dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista epidemiolog
redaktor naczelny czasopisma ruchu ochrony zdrowia
"ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE"
http://www.halat.pl/zdrowie.html
Zdrowie człowieka i środowiska w ocenie epidemiologa
*********************************
skrót artykułu zamieszczony w publikacji
"Głos organizacji pozarządowych w sprawie strategii
zrównoważonego rozwoju Unii Europejskiej"
Instytut na rzecz
Ekorozwoju, Warszawa 2002
*********************************
Długość życia i zrównoważony rozwój a siła nabywcza ludności
Skutki zagrożeń zdrowia ludzi ze strony czynników środowiskowych wyjątkowo
są objęte rutynową rejestracją zachorowań i zgonów, stąd nie do przecenienia
są te zestawienia międzynarodowe, które dają syntetyczny obraz pozwalający
na dokonywanie porównań w czasie i przestrzeni (Ryc. 1).
Zgodnie z przekonaniem panującym w Organizacji Narodów Zjednoczonych
(ONZ) o rozwoju człowieka mają świadczyć trzy parametry uzyskane ze statystyk
ludności każdego z krajów świata:
-
oczekiwana długość życia noworodka przy urodzeniu
-
siła nabywcza ludności wyrażona w przelicznikach pozwalających na porównania
międzynarodowe
-
umiejętność pisania i czytania osób u powyżej 15 roku życia
W ramach prowadzonej przez ONZ oceny rozwoju cywilizacyjnego, siła
nabywcza ludności umiejscawia Polskę na 49. pozycji spośród 162 krajów
świata sklasyfikowanych w 2001 r. (ryc. 2). Z tego samego zestawienia
wynika, że oczekiwana długość życia stawia Polaków na
46. pozycji w świecie (ryc. 3).
W zakresie długości życia ostatnie trzy dekady XX w.
przyniosły Polsce upadek cywilizacyjny, gdyż z pozycji 27. w latach 1970-75
spadła na miejsce 48. w latach 1995-2000. Pomimo niezłej pozycji
wyjściowej Polska nie nadążała za dynamicznym przyrostem tego podstawowego
wskaźnika rozwoju człowieka obserwowanym w krajach znacznie uboższych (ryc.
4).
Z wyjątkiem sytuacji skrajnych, związek zdolności nabywczej ludzi (x)
z ich długością życia (y) ma charakter trendu logarytmicznego i w roku
2001 do jego opisania można użyć wzoru: y = 7,792Ln(x) - 0,2935, a siłę
związku wyrazić przez kwadrat współczynnika korelacji Pearsona R2
= 0,6127 (Ryc. 5)
.
Według danych z Eurostat (STAT/02/13 z 29. stycznia 2002r.) wśród 302
regionów wyróżnionych na terenie 15 krajów Unii Europejskiej i 10 krajów
kandydackich grupy AC10 ustalonej podczas szczytu w Laeken w grudniu 2001r.
(Cypr, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Malta, Polska, Słowacja, Słowenia
i Węgry) siła nabywcza mieszkańców żadnego z 16 regionów
Polski nie przekracza 60% średniej zdolności nabywczej w Unii Europejskiej.
Najbardziej
uprzywilejowane województwo mazowieckie zajmuje pozycję 256., przy zdolności
nabywczej 58% średniej zdolności nabywczej w Unii Europejskiej. Dla porównania
region Praha zajmuje pozycję 26. i osiąga 124% średniej europejskiej, a
Bratislavsky pozycję 117. z 95%.
|
Pozycja (wśród 302 regionów)
|
Region
|
Odsetek średniej zdolności nabywczej UE
|
|
256.
|
Mazowieckie, Polska |
58
|
|
...
|
|
|
|
279.
|
Śląskie, Polska |
43
|
|
280.
|
Wielkopolskie, Polska |
41
|
|
281.
|
Stredne slovensko, Słowacja |
41
|
|
282.
|
Dolnośląskie, Polska |
40
|
|
283.
|
Zachodniopomorskie, Polska |
39
|
|
284.
|
Vychodne slovensko, Słowacja |
39
|
|
285.
|
Pomorskie, Polska |
39
|
|
286.
|
Del-dunantil, Węgry |
39
|
|
287.
|
Eesti, cały kraj jest regionem |
37
|
|
288.
|
Del-alfold, Węgry |
37
|
|
289.
|
Małopolskie, Polska |
35
|
|
290.
|
Łodzkie, Polska |
35
|
|
291.
|
Lubuskie, Polska |
35
|
|
292.
|
Kujawsko-pomorskie, Polska |
35
|
|
293.
|
Opolskie, Polska |
33
|
|
294.
|
Lietwa, cały kraj jest regionem |
33
|
|
295.
|
Eszak-magyarorszag, Węgry |
33
|
|
296.
|
Eszak-alfold, Węgry |
32
|
|
297.
|
Warminsko-mazurskie, Polska |
30
|
|
298.
|
Świętokrzyskie, Polska |
30
|
|
299.
|
Podkarpackie, Polska |
29
|
|
300.
|
Latwja, cały kraj jest regionem |
29
|
|
301.
|
Podlaskie, Polska |
28
|
|
302.
|
Lubelskie, Polska |
27
|
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej może przynieść istotną poprawę
sytuacji ekonomicznej ludności jej najuboższych regionów, a tym samym wpłynąć
na poprawę zdrowia i przesunięcie oczekiwanej długości życia w kierunku
grupy państw wysokorozwiniętych.
Czy to samo będzie dotyczyć zrównoważonego rozwoju Polski?
Według grupy Global Leaders for Tomorrow Environment Task Force, która
na Światowe Forum Gospodarcze 2002 dostarczyła drugi raport z prac nad
Wskaźnikiem Zrównoważonego Rozwoju (Environmental Sustainability Index,
ESI) znaczna część komponentów składających się na łączną ocenę jest skorelowana
ujemnie z siłą nabywczą ludności.
