ZRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ

Według grupy Yale Center for Environmental Law and Policy, która  w dniu 26. stycznia 2005r. dostarczyła na Światowe Forum Gospodarcze 2005 trzeci raport z prac nad Wskaźnikiem Zrównoważonego Rozwoju (Environmental Sustainability Index, ESI) Polska zajęła 102. pozycję  na 146 krajów sklasyfikowanych (w 2002 była to pozycja 87, w 2001 - 58). Dorobek grupy trzymającej w Polsce władzę spycha nasz kraj na margines cywilizacji.


 
 

Analiza poprzedniego rankingu w artykule
"Zdrowie człowieka i środowiska w ocenie epidemiologa"
poniżej



 
 
 
 

pismo ekologów 
ZIELONE BRYGADY, GRUDZIEŃ 2004 NR 12 (202),str. 22 - 24
 

Zbigniew Hałat
Zdrowie środowiskowe w Polsce poakcesyjnej

Dla wielu zgoda na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej (UE) wynikała z nadziei na poprawę jakości życia. Agresywna i jednostronna propaganda przedakcesyjna często żerowała na słabościach systemu od lat zarządzanego przez jej twórców. Prześcigali się oni w zapewnieniach, że już nie Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej(1)  a Traktat Rzymski z 1978r. (2), Traktat z Maastricht z 1992r. (3)  i Traktat z Amsterdamu z 1999r. (4)  gwarantują bezpieczne środowisko tym wszystkim, którzy, mając ku temu stosowne możliwości, decydują się na zachowania sprzyjające długiemu życiu w zdrowiu. 

W świetle tych nadrzędnych aktów prawnych prozdrowotny styl życia uprawnia przecież wyborcę i podatnika do oddania całej reszty zabezpieczeń swoich interesów zdrowotnych w ręce polityków, urzędników i rządowych ekspertów. Ponieważ w krajach uprzemysłowionych 20% obciążenia wszystkimi chorobami przypisuje się czynnikom środowiskowym, akcesja dawała Polakom nadzieję na niemałą poprawę podstawowego wskaźnika rozwoju cywilizacyjnego, jakim jest oczekiwana długość życia. A jest o co walczyć, skoro z opublikowanej przez ONZ oceny rozwoju cywilizacyjnego (Human Development Index) wynika, że 73,8 oczekiwanych lat życia stawia Polskę na 48. pozycji spośród 177 krajów świata sklasyfikowanych w 2004 r. W zakresie długości życia ostatnie trzy dekady XX w. przyniosły Polsce upadek cywilizacyjny, gdyż z pozycji 27. w latach 1970-1975 spadła na miejsce 47. w latach 2000 - 2005. Pomimo niezłej pozycji wyjściowej nasz kraj nie nadąża za dynamicznym przyrostem tego podstawowego wskaźnika rozwoju człowieka obserwowanym w państwach znacznie uboższych. 

Należy dodać, że najbardziej obiecujące sformułowania celów UE znalazły się w Europejskiej Strategii Środowiska i Zdrowia ogłoszonej przez Komisję Europejską w 2003r., która obiecywała: 
- ograniczać obciążenie chorobami powodowanymi przez czynniki środowiskowe na obszarze UE 
- rozpoznawać nowe zagrożenia zdrowia powodowane przez czynniki środowiskowe i im zapobiegać
- wzmacniać kompetencje krajów UE we wdrażaniu skutecznej polityki w tej dziedzinie (5)

Komisja Europejska zapewniała przy tym, że od samego początku Strategia będzie rozwijana i wdrażana w rozszerzonej Unii Europejskiej, ponieważ istnieje szereg problemów zdrowia środowiskowego zróżnicowanych regionalnie.

Rozwoju spraw po 1. maja 2004r. w zakresie zdrowia środowiskowego Polsce nie przewidzieli najbardziej skrajni eurosceptycy. Któż bowiem mógł się spodziewać, że niemal wszystkie narzędzia prawne UE posłużą nie ochronie naszego zdrowia i środowiska a interesom polityczno-gospodarczych hybryd składających się na „elitę” powstałej na naszych oczach i za naszym przyzwoleniem „republiki ziemniaczanej”, bo nie „bananowej” tylko z uwagi na klimat.

Już pierwsze decyzje desygnowanej do Komisji Europejskiej przez koalicję SLD-SDPL-UP przy poparciu znacznej części tzw. opozycji parlamentarnej komisarz Danuty Huebner przeraziły nie tylko polską, lecz także zagraniczną opinię publiczną. Oto koncerny agrochemiczne natychmiast przystępując do odzyskiwania pieniędzy zainwestowanych w lobbing proakcesyjny, uzyskały korzystne dla siebie wyniki głosowania Komisji w nowym składzie nad wcześniej kilkakrotnie odrzucanym przez „piętnastkę” wnioskiem o dopuszczenie do obrotu na terenie UE jednego z wynalazków inżynierii genetycznej. Prof. ekonomii Danuta Huebner poprzez telewizję publiczną poinformowała polskich podatników, iż „została przekonana, że genetycznie zmodyfikowana kukurydza nie szkodzi ludziom i środowisku”. Tymczasem organizmy genetycznie zmodyfikowane (genetically modified organisms – GMO) są jednostkami biologicznymi, zdolnymi do replikacji i przenoszenia materiału genetycznego, w których materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych. Promotory i wektory – nośniki obcych genów wprowadzanych do genomu gospodarza - z założenia mają przełamać barierę genetyczną, n. p. pomiędzy światem roślin i zwierząt. W tym celu wykorzystywane są agresywne wirusy, jak wirus mięsaka Rousa. W przebiegu procesu tylko nikła część organizmów ulega modyfikacji i dla ich oddzielenia od niezmodyfikowanej reszty wszystkie poddaje się działaniu antybiotyków, w tym należących do grup stosowanych w lecznictwie, jak aminoglikozydy lub tetracykliny. Przeżywają tylko te konstrukty genetyczne, które wyposażono w markerowe geny oporności na antybiotyki. Z rakotwórczych wirusów mogą powstać nowe zarazki o nie dających się przewidzieć losach, a zmodyfikowane organizmy mogą przenieść antybiotykooporność na ludzi, zwierzęta i rośliny. Krytycznym problemem jest pleotropia, czyli zaskakująca ekspresja pojedynczego genu w jego nowej lokalizacji w konstelacji genów gospodarza, prowadząca do nieoczekiwanych i licznych efektów w zmodyfikowanym organizmie. Niespodziewanie mogą pojawić się białka, w tym toksyny i alergeny, będące powodem wielu zagrożeń zdrowia człowieka i środowiska: 

