DYSKUSJA W KOMISJI SEJMOWEJ
NAD OCENĄ WODY DO PICIA
DOKONANĄ PRZEZ NIK

WODA DO PICIA W OCENIE NIK 2002



 
 

 

Posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa 
w dniu 7. maja 2002r. 
(...)
 Poseł Jan Chojnacki /SLD/ 
(...)
Pierwszy punkt dzisiejszego posiedzenia uważam za wyczerpany. Informuję, że salę, w której obradujemy, musimy opuścić mniej więcej o godz. 17.20. Proponuję, żeby pan dyrektor przedstawił w skrócie informację Najwyższej Izby Kontroli o wynikach kontroli dotyczącej zaopatrzenia w wodę ludności aglomeracji miejskich. Jeśli będzie czas, zadamy pytania, a jeśli czasu zabraknie, wrócimy do tego tematu na pierwszym czerwcowym posiedzeniu Komisji. Jeśli nie usłyszę sprzeciwu, uznam, że przechodzimy do rozpatrzenia pkt. 2, zgodnie z przedstawioną propozycją. Sprzeciwu nie słyszę. Przechodzimy do rozpatrzenia informacji Najwyższy Izby Kontroli. Panie dyrektorze, oddaję panu głos.

Pełniący obowiązki dyrektora Departamentu Środowiska, Rolnictwa i Zagospodarowania Przestrzennego w Najwyższej Izbie Kontroli Andrzej Głowacki : Zaopatrzenie ludności w wodę, na mocy ustawy o samorządzie gminnym, stanowi zadanie własne gmin. Najwyższa Izba Kontroli w ciągu ostatnich 3 lat przeprowadziła 2 istotne kontrole w tym zakresie. Pierwszą, dotyczącą szeroko pojętej problematyki ekonomicznej - przedsiębiorstw i opłat wnoszonych za wodę przez mieszkańców kontrolowanych gmin i miejscowości - prowadziła delegatura katowicka. Druga kontrola dotyczyła wielkości i zasad zaopatrzenia w wodę, a także stanu wody w chwili ujmowania, uzdatniania, przesyłania i czerpania. Dziś chcemy przedstawić państwu wyniki tej drugiej kontroli, bowiem Polska - wbrew powszechnym opiniom, że jest to kraj dysponujący dużą ilością wody - zalicza się do państw, których zasoby dyspozycyjne w przeliczeniu na 1 mieszkańca należą do najniższych w Europie. Nie jest to dzieło przypadku. Działalność bytowa i gospodarcza człowieka w ciągu stuleci doprowadziła do tego, że woda jest coraz bardziej zanieczyszczana. Wody opadowe szybko spływają do naturalnych zlewni jakimi są morza w naszym regionie. W Polsce - jest to ewenement w skali Europy - podobnie jak w krajach azjatyckich, afrykańskich oraz Ameryki Południowej, zaczyna brakować wody o dobrej jakości. Chciałbym podkreślić, że podczas niedawnej bytności posłów tej Komisji na posiedzeniu europejskiego oddziału Światowego Stowarzyszenia Parlamentarzystów na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju wskazano istotną rolę wielu połaci kuli ziemskiej w zaopatrzeniu w wodę. Będzie to jeden z głównych tematów Szczytu Ziemi, który odbędzie się w Johannesburgu. Zwracam uwagę na to, że kontrola dotycząca zaopatrzenia w wodę ludności dużych aglomeracji miejskich była przeprowadzona tuż przed wejściem w życie nowej ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Uważamy, że jest to istotne, ponieważ dowiedzieliśmy się jaka była sytuacja w Polsce w chwili wejścia w życie tej ustawy, a więc 14 stycznia 2002 r. Kontrola została przeprowadzona w 20 największych aglomeracjach grupujących 200 tys. i więcej mieszkańców. Miasta te zamieszkuje ok. 8,5 mln osób, z których ok. 7% nie korzysta z wody centralnie uzdatnianej i przesyłanej. Dwie trzecie wody, zarówno z sieci jak i czerpanej ze studni publicznych, nie odpowiada normom obowiązującym w naszym kraju. Składa się na to wiele przyczyn. Pierwszą, niezmiernie istotną, jest ta, że woda ujmowana przez przedsiębiorstwo wodociągowe jest już złej jakości i nie powinna być ujmowana w celach spożywczych. Stosowne rozporządzenie ministra środowiska wyraźnie określa, że do celów pitnych powinna być ujmowana woda I klasy. Niestety, tak się nie dzieje. Ujmowane wody, szczególnie powierzchniowe, ale i wody infiltracyjne oraz podziemne, zwierają olbrzymie ilości związków fosforu, azotu, a także żelaza i manganu. Nie wspominam o zanieczyszczeniu biologicznym. Dlatego przedsiębiorstwa, które ujmują i uzdatniają wodę, wykonują ogromny wysiłek, żeby nadawała się do spożycia. Przypominam, że 67% ujmowanych wód, jak wynika z naszej kontroli, pochodzi z wód powierzchniowych. 

Właśnie te wody mają najgorszą jakość. Mimo ogromnego wysiłku związanego z uzdatnianiem, woda tłoczona do sieci nie zawsze odpowiadała standardom i wymogom obowiązującym w naszym kraju. Główną wadą była nadmierna ilość wolnego chloru. Przypuszczalnie, na wszelki wypadek, do wody dodaje się więcej chloru, żeby zniszczyć życie biologiczne. Jednak jako ci, którzy z tej wody korzystają, oceniamy ją pod względem organoleptycznym i smakowym. Jak się okazuje, woda nie zawsze odpowiada naszym oczekiwaniom. Były przypadki, że woda zawierała 4-krotnie więcej chloru niż dopuszczają normy. Natomiast w wodach infiltracyjnych, podziemnych, było bardzo dużo manganu i żelaza. Niestety, w wodzie po uzdatnieniu występowały również różnego typu bakterie. Zdarzało się, że normy w tym zakresie były przekraczane nawet 2,5-krotnie.Na niezadowalający stan wody dostarczanej ludności miały również wpływ inne przyczyny, do których zaliczam stan techniczny sieci wodociągowych oraz tzw. wtórne zanieczyszczenie. Jeśli chodzi o stan techniczny sieci wodociągowej, przypominam, że próba, która podlegała kontroli, mniej więcej w 50% składała się z rur żeliwnych, w ok. 20% z rur stalowych, również w 20% z materiałów chemicznych - polichlorku winylu, polichlorku etylu itp. - w ok. 6% były to rury azbestowe i kuriozum, na odcinku 12 km, rury z ołowiu. Sieć wodociągowa jest anachroniczna. Średni wiek sieci wynosi 50-100 lat w poszczególnych miejscowościach. W rezultacie następuje wzrost liczby awarii. Z naszych badań wynika, że na 1 km sieci przypada 1,3 awarii. Występują straty wody. Od dawna wiadomo, że jeśli spada ciśnienie i występują awarie, wzrasta wtórne zanieczyszczenie w sieci. Nałożyły się na to jeszcze pozornie nielogiczne sprawy. Na przykład, zmniejszenie zużycia wody również spowodowało wzrost wtórnego zanieczyszczenia. W ciągu 10 ostatnich lat zużycie wody zmalało o ok. 30%. Oznacza to, że aktualnie sieć jest przewymiarowana, a tym samym woda dłużej w niej zalega. W ten sposób powstają warunki do wtórnego zanieczyszczenia. To wszystko nie wpływa korzystnie na stan wody w naszych kranach. Kwestii ekonomicznych dotknęliśmy zaledwie wyrywkowo, ponieważ - jak mówiłem - poświęcona im była wcześniejsza kontrola przeprowadzona przez delegaturę katowicką. Chcieliśmy jedynie uzyskać potwierdzenie pewnych prawidłowości, które z niej wynikły. Głównie na skutek spadku zużycia wody, ze względu na stałe koszty produkcji wody, wystąpiła potrzeba wzrostu opłat. Jest to oczywista prawidłowość. Nie to jednak badaliśmy. Celem naszego badania było stwierdzenie, jak zachowują się organa gmin i miast, jeśli chodzi o przyjmowanie określonych opłat za wodę. Nastąpił wzrost opłat od 1,8% w Toruniu do ok. 40% w Szczecinie. Przy czym pozytywne jest to, że wszystkie rady rozpatrywały propozycje firm wodociągowych, a połowa z nich te propozycje zmieniła. Dowodzi to, że samorządy prowadzą własną politykę, nie zawsze odpowiadającą przedsiębiorstwom wodociągów i kanalizacji. Dość negatywnie odnieśliśmy się do badań wody prowadzonych przez inspekcję sanitarną. Należy powiedzieć, że nawet jeżeli badania były prowadzone w sposób właściwy, to władze miejskie nie były informowane o ich wynikach. 