W rankingu zrównoważenia rozwoju przedstawionym na
szczycie w 2002r. Polska zajęła pozycję 87 na 142 kraje sklasyfikowane
(rok wcześniej była to pozycja 58.).
Poniżej przedstawiam wyniki analizy danych w poszukiwaniu przyczyn tak
niskiej lokaty Polski:
Variable #: 5 Code: ECORISK Reference
Description: Percentage of country's territory in threatened ecoregions
Units: Percentage of country's territory in threatened ecoregions
Poland 100.00
Variable #: 10 Code: ANTH10 Reference Year: 2004
Description: Percentage of total land area (including inland waters)
having very low anthropogenic impact
Units: Percentage of a country's land and inland waters having very
low anthropogenic impact ("wildness" score of 9 or
below on the Human Impact Index 58-point scale)
Poland 0.03
Variable #: 16 Code: WATAVL Reference Year: 1961-1995
(long-term average)
Description: Freshwater availability per capita
Units: Thousand cubic meters per person
Poland 1.75
Variable #: 17 Code: GRDAVL Reference Year: 2003
Description: Internal groundwater availability per capita
Poland 0.33
-
zajęcie 114. miejsca w zakresie oceny porównawczej systemów
ekologicznych wykazuje, że Polska nie idzie drogą zrównoważonego
rozwoju do tego stopnia, który zapewniałby że najważniejsze systemy środowiska
są utrzymywane na zdrowych poziomach i do takiego stopnia, że poziomy te
raczej się poprawiają a nie pogarszają.
Na tak niskie notowanie Polski w tym komponencie miała decydujący
wpływ zbyt mała ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca.
Ilość wody nie ma związku z zamożnością kraju (współczynnik korelacji
-0.09)
-
zajęcie 117. miejsca w zakresie ograniczania naporu człowieka
na środowisko wykazuje, że Polska nie idzie drogą zrównoważonego
rozwoju, ponieważ poziomy naporu działalności człowieka nie są na tyle
niskie, aby nie powodowały dających się wykazać szkód dla systemów ekologicznych.
Na tak niskie notowanie Polski w tym komponencie miały negatywny wpływ:
-
zagrożenie dla bioróżnorodności (miejsce 94 w rankingu światowym)
z powodu zbyt dużej liczby zagrożonych gatunków ssaków
Bioróznorodność jest negatywnie skorelowana z zamożnością kraju (współczynnik
korelacji -0,20)
-
niewłaściwe zagospodarowane przestrzenne (miejsce 131w rankingu
światowym) z powodu braku obszarów o bardzo niskim oddziaływaniu człowieka
i zbyt wysokiego odsetka obszarów o intensywnym oddziaływaniu.
Zagospodarowanie przestrzenne jest negatywnie skorelowane z zamożnością
kraju (współczynnik korelacji -0,32)
-
niedostateczne ograniczanie skażenia powietrza (miejsce 121 w rankingu
światowym) z powodu zbyt dużej emisji SO2, zbyt dużej liczby
pojazdów i zbyt dużego zużycia węgla na kilometr kwadratowy obszarow zamieszkałych
Ograniczanie skażenia powietrza jest negatywnie skorelowane z zamożnością
kraju (współczynnik korelacji -0,62)
-
niedostateczne ograniczanie naporu na ekosystem (miejsce 136 w rankingu
światowym) z powodu nadmiernego zakwaszenia zbyt dużej części kraju
Ograniczanie naporu na ekosystem nie ma związku z zamożnością kraju
(współczynnik korelacji -0,07)
-
niedostateczne ograniczanie nacisku ze strony odpadów i konsumpcji (miejsce
108 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużego biologicznie produktywnego
obszaru kraju niezbędnego do podtrzymania obecnego poziomu konsumpcji.
Ograniczanie nacisku ze strony odpadów i konsumpcji jest negatywnie
skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,80)
zajęcie 125. miejsca w zakresie globalnego zarządzania
sprawami społecznymi wykazuje, że Polska nie idzie drogą zrównoważonego
rozwoju, ponieważ nie zmniejsza negatywnych transgranicznych odziaływań
środowiskowych na inne kraje do poziomów, które nie powodują żadnych poważnych
szkód
Na tak niskie notowanie Polski w tym komponencie miały negatywny wpływ:
-
niedostateczne ograniczanie emisji gazów cieplarnianych (miejsce
124 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużej emisji CO2 przypadającej
na głowę ludności i jeden USD produktu krajowego brutto.
Ograniczanie emisji gazów cieplarnianych jest negatywnie skorelowane
z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,46)
-
niedostateczne ograniczanie transgranicznego nacisku na środowisko
(miejsce 127 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużego eksportu emisji
SO2 i zbyt dużego spożycia ryb.
Ograniczanie transgranicznego nacisku na środowisko jest negatywnie
skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,36)
Z powyższej analizy wynika jednoznacznie, że żaden z czynników wpływających
na kompromitującą pozycję Polski w światowym rankingu zrównoważonego rozwoju
nie jest efektem biedy, a wręcz odwrotnie - z wyjątkiem dwóch - wszystkie
są skorelowane negatywnie z zamożnością kraju. Te dwa wyjątki (ilość wody
przypadająca na jednego mieszkańca i ograniczanie naporu na ekosystem)
nie mają związku statystycznego z zamożnością kraju.