  • nowe alergeny mogą pojawić się w żywności i pyłku i w ten sposób uwolnić się do środowiska 
  • nowe toksyny mogą pojawić się w żywności, co spowoduje, że zarówno organizmy agroekosystemu, jak i ludzie będą eksponowani na nowe toksyny, kiedy wejdą w kontakt z GMO lub zjedzą rośliny tak zmodyfikowane 
  • toksyny występujące w środkach spożywczych mogą osiągać wyższe stężenia lub mogą pojawiać się w częściach jadalnych roślin; ogólny wzrost stężenia substancji wytwarzanych przez roślinę może doprowadzić do pojawienia się ich toksycznych poziomów w częściach jadalnych 
  • po wprowadzeniu do roślin nowych genów zmodyfikowane organizmy mogą wytwarzać kombinacje białek wcześniej nieznane i wywołujące nieprzewidywalne efekty 
  • mogą wystąpić straty wartości odżywczej roślin (6
Z powyższych względów rządy dotkniętych klęską głodu państw afrykańskich w obawie przed skażeniem genetycznym środowiska nawet przed przyjęciem pomocy humanitarnej wymagają zmielenia ziaren groźnych mutantów soji i kukurydzy. Jakże odmienne jest stanowisko polskich urzędników i ich zaplecza eksperckiego, dostrzegalne nie tylko w wypowiedziach publicznych, lecz także w przestępczym zaniedbywaniu ustawowych obowiązków, łamaniu obowiązujących procedur, narastającym podporządkowaniu organów państwowych, w tym Komisji ds. Organizmów Genetycznie Zmodyfikowanych przy Ministrze Środowiska interesom koncernów agrochemicznych i ich klientów w przemyśle spożywczym, paszowym i in.
Z uwagi na trwałość i nieobliczalne rozmiary ryzyka związanego z łamaniem zasady ostrożności w odniesieniu do organizmów genetycznie modyfikowanych temu zagrożeniu należało poświęcić najwięcej uwagi. Nie oznacza to, że inne, dobrze już rozpoznane zagrożenia zdrowia ludzi i środowiska, nie uległy nasileniu po 1. maja 2004r. Pełna ich lista powstanie dopiero w wyniku szerszej dyskusji wśród osób prawdziwie oddanych zdrowiu publicznemu i ekologii, nie traktujących tych kluczowych dla wspólnego dobra dziedzin instrumentalnie do załatwiania wąskich interesów grupowych, a zwłaszcza jako wygodnej trampoliny do kariery politycznej lub urzędniczej. Czym innym jest jednak uwzględnianie celów zdrowia środowiskowego w zharmonizowanych programach wyborczych kandydatów do władz publicznych. Tu można podpowiedzieć wyborcom, aby rozliczyli dotychczasowe władze z zalewu naszego kraju złomem samochodowym czy inwestycjami koncernów Smithfield i Danish Crown.  W całym kraju należy pytać kandydatów o ich szczegółowe plany ochrony Polaków przed zagrożeniami zdrowia związanymi z użytkowaniem samochodów w stanie śmierci technicznej i niezwykle kosztowną utylizacją europejskiego złomu samochodowego, która w wyniku porozumień międzyrządowych została przerzucona na Polskę. Mieszkańcy okolic, w których powietrze, woda i gleba są coraz bardziej zatruwane przez „fabryki wieprzowiny”, muszą się też wypowiedzieć się, czy popierają decyzję obecnych władz zapewniających zagranicznym koncernom pokrycie z polskiego budżetu kosztów dostosowania nielegalnych dotychczas inwestycji do wymogów prawa sanitarnego, czy może stanowisko lekarzy z ojczyzny koncernu Smithfield. W styczniu 2004r. Amerykańskie Stowarzyszenie Zdrowia Publicznego (American Public Health Association - APHA) ogłosiło rezolucję wzywającą władze do wprowadzenia powodowanego zasadą ostrożności moratorium na wszelkie nowe lokalizacje przemysłowych ferm trzody chlewnej oraz do podjęcia i wsparcia badań naukowych nad  wpływem na zdrowie ludzi skażenia powietrza i wody. (7

Warunkiem koniecznym, choć nie wystarczającym, poprawy sytuacji jest zwalczenie korupcji. Transparency International w październiku 2004r. poinformowała światową opinię publiczną, że Polska znowu spadła w międzynarodowym rankingu krajów bez korupcji. Z 64 miejsca ex aequo z Meksykiem w ubiegłym roku znaleźliśmy się na jednym z miejsc 67 -  70, już za Meksykiem, a nawet Ghaną i Tajlandią. Pozycja uzyskana w latach 2003-2004 jest dramatycznie gorsza niż wynikająca z trendu wieloletniego korupcji w Polsce.

Przypisy:
1. Artykuł 68 pkt. 4 mówi “Władze publiczne są obowiązane do zwalczania chorób epidemicznych i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska”, w Artykule 5 zapisano “Rzeczpospolita Polska (...) zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”
2. Ochrona zdrowia ludzkiego jest, obok zachowania, ochrony i poprawy jakości środowiska oraz zachowania rozważnego i racjonalnego użytkowania zasobów naturalnych, jednym z trzech głównych celów działania Wspólnoty Europejskiej w dziedzinie ochrony środowiska
3. Artykuł 129 stanowi, że Wspólnota będzie podejmować działania na rzecz zapewnienia wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludzkiego a wymogi ochrony zdrowia powinny być uwzględniane w pozostałych obszarach polityki Wspólnoty.
4. Artykuł 152 stanowi, że przy formułowaniu i wdrażaniu kompleksowej polityki i działań Wspólnoty uwzględniany będzie wymóg uzyskania wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludności. Artykuł wprowadza zasadę, że zdrowie publiczne jest nieodłączną częścią procesu integracji i spełnia wymóg wielosektorowego podejścia do zagadnień zdrowotności.
5. Strategia zakłada, że istnieje potrzeba łączenia (scale) wysiłków na rzecz ochrony zdrowia ludzkiego ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej wrażliwych grup społecznych i zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Strategia opiera się na pięciu kluczowych elementach i dla uproszczenia została nazwana “SCALE”, gdzie S to Nauka (Science), co oznacza, że podsumowane zostaną wyniki badań naukowych i zgromadzona zostanie wiedza z wielu różnych sieci i instytucji działających w obszarze środowiska i zdrowia. Strategia skupi się na Dzieciach (Children), które stanowią populację szczególnie wrażliwą na zagrożenia środowiskowe. Strategia ma również na celu podniesienie poziomu Świadomości (Awareness) w odniesieniu do pilnych potrzeb zdrowotnych. Strategia wykorzysta także Prawodawstwo (Legislation) i opierać się będzie na stałej Ocenie (Evaluation) dla weryfikacji efektywności, wydajności i kosztów prowadzonych działań w kontekście problemów związanych z oddziaływaniem środowiska na zdrowie.
6. Z. Hałat: „Alergeny organizmów genetycznie zmodyfikowanych”, kwartalnik dla lekarzy "ALERGIA", 2004, Nr 3/21, str. 19 – 26, artykuł dostępny na stronie internetowej http://halat.pl/gmo.html
7. Z. Hałat: „Wpływ przemysłowych ferm trzody chlewnej na zdrowie ludzi” w publikacji „Raport na temat zagrożeń dla ludzi i środowiska ze strony przemysłowej hodowli trzody chlewnej”, Federacji Zielonych Gaja  i CEE Bankwatch Network 
 

 

dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista epidemiolog
redaktor naczelny czasopisma ruchu ochrony zdrowia
"ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE"
http://www.halat.pl/zdrowie.html

Zdrowie człowieka i środowiska w ocenie epidemiologa

*********************************
skrót artykułu zamieszczony w publikacji
"Głos organizacji pozarządowych w sprawie strategii zrównoważonego rozwoju Unii Europejskiej"
Instytut na rzecz Ekorozwoju, Warszawa 2002

*********************************

Długość życia i zrównoważony rozwój a siła nabywcza ludności

Skutki zagrożeń zdrowia ludzi ze strony czynników środowiskowych wyjątkowo są objęte rutynową rejestracją zachorowań i zgonów, stąd nie do przecenienia są te zestawienia międzynarodowe, które dają syntetyczny obraz pozwalający na dokonywanie porównań w czasie i przestrzeni (Ryc. 1).


 

Zgodnie z przekonaniem panującym w Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) o rozwoju człowieka mają świadczyć trzy parametry uzyskane ze statystyk ludności każdego z krajów świata:

  • oczekiwana długość życia noworodka przy urodzeniu
  • siła nabywcza ludności wyrażona w przelicznikach pozwalających na porównania międzynarodowe
  • umiejętność pisania i czytania osób u powyżej 15 roku życia
W ramach prowadzonej przez ONZ oceny rozwoju cywilizacyjnego, siła nabywcza ludności umiejscawia Polskę na 49. pozycji spośród 162 krajów świata sklasyfikowanych w 2001 r. (ryc. 2). Z tego samego zestawienia wynika, że oczekiwana długość życia stawia Polaków na 46. pozycji w świecie (ryc. 3).

W zakresie długości życia ostatnie trzy dekady XX w. przyniosły Polsce upadek cywilizacyjny, gdyż z pozycji 27. w latach 1970-75 spadła na miejsce 48. w latach 1995-2000. Pomimo niezłej pozycji wyjściowej Polska nie nadążała za dynamicznym przyrostem tego podstawowego wskaźnika rozwoju człowieka obserwowanym w krajach znacznie uboższych (ryc. 4).


Z wyjątkiem sytuacji skrajnych, związek zdolności nabywczej ludzi (x) z ich długością życia (y) ma charakter trendu logarytmicznego i w roku 2001 do jego opisania można użyć wzoru: y = 7,792Ln(x) - 0,2935, a siłę związku wyrazić przez kwadrat współczynnika korelacji Pearsona R2 = 0,6127 (Ryc. 5)
.

