|
"Nowiny", 28. listopada 2002
70 tys. zł za zarażenie HIV
red. Antoni Adamski
*Trzeba szukać nosiciela, żeby nie zarażał innych
- twierdzi adwokat poszkodowanych. *Stacja krwiodawstwa to nie agencja
detektywistyczna - odpowiada przedstawiciel ministerstwa
Kobieta zarażona wirusem HIV
i pełnomocnik mec. Tadeusz Kosior
w chwili odczytywania wyroku.
Fot : KRZYSZTOF ŁOKAJ
RZESZÓW. Taką kwotę zadośćuczynienia przyznał
Sąd Okręgowy w Rzeszowie małżeństwu - nosicielom HIV. Wojewódzka Stacja
Krwiodawstwa nie zawiadomiła męża, że jest nosicielem wirusa. Mężczyzna,
nie wiedząc o tym, zaraził żonę. Poszkodowani domagali się od ministerstwa
zdrowia 400 tys. zł.
Proces toczył się przy drzwiach zamkniętych. Przewodniczący
sędzia Dariusz Mazurek utajnił uzasadnienie wyroku. Sąd przyznał małżeństwu
70 tys. zł zadośćuczynienia. Oboje domagali się kwoty 400 tys. zł (260
tys. zadośćuczynienia i 140 tys. zł odszkodowania).
Radca prawny Rafał Cieślicki, pełnomocnik ministra
zdrowia powiedział: - To był nieszczęśliwy, wręcz tragiczny zbieg okoliczności.
Wojewódzka Stacja Krwiodawstwa w Rzeszowie wysłała wezwanie na adres nosiciela.
Miał on przyjechać, aby dowiedzieć się w Rzeszowie, że jest zarażony wirusem
HIV. Niestety, pismo wróciło z adnotacją "adresat nieznany". Nie ma w tym
winy służby służby zdrowia. Gdyby zainteresowany na okoliczność nieobecności
w domu podał inny adres dla korespondencji, dziś nie byłoby tego procesu.
- Mąż leżał w tym czasie w szpitalu. Łatwo było
go odnaleźć - stwierdziła żona.
Po ogłoszeniu wyroku pełnomocnik małżeństwa mec.
Tadeusz Kosior powiedział:
- Wygraliśmy. Sąd uznał winę instytucji. Wyrok
obliguje pracowników stacji krwiodawstwa do konkretnych działań. Nie wystarczy
formalne zawiadomienie chorego, należy go intensywnie szukać, aby nie zarażał
innych. Nie zadowala nas wysokość kwoty zadośćuczynienia. Małżeństwo ma
dwoje zdrowych dzieci. Wszyscy czworo utrzymują się z renty mężczyzny,
która wynosi 450 zł. Pieniądze przyznane przez sąd mają zabezpieczyć przyszłość
dzieci w razie śmierci któregoś z rodziców. Będę składał odwołanie od wyroku
do Sądu Apelacyjnego.
Rafał Cieślicki, pełnomocnik ministra: - Stacja
krwiodawstwa to nie agencja detektywistyczna. Zakażoną krew zniszczono.
Co można było więcej zrobić, skoro zawiadomienie nie dotarło do adresata?
Będę się odwoływał, a w razie konieczności ministerstwo zdrowia złoży wniosek
o kasację wyroku.
Obie strony mają siedem dni na odwołanie się
do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.
"Słowo Polskie", 28. marca 2003r.
Na wagę życia
Małżeństwo zakażone wirusem HIV stara się o 400 tysięcy złotych odszkodowania
Dzisiaj zapadnie wyrok w sprawie wrocławskiego małżeństwa honorowych
dawców krwi zarażonych wirusem HIV. Starają się o 400 tysięcy złotych odszkodowania.
O sprawie Adama i Ewy pisaliśmy na naszych łamach. Ich trudna sytuacja
materialna poruszyła wielu naszych Czytelników. Na przykład Wrocławski
Zakład Energetyczny umorzył im 850 złotych długu za prąd, którego z renty
w wysokości 580 złotych nie byli w stanie pokrywać.
Adam i Ewa mieszkają z dwiema córkami. Dziewczynki są zdrowe. Ola ma
osiem lat, Ania - czternaście. Jedna z naszych Czytelniczek kupiła im buty.
- Byłam bardzo wzruszona, gdy jedna z pań - emerytka - przyniosła dziewczynkom
torbę słodyczy, a do środka schowała 50 złotych. Wiem, że u niej też się
nie przelewa - opowiada Ewa. - Byłam bardzo zakłopotana i nie chciałam
przyjąć pieniędzy, ale umówiłyśmy się, że umyję jej w domu okna, a Adam
podejmie się jakiś drobnych napraw.
Ewa podkreśla, że odzew naszych Czytelników jest dla niej o tyle ważny,
że po tym, gdy rozeszły się wieści o ich chorobie, wielu ludzi się od nich
odwróciło, nawet bliska rodzina.
- W środowisku, w którym żyjemy nikt nie wie o naszej chorobie. Przekonaliśmy
się już na własnej skórze, że sporo ludzi wychodzi z założenia, iż takich
jak my trzeba zamykać w obozach - mówi Ewa.- Ludzie myślą, że HIV dotyka
prostytutek, narkomanów, homoseksualistów. Że tego rodzaju tragedia nie
może spotkać zwykłej rodziny, takiej jak my.
Trzy lata temu, gdy Adam ciężko zachorował okazało się, że jest nosicielem
wirusa HIV. Wrocławskie małżeństwo zaczęło szukać źródła zakażenia. W ten
sposób trafiło do stacji krwiodawstwa w Rzeszowie. Tam okazało się, że
już w 1996 roku wiadomo było, iż Adam jest nosicielem. Nikt jednak nie
dołożył starań, by odnaleźć wrocławskie małżeństwo i je o tym fakcie poinformować.
Tak wirusem HIV została zarażona Ewa.
W zeszłym roku skierowali sprawę na drogę sądową. Rzeszowski sąd zasądził
na ich rzecz 70 tysięcy złotych odszkodowania. Ale małżeństwo odwołało
się od tego orzeczenia.
- To za mało, abyśmy mogli zapewnić dziewczynkom przyszłość. Tu już
nie o nas chodzi - mówi Ewa.- Chcemy kupić im mieszkania póki jeszcze...
Z Adamem nie jest na razie najgorzej, ale ze mną... Wie pani, odporność
liczy się w limfocytach. Zdrowy człowiek ma ich 1500. Według ostatnich
badań ja mam tylko 54. Ale jestem dobrej myśli. Co do wyroku też.
Agnieszka Korzeniowska |