Dla porównania należy wspomnieć o dwóch członkach bogatej Unii Europejskiej,
którzy zajęli niższe od Polski miejsca w światowym rankingu zrównoważonego
rozwoju. Jest to Wielka Brytania sklasyfikowana na miejscu 91 i Belgia
- na miejscu 125. Nie od rzeczy będzie dodać, że do tych krajów należą
dwa najbogatsze regiony Unii Europejskiej: Inner London i Reg. Bruxelles-Cap/Brussels
Hfdst. Gew., których mieszkańcy cieszą się zdolnością nabywczą równą odpowiednio
242% i 217% średniej siły nabywczej w Unii Europejskiej.
Jakie działania są potrzebne na rzecz zrównoważonego rozwoju dwóch najbiedniejszych
regionów przyszłej Unii Europejskiej: Podlaskie i Lubelskie, których mieszkańcom
doskwiera zdolność nabywcza równa odpowiednio 28% i 27% średniej zdolności
nabywczej w Unii Europejskiej?
Na pewno nie są to tylko te, które polskie władze przedstawiły 4. marca
2002r. na brukselskim spotkaniu szefów resortu ochrony środowiska z państw
członkowskich i kandydujących. Wiceminister ochrony środowiska Ewa Symonides
zapewniła wówczas, że Polska zredukuje emisję gazów cieplarnianych o 6%
oraz że będzie dążyć do ratyfikowania protokołu z Kioto przed szczytem
w Johannesburgu (!). Podczas szczytu rząd polski ma przedstawić raport
o dokonaniach ostatnich 10 lat w ochronie środowiska, a w nim poinformować,
że zbudowano około trzech tysięcy oczyszczalni ścieków, powietrze jest
nieporównanie czystsze, niż było 10 lat temu, znacznie oczyściły się rzeki,
utworzono nowe parki narodowe i ponad 200 nowych rezerwatów przyrody.
Może trzeba sięgnąć do doświadczeń innych krajów kandydackich, choćby
Węgier, które w rankingu zrównoważenia rozwoju osiągnęły pozycję 11., lub
Czech, które wprawdzie zajęły pozycję 64., to ratyfikowały już protokół
z Kioto? Także pozostałe kraje kandydackie (z wyjątkiem niesklasyfikowanego
Cypru i Malty) wraz z członkami Unii (bez Belgii i Wlk. Brytanii) mieszczą
się w pierwszej pięćdziesiątce krajów o najlepiej zrównoważonym rozwoju
(w rankingu światowym 1. miejsce zajmuje Finlandia, a 50. Niemcy).
Dotychczasowe doświadczenia
Zręczna polityka władz Unii, rządów poszczególnych krajów członkowskich
oraz sektora prywatnego jak dotychczas poczyniła w Polsce wielkie szkody
gospodarcze i społeczne oraz ekologiczne.
- subsydiowana żywność z krajów Unii Europejskiej wyparła polskie produkty
nie tylko z rynków wschodnich, ale i z samej Polski,
- posługując się neokolonialnymi metodami, przejęto i planowo zniszczono
całe gałęzie polskiego przemysłu oraz cenne krajowe marki
- nowi właściciele zakładów przetwórczych realizowali własną politykę
surowcową, odmawiając zakupu od polskich dostawców (nawet jabłka do produkcji
soku jabłkowego, który jest krajową specjalnością, kupowano w Chinach i
na Litwie!)
- dla uzyskania koncesji, lokalizacji inwestycji uciążliwych
i szkodliwych dla środowiska, atestów i certyfikatów inwestorzy z Unii
Europejskiej bez skrupułów korumpowali prawodawców, wszystkie szczeble
administracji rządowej, samorządowej, służby kontroli i nadzoru, zaplecze
eksperckie decydentów oraz media
W rezultacie
- pojawił się dramatycznie wysoki deficyt handlowy w stosunkach z Unią
Europejską
- poziom bezrobocia dawno przekroczył granice cierpliwości społecznej
- Polska stała się składowiskiem odpadów z Unii Europejskiej, w szczególności
produktów przemysłu samochodowego i chemicznego
- Polska stała się miejscem zbytu produktów nieakceptowanych w Unii
Europejskiej, w szczególności produktów inżynierii genetycznej wchodzących
w skład żywności i pasz.
- według ocen organizacji rankingowych spada pozycja Polski wśród innych
krajów świata w zakresie oczekiwanej długości życia, wolności od korupcji
i dbałości o środowisko
Opis czynów z obszaru nieuczciwej konkurencji, oszukańczego lobbingu
i przestępczej korupcji dokonanych w ostatnich latach na terenie Polski
przyćmiłby afery firm Enron i Arthur Andersen, gdyby nie zasadniczo odmienna
pozycja ofiar w globalnym rankingu narodów z którymi liczyć się trzeba
i których interesy można bezkarnie pomijać.
Polskie władze odsuwają od siebie odpowiedzialność za zależne od środowiska
zdrowie własnych obywateli, turystów i konsumentów polskich produktów.
Zamiast dążyć do usunięcia lub minimalizacji zagrożeń, kolejne zastępy
polityków wykazują się karygodną arogancją i ignorancją w sprawach
medycyny środowiskowej. Z kolei tzw. pomoc Zachodu w zbyt wielkim zakresie
okazała się albo narzędziem lobbingu na rzecz przejęcia publicznej własności,
albo sposobem na utrzymanie lukratywnych posad zastępów besserwisserów
wchodzących w skład tzw. "brygad Marriotta". Zadziwiające, że koszty tych
bezwartościowych a nawet szkodliwych dla polskich interesów konsultacji
pokrywała i nadal pokrywa Polska (np. gdy były one finansowane z pożyczek
Banku Światowego) albo zostały zapisane na konto Polski, np. w ramach PHARE.