Według danych z Eurostat (STAT/02/13 z 29. stycznia 2002r.) wśród 302 regionów wyróżnionych na terenie 15 krajów Unii Europejskiej i 10 krajów kandydackich grupy AC10 ustalonej podczas szczytu w Laeken w grudniu 2001r. (Cypr, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Malta, Polska, Słowacja, Słowenia i Węgry) siła nabywcza mieszkańców żadnego z 16 regionów Polski nie przekracza 60% średniej zdolności nabywczej w Unii Europejskiej. Najbardziej uprzywilejowane województwo mazowieckie zajmuje pozycję 256., przy zdolności nabywczej 58% średniej zdolności nabywczej w Unii Europejskiej. Dla porównania region Praha zajmuje pozycję 26. i osiąga 124% średniej europejskiej, a Bratislavsky pozycję 117. z 95%.
 

Pozycja (wśród 302 regionów)
Region
Odsetek średniej zdolności nabywczej UE
256.
Mazowieckie, Polska
58
...
279.
Śląskie, Polska
43
280.
Wielkopolskie, Polska
41
281.
Stredne slovensko, Słowacja
41
282.
Dolnośląskie, Polska
40
283.
Zachodniopomorskie, Polska
39
284.
Vychodne slovensko, Słowacja
39
285.
Pomorskie, Polska
39
286.
Del-dunantil, Węgry
39
287.
Eesti, cały kraj jest regionem
37
288.
Del-alfold, Węgry
37
289.
Małopolskie, Polska
35
290.
Łodzkie, Polska
35
291.
Lubuskie, Polska
35
292.
Kujawsko-pomorskie, Polska
35
293.
Opolskie, Polska
33
294.
Lietwa, cały kraj jest regionem
33
295.
Eszak-magyarorszag, Węgry
33
296.
Eszak-alfold, Węgry
32
297.
Warminsko-mazurskie, Polska
30
298.
Świętokrzyskie, Polska
30
299.
Podkarpackie, Polska
29
300.
Latwja, cały kraj jest regionem
29
301.
Podlaskie, Polska
28
302.
Lubelskie, Polska
27

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej może przynieść istotną poprawę sytuacji ekonomicznej ludności jej najuboższych regionów, a tym samym wpłynąć na poprawę zdrowia i przesunięcie oczekiwanej długości życia w kierunku grupy państw wysokorozwiniętych.

Czy to samo będzie dotyczyć zrównoważonego rozwoju Polski?

Według grupy Global Leaders for Tomorrow Environment Task Force, która na Światowe Forum Gospodarcze 2002 dostarczyła drugi raport z prac nad Wskaźnikiem Zrównoważonego Rozwoju (Environmental Sustainability Index, ESI) znaczna część komponentów składających się na łączną ocenę jest skorelowana ujemnie z siłą nabywczą ludności.

W rankingu zrównoważenia rozwoju przedstawionym na szczycie w 2002r. Polska zajęła pozycję 87 na 142 kraje sklasyfikowane (rok wcześniej była to pozycja 58.).

Poniżej przedstawiam wyniki analizy danych w poszukiwaniu przyczyn tak niskiej lokaty Polski:
Variable #: 5 Code: ECORISK Reference
Description: Percentage of country's territory in threatened ecoregions
Units: Percentage of country's territory in threatened ecoregions
Poland 100.00

Variable #: 10 Code: ANTH10 Reference Year: 2004
Description: Percentage of total land area (including inland waters) having very low anthropogenic impact
Units: Percentage of a country's land and inland waters having very low anthropogenic impact ("wildness" score of 9 or
below on the Human Impact Index 58-point scale)
Poland 0.03
Variable #: 16 Code: WATAVL Reference Year: 1961-1995
(long-term average)
Description: Freshwater availability per capita
Units: Thousand cubic meters per person
Poland 1.75
Variable #: 17 Code: GRDAVL Reference Year: 2003
Description: Internal groundwater availability per capita
Poland 0.33

  • zajęcie 114. miejsca w zakresie oceny porównawczej systemów ekologicznych wykazuje, że Polska nie idzie drogą zrównoważonego rozwoju do tego stopnia, który zapewniałby że najważniejsze systemy środowiska są utrzymywane na zdrowych poziomach i do takiego stopnia, że poziomy te raczej się poprawiają a nie pogarszają.
Na tak niskie notowanie Polski w tym komponencie miała decydujący wpływ zbyt mała ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca.

Ilość wody nie ma związku z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0.09)

  • zajęcie 117. miejsca w zakresie ograniczania naporu człowieka na środowisko wykazuje, że Polska nie idzie drogą zrównoważonego rozwoju, ponieważ poziomy naporu działalności człowieka nie są na tyle niskie, aby nie powodowały dających się wykazać szkód dla systemów ekologicznych.
Na tak niskie notowanie Polski w tym komponencie miały negatywny wpływ:
    • zagrożenie dla bioróżnorodności (miejsce 94 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużej liczby zagrożonych gatunków ssaków
Bioróznorodność jest negatywnie skorelowana z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,20)
    • niewłaściwe zagospodarowane przestrzenne (miejsce 131w rankingu światowym) z powodu braku obszarów o bardzo niskim oddziaływaniu człowieka i zbyt wysokiego odsetka obszarów o intensywnym oddziaływaniu.
Zagospodarowanie przestrzenne jest negatywnie skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,32)
    • niedostateczne ograniczanie skażenia powietrza (miejsce 121 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużej emisji SO2, zbyt dużej liczby pojazdów i zbyt dużego zużycia węgla na kilometr kwadratowy obszarow zamieszkałych
Ograniczanie skażenia powietrza jest negatywnie skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,62)
    • niedostateczne ograniczanie naporu na ekosystem (miejsce 136 w rankingu światowym) z powodu nadmiernego zakwaszenia zbyt dużej części kraju
Ograniczanie naporu na ekosystem nie ma związku z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,07)
    • niedostateczne ograniczanie nacisku ze strony odpadów i konsumpcji (miejsce 108 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużego biologicznie produktywnego obszaru kraju niezbędnego do podtrzymania obecnego poziomu konsumpcji.
    Ograniczanie nacisku ze strony odpadów i konsumpcji jest negatywnie skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,80)
  • zajęcie 125. miejsca w zakresie globalnego zarządzania sprawami społecznymi wykazuje, że Polska nie idzie drogą zrównoważonego rozwoju, ponieważ nie zmniejsza negatywnych transgranicznych odziaływań środowiskowych na inne kraje do poziomów, które nie powodują żadnych poważnych szkód
  • Na tak niskie notowanie Polski w tym komponencie miały negatywny wpływ:
      • niedostateczne ograniczanie emisji gazów cieplarnianych (miejsce 124 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużej emisji CO2 przypadającej na głowę ludności i jeden USD produktu krajowego brutto.
    Ograniczanie emisji gazów cieplarnianych jest negatywnie skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,46)
      • niedostateczne ograniczanie transgranicznego nacisku na środowisko (miejsce 127 w rankingu światowym) z powodu zbyt dużego eksportu emisji SO2 i zbyt dużego spożycia ryb.
    Ograniczanie transgranicznego nacisku na środowisko jest negatywnie skorelowane z zamożnością kraju (współczynnik korelacji -0,36) Z powyższej analizy wynika jednoznacznie, że żaden z czynników wpływających na kompromitującą pozycję Polski w światowym rankingu zrównoważonego rozwoju nie jest efektem biedy, a wręcz odwrotnie - z wyjątkiem dwóch - wszystkie są skorelowane negatywnie z zamożnością kraju. Te dwa wyjątki (ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca i ograniczanie naporu na ekosystem) nie mają związku statystycznego z zamożnością kraju.

    Dla porównania należy wspomnieć o dwóch członkach bogatej Unii Europejskiej, którzy zajęli niższe od Polski miejsca w światowym rankingu zrównoważonego rozwoju. Jest to Wielka Brytania sklasyfikowana na miejscu 91 i Belgia - na miejscu 125. Nie od rzeczy będzie dodać, że do tych krajów należą dwa najbogatsze regiony Unii Europejskiej: Inner London i Reg. Bruxelles-Cap/Brussels Hfdst. Gew., których mieszkańcy cieszą się zdolnością nabywczą równą odpowiednio 242% i 217% średniej siły nabywczej w Unii Europejskiej.

    Jakie działania są potrzebne na rzecz zrównoważonego rozwoju dwóch najbiedniejszych regionów przyszłej Unii Europejskiej: Podlaskie i Lubelskie, których mieszkańcom doskwiera zdolność nabywcza równa odpowiednio 28% i 27% średniej zdolności nabywczej w Unii Europejskiej?