Nie we wszystkich stacjach sanitarnych wyznaczano stałe punkty poboru wody do analiz, nie dostosowano ilości i zakresu badań do obowiązujących przepisów. Nie wszędzie ustalono jednolite zasady postępowania kontrolnego. Pomimo stwierdzonych naruszeń, jeśli chodzi o wymagania dotyczące wody pitnej, nie zawsze podejmowano postępowanie o uznanie warunkowej przydatności lub zakazie użytkowania wody. Mieliśmy w tym przypadku pretensje do organów administracji rządowej i samorządowej, które swej strony nie żądały wyników analiz dokonywanych przez wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne. Jednocześnie należy zaznaczyć, że nie wszystkie przedsiębiorstwa wodociągów i kanalizacji posiadały stosowne pozwolenia wodno-prawne, co w przypadku wody pitnej tłoczonej do sieci miejskiej powinno być niedopuszczalne. Wreszcie dość szeroko zbadaliśmy jednostki administracji rządowej, których działalności nigdy nie wiązaliśmy z wodociągami. Chodzi mi o regionalne zarządy gospodarki wodnej. Jak państwu wiadomo, regionalne zarządy gospodarki wodnej są jednostkami, które pracują w ramach zlewni, odpowiadają za bilanse wodno-gospodarcze i opracowują warunki korzystania z wód dorzeczy. Przy istniejącym deficycie wody i jej bardzo złym stanie powinny być przygotowane opracowania dotyczące całej powierzchni Polski. Nasze badania wykazały, że warunki korzystania z wód dorzeczy są opracowane dla zaledwie jednej szóstej powierzchni kraju, a jest to najistotniejszy instrument zarządzania wodami w kraju. W momencie zakończenia przez nas kontroli, Sejm przyjął - o czym już powiedziałem - ustawę o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Dlatego wnioski zawarte w przedstawionej informacji z jednej strony nawiązują do nowej ustawy poprzez zalecenie szybkiej realizacji aktów wykonawczych do tej ustawy, a z drugiej strony odnoszą się do zadań bieżących, które są nadal aktualne, a związane są z lepszą pracą regionalnych zarządów gospodarki wodnej, wojewódzkich stacji sanitarno epidemiologicznych i przede wszystkim gospodarzy terenu - władz samorządowych.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Ponieważ mamy jeszcze chwilę czasu, proponuję zadawać pytania. Jeśli nie zdążymy dziś, odpowiedzi na postawione pytania zostaną udzielone podczas czerwcowego posiedzenia poświęconego tej sprawie.

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów Zbigniew Hałat : Jestem prezesem Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów, a także założycielem Instytutu Wody. Moje pytanie kieruję do pana dyrektora z Najwyższej Izby Kontroli. Czy potwierdza pan wypowiedź przedstawicielki NIK w mediach, że wprawdzie cechy organoleptyczne skontrolowanej wody są niewłaściwe, ale zdrowiu to nie szkodzi?

Poseł Jan Rzymełka /PO/ : Nasz parlament dokonał dostosowania naszego prawa do prawa europejskiego, wymogu acquis communautaire, na stan 31 grudnia 1999 r. Jednak w tym czasie weszło w życie kilka nowych dyrektyw i rozporządzeń Rady Unii Europejskiej, a zwłaszcza Dyrektywa wodna. W perspektywie wdrożenia do polskiego prawa nowej Dyrektywy wodnej, w której porusza się wiele spraw, w stosunku do których brakuje nam odpowiednich pojęć z zakresu gospodarowania dorzeczami, planów ekorozwoju dorzeczy itd., pytam, jak sobie damy radę, jeśli wejdziemy do Unii Europejskiej i będziemy musieli realizować zalecenia tej dyrektywy? Wydaje się, że jesteśmy krajem, który chyba najbardziej odstaje od wymogów unijnych w zakresie gospodarki wodnej. Czy mamy rozeznanie, jak to będzie?

Posłanka Zofia Krasicka-Domka /LPR/ : Dla mnie zaskakującą wiadomością jest to, że w sieciach wodociągowych używa się jeszcze rur azbestocementowych i ołowianych. W jakim rejonie występują te rury?

Prezes Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie Roman Wiertelak : Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie nie nadzoruje działalności firm wodociągowych w kraju, ale wiemy na ten temat bardzo dużo. Wiem również wiele na ten temat jako praktyk, ponieważ na co dzień kieruję wodociągiem kaliskim. Z przerażeniem wysłuchałem komunikatów prasowych po konferencji zorganizowanej przez Najwyższą Izbę Kontroli, z których wynikało, że należy natychmiast uciekać z tego kraju, nie próbując wody nawet z butelki, ponieważ dwie trzecie mieszkańców dużych miast w Polsce pije wodę niezdatną do spożycia. Nie chcę komentować wprost wyników kontroli NIK, bo niewątpliwie są one prawdziwe, natomiast chciałbym stwierdzić, że specyfika tego zawodu jest wyjątkowa. Podam tylko kilka liczb, które uzmysłowią państwu skalę problemu. Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła 78 analiz wody w 20 miastach i na tej podstawie wyciągnęła wniosek, że dwie trzecie wody jest złej jakości. W Kaliszu, 100 tysięcznym mieście, corocznie prowadzimy ok. 3,5 tys. analiz fizykochemicznych i ok. 2,5 tys. analiz bakteriologicznych wody. Oczywiście jest to miejscowość wyjątkowa, ponieważ poziom wodociągu znacznie odbiega od średniej krajowej. Uważam, że informacja NIK podana w mediach - jest to moje osobiste zdanie - spowodowała wiele zamieszania, a z punktu widzenia polityki informacyjnej było to wielką niezręcznością. Wielce zmartwił mnie wniosek NIK, w którym pozytywnie oceniono spadek zużycia wody. Powiem szczerze, że jesteśmy tym przerażeni, ale nie ze względów komercyjnych, tylko sanitarnych. W Polsce w tej chwili średnie zużycie wody na 1 mieszkańca wynosi 100 l na dobę. Jest to zużycie na krawędzi potrzeb sanitarnych. Nie tędy droga. W znacznie bogatszej Szwajcarii zużycie dzienne wynosi 400 l, a w Stanach Zjednoczonych 800 l. Musimy zużywać więcej wody, żeby w Europie nie pokazywano nas palcami, jak w przypadku minimalnego zużycia środków czystości. Jeśli chodzi o odpowiedzialność, wiadomo, że od 120 lat za systemy wodociągowe odpowiadają samorządy. Wynika to z ustawy o samorządzie. Samorządy działają tak, jak im na to pozwalają warunki materialne. Polemizowałbym z opinią o potrzebie budowania wielkich planów zagospodarowania przestrzennego, rozwoju branż, ponieważ właśnie one doprowadziły do bezkrytycznego przewymiarowania sieci w latach 1960-1990, kiedy obowiązywały urzędowo określone wskaźniki przyrostu ludności, rozbudowy miast, osiedli itd. Obserwowany ogromny spadek zużycia wody - w skali całego kraju jest on znacznie wyższy niż w 20 miastach liczących powyżej 200 tys. mieszkańców, a w mniejszych miastach sięga nawet 50% - powoduje, że występują pewne problemy w systemach dystrybucyjnych. Pan dyrektor trafnie zauważył paradoks, że spadek zużycia powoduje pogorszenia jakości wody na skutek zmniejszenia przepływów, czyli wytrącania się osadów w wodociągach itp. Sytuacji tej nie zmieni się w prosty sposób, ponieważ wymaga to ogromnie kosztownych działań technicznych. Nie da się tych rur zwęzić ani zrobić wielu innych rzeczy. Są oczywiście pewne rozwiązania techniczne, z których korzystamy, ale nie przyniosą one gwałtownej poprawy sytuacji. Pani posłanka pytała o rury azbestocementowe i ołowiane. Z przedstawionego raportu jasno wynika, że w Gdańsku jest jeszcze 12 km rur ołowianych. Zapewne nie są one zdrowe, o czym przekonano się w średniowieczu używając ołowianych naczyń. W Polsce jest kilka procent rur azbestocementowych, które są rozłożone w całym kraju. Informuję, że rury azbesto-cementowe występują również w Europie. Badania naukowe wykazują, że nie mają one żadnego wpływu na jakość przepływającej nimi wody, ponieważ w każdym rurociągu, na skutek skomasowania osadów, powstaje wewnętrzna powłoka, która zdecydowanie oddziela przepływającą wodę od materiału, z którego zbudowana jest rura. 

