WŁADYSŁAW
SEMKOWICZ
GÓRA SOBÓTKA
I JEJ ZABYTKI
POLSKIE
Z 16 ILUSTRACJAMI i 1 TABLlCĄ
POZNAŃ - WROCŁAW
INSTYTUT ZACHODNI 1949
Przedruk z miesięcznika "Śląsk". wrzesień -
październik 1947 r.
Materiał ilustracyjny zebrała i przypisami zaopatrzyła
Dr M a r
i a Woj c i e c h o w s k a
| Artykuł ś. p. prof. Wł. Semkowicza, w części
pierwszej streszcza i
uzupełnia wyniki Jego pracy ptl. Historyczno-geograficzne
podstawy Śląska,
stanowiącej część zbiorowo napisanej "Historii Śląska od
najdawniejszych
czasów do roku 1400", wydanej przez Polską Akademię Umiejętności,
Kraków
1933 t. I. Druga część artykułu jest wyciągiem z rozprawy pt.
Zabytki
romańskie na górze Sobótce ogłoszonej w Przeglądzie
Historii Sztuki,
Rocznik I. Kraków 1929, str. 29-36. |
Jeśli w pogodny, jasny dzień z któregokolwiek szczytu
Karkonoszów skierujemy
wzrok w kierunku Wrocławia, dojrzymy na rozległej dolinie
nadodrzańskiej
ścielącej się u naszych stóp, w okolicy Świdnicy, wyniosłą, samotną,
czarnym
lasem pokrytą górę. która wystrzela nagle w niebo z równi śląskiej,
chowając
najczęściej swą głowę w obłoku. Jest to słynna Góra Sobótka (718 m)
wraz
z niższą od niej o sto kilkadziesiąt metrów Górą Sępią (572 m).
Kształtem
swym przypomina ten górotwór z daleka potężny wulkan, coś jakby
Wezuwiusz
w Zatoce Neapolitańskiej ze swym towarzyszem Monte Cavo.
Rzecz ciekawa i znamienna, że tak wysokiej góry daremnie
byśmy szukali
na Śląsku poza granicą sudecką, ba! nie znajdziemy takiej wyniosłości w
postaci samotnej góry w całej Polsce poza Karpatami, bo i Łysa Góra
świętokrzyska
jest o 100 m przeszło niższa od Sobótki. Jednym słowem Sobótka to
najwyższa
wewnętrzna góra nie tylko śląska, ale w ogóle polska i wyższą od niej
górę
znaleźlibyśmy dopiero za Bałtykiem w Skandynawii a na wschodzie aż na
Uralu.
Toteż dawne opisy Śląska, porównując kształt tej krainy
z wielką tarczą,
nazywają Górę Sobótkę guzem, wypukłością, pępkiem, umbilicus Silesiae,
mieniąc ją równocześnie najmilszą, naj sławniejszą górą Śląska, mons
amoenissimus
ac olim celeberrimus. Ta jej wysokość i położenie pośród równiny
śląskiej
i całej niziny środkowo-europejskiej predestynowały ją do odegrania
niezwykłej
roli politycznej i kulturalnej zarówno w okresach przeddziejowych jak i
we wcześniejszej historii Śląska, w czasie, gdy wokół niej
rozbrzmiewała
jeszcze tylko polska mowa.
Nazwa Góry Sobótki nie jest nazwą najstarszą. Pochodzi ona od
miasteczka
Sobótki, które rozsiadło się u stóp jej po północnej stronie.
Miasteczko
powstało ze starszej jeszcze osady targowej dopiero w wieku XIII, a
nazwane
zostało Sobótką od targów, które się tam odbywały w soboty, podobnie
jak
śląska Środa czy poznańska Śródka miały swe nazwy od targów środowych.
Stąd jest w Polsce więcej osad o nazwie Sobota i Sobótka, wszędzie
gdzie
dawne targi odbywały się w soboty. A jeśli nasza osada zwała się Sobotą
(względnie od XIV w. Sobótka), to przecież ta nazwa nie mogła być
starszą
aniżeli zaprowadzenie chrześcijaństwa na Śląsku w r. 1000 ze swym
kalendarzem
chrześcijańskim, który przyjął na określenie ostatniego dnia w tygodniu
starozakonną nazwę s a b a t h, sobota, nieznaną kalendarzowi
pogańskiemu.
Więc nie z pogańskich czasów może pochodzić nazwa Góry Sobótki, lecz
dopiero
z epoki chrześcijańskiej, tj. po roku 1000. Jeśli zaś ta nazwa nie jest
najstarszą nomenklaturą góry, zapytajmyż, jaka była jej nazwa starsza,
poprzednia, powiedzmy przedchrześcijańska, pogańska.
Przychodzi nam tu w pomoc kronikarz niemiecki Thietmar,
biskup merseburski,
żyjący w latach 975-1018 a więc w czasach Mieszka I i Bolesława
Chrobrego,
który w swej Kronice górę naszą nazywa Mons Silensis, dodając, że ona
"z
powodu swej jakości i wielkości oraz z powodu przeklętych praktyk
pogańskich,
jakie tam odprawiano, cieszyła się u wszystkich mieszkańców wielką
czcią"
1).
Nie ulega wątpliwości, że Thietmar ma na myśli Górę Sobótkę, określając
jej położenie koło grodu Niemczy i podając nie tylko jej pierwotną
nazwę,
ale i niesłychanie ciekawe szczegóły, tyczące się kultu pogańskiego
oraz
wysokiej czci, jakiej ta góra zażywała w kraju za jego czasów. Co
więcej
Thietmar stwierdza, że od nazwy góry cały ten kraj zwie się pagus
Si/ensis,
wskazując, że między nazwą góry a nazwą kraju istniał bezpośredni
związek,
zrozumiały w świetle tego, co powiedział równocześnie o szczególnym
znaczeniu
i czci, jaką się ta góra cieszyła pośród mieszkańców kraju.
Co znaczy mons wzgl. pagus Silensis, jaka jest
etymologia tego wyrazu?
Co do tego istnieje między językoznawcami niemieckimi a polskimi
poważny
spór, który jest niczym innym jak sporem o pochodzenie nazwy Śląska i
Ślężan
2).
Otóż niemieccy lingwiści (dziś przede wszystkim prof. berliński Vasmer)
wywodzą nazwę Ślężan, pojawiającą się po raz pierwszy jeszcze w IX
wieku
u tzw. Geografa Bawarskiego w formie Sleenzane (=Ślężanie), od
germańskiego
plemienia Silingów, odłamu Wandalów, który to szczep przebywał
przelotnie
w czasach cesarstwa rzymskiego na obszarze Śląska, jak świadczy geograf
starożytny Ptolomeusz z II wieku po Chr. Od germańskiego pierwiastka
Siling
powstać miała słowiańska forma Ślęg jako nazwa góry (przymiotnik
Ślęża),
nazwa rzeczki Ślęży opływającej tę górę i wpadającej poniżej Wrocławia
do Odry, dalej nazwa Ślężan, plemienia mieszkającego wokół góry Ślęży i
nad rzeką Ślężą, a wreszcie nazwa całej krainy: ziemia Ślęża, w
skróceniu
jednym słowem Śląsk (czeskie Slezsko). Językowo byłoby to wszystko w
porządku,
gdyby nie można było tego procesu odwrócić i powiedzieć, że naprzód
jako
starsza była słowiańska forma Ślęg, była góra i rzeka Ślęża, wreszcie
plemię
Ślężanie, z której to nazwy przebywające tam przejściowo w wędrówce
swej
plemię wandalskie urobiło sobie później przez dodanie końcówki "ingi"
nazwę
plemienną Silingi. Taką tezę, którą postawiłem w jednej z prac moich
śląskich,
przyjęła większość dzisiejszych polskich archeologów i językoznawców (z
prehistoryków prof. Kostrzewski, z językoznawców prof. Rudnicki,
Taszycki,
ks. Kozierowski). Wszak w analogiczny sposób z nazwy bez wątpienia już
czysto słowiańskiej "Połabianie" utworzyli średniowieczni pisarze
germańscy
formę "Polabingi" przez dodanie końcówki germańskiej "ingi".
A więc naprzód byli slowiańscy, polscy Ślężanie, a potem
od nich przezwali
się germańscy Silingi, którzy zresztą w V wieku wywędrowali wraz z
Wandalami
i Alanami do Hiszpanii i tam zostali wytępieni.
Zapytajmy z kolei, co oznacza słowiański pierwiastek
"ślęg", tkwiący
w nazwie Góry Ślęży? Pierwiastek ten dochował się po dziś dzień w
polskich
wyrazach: ślągwa, ślągnąć, ślęganina, prześlągły, oznaczając tyle co
deszcz,
słota, potem miejsce wilgotne, mokre. Otóż tym pojęciom odpowiada
surowy,
obfitujący w deszcze i mgły klimat Góry Slęży, której szczyt spowity
jest,
jak wspomniałem, przeważnie w chmurach, rzeczka zaś Ślęża płynie w
terenie
bagnistym i wilgotnym, ma niskie, rozlewne brzegi, co również mogłoby
odpowiadać
charakterowi klimatycznemu i hydrograficznemu kotliny zamieszkałej
przez
plemię Ślężan. Nazwy więc Góra Slęża i rzeka Ślęża są to typowe nazwy
topograficzne
a nazwa plemienna Ślężan jest nazwą pochodną, utworzoną nie od nazwy
germańskich
Silingów, jak chcą Niemcy, ale przyjętą przez osiadłe w okolicy Góry
Ślęży
i rzeki Ślęży plemię polskie.
Jeśli zaś chodzi o to, kto od kogo zapożyczył swą nazwę,
Ślężanie od
Silingów czy Silingi od Ślężan, to o tym rozstrzygnie chyba
stwierdzenie,
które z tych plemion jest autochtonicznym, a które przybyszem i tylko
czasowym
okupantem? Prehistoryczne badania prof. Kostrzewskiego oraz językowe
badania
prof. Lehra-Spławińskiego nad pierwotną kolebką Słowian, oparte na
bardzo
rozległym materiale, wykazują dowodnie, że kolebką tą są właśnie
dzisiejsze
ziemie zachodnioslowiańskie, a więc przede wszystkim polskie, i to już
co najmniej na kilkaset lat przed Chr., podczas gdy Germanie pojawiają
się w środkowej Europie znacznie późniei, w II w. przed Chr., tak że
dziś
nie ma wątpliwości, iż polscy Ślężanie siedzieli w swych siedzibach na
długo, długo przed przyjściem na Śląsk plemion germańskich. Jeśli więc
Niemcy nazywają dziś późniejszą Górę Sobótkę Siling, to jest to nonsens
i anachronizm. Góra ta nazwy Siling nigdy nie posiadała - nazywała się
z dawien dawna po polsku Ślęż, Góra Ślęża tj. słotna, deszczowa, mokra
góra, która to nazwa naturą uzasadniona' przetrwała w źródłach naszych
do XIII w. po Chr. i występuje w dokumentach w formie zlatynizowanej
jako
Mons Silentii (Zlenz, Zlenc), dla rzeki zaś fluvius Selenza, Slenza,
tj.
rzeka Ślęża. Pamięć i tradycja o pochodzeniu nazwy Śląska od góry i
rzeki
Ślęży przetrwała do wieku XV i XVI, kiedy tak Góra Sobótka jak i rzeka
opodal niej płynąca już te nazwy zatraciły. Oto Konrad Celtes, słynny
niemiecki
humanista z końca XV w., wspomina amnem Slesum a pierwszy opis Śląska
Stenusa
z początku XVI w. wprost mówi, że nazwa Śląska pochodzi od rzeki
Slesus.
Ostatecznie uzasadnił naukowo związek nazwy Śląska z górą i rzeką Ślęzą
uczony śląsko-polski Bandtkie. Co prawda Stenus i Bandtkie nie mieli
pełnej
racji, o tyle że nie rzeka, ale Góra Ślęża była właściwym źródłem nazwy
rzeki i krainy Śląska, jak to wyraźnie stwierdza Thietmar, pisarz z Xl
w., o tyle więc bliższy tych zamierzchłych czasów plemiennych, kiedy
nazwa
ta ograniczała się do znacznie węższego terytorium w najbliższej tylko
okolicy Góry Ślęży, rzeki tej nazwy i istniejącego już wtedy Wrocławia.
Dopiero z czasem w ciągu XI w. nazwa Śląska rozpostarła się szerzej na
cały basen Odry i wyparła dawne nazwy innych plemion, jak Trzebowian,
Bobrzan,
Dziadoszan na Dolnym Śląsku, oraz Opolan i Gołężyców na Górnym Śląsku.
Stało się to niewątpliwie dzięki centralnemu położeniu plemienia
Śląska,
dzięki temu, że Wrocław stał się stolicą kościelną całej tej
nadodrzańskiej
krainy, ale musiał do tego przyczynić się niemało i ten wzgląd, że nad
całą tą krainą panował wierzchołek najwyższej w niej góry - Ślęży.
A była to góra święta już nie tylko dla mieszkańców
najbliższej okolicy,
ale dla całego Śląska, gdyż - jak świadczy Thietmar - stanowiła ona
centrum
pogańskich praktyk. Około tej góry i tych kultów skupił się cały śląski
element pogański, wrogi oczywiście świeżo zaprowadzonemu
chrześcijaństwu,
które trzymało się miasta Wrocławia i jego katedry na wyspie
odrzańskiej.
Thietmar wyraźnie powiada o sile tego pogańskiego elementu, że Góra
Ślęża
z swoimi świętościami pogańskimi "u wszystkich mieszkańców była we czci
wielkiej", nie tylko zatem z powodu swych znacznych
rozmiarów.
Jakie to były te pogańskie kulty - dziś już nie wiemy, ale może spośród
obrzędów, które dotąd siłą tradycji dochowały się wśród naszego ludu,
najbardziej
nasuwałoby się święto Kupały, obchodzone w okresie świętojańskim a
znane
dotąd w całej Polsce pod nazwą Sobótki. Nazwa obrzędu "Sobótka" nie
jest
dotąd całkowicie wyjaśniona, w każdym razie z sobotą jako nazwą dnia
nie
ma nic bezpośrednio wspólnego, wobec tego zaś, co wiemy o niezwykłym
znaczeniu
tej świętej góry i pogańskich praktyk, oraz o dalekim zasięgu
tychże
praktyk, odprawianych właśnie na górach, m. i. także po dziś dzień na
Górze
Sobótce, istnieje prawdopodobieństwo związku obchodu palenia sobótek z
Górą Sobótką, jakkolwiek otrzymał on już nowszą, XIIl-owieczną nazwę
tej
góry, utworzoną, jak wspomniałem, od nazwy miasta Sobótki.
O sile pogaństwa na Śląsku w dobie wprowadzenia
chrześcijaństwa zdają
się świadczyć nowsze wykopaliska niemieckie, które wykryły zarówno u
stóp
Góry Ślęży jak na stokach jej i na wierzchołku obwarowania i wały
kamienne,
pochodzące z czasu ok. r. 1000 po Chr., a więc z tego właśnie czasu, o
którym wspomina Thietmar, mówiąc o górze jako o centrum pogaństwa. Była
to prawdziwa twierdza przez pogan silnie obwarowana, i to w odległości
niespełna 40 km od stolicy biskupiej we Wrocławiu. Nie wiemy, jak się
wobec
tego zachowywali pierwsi chrześcijańscy władcy Polski, odbiwszy Czechom
w końcu X w. Śląsk, przypuścić jednak można; że trzymając w karbach lud
pogański, raczej tolerowali jego świętości na Górze Sobótce, aby sobie
nie stwarzać trudności w pogranicznym pasie lewobrzeżnego Śląska. Co
najwyżej
prowadzili tam prace misyjne. Wiemy, że w okolicy Oławy, a zatem w
niedalekiej
odległości od Góry Sobótki, działał w tym kierunku za czasów Chrobrego
św. Świerad, późniejszy apostoł Słowacji, którego kult pozostawił w
Oławic~
wyraźne ślady jeszcze w XIV w. Za to odkąd nie stało mocnej ręki
Chrobrego,
po tajemniczej śmierci syna jego Mieszka II, kiedy zwaliła się na młode
państwo polskie cała koalicja wrogich sąsiadów, reakcja pogańska
podniosła
znowu w Polsce głowę. Najsilniej jednak powstała ona na Mazowszu i na
Śląsku.
Na Śląsku miała ona punkt oparcia na Górze Sobótce. Biskup i kler z
Wrocławia
musieli uchodzić z miasta i kryć się w Smogorzowie czy w Ryczeniu. a
domiar
nieszczęścia Brzetysław czeski wpadł do Polski, złupił ją doszczętnie i
lewobrzeżną część Śląska wraz z Górą Sobótką przyłączył do Czech.
Dopiero
po kilkunastu latach powiodło się Kazimierzowi Odnowicielowi odzyskać
tę
część Śląska (l050), poskromić pogaństwo a biskupi w r. 1051 mogli znów
wrócić do Wrocławia.
Trzeba przypuszczać, że odnowienie chrześcijaństwa we
Wrocławiu i powrót
biskupa poprzedzić musiało zupełne zlikwidowanie gniazda pogaństwa na
Górze
Sobótce. Źródła co prawda milczą o tym, co się tam działo w ciągu
drugiej
połowy XI w., ale zdarzenia z początku XII w. rzucają światło wstecz i
pozwalają wysnuć pewne wnioski retrogresywne. W tym bowiem czasie, za
Bolesława
Krzywoustego, Góra Sobótka wypływa znów na widownię dziejową, i to w
sposób
nie byle jaki. Oto na wierzchołku góry wznosi się wówczas ogromne
grodzisko,
w którym siedzi możny i potężny rycerz polski, Piotr Włostowic czyli
Piotr
Włast z rodu Łabędziów, palatyn księcia Bolesława, którego późniejsza
tradycja
nazywa Duńczykiem a ród jego wywodzi z dalekiej Danii. Dziś jednak
wiemy,
że był to ród od dawna w Polsce osiadły, ojciec Piotra miał imię Włost
(tj. Włościbor), brat imię Bogusław, syn Świętosław, same słowiańskie
imiona,
a więc nie ma tu śladów nordyckiego pochodzenia, jak chcą Niemcy. Co
więcej,
wiemy, że już dziad Piotra miał na Śląsku posiadłości w pobliżu
Wrocławia
i co najciekawsze w pobliżu Góry Sobótki, która musiała być centrum
majątków
i główną siedzibą rodu. W czterdzieści lat po śmierci Piotra, w samym
końcu
XII w., papież zatwierdził klasztorowi kanoników regularnych NPM na
Piasku
we Wrocławiu, fundacji Piotra Własta, dziesięciny ze wszystkich
posiadłości,
jakie przypadły nieboszczykowi komesowi Piotrowi "w spadku po dziadzie
i ojcu". Jeśli tedy dziad Piotra Własta już miał Górę Sobótkę, a życie
jego przypada na czasy Kazimierza Odnowiciela, tj. połowę XI w., to
mielibyśmy
tu nawiązanie do losów Góry Sobótki, o których była poprzednio mowa, że
Kazimierz Odnowiciel w tym czasie zlikwidował tam to groźne gniazdo
pogańskie,
aby biskupi mogli powrócić do Wrocławia. Otóż zdaje się nie ulegać
wątpliwości,
że Kazimierz stłumiwszy reakcję pogańską na Śląsku, oddał jej główną
twierdzę,
tj. Górę Sobótkę, pod straż dziada Piotra Własta, nieznanego nam z
imienia
Łabędzica. I dopiero w trzeciej generacji Góra Sobótka, jako gród
palatyna
Piotra, wypływa znowu na widownię dziejową, ale już jako ośrodek
misyjny
chrześcijański.
Piotr Włostowic był rycerzem bardzo bogatym, prócz majątków ziemskich
bowiem posiadał jeszcze skarby, które mu przypadły w udziale po
podstępnym
pochwyceniu ruskiego księcia Wołodara. Skarby te stanowiły podstawę
jego
bogactwa, które zużytkował na cele religijne, był bowiem człowiekiem
żarliwej
wiary i gorącej pobożności, a legenda przypisuje mu fundację 77
kościołów
i klasztorów w Polsce, która to cyfra, choćby nawet silnie przesadzona,
świadczy o niesłychanie ożywionej akcji Piotra w kierunku budowy domów
Bożych. Urząd palatyna, jaki sprawował, był najwyższą, najbardziej
wpływową
godnością w państwie, gdyż nie tylko zastępował we wszystkim księcia,
ale
sprawował dowództwo nad wojskiem jako naczelny wódz, wojewoda. Był zaś
Piotr ponadto osobistością wysoce kulturalną, w stylu prawdziwego
Europejczyka,
który nawiązał stosunki kulturalne nie tylko z bliższym sąsiadem
niemieckim,
ale i z dalszym Zachodem francuskim, skąd sprowadzał zarówno światłych
zakonników i duchownych jak i budowniczych oraz majstrów i artystów,
używając
ich do budowy i ozdabiania swoich kościołów i klasztorów.
Jeśli o klasztory i kościoły chodzi, to nie podlega
wątpieniu udział
Piotra w ufundowaniu kościoła św. Wojciecha we Wrocławiu, oraz dwóch
klasztorów:
benedyktynów i augustianów, czyli kanoników regularnych. Klasztor
benedyktynów
pod wezwaniem NPM i św. Wincentego powstał we Wrocławiu około r. 1130
na
przedmieściu Olbino poza murami miasta. Była to ulubiona świątynia
Piotra
Własta, do której powołał mnichów z Tyńca pod Krakowem i w której obrał
sobie miejsce na wieczny spoczynek. Klasztor ten już dziś nie istnieje,
został bowiem zburzony w r. 1529 przez władze miejskie, gdy Wrocławiowi
groziło oblężenie tureckie. Pozostało po nim tylko kilka rysunków oraz
parę fragmentów architektonicznych, dziś rozproszonych, m. i. wspaniały
portal wmurowany obecnie u wejścia do kościoła św. Marii Magdaleny we
Wrocławiu.