    Na pewno nie są to tylko te, które polskie władze przedstawiły 4. marca 2002r. na brukselskim spotkaniu szefów resortu ochrony środowiska z państw członkowskich i kandydujących. Wiceminister ochrony środowiska Ewa Symonides zapewniła wówczas, że Polska zredukuje emisję gazów cieplarnianych o 6% oraz że będzie dążyć do ratyfikowania protokołu z Kioto przed szczytem w Johannesburgu (!). Podczas szczytu rząd polski ma przedstawić raport o dokonaniach ostatnich 10 lat w ochronie środowiska, a w nim poinformować, że zbudowano około trzech tysięcy oczyszczalni ścieków, powietrze jest nieporównanie czystsze, niż było 10 lat temu, znacznie oczyściły się rzeki, utworzono nowe parki narodowe i ponad 200 nowych rezerwatów przyrody.

    Może trzeba sięgnąć do doświadczeń innych krajów kandydackich, choćby Węgier, które w rankingu zrównoważenia rozwoju osiągnęły pozycję 11., lub Czech, które wprawdzie zajęły pozycję 64., to ratyfikowały już protokół z Kioto? Także pozostałe kraje kandydackie (z wyjątkiem niesklasyfikowanego Cypru i Malty) wraz z członkami Unii (bez Belgii i Wlk. Brytanii) mieszczą się w pierwszej pięćdziesiątce krajów o najlepiej zrównoważonym rozwoju (w rankingu światowym 1. miejsce zajmuje Finlandia, a 50. Niemcy).

    Dotychczasowe doświadczenia

    Zręczna polityka władz Unii, rządów poszczególnych krajów członkowskich oraz sektora prywatnego jak dotychczas poczyniła w Polsce wielkie szkody gospodarcze i społeczne oraz ekologiczne.
    - subsydiowana żywność z krajów Unii Europejskiej wyparła polskie produkty nie tylko z rynków wschodnich, ale i z samej Polski,
    - posługując się neokolonialnymi metodami, przejęto i planowo zniszczono całe gałęzie polskiego przemysłu oraz cenne krajowe marki
    - nowi właściciele zakładów przetwórczych realizowali własną politykę surowcową, odmawiając zakupu od polskich dostawców (nawet jabłka do produkcji soku jabłkowego, który jest krajową specjalnością, kupowano w Chinach i na Litwie!)
    - dla uzyskania koncesji,  lokalizacji inwestycji uciążliwych i szkodliwych dla środowiska, atestów i certyfikatów inwestorzy z Unii Europejskiej bez skrupułów korumpowali prawodawców, wszystkie szczeble administracji rządowej, samorządowej, służby kontroli i nadzoru, zaplecze eksperckie decydentów oraz media

    W rezultacie
    - pojawił się dramatycznie wysoki deficyt handlowy w stosunkach z Unią Europejską
    - poziom bezrobocia dawno przekroczył granice cierpliwości społecznej
    - Polska stała się składowiskiem odpadów z Unii Europejskiej, w szczególności produktów przemysłu samochodowego i chemicznego
    - Polska stała się miejscem zbytu produktów nieakceptowanych w Unii Europejskiej, w szczególności produktów inżynierii genetycznej wchodzących w skład żywności i pasz.
    - według ocen organizacji rankingowych spada pozycja Polski wśród innych krajów świata w zakresie oczekiwanej długości życia, wolności od korupcji i dbałości o środowisko

    Opis czynów z obszaru nieuczciwej konkurencji, oszukańczego lobbingu i przestępczej korupcji dokonanych w ostatnich latach na terenie Polski przyćmiłby afery firm Enron i Arthur Andersen, gdyby nie zasadniczo odmienna pozycja ofiar w globalnym rankingu narodów  z którymi liczyć się trzeba i których interesy można bezkarnie pomijać.

    Polskie władze odsuwają od siebie odpowiedzialność za zależne od środowiska zdrowie własnych obywateli, turystów i konsumentów polskich produktów. Zamiast dążyć do usunięcia lub minimalizacji zagrożeń, kolejne zastępy polityków wykazują się karygodną arogancją i ignorancją  w sprawach medycyny środowiskowej. Z kolei tzw. pomoc Zachodu w zbyt wielkim zakresie okazała się albo narzędziem lobbingu na rzecz przejęcia publicznej własności, albo sposobem na utrzymanie lukratywnych posad zastępów besserwisserów wchodzących w skład tzw. "brygad Marriotta". Zadziwiające, że koszty tych bezwartościowych a nawet szkodliwych dla polskich interesów konsultacji pokrywała i nadal pokrywa Polska (np. gdy były one finansowane z pożyczek Banku Światowego) albo zostały zapisane na konto Polski, np. w ramach PHARE.

    Podczas plenarnej sesji Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w dniu 24. kwietnia 2002r. z udziałem współprzewodniczących tzw. Wspólnych Komitetów Konsultacyjnych, których zadaniem jest  pośredniczyć pomiędzy społeczeństwami obywatelskimi w krajach Unii i krajach kandydackich pani Małgorzata Niepokulczycka reprezentująca polskie organizacje społeczeństwa obywatelskiego (sic!) wyraziła opinię, że Komisja Europejska powinna wykazać się bardziej konkretnym wsparciem w celu wspomożenia grup interesu. W odpowiedzi pan komisarz Günter Verheugen określił Polskę jako największego odbiorcę pomocy Unii Europejskiej, jaka kiedykolwiek była udzielana.

    O stosunku grup interesu do polskich konsumentów i ekologów niech zaświadczy poniższy fragment pisma stowarzyszenia osób fizycznych - pracowników ponadnarodowych koncernów o nazwie Polska Federacja Producentów Żywności, w którego skład we wrześniu 2000r. wchodzili pracownicy następujących "polskich" koncernów: Monsanto, Novartis, Cargill, Kraft Jacobs Suchard, Universal Leaf Tobacco, Cadbury, Coca-Cola, Pepsi-Cola Frito Lay, Heinz, Nestle, Procter&Gamble, Unilever i Wrigley.  Pismo dotyczyło zapytania, które Społeczny Instytut Ekologiczny skierował do producentów żywności, czy w ich produktach znajdują się genetycznie zmodyfikowane organizmy. Reakcja była piorunująca: sekretarz Federacji w liście do Instytutu pozwolił sobie ocenić tę ankietę w następujących słowach "działanie pogarszające relacje pomiędzy producentami i konsumentami żywności nie wydaje nam się słuszne i uzasadnione, lecz na zasługujące na społeczną dezaprobatę".  Interesujące jest, czy podatnicy w Unii Europejskiej i komisarz Verheugen, zdają sobie sprawę z faktu, że to z funduszu PHARE opłacana jest działalność grupy interesu będącej stowarzyszeniem osób fizycznych - pracowników ponadnarodowych koncernów, która przejawia się w bezprecedensowej arogancji i agresji w stosunku do organizacji pozarządowej (nie pararządowej, a więc będącej rzeczywistym a nie zależnym od budżetu państwa przedstawicielem społeczeństwa obywatelskiego) wyrażającej słuszny niepokój o niekontrolowany zalew polskiego rynku produktami inżynierii genetycznej.

    Jak wiadomo polityka zrównoważonego rozwoju musi uwzględniać zaangażowanie obywateli. W tym zakresie w Polsce rozgrywają się sceny z horroru ekologicznego:  mieszkańców  powiatu Nasielsk w marcu b. r. zaatakowała  policja, kiedy broniąc swojego środowiska i gospodarstw agroturystycznych, usiłowali zablokować budowę wysypiska śmieci w sąsiedztwie parku krajobrazowego. Obrońcy zdrowia i środowiska dysponowali już uprawomocnionym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego.

    Stosunek władz i wymiaru sprawiedliwości do środowiskowych zagrożeń zdrowia w Polsce przybiera nieraz charakter tragifarsy. Ogromna hałda niezabezpieczonych odpadów rtęciowych w Boguszowie-Gorcach w woj. dolnośląskim na podstawie opinii biegłych została uznana przez miejscowy sąd okręgowy za niezagrażającą zdrowiu i środowisku człowieka.