Oczywiście w firmach wodociągowych obowiązują szczególne przepisy bezpieczeństwa związane z pracą przy azbeście w zakresie wydobywania tych rur z ziemi lub ich naprawiania, ale jest to zupełnie inna sprawa. Przedsiębiorstwa wodociągowe w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat - mówię to z całą odpowiedzialnością - dokonały ogromnego postępu. W 1990 r. było znacznie gorzej. Powstało kilkaset nowych stacji uzdatniania wody. Jednak, w związku z naszą drogą do Unii Europejskiej, zmieniają się normy i nie dzieje się to w sposób racjonalny. Unia Europejska, tworząc nowe dyrektywy, daje swoim członkom okresy przejściowe - 5, 7, 12 lat - nawet Szwajcarii. Natomiast w Polsce wprowadza się nowe rozporządzenie ministra zdrowia z 14 dniowym vacatio legis, według zasady - niech się stanie. Mam na myśli nieobowiązujące dziś rozporządzenie z 4 września 2000 r. Doszło do pata prawnego, ponieważ rozrządzenie zostało wydane na podstawie ustawy Prawo wodne, która już nie istnieje - jest nowa, a delegacja do nowego rozporządzenia jest akurat w ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzeniu ścieków z 14 stycznia br. Są to jednak zmartwienia prawników. Nie o tym chciałem mówić. Polska również musi mieć kilkuletnie vacatio legis na nowe parametry jakości wody. W rozporządzeniu ministra zdrowia, w wielu przypadkach ustalono ostrzejsze parametry niż w Unii Europejskiej. Jest to polityka zastraszonego dziecka, które poddaje się naciskowi, w tym przypadku Unii Europejskiej, komisarzy, którzy mówią, że ma być pięknie, czysto i natychmiast posprzątane. Tak powstają prawa, które w wielu przypadkach są ostrzejsze niż w Unii Europejskiej. Natomiast, żeby je zrealizować, potrzebne są ogromne pieniądze. Polskie przedsiębiorstwa wodociągowe sobie z tym poradzą, jeżeli będą hołubione, a nie dyskryminowane. Na czym polega ta dyskryminacja? Okazało się, że jest to jedna z niewielu gałęzi przemysłu, która jest jeszcze w miarę zdrowa i wytwarza konkretne przychody, a nawet dochody. Co się więc stało? Doszukano się w firmie wodociągowej źródła pożytków budżetowych i para-budżetowych. Chciałbym zwrócić państwa uwagę na tę sprawę. Do 2000 r. firmy wodociągowe były zwolnione z podatku od nieruchomości. W 2001 r. wprowadzono ten podatek o wartości 1%, a w 2002 r. podniesiono wartość do 2%. Pieniądze te służą wspomożeniu gmin, które w ten sposób mają uzupełnione przychody do budżetu. Wydaje się, że 1-2% to niewiele, ale podam przykład, który przemówi do państwa wyobraźni. W mieście liczącym 100 tys. mieszkańców majątek wodociągowo kanalizacyjny opiewa na ok. 100 mln zł. Oznacza to, że firma wodociągowa musi na rzecz swojego samorządu odprowadzić 2 mln zł rocznie. W 100-tysięcznym mieście firma wodociągowa sprzedaje 6 mln m3 wody, łącznie z usługą ściekową, za średnio 4 zł, co daje przychód 24 mln zł. Zatem oddaje jedną dwunastą przychodu tylko z racji tego podatku. Nie wspominam nawet o obciążeniach wynikających z ustawy Prawo ochrony środowiska i rozporządzeń wykonawczych dotyczących opłat ekologicznych. Opłaty za pobór wody surowej wzrosły 4-krotnie i zdecydowanie wzrosły opłaty za korzystanie ze środowiska. 

Dziś dyrektor wodociągów warszawskich - od wielu miesięcy pełniący obowiązki - z przykrością mnie poinformował, że nie odprowadził do urzędu marszałkowskiego 100 mln zł za I kwartał, bo go na to nie stać. I nie będzie go stać, ponieważ poziom opłat za wodę i ścieki osiągnął próg społecznej akceptowalności. Opłata na poziomie 4, 5 czy 6 zł to wszystko, na co społeczeństwo stać. Przyczyna tej sytuacji nie leży w niedoskonałości planowania, czy w opieszałości uzyskiwania pozwoleń wodno-prawnych, które przecież nie mają wpływu na jakość wody przesyłanej do konsumenta. Wpływają one tylko na możliwość oszukiwania w zakresie przychodów za pobór wody. Pozwolenie wodno-prawne na pobór wody z ziemi sprowadza się wyłącznie do tego, że urząd administracji państwowej wydaje zgodę na pobór określonej ilości wody z danego źródła i w danym czasie. Służy to do kontroli korzystania z zasobu, jakim dysponuje kraj i do ustalenia opłaty za pobór wody. Jednak nie demonizowałbym tego problemu, ponieważ woda zużywana w Polsce na cele zaopatrzenia ludności stanowi tylko 2,5% w ogólnym bilansie zasobów wodnych kraju. My się z tego kraju nie wyprowadzimy, a społeczeństwo będzie zużywało tyle wody, ile jej potrzebuje. Bolączką naszego kraju jest to, że w tej chwili społeczeństwo, niestety, może zużywać tylko tyle wody, na ile je stać, a nie - zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju - tyle, ile potrzebuje.

Poseł Stanisław Dulias /Samoobrona/ : Moje pytanie dotyczy wniosków pokontrolnych. Zapewne niektóre mają charakter restrykcyjny. Jak są realizowane w przypadku braku środków finansowych? Poza tym, chciałbym zwrócić uwagę na sprawę rzek i rzeczek, do których masowo są odprowadzane ścieki z szamb i toalet. Co robi się w tym zakresie? Zainteresowałem się sprawą rur, o których mówiła pani posłanka. Wiem, że z Niemiec do Polski sprowadzane są rury, których tam nie dopuszcza się do użycia, ponieważ zawierają azbest. Te rury są instalowane w naszej sieci. Nie analizowałem sprawy na tyle, żeby mówić o szczegółach, ale widziałem te rury i wiem, że są instalowane. Pani posłanko, jeżeli chodzi o rury ołowiane, na pocieszenie powiem, że nie mają one szkodliwego wpływu na organizm. Znam tę sprawę z innej strony.

Poseł Marek Kuchciński /PiS/ : Panie przewodniczący, ponieważ zbliżamy się do końca dzisiejszego posiedzenia, rozumiem, że dalsza część dyskusji odbędzie się na czerwcowym posiedzeniu Komisji. W związku z tym, mam prośbę. Ponieważ chciałbym zadać pytanie związane z korespondencją - wynikającą z wniosków pokontrolnych - między ministrem środowiska, ministrem infrastruktury a Najwyższą Izbą Kontroli, z której wynika, że są różnice zdań w tym zakresie, prosiłbym o zaproszenie na posiedzenie Komisji przedstawicieli resortów infrastruktury i środowiska. Ponadto, prosiłbym, żeby jako jeden z elementów związanych z jakością wody poruszono problem realizacji programu ISPA - przedakcesyjnego programu w obszarze środowiska. Z informacji, które otrzymuję z kilkunastu miast, gdzie ma być realizowany program ISPA2000 oraz ISPA2001, wynika, że wiążą się z tym wielkie obawy, ponieważ Sejm i poszczególne resorty nie nadążają z wydawaniem aktów prawnych. Szczególnie chodzi o resorty środowiska i finansów. W związku z tym, realizacja programu ISPA jest zagrożona, a wiąże się to z podniesieniem jakości wody. Dlatego uważam, że jest pilna potrzeba przedstawienia przez rząd informacji o przygotowaniu do realizacji programu ISPA2000 oraz ISPA2001.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Zaprosimy przedstawicieli Ministerstwa Środowiska oraz Ministerstwa Infrastruktury na czerwcowe posiedzenie Komisji.

Przedstawicielka Głównego Inspektoratu Sanitarnego Alicja Łopatek : Chciałabym się odnieść do raportu pokontrolnego Najwyższej Izby Kontroli. Główny inspektor sanitarny zgodził się z tym, co stwierdziła NIK. Uważam, że niedociągnięcia, które stwierdzono w stacjach sanitarno-epidemiologicznych, zostały już naprawione, ponieważ kontrolowane stacje otrzymały wnioski, częściowy protokół z kontroli, pod koniec ubiegłego roku. Natomiast główny inspektor sanitarny otrzymał je w kwietniu tego roku. To jedna sprawa. Poza tym pozwolę sobie jeszcze nawiązać do wypowiedzi pana prezesa Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie. Rozporządzenie ministra zdrowia, które weszło w życie 4 września 2000 r., rzeczywiście zawierało ostre parametry, ale takie, jakie obowiązują w Unii Europejskiej. Był to jakby okres przygotowawczy do kolejnego rozporządzenia, zgodnie z wymogiem dyrektywy z 1998 r. w sprawie jakości wody do spożycia, która daje takie parametry. Zatem minister zdrowia określił warunki, jakim powinna odpowiadać woda, na takim, a nie innym poziomie. Natomiast główny inspektor sanitarny powiadomił Izbę Gospodarczą Wodociągi Polskie, że nie jest to równoznaczne z tym, że 14 dni po wejściu w życie rozporządzenia będą zamykane wodociągi, które nie spełniają określonych w nim wymagań. Był czas na to - i jest do chwili wejścia do Unii Europejskiej - żeby poprawić jakość wody kierowanej do konsumentów i dostosować do wymagań unijnej dyrektywy. Obecnie rzeczywiście nie obowiązuje rozporządzenie z 2000 r. Nowe rozporządzenie jest już przygotowane i 15 maja odbędzie się konferencja uzgadniająca. Inne resorty wypowiedziały się już na ten temat. Sądzę, że w czerwcu projekt rozporządzenia zostanie przedłożony ministrowi zdrowia do podpisania.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Ponieważ musimy już kończyć posiedzenie, dyskusję na ten temat będziemy kontynuować na czerwcowym posiedzeniu Komisji. Jest to temat ważny i kontrowersyjny. Jedni mówią, że sytuacja jest tragiczna, a drudzy, że nie jest aż tak źle. Proponuję więc dobrze się zapoznać z tym zagadnieniem, żeby z czerwcowej dyskusji wyciągnąć odpowiednie wnioski. Przypominam, żeby każdy z członków Komisji - wszyscy otrzymali powiadomienia - zgłosili się do sekretariatu Komisji w celu zadeklarowania chęci udziału w wyjazdowym posiedzeniu Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w województwie podkarpackim. Serdecznie państwa zapraszam do udziału w tym posiedzeniu. Informuję również, że w przyszłym tygodniu gościmy delegację parlamentu chińskiego. We wtorek o godz. 16.00, w sali 102 odbędzie się spotkanie posłów naszej Komisji z przedstawicielami parlamentu chińskiego, którzy reprezentują dziedzinę ochrony środowiska. Na to spotkanie także serdecznie zapraszam. Dziękuję wszystkim za udział w obradach. Zamykam posiedzenie Komisji.

Posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa 
w dniu 4. czerwca 2002r. 