Wcześniej przystąpił Piotr Włast do budowy klasztoru
augustianów pod
wezwaniem NPM, sprowadzając do niego zakonników francuskich reguły św.
Augustyna i stąd zwanych augustianami. Reguła zakonna tych tzw.
kanoników
regularnych, zmierzająca do reformy życia i obyczajów kleru świeckiego,
powstała w r. 1121 w Arrovaise w hrabstwie Artois we Flandrii, stamtąd
też sprowadził Piotr Włast już rychło potem pierwszych mnichów,
nawiązując
kontakt z jednym •z najsilniej promieniujących ośrodków kultury
zachodnioeuropejskiej
oraz życia religijnego.
Zachodzi pytanie, gdzie Piotr zamierzał tych mnichów francuskich
umieścić,
gdzie pragnął zbudować dla nich klasztor? Pytanie to jest w nauce
sporne.
Wiemy, że klasztor taki stanął później we Wrocławiu na Piasku, tuż w
sąsiedztwie
wyspy tumskiej, gdzie przetrwał do czasów obecnych (dotkliwie niestety
uszkodzony w czasie bombardowania Wrocławia w r. 1945).
Uczony niemiecki Wilhelm Schulte, który badał źródłowo
początki klasztoru
augustianów, był zdania, że pierwotna siedziba jego znajdowała się we
wsi
Górce, położonej u stóp Góry Sobótki. Natomiast wykopaliska
przedsięwzięte
przez. Niemców w ostatnich czasach na terenie samej Góry. Sobótki
doprowadziły
do innego wniosku, który jest zupełnie zgodny z tym, co przekazała nam
stara Kronika opatów klasztoru NPM na Piasku oraz niezależnie od niej
dawne
roczniki wrocławskie.
Zobaczmy, co mówią o tym te zapiski kronikarskie i
rocznikarskie. Otóż
powiadają one, że "kanonicy regularni arrowezyjscy mieszkali pierwotnie
na Górze Sobótce (in Monte Silentii alias Sobotka = g. Ślęż) odległej
od
Wrocławia o 5 mil, gdzie komes Piotr na wierzchołku góry miał swój
gród,
z którego do dziś dnia dochowały się resztki. Następnie mnisi z powodu
wilgotnego klimatu panującego na górze (propter rigiditatem aurae, quae
ibidem vigebat) przenieśli się na podnóże góry, do miejsca, które dziś
nazywa się Górką. Dopiero później przybyli do Wrocławia" 3). Z zapiski
tej wynika, że pierwszym etapem mnichów była Góra Ślęża, w obrębie
grodu
Piotra Włostowica, skąd wygnała ich właśnie ślągwa, tj. zabójczy
wskutek
wilgoci, deszczów i śnieżycy klimat, drugim etapem była miejscowość
Górka
u stóp Góry Sobótki (na płn. zach.), a dopiero później Wrocław, czego.
jednak już nie doczekał stary Piotr, który popadłszy w zatarg z
księciem,
został przezeń oślepiony i życia dokonał w r. 1153, a budowę
doprowadzili
do skutku jego synowie w drugiej połowie XII w. Po oślepieniu Piotra
Własta
majątek jego na Górze Sobótce został przez księcia skonfiskowany a w
grodzisku
na Sobótce osiedli odtąd kasztelanowie książęcy z różnych
rodów.
A więc wedle kronik i zapisek historycznych początki
klasztoru augustianów
wiążą się z Górą Sobótką. Co o tym mówią zabytki odkopane na Górze
Sobótce?
Pierwsze znaleziska zabytków romańskich na Górze Sobótce
poczynione
zostały jeszcze w wieku XVIII. W r. 1733 pewien turysta. niemiecki
znalazł
w połowie wysokości góry, przy starej drodze wiodącej z miasta Sobótka
na jej szczyt, dwa ociosane granitowe bloki kamienne, które po
oczyszczeniu
z metalu okazały się mocno nadniszczonymi rzeźbami. Jedna z nich
przedstawia
leżącą postać ludzką, jakby niewieścią, w długiej fałdzistej szacie;
głowa
i nogi, jak również prawe ramię odtłuczone; oburącz trzyma ta postać na
piersiach dużą rybę, sięgającą jej od ramion do kolan. Na rybie głęboko
wyryty znak graniczny w kształcie krzyża. Wyobraźnia ludowa ochrzciła
tę
rzeźbę mianem "panny z rybą". Obok niej stojąca rzeźba przedstawia
ustawionego
w pion zwierza, jakby niedźwiedzia, z utrąconymi nogami; wyrzeźbiony na
nim takiż sam znak graniczny, jak na leżącej postaci 4).
Na dalsze odkrycia trzeba było czekać wiek prawie.
Podczas przebudowy
starego opactwa w Górce pod Górą Sobótką w r. 1823 znaleziono w
fundamentach
tegoż naprzód jednego, a w parę lat potem w fundamentach sąsiedniego
budynku
gospodarskiego drugiego podobnego lwa kamiennego. Lwy te wyciosane z
miejscowego
granitu, jak i poprzednie dwie rzeźby, są grubą robotą nieudolnego
rzeźbiarza:
zwierz, spoczywający na czterech łapach na prostokątnej płycie, ma
małą,
na krótkiej szyi osadzoną głowę z tępym pyskiem; ogon podwinięty pod
lewą
tylną nogę i zarzucony na grzbiet. Zupełnie identyczny trzeci lew
wmurowany
jest w podstawę wieży kościoła parafialnego w mieście Sobótce.
Podobnego,
nie tak jednak grubej roboty lwa znaleziono przed stu laty na polu pod
Rogowem Sobockim, skąd zabrany został do pobliskiej wsi Garncarsko. Dwa
takież same lwy, tylko z nieco wyżej wzniesioną głową, wmurowane są we
wczesnogotycki portal kościoła we wsi Kwieciszowie koło Rogowa (5 km na
płn. od Sobótki). Sposób ich murowania wskazuje, że lwy są wcześniejsze
od portalu i nie dla tej budowy zostały wykonane, ale pochodzą z innej,
starszej budowy. Tak tedy razem znajduje się w tej okolicy sześć lwów
leżących,
pokrewnego typu; zwanego lombardzkim.
Pendent do niedźwiedzia stojącego obok "niewiasty z
rybą" na stoku góry,
stanowi znaleziony w połowie XIX w. w lesie powyżej Strzegomian drugi
niedźwiedź,
którego jednak w r. 1903 stamtąd zabrano i umieszczono na szczycie Góry
Sobótki przed nowym schroniskiem turystycznym.
Dalszym zabytkiem Góry Sobótki, znalezionym przed pięćdziesięciu kilku
laty w lesie przy drodze z miasta na szczyt góry, jest kadłub smoka, z
górną częścią skrzydeł i przednimi łapami, bez głowy i reszty tułowia.
We fragmencie tej rzeźby rozpoznać można wyraźnie typową rzeźbę
romańską
z bardzo prymitywnym, linearnym zarysem kształtów skrzydeł.
Przed kościołem św. Anny w mieście Sobótce stoi na
kamiennej podstawie
w dolnej tylko części, do pasa mniej więcej dochowany posąg postaci
ludzkiej
w długiej, jakby mniszej szacie, stąd zwany "mnichem" lub w wyobraźni
ludowej
"grzybem", a także "głową w hełmie". Jest na nim umieszczony także znak
graniczny, podobny do tego, który występuje na innych rzeźbach Góry
Sobótki.
Granitową kolumnę oraz mały, dziś zupełnie zwietrzały
kapitel romański,
okrągły, znaleziono w pobliżu kościółka (nowego) na szczycie góry,
kolumna
pochodząca ze Strzegomian znajduje się we wsi Będkowice na wschodnim
stoku
góry, fragment kapitelu znalazł się też w fundamentach opactwa w
Górce.
Do tego dodać trzeba jeszcze ciekawe fragmenty
architektoniczne, znalezione
w późniejszych murach wspomnianego kościółka w Kwieciszowie (gdzie
znajdują
się wyżej opisane lwy). Mianowicie w północnej ścianie jego tkwi typowe
romańskie okno bliźnie, z kolumienką o kapitelu okrągłym pośrodku,
które
to okno do tej budowli pierwotnie nie należało, lecz zostało wmurowane
tam później, jak i granitowe ciosy sześcienne na węgłach murów i
narożnikach
filarów. Tam też znalazła się granitowa szalka do mycia rąk i takaż
mała
kolumienka. Na jednym z kamieni znajduje się typowy znak
graniczny.
Wszystkie dotąd opisane znaleziska były w większej
części przypadkowe.
Dopiero w ostatnich trzydziestu kilku latach zaczęto robić celowe i
systematyczne
poszukiwania w najbliższej okolicy "panny z rybą" z rezultatem wcale
pomyślnym.
Oto znalazł się tam szereg obrobionych ciosów oraz fragmentów
architektonicznych,
z których najciekawszym jest łuk okienny i rodzaj nadproża.
Najcenniejszy
jednak zabytek w tej okolicy stanowią cztery odłamki granitowej płyty z
napisem romańskim, literami o typie wybitnie XII-wiecznym, od•
czytanym:
ANNO AB INCARNACIONE DNI M. C. Reszta daty niestety nie dochowała się w
tych fragmentach.
Ostatnie znaleziska, dokonane w r. 1926 na samym
szczycie góry, wykryły
w pobliżu schodów, wiodących do dzisiejszego kościółka, w głębokości l
metra, podmurowanie kamienne, Które w części przynajmniej pochodzi z
budowy
romańskiej XII w.
Ilość fragmentów rzeźby i architektury romańskiej,
rozsianych na Górze
Sobótce i w całej okolicy, przewyższa 20. Nasuwa się pytanie, czy
między
tymi zabytkami, skupionymi na małej stosunkowo przestrzeni w promieniu
zaledwie 5 km, istnieje jakiś wzajemny związek, a jeśli tak jest, to z
jakiej budowli, niewątpliwie monumentalnej, mogą one
pochodzić?
Nad pytaniem tym zastanawiali się badacze niemieccy od
dość dawna i
starali się je rozwiązać w rozmaity sposób. Dopiero Nehring 5)
w ósmym dziesiątku XIX w. zwrócił uwagę na bliskie pokrewieństwo
wszystkich
tych zabytków, które odniósł do epoki romańskiej, wskazując na
możliwość
ich związku z postacią wielkiego miłośnika sztuki, Piotra
Własta.
Właściwe oświetlenie i gruntowne zbadanie zawdzięczają
nasze zabytki
dopiero w ostatnich latach przed wojną lekarzowi wrocławskiemu, drowi
Jerzemu
Lustigowi, który, sam miłośnik i znawca sztuki i archeologii, w szeregu
artykułów opisał dokładnie wszystkie zabytki, tudzież podał ich
podobizny.
Dr Lustig rozbudził na nowo zainteresowanie naszymi zabytkami na Śląsku
i pierwszy raz dał wyczerpujące źródłowe ich oświetlenie, oświadczając
się bez zastrzeżeń za tezą Nehringa i związkiem zabytków z Piotrem
Włastem.
Badania dra Lustiga stwierdziły. mianowicie, że
wszystkie te rozproszone
w okolicy Góry Sobótki rzeźby i fragmenty architektoniczne pochodzą z
jednego
wspólnego źródła. Przemawiają za tym następujące względy:
1) Materiał wszystkich bez wyjątku zabytków jest
identyczny; biały granit
miejscowego pochodzenia, wybitnie różniący się od kamienia zw. gabro, z
którego zbudowany jest trzon Góry Sobótki. Otóż niezwykle interesujące
jest spostrzeżenie, że z tego samego materiału wykute były kolumny
nieistniejącego
już dziś kościoła św. Wincentego we Wrocławiu, fundacji Piotra Własta,
z których to kolumn dwie do czasów ostatniej wojny były przechowane w
ogrodzie
wrocławskiego Muzeum Starożytności.
2) Ta sama technika roboty we wszystkich zabytkach,
gruba i niedołężna,
niezdolna do wydobycia z niezwykle twardego materiału plastyki,
zaznaczonej
tylko z grubsza za pomocą wyżłobień linearnych.
3) Styl zabytków również nie wykazuje jakichkolwiek
różnic zasadniczych;
wszystkie te zabytki dadzą się odnieść do epoki romańskiej, dla której
zwłaszcza fragment smoka, dalej okna bliźnie w kościółku w
Kwieciszowie,
wreszcie znalezione kapitele stanowią znamiona charakterystyczne. Wiek
zabytków daje się ściślej oznaczyć na podstawie fragmentów pisma na
odłamkach
tablicy kamiennej, które to pismo, jak wyżej wspomniałem, nosi wyraźne
cechy XII w. i raczej należy do pierwszej niż do drugiej połowy tego
stulecia.
Jest jednak jeszcze pewien szczegół, który dozwoli nam
ustalić przynajmniej
termin ad quem powstania tych zabytków. Oto pewna ich część posiada
wykute
w późniejszym oczywiście czasie znaki w kształcie krzyża. Taki znak
krzyża
znajduje się na rzeźbie "panny z rybą" (na głowie ryby) i na zadzie
stojącego
tuż obok niej niedźwiedzia; podobnie i drugi niedźwiedź posiadał
niegdyś
zatarty już dziś znak krzyża. Krzyż taki wykuty jest dalej na szacie
mnicha
w mieście Sobótce, na fragmencie kolumny, znalezionym w fundamentach
klasztoru
w Górce oraz na kolumnie w Będkowicach. Ponadto na kilku skałach Góry
Sobótki
widnieją takież krzyże. Razem jest ich w tej okolicy znanych około
dwunastu.
Co to są za krzyże i jakie jest ich znaczenie?
Zwróciliśmy uwagę już
poprzednio, że są to znaki graniczne i że pierwotnie zabytki nasze nic
z nimi nie miały wspólnego. Świadczy o tym zgoła przypadkowe
umieszczenie
ich na różnych miejscach rzeźb już gotowych, zostały więc one
umieszczone
na nich dopiero wówczas, gdy zabytki straciły swoje pierwotne
przeznaczenie
i zostały użyte jako kamienie graniczne.
Rzecz jasna, że część tych kamieni ze znakami
granicznymi mogła być
w późniejszych czasach rozwłóczona po okolicy. Istotny przebieg dawnej
granicy, znaczonej tymi krzyżami, mogą nam wskazać jedynie krzyże w
starych
skałach wykute. Jeśli je weźmiemy pod uwagę, to uwzględniając niektóre
z cięższych rzeźb kamiennych, które trudniej było ruszyć z miejsca (np.
"pannę z rybą"), dostrzeżemy, że granica biegła wzdłuż drogi, wiodącej
od miejscowości Strzegomiany ku głównej drodze, biegnącej z osady
Sobótki
na szczyt góry. Tam właśnie przy drodze ze Strzegomian stał pierwotnie
jeden z niedźwiedzi z takimże krzyżem granicznym, dalej w miejscu,
gdzie
schodzą się obie drogi, stoi po dziś dzień słup kamienny z krzyżem.
Zaraz
wyżej jest takiż sam krzyż, wykuty w skale, a tuż obok dwa krzyże
wyryte:
jeden na "pannie z rybą", a drugi na stojącym obok niedźwiedziu, który
zresztą był tu zapewne zawleczony skądinąd. Dwa krzyże w końcu znalazły
się na skalach, leżących jeszcze wyżej przy drodze na sam szczyt
góry.
Tu wiąże się z tą sprawą kamieni granicznych rzecz
niezwykle ciekawa.
Oto ten tak wyraźnie występujący łańcuch znaków granicznych znajduje
odzwierciedlenie
w jednym z dokumentów z początku XIII w. Dnia 10 maja 1209 r. książę
Henryk
Brodaty na prośbę Witosława, opata klasztoru kanoników regularnych NPM
we Wrocławiu, dokonał rozgraniczenia posiadłości książęcych od
posiadłości
tegoż klasztoru "circa montem Silencii". Wedle dokumentu tego książę we
własnej osobie dokonał ujazdu góry, wyznaczając granice począwszy od
lipy
rosnącej między wsią Będkowicami a Strzegomianami i stąd wprost
przechodząc
aż do kamienia, który nazywa się kamieniem Piotra (usque ad lapidem,
qui
dicitur Petrey) 6), od tego
kamienia zaś wzdłuż drogi,
która prowadzi aż na szczyt góry, po czym schodząc drogą do góry Raduni
blisko wsi ich (= klasztoru) Tąpadła.
Powyższy opis granicy w dokumencie z r. 1209 najzupełniej odpowiada
kierunkowi granicy, którą wyznaczają kamienie graniczne na Górze
Sobótce.
W miejscu, gdzie granica ze Strzegomian dochodzi do drogi, wiodącej z
miasta
Sobótki na szczyt góry, leży kamień zwany w dokumencie "lapis Petrey".
Już Nehring a po nim Schulte zwrócili uwagę, że ten kamień Piotra to
może
być "panna z rybą". Dr Lustig starał się jednak dowieść, że rzeźba
przedstawia
nie żadną niewiastę, ale po prostu św. Piotra z rybą, jako swym
symbolem
7).
Zwrócił on przy tym uwagę na monety z XIl i XIII w., na których
występuje
św. Piotr z kluczem w jednej a rybą w drugiej ręce, ale tu trzeba
zauważyć,
że głównym atrybutem św. Piotra są klucze a nie ryba, a tych na rzeźbie
naszej nie ma. Powtóre, gdyby to był św. Piotr, to byłoby powiedziane:
figura Sti Petri a nie lapis Petrey.
Dochodzimy wreszcie do ostatecznego zagadnienia,
najbardziej nas tu
interesującego: skąd mogą pochodzić i jakie mieć pierwotne
przeznaczenie
zabytki z Góry Sobótki. Bo że nie były to od samego początku znaki
graniczne,
nie może ulegać wątpieniu. Stały się nimi dopiero w r. 1209, gdy już
nieużyteczne
i rozsypane po stokach góry, użyte były do tego celu w czasie nowego
"ujazdu"
góry. Ta data, 1209, to najdalszy przeto termin ad quem, który jednak
należy
cofnąć w głąb XII w., za czym przemawia styl zabytków, a nade wszystko
pismo na fragmentach tablicy kamiennej. Otóż sądzę, że w tych zabytkach
wyróżnić należy 3 grupy:
1) zabytki, które z Górą Sobótką pierwotnie nie mają nic
wspólnego (należy
tu słup milowy we wsi Sosnowa, zabytki związane z kościółkiem w
Kwieciszowie,
które należą do tej romańskiej budowli);
2) zabytki pochodzące niewątpliwie z kościola i
klasztoru augustianów
na Górze Sobótce (lwy romańskie, smok, tablica z napisem z XII w.,
szalka
do mycia rąk, kapitele itd.);
3) zabytki z doby najprawdopodobniej
przedchrześcijańskiej, przedstawiające
jakieś bożyszcza pogańskie, (jak kolosalny parometrowej wysokości posąg
"panny z rybą", oba niedźwiedzie, w rzeźbie romańskiej okazy, zgoła
niezwykłe,
wreszcie może posąg tzw. mnicha). Ta trzecia grupa zabytków jest
zupełnie
pogruchotana, jakby w szaleńczej pasji niszczenia wszystkiego co
pogańskie
8).
Materiał zabytkowy Góry Sobótki potwierdza przeto dane,
które przekazały
nam dawne kroniki i dokumenty. Są tam resztki kultu pogańskiego oraz
chrześcijańskiego,
które tam leżą pomieszane ze sobą. "Panna z rybą" przedstawia może
jakieś
żeńskie bóstwo wodne z rybą jako swym atrybutem. Że takie posągi bożków
istniały u pogan słowiańskich, świadczą opisy posągów Swantewita i
Swarożyca
w kontynach Retry i Arkony. Były one tam wprawdzie rzeźbione w drzewie,
ale posąg pogańskiego bóstwa wydobyty ze Zbrucza jest rzeźbą kamienną;
zależało więc to od materiału, który był w danej chwili pod ręką. Góra
Sobótka ze swymi granitowymi kamieniołomami dostarczyła miejscowemu
rzeźbiarzowi
materiału kamiennego.
Co się tyczy zabytków chrześcijańskich, to przede wszystkim dowodzą
one istnienia na Górze Sobótce nie jednej, ale przynajmniej dwóch
budowli
kościelnych, za czym przemawia nie tylko duża ilość rzeźb portalowych
(6
lwów), ale i ślady fundamentów, z których jedne znaleziono na samym
wierzchołku
góry a drugie na jej stoku, tuż koło kamienia Piotrowego i tablicy z
inskrypcją.
Zresztą dawne źródła mówią także o "kościołach" a nie o jednym kościele
na Górze Sobótce. Mogła więc na szczycie góry istnieć kaplica grodowa w
obrębie zamku Piotra Włostowica, poniżej zaś stanęły zapewne mury
klasztoru
kanoników regularnych. Kamienie i rzeźby pochodzą prawdopodobnie z
budowli,
która stała niegdyś na samym szczycie góry i z niej to po ruinie, w
jaką
popadła, rozwłóczono ciosy i rzeźby w dół na stokach góry.
Chodzi jeszcze o jedną kwestię: kiedy te kościoły na
Górze Sobótce mogły
popaść w ruinę? Założenie opactwa przypada na czas po r. 1121, kiedy to
macierz fundacji Piotrowej w Arrovaise rozwijać zaczęła żywą
działalność
w kierunku zakładania filii. Jeśliby to przypuszczenie było słuszne, to
można by sądzić, że klasztor na Górze Sobótce, może jeszcze niezupełnie
wykończony, padł ofiarą dwóch najazdów czeskich na Śląsk w latach 1132
i 1134, które - jak wiemy - sięgnęły aż do Odry, a więc zapewne nie
ominęły
tak ważnego strategicznie punktu, jakim była Góra Sobótka z grodem
Piotra
Włostowica, przedmurze Wrocławia. Wtedy to może młode mury klasztoru
oraz
kaplicy zamkowej uległy katastrofie i poszły w rozsypkę, aby później
posłużyć
do budowy okolicznych kościołów (m. i. w Górce i w Sobótce) oraz do
oznaczenia
granic posiadłości klasztoru wrocławskiego na Górze Sobótce jako
kamienie
graniczne.
Na zakończenie pozwalam sobie postawić pewne postulaty,
tyczące się
Góry Sobótki:
1. Należy otoczyć Górę Sobótkę specjalną opieką jako rezerwat zarówno
pod względem przyrodniczym jak i pod względem archeologicznym,
historycznym
i kulturalnym.
2. Należy ułatwić dostęp na górę, poprawić drogi i ścieżki leśne,
postawić
dyskretne drogowskazy, kierując tam wycieczki naukowe i turystyczne,
szczególnie
młodzieżowe.
3. Należy wydać i rozpowszechnić książeczkę (przewodnik) o Górze
Sobótce,
informującą o znaczeniu jej w dziejach a w szczególności w sprawie
pierwotnej
nazwy góry w związku z nazwą Śląska i śladami kultu
pogańskiego.
4. Należy założyć względnie rozszerzyć i uporządkować Muzeum Góry
Sobótki,
w którym zostaną pomieszczone wszelkiego rodzaju zabytki znajdowane na
górze i w okolicy w odlewach gipsowych.
5. Należy rozpocząć systematyczne prace nad wykopaliskami na Górze
Sobótce, które tam występują poczynając od epoki kamiennej. Szczególny
nacisk położyć należy na zabytki polskie, którymi Niemcy mało się
interesowali.
Pracy tej powinien podjąć się Uniwersytet Wrocławski.
6. Należy raz w roku, w wigilię św. Jana Chrzciciela, urządzać na
szczytowym
plateau tradycyjną zabawę ludową "palenia Sobótek". Miejsce to powinno
się stać punktem zbornym całego Śląska dla odbywania wieców ludowych i
wszelkich uroczystości narodowych "').
7. Należy czuwać nad porządkiem i niezaśmiecaniem tego naszego
prastarego
sanctuarium narodowego.
*) Myśl taką rzucił już w r. 1946 ś. p. prof. M. Małecki
na wakacyjnych
kursach słowianoznawczych w Polanicy-Zdroju. Po jego przeclwczesnej
śmierci
podjął ją świeżo pro f. A. Szyperski, widać kieIkowała j kiełkuje ona w
społeczeństwie polskim. (Przypis. Autora).
PRZYPISY
1) "Posita est autem
haec (tj. gród Niemcza) in pago
Silemi, vocabulo hoc a quodam monte nimis excelso et grandi olim sibi
innito,
et hic ob qualitatem suam et quantitatem, cum execranda gentilitas ibi
veneriaretur, ab incolis omnibus nimis honorabatur", T h i e t m a r i
Merseburgensis episcopi Chronicon, wydał Robert H o l t z m a n n w
Monumenta
Germaniae Historica, Scriptores rerumj germanicarum, nova series, t.
IX,
Berlin 1935, str. 472,
2) O nazwie Śląska por.
wywody prof. Wł. S e m k o
w i c z a w wymienionej wyżej Historii Śląska, t. I, str. 1-16. - Z
luźnych
nikłych i mało dokładnych wzmianek starożytnych pisarzy o Germanach,
różnie
interpretowanych, ukształcony został pogląd o tzw .,Ostgermanen",
mających
niegdyś zajmować obszar ziem polskich. Postępujące jednak
systematycznie
badania językoznawcze i archeologiczne postawiły nad tymi poglądami
wielki
znak zapytania. Etymologia nazwy Śląsk, przedstawiona przez prof.
Władysława
Semkowicza, świadczy o tym, wiele na tym polu było do zrobienia od
strony
ściśle językoznawczej. Do polemiki z prof. Semkowiczem wystąpił wybitny
językoznawca niemiecki Max V a s m e r (Altschlesien, 1936, s. 1-221)
broniąc
twierdzenia o zasiedleniu ziem polskich przez wschodnich Germanów. Ale
ostatecznie obrona dawnego poglądu podjęta przez niego na drodze
językowej
wypadła dość słabo. W każdym razie na obronę tego poglądu nie można
powoływać
tekstu Thietmara. Thietmar dodaje do nazwy "Niemeza" swój komentarz
etymologiczno-historyczny.
Punktem wyjścia jest etymologia. Wnioski z niej wyprowadzane nie mają
dla
nas żadnej wartości historycznej. - Podobnie jak z etymologią nazwy
Śląsk
ma się sprawa i z nazwą plemienia Lugiów, zapisanych u Tacyta i innych
pisarzy, oraz z nazwą plemienia Mugilones, wchodzących w skład
plemienia
Lugiów, zaplisanych u Strabona; wyjaśnił tę sprawę T. L e h r - S p ł
aw
i ń s k i. (O pochodzeniu i praojczyźnie Słowian, Poznań 1946. s, 141-2
i w ,Slavia Antiqua" I. s. 261-7). - Co najwyżej w tym jak i w
poprzednim
przypadku można przyjąć, że nazwy plemienne słowiańskie zostały
przejęte
przez napływowe szczepy germańskie: podobnie Słowianie przejęli od
plemion
niemieckich nazwy Rugiów i Warnów. - Jeszcze głębiej sięgnęła krytyka
przeprowadzona
przez J. K o s t rz e w s k i e g o (Germanie przedhistoryczni w
Polsce,
Przegląd Archeologiczny, VII, l, 1946, str. 65-89). Punktem wyjścia dla
Kostrzewskiego była publikacja pl. .,Ostgermanen und Nordgermanen",
wydana
w r. 1940 w Lipsku i Berlinie jako trzeci tom wydawnictwa pl.
"Vorgeschichte
der deutschen Stamme". Wydawnictwo miało wiele mówiący
podtytuł:
"Gcrmanische Tat und Kultur auf deutschem Boden", nakładcami zaś byli
.,Reichsbund fur deutsche Vorgeschichte" i "Reichsamt f. Vorgeschichte
der NSDAP". W publikacji tej pozanaukowe kulisy wypowiadanych w niej
poglądów
wyszły w pełni na światło dzienne. Ostatecznie konkluduje Kostrzewski.
że ,.dopiero ok. r. 1000 przed Chr. możemy się liczyć z pierwszym
najazdem
germańskim na ziemiach polskich w nowych granicach, mianowicie z
pojawieniem
się domniemanych Burgundów przy ujściu Odry. Drugi, krótkotrwały najazd
zaznaczy! się około narodzenia Chrystusa przy ujściu Wisły, gdzie
zjawili
się w tym czasie Goci i Gepidzi. Ale te dwa epizody wyczerpują też rolę
Germanów w pradziejach Polski" (str. 88).
3) "Anno 1170 Walterus episcopus Wratislaviensis confirmavit munimenta
et privilegia bonorum Canonicorum regularium Arroasiensium beatae
Virginis
in Arlena. Ovi prius habitaban! in Monte Silentii, alias Sobotka a
Wratislavia
civitate distans per miliaria quinque, ubi Petrus comes in vertice
ipsius
montis suum habebat castrum, prout ad huc extant reliquiae castri
eiusdem.
Deinde ipsi Arroasienses propter rigiditatem aurae, quae ibidem
vigebat.
transtulerant se sub montem ipsum, ubi nunc Gorka locus appellatur.
Postea
in Wratislaviam devenerunt, in locum ubi nunc Praedicatores morantur,
scilicet
ad sanctum Adalbertum ... " Spominki wrocławskie Monumenta Poloniae
Historica,
t. III, str. 733-4.
4) Niewątpliwie
niedźwiedź miał kiedyś pozycję poziomą,
taką jak drugi niedźwiedź obecnie stojący na szczycie góry; natomiast
posąg
„panny z rybą" s t a ł, jak dowodzą tego uwidocznione na zdjęciu na
str.
16 i na rysunku, wykute w kamieniu wydrążenia na bolce, łączące rzeźbę
z postawą, na której stała.
5) Prof. dr N e h r
i n g, Ueber die "Jungfrau mit
dem Fisch" auf dem Zobtenberge (z l tablicą) w "Schlesiens Vorzeit in
Bild
und Schrift". II, Wrocław 1875, str. 223-227.
6) Urkundensammlung
zur Geschichte des Fuerstentums
Oels, hg. von Wilhelm H a e u s l e r, Wrocław 1883, str. 45 Nehring w
wyżej cytowanym artykule sądzi, że forma Petrey jest błędem pisarza, a
powinno być Petreg.
7) Prace L u s t i g
a i innych niemieckich badaczy
cytują: prof. S e m k o w i c z w wymienionej rozprawie pt. Zabytki
romańskie
na górze Sobótce i Jerzy F r a n k e n s t e i n w rozprawie pt.
Działalność
budowlana rodu Łabędziów na Śląsku i Kujawach w XII W., ogłoszonej w
Biuletynie
Sztuki i Kultury, Rocznik III, Warszawa 1934/35, str.
345-364.
8) Wiemy m. i. z
żywota św. Ottona z Bambergu, że przy
chrystianizacji kraju rozrąbywano bożki pogańskie ("Truncum Trigloi
ipse
contrivit sed tria eius capita deargentata a quibus et Triglous dictus
est, secum postea inde abduxit quae deinde beatae memoriae papae
Kalisto
in testimonium sui laboris et conversionis ... direxit", Die
Pruefeninger
Vita des Bischofs Otto von Bamberg hg. von Adolf H o fm e i s t e r,
Greifswald
1924, str. 83). Ponadto, choć na dolnej części rzeźby, patrząc od
strony
niedźwiedzia, widnieją linie jakby markujące szatę, to jednak
plastycznie
wykute zarysy biodra z drugiej strony zdają się wykluczać
przypuszczenie,
jakoby rzeźba była wizerunkiem św. Piotra. Już Nehring w wyżej
cytowanym
artykule' zwraca uwagę na "kamienne baby" spotykane we wschodniej
Słowiańszczyźnie,
znane z ówczesnej literatury, wspominając także o "babach" znajdywanych
na ziemiach polskich. Nie ulega wątpliwości, że są to wyobrażenia
bóstw,
względnie figury obrzędowe (por. W. D e m e t ry k i e w i c z, Figury
kamienne t. zw. „bab" w Azji i Europie i stosunek ich do mitologii
słowiańskiej,
Bulletin International de l'Academie des Sciences de Cracovio, Annee
1910
str. 97-116 w jęz. niem.). Charakterystycznym szczegółem sobótkowej
figury
jest trzymana przez postać ludzką ogromna ryba. W związku z tym warto
przypomnieć
odkrycie M. J. Marra sprzed czterdziestu niemal lat. Ostatnio - na co
zwrócił
mi uwagę prof. M. Rudnicki - pisze o tym W. A. M i c h a n k o w a
(Nikołaj
Jakowlewicz Marr, Izdatielstvo Akademii Nauk ZSSR Moskwa-Leningrad
1948),
powołując się na niewydane sprawozdanie Marra, znajdujące się w
Rosyjskim
Towarzystwie Archeologicznym rkp A. 1778 na artykuł jego pt. Kawkaz i
pamiatniki
jego duchownoj kultury w Izviestiach Akad. Nauk ZSSR 1912. na pracę
Marra
i J. 1. Smirnova pt. Wiszapy w "Pracach" Państwowej Akad. Historii
Kultury
Materialnej, t. I z r. 1931, wreszcie na pracę B. B. Piotrowskiego pt.
Wiszapy, Leningrad 1939. Otóż w latach 1910 i 1911 przeprowadzającemu
badania
w armeńskim mieście Garni Marrowi opowiadała ludność miejscowa o
kamiennych
"wiszapach", znajdujących się na szczytach Gechamskich gór. Marr wraz z
archeologiem Smirnowem podjął wyprawę w te góry i rzeczywiście
zobaczyli
"kolosalne (do 45 m.) kamienne ryby; na niekt.órych z nich była
wyobrażona
część skóry byka lub barana (tzw. część ofiarnicza), a na brzuchu
faliste
linie (strugi wody) lub ptaki" (Mich., str. 173). W r. 1927 odkryto
"wiszapy"
także w Gruzji (l. c. s. 174). Odkryciu tych pradawnych pomników
kultowych
przypisywał Marr wielkie znaczenie twierdząc, że oddają one nie tylko
pogląd
na świat dawniejszych mieszkańców Armenii i Gruzji, ale również
określone
stadium historycznego rozwoju, bez jakichkolwiek bądź ram religijnych,
narodowych czy geograficznych. Na podstawie analizy paleontologicznej
armeńskiego
terminu wiszap Marr znalazł jego odpowiedniki w innych językach, także
w językach niejafetyckich, w rozmaitych znaczeniach, jak ryba, smok,
żmija,
ziemia, drzewo, las i i., w zależności od stadium pojawiania się tych
znaczeń.
Analiza paleontologiczna wraz z badaniem zmian myślenia daje możność
określić
stadium, w którym powstały mity. biblijne opowieści, religijne
wyobrażenia"
(Mich., str. 376). Zdaniem Marra, epoka „wiszapów" poprzedza epokę
legend
o bohaterach walczących ze smokami (zmiejeborcach, l. c. str. 219
nota).
•
Świeżo w czasopiśmie "Z otchłani wieków", z, 9-10 za r.
1949, ukazał
się artykuł dr Wandy S a r n o w s k i e j pt. Góra Ślęza (Sobótka) w
pradziejach,
podający fotomontaż figury .,panna z rybą". z głową - jak pisze autorka
- z tego samego materiału, znalezioną we 'Wrocławiu i przechowaną w
Muzeum
Państwowym we Wrocławiu. Jest to głowa mężczyzny z wąsami, bez brody,
otulona
całkowicie czapką czy kapturem. znacznie lepiej technicznie wykonana
niż
prymitywny kadłub figury. Autorka udostępniła mi uprzejmie fotografie
momentu,
kiedy niemieccy jeszcze pracownicy Muzeum przymierzają do figury
gipsowy
odlew tej głowy. Obecnie Autorka zamierza dokładnie sprawdzić te próby
niemieckie. Jakikolwiek byłby rezultat (wydaje mi się że głowa należeć
może raczej do figury tzw. "mnicha" przy kościele św. Anny w mieście
Sobótka),
nie może on być argumentem popierającym hipotezę Lustiga, że figura
przedstawia
św. Piotra. Po pierwsze, w plastyce chrześcijańskiej św. Piotra
wyobrażano
inaczej, po drugie, trudno przypuścić, aby w r. 1209 wizerunek św.
Piotra
użyty był przez księcia jako kamień graniczny.
|