    Najwyższa Izba Kontroli 18. kwietnia b. r. przedstawiła  informację o  zaopatrzeniu w wodę 20 miast liczących powyżej 200 tysięcy mieszkańców. Ważne cytaty z raportu  NIK:
    W ponad 2/3 kontrolowanych miast jakość wody wodociągowej dostarczanej ludności oraz woda czerpana w większości ogólnodostępnych zaworów studni publicznych, nie odpowiadała wymaganiom wody pitnej. Wody powierzchniowe w 2000 r. stanowiły 67,5% ogółem ujmowanych wód. W większości przypadków ujmowane wody powierzchniowe, infiltracyjne i podziemne były o niskiej lub wręcz złej jakości, pomimo, że ujmowane wody na zaopatrzenie ludności w wodę do picia powinny być I klasy czystości.  Przeprowadzone w czasie kontroli badania wykazały, że w 25 ujęciach, tj. 44,6% spośród wszystkich 56 ujęć wód, pobierających wodę na zaopatrzenie 13 miast, tj. 65% skontrolowanych, ujmowane były wody III klasy lub pozaklasowe. W 12 spośród 20 miast objętych kontrolą, tj. w 60%, jakość wody dostarczanej ludności siecią wodociągową wykazywała istotne przekroczenia dopuszczalnych wartości wskaźników. Kontrola wykazała, że jakość wody, dostarczanej ludności, pogarszała się systematycznie, w miarę oddalania odbiorców od stacji uzdatniania. Miały na to wpływ m.in. czynniki powodujące tzw. wtórne     zanieczyszczenie wody. Do nich należą głównie zły stan techniczny sieci  wodociągowej, liczącej przeważnie od 50 do 100 lat, w większości wymagającej wymiany i modernizacji oraz sieci rozprowadzającej wodę w budynkach, czego wyrazem jest m.in. wysoki wskaźnik awaryjności. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna  w Katowicach w okresie od 6 marca do 7 maja 2001r. wykonała badania 73 prób wody pobranych z ujęć zlokalizowanych w rejonie Tarnowskich Gór, wykrywając zanieczyszczenie wód trójchloroetylenem w 7 punktach  poboru. W 4 próbach stwierdzona ilość tego wskaźnika przekraczała 60 razy dopuszczalną wartość (10 mg/dm3), w 5 próbach 20 razy, w 5 próbach 10 razy oraz w 3 próbach 4 razy. Pod względem bakteriologicznym jakość wody w Warszawie w 2000 r. w porównaniu z 1999 r. pogorszyła się. W 1999r. - 0,5% wyników wody pobranej z sieci w różnych punktach miasta nie odpowiadało wymaganym normom bakteriologicznym natomiast w 2000r. - 1,9%. W badaniach wody u odbiorców nie wykazywano przekroczeń takich zanieczyszczeń jak metale ciężkie, czy związki organiczne, ponieważ zakłady wodociągowe zawęziły badania wody u odbiorców do podstawowych wskaźników.

    W sprawozdaniu Teleexpressu z konferencji prasowej dotyczącej "Informacji o wynikach kontroli zaopatrzenia w wodę ludności aglomeracji miejskich" podano, że "Najwyższa Izba Kontroli  uspokaja - o zdrowie nie musimy się obawiać. Woda może nie jest  najsmaczniejsza, ale pić ją możemy spokojnie". W Polsacie ukazał się ktoś z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie, aby oświadczyć "Ja czasami  piję wodę z kranu".  Z kolei Polska Agencja Prasowa w dniu 19. kwietnia 2002r. w materiale "NIK krytykuje jakość wody pitnej w Polsce" zawarła informację, iż "doradca w NIK, Maria Pokora, zapewniła jednak,  że o zdrowie nie powinniśmy się obawiać; grozi nam raczej spożycie wody o słabej jakości i walorach smakowych".

    Powyższy cytat był powodem zapytania prezesa Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów skierowanego do przedstawicieli NIK podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska ZNiL w dniu 7. maja b. r.  zmierzającego do ustalenia, czy oficjalnym stanowiskiem Najwyższej Izby Kontroli jest pogląd jakoby woda, która nie dotrzymuje wymagań parametrycznych nie ma wpływu na zdrowie ludzi a jedynie charakteryzuje się złą jakością organoleptyczną.

    Pytanie to pozostało bez odpowiedzi do protokołu Komisji. W związku z powyższym Stowarzyszenie ponowiło zapytanie, składając je na piśmie w kancelarii NIK. Odpowiedź będzie udostępniona opinii publicznej w kraju i zagranicą.

    Opublikowanie raportu NIK zbiegło się w z ujawnieniem masowego zatrucia wodą wodociągową na terenie dolnośląskich gmin Warta Bolesławiecka i Zagrodno (powiat Bolesławiec) oraz Pielgrzymka (powiat Złotoryja). Jak wykazało dochodzenie epidemiologiczne przeprowadzone w dniu 29. kwietnia 2002r. przez Instytut Wody, od początków lutego 2002r. wśród ok. 13 tysięcy odbiorców wody pochodzącej ze złoża znajdującego się pod zatopioną kopalnią rudy miedzi w Iwinach pod Bolesławcem pojawiły się zaburzenia żołądkowo-jelitowe (ból brzucha, biegunka, nudności, wymioty) oraz choroby skóry o charakterze odczynu na czynniki drażniące i uczulające. Wystąpienie zachorowań było poprzedzone nagłym zmętnieniem wody wodociągowej w punktach jej poboru przez mieszkańców. W opinii właściciela ujęcia powodem nagłego zmętnienia było wymieszanie wody podziemnej pobieranej z poziomu 830 m z wodami zalewającymi kopalnię przez co do sieci przedostały się cząstki skały płonnej o składzie charakterystycznym dla skał towarzyszących rudom miedzi. W trzecim tygodniu kwietnia właściciel ujęcia zastosował napowietrzanie i filtrowanie surowca przez złoża żwirowe, uzyskując zamierzony efekt w postaci usunięcia ponadnormatywnej zawartości żelaza i manganu oraz mętności. Mając na względzie ochronę zdrowia ludzi, w dniu 29. kwietnia 2002r. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Bolesławcu uznał, iż z powodu twardości (1000 - 1100 mg CaCO3/l) oraz siarczanów (1000 mg/l) woda z wodociągu publicznego w Iwinach nie nadaje się do spożycia, ale w ograniczonym zakresie może być używana do celów gospodarczych, tj. do urządzeń sanitarnych, mycia pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych. Przez następny tydzień mieszkańcy środka Europy otrzymywali wodę z bojowych cystern straży pożarnej, nie dość że zanieczyszczoną (trociny, rdza i in.) oraz wywołującą choroby skóry i przewodu pokarmowego, to dowożoną bez wcześniejszej zapowiedzi. Brak szczegółowego harmonogramu dowozu wody do każdego gospodarstwa  powodował, że ludzie albo nie zdążali wybiec z domu, aby dogonić odjeżdżającą cysternę, albo przy drodze wystawiali otwarte naczynia na wodę, narażając się na tym większe zagrożenie zdrowia i życia.

    W tej sytuacji w Dniu Europy 9. maja 2002r. poinformowano pana Aleksandra Kwaśniewskiego, prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i pana Leszka Millera, prezesa Rady Ministrów, że dla rozwiązania kryzysu wystarczy poprowadzić 7 km rurociągu z Bolesławca, co  powinno być wykonane natychmiast przez odpowiednie  służby Wojska Polskiego lub obrony cywilnej i pokryte z rezerwy budżetowej, a zwłaszcza ze środków przesuniętych z zadań o wadze mniejszej niż ochrona zdrowia i życia tysięcy ludzi, na przykład z propagandy na rzecz przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Również odpowiedź na to wystąpienie będzie udostępniona opinii publicznej w kraju i zagranicą, łącznie z oceną działań polskich władz na rzecz ludzi pozbawionych bezpiecznej wody.

    Pan prezydent A. Kwaśniewski w dniu 16. maja. 2002r. przebywał z gospodarską wizytą właśnie w Bolesławcu. Otwierając czterokilometrowy odcinek drogi zbudowanej w 3/4 z funduszów Unii Europejskiej,  powiedział: "Tu nie trzeba używać wielkich słów. Nie trzeba mówić o wartościach, o wspólnej tradycji, o korzeniach kultury europejskiej. Czasami trzeba  pokazać konkret i ta obwodnica w Bolesławcu to właśnie dowód, że dzięki  wpisaniu Polski do struktur europejskich można rozwiązywać bardzo dokuczliwe problemy ludzi".

    Odrębnym zagadnieniem jest zaangażowanie działaczy zagranicznych ruchów ekologicznych w poprawę sytuacji w Polsce. Pozytywnym przykładem jest tu działalność American Peace Corps na terenach wiejskich, indywidualne inicjatywy, jak np. Polish-American Partnership z Pennsylwanii. Znacznie gorzej zapisały się brytyjskie grupy o bliżej nieokreślonych interesach, które szkoląc polskich wolontariuszy w sztuce przykuwania się do drzew, zmierzały do zastopowania budowy bezpiecznych dróg w Polsce - kraju tych dróg pozbawionym.