(...)
Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Otwieram posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Witam członków Komisji, przedstawicieli ministerstw i wszystkich przybyłych gości. W porządku dziennym przewidziane jest rozpatrzenie trzech punktów. W pkt. 1 dokończymy dyskusję nad informacją Najwyższej Izby Kontroli o wynikach kontroli zaopatrzenia w wodę ludności aglomeracji miejskich. W pkt. 2 rozpatrzymy dokument "Przegląd realizacji przez Polskę konwencji międzynarodowych oraz umów i porozumień wielostronnych i dwustronnych w zakresie ochrony środowiska", a w pkt. 3 sprawy bieżące. Czy do zaproponowanego porządku dziennego są uwagi? Nie ma uwag. Stwierdzam, że porządek dzienny został przyjęty. Przystępujemy do jego realizacji. W pkt 1 kontynuujemy dyskusję nad informacją NIK o wynikach kontroli zaopatrzenia w wodę ludności aglomeracji miejskich. Poseł Marek Kuchciński zadał pytanie związane z korespondencją wynikającą z wniosków pokontrolnych między ministrem środowiska, ministrem infrastruktury a Najwyższą Izbą Kontroli, z której wynika, że są różnice zdań w tym zakresie. Pan poseł prosił, żeby na dzisiejszym posiedzeniu byli przedstawiciele tych ministerstw. Z listy obecności wynika, że przedstawiciele resortów przybyli na dzisiejsze posiedzenie. W związku z tym, jeśli nie będzie dodatkowych pytań ze strony posłów lub gości, przystąpimy do udzielania odpowiedzi na to pytanie. Czy są inne pytania?

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów Zbigniew Hałat : Podczas ostatniego posiedzenia zadałem pytanie, na które nie uzyskałem odpowiedzi. Dotyczyło ono tego, czy Najwyższa Izba Kontroli potwierdza wypowiedź przedstawicielki NIK w mediach, że wprawdzie cechy organoleptyczne skontrolowanej wody są niewłaściwe, ale zdrowiu to nie szkodzi. Zależy mi na udzieleniu odpowiedzi na to pytanie przez przedstawicieli NIK.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Czy są jeszcze inne pytania? Nikt się nie zgłasza. W związku z tym poproszę przedstawicieli ministerstw o odniesienie się do pytania pana posła Marka Kuchcińskiego, a następnie do problemów poruszanych na poprzednim posiedzeniu Komisji. Ponieważ wiodący w tej sprawie jest resort środowiska, proponuję, żeby głos zabrał przedstawiciel Ministerstwa Środowiska.

Zastępca dyrektora departamentu w Ministerstwie Środowiska Piotr Rutkiewicz : Jeżeli chodzi o pytanie zadane przez pana prezesa Zbigniewa Hałata, potwierdzenie tego stwierdzenia nie leży w kompetencjach ministra środowiska. Należy to do inspekcji sanitarnej, a więc służb podległych ministrowi zdrowia. To on stwierdza, czy jakość wody wypływającej z kranów odpowiada normom i czy jest szkodliwa dla zdrowia. Trudno więc odpowiedzieć mi na to pytanie. Być może cechy organoleptyczne wody wypływającej z kranów rażą konsumentów, ale nie słyszałem ani o epidemiach, ani o żadnym zatruciu. Taka jest moja opinia, ale nie jestem kompetentny w tej dziedzinie. Jeżeli jest obecny przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia, prosiłbym o udzielenie pełniejszej odpowiedzi.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : W dzisiejszym posiedzeniu uczestniczy przedstawicielka Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Przestawicielka Głównego Inspektoratu Sanitarnego Alicja Łopatek : Nie zabrałam wcześniej głosu, ponieważ zrozumiałam, że pan przewodniczący mówił o odniesieniu się do pytania pana posła Marka Kuchcińskiego.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Skoro już zaczęliśmy mówić na ten temat, kontynuujmy udzielanie odpowiedzi na pytanie, które zostało zadane na poprzednim posiedzeniu, a dziś zostało powtórzone przez pana prezesa. Zakończmy wyjaśnienia w sprawie jakości wody, a następnie przejdziemy do wyjaśnienia kontrowersji między resortami.

Przestawicielka GIS Alicja Łopatek : Nie słyszałam wypowiedzi przedstawicielki NIK, która mówiła o jakości wody oraz o jej wpływie na nasze zdrowie, ale zdarza się, że same cechy organoleptyczne powinny wodę dyskwalifikować. Niestety, u nas rzadko się zdarza, żeby ze względu na cechy organoleptyczne wprowadzano zakaz użytkowania wody. Natomiast nie wiem, co przedstawicielka NIK miała na myśli, mówiąc, że nie szkodzi zdrowiu. Bywa tak, że cechy organoleptyczne są zmienione, ale substancje, które te cechy powodują, nie przekraczają najwyższych dopuszczalnych wartości określonych przez ministra zdrowia. Tyle mogę na ten temat powiedzieć.

Prezes Zbigniew Hałat : Panie przewodniczący, proszę o dopuszczenie do głosu pani Alicji Gajewskiej z Jurkowa - gmina Warta Bolesławiecka - gdzie od lutego br. 13 tys. mieszkańców dostaje wodociągiem wodę pochodzącą z zalanej kopalni miedzi. Ludzie ci cierpią z powodu chorób skóry i przewodu pokarmowego. Działania miejscowych władz samorządowych są dotychczas bezskuteczne. Byłoby to dobrą ilustracją i być może przekonało przedstawicieli NIK, że wymagania sanitarne dotyczące wody wodociągowej jednak decydują o zdrowiu ludzi.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Proszę przedstawicielkę jednostki gminnej o zabranie głosu i przedstawienie problemu.

Przedstawicielka mieszkańców gminy Jurków w woj. dolnośląskim Alicja Gajewska : Nazywam się Alicja Gajewska i pochodzę z Jurkowa. Od ponad pół roku woda w naszych kranach ma kolor kawy albo herbaty. Na początku mówiono nam, że nie ma żadnego problemu, że jest to chwilowa awaria. Dyrektor sanepidu wydawał orzeczenia, że woda, chociaż ma zmieniony kolor i smak, nie zagraża zdrowiu. Z chwilą, gdy zaczęły chorować moje dzieci i moi sąsiedzi, ludzie z innych wiosek - dotyczy to 13 tys. osób w 3 gminach - zainteresowałam się sprawą bliżej. Zleciłam badanie wody w niezależnej stacji sanepidu. Okazało się, że ta woda nie nadaje się do picia, jest toksyczna. Niemal pod przymusem dyrektor naszego sanepidu wydał orzeczenie, że woda nie nadaje się do picia, a nawet do użytku w gospodarstwie domowym. Mimo to, nasze władze w dalszym ciągu zapewniały nas poprzez media - w telewizji i w prasie - że woda nie stwarza żadnych zagrożeń, jest tylko nie takiego koloru, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Moje wołanie usłyszał dr Zbigniew Hałat, dzięki któremu tu się znalazłam. Przyjechał do nas. Zorganizowaliśmy tzw. biały czwartek. W tym dniu pan doktor bezpłatnie przyjmował ludzi. Okazało się, że 100% badanych choruje na choroby skórne i jelitowe. Przykładów nie muszę szukać daleko, ponieważ moje dzieci są leczone non stop od 4 miesięcy, a moja mama jeździ od szpitala do szpitala. Niestety, w dalszym ciągu nie robi się nic w tej sprawie. Pan Prezydent Polski otrzymał od nas 25 listów i na żaden nie odpowiedział. Byłam w Warszawie na zaproszenie pana senatora Romaszewskiego. Wiele osób obiecało pomóc, ale - niestety - nadal dostajemy brudną wodę zarówno w kranach jak i w cysternach, gdzie znajdują się robaki, trociny i rdza. Jednego dnia dowożona jest o 8 rano, a drugiego o 9 wieczorem. Na wodę się czeka. Koczujemy przy drodze z garnkami, wiadrami, słoikami. Ten, kto nie zdąży, zostaje bez wody do następnego dnia. Jestem tu po to, by prosić państwa - jeżeli jest taka możliwość - żeby w końcu ktoś zwrócił uwagę na to, co się dzieje u nas i w całym kraju, bowiem niewyobrażalne jest to, że mówimy o wejściu do Unii Europejskiej, a ludzie w Polsce nie mogą się wykąpać, uprać ubrań, a nawet napić wody.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Proszę o wyjaśnienie. Czy pani reprezentuje władze gminne z tego rejonu?

Przedstawicielka mieszkańców gminy Jurków w woj. dolnośląskim Alicja Gajewska : Nie reprezentuję władz gminy. Z przedstawicielami władz gminy nie żyję w zgodzie, ponieważ nie jest im na rękę, że ta sprawa została poruszona. Reprezentuję ludzi, mieszkańców tych gmin, którzy chorują, ponieważ mamy taką wodę. Przedstawiciele władzy gminnej mieszkają w innym mieście, gdzie woda jest czysta.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Pytałem o to dlatego, ponieważ polityka zaopatrzenia w wodę w dużym stopniu leży w gestii władz samorządowych. Te instytucje są powołane po to, a ich przedstawiciele wybrani przez lokalne społeczeństwo, żeby przestrzegać odpowiednich przepisów i rygorów - w tym przypadku mówimy o wodzie. Realizacja polityki zaopatrzenia w wodę powinna być przez nich pilnowana. Bardzo dobrze, że zwracacie się państwo o pomoc do prezydenta, Sejmu i Senatu. W tej chwili znamy problem i jak przypuszczam - wystąpimy do wojewody, który sprawuje pieczę nad samorządami, żeby podjął odpowiednie działania w tym zakresie. Dziwię się jednak, że chcąc załatwić sprawę, która powinna być rozstrzygnięta na szczeblu samorządowym, trzeba jechać aż do Warszawy. Jak widać, sprawa samorządności, o której tak wiele się mówi, że jest najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów obywateli, niezbyt dobrze wygląda. Myślę, że jako Komisja Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa zainterweniujemy w tej sprawie. Nie widzę innego wyjścia. Nie zmienimy przecież ustawy z powodu jednostkowego przypadku, że ktoś nie dopilnował swoich zadań, nie wywiązał się z obowiązków, do realizacji których został powołany.