Podczas plenarnej sesji Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego
w dniu 24. kwietnia 2002r. z udziałem współprzewodniczących tzw. Wspólnych
Komitetów Konsultacyjnych, których zadaniem jest pośredniczyć pomiędzy
społeczeństwami obywatelskimi w krajach Unii i krajach kandydackich pani
Małgorzata Niepokulczycka reprezentująca polskie organizacje społeczeństwa
obywatelskiego (sic!) wyraziła opinię, że Komisja Europejska powinna wykazać
się bardziej konkretnym wsparciem w celu wspomożenia grup interesu. W odpowiedzi
pan komisarz Günter Verheugen określił Polskę jako największego odbiorcę
pomocy Unii Europejskiej, jaka kiedykolwiek była udzielana.
O stosunku grup interesu do polskich konsumentów i ekologów niech zaświadczy
poniższy fragment pisma stowarzyszenia osób fizycznych - pracowników ponadnarodowych
koncernów o nazwie Polska Federacja Producentów Żywności, w którego skład
we wrześniu 2000r. wchodzili pracownicy następujących "polskich" koncernów:
Monsanto, Novartis, Cargill, Kraft Jacobs Suchard, Universal Leaf Tobacco,
Cadbury, Coca-Cola, Pepsi-Cola Frito Lay, Heinz, Nestle, Procter&Gamble,
Unilever i Wrigley. Pismo dotyczyło zapytania, które Społeczny Instytut
Ekologiczny skierował do producentów żywności, czy w ich produktach znajdują
się genetycznie zmodyfikowane organizmy. Reakcja była piorunująca: sekretarz
Federacji w liście do Instytutu pozwolił sobie ocenić tę ankietę w następujących
słowach "działanie pogarszające relacje pomiędzy producentami i konsumentami
żywności nie wydaje nam się słuszne i uzasadnione, lecz na zasługujące
na społeczną dezaprobatę". Interesujące jest, czy podatnicy w Unii
Europejskiej i komisarz Verheugen, zdają sobie sprawę z faktu, że to z
funduszu PHARE opłacana jest działalność grupy interesu będącej stowarzyszeniem
osób fizycznych - pracowników ponadnarodowych koncernów, która przejawia
się w bezprecedensowej arogancji i agresji w stosunku do organizacji pozarządowej
(nie pararządowej, a więc będącej rzeczywistym a nie zależnym od budżetu
państwa przedstawicielem społeczeństwa obywatelskiego) wyrażającej słuszny
niepokój o niekontrolowany zalew polskiego rynku produktami inżynierii
genetycznej.
Jak wiadomo polityka zrównoważonego rozwoju musi uwzględniać zaangażowanie
obywateli. W tym zakresie w Polsce rozgrywają się sceny z horroru ekologicznego:
mieszkańców powiatu Nasielsk w marcu b. r. zaatakowała policja,
kiedy broniąc swojego środowiska i gospodarstw agroturystycznych, usiłowali
zablokować budowę wysypiska śmieci w sąsiedztwie parku krajobrazowego.
Obrońcy zdrowia i środowiska dysponowali już uprawomocnionym wyrokiem Naczelnego
Sądu Administracyjnego.
Stosunek władz i wymiaru sprawiedliwości do środowiskowych zagrożeń
zdrowia w Polsce przybiera nieraz charakter tragifarsy. Ogromna hałda niezabezpieczonych
odpadów rtęciowych w Boguszowie-Gorcach w woj. dolnośląskim na podstawie
opinii biegłych została uznana przez miejscowy sąd okręgowy za niezagrażającą
zdrowiu i środowisku człowieka.
Najwyższa Izba Kontroli 18. kwietnia b. r. przedstawiła informację
o zaopatrzeniu w wodę 20 miast liczących powyżej 200 tysięcy mieszkańców.
Ważne cytaty z raportu NIK:
W ponad 2/3 kontrolowanych miast jakość wody wodociągowej dostarczanej
ludności oraz woda czerpana w większości ogólnodostępnych zaworów studni
publicznych, nie odpowiadała wymaganiom wody pitnej. Wody powierzchniowe
w 2000 r. stanowiły 67,5% ogółem ujmowanych wód. W większości przypadków
ujmowane wody powierzchniowe, infiltracyjne i podziemne były o niskiej
lub wręcz złej jakości, pomimo, że ujmowane wody na zaopatrzenie ludności
w wodę do picia powinny być I klasy czystości. Przeprowadzone w czasie
kontroli badania wykazały, że w 25 ujęciach, tj. 44,6% spośród wszystkich
56 ujęć wód, pobierających wodę na zaopatrzenie 13 miast, tj. 65% skontrolowanych,
ujmowane były wody III klasy lub pozaklasowe. W 12 spośród 20 miast objętych
kontrolą, tj. w 60%, jakość wody dostarczanej ludności siecią wodociągową
wykazywała istotne przekroczenia dopuszczalnych wartości wskaźników. Kontrola
wykazała, że jakość wody, dostarczanej ludności, pogarszała się systematycznie,
w miarę oddalania odbiorców od stacji uzdatniania. Miały na to wpływ m.in.
czynniki powodujące tzw. wtórne zanieczyszczenie
wody. Do nich należą głównie zły stan techniczny sieci wodociągowej,
liczącej przeważnie od 50 do 100 lat, w większości wymagającej wymiany
i modernizacji oraz sieci rozprowadzającej wodę w budynkach, czego wyrazem
jest m.in. wysoki wskaźnik awaryjności. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna
w Katowicach w okresie od 6 marca do 7 maja 2001r. wykonała badania 73
prób wody pobranych z ujęć zlokalizowanych w rejonie Tarnowskich Gór, wykrywając
zanieczyszczenie wód trójchloroetylenem w 7 punktach poboru. W 4
próbach stwierdzona ilość tego wskaźnika przekraczała 60 razy dopuszczalną
wartość (10 mg/dm3), w 5 próbach 20 razy, w 5 próbach 10 razy oraz w 3
próbach 4 razy. Pod względem bakteriologicznym jakość wody w Warszawie
w 2000 r. w porównaniu z 1999 r. pogorszyła się. W 1999r. - 0,5% wyników
wody pobranej z sieci w różnych punktach miasta nie odpowiadało wymaganym
normom bakteriologicznym natomiast w 2000r. - 1,9%. W badaniach wody u
odbiorców nie wykazywano przekroczeń takich zanieczyszczeń jak metale ciężkie,
czy związki organiczne, ponieważ zakłady wodociągowe zawęziły badania wody
u odbiorców do podstawowych wskaźników.