    Sprawa współpracy polskich specjalistów z zagranicznymi profesjonalistami w zakresie medycyny środowiskowej stanowi klucz do rozwiązania wielu problemów. Do wiodących inicjatyw w tym zakresie należało na początku lat 90.-tych zaangażowanie amerykańskiej organizacji Physicians for Social Responsibility w zagadnienia zdrowia środowiskowego w Polsce, czy zorganizowanie szkoły lekarzy środowiskowych przy powstałym wówczas Instytucie Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, który szybko uzyskał status ośrodka współpracującego ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO Collaborating Centre). Niestety, świetnie wyszkolona przez ekspertów WHO, w tym pochodzących ze wzorcowej szkoły w Holandii, grupa kilkunastu polskich lekarzy środowiskowych nie znalazła zainteresowania w oczach polityków decydujących po 1993r. o ochronie zdrowia i tym samym w kraju tylu potrzeb lekarze ci pozostali w ogromnej większości bez zatrudnienia zgodnego ze swoją specjalnością. Również zanika działalność samego Instytutu.

    Każde zaniedbanie w zakresie ochrony zdrowia ludzi i środowiska powinno skutkować pociągnięciem osób winnych do odpowiedzialności. W tym zakresie w Polsce powstała interesująca sytuacja o charakterze pułapki  na decydentów. Pod presją negocjacji akcesyjnych w celu zamknięcia wielu rozdziałów rokowań siłami tzw. Komisji Europejskiej Sejmu poprzedniej kadencji przyjęto znaczną część aquis communautaire, zupełnie nie odnosząc się do realności ich wykonania w Polsce, której dochód narodowy brutto średnio nie przekracza połowy GDP najuboższego kraju Unii Europejskiej.

    Dorobek prawny Unii Europejskiej, aby mógł być zastosowany w Polsce wymaga przepisów wykonawczych do ustaw. W drugiej połowie marca 2002r. okazało się, że rząd zwleka z wydaniem ok. 400 rozporządzeń, a tym samym uniemożliwia korzystanie z prawa, które miało chronić zdrowie i życie ludzi oraz środowisko. Wejście w życie po roku od opublikowania ustawy o substancjach i preparatach chemicznych nie zmieniło sytuacji na polskim obszarze celnym. Jak pisze w dniu 18. marca 2002r. najbardziej prestiżowy dziennik "Rzeczpospolita"  dwanaście miesięcy nie wystarczyło ministrowi zdrowia na wydanie rozporządzenia ustalającego wykaz substancji niebezpiecznych i wzoru karty charakterystyki. W obrocie są więc substancje bez takich kart.

    Brak rozporządzeń oznacza, że przepisy ponad 100 ustaw, które weszły w życie, albo nie mogą być w pełni stosowane, albo są wykonywane na podstawie aktów wydanych na podstawie ustaw już uchylonych. Należy do nich ustawa z 7. czerwca 2001r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, która choć weszła w życie 14. stycznia 2002r., nadal nie doczekała się podstawowego przepisu wykonawczego, a mianowicie rozporządzenia ministra zdrowia określającego wymagania bakteriologiczne, fizykochemiczne i organoleptyczne dotyczące jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Taki stan prawny (właściwie stan bezprawia) powoduje, że sprzedawcy wody wodociągowej podważają decyzje administracyjne inspektorów sanitarnych wydane w nawet tak dramatycznych okolicznościach jak ta pod Bolesławcem.

    Ustawa o kosmetykach, która weszła w życie w dniu 12. maja 2000r. po roku od ogłoszenia, również nie doczekała się na czas  przygotowania w ministerstwie zdrowia przepisów wykonawczych. Wobec braku podstaw prawnych do nadzoru nad kosmetykami skutki zdrowotne i ekonomiczne ujawnienia pierwszego przypadku BSE w Polsce mogą być nieobliczalne. I znów - nawet w obliczu podejrzenia nowego wariantu choroby Creutzefeldta-Jakoba u dwóch nastolatek w Łodzi - opinia publiczna jest uspokajana zapewnieniami rządowego eksperta, jakoby do zarażenia prionami może dojść wyłącznie drogą pokarmową.  Znowu, jak w przypadku wypowiedzi w sprawie wody wodociągowej, dla ”świętego spokoju" wąskiej grupy pozostającej u władzy odrzucany jest cały dorobek prawny i organizacyjny Unii Europejskiej, której dyrektywa o kosmetykach zakazuje stosowania w kosmetykach takich surowców jak czaszka, w tym mózg, i oczy, migdały i rdzeń kręgowy z:
    - bydła w wieku 12 miesięcy,
    - owiec i kóz, które mają ponad 12 miesięcy lub, u których doszło do wyrżnięcia przez dziąsło pierwszego stałego siekacza
    Według prof. Sławomiry Wronkowskiej-Jaśkiewicz z Uniwersytetu w Poznaniu  nadzieję na zmiany budzi zamysł nowelizacji kodeksu cywilnego, który przewiduje odpowiedzialność państwa za szkodę, jaką ktoś poniósł w następstwie nieogłoszenia aktu normatywnego, jeżeli jego wydanie było obowiązkowe. Osoby zainteresowane dostaną w ten sposób silną broń do ręki. Jeżeli potrafią i będą chciały ją wykorzystywać, może to okazać się dla państwa kosztowne, a więc mobilizujące.

    Perspektywy poprawy sytuacji

    Ponieważ artykuł 3 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż "każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby", skutecznym wyjściem z decyzyjnego impasu wydaje się oparcie dochodzenia podstawowych praw człowieka o sądy i występowanie w nich o odszkodowanie za poniesione straty. Stan polskiego wymiaru sprawiedliwości wskazuje na to, że może rychło dojść do zalewu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka  w Strasburgu sprawami z Polski. Już w 2001r. pod względem liczby osób składających skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Polacy znaleźli się w na miejscu drugim po Rosjanach. Ogółem w 2001r. wpłynęło do Strasburga ponad 30000 skarg od obywateli państw członkowskich Rady Europy. Zarejestrowano 13 858 z nich. Pod względem liczby skarżących się Polska (1763 zarejestrowane skargi) znalazła się za otwierającą listę Rosji (2108 zarejestrowanych skarg), a przed Francją (1117). W roku 2001r. Trybunał wydał łącznie 889 wyroków. W 683 przypadkach uznał naruszenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ponad połowa wyroków skazujących dotyczyła Włoch (359), następne w kolejności były Turcja (169 wyroki skazujące), Francja (32) i W. Brytania (19). Polska znalazła się na piątym miejscu z 17 wyrokami skazującymi. Powyższe liczby powinny być odniesione do liczby ludności i zasadniczych różnic w zakresie znajomości praw człowieka w porównywanych krajach.

    Należałoby też  sprawdzić skuteczność interwencji przedstawicieli Polski we władzach Rady Europy na rzecz ochrony podstawowych praw człowieka we własnym kraju. W roku 2002 poseł Tadeusz Iwiński (SLD), poseł Marcin Libicki (PiS), senator Jerzy Smorawiński (PSL) i poseł Jerzy Jaskiernia (SLD) zostali wybrani do władz Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.  Przewodniczący polskiej delegacji Iwiński został ponownie wybrany na przewodniczącego Komisji ds. Migracji, Uchodźców i Demografii - jednej z 10 komisji Zgromadzenia. Libicki został wiceprzewodniczącym grupy politycznej Demokratów Europejskich (EDG), a Smorawiński - Grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Ponadto Jaskiernia, który nadal pełni obowiązki przewodniczącego Podkomisji Prawa Karnego i Kryminologii, został wybrany na wiceprezesa Rady Międzynarodowego Instytutu Demokracji w Strasburgu.