Przestawicielka GIS Alicja Łopatek : Działania w tych gminach zostały podjęte. Inspektor sanitarny wydał odpowiednią decyzję - woda jest dowożona w cysternach. Nie jest prawdą, że inspektor sanitarny toleruje tę sytuację, ponieważ w decyzji orzekł, że woda nie nadaje się do spożycia z uwagi na określony stopień zanieczyszczenia i w związku z tym, wystąpił do władz kopalni oraz do wójta z decyzją, że woda musi być dowożona. I tak się stało. Dowożona woda również jest pod nadzorem inspekcji sanitarnej, jest badana. Z wywiadów epidemiologicznych wynika, że nie stwierdza się zwiększonej liczby zachorowań na nieżyty żołądkowo­jelitowe. Tyle wiem na podstawie dokumentacji przesłanej nam przez wojewódzkiego inspektora sanitarnego, łącznie z dokumentacją przygotowaną przez powiatowego inspektora.

Poseł Marian Stępień /SLD/ : Jako były samorządowiec, chciałbym zaprotestować, że samorządy mają w tym zakresie dużo do powiedzenia. Samorządowcy w mieście Tychy od 10 lat oczekują, żeby coś zrobić z Regionalnym Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji, który jest w gestii wojewody. Nie mamy wpływu na to, żeby coś zmienić. Od nas, posłów, powinien wypłynąć wniosek o przekształcanie rejonowych przedsiębiorstw wodociągów i kanalizacji, żeby nie dochodziło do sytuacji, że samorząd i wojewoda reprezentujący różne opcje polityczne robią sobie nawzajem trudności. W związku ze sprawą przedstawioną przez panią Alicję Gajewską, współczuję mieszkańcom okolic Jurkowa, ale uważam też, że należy wyciągnąć konsekwencje, przynajmniej wobec inspektora sanitarnego, którego powinno się zdjąć ze stanowiska, jeżeli są dowody na niedopełnienie obowiązków. Tak samo wszystkie podejrzane sprawy powinniśmy kierować do prokuratury. Ten, kto zawinił, powinien być zdjęty ze stanowiska. Nie powinno się wyłącznie prowadzić rozmów. Składam wniosek formalny, ponieważ w całym kraju - nie tylko na Śląsku - jest taka sytuacja, żeby nareszcie zrobić porządek z rejonowymi przedsiębiorstwami wodociągów i kanalizacji, a odpowiadać za to powinien przede wszystkim wojewoda. Jeżeli wojewoda przekazał to zadanie samorządom, dopiero wtedy możemy mówić o odpowiedzialności samorządów. Wystąpiłem w obronie samorządów, ponieważ sam byłem samorządowcem w Tychach - jest to duże miasto - i wiem, jaki to jest problem.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Mówiłem o wystąpieniu z naszej strony do wojewody, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że ma nad tym nadzór. Jednak Komisja sejmowa nie jest powołana do tego, żeby przeprowadzać reorganizacje, tylko do innych celów. Możemy podjąć uchwałę lub przyjąć dezyderat.

Poseł Marian Stępień /SLD/ : Panie przewodniczący, ma pan większe doświadczenie poselskie ode mnie, ale mimo wszystko uważam, że jesteśmy po to, żeby pomagać mieszkańcom naszego kraju w trudnych sytuacjach.

Poseł Tadeusz Parchański /PO/ : Ja również uważam, że nie możemy lekko przejść nad tym problemem, skoro przedstawicielka mieszkańców mówi, że kilkanaście tysięcy ludzi choruje z tego powodu, że woda jest niezdatna do picia. Jeżeli przedstawiciele inspekcji sanitarnej wyrażają inny pogląd w tej sprawie, oznacza to, że ktoś w tym sporze nie ma racji. Myślę jednak, że na posiedzeniu Komisji nie będziemy szczegółowo analizować, kto jest za to odpowiedzialny, bowiem, jeśli chodzi o zaopatrzenie w wodę, bywa różnie. Nie wszędzie odpowiada za to wojewoda. W miastach są skomunalizowane przedsiębiorstwa w gestii samorządów, a w środowisku wiejskim często są to spółki wodne - spółki mieszkańców. W tym przypadku nie wiemy, kto naprawdę ponosi odpowiedzialność za dostawę wody. W związku z tym proponuję, żeby Komisja podjęła uchwałę zobowiązującą głównego inspektora sanitarnego do dokładnego zbadania sprawy. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny za tę sytuację, przychyliłbym się do wniosku, żeby skierować sprawę do prokuratury w celu przeprowadzenia dochodzenia, bowiem spowodowanie zagrożenia zdrowia lub życia mieszkańców jest przestępstwem, naruszeniem przepisów prawa karnego. Myślę, że inspekcja sanitarna jest między innymi od tego, żeby w przypadku stwierdzenia takich faktów kierować odpowiednie wnioski do prokuratury.

Prezes Izby Gospodarczej "Wodociągi Polskie" Roman Wiertelak : Poprzednio mówiłem, że nie jesteśmy organizatorem działalności w zakresie zaopatrzenia w wodę, natomiast zrzeszamy przedsiębiorstwa, które się tym profesjonalnie zajmują. I mam nadzieję, że tylko te, które zajmują się tym profesjonalnie, a nie te, które robią bałagan, o jakim przed chwilą usłyszeliśmy. Natomiast posłowie w Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa przede wszystkim - niezależnie od tego, co chcą zrobić - muszą mieć pewną wiedzę w tym zakresie. Dlatego, chciałbym państwu przekazać kilka informacji. Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, obowiązująca od 14 stycznia br., w art. 3 stanowi, że zbiorowe zaopatrzenie w wodę i zbiorowe odprowadzanie ścieków jest zadaniem własnym gminy. To samo stanowi ustawa o samorządzie gminnym z marca 1990 r. Zatem to prawo funkcjonuje od 12 lat. Od tego czasu jedynym organem odpowiadającym za organizowanie zaopatrzenia w wodę mieszkańców jest samorząd gminny. Po 12 latach przekształceń, które następowały bardzo szybko - powiem szczerze, że większość firm przekształciła się do 1995 i 1996 r. - organizacja przedsiębiorstw wodociągowych wygląda inaczej, niż przekazał pan poseł. Większość - 78% - stanowią firmy gminne. Są to spółki prawa handlowego ze 100% udziałem gminy. Kilkanaście procent stanowią zakłady budżetowe, natomiast ok. 4% przedsiębiorstwa państwowe, w tym znienawidzone przez pana posła Regionalne Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji na Śląsku. Śląsk jest regionem specyficznym - nie powiem, czy wynika to z lenistwa wojewodów, czy ze specyfiki tego terenu - w wielu miejscowościach funkcjonują jeszcze organizmy o charakterze przedsiębiorstwa rejonowego. Podobny problem dotyka do dziś przedsiębiorstwo warszawskie, które ze względu na ustrój Warszawy - nieco odmienny niż w pozostałych częściach kraju - miało to uregulowane w inny sposób. Natomiast z punktu widzenia prawa i organizacji w systemie, zarząd gminy jest jedynym odpowiedzialnym za organizowanie zaopatrzenia w wodę. Tyle informacji w tym zakresie. Przejdę teraz do roli służb sanitarnych, które kontrolują i nadzorują działalność w zakresie parametrów, jakim powinna odpowiadać woda do picia. Parametry te określone są od lat w rozporządzeniu ministra zdrowia. Z przykrością stwierdzam, że na skutek różnych niedowładów legislacyjnych od kilku miesięcy nie ma aktu prawnego, który by to skutecznie regulował. Czekamy na nowy, a dotychczasowy przestał funkcjonować w związku z wejściem w życie 1 stycznia br. Prawa wodnego. Jest to jednak sprawa ministra zdrowia, który przygotowuje te akty, a z tego, co obiecuje, wynika, że za kilka tygodni powinny się ukazać. Nie oznacza to wcale, że firmy wodociągowe specjalnie przesyłają wodę gorszej jakości, ponieważ nie ma przepisów. Jest to tylko niedoskonałość działań legislatora. Natomiast służby sanitarne kontrolują firmy wodociągowe i do ich obowiązków należy natychmiastowe podejmowanie działań w zakresie dopuszczania wody do spożycia. Jeżeli chodzi o to, co się zdarzyło w miejscowości, której mieszkańców pani reprezentuje, nie znam szczegółów.

Nie wiem, czy inspektor sanitarny zachował się prawidłowo. Mogłoby to wykazać dochodzenie służbowe. Istnieje przecież Główny Inspektorat Sanitarny - organizacja o charakterze centralnym - na czele z głównym inspektorem sanitarnym, któremu podlegają wojewódzcy i powiatowi inspektorzy sanitarni. Mam jeszcze uwagę dotyczącą standardu jakości wody do picia. We wnioskach pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli napisano dramatyczne zdanie natychmiast podchwycone przez dziennikarzy, że: "pomimo stosowania skomplikowanych procesów uzdatniania, w blisko dwóch trzecich skontrolowanych miast..." - mówimy o kontroli, którą zostały objęte miasta liczące powyżej 200 tys. mieszkańców - "...jakość wody wodociągowej dostarczanej ludności nie odpowiada warunkom wody pitnej". Jeżeli tak jest, wodociągi te powinny być zamknięte, a skoro nie są zamknięte - w moim przekonaniu - spełniają parametry jakości wody do picia. Incydentalnie może się zdarzyć, że przekraczają te parametry, natomiast o tym, czy produkt jest dobry, czy nie, decyduje się na podstawie pojedynczych próbek, tylko całości partii towaru. Pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę o charakterze społecznym. Nie jesteśmy społeczeństwem mniej zdrowym niż społeczeństwa zachodnie. W Polsce spożycie wody butelkowanej - w Sejmie również dba się o to, żeby wszyscy ją pili - wynosi 36 l na 1 mieszkańca rocznie, w Niemczech - 100 l, we Francji - 120 l, a we Włoszech - 136 l. Czy oznacza to, że woda dostarczana wodociągami w tych krajach nie spełnia wymogów wody do picia i mieszkańcy są przekonani, że należy pić wodę z butelek, a nie z kranu? To nie jest tak. Rolą przedstawicieli narodu, Sejmu i Komisji, w posiedzeniu której uczestniczymy, jest stwarzanie firmom wodociągowym warunków do prawidłowego funkcjonowania. Mówiąc o warunkach, mam na myśli pewne preferencje. Natomiast obecnie - powtórzę to po raz kolejny - firma wodociągowa jest miejscem powstawania pożytków dla budżetu państwa, budżetów gminnych i instytucji pararządowych. W związku z tym, jeżeli te firmy nadal będą "skubane" z pieniędzy, które mogłyby przeznaczyć na inwestycje, to tempo inwestycji realizowanych przez te firmy, mimo wielkiego poczucia odpowiedzialności, będzie znikome i nie dające gwarancji dostosowania wszystkich parametrów - szczególnie w zakresie oczyszczania ścieków - do parametrów określonych przez Unię Europejską. Zaznaczam, że w wyniku negocjacji przedakcesyjnych okresy dostosowawcze zostały określone na lata 2008­2012 w różnych zakresach.

Przestawicielka GIS Alicja Łopatek : Przekażę wniosek, żeby przeprowadzić dochodzenie w sprawie postępowania powiatowego inspektora sanitarnego, ale muszę powiedzieć, że dysponuję materiałami, z których wynika, że powiatowy inspektor sanitarny badał wodę, a 29 kwietnia wydał decyzję, którą skierował do wójta gminy Warta Bolesławiecka. Pisał w niej, że woda nie nadaje się do spożycia, ale w ograniczonym zakresie może być używana w gospodarstwie domowym. Zobowiązał do przywożenia wody w cysternach i wskazał źródło, z którego może być pobierana. Została również wydana decyzja wobec Energetyki Lublin - sprawcy zanieczyszczenia wody. Skierowano pismo do Wydziału Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego o zapewnienie dowozu wody dla ponad 10 tys. mieszkańców 3 gmin. Decyzje zostały skierowane do wójtów gmin Zagrodno i Pielgrzymka. Wojewoda dolnośląski wystosował pismo do przedstawicieli Energetyki Lublin. Zatem zostały podjęte kroki w tej sprawie. Nie rozumiem jednak, dlaczego wszyscy uważają, że za jakość wody odpowiada inspektor sanitarny. To producent ma produkować dobrą wodę, a gmina ma zapewnić prawidłowe zaopatrzenie w tym zakresie. A tu słyszę, że za wszystko odpowiada inspektor sanitarny. Gdyby inspektor dysponował odpowiednim sztabem ludzi i pieniędzmi, to wybudowałby wodociąg. Niestety, nie należy do inspektora. Informuję, że główny inspektor sanitarny niemal codziennie otrzymuje meldunki o sytuacji. Nie można mówić, że tam nic się nie dzieje, ponieważ są prowadzone badania. Ma być dodatkowe źródło zasilania wodociągu - prowadzone są badania w tym zakresie, ale nie wiadomo, czy wody będą się do tego nadawać. Tyle wynika z informacji, które są przekazywane głównemu inspektorowi sanitarnemu przez dolnośląskiego wojewódzkiego inspektora sanitarnego. W tej chwili prowadzone są prace projektowe związane z wybudowaniem 10 km odcinka rurociągu w celu doprowadzenia wody z wodociągu publicznego w Bolesławcu. Zatem - jak już powiedziałam - działania zostały podjęte i są prowadzone. Chciałabym jednak, żeby dzielono odpowiedzialność za jakość wody i zaopatrzenie mieszkańców, a nie obciążano nią tylko inspektora powiatowego czy wojewódzkiego.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Proszę, żeby pani podjęła interwencję i poprosiła o wyjaśnienie w tej sprawie. Dobrze by było, żeby to wyjaśnienie dotarło do Komisji jak najszybciej. Możliwe, że dowożona jest dobra woda, tylko nie ma kto umyć zbiorników albo się komuś nie chce.

Przestawicielka GIS Alicja Łopatek : Źródło wody zostało wskazane przez inspektora sanitarnego.

Przedstawicielka mieszkańców Alicja Gajewska : Woda jest dostarczana wozami straży pożarnej w zbiornikach, w których jest rdza.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Prosimy o pilną informację w tej sprawie. Niezależnie od tego, wystąpimy do wojewody jako organu sprawującego na danym terenie funkcje nadzorcze. W ten sposób wyjaśnimy pewne kwestie.

Poseł Marek Kuchciński /PiS/ : Chciałbym wrócić do pierwszego pytania przypomnianego przez pana przewodniczącego. Ponieważ na ostatnim posiedzeniu nie było przedstawiciela Ministerstwa Infrastruktury, prosiłbym o wyjaśnienie różnicy zdań w opinii prezesa Najwyższej Izby Kontroli odnoszącej się do stanowisk obu ministrów, a zwłaszcza do stanowiska ministra infrastruktury. Czy dotyczy to wyłącznie terminów związanych z wydaniem wyroków przez Trybunał Konstytucyjny? Drugie pytanie, które zadałem podczas poprzedniego posiedzenia Komisji z prośbą o udzielenie odpowiedzi na dzisiejszym posiedzeniu, dotyczy sprawy bezpośrednio związanej z jakością wody pitnej. Chodzi mi o realizację programu przedakcesyjnego ISPA w obszarze "infrastruktura w ochronie środowiska" . Jak przebiegała realizacja tego programu w latach 2000­2001? Pytam o to z tego względu, że prezydenci kilku miast - m.in. Torunia i Przemyśla - słali apele i pisma, nawet do premiera, z prośbą o przyspieszenie prac legislacyjnych i wydawanie aktów prawnych przez - między innymi - Ministerstwo Środowiska.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Przystąpimy teraz do wyjaśnienia stanowisk Najwyższej Izby Kontroli, Ministerstwa Środowiska oraz Ministerstwa Infrastruktury, zgodnie z pytaniem postawionym przez pana posła na poprzednim posiedzeniu Komisji poświęconym tej sprawie.

Zastępca dyrektora Piotr Rutkiewicz : Patrząc na opinię i stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli można stwierdzić, że są to sformułowania uznające wnioski i stanowisko ministra środowiska. Informuję, że zgodnie z zapisami ustawy - Prawo wodne art. 50 ust. 1, według którego minister środowiska jest zobowiązany do opracowania i opublikowania rozporządzenia w sprawie warunków, jakim powinny podlegać lądowe wody powierzchniowe przeznaczone do pozyskiwania wody do picia, projekt rozporządzenia jest w trakcie legislacji. Zakończenie prac jest przewidywane jesienią tego roku. Natomiast o wyjaśnienie różnic prosiłbym przedstawiciela Ministerstwa Infrastruktury.

Przedstawiciel Ministerstwa Infrastruktury Andrzej Siemiński : Przyznam, że nie jest mi znana całość korespondencji prowadzonej między Ministerstwem Środowiska a Ministerstwem Infrastruktury. Dlatego prosiłbym, żeby przedstawiciel Ministerstwa Środowiska, który uczestniczył w poprzednim posiedzeniu Komisji, wyjaśnił różnicę stanowisk, do której doszło między tymi resortami, po czym - w miarę swoich możliwości - postaram się do tego odnieść. Przepraszam, ale jestem tu w zastępstwie i jestem niezbyt przygotowany.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Szkoda. Kiedy przerwaliśmy poprzednie posiedzenie, zwróciłem się z prośbą, żeby zainteresowane instytucje zapoznały się ze sprawą. W związku z tym proponuję oddać głos panu dyrektorowi Andrzejowi Głowackiemu z Najwyższej Izby Kontroli, żeby ponownie wprowadził nas w to zagadnienie.

Pełniący obowiązki dyrektora departamentu w Najwyższej Izbie Kontroli Andrzej Głowacki : Przypomnę tylko, że stanowisko ministra środowiska do przedłożonej mu informacji było pozytywne - zawiadomił nas o przystąpieniu do realizacji wniosków. Prezes NIK w pkt 1 napisał, że z zadowoleniem przyjmuje stanowisko ministra środowiska dotyczące realizacji wniosków zawartych w informacji, w znacznym stopniu wychodzące naprzeciw oczekiwaniom NIK. Mówiąc krótko, między ministrem środowiska a prezesem NIK nie było w tym punkcie żadnych rozbieżności. Natomiast powstała drobna rozbieżność, jeśli chodzi o stanowiska ministra infrastruktury, a właściwie prezesa Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast. Stanowisko ministra podzieliliśmy na dwie części. Jeśli chodzi o część pierwszą, uznaliśmy, że podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast ma rację. Chodziło o sprawę wygaśnięcia przepisu w zakresie różnicowania stawek dla ludności, gospodarstw domowych i instytucji. Rzeczywiście przepis ten wygasł - zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego - a stosowna korekta została zamieszczona w Informacji. Mieści się ona na samym początku, przy stronie tytułowej. Było to z naszej strony ewidentne przeoczenie. Nie wszyscy kontrolujący w terenie doczytali się stosownych regulacji prawnych zawartych w programie kontroli. Dotyczy to pk. 2 i 3 stanowiska prezesa. Natomiast nie podzieliśmy poglądu prezesa Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, że nie przytaczamy wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Taki zarzut został nam postawiony. Napisaliśmy, że przytaczamy wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Jest on zawarty na str. 27 w przypisie nr 22. W tym punkcie nie mogliśmy przyznać racji ministrowi infrastruktury i jednocześnie prezesowi Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, który niejako na marginesie dodał, że przedmiotowe rozporządzenie, o którym informuje, straciło obowiązującą moc na podstawie przepisów ustawy z 27 stycznia 2000 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem administracji publicznej. Niestety, prawnicy nie przyznali racji prezesowi Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, uznając, że to rozporządzenie wygasło dopiero w chwili, kiedy weszło w życie Prawo wodne. Na tym polega zasadnicza legislacyjna rozbieżność, która między prawnikami została już wyjaśniona. Nie stanowi ona meritum dyskusji rozpoczętej na naszym poprzednim spotkaniu. Jeśli pan przewodniczący pozwoli, przystąpię do udzielania odpowiedzi na pytania zadane podczas poprzedniego posiedzenia Komisji w tej sprawie. Pan prezes Zbigniew Hałat powtórzył dziś pytanie, które zadał wcześniej. Wydaje się, że sprawa jest oczywista. Mówiła o tym dziś przedstawicielka Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Czasem cechy organoleptyczne wody są jakby poprawne, ale woda nie nadaje się do spożycia, a czasem bywa inaczej. Generalnie uznajemy, że jeśli sanepid dopuścił wodę do picia, jest to woda właściwa. Natomiast doskonale wiemy, że nie zawsze jej cechy organoleptyczne odpowiadają naszemu podniebieniu. W tym duchu wypowiedziała się nasza przedstawicielka, pani doradca Maria Pokora, na spotkaniu z przedstawicielami prasy.

Pan poseł Jan Rzymełka zadał pytanie, czy Dyrektywa Wodna została uwzględniona w nowym Prawie wodnym. Pytał o to na tle tej części naszej Informacji, która nie była poddana dyskusji, a dotyczy gospodarowania wodami dorzeczy. Stwierdziliśmy jednoznacznie, że nowe Prawo wodne odpowiada Dyrektywie Wodnej Unii Europejskiej. Natomiast, zgodnie z opinią, którą do tego aktu przygotowały nasze służby legislacyjne, można stwierdzić, że dopiero akty wykonawcze do ustawy - Prawo wodne w pełni wyjdą naprzeciw zapisom Dyrektywy Wodnej. Chodzi głównie o nazewnictwo, klasyfikację i kategorie. Pani posłanka Zofia Krasicka-­Domka pytała o rury azbestocementowe i ołowiane. W skontrolowanych miastach, wyłącznie w Gdańsku stwierdziliśmy 12 km rur ołowianych. Natomiast rury azbestocementowe stanowią tylko ok. 6% w strukturze wszystkich przedsiębiorstw wodociągowych poddanych badaniom w tej kontroli. Jest to ok. 770 km wodociągów. Z tego, co wiem, są one systematycznie wymieniane. Pan poseł Stanisław Dulias pytał, czy jest prawdą, że do Polski importuje się z Niemiec rury pochodzące z obszaru byłej Republiki Demokratycznej Niemiec. Jak wiemy z prasy, tak było, ale te rury nie uzyskały odpowiedniego certyfikatu i nie zostały dopuszczone do użytkowania w Polsce. Pan prezes Roman Wiertelak postawił dość poważny zarzut, że Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła 78 analiz wody w 28 miastach i na tej podstawie wyciągnęła wnioski, że dwie trzecie produkowanej wody jest złej jakości. Panie prezesie, jeszcze nie jest z nami tak źle. Badaliśmy wodociągi w 14 miastach. W tym celu wzięliśmy pod uwagę po 12 analiz rocznie, czyli comiesięczną analizę z każdego ujęcia, z każdej stacji uzdatniania wody, a oprócz tego z punktów pomiarowych na sieci. W tezie nr 1 zaznaczonej kursywą - napisaliśmy, że wycinkowa kontrola dotycząca 78 analiz tylko potwierdziła to, co wcześniej stwierdziły laboratoria przedsiębiorstw wodociągów i kanalizacji oraz wojewódzkich stacji sanitarno­epidemiologicznych. Materiał, który nam udostępnił główny inspektor sanitarny był olbrzymi. Był to zestaw wszystkich prób z badanych miast w określonych układach badawczych. Musieliśmy włożyć ogrom pracy, żeby przeanalizować ten materiał i dojść do końcowych wniosków. Jednak jeszcze raz podkreślam, że były to przekroczenia sporadyczne, w krótkich odcinkach czasu i w różnych miejscach kraju. Powtarzam również, że nieodpowiedni smak wody nie zawsze oznacza, że woda jest niezdrowa. Dochodzi do tego element, który nie został uwypuklony w naszej kontroli, a na który nie zwrócili uwagi ani przedstawicielka GIS, ani pan prezes. Chodzi o awarie. Wiemy, jaką mamy wodę w kranach po każdej awarii. Następuje wypłukiwanie sieci magistralnych do sieci rozdzielczych, które kończy się poborem brunatnej wody z kranu. Taka jest prawda. Jednak obywatela nie interesuje przyczyna, dla której woda jest brudna, tylko skarży się na jej jakość. Podczas konferencji prasowej jedna z młodych dziennikarek spytała, dokąd ma się udać na skargę, ponieważ od 2 tygodni w jej domu leci z kranu brązowa woda. Jest to najlepsza ilustracja tego, że wszyscy oczekujemy na wodę, która nie tylko będzie odpowiadała normom, ale nie będzie raziła naszych zmysłów - smaku i wzroku. Pan prezes postawił nam kolejny zarzut, uważając, że niepotrzebnie preferujemy zmniejszenie zużycia wody na mieszkańca. Stwierdził, że jest to tylko 2,5% ogólnego spożycia wody w gospodarstwach domowych wobec całkowitego zużytkowania wody przez przemysł.

Prawda jest taka, że w ciągu 10 lat zużycie wody spadło o 30%, ale prawdą jest również to, że wreszcie zaczęliśmy wodę oszczędzać. Przypominam, że spłuczki typu dolnopłuk, które najpierw miały pojemność 12 l, potem 10 l, a teraz 8­6 l, trafiły do nas z takich "biednych" krajów, jak Niemcy czy Szwecja. Tam się naprawdę oszczędza wodę. Z tego punktu widzenia, biorąc pod uwagę zasobność Polski w wodę w przeliczeniu na 1 mieszkańca, działania tego rodzaju uważamy ze wszech miar za właściwe i będziemy je popierać. Przy czym decydujące znaczenie mają pieniądze. Od kiedy opomiarowano budynki, są liczniki, zaczęliśmy wodę oszczędzać. To działanie uważamy za właściwe. Kolejna sprawa dotyczyła zużycia wody na 1 mieszkańca. W polskich w miastach zużycie rzeczywiście wynosi ok. 100 l, ale w miastach, które skontrolowaliśmy - ponad 140 l na dobę. Pan prezes stwierdził, że jest to zużycie na skraju albo poniżej normy sanitarnej. W związku z tym, przyniosłem na dzisiejsze posiedzenie ogólnodostępne dane Głównego Urzędu Statystycznego. Wynika z nich, że takie same normy zużycia wody są w Republice Czeskiej, której mieszkańców nigdy nie uważaliśmy za społeczność nie przestrzegającą norm sanitarnych. Nieco większe zużycie mają Francja i Niemcy, prawie takie samo Belgia. Przy czym tak się składa, że wszystkie kraje, które wymieniłem, mieszczą się w dolnej grupie pod względem zasobności w wodę na głowę mieszkańca. Z danych międzynarodowych wynika, że Polska w Europie jest na 5 pozycji od końca. Natomiast, jeśli chodzi o oszczędność wody, jesteśmy w tej samej grupie co Niemcy, Belgia, Węgry i Czechy. Zatem wszędzie tam, gdzie nie ma wody, społeczność stara się wodę oszczędzać. Dobrze, że tak zaczęło się dziać również w Polsce. O tym, że nie zawsze wychodzi to wodociągom na zdrowie, już mówiliśmy nie tylko publicznie, ale i w kuluarach. Wiemy, z czego to się bierze. Ogromne przewymiarowanie sieci - ponieważ koszty produkcji są stałe - powoduje podnoszenie opłat. Jednak opłaty rosną również, ale nie jedynie z tego powodu. Pan prezes namawiał nas, żeby nie tworzyć wielkich planów i nie patrzeć na to, co robiono poprzednio, ponieważ były to działania na wyrost. W związku z tym, informuję, że w ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, w art. 21 jest zobowiązanie dla przedsiębiorstw wodociągowo­kanalizacyjnych opracowania wieloletnich planów rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych będących w ich posiadaniu, po czym wymienia się, co w takim planie powinno się znaleźć. Jednak my nie wymyślaliśmy nic nowego, tylko prosiliśmy, żeby w studiach uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin był uwzględniony aspekt zaopatrzenia ludności w wodę. Przypominam, że studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy jest podstawą do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, a jest to w skali kraju jedyny obowiązujący dokument. Jeśli w studium i w planie nie będzie zaznaczonych obszarów ujęcia i przesyłu wody, to skończy się to w ten sposób, że przesył i ujęcia wody będą nas kosztowały wielokrotnie drożej.