W sprawozdaniu Teleexpressu z konferencji prasowej dotyczącej "Informacji
o wynikach kontroli zaopatrzenia w wodę ludności aglomeracji miejskich"
podano, że "Najwyższa Izba Kontroli uspokaja - o zdrowie nie musimy
się obawiać. Woda może nie jest najsmaczniejsza, ale pić ją możemy
spokojnie". W Polsacie ukazał się ktoś z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej
w Warszawie, aby oświadczyć "Ja czasami piję wodę z kranu".
Z kolei Polska Agencja Prasowa w dniu 19. kwietnia 2002r. w materiale "NIK
krytykuje jakość wody pitnej w Polsce" zawarła informację, iż "doradca
w NIK, Maria Pokora, zapewniła jednak, że o zdrowie nie powinniśmy
się obawiać; grozi nam raczej spożycie wody o słabej jakości i walorach
smakowych".
Powyższy cytat był powodem zapytania prezesa Stowarzyszenia Ochrony
Zdrowia Konsumentów skierowanego do przedstawicieli NIK podczas posiedzenia
Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska ZNiL w dniu 7. maja b. r. zmierzającego
do ustalenia, czy oficjalnym stanowiskiem Najwyższej Izby Kontroli jest
pogląd jakoby woda, która nie dotrzymuje wymagań parametrycznych nie ma
wpływu na zdrowie ludzi a jedynie charakteryzuje się złą jakością organoleptyczną.
Pytanie to pozostało bez odpowiedzi do protokołu Komisji. W związku
z powyższym Stowarzyszenie ponowiło zapytanie, składając je na piśmie w
kancelarii NIK. Odpowiedź będzie udostępniona opinii publicznej w kraju
i zagranicą.
Opublikowanie raportu NIK zbiegło się w z ujawnieniem masowego zatrucia
wodą wodociągową na terenie dolnośląskich gmin Warta Bolesławiecka i Zagrodno
(powiat Bolesławiec) oraz Pielgrzymka (powiat Złotoryja). Jak wykazało
dochodzenie epidemiologiczne przeprowadzone w dniu 29. kwietnia 2002r.
przez Instytut Wody, od początków lutego 2002r. wśród ok. 13 tysięcy odbiorców
wody pochodzącej ze złoża znajdującego się pod zatopioną kopalnią rudy
miedzi w Iwinach pod Bolesławcem pojawiły się zaburzenia żołądkowo-jelitowe
(ból brzucha, biegunka, nudności, wymioty) oraz choroby skóry o charakterze
odczynu na czynniki drażniące i uczulające. Wystąpienie zachorowań było
poprzedzone nagłym zmętnieniem wody wodociągowej w punktach jej poboru
przez mieszkańców. W opinii właściciela ujęcia powodem nagłego zmętnienia
było wymieszanie wody podziemnej pobieranej z poziomu 830 m z wodami zalewającymi
kopalnię przez co do sieci przedostały się cząstki skały płonnej o składzie
charakterystycznym dla skał towarzyszących rudom miedzi. W trzecim tygodniu
kwietnia właściciel ujęcia zastosował napowietrzanie i filtrowanie surowca
przez złoża żwirowe, uzyskując zamierzony efekt w postaci usunięcia ponadnormatywnej
zawartości żelaza i manganu oraz mętności. Mając na względzie ochronę zdrowia
ludzi, w dniu 29. kwietnia 2002r. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny
w Bolesławcu uznał, iż z powodu twardości (1000 - 1100 mg CaCO3/l)
oraz siarczanów (1000 mg/l) woda z wodociągu publicznego w Iwinach nie
nadaje się do spożycia, ale w ograniczonym zakresie może być używana do
celów gospodarczych, tj. do urządzeń sanitarnych, mycia pomieszczeń mieszkalnych
i gospodarczych. Przez następny tydzień mieszkańcy środka Europy otrzymywali
wodę z bojowych cystern straży pożarnej, nie dość że zanieczyszczoną (trociny,
rdza i in.) oraz wywołującą choroby skóry i przewodu pokarmowego, to dowożoną
bez wcześniejszej zapowiedzi. Brak szczegółowego harmonogramu dowozu wody
do każdego gospodarstwa powodował, że ludzie albo nie zdążali wybiec
z domu, aby dogonić odjeżdżającą cysternę, albo przy drodze wystawiali
otwarte naczynia na wodę, narażając się na tym większe zagrożenie zdrowia
i życia.
W tej sytuacji w Dniu Europy 9. maja 2002r. poinformowano pana Aleksandra
Kwaśniewskiego, prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i pana Leszka Millera,
prezesa Rady Ministrów, że dla rozwiązania kryzysu wystarczy poprowadzić
7 km rurociągu z Bolesławca, co powinno być wykonane natychmiast
przez odpowiednie służby Wojska Polskiego lub obrony cywilnej i pokryte
z rezerwy budżetowej, a zwłaszcza ze środków przesuniętych z zadań o wadze
mniejszej niż ochrona zdrowia i życia tysięcy ludzi, na przykład z propagandy
na rzecz przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Również odpowiedź na
to wystąpienie będzie udostępniona opinii publicznej w kraju i zagranicą,
łącznie z oceną działań polskich władz na rzecz ludzi pozbawionych bezpiecznej
wody.
Pan prezydent A. Kwaśniewski w dniu 16. maja. 2002r. przebywał z gospodarską
wizytą właśnie w Bolesławcu. Otwierając czterokilometrowy odcinek drogi
zbudowanej w 3/4 z funduszów Unii Europejskiej, powiedział: "Tu nie
trzeba używać wielkich słów. Nie trzeba mówić o wartościach, o wspólnej
tradycji, o korzeniach kultury europejskiej. Czasami trzeba pokazać
konkret i ta obwodnica w Bolesławcu to właśnie dowód, że dzięki wpisaniu
Polski do struktur europejskich można rozwiązywać bardzo dokuczliwe problemy
ludzi".
Odrębnym zagadnieniem jest zaangażowanie działaczy zagranicznych ruchów
ekologicznych w poprawę sytuacji w Polsce. Pozytywnym przykładem jest tu
działalność American Peace Corps na terenach wiejskich, indywidualne inicjatywy,
jak np. Polish-American Partnership z Pennsylwanii. Znacznie gorzej zapisały
się brytyjskie grupy o bliżej nieokreślonych interesach, które szkoląc
polskich wolontariuszy w sztuce przykuwania się do drzew, zmierzały do
zastopowania budowy bezpiecznych dróg w Polsce - kraju tych dróg pozbawionym.
Sprawa współpracy polskich specjalistów z zagranicznymi profesjonalistami
w zakresie medycyny środowiskowej stanowi klucz do rozwiązania wielu problemów.
Do wiodących inicjatyw w tym zakresie należało na początku lat 90.-tych
zaangażowanie amerykańskiej organizacji Physicians for Social Responsibility
w zagadnienia zdrowia środowiskowego w Polsce, czy zorganizowanie szkoły
lekarzy środowiskowych przy powstałym wówczas Instytucie Medycyny Pracy
i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, który szybko uzyskał status ośrodka
współpracującego ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO Collaborating Centre).
Niestety, świetnie wyszkolona przez ekspertów WHO, w tym pochodzących ze
wzorcowej szkoły w Holandii, grupa kilkunastu polskich lekarzy środowiskowych
nie znalazła zainteresowania w oczach polityków decydujących po 1993r.
o ochronie zdrowia i tym samym w kraju tylu potrzeb lekarze ci pozostali
w ogromnej większości bez zatrudnienia zgodnego ze swoją specjalnością.
Również zanika działalność samego Instytutu.
Każde zaniedbanie w zakresie ochrony zdrowia ludzi i środowiska powinno
skutkować pociągnięciem osób winnych do odpowiedzialności. W tym zakresie
w Polsce powstała interesująca sytuacja o charakterze pułapki na
decydentów. Pod presją negocjacji akcesyjnych w celu zamknięcia wielu rozdziałów
rokowań siłami tzw. Komisji Europejskiej Sejmu poprzedniej kadencji przyjęto
znaczną część aquis communautaire, zupełnie nie odnosząc się do
realności ich wykonania w Polsce, której dochód narodowy brutto średnio
nie przekracza połowy GDP najuboższego kraju Unii Europejskiej.
Dorobek prawny Unii Europejskiej, aby mógł być zastosowany w Polsce
wymaga przepisów wykonawczych do ustaw. W drugiej połowie marca 2002r.
okazało się, że rząd zwleka z wydaniem ok. 400 rozporządzeń, a tym samym
uniemożliwia korzystanie z prawa, które miało chronić zdrowie i życie ludzi
oraz środowisko. Wejście w życie po roku od opublikowania ustawy o substancjach
i preparatach chemicznych nie zmieniło sytuacji na polskim obszarze celnym.
Jak pisze w dniu 18. marca 2002r. najbardziej prestiżowy dziennik "Rzeczpospolita"
dwanaście miesięcy nie wystarczyło ministrowi zdrowia na wydanie rozporządzenia
ustalającego wykaz substancji niebezpiecznych i wzoru karty charakterystyki.
W obrocie są więc substancje bez takich kart.
Brak rozporządzeń oznacza, że przepisy ponad 100 ustaw, które weszły
w życie, albo nie mogą być w pełni stosowane, albo są wykonywane na podstawie
aktów wydanych na podstawie ustaw już uchylonych. Należy do nich ustawa
z 7. czerwca 2001r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu
ścieków, która choć weszła w życie 14. stycznia 2002r., nadal nie doczekała
się podstawowego przepisu wykonawczego, a mianowicie rozporządzenia ministra
zdrowia określającego wymagania bakteriologiczne, fizykochemiczne i organoleptyczne
dotyczące jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Taki stan
prawny (właściwie stan bezprawia) powoduje, że sprzedawcy wody wodociągowej
podważają decyzje administracyjne inspektorów sanitarnych wydane w nawet
tak dramatycznych okolicznościach jak ta pod Bolesławcem.
Ustawa o kosmetykach, która weszła w życie w dniu 12. maja 2000r. po
roku od ogłoszenia, również nie doczekała się na czas przygotowania
w ministerstwie zdrowia przepisów wykonawczych. Wobec braku podstaw prawnych
do nadzoru nad kosmetykami skutki zdrowotne i ekonomiczne ujawnienia pierwszego
przypadku BSE w Polsce mogą być nieobliczalne. I znów - nawet w obliczu
podejrzenia nowego wariantu choroby Creutzefeldta-Jakoba u dwóch nastolatek
w Łodzi - opinia publiczna jest uspokajana zapewnieniami rządowego eksperta,
jakoby do zarażenia prionami może dojść wyłącznie drogą pokarmową.
Znowu, jak w przypadku wypowiedzi w sprawie wody wodociągowej, dla ”świętego
spokoju" wąskiej grupy pozostającej u władzy odrzucany jest cały dorobek
prawny i organizacyjny Unii Europejskiej, której dyrektywa o kosmetykach
zakazuje stosowania w kosmetykach takich surowców jak czaszka, w tym mózg,
i oczy, migdały i rdzeń kręgowy z:
- bydła w wieku 12 miesięcy,
- owiec i kóz, które mają ponad 12 miesięcy lub, u których doszło do
wyrżnięcia przez dziąsło pierwszego stałego siekacza
Według prof. Sławomiry Wronkowskiej-Jaśkiewicz z Uniwersytetu w Poznaniu
nadzieję na zmiany budzi zamysł nowelizacji kodeksu cywilnego, który przewiduje
odpowiedzialność państwa za szkodę, jaką ktoś poniósł w następstwie nieogłoszenia
aktu normatywnego, jeżeli jego wydanie było obowiązkowe. Osoby zainteresowane
dostaną w ten sposób silną broń do ręki. Jeżeli potrafią i będą chciały
ją wykorzystywać, może to okazać się dla państwa kosztowne, a więc mobilizujące.
Perspektywy poprawy sytuacji
Ponieważ artykuł 3 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż
"każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby",
skutecznym wyjściem z decyzyjnego impasu wydaje się oparcie dochodzenia
podstawowych praw człowieka o sądy i występowanie w nich o odszkodowanie
za poniesione straty. Stan polskiego wymiaru sprawiedliwości wskazuje na
to, że może rychło dojść do zalewu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
w Strasburgu sprawami z Polski. Już w 2001r. pod względem liczby osób składających
skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Polacy znaleźli się w
na miejscu drugim po Rosjanach. Ogółem w 2001r. wpłynęło do Strasburga
ponad 30000 skarg od obywateli państw członkowskich Rady Europy. Zarejestrowano
13 858 z nich. Pod względem liczby skarżących się Polska (1763 zarejestrowane
skargi) znalazła się za otwierającą listę Rosji (2108 zarejestrowanych
skarg), a przed Francją (1117). W roku 2001r. Trybunał wydał łącznie 889
wyroków. W 683 przypadkach uznał naruszenie Europejskiej Konwencji Praw
Człowieka. Ponad połowa wyroków skazujących dotyczyła Włoch (359), następne
w kolejności były Turcja (169 wyroki skazujące), Francja (32) i W. Brytania
(19). Polska znalazła się na piątym miejscu z 17 wyrokami skazującymi.
Powyższe liczby powinny być odniesione do liczby ludności i zasadniczych
różnic w zakresie znajomości praw człowieka w porównywanych krajach.
Należałoby też sprawdzić skuteczność interwencji przedstawicieli
Polski we władzach Rady Europy na rzecz ochrony podstawowych praw człowieka
we własnym kraju. W roku 2002 poseł Tadeusz Iwiński (SLD), poseł Marcin
Libicki (PiS), senator Jerzy Smorawiński (PSL) i poseł Jerzy Jaskiernia
(SLD) zostali wybrani do władz Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Przewodniczący polskiej delegacji Iwiński został ponownie wybrany na przewodniczącego
Komisji ds. Migracji, Uchodźców i Demografii - jednej z 10 komisji Zgromadzenia.
Libicki został wiceprzewodniczącym grupy politycznej Demokratów Europejskich
(EDG), a Smorawiński - Grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Ponadto
Jaskiernia, który nadal pełni obowiązki przewodniczącego Podkomisji Prawa
Karnego i Kryminologii, został wybrany na wiceprezesa Rady Międzynarodowego
Instytutu Demokracji w Strasburgu.
W Polsce zbliża się kampania wyborcza do władz samorządowych.
Dla wielu polityków będzie to czas walki o przeżycie. Jak zachować dotychczasowe
stanowisko we władzach samorządowych? Jak ludziom wytłumaczyć swoją bezczynność,
niemoc, prywatę, jawną korupcję? W zrujnowanym kraju nie ma winnych. Są
za to maszty telefonii komórkowej na dachach szkół, nielegalne lub zatajone
przed opinią publiczną uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych i hodowle
transgenicznych zwierząt, wysypiska i spalarnie odpadów powstałe wbrew
uzasadnionym protestom, zakłady produkcyjne i usługowe, z których wydobywa
się trudny do zniesienia odór, hałas, pył i dym. Polacy płacą ciężkie
pieniądze za cuchnącą, brązową, mętną wodę z kranu, duszą się
czarnymi spalinami z miejskich autobusów, a przecież wodociągi i komunikacja
miejska podlegają władzom samorządowym. Do władz samorządowych należy
także zapobieganie groźnym dla zdrowia wszystkich istot żywych skutkom
skażenia rzek, jezior i wód podziemnych ściekami przemysłowymi i komunalnymi.
Obecne w wodzie estrogeny naturalne i pozostałości leków zawierających
te żeńskie hormony, pestycydy, polichlorowane bifenyle i dioksyny, składniki
rozmaitych mas plastycznych (np. bisfenol A) nie tylko prowadzą do zaburzeń
rozwoju i funkcjonowania ciała, lecz także - obok innych trucizn
środowiskowych, choćby takich jak wszechobecny azbest - są przyczyną epidemii
raka. Należy mieć nadzieję, że zgodnie z tutejszym porzekadłem
Polak będzie mądry po szkodzie i spisze z kandydatami do władz samorządowych
umowę o odpowiedzialność za życie i zdrowie wyborców.
Codzienne wybory i ich wzajemne oddziaływanie
Ogólną dyskusję nad strategią zrównoważonego rozwoju należy przełożyć
na codzienne wybory każdego z nas. Oto trzy przykłady zaczerpnięte z materiałów
programu ruchu ochrony zdrowia ZDROWY POLAK:
- zamiast jechać w pojedynkę własnym autem, tam gdzie to możliwe przejdź
się lub wybierz rower, na dalsze odległości kup tani bilet transportu
zbiorowego, dzięki czemu będziesz miał swój wkład w ograniczenie skażenia
środowiska prowadzące do powodzi, huraganów i epidemii raka, a przy
tym wysiłek fizyczny wzmocni twoje zdrowie
- zamiast kupować przemysłową żywność w supermarkecie, wybierz i przetwórz
w domu produkty naturalne, najlepiej pochodzące od zaprzyjaźnionego rolnika,
który z własnego gospodarstwa zaopatrzy twoją rodzinę w sezonowe owoce
i warzywa, nabiał, drób i szereg innych produktów wolnych od zanieczyszczeń
biologicznych, chemicznych i radiologicznych towarzyszących przemysłowej
uprawie, hodowli i przetwórstwu spożywczemu, dzięki czemu będziesz miał
swój wkład w ograniczenie skażenia środowiska prowadzące do szerzenia się
antybiotykooporności śmiercionośnych drobnoustrojów, epidemii alergii,
raka oraz zaburzeń rozwoju i funkcjonowania ciała, a
- także przyczynisz się do uratowania środowiska przed zagrożeniem
bioróżnorodności ze strony organizmów genetycznie zmodyfikowanych,
a przy tym wzmocnisz zdrowie własne i twojej rodziny
- zamiast płacić wysoką cenę za agresywnie reklamowane niebezpieczne
substancje chemiczne wchodzące w skład materiałów budowlanych, środków
chemii gospodarczej, kosmetyków, leków i in. produktów codziennego użytku,
tam gdzie to możliwe wybierz produkty i metody naturalne, co do których
nie ma wątpliwości, że są nieszkodliwe, dzięki czemu będziesz miał swój
wkład w ograniczenie skażenia środowiska prowadzące do szerzenia się antybiotykooporności
śmiercionośnych drobnoustrojów, epidemii alergii, raka oraz zaburzeń rozwoju
i funkcjonowania ciała, a także przyczynisz się do uratowania środowiska
przed rzeczywistym i domniemanym zagrożeniem bioróżnorodności ze strony
substancji chemicznych, a przy tym wzmocnisz zdrowie własne i twojej rodziny.
Oczywiście każdy wybór konsumenta może iść w poprzek choćby najbardziej
precyzyjnej typologii. Efekt cieplarniany powoduje przesunięcie się granic
występowania wektorów chorób ciepłej strefy klimatycznej. W Polsce gwałtownie
narasta populacja kleszczy Ixodes ricinus zakażonych Borrelia
burgdorferi. Rozszerzają się obszary endemii borreliozy (choroba z
Lyme, dla ułatwienia - kleszczycy), która jak inne krętkowice (np. dur
powrotny, kiła czy leptospiroza) jest chorobą wielonarządową i wielofazową.
Dla ochrony przed atakiem kleszcza kupowane są repelenty zawierające DEET,
choć badania toksykologiczne wyraźnie wskazują negatywny wpływ DEET na
układ nerwowy człowieka.
Zdrowie ludzi i środowiska zyskałoby niepomiernie, gdyby władze zechciały
zapewnić wygodny i tani transportu publiczny oraz alternatywne,
w tym naturalne, metody ochrony przed atakiem zakażonych kleszczy. Tymczasem
w Polsce doszło do drastycznej likwidacji lokalnych linii kolejowych i
autobusowych, zaś polskie władze sanitarne nie dopilnowały nawet tego,
aby etykiety preparatów DEET zawierały pełną informację niezbędną dla ochrony
zdrowia ludzi (zwłaszcza dzieci) i zwierząt domowych, jak choćby zakaz
stosowania ich w pomieszczeniach zamkniętych!
Jak widać każda sprawa jest złożona z wielu czynników wzajemnie
na siebie oddziałujących.
Jak to w środowisku...
Nowotwory złośliwe jako przykład środowiskowych zagrożeń zdrowia
w Polsce
Jak podała Polska Agencja Prasowa w dniu 4. lutego 2002r. w ciągu godziny,
12 osób w Polsce dowiaduje się, że ma nowotwór, a 9 z jego powodu umiera.
W odróżnieniu od innych krajów rak w Polsce nie jest chorobą wieku podeszłego,
a w jednej trzeciej przypadków dotyczy ludzi poniżej 60 roku życia. Po
strajku lekarzy w 1997r., którzy odmówili wypełniania dokumentacji medycznej
władze do dnia dzisiejszego nie chcą zorganizować wiarygodnego systemu
rejestracji zachorowań na raka w Polsce, stąd Główny Urząd Statystyczny
uparcie podaje dane zdezaktualizowane. Sprawa ma charakter manipulacji
informacjami statystycznymi w obszarze wielkiej wrażliwości. Karin Chopin,
reporterka prestiżowego magazynu lekarskiego British Medical Journal w
Listach z Polski (Letters from Poland, BMJ: 30 May, 6 June, and 13
June 1992) przybliżyła międzynarodowej opinii środowiskowe zagrożenia zdrowia
w Polsce sprzed dziesięciu laty. Dzisiaj, kiedy Polska ma wchodzić do Unii
Europejskiej i stać częścią jednolitego wspólnego rynku sprawa ta jest
niewygodna politycznie i dla kolejnych władz "zbyt kosztowna", aby zmagać
się z nią. Po 1993r. kolejni ministrowie i rządowi eksperci obciążają
Polaków za skutki zagrażającego zdrowiu stylu życia, odcinając się od odpowiedzialności
choćby za niewyobrażalne skażenie kraju azbestem.

|