    W Polsce zbliża się  kampania wyborcza do władz samorządowych. Dla wielu polityków będzie to czas walki o przeżycie. Jak zachować dotychczasowe stanowisko we władzach samorządowych? Jak ludziom wytłumaczyć swoją bezczynność, niemoc, prywatę, jawną korupcję? W zrujnowanym kraju nie ma winnych. Są za to maszty telefonii komórkowej na dachach szkół, nielegalne lub zatajone przed opinią publiczną uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych i hodowle transgenicznych zwierząt, wysypiska i spalarnie odpadów powstałe wbrew uzasadnionym protestom, zakłady produkcyjne i usługowe, z których wydobywa się trudny do zniesienia  odór, hałas, pył i dym. Polacy płacą ciężkie pieniądze za cuchnącą, brązową,  mętną  wodę z kranu, duszą się czarnymi spalinami z miejskich autobusów, a przecież wodociągi i komunikacja miejska podlegają władzom samorządowym.  Do władz samorządowych należy także zapobieganie groźnym dla zdrowia wszystkich istot żywych skutkom skażenia rzek, jezior i wód podziemnych ściekami przemysłowymi i komunalnymi. Obecne w wodzie estrogeny naturalne i pozostałości leków zawierających te żeńskie hormony, pestycydy, polichlorowane bifenyle i dioksyny, składniki rozmaitych mas plastycznych (np. bisfenol A) nie tylko prowadzą do zaburzeń rozwoju i funkcjonowania ciała, lecz także  - obok innych trucizn środowiskowych, choćby takich jak wszechobecny azbest - są przyczyną epidemii raka.  Należy mieć nadzieję, że zgodnie z tutejszym porzekadłem  Polak będzie mądry po szkodzie i spisze z kandydatami do władz samorządowych umowę o odpowiedzialność za życie i zdrowie wyborców.

    Codzienne wybory i ich wzajemne oddziaływanie

    Ogólną dyskusję  nad strategią zrównoważonego rozwoju należy przełożyć na codzienne wybory każdego z nas. Oto trzy przykłady zaczerpnięte z materiałów programu ruchu ochrony zdrowia ZDROWY POLAK:
    - zamiast jechać w pojedynkę własnym autem, tam gdzie to możliwe przejdź się lub wybierz rower, na  dalsze odległości kup tani bilet transportu zbiorowego, dzięki czemu będziesz miał swój wkład w ograniczenie skażenia środowiska prowadzące do powodzi, huraganów i  epidemii raka, a przy tym wysiłek fizyczny wzmocni twoje zdrowie
    - zamiast kupować przemysłową żywność w supermarkecie, wybierz i przetwórz w domu produkty naturalne, najlepiej pochodzące od zaprzyjaźnionego rolnika,  który z własnego gospodarstwa zaopatrzy twoją rodzinę w sezonowe owoce i warzywa, nabiał, drób i szereg innych produktów wolnych od zanieczyszczeń biologicznych, chemicznych i radiologicznych towarzyszących przemysłowej uprawie, hodowli i przetwórstwu spożywczemu, dzięki czemu będziesz miał swój wkład w ograniczenie skażenia środowiska prowadzące do szerzenia się antybiotykooporności śmiercionośnych drobnoustrojów, epidemii alergii, raka oraz zaburzeń rozwoju i funkcjonowania ciała, a
    - także przyczynisz się do uratowania środowiska przed zagrożeniem bioróżnorodności ze  strony organizmów genetycznie zmodyfikowanych, a przy tym wzmocnisz zdrowie własne i twojej rodziny
    - zamiast płacić wysoką cenę za agresywnie reklamowane niebezpieczne substancje chemiczne wchodzące w skład materiałów budowlanych, środków chemii gospodarczej, kosmetyków, leków i in. produktów codziennego użytku, tam gdzie to możliwe wybierz produkty i metody naturalne, co do których nie ma wątpliwości, że są nieszkodliwe, dzięki czemu będziesz miał swój wkład w ograniczenie skażenia środowiska prowadzące do szerzenia się antybiotykooporności śmiercionośnych drobnoustrojów, epidemii alergii, raka oraz zaburzeń rozwoju i funkcjonowania ciała, a także przyczynisz się do uratowania środowiska przed rzeczywistym i domniemanym zagrożeniem bioróżnorodności ze strony substancji chemicznych, a przy tym wzmocnisz zdrowie własne i twojej rodziny.

    Oczywiście każdy wybór konsumenta może iść w poprzek choćby najbardziej precyzyjnej typologii. Efekt cieplarniany powoduje przesunięcie się granic występowania wektorów chorób ciepłej strefy klimatycznej. W Polsce gwałtownie narasta populacja kleszczy Ixodes ricinus zakażonych Borrelia burgdorferi. Rozszerzają się obszary endemii borreliozy (choroba z Lyme, dla ułatwienia - kleszczycy), która jak inne krętkowice (np. dur powrotny, kiła czy leptospiroza) jest chorobą wielonarządową i wielofazową. Dla ochrony przed atakiem kleszcza kupowane są repelenty zawierające DEET, choć badania toksykologiczne wyraźnie wskazują negatywny wpływ DEET na układ nerwowy człowieka.

    Zdrowie ludzi i środowiska zyskałoby niepomiernie, gdyby władze zechciały zapewnić wygodny i tani transportu  publiczny oraz  alternatywne,  w tym naturalne, metody ochrony przed atakiem zakażonych kleszczy. Tymczasem w Polsce doszło do drastycznej likwidacji lokalnych linii kolejowych i autobusowych, zaś polskie władze sanitarne nie dopilnowały nawet tego, aby etykiety preparatów DEET zawierały pełną informację niezbędną dla ochrony zdrowia ludzi (zwłaszcza dzieci) i zwierząt domowych, jak choćby zakaz stosowania ich w pomieszczeniach zamkniętych!

    Jak widać każda  sprawa jest złożona z wielu czynników wzajemnie na siebie oddziałujących.

    Jak to w środowisku...

    Nowotwory złośliwe jako przykład środowiskowych zagrożeń zdrowia w Polsce

    Jak podała Polska Agencja Prasowa w dniu 4. lutego 2002r. w ciągu godziny, 12 osób w Polsce dowiaduje się, że ma nowotwór, a 9 z jego powodu umiera. W odróżnieniu od innych krajów rak w Polsce nie jest chorobą wieku podeszłego, a w jednej trzeciej przypadków dotyczy ludzi poniżej 60 roku życia. Po strajku lekarzy w 1997r., którzy odmówili wypełniania dokumentacji medycznej   władze do dnia dzisiejszego nie chcą zorganizować wiarygodnego systemu rejestracji zachorowań na raka w Polsce, stąd Główny Urząd Statystyczny uparcie podaje dane zdezaktualizowane.  Sprawa ma charakter manipulacji informacjami statystycznymi w obszarze wielkiej wrażliwości. Karin Chopin, reporterka prestiżowego magazynu lekarskiego British Medical Journal w Listach z Polski (Letters from Poland, BMJ: 30 May, 6 June, and  13 June 1992) przybliżyła międzynarodowej opinii środowiskowe zagrożenia zdrowia w Polsce sprzed dziesięciu laty. Dzisiaj, kiedy Polska ma wchodzić do Unii Europejskiej i stać częścią jednolitego wspólnego rynku sprawa ta jest niewygodna politycznie i dla kolejnych władz "zbyt kosztowna", aby zmagać się z nią. Po 1993r. kolejni ministrowie  i rządowi eksperci obciążają Polaków za skutki zagrażającego zdrowiu stylu życia, odcinając się od odpowiedzialności choćby za niewyobrażalne skażenie kraju azbestem.








     


     



     
    "Superekspress",  20. czerwca 2002r.

    I po co wam tacy doradcy

    Unia Europejska.
    Praca Carla Beddermanna kosztuje miesięcznie ok. 30 tys. euro a efekty prawie żadne.
     
    Carl Beddermann, doradca przedakcesyjny (przedwstąpieniowy) z Unii Europejskiej, prowadzi w Polsce projekt o kryptonimie 000702. To zwyczajne... badanie powietrza. Bardzo kosztowne badanie, bo na przygotowanie szkoleń, konferencji i uczt dla różnych unijnych i polskich speców "od powietrza" nasz ekspert wydaje dziesiątki tysięcy euro miesięcznie. Pan Beddermann poznał już język polski na tyle, by stwierdzić: - To czeski film!
     
    - Ach, ten cholerny projekt - Beddermann łapie się za głowę. - Co ja tutaj robię! Ślemy raporty do Brukseli, przyjmujemy delegacje specjalistów z Unii, organizujemy konferencje i szkolenia. Wydajemy górę euro na przepłacanych arogantów wylegujących się w Marriotcie (co najmniej 200 dolarów za dobę).

     Ten stateczny mężczyzna po "50", denerwuje się na bezsensowność swoich poczynań w Polsce. Ma do nas wiele sentymentu, bo za żonę ma Polkę, emigrantkę okresu stanu wojennego. W dodatku wrodzona niemiecka oszczędność ściska mu gardło, kiedy widzi takie marnotrawstwo sił i środków.