To w tych planach musi być uwzględnione. Tylko o to zabiegaliśmy. Nam nie chodziło o robienie dalekosiężnych planów rozwojowych, które załamały się nie z tego powodu, że zmienił się ustrój, tylko dlatego, że nasi demografowie popełnili błąd. Jak wiemy, nadal mieliśmy mieć dodatni przyrost naturalny, którego wskaźnik obecnie jest ujemny. Zatem jest sprawą zasadniczą, żeby w układzie perspektywicznym dbać nie tylko o ilość wody, ale i o jej jakość. Ostatni zarzut ze strony pana prezesa dotyczył pozwoleń wodnoprawnych. Uznał pan, że brak tych pozwoleń jest sprawą marginalną, ponieważ urząd państwowy wydaje zgodę na pobór określonej ilości wody tylko z danego źródła i w danym czasie. To prawda, ale również określa takie pojęcie jak depresja. Doskonale wiemy, że jeśli doprowadzimy do zanieczyszczenia złoża, będziemy czerpali wodę nie z tego pokładu, z którego mieliśmy. Robi się to jakby wyłącznie ze względu na opłaty, ale w ten sposób chroni się również odpowiednią wysokość poboru wody i zapobiega docelowo spadkowi jakości wody. Pan poseł Stanisław Dulias pytał, jak wygląda sprawa odprowadzania ścieków do rzek i rzeczek oraz co się robi w tym zakresie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że była przeprowadzona duża kontrola pod kątem przestrzegania postanowień konwencji helsińskiej, która wykazała istotną poprawę w tym zakresie. Miło nam było, że po raz pierwszy powołano się na Najwyższą Izbę Kontroli w materiałach prezentowanych przez ministerstwo. W części dotyczącej poszczególnych konwencji wyraźnie stwierdzono, że kontrola NIK wykazała istotną poprawę, jeśli chodzi o zmniejszenie zanieczyszczenia ładunków kierowanych do naszych rzek. Jeśli chodzi o pytania pana posła Marka Kuchcińskiego, rozumiem, że sprawa różnic, które de facto nie wystąpiły, między ministrem środowiska a Najwyższą Izbą Kontroli, została wyjaśniona, podobnie, jak sprawa rzeczywistych różnic, do których doszło w stanowiskach Ministerstwa Infrastruktury a Najwyższej Izby Kontroli. Nie mogę jednak w tej chwili odpowiedzieć na pytanie, jaka jest sytuacja z wykorzystaniem środków na realizację programu ISPA, gdyż te środki przeznaczone na urządzenia wodnokanalizacyjne są w gestii Ministerstwa Środowiska i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jeśli przedstawiciele tych instytucji powiedzieliby coś na ten temat, chętnie byśmy tego posłuchali. Mogę jedynie powiedzieć, że NIK w listopadzie zeszłego roku towarzyszyła kontroli wykorzystania środków ISPA i PHARE w obszarze "środowisko", a więc głównie w dziedzinie wodociągów i kanalizacji, która wykazała wyraźne opóźnienie strony polskiej w możliwości odbioru środków ISPA. Nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że w październiku lub listopadzie tego roku Europejski Trybunał Obrachunkowy zamierza taką kontrolę powtórzyć. Wnioski z tej kontroli nie są dla nas przyjemne. Powiem tylko, że jedna kompletnie nieprzygotowana inwestycja, która na papierze dobrze się rozwijała, wypadła z programu. Polsce przepadło kilkanaście milionów złotych, a niemałe miasto w aglomeracji łódzkiej utraciło możliwość szybkiego uzyskania oczyszczalni ścieków.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Czy ktoś chciałby zabrać głos tytułem uzupełnienia lub zadania dodatkowych pytań?

Prezes Roman Wiertelak : Żeby nie pozostało w państwa świadomości, że Izba Gospodarcza "Wodociągi Polskie" stawia Najwyższej Izbie Kontroli zarzuty, wyjaśniam, że wiemy, gdzie jest nasze miejsce. Natomiast nie bez racji jest stwierdzenie, że nadajemy na zupełnie innych falach, ponieważ różni nas poziom wiedzy i funkcje, które mamy do spełnienia. Żeby nie powstawały kolejne mity, powiem wprost, że ponieważ systemy wodociągowe są przygotowane - potwierdza to kontrola NIK - do znacznie większej produkcji niż jest realizowana, nie ma sensu oszczędzanie wody w źródłach, skoro te źródła i systemy są w stanie wyprodukować 3 razy więcej wody, niż społeczeństwo polskie obecnie konsumuje. Natomiast moja interwencja, żeby zaprzestać forowania w prasie programów oszczędnościowych w zakresie spożycia wody przez ludność bierze się z tego, na co pan dyrektor zwrócił uwagę, że jesteśmy na końcu listy w Europie, jeśli chodzi o spożycie wody na jednego mieszkańca, kształtujące się mniej więcej na poziomie 100 l. A zaznaczam, że ta woda jest nam potrzebna nie tylko do przeżycia, bo bezpośrednio konsumujemy z niej 2­3 l dziennie, ale również do systemów odprowadzania ścieków. Niemcy, którzy byli inicjatorami ograniczania pojemności spłuczek w toaletach, stwierdzili z przerażeniem, że ich ekskrementy nie dopływają do oczyszczalni i zalegają w rurociągach, ponieważ 6 l wody w spłuczkach to za mało, żeby je spłukać.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Czy ktoś jeszcze chciałby zabrać głos?

Prezes Zbigniew Hałat : Ilustracją dyskusji prowadzonej przez ostatnią godzinę niech będzie obraz 80-letniej staruszki we wsi Jurków, która stawia w pyle przy drodze nie przykryte niczym 3 słoiki i czeka na przyjazd cysterny strażackiej. Trwa to od lutego br., a więc zaczyna się już piąty miesiąc.

Poseł Jan Chojnacki /SLD/ : Jak powiedziałem, postaramy się ten problem wyjaśnić i zainterweniować. Jeśli to przyniesie skutek - a przypuszczam, że tak będzie - będziemy się cieszyć. Woda jest najważniejszym źródłem utrzymania życia. Można się zastanawiać nad tym, czy ją oszczędzać, czy nie. Myślę, że należy ją oszczędzać tam, gdzie jest to możliwe, a gdzie indziej trzeba ją wykorzystywać. Jakość wód w dużym stopniu zależy od środków finansowych na modernizację sieci wodociągowych i budowę nowoczesnych stacji uzdatniania wody, jakimi dysponują gminy. To kosztuje. Oczywiście można to robić, ale w efekcie cena wody będzie nie do zaakceptowania przez społeczeństwo. Ktoś musi tę różnicę pokryć. Dlatego uważam, że wiele zależy od inwencji obywateli w gminach oraz tych, którzy decydują o jakości wody i o tym, żeby zużycie odbywało się w granicach rozsądku. Jeśli ktoś odprowadza ścieki wprost do gleby, a w pobliżu jest ujęcie wody, to cieszy się, że udało mu się oszukać urzędników. A przecież działa na własną szkodę. Ten problem jest niezwykle ważny, ale i skomplikowany. Uważam, że w Polsce w okresie przystępowania do Unii Europejskiej, kiedy trzeba podnosić normy, potrzeba wiele wysiłku ze strony państwa, gmin i każdego z nas, żebyśmy pod względem jakości wody dorównali tym krajom, które dysponują nowocześniejszą techniką i są o wiele bogatsze od nas. Niech smak wody będzie taki sam u nas jak we Francji. W Polsce jest coraz więcej miejscowości, gdzie woda jest czysta i smaczna, ale jest ich jeszcze niewiele. Proponowałbym, żeby Komisja przyjęła do wiadomości Informację o kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli. Jednocześnie zaznaczam, iż zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest to ostatnia kontrola. Takie kontrole nasilą się, w związku z tym, że będziemy musieli spełniać pewne wymogi w określonym czasie. Do tego tematu na pewno będziemy wracali nie raz. Natomiast do ministerstw, które w jakimś stopniu wpływają na to, co się dzieje z wodą, zwracamy się z apelem, żeby akty wykonawcze, przepisy, które mają ułatwić funkcjonowanie w tym zakresie, były jak najbardziej czytelne, jasne i nowoczesne. Dzięki temu jakość wody w szybkim tempie dojdzie do przyzwoitego poziomu. Jeśli nie usłyszę sprzeciwu, uznam, że moja propozycja został przyjęta. Sprzeciwu nie słyszę. Stwierdzam, że Komisja przyjęła Informację NIK. 
 

WODA Z KRANU

ZATRUTA WODA Z KOPALNI MIEDZI

TRÓJCHLOROETYLEN (TRI) W WODZIE
SPRZEDAWANEJ MIESZKAŃCOM TARNOWSKICH GÓR

"Woda to produkt najbardziej masowy i najmniej bezpieczny"
Z. Hałat, szmaragdowa książeczka "WODA  DLA CIEBIE", Warszawa 2000
szmaragdowa książeczka