorem licznych książek i broszur religijnych,
publikowanych
w języku polskim. Założył również polską drukarnię. Głęboko przejęty
plagą
pijaństwa na Śląsku przystąpił do propagowania abstynencji i zakładania
towarzystw wstrzemięźliwości (bractwa trzeźwości).
Idea ta nie była nowa
(pierwsze tego typu
towarzystwa
powstały w 1837 r. w Bytomiu i Szklarskiej Porębie), ale dopiero ksiądz
Ficek nadał ruchowi charakter masowy. Przystępujący do bractwa składali
uroczyste śluby całkowitego powstrzymania się od spożywania napojów
alkoholowych.
Nałogowych pijaków wpisywano do czarnych ksiąg z trupią główką i
urządzano
publiczne modły o nawrócenie ich na właściwą drogę. Bractwa trzeźwości
powstawały głównie w polskich powiatach Górnego Śląska. Liczbę ich
członków
szacowano na 300-350 tysięcy osób. Działalność księdza Ficka wywołała
sprzeciw
właścicieli szynków, browarów i gorzelni, którzy tracili dotychczasowe
zyski (w 1844 r. zamknięto na Śląsku 20 browarów, w 1845 już 185).
Sukces
kampanii antyalkoholowej okazał się krótkotrwały. W latach 1846-48 (i w
następnych) liczba członków towarzystw wstrzemięźliwości drastycznie
spadła.
Jednak masowość tej akcji pokazała jak wielkim autorytetem cieszy się
na
Śląsku Kościół katolicki i jak dużymi potencjalnymi możliwościami
dysponuje
przy mobilizowaniu ludności polskiej do określonych celów.
1844
Polski poeta
Bogusz Zygmunt
Stęczyński wędruje
pieszo po Dolnym Śląsku; w Szklarskiej Porębie do wodospadu Szklarki,
zwanego
wtedy Wrzączką lub Mruklą, prowadzą go polscy przewodnicy, z których
Walenty
Grzała jest pierwszym znanym z imienia i nazwiska polskim przewodnikiem
w Sudetach. W dziele "Śląsk. Podróż malownicza w 21
pieśniach"
Stęczyński
daje świadectwo przetrwałej polskości Śląska:
Przecie
duch i uczucie
polskie się
odzywa
I
wychodzi z zatopu, jak z wody
oliwa,
I
język nasz szacowny, a taki
obfity,
Przez
pięćset lat ucisku nie
został zabity,
Pokazując
wyraźnie cud boski na
sobie!
Więc
żyje i żyć musi w całej
swej ozdobie!
1847
Wincenty Pol,
poeta,
geograf, żarliwy polski
patriota i bohaterski powstaniec, syn Franciszka
Pohla,
Niemca
na służbie austriackiej i Eleonory pochodzącej ze
spolonizowanej
rodziny francuskiej, podróżuje
dyliżansem z
Wrocławia
do Cieplic przez Świdnicę, Wałbrzych, Kamienną Górę i Jelenią Górę: Wyjąwszy
miasta powiększe, gdzie język niemiecki przeważa, mówi tu lud
powszechnio
dwoma językami, i język polski do niemieckiego ma się tutaj jak dom do
ulicy; wszystkie domowe sprawy załatwia lud pomimowolnie językiem
polskim,
wszystkie zadomowe językiem niemieckim.
1863
W przedmowie do
wydanego we
Wrocławiu zbioru
"Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką. Zebrał i wydał
Juliusz
Roger, Dr med." można przeczytać: "...
Ale lud wiejski górnoszląski prawie wszędzie w przeważającej większości
jest polski ...Co do języka pieśni: uważny czytelnik przekona się, jak
niedorzecznym jest przesąd dosyć rozpowszechniony, mowę polską
Górnoszlązaków
ogłaszający zepsutym dyalektem języka polskiego ...z tem wszystkim
jednak
mowa polska Górnoszlązaków w ogóle jest tym samym językiem, jaki mówi
wiejski
lud polski po za krańcami Górnego Szląska ...Jeśli dziełko Niemca
potrafi,
choćby cokolwiek, rozproszyć mglę, jaką przesądy zaciemniają lud polski
Górnego Szląska i język jego ...będzie to sowitą wynagrodą pracy i
trudów
towarzyszących dopełnieniu zbioru pieśni ludu polskiego w Górnym
Szląsku."
1865
Hoffmann von
Fallersleben, autor
narodowego hymnu
niemieckiego "Deutschland, Deutschland über alles", bliski
przyjaciel
dr. Juliusza Rogera i tłumacz na język niemiecki polskich pieśni przez
niego zebranych publikuje zbiór "Ruda. Polnische Volkslieder der
Oberschlesier"
(Ruda. Polskie pieśni ludowe Górnoślązaków). Hoffmann von Fallersleben
tak zapisał w pamiętniku wrażenia z przyjazdu do Wrocławia w 1823r.: "Wrocław
wydawał mi się trochę obcy i nie zrobił na mnie wrażenia miasta
niemieckiego". |
1871 - 1878
Lata
"Kulturkampfu"
"Kulturkampf” był polityką
realizowaną
przez kanclerza
Rzeszy Niemieckiej - Ottona Bismarcka, zmierzającą do zbudowania
silnego
wewnętrznie, scentralizowanego państwa niemieckiego, w którym nie miało
być miejsca ani na prawa mniejszości narodowych, ani na szczególne
przywileje
dla Kościoła katolickiego. Polityka kanclerza zakładała więc
zmniejszenie
wpływu Kościoła na społeczeństwo i poddanie go kontroli państwa. W tym
zakresie przejawiła się odebraniem duchowieństwu nadzoru nad szkołami
(1872),
wprowadzeniem specjalnego trybu obsadzania stanowisk kościelnych (prawo
sprzeciwu władz państwowych) i kontrolą nad kształceniem alumnów w
seminariach
duchownych (1873) czy wreszcie wprowadzeniem obowiązkowych ślubów
cywilnych
(1875). Na Górnym (w mniejszym stopniu na Dolnym) Śląsku władze
prowincjonalne
zaostrzały jeszcze realizację polityki "Kulturkampfu" - zmierzała tu
ona
do wzmożenia polityki antypolskiej. W 1872 r. wyrugowano język polski
ze
szkół (w 1876 r. z urzędów), wprowadzono państwowy dozór nad nauką
religii
(tylko w najniższych klasach mogła się jeszcze odbywać po polsku); zaś
ustawa o ślubach cywilnych dawała możliwość germanizowania nazwisk
polskich
w metrykach.
1871
Ks. Norbert Bonczyk
założył w Bytomiu
Towarzystwo
Św. Alojzego, zapoczątkowując tym samym popularny na Górnym Sląsku ruch
alojzjanów, którego dewizą była obrona wiary i ojczystego języka. W
1897
r. wszystkie organizacje alojzjanów zostały rozwiązane z powodu
"polonizowania
młodzieży górnośląskiej". Ks. Bonczyk (ur. 1837 r. w Miechowicach pod
Bytomiem;
zm. w Bytomiu 1893) działalność społeczną rozpoczął po zakończeniu
studiów
we Wrocławiu, gdzie był aktywnym członkiem Towarzystwa
Literacko-Słowiańskiego.
Pełnił funkcje kościelne w Piekarach i Bytomiu. Zasłynął jako poeta. Na
szczególną uwagę zasługują jego poematy Stary kościól miechowski (1879)
i Góra Che lmska (1886).
sierpień 1881
W Bytomiu zawiązał się Komitet
Wyborczy
Polsko-Katolicki;
pierwsza inicjatywa zorganizowania polskich wyborców do głosowania na
polskich
posłów w wyborach do Reichstagu. Zaangażowali się w nią m.in. Stanisław
Przyniczyński i Juliusz Ligoń.
21 VII 1894
We Wrocławiu powstało pierwsze
na Śląsku
Towarzystwo
Gimnastyczne "Sokół". Idea stowarzyszeń gimnastycznych prowadzących
również
działalność patriotyczną i wychowawczą przeniknęła na Śląsk z Galicji
(pierwsza
organizacja sokolska powstała we Lwowie w 1867 r.), a inspiratorem
utworzenia
"Sokoła" we Wrocławiu był dr Boroński, redaktor jednej z krakowskich
gazet.
Kolejne
związki sokolskie powstały w Bytomiu (1895), Katowicach (1896),
Siemianowicach
(1897) i Rybniku (1898). W sumie do wybuchu I wojny światowej działało
na Śląsku ok. 30 towarzystw gimnastycznych. Ich członkowie organizowali
zloty i pokazy gimnastyczne (pierwszy zlot organizacji sokolskich odbył
się w Szczakowej w 1902 r.). Od roku 1908 do "Sokoła" mogły należeć
kobiety.
Przed rokiem 1914 związki sokolskie zostały opanowane przez endecję i
zaczęły
przybierać charakter organizacji paramilitarnej.
1895 – 1896
Powstanie na Śląsku pierwszych
kół
terenowych "Hakaty"
popularna nazwa Towarzystwa dla Popierania Niemczyzny na Kresach
Wschodnich
wzięta od pierwszych liter nazwisk jego założycieli - Hansemanna,
Kennemanna
i Tiedamanna; w 1899 organizacja przyjęła nazwę Niemiecki Związek
Wschodni
Deutscher Ostmarkenverein). Związek stawiał sobie za cel umacnianie
niemieckiej
świadomości narodowej, prowadzenie propagandy antypolskiej,
inspirowanie
ustaw wyjątkowych przeciw Polakom oraz zwiększanie liczebności ludności
niemieckiej we wschodnich prowincjach Rzeszy poprzez organizowanie
akcji
osiedleńczej i pomocy kredytowej. Korzystał ze wsparcia niemieckich
przemysłowców
i posiadaczy ziemskich. Na Śląsku jego działalność przyczyniła się do
wzrostu
antagonizmów narodowych.
1901
Wojciech Korfanty zaczął
wydawać własne
pismo pt.
"Górnoślązak", które propagowało ideologię narodowej demokracji
(endecji).
Hasła obrony tożsamości narodowej oraz zaniechania konfliktów klasowych
na rzecz zjednoczenia sił do walki z niemczyzną jako największym
zagrożeniem
żywiołu polskiego (solidaryzm społeczny), padały na Górnym Śląsku na
podatny
grunt. W 1902 r. Korfanty na łamach "Górnoślązaka" wezwał polskich
wyborców
do głosowania w przyszłych wyborach na posłów Polaków.
25 VI 1903
Początek nowej ery w życiu
narodowym na
Śląsku. W
wyborach do Reichstagu posłem z okręgu Katowice - Zabrze został
Wojciech
Korfanty, pierwszy polski poseł z Górnego Śląska. Zasilił on Koło
Polskie
w parlamencie Rzeszy, które do tej pory skupiało tylko posłów polskich
z Wielkopolski. Jego mandat został unieważniony w 1905 r. na skutek
machinacji
proceduralnych, lecz w wyborach uzupełniających, odbytych w tym samym
roku,
Korfanty zwyciężył ponownie.
styczeń, listopad 1905
W Gliwicach odbyły się procesy
elsów
(członków Towarzystwa
Eleusis), oskarżonych o przynależność do tajnego związku, zdradę stanu
i działalność zmierzającą do oderwania części ziem od Rzeszy. Łącznie
sądzono
47 osób, które skazano na kary od 3 tygodni do półtora roku więzienia.
Towarzystwo Eleusis powstało w 1903 r. i stawiało sobie za cel
wychowanie
kadry działaczy polskich na Śląsku, "misjonarzy sprawy wychowania
narodowego".
Najaktywniejsze koła elsów działały w Gliwicach, Zabrzu i Rybniku. Mimo
represji ruch nie upadł. W latach 1907 -1914 głęboko zakonspirowane
koła
elsów istniały w 44 śląskich miejscowościach i wykształciły liczną
grupę
działaczy, którzy odegrali znakomitą rolę w polskim ruchu narodowym.
więcej
8 VIII 1906
Wypadek, który wywołał żywy
oddźwięk w
ówczesnej
prasie a jego bohaterowi przyniósł przydomek "śląskiego Drzymały".
Franciszek
Chrószcz, górnik, weteran trzech wojen pruskich (1864, 1866,1870/1871),
został w 1903 r. zwolniony z pracy za udział w akcji propagandowej na
rzecz
wyboru polskich posłów do parlamentu. Za oszczędności kupił parcelę w
Pszowie,
lecz szykany władz uniemożliwiły mu budowę domu. Zamieszkał wówczas w
ziemiance.
Podczas interwencji policji, która chciała usunąć go z ziemi,
zastrzelił
żandarma, a potem popełnił samobójstwo.
październik 1906
W kilku miejscowościach
Górnego Śląska
(m.in. Zaborzu,
Kosztowach, Siemianowicach) doszło do strajków szkolnych, podczas
których
dzieci bojkotowały naukę religii w języku niemieckim (były to echa
podobnych
strajków we Wrześni w 1901r. i w Królestwie Polskim w 1905r.).
25 I 1907
Największy sukces polskiego
ruchu
narodowego na Górnym
Śląsku przed I wojną światową. Deputowanymi do Reichstagu zostało
wybranych
5 Polaków (w tym Adam Napieralski i Wojciech Korfanty). Sukces ten był
wynikiem taktycznego sojuszu dwóch nurtów polskiego ruchu narodowego
(do
tej pory zajadle się zwalczających): endecji i ugodowego obozu
"Katolika".
Analiza wyników głosowania wykazała, że na zwycięstwo obozu narodowego
złożyły się głosy odebrane Centrum i socjaldemokratom.
15 X 1907
W Cieszynie ukazał się
pierwszy numer
kwartalnika
"Zaranie Śląskie". Założycielem i redaktorem był Ernest Farnik
(1871-1944;
pisarz, etnograf, od 1910 dyrektor gimnazjum polskiego w Cieszynie), a
wydawcą - Polskie Towarzystwo Ludoznawcze. Na łamach "Zarania"
ukazywały
się artykuły poświęcone śląskiemu folklorowi, literaturze i historii,
publikowane
przez miejscowych badaczy. Pismo szybko zdobyło popularność i stało się
istotnym czynnikiem rozwoju kultury regionu. Wydawanie kwartalnika
zawieszono
w 1912 r.; ponownie zaczęło ukazywać się w Katowicach w 1929 r.
30 I 1909
We Wrocławiu zmarł prof.
Władysław Nehring
(ur.1830),
filolog i historyk literatury polskiej, kurator Towarzystwa
Literacko-Słowiańskiego
(1868 -1886), długoletni kierownik katedry języków i literatur
słowiańskich
(1868 -1907), rektor miejscowego uniwersytetu (1893/1894), członek
Akademii
Umiejętności w Krakowie (od 1873). Publikował liczne studia literackie,
historyczne i językoznawcze. Do najbardziej znanych należą: monografia
Jan Kochanowski (1901) oraz krytyczne edycje Psałterza floriańskiego
(1886)
i Kazań gnieźnieńskich (1896).
1910
W Cieszynie powstało Polskie
Towarzystwo
Turystyczne
"Beskid", któ re prowadziło aktywną działalność do wybuchu I wojny
światowej.
Jego staraniem powstało pierwsze polskie schronisko w Beskidzie Śląskim
za Olzą (na Ropiczce w 1913 r.). Utworzenie towarzystwa było
odpowiedzią
na działalność niemieckiej organizacji turystycznej "Beskidenverein"
(1893).
W 1922 r. PTT "Beskid" połączyło się z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim.
24 IX 1911
W Raciborzu został otwarty Dom
Narodowy
"Strzecha",
w którym znalazły siedzibę polskie organizacje działające w mieście.
"Strzecha"
była kuźnią polskiego życia narodowego, szczególnie w okresie
międzywojennym.
2 X 1911
W Międzyborzu zmarł Jerzy
Badura (ur. w
Drogomyślu
koło Cieszyna w 1845 r.), ostatni polski pastor międzyborski. Gimnazjum
ukończył w Cieszynie, potem studiował filozofię i teologię w Wiedniu i
Lipsku. Na Dolnym Śląsku osiadł kiedy zabrakło dla niego miejsca w
zborach
cieszyńskich. Był pastorem kolejno w Sycowie, Laskach koło Kępna i w
Międzyborzu
(1883 -1908). W latach 1884 -1891 redagował wydawane we Wrocławiu
czasopismo
Nowiny Szląskie, popularyzujące kulturę i literaturę polską oraz
występujące
w obronie polskiego języka w szkole i kościele. Publikował studia
historyczne
np. Dzieje kościoła chrześcijańskiego i własne znakomite kazania (m.in.
Katechizm międzyborski; 1886).
1913
Uroczyste obchody stulecia
"niemieckiej
wojny wyzwoleńczej".
Z tej okazji imprezy różnej rangi odbyły się w większości miejscowości
na Śląsku, a materialnym ich świadectwem są istniejące jeszcze
gdzieniegdzie
pomniki lub tablice pamiątkowe. Centralne uroczystości miały miejsce we
Wrocławiu, z racji roli jaką miasto odegrało podczas wojen
napoleońskich.
20 V 1913 otwarto tu wielką Wystawę Stulecia. Miejscem prezentowania
części
eksponatów, a także okolicznościowych koncertów była Hala Stulecia
(obecnie
Hala Ludowa) - gigantyczny obiekt widowiskowy zbudowany z żelazobetonu
według projektu miejskiego architekta Maxa Berga (1870 -1947). W Hali
odbyła
się wówczas premiera dramatu Gerharta Hauptmanna Festspiel in deutschen
Reimen, pomyślana jako kulminacyjny punkt obchodów. W 1942 r. we
Wrocławiu
Gerhartowi Hauptmannowi zorganizowano uroczysty jubileusz z okazji
80-lecia
urodzin i 30-lecia otrzymania Nagrody Nobla.
Kto
zamiast nazwy Hala
Wrocławska
(a
lepiej Hala Śląska
Polskiego)
używa
nazwy "hala
stulecia",
ten
reprezentuje antypolską
tradycję pruską
i
demonstruje pogardę dla
naszych interesów
narodowych,
za
które Prusacy
prześladowali Polaków
studiujących we Wrocławiu
wkrótce
po klęsce wojsk
polskich pod wodzą
Napoleona.
Kto
przed ks. Józefem
Poniatowskim
- otoczonym
kultem polskim patriotą z wyboru -
stawia
zasłużonego dla Prus
majora Adolfa
Luetzowa,
ten
wkrótce przywróci pierwotne
nazwy obiektom
nazwanym
imieniem Starego
Fryca, Bismarka
i ...
tego
ostatniego, najbardziej
skutecznego
polakożercy.
Warto
jeszcze raz przeczytać
wyżej podaną
informację:
8 XI 1817
Na
Uniwersytecie Wrocławskim
powstała organizacja
"Polonia" skupiająca studentów Polaków (stanowili ok. 1/3 wszystkich
studentów;
do wrocławskiej uczelni trafiali przede wszystkim z sąsiedniej
Wielkopolski).
Do utworzenia organizacji doszło na skutek rozłamu w studenckiej
korporacji
"Silesia", istniejącej od 1811 r., która zrzeszała młodzież narodowości
polskiej i niemieckiej (Polacy, ze względu na odmienny stosunek do
wojny
1813 r., odmówili uczestnictwa w uroczystości ku czci studentów
poległych
w czasie wojny z Napoleonem). "Polonia" wychowywała młodzież w duchu
patriotyzmu,
urządzała obchody z okazji rocznic Konstytucji 3 Maja, utrzymywała
kontakty
z innymi polskimi środowiskami akademickimi. Upadła na skutek
aresztowań
w 1822 r. W 1829 roku działalność "Polonii" wskrzesił student Adam
Koczkowski.
Tym razem przetrwała tylko do 1830 r. Po wybuchu powstania
listopadowego
większość jej członków podążyła do Królestwa Polskiego i zaciągnęła się
do oddziałów powstańczych.
W
1914r. Wojciech Kossak
namalował olejny obraz
na desce (58 x 47 cm)
"Szwoleżer
polski w starciu z
huzarem pruskim"

Kto
widzi tem obraz, niech się
zastanowi komu
Polacy powinni życzyć zwycięstwa w śmiertelnym starciu Polaka z zaborcą.
Warto przyjrzeć
się nakryciu głowy
Prusaka.
Tak, tak - jest tam TRUPIA GŁÓWKA (Der Totenkopf der Husaren)
Ci spośród
Polaków, którzy
przeżyli zagładę,
pamiętają następstwa przemówienia Hitlera na odprawie dowódców formacji
Wehrmacht w Obersalzberg w dniu 22. sierpnia 1939: "Obecnie tylko na
wschodzie
umieściłem oddziały SS Totenkopf (Z TRUPIĄ GŁÓWKĄ), dając im
rozkaz
nieugiętego i bezlitosnego zabijania kobiet i dzieci polskiego
pochodzenia
i polskiej mowy, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam
przestrzeń
życiową."
Der
Totenkopf der Wermacht:
Oswald Pohl und
Ernst Schmauser.

Pohl
als Kriegsverbrecher zum
Tode verurteilt
und hingerichtet.
Zbrodniarz
wojenny Pohl byl
skazany na śmierć
i stracony.

Norymberga/Nürnberg:
Verbrechen
gegen die Menschlichkeit
zbrodnia
przeciw ludzkości/crime
contre l’humanité/crime
against humanity
Stosunek
Polaków do niemieckich
zaborców i
nadzieje wiązane z Napoleonem odzwieciedla poniższy obraz
alegoryczny
przedstawiający Michała Archanioła w ubiorze polskim zwyciężającego w
r.
1806 czarta w ubiorze niemieckim (malarz Michal Elwiro Andriolli).

Kto
zamiast nazwy Hala
Wrocławska
(a
lepiej Hala Śląska
Polskiego)
używa
nazwy "hala
stulecia",
niech
wyraźnie opowie się
po
jednej lub drugiej stronie
lojalności
i tradycji.
Siedzący
okrakiem na
barykadzie
są
dobrym celem z obu jej stron.
dr
Zbigniew Hałat W dniu Narodowego Święta Niepodległości 11. listopada 2011r., pod władzą Donalda Tuska, o 12. 50 przy ul. Nowy Świat w Warszawie niemieckie bojówki napadły na Polaków w mundurach polskich szwoleżerów .
|
VIII 1914
Po wybuchu I wojny światowej
władze
niemieckie dokonały
na Górnym Śląsku prewencyjnego aresztowania 40 polskich działaczy
narodowych
i osadziły ich w Nysie (m.in. Bronisław Koraszewski, redaktor i wydawca
"Gazety Opolskiej"). Zawieszono działalność polskich organizacji i
wydawanie
polskich czasopism (po paru dniach kilka z nich uzyskało zezwolenie na
wydawanie, lecz musiały podlegać ścisłej cenzurze realizowanej przez
władze
wojskowe).
23 VIII 1914
W Cieszynie odbyła się narada
przedstawicieli trzech
polskich stronnictw politycznych działających na Śląsku Cieszyńskim.
Wzięli
w niej udział m.in. ks. J. Londzin, Jan Michejda i Tadeusz Reger. W jej
wyniku powołano Sekcję Śląską Naczelnego Komitetu Narodowego, która
przystąpiła
do formowania Legionu Śląskiego.
21 IX 1914
Wymarsz z Cieszyna Legionu
Śląskiego,
złożonego z
354 ochotników pod dowództwem ppor. Józefa Lebiedzika. Ostatecznie z
formacji
tej utworzono śląską kompanię 3 pułku Legionów Polskich (II Brygada);
kilkudziesięciu
Cieszyniaków włączono do innych kompanii tego pułku. Śląska kompania
brała
udział w walkach przeciwko Rosjanom na froncie wschodnim. Jej dowódca,
cieszyński poeta Jan Łysek, poległ w bitwie pod Kostiuchnówką 5 XI 1915
r.
1933
Dzięki staraniom Komitetu
Wydawnictw
Śląskich Polskiej
Akademii Umiejętności w Krakowie (powstał w 1932 r.) ukazał się
pierwszy
tom fundamentalnego dzieła polskiej historiografii międzywojennej
zajmującej
się przeszłością Śląska - Historia Śląska do roku 1400; praca zbiorowa
pod redakcją Stanisława Kutrzeby. Komitet (korzystający z hojnych
subwencji
wojewody śląskiego Michała Grażyńskiego) wydał również wiele prac z
zakresu
prahistorii, etnografii, językoznawstwa i geologii Śląska.
1933 -1937
W wyniku akcji walki z polskim
i
słowiańskim nazewnictwem,
realizowanej przez władze niemieckie, zmieniono (zgermanizowano) ok.
1280
nazw miejscowości i nadano ponad 600 nowych nazw różnym obiektom
geograficznym
(rzekom, lasom) wzgórzom itp.). Najwięcej nazw zmieniono w niemieckiej
części Górnego Sląska; akcją objęte zostały również niektóre powiaty
Dolnego
Śląska oraz tzw. "czeski zakątek" na ziemi kłodzkiej (rejon Lewina i
Kudowy).
Z nazw usuwano przymiotnik "polski" (polnisch; np. miejscowość Polska
Cerkiew
w pow. raciborskim przemianowano z Polnisch Neukirch na Grass
Neukirch),
zmieniano nazwy ze słowiańskim przyrostkiem -ice (-itz; np. Bieńkowice
- Benkowitz na Berendorf) bądź o słowiańskim rodowodzie (np. Lewin na
Hummelstadt),
czy wreszcie nadawano nazwy na cześć osób zasłużonych dla historii
niemieckiej
(np. Krobielowice na Buechersruh, a Okrzeszyce na Bismarckfeld).
Felieton
z 24. listopada
2005
- fragment -
W
powiecie grodzkim Breslau
głosowało 85,5%
wyborców, z czego 201 309 (49,4%) oddało głosy na NSDAP. W powiecie
ziemskim
Breslau głosowało 92,2% wyborców, z czego 55 084 (48,0%) oddało głosy
na
NSDAP, a w sąsiednim powiecie ziemskim Schweidnitz głosowało 94,2%
wyborców,
z czego 23 551 (42,20%) oddało głosy na NSDAP.
Rządy
Narodowosocjalistycznej
Partii Robotniczej
Niemiec przemieniły zwykłych zjadaczy chleba w bestie i doprowadziły do
zagłady nie tylko ich sąsiadów, ale także - choć w mniejszym stopniu -
ich samych.
Rządy
nazistów doprowadziły też
do przepadku
niemieckiego mienia na rzecz ich ofiar i dzięki temu do
zakończenia
dwustuletniego panowania prusactwa w kolebce naszej państwowości – na
Śląsku,
który przyjął swą nazwę od świętej góry Prasłowian – Ślęży dominującej
nad żyzną równiną pomiędzy Wrocławiem i Świdnicą.
Wbrew
dowodom archeologicznym i
historycznym
Prusacy jeszcze tuż przed wojną zacierali polskie pochodzenie nazw
wielu
wsi ślężańskich, nadając im zmyślone nazwy od wędrownych Wandalów –
Silingów
(Strachów zamieniono na Silingtau, a Sulistrowiczki na
Silingtal).
Ofiarami
nazistów byli też
niegłosujący na
nich wyborcy niemieccy, np. w Bawarii. W Monachium na NSDAP głosowało
178
419 osób, tj. 37,8% wszystkich głosujących, w powiecie Altoeting
pierwsze
miejsce zajęła Bawarska Partia Ludowa (11 331 głosów – 46%
głosujących),
a dopiero drugie NSDAP ( 6 381 głosów – 25,7% głosujących). W 1933 w
miejscowości
Marktl, powiat Altoeting, było 952 mieszkańców…
dr
Zbigniew Hałat
'
|
' |
XII 1934
Gauleiterem Śląska (stanowisko
partyjne w
NSDAP)
oraz nadprezydentem prowincji górno- i dolnośląskiej został Josef
Wagner.
Jego stanowisko wobec Polaków zamieszkujących Śląsk zostało zawarte w
przemówieniu
z kwietnia 1935 r.: "Wszystko, co mogłoby wskazywać na cokolwiek
polskiego,
musi zniknąć. W ciągu 10 lat stanie się nasz Śląsk rdzennie niemieckim
(...). W ciągu 30 lat cały Górny Śląsk nie będzie nic wiedział o
Polakach".
Program Wagnera realizowany był z całą bezwzględnością, aczkolwiek ze
względu
na obowiązywanie konwencji genewskiej w sprawach mniejszościowych (do
r.
1937) i poprawne stosunki na szczeblu rządowym (po podpisaniu
polsko-niemieckiego
paktu o nieagresji w 1934 r.) władze niemieckie starały się maskować
swoje
poczynania. Istotnym hamulcem w ich polityce był również fakt istnienia
mniejszości niemieckiej w Polsce, która korzystała z szeregu uprawnień
i nie chciano narażać jej na polskie działania odwetowe.
6 V 1945
Kapitulacja niemieckiego
garnizonu we
Wrocławiu zakończyła
największą bitwę II wojny światowej na Śląsku. Wzięło w niej udział ok.
50 tys. żołnierzy radzieckich z 6 Armii dowodzonej przez gen.
Włodzimierza
Głuzdowskiego i niemiecka załoga "Festung Breslau" licząca ok. 65 tys.
żołnierzy. Komendantem twierdzy był płk Hans von Ahlfen (od 8 marca
gen.
Hermann Niehoff); z ramienia NSDAP obroną kierował gauleiter Śląska
Karl
Hanke. Pierścień okrążenia wokół miasta zamknął się 16 II, a 20 lutego,
po odrzuceniu przez niemieckie dowództwo propozycji kapitulacji,
oddziały
radzieckie rozpoczęły szturm. Szczególnie ciężkie walki toczono o
dzielnice
południowe i zachodnie. Walczono dosłownie o każdą ulicę i każdy dom.
Natarcie
wygasło w połowie marca w skutek ciężkich strat poniesionych przez
oblegających.
Władze hitlerowskie wprowadziły we Wrocławiu drakońskie zarządzenia
(np.
obowiązek pracy dla całej ludności cywilnej z chłopcami i dziewczętami
od 10 i 12 roku życia włącznie). Kolejny szturm, poprzedzony ciężkimi
bombardowaniami,
rozpoczął się 1 kwietnia i już pierwszego dnia przyniósł oddziałom
radzieckim
poważny sukces - zdobycie lotniska na Gądowie, przez które drogą
powietrzną
zaopatrywany i uzupełniany był niemiecki garnizon. Co prawda na rozkaz
Hankego już od końca lutego przygotowywano zapasowe lotnisko w centrum
miasta, wyburzając w tym celu całą dzielnicę, lecz zdołał z niego
wystartować
tylko jeden samolot (6 maja zbiegł nim z Wrocławia gauleiter Hanke). Po
zdobyciu lotniska Rosjanie, chcąc uniknąć większych strat, wyraźnie
hamowali
tempo natarcia i ograniczali się do blokowania załogi twierdzy. Mimo
to,
miejscami dochodziło do zaciętych walk ulicznych trwający z różnym
natężeniem
do pierwszych dni maja. Ostatecznie 6 maja, po 80 dniach oblężenia i
cztery
dni po upadku Berlina, dowództwo "Festung Breslau" zdecydowało się
podpisać
akt bezwarunkowej kapitulacji. Długotrwała (i od pewnego czasu
strategicznie
nieuzasadniona) obrona miasta doprowadziła do jego zagłady. Zniszczeniu
uległo ok. 70 % budynków, zakłady przemysłowe oraz cenne zbiory
muzealne
i biblioteczne. Pod gruzami zginęło ok. 80 tys. mieszkańców Wrocławia.
W walkach poległo 9 tys. żołnierzy radzieckich, a 17 tys. zostało
rannych.
Straty niemieckie sięgnęły 8 tys. żołnierzy zabitych i 23 tys.
rannych. |
Trup Festung Breslau

Miasto ogląda swoje rany w lustrze Odry

Plan Wrocławia z 1946r.

Plac Grunwaldzki
"Przeszedłszy przez Kaiserbriicke, ujrzałem rozległą pustynię
i
bezludną przestrzeń gruzów. Tam gdzie kiedyś ciągnęła się
najpiękniejsza
ulica Wrocławia z pięknymi skwerami, gdzie wyższe sfery miasta miały
swe
okazałe domy, gdzie wspaniałe kościoły podkreślały piękno panoramy
miasta,
sterczą dziś okopcone sżczątki spalonych budynków. Olbrzymie zwały
gruzów
zalegają szeroką przestrzeń od Kaiserbriicke do Fiirstenbriicke, a
wśród
zwalisk na tym rozległym terenie pracują niezliczone masy ludzi niby
rój
mrówek. Pracują dniem i nocą, aby ten olbrzymi plac przekształcić w
lądowisko."
( ks. Paul Peikert "Kronika dni oblężenia. Wrocław 22 I - 6 V 1945)
Dzielnice bezimiennych ulic w morzu ruin
"Dolny Śląsk" praca zbiorowa pod redakcją K.
Sosnowskiego i M.
Suchockiego
z cyklu Ziemie Staropolski pod redakcą Z. Wojciechowskiego,
1948


Jan Sztaudynger
STROFY
WROCŁAWSKIE
Okładka i
rysunki w tekście
Jana
Wronieckiego
Poznań 1947
|
 |
JEST
PRZEPOWIEDNIA
Jest
przepowiednia w
wieków śpiąca
cieniu,
Wpisana
w dzieje:
"Z
Wrocławia kiedyś kamień na
kamieniu
Nie
ocaleje!"
Tu,
gdzie wesołe, dziecięce
głosy
Szczebiotem
kwitły,
Zostaną
trupy i gruzów stosy,
Świadkowie
bitwy. -'
Kościoły
znajdą ramiona
wieżyc
W
mrokach swych kroków,
I
zamiast stropu "zwalony
leży"!
Czoła
nakryją cieniem
obłoków.
Jest
przepowiednia (kiedy ją
czyta
przechodzień - szlocha)
W
księgach prastarych piórem
wyryta
Złego
proroka.
|
| NA
ULICACH WROCŁAWIA
Na
ulicach Wrocławia
Śmierć
się ślicznie zabawia.
Tańczy
lekko, niewiele,
Wyciągając
piszczele.
Tańczy
lekko i z gracją
Kosą
kończąc orację!
Scina
lilie i róże
Wyrośnięte
w marmurze.
Ścina
domy i wieże,
Kosy
ścina je końcem,
Nogi
wsparła o księżyc
I
podpiera się słońcem.
Dojrzewają
krużganki
Nad
nicością rozchwiane,
Pająk
z mrokiem gra w kości,
Chwycił
w siatkę
krużganek.
|
 |
|
BOŻE,
CO TYLE
WIEKÓW PATRZAŁEŚ
Boże,
co tyle wieków
patrzałeś
Na
gwałt nad nami,
Znowu
pozwalasz mosty
wrocławskie
Ważyć
stopami.
Znowu
pozwalasz zielonej
wieży
Budzić
koguta,
Tu,
gdzie germańska na przekór
sobie
Butwiała
buta.
Znowu
pozwalasz całować
Odrę,
Polskimi
słowy,
Zamilkł
niemieckich zdań
barokowych
Przemyślny
skowyt!
Użycz
mi słowa o świeżej
mocy,
Jak
kurów pianie,
Abym
zadzwonił hejnałem
świtu
Na
zmartwychwstanie.
|
MODLITWA
DO ŚW. JANA
CHRZCICIELA
POLSKIEGO
PATRONA
WROCŁAWIA
Słuchaj:
Jak modro,
Rozmawia
z Odrą
Niebo,
-
Jak
srebrnie zbawia
Mury
Wrocławia
Odrą.
I jak
zielono
W
zieleni toną
Ulice.
O
święty Janie,
Miasta
patronie
Chrzestny!
Pozostań
z nami,
Byśmy
wiekami
Krzepli.
|
|
ZŁOCISTY
RANEK, PUCHAR
ZŁOCISTY ...
Złocisty
ranek. Puchar
złocisty.
Piję z
pucharu lotny czar ranka,
Niewysyłane
układam listy,
Jak
gdyby była jakaś
kochanka.
Odry
kochanek - ja dziecię
Wisły
Zgiąłem
przed rzeką srebrną
kolana.
I
całej Polsce wyznanie
cisnę:
Odra
mym wierszem sercu
przyznana. -
Niechaj
za morzem kupcy
angielskie
Krają
nam Polskę, jak krają
trupy,
Bolesławowym
wspaniałym
gestem
Na
Odrzę wbiję poezji
słupy.
|
|
|