     - Bruksela przysłała mnie, bym pomagał wam w przygotowaniach do wstąpienia do Unii. Z tego, co tu widzę, doskonale dalibyście sobie radę sami. Beze mnie i tych wszystkich doradców!

     Ale jak na Niemca przystało, pan Beddermann program realizuje. W końcu jak to mówią za Odrą "befehl ist befehl" (Rozkaz to rozkaz).

    Polska w nagrodę

     Carl Beddermann, wieloletni pracownik niemieckiego ministerstwa rolnictwa, zbierał się już na emeryturę, gdy dowiedział się, że poszukiwani są doświadczeni urzędnicy do pracy w krajach kandydujących do Unii.

     - To była forma nagrody za dobrą pracę przez wiele lat. Kontrakt podpisałem tym chętniej, że mam do Polaków sentyment.

     Jeszcze przed wysłaniem z misją do Polski doradcy przedakcesyjni zostali drobiazgowo przeszkoleni i wyposażeni w szczegółowe, unijne instrukcje. Dowiedzieli się o naszym kraju wielu ciekawych rzeczy. - Przypominało mi to wskazówki dla kolonizatorów wybierających się na odległe kontynenty - mówi. M.in. to, że Polska jest krajem dzikim i niebezpiecznym. Że należy zwrócić baczną uwagę na zatrudnianych 

    przez siebie asystentów, którzy mogą się okazać oszustami i złodziejami. Że "polska gospodarka" to dziurawe drogi, budy w centrach miast. Kradzione samochody i wyrywane torebki. I tak dalej, i tym podobne.

    000702 z kopyta

     Jednak Beddermann trafił do środowiska mało dzikiego, za to przyjaznego. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Warszawie wygospodarował mu niewielki pokoik z dostępem do Internetu, znalazł doskonale mówiącą po angielsku asystentkę. Mógł w spokoju zająć się programem pomiaru jakości powietrza w Polsce.

     Pracownicy WIOŚ byli programem zachwyceni. Wielki świat zawitał do ich biurowca.

     - Wie pan, przyjeżdżają do nas na misje różni doradcy. Wymieniamy dokumenty i doświadczenia. Organizujemy szkolenia seminaryjne - opowiada zafascynowany pracownik WIOŚ.

     Program finansowany jest z funduszu PHARE. Z tego też funduszu pochodzą pieniądze na opłacanie pensji kolejnych unijnych ekspertów wspomagających badanie powietrza w Polsce.

     Jak sam ocenia, jego działalność kosztuje ok. 30 tys. euro miesięcznie (108 tys. zł).

     Szeregowy doradca unijny za pracę w Polsce otrzymuje ok. 4 tys. euro miesięcznie (14,4 tys. zł -Ęto rodzaj diety, dodatku za pracę na obczyźnie) plus pensję, jaką normalnie zarabiałby u siebie w kraju na zajmowanym stanowisku - kilka, kilkanaście tys. euro. Do tego - koszty utrzymania, mieszkanie, fundusze reprezentacyjne, koszty "dodatkowych ekspertów". Uzbiera się tego nawet do 50 tys. euro miesięcznie (180 tys. zł).

     A Carl Beddermann mówi o sobie, że jest jednym z tańszych ekspertów unijnych. Zarabiał bowiem w swoim ministerstwie "tylko" 3100 euro (11 tys. 160 zł). Będąc w Polsce dostaje tę kwotę plus 300 euro, do tego zwrot wszelkich kosztów utrzymania i pobytu w Polsce.

     Ale jednym z doradców przedakcesyjnych jest b. premier Dolnej Saksonii, który zarabia kilkakrotnie więcej.

     Projekt, który prowadzi Beddermann pochłania dodatkowe pieniądze. Np. kiedy zaprasza tzw. doradców krótkoterminowych (kolejna delegacja przybywa w poniedziałek), za każdego musi zapłacić 450 euro dziennie, do tego koszty przelotu.

     Z analizy jakości powietrza wynika tymczasem to samo, co wynika z innych analiz od lat przeprowadzanych w Polsce. Poza centrami dużych miast i dużymi węzłami komunikacyjnymi powietrze ma się bardzo dobrze.

     Do tej pory inspektorzy WIOŚ w całej Polsce korzystali z kilku ambulansów wyposażonych w aparaturę do badania zanieczyszczeń. I jak dotąd nie trzeba było wielomilionowych nakładów do badań.

     Pan Beddermann sam niczego nie bada. Siedzi w biurze i zajmuje się "pracą organizacyjną". Jest prawnikiem.

     - To, co mnie martwi najbardziej, to cała ta propaganda waszych polityków za wstąpieniem do Unii. Powinniście mniej przejmować się ideałami zjednoczonej Europy, a bardziej dbać o swój interes ekonomiczny - mówi Beddermann. - Ta Unia, jaką się przedstawia w prounijnych mediach, nie istnieje. Ja znam inną Unię: pełną biurokracji, gdzie stanowiska przydziela się w nagrodę bądź po znajomości. Nic ze szczytnych ideałów zjednoczenia i jedności narodów.

    Nie zaszkodzi

     Pan Carl Beddermann jest eurosceptykiem. Nie waha się o tym mówić. Wziął nawet udział w konferencji eurosceptycznej organizowanej przez Unię Polityki Realnej. Pytam, czy nie boi się, że zaszkodzi mu to w jego karierze w Unii Europejskiej. - Po pierwsze - mam podpisany kontrakt. Zanim ktoś w Unii zdobyłby się, aby go wypowiedzieć, będę już na emeryturze. Zostały mi tylko dwa lata - śmieje się.

     Ostrzega, że na razie Polska nie płaci za tę bandę biurokratów, którzy z ramienia UE "doradzają" jej we wszystkich możliwych dziedzinach. Za to po wejściu do Unii... Na ich utrzymanie będziemy płacić także z naszych kieszeni. 

    W 2000 roku 

    W Polsce pracowało: 38 ekspertów z UE
    Roczne utrzymanie jednego eksperta to średnio: 290 000 euro
    W sumie kosztowali: ok. 11 000 000 euro

     Zawiłe jak unijny paragraf

     Unijne normy to jedne z najbardziej drobiazgowych paragrafów na świecie. Unijnym unormowaniom podlegają rozmiary prezerwatyw, wymiary jajek, ogórków, ser, a także warunki życia kur niosek czy świń. Dlatego co i rusz polscy negocjatorzy borykają się z problemami.

     Okazało się np., że tak lubiany przez Polaków ogórek korniszon jest za mały i za lekki jak na unijne "normy ogórkowe". Po długotrwałych negocjacjach wywalczyliśmy swoje prawo do dalszej produkcji i spożywania tego specjału. Tyle że na własny użytek - broń Boże na eksport. Słoje z korniszonami mają być oznaczone napisem "ogórki niewymiarowe".

     Unii nie podobały się także chałupnicze warunki produkcji oscypka i bryndzy. I tu negocjatorzy wygrali batalię, tłumacząc, że oscypek to produkt tradycyjnie polski i jest produkowany od wieków. Czy oscypek będziemy mogli sprzedawać naszym unijnym braciom - nie wiadomo. Trwają rozmowy, urzędnicy przygotowują "normy na oscypka".

     Niezłe jaja były także z jajami. Zgodnie z wytycznymi Unii, nasi farmerzy muszą powiększyć i "umeblować" klatki dla niosek. Do 2012 r. mają czas, by wstawić do nich piasek, by kura mogła skorzystać z kąpieli piaskowej; grzędę, by mogła na niej przycupnąć, i gniazdo, by tam znosić jaja. Konieczne też będzie urządzenie do ścierania pazurków.

     Kiedy wejdziemy do UE, polscy rolnicy będą kontrolowani wścibskim okiem satelity. Chodzi tu o Zintegrowany System Zarządzania i Kontroli IACS. Satelity będą sprawdzały, czym polscy rolnicy (ci, którzy będą starali się o unijne dotacje) obsiali pola. Inspekcja z nieba zacznie się, kiedy roślinki wzejdą, a zakończy w październiku. Wtedy muszą być gotowe ostateczne raporty dla Brukseli.


    Warszawa | Tomasz Molga
     


     
     



     
     

    ZDROWY POLAK


    ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE
    CZASOPISMO RUCHU OCHRONY ZDROWIA
    AKTUALIZOWANA WERSJA ELEKTRONICZNA
    "ZAGROŻENIA ZDROWIA W POLSCE"



    ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
    STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL
    DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA